Nie zapomnijcie o przeczytaniu rozdziału 59!
Było ciężko - to trzeba przyznać.
Moja relacja z Neymarem zaczęła się przypadkowo, ale ten jeden przypadek na zawsze odmienił nasze życia. Może to trochę oklepane, ale właśnie tak było.
Dzięki temu, że go poznałam, mogłam zobaczyć świat takim, jakim jest, a nie takim, jaki chciałam by był. Dostrzegłam prawdziwą naturę Christiana, w którym byłam "zakochana"; ludzi, których znałam bardzo długo, bo chodziłam z nimi do szkoły, a nawet własnej matki, która w rzeczywistości nie pragnęła mojego dobra, a jedynie możliwości kierowania moim życiem.
Zobaczyłam też, że mam prawdziwych przyjaciół, którzy na pewno pomogą mi, gdy będę tego potrzebować; brata, który jest może trochę nadopiekuńczy, ale bardzo mnie kocha i tatę, który widzi we mnie swój świat, choć nie może spędzać ze mną zbyt wiele czasu.
Poznałam także wiele nowych osób: piłkarze Barcelony stali się moimi przyjaciółmi, z którymi oczywiście nie mam zamiaru nigdy zrywać kontaktu; Jotę, który stał się dla mnie jak drugi brat, był w moim życiu tak samo ważny jak Ada czy Michael.
No i przede wszystkim: dzięki temu przypadkowi poznałam miłość mojego życia; chłopaka, który szukał mnie wtedy, gdy wszystko mówiło mu, że już nigdy nie wrócę. Mojego własnego piłkarzynę, którego chce poślubić, mieć z nim dzieci i razem z nim spędzić całe swoje życie. Dał mi Neymara.
Ale dał mi też samą siebie. Sprawił, że zaczęłam być sobą, przestałam udawać kogoś, kim nie byłam, przestałam zachowywać się zachowywać tak, jak wszyscy ode mnie wymagali. Przestałam być Seleną - idealną córką i uczennicą. Stałam się Seleną, która nienawidziła kontroli nad sobą i była śmiertelnie zakochana.
I taka się właśnie sobie podobałam.
A to, czy podobało się to innym nie mogło obchodzić mnie mniej.
No, chyba, że chodziło o Neymara.
Poczułam ramiona oplatające mnie w tali. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Gotowa? - zapytał Ney, opierając głowę o moje ramię.
Z westchnieniem włożyłam delikatnie ostatnie zdjęcie do pudła. Przedstawiało szczęśliwą rodzinę, która tak naprawdę nigdy nie istniała.
I już nigdy istnieć nie będzie.
- Tak - przytaknęłam po chwili, odwracając się w jego stronę - Jestem gotowa.
- Nawet na to, żeby pojechać ze mną do Brazylii i poznać moją rodzinę? - zapytał z uśmiechem, opierając swoje czoło o moje.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam:
- Gotowa na nowe życie, gotowa na zamieszkanie z tobą, gotowa na spędzenie z tobą życia.
THE END
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz