Nieco zdziwiło mnie zachowanie pana Martineza, ale skoro miał zamiar mi pomóc, to nie zamierzałem się z nim kłócić. Spokojnie wróciliśmy z Jotą do samochodu, który przeparkowałem kilka domów dalej, żeby pani Martinez nie zauważyła nas, gdy będzie wychodzić z domu.
- Co o tym sądzisz? - zapytałem brata, opadając na swój fotel i ciągle obserwując furtkę posesji.
- Sam nie wiem. Zachowanie tego jej wujka jest niby dziwne, ale skoro jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć, to to jest bardziej niż oczywiste, że musisz to wykorzystać - powiedział, spoglądając na mnie przelotnie.
- Wiem - westchnąłem. Bałem się tego, co mogłem od niego usłyszeć.
Chwilę później dostałem SMSa, więc spuściłem wzrok z bramki od posesji na swój telefon.
Leo: Jutro trening wyjątkowo na dziewiątą rano.
A zaraz potem przyszedł kolejny.
Leo: Mamy nadzieję, że jutro będziesz bardziej skoncentrowany i skupiony na grze niż dzisiaj.
~ Jeśli uda mi się czegoś dowiedzieć to na pewno będę - przeszło mi przez myśl.
- Neymar? - zawołał Jota, szturchając mnie w ramię. Spojrzałem na niego. - Zobacz - polecił, wskazując na jakiś punkt za przednią szybę.
Skierowałem swój wzrok na bramkę i nareszcie zobaczyłem ciotkę Seleny, wychodzącą z domu. Odetchnąłem z ulgą, że nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Może jednak zdążę wrócić jednak jeszcze na dzisiejszy wieczorny trening.
Odczekaliśmy z Jotą chwilę zanim nie odjechała swoim samochodem z przed posesji, a potem jeszcze kilka minut , żeby upewnić się, że nie zawróci się po coś do do mu, po czym wysiedliśmy z samochodu.
- Idziesz ze mną? - zapytałem brata, gdy zauważyłem, że nie ruszył się z przed samochodu.
- Może powinieneś sam to załatwić? Może nie powinienem się tam wtrącać, hm? - powiedział, a ja jedynie pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nie ma opcji, idziesz tam ze mną - pociągnąłem go za ramię w stronę furtki.
Zadzwoniłem domofonem i tym razem furtka się przed nami otworzyła, a w drzwiach stanął pan Martinez.
Stresowałem się przed tą rozmową, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko to przeżyć. Tylko tak mogłem się czegoś dowiedzieć.
- Dzień dobry - powiedziałem, zbliżając się do niego. Jota zaraz poszedł za moim przykładem.
- Zapraszam - odpowiedział nam, otwierając przed nami szerzej drzwi i wpuszczając nas do środka.
- Naprawdę dziękuję panu, że zgodził się pan z nami porozmawiać. To dla mnie bardzo ważne - powiedziałem, gdy usiedliśmy w salonie i zapanowała cisza.
- Zdaję sobie z tego sprawę, choć muszę przyznać, że początkowo nie miałem zamiaru z tobą rozmawiać - przyznał. - Ale skoro aż tak ci zależy, to nie mam serca odprawić cię z kwitkiem.
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale on mnie uprzedził.
- Jednak zanim ci cokolwiek powiem, muszę znać twoją wersję wydarzeń. Prawdziwą wersję - uprzedził.
Tak więc przez kolejnych piętnaście minut opowiadałem mu ze szczegółami wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce po powrocie Seleny z wyjazdu ze znajomymi. Mówiłem o tym, jak zachowywała się przed powrotem do Mountblanc, o naszej kłótni zaraz przed jej wyjazdem do domu, o tym, że potem się pogodziliśmy i o tym, że nagle przestała się odzywać, a jej wujek wszystkiego cierpliwie słuchał. Nie przerwał mi ani razu, a gdy skończyłem opowiadać, westchnął głośno.
My tymczasem z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego, co miał powiedzieć.
- Cóż, osobiście znałem całkiem inną wersję - mruknął spokojnym głosem.
"No tak, wszystko poszło się pieprzyć, nie uwierzył mi" - pomyślałem od razu.
Zrezygnowany spojrzałem na Jotę. On też nie wyrażał jakiegoś entuzjazmu, raczej był załamany tak jak ja.
Już miałem zamiar wstać i wyjść, bo byłem przekonany, że tylko tracimy czas, gdy usłyszałem głos pana Martineza.
- Ale z jakiegoś powodu bardziej wierzę tobie niż własnej siostrze.
Chwila, czy on naprawdę to powiedział? Uwierzył mi?!
Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- Cecillia, tak jak moja żona, zawsze chciały, żeby Selena wyrosła na kogoś takiego jak one. Miała zawsze ubierać się i zachowywać jak osoba poważna, dostojna, znaleźć sobie męża, który będzie pracował na jej zachcianki. Niestety, jak widać, ich plan się nie powiódł. Selena nigdy nie chciała taka być, a to denerwowało i Cecillię, i moją żonę - westchnął. - Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, bo wiedziałem, że Selena bardzo dobrze sobie radzi z matka i ciotką, ale to, o czym mi powiedziałeś naprawdę mnie zaniepokoiło.
Podniósł się i zaczął krążyć spokojnym krokiem po pokoju.
- Oczywiście pomogę ci znaleźć kontakt z Seleną, to nie ulega wątpliwości. Z resztą sam bardzo chętnie bym z nią porozmawiał.
Słysząc to, byłem bliski skakania z radości. Naprawdę nie wierzyłem, że to się uda.
- Postaram się porozmawiać z żoną i siostrą, wyciągnąć z nich jakieś informacje. Dopóki ja nie zdobędę jakichś informacji, ty też możesz czegoś szukać, ale naprawdę wątpię, że Selena znajduje się teraz w Barcelonie czy Mountblanc.
Do takich wniosków to już sam ostatnio doszedłem.
Podniosłem się z miejsca i podszedłem do pana Martineza.
- Naprawdę dziękuję za to, że mi pan pomoże. Zależy mi na Selenie i bardzo chcę dowiedzieć się, co naprawdę się stało - powiedziałem, stając przed nim.
- Mnie też na tym zależy - przyznał, a zaraz potem wyciągnął do mnie rękę. - Mów mi Jorge.
Lekko zdziwiony uścisnąłem wystawioną do mnie dłoń i powiedziałem:
- Neymar.
Po krótkiej rozmowie o tym, że wuj Seleny skontaktuje się ze mną od razu, gdy tylko czegoś się dowie, opuściliśmy z Jotą jego dom, przepełnieni nadzieją, że już niedługo wszystko w tej sprawie stanie się jasne, a ja będę mógł wreszcie spojrzeć ponownie w oczy mojej dziewczynie.
#wiemżeWastodenerwuje
#wposzukiwaniuSeleny
#jużniedługo
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
sobota, 4 marca 2017
Rozdział 45.
Przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie. I tak w kółko. Przebywanie na treningach przestało sprawiać mi radość. Czasami chłopacy poprawiali mi humor swoimi żartami albo wygłupami, ale to już nie było to samo. Musiałem to sobie w końcu przyznać - granie w piłkę już nie sprawiało mi radości bez Seleny.
Starałem się nie okazywać tego przy trenerze i chłopakach, ale coraz trudniej było to przy nich ukrywać. Nie chciałem sprawiać im przykrości ani zawodu z powodu mojego nastawienia do gry. Wiem, że im wszystkim zależało na wygranych i grze jak na niczym innym i nie chciałem przed nimi przyznawać, że mi już powoli przestawało na tym zależeć.
Chciałem po prostu już po prostu odzyskać Selenę, bo tylko przy niej wszystko miało szansę wrócić na właściwe tory.
- Neymar! - usłyszałem gdzieś za sobą wołanie Pique. - Nie opieprzamy się!
Zaraz potem poczułem, jak kładzie ramię na moich ramionach, więc spojrzałem na niego w górę.
- To chyba nie najlepsza pora, Gerard. Nie mam nastroju - mruknąłem. Spuściłem wzrok i zająłem się kopaniem trawy czubkami moich butów. Nie wiedziałem, o czym miałbym z nim teraz rozmawiać.
- Widać to po tobie - przyznał. - Selena nadal nie dała znaku życia?
Pokręciłem jedynie głową. Nie chciałem tego mówić.
- Spokojnie, na pewno niedługo wszystko się wyjaśni. Z resztą wiesz, że jeśli potrzebowałbyś jakiejkolwiek pomocy, to wszyscy chętnie ci pomożemy - zapewnił.
Westchnąłem.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że wszyscy chcecie mi pomóc, ale ja sam nie mam pojęcia, co powinienem teraz zrobić, z kim porozmawiać, gdzie szukać - wzruszyłem ramionami z bezsilności. - Uwierz, że jeśli znajdę dla was jakąkolwiek rolę w moich poszukiwaniach, od razu was poinformuję.
- W takim razie czekamy na telefon - puścił do mnie oko i pobiegł w stronę ćwiczących chłopaków, od których trochę się oddaliliśmy. Lecz nagle odwrócił się jeszcze na moment i zawołał: - Nie przejmuj się, naprawdę, wszystko się ułoży.
Łatwo było mówić. Ale zawsze jest to jakaś forma pocieszenia i podniesienia na duchu.
Trening skończył się jakieś dwadzieścia minut później i zaraz po przebraniu się i ogarnięciu swoich rzeczy w szatni wróciłem do domu.
- Jota? - zawołałem, zaraz po przekroczeniu progu.
- Tak? - dobiegł mnie jego głos z kuchni, gdzie się udałem.
Zastałem brata jedzącego zapewne obiad. Sam wziąłem jedynie jabłko ze stołu, bo wcale nie czułem głodu.
- Ogarniam się i jadę do domu ciotki Seleny. Chcesz jechać ze mną? - zapytałem, choć w duchu już przewidywałem jego odpowiedź.
- Jasne, że tak, nie chcę tego ominąć! - zawołał. Czyli było tak, jak myślałem.
- Wracam tutaj za jakieś dziesięć minut i masz już być gotowy, okey? - mówię, wychodząc z kuchni. Nawet nie czekam na jego odpowiedź.
Idę na górę do swojego pokoju, gdzie po raz kolejny się przebieram. Chcę wyglądać jakoś tak bardziej... oficjalnie? formalnie? poważnie?
Wszystko jedno, po prostu chcę w każdym aspekcie przypodobać się pani Martinez, żeby zdobyć od niej jak najwięcej informacji o Selenie i o tym, gdzie się teraz znajduje.
Gdy kilka minut później schodzę na dół, Jota tak jak mu kazałem, czeka na mnie w korytarzu, zaraz przy drzwiach wyjściowych.
Wziąłem kluczyki z komody przy wyjściu i razem wyszliśmy z domu.
- Jak myślisz, powie ci wszystko tak od razu? - zapytał Jota, gdy byliśmy już w drodze.
- Cóź, po tym, co miałem okazję usłyszeć od niej wczoraj wieczorem, to raczej nie będzie aż takie łatwe, jak mogłoby się komuś wydawać - westchnąłem, skręcając jednocześnie do dzielnicy, w której mieszkali państwo Martinez.
Ich dom i posesja oczywiście wyglądały perfekcyjnie, tak samo jak za czasów, gdy odbierałem stąd kilkakrotnie Selenę kilka miesięcy temu. Wziąłem głęboki wdech, przypominając sobie tamte momenty. Wtedy jeszcze wszystko nie było tak pogmatwane, wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku. A teraz, co z tego pozostało?
Nie zamierzałem czekać w samochodzie, postanowiłem iść na żywioł. Wysiadłem z samochodu, to samo zrobił mój brat i niezwłocznie skierowałem się w stronę furtki. Oczywiście była zamknięta, więc musiałem zadzwonić domofonem.
Nie doczekałem się otworzenia furtki, za to drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich sama pani Martinez. Widząc mnie, skrzywiła się i zaraz potem ruszyła w moją stronę.
- Nie wiem, jak możesz mieć czelność po tym wszystkim tutaj przyjeżdżać. Nie wiem, jaki masz w tym cel, ale nie chcę cię tu więcej widzieć! - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, choć to raczej nie bardzo mnie przekonało.
- Pani Martinez, czy naprawdę nie mogłaby pani poświęcić mi choć chwili na rozmowę. Naprawdę bardzo mi na tym zależy. Obiecuję, że to zajmie tylko chwilkę - próbowałem ją przekonać, ale ona jedynie prychnęła.
- Złamałeś serce siostrzenicy mojego męża, a teraz masz czelność prosić mnie o rozmowę? Nawet sobie nie żartuj, chłopcze - powiedziała, odwracając się i odchodząc w stronę domu. Nie miałem pojęcia, co jeszcze mógłbym powiedzieć.
Ale wtedy usłyszałem głos Joty zaraz obok mnie:
- On naprawdę ją kocha! - zawołał. - I nigdy nie zrobiłby nic, co mogłoby ją skrzywdzić. To Selena zniknęła bez śladu, a on po prostu chcę ją odzyskać. Dlaczego nie chce pani pomóc jej znowu być szczęśliwą?
Jej ciotka zatrzymała się w połowie drogi, a w międzyczasie w drzwiach pojawił się jej mąż. Zaraz potem był już przy niej i obejmował ją ramieniem.
- Idź do domu, kochanie, ja się nimi zajmę - powiedział do swojej małżonki, a ona posłusznie wróciła do środka, nie racząc nawet na nas spojrzeć. Za to pan Martinez podszedł zaraz pod samą bramkę.
Byłem przygotowany na to, że zaraz obrzuci mnie błotem i każe mi odejść, ale bardzo zadziwił mnie swoimi słowami.
- Poczekajcie zanim żona nie wyjdzie na miasto. Wtedy będziemy mogli porozmawiać - powiedział i wrócił za swoją żoną do domu.
środa, 22 lutego 2017
Rozdział 44.
~ "Bardzo miło mi to słyszeć"
Stojąc przed lustrem, poprawiłem po raz kolejny tę głupią muszkę, przeczesałem włosy i poprawiłem marynarkę. Wziąłem ostatni głęboki wdech, ostatni raz spojrzałem w lustro i opuściłem swój pokój.- Jota? - zawołałem , schodząc po schodach.
Wziąłem do ręki telefon i klucze do samochodu i oczywiście musiałem czekać kolejnych dziesięć minut przy wyjściu na to, aż mój brat wreszcie się ogarnął i wygramolił ze swojego pokoju.
- Gotowy? - zapytałem.
- Jasne - powiedział, ruszając od razu do drzwi wyjściowych.
Zamknąłem dom i wsiadłem do samochodu, gdzie czekał już na mnie Jota. Odpaliłem silnik i dopiero wtedy naszła mnie taka myśl, żeby jeszcze o coś brata zapytać.
- A wziąłeś ze sobą zaproszenie?
Na początku wymruczał coś pod nosem, a potem dodał już głośniej:
- Wiesz co, ja może lepiej się na chwilę wrócę do tego domu.
Wysiadł z samochodu, a ja jedynie zaśmiałem się, jak trudzi się z zamkniętymi drzwiami wejściowymi i dopiero po chwili wraca się do mnie po klucz.
- Tylko pospiesz się, bo jak tak dalej pójdzie to do jutra tam nie dotrzemy - zawołałem za nim przez okno, na co on jedynie pokazał mi środkowy palec, próbując otworzyć drzwi.
Wrócił dobrych kolejnych dziesięć minut później i wreszcie oznajmił, że jest w stu procentach gotowy do wyjazdu.
- Na pewno? - dopytałem jeszcze ze śmiechem, a on naburmuszony odpowiedział mi, że tak.
Tego dnia humor naprawdę mi dopisywał. Wiedziałem, że dzisiaj dowiem się czegoś o Selenie i to wprawiało mnie we wręcz szampański nastrój. Bo przecież ile można czekać na spotkanie z własną dziewczyną.
Tak, nie uznałem tego, co powiedziała jej matka - ja i Selena będziemy w moim mniemaniu razem, dopóki ona sama nie powie mi, że to koniec. Nie uznaję innej opcji.
Gdzieś tam w środku miałem nadzieję na to, że być może historia zatoczy koło i ponownie spotkamy się w domu państwa Rodriguez tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Tamten dzień zmienił moje życie na lepsze i miałem nadzieję, że to samo stanie się dzisiaj.
Nadzieja umiera ostatnia.
Żeby dojechać do domu państwa Rodriguez musiałem przejechać całą Barcelonę wzdłuż, więc nie dotarliśmy tam najszybciej, biorąc pod uwagę wieczorne korki na głównych ulicach. Ale gdy zaparkowałem samochód na ich posesji, gdy podałem zaproszenie jednemu ze służących i przekroczyłem próg ich domu, poczułem, że dzisiaj wszystko wróci na dawne tory. Wierzyłem w to najmocniej w świecie.
Z radością przywitałem się z gospodarzami, podziękowałem im za zaproszenie. Ostatnim razem widzieliśmy się na tamtej pamiętnej kolacji, więc było wiele rzeczy, o których chcieliby pewnie wiedzieć, ale widocznie czekali z tym do kolacji.
Gdy wszedłem do głównej sali, w której odbywać się będzie cała kolacja i spojrzałem na stół, niemal wyobraziłem sobie tą brunetkę, którą tak bardzo pokochałem, siedzącą za nim. Pamiętam każdy szczegół z tamtego dnia. To jak zdziwiła się, gdy zauważyła, że siedzimy obok siebie, to jak bardzo nieśmiała mi się wtedy wydała i to jak łatwo się rumieniła. Pamiętam też tę rozmowę na tarasie, bo wszystko to tak wiele dla mnie znaczy.
Ale tym razem za stołem nie zobaczyłem Seleny, choć tak bardzo tego chciałem. Niewiele osób znajdowało się na swoich miejscach, wielu z nich rozmawiało, stojąc w różnych kątach pokoju, wyglądało na to, że jesteśmy już w komplecie.
Niektórzy ludzie zaczepiali mnie, pytali o różne rzeczy, a ja grzecznie zatrzymywałem się, odpowiadałem na ich pytania i przedstawiałem im mojego brata. Jednak kątem oka cały czas poszukiwałem tych dwóch charakterystycznych postaci, osób spokrewnionych z moją ukochaną. Nigdzie nie mogłem ich dostrzec.
Sytuacja zmieniła się, gdy do pokoju weszli kelnerzy z przystawkami. Wszyscy siedliśmy na swoich miejscach i wtedy wszystko było już dla mnie jasne. Ciotka i wujek Seleny siedzieli praktycznie po drugiej stronie stołu i nie miałem żadnej możliwości, żeby jakkolwiek z nimi porozmawiać.
Wtedy modliłem się tylko o to, by kolacja skończyła się jak najszybciej, bym już mógł z nimi porozmawiać. Na szczęście czas leciał mi dość szybko, z nikim nie rozmawiałem, co też pozwalało mi myśleć o tym, jak powinienem rozpocząć tę rozmowę.
Ale jak na złość pani Rodriguez zawsze chciała dowiedzieć się czegoś od każdego, kogo zaprosiła i w pewnym momencie padło także i na mnie.
- No więc, Neymarze, jak ci się wiedzie? - zapytała mnie, na co od razu podniosłem głowę znad talerza, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, choć nie do końca szczery.
- A dziękuję, bardzo dobrze - kiwnąłem lekko głową.
- Z mężem bardzo kibicujemy drużynie, jesteśmy na każdym meczu na Camp Nou. Oboje jesteśmy zachwyceni twoją grą - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Powinienem mieć wyrzuty sumienia za to, że nie odwzajemniam odczuć tej starszej kobiety.
- Bardzo miło mi to słyszeć, pani Rodriguez - odpowiedziałem.
- A jak układa ci się z Selenką? Słyszałam, że jesteście razem bardzo szczęśliwi - powiedziała, ale ja nie miałem nawet okazji pomyśleć, co mógłbym odpowiedzieć, gdy odpowiedź nadeszła z drugiego końca stołu.
- Nie są już razem - usłyszałem głos ciotki Seleny i zdziwiony przeniosłem na nią wzrok, ale ona kontynuowała. - Rozeszli się jakiś czas temu.
Byłem tak bardzo tym zdziwiony, że nie śmiałem nawet protestować. W głowie jeszcze przez kilkanaście kolejnych minut zastanawiałem się nad tymi słowami.
Pani Rodriguez nie pytała już o nic więcej, jej mąż też nie był zbyt skłonny do rozmowy, więc resztę kolacji spędziłem w ciszy, przysłuchując się jedynie rozmowom innych uczestników.
Zaraz po skończeniu przyjęcia, jako jeden z pierwszych podziękowałem gospodarzem i razem z Jotą opuściliśmy ich dom. Za wszelką cenę musiałem porozmawiać z jej ciotką, dlatego zatrzymałem się nieopodal drzwi, czekając na ich wyjście.
Gdy ich zauważyłem, od razu ruszyłem w ich stronę. Będąc już obok nich, zawołałem:
- Pani Martinez, czy możemy porozmawiać?
W pierwszej chwili myślałem, że nie usłyszała mojego pytania, ale w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że po prostu mnie ignoruje. A to jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość i zainteresowanie tą sytuacją.
W końcu stanąłem im chamsko na drodze i ponowiłem swoje pytanie.
- Przepraszam, czy możemy porozmawiać?
Oczekiwałem odpowiedzi od pani Martinez, ale o dziwo odezwał się jej małżonek.
- O czym ty chcesz rozmawiać, chłopcze? Jeszcze zbyt mało krzywdy wyrządziłeś mojej siostrzenicy? - powiedział, a moje zdziwienie chyba sięgnęło zenitu.
- A czy mógłby mnie pan oświecić, co takiego zrobiłem? Bo nie przypominam sobie niczego takiego?
Pani Martinez jedynie pokręciła głową z dezaprobatą, czego kompletnie nie rozumiałem.
- Nie wiem, jaki masz interes w tym, by ranić Selenę, ale ja nie mam zamiaru brać w tym udziału, czy jakkolwiek ci tego ułatwiać. Dość szkody już wyrządziłeś temu biednemu dziecku - powiedziała, po czym najzwyczajniej w świecie minęła mnie i razem z mężem podążała do samochodu.
- Dowiem się, co takiego zrobiłem? - zawołałem za nimi.
Pan Martinez spojrzał na mnie ostatni raz.
- Daj sobie spokój, chłopcze. To już koniec - powiedział, po czym wsiadł do samochodu, gdzie czekała już jego żona i wyjechał z posesji na ulicę.
Moja cała nadzieja legła w gruzach. Nie rozumiałem tego, co działo się w moim życiu przez ostatni czas, nie rozumiałem tego, co właśnie się wydarzyło. O jakich wydarzeniach mówili? I co takiego mogłem zrobić Selenie, skoro nawet nie chcieli ze mną porozmawiać?
Boże, czy ktoś może mi wreszcie wytłumaczyć, co tutaj się do cholery dzieje?!
:D :D :D
piątek, 10 lutego 2017
Rozdział 43.
~ Nareszcie!
W jej pokoju nie było niczego, co mogłoby przypominać o tym, że ona kiedykolwiek tam mieszkała. Zniknęły wszystkie rzeczy, które do niej należały, wszystkie zdjęcia i pamiątki. Jej pokój wyglądał tak, jak pokój każdej innej dziewczyny w jej wieku. Nic nie wskazywało na to, żeby należał do Seleny.- Cholera! - zawołałem cicho, gdy zobaczyłem, że drzwi jej pokoju się otwierają. Szybko stanąłem obok bocznej barierki tak, żeby nie było mnie widać przez okno.
Wychyliłem się delikatnie, żeby zobaczyć, kto wszedł do środka. Miałem nadzieję, że będzie to Selena, ale bardzo się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, że to jej matka.
Widząc ją, postanawiam ewakuować się z balkonu jak najszybciej.
- Zmywamy się stąd - mówię do Joty, gdy zszedłem na dół. Nie musiałem powtarzać mu tego dwa razy - od razu szybko opuściliśmy posesję mojej dziewczyny.
- O co chodzi? - zapytał mnie brat, gdy byliśmy już przy samochodzie, a ja otwierałem jego drzwi.
- Po prostu na pewno jej tutaj nie ma - a zaraz potem mruknąłem do siebie: - i na pewno już nie będzie.
********
- Wróciłem! – zawołał Jota, trzaskając przy tym drzwiami.
Jakąś godzinę temu stwierdził, że idzie na zakupy i szczerze mówiąc miałem
nadzieję, że nie będzie go trochę dłużej.
Nie odpowiedziałem mu, więc jakąś minutę później przyszedł
do salonu, gdzie się znajdowałem. Stanął za mną i spojrzał na ekran mojego
laptopa, na którym właśnie pracowałem.
A raczej szukałem informacji.
- Nadal nie dajesz sobie spokoju? – zapytał, rzucając stos
kartek na stolik przede mną.
- Nie. Masz z tym jakiś problem? – rzuciłem, podnosząc na
niego wzrok na dosłownie ułamki sekund i ponownie wróciłem do patrzenia w ekran
laptopa.
- Nie, wręcz przeciwnie. Myślałem, że będziesz na tyle
zawiedziony jej zachowaniem, że zaprzestaniesz jej poszukiwań. A jednak ty
szukasz dalej. Nie sądziłem, że kochasz ją aż tak mocno.
Spojrzałem na niego zły za to, co powiedział.
- Gdybym nie kochał jej tak bardzo, to nie traktowałbym jej tak poważnie - warknąłem w jego stronę, a on słysząc to uniósł ręce do góry.
- Spokojnie. Po prostu jestem pod wrażeniem. I jak najbardziej chciałbym pomóc ci w jej poszukiwaniach.
- Jak na razie mógłbyś mi dać w końcu święty spokój - mruknąłem, przeglądając kolejną stronę internetową.
- Dobrze, już dobrze. Na stole masz pocztę, przed chwilą minąłem się z listonoszem - powiedział i zostawił mnie samego. W końcu.
Próbowałem w internecie znaleźć jakieś informacje o miejscach, w których mogłaby być. Zacząłem od przejrzenia wszystkich jej portali społecznościowych. Nie było ich wiele, więc sprawdzenie ich nie zajęło mi długo. Okazało się, że nie używała ich aż od momentu, gdy wyjechała z Barcelony, żeby pisać te swoje egzaminy. Dlatego postanowiłem poszukać w innym miejscu. Miałem ogromną nadzieję, że dziennikarze choć raz w czymś mi pomogą. Jakby nie patrzeć wiele razy w prasie i internecie pojawiały się już jakieś artykuły o Selenie, jako mojej dziewczynie oczywiście. Przeglądałem już kolejny, chyba z trzysetny portal plotkarski, ale jak na złość akurat teraz nikt nie zainteresował się tym, co Selena mogłaby robić i gdzie przebywać.
Laptopa zamknąłem na dobre jakieś pół godziny po wyjściu Joty. Jeszcze bardziej zdenerwowany zacząłem krążyć po pokoju. Aż w końcu mój wzrok padł na listy leżące na stoliku. A w głowie pojawiła mi się tylko jedna myśl: A może ona napisała do mnie list?
Jak głupi zacząłem przeglądać każdy po kolei.
- Instytut, jakieś reklamy, coś od fanów - zacząłem czytać na głos nadawców. - jakieś pocztówki o Rafy, list od państwa Rodriguez, gratulacje od Barcy....
Przejrzałem wszystkie, ale listu od Seleny bark. Za to znalazłem coś równie interesującego.
Otworzyłem jedyną przesyłkę, która w jakikolwiek sposób mnie interesowała i w kopercie znalazłem zaproszenie.
Państwo Rodriguez zapraszali mnie znów na tą swoją sławną kolację. Od razu przypomniał mi się moment, w którym po raz pierwszy spotkałem Selenę. To w sumie dzięki nim poznałem jedną z najważniejszą z kobiet w moim życiu.
Sprawdziłem datę - dzisiejszy wieczór.
Jeśli będę miał szczęście to spotkam tam wujka i ciocię Seleny. A od kogo najlepiej jest wyciągać o kimś informacje jeśli nie od jego rodziny?
Tak więc chyba postanowione - dzisiejszego wieczoru idę na tę kolację i dowiaduję się całej prawdy o tym, co wydarzyło się z Seleną.
Nareszcie!
Ktoś był może dzisiaj na premierze"Ciemniejszej Strony Greya"? Jeśli tak to jak wrażenia, co do filmu?
sobota, 28 stycznia 2017
Rozdział 42.
~ "To jaki jest plan?"
Trening. To jest w tym momencie miejsce dla mnie. Wszystkie złe emocje mogłem pozostawić za sobą, grając w piłkę. Przynajmniej na najbliższy czas. A wyżycie się na piłce było chyba jedyną rozsądną rzeczą, którą potrafiłem zrobić. Inaczej wyładowałbym swoją złość na kimś, a tego jak najbardziej nie chciałem i nie było to na szczycie listy moich marzeń.Czasami wyżycie się na czymś naprawdę pomaga, pozwala zostawić złe emocje za sobą i znów zacząć racjonalnie myśleć. I tak ja po skończonym treningu zdecydowanie powróciłem do logicznego myślenia. Będąc pod prysznicem dużo myślałem na temat tej sytuacji. Po powrocie znów do szatni byłem już pewien, że nawet, jeśli Selena zostawiła mnie dla kogoś innego, to mimo wszystko chcę z nią jeszcze choć raz porozmawiać.
Za wszelką cenę.
Bo nic mi tu do siebie nie pasowało, a zbyt wiele razy obiecałem, że ją znajdę.
Dlatego to zrobię.
Przez moje ociąganie się wszedłem z szatni jako jeden z ostatnich. Pożegnałem się z ter Stegenem, Rafinhą i Albą, a potem zszedłem na parking. Zostawiłem swoją torbę na tylnim siedzeniu, ale zaraz potem nie usiadłem na fotelu kierowcy i nie odjechałem. Zamknąłem samochód i ponownie udałem się do budynku. Musiałem znaleźć Enrique.
Oczywiście znalazłem go w jego gabinecie, gdzie siedział za stertą papierów, niektóre z nich nawet wypełniał. Widziałem wśród nich teczki jakichś nieznanych mi piłkarzy, ale nie interesowałem się tym. W innym wypadku pewnie bym to zrobił, ale nie dzisiaj. Teraz miałem do załatwienia ważniejszą sprawę niż zawsze.
- Trenerze - powiedziałem, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zauważył mnie, kiedy wszedłem do środka.
- Tak, Neymar? - zapytał, podnosząc głowę znad papierów.
- Musimy pogadać - rzekłem, siadając na krześle przed jego biurkiem.
Enrique westchnął, kładąc obie ręce na blacie i spoglądając na mnie ze współczuciem.
- Chodzi o tę całą sprawę z Seleną, prawda? - Oczywiście wiedział, co chodziło mi po głowie.
Ja jedynie kiwnąłem głową.
- Rozumiem w pełni twoją sytuację, ale wiem, o co chcesz mnie prosić. I niestety, ale nie będę mógł się na to zgodzić. Jesteś jednym z ważniejszych piłkarzy tej drużyny i zdecydowanie musisz grać we wszystki meczach do końca tego sezonu. Nie pozwolę ci na opuszczanie treningów. Nawet nie ma takiej opcji - powiedział, a widząc moja minę dodał - Naprawdę ci współczuję, Neymar, ale dla mnie jako trenera najważniejsza jest twoja dyspozycyjność i obecność na boisku.
W pełni go rozumiałem. Był trenerem, na dobrą sprawę nie powinny go obchodzić żadne nasze sprawy prywatne. I nawet jeśli wiedziałem, że Enrique byłby dla mnie przychylny w pewnych kwestiach, nie chciałem nadwyrężać jego cierpliwości i zaufania wobec mnie. Ale jednak musiałem mu o jednym powiedzieć.
- Rozumiem, że trenerowi zależy, żebym był w dobrej dyspozycji. Też tego bardzo chcę. Tylko problem jest taki, że teraz z pewnością będę musiał często wyjeżdżać z Barcelony. I chciałbym prosić o wyrozumiałość, jeśli czasami nie zdążyłbym na trening czy jakieś spotkanie. Po prostu, ja muszę ją znaleźć. To jest teraz moim priorytetem.
W oczach Luisa widziałem to współczucie, którym mnie odbarzał. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
- Nie musiałeś mnie nawet o to pytać. Przecież wybaczyłbym ci to jedno czy dwa spóźnienia. Zdziwiłbym się, gdybyś się ani razu nie spóźnił. Przecież nawet wcześniej to robiłeś - zaśmiał się. - Ale nie trać czasu na głupie rozmowy ze mną. Jedź jej szukać.
Też musiałem się uśmiechnąć.
- Jak najbardziej zamierzam to zrobić - powiedziałem. - Kiedy kolejny trening?
- Dla ciebie? Jutro wieczorem.
- Dziękuję - tym słowem zakończyłem rozmowę z Enriquem i wyszedłem z jego gabinetu. Oczywiście miałem świadomość tego, że pozwolił mi on pominąć jutrzejszy poranny trening. Czyli jest naprawdę dobrze.
Z radością ruszyłem do samochodu i pojechałem do domu. Oczywiście Jota musiał tam być. On mało kiedy wychodził poza jego granice.
- Jestem - zawołałem, zdejmując buty w przedpokoju. Tak jak myślałem, mój brat znajdował się w salonie, skąd dotarła do mnie odpowiedź.
Zaraz potem Jota pojawił się obok mnie.
- I jak? - zapytał.
- Dobrze, trening był całkiem spoko - odpowiedziałem, zabierając swoją torbę z podłogi. Skierowałem się z nią do swojego pokoju.
- Nie o to pytałem. Chcę wiedzieć, czy wymyśliłeś coś odnośnie Seleny.
Przewróciłem oczami. Martwił się o nią tak samo bardzo, jak ja.
- Tak. - mruknąłem. - Wracam dzisiaj do Mountblanc.
Wszedłem do pokoju, a on za mną.
- A po jakiego grzyba? - usiadł sobie jak gdyby nigdy nic na moim łóżku.
- Będę czekał. - wysypałem wszystko z torby i zacząłem pakować ją na nowo.
**********
Pod domem Sel byliśmy razem z Jotą jeszcze przed zmrokiem. Obserwowałem jej dom od dobrych paru godzin, ale nic takiego się nie wydarzyło. Jej matka jedynie wyszła raz przed dom, żeby odebrać pocztę, a potem nic się nie działo.
Ale około godziny pierwszej w nocy przyszedł mi do głowy pewien głupi pomysł, który za wszelką cenę chciałem zrealizować. Szturchnąłem w ramię Jotę, który spał sobie w najlepsze.
- Hmmm? - mruknął, przebudzając się ze swojej drzemki.
- Idę tam - powiedziałem, a mój brat momentalnie oprzytomniał.
- Oszalałeś? - zawołał.
- Tylko z miłości - mruknąłem pod nosem i wysiadłem z samochodu. On oczywiście zrobił to samo.
- To co robimy? - zapytał, idąc za mną pod bramkę posiadłości Seleny i jej rodziców.
- Widzisz ten balkon? - pokazałem palcem w stronę prawej strony budynku.
Jota spojrzał na mnie jak na świra, a zaraz potem szeroko się uśmiechnął.
- Będziesz się po balkonach wdrapywał do swojej Julii? Nie znałem cię od tej strony, Romeo - zaśmiał się.
- Poczekamy aż ty się zakochasz - walnąłem go lekko w ramię.
Przewrócił oczami.
- To jaki jest plan? - zapytał podekscytowany.
- Zaraz zobaczysz - powiedziałem i otworzyłem sobie furtkę jednym z kluczy, które nosiłem przy tych od samochodu.
Tak bardzo się teraz cieszę, że zabrałem je kiedyś Selenie.
Bezpiecznie wszedłem na posesję, a Jota podążał zaraz za mną. Podszedłem pod sam balkon i spojrzałem w górę.
- Stary, nie że coś, ale jak ty masz zamiar się tam wdrapać? - odezwał się mój brat.
I przyznam, że w tamtym momencie sam nie miałem na to koncepcji.
Ale potem przypomniało mi się pewne popołudnie, które razem spędzaliśmy w jej ogrodzie.
Pamiętam, że zauważyłem wtedy drabinę stojącą pod jej balkonem. Gdy zapytałem, co tam robi, powiedziała, że to sposób, by wyjść z domu tak, żeby jej matka tego nie zauważyła.
I to stało się moją koncepcją na dzisiaj.
Od razu zacząłem rozglądać się wokoło. Drabiny z pewnością nie było pod balkonem Seleny, ale stała jakieś pięć metrów dalej, oparta o ścianę domu.
Nic nie mówiąc pokazałem na nią Jocie, a on już zrozumiał moje plany. Oczywiście pomógł mi przenieść drabinę i już po chwili mogłem wspinać się po niej na balkon.
Wejście tam nie zajęło mi długo. Gdy tylko tam wszedłem, włączyłem latarkę w telefonie, by móc zobaczyć, co jest wewnątrz pokoju.
I naprawdę długooo zajęło mi wpatrywanie się w to, co tam zobaczyłem. Albo raczej to, czego tam nie zobaczyłem.
Bo dlaczego nie ma tam żadnych jej rzeczy?
Napisałam już epilog, ktoś zadowolony? xD
sobota, 14 stycznia 2017
Rozdział 41.
~ Kierunek Barcelona
Zatrzymałem samochód jakieś dwa kilometry dalej na poboczu przy jakieś pobocznej drodze. Zdenerwowany wysiadłem z niego i oparłem się o maskę. Wyjąłem telefon i znalazłem ten numer, który kiedyś dostałem i chyba ani razu z niego nie skorzystałem. Nie wahałem się czy zadzwonić.To w tej chwili było dla mnie być albo nie być.
Trzy sygnały później usłyszałem jej głos.
- Słucham.
- Hey, tu Neymar.
- Wiem, wiem, mam twój numer. Co się stało?
Skąd to ona wiedziała, że coś jest na rzeczy?
- Jesteś może w domu?
- Nie, jestem w Madrycie u Michalea.
- A masz może jakiś kontakt z Seleną? - zapytałem z nadzieją, że może Ada będzie miała jakieś informacje.
- Nie, nie rozmawiałam z nią od naszego ostatniego spotkania, gdy odprowadzałam ją do domu. Miała wtedy jechać do ciebie - mówiła, a jej głos z każdą sekundą coraz bardziej zdradzał jej strach. - Neymar, co się stało?
Westchnąłem.
- Nie mam pojęcia, Ada. Wiem tylko tyle, że tamtego dnia do mnie nie przyjechała i że wyjechała z Mountblanc. Nic więcej.
Ciężko było mi to powtarzać, bo to tylko jeszcze bardziej utwierdzało mnie w myśleniu, jak bardzo zawaliłem, że nie postanowiłem porozmawiać z Seleną dużo wcześniej. Może gdybym przyjechał tu następnego dnia po tym, jak do mnie nie przyjechała, to może zdążyłbym się z nią jeszcze spotkać.
Ale teraz ona już odeszła.
Ada przez dłuższy czas się nie odzywała, więc ja postanowiłem to zrobić.
- Hey, wszystko w porządku?
- Tak, po prostu nie mogę uwierzyć, że coś takiego zrobiła - pociągnęła nosem i byłem pewny, że właśnie płakała.
- Ale spokojnie, ona na pewno się znajdzie. Proszę cię, nie płacz - próbowałem ją uspokoić, choć sam obchodziłem samochód wzdłuż i wszerz, bo z nerwów nie potrafiłem ustać w jednym miejscu.
- Neymar... proszę cię. Obiecasz mi coś? - zapłakała, a w tle usłyszałem głos Michaela, który zapewne starał się ją uspokoić.
- Oczywiście, co tylko chcesz - powiedziałem od razu. Chyba spodziewałem się tego, co powie.
- Obiecaj mi, że ją znajdziesz - pociągnęła nosem. - Bo Selena nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego sama. I raczej nie z własnej woli.
- Oczywiście, że ci to obiecuję. Będę jej szukał, dopóki jej nie znajdę - zapewniłem.
Przecież sam sobie też to obiecałem.
- I pamiętaj, że Selena bardzo cię kocha. Nie pozwól sobie przez nikogo wmówić, że jest inaczej.
- Będę pamiętał - powiedziałem z westchnięciem, a zaraz potem Ada się rozłączyła.
Z ogromnym westchnieniem wróciłem do samochodu i z powrotem wsiadłem na fotel kierowcy. Załamany oparłem ramiona i głowę na kierownicy.
- Dowiedziałeś się czegoś? - zapytał po chwili Jota.
- Że ostatni raz rozmawiały, gdy Sel miała do mnie przyjechać. Potem już nie miała z nią kontaktu.
- No to za przeproszeniem, jesteśmy w dupie - skwitował mój brat.
- Lepiej bym tego nie ujął - przyznałem.
Przez chwilę panowała cisza, ale potem znów odezwał się Jota.
- To gdzie teraz jedziemy?
Westchnąłem.
- Nie mam bladego pojęcia. Prosto przed siebie.
I tak jak powiedziałem, tak zrobiłem. Odpaliłem silnik i ponownie wjechałem na drogę, która prowadziła nas gdzieś w stronę Valencii.
Ale przejechaliśmy 500, może 600 metrów, gdy rozdzwonił się mój telefon.
W sumie nie powinienem być zdziwiony i tak tez nie było, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu numer podpisany "Enrique".
- Słucham - powiedziałem zaraz po odebraniu połączenia.
- Neymar, Pique powiedział mi, dlaczego nie było cię na porannym treningu i wszystko rozumiem. Naprawdę mi przykro z powodu tego, co cię spotkało, ale oczekuję, że mimo wszystko pojawisz się na wieczornym treningu.
Postawa Luisa była dla mnie zrozumiała. Wiem, że zawsze rozumiał on nasze prywatne sprawy, gdy kolidowały one z treningami, ale najważniejsze dla niego było dobre przygotowanie drużyny do meczu, a bez obecności na treningach się to nie obędzie.
- Oczywiście, jak najbardziej postaram się przyjechać, ale mogę się trochę spóźnić, bo aktualnie jestem poza Barceloną.
- Trening zaczyna się za dwie godziny. Jeśli się spóźnisz, to zrozumiem, ważne jest dla mnie, żebyś po prostu się tam pojawił.
- Dobrze, trenerze - powiedziałem i rozłączyłem się. - No to kierunek Barcelona - powiedziałem do Joty, zawracając na środku drogi.
czwartek, 5 stycznia 2017
Rozdział 40.
- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.
Miałem cholernie ogromną nadzieję na to, że to będzie ona.
- Seleny już dawno tu nie ma i pewnie długo nie będzie - usłyszałem głos, który ani trochę nie był podobny do jej głosu. Ale od razu go rozpoznałem. I to było chyba spełnienie moich najgorszych koszmarów.
Spojrzałem na jej matkę.
- A mógłbym wiedzieć, co takiego się stało, że Seleny tu nie ma? - zapytałem.
Założyła ręce przed sobą i uśmiechnęła się szyderczo. To zdecydowanie nie zwiastowało niczego dobrego.
- Myślę, że moja córka w końcu przejrzała na oczy i postanowiła skończyć z tymi wszystkimi głupotami.
Zmarszczyłem brwi i także założyłem ręce.
- Jakie głupoty ma pani na myśli?
Zachowywanie kultury przy tej kobiecie wymagało ode mnie wiele cierpliwości, ale jakoś musiałem trzymać nerwy na wodzy, jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć.
- Jej wielką "miłość" do ciebie i chęć przeprowadzki do Barcelony, oczywiście - zaśmiała się. - Nareszcie mogę z radością stwierdzić, że moja kochana córeczka przejrzała na oczy i postanowiła wyjść z tego bagna, w które się wpakowała.
Prychnąłem.
- Niech pani nie gada głupot. Selena mnie kocha i nigdy by czegoś nie zrobiła. A nawet jeśli, to na pewno by ze mną o tym porozmawiała.
- Jesteś taki naiwny! - powiedziała. - Selena cię nie kocha i nigdy nie kochała. Tylko jej się wydawało, że mogłaby cię pokochać, ale wreszcie zobaczyła jaka jest rzeczywistość.
- Może pani sobie to wmawiać. Ale ja przyjechałem tu porozmawiać z moją dziewczyną i nie odpuszczę, puki jej nie zobaczę.
Westchnęła, pokazując jak bardzo zmęczona jest tą rozmową.
- Więc w takim razie chyba powinieneś zostać tutaj na stałe. Ale ona i tak się z tobą nie zobaczy, bo nie ma zamiaru więcej tutaj wracać.
- Chyba nie mówi pani poważnie - prychnąłem i przepchnąłem się obok niej, wchodząc do domu.
- Proszę bardzo, idź jej szukać. Na niewiele ci się to zda - zaśmiała się, zamykając za mną drzwi.
Od razu poszedłem do salonu, ale nikogo tam nie znalazłem. Potem kolejno były kuchnia, jadalnia, łazienka i pokój gościnny, ale tam też było pusto. Wszedłem na piętro, gdzie znajdowały się same pokoje.
Bez żadnego skrępowania wszedłem do sypialni rodziców Seleny. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo od razu opuściłem to pomieszczenie. Spojrzałem jeszcze do innych pokoi na tym piętrze i głośno westchnąłem, stając przed drzwiami jej pokoju.
Z lekkim strachem wziąłem do ręki klamkę i wszedłem do środka.
I to co tam zobaczyłem cholernie mnie zaskoczyło.
A raczej to, czego nie zobaczyłem.
Jej pokój był prawie kompletnie pusty. Stały tam oczywiście jej łóżko, biurko i szafa, ale poza tym zniknęły wszystkie jej rzeczy. Nie mogłem uwierzyć.
Bo był to niezbity dowód na to, że Seleny jednak tu nie ma.
- Zawiedziony? - usłyszałem za sobą szyderczy głos jej matki.
Odwróciłem się niemal natychmiast.
Nie czułem się zawiedziony. To nawet nie był strach czy tęsknota.
Byłem po prostu cholernie zły, że jej matka miała rację.
- Nie wiem, co zrobiłaś, że jej tu nie ma. Ale nie powinnaś się tak cieszyć. - warknąłem. - Wiem, że to twoja sprawka i gwarantuję ci, że ją znajdę, a wtedy ojciec Seleny o wszystkim się dowie.
- A skąd takie myślenie, że on o niczym nie wie?
- Zbyt dużo o tobie wiem - powiedziałem i zdenerwowany wyszedłem jak najszybciej z tego domu.
Przeszedłem szybko całą drogę do bramki, a potem wsiadłem do swojego samochodu, trzaskając dość mocno drzwiami. Czekał na mnie już Jota.
- I jak? - zapytał.
Wciągnąłem głośno powietrze, a potem powoli je wypuściłem, żeby choć trochę się uspokoić.
- Nic. Nie ma jej tutaj.
Przez chwilę Jota się nie odezwał.
- I co teraz?
Odpaliłem silnik i odjeżdżając z podjazdu, mruknąłem do brata:
- Znajdę ją.
Obiecuję, że ją znajdę.
No to witamy w nowym 2017 roku!
Jak Wam się podoba taki początek nowego roku?
Miałem cholernie ogromną nadzieję na to, że to będzie ona.
- Seleny już dawno tu nie ma i pewnie długo nie będzie - usłyszałem głos, który ani trochę nie był podobny do jej głosu. Ale od razu go rozpoznałem. I to było chyba spełnienie moich najgorszych koszmarów.
Spojrzałem na jej matkę.
- A mógłbym wiedzieć, co takiego się stało, że Seleny tu nie ma? - zapytałem.
Założyła ręce przed sobą i uśmiechnęła się szyderczo. To zdecydowanie nie zwiastowało niczego dobrego.
- Myślę, że moja córka w końcu przejrzała na oczy i postanowiła skończyć z tymi wszystkimi głupotami.
Zmarszczyłem brwi i także założyłem ręce.
- Jakie głupoty ma pani na myśli?
Zachowywanie kultury przy tej kobiecie wymagało ode mnie wiele cierpliwości, ale jakoś musiałem trzymać nerwy na wodzy, jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć.
- Jej wielką "miłość" do ciebie i chęć przeprowadzki do Barcelony, oczywiście - zaśmiała się. - Nareszcie mogę z radością stwierdzić, że moja kochana córeczka przejrzała na oczy i postanowiła wyjść z tego bagna, w które się wpakowała.
Prychnąłem.
- Niech pani nie gada głupot. Selena mnie kocha i nigdy by czegoś nie zrobiła. A nawet jeśli, to na pewno by ze mną o tym porozmawiała.
- Jesteś taki naiwny! - powiedziała. - Selena cię nie kocha i nigdy nie kochała. Tylko jej się wydawało, że mogłaby cię pokochać, ale wreszcie zobaczyła jaka jest rzeczywistość.
- Może pani sobie to wmawiać. Ale ja przyjechałem tu porozmawiać z moją dziewczyną i nie odpuszczę, puki jej nie zobaczę.
Westchnęła, pokazując jak bardzo zmęczona jest tą rozmową.
- Więc w takim razie chyba powinieneś zostać tutaj na stałe. Ale ona i tak się z tobą nie zobaczy, bo nie ma zamiaru więcej tutaj wracać.
- Chyba nie mówi pani poważnie - prychnąłem i przepchnąłem się obok niej, wchodząc do domu.
- Proszę bardzo, idź jej szukać. Na niewiele ci się to zda - zaśmiała się, zamykając za mną drzwi.
Od razu poszedłem do salonu, ale nikogo tam nie znalazłem. Potem kolejno były kuchnia, jadalnia, łazienka i pokój gościnny, ale tam też było pusto. Wszedłem na piętro, gdzie znajdowały się same pokoje.
Bez żadnego skrępowania wszedłem do sypialni rodziców Seleny. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo od razu opuściłem to pomieszczenie. Spojrzałem jeszcze do innych pokoi na tym piętrze i głośno westchnąłem, stając przed drzwiami jej pokoju.
Z lekkim strachem wziąłem do ręki klamkę i wszedłem do środka.
I to co tam zobaczyłem cholernie mnie zaskoczyło.
A raczej to, czego nie zobaczyłem.
Jej pokój był prawie kompletnie pusty. Stały tam oczywiście jej łóżko, biurko i szafa, ale poza tym zniknęły wszystkie jej rzeczy. Nie mogłem uwierzyć.
Bo był to niezbity dowód na to, że Seleny jednak tu nie ma.
- Zawiedziony? - usłyszałem za sobą szyderczy głos jej matki.
Odwróciłem się niemal natychmiast.
Nie czułem się zawiedziony. To nawet nie był strach czy tęsknota.
Byłem po prostu cholernie zły, że jej matka miała rację.
- Nie wiem, co zrobiłaś, że jej tu nie ma. Ale nie powinnaś się tak cieszyć. - warknąłem. - Wiem, że to twoja sprawka i gwarantuję ci, że ją znajdę, a wtedy ojciec Seleny o wszystkim się dowie.
- A skąd takie myślenie, że on o niczym nie wie?
- Zbyt dużo o tobie wiem - powiedziałem i zdenerwowany wyszedłem jak najszybciej z tego domu.
Przeszedłem szybko całą drogę do bramki, a potem wsiadłem do swojego samochodu, trzaskając dość mocno drzwiami. Czekał na mnie już Jota.
- I jak? - zapytał.
Wciągnąłem głośno powietrze, a potem powoli je wypuściłem, żeby choć trochę się uspokoić.
- Nic. Nie ma jej tutaj.
Przez chwilę Jota się nie odezwał.
- I co teraz?
Odpaliłem silnik i odjeżdżając z podjazdu, mruknąłem do brata:
- Znajdę ją.
Obiecuję, że ją znajdę.
No to witamy w nowym 2017 roku!
Jak Wam się podoba taki początek nowego roku?
piątek, 30 grudnia 2016
Rozdział 39.
- Od kiedy tak jest? - zapytałem niepewnie. Wiedziałem jaka będzie moja reakcja, jeśli...
- Od wczoraj - powiedział Jota, a ja momentalnie schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni i podbiegłem do szafki by zabrać stamtąd portfel ze wszystkimi dokumentami.
- Ktoś jedzie ze mną? - zawołałem, gdy biegłem już korytarzem do schodów, a chłopacy wybiegli za mną.
Odwróciłem się nagle i zobaczyłem, że patrzą po sobie niezdecydowani, co mają odpowiedzieć.
- Jedź z nim, Jota - nagle powiedzieli razem Gerard i Dani.
Nie zamierzałem się z nimi kłócić, jeśli tak wybrali i dziesięć minut później siedziałem już w samochodzie, a obok mnie znajdował się mój brat.
Boże, nie wiem, co ja bym bez niego zrobił.
- Dzięki, że postanowiłeś mi uświadomić, że jednak coś jest nie tak - spojrzałem na niego, gdy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Nie ma sprawy, stary, ale będziesz mi dziękował jak już ją znajdziemy - odpowiedział i wskazał palcem na przednią szybę. Rzeczywiście światło zmieniło się na zielone.
Ruszyłem od razu, przecinając skrzyżowanie i brnąłem w dalszą drogę do Mountblanc.
Moje uczucia w tamtym momencie i przez całą drogę szalały - od złości na samego siebie przez poczucie winy aż do strachu o to, co mogło stać się Selenie. Bo na 99% pewien byłem, że nie wszystko jest w porządku.
Jota przez całą drogę praktycznie się nie odzywał. Może chciał dać mi trochę czasu na przemyślenie wszystkiego, a może po prostu nie wiedział, co ma mi powiedzieć. Nie zastanawiałem się nad tym. Ważne było dla mnie tylko to, że mam czas, żeby nad wszystkim pomyśleć.
Gdy tylko zobaczyłem znak "Mountblanc" ogłaszający, że właśnie znaleźliśmy się w jej mieście zebrało się we mnie dziwne napięcie.
Dziesięć minut później zaparkowałem pod jej domem. I wtedy znowu obudził się we mnie strach, ale nie taki jak przedtem. Teraz po prostu bałem się, że gdy zapukam do drzwi jej domu, po chwili ją ujrzę, a ona powie mi, że między nami to już koniec.
- Czemu nie idziesz? - odezwał się Jota, gdy przez kolejnych kilka minut nawet nie ruszyłem się z miejsca.
- Chyba nie mam odwagi - spojrzałem jeszcze raz na jej dom.
- Jeśli nie ty, to ja - powiedział i wysiadł z samochodu, a ja byłem tak zamyślony, że zauważyłem to dopiero, gdy już pewnie kroczył do drzwi domu Seleny.
Od razu wysiadłem z samochodu i pobiegłem za nim. Złapałem go kilka kroków za furtką.
- Gdzie idziesz?! - zawołałem.
- Skoro ty nie chcesz się dowiedzieć, to spoko. Ale Selena jest moją przyjaciółką i ja chcę wiedzieć - odwrócił się do mnie z założonymi rękami.
- Dobrze już, dobrze. Wracaj do samochodu, a ja tam pójdę - przewróciłem oczami, a Jota uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i wrócił do mojego Audi.
Więc zostałem sam z decyzją o podejściu do jej drzwi. Westchnąłem i ruszyłem do nich. Przed dotknięciem dzwonka jeszcze przez moment się wahałem, ale w końcu to zrobiłem. A potem czekałem.
I czekałem.
I czekałem.
Aż w końcu straciłem nadzieję, że ktokolwiek mi otworzy. Już miałem odejść, gdy nagle usłyszałem to charakterystyczne skrzypienie.
- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.
- Od wczoraj - powiedział Jota, a ja momentalnie schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni i podbiegłem do szafki by zabrać stamtąd portfel ze wszystkimi dokumentami.
- Ktoś jedzie ze mną? - zawołałem, gdy biegłem już korytarzem do schodów, a chłopacy wybiegli za mną.
Odwróciłem się nagle i zobaczyłem, że patrzą po sobie niezdecydowani, co mają odpowiedzieć.
- Jedź z nim, Jota - nagle powiedzieli razem Gerard i Dani.
Nie zamierzałem się z nimi kłócić, jeśli tak wybrali i dziesięć minut później siedziałem już w samochodzie, a obok mnie znajdował się mój brat.
Boże, nie wiem, co ja bym bez niego zrobił.
- Dzięki, że postanowiłeś mi uświadomić, że jednak coś jest nie tak - spojrzałem na niego, gdy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Nie ma sprawy, stary, ale będziesz mi dziękował jak już ją znajdziemy - odpowiedział i wskazał palcem na przednią szybę. Rzeczywiście światło zmieniło się na zielone.
Ruszyłem od razu, przecinając skrzyżowanie i brnąłem w dalszą drogę do Mountblanc.
Moje uczucia w tamtym momencie i przez całą drogę szalały - od złości na samego siebie przez poczucie winy aż do strachu o to, co mogło stać się Selenie. Bo na 99% pewien byłem, że nie wszystko jest w porządku.
Jota przez całą drogę praktycznie się nie odzywał. Może chciał dać mi trochę czasu na przemyślenie wszystkiego, a może po prostu nie wiedział, co ma mi powiedzieć. Nie zastanawiałem się nad tym. Ważne było dla mnie tylko to, że mam czas, żeby nad wszystkim pomyśleć.
Gdy tylko zobaczyłem znak "Mountblanc" ogłaszający, że właśnie znaleźliśmy się w jej mieście zebrało się we mnie dziwne napięcie.
Dziesięć minut później zaparkowałem pod jej domem. I wtedy znowu obudził się we mnie strach, ale nie taki jak przedtem. Teraz po prostu bałem się, że gdy zapukam do drzwi jej domu, po chwili ją ujrzę, a ona powie mi, że między nami to już koniec.
- Czemu nie idziesz? - odezwał się Jota, gdy przez kolejnych kilka minut nawet nie ruszyłem się z miejsca.
- Chyba nie mam odwagi - spojrzałem jeszcze raz na jej dom.
- Jeśli nie ty, to ja - powiedział i wysiadł z samochodu, a ja byłem tak zamyślony, że zauważyłem to dopiero, gdy już pewnie kroczył do drzwi domu Seleny.
Od razu wysiadłem z samochodu i pobiegłem za nim. Złapałem go kilka kroków za furtką.
- Gdzie idziesz?! - zawołałem.
- Skoro ty nie chcesz się dowiedzieć, to spoko. Ale Selena jest moją przyjaciółką i ja chcę wiedzieć - odwrócił się do mnie z założonymi rękami.
- Dobrze już, dobrze. Wracaj do samochodu, a ja tam pójdę - przewróciłem oczami, a Jota uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i wrócił do mojego Audi.
Więc zostałem sam z decyzją o podejściu do jej drzwi. Westchnąłem i ruszyłem do nich. Przed dotknięciem dzwonka jeszcze przez moment się wahałem, ale w końcu to zrobiłem. A potem czekałem.
I czekałem.
I czekałem.
Aż w końcu straciłem nadzieję, że ktokolwiek mi otworzy. Już miałem odejść, gdy nagle usłyszałem to charakterystyczne skrzypienie.
- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.
czwartek, 22 grudnia 2016
Rozdział 38.
~ "Żebyś przestał być takim dupkiem..."
*Tydzień później*
Tydzień. Całe siedem dni. 168 godzin. 10080 minut. 60480 sekund.
Dokładnie tyle czasu minęło mi na ciągłym oczekiwaniu. Nie pojawiła się w Barcelonie. Nie odebrała żadnego z moich telefonów. A dzwoniłem codziennie. Po wstaniu, przed treningiem, po treningu, przed obiadem, po obiedzie, przed drugim treningiem, podczas drugiego treningu, po drugim treningu, przed kolacją, po kolacji, przed pójściem spać.
Myślę, że przynajmniej kilka z tych 168 godzin spędziłem na słuchaniu jej sekretarki, która cały czas mówiła to samo. A ona nie raczyła odebrać nawet jednego telefonu. Nacisnąć jednego głupiego przycisku i powiedzieć jedno głupie "Wszystko ze mną w porządku".
I w dodatku skończyły mi się wymówki, jakich mógłbym się trzymać, żeby nie panikować.
Przez ten czas dogłębnie przeanalizowałem całą naszą znajomość. Szukałem każdej możliwej sytuacji, słowa, gestu, który pamiętałem, a który mógłby sprawić, że Selena nagle ode mnie odeszła.
I tak, odeszła. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero szóstego dnia, gdy ona znów nie odebrała ode mnie telefonu. Nikt tak po prostu nie zrywa nagle kontaktów. No chyba, że od ciebie odchodzi.
Dlatego dzisiaj, po ostatniej próbie skontaktowania się z Seleną, najzwyczajniej w świecie się poddałem. Nie widziałem sensu w dalszym staraniu się - ona i tak nigdy nie odbierze ode mnie tego telefonu ani nie przyjedzie do mojego domu. Pogodziłem się z tym.
- Neymar, mendo! Gdzie jesteś? Przyjechałem! - leżałem na kanapie, gdy nagle usłyszałem krzyki zaraz w korytarzu i trzaśnięcie drzwiami.
Bardzo dobrze wiedziałem, kto to taki, ale nie zamierzałem się dla niego podnosić z miejsca, które zajmowałem od dobrych kilku godzin. Leżąc na kanapie i patrząc się w sufit naprawdę bardzo dobrze mi się o wszystkim myślało.
Przez jakąś minutę słyszałem jedynie odgłosy kroków i trzaskanie drzwiami aż w końcu zobaczyłem pochylonego nad sobą Brazylijczyka.
- Czy ty naprawdę nie masz zamiaru się do mnie odzywać? - zapytał.
- Przestań się wydurniać, Jo. Ja naprawdę nie mam dzisiaj humoru - mruknąłem lekko niezrozumiale i w końcu usiadłem na tej sofie jak człowiek.
- A jeśli już rozmawiamy o twoim humorze, to gdzie ta, która zawsze mi go psuła? - uśmiechnął się, rozglądając się po całym salonie.
Gdy nigdzie jej nie znalazł, wrócił wzrokiem do mnie. W jego oczach już widziałem to pytanie.
- Gdzie ona się podziała? - zapytał moment później.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Nie interesowało mnie to już.
- Nie zgrywaj się! - powiedział i wyszedł z pokoju. Zaraz potem usłyszałem, jak wchodzi po schodach na górę. - Selena! - krzyczał.
Westchnąłem i czekałem jedynie aż wróci z powrotem.
- SELENA! WYCHODŹ! - krzyczał moment później, zbiegając po schodach.
Przymknąłem oczy i tylko czekałem aż do mnie podejdzie.
- Ty, stary, gdzie ona jest? Teraz już naprawdę nie żartuję - powiedział. Podniosłem na niego wzrok i widziałem to przerażenie wypisane na jego twarzy.
- Nie ma jej - mruknąłem znowu i ukryłem twarz w dłoniach. Nie płakałem, ale ostatnimi czasy ten gest spodobał mi się jakoś bardziej.
- Jak to jej, do cholery, nie ma? - wręcz krzyknął. Nagle się opanował i spojrzał na mnie ze złością. - Zerwałeś z nią?!
- Niekoniecznie - szepnąłem. - Ona sama mnie zostawiła.
Wstałem i poszedłem do kuchni, wcale nie zwracając uwagi na Jotę. On sam ruszył za mną dopiero, gdy ja wchodziłem już do kuchni.
- I ty tak zupełnie się tym nie przejmujesz? - powiedział, stając w progu pomieszczenia.
- A wyglądam jakbym się przejmował? - zapytałem, odwracając się do niego na moment. - Jest mi tylko smutno, bo zdążyłem się do niej przyzwyczaić, a ona od tak mnie zostawiła.
Odwróciłem się z powrotem do lodówki i wyjąłem z niej dwie butelki piwa. Mijając Jotę podałem mu jedną i wróciłem do salonu na kanapę.
- Chyba się zgubiłem - powiedział, siadając zaraz obok mnie. - Opowiedz mi to wszystko od początku.
Chwilę to zajęło zanim zacząłem mówić, ale w końcu to zrobiłem.
- W tamtym tygodniu Selena pojechała do domu, miała pisać maturę, a potem tutaj z powrotem wrócić. Ale przed jej wyjazdem trochę się pokłóciliśmy. Selena wyjechała stąd naprawdę zła, ale potem ją przeprosiłem, ona mnie też i wszystko było w porządku.Ale miała wrócić tutaj dobry tydzień temu, a nadal jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc doszedłem do wniosku, że po prostu mnie zostawiła - wzruszyłem ramionami i oparłem się plecami o kanapę.
- I co? Tak po prostu to zostawiłeś? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tak postąpiła? A może coś się jej stało?
Zaśmiałem się pod nosem.
- Pewnie teraz jest szczęśliwa ze swoim Chistianem - mruknąłem, a Jota spojrzał na mnie zdziwiony. - Ten chłopak, w którymś kiedyś się podkochiwała - wyjaśniłem.
- Naprawdę sądzisz, że potrafiłaby zrobić ci coś takiego? Tak nisko ją teraz oceniasz? Może naprawdę coś się jej stało, a ty siedzisz tutaj i nic z tym nie robisz. A do tego jeszcze za wszystko ją obwiniasz!
- Nie mam zamiaru się z nią teraz kontaktować, bo nie mam ochoty znaleźć jej i zobaczyć razem z tym idiotą - wstałem i wkurzony zacząłem iść do swoje sypialni.
Bo to już nie była ani JEJ, ani NASZA sypialnia. Była po prostu MOJA.
Oczywiście Jota mnie nie opuścił.
- Nawet jeśli, to dowiedzenie się, czemu tak postąpiła nie jest tego warte? - mówił, idąc za mną.
- Niekoniecznie - rzuciłem i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Jeszcze będziesz tego żałował - doszedł mnie jego głos zza drzwi.
- Niekoniecznie - powtórzyłem, zrzucając ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z komody.
Szkła posypały się po całej podłodze, a ja nie zamierzałem ich zbierać.
******
*Dwa dni później*
- Neymar! - usłyszałem wołanie gdzieś za mną, gdy opuszczałem ośrodek treningowy po dzisiejszym popołudniowym treningu.
Odwróciłem się i zobaczyłem idącego za mną Gerarda. Poczekałem na tego wielkoluda.
- Co tam? - zapytałem bez przekonania.
- Jutro mamy wolne, więc razem z chłopakami pomyśleliśmy, żeby może spotkać się jakoś pod wieczór. Wpadłbyś razem z Seleną? - zapytał i doszczętnie popsuł mi humor.
- Wiesz co, chętnie bym wpadł, ale Selena ostatnio wspominała, że chce dzisiaj iść na jakąś kolację, więc cały wieczór mam zajęty - odpowiedziałem, wcale nawet nie rozważając pójścia tam. Gdybym pojawił się bez Seleny każdy pytałby, co się stało, a gdybym zaczął pić każdy wiedziałby już, że coś jest nie tak.
- Oh, okey - powiedział zaskoczony Gerard. - W takim razie pozdrów od nas wszystkich Sel.
- Tsa, przekażę jej - mruknąłem i bez słowa pożegnania poszedłem do swojego samochodu i wróciłem do domu.
******
Leżę sobie w sypialni na łóżku. Odpoczywam. Wsłuchuję się w ciszę.
I tu nagle...
- Co do kurwy?!
Poderwałem się z łóżka jak oparzony, gdy poczułem zimno na całym ciele.
A potem zobaczyłem nad sobą całą tę zgraję - Pique, Alves i Jota. Wszyscy trzej stali nade mną z założonymi rękoma.
- Zimny prysznic - odpowiedział Alves. - Stwierdziliśmy, że ci się przyda.
- Możecie mi po ludzku wyjaśnić, czemu sprawiliście, że moje łóżko będzie schnąć przez następnych kilka dni? - powiedziałem ze złością.
- Wiesz, Neymar, przyszliśmy odwiedzić sobie Selenę - Pique wcale nie odpowiedział na moje pytanie. Ale w tym momencie to zdanie potrzebowało mojej odpowiedzi, bo wiedziałem, że zauważyli brak mojej byłej dziewczyny w tym domu.
- Wyszł... - zacząłem, ale Alves musiał mi przerwać.
- Nie ściemiaj nam. Wiemy, że jej tu wcale nie było.
- Skąd wam przyszło do głowy, żeby tu przyjechać? - zapytałem zdziwiony.
Gerard przewrócił oczami.
- Myślisz, że nie wydało mi się to podejrzane, gdy powiedziałeś, że dziewczyna, która nienawidzi wprost tych wszystkich oficjalnych, poważnych i eleganckich spotkań, wyciąga cię na kolację? - prychnął.
- I co zamierzasz z tym zrobić? - westchnąłem, wstając i podchodząc do okna.
- Otworzyć ci oczy. Żebyś przestał być takim dupkiem i zaczął jej szukać - doszedł do mnie głos Daniego, ale nie zamierzałem się do niego odwrócić.
- Jest zapewne w Mountblanc i ma się bardzo dobrze. Nie dramatyzujcie - odpowiedziałem.
- Próbowałeś do niej zadzwonić? - zapytał Jota.
W końcu się odezwał ten zdrajca.
- Dzwoniłem. Przez cały tydzień - mruknąłem.
- Pytam czy dzwoniłeś do niej dzisiaj - poprawił się.
- Nie.
- Więc zdecydowanie powinieneś.
- Dlaczego? - zapytałem, odwracając się do nich twarzą.
- Po prostu to zrób. Wtedy coś w końcu powinieneś zrozumieć.
Przez jakieś dwie minuty trwała cisza, podczas której rozważałem wszystkie za i przeciw. Ale przecież nic przez to nie traciłem, prawda?
- Jeśli tak bardzo tego chcecie - westchnąłem, sięgając po mój telefon leżący na szafce nocnej.
Wybrałem numer i już byłem przygotowany na wysłuchanie kilku sygnałów, a potem jej automatycznej sekretarki. Ale wtedy...
"Niestety, osoba do której próbujesz się dodzwonić ma wyłączony lub rozładowany telefon. Prosimy spróbować później."
I w tym właśnie momencie zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.
Ona nigdy nie wyłączała telefonu.
Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta.... :)
piątek, 9 grudnia 2016
Rozdział 37.
~ "Więc po to było to całe twoje gadanie... "
Trzy dni później
Wychodząc razem z Danim z szatni po treningu, odruchowo
sięgnąłem do kieszeni po telefon, by sprawdzić godzinę. Mój starszy przyjaciel
oczywiście to zauważył.
- Zrób to przy mnie jeszcze choć raz, a osobiście zabiorę ci
ten telefon - skomentował moje zachowanie.
Westchnąłem.
- Ale co mam zrobić. Po prostu nie mogę się doczekać aż Sel
do mnie zadzwoni i powie, że w końcu wraca - przyznałem, chowając telefon z
powrotem do kieszeni spodni.
- Rozumiem, ale sprawdzasz ten telefon już szósty raz w
ciągu ostatnich pięciu minut.
Wzruszyłem ramionami.
- Przyzwyczaiłem się, że ona jest cały czas ze mną i teraz
jak pojechała na tych kilka dni do domu to dziwnie czuję się tak sam -
przyznałem, otwierając drzwi od mojego samochodu. Miałem po drodze podrzucić
Daniego do domu.
- Daj jej trochę wytchnienia, bo się jeszcze dziewczyna do ciebie zniechęci - zaśmiał się, wsiadając do środka.
- Nawet tak nie mów - burknąłem.
Niby między mną a Seleną wszystko było dobrze, ale ta nasza kłótnia siedziała mi gdzieś w głowie i nie mogłem się jej pozbyć w żaden sposób.
- No co! Ja tylko mówię co myślę. Bo co jeśli ona pomyśli, że jednak ma cię dość i postanowi jednak zostać w Mountblanc?
Wiem, że żartował, ale nawet to działało w pewien sposób na moje nerwy.
- Nawet mi o tym nie mów. Zaczynam wariować jak jej nie ma. Nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdyby mnie teraz zostawiła.
Odpaliłem silnik i wyjechałem z parkingu podziemnego.
- Spokojnie, stary. Jesteście tak idealną parą, że nie ma takiej opcji, żeby ona nagle zachciała sobie się z tego wycofać. Wróci do ciebie zanim się obejrzysz.
- Mam taką nadzieję. Ostatnio trochę się pokłóciliśmy i...
Przerwał mi.
- Błagam cię! Musieliby ją chyba siłą przetrzymywać, żeby została w swoim domu. Sam przecież wiesz jak bardzo znienawidziła ostatnio to miejsce.
Stanęliśmy akurat na światłach, więc wykorzystałem okazję i przejechałem dłońmi po twarzy.
- Masz rację. Nie powinienem się martwić na zapas - przyznałem przyjacielowi rację.
No już! Nie martw się tak! Przecież ona już niedługo tu przyjedzie! Nie ma innej opcji! - wmawiałem sobie w myślach.
- I właśnie o to chodzi! Powinieneś się cieszyć ostatnimi chwilami wolności. Nawet się nie obrócisz, a ona już tu będzie i zacznie denerwować nas wszystkich dookoła - zaśmiał się. Gdy ta dwójka się spotykała, zazwyczaj całe spotkanie polegało na typowym dla nich przyjacielskim dogryzaniu sobie. Panowała między nimi taka czysta relacja i cieszyłem się, że mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna mają taki dobry kontakt.
- To co, skusisz się, żeby do mnie wpaść? - zapytał, uśmiechając się pod nosem.
- Więc po to było to całe twoje gadanie... - zaśmiałem się, kręcąc głową.
Ale mimo to i tak skręciłem w uliczkę na której mieszkał Alves i zaparkowałem pod jego domem.
*******
Następnego dnia, gdy obudziłem się rano, od razu odruchowo przełożyłem rękę na drugą stronę łóżka. Gdzieś w środku miałem taką nadzieję, że może Selena przyjechała w nocy i nie chcąc mnie budzić po prostu położyła się spać. Ale teraz już wiedziałem, że tak nie było.
Przyjęcie tej wiadomości do swojej świadomości wystarczająco mnie rozbudziło. Usiadłem na łóżku, rozejrzałem się po pokoju, a zaraz potem przetarłem twarz dłońmi.
Wstałem z łóżka jakieś dziesięć minut później, gdy przyszło mi na myśl, że może Selena jednak przyjechała i teraz czeka na mnie na dole. Było to całkiem prawdopodobne, więc od razu, jak tylko ten pomysł przyszedł mi do głowy, wygrzebałem się spod kołdry i pobiegłem na dół.
Ale po sprawdzeniu kuchni, salonu, jadalni, siłowni i tarasu wiedziałem już, że Seleny wcale nie ma w tym domu. Nie znalazłem jej na górze, na dole też nie było po niej ani śladu. Nie zostawiła też żadnej kartki, a na podjeździe nie było jej samochodu.
Zaczynałem się martwić.
Ale spokojnie, przecież nic nie mogło jej się stać. Może po prostu postanowiła zostać w domu na jeden dzień dłużej i przyjedzie dopiero dziś. Nie ma na razie czym się denerwować. Po prostu do niej zadzwoń!
Zgodziłem się z głosem w mojej głowie i wróciłem się do sypialni po telefon. Nie oglądając się na nic wybrałem od razu jej numer i wsłuchiwałem się w sygnały połączenia, siedząc na rogu łóżka.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
"Hey, tu Selena. Jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, to prawdopodobnie jestem bardzo zajęta. Próbuj dalej, oddzwonię jak tylko będę mogła. Pa!" - usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
Wybrałem jej numer po raz drugi. I po raz trzeci. I kolejny. I kolejny. Cały czas słyszałem tylko tę jedną wiadomość, którą Selena nagrywała, siedząc przez dobrą godzinę na kanapie podczas pobytu u mnie. Ale za siedemnastym razem, gdy usłyszałem te słowa, po prostu zakończyłem połączenie i rzuciłem telefonem za siebie, gdzieś na łóżko. Może nawet spadł on na podłogę, ale nie to stanowiło dla mnie powód do zmartwień.
Dlaczego ona nie odbiera?! - chodziło po mojej głowie.
Rzuciłem się plecami na łóżko, westchnąłem głośno kilka razy i znów przetarłem twarz dłońmi.
Spokojnie! Selena na pewno jest teraz po prostu pakowaniem swoich wszystkich rzeczy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić.
Uznałem tą opcję za całkiem prawdopodobną. Bo przecież ojciec Seleny już od dłuższego czasu był w Stanach, a ona nienawidziła spędzać czasu ze swoją matką. Więc nie ma innego wytłumaczenia, dla którego miałaby tam zostać na dłużej.
Z tą myślą już naprawdę rozpocząłem swój dzień - zjadłem śniadanie, ubrałem się, ogarnąłem, pojechałem na trening.
Ale gdy wróciłem wieczorem, a ona nadal nie odbierała dosłownie przeszukałem każdy zakątek mojego domu. Żadnego śladu po tym żeby tu była. Zacząłem dzwonić - nie odbierała.
Tylko nie panikuj. Tylko nie panikuj! - krążyło wciąż po mojej głowie, gdy chodziłem w kółko po całym domu, szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia na tą sytuację.
I tylko stwierdzenie, że na pewno chciała pożegnać się z Adą przed jej wyjazdem do Madrytu, pozwoliło mi spać spokojnie.
Ale następnego dnia było tak samo.
A więc myślę, że od teraz posty będą takie naprawdę krótkie, żeby nie zdradzać Wam od razu zbyt wiele i żeby mogły pojawiać się częściej. Myślę, że do lutego wyrobię się ze skończeniem tego opowiadania, ale nic nie obiecuję ;)
Wstałem z łóżka jakieś dziesięć minut później, gdy przyszło mi na myśl, że może Selena jednak przyjechała i teraz czeka na mnie na dole. Było to całkiem prawdopodobne, więc od razu, jak tylko ten pomysł przyszedł mi do głowy, wygrzebałem się spod kołdry i pobiegłem na dół.
Ale po sprawdzeniu kuchni, salonu, jadalni, siłowni i tarasu wiedziałem już, że Seleny wcale nie ma w tym domu. Nie znalazłem jej na górze, na dole też nie było po niej ani śladu. Nie zostawiła też żadnej kartki, a na podjeździe nie było jej samochodu.
Zaczynałem się martwić.
Ale spokojnie, przecież nic nie mogło jej się stać. Może po prostu postanowiła zostać w domu na jeden dzień dłużej i przyjedzie dopiero dziś. Nie ma na razie czym się denerwować. Po prostu do niej zadzwoń!
Zgodziłem się z głosem w mojej głowie i wróciłem się do sypialni po telefon. Nie oglądając się na nic wybrałem od razu jej numer i wsłuchiwałem się w sygnały połączenia, siedząc na rogu łóżka.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
"Hey, tu Selena. Jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, to prawdopodobnie jestem bardzo zajęta. Próbuj dalej, oddzwonię jak tylko będę mogła. Pa!" - usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
Wybrałem jej numer po raz drugi. I po raz trzeci. I kolejny. I kolejny. Cały czas słyszałem tylko tę jedną wiadomość, którą Selena nagrywała, siedząc przez dobrą godzinę na kanapie podczas pobytu u mnie. Ale za siedemnastym razem, gdy usłyszałem te słowa, po prostu zakończyłem połączenie i rzuciłem telefonem za siebie, gdzieś na łóżko. Może nawet spadł on na podłogę, ale nie to stanowiło dla mnie powód do zmartwień.
Dlaczego ona nie odbiera?! - chodziło po mojej głowie.
Rzuciłem się plecami na łóżko, westchnąłem głośno kilka razy i znów przetarłem twarz dłońmi.
Spokojnie! Selena na pewno jest teraz po prostu pakowaniem swoich wszystkich rzeczy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić.
Uznałem tą opcję za całkiem prawdopodobną. Bo przecież ojciec Seleny już od dłuższego czasu był w Stanach, a ona nienawidziła spędzać czasu ze swoją matką. Więc nie ma innego wytłumaczenia, dla którego miałaby tam zostać na dłużej.
Z tą myślą już naprawdę rozpocząłem swój dzień - zjadłem śniadanie, ubrałem się, ogarnąłem, pojechałem na trening.
Ale gdy wróciłem wieczorem, a ona nadal nie odbierała dosłownie przeszukałem każdy zakątek mojego domu. Żadnego śladu po tym żeby tu była. Zacząłem dzwonić - nie odbierała.
Tylko nie panikuj. Tylko nie panikuj! - krążyło wciąż po mojej głowie, gdy chodziłem w kółko po całym domu, szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia na tą sytuację.
I tylko stwierdzenie, że na pewno chciała pożegnać się z Adą przed jej wyjazdem do Madrytu, pozwoliło mi spać spokojnie.
Ale następnego dnia było tak samo.
A więc myślę, że od teraz posty będą takie naprawdę krótkie, żeby nie zdradzać Wam od razu zbyt wiele i żeby mogły pojawiać się częściej. Myślę, że do lutego wyrobię się ze skończeniem tego opowiadania, ale nic nie obiecuję ;)
Neyforever :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)