środa, 30 sierpnia 2017

Rozdział 53.

Gdyby piłka w tym momencie przestała istnieć, nie miałbym właściwie już co robić. Nadszedł dzień, w którym nie miałem żadnego treningu, zostałem więc zmuszony do spędzania czasu w samotności moich czterech ścian. Znaczy, w domu gdzieś błąkał się Jota, ale nie zamierzaliśmy siedzieć razem, więc nie opłaca się go liczyć.
Pozostało mi jedynie oglądanie jakiegoś meczu siatkówki w telewizji, co wcale nie było dla mnie najlepszym wyjściem na spędzanie wolnego czasu. Ale cóż innego mógłbym robić...
Jakoś w trakcie drugiego seta odezwał się mój telefon. Dzwoniła Rafaela, więc nie mogłem jej olać, choć taka myśl rzeczywiście przez chwilę znajdowała się w mojej głowie.
- Tak? - zapytałem zaraz po odebraniu.
- Co jest z tobą, Ney? Nie odzywasz się od dobrych dwóch tygodni - powiedziała z wyrzutem już na samym początku.
Westchnąłem.
- Przepraszam, po prostu mam trochę problemów - nie do końca przecież minąłem się z prawdą.
- Coś z treningami albo klubem? - zmartwiła się. Ja za to zdziwiłem się, że nie wiedziała, o co może chodzić.
- Nie, akurat w klubie wszystko jest okay - powiedziałem. - Znaczy chwilowo nie ma mnie w kadrze, ale to nie z powodu problemów w klubie.
Nastała chwilowa cisza.
- Ah, czyli chodzi o nią - mruknęła. Wyczułem nutę zawiedzenia w jej głosie.
- Rafaela? O co chodzi? - zapytałem zdziwiony jej dziwnym nastawieniem.
- Neymar, nie zrozum mnie źle, ja bardzo lubię Selenę, z resztą sam o tym wiesz. Ale to chore, że przez laskę, która cię zostawiła zawalasz treningi, swoją karierę i zaniedbujesz rodzinę. Zostawiła cię, więc zostaw tę sprawę i się ogarnij.
Okay, nie mogłem uwierzyć, że to powiedziała. Selena była niemalże jej przyjaciółką...
- Z resztą tacie też się to wszystko przestaje podobać... - dodała i to były słowa, które przelały czarę goryczy.
- To moje życie i nikt nie będzie mi dyktował, co mam w nim robić. Jeśli będę chciał, to zakończę karierę, tylko po to, żeby odzyskać Selenę i żadne z was nie będzie miało nic do powiedzenia. Sel stało się coś poważnego, jest ciężko chora, a ty śmiesz mówić o niej takie rzeczy - mówiłem bez kompletnie żadnych zahamowań. Taka była cała prawda. Rafaela ani ojciec nic nie rozumieli.
Nastała długa cisza, po której moja siostra raczyła się odezwać.
- Zaniedbujesz Daviego. Cały czas pyta, kiedy będzie mógł zobaczyć się z tatą - całkowicie zmieniła ton. Teraz jakby bała się, że na nią nakrzyczę.
- Nie zaniedbuję go. Rozmawiałem już z Jotą, ma po niego niedługo polecieć do Brazylii - powiedziałem stanowczo.
- Umawialiśmy się, że ty przylecisz do Brazylii - odpowiedziała.
Przewróciłem oczami. Byłem coraz bardziej wkurzony.
- Ale jakbyś nie zauważyła, to nie bardzo mam na to czas. Carolina się zgodziła, w tym momencie tylko ty robisz problem - rzuciłem, a zanim jeszcze zdążyła się odezwać, dodałem: - Nie mam ochoty rozmawiać, odezwij się jak sobie wszystko przemyślisz, bo z tego co widzę, to nie ja powinienem się ogarnąć.
Zakończyłem połączenie i rzuciłem telefon na sofę zaraz obok mnie. Ta rozmowa nie przyniosła mi nic dobrego.
Jednak mecz nie zdążył się skończyć, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Byłem zdziwiony, bo nie spodziewałem się, żeby ktoś miał mnie dzisiaj odwiedzić, ale jak najszybciej ruszyłem się do wejścia.
Ale żadne słowa nie są zdolne do opisania wszystkich uczuć, które się we mnie pojawiły, gdy po otwarciu drzwi na progu mojego domu ujrzałem Selenę. Padał deszcz, ona była już cała przemoczona, więc czym prędzej wpuściłem ją do środka.
Wydawała się kompletnie zagubiona, gdy już znalazła się w moim domu. Miała ze sobą niewielką walizkę, ale nie chciałem pytać. Przez myśl przeszło mi, żeby pomóc jej zdjąć kurtkę, ale wydawała się tak zamknięta w sobie, że wątpiłem, żeby mi na to pozwoliła.
Dlatego widząc jej upuszczony wzrok, delikatnie wziąłem ją za ręce, przykucnąłem, jak gdybym miał rozmawiać z dzieckiem i spojrzałem na jej twarz.
- Sel, co ty tutaj robisz? - zapytałem cicho. Nie chciałem przestraszyć jej bardziej niż już była.
Przez chwilę wydawało się, jakby nie zamierzała odpowiedzieć, ale jednak się odezwała.
- Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z ciocią i ja... po prostu musiałam stamtąd uciec, a nie wiedziałam... ja... jest tutaj może Jota?
Była roztrzęsiona, co zauważyłem dopiero, gdy usłyszałem jej głos. Musiałem się nią zaopiekować.
- Tak, jasne, że jest. Chodź, poczekasz w salonie, a ja pójdę po niego, dobrze? - zapytałem, wstając i pomagając jej wreszcie zdjąć przemoczoną kurtkę.
Zaraz potem wziąłem jej walizkę w jedną rękę, w drugą biorę delikatnie jej dłoń i prowadzę ją do salonu. Tam czekam aż usiądzie, żeby móc spokojnie pójść po Jotę, ale ona najpierw uważnie się rozgląda. Jej wzrok spoczął na dłużej na dużym obrazie, a właściwie zdjęciu, które zostało przeze mnie jakiś czas temu powieszone na jednej ze ścian. Przedstawiało mnie i ją, było to jedno z pierwszych zdjęć, jakie zrobiliśmy, o ile nie pierwsze. Powiesiłem je niedługo po tym, jak zniknęła. Lubiłem na nie patrzeć i wyobrażać sobie, że nic się nie wydarzyło.
Miałem nadzieję, że może się odezwie, powie coś na temat tej fotografii albo chociażby się uśmiechnie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Pokręciła tylko głową i usiadła na kanapie.
Gdy tak na nią spojrzałem, naprawdę nie przypominała mi dziewczyny, w której byłem szaleńczo zakochany. Moja Selena zapewne w tym momencie rozłożyłaby się wygodnie na całej kanapie, podczas gdy jej "nowa wersja" usiadła grzecznie tak, jak zazwyczaj zachowujemy się, gdy jesteśmy u kogoś po raz pierwszy.  To tak bardzo do niej nie pasowało.
Spojrzałem na nią po raz ostatni, zanim opuściłem pokój. Naprawdę byłem przeszczęśliwy, że się tutaj pojawiła, że ufała mi na tyle, żeby przyjść do mojego domu.
Jednak gdzieś w środku nadal bolała mnie świadomość, że ufała Jocie bardziej niż mnie.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Rozdział 52.

Wariowałem.
Tak jak myślałem, świadomość, że znalazłem Selenę, ale ona do mnie nie wróciła, nie dawała mi spokoju. To się robiło chore, a minęły dopiero trzy dni.
Nie mogłem kompletnie znaleźć sobie miejsca w domu, więc wracałem tam praktycznie tylko po to, żeby spać. W ciągu dnia jeździłem a to na trening, a to na siłownię, a to jeszcze szwendałem się po mieście. Wszystko byle nie musieć siedzieć w domu.
- Wychodzimy gdzieś dzisiaj? - zapytałem chłopaków, gdy wszyscy ogarnialiśmy się w szatni po wieczornym treningu. Nie miałem ochoty wracać do Joty. Który i tak zapewne gdzieś już wyszedł. Odkąd wróciliśmy z Madrytu ciągle gdzieś wychodził, cały czas spędzał na telefonie.
- Trochę słabo. Jutro mecz i wiesz... - powiedział Leo.
No tak, oni jutro grali. Ja nawet nie zostałem powołany do kadry meczowej, bo zebrałem zbyt dużo żółtych kartek. Z resztą i tak wątpię, żebym mimo tego mógł wystąpić w meczu. Rozmawiałem z Enrique i powiedział mi, że na razie ma zamiar dać mi trochę wolnego od grania w pierwszym składzie. Prościej mówiąc, chciał mi po prostu powiedzieć, że spieprzyłem się jako piłkarz.
Skoro chłopacy nie mieli dla mnie czasu, musiałem go spędzić sam, choć nie bardzo mi się to uśmiechało. Dlatego postanowiłem na nich nie czekać, po prostu zebrałem swoje rzeczy, pożegnałem się z nimi i ruszyłem w drogę powrotną do pustego domu.
Jednak będąc już niedaleko pomyślałem, że dobrze byłoby poinformować wujka Seleny o tym wszystkim, czego zdążyłem się dowiedzieć. Jakby nie patrzeć, to dzięki niemu mogliśmy tak naprawdę znaleźć Sel i poznać całą tę pokręconą prawdę.
Tak więc zmieniłem kierunek swojej podróży i po może godzinie znalazłem się pod domem wujka Seleny. Nie byłem pewien, co powinienem zrobić, ale wreszcie stwierdziłem, że po prostu zadzwonię do drzwi. Nie miałem pojęcia, co zrobię, jeśli otworzy mi ciotka Sel, ale na szczęście nie musiałem nad tym myśleć, bo po chwili w drzwiach domu zjawił się nie kto inny jak jej wujek.
- Dzień dobry, małżonki nie ma w domu? - zapytałem. Nie chciałem, żeby może przypadkiem podsłuchała naszą rozmowę.
- Nie, wróci dopiero wieczorem. Zapraszam - odpowiedział, otwierając przede mną bramkę prowadzącą na posesję. Oboje bez słowa ruszyliśmy do domu.
Dopiero, gdy znaleźliśmy się w salonie, wujek Seleny zachęcił mnie, żebym opowiedział, co mnie do niego sprowadza.
- Moi przyjaciele zdobyli adres Seleny w Madrycie. Razem z bratem byłem ją odwiedzić kilka dni temu - powiedziałem. Byłem lekko załamany, bo nadal nie wierzyłem w to, co zapewne zaraz będę musiał powiedzieć.
- I co takiego się wydarzyło? Rozmawiałeś z nią? Wyjaśniła ci wszystko? - pytał zaciekawiony, siadając w fotelu. Nie chciałem stać, więc także usiadłem na sofę naprzeciwko niego.
- W tym problem, że nie. Ona kompletnie nie chciała ze mną rozmawiać - przyznałem. - Za to rozmawiała przez długi czas z moim bratem.
- Czego się dowiedzieliście?
- Że straciła pamięć.
Słysząc tą wiadomość, mężczyzna nie dowierzał. Najpierw spojrzał na mnie zdziwiony, a potem chyba uznał, że sobie z niego żartuję.
- A tak naprawdę, co się tam wydarzyło? - zapytał, a ja postanowiłem po prostu powtórzyć mu to, co już wcześniej usłyszał.
- Jota rozmawiał z nią o tym, co rzekomo się między mną a Seleną stało, ale ona opowiedziała mu całkiem inną historię niż ta, która rzeczywiście miała miejsce. Ona nie pamięta niczego, co wydarzyło się przed zakończeniem matur. Ktoś wcisnął jej jakąś dziwną historyjkę, ale to nie jest prawda - powiedziałem. Teraz już wujek Sel wyglądał, jakby zaczynał mi wierzyć.
- Na pewno mnie nie okłamujesz? - zapytał, jakby na pewno chciał się upewnić.
- Na pewno. Może pan ze mną pojechać i to sprawdzić - przytaknąłem.
Przyjrzał mi się nerwowo, a potem sięgnął po swoją komórkę.
- Tutaj zdecydowanie dzieje się coś złego. Nie wiem, co się wydarzyło, ale to chyba najwyższy czas, żeby ojciec Seleny dowiedział się o wszystkim - stwierdził, wybierając już numer.



środa, 16 sierpnia 2017

Rozdział 51.

Siedziałem pod tymi cholernymi drzwiami dobrych kilka godzin. Nie wiem, co oni tam robili, ale z środka nie dochodziły żadne dźwięki. Po pierwszej godzinie zrezygnowany usiadłem pod drzwiami i tak czekałem. Zaczynałem się martwić, że może cos poszło nie tak, że może coś złego się tam, wydarzyło. Ale nie mogłem zrobić nic poza czekaniem.
Ludzie przechodzący obok dziwnie się na mnie patrzyli, gdy tak siedziałem, obracając w dłoniach telefon, żeby czymś się zająć. Nie dziwię im się. Widok człowieka koczującego pod czyimiś drzwiami to nie jest coś, co widzimy codziennie. A tym bardziej jeśli jest to piłkarz z klubu, który w tym miejscu uznawany był za wrogi.
Kiedy słyszałem najmniejszy szmer dochodzący zza ściany, o którą się opierałem, od razu wytężałem słuch. Jednak Przez dobre cztery godziny nic mi to nie dało.
Aż wreszcie drzwi obok mnie się otworzyły i wyszedł przez nie Jota. Ani śladu Seleny.
- I co? - zapytałem, momentalnie podnosząc się z podłogi i stając naprzeciw brata.
Pokręcił głową i zaczął iść korytarzem. Zdezorientowany ruszyłem za nim.
- Jota, może łaskawie powiesz mi, co się tam wydarzyło? - wołałem do niego.
- Chodźmy do samochodu, wszystko ci opowiem - mruknął tylko.
Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. A byłem tak cholernie ciekawy tego, co się działo w mieszkaniu Seleny przez te kilka godzin, że gdy tylko wsiedliśmy do samochodu, spojrzałem wyczekująco na Jotę.
Który jak na złość przez baaaaardzo długi moment nie chciał się odezwać.
- Stary, ona nic nie pamięta - powiedział wreszcie, spoglądając na mnie. Nie no, kurwa, żartował sobie ze mnie.
- A tak na serio? - zapytałem, chcąc już się wszystkiego dowiedzieć.
- Kurwa, Neymar, ona nie pamięta niczego, co się wydarzyło przed zakończeniem egzaminów, czaisz? Niczego! - zawołał. Spojrzałem na niego jak na kompletnego debila.
Jak to ona niczego nie pamięta?!
- Skąd to wiesz?
- Poprosiłem ją, żeby opowiedziała mi jak to wszystko wyglądało. W sensie, że to, o czym mówiła przy tobie. Że zrobiłeś jej jakąś krzywdę - przytaknąłem, choć on i tak nie zwrócił na to uwagi. - A wtedy ona zaczęła opowiadać, jak dwukrotnie przyłapała cię na zdradzie. O tym, że byliście razem od około roku. Że poznaliście się na wakacjach na Ibizie. Tam do cholery nic nie zgadzało się z prawdą. I ona albo tak dobrze udaje, albo naprawdę coś się stało z jej pamięcią.
Tylko dlaczego miałaby udawać? Teraz zastanawiałem się tylko, co takiego stało się, że Selena zapomniała wszystko, co wydarzyło się między nami, co takiego sprawiło, że całkowicie zniknąłem z jej świadomości.
I kto do cholery nawciskał jej tych wszystkich bzdur na temat naszego związku?
- I co takiego ci jeszcze powiedziała? - zapytałem. Chciałem znać relację z całego tego czasu, który spędzili w jej mieszkaniu, ale na razie musiałem znać przynajmniej najważniejszą część z tego wszystkiego.
- Że wyprowadziła się od ciebie, bo nie mogła znieść ciągłego widoku ciebie z inną. Że miała cię dość i dlatego przeprowadziła się do Madrytu, żeby cię więcej nie oglądać - mruknął, opierając głowę o boczną szybę. - Po prostu nic mi tutaj nie pasuje. Ktoś musiał maczać w tym palce, bo to niemożliwe, żeby ona sama to sobie wymyśliła...
To było akurat oczywiste, że ktoś musiał naopowiadać jej tych wszystkich głupot na nasz temat. Musiał być to ktoś, kto bardzo mnie nie lubił i w dodatku był na tyle blisko z Sel, żeby mu uwierzyła. Do cholery, na świecie jest tylko jedna taka osoba...
- Wiedziałem, że jej matka mnie nienawidzi, ale nie sądziłem, że posunie się aż tak daleko - powiedziałem, uderzając ze złości w kierownicę. Odczekałem chwilę aż się uspokoję i spojrzałem na Jotę. - Co teraz zrobimy? Ja muszę ją odzyskać.
Sam czułem desperację w moim głosie. To było jedyne, na czym mi w tym momencie zależało - odzyskać dziewczynę, którą kochałem.
- Powinniśmy wrócić do Barcelony. Masz treningi, nie możesz ich zawalać. I tak nic tutaj nie zdziałasz - powiedział, a we mnie aż coś się wzburzyło, gdy to usłyszałem.
- Treningi to w tym momencie rzecz, o którą najmniej się martwię - zawołałem. - Nie mogę tak po prostu wrócić do Barcelony i siedzieć sobie tam spokojnie ze świadomością, że ona tutaj jest i nie pamięta nic z tego, co się pomiędzy nami wydarzyło!
- Mógłbyś się, do cholery, w końcu uspokoić? - Jocie też zaczęły puszczać nerwy. - Siedząc tutaj i tak nic nie zdziałasz, bo ona nawet nie chce cię widzieć na oczy. Wszystko tylko pogorszysz! W dodatku chcesz zawalać treningi? Niszczyć sobie karierę? Dawać tym hienom pretekst do tego, żeby nagle zaczęli się interesować tobą i sprawą z Seleną? Tego właśnie chcesz?
Wydarł się, a ja po prostu oparłem czoło o kierownicę. To było tak cholernie trudne.
- A co ty planujesz zrobić? - zapytałem już o wiele spokojniej.
- Po tym jak ona opowiedziała mi swoją wersję, spróbowałem jej wytłumaczyć, że nic takiego się wcale nie wydarzyło. Może nie do końca uwierzyła mi we wszystko, co powiedziałem, ale na pewno trochę zburzyło to jej zaufanie do osoby, która wcisnęła jej ta całą historyjkę. Powinniśmy wrócić do Barcelony i pomyśleć spokojnie, co robić dalej. Nie możesz działać pochopnie.
Miał rację. Jota jak najbardziej miał rację. Tylko ja nie potrafiłem znieść świadomości, że w tym momencie nie mogę nic w tej sprawie zrobić. Cała ta sytuacja była kompletnie beznadziejna.
- Więc teraz do cholery przesiadaj się na moje miejsce i wracamy razem do Barcelony - usłyszałem stwierdzenie Joty i spojrzałem na niego zdziwiony. - No co, myślałeś, że w tym stanie pozwolę ci prowadzić? Co to to nie, jeszcze mi życie miłe.
A gdy zobaczył, że nie zamierzam się ruszać z miejsca, dodał:
- No ruchy, nie mamy całego dnia.
Z niechęcią zamieniłem się z nim miejscami.
I wróciliśmy z powrotem do domu.







Ciekawa jestem, czy mielibyście coś przeciwko, żebym zakończyła to w tym miejscu? :'D

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rozdział 50.

Wybrałem na domofonie numer mieszkania, w którym miała znajdować się Selena i czekałem.
Ten czas dłużył się niemiłosiernie. A było to może kilka sekund.
- Tak? - usłyszałem głos.
Jej głos.
To nie możliwe!
To ona?!

--------

- Yhm - odkaszlnąłem, chwilę później, gdy Selena zaczęła się niecierpliwić i już chciała odłożyć słuchawkę domofonu. - Hey Selena, tu Neymar - nie potrafiłem opanować drżenia głosu i uśmiechu cisnącego się na usta.
A zaraz potem nadszedł zimny prysznic, który zakończył całą moją radość.
- Nie znam, żadnego Neymara. Kim do cholery pan jest? - usłyszałem jaj pytanie przez domofon i naprawdę myślałem, że to jakiś cholerny żart.
- Jak to kim jestem? Sel, przecież to ja. Przestań udawać, że mnie nie znasz i daj mi ze sobą porozmawiać - mówiłem błagalnie. Od tego, czy wpuści mnie do środka zależało wszystko.
- Proszę przestać robić sobie ze mnie żarty, nie mam na to czasu - powiedziała, a zaraz usłyszałem dźwięk odkładanego domofonu.
KURWA!
Oparłem czoło o bramkę, która dzieliła mnie od drogi do mojej ukochanej i po prostu się załamałem. Po takim długim czasie poszukiwań, gdy w końcu ją odnalazłem, dzieli mnie od niej jakaś pieprzona metalowa brama, która nie pozwala mi jej odzyskać.
Po chwili zrezygnowany odwróciłem się w stronę samochodu i wzruszyłem ramionami.
Byłem bezradny.
Smętnym krokiem wróciłem do samochodu i niechętnie do niego wsiadłem.
- O co chodzi? - Jo nie miał zamiaru czekać z pytaniami, nawet zważając na mój humor.
- Ona do cholery udaje, że mnie nie zna - krzyknąłem, uderzając w kierownicę. Wpadałem w jakiś dziwny szał, gdy przychodziło mi na myśl, że ona nie chce mnie znać.
- Co ty, stary, masz zamiar się tak szybko poddać? - usłyszałem głos Jo, a potem dźwięk otwieranych drzwi.
Wysiadłem za nim, gdy on był już przy bramie. Rozmawiał z kimś przez domofon, a gdy do niego dotarłem, wejście stało przed nami otworem.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytałem zdziwiony, wchodząc na teren zamkniętego osiedla.
- Trzeba sobie umieć radzić w trudnych sytuacjach - wzruszył ramionami. - Zadzwoniłem do jakiejś sąsiadki.
Moralnie przybijam sobie facepalma za to, że nie wpadłem na ten pomysł. Jednak całe szczęście, że miałem przy sobie Jotę, który miał głowę na karku i to dzięki niemu po chwili wspinaliśmy się po schodach.
A już po kilku minutach znajdowaliśmy się pod jej drzwiami.
- No dzwoń - pośpieszał mnie, gdy wahałem się przed naciśnięciem dzwonka.
Bałem się trochę, że się rozczaruję. Że mimo wszystko to jednak nie będzie ona.
Gdy sam tego nie zrobiłem, Jota nacisnął go za mnie. Potem w napięciu czekaliśmy.
Aż wreszcie drzwi się otworzyły.
A w nich stanęła ona.
I pierwsze co powiedziała to:
- Przecież do cholery powiedziałam, że nie mam dla ciebie czasu.
Byłem zdziwiony jej wrogim nastawieniem. Nie zrobiłem niczego, czym mógłbym sobie na nie zasłużyć i kompletnie nie rozumiałem, co się tutaj działo.
Zanim odpowiedziałem, zdążyłem się jej jeszcze dokładnie przyjrzeć. Aż trudno mi było uwierzyć, że to naprawdę ona. Bo moja Selena, która zazwyczaj chodziła w rozciągniętych bluzach, dresach i nienawidziła jakichkolwiek dodatków i makijażu, miała właśnie na sobie różową sukienkę, szpilki, ozdobny wianek we włosach i tonę makijażu na twarzy. Nie mówię, że wyglądała źle, ale do cholery, przecież ona nienawidziła różowego!
- Proszę cię tylko o chwilę rozmowy. Chcę wiedzieć po prostu dlaczego tak nagle zniknęłaś! - zawołałem.
Przez jej twarz przemknęło niezdecydowanie, ale tylko przez moment. Potem przyjęła poważną minę i z wyższością odpowiedziała:
- Nie będę ci się z niczego tłumaczyć, chory człowieku! Udało mi się stamtąd uciec i dzięki Bogu, bo nie wiem, co miało mnie tam jeszcze czekać! Nie mam zamiaru dłużej z tobą rozmawiać, bo jeszcze zrobisz mi krzywdę!
Chciała szybko zamknąć drzwi, ale Jota jej to udaremnił. Byłem mu wdzięczny, że jakkolwiek zareagował, bo ja byłem zbyt zszokowany tym, co właśnie usłyszałem, żeby cokolwiek zrobić.
- Rozumiem, że po tym, co Neymar ci zrobił, nie chcesz z nim rozmawiać. Ale proszę, porozmawiaj ze mną. Przecież jesteśmy przyjaciółmi - powiedział do niej. O czym on, do cholery, mówi? Że co ja jej niby zrobiłem?
Z jej ust wydobyło się lekkie westchnienie, a potem z obawą uchyliła szerzej drzwi, pozwalając mu wejść do środka.
A zaraz potem po prostu zamknęła mi drzwi przed nosem, nawet na mnie nie spoglądając.
Czy ktoś mi powie, co się tutaj właśnie odpierdala?!



Taaaak, dawno mnie tutaj nie było, ale nareszcie chyba nadszedł czas, żeby zakończyć całą niewiadomą z tą dramą między Neymarem a Seleną ;)

A tak już odbiegając od tematu opowiadania, co myślicie o tym, co się ostatnio działo? Wiecie, o co chodzi,.. Podzielcie się koniecznie opiniami i odczuciami na ten temat w komentarzach, chcę wiedzieć jakie macie zdanie na ten temat!






poniedziałek, 22 maja 2017

Rozdział 49.

- Co ty właśnie powiedziałeś? - nagle obudziłem się z tego dziwnego transu i już po chwili stałem zaraz obok Pique, który trzymał w ręku tę arcyważną kartkę, która mogła zmienić kompletnie wszystko.
- Że znaleźliśmy twoją dziewczynę! Wiemy, gdzie ona mieszka! - Dani wykrzyczał mi to prosto w twarz, jakby chciał, żebym się w końcu zorientował, o co chodzi.
Miałem ochotę krzyczeć z radości!
- Rozmawialiśmy też z jej wujkiem. Jeśli chcesz, to jutro z samego rana wybieramy się do Madrytu! - darł się dalej. - Rozumiesz to?! Znaleźliśmy ją!
Aż przytuliłem go z radości, jaka mnie ogarnęła. To było nie do pomyślenia, że im się udało.
- Naprawdę nie chcę przerywać tego momentu radości, ale czeka nas jeszcze druga połowa meczu do zagrania - odezwał się Enrique pośród naszych krzyków.
We wszechobecnym, ogarniającym nas szczęściu wszyscy ruszyliśmy do wyjścia.
- Zagraj ten mecz najlepiej, jak potrafisz, młody - zawołał jeszcze za mną Dani, gdy wychodzili z szatni by iść na trybuny.
Nie miałem zamiaru zagrać go ani trochę gorzej, niż najlepiej jak umiem.

********
Późniejszy wynik był tego najlepszym przykładem. Wygraliśmy 4:0 i mieliśmy niemały powód do świętowania. Jednak ja nie na tym się skupiłem. Przez całą noc nie potrafiłem zasnąć, wciąż myśląc o tym, że jutro z samego rana wyruszymy z chłopakami w podróż do Madrytu. I do Seleny. Nie potrafiłem nadal uwierzyć w to, co się działo, choć już coraz bardziej to do mnie docierało.
Zasnąłem dopiero około 5 nad ranem, tylko po to, żeby dzwonek do drzwi obudził mnie niecałe trzy godziny później. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i ruszyłem do drzwi wejściowych. Jednak zanim tam dotarłem, Jota zdążył już wpuścić naszych gości do środka.
Gerard i Dani wyglądali na zwartych i gotowych, żeby wyruszyć na lotnisko. Jota też na takiego wyglądał. Tylko ja pozostałem w rozsypce.
Jak dobrze, że mieliśmy jeszcze sporo czasu do naszego lotu, bo inaczej byłoby z nami cienko.
- Ten jak zwykle nieprzygotowany. Czy my całe życie będziemy musieli na ciebie czekać? - marudził Alves, na co zgromiłem go wzrokiem.
- Pięć minut i jestem gotowy - zawołałem do nich, odwracając się, żeby móc wrócić do pokoju.
I może to nie było takie "pięć minut", ale ogarnąłem się naprawdę szybko i niedługo potem jadłem już śniadanie, czyli robiłem ostatnie, co musiałem ogarnąć przed wyjściem.
- Wiesz, co? Jak tak czasami na ciebie patrzę, to przestaję się dziwić, dlaczego Selena cię zostawiła, wiesz? - stwierdził Alves, wchodząc do kuchni, gdy ja w ekspresowym tempie próbowałem zjeść cokolwiek.
- To wcale nie jest śmieszne, Dani - mruknąłem, próbując jednocześnie nie ubrudzić się jedzeniem. Wtedy musiałbym spędzić w domu jeszcze więcej czasu niż powinienem.
- Owszem, jest - powiedział Gerard, pojawiając się zaraz za Alvesem. - Grzebiesz się i grzebiesz, a powinieneś być gotowy już dobre pół godziny temu.
- Nie narzekaj tylko wychodź - zawołałem, wbiegając wręcz jeszcze do salonu, żeby zabrać wszystkie swoje dokumenty.
Mniej niż pół godziny później znajdowaliśmy się już na lotnisku. Szybko załatwiliśmy wszystkie sprawy związane z lotem i czekaliśmy tylko aż zaczną wpuszczać ludzi na pokład.
W tym czasie zdążyłem wypić dwie kawy i cztery razy pójść do łazienki. Byłem tak zdenerwowany faktem, że wreszcie lecimy do Madrytu, że nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca.
To głupie i dziwne, że po tym, jak tyle czasu czekałem na moment, gdy znajdę Selenę, nagle tak bardzo denerwuję się przed zobaczeniem się z się z nią. Po prostu po mojej głowie chodzą tysiące myśli, że może jednak to wszystko się nie uda, że może to fałszywy trop.
Nie chciałem, żeby tak było najmocniej na świecie, ale nie potrafiłem tego wykluczyć.
Nie mogłem tego wykluczyć...

********

To na pewno tutaj?
To samo myślę i jednocześnie, mówię do Daniego i Gerarda. Stoimy właśnie przed wysokim blokiem, w którym znajdują się ogromne apartamenty. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce nie bardzo pasuje mi do Seleny.
Dlaczego miałaby tutaj być?
- Tak, to na pewno tutaj - Dani sprawdził jeszcze adres zapisany na kartce. - Piętro 9, numer 111.
Westchnąłem głośno. Nie potrafiłem zdobyć się na odwagę, żeby wysiąść z wypożyczonego przez nas samochodu i wejść do budynku.
- Zamierzasz się ruszyć czy przyjechaliśmy sobie tutaj tylko po to, żeby pooglądać sobie jej blok? - po chwili odezwał się poddenerwowany Jota. Jemu też zależało, żeby to wszystko okazało się prawdą, dlatego tak się denerwował. Choć nie mniej niż ja.
- Już idę - powiedziałem wreszcie, otwierając drzwi od czarnego Audi. - Trzymajcie za mnie kciuki - dodałem, wysiadając i trzaskając za sobą drzwiami.
Głośno wypuściłem powietrze i ruszyłem w stronę budynku. Zatrzymałem się dopiero przed bramką. Nie chciałem robić tego wcześniej, bo bałbym się, że zawrócę w połowie drogi.
Wybrałem na domofonie numer mieszkania, w którym miała znajdować się Selena i czekałem.
Ten czas dłużył się niemiłosiernie. A było to może kilka sekund.
- Tak? - usłyszałem głos.
Jej głos.
To nie możliwe!
To ona?!




#jestemokropna
#takwiem

Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale niestety nie mogę też powiedzieć, że będzie lepiej. Przez cały czerwiec prawdopodobnie nie będę mogła pisać kompletnie nic, a w lipcu wzywa mnie powołanie do pracy, więc też praktycznie nici z pisania :( Więc mam tylko nadzieję, że poczekacie na to, co będzie dalej w tej historii...

Neyforever

środa, 3 maja 2017

Rozdział 48.

Dzień meczu. Ale też dzień, w którym miałbym realne szanse na odnalezienie Seleny. Choć raczej nie będę miał okazji by wykorzystać te szanse.
Po rozmowie z Enrique musiałem ochłonąć. Fakt, że nie pozwolił mi na ominięcie meczu sprawił, że byłem naprawdę zły i jakoś musiałem wyładować negatywne emocje. Dlatego po powrocie do domu sprawiłem sobie solidny trening na własnym boisku, a zaraz po nim ległem zmęczony na murawę i patrzyłem w niebo. W międzyczasie także przemyślałem sprawę piłki nożnej i Seleny. I mimo że bardzo kochałem Sel i chciałem ją jak najszybciej odnaleźć, to jednak zdałem sobie sprawę z tego, kim jestem. A jestem piłkarzem i nie powinienem zaniedbywać swoich obowiązków. Tysiące a nawet miliony osób liczą na to, że będę pomagał drużynie i pchał ją do zwycięstwa, dlatego nie mogę ich zawieść. Takie były moje przemyślenia z tamtego momentu.
Jednak oczywiście nie miałem zamiaru zaniechiwać poszukiwań mojej dziewczyny. W żadnym wypadku. Po prostu postanowiłem przełożyć to w czasie o kilka dni. Z relacji jej wujka wynikało, że nic jej raczej nie grozi, więc mogłem tylko z niecierpliwością wyczekiwać momentu, gdy będę w końcu mógł ją przytulić, poczuć jej zapach, powiedzieć jej jak bardzo ją kocham i jak bardzo za nią tęskniłem. To było dla mnie najważniejsze.
Ale wiem, że powinienem mieć wyrzuty sumienia, że teraz, siedząc w szatni na kilkadziesiąt minut przed meczem, zamiast skupić się na nadchodzącej rozgrywce, myślę nad tym, co dzieje się z Seleną.
Przedmeczowy trening wykorzystałem w dwustu procentach. Pierwszą tego przyczyną było przeświadczenie, że tylko tak, ciężką praca mogę zapracować na to wszystko co mam, na zaufanie drużyny i kibiców. Na wiarę we mnie tych wszystkich ludzi. Zapracować sobie na to, żeby tak wiele osób tak dobrze mi życzyło.
Innym tego powodem była myśl, która ciągle krążyła gdzieś z tyłu mojej głowy. Że może Selena, moja Selena będzie siedziała właśnie w swoim mieszkaniu czy domu w Madrycie przed telewizorem i oglądała ten mecz. Trzymałem się przez cały czas tej jednej myśli. Była moją motywacją do pracy. Chciałem, żeby Selena była ze mnie dumna, jeśli kiedykolwiek to zobaczy.
- Neeeeymar! - usłyszałem i nagle zauważyłem, że ktoś macha mi dłonią przed twarzą. Momentalnie powróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na twarz mojego przyjaciela. Leo patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Wiem, że od jakiegoś czasu wszyscy moi przyjaciele się o mnie zamartwiali. Ale wydaje mi się także, że wszyscy wiedzieli, że może mi pomóc obecność tylko jednej osoby.
Tej, która właśnie znajdowała się w Madrycie.
- Skupcie się, chłopaki! - usłyszałem wołanie trenera, więc wzruszając ramionami do Leo, spojrzałem na Enrique. Stał na środku szatni i właśnie zaczynał swoją przedmeczową mowę. - Ten mecz jest arcyważny, jeśli nadal chcemy liczyć się w walce o mistrzostwo. Zostało już tylko kilka kolejek ligi, a Real nadal jest liderem. Po prostu dajcie dzisiaj z siebie wszystko. Neymar, ty szczególnie - dodał, wskazując na mnie palcem. - Daj kibicom powód, żeby znów zaczęli cię uwielbiać.
Jego słowa w pewien sposób na mnie podziałały. Gdy stałem razem z chłopakami w tunelu i gdy wychodziłem na murawę miałem w sobie naprawdę ogromną determinację, żeby jak najlepiej wypaść w tym spotkaniu. Żeby cała drużyna spisała się dzięki mnie jak najlepiej.
Hymnu słuchałem z wielką dumą, że mogę reprezentować właśnie drużynę, nie żadną inną. W tym momencie to było dla mnie bardzo ważne. Nigdzie nie dostałbym tak wielkiej dawki wsparcia, jak tutaj.
Po przywitaniu się z przeciwnikami wszyscy rozbiegliśmy się po boisku, Andres został wtedy z kapitanem Sewilli i sędziami. Razem z Leo ruszyliśmy na środek boiska.
Rozejrzałem się, szukając chłopaków, z którymi będę dzisiaj współpracował. Ter Stegen, Alba, Masche, Matieu, Andres, Roberto, Suarez... Nigdzie nie widziałem Gerarda I Daniego, a przecież nie mogli ominąć tak ważnego meczu.
- Gdzie oni są? - zapytałem, trącając Leo lekko w ramię.
- Kto? - zapytał zdziwiony.
- Przecież wiesz. Pique i Alves  - przewróciłem oczami.
- Enrique ich nie powołał. Ale nie mam pojęcia dlaczego - wzruszył ramionami, odchodząc na kilkanaście metrów.
Nie do końca mu uwierzyłem, ale nie było czasu na rozmyślanie. Zaraz potem zaczął się mecz.
Nadszedł czas, żeby coś udowodnić.
I mnie, i wszystkim innym.

******

Ostatnie kopnięcie piłki i ląduje ona w siatce, zaraz za zdezorientowanym bramkarzem. Radość ponosi mnie na tyle, że biegnę do narożnika boiska, żeby właśnie tam cieszyć się golem razem z przyjaciółmi z drużyny. Pokazuję serduszko w stronę kibiców, którzy radują się razem z nami. Może gdzieś, tam, pośród nich jest ona. Tak bardzo bym tego chciał.
Po gwizdku sędziego zdążyliśmy rozegrać jeszcze tylko jedną akcję, gdy skończył się czas pierwszej połowy. W dobrych nastrojach zeszliśmy tunelem do szatni. Mieliśmy przewagę dwóch bramek, więc nie musieliśmy się zbytnio zamartwiać o losy meczu. Dodatkowo te dwa gole trochę podbudowały zespół po ostatnich porażkach.
W szatni nie panował jakiś szampański nastrój, ale widać było, że każdy z nas jest szczęśliwy. Nie było nikogo, kto siedziałby tutaj bez uśmiechu na twarzy. Nawet trenera rozpierała energia.
Zaczął coś do nas mówić, ostrzegać nas, że nie możemy teraz dać Sewilli przejąc gry i piłki. Każdy z nas go uważnie słuchał. Aż do momentu, gdy usłyszeliśmy głośne dźwięki na korytarzu. Wszyscy spojrzeliśmy w kierunku drzwi. Przez chwilę nic się nie działo.
Aż w końcu do środka wpadli wielcy nieobecni - Pique i Alves. Widać było, że nastroje dopisywały im jeszcze bardziej niż nam tu zebranym. Darli się wręcz w niebogłosy, wymachując rękami.
- Możecie być ciszej? - skarcił ich jeden z chłopaków, ale ci nie zwrócili na to uwagi.
- Chcecie wiedzieć, co mamy? - zawołali, czym zaciekawili nas wszystkich. Każdy tylko wyczekiwał na to co powiedzą.
Ale oni chyba chcieli specjalnie wytworzyć napięcie oczekiwania, bo przez dłuższą chwilę siedzieli cicho, ciesząc się naszym zainteresowaniem.
Nagle wrzasnęli razem, jakby się na to umawiali:
- Adres Seleny!
Nie dochodziły do mnie te słowa. Reszta zaczęła krzyczeć z radości, wiwatować, skakać. A ja po prostu siedziałem z założonymi rękami, nie potrafiąc tego pojąć.
Po moim policzku spłynęła łza radości.
Boże, czy to najpiękniejszy dzień w moim życiu?


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rozdział 47.

   Dni mijały, a ja wciąż nie miałem żadnych wiadomości od wujka Seleny. Zdążyliśmy z drużyną zagrać mecz, podczas którego kompletnie nie mogłem się skupić.Wszystkie moje myśli uciekały do tego, co może się z nią teraz dziać, gdzie może teraz być.
   Denerwowała mnie w sumie postawa mediów. Gdy byliśmy z Seleną razem, sprawdzali każdy nasz krok, a teraz nagle wszyscy przestali się tym interesować. Gdyby media interesowały się Seleną, dużo łatwiej byłoby mi ją znaleźć.
   Ostatecznie na wiadomość od pana Martineza czekałem tydzień. Po upływie tego czasu zadzwonił do mnie, gdy już miałem wybierać jego numer.
   - Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytał, a ja myślałem, że zaśmieję mu się  w twarz. Od siedmiu dni nie mogę wytrzymać w oczekiwaniu na wiadomości od niego, a on dzwoniąc, pyta czy nie przeszkadza?
   - Nie, oczywiście, że nie. Czekałem na pański telefon. Dowiedział się pan czegoś? - zapytałem z ogromną nadzieją, że wreszcie będę miał jakieś konkretne informacje o Selenie.
   Ale po drugiej stronie usłyszałem westchnięciem i moja nadzieja przygasła.
   - Dowiedziałem się, ale chyba nie do końca tego, co chciałeś wiedzieć - nie chciałem mu przerywać, więc poczekałem aż znów się odezwie. - Selena mieszka aktualnie w Madrycie.
   Gdy to usłyszałem, momentalnie miałem ochotę zabukować sobie bilet na samolot i od razu lecieć do stolicy, ale wtedy pan Martinez odezwał się ponownie, ostudzając mój zapał.
   - Jednak nie wiem, gdzie konkretnie w Madrycie. Próbowałem wyciągnąć to od mojej żony, ale udawała, że o niczym nie wie. Ledwo udało mi się dowiedzieć cokolwiek. Niestety, nie uda mi się raczej wyciągnąć od niej nic więcej. Przykro mi, ale tylko tak mogę ci pomóc - powiedział. Myślał, że zapewne będę zrozpaczony.
   - Nie pan za co przepraszać! - zawołałem. - Naprawdę bardzo mi pan pomógł! Nie wiem, jak się panu odwdzięczę!
   Podniosłem się i zmierzałem już do swojego pokoju, żeby od wziąć swojego laptopa.
   - Mogę ci jedynie podpowiedzieć jeszcze, że matka Seleny razem z moją żoną mają zamiar jechać za dwa dni samochodem do Madrytu, więc może w jakiś sposób ci to pomoże.
   W mojej głowie od razu pojawił się genialny pomysł, żeby najzwyczajniej pojechać za nimi do Madrytu, żeby dowiedzieć się, gdzie Selena aktualnie mieszka.
   - Dziękuję! - zawołałem podekscytowany. - Zadzwonię do pana, jeśli będę miał jakiś problem. Nie będzie pan miał nic przeciwko?
   - Oczywiście, że nie. Możesz do mnie dzwonić z każdą sprawą związaną Seleną. Przecież wiesz, że zawsze chętnie ci pomogę - przez chwilę nic nie mówił, słyszałem tylko jakieś dźwięki w tle. - Niestety, muszę już iść. Do widzenia.
   - Do widzenia - odpowiedziałem szybko i rozłączyłem się.
   Zaraz potem zebrałem się do wyjścia z domu, zabierając po drodze bluzę i kluczyki od samochodu. Zanim do niego dotarłem zdążyłem napisać jeszcze smsa:

"Trenerze, jest pan w klubie?"

*******

   - Błagam, trenerze. Trener wie, jakie to dla mnie ważne! - zawołałem stojąc przed biurkiem Enrique w jego biurze.
   - Niestety, Neymar, ale nie mogę ci na to pozwolić - powiedział, odkładając na bok wszystkie papiery, którymi się wcześniej zajmował. - Rozumiem twoją sytuację i to, że bardzo ci na tym zależy, ale niestety, moim obowiązkiem jest dbanie o wyniki tej drużyny.
   - Ale przecież to wcale nie wpłynie na wyniki zespołu! - z emocji zacząłem spacerować po jego gabinecie w tę i z powrotem.
   - Mylisz się - Enrique pomimo mojego zdenerwowania był oazą spokoju. - Akurat w środę gramy mecz z Sewillą. Wiesz, że to będzie bardzo ważne spotkanie. Nie możesz go opuścić.
   - No ale, trenerze... - próbowałem jeszcze błagać...
   - Nie, Neymar! W tym meczu nie będzie mógł grać Leo, więc twój występ to podstawa, jeśli mamy oczekiwać pozytywnego wyniku. Jeśli ty sobie pojedziesz do Madrytu, to kogo ja wystawię obok Suareza? Musisz zagrać w tym meczu, nie ma innej opcji - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
   Był tak stanowczy, że wytrącił mi z rąk wszystkie argumenty, choć i tak nie było ich dużo.
   - Słuchaj - podniósł się z krzesła, okrążył swoje biurko i oparł się o jego krawędź i kontynuował, podczas, gdy ja nadal nie potrafiłem opanować emocji. - Rozumiem fakt, że bardzo martwisz się o Selenę, rozumiem twoje uczucia i potrzebę odnalezienia jej, bo tez jestem człowiekiem. Ale jestem przede wszystkim twoim trenerem i muszę postępować tak, żeby wyszło to na dobre drużynie. Wiesz, że naprawdę na bardzo wiele ci pozwalam w związku z tą sytuacją. Ale jesteś doświadczonym piłkarzem i powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że w końcu odbije się to na twojej formie. A wtedy możesz usiąść na ławce nawet na kilka kolejek - westchnął głośno, jakby ten temat był dla niego przeraźliwie trudny. - Wiesz, że jesteś jednym z najlepszych piłkarzy świata obecnie. Piłka nożna to twoja pasja. Wiem, że bardzo kochasz Selenę. Sam chciałbym na twoim miejscu odnaleźć swoją ukochaną. Ale zastanów się, czy warto tak wiele poświęcać. Nie mówię tu oczywiście o tym, że miałbyś zaniechać całkowicie poszukiwań. Ale spokojnie mógłbyś to pogodzić razem z pracą i pasją. Nie wiem, jakie są twoje priorytety, Neymar, ale radziłbym ci nad tym pomyśleć i dopiero potem zacząć podejmować ważne decyzje. Bo z tego, co widzę, to wszystko, co teraz robisz jest nieprzemyślane i spontaniczne, a w tej sytuacji daleko na tym nie zajedziesz. Przemyśl to, Neymar.
   Zaraz potem, znów wzdychając wstał i wrócił na swoje poprzednie miejsce, zajął się swoimi dokumentami i statystykami.
   A ja stałem przez kilka kolejnych sekund na środku jego gabinety jak ten debil i przetwarzałem jego słowa. Aż wreszcie nagle ruszyłem szybkim, zdecydowanym krokiem w stronę drzwi.
   - Do widzenia na treningu, trenerze - powiedziałem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

Przemyśl to, Neymar


#commingsoon
#niedługo
#whereisSelena


Tak btw
#trzymajciezamniekciuki
no i
#WesołychŚwiąt <3

niedziela, 9 kwietnia 2017

Malaga - Barcelona

Hey :D

Może to jeszcze nie rozdział, ale wpadłam tylko zapytać, co myślicie o zachowaniu Neymara we wczorajszym meczu. Tak po prostu chciałabym poznać wasze zdanie :D

Piszcie w komentarzach :D

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdział 46.

Nieco zdziwiło mnie zachowanie pana Martineza, ale skoro miał zamiar mi pomóc, to nie zamierzałem się z nim kłócić. Spokojnie wróciliśmy z Jotą do samochodu, który przeparkowałem kilka domów dalej, żeby pani Martinez nie zauważyła nas, gdy będzie wychodzić z domu.
- Co o tym sądzisz? - zapytałem brata, opadając na swój fotel i ciągle obserwując furtkę posesji.
- Sam nie wiem. Zachowanie tego jej wujka jest niby dziwne, ale skoro jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć, to to jest bardziej niż oczywiste, że musisz to wykorzystać - powiedział, spoglądając na mnie przelotnie.
- Wiem - westchnąłem. Bałem się tego, co mogłem od niego usłyszeć.
Chwilę później dostałem SMSa, więc spuściłem wzrok z bramki od posesji na swój telefon.

Leo: Jutro trening wyjątkowo na dziewiątą rano.

A zaraz potem przyszedł kolejny.

Leo: Mamy nadzieję, że jutro będziesz bardziej skoncentrowany i skupiony na grze niż dzisiaj.

~ Jeśli uda mi się czegoś dowiedzieć to na pewno będę - przeszło mi przez myśl.

- Neymar? - zawołał Jota, szturchając mnie w ramię. Spojrzałem na niego. - Zobacz - polecił, wskazując na jakiś punkt za przednią szybę.
Skierowałem swój wzrok na bramkę i nareszcie zobaczyłem ciotkę Seleny, wychodzącą z domu. Odetchnąłem z ulgą, że nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Może jednak zdążę wrócić jednak jeszcze na dzisiejszy wieczorny trening.
Odczekaliśmy z Jotą chwilę zanim nie odjechała swoim samochodem z przed posesji, a potem jeszcze kilka minut , żeby upewnić się, że nie zawróci się po coś do do mu, po czym wysiedliśmy z samochodu.
- Idziesz ze mną? - zapytałem brata, gdy zauważyłem, że nie ruszył się z przed samochodu.
- Może powinieneś sam to załatwić? Może nie powinienem się tam wtrącać, hm? - powiedział, a ja jedynie pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nie ma opcji, idziesz tam ze mną - pociągnąłem go za ramię w stronę furtki.
Zadzwoniłem domofonem i tym razem furtka się przed nami otworzyła, a w drzwiach stanął pan Martinez.
Stresowałem się przed tą rozmową, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko to przeżyć. Tylko tak mogłem się czegoś dowiedzieć.
- Dzień dobry - powiedziałem, zbliżając się do niego. Jota zaraz poszedł za moim przykładem.
- Zapraszam - odpowiedział nam, otwierając przed nami szerzej drzwi i wpuszczając nas do środka.
- Naprawdę dziękuję panu, że zgodził się pan z nami porozmawiać. To dla mnie bardzo ważne - powiedziałem, gdy usiedliśmy w salonie i zapanowała cisza.
- Zdaję sobie z tego sprawę, choć muszę przyznać, że początkowo nie miałem zamiaru z tobą rozmawiać - przyznał. - Ale skoro aż tak ci zależy, to nie mam serca odprawić cię z kwitkiem.
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale on mnie uprzedził.
- Jednak zanim ci cokolwiek powiem, muszę znać twoją wersję wydarzeń. Prawdziwą wersję - uprzedził.
Tak więc przez kolejnych piętnaście minut opowiadałem mu ze szczegółami wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce po powrocie Seleny z wyjazdu ze znajomymi. Mówiłem o tym, jak zachowywała się przed powrotem do Mountblanc, o naszej kłótni zaraz przed jej wyjazdem do domu, o tym, że potem się pogodziliśmy i o tym, że nagle przestała się odzywać, a jej wujek wszystkiego cierpliwie słuchał. Nie przerwał mi ani razu, a gdy skończyłem opowiadać, westchnął głośno.
My tymczasem z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego, co miał powiedzieć.
- Cóż, osobiście znałem całkiem inną wersję - mruknął spokojnym głosem.
"No tak, wszystko poszło się pieprzyć, nie uwierzył mi" - pomyślałem od razu.
Zrezygnowany spojrzałem na Jotę. On też nie wyrażał jakiegoś entuzjazmu, raczej był załamany tak jak ja.
Już miałem zamiar wstać i wyjść, bo byłem przekonany, że tylko tracimy czas, gdy usłyszałem głos pana Martineza.
- Ale z jakiegoś powodu bardziej wierzę tobie niż własnej siostrze.
Chwila, czy on naprawdę to powiedział? Uwierzył mi?!
Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- Cecillia, tak jak moja żona, zawsze chciały, żeby Selena wyrosła na kogoś takiego jak one. Miała zawsze ubierać się i zachowywać jak osoba poważna, dostojna, znaleźć sobie męża, który będzie pracował na jej zachcianki. Niestety, jak widać, ich plan się nie powiódł. Selena nigdy nie chciała taka być, a to denerwowało i Cecillię, i moją żonę - westchnął. - Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, bo wiedziałem, że Selena bardzo dobrze sobie radzi z matka i ciotką, ale to, o czym mi powiedziałeś naprawdę mnie zaniepokoiło.
Podniósł się i zaczął krążyć spokojnym krokiem po pokoju.
- Oczywiście pomogę ci znaleźć kontakt z Seleną, to nie ulega wątpliwości. Z resztą sam bardzo chętnie bym z nią porozmawiał.
Słysząc to, byłem bliski skakania z radości. Naprawdę nie wierzyłem, że to się uda.
- Postaram się porozmawiać z żoną i siostrą, wyciągnąć z nich jakieś informacje. Dopóki ja nie zdobędę jakichś informacji, ty też możesz czegoś szukać, ale naprawdę wątpię, że Selena znajduje się teraz w Barcelonie czy Mountblanc.
Do takich wniosków to już sam ostatnio doszedłem.
Podniosłem się z miejsca i podszedłem do pana Martineza.
- Naprawdę dziękuję za to, że mi pan pomoże. Zależy mi na Selenie i bardzo chcę dowiedzieć się, co naprawdę się stało - powiedziałem, stając przed nim.
- Mnie też na tym zależy - przyznał, a zaraz potem wyciągnął do mnie rękę. - Mów mi Jorge.
Lekko zdziwiony uścisnąłem wystawioną do mnie dłoń i powiedziałem:
- Neymar.

Po krótkiej rozmowie o tym, że wuj Seleny skontaktuje się ze mną od razu, gdy tylko czegoś się dowie, opuściliśmy z Jotą jego dom, przepełnieni nadzieją, że już niedługo wszystko w tej sprawie stanie się jasne, a ja będę mógł wreszcie spojrzeć ponownie w oczy mojej dziewczynie.


#wiemżeWastodenerwuje
#wposzukiwaniuSeleny
#jużniedługo


sobota, 4 marca 2017

Rozdział 45.

Przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie. I tak w kółko. Przebywanie na treningach przestało sprawiać mi radość. Czasami chłopacy poprawiali mi humor swoimi żartami albo wygłupami, ale to już nie było to samo. Musiałem to sobie w końcu przyznać - granie w piłkę już nie sprawiało mi radości bez Seleny.
Starałem się nie okazywać tego przy trenerze i chłopakach, ale coraz trudniej było to przy nich ukrywać. Nie chciałem sprawiać im przykrości ani zawodu z powodu mojego nastawienia do gry. Wiem, że im wszystkim zależało na wygranych i grze jak na niczym innym i nie chciałem przed nimi przyznawać, że mi już powoli przestawało na tym zależeć.
Chciałem po prostu już po prostu odzyskać Selenę, bo tylko przy niej wszystko miało szansę wrócić na właściwe tory. 
- Neymar! - usłyszałem gdzieś za sobą wołanie Pique. - Nie opieprzamy się! 
Zaraz potem poczułem, jak kładzie ramię na moich ramionach, więc spojrzałem na niego w górę. 
- To chyba nie najlepsza pora, Gerard. Nie mam nastroju - mruknąłem. Spuściłem wzrok i zająłem się kopaniem trawy czubkami moich butów. Nie wiedziałem, o czym miałbym z nim teraz rozmawiać. 
- Widać to po tobie - przyznał. - Selena nadal nie dała znaku życia?
Pokręciłem jedynie głową. Nie chciałem tego mówić. 
- Spokojnie, na pewno niedługo wszystko się wyjaśni. Z resztą wiesz, że jeśli potrzebowałbyś jakiejkolwiek pomocy, to wszyscy chętnie ci pomożemy - zapewnił. 
Westchnąłem. 
- Zdaję sobie sprawę z tego, że wszyscy chcecie mi pomóc, ale ja sam nie mam pojęcia, co powinienem teraz zrobić, z kim porozmawiać, gdzie szukać - wzruszyłem ramionami z bezsilności. - Uwierz, że jeśli znajdę dla was jakąkolwiek rolę w moich poszukiwaniach, od razu was poinformuję. 
- W takim razie czekamy na telefon - puścił do mnie oko i pobiegł w stronę ćwiczących chłopaków, od których trochę się oddaliliśmy. Lecz nagle odwrócił się jeszcze na moment i zawołał: - Nie przejmuj się, naprawdę, wszystko się ułoży. 
Łatwo było mówić. Ale zawsze jest to jakaś forma pocieszenia i podniesienia na duchu. 
Trening skończył się jakieś dwadzieścia minut później i zaraz po przebraniu się i ogarnięciu swoich rzeczy w szatni wróciłem do domu. 
- Jota? - zawołałem, zaraz po przekroczeniu progu.
- Tak? - dobiegł mnie jego głos z kuchni, gdzie się udałem. 
Zastałem brata jedzącego zapewne obiad. Sam wziąłem jedynie jabłko ze stołu, bo wcale nie czułem głodu. 
- Ogarniam się i jadę do domu ciotki Seleny. Chcesz jechać ze mną? - zapytałem, choć w duchu już przewidywałem jego odpowiedź. 
- Jasne, że tak, nie chcę tego ominąć! - zawołał. Czyli było tak, jak myślałem. 
- Wracam tutaj za jakieś dziesięć minut i masz już być gotowy, okey? - mówię, wychodząc z kuchni. Nawet nie czekam na jego odpowiedź. 
Idę na górę do swojego pokoju, gdzie po raz kolejny się przebieram. Chcę wyglądać jakoś tak bardziej... oficjalnie? formalnie? poważnie?
Wszystko jedno, po prostu chcę w każdym aspekcie przypodobać się pani Martinez, żeby zdobyć od niej jak najwięcej informacji o Selenie i o tym, gdzie się teraz znajduje. 
Gdy kilka minut później schodzę na dół, Jota tak jak mu kazałem, czeka na mnie w korytarzu, zaraz przy drzwiach wyjściowych. 
Wziąłem kluczyki z komody przy wyjściu i razem wyszliśmy z domu. 
- Jak myślisz, powie ci wszystko tak od razu? - zapytał Jota, gdy byliśmy już w drodze.
- Cóź, po tym, co miałem okazję usłyszeć od niej wczoraj wieczorem, to raczej nie będzie aż takie łatwe, jak mogłoby się komuś wydawać - westchnąłem, skręcając jednocześnie do dzielnicy, w której mieszkali państwo Martinez.  
Ich dom i posesja oczywiście wyglądały perfekcyjnie, tak samo jak za czasów, gdy odbierałem stąd kilkakrotnie Selenę kilka miesięcy temu. Wziąłem głęboki wdech, przypominając sobie tamte momenty. Wtedy jeszcze wszystko nie było tak pogmatwane, wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku. A teraz, co z tego pozostało? 
Nie zamierzałem czekać w samochodzie, postanowiłem iść na żywioł. Wysiadłem z samochodu, to samo zrobił mój brat i niezwłocznie skierowałem się w stronę furtki. Oczywiście była zamknięta, więc musiałem zadzwonić domofonem. 
Nie doczekałem się otworzenia furtki, za to drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich sama pani Martinez. Widząc mnie, skrzywiła się i zaraz potem ruszyła w moją stronę.  
- Nie wiem, jak możesz mieć czelność po tym wszystkim tutaj przyjeżdżać. Nie wiem, jaki masz w tym cel, ale nie chcę cię tu więcej widzieć! - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, choć to raczej nie bardzo mnie przekonało. 
- Pani Martinez, czy naprawdę nie mogłaby pani poświęcić mi choć chwili na rozmowę. Naprawdę bardzo mi na tym zależy. Obiecuję, że to zajmie tylko chwilkę - próbowałem ją przekonać, ale ona jedynie prychnęła. 
- Złamałeś serce siostrzenicy mojego męża, a teraz masz czelność prosić mnie o rozmowę? Nawet sobie nie żartuj, chłopcze - powiedziała, odwracając się i odchodząc w stronę domu. Nie miałem pojęcia, co jeszcze mógłbym powiedzieć. 
Ale wtedy usłyszałem głos Joty zaraz obok mnie:
- On naprawdę ją kocha! - zawołał. - I nigdy nie zrobiłby nic, co mogłoby ją skrzywdzić. To Selena zniknęła bez śladu, a on po prostu chcę ją odzyskać. Dlaczego nie chce pani pomóc jej znowu być szczęśliwą?
Jej ciotka zatrzymała się w połowie drogi, a w międzyczasie w drzwiach pojawił się jej mąż. Zaraz potem był już przy niej i obejmował ją ramieniem. 
- Idź do domu, kochanie, ja się nimi zajmę - powiedział do swojej małżonki, a ona posłusznie wróciła do środka, nie racząc nawet na nas spojrzeć. Za to pan Martinez podszedł zaraz pod samą bramkę. 
Byłem przygotowany na to, że zaraz obrzuci mnie błotem i każe mi odejść, ale bardzo zadziwił mnie swoimi słowami.
- Poczekajcie zanim żona nie wyjdzie na miasto. Wtedy będziemy mogli porozmawiać - powiedział i wrócił za swoją żoną do domu.