~ "Bardzo miło mi to słyszeć"
Stojąc przed lustrem, poprawiłem po raz kolejny tę głupią muszkę, przeczesałem włosy i poprawiłem marynarkę. Wziąłem ostatni głęboki wdech, ostatni raz spojrzałem w lustro i opuściłem swój pokój.
- Jota? - zawołałem , schodząc po schodach.
Wziąłem do ręki telefon i klucze do samochodu i oczywiście musiałem czekać kolejnych dziesięć minut przy wyjściu na to, aż mój brat wreszcie się ogarnął i wygramolił ze swojego pokoju.
- Gotowy? - zapytałem.
- Jasne - powiedział, ruszając od razu do drzwi wyjściowych.
Zamknąłem dom i wsiadłem do samochodu, gdzie czekał już na mnie Jota. Odpaliłem silnik i dopiero wtedy naszła mnie taka myśl, żeby jeszcze o coś brata zapytać.
- A wziąłeś ze sobą zaproszenie?
Na początku wymruczał coś pod nosem, a potem dodał już głośniej:
- Wiesz co, ja może lepiej się na chwilę wrócę do tego domu.
Wysiadł z samochodu, a ja jedynie zaśmiałem się, jak trudzi się z zamkniętymi drzwiami wejściowymi i dopiero po chwili wraca się do mnie po klucz.
- Tylko pospiesz się, bo jak tak dalej pójdzie to do jutra tam nie dotrzemy - zawołałem za nim przez okno, na co on jedynie pokazał mi środkowy palec, próbując otworzyć drzwi.
Wrócił dobrych kolejnych dziesięć minut później i wreszcie oznajmił, że jest w stu procentach gotowy do wyjazdu.
- Na pewno? - dopytałem jeszcze ze śmiechem, a on naburmuszony odpowiedział mi, że tak.
Tego dnia humor naprawdę mi dopisywał. Wiedziałem, że dzisiaj dowiem się czegoś o Selenie i to wprawiało mnie we wręcz szampański nastrój. Bo przecież ile można czekać na spotkanie z własną dziewczyną.
Tak, nie uznałem tego, co powiedziała jej matka - ja i Selena będziemy w moim mniemaniu razem, dopóki ona sama nie powie mi, że to koniec. Nie uznaję innej opcji.
Gdzieś tam w środku miałem nadzieję na to, że być może historia zatoczy koło i ponownie spotkamy się w domu państwa Rodriguez tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Tamten dzień zmienił moje życie na lepsze i miałem nadzieję, że to samo stanie się dzisiaj.
Nadzieja umiera ostatnia.
Żeby dojechać do domu państwa Rodriguez musiałem przejechać całą Barcelonę wzdłuż, więc nie dotarliśmy tam najszybciej, biorąc pod uwagę wieczorne korki na głównych ulicach. Ale gdy zaparkowałem samochód na ich posesji, gdy podałem zaproszenie jednemu ze służących i przekroczyłem próg ich domu, poczułem, że dzisiaj wszystko wróci na dawne tory. Wierzyłem w to najmocniej w świecie.
Z radością przywitałem się z gospodarzami, podziękowałem im za zaproszenie. Ostatnim razem widzieliśmy się na tamtej pamiętnej kolacji, więc było wiele rzeczy, o których chcieliby pewnie wiedzieć, ale widocznie czekali z tym do kolacji.
Gdy wszedłem do głównej sali, w której odbywać się będzie cała kolacja i spojrzałem na stół, niemal wyobraziłem sobie tą brunetkę, którą tak bardzo pokochałem, siedzącą za nim. Pamiętam każdy szczegół z tamtego dnia. To jak zdziwiła się, gdy zauważyła, że siedzimy obok siebie, to jak bardzo nieśmiała mi się wtedy wydała i to jak łatwo się rumieniła. Pamiętam też tę rozmowę na tarasie, bo wszystko to tak wiele dla mnie znaczy.
Ale tym razem za stołem nie zobaczyłem Seleny, choć tak bardzo tego chciałem. Niewiele osób znajdowało się na swoich miejscach, wielu z nich rozmawiało, stojąc w różnych kątach pokoju, wyglądało na to, że jesteśmy już w komplecie.
Niektórzy ludzie zaczepiali mnie, pytali o różne rzeczy, a ja grzecznie zatrzymywałem się, odpowiadałem na ich pytania i przedstawiałem im mojego brata. Jednak kątem oka cały czas poszukiwałem tych dwóch charakterystycznych postaci, osób spokrewnionych z moją ukochaną. Nigdzie nie mogłem ich dostrzec.
Sytuacja zmieniła się, gdy do pokoju weszli kelnerzy z przystawkami. Wszyscy siedliśmy na swoich miejscach i wtedy wszystko było już dla mnie jasne. Ciotka i wujek Seleny siedzieli praktycznie po drugiej stronie stołu i nie miałem żadnej możliwości, żeby jakkolwiek z nimi porozmawiać.
Wtedy modliłem się tylko o to, by kolacja skończyła się jak najszybciej, bym już mógł z nimi porozmawiać. Na szczęście czas leciał mi dość szybko, z nikim nie rozmawiałem, co też pozwalało mi myśleć o tym, jak powinienem rozpocząć tę rozmowę.
Ale jak na złość pani Rodriguez zawsze chciała dowiedzieć się czegoś od każdego, kogo zaprosiła i w pewnym momencie padło także i na mnie.
- No więc, Neymarze, jak ci się wiedzie? - zapytała mnie, na co od razu podniosłem głowę znad talerza, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, choć nie do końca szczery.
- A dziękuję, bardzo dobrze - kiwnąłem lekko głową.
- Z mężem bardzo kibicujemy drużynie, jesteśmy na każdym meczu na Camp Nou. Oboje jesteśmy zachwyceni twoją grą - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Powinienem mieć wyrzuty sumienia za to, że nie odwzajemniam odczuć tej starszej kobiety.
- Bardzo miło mi to słyszeć, pani Rodriguez - odpowiedziałem.
- A jak układa ci się z Selenką? Słyszałam, że jesteście razem bardzo szczęśliwi - powiedziała, ale ja nie miałem nawet okazji pomyśleć, co mógłbym odpowiedzieć, gdy odpowiedź nadeszła z drugiego końca stołu.
- Nie są już razem - usłyszałem głos ciotki Seleny i zdziwiony przeniosłem na nią wzrok, ale ona kontynuowała. - Rozeszli się jakiś czas temu.
Byłem tak bardzo tym zdziwiony, że nie śmiałem nawet protestować. W głowie jeszcze przez kilkanaście kolejnych minut zastanawiałem się nad tymi słowami.
Pani Rodriguez nie pytała już o nic więcej, jej mąż też nie był zbyt skłonny do rozmowy, więc resztę kolacji spędziłem w ciszy, przysłuchując się jedynie rozmowom innych uczestników.
Zaraz po skończeniu przyjęcia, jako jeden z pierwszych podziękowałem gospodarzem i razem z Jotą opuściliśmy ich dom. Za wszelką cenę musiałem porozmawiać z jej ciotką, dlatego zatrzymałem się nieopodal drzwi, czekając na ich wyjście.
Gdy ich zauważyłem, od razu ruszyłem w ich stronę. Będąc już obok nich, zawołałem:
- Pani Martinez, czy możemy porozmawiać?
W pierwszej chwili myślałem, że nie usłyszała mojego pytania, ale w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że po prostu mnie ignoruje. A to jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość i zainteresowanie tą sytuacją.
W końcu stanąłem im chamsko na drodze i ponowiłem swoje pytanie.
- Przepraszam, czy możemy porozmawiać?
Oczekiwałem odpowiedzi od pani Martinez, ale o dziwo odezwał się jej małżonek.
- O czym ty chcesz rozmawiać, chłopcze? Jeszcze zbyt mało krzywdy wyrządziłeś mojej siostrzenicy? - powiedział, a moje zdziwienie chyba sięgnęło zenitu.
- A czy mógłby mnie pan oświecić, co takiego zrobiłem? Bo nie przypominam sobie niczego takiego?
Pani Martinez jedynie pokręciła głową z dezaprobatą, czego kompletnie nie rozumiałem.
- Nie wiem, jaki masz interes w tym, by ranić Selenę, ale ja nie mam zamiaru brać w tym udziału, czy jakkolwiek ci tego ułatwiać. Dość szkody już wyrządziłeś temu biednemu dziecku - powiedziała, po czym najzwyczajniej w świecie minęła mnie i razem z mężem podążała do samochodu.
- Dowiem się, co takiego zrobiłem? - zawołałem za nimi.
Pan Martinez spojrzał na mnie ostatni raz.
- Daj sobie spokój, chłopcze. To już koniec - powiedział, po czym wsiadł do samochodu, gdzie czekała już jego żona i wyjechał z posesji na ulicę.
Moja cała nadzieja legła w gruzach. Nie rozumiałem tego, co działo się w moim życiu przez ostatni czas, nie rozumiałem tego, co właśnie się wydarzyło. O jakich wydarzeniach mówili? I co takiego mogłem zrobić Selenie, skoro nawet nie chcieli ze mną porozmawiać?
Boże, czy ktoś może mi wreszcie wytłumaczyć, co tutaj się do cholery dzieje?!
:D :D :D