- Co ty właśnie powiedziałeś? - nagle obudziłem się z tego dziwnego transu i już po chwili stałem zaraz obok Pique, który trzymał w ręku tę arcyważną kartkę, która mogła zmienić kompletnie wszystko.
- Że znaleźliśmy twoją dziewczynę! Wiemy, gdzie ona mieszka! - Dani wykrzyczał mi to prosto w twarz, jakby chciał, żebym się w końcu zorientował, o co chodzi.
Miałem ochotę krzyczeć z radości!
- Rozmawialiśmy też z jej wujkiem. Jeśli chcesz, to jutro z samego rana wybieramy się do Madrytu! - darł się dalej. - Rozumiesz to?! Znaleźliśmy ją!
Aż przytuliłem go z radości, jaka mnie ogarnęła. To było nie do pomyślenia, że im się udało.
- Naprawdę nie chcę przerywać tego momentu radości, ale czeka nas jeszcze druga połowa meczu do zagrania - odezwał się Enrique pośród naszych krzyków.
We wszechobecnym, ogarniającym nas szczęściu wszyscy ruszyliśmy do wyjścia.
- Zagraj ten mecz najlepiej, jak potrafisz, młody - zawołał jeszcze za mną Dani, gdy wychodzili z szatni by iść na trybuny.
Nie miałem zamiaru zagrać go ani trochę gorzej, niż najlepiej jak umiem.
********
Późniejszy wynik był tego najlepszym przykładem. Wygraliśmy 4:0 i mieliśmy niemały powód do świętowania. Jednak ja nie na tym się skupiłem. Przez całą noc nie potrafiłem zasnąć, wciąż myśląc o tym, że jutro z samego rana wyruszymy z chłopakami w podróż do Madrytu. I do Seleny. Nie potrafiłem nadal uwierzyć w to, co się działo, choć już coraz bardziej to do mnie docierało.
Zasnąłem dopiero około 5 nad ranem, tylko po to, żeby dzwonek do drzwi obudził mnie niecałe trzy godziny później. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i ruszyłem do drzwi wejściowych. Jednak zanim tam dotarłem, Jota zdążył już wpuścić naszych gości do środka.
Gerard i Dani wyglądali na zwartych i gotowych, żeby wyruszyć na lotnisko. Jota też na takiego wyglądał. Tylko ja pozostałem w rozsypce.
Jak dobrze, że mieliśmy jeszcze sporo czasu do naszego lotu, bo inaczej byłoby z nami cienko.
- Ten jak zwykle nieprzygotowany. Czy my całe życie będziemy musieli na ciebie czekać? - marudził Alves, na co zgromiłem go wzrokiem.
- Pięć minut i jestem gotowy - zawołałem do nich, odwracając się, żeby móc wrócić do pokoju.
I może to nie było takie "pięć minut", ale ogarnąłem się naprawdę szybko i niedługo potem jadłem już śniadanie, czyli robiłem ostatnie, co musiałem ogarnąć przed wyjściem.
- Wiesz, co? Jak tak czasami na ciebie patrzę, to przestaję się dziwić, dlaczego Selena cię zostawiła, wiesz? - stwierdził Alves, wchodząc do kuchni, gdy ja w ekspresowym tempie próbowałem zjeść cokolwiek.
- To wcale nie jest śmieszne, Dani - mruknąłem, próbując jednocześnie nie ubrudzić się jedzeniem. Wtedy musiałbym spędzić w domu jeszcze więcej czasu niż powinienem.
- Owszem, jest - powiedział Gerard, pojawiając się zaraz za Alvesem. - Grzebiesz się i grzebiesz, a powinieneś być gotowy już dobre pół godziny temu.
- Nie narzekaj tylko wychodź - zawołałem, wbiegając wręcz jeszcze do salonu, żeby zabrać wszystkie swoje dokumenty.
Mniej niż pół godziny później znajdowaliśmy się już na lotnisku. Szybko załatwiliśmy wszystkie sprawy związane z lotem i czekaliśmy tylko aż zaczną wpuszczać ludzi na pokład.
W tym czasie zdążyłem wypić dwie kawy i cztery razy pójść do łazienki. Byłem tak zdenerwowany faktem, że wreszcie lecimy do Madrytu, że nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca.
To głupie i dziwne, że po tym, jak tyle czasu czekałem na moment, gdy znajdę Selenę, nagle tak bardzo denerwuję się przed zobaczeniem się z się z nią. Po prostu po mojej głowie chodzą tysiące myśli, że może jednak to wszystko się nie uda, że może to fałszywy trop.
Nie chciałem, żeby tak było najmocniej na świecie, ale nie potrafiłem tego wykluczyć.
Nie mogłem tego wykluczyć...
********
To na pewno tutaj?
To samo myślę i jednocześnie, mówię do Daniego i Gerarda. Stoimy właśnie przed wysokim blokiem, w którym znajdują się ogromne apartamenty. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce nie bardzo pasuje mi do Seleny.
Dlaczego miałaby tutaj być?
- Tak, to na pewno tutaj - Dani sprawdził jeszcze adres zapisany na kartce. - Piętro 9, numer 111.
Westchnąłem głośno. Nie potrafiłem zdobyć się na odwagę, żeby wysiąść z wypożyczonego przez nas samochodu i wejść do budynku.
- Zamierzasz się ruszyć czy przyjechaliśmy sobie tutaj tylko po to, żeby pooglądać sobie jej blok? - po chwili odezwał się poddenerwowany Jota. Jemu też zależało, żeby to wszystko okazało się prawdą, dlatego tak się denerwował. Choć nie mniej niż ja.
- Już idę - powiedziałem wreszcie, otwierając drzwi od czarnego Audi. - Trzymajcie za mnie kciuki - dodałem, wysiadając i trzaskając za sobą drzwiami.
Głośno wypuściłem powietrze i ruszyłem w stronę budynku. Zatrzymałem się dopiero przed bramką. Nie chciałem robić tego wcześniej, bo bałbym się, że zawrócę w połowie drogi.
Wybrałem na domofonie numer mieszkania, w którym miała znajdować się Selena i czekałem.
Ten czas dłużył się niemiłosiernie. A było to może kilka sekund.
- Tak? - usłyszałem głos.
Jej głos.
To nie możliwe!
To ona?!
#jestemokropna
#takwiem
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale niestety nie mogę też powiedzieć, że będzie lepiej. Przez cały czerwiec prawdopodobnie nie będę mogła pisać kompletnie nic, a w lipcu wzywa mnie powołanie do pracy, więc też praktycznie nici z pisania :( Więc mam tylko nadzieję, że poczekacie na to, co będzie dalej w tej historii...
Neyforever
Osz Ty! Ala ja sobie to zapamiętam i też zakończę mój rozdział w najmniej odpowiednim miejscu! ;p
OdpowiedzUsuńCzekam na next, kochana, bo jestem niezmiernie ciekawa tego, jak to się potoczy. ;*