Ciężko było mi znosić fakt, że Selena mimo faktu, że bardzo starałem się odbudować jej zaufanie, ona nadal była ostrożna wobec mnie. Chciałem, żeby wreszcie ufała mi tak bardzo, jak wtedy, gdy nie było jeszcze tego całego wypadku, w wyniku którego straciła pamięć.. Było to dla mnie trudne, ale nie mogłem nic z tym robić. Pozostało mi tylko czekać.
Dlatego tak bardzo się ucieszyłem, gdy kilka dni temu przyszła do mnie z zapytaniem, czy mogłaby przyjść na mój mecz. Ten moment był jak przełamanie jakiejś bariery, biorąc pod uwagę, że jej matka zrobiła z niej zagorzałą fankę klubu z Madrytu. A gdy zapytała, czy mogłaby założyć bluzkę z moim imieniem, poczułem się, jakby wszystko wreszcie zaczęło wracać do normy. Dawno nie byłem tak szczęśliwy, jak w tamtym momencie.
Przedtem zagrałem wiele meczy z myślą o Selenie, szczególnie wtedy, gdy jej przy mnie nie było, ale teraz miało być zupełnie inaczej. Miałem nadzieję, że oglądając ten mecz przypomni sobie jak jeszcze tygodnie temu siedziała na tych trybunach, żeby mi kibicować. Miałem ogromną nadzieję, że powróci do niej kolejne, choć niewielkie wspomnienie, tym razem związane ze mną.
- Gotowa na dzisiejszy wieczór? - zapytałem jej, gdy znaleźliśmy się już pod stadionem. Joty z nami nie było, on rzadko pojawiał się na meczach.
- Może tego nie widać, ale naprawdę nie mogę się doczekać - powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Taka zawstydzona była jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do środka. Byłem cholernie szczęśliwy, że była tutaj ze mną. A jeszcze bardziej ucieszyłem się, gdy w pewnym momencie nieśmiało złapała mnie za rękę. Zaskoczyła mnie tym, ale fakt, że sama postanowiła uczynić ten gest, wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- Chcesz, żebym odprowadził cię na trybuny czy chciałabyś... - chciałem zapytać, czy może nie chciałaby przejść się ze mną do szatni, ale zdążyła mi przerwać zanim to zaproponowałem.
- W sumie to... - mruknęła zmieszana - chciałabym poznać twoich przyjaciół. Znaczy, chciałabym ich spotkać, bo przecież kiedyś musiałam już ich poznać, ale... - motała się we własnych słowach.
Przerwał jej mój śmiech.
- Nie przejmuj się tym, naprawdę - powiedziałem. - Oni o wszystkim wiedzą i bardzo chcieli cię zobaczyć.
Nie odezwała się już aż do momentu, w którym stanęliśmy przed drzwiami szatni. Wtedy ścisnęła mocniej moją dłoń, a ja od razu zerknąłem na nią, by dowiedzieć się, o co chodzi.
- Boję się tam wejść - stwierdziła cicho.
Schyliłem się, by delikatnie ją przytulić i dodać jej tym samym otuchy.
- Nie masz czego, to tylko nasi przyjaciele - powiedziałem, a ona spróbowała się uśmiechnąć. Nie udało jej się, bo wciąż widoczny był strach na jej twarzy.
Gdy przekroczyliśmy próg szatni, początkowo nikt nawet nie zauważył naszej obecności. Chłopacy głośno dyskutowali, a ich dziewczyny się z nimi sprzeczały. Do meczu było jeszcze naprawdę sporo czasu, więc mogli sobie na to pozwolić.
Ale nagle Antonella spojrzała prosto na nas i od razu ruszyła w naszą stronę. Reszta też nas zauważyła i każdy chciał do nas podejść. Jednak Selenę zdecydowanie ogarnęły dziewczyny, które od razu zaczęły z nią rozmawiać. Ja natomiast zostałem z chłopakami, którzy oczywiście zaczęli pytać. Nie wiedzieli, że Selena pojawi się na meczu.
- Powiedziała mi kilka dni temu, że chce przyjść, ale nic nie mówiłem, bo jednak sądziłem, że zrezygnuje - powiedziałem, spoglądając na nią. Wcale nie wyglądała już na zagubioną, a wszystko to było zasługą dziewczyn.
- Nadal nic się nie zmieniło? - zapytał Lio, także spoglądając w tę stronę.
- Nie - westchnąłem. - Trzeba czekać, tyle.
Spędziliśmy w szatni dobre pół godzony, podczas której chłopacy zamienili z Seleną zaledwie kilka zdań. Rozmawiała szczególnie z Leo i Gerardem, choć starała się odezwać do każdego. W pewnym momencie przestałem odczuwać, że cały ten wypadek miał miejsce, bo Selena zaczęła zachowywać się tak naturalnie.
Jednak gdy opuściliśmy szatnię, znów stała się niepewna, nawet pomimo faktu, że dziewczyny wyszły z nami.
- Neymar, możesz zostać, my spokojnie zabierzemy Selenę z nami - powiedziała Shak, ale ja pokręciłem głową.
- Idę z wami - odpowiedziałem, łapiąc Sel za rękę. Uśmiechnęła się na ten gest, więc odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że jej się to jednak nie spodoba.
Dziewczyny ruszyły przodem, my szliśmy lekko z tyłu.
- Zostawiam cię z tymi wariatkami, wracam do ciebie zaraz po meczu - powiedziałem do niej, gdy znaleźliśmy się już na trybunach. Musiałem jak najszybciej wracać, bo po drodze dostałem wiadomość od chłopaków, że pojawił się już trener.
- Czekam tu na ciebie - odpowiedziała, a ja poczułem ogromne ciepło na sercu.
------------------------------------
- Patrząc na schodzącego z boiska wkurzonego Sergio Ramosa, czuję ogromną radość. Dlatego, że mając Selenę na trybunach udało nam się zagrać tak wspaniały mecz. Że udało nam się wygrać z takim wynikiem.
W tym momencie nie potrafiłem nie być szczęśliwym.
Zszedłem do szatni jako ostatni, podczas gdy reszta zespołu cieszyła się już wygraną. Jednak wyjątkowo dzisiaj nie chciałem świętować razem z nimi. Chciałem wrócić do Seleny, zabrać ją z powrotem do domu, żeby tam porozmawiać z nią na temat tego meczu. Chłopacy to rozumieli.
Ale przedtem musiałem jeszcze wysłuchać tego, co miał nam do powiedzenia trener.
Nie oczekiwaliśmy pochwał i też ich nie otrzymaliśmy. Pomimo zachwycającego wyniku Enrique potrafił wytknąć nam jeszcze kilka błędów, które popełniliśmy w ciągu tych dziewięćdziesięciu minut.
A potem stał przede mną tylko korytarz prowadzący na trybuny do dziewczyn i mojej Seleny.
Jednak gdy już dotarłem na miejsce, w którym miały spędzić cały mecz, byłem zdziwiony jak chyba nigdy wcześniej.
Przywitała mnie Selena biegnąca w moim kierunku. Zawołała do mnie "Junior", co zwróciło moją uwagę, bo nazywała mnie tak przed wypadkiem, natomiast nie usłyszałem tego ani razu z jej ust, odkąd do mnie przyjechała.
Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy podbiegła i wskoczyła na mnie, oplatając nogami na biodrach. Ledwo udało mi się utrzymać równowagę, a ona wtuliła się we mnie jak mała koala. Byłem oszołomiony, bo zmiana w jej zachowaniu była ogromna.
- Co się stało? - zapytałem w końcu.
- Pamiętam - zawołała, zeskakując ze mnie. - Strzeliłeś tą bramkę na 4:0 i nagle przypomniało mi się, gdy kiedyś powiedziałeś, że jeszcze wygrasz 4:0 z Realem i ja... A potem wszystko zaczęło wracać i ja nie wiem... Po prostu pamiętam. Wszystko pamiętam, rozumiesz? - krzyczała.
W przypływie radości wziąłem ją w ramiona i zakręciłem nas wokół własnej osi.
Do cholery, ona pamiętała!
Chwilę się zastanawiałam czy napisać zbiorczy komentarz, bo wręcz zasypałaś nas postami haha :) Ale stwierdziłam, że każdy z nich jest tak cudowny, że zasługuje na własną opinię.
OdpowiedzUsuńJak tylko zaczęłam czytać rozdział, to byłam tak dumna z Sel, że się przełamała i zaczęła wracać do dawnej siebie. To że chwyciła Neya za rękę...awww:* Ale pod koniec rozdziału zaczęłam skakać z radości po łóżku. To cudowne że na Camp Nou, na El Clasico i w towarzystwie przyjaciół wróciła jej pamięć:D W tym magicznym klimacie stało się to na co tyle czekaliśmy :D Nawet nie wyobrażam sobie radości Neymara :D