poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 1

~ Bo poznałam jego...

- Ciociu, czy naprawdę muszę? - zapytałam po raz setny wysiadając z samochodu. Moje starania przez całą drogę poszły na marne, więc chciałam spróbować po raz ostatni, mając nadzieję, że jednak nie będę musiała nigdzie iść razem z ciotką i wujem.
- Musisz. Zobaczysz, nie będzie tak źle - po raz kolejny odpowiedziała mi ciotka.
Moje wujostwo zostało zaproszone na kolację do pewnego zamożnego małżeństwa mieszkającego w centrum Barcelony. Mój wuj prowadził z nimi jakieś interesy, dlatego też zostali tam zaproszeni, aby porozmawiać o sprawach biznesowych. Skąd więc moja obecność tam? Odpowiedź jest bardzo prosta.
Przez ostatnie dwa dni mieszkałam u wujostwa, gdyż moi rodzice polecieli na kilka dni do Stanów, a jako że są ferie wysłali mnie na ten czas do ciotki i wujka. Jako iż mieli oni plany na dzisiejszy wieczór postanowili, że zabiorą mnie ze sobą na kolację do państwa Rodriguezów.
Dlaczego uczestnictwo w tej kolacji tak bardzo mi przeszkadzało? Denerwowały mnie te wszystkie zasady dobrych manier i zachowania, których trzeba było tam przestrzegać. Nienawidziłam zachowywać się jak grzeczna, spokojna i dobrze wychowana dziewczynka. Na codzeń zachowywałam się kompletnie inaczej. Nie żebym była jakąś buntowniczką, czy coś w tym stylu, ale nie byłam też idealną córeczką.
Kolejną rzeczą, której nie tolerowałam, był ubiór jakiego wymagano. Sukienki i sweterki nie były kompletnie w moim guście - czegoś takiego nigdy nie znalazłabym w mojej szafie. Jak więc ubierałam się na codzeń? Najczęściej, czyli w 90% przypadków były to dresy, bluza i do tego jakiś dobry full-cap. Dlatego też miałam nie mały problem ze znalezieniem odpowiedniej kreacji na dzisiejszy wieczór. Na szczęście w pobliżu domu wujka mieściło się dość okazałe centrum handlowe, a on specjalnie nie miał problemu z daniem mi pieniędzy na zakupy.
Jedyną rzeczą, która w obecnej sytuacji była gorsza od faktu, iż mam na sobie sukienkę, była zbliżająca się kolacja.
Kiedy weszliśmy do domu państwa Rodriguezów przywitała nas pani domu, która była szczupłą brunetką o nieskazitelnej cerze. Oddaliśmy nasze kurtki jednemu ze służących i zostaliśmy zaprowadzeni do ogromnej jadalni. O dziwo w pomieszczeniu czekało już na nas kilku gości włącznie z panem domu. Przywitałam się grzecznie ze wszystkimi, a potem usiadłam przy stole na wyznaczonym dla mnie miejscu. Spojrzałam w lewo. Obok mnie siedział chłopak. Wyglądał na trochę starszego ode mnie. Na pewno nie można było odmówić mu urody. Był straszliwie przystojny. Ubrany był w marynarkę i lekko opuszczone, czarne jeansowe spodnie. Gdy usiadłam przywitał mnie pięknym i szczerym uśmiechem. Odwzajemniłam gest i byłam niemalże pewna, że przy tym moje policzki przybrały lekko różową barwę.
Gdy wszyscy dorośli już kulturalnie się ze sobą powitali rozpoczęto kolację. W trakcie posiłku mężczyźni rozmawiali ze sobą o interesach, które razem prowadzili, kobiety zaś czasami wymieniały się poglądami na jakiś temat. Ja jednak nie miałam większej ochoty włączać się do dyskusji, którą prowadziły panie, więc przez większość czasu siedziałam cicho, raz na jakiś czas podnosząc głowę z nad własnego talerza. Mój sąsiad także nie okazał się być zbyt skłonny do rozmowy.
Całkowita zmiana klimatu przy stole zapanowała, gdy kelnerzy podali desery. Rozpoczęła się trochę lżejsza rozmowa panów i pań, którzy zaczęli pytać się nawzajem o samopoczucie i zdrowie.
- Jak więc nazywa się twoja siostrzenica, Jorge? - usłyszałam pytanie pana Rodrigueza skierowane do mojego wuja. Podniosłam głowę i przyjrzałam się obydwu mężczyznom.
- Selena - odpowiedział wuj po chwili zastanowienia.
- Więc, Seleno, czym się zajmujesz? - zapytał mnie pan Rodriguez.
- Uczę się. Jestem w ostatniej klasie liceum - odparłam lekko zdenerwowana.
- Planujesz coś po zakończeniu szkoły? - dopytywała się pani Rodriguez. Czemu nagle wszyscy zainteresowali się moją osobą?!
- Nie myślałam jeszcze o tym - powiedziałam znów spoglądając w swój talerz. Ta odpowiedź mogła wydać się dość dziwna, gdyż właśnie kończył się pierwszy semestr i wszyscy uczniowie podejmowali decyzje o studiach, na które chcą się udać. Ja też już dawno podjęłam tę decyzję jednak chciałam uniknąć dalszej konwersacji z państwem Rodriguez. Jednakże i to nie uchroniło mnie przed kontynuowaniem tematu przez gospodynię. Zaczęła mówić o swoim synu, który aktualnie studiował w Stanford. Przez dłuższy czas zachwalała tę szkołę, a ostatecznie uznała, iż byłaby dla mnie doskonałym wyborem. Ja jednak nie podzielałam jej zdania.
Następną osobą, która została wypytana przez gospodynię był mój sąsiad. Pani Rodriguez wypytywała go o najróżniejsze rzeczy jednak chłopak, tak jak ja, także nie okazał się zbyt rozmowny. Nie bardzo wiedziałam o czym rozmawiali dla tego spuściłam głowę i zamyśliłam się.
- Nie pomyliłbym się gdybym uznał, że obecność tutaj nie jest dla ciebie przyjemnością, prawda? - usłyszałam szept. I ten piękny głos... Podniosłam głowę chcąc dowiedzieć się do kogo należy, jednak w tamtym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Te cudowne, brązowe oczy....
- Tak, to prawda - zdołałam wypowiedzieć. Czy to on mnie tak onieśmielał czy może sytuacja w jakiej znajdowałam się od dobrych kilku godzin? Nie, to na pewno wszystko przez tą sytuację.
- Przepraszam państwa - powiedziałam i wstałam od stołu. Musiałam uwolnić się choć na chwilę od tej ciężkiej atmosfery, która tam panowała.
Wyszłam na taras. Chwilę później pojawił się tam ktoś jeszcze. Odwróciłam się, stał za mną ten chłopak.
- Przepraszam jeśli cię przestraszyłem - powiedział.
- Nic się nie stało - szepnęłam na tyle głośno, by to usłyszał.
- Zdradzić ci coś? - zapytał po chwili milczenia. - Jestem w takiej samej sytuacji jak ty. Też nie chciałem tu przychodzić - dodał nie czekając na odpowiedź.
- Dlaczego więc jednak tu jesteś? - spytałam.
- Nie odmawia się przyjaciołom rodziców. Tym bardziej jeśli znali cię od dziecka. A ty dlaczego tu jesteś? - Musiałam przyjechać z wujkiem i ciotką. Nie chcieli zostawić mnie samej w domu.
- A co z twoimi rodzicami? - zapytał ostrożnie, jakby bojąc się odpowiedzi.
- Wyjechali na kilka dni - powiedziałam, a chłopak odetchnął z ulgą. - Mógłbyś przypomnieć mi jak masz na imię? - zapytałam trochę zmieszana, bo przecież powinnam była już to wiedzieć.
- Neymar - powiedział lekko zdziwiony jednak nadal miał uśmiech na ustach.
- Śliczne imię. Portugalskie, prawda?
- Tak, pochodzę z Brazylii. Ale skąd wiedziałaś?
- Kiedyś trochę się tym interesowałam. Więc skąd wziąłeś się w Hiszpanii? - zapytam.
- Praca - zaśmiał się.
- Przyjechałeś za pracą do kompletnie innej części świata?! -zapytałam, będąc coraz bardziej zdziwiona życiem Neymara.
- Taki zawód - śmiał się. Czyżbym coś źle zrozumiała?
Już chciałam zapytać go czym się zajmuje, ale na taras weszła moja ciotka.
- Oh, Seleno tu jesteś. Widzę, że poznałaś już Neymara - skinęła głową w jego stronę. - Niestety musimy już wychodzić, twój wuj musi jeszcze dzisiaj skończyć jeden ze swoich projektów - poinformowała mnie i weszła  z powrotem do domu.
Szybko wymieniliśmy się numerami z Neymarem i wróciliśmy do środka. Tam niestety musiałam znów zacząć grać grzeczną dziewczynkę. Neymar wszystko to widział i mało nie pękał ze śmiechu, gdy starałam się być poważna. Znałam go zaledwie od kilkunastu, może kilkudziesięciu minut, a ten człowiek znał mnie lepiej niż niektórzy ludzie, z którymi zapoznałam się lata temu. Dziwne.
Grzcznie pożegnałam się ze wszystkimi, podziękowałam za kolację, wysłuchałam jak to bardzo miło było nas gościć i wreszcie, gdy wyszłam za próg domu państwa Rodriguezów, byłam wolna. Mogłam w końcu odetchnąć i zacząć zachowywać się normalnie.
- Było aż tak źle? - zapytał wuj, gdy wszyscy siedzieliśmy już w jego samochodzie.
- Nie najgorzej - odpowiedziałam. - Bo poznałam Neymara - przeszło mi przez myśl. Jak dobrze, że nie powiedziałam tego na głos!


No to mamy obiecany pierwszy rozdział :D Był on już opublikowany na fotoblogu, ale przecież nie wszyscy go widzieli. Mam nadzieję, że się Wam spodobał, jeśli tak to zostawcie ślad w postaci komentarza :D Tylko nie zapomnij się podpisać, żebym wiedziała, kto dodaje :D A co do nexta to.... najwcześniej może pojawić się w piątek :/ Ale mam nadzieję, że ktoś jednak będzie czekać :D

Buziaczki, neyforever :*

1 komentarz:

  1. Witaj w wielkim świecie. ;D Czekam na kolejny rozdział I życzę mnóstwa weny. ;*
    W międzyczasie zapraszam do mnie. ;*

    http://rendirme-en-tu-amor.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń