piątek, 27 maja 2016

Rozdział 29.

~ Czyli nic nowego...

- Przyjadę po ciebie za dwie godziny - powiedział Neymar, zatrzymując się przed budynkiem Barcy. Jego rzeczowy ton głosu już nawet nie robił na mnie wrażenia.
Wysiadłam z jego samochodu i o kulach podreptałam do środka. Ney oczywiście nie miał najmniejszej ochoty mnie tam odprowadzać, więc po prostu odjechał z parkingu, wracając do domu. Tak Neymar, też cię kocham...
Ale mówiąc szczerze, to nie miałam mu tego za złe. Raczej starałam się go zrozumieć.
Po tym pamiętnym meczu, podczas którego Barca odpadła z Ligi Mistrzów, cała drużyna wpadła w mały kryzys. Kilka przegranych meczy, przez co niestety trochę pogrążyli swoją sytuację w lidze, ale zaraz potem przyszedł czas, żeby to wszystko naprawić i Barca wyszła z kryzysu cała. Gorzej było z Neymarem.
Niestety, kryzys Neymara trwa trochę dłużej. Niby cały czas występował w pierwszym składzie, ale jednak nie grał już tak, jak wcześniej. I to dołowało go najbardziej. Z resztą on też nie był już taki sam. Ciągle chodził przybity, prawie w ogóle się nie odzywał i cały wolny czas spędzał na ciągłym trenowaniu. Joty przeważnie nie było, więc prawdę mówiąc siedziałam całymi dniami w domu Neymara samotna.
Jednak mimo to wszystko postanowiłam zostać z Neymarem i wspierać go z całych sił.

****

- Wróciłem! - dobiegł mnie głos Joty, gdy siedząc na kanapie, oglądałam jakąś telenowelę. Ostatnio, zważając na to, że nie miałam co robić, oglądałam je coraz częściej.
- Jestem w salonie! - odkrzyknęłam, a Brazylijczyk zaraz pojawił się w pomieszczeniu.
- A gdzie nasz pracuś? - zapytał.
- W ogrodzie. Trenuje - powiedziałam znużonym głosem. Kiedy ktoś nie zapytałby o miejsce pobytu Neya, w ciągu ostatnich dwóch tygodni odpowiedź wciąż była taka sama.
- Czyli nic nowego - mruknął Jo, siadając obok mnie. Zabrał mi pilot i włączył Fifę, przerywając przy okazji mój seans. Rozpoczął mecz Barcy z Bayernem Monachium, a ja patrzyłam na ekran, choć nie skupiałam się na przebiegu tych rozgrywek. Tak jak od dawna, moje myśli zajmował Neymar.
- Jo, jak myślisz, powinnam wrócić do domu? - zapytałam nagle. Mój towarzysz słysząc to, o mało  nie upuścił trzymanego w rękach i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dlaczego tak nagle chcesz wyjeżdżać z Barcelony? Pokłóciliście się z Neymarem? - zaczął obsypywać mnie pytaniami.
- Nie, nie pokłóciliśmy się. W sumie to nawet nie mielibyśmy kiedy. Nawet nie rozmawiamy - prychnęłam.
- Więc o to chodzi? - westchnął Jo i opadł na oparcie kanapy. - Szczerze, to mi też zaczęło to przeszkadzać.
- Nie wiem, po prostu czuję się tu niepotrzebna. Ney cały czas trenuje, a ja nie chcę mu przeszkadzać - mruknęłam.
- Słuchaj, młoda - powiedział Jota, przesuwając się do brzegu kanapy. - To, że Junior teraz tyle trenuje nie sprawia, że cię już nie potrzebuje. Kocha cię ciągle tak samo, ale po prostu trochę się zapomina. Zobaczysz, że w końcu zauważy, jak bardzo mu ciebie brakuje, nawet gdy jesteś blisko.
Pokiwałam mu głową, a on na chwilę obiął mnie ramieniem, posłał krótki uśmiech i wrócił do grania w Fifę. Siedziałam z nim jeszcze przez moment, ale nie do końca czułam się dobrze, będąc tam.
- Pójdę do pokoju - powiedziałam, na co Jo podniósł na mnie swój wzrok.
- Pomóc ci? - zapytał.
- Nie, dam radę sama - uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam iść w stronę schodów. Choć "Iść" to może nie jest najwłaściwsze słowo. Stwierdzenie, że praktycznie skakałam na jednej nodze do schodów byłoby chyba najtrafniejsze.
O dziwno schody okazały się najprostsze do przebycia i moment później byłam już w moim pokoju. A raczej naszego pokoju, bo Neymar też tu spał. Od czasu do czasu.
Usiadłam zaraz pod oknem, które wychodziło na ogród. Widziałam stąd Neymara, który jak zwykle trenował. Mogłam go stąd obserwować, a on nie wiedział, że to robię. A zależało mi, by o tym nie wiedział.
Siedziałam tam może od zaledwie piętnastu minut, gdy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, widząc na wyświetlaczu zdjęcie Ady.
- Hey - westchnęłam do słuchawki. Nie dzwoniła raczej w najodpowiedniejszym momencie.
- Co się stało? - zapytała moja przyjaciółka, nawet się ze mną nie witając.
- Nic - odpowiedziałam zdawkowo, przenosząc swój wzrok ponownie na Juniora. - Co tam u ciebie?
Ale Ada nie dała się nabrać.
- Co się dzieje, Selena? - powiedziała stanowczo. Teraz już nie dam rady odwieść jej od tego tematu. - Coś z twoją rehabilitacją? - dodała zdenerwowana, gdy przez chwilę jej nie odpowiedziałam.
- Nie, z tym akurat wszystko idzie tak, jak powinno - powiedziałam szybko. Ale nie dodałam nic więcej.
- Neymar? - zapytała. Czyli jednak dość szybko się domyśliła.
- Neymar - odpowiedziałam z westchnieniem, potwierdzając jej przypuszczenia.
Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, gdy minęła godzina, a nawet dwie odkąd Ada do mnie zadzwoniła. Na dobrą sprawę nie rozmawiałyśmy odkąd zamieszkałam u Neymara, więc miałyśmy o czym gadać przez tyle czasu. Gdy się rozłączyłyśmy, zaczęło się już robić ciemno, a gdy spojrzałam przez okno do ogrodu, Neya już tam nie było. Do pokoju też nie przyszedł, więc zapewne musiał siedzieć na dole razem z Jotą. Nawet nie miałam ochoty tego sprawdzać. Nie wiem, czy chciałam chociażby go widzieć, bo za każdym razem robiłam się wtedy smutna. Więc lepiej, żeby został na dole.
Nie oglądając się na to, czy Junior zamierza tutaj przyjść, przebrałam się i położyłam spać. Chciałabym, żeby mój chłopak był tu teraz obok mnie, ale cóż, to tylko moje głupie marzenia...
Wtedy pierwszy raz fizycznie odczułam, że piłka jest dla Neymara ważniejsza ode mnie. Mentalnie zawsze o tym wiedziałam. ale  bolało, gdy odczułam to na własnej skórze.

****

Następnego dnia wróciłam z rehabilitacji w klubie razem z Jotą. Neymar gdy tylko się obudziliśmy, powiedział mi, że ma dzisiaj wiele spraw do załatwienia i nie będzie mógł mnie tam zawieźć, ani stamtąd odebrać. Kolejny wspaniały i cudowny dzień, w ciągu którego już nawet pewnie się z nim nie zobaczę. Świetnie.
Jo wysadził mnie pod domem i sam pojechał na jakieś spotkanie z przyjaciółmi, podczas gdy ja starałam się dotrzeć do środka, idąc w miarę normalnie. Łatwe to nie było, ale nawet się udało. Gdy byłam już w domu, od razu poszłam na górę. Musiałam zostawić w pokoju swoją torbę. Miałam ochotę położyć się na to wygodne łóżko w moim pokoju, ale niestety, oglądanie telenowel do czegoś zobowiązuje. A za piętnaście minut miał się zacząć nowy odcinek mojej ulubionej.
Dlatego też szybko wrzuciłam torbę do pokoju i zawróciłam, żeby zejść na dół. Byłam w domu sama, więc nikt nie będzie mi kwestionował sensu oglądania moich serialów. W dość dobrym nastroju więc weszłam do salonu, ale zatrzymałam się już na samym wejściu.
Na stoliku stał wazon, a w nim ogromny, kolorowy bukiet róż. Zdziwiona podeszłam bliżej, powąchałam kwiaty, a przy okazji znalazłam liścik.
"Przepraszam" - głosił napis.
I właśnie gdy go czytałam, poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. I doskonale wiedziałam, kto to, choć mój rozum nie chciał przyjąć tego do świadomości. Przez ostatnie wydarzenia, wydawało mi się to niemożliwe.
A jednak, Neymar tutaj był.
- Przepraszam. Kocham cię tak mocno, że sam nie mogę tego pojąć, a ty nie zdołałabyś sobie tego wyobrazić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię kiedyś w moim życiu zabraknąć. Jesteś moją siłą i miłością. I proszę, nie zostawiaj mnie. Tak bardzo cię kocham - wyszeptał, przytulając mnie cholernie mocno, a ja jak typowa dziewczyna w takiej sytuacji, zaczęłam płakać.
Odwróciłam się do Juniora i wtuliłam się w niego, a on obiął mnie ramionami. Przez ostatnie dni wręcz marzyłam o tym, żeby Neymar w końcu przypomniał sobie o tym, że też tutaj jestem. Ale nawet w największych snach nie wyobrażałam sobie, że zrobi to w ten sposób i do tego przeprosi za swoje zachowanie.
- Wiem, że zachowywałem się wobec ciebie jak kompletny idiota, ale w pewnym sensie potrzebowałem tego, co robiłem. Musiałem zatracić się w treningach, żeby zobaczyć, jak wiele mógłbym przez to stracić. Im więcej trenowałem, tym gorzej grałem, a do tego ty mogłaś przez to odejść. A tego już bym nie przeżył.
Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Neya, czułam się szczęśliwsza. Zaczęło docierać do mnie, że on naprawdę tu jest, że naprawdę zrozumiał, co robił i że chce wszystko naprawić. Wydawało mi się to tylko pięknym snem, ale jeśli tak, to nie chcę się z niego budzić.
- Wiesz, Junior - powiedziałam, spoglądając w jego oczy - cieszę się, że wróciłeś - dodałam, a Neymar się zaśmiał. Obojgu nam było lżej, gdy ponownie się do siebie zbliżyliśmy. To było to, czego było nam potrzeba.
- Wróciłem i już nigdzie się nie wybieram.
W tamtym momencie się pocałowaliśmy i był to chyba pierwszy raz od kilku dni.
Nasza sytuacja jest chyba najlepszym przykładem na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Czasem wcześniej, czasem później, ale w kiedyś w końcu się pojawia. Jedyne czego nie można robić to się poddawać. Żeby oglądać piękne widoki ze szczytu, trzeba się najpierw na niego wspiąć. A to jak wysoko zajdziesz zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

--------------------------------------------------------------------
Taki dość krótki z morałem na koniec ;)
Ale mam dzisiaj dla Was ważną wiadomość:

Tak jak już wcześniej mówiłam, poprawiam oceny. Syzyfowa praca, ale jednak jakoś trzeba dotrwać do końca roku. A że mam już tylko kilka dni nauki, mam trochę ciężej. W dodatku niedługo wyjeżdżam, a te dwa czynniki składają się na to, że

kolejny rozdział będzie mógł się pojawić dopiero po dniu 16 czerwca

Wiem, że to strasznie długo, ale teraz muszę się uczyć, a na wyjeździe zamierzam trochę od wszystkiego odpocząć, więc chyba mnie rozumiecie. Przez ostatnich 10 miesięcy sporo się działo i jakoś trzeba to odreagować.

Mam nadzieję, że wrócę do Was z wieloma nowymi pomysłami, a tymczasem muszę się już żegnać :*

Do przeczytania,
Neyforever :*


poniedziałek, 23 maja 2016

Więc, nadszedł ten czas...

Nie, spokojnie jeszcze nie odchodzę. Jeszczę trochę tu Was pomęczę.
Piszę tu w całkowicie innej sprawie. A mianowicie:
Nadchodzi koniec roku! Tak, jej, radość powszechna... Ale! Rozpoczął się teraz okres "poprawiania oceń i swojej rocznej średniej". No właśnie. Zauważyliście, że rozdziału nie ma już od dłuższego czasu? To właśnie efekt mojego poprawiania ocen. W najbliższym czasie wyjeżdżam i na dobrą sprawę chodzenia do szkoły zostało mi już tylko kilka dni przed wystawieniem ocen. A zależy mi na jak najlepszych wynikach, więc ostatnio nauce poświęcam bardzo dużo czasu. Nie mam zbytnio czasu na pisanie, a do tego trzeba dodać jeszcze fakt, że w pomyśle na to opowiadanie była taka... Czarna dziura. No i niestety moment tej czarnej dziury nadszedł właśnie teraz i muszę poszukać jakichś pomysłów na tych kilka kolejnych rozdziałów, co ostatnio nie przychodzi mi łatwo. Mam ostatnio pełno nowych pomysłów, ale żadnego do tego opowiadania...
Więc! Jeśli rozdział nie pojawi się w najbliższym czasie, to nie oznacza to, że zapomniałam o pisaniu. Po prostu nie mam jak napisać rozdziału.
Więc to byłoby chyba na tyle. Tak by the way to właśnie dzisiaj mija rok od zakończenia mojego opowiadania na fotoblogu. Pierwszego opowiadania jakie udało mi się skończyć. Aż dziwne że minęło już tyle czasu. A już za niedługo minie rok od założenia tego bloga ;)

No to... Powodzenia jutro w szkole ;) I miło spędzonego dłuższego weekendu :*

Neyforever :*

wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 28.

~ "Nie udało nam się. I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc." 

Razem z Jotą staliśmy w korytarzu przed Neymarem. Wyglądało to tak, jakby dzieci stały przed jednym z rodziców, wysłuchując kazania. I w naszym przypadku w pewnym sensie było podobnie.
Ney właśnie wychodził na trening, a my mieliśmy zostać sami w domu. I oczywiście nie mogło się obyć bez kazania od mojego, jakże nadwrażliwego na moim punkcie, chłopaka. 
- I pamiętaj Jota - powiedział na zakończenie - jeśli coś jej się stanie to tego pożałujesz - zagroził. 
- Dobrze, dobrze, panie nadopiekuńczy. Jedź już na ten trening, bo cię ze składu wyrzucą - odpowiedział mu na to Jo. 
- Miło jest słyszeć, że tak bardzo się martwisz o moje miejsce w składzie, bracie - Ney naśmiewał się z niego, a potem zwrócił się do mnie. - Będę tęsknił.
- Nie przesadzaj, to tylko kilka godzin - pocieszyłam go.
- I tak będę tęsknił - pocałował mnie i skierował się do wyjścia. - Uważaj na siebie - dodał jeszcze i już go nie było. 
Razem z Jo odczekaliśmy chwilę, żeby zdążył odejść odpowiednio daleko i zaczęliśmy się na siebie drzeć. 
- Jota, debilu, oddawaj mi mój telefon! - zaczęłam krzyczeć, ponieważ zabrał mi go jakieś dwadzieścia minut temu, gdy siedzieliśmy w salonie i do tej pory mi go nie oddał. 
- Jeśli go chcesz, to mi go zabierz - powiedział, oddalając się ode mnie na jakieś dwadzieścia kroków. Idiota wiedział, że zanim ja tam dotrę, on będzie mógł znaleźć się dużo dalej. - Neymara tu nie ma, żeby nosił cię na rękach - powiedział i pokazując mi język poszedł do salonu. No idiota. 
Ale jednak z tym noszeniem na rękach to miał rację. Neymar od momentu, gdy u niego zamieszkałam na czas "rehabilitowania się" starał się nie odstępować mnie nawet na krok. Zostawiał mnie samą tylko, gdy musiał iść na trening. Znaczy, może nie dosłownie samą, bo z Jotą, ale on raczej przeszkadzał niż pomagał. A gdy Ney był ze mną w domu, to dosłownie nosił mnie na rękach. Ja upierałam się, że przecież nie jestem ułomna i mogę chodzić, ale on i tak upierał się przy swoim. Jota podchodził do tego bardziej dla mnie przychylnie, bo nie pomagał mi we wszystkim na siłę. Czasami stawało się to uciążliwe, bo gdy go o coś prosiłam, mówił "chciałaś sobie radzić sama, to sobie radź". Ale mimo to za jakieś dwie minuty i tak przychodził i pomagał mi, więc nie było najgorzej. 
Ale w tej sytuacji odzywała się ta wredna strona jego osobowości. 
- I co, nie zamierzasz odebrać swojego telefonu? - krzyknął z salonu. 
- Poczekaj aż tylko Neymar wróci - pogodziłam mu.
- Dzisiaj po meczu to akurat będziesz o tym pamiętać. 
- Eh... Jota, jak oddasz mi telefon to coś ci ugotuję! - zawołałam, a chwilę później widziałam już przed sobą Brazylijczyka z moim telefonem w ręce. 
Może i byłam tu dopiero od tygodnia, ale zdążyłam już się zadomowić i nauczyć się instrukcji obsługi tych dwóch idiotów z którymi mieszkałam.

******

Znajdowaliśmy się na stadionie Barcelony. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drugi mecz w dwumeczu z Atletico Madryt. Razem z Jotą siedziałam w loży honorowej i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie meczu.
Długo musiałam Neymara przekonywać, żeby pozwolił mi się tam znaleźć. Przez trzy dni konsekwentnie odmawiał mi pozwolenia, wymawiając się moją kontuzją kolana, ale w końcu się ugiął. I tak oto się tutaj znalazłam.
Mecz zaczął z kilkuminutowym opóźnieniem, ale kibicom nie robiło to większej różnicy. Przecież za chwilę mieli zobaczyć grę swoich idoli.
Początek był nawet satysfakcjonujący dla sympatyków Barcy. Piłkarze tworzyli wiele okazji, ale jednak mimo to żadnej z nich nie wykorzystali. I na nieszczęście, po trzydziestej minucie meczu, w grze Blaugrany wszystko zaczęło się sypać. Strata pierwszego gola trochę ich podłamała, ale także zmotywowała do podniesienia poziomu swojej gry. Jednak wszyscy kibice Barcy, na czele ze mną i Jotą, zaczęli się denerwować zaistniałą sytuacją. Strata kolejnego gola oznaczałaby odpadnięcie z Ligi Mistrzów, co byłoby koszmarem.
Z każdą minutą denerwowałam się jeszcze bardziej. Barça tworzyła sytuacje, owszem, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w około pięćdziesiątej minucie spotkania wynik wyrównał Leo Messi. To trochę uspokoiło moje nerwy, ale jednak nie w stu procentach. W końcu zdawałam sobie sprawę z tego, że Atletico nie było byle jakim przeciwnikiem. Wszystko przecież w tym meczu mogło się zdarzyć.
Podczas tego meczu nie skupiałam się wyłącznie na Neymarze. Mój wzrok wędrował wszędzie tam, gdzie znajdowała się piłka. Za każdym razem gdy któraś z drużyn doprowadzała piłkę pod pole karne moje serce zaczynało bić szybciej. Modliłam się w duchu, żeby któryś z Barcelonistów w końcu uspokoił nerwy moje i wszystkich kibiców. 
Każdą minutę tego meczu spędziłam  w nieustannym strachu o przyszłość Barcy w Lidze Mistrzów. 
Zostało dwadzieścia minut do końca meczu, gdy Barça straciła kolejnego gola. Wtedy to dopiero zaczęłam się denerwować. Zaczęłam obgryzać paznokcie w strachu o wynik tego meczu. Ostatnio ogromnie zależało mi na Barçie, ta drużyna stała się mi bliska, więc to było normalne, że zależało mi na jej zwycięstwach. 
Ale po wypadnięciu w kryzys po utracie pierwszego gola, Blaugrana nie potrafiła się podnieść. Gdy rozpoczął się doliczony czas gry ja nadal miałam nadzieję, nadal wierzyłam, że chłopakom uda się odrobić straty.
Ale gdy usłyszałam ostatni gwizdek sędziego, łzy mimowolnie zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie szlochałam, nie łkałam. Po prostu wstałam zamknęłam oczy, a spod powiek uwalniały się po prostu potoki łez. Odpadnięcie z LM było najgorszym ciosem, jaki fani Barcy mogli w tym momencie otrzymać. 
Nie wierzyłam, że to się stało. Dopiero gdy zobaczyłam smutne twarze piłkarzy Dumy Katalonii zaczęło do mnie docierać, że to naprawdę się wydarzyło. Że więcej w tym sezonie nie obejrzę meczu Ligi Mistrzów z udziałem Neymara czy Leo. 
Zaraz po tym, jak zobaczyłam, że mój chłopak zniknął w tunelu prowadzącym do szatni, wzięłam do rąk kule i zaczęłam opuszczać trybuny. W tamtej chwili miałam tylko jeden cel - znaleźć się przy Neymarze. Ja byłam smutna, bo Barcelona przegrała. A on z pewnością obwinia teraz siebie za to, że nie mógł zrobić nic, żeby pomóc swojej drużynie w drodze do wygranej. Po prostu wiedziałam, że w tym momencie muszę być przy nim. 
Jotą pobiegł zaraz za mną. Pomógł mi, żebym mogła poruszać się jak najszybciej. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. To w tej chwili było chyba zbyt trudne, by o tym rozmawiać. 
O dziwo, mimo mojej ograniczonej sprawności ruchowej dotarła pod szatnie chłopaków dość szybko. Po drodze nikt nie ośmielił się mnie zatrzymać. Wiem, że determinację miałam wypisaną na twarzy. Inaczej ludzie nie patrzyliby na mnie z takim współczuciem.
Neymara wypatrzyłam z daleka. Przechadzał się przed drzwiami szatni w tą stronę i z powrotem. Gdy tylko mnie zauważył, zaprzestał swoich bezcelowych spacerów i podbiegł do nas. A raczej do mnie. W jego oczach zbierały się łzy. Chyba pierwszy raz widziałam go w takim stanie. 
- Nie udało nam się - szepnął, otulając mnie ramionami i chowając twarz w moich włosach. - I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc. 
Wiedziałam, że tak będzie i w głowie miałam już przygotowane to, co chciałam powiedzieć, ale w tamtej chwili wszystko zniknęło i potrafiłam myśleć tylko o tym, że Neymar jest smutny. Nie potrafiłam złożyć żadnego sensownego zdania, którym mogłabym go wesprzeć. Potrafiłam jedynie go przytulić i pomagać mu samą obecnością. Przez kolejnych kilka minut nie potrafiłam zrobić niczego innego. 
Tuliłam go do siebie nie zważając na nic. Nawet na to, że przebiegał ostatnie 90 minut i teraz jest mokry od potu. Nic mi nie przeszkadzało. 
Dopiero po upłynięciu jakiegoś czasu zdałam się na odwagę, żeby wyszeptać mu na ucho:
- Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś, żeby pomóc wygrać. To nie jest twoja wina. Ani żadnego z was. 
Nie odpowiedział. 

******
Właśnie dojeżdżaliśmy do domu. Ney nie odezwał się przez całą drogę. Ja i Jota też nie byliśmy zbytnio rozmowni. To dla nas wszystkich nie był szczęśliwy wieczór, a szczególnie dla Neymara. 
Gdy tylko Jota zaparkował pod domem, Junior od razu wysiadł z samochodu i popędził szybkim krokiem do domu. I żadne z nas nie miało zamiaru go gonić.
Jo wziął torbę swojego brata, której on zapomniał i oboje ruszyliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka, nawet nie rozglądałam się za Juniorem. Dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę.
Myślałam nad tym, czy powinnam do niego iść. Przyszło mi na myśl, że może potrzebuje teraz samotności. Ale zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, usłyszałam głos Joty.
- Na co czekasz, młoda? - spytał. - Przecież wiesz, że on cię teraz potrzebuje.
I miał stuprocentową rację. Sama też wiedziałam, że prędzej czy później podjęłabym taką decyzję. Zaczęłam podążać powoli w stronę schodów. Wiedziałam, że wdrapanie się na górę w moim przypadku może zająć dość sporo czasu. Jo przypominając sobie o mojej kontuzji głośno westchnął, a chwilę później byłam przez niego niesiona po schodach. Myślałam, że zaniesie mnie tylko na górę, ale on odstawił mnie przed samymi drzwiami sypialni Neymara. Uśmiechnął się do mnie, żeby dodać mi otuchy i odszedł.
A ja zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za klamkę. Zaraz potem znalazłam się w pokoju. Od razu rzuciła mi się w oczy sylwetka Neymara. Leżał rozłożony na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Wiedziałam, że wie o mojej obecności tutaj. Jednak nie odezwał się ani słowem, co dodało mi odwagi. Po cichu podeszłam do łóżka i się na nim położyłam. Głowę ułożyłam na wyciągniętym ramieniu Neymara i dopiero wtedy zareagował, na moje pojawienie się.
- Chciałbym zostać sam - powiedział, a mimo to jednak przewrócił się w moją stronę i mnie przytulił. To co mówił, nie pokrywało się z tym, co robił.
- A ja cię kocham - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk - i nie pozwolę, żebyś przechodził przez ten smutek sam.



Takie... o niczym, rzekłabym :/

Zapraszam do grupy :D

Facebook: "Ulotne Momenty"




wtorek, 3 maja 2016

Grupa

Stworzyłam grupę! 

Jej nazwa na facebooku to "Ulotne Momenty". Jeśli ktoś z Was chciałby być na bieżąco z informacjami o rozdziałach i blogu to zapraszam :D 

Grupa znajduje się pod tym adresem:

Grupa "Ulotne Momenty"

Dodawajcie się, a ja będę akceptować, gdy tylko będę miała wolny czas, ponieważ jest to grupa zamknięta. 

No to do przeczytania w kolejnym rozdziale ;) 

niedziela, 1 maja 2016

Informacje o rozdziałach.

Przeczytaj!


Jako że pod każdym ostatnim rozdziałem musiało znaleźć się przynajmniej kilka komentarzy typu "kiedy next" albo "kiedy dodasz kolejny" postanowiłam że znajdę sposób, aby móc was o tym jakoś informować.  

Zrezygnuję z przekazywania Wam tego na blogu, bo wiele osób czyta na telefonie, a tam się to nie wyświetla. I mam dla Was dwie propozycje: 

1. Strona facebooku, gdzie będą pojawiały się wszystkie informacje na temat bloga i kolejnych rozdziałów, 

Albo:

2. Grupa na facebooku, gdzie ja będę was informować o rozdziałach, a Wy będziecie mogły pytać mnie o wszystko związane z blogiem. 

Osobiście jestem chyba za tą drugą opcją, choć prowadząc stronę mogłabym w pewien sposób zachować anonimowość. Ale to Wasz wybór, więc proszę, żeby KAŻDY, kto to przeczyta wypowiedział się na ten temat w komentarzu, bo to wszystko jest tylko po to, aby Wam było wygodniej czytać mojego bloga.

Tak więc pozostawiam Was z tą decyzją i idę pisać rozdział ;) 

Pozdrawiam,
Neyforever :*

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 27.

~ Powinien pan zadzwonić do rodziców dziewczyny...

- Jest i nasza bohaterka meczu. I jak każda największa gwiazda - spóźniona - powiedział żartobliwie Leo.
- Ach, czyli to dlatego ty zawsze jesteś punktualny? zapytałam go na co reszta zaczęła się śmiać. Oczywiście osobiście bardzo ceniłam Messiego jako osobę i jako piłkarza, i uważałam go za najlepszego, ale nie przeszkadzało to w tym, żeby móc się z niego trochę pośmiać.
- Tak, właśnie dlatego - odpowiedział Leo, sam się śmiejąc.
Uśmiechnęłam się do niego i kątem oka spojrzałam na Neymara. Stał za wszystkimi i patrzył na mnie uważnie. Żadne z nas chyba nie do końca wiedziało, jak ma się zachować. Mogliśmy albo zachowywać się normalnie, jak para, a przy tym wydać wszystkim nasz sekret, albo udawać, że w ogóle się nie znamy po to, żeby nikt niczego nie podejrzewał. Prawie niezauważalnym gestem dałam Neyowi do zrozumienia, że jednak decyduję się na tę drugą opcję. Zrozumiał, o co miałam na myśli i lekko skinął głową. Po jego minie widziałam, że przykro mu jest, że nie chcę powiedzieć przyjaciółkom o naszym związku, ale bardzo dobrze to maskował. Nawet Messi i Suarez się nie zorientowali, że coś jest nie tak.
Mi samej było naprawdę przykro, że muszę przed dziewczynami ukrywać nasz związek, ale nie przewidywałam innego wyjścia. Tak się złożyło, że były tu ze mną największe plotkary w szkole. Dobrze by się to nie skończyło.
Podniosłam wzrok i ze zdumieniem zauważyłam, że wszyscy na mnie patrzą. Czy ja naprawdę byłam tu taką atrakcją?
- Wszystko okey? - odezwał się Suarez. Przez moment zapomniałam, że stoję o kulach.
- Tak. Nic mi się nie stało. - odpowiedziałam. Byłam zmęczona staniem, więc przeszłam kawałek i usiadłam na murawie. Każdy zrobił to samo i chwilę później wszyscy siedzieliśmy w kręgu tak, jak oni robili to wcześniej. I znów zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście dziewczyny musiały wypytać się, co mi się stało, a ja cierpliwie musiałam im odpowiedzieć, choć sama nie wiedziałam o tym zbyt wiele. A gdy ten temat został już przewałkowany wzdłuż i wszerz, dziewczyny zaczęły kolejny, który był o wiele gorszy.
- No to,... jak się poznaliście? - zapytała Amber bez ogródek, patrząc to na mnie, to na Neymara. Messi i Suarez wcale nie wydawali się zdziwieni faktem, że Neymar kogoś ma, ale byli zszokowani, że to jestem ja. Patrzyli na mnie z niedowierzaniem, a dziewczyny tak, jak i Amber patrzyły na naszą dwójkę, czekając na wyjaśnienia. Neymar wydawał się zaskoczony odwagą mojej przyjaciółki, a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Mimo wszystko jednak zebrałam się szybciej niż mój chłopak.
- Amber - zaczęłam spokojnie - czy mogłabyś już skończyć ten temat? To naprawdę robi się nudne, a ja nie chcę wyciągać tego na światło dzienne, okey?
- Ale przecież jeśli powiesz nam o tym, to nikt inny się o tym nie dowie - odezwała się Niki.
- Nikt oprócz całej szkoły - westchnęłam i przeczesałam ręką włosy.
- Ale to z Neymarem byłaś na tym balu?
- Tak, przecież już o tym mówiłam. I dlaczego pytacie się jakby go tutaj nie było? - zamknęłam oczy i westchnęłam po raz kolejny.
- Okey, to może inaczej - usłyszałam głos Lary. - Yyyy Neymar, skoro Sel nie chce o tym mówić, to może ty coś powiesz?
- Przykro mi, ale ja szanuję decyzję Seleny. Jeśli nie chce nikomu o tym mówić, to ja też nikomu o tym nie powiem - otworzyłam oczy na jego słowa i zobaczyłam, że swój wzrok ma utkwiony we mnie.
- Stary, ale że nawet nam nie powiedziałeś?! - odezwał się Suarez.
- Luis - warknął na niego Neymar.
- Dobra, ja mam już tego dosyć! - odezwałam się nagle. Chciałam wstać, ale Neymar zrozumiał, co zamierzam zrobić.
- Poczekaj - powiedział i podniósł się z murawy. Podszedł i usiadł obok mnie, przytulił i pocałował we włosy. Wokół rozniosło się głośne "oooj", a dziewczyny wpatrywały się w nas radosnym wzrokiem.
- Mam dość - szepnęłam do Neya, wtulając się w niego bardziej.
- Ćsiiiii - uściskał mnie mocniej. Myślałam, że się rozpłaczę. Nie mam pojęcia dlaczego stałam się tak słaba, ale myślę, że po prostu bałam się tego, że już zawsze tak będzie. Że albo każdy będzie nas wypytywał, albo że już na zawsze zostanę tylko znienawidzoną dziewczyną Neymara.
Ale nie rozpłakałam się. Nie przy dziewczynach, nie przy przyjaciołach mojego chłopaka. Tego byłoby zbyt wiele.
Otrząsnęłam się z tego dziwnego stanu, w którym się znalazłam i wróciliśmy wszyscy do normalnej rozmowy. Śmialiśmy się, dobrze bawiliśmy aż w końcu przyszedł nasz trener i pan Enrique i powiedzieli, że musimy się już zbierać. Zrobiło się już bardzo późno, a my nawet tego nie zauważyliśmy. I niestety, musieliśmy przyznać naszym trenerom rację: chłopacy mieli rano trening, a my jutro po południu wracamy do Mount Blanc. Trzeba było się rozstać.
Około północy razem z dziewczynami wsiadłam do autokaru, uprzednio żegnając się z Luisem, Leo i Neymarem. Przykro było nam się żegnać, ale inaczej nie mogliśmy.
Gdy nasz autokar ruszył sprzed Camp Nou, dziewczyny od razu zbiegły się wokół i zaczęły mi gratulować. Byłam szczęśliwa, myślałam, że przyjmą to tak, jak wszyscy w szkole. A jednak one były z tego powodu szczęśliwe.
W hotelu prawie wszystkie znalazłyśmy się w jednym pokoju. Naszym pokoju: moim, Amber i Niki. Dziewczyny trajkotały ciągle tylko o jednym. W końcu miałam już tego dość, ale nie powiedziałam im tego. Nie chciałam psuć im radości. Ale byłam już tak zmęczona, że zasnęłam, zanim one zdążyły wrócić do swoich pokoi.

****

Rano wszystkie musiałyśmy wstać wcześnie. Dziewczyny do południa miały zwiedzać miasto z naszymi opiekunami, a ja z trenerem miałam pojechać do budynku Barcy, gdzie miałam mieć robione badania pod kątem kolana. A potem wracamy do domciu.
O godzinie dziewiątej wszyscy spotkaliśmy się w holu. Dziewczyny chwilę później opuściły hotel, a ja nadal musiałam czekać na przyjście mojego trenera. Nie on się spóźniał, to ja byłam sporo wcześniej, ale po prostu tak się denerwowałam, że w nocy nie mogłam spać i wstałam wcześniej.
Trener pojawił się w holu pół godziny później. O dziesiątej byliśmy umówieni w klubie, więc musieliśmy się już zbierać. Zamieniliśmy ze sobą zaledwie parę słów i wyruszyliśmy w drogę. Niestety musieliśmy dotrzeć do klubu na piechotę, co nie bardzo mi się uśmiechało z racji tego, że nadal musiałam chodzić o kulach, ale nie miałam innego wyjścia. A przecież wcale nie mieliśmy tak daleko, więc nie miałam na co narzekać. Nie rozmawialiśmy dużo, bo nie było w sumie o czym. Trener zapytał mnie o moje zdrowie, wspomniał coś o tym, że zastanowi się poważnie nad moją oceną i na tym się skończyło.
W sumie dwadzieścia minut zajęło nam dotarcie do budynku Barcy. Gdy weszliśmy do środka, od razu zaprowadzono nas do gabinetu lekarza, który już na nas czekał. Trener chwilę z nim porozmawiał, potem około godziny różnych badań i byłam "wolna". Ale tylko względnie, bo nadal musiałam siedzieć w gabinecie, czekając na wyniki. Eh, jak to długo trwa!
Lekarz na chwilę wyszedł, mój trener czekał na korytarzu, więc w gabinecie zostałam sama. Ale nie na długo, bo po kilku minutach drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich... Neymara!
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam zdziwiona.
- To tak się wita od dzisiaj swojego chłopaka? - zaśmiał się, podszedł do mnie i przytulił.
- Oczywiście, że nie. Tęskniłam za tobą. Ale co tu robisz?
- Przyjechałem odwiedzić moją dziewczynę. A co już nie mogę?
- Nie - zaśmiałam się. - po prostu nie spodziewałam się ciebie tutaj - przyznałam.
- W takim razie: Niespodzianka! - zawołał, na co ja wybuchłam śmiechem.
Nawet z Neymarem nie zauważyliśmy, gdy do gabinetu wrócił lekarz z trenerem.
- A więc - zaczął lekarz - będziesz musiała zostać na trochę w Barcelonie - zwrócił się do mnie.
- To coś poważnego? - od razu zaczął dopytywać
- Na szczęście to tylko lekkie naderwanie ścięgna. Niby nic wielkiego, ale jednak w tym stanie leczenie powinno zająć około czterech tygodni.
Słysząc to, głośno westchnęłam. Cztery tygodnie! Ja ledwo mogę stanąć na nogę i ma tak być przez prawie miesiąc?! Ratunku!
- Powinien pan zadzwonić do rodziców dziewczyny. Muszą zdecydować, gdzie Selena będzie leczona - lekarz zwrócił się do trenera, który już wyjmował telefon, gdy odezwał się Neymar:
- Niech pan nigdzie nie dzwoni. Nie ma nawet takiej opcji, żeby Sel leczyła to gdziekolwiek indziej niż tutaj.
- Ale do tego wymagana jest zgoda jej rodziców - zaprzeczył lekarz.
- Mój tata jest aktualnie w Ameryce, więc trudno będzie się z nim skontaktować - stanęłam po stronie Neymara.
- A mama?
- Jej będzie zdecydowanie obojętne, gdzie będę, więc nawet nie warto do niej dzwonić.
- A chyba lepiej, żeby na co dzień zajmował się nią ktoś, kto miał już z czymś takim do czynienia, prawda? - odezwał się Neymar, obejmując mnie ramieniem.
Pozostała dwójka spojrzała po sobie, aż w końcu decyzję podjął doktor:
- Dobrze, niech wam będzie - powiedział, a my zaczęliśmy się cieszyć. - Tylko macie załatwić mi pisemną zgodę jednego z rodziców.
- Jasne, zrobi się!
Lekarz jeszcze usztywnił mi kolano, przez założenie stabilizatora i teraz już naprawdę byłam wolna.
- No to Neymar, możesz zabierać swoją przyszłą panią da Silva - zażartował. Był niewiele starszy od Neya, więc pewnie mieli całkiem dobry kontakt.
Podziękowaliśmy, pożegnaliśmy się i opuściliśmy gabinet. Może ja nie miałam tak łatwo, ale się udało.
- To co teraz, moja pani da Silva? - zapytał Junior, zatrzymując się i łapiąc mnie za biodra. Na jego twarzy, tak jak i na mojej czaił się radosny uśmiech.
- Skoro już jesteśmy państwem da Silva to chyba czas na miesiąc miodowy, panie da Silva.




Każdy pyta kiedy rozdział... I tak pomyślałam, że może znajdę jakiś sposób, żeby was o tym informować na bieżąco... Co wy na to? Jak macie jakieś pomysły, to koniecznie piszcie w komentarzach :D

No to udanej majówki ;)
Neyforever :*

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 26.

~ (...) mała zmiana planów.

*Selena*
Byłam na rozgrzewce, ale jakoś niezbyt się do niej przykładałam. Byłam wręcz przekonana, że na tym zakończy się mój wysiłek fizyczny na dzisiejszy wieczór. Była 40 minuta meczu, dziewczyny nadal nie strzeliły żadnej bramki, ani żadnej też nie straciły. Nie widziałam powodu, aby trener musiał wprowadzać zmiany, a tym bardziej, żebym tą zmianą była ja. A jednak czekało mnie niewyobrażalne zdziwienie, ponieważ chwilę później trener kazał mi i Amber przygotować się do wejścia na boisko. kiedy nam o tym powiedział, spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Miałam nie grać - powiedziałam stanowczo.
- Oh, ale jednak nastała mała zmiana planów - powiedział z radosnym uśmieszkiem.
Miałam szczerą ochotę teraz zacząć się z nim kłócić, ale jednak bardzo powstrzymywała mnie świadomość, że jest nauczycielem i to, że mecz trwa. Nie było czasu na żadne kłótnie.
Mimo wszystko ja przygotowując się do zmiany nadal uważałam, że nie jestem odpowiednio przygotowana, żeby móc grać. Gdy rozejrzałam się po trybunach byłam wręcz przerażona ilością ludzi, którzy oglądają ten mecz. Stadion nie był wypełniony w całości, ani nawet w 3/4, ale i tak znajdowało się dużo więcej osób niż się spodziewałam, że będzie. Zaczęłam się denerwować, ale do głowy przyszła mi myśl, że jeśli Neymar kiedyś się o tym dowie, będzie ze mnie dumny. Dlatego od tamtego momentu w moich myślach znajdowała się tylko jedna myśl: zagrać jak najlepiej.
Podeszłam razem z przyjaciółką do linii bocznej, czekając aż nadejdzie zmiana. I w końcu usłyszałam.
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Dla jasności: tak, mój numerek to jedenaście. To był jeden z warunków, który postawiłam trenerowi przed przyjazdem tutaj. Cóż, warunkiem było także, że miałam nie grać, a jednak.
Dziewczyny, które miałyśmy zmienić zbliżały się do nas coraz szybciej, a uczucie radości coraz bardziej rozprzestrzeniało się po moim ciele. W końcu mogłam poczuć to, co czuje Neymar, gdy wchodzi na boisko.
Lily z uśmiechem przybiła mi piątkę, życzyła powodzenia, a ja wbiegłam na boisko. Przedstawienie czas zacząć.
Oczywiście nasze pojawienie się na boisku zostało okraszone brawami. Nie mam pojęcia z jakiego powodu, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Trzeba było grać.
Ale nagle stanęłam jak wryta, odwróciłam się i rozłożyłam ręce patrząc w stronę trenera. Moja mina wyrażała jedno: "gdzie ja mam grać?!"
Amber była prawoskrzydłową i weszła za osobę na tej samej pozycji, więc nie miała problemu. Ja za to grałam zazwyczaj w środku pomocy, a weszłam za lewą obrończynię. Co tu jest grane?
Trener pokazał mi gestami, że mam zagrać jako obrońca. Pomyślałam, że to kompletnie poroniony pomysł, bo nie uczyłam się grać akurat tam, ale nie miałam czasu, żeby się z nim teraz o to wykłócać. Trzeba było grać.
I nie sądzę, żeby ważne było to co działo się przez następnych piętnaście minut. Bo to wcale nie było ważne. Najważniejsze było to, że w tym czasie nie udało nam się strzelić żadnej bramki, a na ogromnej tablicy nadal widniał wynik 0:0. Trzeba było coś z tym zrobić. Koniecznie! Dogrywka nie wchodziła w grę. Teraz albo nigdy.
Ostatnie dwie minuty podstawowego czasu. Było jasne, że nie zostanie doliczona nawet minuta, nawet ja to wiedziałam. Olivia, nasza bramkarka właśnie załapała piłkę zmierzającą do bramki i sekundę później podała ją do mnie. A ja w tamtym momencie miałam ogromną ochotę na grę. Podałam piłkę do jednej z pomocniczek, ale zaraz wróciła do mnie. Biegłam przed siebie, próbując jak najlepiej omijać przeciwniczki. I nawet nie wiem kiedy, znalazłam się w polu karnym. Szesnasty, piętnasty, czternasty metr. Byłam praktycznie sama przeciwko dwóm obrończyniom i bramkarce. Czułam, że nie dam rady strzelić, że któraś z nich to wybroni. W mojej głowie zrodził się pomysł, żeby cofnąć piłkę do Amber, która była za mną albo do Niki, która znajdowała się po mojej lewej, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo kopnięta upadłam na murawę. Stało się to znienacka, ale ja od razu pomyślałam o jednym. Leżąc na murawie od razu spojrzałam na sędzię. Te dwie sekundy dłużyły się wręcz w nieskończoność. Ale w końcu stało się to, czego tak pragnęłam. Sędzia użył gwizdka. Karny!
Dzięki ci, Boże! Zaczęłabym skakać ze szczęścia, gdyby nie to, że właśnie w tym momencie poczułam lekki ból. Uczucie, gdy dostanie się z całej siły od tyłu w kolano nie jest przyjemne, a tym bardziej jeśli osoba, która to zrobiła ma na sobie korki. W euforii położyłam się na chwilę na murawie, spojrzałam z nadzieją w niebo, a zaraz potem spróbowałam wstać. Z pomocą Niki przeszłam tych kilka metrów, żeby nie znajdować się w polu karnym i znowu usiadłam boisku. Nie dałabym rady stać. Nie miałam siły.
Dziewczyny spojrzały na mnie, oczekując, że to ja będę strzelać, ale ja jedynie pokazałam im na moją nogę, a one zrozumiały aluzję. Choć pewnie nawet gdybym mogła grać, to i tak nie podjęłabym się tego. Zbyt duża odpowiedzialność.
W końcu wykonać karnego zdecydowała się nasza kapitan, środkowa napastniczka. Już nie raz widziałam, jak strzela, więc miałam ogromną nadzieję. Wzięła rozbieg, uderzyła piłkę, a ta.... uderzyła w poprzeczkę! Nieee! Ale nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy piłka jednak znalazła się w siatce. A wszystko za sprawą Olivii, która odbiła piłkę głową prosto w stronę bramki.
Wygrałyśmy!

*Neymar*

- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Swój wzrok od razu skierowałem za linię boczną. Nawet nie wiem dlaczego To był taki odruch, gdy usłyszałem swój numer. Ale w życiu nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem.
Przy linii bocznej, gotowa do wejścia na boisko, stała Selena. Nie mogłem w to uwierzyć. Przetarłem oczy ze zdziwienia, ale ona nadal tam była. Przecież to było niemożliwe. Selena powiedziałaby mi, gdyby była w Barcelonie. A do tego, co ona niby miałaby robić na mistrzostwach w piłce nożnej. Lubiła grać czasami razem ze mną, ale nigdy nie podejrzewałbym, że ona mogłaby robić coś poza tym.
Pozostawałem w przekonaniu, że to nie może być ona. To wręcz niemożliwe. Ale od razu zmieniłem zdanie, gdy chwilę po wejściu na boisko dziewczyna odwróciła się w stronę ławki trenerskiej z rozłożonymi rękoma. Nie miałem pojęcia co chciała przekazać przez ten gest, ale dzięki temu mogłem przez chwilę przyjrzeć się jej twarzy. I, o dziwo, tak, to na pewno była Selena! Ale co ona tutaj robi?!
Odkąd tylko pojawiła się na boisku nie mogłem oderwać od niej wzroku. Czasami Leo czy Luis mówili coś do mnie, komentowali to, co działo się na boisku, ale ja nie reagowałem lub po prostu odpowiadałem im krótkim "yhym". Od czterdziestej minuty tego meczu liczyła się tylko ona.
Przez następne dwadzieścia minut nie spuszczałem z niej swojego spojrzenia. Obserwowałem wszystko, co robiła i czasami byłem aż pod wrażeniem tego, co potrafiła. Nie była to oczywiście gra na jakimś niewyobrażalnie wysokim poziomie, ale i tak byłem z niej dumny.
Ale serce stanęło mi na moment, gdy po całkiem udanej akcji Selena znalazła się w polu karnym. Wszystko wydarzyło się tak szybko, ale moment, w którym Sel upadła na murawę widziałem w zwolnionym tempie. W tamtym momencie byłem chyba zły jak nigdy. Gdybym mógł, jak najszybciej znalazłbym się na tym boisku i powiedział parę słów do dziewczyny z Terrassy z numerem 13, odnośnie tego, co przed chwilą zrobiła. Do cholery, to było niebezpieczne!
Jednak moja złość trochę minęła, gdy zobaczyłem radość na twarzy mojej dziewczyny, gdy sędzia postanowił przyznać im jedenastkę. To była ich ostatnia szansa na obronienie się przed dogrywką i zdobycie tego mistrzostwa w podstawowym czasie gry.
Sel obserwowała wszystko, co dalej się działo, z pozycji siedzącej. Wcale jej się nie dziwiłem. Sam też nie nadwyrężałbym nogi, tym bardziej, że to już koniec spotkania.
Gdy piłka po sporym zamieszaniu w końcu trafiła do bramki, na stadionie rozpoczęły się okrzyki radości. My z chłopakami oczywiście także byliśmy szczęśliwi, choć oni nie mieli do tego większych powodów, przecież nie kibicowali tak naprawdę żadnej drużynie.
Zaraz potem opuściliśmy trybuny i udaliśmy się tam, gdzie pokierował nas Enrique.

*Selena*

Wszystkie zaczęłyśmy krzyczeć ze szczęścia. Włącznie ze mną, choć ja nadal siedziałam, zamiast skakać razem z przyjaciółkami. Chwilę potem wstałam jednak i zaczęłam świętować razem z resztą, choć nie aż tak wylewnie.
Nasze przeciwniczki smutne podziękowały nam, pogratulowały i wróciły do szatni. My na boisku świętowałyśmy jeszcze jakieś dziesięć minut, po których w końcu zobaczyłyśmy puchar. Był... wow. I nadszedł moment wręczania medali. W tamtym momencie na boisku pojawił się mężczyzna, którego przedstawiono, jako trenera FC Barcelony. Zawsze zastanawiałam się, jak wygląda. Teraz dostałam odpowiedź.
Medale zostały nam rozdane, nawet zrobiłyśmy sobie zdjęcie grupowe. Ale adrenalina z każdą chwilą zaczęła opadać, a ja coraz bardziej odczuwałam ból w kolanie.
Dziewczyny znów zaczęły skakać i się cieszyć, ale ból stał się w końcu tak silny, że nie mogłam wytrzymać. Podeszłam do ławki rezerwowych i usiadłam tam na chwilę, żeby nie nadwyrężać nogi, ale musiał to zauważyć jeden z lekarzy. Od razu do mnie podszedł. Zaraz potem zjawił się tam też mój trener.
- Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie. Musiał być serio przerażony, w końcu byłam pod jego opieką.
- No raczej nie do końca - powiedziałam, zaciskając jak najbardziej oczy. To boli!
Lekarz nawet o nic nie pytając spryskał mi nogę jakimś sprejem, po którym choć trochę przestałam odczuwać ból. Myślałam, że to wszystko, ale jednak nie.
Moje przyjaciółki z drużyny poszły do szatni się przebrać, bo niedługo miały zobaczyć tą całą niespodziankę, a ja zostałam zaprowadzona przez trenera do gabinetu lekarza. Tam mężczyzna ze sztabu medycznego zastanawiał się, co ze mną zrobić. W końcu po chwili posmarował mi kolano maścią i usztywnił bandażem na tyle, żebym nie mogła zbytnio nim poruszać i jednocześnie nie mogła nic sobie w nie zrobić.
- Dzisiaj mogę zrobić tylko tyle, ale jutro będziesz musiała przyjechać, żebyśmy mogli zobaczyć, co się dokładnie stało - powiedział w końcu lekarz. Nie sądziłam, że jest to na tyle poważne, żeby trzeba było robić jakieś badania.
- Okey. Powiem o tym trenerowi - odpowiedziałam. Mogłam już wyjść, ale oczywiście musiałam dostać kule, żeby nie nadwyrężać kolana.
Gdy opuściłam gabinet na korytarzu nikogo nie było. Myślałam, że trener na mnie poczeka, ale cóż. Skierowałam się od razu do szatni. Tam oczywiście nikogo nie zastałam. Wszystkie dziewczyny pewnie wróciły już na boisko. Dlatego, najszybciej jak mogłam, przebrałam się i o kulach poszłam w stronę wyjścia na boisko.
Oczywiście dotarcie tam zajęło mi dłużej niż normalnie, a tym bardziej wejście po schodach, ale jakoś mi się udało i weszłam na murawę.
Na środku boiska od razu zauważyłam dziewczyny z mojej drużyny, które siedziały w okręgu, o czymś żywo dyskutując. Dopiero, gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że nie były same. Znajdowały się tam jeszcze trzy osoby, które znałam, jedną nawet osobiście. I wtedy domyśliłam się, co było niespodzianką dla drużyny, która zdobędzie mistrzostwo.
Spotkanie z triem MSN Barcelony. Mogłam się tego spodziewać już od momentu, gdy dowiedziałam się, że to wszystko organizuje Barca. Leo Messi, Luis Suarez i Neymar siedzieli pośród dziewczyn z mojej drużyny i sobie z nimi rozmawiali. Uśmiechnęłam się na ten widok. Zawsze wiedziałam, że cała ich trójka jest normalna.
Przez chwilę stałam w miejscu obserwując ich wszystkich, ale zaraz zaczęłam ponownie podążać w ich stronę. Byłam może dziesięć metrów od nich, gdy nagle Niki obejrzała się i mnie spostrzegła. Od razu podniosła się i zaczęła biec w moją stronę. Reszta też wstała z murawy.
- Boże, Sel, co ci się stało? - zaczęła panikować Niki, od razu, gdy tylko znalazła się obok mnie. Oczywiście z każdą chwilą zjawiało się wokół mnie coraz więcej osób.
- Nic mi się nie stało. Po prostu kolano trochę mnie boli po tym upadku. Nic poważnego - odpowiedziałam dziewczynom, a w tym samym momencie podeszli do mnie Leo, Luis i Neymar.



Wróciłam! Szczerze mówiąc, to była zaskoczona, jak wiele osób czekało na mój powrót! Ciągle pytałyście kiedy kolejny, a to coraz bardziej motywowało mnie do pisania! Tak więc, napisałam w czwartek i piątek moje egzaminy :D Niestety nie poszło mi jakoś wybitnie dobrze, bo załamałam się, gdy zobaczyłam zadania z fizyki, biologii, geografii i matematyki, ale ważne, że mam to już za sobą :D  Jak się podoba pierwszy rozdział po przerwie? Jak myślicie, jak zachowa się Selena?

Pozdrawiam,
Neyforever :*

środa, 6 kwietnia 2016

Rozdział 25.

~ Love ya :*


KONIECZNIE PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! DLA CIEBIE JAKO CZYTELNIKA JEST ONA BARDZO WAŻNA!

- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz jechać z nami w zastępstwie za Clarę.
- Że co?! - zawołałam. - Nigdzie nie jadę!
- Musisz jechać na te Mistrzostwa. Nie masz wyjścia - powiedział trener.
- Gdy dołączałam do drużyny nie było mowy o żadnych mistrzostwach!
- Ale teraz jest. Musisz pojechać.
- Nie zmusi mnie pan - powiedziałam oburzona.
- Owszem, Seleno, zmuszę. Bo to twoja jedyna okazja, żeby mieć przyzwoitą ocenę z wfu.
Zacisnęłam zęby i powstrzymałam się, żeby mu czegoś nie powiedzieć. Jakim prawem on każe mi jechać razem z nimi?! Wiem, że przez praktycznie cały rok obijałam się na lekcjach wfu, ale to nie jest pretekst do tego, żeby wystawiać mi propozycję trójki na koniec szkoły. A może i jest?
Spojrzałam się na swojego trenera. Siedział z uśmiechem na ustach. Wiedział, że właśnie wygrał. Że udało mu się mnie przekonać.
- Niech panu będzie - odpowiedziałam. - Pojadę na te głupie Mistrzostwa. Jako rezerwowa?
- Jako rezerwowa - zgodził się mój trener. - No to idziemy teraz na trening!

*****

- A wiedziałaś miny tych dziewczyn? Były bezcenne! - zaśmiała się Amber, jedna z moich współlokatorek. Grała jako jedna z obrończyń.
Znajdowałyśmy się w hotelu w centrum Barcelony. Dziś pierwszy dzień naszego pobytu tutaj. A zostajemy tu na cztery dni. Jest wcześnie, dopiero wróciłyśmy z treningu i śmiejemy się z dziewczyn, z którymi trenowałyśmy. Było serio pozytywnie. Podobało mi się.
W końcu mogłam poczuć się tak, jak czuł się Neymar. Ale w związku z nim, to nie powiedziałam mu o swoim pobycie w Barcelonie. Nie wiem czemu, po prostu tak wyszło.
A co do mojego pojawienia się tutaj, to chyba należą się pewne wyjaśnienia. A więc tak: Jakiś czas temu postanowiłam spróbować swoich sił w piłce nożnej. Lubiłam, gdy czasami grałam z Neyem, więc pomyślałam "dlaczego nie"? No i tak wpadłam na pomysł, żeby zapisać się do szkolnej drużyny. Nie nastawiałam się oczywiście na jakieś ogromne sukcesy. Miałam po prostu ochotę trochę sobie pograć. Nie powiedziałam o tym Neymarowi, ponieważ nie uważałam tego za istotne. Dla mnie była to tylko zabawa. Ale nie spodziewałam się, że nagle będę zmuszona do zagrania w jakichkolwiek zawodach.
Pierwszy mecz - ćwierćfinałowy, mamy zagrać dzisiaj na jakimś stadionie. Mini Estadi jeśli się nie mylę. Z tego co opowiadał mi trener zrozumiałam, że gra tu żeńska sekcja FC Barcelony. Nie nastawiałam się jakoś specjalnie na grę tam choć przez minutę, więc jakoś zbytnio się tym nie jarałam.
W środę, czyli jutro rozgrywane będą mecze półfinałowe, a w piątek, po dniu przerwy odbędzie się finał. Patrząc na umiejętności dziewczyn byłam pewna, że w półfinałach zagrają na pewno. Ale też i finał stał przed nimi otworem.
Jednak mimo wszystko chyba najbardziej zdziwiona byłam dziś, gdy dowiedziałam się, że patronem i organizatorem całych tych Mistrzostw jest właśnie Barca. Ale mimo wszystko najbardziej ciekawiło mnie to, że drużyny finałowe dostaną jakąś niespodziankę. Byłam mega ciekawa tego, co nią będzie. Z resztą nie tylko ja. Wszystkie dziewczyny się nad tym zastanawiały.
Oczywiście temat mnie i Neymara cały czas był na topie tutaj, jaki i w naszej szkole. Osoby, które nie były na balu, upierały się, że to wcale nie jest prawda, a ci, którzy nas razem widzieli, wykłócali się z nimi o to, kto ma rację. Ja naprawdę cieszyłam się, że mnie tam teraz nie ma. Inaczej byłabym centrum całego tego zamieszania.
Chociaż tutaj tez nie miałam łatwo. Dziewczyny rozumiały mnie i moją aktualną sytuację, ale mimo to oczywiście musiały zapytać o to, czy nasz związek nie jest fikcją. Nie odpowiedziałam im. Powiedziałam im jedynie, że to zależy od tego w co wierzą. Więcej nie poruszyły tego tematu. I za to im oczywiście dziękuję.
Czas do wieczora minął nam wszystkim bardzo szybko. O godzinie osiemnastej do naszego pokoju wszedł trener i zarządził, że za pół godziny mamy być już w holu. Żadna z nas nie śmiała dyskutować. Może i nasz trener był starszy od nas o jedynie cztery lata, ale mimo wszystko był chwilami bardzo stanowczy.
Tak więc zgodnie z umową pół godziny później całą drużyną zebrałyśmy się w holu. Potem wyjechałyśmy w drogę na stadion. Tam odbyłyśmy krótki trening i o godzinie dwudziestej wyznaczona jedenasta z naszej drużyny wybiegła na murawę stadionu. Mecz się zaczął, a ja cieszyłam się, że mogę go oglądać z ławki rezerwowych. To mimo wszystko było fajne doświadczenie. Dziewczyny dawały z siebie 100%. Po upłynięciu pierwszej połowy jedna część rozmawiała z trenerem, a druga mogła sobie trochę pokopać przez przerwę. Ja byłam w tej drugiej grupie. Na szczęście.
Ale te piętnaście minut przerwy minęło bardzo szybko i trzeba było wrócić do grzania ławki. Po upłynięciu czterdziestej minuty gry trener zmienił trzy osoby, czym wykorzystał limit na dzisiejsze spotkanie. A ja pozostałam na ławce. Uff.
Mecz trwał godzinę, więc w chwili upłynięcia sześćdziesiątej minuty mecz został zakończony. I tak jak się spodziewałam, będę miała okazję oglądać jeszcze jeden mecz, ponieważ dziewczyny wygrały spotkanie 1:0. Byłam z nich cholernie dumna. Kibicowanie weszło mi już po prostu w krew.
Gdy wracałyśmy autokarem do hotelu, było tak głośno, że bez problemu mogła mnie rozboleć głowa. Radość z wygranej była ogromna i choć w niej nie uczestniczyłam, to i tak strasznie się cieszyłam i świętowałam razem z pozostałymi dziewczynami.
Ale akurat gdy darłyśmy się wniebogłosy w autokarze, zaczął dzwonić mój telefon. I musiał być to oczywiście nie kto inny, jak mój chłopak. Byłam zmuszona odrzucić połączenie, co nie zdarzało mi się często. W ramach przeprosin szybko napisałam do niego wiadomość.
"Kochanie, przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Mam małe urwanie głowy, ale zadzwonię gdy tylko będę miała trochę spokoju. Pamiętaj, że cię kocham :*"
Oczywiście Neymar nie byłby Neymarem, gdyby mi nie odpisał:
"Mam nadzieję, że wszystko okey. Dzwoń o obojętnie jakiej porze. Ja i tak raczej długo nie zasnę. Love ya :*"
Nie powiem, byłam zdziwiona, że Junior posłużył się angielskim, no ale widocznie postanowił zacząć go używać. Byłam z niego taka dumna.
Ale wracając do rzeczywistości, to gdy wróciłyśmy do hotelu dostałyśmy przykazanie od trenera, że mamy od razu iść spać i jutro o dziesiątej zjawić się na zbiórce. Każda z nas grzecznie mu przytakiwała, ale tak naprawdę wszystkie wiedziałyśmy, że tak nie będzie. Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy czegoś nie zrobiły. Iść tak po prostu spać byłoby dla nas nienormalne.
Chwilę po tym, jak weszłyśmy do pokoju rozpętała się wojna na poduszki. Nasze piski zwróciły uwagę dziewczyn z pokoi obok, więc one tez postanowiły się do nas przyłączyć. Potem, gdy się już uspokoiłyśmy, zaczęłyśmy tak po prostu rozmawiać. Było to naprawdę proste, ale tak serio to nigdy w szkole nie miałyśmy okazji tak normalnie porozmawiać. Oczywiście znałyśmy się, ale nie wiedziałyśmy o sobie zbyt dużo. Teraz właśnie był czas, żeby to nadrobić I nie powiem, spędziłam ten wieczór w bardzo fajnym towarzystwie. Większość dziewczyn wyszła od nas dopiero po północy i wtedy zostałyśmy we trzy. Przebrałyśmy się w piżamy i jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, ale Amber i Niki szybko zasnęły.
I wtedy pomyślałam, że to idealna okazja, żebym mogła porozmawiać trochę z Neymarem.
Zgasiłam światło w pokoju i po upewnieniu się, że dziewczyny na pewno śpią, wyszłam na balkon.
Wybrałam numer do Neymara i oczywiście nie musiałam czekać długo, żeby usłyszeć jego głos.
- Selena! Nareszcie! - zawołał radośnie. Nie wiem czy ja byłam równie szczęśliwa. Było chyba zbyt późno, żebym była zdolna wykazywać jakieś wyższe emocje.
- Hey. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej rozmawiać, ale dziewczyny zapewniły mi trochę atrakcji na ten wieczór. - przyznałam po części prawdę. Bo przecież wieczór spędziłam z dziewczynami.
- Nie ma problemu, ja i tak muszę siedzieć z Jotą, więc nie robi mi to różnicy. Ten idiota spał do dwunastej, a teraz jęczy, że nie chce mu się spać.
Zaśmiałam się. Jota jest naprawdę dobrym przyjacielem, ale czasami faktycznie robi się strasznie marudny.
- A korzystając z okazji, jak sytuacja w szkole? - zapytał. Myślałam, że nie będzie pamiętał o tym całym zamieszaniu związanym z wyjściem na jaw naszego związku, ale jednak się myliłam. Pamiętał.
- Nie było najgorzej, po za tym, że mówiła o tym cała szkoła i nie miałam spokoju przez cały dzień. Myślę, że zdecydowana większość dziewczyn jest po prostu o to zazdrosna, dlatego próbują mnie zdenerwować. A za to chłopacy dzielą się na dwie grupy: na tych którzy chcieliby cię poznać i tych, którzy ciągle bronią mnie przed dziewczynami - opowiedziałam mu pokrótce to, co działo się w poniedziałek w szkole. Oczywiście nie miałam zamiaru wspominać mu o tym, że dzisiaj nie było mnie tam. - A jak u ciebie?
- Kiedy tylko gdzieś wychodzę, od razu pojawia się przy mnie pełno dziennikarzy i wszyscy wypytują mnie tylko o jedno. O ciebie. Nie wierzę, że nadal nie wiedzą kim jesteś. Myślałem mimo wszystko, że szybciej zdobędą te informacje - przyznał.
- Nie powiedziałeś im nic? - zapytałam z nadzieją, że jednak Ney potwierdzi moje przypuszczenia. Naprawdę nie miałam ochoty na stanie się "gwiazdką" mediów tylko dlatego, że spotykam się z piłkarzem Barcy.
- Jasne, że nie. I nie mam zamiaru im o tym mówić. Im dłużej nie będą wiedzieć, tym lepiej dla ciebie.
Zaraz potem zmieniliśmy temat. Raczej nie chciałam "umilać" sobie dzisiejszej nocy rozmową o dziennikarzach i wszystkim co teraz się wokół nas działo. To było dla mnie zbyt dużo.
I nawet się nie obejrzeliśmy, gdy wybiła trzecia w nocy. I wtedy nagle przypomniałam sobie o jutrzejszym rannym treningu. Już od dawna powinnam spać. Tak samo Neymar, który przecież jutro też musi odbyć swoje wszystkie treningi. Jednak nawet mimo to nie skończyliśmy naszej rozmowy. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilkanaście minut, ale byłam zmuszona się rozłączyć pod pretekstem zmęczenia, gdy usłyszałam, że Amber się przebudza. Wolałam, żeby nie wiedziała, co do tej pory robiłam.
Moja koleżanka w końcu obudziła się, a chwilę później poszła do łazienki. Korzystając z okazji wślizgnęłam się po cichu do pokoju i położyłam się pod kołdrę. I istotnie byłam bardzo zmęczona, tak, jak powiedziałam Neyowi, bo zanim Amber zdążyła wrócić do naszego pokoju, ja pogrążyłam się już w głębokim śnie.

****

- Selena! - ktoś krzyknął mi prosto do ucha. Szybko odszukałam ręką po omacku twarz tego "kogoś" i odepchnęłam go na długość mojego ramienia. Zaraz potem nakryłam głowę poduszką.
- Nigdzie nie idę, możecie jechać na trening beze mnie - powiedziałam zaspanym głosem. Dobrze wiedziałam, która jest godzina. Pewnie dopiero niedawno minęła siódma, bo tej właśnie godzinie miałyśmy wszystkie wstać, żeby zacząć się przygotowywać.
- Bardzo dobrze wiesz, że nie możemy cię tu zostawić, więc wstawaj w tej chwili - dobiegł do mnie podniesiony głos "kogoś".
- Trenerze noooo! - zawołałam, lekko podnosząc głowę z nad poduszki.
- Czekam na ciebie, Selena! - powiedział, oddalając się ode mnie. Chyba szedł w stronę drzwi.
- A idź ty! - westchnęłam niezbyt głośno.
- Słyszałem! 10 minut! - zawołał trener, a chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
No cóż, nie mam wyboru, trzeba wstawać.
Niechętnie, a nawet bardzo niechętnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam się ubierać. Było mi wszystko jedno co założę, bo przecież przed treningiem i tak będę musiała się przebrać. Od niechcenia rozczesałam włosy, spięłam je w kucyka i byłam gotowa. Wzięłam tylko telefon i torbę i mogłam wychodzić.
Gdy wreszcie zjawiłam się na zbiórce przed wyjazdem, trener był prawie wniebowzięty. Chyba naprawdę wyczekiwał ogromnie mojego pojawienia się. Ucieszony przeliczył nas wszystkie i po kilku minutach mogliśmy jechać na stadion.

*dwa dni później*
*Neymar*

- Wstawaj idioto!
Krzyki Daniego z samego rana zdecydowanie nie były tym, czego chciałem. Czym ja sobie na to zasłużyłem?
- Czego?! - zawołałem. Nawet nie podniosłem głowy z nad poduszki. Nie zamierzałem wstawać, chyba że mój przyjaciel mnie do tego zmusi.
- Jak nie wstaniesz w tej chwili to się spóźnisz!
- Niby na co? Trening mamy za godzinę, zdążę! - odkrzyknąłem i chciałem  wrócić do spania. Ale jednak nie ma tak dobrze.
- A czy ty czasami nie zapomniałeś, że nie jedziesz dzisiaj na trening?
- To tym bardziej nie wiem, czemu mnie męczysz z samego rana! - po omacku szukałem ręką Daniego, żeby móc go uderzyć, ale musiał stać za daleko.
- Bo Enrique wiedział, że tak będzie i kazał mi przed treningiem przypomnieć ci, że masz dzisiaj te spotkanie z jakimiś tam dziewczynami - powiedział Dani tonem mądrego, a ja momentalnie zerwałem się z łóżka. Jednak mnie do tego zmusił.
Kompletnie zapomniałem o tym, że dzisiaj jestem zwolniony z treningów na rzecz Mistrzostw Katalonii dziewczyn. Cały dzień mieliśmy spędzić przyglądając się przygotowaniem do meczu, a wieczorem mieliśmy obejrzeć mecz finałowy o mistrzostwo. Cały dzień spędzony na imprezie sponsorowanej przez właśnie Barcę.
- Dzięki, że mi przypomniałeś - zwróciłem się do Daniego, który stał rozradowany w drzwiach mojej sypialni.
- Nie ma za co stary. Ja już się będę zbierał. Na razie. Tylko się nie spóźnij! - powiedział i z uśmiechem opuścił mój pokój.
- Postaram się - zawołałem za nim. Zaraz potem wróciłem do szukania odpowiednich ubrań.
W końcu musiałem jakoś wyglądać. Nie jadę na partyjkę pokera ze znajomymi, ale na mecz fanatyczek piłki nożnej. Trzeba było się dobrze prezentować.
Dlatego więc półtorej godziny później stałem przed lustrem ubrany w koszulę i nisko opuszczone jeansy. Założyłem do tego nawet krawat i kapelusz. Byłem gotowy do wyjścia. Zabrałem jeszcze kilka niezbędnych rzeczy takich, jak telefon i kluczyki i mogłem wychodzić. Dlatego zbiegłem szybko po schodach i kilka minut później jechałem już drogą w stronę stadionu treningowego żeńskiej sekcji Barcy. Przyznam szczerze, że odkąd pojawiłem się w Barcelonie nie byłem tam jeszcze ani razu.
Była za dziesięć pierwsza, gdy parkowałem swój samochód przed obiektem treningowym. O dziwo byłem dzisiaj przed czasem. Jednak oczywiście Leo, Luis i Enrique już na mnie czekali. Nawet jeśli byłem przed czasem to musiałem się spóźnić. Typowe.
- No to jesteśmy w komplecie - powiedział trener, gdy już do nich dołączyłem. - Musimy się podzielić, więc myślę, że Neymar i Leo pójdziecie razem, a ja zostanę z Luisem.
- No dobrze, ale co mamy robić? - zapytał od razu Messi.
- Wy na razie idziecie na konferencję, a my idziemy obejrzeć trening jednej z drużyn. Potem się zamienimy i wy obejrzycie trening drugiej drużyny, a my pójdziemy na konferencję - odpowiedział Enrique.
Razem z Leo pokiwaliśmy głowami i poszliśmy w stronę sali konferencyjnej. Messi mnie prowadził, widocznie miał okazję już się tu kiedyś znaleźć. Zanim weszliśmy do środka, zamieniliśmy ze sobą parę słów, a potem zaczęła się konferencja.
Nie mam pojęcia po co to wszystko. To tylko jakieś głupie zawody dziewczyn sponsorowane przez FC Barcelonę, a dziennikarze muszą robić z tego wielkie wydarzenie. Jeśli już tak ma być, to dlaczego rozmawiają z nami, a nie z dziewczynami, które będą grać? I w ogóle dlaczego byliśmy zmuszeni pojawić się tu w samo południe, jeśli mecz rozpoczyna się dopiero o godzinie osiemnastej? Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, ale i tak uważam to za jedną ogromną głupotę.
Konferencja jest koszmarnie nudna i dłuży się w nieskończoność. Po jakichś dwudziestu minutach przestałem się odzywać. Na wszystkie pytania dziennikarzy odpowiadał Leo, a ja zabierałem głos tylko, jeśli pytanie kierowane było konkretnie do mnie. Oczywiście nie mogło się obyć bez pytania o moją "nową dziewczynę z Mountblanc". Gdy to usłyszałem, nie mogłem się nie zaśmiać. Przez chwilę na sali zapanowała cisza i spojrzenia wszystkich skierowane były na moją osobę. Wszyscy uważnie wysłuchiwali, co takiego powiem. Nawet mój przyjaciel. W końcu postanowiłem się odezwać:
- Tak, to prawda. Mam dziewczynę i pochodzi ona właśnie z tego miasta. Ale wiem, że chcielibyście dowiedzieć się o niej czegoś co wszystkich zaskoczy. Że jest znana, popularna, że jest modelką albo aktorką. Ale nie. Nic takiego nie usłyszycie. Nie jest ona kimś, kogo wszyscy znają, a ja sam nie chcę, żeby nagle stała się sławna. Nie jest żadną celebrytką, prowadzi normalne życie i wolałbym dla niej, aby nie musiała przeżywać tego wszystkiego, co przeżywać będąc sławnym muszę ja. Kocham ją, dlatego chcę dla niej, jak najlepiej. Więc proszę, aby wszyscy przestali wypytywać o to, kim ona jest. Jeśli będzie na to gotowa, to na pewno zdecyduje się na to, żeby powiedzieć światu, że to ona - powiedziałem i przez chwilę na sali znów zapanowała cisza. A zaraz potem wszyscy nagle zaczęli mieć do mnie pytania. Miałem nadzieję, że to co powiedziałem, sprawi, że dadzą sobie spokój, ale tak się jednak nie stało. Zrezygnowany wybrałem jednego z dziennikarzy, aby mógł zadać swoje pytanie.
- Czyli, że wstydzi się pan ogłosić światu, kto jest pana wybranką? - usłyszałem i chyba nie mogłem uwierzyć. Przyłożyłem dłoń do twarzy, a chwilę później przeciągnąłem nią po włosach. Skąd ludziom biorą się takie głupie pomysły?
- A powie mi pan, dlaczego miałbym być z dziewczyną, której się wstydzę? Przecież to nielogiczne. Dlaczego miałbym być w związku z osobą, z którą nie chcę dzielić mojego całego życia, łącznie z popularnością? Jeśli nie zrozumiał pan tego, co powiedziałem przed chwilą, to powtórzę. Nie chcę zdradzać kim jest moja dziewczyna z troski o nią. Chcę, żeby nadal mogła prowadzić życie takie, jakie prowadziła do tej pory - powiedziałem już lekko rozdrażniony. Ludzka głupota czasami mnie przeraża.
O dziwo nikt więcej o nic nie pytał. Dziennikarze chyba na dobre odpuścili sobie temat Seleny i zaczęli pytać o rzeczy związane z piłką i zawodami. I tu znowu zaczął wypowiadać się niezawodny Leo.
Nawet nie zdążyłem się obejrzeć jak minęło półtorej godziny, a my dopiero opuszczaliśmy salę konferencyjną. Ile można mieć pytań, ludzie?! Mało tam nie usnąłem, ponieważ prawie wcale się nie odzywałem. Ale teraz na reszcie mamy spokój.
- Gdzie mamy teraz iść? Głodny jestem - powiedziałem do Leo, gdy szliśmy jednym z korytarzy.
- Ja też. Dlatego właśnie idziemy na obiad - odpowiedział mój przyjaciel i przyspieszył kroku.
Zaczęliśmy z Leo rozmawiać i rozładowało to ciężką atmosferę, jaka była wokół nas po zakończeniu konferencji. Kilka minut później znaleźliśmy się w kawiarence, gdzie czekali już na nas Enrique i Suarez.
- I jak było na treningu? - zagadnął ich Messi, gdy siadaliśmy przy stoliku.
- Trening jak trening. Jakiś mega wybitny to on nie był, ale jak na dziewczyny z liceum to całkiem nieźle - przyznał Luis. Oczywiście "gruby" musiał się już obżerać.
Mieliśmy godzinę czasu do rozpoczęcia drugiego treningu i konferencji, więc cały ten czas spędziliśmy na jedzeniu i rozmawianiu.
Wszystko co potem robiliśmy minęło nam bardzo szybko i nawet się nie obejrzeliśmy, a było już po treningu drużyny z Terrassy, na którym byłem razem z Messim i siedzieliśmy na trybunach Camp Nou oczekując na rozpoczęcie meczu finałowego Mistrzostw Katalonii.
Muszę przyznać, że siedzenie w loży honorowej było naprawdę przyjemne i fajnie widać było stąd całe boisko. Ale już nie mogłem się doczekać rozpoczęcia tego meczu. W końcu mało kiedy mam okazję oglądać mecz z trybun Camp Nou.
I po piętnastu minutach moje prośby zostały wysłuchane. Na murawie pojawiły się dwa zespoły, obydwa ubrane w stroje Barcy: jeden w domowe, a drugi w wyjazdowe. Odsłuchaliśmy hymn Katalonii, dziewczyny podały sobie ręce i kilka minut później zabrzmiał pierwszy gwiazdek. I nie uważam, że potrzebny jest szczegółowy opis tego meczu. W czasie pierwszej połowy drużyna z Terrassy strzeliła jedną bramkę, a po piętnastu minutach przerwy rozpoczęto drugą połowę, która była o niebo ciekawsza od pierwszej. A szczególnie od momentu, gdy w czterdziestej minucie usłyszałem komunikat:
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.






Takie masło maślane trochę z tego rozdziału :/ Strasznie dużo opisów, mało dialogów...
I muszę przyznać szczerze, że ostatnim czasem na bloga wchodzi coraz mniej osób. Nie wiem czym to jest spowodowane, może tym, że w szkołach zaczynają się niedługo wszystkie egzaminy? Nie mam pojęcia. W każdym razie myślę, że w najbliższym czasie będę musiała zrezygnować na jakiś czas z pisania jakichkolwiek rozdziałów, bo sama też w tym roku mam egzaminy. Więc istnieje możliwość, że przez jakiś czas mnie po prostu nie będzie, ale jeśli pojawią się jakieś informacje, to szukajcie ich zaraz pod nagłówkiem strony.
Przepraszam, Neyforever :*

środa, 30 marca 2016

Rozdział 24.

~ "kogoś na moje miejsce"

Neymar i Jota pojechali, ja musiałam zostać. I tylko po to, żebym przez dźwięk irytującego budzika musiała obudzić się i wstać do szkoły. Przyznam, nie było to łatwe, ale jakoś udało mi się zwlec z łóżka. Zwykła przedszkolna rutyna i nagle znalazłam się pod domem, czekając na nadejście Ady. Gdy w końcu się pojawiła, byłam szczęśliwa, jak gdybym właśnie otrzymała dzień wolny od szkoły. Czekałam na nią na dworze aż dwadzieścia minut, a dzisiejszy poranek nie należał mimo wszystko do najcieplejszych.
- Jesteś wreszcie! - zawołałam, przytulając przyjaciółkę na przywitanie. - Zamarzłabym tu zaraz!
- Oj, no przepraszam... Zagadałam się z Michaelem i jakoś tak wyszło... - przyznała.
- Z Michaelem? Przecież chyba wrócił do Madrytu, nie? - zdziwiłam się. Przecież jeszcze sama byłam świadkiem tego, jak rozmawiali o jego powrocie.
- Selena, nie wiem w jakiej epoce ty żyjesz, ale ktoś kiedyś wynalazł takie coś jak Skype - powiedziała Ada wyniosłym głosem.
- Jeny, trzeba było tak od razu... - jęknęłam.
- A tak szczerze, to rozmawialiśmy o tobie - rzekła, co mnie trochę zszokowało. Że o mnie?!
- Co?
- No nie patrz się tak na mnie! - powiedziała, zauważając moje przenikliwe spojrzenie. - Nawet nie wiesz, jak wielkie poruszenie wywołało pojawienie się ciebie z Neymarem na tym balu.
- No nie, czy oni wszyscy nie mają swojego życia i swoich spraw? - przewróciłam oczami. Spodziewałam się jakiejś reakcji ze strony osób, które nas widziały, ale chyba nie aż takiej.
- Najwidoczniej nie. Ale skoro jesteś tak spokojna, to śmiem twierdzić, że nie sprawdzałaś ostatnio żadnych portali plotkarskich - powiedziała, a z moich ust mimowolnie wymsknęło się ciche jęknięcie. Nie, zdecydowanie nie byłam jednak gotowa na ujawnienie światu mojego związku z Neyem.
- A ty co takiego już tam przeczytałaś?
- Pełno bzdur, Chyba każdy z tych portali wstawił już zdjęcia z naszego balu, ale żaden z tego co wiem, nie wie jeszcze z kim tak naprawdę Neymar się tam pojawił. Wzięli te zdjęcia po prostu z Facebooka i nie wiedzą jeszcze kim jesteś. Ale teraz każdy coś podejrzewa.
- Miejmy nadzieję, że nikt z naszych znajomych się nie wygada, bo będę miała po prostu kolokwialnie mówiąc przesrane - westchnęłam.
- Miejmy nadzieję - powtórzyła po mnie przyjaciółka.
Zmieniłyśmy temat, ponieważ nie chciałam jeszcze bardziej denerwować się zaistniałą sytuacją. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że w tym momencie fani Neymara na całym świecie zastanawiają się, kim jest ta brunetka, z którą wybrał się na bal. To zdecydowanie miało prawo mnie denerwować i dekoncentrować.
Do szkoły weszłyśmy dziesięć minut później i nieco zdziwiłyśmy się, gdy ujrzałyśmy prawie puste korytarze. Obydwie spojrzałyśmy na zegarek umieszczony w holu głównym i dopiero wtedy zorientowałyśmy się, że jakieś pięć minut temu zabrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje. Obie rzuciłyśmy się pędem w stronę klasy, w której odbywały się nasze lekcje języka hiszpańskiego.
Ada zapukała do drzwi, weszłyśmy razem do sali i przeprosiłyśmy za spóźnienie. W sali na chwilę zapanowała cisza, ale było to dosłownie kilka krótkich sekund. Potem zaczęły się krzyki i piski na mój widok. No to żegnaj wolności!
- Co tu się dzieje? Proszę zignorować spóźnienie Ady i Seleny, i skupić się na lekcji - nauczycielka przywróciła porządek i ciszę w klasie, za co byłam jej niezmiernie wdzięczna.
Mimo wszystko jednak nie pozbyłam się zaciekawionych spojrzeń, kierowanych w moją stronę przez całą godzinę lekcyjną. To było naprawdę krępujące. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok i przez to byłam tak zdekoncentrowana, że nie mogłam się na niczym skupić.
- Wszystko okej? - zapytała cicho Ada, kilka sekund przed tym, jak zabrzmiał dzwonek na przerwę.
- Nic nie jest okej - odszeptałam i zaczęłam się pakować.
Ale jeśli myślałam, że lekcja była koszmarem, to nawet nie wiem jak nazwać to, co wydarzyło się po moim wyjściu z klasy.
Gdy tylko znalazłam się na korytarzu, otoczyła mnie znaczna grupka osób, które jeden przez drugiego krzyczały, zadawały jakieś pytania, których nawet nie zdołałam nawet całkowicie dosłyszeć przez te wszystkie wrzaski.
Zakryłam uszy dłońmi, aby choć trochę ograniczyć słyszalność tego wszystkiego, a Ada pomogła mi się przedostać przez krąg, który stworzył się wokół nas.
Jednak to wcale nie pomogło. Mimo że niektórzy sobie odpuścili, to cała reszta poszła za mną. Z każdą sekundą, minutą słyszałam coraz więcej z tego, co mówili. Wszyscy pytali o mnie, o Neymara, o nasz związek... Znalazło się kilka osób, które pytały się mnie, czy to na pewno był on. Głowa zaczęła mnie boleć od ciągłego gwaru, jaki panował wokół mnie.
Nie odezwałam się do nikogo słowem, ignorowałam wszystkich ciekawskich, ale gdy dotarłam już na drugą stronę szkoły, gdzie znajdowała się sala od portugalskiego, miałam tego wszystkiego dość. Nie wiem, jak Neymar to wszystko wytrzymuje, ale ja już pierwszego dnia nie daję rady.
- NIE! - krzyknęłam głośno i nagle, a wszystkie głosy wokół mnie ucichły.
Wzięłam głęboki oddech. Ada patrzyła na mnie zaciekawiona tym, co mam zamiar zrobić.
- Błagam was, nie męczcie mnie. Nie chcę o tym mówić i niczego na pewno wam nie powiem. Więc proszę uspokójcie się z tym wszystkim i uszanujcie fakt, że chcę mieć spokój, dobrze? - powiedziałam już spokojniejszym tonem. Każdy z zebranych patrzył się na mnie zdziwiony. Nie spodziewali się takiej odpowiedzi?
- Ale to był Neymar? - jedna z dziewczyn miała na tyle odwagi, żeby mimo wszystkich moich słów, jednak zapytać.
- Tak, to był Neymar. I tyle musi wam wystarczyć - odpowiedziałam i skierowałam się do klasy.
Zdziwiłam się, gdy zauważyłam, że za mną podąża Cristian.
- Sel, poczekaj. Możemy porozmawiać? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Mów - odrzekłam, zabierając swoją dłoń z jego uścisku.
- Ale chciałbym porozmawiać sam na sam - uśmiechnął się przepraszająco w stronę Ady, która wzruszyła jedynie ramionami i spojrzała na mnie.
- Zaraz przyjdę - powiedziałam do niej, zostawiłam torbą na swojej ławce i skinęłam głową do Cristiana. - Chodź.
Przeszliśmy przez krótki korytarz i wyszliśmy na dwór. Oczywiście towarzyszyły temu wścibskie spojrzenia reszty uczniów. Znaleźliśmy się za szkołą, gdzie najczęściej przychodziło się palić papierosy. Nie było to zbyt ciche i odpowiednie miejsce na rozmowę, ale nie miałam wyjścia, gdyż znajdowało się najbliżej sali od języka portugalskiego, w której powinnam znów pojawić się za jakieś dwie minuty.
- To prawda o tobie i tym piłkarzu? - zapytał Cris, nawet nie czekając aż się odezwę.
- Cristian, to chyba naprawdę nie twoja sprawa - westchnęłam. - Wszyscy się o to pytają, a ja naprawdę nie mam siły na te wszystkie pytania odpowiadać. To z kim się umawiam czy nie umawiam to moja prywatna sprawa.
- Czyli nie zamierzasz mi powiedzieć, tak?
- A do czego jest ci to potrzebne, Cris? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ja... - zmieszał się. - Po prostu chcę wiedzieć czy to prawda, tylko tyle. Wiem co do mnie czułaś i chciałbym wiedzieć czy znalazłaś już sobie kogoś na moje miejsce.
Miałam ochotę go uderzyć. Naprawdę. "Kogoś na jego miejsce"?! Przecież on nigdy nie był na miejscu Neymara!
- Masz rację, Cristian. Przez jakiś czas może mi się podobałeś, ale teraz już wiem, że to było tylko powierzchowne. Tak naprawdę nic nigdy do ciebie nie czułam. A ty nigdy nie byłeś na miejscu Neymara - odpowiedziałam wściekła.
Gdyby nie fakt, że znajdowaliśmy się na terenie szkoły, to poprawiłabym mu to, co już kiedyś zrobiłam jego twarzyczce. Ale nie chciałam wzbudzać jeszcze większego zainteresowania w tej szkole moją osobą.
-  Kłamiesz! - oskarżył mnie.
- To tylko twoje zdanie. W każdym bądź razie, odpowiem ci to co wszystkim: Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o moim życiu prywatnym - powiedziałam, odwróciłam się i skierowałam się z powrotem do budynku.
- Czyli jednak jesteście razem - stwierdził, na tyle głośno, żebym mogła to usłyszeć.
- Nic ci do tego - odpowiedziałam i weszłam do szkoły.

****

- Do odpowiedzi przyjdzie... może Selena - rzekła moja nauczycielka. Wcale mnie to oczywiście nie cieszyło. Po odbytej przed chwilą rozmowie z Cristianem byłam wstanie wybuchnąć, jeśli ktoś powie coś nieodpowiedniego.
Wstałam i podeszłam do biurka nauczycielki. W ciszy czekałam na zadanie przez nią pytania.
- No to Seleno, przedstaw się, opowiedz coś o sobie po portugalsku - wydała polecenie.
Od razu zaczęłam mówić. Portugalski nie był dla mnie wymagającym przedmiotem, więc przychodziło mi to z niesamowitą łatwością.
 Gdy już zaczęłam mówić o sobie, oczywiście nie obeszło się bez komentarzy typu:
- Zapomniałaś wspomnieć o swoim kochanym piłkarzyku - oczywiście te słowa musiały wyjść z ust nikogo innego, jak Gigi, naszej klasowej idiotki, blondynki i plastiku. Wątpię, żeby zrozumiała cokolwiek z tego, o czym mówiłam, ale i tak musiała dodać swoich pięć groszy.
Nie zwróciłam jednak na nią uwagi i mówiłam dalej. Nauczycielka słuchała mnie w skupieniu, starając się rozumieć wszystko, o czym mówiłam, a ja skupiona byłam już tylko na tym, żeby nie popełnić żadnego błędu. Jednak spojrzenia wszystkich skierowane na moją osobę, wcale nie ułatwiały mi zadania.
- Co, pewnie twój Neymarek nauczył cię tak mówić po portugalsku, co? Gdzie cię zabrał na wycieczkę? Do Portugalii czy może był bardziej hojny i poleciałaś z nim do Brazylii? - znów usłyszałam znienawidzony, piskliwy głos Gigi i nie wytrzymałam. Jednak zanim zdążyłam jej coś powiedzieć, zdążył odezwać się David.
- Gigi, po prostu przyznaj się, że jej zazdrościsz, a nie odstawiasz tutaj jakieś głupie szopki. każdy wie, jak bardzo chciałabyś być na miejscu Sel.
- Że niby ja jej zazdroszczę? Niby czego? - zaśmiała się, ale i tak wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że David trafił w jej czuły punkt. Gigi była po prostu zła na mnie za to, że miałam coś, czego ona nigdy nie dostanie.
Wywiązała się z tego oczywiście niemała kłótnia, której nasza nauczycielka raczej nie zamierzała przerywać, ale przerwało ją pukanie do drzwi. Wszystkie głosy w klasie ucichły, gdy do klasy wszedł jeden z wf-istów.
- Dzień dobry. Czy mógłbym na chwilę zabrać Selenę? - zapytał, a ja niemało się zdziwiłam. Czy on naprawdę powiedział, że przyszedł tu do mnie?
- Tak, oczywiście - głos nauczycielki, wyrwał mnie ze zdziwienia.
- Selena, zabierz swoje rzeczy, bo raczej już nie wrócisz na lekcję - dobra, teraz to wydało mi się jeszcze bardziej podejrzane.
Mimo wszystko jednak zabrałam swoje książki i torbę, i razem z wf-istą opuściłam klasę.
- O co chodzi, proszę pana? - zapytałam, gdy byliśmy już na korytarzu.
- Zaraz o wszystkim ci opowiem - odpowiedział, idąc przede mną. Kilka minut ciszy później wchodziliśmy do pustego pokoju nauczycielskiego.
- Usiądź proszę - wskazał gestem jedno z krzeseł i sam usiadł naprzeciwko niego.
- Więc mogę się już dowiedzieć o co chodzi? - zadałam pytanie zaraz po tym, jak usiadłam.
- Wiesz, że prowadzę żeńską drużynę piłki nożnej?
- No tak - odrzekłam, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz z nami jechać w zastępstwie za Clarę.
- Że co?!



Niespodzianka? Jak myślicie, jak Selena sobie poradzi? Powie Neymarowi?
A tak btw to proszę Was o komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*

środa, 23 marca 2016

Rozdział 23.

~ Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam!


Gdy przebudziłam się w niedzielę po południu, moja głowa leżała na klatce Neymara. Po całym tym balu z Neyem nie wróciliśmy do domu. Spędziliśmy resztę nocy nad jeziorem w parku. Ja w sukience, Neymar w garniturze i tak we dwoje przesiedzieliśmy kilka godzin na brzegu jeziora. Dużo czasu przesiedzieliśmy w ciszy po prostu będąc przytuleni do siebie, ale dużo także rozmawialiśmy.
Neymar opowiedział mi o swoich planach na przyszłość. O tym, że niedługo zamierza zrobić mi mój własny pokój w jego domu, choć i tak będę spała w jego sypialni. O tym, że w czasie wakacji chce mnie zabrać do Brazylii i Stanów, gdy on będzie uczestniczył w Copa America i Igrzyskach Olimpijskich. O tym, że chce być ze mną dłuuuugo. Opowiedział mi też trochę o swoim dzieciństwie, rodzinie. Ja też dałam trochę od siebie, ale niezbyt dużo, bo nie lubię o tym rozmawiać. Tematy do rozmów się nam nie kończyły, więc byliśmy bardzo zawiedzeni, gdy słońce wzeszło i musieliśmy wracać do domu.
I tak skończyła się chyba najlepsza noc w moim życiu. 
Chciałam się przekręcić, a wtedy poczułam jak mięśnie Neya się napinają. Dosłownie kilka sekund później poczułam jak przytula mnie mocniej i całuje we włosy. 
- Hey - powiedział jeszcze zachrypniętym od spania głosem.
- Hey - odpowiedziałam, nie wiedząc co innego mogłabym powiedzieć.
- Wiesz, że jesteśmy sami? Twoi rodzice wyszli jakieś dwie godziny temu - odezwał się Ney, a ja momentalnie się podniosłam.
- No to taki piękny dzień trzeba wykorzystać - zaśmiałam się i pociągnęłam Neymara za rękę, żeby wstał razem ze mną.
Tak, przyznam, cieszyłam się, że rodziców nie ma w domu. Mimo że jesteśmy dorośli z Neyem, to jednak są sytuacje, w których zachowujemy się jak dzieci i szczerze mówiąc obecność moich rodziców sprawia, że nie do końca możemy być sobą.
- No idziesz? - zapytałam, ruszając do drzwi mojego pokoju.
- A mam inne wyjście? - usłyszałam jego odpowiedź dopiero, gdy byłam już na korytarzu.
Potem usłyszałam Neymara biegnącego zaraz za mną.
Zbiegłam po schodach i przez salon wybiegłam do ogrodu. Stanęłam przy krawędzi basenu, żeby złapać oddech, ale oczywiście Neymar miał już inne plany. Zamiast zatrzymać się przed basenem, on wskoczył do niego, oczywiście pociągając mnie za sobą. Oboje znaleźliśmy się w lodowatej wodzie, spod której jak najszybciej się wynurzyliśmy. Było nam strasznie zimno, ale gdy tylko na siebie spojrzeliśmy, zaczęliśmy śmiać się z naszej głupoty.
Był początek marca, dopiero początek wiosny i na dworze nie było jakoś przesadnie ciepło, ale my mimo wszystko wybiegliśmy na dwór tak, jak spaliśmy i wskoczyliśmy do lodowatego basenu. Zostaje tylko pogratulować nam inteligencji. Już czuję, jaka będę chora...
Tak szybko, jak wybiegliśmy, tak wbiegliśmy z powrotem do domu. Od razu pobiegłam na kanapę i przykryłam się kocem. Przez chwilę zastanawiałam się, gdzie podziewa się Neymar, ale kilka minut później wszedł do pomieszczenia z dwoma kubkami herbaty.
- Ojj, jaki ty jesteś kochany! - zawołałam, kiedy podał mi jeden z nich.
- Nie da się zaprzeczyć - wyszczerzył się i usiadł zaraz obok mnie.
- Wiesz... - przytuliłam się do niego. - Kocham tą twoją pewność siebie.
- A ja kocham tą twoją głupotę. Kto to wymyślił, żeby w zimę wskakiwać do basenu, co? - zaśmiał się.
- Jeśli jeszcze tego nie wiesz, kochany Neymarku, to mamy już wiosnę.
- Kochany Neymarku? Hmm, podoba mi się - zabawnie poruszał brwiami.
- Mówić ci o czymś, a ty i tak usłyszysz tylko to, co ci się podoba - przewróciłam oczami. - Ale zmieniając temat, to co będziemy dzisiaj robić?
- Na pewno już nie będziemy skakać do basenu.
- O tak! - zaśmiałam się. - Już nigdy więcej - powiedziałam, po chwili biorąc łyk gorącej herbaty.
Neymar nie odzywał się przez dłuższy moment, a mi przyszła do głowy pewna myśl.
- Jest niedziela. Czy wy czasami nie macie dzisiaj jakiegoś meczu? - zapytałam.
- Mamy. Jasne, że mamy - Ney odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- To czemu cie tam nie ma? - zdziwiłam się.
- Widać, że nie jesteś na bieżąco, słonko. Dostałem wolne.
- Słonko? - powtórzyłam po nim.
- Teraz to ty słyszysz to, co chcesz - zauważył Junior.
Miałam mu odpowiedzieć, ale w momencie gdy już otwierałam usta, usłyszałam dzwonek telefonu Neymara.
- Jota - powiedział, spoglądając na wyświetlacz telefonu.
Pokiwałam głową, jakby pozwalając mu odebrać, a on wstał i zaczął rozmawiać ze swoim bratem.
Ja w tym czasie włączyłam telewizor i wkręciłam się na chwilę w oglądanie jakiejś telenoweli. Ney wrócił do mnie dopiero po kilku minutach. Nie pytałam, o czym rozmawiał z Jotą, ale widocznie postanowił powiedzieć mi o tym sam.
- Jo przyjechał do Barcelony, nic mi nawet o tym nie mówiąc, a teraz ma problem, że nie może wejść do domu.
- To jaki on ma problem? Niech przyjedzie do nas. Przynajmniej nie będziemy sami siedzieć... I będę się mogła z Jotą z ciebie pośmiać - odpowiedziałam.
- Jak macie się ze mnie śmiać, to nawet nie zamierzam po niego dzwonić - obruszył się Ney.
- Oj, no już dobrze. Zadzwoń do niego, niech przyjedzie, nie będzie przecież czekał pod twoim domem aż ty tam wrócisz.
- Nie ma mowy! - zawołał.
Przeszło mi przez myśl, żeby samemu zadzwonić do Joty i powiedzieć, żeby przyjechał, ale zaraz zdałam sobie sprawę z tego, że mój telefon został na górze, a szczerze mówiąc, nie chciało mi się tam iść. Dlatego wybrałam łatwiejszą opcję.
- Neyaaaaaar.... ale wiesz, jak ja cię kocham? Tak bardzo bardzo kocham? - przytuliłam się do niego, gdy zauważyłam, że położył swój telefon na kanapie nie daleko.
- Nie, nie zadzwonię do Joty - zaśmiał się. Nie chodziło mu już o to, że nie chce, żeby jego brat przyjechał, ale o to, żeby mnie wkurzyć. I chyba trochę mu się to nie uda.
 - Dobra, nie to nie - powiedziałam i wstałam z kanapy. Gdy trochę się od niego oddaliłam, dodałam, pokazując mu jego telefon w mojej ręce: - Sama sobie zadzwonię
Neymar spojrzał zdziwiony najpierw na mnie, a potem na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą leżał jego telefon.
- Jaka ty jesteś przebiegła! - powiedział. - Ale mam hasło na telefonie.
- Pfff! - parsknęłam, odblokowując jego telefon. - Myślisz, że ja go nie znam?
Zanim Junior zdążył mi odpowiedzieć, ja wybrałam już numer Joty i czekałam aż odbierze. Pokazałam mu język.

****

- Nareszcie jesteś! - powiedziałam do Joty, otwierając mu drzwi. - Neymar chce mnie wykończyć! - dodałam, na co on zrobił jednoznaczną minę.
- Wiesz, ja znam bardzo dobrze Neymara i wiem, do czego on jest zdolny, ale nie musicie mnie od razu uświadamiać, co robiliście - powiedział, udając poważnego.
- Jesteś głupi! - i tak, to jest prawda.
- I tak za mną tęskniłaś - założył ręce na piersi.
- Strasznie tęskniłam! Czemu tak długo cię nie było? - zapytałam, przytulając się do niego, co oczywiście odwzajemnił.
- Bo wiesz, Neymar pewnie ci nie powiedział, ale on się bał, że mu cię odbiję - powiedział, a sekundy później usłyszałam śmiech za moimi plecami.
- Chciałbyś Jota, chciałbyś - powiedział Neymar i oplótł swoje ramiona wokół mojej talii.
- Kiedy wracasz do domu? - zapytał go Jo, ignorując wypowiedziane przez niego zdanie.
- Dzisiaj wieczorem albo jutro rano. A czemu pytasz?
- Bo nie wiem, co ty takiego zrobiłeś, ale jak dzisiaj byłem pod twoim domem, to było tam pełno dziennikarzy.
- Pytali cię o coś? - zapytał Neymar.
- Kiedy będą mogli z tobą porozmawiać, pytali też o wasz związek. Skąd oni o tym wiedzą? Przecież do tej pory nikt o niczym nie wiedział - zauważył Jota, idąc do salonu. Z Neyem poszliśmy za nim.
- Byliśmy wczoraj z Sel na balu u niej w szkole - przyznał Junior.
- No to wszystko jasne - stwierdził Jota, siadając na kanapie.
Neymar usiadł zaraz obok niego, a ja położyłam mu głowę na kolanach. Chłopacy zaczęli rozmawiać na jakieś swoje tematy, a ja korzystając z chwili, gdy oni nie zwracali na mnie uwagi, weszłam na facebooka. I pierwsze co musiałam zrobić, żeby móc go normalnie przeglądać, to przedrzeć się przez wszystkie powiadomienia o zdjęciach, na których byłam razem z Neymarem i o wszystkich wiadomościach, jakie przysłali do mnie moi znajomi. Tak, teraz mogę oficjalnie stwierdzić, że mam przerąbane.

***

- Jeeeeeeeeeeeeeest! - zaczęliśmy razem krzyczeć, gdy Leo zdobył bramkę dla Barcy.
Była dwudziesta minuta meczu i w końcu od dwudziestu minut doczekałam się tej bramki. Trzeba przyznać, ze piłka nożna i oglądanie meczy Barcy były coraz bliższe mojemu sercu.
- Jeny, tak koszmarnie bardzo nie lubię oglądać meczy! - zaczął jęczeć Neymar. - Wolę grać!
- A tak w ogóle to czemu nie grasz? - zapytałam go, nawet nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie Barca próbowała obronić się przed atakiem Valencii.
- Mam karę na jeden mecz - odrzekł posępnie, przytulając mnie.
- Za co? Co znowu zrobiłeś?
- JA?! Nic. Ja byłem grzeczny - obruszył się.
- Tsa, ty i grzeczny...
- Nie, byłem ostatnio wyjątkowo grzeczny!
- To za co dostałeś karę? - drążyłam temat.
- No, bo jak się dostanie pięć... - zaczął, ale Jota nie pozwolił mu skończyć, krzycząc:
- Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam! Później sobie poplotkujecie!
Zaśmiałam się cicho, ale już się nie odezwałam. Skupiłam się na oglądaniu meczu, a Neymar po chwili zrobił to samo. Położył głowę na moim ramieniu i patrzył w telewizor razem ze mną i Jo.
Było po nim bardzo widać, jaki smutny jest z powodu swojej nieobecności na boisku. Nienawidził, gdy musiał opuszczać mecze lub gdy nie mógł grać w piłkę.
Zakochując się w Neymarze zdawałam sobie sprawę, że związek z nim będzie bardzo trudny bez miłości do piłki nożnej. I rzeczywiście, gdy go poznałam zaczęłam kochać piłkę. I choćby coś się stało, choćbym rozstała się kiedyś z Neymarem, to ta miłość będzie najlepszym prezentem jaki mógłby mi sprawić, będzie tym, co Neymar po sobie dla mnie pozostawi.

Jak zwykle musiałam się spóźnić z rozdziałem... Moja strefa czasowa chyba jest trochę inna niż wszystkich... Mimo wszystko, przepraszam.,..
Neyforever :*