środa, 13 września 2017

Nie wierzę, że to właśnie się stało...

Autentycznie, nie wierzę, że ten dzień nadszedł...

Po ponad dwóch latach prowadzenia tego bloga, nadszedł koniec przygody Seleny i Neymara, a tym samym koniec mojej przygody z blogiem Ulotne Momenty.

Ciężko mi uwierzyć, że od teraz będę żyła na co dzień bez tego bloga, bez świadomości, że moi wspaniali czytelnicy czekają na kolejny rozdział tej opowieści.

Ulotne Momenty były i są dla mnie bardzo ważne. Było to moje pierwsze poważne opowiadanie, rzucając może trochę w cień to, które opublikowałam na fotoblogu. To od Ulotnych Momentów zaczęłam naprawdę szlifować swoje umiejętności pisarskie, które teraz wyglądają już, jak mi się wydaje, dużo lepiej niż dawniej.

Dzięki rozpoczęciu pisania tutaj trafiłam do kolejnej wspaniałej społeczności pisarskiej jaką jest Wattpad, gdzie aktualnie się rozwijam. Nic z tego co się u mnie pisarsko dzieje, nie wydarzyło by się bez tego bloga.

Dlatego chciałbym podziękować wszystkim, którzy tworzyli tego bloga razem ze mną: wszystkim kochanym anonimom, NY oraz oczywiście Lilce, która wspiera mnie, odkąd tylko zaczęłam pisać, choć wcale nie znamy się w rzeczywistości. Wszyscy jesteście wspaniali i wasza rola w moim życiu jest nieoceniona. Daliście mi pewność siebie, aby publikować kolejne opowiadania i może w przyszłości postawienia kroku w kierunku swojej własnej książki.

Naprawdę cholernie Wam dziękuję!

Ciężko jest mi się z tym wszystkim rozstać, zostawić to i iść przed siebie. Często na pewno będę wspomnieniami wracać do tego bloga, a kto wie, może z czasem powrócę tu na dobre z jakimś nowym dziełem?

Jednak jeśli ktoś z Was nie chce czekać, to moją twórczość można śledzić na Wattpadzie, publikuję tam pod nickiem wiwimagine, mam nadzieję, że kiedyś się tam jeszcze spotkamy :)

A tymczasem jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia w przyszłości!

Epilog

Nie zapomnijcie o przeczytaniu rozdziału 59!



Było ciężko - to trzeba przyznać.
Moja relacja z Neymarem zaczęła się przypadkowo, ale ten jeden przypadek na zawsze odmienił nasze życia. Może to trochę oklepane, ale właśnie tak było.
Dzięki temu, że go poznałam, mogłam zobaczyć świat takim, jakim jest, a nie takim, jaki chciałam by był. Dostrzegłam prawdziwą naturę Christiana, w którym byłam "zakochana"; ludzi, których znałam bardzo długo, bo chodziłam z nimi do szkoły, a nawet własnej matki, która w rzeczywistości nie pragnęła mojego dobra, a jedynie możliwości kierowania moim życiem.
Zobaczyłam też, że mam prawdziwych przyjaciół, którzy na pewno pomogą mi, gdy będę tego potrzebować; brata, który jest może trochę nadopiekuńczy, ale bardzo mnie kocha i tatę, który widzi we mnie swój świat, choć nie może spędzać ze mną zbyt wiele czasu.
Poznałam także wiele nowych osób: piłkarze Barcelony stali się moimi przyjaciółmi, z którymi oczywiście nie mam zamiaru nigdy zrywać kontaktu; Jotę, który stał się dla mnie jak drugi brat, był w moim życiu tak samo ważny jak Ada czy Michael.
No i przede wszystkim: dzięki temu przypadkowi poznałam miłość mojego życia; chłopaka, który szukał mnie wtedy, gdy wszystko mówiło mu, że już nigdy nie wrócę. Mojego własnego piłkarzynę, którego chce poślubić, mieć z nim dzieci i razem z nim spędzić całe swoje życie. Dał mi Neymara.
Ale dał mi też samą siebie. Sprawił, że zaczęłam być sobą, przestałam udawać kogoś, kim nie byłam, przestałam zachowywać się zachowywać tak, jak wszyscy ode mnie wymagali. Przestałam być Seleną - idealną córką i uczennicą. Stałam się Seleną, która nienawidziła kontroli nad sobą i była śmiertelnie zakochana.
I taka się właśnie sobie podobałam.
A to, czy podobało się to innym nie mogło obchodzić mnie mniej.
No, chyba, że chodziło o Neymara.
Poczułam ramiona oplatające mnie w tali. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Gotowa? - zapytał Ney, opierając głowę o moje ramię.
Z westchnieniem włożyłam delikatnie ostatnie zdjęcie do pudła. Przedstawiało szczęśliwą rodzinę, która tak naprawdę nigdy nie istniała.
I już nigdy istnieć nie będzie.
- Tak - przytaknęłam po chwili, odwracając się w jego stronę - Jestem gotowa.
- Nawet na to, żeby pojechać ze mną do Brazylii i poznać moją rodzinę? - zapytał z uśmiechem, opierając swoje czoło o moje.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam:
- Gotowa na nowe życie, gotowa na zamieszkanie z tobą, gotowa na spędzenie z tobą życia.




THE END






wtorek, 12 września 2017

Rozdział 59.

Ciężko było mi znosić fakt, że Selena mimo faktu, że bardzo starałem się odbudować jej zaufanie, ona nadal była ostrożna wobec mnie. Chciałem, żeby wreszcie ufała mi tak bardzo, jak wtedy, gdy nie było jeszcze tego całego wypadku, w wyniku którego straciła pamięć.. Było to dla mnie trudne, ale nie mogłem nic z tym robić. Pozostało mi tylko czekać.
Dlatego tak bardzo się ucieszyłem, gdy kilka dni temu przyszła do mnie z zapytaniem, czy mogłaby przyjść na mój mecz. Ten moment był jak przełamanie jakiejś bariery, biorąc pod uwagę, że jej matka zrobiła z niej zagorzałą fankę klubu z Madrytu. A gdy zapytała, czy mogłaby założyć bluzkę z moim imieniem, poczułem się, jakby wszystko wreszcie zaczęło wracać do normy. Dawno nie byłem tak szczęśliwy, jak w tamtym momencie.
Przedtem zagrałem wiele meczy z myślą o Selenie, szczególnie wtedy, gdy jej przy mnie nie było, ale teraz miało być zupełnie inaczej. Miałem nadzieję, że oglądając ten mecz przypomni sobie jak jeszcze tygodnie temu siedziała na tych trybunach, żeby mi kibicować. Miałem ogromną nadzieję, że powróci do niej kolejne, choć niewielkie wspomnienie, tym razem związane ze mną.
- Gotowa na dzisiejszy wieczór? - zapytałem jej, gdy znaleźliśmy się już pod stadionem. Joty z nami nie było, on rzadko pojawiał się na meczach.
- Może tego nie widać, ale naprawdę nie mogę się doczekać - powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Taka zawstydzona była jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do środka. Byłem cholernie szczęśliwy, że była tutaj ze mną. A jeszcze bardziej ucieszyłem się, gdy w pewnym momencie nieśmiało złapała mnie za rękę. Zaskoczyła mnie tym, ale fakt, że sama postanowiła uczynić ten gest, wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- Chcesz, żebym odprowadził cię na trybuny czy chciałabyś... - chciałem zapytać, czy może nie chciałaby przejść się ze mną do szatni, ale zdążyła mi przerwać zanim to zaproponowałem.
- W sumie to... - mruknęła zmieszana - chciałabym poznać twoich przyjaciół. Znaczy, chciałabym ich spotkać, bo przecież kiedyś musiałam już ich poznać, ale... - motała się we własnych słowach.
Przerwał jej mój śmiech.
- Nie przejmuj się tym, naprawdę - powiedziałem. - Oni o wszystkim wiedzą i bardzo chcieli cię zobaczyć.
Nie odezwała się już aż do momentu, w którym stanęliśmy przed drzwiami szatni. Wtedy ścisnęła mocniej moją dłoń, a ja od razu zerknąłem na nią, by dowiedzieć się, o co chodzi.
- Boję się tam wejść - stwierdziła cicho.
Schyliłem się, by delikatnie ją przytulić i dodać jej tym samym otuchy.
- Nie masz czego, to tylko nasi przyjaciele - powiedziałem, a ona spróbowała się uśmiechnąć. Nie udało jej się, bo wciąż widoczny był strach na jej twarzy.
Gdy przekroczyliśmy próg szatni, początkowo nikt nawet nie zauważył naszej obecności. Chłopacy głośno dyskutowali, a ich dziewczyny się z nimi sprzeczały. Do meczu było jeszcze naprawdę sporo czasu, więc mogli sobie na to pozwolić.
Ale nagle Antonella spojrzała prosto na nas i od razu ruszyła w naszą stronę. Reszta też nas zauważyła i każdy chciał do nas podejść. Jednak Selenę zdecydowanie ogarnęły dziewczyny, które od razu zaczęły z nią rozmawiać. Ja natomiast zostałem z chłopakami, którzy oczywiście zaczęli pytać. Nie wiedzieli, że Selena pojawi się na meczu.
- Powiedziała mi kilka dni temu, że chce przyjść, ale nic nie mówiłem, bo jednak sądziłem, że zrezygnuje - powiedziałem, spoglądając na nią. Wcale nie wyglądała już na zagubioną, a wszystko to było zasługą dziewczyn.
- Nadal nic się nie zmieniło? - zapytał Lio, także spoglądając w tę stronę.
- Nie - westchnąłem. - Trzeba czekać, tyle.
Spędziliśmy w szatni dobre pół godzony, podczas której chłopacy zamienili z Seleną zaledwie kilka zdań. Rozmawiała szczególnie z Leo i Gerardem, choć starała się odezwać do każdego. W pewnym momencie przestałem odczuwać, że cały ten wypadek miał miejsce, bo Selena zaczęła zachowywać się tak naturalnie.
Jednak gdy opuściliśmy szatnię, znów stała się niepewna, nawet pomimo faktu, że dziewczyny wyszły z nami.
- Neymar, możesz zostać, my spokojnie zabierzemy Selenę z nami - powiedziała Shak, ale ja pokręciłem głową.
- Idę z wami - odpowiedziałem, łapiąc Sel za rękę. Uśmiechnęła się na ten gest, więc odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że jej się to jednak nie spodoba.
Dziewczyny ruszyły przodem, my szliśmy lekko z tyłu.
- Zostawiam cię z tymi wariatkami, wracam do ciebie zaraz po meczu - powiedziałem do niej, gdy znaleźliśmy się już na trybunach. Musiałem jak najszybciej wracać, bo po drodze dostałem wiadomość od chłopaków, że pojawił się już trener.
- Czekam tu na ciebie - odpowiedziała, a ja poczułem ogromne ciepło na sercu.

------------------------------------

- Patrząc na schodzącego z boiska wkurzonego Sergio Ramosa, czuję ogromną radość. Dlatego, że mając Selenę na trybunach udało nam się zagrać tak wspaniały mecz. Że udało nam się wygrać z takim wynikiem.
W tym momencie nie potrafiłem nie być szczęśliwym.
Zszedłem do szatni jako ostatni, podczas gdy reszta zespołu cieszyła się już wygraną. Jednak wyjątkowo dzisiaj nie chciałem świętować razem z nimi. Chciałem wrócić do Seleny, zabrać ją z powrotem do domu, żeby tam porozmawiać z nią na temat tego meczu. Chłopacy to rozumieli.
Ale przedtem musiałem jeszcze wysłuchać tego, co miał nam do powiedzenia trener.
Nie oczekiwaliśmy pochwał i też ich nie otrzymaliśmy. Pomimo zachwycającego wyniku Enrique potrafił wytknąć nam jeszcze kilka błędów, które popełniliśmy w ciągu tych dziewięćdziesięciu minut.
A potem stał przede mną tylko korytarz prowadzący na trybuny do dziewczyn i mojej Seleny.
Jednak gdy już dotarłem na miejsce, w którym miały spędzić cały mecz, byłem zdziwiony jak chyba nigdy wcześniej.
Przywitała mnie Selena biegnąca w moim kierunku. Zawołała do mnie "Junior", co zwróciło moją uwagę, bo nazywała mnie tak przed wypadkiem, natomiast nie usłyszałem tego ani razu z jej ust, odkąd do mnie przyjechała.
Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy podbiegła i wskoczyła na mnie, oplatając nogami na biodrach. Ledwo udało mi się utrzymać równowagę, a ona wtuliła się we mnie jak mała koala. Byłem oszołomiony, bo zmiana w jej zachowaniu była ogromna.
- Co się stało? - zapytałem w końcu.
- Pamiętam - zawołała, zeskakując ze mnie. - Strzeliłeś tą bramkę na 4:0 i nagle przypomniało mi się, gdy kiedyś powiedziałeś, że jeszcze wygrasz 4:0 z Realem i ja... A potem wszystko zaczęło wracać i ja nie wiem... Po prostu pamiętam. Wszystko pamiętam, rozumiesz? - krzyczała.
W przypływie radości wziąłem ją w ramiona i zakręciłem nas wokół własnej osi.
Do cholery, ona pamiętała!



poniedziałek, 11 września 2017

Rozdział 58.

"A dziś też nas zaskoczysz kolejnym super rozdziałem? :D"
A więc, jak widzisz, kochany Anonimie, tak, zaskoczę, krótko, ale zaskoczę :*


- Tu masz zdjęcie ze studniówki - powiedziałem, podając jej kolejną fotografię. Siedzieliśmy tak od dobrych kilku godzin i oglądaliśmy wszystkie nasze wspólne zdjęcia, jakie tylko posiadałem. A nazbierało się ich dość sporo w ciągu tych zaledwie tych pięciu miesięcy.
- Naprawdę nic nie wiedziałam o tym, że tam idziemy? - zapytała, podnosząc głowę z nad fotografii. Odkąd tu siedzieliśmy wydawała się zafascynowana wszystkim tym, co widziała na zdjęciach i tym, o czym jej opowiadałem.
- Nie wiedziałaś o niczym. Razem z twoimi przyjaciółmi chcieliśmy ci zrobić niespodziankę - wziąłem od niej zdjęcie. Przedstawiało naszą dwójkę zaraz przed wejściem na salę, gdzie odbywała się cała impreza.
Właśnie w momencie, gdy mu się przyglądałem, zabrzmiał dzwonek do drzwi. Selena spojrzała na mnie zdziwiona, ale ja dobrze wiedziałem, kto przyjechał nas odwiedzić.
- Jeszcze zanim pójdę otworzyć - zacząłem - chciałbym, żebyś wiedziała, że zaprosiłem do nas pewne dwie osoby. Są to ludzie z twojego bliskiego otoczenia, twoi przyjaciele. Ale jeśli nie będziesz chciała z nimi rozmawiać, to tylko mi o tym powiedz, dobrze?
Starałem się mówić o tym jak najspokojniej, żeby jej tym nie wystraszyć. Ale ona, wbrew moim oczekiwaniem, wcale taka nie była. Spojrzała na zdjęcia, które leżały na jej kolanach, a następnie odłożyła je wszystkie na stolik przed nami i wstała.
Odezwała się, gdy zauważyła, że nie wiem, o co chodzi.
- No chodź, chcę iść z tobą otworzyć im drzwi. Przecież nie będą tam stać w nieskończoność - stwierdziła, a na moje usta wkradł się uśmiech. Z każdym dniem bardziej przypominała dawną siebie.
Ruszyła przodem do korytarza, a ja poszedłem za nią. Wydawała się zadowolona na myśl o ponownym poznaniu swoich przyjaciół, więc najwidoczniej nie miałem się o co martwić.
Przed samymi drzwiami zapytała mnie jeszcze, czy sama może je otworzyć. Nawet nie zwracałem uwagi na to, jak czasami dziecinne pytania mi zadaje. Po prostu cieszyłem się z każdego jej kolejnego postępu, czy to z pamięcią, czy z samym nastawieniem do świata i mojej osoby. To wszystko napełniało mnie nieograniczoną wręcz radością.
Miny Ady i Michaela, gdy to Selena otworzyła im drzwi były warte uwiecznienia i żałuję, że nie zrobiliśmy im wtedy zdjęcia. Kiedy jeszcze kilka dni temu z nimi rozmawiałem, usłyszeli ode mnie, że ich przyjaciółka nie bardzo ma ochotę na rozmowy z kimkolwiek, a tymczasem przez ten może tydzień, sytuacja zmieniła się na tyle, że uśmiechnięta otwiera im drzwi mojego domu. Rozumiałem ich zdziwienie, ale nadal to wszystko mnie śmieszyło.
- Selena? - zawołała zdziwiona Ada, a potem od razu przytuliła się do swojej przyjaciółki. Jej zachowanie było zrozumiałe - nie widziała Sel od kilku dobrych tygodni i także martwiła się tak bardzo, jeśli nie bardziej niż ja.
Ale mimo wszystko spojrzałem z lekkim strachem na Selenę, bo nie wiedziałem, jaka będzie jej reakcja. Byłem spokojny, gdy zobaczyłem, że się uśmiecha i odwzajemnia uścisk Ady.
- Tak cholernie za tobą tęskniłam - powiedziała Ada.
Po momencie one we dwie poszły same do salonu, zostawiając mnie z Michaelem.
Zamknąłem za nimi drzwi i razem z chłopakiem powoli poszliśmy za dziewczynami.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że już tu jesteśmy - stwierdził Michael. - Ada przez całą drogę ekscytowała się, że wreszcie zobaczy się z Sel.
Ruchem głowy pokazałem mu, żebyśmy skręcili do kuchni i po chwili się tam znaleźliśmy. Nie chciałem przeszkadzać dziewczynom, pomyślałem, że dobrze byłoby im dać trochę czasu dla siebie.
- Jak się układa tobie i Adzie? - zapytałem, nalewając nam wody do szklanek.
- Nie najgorzej. Kilka tygodni temu przeprowadziła się do mnie do Madrytu i jakoś nam się układa. Na początku nie było łatwo, ale teraz już wszystko jest dobrze - powiedział, biorąc do ręki jedną ze szklanek. - A jak postępy z Seleną?
Napiłem się wody i dopiero wtedy mu odpowiedziałem.
- O dziwo bardzo dobrze. Z resztą jak widać. Jeszcze kilka dni temu nie chciała z prawie nikim rozmawiać, a teraz siedzi w salonie i rozmawia z przyjaciółką, której wcale nie pamięta - powiedziałem.
- Najwidoczniej dobrze się nią opiekujesz - stwierdził.
- Bardzo mi na niej zależy - powiedziałem, choć może nie bardzo była to odpowiedź na jego stwierdzenie.
Zabrałem wodę i szklanki, i zaniosłem dziewczynom. Ledwo zauważyły, kiedy pojawiliśmy się w pokoju. Michael tam został, a ja po chwili patrzenia na przyjaciółki, postanowiłem, że zostawię całą trójkę samą. Ufałem Adzie i Michaelowi, a wiedziałem, że Selena będzie ich teraz o wszystko wypytywać.
Wyszedłem na taras, gdzie zobaczyłem wielkiego nieobecnego ostatnich dni.
Jota wylegował się na leżaku, podczas, gdy ja nawet nie wiedziałem, że on był w domu. Położyłem się na leżaku obok niego, a on nawet mnie nie zauważył. Miał słuchawki w uszach i okulary na nosie. W pierwszym momencie pomyślałem, że może śpi, ale okazało się, że nie, gdy nagle wyjął słuchawki z uszu i zdjął okulary.
- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał, zachrypniętym głosem.
Czyli może jednak wcześniej spał.
- Dawno nie gadaliśmy - stwierdziłem, patrząc gdzieś w niebo.
- Opiekujesz się Seleną, to zrozumiałe, że rzadko się widzimy - mruknął.
- Przyjechałeś do mnie, a ja cię olewam, przepraszam stary - powiedziałem, spoglądając na niego. O dziwo leżał i się uśmiechał.
- Jeśli mam być szczery, to bardziej niż ciebie brakuje mi Seleny i naszego wspólnego dogryzania tobie - zaśmiał się, na co ja też się uśmiechnąłem.
- Już niedługo, bracie, miejmy nadzieję, że już niedługo - powiedziałem.


*3*

niedziela, 10 września 2017

Rozdział 57.

- Gotowa na wycieczkę po wspomnieniach? - zapytałem, wchodząc po cichu do pokoju Seleny kilka dni później. Oczywiście odkąd do mnie przyjechała miała swój osobny pokój, bo chyba żadne z nas nie sądziło, że będziemy potrafili po tym wszystkim spać w jednej sypialni.
Sel stała odwrócona do mnie plecami, zakładała na siebie bluzę. Od momentu, gdy tutaj przyjechała, zaczęła znów ubierać się tak, jak dawniej, co bardzo mnie cieszyło, bo jakby nie patrzeć, było małym postępem w powrocie mojej dziewczyny do normalności.
- Chyba tak - odpowiedziała, odwracając się do mnie. Starała się uśmiechać i choć jej to nie wychodziło to wyglądała całkiem inaczej niż jeszcze kilka dni temu. Po naszej rozmowie stała się trochę jakby szczęśliwsza, nie wydawała się już tak przygnębiona i nieobecna, za to wyglądała, jakby wróciła do niej jakaś cząstka nadziei na powrót do normalności. Oczywiście były to minimalne zmiany, ale ja dostrzegałem nawet takie drobnostki i cieszyłem się każdą zmianą, która nastawała w zachowaniu Seleny.
Wiedziałem, że muszę się cieszyć chwilą, bo niedługo wszystko może się zmienić.
W ciszy wyszliśmy z jej pokoju, opuściliśmy dom. Wsiadając do samochodu miałem jeszcze pewne wątpliwości czy to wszystko się uda i czy jedziemy w odpowiednie miejsce, ale teraz nie było już odwrotu. Jeśli się na to zdecydowaliśmy to mogło to jedynie polepszyć sprawę. 
Jako pierwsze miejsce postanowiłem wybrać dom Rodriguezów. Przecież było to miejsce, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy i właśnie jako pierwsze przyszło mi na myśl. Chciałem ułożyć tę naszą trasę jak najbardziej chronologicznie, żeby Sel nie czuła się skołowana w tym wszystkim, o czym miałem zamiar jej opowiedzieć. 
Także było to pierwszym miejscem, w którym się razem pojawiliśmy.
- Pewnie wcale nie pamiętasz tego miejsca, hm? - zapytałem dziewczyny, mimo wszystko z uśmiechem na ustach. Dla niej była to wycieczka, która miała jej w jakiś sposób przypomnieć o mnie, zaś dla mnie to była podróż po wszystkich najważniejszych, najmilszych wspomnieniach, które miałem w głowie. To wszystko sprawiało, że zaczynałem myśleć o tym, jak się poznaliśmy, co się z nami działo przez ten cały czas aż dotarliśmy do miejsca, w którym teraz jesteśmy. 
- Nie czuję, jakbym kiedyś już tutaj była - przyznała Sel, wpatrując się w dom i jego okolicę. 
- A chcesz, żebym opowiedział ci, co dokładnie się tutaj wydarzyło? - zapytałem, na co ona ochoczo pokiwała głową. - No to, wszystko wydarzyło się jakoś na początku stycznia. Państwo Rodriguez zaprosili mnie wtedy do siebie na kolację. Kiedy przyjechałem, ty siedziałaś już przy stole. Pojawiłaś się tu chwilę wcześniej razem z ciotką i wujkiem, u których wtedy mieszkałaś. Wyglądałaś na kompletnie znudzoną wszystkim, co się tam działo - zaśmiałem się na samo wspomnienie Seleny, która próbowała ukryć niezadowolenie pod krzywym uśmiechem. - Pamiętam, że miałem miejsce zaraz obok ciebie. Przez całą kolację przyglądałem ci się, gdy nie zwracałaś na mnie uwagi. Od razu przyciągnęłaś mój wzrok, zainteresowałaś mnie. Ale dopiero pod koniec kolacji odważyłem się do ciebie odezwać, nawet wymieniliśmy się numerami telefonów. Tak się to wszystko między nami zaczęło.  
Obserwowałem jej reakcję na całą tę historię. Słuchała jej bardzo uważnie, a po jej usłyszeniu nawet się zaśmiała. 
- Nie no, całkiem romantycznie - powiedziała, a ja od razu się rozluźniłem. 
- Czasami jak o tym myślę, to był to chyba jeden z lepszych dni w moim życiu. I pamiętam, jak bardzo zestresowany byłem, gdy pierwszy raz się do ciebie odezwałem - przyznałem się. 
- Wyglądałam aż na taką sukę? - zapytała, przyglądając się jeszcze raz domowi, przed którym się znajdowaliśmy. 
- Wręcz przeciwnie. Bałem się, że jestem dla ciebie niewystarczający. 
Spojrzała na mnie. 
- Czyli jednak uważałeś mnie za sukę.
Przewróciłem oczami, uśmiechając się.
- To jak, jedziemy gdzieś dalej? - zapytałem, całkowicie zmieniając temat. 
- Tak, jasne, możemy - odpowiedziała, idąc już do samochodu. 
Następnym miejscem, do którego planowałem ją zabrać był park, w którym umówiliśmy się po raz pierwszy. Zaparkowałem samochód w tym samym miejscu, co tamtego dnia i ruszyłem z Seleną pod fontanny, czyli tam, gdzie wtedy na nią czekałem.
Gdy już tam dotarliśmy, Selena od razu podeszła do wody i zatopiła w niej dłoń. Nie odezwała się, ale ponownie bardzo uważnie przyglądała się miejscu, w którym się pojawiliśmy. Zauważyłem, że chyba nic jej to nie przypomina, więc zacząłem opowiadać.
- To było miejsce, w którym umówiliśmy się na nasze pierwsze spotkanie - powiedziałem, siadając na krawędzi fontanny, a Selena po chwili zdecydowała się na to samo. - To było następnego dnia po kolacji u Rodriguezów. Rano napisałrm do ciebie wiadomość, czy może nie chciałabyś się ze mną spotkać. Dopóki nie odpisałaś nie odszedłem nawet na moment od telefonu. Bałem się, że mnie odrzucisz, że nie będziesz chciała się ze mną zobaczyć. Na moje szczęście napisałaś, że chętnie spędzisz ze mną czas. A wyczekiwałem tego spotkania, jak chyba nigdy wcześniej.
Przez chwilę panowała między nami cisza, chciałem dać Selenie czas do pomyślenia nad tym wszystkim. I to właśnie ona odezwała się jako pierwsza.
- Co robiliśmy, gdy już się tutaj pojawiłam? - zapytała. Nic nie cieszyło mnie tak bardzo, jak fakt, że Selena interesowała się naszą wspólną przeszłością.
- Pamiętam, że ty zaczęłaś pytać. Chciałaś wiedzieć, kim jestem, czym się zajmuję. I to właśnie zaprowadziło nas do kolejnego miejsca, które razem odwiedziliśmy. Chciałem ci to sam pokazać, zademonstrować - odpowiedziałem, spoglądając na nią. Siedziała obok mnie z rękami ułożonymi na kolanach. Miała pochyloną głowę i przyglądała się swoim dłoniom.
- Pójdziemy też do tego miejsca? - spytała cicho po chwili ciszy.
- Jasne, jeśli tylko tego chcesz... - byłem zaskoczony tym, jak bardzo chciała poznać naszą przeszłość. To była dość spora zmiana w jej nastawieniu.
Jeszcze moment spędziliśmy w parku, a potem ruszyliśmy na stadion dokładnie tą samą drogą, którą zmierzaliśmy tam przy pierwszym spotkaniu.
- Idzimy na Camp Nou? - zapytała nagle Selena, co mnie niemało zszokowało. Nie miałem pojęcia, skąd mogła o tym wiedzieć skoro, jej jeszcze o tym nie powiedziałem.
- Skąd wiesz? - zapytałem, mając ogromną nadzieję, że to jakiś przejaw powrotu jej pamięci.
- Chciałeś mi wtedy pokazać, czym się zajmujesz. Więc tak przypuszczam, że chciałeś mnie zabrać właśnie tam - odpowiedziała, delikatnie się uśmiechając. Za to mnie mina lekko zrzedła, gdy zrozumiałem, że ta myśl była tylko efektem jej logicznego myślenia, a nie powrotem wspomnień. Jednak nie chciałem dać jej tego odczuć.
- I właśnie się tam wybieramy - powiedziałem z uśmiechem.
Spacer nie zajął nam długo. W tym czasie Selena zdążyła zapytać o kilka istotnych spraw, co tylko poprawiło mi humor. W końcu miałem świadomość, że ona naprawdę chce powrotu do tego, co było dawniej.
Jednak, gdy weszliśmy na teren stadionu, Selena momentalnie zrobiła się lekko markotna. Wszyscy się z nią witali, uśmiechali się, więc rozumiałem jej speszenie. Szczególnie w momencie, gdy musiałem porozmawiać z sekretarką na temat naszego wejścia na boisko, spoglądała na wszystkie strony, byle tylko nie musieć patrzeć na dziewczynę za biurkiem.
Wszystko znów się zmieniło, gdy ponownie zostaliśmy sami. Znowu zrobiła się pogodna, jakby nastrój sprzed chwili nie miał w ogóle miejsca.
Gdy tylko znaleźliśmy się na boisku, przypomniał mi się jeden ważny szczegół z naszego pierwszego spotkania.
- Chodź, chcę ci coś pokazać - powiedziałem do dziewczyny, gdy ta stojąc na murawie oglądała stadion z tej perspektywy. Usłyszała mój głos i zaprzestała tego, idąc za mną. 
Weszliśmy do tunelu prowadzącego do szatni i zatrzymaliśmy się dopiero tam. Stanęliśmy przed ścianą, na której uwiecznieni zostali wszyscy piłkarze Blaugrany. 
- Kojarzę to miejsce - stwierdziła nagle Selena po dłuższej ciszy, a ja od razu pomyślałem, że najzwyczajniej w świecie się przesłyszałem. - Pokazywałeś mi kiedyś tę ścianę?
- Tak. Wtedy pierwszego dnia, pokazałem ci ją, żebyś sama mogła się domyśleć, kim jestem - powiedziałem, nie mogąc wyjść z zaskoczenia, wywołanego jej nagłym przypomnieniem sobie czegokolwiek.
- Jakby... coś z tego pamiętam. Ale to nie był ten sam obrazek, prawda? - zapytała, 
- Prawda. Tamten zmienili kilka dni później - przyznałem zszokowany. 
To był cholernie wielki krok w stronę odzyskania jej pamięci. Przypomniała sobie już jedną rzecz, teraz będzie już tylko łatwiej. 
- Nie wierzę, że to się dzieje - szepnęła, jeszcze raz spoglądając na ścianę. 
- Uwierz, że ja też - przyznałem. 
Na kilka kolejnych minut zapanowała między nami cisza. Chyba żadne z nas nie wiedziało, jak ma się zachować, co powiedzieć.
Aż wreszcie Selena postanowiła przejąć inicjatywę.
- Chciałabym teraz pograć sobie w piłkę na tym boisku, ale chyba to nie byłby najlepszy pomysł - stwierdziła, ruszając z powrotem w stronę murawy.
Oczywiście dogoniłem ją, gdy stąpała już po trawie.
- Może gra w piłkę to nie zbyt udany pomysł, ale co byś powiedziała na lody w jakiejś dobrej lodziarni? - zapytałem, stając przed nią. Uniosła na mnie wzrok i spróbowała się uśmiechnąć.
- Czyżbyśmy już skończyli naszą wycieczkę po wspólnych wspomnieniach? - spytała.
Uśmiechnąłem się do niej szeroko, gdy oboje ruszyliśmy do wyjścia ze stadionu.
- O nie, moja droga. To dopiero początek. Lodziarnia to też miejsce naszych wspólnych wspomnień - odpowiedziałem.


*3*

sobota, 9 września 2017

Rozdział 56.

Jota napisał mi wiadomość, że musi wyjść z domu, więc w ekspresowym czasie tam wróciłem. Nie chciałem zostawiać Seleny samej, chciałem być przy niej, gdyby coś miało się wydarzyć, może coś by sobie przypomniała lub chciałaby może uciec z mojego domu. Dodatkowo po rozmowie z Javierem byłem zmotywowany, żeby z Seleną porozmawiać, a to był do tego idealny moment.
Gdy wjeżdżałem na swoją ulicę dostałem kolejną wiadomość od brata, w której pisał, że przed chwilą wyjechał z domu. Ja dotarłem tam chwilę później. Zaparkowałem samochód, zabrałem torbę treningową i niezwłocznie ruszyłem do środka.
- Wróciłem! - zawołałem, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Nie usłyszałem odpowiedzi, ale wiedziałem, że Selena musi gdzieś tutaj być.
Jednak gdy pomyślałem, że za chwilę będę musiał z nią porozmawiać, sprawiła, że zacząłem się bać. Bałem się tego, jak zareaguje, co powie na to, co chcę jej przekazać, co chcę jej zaproponować.
Zestresowany najpierw zaniosłem zawartość mojej torby do prania, potem odwiedziłem kuchnię, żeby napić się wody i zrobić herbatę. Słyszałem odgłos telewizora dochodzący z salonu i właśnie tam poszedłem z dwoma gorącymi kubkami.
Jeden z nich postawiłem na stoliku przed nią, drugi zabrałem ze sobą. Usiadłem na drugiej kanapie i spojrzałem na nią. Nadal wydawała się zagubiona w tym wszystkim, nawet jeśli starała się udawać, że tak nie było.
Spojrzałem na telewizor. Oglądała disney'owską "Randkę z gwiazdą".
- Wiesz, - odezwałem się wreszcie po chwili namysłu - kiedyś bardzo nie lubiłem oglądać tych wszystkich filmów. Twierdziłem, że to strata czasu. Ale kiedy się do mnie wprowadziłaś - zacząłem wspominać - nie chciałaś dać za wygraną, że nie lubię twojego ulubionego filmu, - spojrzałem na telewizor - więc przez cały tydzień chodziłaś za mną, żebym go z tobą obejrzał - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Spojrzałem na zawartość mojego kubka. - Byłaś taka szczęśliwa, gdy wreszcie usiedliśmy tutaj razem, żeby to obejrzeć. A potem przez cały film komentowałaś zachowanie bohaterów tak, jak tylko ty potrafisz. A tydzień później znów chciałaś go obejrzeć i znowu robiłaś to samo - zaśmiałem się pod nosem, a moment później spojrzałem na Selenę. Chciałem zobaczyć jej reakcję.
Ale nie byłem przygotowany na to, że zobaczę ją wycierającą łzy z kącików oczu.
- Przepraszam, że tego nie pamiętam - mruknęła, gdy zauważyła, że się jej przyglądam.
Przysunąłem się do niej i nieśmiało położyłem dłoń na jej ramieniu.
- Nie masz za co przepraszać, - pociągnęła nosem - bo to nie twoja wina, że to wszystko się wydarzyło.
Rękawem bluzy wytarła łzy spływające jej po twarzy, a następnie szczelniej owinęła się kocem.
Westchnąłem, zbierając się w sobie, żeby znów się odezwać.
- Wiem, że to dla ciebie trudne, ale pewnie nawet nie pojmuję jak bardzo. A ty pewnie nie zdajesz sobie sprawy, jak szczęśliwy byłem, gdy wtedy w Madrycie usłyszałem twój głos. Ale chyba oboje chcemy tak samo mocno twojego powrotu do zdrowia -  wziąłem jej dłoń w swoją, czym sprawiłem, że na mnie spojrzała. - A nie uda się nam to, jeśli będziesz się mnie bała. Musisz mi uwierzyć, że kocham cię całym sercem i nigdy bym cię nie skrzywdził.
Zanim odpowiedziała, wytarła kolejne łzy spływające po jej policzkach.
- Chciałabym ufać we wszystko, co mówisz, ale mama naopowiadała mi o tobie tyle złych rzeczy i ja... Dlatego wolałam rozmawiać z Jotą, bo o nim nikt mi nic nie powiedział i wydawał mi się taki... Ja przepraszam za to wszystko.
Nie wiedziałem, co powinienem zrobić, więc przysunąłem się do niej i przytuliłem. Poczekałem chwilę zanim się uspokoiła, żeby móc się znów odezwać.
- Skoro mi nie ufałaś, to dlaczego postanowiłaś tutaj przyjechać? - zapytałem. O dziwo na odpowiedź nie musiałem długo czekać.
- Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z ciotką. Rozmawiały o mnie, że wreszcie zaczynają osiągać jakiś sukces, że w końcu coś im się udało. Przestałam im ufać i nie chciałam zostać już dłużej w Madrycie. A tylko Jota w tamtym momencie był osobą, której potrafiłam zaufać, bo nic o nim nie wiedziałam.
Z każdym jej słowem zaczynałem coraz bardziej rozumieć jej sytuację i zachowanie. Sam zacząłem się zastanawiać się, jak zachowywałbym się wobec Seleny, gdybym przeżył wszystko to, co w ostatnim czasie przydarzyło się jej.
- A czy teraz już zaczynasz ufać, że nigdy nie zrobiłem wobec ciebie nic złego? - musiałem to wiedzieć. Bez tego nie potrafiłem zrobić niczego dalej.
- Ufam. Chyba. Dużo o tym myślałam i... przyjąłeś mnie do siebie, szukałeś mnie, te wszystkie nasze wspólne rzeczy w tym domu... Nie potrafiłabym ci teraz nie zaufać po tym, co dla mnie zrobiłeś - powiedziała, a ja poczułem, jakby kamień spadł mi z serca. Czyli jednak nie było tak źle, jak się spodziewałem.
Miałem teraz wreszcie możliwość powiedzenia jej o wszystkim, co planowałem.
- Jeśli mi ufasz, to co myślisz o takiej małej wycieczce? Rozmawiałem dzisiaj z pewną osobą, która znała już takie przypadki, jak twój. Podsunął mi pomysł, żeby pokazać ci miejsca, w których już kiedyś razem byliśmy. Powiedział, że to powinno podziałać na twoją pamięć.
Rozmawiałem z Javierem przez naprawdę długi czas. Musiałem opowiedzieć mu moją historię z Seleną, o wszystkim co się wydarzyło, o tym, jak ją odnalazłem i o tym, jak pojawiła się w moim domu. Wtedy on powiedział mi, jak mogę spróbować pomóc Selenie w przypomnieniu sobie wszystkiego. A jednym ze sposobów były wspomnienia. I od wycieczce po najważniejszych miejscach chciałbym zacząć.
- I chciałbym zapytać, czy chciałabyś może wybrać się ze mną do tych wszystkich miejsc, w których byliśmy razem?
Początkowo się nie odezwała. Pokiwała głową.
- Proszę, pokaż mi to wszystko taki, jakim jest. Nie takim, jaki mi go opowiedziano - powiedziała.


*4*

czwartek, 7 września 2017

Rozdział 55.

- Neymar, moglibyśmy porozmawiać? - zapytał Leo, gdy schodziliśmy z boiska. Właśnie skończył się nasz poranny trening, miałem właśnie jak najszybciej wrócić do domu. Chciałem pobyć trochę z Seleną, może namówić ją w jakiś sposób do rozmowy ze mną.
Ale nie chciałem odmawiać przyjacielowi chwili rozmowy, bo ostatnio rzeczywiście miałem dla nich wszystkich bardzo mało czasu. Wszystko w ostatnich tygodniach kręciło się tylko i wyłącznie wokół mojej dziewczyny.  
- Jasne, o co chodzi? - zapytałem, przerzucając sobie bluzę przez ramię. Obaj zmierzaliśmy do szatni. 
- Wiem, że ostatnio naprawdę masz wiele problemów na głowie, że nie masz za bardzo czasu na myślenie o piłce, patrząc na to, co się dzieje w twoim życiu, ale jednak jesteś nam bardzo w drużynie potrzebny. Kończymy sezon, jesteśmy na ostatniej prostej przed mistrzostwem kraju i razem z resztą drużyny chcielibyśmy, żebyś pomógł nam w jego zdobyciu. Jesteś ważny w naszym zespole - powiedział. W ostatnim czasie rzeczywiście bardzo mało poświęcałem się piłce - opuszczałem treningi, nie znajdowałem się w kadrze meczowej, nie grałem zbyt dobrze, wchodziłem z ławki na 30 minut w spotkaniu. Leo miał rację, nie mogłem zostawić zespołu na samym końcu drogi po wygraną. 
- Stary, masz rację, zaniedbuję ostatnio drużynę, powinienem za to was wszystkich przeprosić - przyznałem. - Ale wiesz, jak to wszystko ostatnio wyglądało, Selena zniknęła, szukałem jej, a gdy już się odnalazła, okazało się, że straciła pamięć. Ale teraz wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać, więc obiecuję, że teraz zajmę się już na poważnie grą i treningami. Nie dam nam wydrzeć tego mistrzostwa - zapewniłem.  
Leo poklepał mnie po plecach.
- Spokojnie, wszyscy łącznie z trenerem rozumiemy twoją sytuację. Po prostu dbamy o to, żebyś nie zapomniał, że jesteś piłkarzem - zaśmiał się. - A jak tam sytuacja z Seleną? Jest jakaś poprawa?
- Nic sobie nie przypomniała od moment, w którym do mnie przyjechała. Często pyta Jotę o zdjęcia, które u mnie wiszą, gdzie zostały zrobione, kiedy to było. Zaczęła się interesować tym, co się wcześniej działo, ale to nie przynosi żadnej poprawy, jeśli chodzi o jej pamięć. Nadal niekoniecznie chce ze mną rozmawiać. 
- Hm, to nie najlepiej. Ale grunt, że chociaż chce coś wiedzieć. Zobaczysz, z dnia na dzień będzie coraz lepiej, wreszcie powoli zacznie sobie wszystko przypominać. Wszyscy czekamy na jakąś poprawę, dziewczyny już nie mogą się doczekać kiedy odzyska pamięć i będą mogły się z nią spotkać. 
- Mam nadzieję, że nie potrwa to długo. To nie jest najprostsza sprawa, wiedzieć, że twoja dziewczyna jest w twoim domu, ale nie móc się do niej odezwać, bo wiesz, że ona cię nie pamięta i boi się z tobą rozmawiać - przyznałem. Musiałem się przed kimś wygadać. 
- Nie jestem specem w tych sprawach, ale może powinieneś pogadać z naszym psychologiem? Wiesz, powiedziałbyś mu, co się stało, może on wiedziałby, jak pomóc ci sobie z tym poradzić? - zaproponował, gdy wchodziliśmy przez drzwi szatni. Było tam tylko kilku chłopaków, bo z Leo jakoś ociągaliśmy się z przyjściem tutaj. 
Przez chwilę się nad tym zastanawiałem, ale potem nagle wpadłem na świetny pomysł. 
- Leo, jesteś geniuszem! - zawołałem, klepiąc przyjaciela po plecach, na co on się zaśmiał. 
- Dużo ludzi mi to mówi, ale że tak zapytam, co ja takiego genialnego powiedziałem?
- Akurat to, czego potrzebowałem. Przepraszam, muszę szybko coś załatwić - stwierdziłem i pobiegłem prosto do swojej szafki. Przebrałem się, wziąłem torbę i wybiegłem z szatni. 
Idąc, a w prawdzie biegnąc, przez korytarz w głowie miałem tylko jedną myśl: oby nie było za późno. 
Z taką obawą przebiegłem przez praktycznie cały ośrodek i ulga pojawiła się dopiero, gdy nacisnąłem na klamkę gabinetu, a drzwi ustąpiły. 
Pokój do którego wszedłem był pomalowany na biało, a na ścianach wisiały różne tablice psychologiczne. Na środku pokoju stało biurko, za którym siedział Javier, czyli nasz klubowy psycholog. Nie miałem nigdy wcześniej okazji pojawić się w jego gabinecie, bo nigdy wcześniej nie miałem na tyle poważnego problemu, żebym musiał go odwiedzać. Aż do teraz. 
- Neymar! Kogo to moje piękne oczy widzą? - zaśmiał się, gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi. 
- Javier, jak zwykle skromny - powiedziałem, witając się ze znajomym. Mimo że jeszcze nigdy go nie odwiedziłem, poznaliśmy się jakiś czas temu na imprezie klubowej. - Nie sądziłem, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym będę zmuszony do ciebie przyjść.
Usiadłem na białej kanapie, a on dosiadł się na przeciwko mnie.
- Też nie sądziłem, że kiedyś cię tutaj zobaczę - powiedział, pochylając się w moją stronę. - Ale skoro już tu jesteś... - odparł się wygodnie o oparcie kanapy - to opowiadaj, co takiego cię do mnie sprowadziło. 
Spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem, bo był moją ostatnią deską ratunku. 
- Skończyłeś te całe studia psychologiczne, nie? - zapytałem.
- No raczej, inaczej by mnie tu nie było. 
- Czyli powinieneś móc mi pomóc.
- No tak, tylko powiedz, o co chodzi.
Schyliłem głowę i wziąłem głęboki wdech. 
- Co takiego wiesz o amnezji?

*5*

sobota, 2 września 2017

Rozdział 54.

Była tutaj.
Nie mogłem się kompletnie do tego przyzwyczaić, ale Selena naprawdę znajdowała się w moim domu. A z dnia na dzień stało się to faktem.
Odkąd tylko pojawiła się w Barcelonie, bacznie ją obserwowałem. A gdy ja nie mogłem tego robić, zastępował mnie Jota. Jeśli mam być szczery, to raczej on zdołał się przez tych kilka dni bardziej ode mnie zbliżyć do Seleny. Udało mi się z nią porozmawiać zaledwie dwa razy i nie powiedziała mi ona nic konkretnego. Jednak podobno z Jotą rozmawiali za każdym razem, gdy ja byłem na treningach i pomagało nam to w zrozumieniu tego, co się stało, choć sama Selena nie potrafiła powiedzieć, co stało za jej stratą pamięci, co oczywiście było zrozumiałe.
Przez cały ten czas naturalnie miałem kontakt z ojcem Seleny, który mimo pracy, którą wykonywał właśnie w Stanach, postanowił niezwłocznie wrócić do Hiszpanii. Jednak na razie nie dostałem od niego żadnych wieści poza tym, że pojechał do Mountblanc.
Ogarnia mnie smutek, gdy wchodzę do salonu i widzę Selenę, która kompletnie zagubiona siedzi na kanapie szczelnie owinięta kocem. Co moment spogląda na to nasze cholerne wspólne zdjęcie i staje się z każdą chwilą coraz bardziej przygnębiona, a mnie smuci myśl, że w żaden sposób nie mogę jej pomóc. Ona nawet nie chciała ze mną rozmawiać.
Wykorzystałem fakt, że mnie nie zauważyła, żeby móc się jej przyjrzeć. Minęło kilka tygodni, ale i tak mogłem zmienić wiele zmian, które w niej zaszły, szczególnie jeśli chodzi o wygląd. Gdybym spotkał ją na ulicy musiałbym się dobrze przyjrzeć, żeby zauważyć moją Selenę pośród tego wszechobecnego różu.
Moje obserwowanie Seleny przerwał dzwonek do drzwi. Wtedy ona zaskoczona odwróciła się i mnie zauważyła. Uśmiechnąłem się do niej jedynie najbardziej przyjaźnie jak potrafiłem, odwróciłem się i odszedłem. Nie próbowałem się do niej odzywać, bo wiedziałem, że nie przyniosłoby to żadnego skutku.
Poszedłem więc otworzyć drzwi przed niezapowiedzianym gościem.
Stanął przede mną ojciec Seleny we własnej osobie.
- Gdzie jest moje dziecko? - powiedział, od razu wchodząc do mojego domu. Nie miałem mu tego w żadnym przypadku za złe, rozumiałem jego chęć zobaczenia się z własnym dzieckiem, tym bardziej po tak długiej rozłące.
Od razu ruszył wgłąb domu, a ja poszedłem za nim. Chciałem być przy jego spotkaniu z Sel, zobaczyć jak zareaguje na swojego ojca.
I początkowo, gdy go zobaczyła, wydawało mi się, że wcale nie poznała kim jest. Dopiero gdy usłyszała jego głos, gdy powiedział kim jest, na jej twarzy pojawił się jakiś znak tego, że może jednak coś pamięta. A potem nagle po prostu wstała z kanapy i pobiegła przytulić się do swojego ojca.
A ja stałem w wejściu do salonu i zastanawiałem się, co tu się właściwie stało i zastanawiałem się, czy ona od początku go pamiętała, czy może jej pamięć powoli zaczęła wracać.
Postanowiłem zostawić ich samych, ufałem ojcu Seleny, że nie zrobi niczego złego i poszedłem do kuchni, żeby tam na niego poczekać. Musiałem z nim koniecznie porozmawiać.
Musiałem poczekać dobrych kilka minut zanim on się tam pojawił. Gdy tylko wszedł, momentalnie wstałem ze swojego miejsca. Byłem zestresowany, nie wiedziałem, czego mogę oczekiwać.
- Myślę, że dobrym wyjściem byłoby, gdyby Selena u ciebie na razie została - powiedział, nie czekając aż się odezwę. - Powrót do Madrytu ani Mountblanc nawet nie wchodzi w grę.
- Jasne, nie jest to żadnym problemem, tylko, że Selena nadal ze mną nie rozmawia.. Nie wiem, czy ona sama chciałaby tutaj zostać - odpowiedziałem, spuszczając wzrok na dłonie, którymi się bawiłem. Trudno było mi mówić o tym, jak to moja własna dziewczyna nie chce mieć ze mną kontaktu.
- Spokojnie, to tylko przejściowe, przynajmniej tak podobno mówił jej lekarz - próbował mnie uspokoić, ale ja od razu zauważyłem pewną rzecz.
- Wie pan, co się z nią stało? Jak długo to będzie trwać? - zacząłem pytać.
Westchnął.
- Tak, dowiedziałem się tego, gdy tylko wróciłem do Mountblanc - usiadł przy stole, więc postanowiłem zrobić to samo. - Zapytałem żony o to, co się wydarzyło. Powiedziała, że nic się nie stało, że po prostu Selena chciała skończyć to wszystko i wreszcie wyjechać do Madrytu. Ale nie przewidziała faktu, że będę chciał sprawdzić kamery w naszym domu - przerwał na moment i przyłożył dłoń do czoła. - I tam zobaczyłem, jak Selena kłóciła się z matka w dniu zakończenia egzaminów. Moja żona nie chciała puścić jej z powrotem do ciebie, chciała, żeby Selena została w domu, a potem pojechała na te studia do Madrytu, tak jak zawsze myślała, że zrobi. Ale Sel powiedziała, że nigdy nie zrezygnuje z tego, co ma w Barcelonie.
- I co dalej? - dopytywałem, gdy przerwał i przez dłuższy moment nie kontynuował.
- Wtedy moja żona zepchnęła Selenę ze schodów. Ta spadła i straciła przytomność. Potem moja żona zawiozła ją do szpitala i powiedziała, że to był wypadek i zobaczyła, co się stało, gdy wróciła do domu z pracy.
- Zawsze wiedziałem, że mnie nie lubiła, ale nie podejrzewałem, że mogłaby zrobić coś takiego - powiedziałem załamany o matce Seleny. - Gdybym wiedział, nigdy nie puściłbym Sel tam samej.
- Nie obwiniaj się, to nie była twoja wina - powiedział do mnie jej ojciec. - Ja też mogłem być tutaj na miejscu, gdy to się wydarzyło, ale wolałem zostawić córkę dla pracy.
Nie miałem pojęcia, co mógłbym powiedzieć, więc postanowiłem zadać kolejne pytanie.
- Rozmawiał pan z jej lekarzem? Wiadomo czy ta utrata pamięci jej po jakimś czasie przejdzie?
- Tak, tak, rozmawiałem. Powiedział, że nie jest to nic poważnego i że pamięć powinna jej powrócić w jakimś najbliższym czasie, ale nie wiadomo, jak długo to będzie trwało. Kilka tygodni, miesięcy, a może nawet lat. Ale wiadomo, że ustąpi.
Z jednej strony się cieszyłem, bo wreszcie miałem świadomość tego, że to kiedyś w końcu się skończy. Że ona pewnego dnia sobie to wszystko przypomni i znowu będziemy razem szczęśliwi. Ale jednak przerażała mnie perspektywa kilku lat bez prawdziwej Seleny.

środa, 30 sierpnia 2017

Rozdział 53.

Gdyby piłka w tym momencie przestała istnieć, nie miałbym właściwie już co robić. Nadszedł dzień, w którym nie miałem żadnego treningu, zostałem więc zmuszony do spędzania czasu w samotności moich czterech ścian. Znaczy, w domu gdzieś błąkał się Jota, ale nie zamierzaliśmy siedzieć razem, więc nie opłaca się go liczyć.
Pozostało mi jedynie oglądanie jakiegoś meczu siatkówki w telewizji, co wcale nie było dla mnie najlepszym wyjściem na spędzanie wolnego czasu. Ale cóż innego mógłbym robić...
Jakoś w trakcie drugiego seta odezwał się mój telefon. Dzwoniła Rafaela, więc nie mogłem jej olać, choć taka myśl rzeczywiście przez chwilę znajdowała się w mojej głowie.
- Tak? - zapytałem zaraz po odebraniu.
- Co jest z tobą, Ney? Nie odzywasz się od dobrych dwóch tygodni - powiedziała z wyrzutem już na samym początku.
Westchnąłem.
- Przepraszam, po prostu mam trochę problemów - nie do końca przecież minąłem się z prawdą.
- Coś z treningami albo klubem? - zmartwiła się. Ja za to zdziwiłem się, że nie wiedziała, o co może chodzić.
- Nie, akurat w klubie wszystko jest okay - powiedziałem. - Znaczy chwilowo nie ma mnie w kadrze, ale to nie z powodu problemów w klubie.
Nastała chwilowa cisza.
- Ah, czyli chodzi o nią - mruknęła. Wyczułem nutę zawiedzenia w jej głosie.
- Rafaela? O co chodzi? - zapytałem zdziwiony jej dziwnym nastawieniem.
- Neymar, nie zrozum mnie źle, ja bardzo lubię Selenę, z resztą sam o tym wiesz. Ale to chore, że przez laskę, która cię zostawiła zawalasz treningi, swoją karierę i zaniedbujesz rodzinę. Zostawiła cię, więc zostaw tę sprawę i się ogarnij.
Okay, nie mogłem uwierzyć, że to powiedziała. Selena była niemalże jej przyjaciółką...
- Z resztą tacie też się to wszystko przestaje podobać... - dodała i to były słowa, które przelały czarę goryczy.
- To moje życie i nikt nie będzie mi dyktował, co mam w nim robić. Jeśli będę chciał, to zakończę karierę, tylko po to, żeby odzyskać Selenę i żadne z was nie będzie miało nic do powiedzenia. Sel stało się coś poważnego, jest ciężko chora, a ty śmiesz mówić o niej takie rzeczy - mówiłem bez kompletnie żadnych zahamowań. Taka była cała prawda. Rafaela ani ojciec nic nie rozumieli.
Nastała długa cisza, po której moja siostra raczyła się odezwać.
- Zaniedbujesz Daviego. Cały czas pyta, kiedy będzie mógł zobaczyć się z tatą - całkowicie zmieniła ton. Teraz jakby bała się, że na nią nakrzyczę.
- Nie zaniedbuję go. Rozmawiałem już z Jotą, ma po niego niedługo polecieć do Brazylii - powiedziałem stanowczo.
- Umawialiśmy się, że ty przylecisz do Brazylii - odpowiedziała.
Przewróciłem oczami. Byłem coraz bardziej wkurzony.
- Ale jakbyś nie zauważyła, to nie bardzo mam na to czas. Carolina się zgodziła, w tym momencie tylko ty robisz problem - rzuciłem, a zanim jeszcze zdążyła się odezwać, dodałem: - Nie mam ochoty rozmawiać, odezwij się jak sobie wszystko przemyślisz, bo z tego co widzę, to nie ja powinienem się ogarnąć.
Zakończyłem połączenie i rzuciłem telefon na sofę zaraz obok mnie. Ta rozmowa nie przyniosła mi nic dobrego.
Jednak mecz nie zdążył się skończyć, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Byłem zdziwiony, bo nie spodziewałem się, żeby ktoś miał mnie dzisiaj odwiedzić, ale jak najszybciej ruszyłem się do wejścia.
Ale żadne słowa nie są zdolne do opisania wszystkich uczuć, które się we mnie pojawiły, gdy po otwarciu drzwi na progu mojego domu ujrzałem Selenę. Padał deszcz, ona była już cała przemoczona, więc czym prędzej wpuściłem ją do środka.
Wydawała się kompletnie zagubiona, gdy już znalazła się w moim domu. Miała ze sobą niewielką walizkę, ale nie chciałem pytać. Przez myśl przeszło mi, żeby pomóc jej zdjąć kurtkę, ale wydawała się tak zamknięta w sobie, że wątpiłem, żeby mi na to pozwoliła.
Dlatego widząc jej upuszczony wzrok, delikatnie wziąłem ją za ręce, przykucnąłem, jak gdybym miał rozmawiać z dzieckiem i spojrzałem na jej twarz.
- Sel, co ty tutaj robisz? - zapytałem cicho. Nie chciałem przestraszyć jej bardziej niż już była.
Przez chwilę wydawało się, jakby nie zamierzała odpowiedzieć, ale jednak się odezwała.
- Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z ciocią i ja... po prostu musiałam stamtąd uciec, a nie wiedziałam... ja... jest tutaj może Jota?
Była roztrzęsiona, co zauważyłem dopiero, gdy usłyszałem jej głos. Musiałem się nią zaopiekować.
- Tak, jasne, że jest. Chodź, poczekasz w salonie, a ja pójdę po niego, dobrze? - zapytałem, wstając i pomagając jej wreszcie zdjąć przemoczoną kurtkę.
Zaraz potem wziąłem jej walizkę w jedną rękę, w drugą biorę delikatnie jej dłoń i prowadzę ją do salonu. Tam czekam aż usiądzie, żeby móc spokojnie pójść po Jotę, ale ona najpierw uważnie się rozgląda. Jej wzrok spoczął na dłużej na dużym obrazie, a właściwie zdjęciu, które zostało przeze mnie jakiś czas temu powieszone na jednej ze ścian. Przedstawiało mnie i ją, było to jedno z pierwszych zdjęć, jakie zrobiliśmy, o ile nie pierwsze. Powiesiłem je niedługo po tym, jak zniknęła. Lubiłem na nie patrzeć i wyobrażać sobie, że nic się nie wydarzyło.
Miałem nadzieję, że może się odezwie, powie coś na temat tej fotografii albo chociażby się uśmiechnie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Pokręciła tylko głową i usiadła na kanapie.
Gdy tak na nią spojrzałem, naprawdę nie przypominała mi dziewczyny, w której byłem szaleńczo zakochany. Moja Selena zapewne w tym momencie rozłożyłaby się wygodnie na całej kanapie, podczas gdy jej "nowa wersja" usiadła grzecznie tak, jak zazwyczaj zachowujemy się, gdy jesteśmy u kogoś po raz pierwszy.  To tak bardzo do niej nie pasowało.
Spojrzałem na nią po raz ostatni, zanim opuściłem pokój. Naprawdę byłem przeszczęśliwy, że się tutaj pojawiła, że ufała mi na tyle, żeby przyjść do mojego domu.
Jednak gdzieś w środku nadal bolała mnie świadomość, że ufała Jocie bardziej niż mnie.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Rozdział 52.

Wariowałem.
Tak jak myślałem, świadomość, że znalazłem Selenę, ale ona do mnie nie wróciła, nie dawała mi spokoju. To się robiło chore, a minęły dopiero trzy dni.
Nie mogłem kompletnie znaleźć sobie miejsca w domu, więc wracałem tam praktycznie tylko po to, żeby spać. W ciągu dnia jeździłem a to na trening, a to na siłownię, a to jeszcze szwendałem się po mieście. Wszystko byle nie musieć siedzieć w domu.
- Wychodzimy gdzieś dzisiaj? - zapytałem chłopaków, gdy wszyscy ogarnialiśmy się w szatni po wieczornym treningu. Nie miałem ochoty wracać do Joty. Który i tak zapewne gdzieś już wyszedł. Odkąd wróciliśmy z Madrytu ciągle gdzieś wychodził, cały czas spędzał na telefonie.
- Trochę słabo. Jutro mecz i wiesz... - powiedział Leo.
No tak, oni jutro grali. Ja nawet nie zostałem powołany do kadry meczowej, bo zebrałem zbyt dużo żółtych kartek. Z resztą i tak wątpię, żebym mimo tego mógł wystąpić w meczu. Rozmawiałem z Enrique i powiedział mi, że na razie ma zamiar dać mi trochę wolnego od grania w pierwszym składzie. Prościej mówiąc, chciał mi po prostu powiedzieć, że spieprzyłem się jako piłkarz.
Skoro chłopacy nie mieli dla mnie czasu, musiałem go spędzić sam, choć nie bardzo mi się to uśmiechało. Dlatego postanowiłem na nich nie czekać, po prostu zebrałem swoje rzeczy, pożegnałem się z nimi i ruszyłem w drogę powrotną do pustego domu.
Jednak będąc już niedaleko pomyślałem, że dobrze byłoby poinformować wujka Seleny o tym wszystkim, czego zdążyłem się dowiedzieć. Jakby nie patrzeć, to dzięki niemu mogliśmy tak naprawdę znaleźć Sel i poznać całą tę pokręconą prawdę.
Tak więc zmieniłem kierunek swojej podróży i po może godzinie znalazłem się pod domem wujka Seleny. Nie byłem pewien, co powinienem zrobić, ale wreszcie stwierdziłem, że po prostu zadzwonię do drzwi. Nie miałem pojęcia, co zrobię, jeśli otworzy mi ciotka Sel, ale na szczęście nie musiałem nad tym myśleć, bo po chwili w drzwiach domu zjawił się nie kto inny jak jej wujek.
- Dzień dobry, małżonki nie ma w domu? - zapytałem. Nie chciałem, żeby może przypadkiem podsłuchała naszą rozmowę.
- Nie, wróci dopiero wieczorem. Zapraszam - odpowiedział, otwierając przede mną bramkę prowadzącą na posesję. Oboje bez słowa ruszyliśmy do domu.
Dopiero, gdy znaleźliśmy się w salonie, wujek Seleny zachęcił mnie, żebym opowiedział, co mnie do niego sprowadza.
- Moi przyjaciele zdobyli adres Seleny w Madrycie. Razem z bratem byłem ją odwiedzić kilka dni temu - powiedziałem. Byłem lekko załamany, bo nadal nie wierzyłem w to, co zapewne zaraz będę musiał powiedzieć.
- I co takiego się wydarzyło? Rozmawiałeś z nią? Wyjaśniła ci wszystko? - pytał zaciekawiony, siadając w fotelu. Nie chciałem stać, więc także usiadłem na sofę naprzeciwko niego.
- W tym problem, że nie. Ona kompletnie nie chciała ze mną rozmawiać - przyznałem. - Za to rozmawiała przez długi czas z moim bratem.
- Czego się dowiedzieliście?
- Że straciła pamięć.
Słysząc tą wiadomość, mężczyzna nie dowierzał. Najpierw spojrzał na mnie zdziwiony, a potem chyba uznał, że sobie z niego żartuję.
- A tak naprawdę, co się tam wydarzyło? - zapytał, a ja postanowiłem po prostu powtórzyć mu to, co już wcześniej usłyszał.
- Jota rozmawiał z nią o tym, co rzekomo się między mną a Seleną stało, ale ona opowiedziała mu całkiem inną historię niż ta, która rzeczywiście miała miejsce. Ona nie pamięta niczego, co wydarzyło się przed zakończeniem matur. Ktoś wcisnął jej jakąś dziwną historyjkę, ale to nie jest prawda - powiedziałem. Teraz już wujek Sel wyglądał, jakby zaczynał mi wierzyć.
- Na pewno mnie nie okłamujesz? - zapytał, jakby na pewno chciał się upewnić.
- Na pewno. Może pan ze mną pojechać i to sprawdzić - przytaknąłem.
Przyjrzał mi się nerwowo, a potem sięgnął po swoją komórkę.
- Tutaj zdecydowanie dzieje się coś złego. Nie wiem, co się wydarzyło, ale to chyba najwyższy czas, żeby ojciec Seleny dowiedział się o wszystkim - stwierdził, wybierając już numer.



środa, 16 sierpnia 2017

Rozdział 51.

Siedziałem pod tymi cholernymi drzwiami dobrych kilka godzin. Nie wiem, co oni tam robili, ale z środka nie dochodziły żadne dźwięki. Po pierwszej godzinie zrezygnowany usiadłem pod drzwiami i tak czekałem. Zaczynałem się martwić, że może cos poszło nie tak, że może coś złego się tam, wydarzyło. Ale nie mogłem zrobić nic poza czekaniem.
Ludzie przechodzący obok dziwnie się na mnie patrzyli, gdy tak siedziałem, obracając w dłoniach telefon, żeby czymś się zająć. Nie dziwię im się. Widok człowieka koczującego pod czyimiś drzwiami to nie jest coś, co widzimy codziennie. A tym bardziej jeśli jest to piłkarz z klubu, który w tym miejscu uznawany był za wrogi.
Kiedy słyszałem najmniejszy szmer dochodzący zza ściany, o którą się opierałem, od razu wytężałem słuch. Jednak Przez dobre cztery godziny nic mi to nie dało.
Aż wreszcie drzwi obok mnie się otworzyły i wyszedł przez nie Jota. Ani śladu Seleny.
- I co? - zapytałem, momentalnie podnosząc się z podłogi i stając naprzeciw brata.
Pokręcił głową i zaczął iść korytarzem. Zdezorientowany ruszyłem za nim.
- Jota, może łaskawie powiesz mi, co się tam wydarzyło? - wołałem do niego.
- Chodźmy do samochodu, wszystko ci opowiem - mruknął tylko.
Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. A byłem tak cholernie ciekawy tego, co się działo w mieszkaniu Seleny przez te kilka godzin, że gdy tylko wsiedliśmy do samochodu, spojrzałem wyczekująco na Jotę.
Który jak na złość przez baaaaardzo długi moment nie chciał się odezwać.
- Stary, ona nic nie pamięta - powiedział wreszcie, spoglądając na mnie. Nie no, kurwa, żartował sobie ze mnie.
- A tak na serio? - zapytałem, chcąc już się wszystkiego dowiedzieć.
- Kurwa, Neymar, ona nie pamięta niczego, co się wydarzyło przed zakończeniem egzaminów, czaisz? Niczego! - zawołał. Spojrzałem na niego jak na kompletnego debila.
Jak to ona niczego nie pamięta?!
- Skąd to wiesz?
- Poprosiłem ją, żeby opowiedziała mi jak to wszystko wyglądało. W sensie, że to, o czym mówiła przy tobie. Że zrobiłeś jej jakąś krzywdę - przytaknąłem, choć on i tak nie zwrócił na to uwagi. - A wtedy ona zaczęła opowiadać, jak dwukrotnie przyłapała cię na zdradzie. O tym, że byliście razem od około roku. Że poznaliście się na wakacjach na Ibizie. Tam do cholery nic nie zgadzało się z prawdą. I ona albo tak dobrze udaje, albo naprawdę coś się stało z jej pamięcią.
Tylko dlaczego miałaby udawać? Teraz zastanawiałem się tylko, co takiego stało się, że Selena zapomniała wszystko, co wydarzyło się między nami, co takiego sprawiło, że całkowicie zniknąłem z jej świadomości.
I kto do cholery nawciskał jej tych wszystkich bzdur na temat naszego związku?
- I co takiego ci jeszcze powiedziała? - zapytałem. Chciałem znać relację z całego tego czasu, który spędzili w jej mieszkaniu, ale na razie musiałem znać przynajmniej najważniejszą część z tego wszystkiego.
- Że wyprowadziła się od ciebie, bo nie mogła znieść ciągłego widoku ciebie z inną. Że miała cię dość i dlatego przeprowadziła się do Madrytu, żeby cię więcej nie oglądać - mruknął, opierając głowę o boczną szybę. - Po prostu nic mi tutaj nie pasuje. Ktoś musiał maczać w tym palce, bo to niemożliwe, żeby ona sama to sobie wymyśliła...
To było akurat oczywiste, że ktoś musiał naopowiadać jej tych wszystkich głupot na nasz temat. Musiał być to ktoś, kto bardzo mnie nie lubił i w dodatku był na tyle blisko z Sel, żeby mu uwierzyła. Do cholery, na świecie jest tylko jedna taka osoba...
- Wiedziałem, że jej matka mnie nienawidzi, ale nie sądziłem, że posunie się aż tak daleko - powiedziałem, uderzając ze złości w kierownicę. Odczekałem chwilę aż się uspokoję i spojrzałem na Jotę. - Co teraz zrobimy? Ja muszę ją odzyskać.
Sam czułem desperację w moim głosie. To było jedyne, na czym mi w tym momencie zależało - odzyskać dziewczynę, którą kochałem.
- Powinniśmy wrócić do Barcelony. Masz treningi, nie możesz ich zawalać. I tak nic tutaj nie zdziałasz - powiedział, a we mnie aż coś się wzburzyło, gdy to usłyszałem.
- Treningi to w tym momencie rzecz, o którą najmniej się martwię - zawołałem. - Nie mogę tak po prostu wrócić do Barcelony i siedzieć sobie tam spokojnie ze świadomością, że ona tutaj jest i nie pamięta nic z tego, co się pomiędzy nami wydarzyło!
- Mógłbyś się, do cholery, w końcu uspokoić? - Jocie też zaczęły puszczać nerwy. - Siedząc tutaj i tak nic nie zdziałasz, bo ona nawet nie chce cię widzieć na oczy. Wszystko tylko pogorszysz! W dodatku chcesz zawalać treningi? Niszczyć sobie karierę? Dawać tym hienom pretekst do tego, żeby nagle zaczęli się interesować tobą i sprawą z Seleną? Tego właśnie chcesz?
Wydarł się, a ja po prostu oparłem czoło o kierownicę. To było tak cholernie trudne.
- A co ty planujesz zrobić? - zapytałem już o wiele spokojniej.
- Po tym jak ona opowiedziała mi swoją wersję, spróbowałem jej wytłumaczyć, że nic takiego się wcale nie wydarzyło. Może nie do końca uwierzyła mi we wszystko, co powiedziałem, ale na pewno trochę zburzyło to jej zaufanie do osoby, która wcisnęła jej ta całą historyjkę. Powinniśmy wrócić do Barcelony i pomyśleć spokojnie, co robić dalej. Nie możesz działać pochopnie.
Miał rację. Jota jak najbardziej miał rację. Tylko ja nie potrafiłem znieść świadomości, że w tym momencie nie mogę nic w tej sprawie zrobić. Cała ta sytuacja była kompletnie beznadziejna.
- Więc teraz do cholery przesiadaj się na moje miejsce i wracamy razem do Barcelony - usłyszałem stwierdzenie Joty i spojrzałem na niego zdziwiony. - No co, myślałeś, że w tym stanie pozwolę ci prowadzić? Co to to nie, jeszcze mi życie miłe.
A gdy zobaczył, że nie zamierzam się ruszać z miejsca, dodał:
- No ruchy, nie mamy całego dnia.
Z niechęcią zamieniłem się z nim miejscami.
I wróciliśmy z powrotem do domu.







Ciekawa jestem, czy mielibyście coś przeciwko, żebym zakończyła to w tym miejscu? :'D

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rozdział 50.

Wybrałem na domofonie numer mieszkania, w którym miała znajdować się Selena i czekałem.
Ten czas dłużył się niemiłosiernie. A było to może kilka sekund.
- Tak? - usłyszałem głos.
Jej głos.
To nie możliwe!
To ona?!

--------

- Yhm - odkaszlnąłem, chwilę później, gdy Selena zaczęła się niecierpliwić i już chciała odłożyć słuchawkę domofonu. - Hey Selena, tu Neymar - nie potrafiłem opanować drżenia głosu i uśmiechu cisnącego się na usta.
A zaraz potem nadszedł zimny prysznic, który zakończył całą moją radość.
- Nie znam, żadnego Neymara. Kim do cholery pan jest? - usłyszałem jaj pytanie przez domofon i naprawdę myślałem, że to jakiś cholerny żart.
- Jak to kim jestem? Sel, przecież to ja. Przestań udawać, że mnie nie znasz i daj mi ze sobą porozmawiać - mówiłem błagalnie. Od tego, czy wpuści mnie do środka zależało wszystko.
- Proszę przestać robić sobie ze mnie żarty, nie mam na to czasu - powiedziała, a zaraz usłyszałem dźwięk odkładanego domofonu.
KURWA!
Oparłem czoło o bramkę, która dzieliła mnie od drogi do mojej ukochanej i po prostu się załamałem. Po takim długim czasie poszukiwań, gdy w końcu ją odnalazłem, dzieli mnie od niej jakaś pieprzona metalowa brama, która nie pozwala mi jej odzyskać.
Po chwili zrezygnowany odwróciłem się w stronę samochodu i wzruszyłem ramionami.
Byłem bezradny.
Smętnym krokiem wróciłem do samochodu i niechętnie do niego wsiadłem.
- O co chodzi? - Jo nie miał zamiaru czekać z pytaniami, nawet zważając na mój humor.
- Ona do cholery udaje, że mnie nie zna - krzyknąłem, uderzając w kierownicę. Wpadałem w jakiś dziwny szał, gdy przychodziło mi na myśl, że ona nie chce mnie znać.
- Co ty, stary, masz zamiar się tak szybko poddać? - usłyszałem głos Jo, a potem dźwięk otwieranych drzwi.
Wysiadłem za nim, gdy on był już przy bramie. Rozmawiał z kimś przez domofon, a gdy do niego dotarłem, wejście stało przed nami otworem.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytałem zdziwiony, wchodząc na teren zamkniętego osiedla.
- Trzeba sobie umieć radzić w trudnych sytuacjach - wzruszył ramionami. - Zadzwoniłem do jakiejś sąsiadki.
Moralnie przybijam sobie facepalma za to, że nie wpadłem na ten pomysł. Jednak całe szczęście, że miałem przy sobie Jotę, który miał głowę na karku i to dzięki niemu po chwili wspinaliśmy się po schodach.
A już po kilku minutach znajdowaliśmy się pod jej drzwiami.
- No dzwoń - pośpieszał mnie, gdy wahałem się przed naciśnięciem dzwonka.
Bałem się trochę, że się rozczaruję. Że mimo wszystko to jednak nie będzie ona.
Gdy sam tego nie zrobiłem, Jota nacisnął go za mnie. Potem w napięciu czekaliśmy.
Aż wreszcie drzwi się otworzyły.
A w nich stanęła ona.
I pierwsze co powiedziała to:
- Przecież do cholery powiedziałam, że nie mam dla ciebie czasu.
Byłem zdziwiony jej wrogim nastawieniem. Nie zrobiłem niczego, czym mógłbym sobie na nie zasłużyć i kompletnie nie rozumiałem, co się tutaj działo.
Zanim odpowiedziałem, zdążyłem się jej jeszcze dokładnie przyjrzeć. Aż trudno mi było uwierzyć, że to naprawdę ona. Bo moja Selena, która zazwyczaj chodziła w rozciągniętych bluzach, dresach i nienawidziła jakichkolwiek dodatków i makijażu, miała właśnie na sobie różową sukienkę, szpilki, ozdobny wianek we włosach i tonę makijażu na twarzy. Nie mówię, że wyglądała źle, ale do cholery, przecież ona nienawidziła różowego!
- Proszę cię tylko o chwilę rozmowy. Chcę wiedzieć po prostu dlaczego tak nagle zniknęłaś! - zawołałem.
Przez jej twarz przemknęło niezdecydowanie, ale tylko przez moment. Potem przyjęła poważną minę i z wyższością odpowiedziała:
- Nie będę ci się z niczego tłumaczyć, chory człowieku! Udało mi się stamtąd uciec i dzięki Bogu, bo nie wiem, co miało mnie tam jeszcze czekać! Nie mam zamiaru dłużej z tobą rozmawiać, bo jeszcze zrobisz mi krzywdę!
Chciała szybko zamknąć drzwi, ale Jota jej to udaremnił. Byłem mu wdzięczny, że jakkolwiek zareagował, bo ja byłem zbyt zszokowany tym, co właśnie usłyszałem, żeby cokolwiek zrobić.
- Rozumiem, że po tym, co Neymar ci zrobił, nie chcesz z nim rozmawiać. Ale proszę, porozmawiaj ze mną. Przecież jesteśmy przyjaciółmi - powiedział do niej. O czym on, do cholery, mówi? Że co ja jej niby zrobiłem?
Z jej ust wydobyło się lekkie westchnienie, a potem z obawą uchyliła szerzej drzwi, pozwalając mu wejść do środka.
A zaraz potem po prostu zamknęła mi drzwi przed nosem, nawet na mnie nie spoglądając.
Czy ktoś mi powie, co się tutaj właśnie odpierdala?!



Taaaak, dawno mnie tutaj nie było, ale nareszcie chyba nadszedł czas, żeby zakończyć całą niewiadomą z tą dramą między Neymarem a Seleną ;)

A tak już odbiegając od tematu opowiadania, co myślicie o tym, co się ostatnio działo? Wiecie, o co chodzi,.. Podzielcie się koniecznie opiniami i odczuciami na ten temat w komentarzach, chcę wiedzieć jakie macie zdanie na ten temat!






poniedziałek, 22 maja 2017

Rozdział 49.

- Co ty właśnie powiedziałeś? - nagle obudziłem się z tego dziwnego transu i już po chwili stałem zaraz obok Pique, który trzymał w ręku tę arcyważną kartkę, która mogła zmienić kompletnie wszystko.
- Że znaleźliśmy twoją dziewczynę! Wiemy, gdzie ona mieszka! - Dani wykrzyczał mi to prosto w twarz, jakby chciał, żebym się w końcu zorientował, o co chodzi.
Miałem ochotę krzyczeć z radości!
- Rozmawialiśmy też z jej wujkiem. Jeśli chcesz, to jutro z samego rana wybieramy się do Madrytu! - darł się dalej. - Rozumiesz to?! Znaleźliśmy ją!
Aż przytuliłem go z radości, jaka mnie ogarnęła. To było nie do pomyślenia, że im się udało.
- Naprawdę nie chcę przerywać tego momentu radości, ale czeka nas jeszcze druga połowa meczu do zagrania - odezwał się Enrique pośród naszych krzyków.
We wszechobecnym, ogarniającym nas szczęściu wszyscy ruszyliśmy do wyjścia.
- Zagraj ten mecz najlepiej, jak potrafisz, młody - zawołał jeszcze za mną Dani, gdy wychodzili z szatni by iść na trybuny.
Nie miałem zamiaru zagrać go ani trochę gorzej, niż najlepiej jak umiem.

********
Późniejszy wynik był tego najlepszym przykładem. Wygraliśmy 4:0 i mieliśmy niemały powód do świętowania. Jednak ja nie na tym się skupiłem. Przez całą noc nie potrafiłem zasnąć, wciąż myśląc o tym, że jutro z samego rana wyruszymy z chłopakami w podróż do Madrytu. I do Seleny. Nie potrafiłem nadal uwierzyć w to, co się działo, choć już coraz bardziej to do mnie docierało.
Zasnąłem dopiero około 5 nad ranem, tylko po to, żeby dzwonek do drzwi obudził mnie niecałe trzy godziny później. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i ruszyłem do drzwi wejściowych. Jednak zanim tam dotarłem, Jota zdążył już wpuścić naszych gości do środka.
Gerard i Dani wyglądali na zwartych i gotowych, żeby wyruszyć na lotnisko. Jota też na takiego wyglądał. Tylko ja pozostałem w rozsypce.
Jak dobrze, że mieliśmy jeszcze sporo czasu do naszego lotu, bo inaczej byłoby z nami cienko.
- Ten jak zwykle nieprzygotowany. Czy my całe życie będziemy musieli na ciebie czekać? - marudził Alves, na co zgromiłem go wzrokiem.
- Pięć minut i jestem gotowy - zawołałem do nich, odwracając się, żeby móc wrócić do pokoju.
I może to nie było takie "pięć minut", ale ogarnąłem się naprawdę szybko i niedługo potem jadłem już śniadanie, czyli robiłem ostatnie, co musiałem ogarnąć przed wyjściem.
- Wiesz, co? Jak tak czasami na ciebie patrzę, to przestaję się dziwić, dlaczego Selena cię zostawiła, wiesz? - stwierdził Alves, wchodząc do kuchni, gdy ja w ekspresowym tempie próbowałem zjeść cokolwiek.
- To wcale nie jest śmieszne, Dani - mruknąłem, próbując jednocześnie nie ubrudzić się jedzeniem. Wtedy musiałbym spędzić w domu jeszcze więcej czasu niż powinienem.
- Owszem, jest - powiedział Gerard, pojawiając się zaraz za Alvesem. - Grzebiesz się i grzebiesz, a powinieneś być gotowy już dobre pół godziny temu.
- Nie narzekaj tylko wychodź - zawołałem, wbiegając wręcz jeszcze do salonu, żeby zabrać wszystkie swoje dokumenty.
Mniej niż pół godziny później znajdowaliśmy się już na lotnisku. Szybko załatwiliśmy wszystkie sprawy związane z lotem i czekaliśmy tylko aż zaczną wpuszczać ludzi na pokład.
W tym czasie zdążyłem wypić dwie kawy i cztery razy pójść do łazienki. Byłem tak zdenerwowany faktem, że wreszcie lecimy do Madrytu, że nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca.
To głupie i dziwne, że po tym, jak tyle czasu czekałem na moment, gdy znajdę Selenę, nagle tak bardzo denerwuję się przed zobaczeniem się z się z nią. Po prostu po mojej głowie chodzą tysiące myśli, że może jednak to wszystko się nie uda, że może to fałszywy trop.
Nie chciałem, żeby tak było najmocniej na świecie, ale nie potrafiłem tego wykluczyć.
Nie mogłem tego wykluczyć...

********

To na pewno tutaj?
To samo myślę i jednocześnie, mówię do Daniego i Gerarda. Stoimy właśnie przed wysokim blokiem, w którym znajdują się ogromne apartamenty. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce nie bardzo pasuje mi do Seleny.
Dlaczego miałaby tutaj być?
- Tak, to na pewno tutaj - Dani sprawdził jeszcze adres zapisany na kartce. - Piętro 9, numer 111.
Westchnąłem głośno. Nie potrafiłem zdobyć się na odwagę, żeby wysiąść z wypożyczonego przez nas samochodu i wejść do budynku.
- Zamierzasz się ruszyć czy przyjechaliśmy sobie tutaj tylko po to, żeby pooglądać sobie jej blok? - po chwili odezwał się poddenerwowany Jota. Jemu też zależało, żeby to wszystko okazało się prawdą, dlatego tak się denerwował. Choć nie mniej niż ja.
- Już idę - powiedziałem wreszcie, otwierając drzwi od czarnego Audi. - Trzymajcie za mnie kciuki - dodałem, wysiadając i trzaskając za sobą drzwiami.
Głośno wypuściłem powietrze i ruszyłem w stronę budynku. Zatrzymałem się dopiero przed bramką. Nie chciałem robić tego wcześniej, bo bałbym się, że zawrócę w połowie drogi.
Wybrałem na domofonie numer mieszkania, w którym miała znajdować się Selena i czekałem.
Ten czas dłużył się niemiłosiernie. A było to może kilka sekund.
- Tak? - usłyszałem głos.
Jej głos.
To nie możliwe!
To ona?!




#jestemokropna
#takwiem

Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale niestety nie mogę też powiedzieć, że będzie lepiej. Przez cały czerwiec prawdopodobnie nie będę mogła pisać kompletnie nic, a w lipcu wzywa mnie powołanie do pracy, więc też praktycznie nici z pisania :( Więc mam tylko nadzieję, że poczekacie na to, co będzie dalej w tej historii...

Neyforever

środa, 3 maja 2017

Rozdział 48.

Dzień meczu. Ale też dzień, w którym miałbym realne szanse na odnalezienie Seleny. Choć raczej nie będę miał okazji by wykorzystać te szanse.
Po rozmowie z Enrique musiałem ochłonąć. Fakt, że nie pozwolił mi na ominięcie meczu sprawił, że byłem naprawdę zły i jakoś musiałem wyładować negatywne emocje. Dlatego po powrocie do domu sprawiłem sobie solidny trening na własnym boisku, a zaraz po nim ległem zmęczony na murawę i patrzyłem w niebo. W międzyczasie także przemyślałem sprawę piłki nożnej i Seleny. I mimo że bardzo kochałem Sel i chciałem ją jak najszybciej odnaleźć, to jednak zdałem sobie sprawę z tego, kim jestem. A jestem piłkarzem i nie powinienem zaniedbywać swoich obowiązków. Tysiące a nawet miliony osób liczą na to, że będę pomagał drużynie i pchał ją do zwycięstwa, dlatego nie mogę ich zawieść. Takie były moje przemyślenia z tamtego momentu.
Jednak oczywiście nie miałem zamiaru zaniechiwać poszukiwań mojej dziewczyny. W żadnym wypadku. Po prostu postanowiłem przełożyć to w czasie o kilka dni. Z relacji jej wujka wynikało, że nic jej raczej nie grozi, więc mogłem tylko z niecierpliwością wyczekiwać momentu, gdy będę w końcu mógł ją przytulić, poczuć jej zapach, powiedzieć jej jak bardzo ją kocham i jak bardzo za nią tęskniłem. To było dla mnie najważniejsze.
Ale wiem, że powinienem mieć wyrzuty sumienia, że teraz, siedząc w szatni na kilkadziesiąt minut przed meczem, zamiast skupić się na nadchodzącej rozgrywce, myślę nad tym, co dzieje się z Seleną.
Przedmeczowy trening wykorzystałem w dwustu procentach. Pierwszą tego przyczyną było przeświadczenie, że tylko tak, ciężką praca mogę zapracować na to wszystko co mam, na zaufanie drużyny i kibiców. Na wiarę we mnie tych wszystkich ludzi. Zapracować sobie na to, żeby tak wiele osób tak dobrze mi życzyło.
Innym tego powodem była myśl, która ciągle krążyła gdzieś z tyłu mojej głowy. Że może Selena, moja Selena będzie siedziała właśnie w swoim mieszkaniu czy domu w Madrycie przed telewizorem i oglądała ten mecz. Trzymałem się przez cały czas tej jednej myśli. Była moją motywacją do pracy. Chciałem, żeby Selena była ze mnie dumna, jeśli kiedykolwiek to zobaczy.
- Neeeeymar! - usłyszałem i nagle zauważyłem, że ktoś macha mi dłonią przed twarzą. Momentalnie powróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na twarz mojego przyjaciela. Leo patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Wiem, że od jakiegoś czasu wszyscy moi przyjaciele się o mnie zamartwiali. Ale wydaje mi się także, że wszyscy wiedzieli, że może mi pomóc obecność tylko jednej osoby.
Tej, która właśnie znajdowała się w Madrycie.
- Skupcie się, chłopaki! - usłyszałem wołanie trenera, więc wzruszając ramionami do Leo, spojrzałem na Enrique. Stał na środku szatni i właśnie zaczynał swoją przedmeczową mowę. - Ten mecz jest arcyważny, jeśli nadal chcemy liczyć się w walce o mistrzostwo. Zostało już tylko kilka kolejek ligi, a Real nadal jest liderem. Po prostu dajcie dzisiaj z siebie wszystko. Neymar, ty szczególnie - dodał, wskazując na mnie palcem. - Daj kibicom powód, żeby znów zaczęli cię uwielbiać.
Jego słowa w pewien sposób na mnie podziałały. Gdy stałem razem z chłopakami w tunelu i gdy wychodziłem na murawę miałem w sobie naprawdę ogromną determinację, żeby jak najlepiej wypaść w tym spotkaniu. Żeby cała drużyna spisała się dzięki mnie jak najlepiej.
Hymnu słuchałem z wielką dumą, że mogę reprezentować właśnie drużynę, nie żadną inną. W tym momencie to było dla mnie bardzo ważne. Nigdzie nie dostałbym tak wielkiej dawki wsparcia, jak tutaj.
Po przywitaniu się z przeciwnikami wszyscy rozbiegliśmy się po boisku, Andres został wtedy z kapitanem Sewilli i sędziami. Razem z Leo ruszyliśmy na środek boiska.
Rozejrzałem się, szukając chłopaków, z którymi będę dzisiaj współpracował. Ter Stegen, Alba, Masche, Matieu, Andres, Roberto, Suarez... Nigdzie nie widziałem Gerarda I Daniego, a przecież nie mogli ominąć tak ważnego meczu.
- Gdzie oni są? - zapytałem, trącając Leo lekko w ramię.
- Kto? - zapytał zdziwiony.
- Przecież wiesz. Pique i Alves  - przewróciłem oczami.
- Enrique ich nie powołał. Ale nie mam pojęcia dlaczego - wzruszył ramionami, odchodząc na kilkanaście metrów.
Nie do końca mu uwierzyłem, ale nie było czasu na rozmyślanie. Zaraz potem zaczął się mecz.
Nadszedł czas, żeby coś udowodnić.
I mnie, i wszystkim innym.

******

Ostatnie kopnięcie piłki i ląduje ona w siatce, zaraz za zdezorientowanym bramkarzem. Radość ponosi mnie na tyle, że biegnę do narożnika boiska, żeby właśnie tam cieszyć się golem razem z przyjaciółmi z drużyny. Pokazuję serduszko w stronę kibiców, którzy radują się razem z nami. Może gdzieś, tam, pośród nich jest ona. Tak bardzo bym tego chciał.
Po gwizdku sędziego zdążyliśmy rozegrać jeszcze tylko jedną akcję, gdy skończył się czas pierwszej połowy. W dobrych nastrojach zeszliśmy tunelem do szatni. Mieliśmy przewagę dwóch bramek, więc nie musieliśmy się zbytnio zamartwiać o losy meczu. Dodatkowo te dwa gole trochę podbudowały zespół po ostatnich porażkach.
W szatni nie panował jakiś szampański nastrój, ale widać było, że każdy z nas jest szczęśliwy. Nie było nikogo, kto siedziałby tutaj bez uśmiechu na twarzy. Nawet trenera rozpierała energia.
Zaczął coś do nas mówić, ostrzegać nas, że nie możemy teraz dać Sewilli przejąc gry i piłki. Każdy z nas go uważnie słuchał. Aż do momentu, gdy usłyszeliśmy głośne dźwięki na korytarzu. Wszyscy spojrzeliśmy w kierunku drzwi. Przez chwilę nic się nie działo.
Aż w końcu do środka wpadli wielcy nieobecni - Pique i Alves. Widać było, że nastroje dopisywały im jeszcze bardziej niż nam tu zebranym. Darli się wręcz w niebogłosy, wymachując rękami.
- Możecie być ciszej? - skarcił ich jeden z chłopaków, ale ci nie zwrócili na to uwagi.
- Chcecie wiedzieć, co mamy? - zawołali, czym zaciekawili nas wszystkich. Każdy tylko wyczekiwał na to co powiedzą.
Ale oni chyba chcieli specjalnie wytworzyć napięcie oczekiwania, bo przez dłuższą chwilę siedzieli cicho, ciesząc się naszym zainteresowaniem.
Nagle wrzasnęli razem, jakby się na to umawiali:
- Adres Seleny!
Nie dochodziły do mnie te słowa. Reszta zaczęła krzyczeć z radości, wiwatować, skakać. A ja po prostu siedziałem z założonymi rękami, nie potrafiąc tego pojąć.
Po moim policzku spłynęła łza radości.
Boże, czy to najpiękniejszy dzień w moim życiu?


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rozdział 47.

   Dni mijały, a ja wciąż nie miałem żadnych wiadomości od wujka Seleny. Zdążyliśmy z drużyną zagrać mecz, podczas którego kompletnie nie mogłem się skupić.Wszystkie moje myśli uciekały do tego, co może się z nią teraz dziać, gdzie może teraz być.
   Denerwowała mnie w sumie postawa mediów. Gdy byliśmy z Seleną razem, sprawdzali każdy nasz krok, a teraz nagle wszyscy przestali się tym interesować. Gdyby media interesowały się Seleną, dużo łatwiej byłoby mi ją znaleźć.
   Ostatecznie na wiadomość od pana Martineza czekałem tydzień. Po upływie tego czasu zadzwonił do mnie, gdy już miałem wybierać jego numer.
   - Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytał, a ja myślałem, że zaśmieję mu się  w twarz. Od siedmiu dni nie mogę wytrzymać w oczekiwaniu na wiadomości od niego, a on dzwoniąc, pyta czy nie przeszkadza?
   - Nie, oczywiście, że nie. Czekałem na pański telefon. Dowiedział się pan czegoś? - zapytałem z ogromną nadzieją, że wreszcie będę miał jakieś konkretne informacje o Selenie.
   Ale po drugiej stronie usłyszałem westchnięciem i moja nadzieja przygasła.
   - Dowiedziałem się, ale chyba nie do końca tego, co chciałeś wiedzieć - nie chciałem mu przerywać, więc poczekałem aż znów się odezwie. - Selena mieszka aktualnie w Madrycie.
   Gdy to usłyszałem, momentalnie miałem ochotę zabukować sobie bilet na samolot i od razu lecieć do stolicy, ale wtedy pan Martinez odezwał się ponownie, ostudzając mój zapał.
   - Jednak nie wiem, gdzie konkretnie w Madrycie. Próbowałem wyciągnąć to od mojej żony, ale udawała, że o niczym nie wie. Ledwo udało mi się dowiedzieć cokolwiek. Niestety, nie uda mi się raczej wyciągnąć od niej nic więcej. Przykro mi, ale tylko tak mogę ci pomóc - powiedział. Myślał, że zapewne będę zrozpaczony.
   - Nie pan za co przepraszać! - zawołałem. - Naprawdę bardzo mi pan pomógł! Nie wiem, jak się panu odwdzięczę!
   Podniosłem się i zmierzałem już do swojego pokoju, żeby od wziąć swojego laptopa.
   - Mogę ci jedynie podpowiedzieć jeszcze, że matka Seleny razem z moją żoną mają zamiar jechać za dwa dni samochodem do Madrytu, więc może w jakiś sposób ci to pomoże.
   W mojej głowie od razu pojawił się genialny pomysł, żeby najzwyczajniej pojechać za nimi do Madrytu, żeby dowiedzieć się, gdzie Selena aktualnie mieszka.
   - Dziękuję! - zawołałem podekscytowany. - Zadzwonię do pana, jeśli będę miał jakiś problem. Nie będzie pan miał nic przeciwko?
   - Oczywiście, że nie. Możesz do mnie dzwonić z każdą sprawą związaną Seleną. Przecież wiesz, że zawsze chętnie ci pomogę - przez chwilę nic nie mówił, słyszałem tylko jakieś dźwięki w tle. - Niestety, muszę już iść. Do widzenia.
   - Do widzenia - odpowiedziałem szybko i rozłączyłem się.
   Zaraz potem zebrałem się do wyjścia z domu, zabierając po drodze bluzę i kluczyki od samochodu. Zanim do niego dotarłem zdążyłem napisać jeszcze smsa:

"Trenerze, jest pan w klubie?"

*******

   - Błagam, trenerze. Trener wie, jakie to dla mnie ważne! - zawołałem stojąc przed biurkiem Enrique w jego biurze.
   - Niestety, Neymar, ale nie mogę ci na to pozwolić - powiedział, odkładając na bok wszystkie papiery, którymi się wcześniej zajmował. - Rozumiem twoją sytuację i to, że bardzo ci na tym zależy, ale niestety, moim obowiązkiem jest dbanie o wyniki tej drużyny.
   - Ale przecież to wcale nie wpłynie na wyniki zespołu! - z emocji zacząłem spacerować po jego gabinecie w tę i z powrotem.
   - Mylisz się - Enrique pomimo mojego zdenerwowania był oazą spokoju. - Akurat w środę gramy mecz z Sewillą. Wiesz, że to będzie bardzo ważne spotkanie. Nie możesz go opuścić.
   - No ale, trenerze... - próbowałem jeszcze błagać...
   - Nie, Neymar! W tym meczu nie będzie mógł grać Leo, więc twój występ to podstawa, jeśli mamy oczekiwać pozytywnego wyniku. Jeśli ty sobie pojedziesz do Madrytu, to kogo ja wystawię obok Suareza? Musisz zagrać w tym meczu, nie ma innej opcji - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
   Był tak stanowczy, że wytrącił mi z rąk wszystkie argumenty, choć i tak nie było ich dużo.
   - Słuchaj - podniósł się z krzesła, okrążył swoje biurko i oparł się o jego krawędź i kontynuował, podczas, gdy ja nadal nie potrafiłem opanować emocji. - Rozumiem fakt, że bardzo martwisz się o Selenę, rozumiem twoje uczucia i potrzebę odnalezienia jej, bo tez jestem człowiekiem. Ale jestem przede wszystkim twoim trenerem i muszę postępować tak, żeby wyszło to na dobre drużynie. Wiesz, że naprawdę na bardzo wiele ci pozwalam w związku z tą sytuacją. Ale jesteś doświadczonym piłkarzem i powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że w końcu odbije się to na twojej formie. A wtedy możesz usiąść na ławce nawet na kilka kolejek - westchnął głośno, jakby ten temat był dla niego przeraźliwie trudny. - Wiesz, że jesteś jednym z najlepszych piłkarzy świata obecnie. Piłka nożna to twoja pasja. Wiem, że bardzo kochasz Selenę. Sam chciałbym na twoim miejscu odnaleźć swoją ukochaną. Ale zastanów się, czy warto tak wiele poświęcać. Nie mówię tu oczywiście o tym, że miałbyś zaniechać całkowicie poszukiwań. Ale spokojnie mógłbyś to pogodzić razem z pracą i pasją. Nie wiem, jakie są twoje priorytety, Neymar, ale radziłbym ci nad tym pomyśleć i dopiero potem zacząć podejmować ważne decyzje. Bo z tego, co widzę, to wszystko, co teraz robisz jest nieprzemyślane i spontaniczne, a w tej sytuacji daleko na tym nie zajedziesz. Przemyśl to, Neymar.
   Zaraz potem, znów wzdychając wstał i wrócił na swoje poprzednie miejsce, zajął się swoimi dokumentami i statystykami.
   A ja stałem przez kilka kolejnych sekund na środku jego gabinety jak ten debil i przetwarzałem jego słowa. Aż wreszcie nagle ruszyłem szybkim, zdecydowanym krokiem w stronę drzwi.
   - Do widzenia na treningu, trenerze - powiedziałem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

Przemyśl to, Neymar


#commingsoon
#niedługo
#whereisSelena


Tak btw
#trzymajciezamniekciuki
no i
#WesołychŚwiąt <3

niedziela, 9 kwietnia 2017

Malaga - Barcelona

Hey :D

Może to jeszcze nie rozdział, ale wpadłam tylko zapytać, co myślicie o zachowaniu Neymara we wczorajszym meczu. Tak po prostu chciałabym poznać wasze zdanie :D

Piszcie w komentarzach :D

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdział 46.

Nieco zdziwiło mnie zachowanie pana Martineza, ale skoro miał zamiar mi pomóc, to nie zamierzałem się z nim kłócić. Spokojnie wróciliśmy z Jotą do samochodu, który przeparkowałem kilka domów dalej, żeby pani Martinez nie zauważyła nas, gdy będzie wychodzić z domu.
- Co o tym sądzisz? - zapytałem brata, opadając na swój fotel i ciągle obserwując furtkę posesji.
- Sam nie wiem. Zachowanie tego jej wujka jest niby dziwne, ale skoro jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć, to to jest bardziej niż oczywiste, że musisz to wykorzystać - powiedział, spoglądając na mnie przelotnie.
- Wiem - westchnąłem. Bałem się tego, co mogłem od niego usłyszeć.
Chwilę później dostałem SMSa, więc spuściłem wzrok z bramki od posesji na swój telefon.

Leo: Jutro trening wyjątkowo na dziewiątą rano.

A zaraz potem przyszedł kolejny.

Leo: Mamy nadzieję, że jutro będziesz bardziej skoncentrowany i skupiony na grze niż dzisiaj.

~ Jeśli uda mi się czegoś dowiedzieć to na pewno będę - przeszło mi przez myśl.

- Neymar? - zawołał Jota, szturchając mnie w ramię. Spojrzałem na niego. - Zobacz - polecił, wskazując na jakiś punkt za przednią szybę.
Skierowałem swój wzrok na bramkę i nareszcie zobaczyłem ciotkę Seleny, wychodzącą z domu. Odetchnąłem z ulgą, że nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Może jednak zdążę wrócić jednak jeszcze na dzisiejszy wieczorny trening.
Odczekaliśmy z Jotą chwilę zanim nie odjechała swoim samochodem z przed posesji, a potem jeszcze kilka minut , żeby upewnić się, że nie zawróci się po coś do do mu, po czym wysiedliśmy z samochodu.
- Idziesz ze mną? - zapytałem brata, gdy zauważyłem, że nie ruszył się z przed samochodu.
- Może powinieneś sam to załatwić? Może nie powinienem się tam wtrącać, hm? - powiedział, a ja jedynie pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nie ma opcji, idziesz tam ze mną - pociągnąłem go za ramię w stronę furtki.
Zadzwoniłem domofonem i tym razem furtka się przed nami otworzyła, a w drzwiach stanął pan Martinez.
Stresowałem się przed tą rozmową, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko to przeżyć. Tylko tak mogłem się czegoś dowiedzieć.
- Dzień dobry - powiedziałem, zbliżając się do niego. Jota zaraz poszedł za moim przykładem.
- Zapraszam - odpowiedział nam, otwierając przed nami szerzej drzwi i wpuszczając nas do środka.
- Naprawdę dziękuję panu, że zgodził się pan z nami porozmawiać. To dla mnie bardzo ważne - powiedziałem, gdy usiedliśmy w salonie i zapanowała cisza.
- Zdaję sobie z tego sprawę, choć muszę przyznać, że początkowo nie miałem zamiaru z tobą rozmawiać - przyznał. - Ale skoro aż tak ci zależy, to nie mam serca odprawić cię z kwitkiem.
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale on mnie uprzedził.
- Jednak zanim ci cokolwiek powiem, muszę znać twoją wersję wydarzeń. Prawdziwą wersję - uprzedził.
Tak więc przez kolejnych piętnaście minut opowiadałem mu ze szczegółami wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce po powrocie Seleny z wyjazdu ze znajomymi. Mówiłem o tym, jak zachowywała się przed powrotem do Mountblanc, o naszej kłótni zaraz przed jej wyjazdem do domu, o tym, że potem się pogodziliśmy i o tym, że nagle przestała się odzywać, a jej wujek wszystkiego cierpliwie słuchał. Nie przerwał mi ani razu, a gdy skończyłem opowiadać, westchnął głośno.
My tymczasem z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego, co miał powiedzieć.
- Cóż, osobiście znałem całkiem inną wersję - mruknął spokojnym głosem.
"No tak, wszystko poszło się pieprzyć, nie uwierzył mi" - pomyślałem od razu.
Zrezygnowany spojrzałem na Jotę. On też nie wyrażał jakiegoś entuzjazmu, raczej był załamany tak jak ja.
Już miałem zamiar wstać i wyjść, bo byłem przekonany, że tylko tracimy czas, gdy usłyszałem głos pana Martineza.
- Ale z jakiegoś powodu bardziej wierzę tobie niż własnej siostrze.
Chwila, czy on naprawdę to powiedział? Uwierzył mi?!
Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- Cecillia, tak jak moja żona, zawsze chciały, żeby Selena wyrosła na kogoś takiego jak one. Miała zawsze ubierać się i zachowywać jak osoba poważna, dostojna, znaleźć sobie męża, który będzie pracował na jej zachcianki. Niestety, jak widać, ich plan się nie powiódł. Selena nigdy nie chciała taka być, a to denerwowało i Cecillię, i moją żonę - westchnął. - Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, bo wiedziałem, że Selena bardzo dobrze sobie radzi z matka i ciotką, ale to, o czym mi powiedziałeś naprawdę mnie zaniepokoiło.
Podniósł się i zaczął krążyć spokojnym krokiem po pokoju.
- Oczywiście pomogę ci znaleźć kontakt z Seleną, to nie ulega wątpliwości. Z resztą sam bardzo chętnie bym z nią porozmawiał.
Słysząc to, byłem bliski skakania z radości. Naprawdę nie wierzyłem, że to się uda.
- Postaram się porozmawiać z żoną i siostrą, wyciągnąć z nich jakieś informacje. Dopóki ja nie zdobędę jakichś informacji, ty też możesz czegoś szukać, ale naprawdę wątpię, że Selena znajduje się teraz w Barcelonie czy Mountblanc.
Do takich wniosków to już sam ostatnio doszedłem.
Podniosłem się z miejsca i podszedłem do pana Martineza.
- Naprawdę dziękuję za to, że mi pan pomoże. Zależy mi na Selenie i bardzo chcę dowiedzieć się, co naprawdę się stało - powiedziałem, stając przed nim.
- Mnie też na tym zależy - przyznał, a zaraz potem wyciągnął do mnie rękę. - Mów mi Jorge.
Lekko zdziwiony uścisnąłem wystawioną do mnie dłoń i powiedziałem:
- Neymar.

Po krótkiej rozmowie o tym, że wuj Seleny skontaktuje się ze mną od razu, gdy tylko czegoś się dowie, opuściliśmy z Jotą jego dom, przepełnieni nadzieją, że już niedługo wszystko w tej sprawie stanie się jasne, a ja będę mógł wreszcie spojrzeć ponownie w oczy mojej dziewczynie.


#wiemżeWastodenerwuje
#wposzukiwaniuSeleny
#jużniedługo


sobota, 4 marca 2017

Rozdział 45.

Przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie. I tak w kółko. Przebywanie na treningach przestało sprawiać mi radość. Czasami chłopacy poprawiali mi humor swoimi żartami albo wygłupami, ale to już nie było to samo. Musiałem to sobie w końcu przyznać - granie w piłkę już nie sprawiało mi radości bez Seleny.
Starałem się nie okazywać tego przy trenerze i chłopakach, ale coraz trudniej było to przy nich ukrywać. Nie chciałem sprawiać im przykrości ani zawodu z powodu mojego nastawienia do gry. Wiem, że im wszystkim zależało na wygranych i grze jak na niczym innym i nie chciałem przed nimi przyznawać, że mi już powoli przestawało na tym zależeć.
Chciałem po prostu już po prostu odzyskać Selenę, bo tylko przy niej wszystko miało szansę wrócić na właściwe tory. 
- Neymar! - usłyszałem gdzieś za sobą wołanie Pique. - Nie opieprzamy się! 
Zaraz potem poczułem, jak kładzie ramię na moich ramionach, więc spojrzałem na niego w górę. 
- To chyba nie najlepsza pora, Gerard. Nie mam nastroju - mruknąłem. Spuściłem wzrok i zająłem się kopaniem trawy czubkami moich butów. Nie wiedziałem, o czym miałbym z nim teraz rozmawiać. 
- Widać to po tobie - przyznał. - Selena nadal nie dała znaku życia?
Pokręciłem jedynie głową. Nie chciałem tego mówić. 
- Spokojnie, na pewno niedługo wszystko się wyjaśni. Z resztą wiesz, że jeśli potrzebowałbyś jakiejkolwiek pomocy, to wszyscy chętnie ci pomożemy - zapewnił. 
Westchnąłem. 
- Zdaję sobie sprawę z tego, że wszyscy chcecie mi pomóc, ale ja sam nie mam pojęcia, co powinienem teraz zrobić, z kim porozmawiać, gdzie szukać - wzruszyłem ramionami z bezsilności. - Uwierz, że jeśli znajdę dla was jakąkolwiek rolę w moich poszukiwaniach, od razu was poinformuję. 
- W takim razie czekamy na telefon - puścił do mnie oko i pobiegł w stronę ćwiczących chłopaków, od których trochę się oddaliliśmy. Lecz nagle odwrócił się jeszcze na moment i zawołał: - Nie przejmuj się, naprawdę, wszystko się ułoży. 
Łatwo było mówić. Ale zawsze jest to jakaś forma pocieszenia i podniesienia na duchu. 
Trening skończył się jakieś dwadzieścia minut później i zaraz po przebraniu się i ogarnięciu swoich rzeczy w szatni wróciłem do domu. 
- Jota? - zawołałem, zaraz po przekroczeniu progu.
- Tak? - dobiegł mnie jego głos z kuchni, gdzie się udałem. 
Zastałem brata jedzącego zapewne obiad. Sam wziąłem jedynie jabłko ze stołu, bo wcale nie czułem głodu. 
- Ogarniam się i jadę do domu ciotki Seleny. Chcesz jechać ze mną? - zapytałem, choć w duchu już przewidywałem jego odpowiedź. 
- Jasne, że tak, nie chcę tego ominąć! - zawołał. Czyli było tak, jak myślałem. 
- Wracam tutaj za jakieś dziesięć minut i masz już być gotowy, okey? - mówię, wychodząc z kuchni. Nawet nie czekam na jego odpowiedź. 
Idę na górę do swojego pokoju, gdzie po raz kolejny się przebieram. Chcę wyglądać jakoś tak bardziej... oficjalnie? formalnie? poważnie?
Wszystko jedno, po prostu chcę w każdym aspekcie przypodobać się pani Martinez, żeby zdobyć od niej jak najwięcej informacji o Selenie i o tym, gdzie się teraz znajduje. 
Gdy kilka minut później schodzę na dół, Jota tak jak mu kazałem, czeka na mnie w korytarzu, zaraz przy drzwiach wyjściowych. 
Wziąłem kluczyki z komody przy wyjściu i razem wyszliśmy z domu. 
- Jak myślisz, powie ci wszystko tak od razu? - zapytał Jota, gdy byliśmy już w drodze.
- Cóź, po tym, co miałem okazję usłyszeć od niej wczoraj wieczorem, to raczej nie będzie aż takie łatwe, jak mogłoby się komuś wydawać - westchnąłem, skręcając jednocześnie do dzielnicy, w której mieszkali państwo Martinez.  
Ich dom i posesja oczywiście wyglądały perfekcyjnie, tak samo jak za czasów, gdy odbierałem stąd kilkakrotnie Selenę kilka miesięcy temu. Wziąłem głęboki wdech, przypominając sobie tamte momenty. Wtedy jeszcze wszystko nie było tak pogmatwane, wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku. A teraz, co z tego pozostało? 
Nie zamierzałem czekać w samochodzie, postanowiłem iść na żywioł. Wysiadłem z samochodu, to samo zrobił mój brat i niezwłocznie skierowałem się w stronę furtki. Oczywiście była zamknięta, więc musiałem zadzwonić domofonem. 
Nie doczekałem się otworzenia furtki, za to drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich sama pani Martinez. Widząc mnie, skrzywiła się i zaraz potem ruszyła w moją stronę.  
- Nie wiem, jak możesz mieć czelność po tym wszystkim tutaj przyjeżdżać. Nie wiem, jaki masz w tym cel, ale nie chcę cię tu więcej widzieć! - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, choć to raczej nie bardzo mnie przekonało. 
- Pani Martinez, czy naprawdę nie mogłaby pani poświęcić mi choć chwili na rozmowę. Naprawdę bardzo mi na tym zależy. Obiecuję, że to zajmie tylko chwilkę - próbowałem ją przekonać, ale ona jedynie prychnęła. 
- Złamałeś serce siostrzenicy mojego męża, a teraz masz czelność prosić mnie o rozmowę? Nawet sobie nie żartuj, chłopcze - powiedziała, odwracając się i odchodząc w stronę domu. Nie miałem pojęcia, co jeszcze mógłbym powiedzieć. 
Ale wtedy usłyszałem głos Joty zaraz obok mnie:
- On naprawdę ją kocha! - zawołał. - I nigdy nie zrobiłby nic, co mogłoby ją skrzywdzić. To Selena zniknęła bez śladu, a on po prostu chcę ją odzyskać. Dlaczego nie chce pani pomóc jej znowu być szczęśliwą?
Jej ciotka zatrzymała się w połowie drogi, a w międzyczasie w drzwiach pojawił się jej mąż. Zaraz potem był już przy niej i obejmował ją ramieniem. 
- Idź do domu, kochanie, ja się nimi zajmę - powiedział do swojej małżonki, a ona posłusznie wróciła do środka, nie racząc nawet na nas spojrzeć. Za to pan Martinez podszedł zaraz pod samą bramkę. 
Byłem przygotowany na to, że zaraz obrzuci mnie błotem i każe mi odejść, ale bardzo zadziwił mnie swoimi słowami.
- Poczekajcie zanim żona nie wyjdzie na miasto. Wtedy będziemy mogli porozmawiać - powiedział i wrócił za swoją żoną do domu. 

środa, 22 lutego 2017

Rozdział 44.

~ "Bardzo miło mi to słyszeć"

Stojąc przed lustrem, poprawiłem po raz kolejny tę głupią muszkę, przeczesałem włosy i poprawiłem marynarkę. Wziąłem ostatni głęboki wdech, ostatni raz spojrzałem w lustro i opuściłem swój pokój.
- Jota? - zawołałem , schodząc po schodach.
Wziąłem do ręki telefon i klucze do samochodu i oczywiście musiałem czekać kolejnych dziesięć minut przy wyjściu na to, aż mój brat wreszcie się ogarnął i wygramolił ze swojego pokoju.
- Gotowy? - zapytałem.
- Jasne - powiedział, ruszając od razu do drzwi wyjściowych.
Zamknąłem dom i wsiadłem do samochodu, gdzie czekał już na mnie Jota. Odpaliłem silnik i dopiero wtedy naszła mnie taka myśl, żeby jeszcze o coś brata zapytać.
- A wziąłeś ze sobą zaproszenie?
Na początku wymruczał coś pod nosem, a potem dodał już głośniej:
- Wiesz co, ja może lepiej się na chwilę wrócę do tego domu.
Wysiadł z samochodu, a ja jedynie zaśmiałem się, jak trudzi się z zamkniętymi drzwiami wejściowymi i dopiero po chwili wraca się do mnie po klucz.
- Tylko pospiesz się, bo jak tak dalej pójdzie to do jutra tam nie dotrzemy - zawołałem za nim przez okno, na co on jedynie pokazał mi środkowy palec, próbując otworzyć drzwi.
Wrócił dobrych kolejnych dziesięć minut później i wreszcie oznajmił, że jest w stu procentach gotowy do wyjazdu.
- Na pewno? - dopytałem jeszcze ze śmiechem, a on naburmuszony odpowiedział mi, że tak.
Tego dnia humor naprawdę mi dopisywał. Wiedziałem, że dzisiaj dowiem się czegoś o Selenie i to wprawiało mnie we wręcz szampański nastrój. Bo przecież ile można czekać na spotkanie z własną dziewczyną.
Tak, nie uznałem tego, co powiedziała jej matka - ja i Selena będziemy w moim mniemaniu razem, dopóki ona sama nie powie mi, że to koniec. Nie uznaję innej opcji.
Gdzieś tam w środku miałem nadzieję na to, że być może historia zatoczy koło i ponownie spotkamy się w domu państwa Rodriguez tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Tamten dzień zmienił moje życie na lepsze i miałem nadzieję, że to samo stanie się dzisiaj.
Nadzieja umiera ostatnia.
Żeby dojechać do domu państwa Rodriguez musiałem przejechać całą Barcelonę wzdłuż, więc nie dotarliśmy tam najszybciej, biorąc pod uwagę wieczorne korki na głównych ulicach. Ale gdy zaparkowałem samochód na ich posesji, gdy podałem zaproszenie jednemu ze służących i przekroczyłem próg ich domu, poczułem, że dzisiaj wszystko wróci na dawne tory. Wierzyłem w to najmocniej w świecie.
Z radością przywitałem się z gospodarzami, podziękowałem im za zaproszenie. Ostatnim razem widzieliśmy się na tamtej pamiętnej kolacji, więc było wiele rzeczy, o których chcieliby pewnie wiedzieć, ale widocznie czekali z tym do kolacji.
Gdy wszedłem do głównej sali, w której odbywać się będzie cała kolacja i spojrzałem na stół, niemal wyobraziłem sobie tą brunetkę, którą tak bardzo pokochałem, siedzącą za nim. Pamiętam każdy szczegół z tamtego dnia. To jak zdziwiła się, gdy zauważyła, że siedzimy obok siebie, to jak bardzo nieśmiała mi się wtedy wydała i to jak łatwo się rumieniła. Pamiętam też tę rozmowę na tarasie, bo wszystko to tak wiele dla mnie znaczy.
Ale tym razem za stołem nie zobaczyłem Seleny, choć tak bardzo tego chciałem. Niewiele osób znajdowało się na swoich miejscach, wielu z nich rozmawiało, stojąc w różnych kątach pokoju, wyglądało na to, że jesteśmy już w komplecie.
Niektórzy ludzie zaczepiali mnie, pytali o różne rzeczy, a ja grzecznie zatrzymywałem się, odpowiadałem na ich pytania i przedstawiałem im mojego brata. Jednak kątem oka cały czas poszukiwałem tych dwóch charakterystycznych postaci, osób spokrewnionych z moją ukochaną. Nigdzie nie mogłem ich dostrzec.
Sytuacja zmieniła się, gdy do pokoju weszli kelnerzy z przystawkami. Wszyscy siedliśmy na swoich miejscach i wtedy wszystko było już dla mnie jasne. Ciotka i wujek Seleny siedzieli praktycznie po drugiej stronie stołu i nie miałem żadnej możliwości, żeby jakkolwiek z nimi porozmawiać.
Wtedy modliłem się tylko o to, by kolacja skończyła się jak najszybciej, bym już mógł z nimi porozmawiać. Na szczęście czas leciał mi dość szybko, z nikim nie rozmawiałem, co też pozwalało mi myśleć o tym, jak powinienem rozpocząć tę rozmowę.
Ale jak na złość pani Rodriguez zawsze chciała dowiedzieć się czegoś od każdego, kogo zaprosiła i w pewnym momencie padło także i na mnie.
- No więc, Neymarze, jak ci się wiedzie? - zapytała mnie, na co od razu podniosłem głowę znad talerza, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, choć nie do końca szczery.
- A dziękuję, bardzo dobrze - kiwnąłem lekko głową.
- Z mężem bardzo kibicujemy drużynie, jesteśmy na każdym meczu na Camp Nou. Oboje jesteśmy zachwyceni twoją grą - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Powinienem mieć wyrzuty sumienia za to, że nie odwzajemniam odczuć tej starszej kobiety.
- Bardzo miło mi to słyszeć, pani Rodriguez - odpowiedziałem.
- A jak układa ci się z Selenką? Słyszałam, że jesteście razem bardzo szczęśliwi - powiedziała, ale ja nie miałem nawet okazji pomyśleć, co mógłbym odpowiedzieć, gdy odpowiedź nadeszła z drugiego końca stołu.
- Nie są już razem - usłyszałem głos ciotki Seleny i zdziwiony przeniosłem na nią wzrok, ale ona kontynuowała. - Rozeszli się jakiś czas temu.
Byłem tak bardzo tym zdziwiony, że nie śmiałem nawet protestować. W głowie jeszcze przez kilkanaście kolejnych minut zastanawiałem się nad tymi słowami.
Pani Rodriguez nie pytała już o nic więcej, jej mąż też nie był zbyt skłonny do rozmowy, więc resztę kolacji spędziłem w ciszy, przysłuchując się jedynie rozmowom innych uczestników.
Zaraz po skończeniu przyjęcia, jako jeden z pierwszych podziękowałem gospodarzem i razem z Jotą opuściliśmy ich dom. Za wszelką cenę musiałem porozmawiać z jej ciotką, dlatego zatrzymałem się nieopodal drzwi, czekając na ich wyjście.
Gdy ich zauważyłem, od razu ruszyłem w ich stronę. Będąc już obok nich, zawołałem:
- Pani Martinez, czy możemy porozmawiać?
W pierwszej chwili myślałem, że nie usłyszała mojego pytania, ale w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że po prostu mnie ignoruje. A to jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość i zainteresowanie tą sytuacją.
W końcu stanąłem im chamsko na drodze i ponowiłem swoje pytanie.
- Przepraszam, czy możemy porozmawiać?
Oczekiwałem odpowiedzi od pani Martinez, ale o dziwo odezwał się jej małżonek.
- O czym ty chcesz rozmawiać, chłopcze? Jeszcze zbyt mało krzywdy wyrządziłeś mojej siostrzenicy? - powiedział, a moje zdziwienie chyba sięgnęło zenitu.
- A czy mógłby mnie pan oświecić, co takiego zrobiłem? Bo nie przypominam sobie niczego takiego?
Pani Martinez jedynie pokręciła głową z dezaprobatą, czego kompletnie nie rozumiałem.
- Nie wiem, jaki masz interes w tym, by ranić Selenę, ale ja nie mam zamiaru brać w tym udziału, czy jakkolwiek ci tego ułatwiać. Dość szkody już wyrządziłeś temu biednemu dziecku - powiedziała, po czym najzwyczajniej w świecie minęła mnie i razem z mężem podążała do samochodu.
- Dowiem się, co takiego zrobiłem? - zawołałem za nimi.
Pan Martinez spojrzał na mnie ostatni raz.
- Daj sobie spokój, chłopcze. To już koniec - powiedział, po czym wsiadł do samochodu, gdzie czekała już jego żona i wyjechał z posesji na ulicę.
Moja cała nadzieja legła w gruzach. Nie rozumiałem tego, co działo się w moim życiu przez ostatni czas, nie rozumiałem tego, co właśnie się wydarzyło. O jakich wydarzeniach mówili? I co takiego mogłem zrobić Selenie, skoro nawet nie chcieli ze mną porozmawiać?
Boże, czy ktoś może mi wreszcie wytłumaczyć, co tutaj się do cholery dzieje?!



:D :D :D