czwartek, 7 września 2017

Rozdział 55.

- Neymar, moglibyśmy porozmawiać? - zapytał Leo, gdy schodziliśmy z boiska. Właśnie skończył się nasz poranny trening, miałem właśnie jak najszybciej wrócić do domu. Chciałem pobyć trochę z Seleną, może namówić ją w jakiś sposób do rozmowy ze mną.
Ale nie chciałem odmawiać przyjacielowi chwili rozmowy, bo ostatnio rzeczywiście miałem dla nich wszystkich bardzo mało czasu. Wszystko w ostatnich tygodniach kręciło się tylko i wyłącznie wokół mojej dziewczyny.  
- Jasne, o co chodzi? - zapytałem, przerzucając sobie bluzę przez ramię. Obaj zmierzaliśmy do szatni. 
- Wiem, że ostatnio naprawdę masz wiele problemów na głowie, że nie masz za bardzo czasu na myślenie o piłce, patrząc na to, co się dzieje w twoim życiu, ale jednak jesteś nam bardzo w drużynie potrzebny. Kończymy sezon, jesteśmy na ostatniej prostej przed mistrzostwem kraju i razem z resztą drużyny chcielibyśmy, żebyś pomógł nam w jego zdobyciu. Jesteś ważny w naszym zespole - powiedział. W ostatnim czasie rzeczywiście bardzo mało poświęcałem się piłce - opuszczałem treningi, nie znajdowałem się w kadrze meczowej, nie grałem zbyt dobrze, wchodziłem z ławki na 30 minut w spotkaniu. Leo miał rację, nie mogłem zostawić zespołu na samym końcu drogi po wygraną. 
- Stary, masz rację, zaniedbuję ostatnio drużynę, powinienem za to was wszystkich przeprosić - przyznałem. - Ale wiesz, jak to wszystko ostatnio wyglądało, Selena zniknęła, szukałem jej, a gdy już się odnalazła, okazało się, że straciła pamięć. Ale teraz wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać, więc obiecuję, że teraz zajmę się już na poważnie grą i treningami. Nie dam nam wydrzeć tego mistrzostwa - zapewniłem.  
Leo poklepał mnie po plecach.
- Spokojnie, wszyscy łącznie z trenerem rozumiemy twoją sytuację. Po prostu dbamy o to, żebyś nie zapomniał, że jesteś piłkarzem - zaśmiał się. - A jak tam sytuacja z Seleną? Jest jakaś poprawa?
- Nic sobie nie przypomniała od moment, w którym do mnie przyjechała. Często pyta Jotę o zdjęcia, które u mnie wiszą, gdzie zostały zrobione, kiedy to było. Zaczęła się interesować tym, co się wcześniej działo, ale to nie przynosi żadnej poprawy, jeśli chodzi o jej pamięć. Nadal niekoniecznie chce ze mną rozmawiać. 
- Hm, to nie najlepiej. Ale grunt, że chociaż chce coś wiedzieć. Zobaczysz, z dnia na dzień będzie coraz lepiej, wreszcie powoli zacznie sobie wszystko przypominać. Wszyscy czekamy na jakąś poprawę, dziewczyny już nie mogą się doczekać kiedy odzyska pamięć i będą mogły się z nią spotkać. 
- Mam nadzieję, że nie potrwa to długo. To nie jest najprostsza sprawa, wiedzieć, że twoja dziewczyna jest w twoim domu, ale nie móc się do niej odezwać, bo wiesz, że ona cię nie pamięta i boi się z tobą rozmawiać - przyznałem. Musiałem się przed kimś wygadać. 
- Nie jestem specem w tych sprawach, ale może powinieneś pogadać z naszym psychologiem? Wiesz, powiedziałbyś mu, co się stało, może on wiedziałby, jak pomóc ci sobie z tym poradzić? - zaproponował, gdy wchodziliśmy przez drzwi szatni. Było tam tylko kilku chłopaków, bo z Leo jakoś ociągaliśmy się z przyjściem tutaj. 
Przez chwilę się nad tym zastanawiałem, ale potem nagle wpadłem na świetny pomysł. 
- Leo, jesteś geniuszem! - zawołałem, klepiąc przyjaciela po plecach, na co on się zaśmiał. 
- Dużo ludzi mi to mówi, ale że tak zapytam, co ja takiego genialnego powiedziałem?
- Akurat to, czego potrzebowałem. Przepraszam, muszę szybko coś załatwić - stwierdziłem i pobiegłem prosto do swojej szafki. Przebrałem się, wziąłem torbę i wybiegłem z szatni. 
Idąc, a w prawdzie biegnąc, przez korytarz w głowie miałem tylko jedną myśl: oby nie było za późno. 
Z taką obawą przebiegłem przez praktycznie cały ośrodek i ulga pojawiła się dopiero, gdy nacisnąłem na klamkę gabinetu, a drzwi ustąpiły. 
Pokój do którego wszedłem był pomalowany na biało, a na ścianach wisiały różne tablice psychologiczne. Na środku pokoju stało biurko, za którym siedział Javier, czyli nasz klubowy psycholog. Nie miałem nigdy wcześniej okazji pojawić się w jego gabinecie, bo nigdy wcześniej nie miałem na tyle poważnego problemu, żebym musiał go odwiedzać. Aż do teraz. 
- Neymar! Kogo to moje piękne oczy widzą? - zaśmiał się, gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi. 
- Javier, jak zwykle skromny - powiedziałem, witając się ze znajomym. Mimo że jeszcze nigdy go nie odwiedziłem, poznaliśmy się jakiś czas temu na imprezie klubowej. - Nie sądziłem, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym będę zmuszony do ciebie przyjść.
Usiadłem na białej kanapie, a on dosiadł się na przeciwko mnie.
- Też nie sądziłem, że kiedyś cię tutaj zobaczę - powiedział, pochylając się w moją stronę. - Ale skoro już tu jesteś... - odparł się wygodnie o oparcie kanapy - to opowiadaj, co takiego cię do mnie sprowadziło. 
Spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem, bo był moją ostatnią deską ratunku. 
- Skończyłeś te całe studia psychologiczne, nie? - zapytałem.
- No raczej, inaczej by mnie tu nie było. 
- Czyli powinieneś móc mi pomóc.
- No tak, tylko powiedz, o co chodzi.
Schyliłem głowę i wziąłem głęboki wdech. 
- Co takiego wiesz o amnezji?

*5*

2 komentarze:

  1. Czuje w kosciach, że Javier pomoże Selenie i za razem Neymarowi :) Czekam na nexta i czy dobrze mi się wydaję, że *5* oznacza ile jest rozdziałów do końca?

    OdpowiedzUsuń