piątek, 9 grudnia 2016

Rozdział 37.

 ~ "Więc po to było to całe twoje gadanie... "

Trzy dni później
Wychodząc razem z Danim z szatni po treningu, odruchowo sięgnąłem do kieszeni po telefon, by sprawdzić godzinę. Mój starszy przyjaciel oczywiście to zauważył.
- Zrób to przy mnie jeszcze choć raz, a osobiście zabiorę ci ten telefon - skomentował moje zachowanie.
Westchnąłem.
- Ale co mam zrobić. Po prostu nie mogę się doczekać aż Sel do mnie zadzwoni i powie, że w końcu wraca - przyznałem, chowając telefon z powrotem do kieszeni spodni.
- Rozumiem, ale sprawdzasz ten telefon już szósty raz w ciągu ostatnich pięciu minut.
Wzruszyłem ramionami.
- Przyzwyczaiłem się, że ona jest cały czas ze mną i teraz jak pojechała na tych kilka dni do domu to dziwnie czuję się tak sam - przyznałem, otwierając drzwi od mojego samochodu. Miałem po drodze podrzucić Daniego do domu.
- Daj jej trochę wytchnienia, bo się jeszcze dziewczyna do ciebie zniechęci - zaśmiał się, wsiadając do środka. 
- Nawet tak nie mów - burknąłem. 
Niby między mną a Seleną wszystko było dobrze, ale ta nasza kłótnia siedziała mi gdzieś w głowie i nie mogłem się jej pozbyć w żaden sposób. 
- No co! Ja tylko mówię co myślę. Bo co jeśli ona pomyśli, że jednak ma cię dość i postanowi jednak zostać w Mountblanc? 
Wiem, że żartował, ale nawet to działało w pewien sposób na moje nerwy. 
- Nawet mi o tym nie mów. Zaczynam wariować jak jej nie ma. Nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdyby mnie teraz zostawiła. 
Odpaliłem silnik i wyjechałem z parkingu podziemnego.
- Spokojnie, stary. Jesteście tak idealną parą, że nie ma takiej opcji, żeby ona nagle zachciała sobie się z tego wycofać. Wróci do ciebie zanim się obejrzysz. 
- Mam taką nadzieję. Ostatnio trochę się pokłóciliśmy i... 
Przerwał mi. 
- Błagam cię! Musieliby ją chyba siłą przetrzymywać, żeby została w swoim domu. Sam przecież wiesz jak bardzo znienawidziła ostatnio to miejsce. 
Stanęliśmy akurat na światłach, więc wykorzystałem okazję i przejechałem dłońmi po twarzy. 
- Masz rację. Nie powinienem się martwić na zapas - przyznałem przyjacielowi rację. 
No już! Nie martw się tak! Przecież ona już niedługo tu przyjedzie! Nie ma innej opcji! - wmawiałem sobie w myślach. 
- I właśnie o to chodzi! Powinieneś się cieszyć ostatnimi chwilami wolności. Nawet się nie obrócisz, a ona już tu będzie i zacznie denerwować nas wszystkich dookoła - zaśmiał się. Gdy ta dwójka się spotykała, zazwyczaj całe spotkanie polegało na typowym dla nich przyjacielskim dogryzaniu sobie. Panowała między nimi taka czysta relacja i cieszyłem się, że mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna mają taki dobry kontakt. 
- To co, skusisz się, żeby do mnie wpaść? - zapytał, uśmiechając się pod nosem. 
- Więc po to było to całe twoje gadanie... - zaśmiałem się, kręcąc głową. 
Ale mimo to i tak skręciłem w uliczkę na której mieszkał Alves i zaparkowałem pod jego domem. 

*******

Następnego dnia, gdy obudziłem się rano, od razu odruchowo przełożyłem rękę na drugą stronę łóżka. Gdzieś w środku miałem taką nadzieję, że może Selena przyjechała w nocy i nie chcąc mnie budzić po prostu położyła się spać. Ale teraz już wiedziałem, że tak nie było. 
Przyjęcie tej wiadomości do swojej świadomości wystarczająco mnie rozbudziło. Usiadłem na łóżku, rozejrzałem się po pokoju, a zaraz potem przetarłem twarz dłońmi.
Wstałem z łóżka jakieś dziesięć minut później, gdy przyszło mi na myśl, że może Selena jednak przyjechała i teraz czeka na mnie na dole. Było to całkiem prawdopodobne, więc od razu, jak tylko ten pomysł przyszedł mi do głowy, wygrzebałem się spod kołdry i pobiegłem na dół.
Ale po sprawdzeniu kuchni, salonu, jadalni, siłowni i tarasu wiedziałem już, że Seleny wcale nie ma w tym domu. Nie znalazłem jej na górze, na dole też nie było po niej ani śladu. Nie zostawiła też żadnej kartki, a na podjeździe nie było jej samochodu.
Zaczynałem się martwić.
Ale spokojnie, przecież nic nie mogło jej się stać. Może po prostu postanowiła zostać w domu na jeden dzień dłużej i przyjedzie dopiero dziś. Nie ma na razie czym się denerwować. Po prostu do niej zadzwoń!
Zgodziłem się z głosem w mojej głowie i wróciłem się do sypialni po telefon. Nie oglądając się na nic wybrałem od razu jej numer i wsłuchiwałem się w sygnały połączenia, siedząc na rogu łóżka.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
"Hey, tu Selena. Jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, to prawdopodobnie jestem bardzo zajęta. Próbuj dalej, oddzwonię jak tylko będę mogła. Pa!" - usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
Wybrałem jej numer po raz drugi. I po raz trzeci. I kolejny. I kolejny. Cały czas słyszałem tylko tę jedną wiadomość, którą Selena nagrywała, siedząc przez dobrą godzinę na kanapie podczas pobytu u mnie. Ale za siedemnastym razem, gdy usłyszałem te słowa, po prostu zakończyłem połączenie i rzuciłem telefonem za siebie, gdzieś na łóżko. Może nawet spadł on na podłogę, ale nie to stanowiło dla mnie powód do zmartwień.
Dlaczego ona nie odbiera?! - chodziło po mojej głowie.
Rzuciłem się plecami na łóżko, westchnąłem głośno kilka razy i znów przetarłem twarz dłońmi.
Spokojnie! Selena na pewno jest teraz po prostu pakowaniem swoich wszystkich rzeczy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić. 
Uznałem tą opcję za całkiem prawdopodobną. Bo przecież ojciec Seleny już od dłuższego czasu był w Stanach, a ona nienawidziła spędzać czasu ze swoją matką. Więc nie ma innego wytłumaczenia, dla którego miałaby tam zostać na dłużej.
Z tą myślą już naprawdę rozpocząłem swój dzień - zjadłem śniadanie, ubrałem się, ogarnąłem, pojechałem na trening.
Ale gdy wróciłem wieczorem, a ona nadal nie odbierała dosłownie przeszukałem każdy zakątek mojego domu. Żadnego śladu po tym żeby tu była. Zacząłem dzwonić - nie odbierała.
Tylko nie panikuj. Tylko nie panikuj! - krążyło wciąż po mojej głowie, gdy chodziłem w kółko po całym domu, szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia na tą sytuację.
I tylko stwierdzenie, że na pewno chciała pożegnać się z Adą przed jej wyjazdem do Madrytu, pozwoliło mi spać spokojnie.
Ale następnego dnia było tak samo.


A więc myślę, że od teraz posty będą takie naprawdę krótkie, żeby nie zdradzać Wam od razu zbyt wiele i żeby mogły pojawiać się częściej. Myślę, że do lutego wyrobię się ze skończeniem tego opowiadania, ale nic nie obiecuję ;)  

Neyforever :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz