środa, 30 marca 2016

Rozdział 24.

~ "kogoś na moje miejsce"

Neymar i Jota pojechali, ja musiałam zostać. I tylko po to, żebym przez dźwięk irytującego budzika musiała obudzić się i wstać do szkoły. Przyznam, nie było to łatwe, ale jakoś udało mi się zwlec z łóżka. Zwykła przedszkolna rutyna i nagle znalazłam się pod domem, czekając na nadejście Ady. Gdy w końcu się pojawiła, byłam szczęśliwa, jak gdybym właśnie otrzymała dzień wolny od szkoły. Czekałam na nią na dworze aż dwadzieścia minut, a dzisiejszy poranek nie należał mimo wszystko do najcieplejszych.
- Jesteś wreszcie! - zawołałam, przytulając przyjaciółkę na przywitanie. - Zamarzłabym tu zaraz!
- Oj, no przepraszam... Zagadałam się z Michaelem i jakoś tak wyszło... - przyznała.
- Z Michaelem? Przecież chyba wrócił do Madrytu, nie? - zdziwiłam się. Przecież jeszcze sama byłam świadkiem tego, jak rozmawiali o jego powrocie.
- Selena, nie wiem w jakiej epoce ty żyjesz, ale ktoś kiedyś wynalazł takie coś jak Skype - powiedziała Ada wyniosłym głosem.
- Jeny, trzeba było tak od razu... - jęknęłam.
- A tak szczerze, to rozmawialiśmy o tobie - rzekła, co mnie trochę zszokowało. Że o mnie?!
- Co?
- No nie patrz się tak na mnie! - powiedziała, zauważając moje przenikliwe spojrzenie. - Nawet nie wiesz, jak wielkie poruszenie wywołało pojawienie się ciebie z Neymarem na tym balu.
- No nie, czy oni wszyscy nie mają swojego życia i swoich spraw? - przewróciłam oczami. Spodziewałam się jakiejś reakcji ze strony osób, które nas widziały, ale chyba nie aż takiej.
- Najwidoczniej nie. Ale skoro jesteś tak spokojna, to śmiem twierdzić, że nie sprawdzałaś ostatnio żadnych portali plotkarskich - powiedziała, a z moich ust mimowolnie wymsknęło się ciche jęknięcie. Nie, zdecydowanie nie byłam jednak gotowa na ujawnienie światu mojego związku z Neyem.
- A ty co takiego już tam przeczytałaś?
- Pełno bzdur, Chyba każdy z tych portali wstawił już zdjęcia z naszego balu, ale żaden z tego co wiem, nie wie jeszcze z kim tak naprawdę Neymar się tam pojawił. Wzięli te zdjęcia po prostu z Facebooka i nie wiedzą jeszcze kim jesteś. Ale teraz każdy coś podejrzewa.
- Miejmy nadzieję, że nikt z naszych znajomych się nie wygada, bo będę miała po prostu kolokwialnie mówiąc przesrane - westchnęłam.
- Miejmy nadzieję - powtórzyła po mnie przyjaciółka.
Zmieniłyśmy temat, ponieważ nie chciałam jeszcze bardziej denerwować się zaistniałą sytuacją. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że w tym momencie fani Neymara na całym świecie zastanawiają się, kim jest ta brunetka, z którą wybrał się na bal. To zdecydowanie miało prawo mnie denerwować i dekoncentrować.
Do szkoły weszłyśmy dziesięć minut później i nieco zdziwiłyśmy się, gdy ujrzałyśmy prawie puste korytarze. Obydwie spojrzałyśmy na zegarek umieszczony w holu głównym i dopiero wtedy zorientowałyśmy się, że jakieś pięć minut temu zabrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje. Obie rzuciłyśmy się pędem w stronę klasy, w której odbywały się nasze lekcje języka hiszpańskiego.
Ada zapukała do drzwi, weszłyśmy razem do sali i przeprosiłyśmy za spóźnienie. W sali na chwilę zapanowała cisza, ale było to dosłownie kilka krótkich sekund. Potem zaczęły się krzyki i piski na mój widok. No to żegnaj wolności!
- Co tu się dzieje? Proszę zignorować spóźnienie Ady i Seleny, i skupić się na lekcji - nauczycielka przywróciła porządek i ciszę w klasie, za co byłam jej niezmiernie wdzięczna.
Mimo wszystko jednak nie pozbyłam się zaciekawionych spojrzeń, kierowanych w moją stronę przez całą godzinę lekcyjną. To było naprawdę krępujące. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok i przez to byłam tak zdekoncentrowana, że nie mogłam się na niczym skupić.
- Wszystko okej? - zapytała cicho Ada, kilka sekund przed tym, jak zabrzmiał dzwonek na przerwę.
- Nic nie jest okej - odszeptałam i zaczęłam się pakować.
Ale jeśli myślałam, że lekcja była koszmarem, to nawet nie wiem jak nazwać to, co wydarzyło się po moim wyjściu z klasy.
Gdy tylko znalazłam się na korytarzu, otoczyła mnie znaczna grupka osób, które jeden przez drugiego krzyczały, zadawały jakieś pytania, których nawet nie zdołałam nawet całkowicie dosłyszeć przez te wszystkie wrzaski.
Zakryłam uszy dłońmi, aby choć trochę ograniczyć słyszalność tego wszystkiego, a Ada pomogła mi się przedostać przez krąg, który stworzył się wokół nas.
Jednak to wcale nie pomogło. Mimo że niektórzy sobie odpuścili, to cała reszta poszła za mną. Z każdą sekundą, minutą słyszałam coraz więcej z tego, co mówili. Wszyscy pytali o mnie, o Neymara, o nasz związek... Znalazło się kilka osób, które pytały się mnie, czy to na pewno był on. Głowa zaczęła mnie boleć od ciągłego gwaru, jaki panował wokół mnie.
Nie odezwałam się do nikogo słowem, ignorowałam wszystkich ciekawskich, ale gdy dotarłam już na drugą stronę szkoły, gdzie znajdowała się sala od portugalskiego, miałam tego wszystkiego dość. Nie wiem, jak Neymar to wszystko wytrzymuje, ale ja już pierwszego dnia nie daję rady.
- NIE! - krzyknęłam głośno i nagle, a wszystkie głosy wokół mnie ucichły.
Wzięłam głęboki oddech. Ada patrzyła na mnie zaciekawiona tym, co mam zamiar zrobić.
- Błagam was, nie męczcie mnie. Nie chcę o tym mówić i niczego na pewno wam nie powiem. Więc proszę uspokójcie się z tym wszystkim i uszanujcie fakt, że chcę mieć spokój, dobrze? - powiedziałam już spokojniejszym tonem. Każdy z zebranych patrzył się na mnie zdziwiony. Nie spodziewali się takiej odpowiedzi?
- Ale to był Neymar? - jedna z dziewczyn miała na tyle odwagi, żeby mimo wszystkich moich słów, jednak zapytać.
- Tak, to był Neymar. I tyle musi wam wystarczyć - odpowiedziałam i skierowałam się do klasy.
Zdziwiłam się, gdy zauważyłam, że za mną podąża Cristian.
- Sel, poczekaj. Możemy porozmawiać? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Mów - odrzekłam, zabierając swoją dłoń z jego uścisku.
- Ale chciałbym porozmawiać sam na sam - uśmiechnął się przepraszająco w stronę Ady, która wzruszyła jedynie ramionami i spojrzała na mnie.
- Zaraz przyjdę - powiedziałam do niej, zostawiłam torbą na swojej ławce i skinęłam głową do Cristiana. - Chodź.
Przeszliśmy przez krótki korytarz i wyszliśmy na dwór. Oczywiście towarzyszyły temu wścibskie spojrzenia reszty uczniów. Znaleźliśmy się za szkołą, gdzie najczęściej przychodziło się palić papierosy. Nie było to zbyt ciche i odpowiednie miejsce na rozmowę, ale nie miałam wyjścia, gdyż znajdowało się najbliżej sali od języka portugalskiego, w której powinnam znów pojawić się za jakieś dwie minuty.
- To prawda o tobie i tym piłkarzu? - zapytał Cris, nawet nie czekając aż się odezwę.
- Cristian, to chyba naprawdę nie twoja sprawa - westchnęłam. - Wszyscy się o to pytają, a ja naprawdę nie mam siły na te wszystkie pytania odpowiadać. To z kim się umawiam czy nie umawiam to moja prywatna sprawa.
- Czyli nie zamierzasz mi powiedzieć, tak?
- A do czego jest ci to potrzebne, Cris? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ja... - zmieszał się. - Po prostu chcę wiedzieć czy to prawda, tylko tyle. Wiem co do mnie czułaś i chciałbym wiedzieć czy znalazłaś już sobie kogoś na moje miejsce.
Miałam ochotę go uderzyć. Naprawdę. "Kogoś na jego miejsce"?! Przecież on nigdy nie był na miejscu Neymara!
- Masz rację, Cristian. Przez jakiś czas może mi się podobałeś, ale teraz już wiem, że to było tylko powierzchowne. Tak naprawdę nic nigdy do ciebie nie czułam. A ty nigdy nie byłeś na miejscu Neymara - odpowiedziałam wściekła.
Gdyby nie fakt, że znajdowaliśmy się na terenie szkoły, to poprawiłabym mu to, co już kiedyś zrobiłam jego twarzyczce. Ale nie chciałam wzbudzać jeszcze większego zainteresowania w tej szkole moją osobą.
-  Kłamiesz! - oskarżył mnie.
- To tylko twoje zdanie. W każdym bądź razie, odpowiem ci to co wszystkim: Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o moim życiu prywatnym - powiedziałam, odwróciłam się i skierowałam się z powrotem do budynku.
- Czyli jednak jesteście razem - stwierdził, na tyle głośno, żebym mogła to usłyszeć.
- Nic ci do tego - odpowiedziałam i weszłam do szkoły.

****

- Do odpowiedzi przyjdzie... może Selena - rzekła moja nauczycielka. Wcale mnie to oczywiście nie cieszyło. Po odbytej przed chwilą rozmowie z Cristianem byłam wstanie wybuchnąć, jeśli ktoś powie coś nieodpowiedniego.
Wstałam i podeszłam do biurka nauczycielki. W ciszy czekałam na zadanie przez nią pytania.
- No to Seleno, przedstaw się, opowiedz coś o sobie po portugalsku - wydała polecenie.
Od razu zaczęłam mówić. Portugalski nie był dla mnie wymagającym przedmiotem, więc przychodziło mi to z niesamowitą łatwością.
 Gdy już zaczęłam mówić o sobie, oczywiście nie obeszło się bez komentarzy typu:
- Zapomniałaś wspomnieć o swoim kochanym piłkarzyku - oczywiście te słowa musiały wyjść z ust nikogo innego, jak Gigi, naszej klasowej idiotki, blondynki i plastiku. Wątpię, żeby zrozumiała cokolwiek z tego, o czym mówiłam, ale i tak musiała dodać swoich pięć groszy.
Nie zwróciłam jednak na nią uwagi i mówiłam dalej. Nauczycielka słuchała mnie w skupieniu, starając się rozumieć wszystko, o czym mówiłam, a ja skupiona byłam już tylko na tym, żeby nie popełnić żadnego błędu. Jednak spojrzenia wszystkich skierowane na moją osobę, wcale nie ułatwiały mi zadania.
- Co, pewnie twój Neymarek nauczył cię tak mówić po portugalsku, co? Gdzie cię zabrał na wycieczkę? Do Portugalii czy może był bardziej hojny i poleciałaś z nim do Brazylii? - znów usłyszałam znienawidzony, piskliwy głos Gigi i nie wytrzymałam. Jednak zanim zdążyłam jej coś powiedzieć, zdążył odezwać się David.
- Gigi, po prostu przyznaj się, że jej zazdrościsz, a nie odstawiasz tutaj jakieś głupie szopki. każdy wie, jak bardzo chciałabyś być na miejscu Sel.
- Że niby ja jej zazdroszczę? Niby czego? - zaśmiała się, ale i tak wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że David trafił w jej czuły punkt. Gigi była po prostu zła na mnie za to, że miałam coś, czego ona nigdy nie dostanie.
Wywiązała się z tego oczywiście niemała kłótnia, której nasza nauczycielka raczej nie zamierzała przerywać, ale przerwało ją pukanie do drzwi. Wszystkie głosy w klasie ucichły, gdy do klasy wszedł jeden z wf-istów.
- Dzień dobry. Czy mógłbym na chwilę zabrać Selenę? - zapytał, a ja niemało się zdziwiłam. Czy on naprawdę powiedział, że przyszedł tu do mnie?
- Tak, oczywiście - głos nauczycielki, wyrwał mnie ze zdziwienia.
- Selena, zabierz swoje rzeczy, bo raczej już nie wrócisz na lekcję - dobra, teraz to wydało mi się jeszcze bardziej podejrzane.
Mimo wszystko jednak zabrałam swoje książki i torbę, i razem z wf-istą opuściłam klasę.
- O co chodzi, proszę pana? - zapytałam, gdy byliśmy już na korytarzu.
- Zaraz o wszystkim ci opowiem - odpowiedział, idąc przede mną. Kilka minut ciszy później wchodziliśmy do pustego pokoju nauczycielskiego.
- Usiądź proszę - wskazał gestem jedno z krzeseł i sam usiadł naprzeciwko niego.
- Więc mogę się już dowiedzieć o co chodzi? - zadałam pytanie zaraz po tym, jak usiadłam.
- Wiesz, że prowadzę żeńską drużynę piłki nożnej?
- No tak - odrzekłam, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz z nami jechać w zastępstwie za Clarę.
- Że co?!



Niespodzianka? Jak myślicie, jak Selena sobie poradzi? Powie Neymarowi?
A tak btw to proszę Was o komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*

środa, 23 marca 2016

Rozdział 23.

~ Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam!


Gdy przebudziłam się w niedzielę po południu, moja głowa leżała na klatce Neymara. Po całym tym balu z Neyem nie wróciliśmy do domu. Spędziliśmy resztę nocy nad jeziorem w parku. Ja w sukience, Neymar w garniturze i tak we dwoje przesiedzieliśmy kilka godzin na brzegu jeziora. Dużo czasu przesiedzieliśmy w ciszy po prostu będąc przytuleni do siebie, ale dużo także rozmawialiśmy.
Neymar opowiedział mi o swoich planach na przyszłość. O tym, że niedługo zamierza zrobić mi mój własny pokój w jego domu, choć i tak będę spała w jego sypialni. O tym, że w czasie wakacji chce mnie zabrać do Brazylii i Stanów, gdy on będzie uczestniczył w Copa America i Igrzyskach Olimpijskich. O tym, że chce być ze mną dłuuuugo. Opowiedział mi też trochę o swoim dzieciństwie, rodzinie. Ja też dałam trochę od siebie, ale niezbyt dużo, bo nie lubię o tym rozmawiać. Tematy do rozmów się nam nie kończyły, więc byliśmy bardzo zawiedzeni, gdy słońce wzeszło i musieliśmy wracać do domu.
I tak skończyła się chyba najlepsza noc w moim życiu. 
Chciałam się przekręcić, a wtedy poczułam jak mięśnie Neya się napinają. Dosłownie kilka sekund później poczułam jak przytula mnie mocniej i całuje we włosy. 
- Hey - powiedział jeszcze zachrypniętym od spania głosem.
- Hey - odpowiedziałam, nie wiedząc co innego mogłabym powiedzieć.
- Wiesz, że jesteśmy sami? Twoi rodzice wyszli jakieś dwie godziny temu - odezwał się Ney, a ja momentalnie się podniosłam.
- No to taki piękny dzień trzeba wykorzystać - zaśmiałam się i pociągnęłam Neymara za rękę, żeby wstał razem ze mną.
Tak, przyznam, cieszyłam się, że rodziców nie ma w domu. Mimo że jesteśmy dorośli z Neyem, to jednak są sytuacje, w których zachowujemy się jak dzieci i szczerze mówiąc obecność moich rodziców sprawia, że nie do końca możemy być sobą.
- No idziesz? - zapytałam, ruszając do drzwi mojego pokoju.
- A mam inne wyjście? - usłyszałam jego odpowiedź dopiero, gdy byłam już na korytarzu.
Potem usłyszałam Neymara biegnącego zaraz za mną.
Zbiegłam po schodach i przez salon wybiegłam do ogrodu. Stanęłam przy krawędzi basenu, żeby złapać oddech, ale oczywiście Neymar miał już inne plany. Zamiast zatrzymać się przed basenem, on wskoczył do niego, oczywiście pociągając mnie za sobą. Oboje znaleźliśmy się w lodowatej wodzie, spod której jak najszybciej się wynurzyliśmy. Było nam strasznie zimno, ale gdy tylko na siebie spojrzeliśmy, zaczęliśmy śmiać się z naszej głupoty.
Był początek marca, dopiero początek wiosny i na dworze nie było jakoś przesadnie ciepło, ale my mimo wszystko wybiegliśmy na dwór tak, jak spaliśmy i wskoczyliśmy do lodowatego basenu. Zostaje tylko pogratulować nam inteligencji. Już czuję, jaka będę chora...
Tak szybko, jak wybiegliśmy, tak wbiegliśmy z powrotem do domu. Od razu pobiegłam na kanapę i przykryłam się kocem. Przez chwilę zastanawiałam się, gdzie podziewa się Neymar, ale kilka minut później wszedł do pomieszczenia z dwoma kubkami herbaty.
- Ojj, jaki ty jesteś kochany! - zawołałam, kiedy podał mi jeden z nich.
- Nie da się zaprzeczyć - wyszczerzył się i usiadł zaraz obok mnie.
- Wiesz... - przytuliłam się do niego. - Kocham tą twoją pewność siebie.
- A ja kocham tą twoją głupotę. Kto to wymyślił, żeby w zimę wskakiwać do basenu, co? - zaśmiał się.
- Jeśli jeszcze tego nie wiesz, kochany Neymarku, to mamy już wiosnę.
- Kochany Neymarku? Hmm, podoba mi się - zabawnie poruszał brwiami.
- Mówić ci o czymś, a ty i tak usłyszysz tylko to, co ci się podoba - przewróciłam oczami. - Ale zmieniając temat, to co będziemy dzisiaj robić?
- Na pewno już nie będziemy skakać do basenu.
- O tak! - zaśmiałam się. - Już nigdy więcej - powiedziałam, po chwili biorąc łyk gorącej herbaty.
Neymar nie odzywał się przez dłuższy moment, a mi przyszła do głowy pewna myśl.
- Jest niedziela. Czy wy czasami nie macie dzisiaj jakiegoś meczu? - zapytałam.
- Mamy. Jasne, że mamy - Ney odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- To czemu cie tam nie ma? - zdziwiłam się.
- Widać, że nie jesteś na bieżąco, słonko. Dostałem wolne.
- Słonko? - powtórzyłam po nim.
- Teraz to ty słyszysz to, co chcesz - zauważył Junior.
Miałam mu odpowiedzieć, ale w momencie gdy już otwierałam usta, usłyszałam dzwonek telefonu Neymara.
- Jota - powiedział, spoglądając na wyświetlacz telefonu.
Pokiwałam głową, jakby pozwalając mu odebrać, a on wstał i zaczął rozmawiać ze swoim bratem.
Ja w tym czasie włączyłam telewizor i wkręciłam się na chwilę w oglądanie jakiejś telenoweli. Ney wrócił do mnie dopiero po kilku minutach. Nie pytałam, o czym rozmawiał z Jotą, ale widocznie postanowił powiedzieć mi o tym sam.
- Jo przyjechał do Barcelony, nic mi nawet o tym nie mówiąc, a teraz ma problem, że nie może wejść do domu.
- To jaki on ma problem? Niech przyjedzie do nas. Przynajmniej nie będziemy sami siedzieć... I będę się mogła z Jotą z ciebie pośmiać - odpowiedziałam.
- Jak macie się ze mnie śmiać, to nawet nie zamierzam po niego dzwonić - obruszył się Ney.
- Oj, no już dobrze. Zadzwoń do niego, niech przyjedzie, nie będzie przecież czekał pod twoim domem aż ty tam wrócisz.
- Nie ma mowy! - zawołał.
Przeszło mi przez myśl, żeby samemu zadzwonić do Joty i powiedzieć, żeby przyjechał, ale zaraz zdałam sobie sprawę z tego, że mój telefon został na górze, a szczerze mówiąc, nie chciało mi się tam iść. Dlatego wybrałam łatwiejszą opcję.
- Neyaaaaaar.... ale wiesz, jak ja cię kocham? Tak bardzo bardzo kocham? - przytuliłam się do niego, gdy zauważyłam, że położył swój telefon na kanapie nie daleko.
- Nie, nie zadzwonię do Joty - zaśmiał się. Nie chodziło mu już o to, że nie chce, żeby jego brat przyjechał, ale o to, żeby mnie wkurzyć. I chyba trochę mu się to nie uda.
 - Dobra, nie to nie - powiedziałam i wstałam z kanapy. Gdy trochę się od niego oddaliłam, dodałam, pokazując mu jego telefon w mojej ręce: - Sama sobie zadzwonię
Neymar spojrzał zdziwiony najpierw na mnie, a potem na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą leżał jego telefon.
- Jaka ty jesteś przebiegła! - powiedział. - Ale mam hasło na telefonie.
- Pfff! - parsknęłam, odblokowując jego telefon. - Myślisz, że ja go nie znam?
Zanim Junior zdążył mi odpowiedzieć, ja wybrałam już numer Joty i czekałam aż odbierze. Pokazałam mu język.

****

- Nareszcie jesteś! - powiedziałam do Joty, otwierając mu drzwi. - Neymar chce mnie wykończyć! - dodałam, na co on zrobił jednoznaczną minę.
- Wiesz, ja znam bardzo dobrze Neymara i wiem, do czego on jest zdolny, ale nie musicie mnie od razu uświadamiać, co robiliście - powiedział, udając poważnego.
- Jesteś głupi! - i tak, to jest prawda.
- I tak za mną tęskniłaś - założył ręce na piersi.
- Strasznie tęskniłam! Czemu tak długo cię nie było? - zapytałam, przytulając się do niego, co oczywiście odwzajemnił.
- Bo wiesz, Neymar pewnie ci nie powiedział, ale on się bał, że mu cię odbiję - powiedział, a sekundy później usłyszałam śmiech za moimi plecami.
- Chciałbyś Jota, chciałbyś - powiedział Neymar i oplótł swoje ramiona wokół mojej talii.
- Kiedy wracasz do domu? - zapytał go Jo, ignorując wypowiedziane przez niego zdanie.
- Dzisiaj wieczorem albo jutro rano. A czemu pytasz?
- Bo nie wiem, co ty takiego zrobiłeś, ale jak dzisiaj byłem pod twoim domem, to było tam pełno dziennikarzy.
- Pytali cię o coś? - zapytał Neymar.
- Kiedy będą mogli z tobą porozmawiać, pytali też o wasz związek. Skąd oni o tym wiedzą? Przecież do tej pory nikt o niczym nie wiedział - zauważył Jota, idąc do salonu. Z Neyem poszliśmy za nim.
- Byliśmy wczoraj z Sel na balu u niej w szkole - przyznał Junior.
- No to wszystko jasne - stwierdził Jota, siadając na kanapie.
Neymar usiadł zaraz obok niego, a ja położyłam mu głowę na kolanach. Chłopacy zaczęli rozmawiać na jakieś swoje tematy, a ja korzystając z chwili, gdy oni nie zwracali na mnie uwagi, weszłam na facebooka. I pierwsze co musiałam zrobić, żeby móc go normalnie przeglądać, to przedrzeć się przez wszystkie powiadomienia o zdjęciach, na których byłam razem z Neymarem i o wszystkich wiadomościach, jakie przysłali do mnie moi znajomi. Tak, teraz mogę oficjalnie stwierdzić, że mam przerąbane.

***

- Jeeeeeeeeeeeeeest! - zaczęliśmy razem krzyczeć, gdy Leo zdobył bramkę dla Barcy.
Była dwudziesta minuta meczu i w końcu od dwudziestu minut doczekałam się tej bramki. Trzeba przyznać, ze piłka nożna i oglądanie meczy Barcy były coraz bliższe mojemu sercu.
- Jeny, tak koszmarnie bardzo nie lubię oglądać meczy! - zaczął jęczeć Neymar. - Wolę grać!
- A tak w ogóle to czemu nie grasz? - zapytałam go, nawet nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie Barca próbowała obronić się przed atakiem Valencii.
- Mam karę na jeden mecz - odrzekł posępnie, przytulając mnie.
- Za co? Co znowu zrobiłeś?
- JA?! Nic. Ja byłem grzeczny - obruszył się.
- Tsa, ty i grzeczny...
- Nie, byłem ostatnio wyjątkowo grzeczny!
- To za co dostałeś karę? - drążyłam temat.
- No, bo jak się dostanie pięć... - zaczął, ale Jota nie pozwolił mu skończyć, krzycząc:
- Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam! Później sobie poplotkujecie!
Zaśmiałam się cicho, ale już się nie odezwałam. Skupiłam się na oglądaniu meczu, a Neymar po chwili zrobił to samo. Położył głowę na moim ramieniu i patrzył w telewizor razem ze mną i Jo.
Było po nim bardzo widać, jaki smutny jest z powodu swojej nieobecności na boisku. Nienawidził, gdy musiał opuszczać mecze lub gdy nie mógł grać w piłkę.
Zakochując się w Neymarze zdawałam sobie sprawę, że związek z nim będzie bardzo trudny bez miłości do piłki nożnej. I rzeczywiście, gdy go poznałam zaczęłam kochać piłkę. I choćby coś się stało, choćbym rozstała się kiedyś z Neymarem, to ta miłość będzie najlepszym prezentem jaki mógłby mi sprawić, będzie tym, co Neymar po sobie dla mnie pozostawi.

Jak zwykle musiałam się spóźnić z rozdziałem... Moja strefa czasowa chyba jest trochę inna niż wszystkich... Mimo wszystko, przepraszam.,..
Neyforever :*

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 22.

- Tak bardzo cię kocham, kochanie.
Odwróciłam się i tak, jak się spodziewałam, zobaczyłam Neymara. Moje serce momentalnie zaczęło bić dwa razy szybciej. Czy on naprawdę tutaj był? Czy może to mi się śniło?
Przytuliłam się do niego i usłyszałam jego krótki śmiech. Był tu.
- Też cię tak bardzo kocham, Neymar - powiedziałam, spoglądając w jego oczy. W moich zaczęły zbierać się łzy szczęścia.
Junior zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie namiętnie, choć delikatnie. To była ta piękna więź między mną a Neymarem - nie musieliśmy używać słów, żeby przekazywać sobie nawzajem tego, co czujemy.
Chwilę po tym jak odsunęłam się od Neya, pomyślałam, że za wszystkim, za zorganizowaniem przyjazdu Neymara do Mountblanc musiała stać moja przyjaciółka i moi rodzice.
Odwróciłam się w ich stronę i podeszłam do przyjaciółki. Przytuliłam się do niej, a gdy po chwili się od siebie odsunęłyśmy, w moich oczach znów zalśniły łzy.
- Dziękuję. Tak bardzo ci dziękuję - szepnęłam.
- Nie masz za co. I tylko mi się tutaj nie rozpłacz, bo to zepsuje cały efekt, nad którym ja pracowałam cały dzisiejszy dzień - powiedziała z uśmiechem, na co ja nie mogłam odwzajemnić tego gestu.
Następnie podeszłam do taty i jego także przytuliłam. Nie musiałam nic do niego mówić. Wiedział, o wszystkim co czułam, ponieważ taki już po prostu był. Znał mnie na wylot.
Zaraz obok mojego taty stała mama i wiedziałam, że też należą się jej podziękowania, ponieważ zapewne także brała udział w tym małym spisku.
Jednak ja i moja mama nie miałyśmy teraz dobrych kontaktów. Prawdę mówiąc to nie miałyśmy ich odkąd skończyłam 12 lat. I to wtedy tak naprawdę ostatni raz ukazałam jakieś uczucia wobec niej. I po siedmiu latach zrobienie tego ponownie wcale nie przychodziło mi z łatwością. Samo powiedzenie słowa "dziękuję" w jej kierunku, było dla mnie trudne.
Jednak ku zdziwieniu wszystkim, nawet siebie, podeszłam do mamy i ją przytuliłam. Zrobiłam to pierwszy raz od siedmiu lat i było mi z tym naprawdę dziwnie, choć uczucie, gdy możesz przytulić się do swojej mamy po tak długim czasie jest przyjemne.
- Dziękuję - szepnęłam, szokując wszystkich jeszcze bardziej.
Sama byłam zszokowana swoim zachowaniem ale nie komentowałam go, nie chcąc psuć tej chwili. Kiedy już miałam wrócić do Neymara, podszedł do mnie Michael i też przytulił.
- Przepraszam - powiedział. I co najważniejsze, wiem, że powiedział to szczerze.
- Twoje winy są tobie wybaczone, madridisto - odpowiedziałam, na co się zaśmiał. Niestety takie już nasze życie. Ja Barcelonistka, on madridista.
- To mogę już odzyskać swoją dziewczynę? - zapytał Neymar, podchodząc do mnie i przytulając od tyłu.
- A i owszem, możesz - odpowiedziałam, wtulając się w niego.
- To co, możemy jechać? - spytał Michael, naśladując Neymara i przytulając tak samo Adę. Tak słodko razem wyglądali.
Zrobiliśmy sobie jeszcze tylko zdjęcie i moi rodzice pożegnali nas z uśmiechami na twarzach.
Razem z Adą zaniemówiłyśmy, gdy przed domem zobaczyłyśmy limuzynę. Neymar i Michael uśmiechnęli się do siebie konspiracyjnie, a ja nie mogłam uwierzyć, ze zaplanowali to razem. Każdy z nich zaprowadził swoją dziewczynę do samochodu, otworzył drzwi i pomógł wsiąść do środka. Czułyśmy się dosłownie jak dwie księżniczki i każda z nas miała swojego wymarzonego księcia.
Droga z pod mojego domu do sali, w której miał odbywać się cały bal minęła nam w miłej atmosferze i nie trwała długo. Nim się obejrzałam, a byliśmy już na miejscu. I dopiero gdy przy pomocy Neymara wysiadłam z samochodu, naszły mnie czarne myśli.
Czy mogę wymagać tak dużo od Neymara? W końcu jest sławny i wiem, że nie powinien się tutaj pojawiać. Zbyt zwróci tym na siebie uwagę. Na pewno fakt, że się tutaj pojawił nie pozostanie tajemnicą. Zwróci tym uwagę przede wszystkim na siebie, ale przy okazji także ja zostanę zauważona. Nie wiem czy byłam gotowa na to, żeby świat okrążyła wiadomość o naszym związku, ale skoro Ney uznał to za stosowne, to nie powinnam mieć co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, doskonale wiedząc o czym myślę.
- Gotowa, żeby się ujawnić? - zapytał przed samym wejściem. Kiwnęłam delikatnie głową.
- A ty gotowy na ich zdziwienie? - powiedziałam, a Ney zaśmiał się krótko i także kiwnął głową.
I zaraz potem przekroczyliśmy razem próg sali, na której znajdowało się już sporo par. Jedni tańczyli, drudzy siedzieli, a jeszcze inni po prostu stali i rozmawiali. Nikt nie zwrócił na nas większej uwagi. Dopiero gdy zaczęliśmy całą czwórką iść w głąb sali, poszczególne osoby zaczęły nas zauważać i nie mogli oderwać od nas wzroku. I wszyscy wiemy, kto był głównym powodem zainteresowania. Neymar. U chłopaków dlatego, że większość z nich wiedziała bardzo dobrze, kim jest, a u dziewczyn z racji tego, że każdej z nich się on podobał. Ale niestety dziewczyny, ten cudowny i piękny chłopak jest mój.
Czy byłam zazdrosna? Może troszkę, bo widziałam jak te wszystkie dziewczyny pożerały go wzrokiem, ale z drugiej strony wiedziałam, że dla Neya liczyłam się jedynie ja. Zapewniał mnie o tym tak wiele razy, że bardzo dobrze to zapamiętałam.
Na szczęście nikt z moich szkolnych znajomych nie zamierzał do nas podejść. Może dlatego, że byli tak zdziwieni, a może dlatego, że rozumieją, że też potrzebujemy prywatności. Nie wiem. W każdym bądź razie nie ważny był dla mnie powód, ważne że nam nie przeszkadzali.
Ada i Michael powiedzieli nam, że idą się przywitać, więc po chwili zostaliśmy sami.
Neymar wyciągnął mnie od razu na parkiet. I to nie gdzieś na parkiet, ale oczywiście na sam jego środek. Tak Junior lubił zwracać na siebie uwagę, kiedy mógł.
Ney ułożył swoje ręce na moich biodrach i zaczęliśmy kołysać się w rytm powolnej muzyki. Z każdą chwilą wtulałam się w Neymara coraz bardziej i byłam coraz bardziej szczęśliwa, że tutaj jesteśmy. Bo mimo że zawsze mówiłam matce, że nie chcę tutaj przychodzić, to tak naprawdę bardzo chciałam przyjść tu z kimś kogo naprawdę kocham. A taką osobą zdecydowanie stał się Neymar. Mimo że znamy się dopiero od trzech miesięcy, to naprawdę się w nim zakochałam. Jest dla mnie ważny tak jak nikt nie był i już pewnie nie będzie.
- Wszyscy się na nas patrzą - zauważyłam speszona. W brew pozorom nie lubiłam stawać się centrum uwagi.
- Oboje wiedzieliśmy, że tak będzie - odpowiedział Ney. I oczywiście miał rację. To było do przewidzenia.

My wtuleni w siebie i poruszający się powoli w rytm muzyki oraz rzesza osób z mojej szkoły przyglądająca się nam w osłupieniu. Tak spędziliśmy cały wieczór.
Zapewne nigdy się nikomu do tego nie przyznam, ale czułam się jakby spełniało się moje marzenie. Czułam się ta dobrze. I nie ważne, że wiedziałam, że szanse na to, żeby związek mój i Neymara był tym, który będzie trwał aż do końca. I tak w to wierzyłam. Wierzyłam, że razem z Neyem przeżyjemy razem wiele wspaniałych chwil i wiele cudownych lat. A bynajmniej chciałabym, żeby tak było i dołożę wszelkich starań, żeby tak się stało.




Taki krótki :D

Czyżby to był koniec? Szykuje się epilog? Jak myślicie? :D



czwartek, 10 marca 2016

Ogłoszenia parafialne :D

Wow!


Wow!


Wow!


Wow!

Nie mogę nadal w to uwierzyć. 
10 tysięcy wyświetleń. 
WOW!

Szczerze mówiąc nigdy nie spodziewałam się, że mój blog osiągnie kiedyś tak ogromny sukces. 
Bo tak, taka ilość wyświetleń jest dla mnie sukcesem. 
Zakładając tego bloga miałam nadzieję na choćby jeden czy dwa tysiące. 
A tu taka ogromna niespodzianka. 

Założyłam tego bloga dokładnie 13 lipca 2015 r. 
Od tamtego dnia minęło 8 miesięcy. 
I jestem z Was naprawdę dumna, że pomogłyście mi osiągnąć to, co w tej chwili osiągam.
I w tym krótkim poście naprawdę chciałam podziękować Wam wszystkim i każdej z osobna. 
Nawet nie wiecie jak dużo znaczy dla mnie każde wyświetlenie mojego bloga. 
Każdego dnia wchodząc na bloggera i patrząc na te liczby po prostu czuję, że to, co robię ma jednak sens. 
Dziękuję!



Ale po za wszystkimi tymi podziękowaniami chciałabym też zwrócić waszą uwagę na jedną rzecz. 
Na blogu cały czas zachodzą jakieś zmiany, cały czas próbuję czegoś nowego w związku z funkcjonowaniem i wyglądem bloga. 
Pewnie to zauważyłyście. 
Ale chciałabym też Was poprosić o małą pomoc. 
Jeśli chciałybyście,  żeby coś pojawiło się na blogu, czego do tej pory nie wprowadziłam, to mi o tym piszcie. 
Jestem otwarta na nowe propozycje ;) 



I teraz już ostatnie, co chcę powiedzieć. 
 Jesteście cudowne!
Wiecie, zawsze staram się sprawdzać bloggera przynajmniej raz dziennie, żeby przeglądać wyświetlenia, komentarze itp.
I nadszedł pewien dzień, gdy natknęłam się na taki komentarz:


Czytałam to kilkanaście razy i nadal byłam pod wrażeniem. 
Naprawdę nie sądziłam, że ktoś ma takie mniemanie o moim blogu.
Więc oficjalnie chciałabym odpowiedzieć to tego Anonima:
Zmotywowałaś mnie i to nawet nie wiesz jak!

Ale są jeszcze inne przypadki, m. in. takie jak te:



Rozdziału nie ma od zaledwie 1,5 tygodnia i tyle osób wypytuje o kolejny.
To naprawdę także bardzo mnie motywuje.
Ale od razu chciałabym wyjaśnić:
Piszę aktualnie trzy blogi (2 na Blogspocie i 1 na Wattpadzie) i naprawdę staram się, żeby na każdym z nich rozdział pojawiał się minimum raz w tygodniu.
Ale muszę też przyznać, że blog o Selenie i Neymarze jest trudniejszy do pisania niż te dwa pozostałe.
Zapewne wynika to z faktu, że chcę, żeby ten był idealny. Ale nie ważne.
W każdym bądź razie, do wszystkich, którzy tak wyczekują:
Wszystkie informacje dotyczące rozdziałów, jeśli będą się pojawiać, to pojawią się zaraz pod nagłówkiem strony. Pewnie ci spostrzegawczy już to zauważyli.
Będę tam podawać w przybliżeniu, kiedy ma pojawić się next.
I tak jak informowałam, w ten weekend będę trochę wyłączona z życia internetowego, więc nie pojawi się wtedy żaden rozdział.
Ale że na tym blogu w tamtym tygodniu nie pojawił się rozdział to zamierzam nadrobić to teraz.
Rozdział jest już napisany w 3/4, więc pojawi się w piątek, najpóźniej jeśli bym nie zdążyła to do soboty po południu jeśli znajdę chwilę na opublikowanie go.
Więc nie bójcie się, nie zapomniałam o tym blogu.
Po prostu wymaga on ode mnie trochę więcej pracy niż inne blogi ;)




No to chyba tyle z mojego wywodu ;)
Pozdro dla tych, którzy dali radę przeczytać całe to moje gadanie.  
Dobranoc :*

I jeszcze raz wielkie DZIĘKI!!!
Kocham Was <3 






sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 21.

~ Nie martw się. 

- No nie możesz mi po prostu powiedzieć, gdzie jedziemy?! - zapytałam po raz tysięczny. Tak, byłam denerwująca, zdaję sobie z tego sprawę, ale nienawidzę być w niepewności.
- Przestań już! Zaraz będziemy - Ada nadal była spokojna, co nie powiem, bardzo mnie zdziwiło. Myślałam, że będzie mi się kazała zamknąć, jak to ma w zwyczaju, kiedy ktoś ją irytuje, ale widocznie nie tym razem. To było dziwne. Z resztą jak cały dzisiejszy dzień, który dopiero niedawno się zaczął.
I faktycznie, tak jak mówiła Ada, po chwili byłyśmy na miejscu. Jednak nie kryłam swojego zdziwienia, gdy okazało się, że znajdujemy się przed salonem kosmetycznym. Tyle krzyku tylko po to, żeby przyjechać do kosmetyczki? Ale chwileczkę... Jakiej kosmetyczki?! Nie zdziwiłabym się, gdyby moja matka mnie tu zabrała, ale Ada?!
- Ty sobie że mnie żartujesz? - zapytałam, spoglądając na nią. Była jak najbardziej zadowolona, że udało się jej mnie zaszokować.
- Nie. Jestem jak najbardziej poważna. Trochę przyjemności nam nie zaszkodzi - powiedziała i pociągnęła mnie za rękę w stronę salonu. Gdy tylko tam weszłyśmy, w oczy rzuciła mi się ogromna nazwa zaraz nad recepcją. Ada podeszła ze mną w tamtą stronę, podała swoje nazwisko, a recepcjonistka od razu zaprowadziła nas do jakiegoś pomieszczenia, gdzie czekały dwie kosmetyczki. No to na bogato.

***

- No to opowiadaj, jak ci się układa z Neymarem? - zapytała mnie przyjaciółka, gdy obie już siedziałyśmy na wygodnych fotelach z maseczkami na twarzy i ogórkiem na oczach. Muszę przyznać, że było to całkiem przyjemne. Jednocześnie robione miałam paznokcie.
- Z Neymarem układa nam się.... naprawdę dobrze. Ten czas spędzony w Brazylii to był chyba jak dotąd najlepszy okres w naszym związku. Teraz jest trochę gorzej, bo każde z nas ma swoje obowiązki, ale myślę, że nadal jesteśmy szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi - odpowiedziałam przyjaciółce, która - szczerze mówiąc - niewiele wiedziała o tym co ostatnio działo się u mnie i w moim związku. Miałyśmy cholernie mało czasu, co tez odbijało się lekko na naszej przyjaźni. Ale teraz nareszcie mamy czas, żeby spokojnie pogadać. - A jak u ciebie i Michaela? - zapytałam z grzeczności. Nadal chyba nie wybaczyłam mojemu byłemu przyjacielowi.
- Jest... dobrze. Choć oczywiście to kompletny związek na odległość. Michael nie ma czasu, żeby przyjeżdżać do Mountblanc. Studia to jednak nie taką prostą sprawą. Jest zajęty całymi tygodniami, ale czasami znajduje chwilę, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Przyjeżdża dzisiaj - powiedziała, a ostatnie zdanie wyjaśniło wszystko. No bo przecież dla kogo miałaby przesiedzieć pół dnia u kosmetyczne, jak nie dla Michaela? 
Słysząc to w pewnym sensie poczułam smutek. Było mi trochę smutno, że Ada i Michael spędzą ten weekend razem, a ja będę siedziała sama. No ale ja i Neymar też zapewne niedługo się spotkamy. Musimy. W końcu nie potrafimy wytrzymać bez siebie zbyt długo.
Moje myśli, które biegły w zdecydowanie złym kierunku, zatrzymała Ada. Zaczęłyśmy rozmawiać o szkole, chłopakach, rodzicach... A potem nasze tematy były najróżniejsze. Od kolorów lakieru do paznokci zaczynając, na bajkach dla dzieci kończąc. Tak, jesteśmy dziwne. I dziecinne też, ale to już inną bajka. 
Czas w towarzystwie Ady spędzałam naprawdę świetnie i to pewnie dlatego tak szybko mijał. U kosmetyczki tak się rozgadałyśmy, że pobyt w salonie kosmetycznym minął nam bardzo szybko. A były to aż 3 godziny. W tym czasie oczywiście miałyśmy zrobionych multum zabiegów kosmetycznych. Ale kiedy wychodziłyśmy już salonu, uznałam, że z tego wszystkiego najbardziej podobał mi się manicure. Tak, zdecydowanie. Nie mogłam się napatrzeć na moje piękne paznokcie, co w moim przypadku wydawało się bardzo dziwne. Choć muszę powiedzieć, że makijaż też nie był najgorszy. Mega mi się podobał, co czyniło tą sytuację jeszcze dziwniejszą.
Kiedy byłyśmy już na zewnątrz miałam nadzieję, że to już koniec tych przyjemnych tortur. Ale nie, byłam głupia myśląc, że Ada da sobie po tym spokój. Przeszłyśmy się kawałek po to, żeby po chwili wejść do salonu fryzjerskiego. Nie rozumiałam tego wszystkiego. Dzisiaj był jakiś ważny dzień, o  którym zapomniałam? Czyjeś urodziny? Jakaś impreza? Niestety nic w tym momencie nie przychodziło mi do głowy.
Zadziwiające było to, że będąc u fryzjera, mi i Adzie nadal nie brakło tematów do rozmów. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo tęskniłam za nią. Zapomniałam już jak dobrze spędzałyśmy razem czas. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mi tego brakowało.
- Ada... - zaczęłam, gdy fryzjerka robiła jej piękną fryzurę, a ja czekałam na przyjaciółkę.
- Tak? - zapytała, zamykając odruchowo oczy, gdy blondynka robiąca jej fryzurę, popsikała jej włosy lakierem.
- Co dzisiaj za święto? - zapytałam, a Ada spojrzała na mnie zdziwiona.
- Święto?
- No że byłyśmy u kosmetyczki, jesteśmy u fryzjera... - wyjaśniłam mojej przyjaciółce, która niezbyt zrozumiała o co mi chodziło.
- Miałam ci nie mówić, no ale skoro nie dajesz mi żyć... Michael zabiera mnie dziś wieczorem na imprezę... - powiedziała, a podekscytowanie dało się wyczuć w każdym jej ruchu i spojrzeniu. Naprawdę była z nim szczęśliwa i to stawiało go w trochę lepszej pozycji.
- Cieszę się twoim szczęściem - powiedziałam. Szczerze. Naprawdę zależało mi na szczęściu mojej przyjaciółki.
- Nie martw się - odpowiedziała mi, wiedząc, że chciałabym, aby Neymar teraz tutaj był.
- Nie martwię się. Po prostu zastanawiam się co Neymar teraz robi.
- Zdecydowanie za dużo myślisz. Myślałaś przez cały tydzień w szkole, teraz pora na odpoczynek - i musiałam jej przyznać rację. Byłam zmęczona tym wszystkim, a dodatkowo zadręczałam się tymi myślami związanymi ze wszystkim co mnie otaczało. Powinnam się wyłączyć i po prostu przestać myśleć.
I tak też zrobiłam. Przestałam się martwić. Wyjęłam telefon i czekając na Adę zaczęłam czytać jakiegoś e-booka. Lubiłam czytać książki, choć nie robiłam tego zbyt często. A teraz był najlepszy moment, żeby to nadrobić. I nieźle się wczytałam. Byłam na 86 stronie, kiedy Ada przerwała mi czytanie.
- Jak ci się podoba? - zapytała stając tyłem do mnie, aby pokazać mi swoje upięte, długie włosy.
-Wow! Są piękne! - przyznałam.
- No to teraz twoja kolej!
- Co?
- No ty chyba też chcesz mieć taką ładną fryzurę, co? - zapytała.
- W prawdzie... czemu by nie!
Usiadłam na fotelu, a fryzjerka niemal natychmiast zajęła się moimi włosami. Zaczęłam przyglądać się ruchom jej rąk, zastanawiając się jak długo uczyła się tego wszystkiego. Też chciałabym umieć robić takie coś z moimi włosami, choć do fryzjerki mi jeszcze daleko.
W czasie kiedy ja przyglądałam się w lusterku temu, co robi fryzjerka, Ada rozmawiała przez telefon z Michaelem. W pewnym sensie oni byli tacy sami jak ja i Neymar. Też zawsze na odległość.
Moje włosy były trochę dłuższe niż włosy Ady, więc upięcie ich zajęło więcej czasu. Ale cierpliwie to wytrzymałam, żeby potem móc oglądać cudowne efekty.
- Wracamy już do domu? - zapytałam, kiedy opuściłyśmy salon.
- Możesz się cieszyć, bo wracamy - odpowiedziała Ada. - Mam dość salonów na dzisiaj - dodała, gdy wsiadałyśmy do samochodu.
Dwadzieścia minut drogi i znów znalazłyśmy się w moim domu. Była godzina siedemnasta, więc można powiedzieć, ze cały dzień byłyśmy na mieście.
Gdy tylko weszłyśmy do środka przywitali nas moi rodzice z pytaniem jak się bawiłyśmy. Ich zachowanie było inne niż zawsze. Zazwyczaj z matką pokłóciłabym się od razu po wejściu do domu, a dzisiaj nawet zamieniłyśmy ze sobą parę zdań. Oboje z resztą wydawali się być czymś dziwnie szczęśliwi i podekscytowani. Nie wiem kompletnie, o co mogło im chodzić.
Razem z Adą i moimi rodzicami usiedliśmy razem przy stole i zjedliśmy razem obiad. W moim życiu było to dość niecodzienne. A chyba chciałabym, żeby było tak częściej.
Kiedy już z Adą byłyśmy pełne, poszłyśmy do mojego pokoju. Wtedy Ada zaczęła mówić o czymś, co chyba chodziło jej po głowie od dłuższego czasu.
- Selena.... a może chciałabyś pójść ze mną i Michaelem? Nie chcę, żebyś dzisiaj siedziała sama.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Ja i Michael nadal się nie pogodziliśmy i rozumiesz... - uznałam, kładąc się na łóżku. - Zaraz, zaraz. A gdzie wy tak dokładnie idziecie? - dodałam po chwili.
- Zapomniałaś, że dzisiaj jest bal?
- No tak! Jak ja mogłam o tym zapomnieć! Przecież moja matka mówiła o tym od początku roku.
Mowa była oczywiście o balu, który miał zastąpić studniówkę, której jednak w naszej szkole nie było. Każdy mówił o tym od jakiegoś miesiąca, ale ja nawet się tym nie zainteresowałam. Oczywiście wiedziałam, kiedy on się odbędzie i kto tam będzie, ale sama się tam nie wybierałam. Nawet nie wspomniałam o tym Neymarowi. Może i taki bal to dobra pamiątka z ostatniej klasy liceum i fajna zabawa, ale wiem, że Ney nie mógłby tam ze mną pójść. Nikt o nas nie wiedział i nasze wspólne pojawienie się na takiej uroczystości wywołało by nie tylko plotki wśród moich znajomych, ale także na świecie. Więc nasze pojawienie się tam wywołałoby zbyt dużo zamieszania. Dlatego wolałam zostać sama w domu, niż iść tam sama.
- Ale wracając do twojego pytania, to nigdzie się nie wybieram. Nie chcę być tam jedyną osobą bez pary - wyznałam.
- Dobrze, jak wolisz. Ale pomożesz mi z sukienką?
- No jasne.
Ada poszła po sukienkę do swojego samochodu. Kiedy wróciła byłam po prostu pod wrażeniem. To była chyba najpiękniejsza sukienka jaką kiedykolwiek widziałam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ma ze sobą dwie sukienki.
- A czyja jest ta druga? - zapytałam, wskazując na sukienkę, którą dopiero co zauważyłam.
- Ta jest moja - powiedziała, patrząc na nią. - A ta jest twoja - dodała, podając mi tę pierwszą.
- Ale... - nie wiedziałam co powiedzieć. - Przecież ja nigdzie nie idę, więc po co mi ta sukienka?
- Przecież twoja mama kupiła ją dla ciebie już tyle czasu temu. Nawet nie wiesz jak bardzo chciała, żebyś ją założyła. Skoro nie chcesz tam iść, to przynajmniej nie rób jej tej przykrości i załóż ją. Przecież wiem, że tobie też się podoba.
- Pomyślę nad tym. Teraz trzeba się zająć tobą! No idź się już przebrać! - zawołałam, a Adzie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Po kilku minutach wyszła z łazienki, poprawiając swoją kreację.
- Jeju, wyglądasz cudownie! Michael padnie jak cię zobaczy!  - powiedziałam, gdy tylko ją zobaczyłam.
- Będziesz mogła zobaczyć jego minę, bo odbiera mnie od ciebie. Nie jesteś za to zła, prawda?
- Nie, nawet nie wiesz jak chcę zobaczyć jego reakcję!
- A ja chcę cię zobaczyć w tej sukience! No idź już! - zawołała, a ja jakby od niechcenia poszłam do łazienki. Założyłam tą cudowną suknię i włożyłam buty, który były do kompletu. Wyglądam jakbym naprawdę wybierała się na bal, a szara rzeczywistość jest taka, że będę siedzieć w domu. Ale cóż, poczuję się choć przez chwilę jak księżniczka.
Wróciłam do pokoju, a Ada, gdy mnie zobaczyła, przez następnych kilkanaście sekund przyglądała mi się z otwartą buzią.
- Niech Neymar żałuje, że cię teraz nie widzi. Wyglądasz jak Kopciuszek na balu!
- Tylko pamiętaj, że o północy wszystko znika - zwróciłam uwagę. Bo taka miała być prawda.
- Michael ma za chwilkę przyjechać. Choć na dół pokazać się swoim rodzicom. A potem możesz sobie wrócić do pokoju i iść spać - powiedziała i pociągnęła mnie delikatnie za rękę w stronę schodów. Wydawało mi się, że odpuściła mi ten bal zbyt łatwo, ale postanowiłam się tym nie martwić.
Moi rodzice siedzieli w salonie i zauważyli nas, kiedy już zeszłyśmy po schodach. Moja matka od razu podniosła się z kanapy, podbiegła do mnie i przytuliła.
- Córeczko nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że ją założyłaś - zawołała.
- Szkoda, że nie pokażesz się na tym balu, bo wyglądasz pięknie - dodał mój tata, przytulając mamę. Okazywanie przez nich sobie wzajemnie miłości w mojej obecności, było dość niezręczne. I wtedy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Mój tata poszedł otworzyć, a po chwili wrócił do salonu razem z Michaelem ubranym w garnitur. Chłopak najpierw przywitał się czule z Adą, a dopiero później zwrócił się do mnie.
- Hej. Pięknie wyglądasz - powiedział.
- Ty też nie najgorzej. Tylko pamiętaj Michael, jak ją skrzywdzisz, to cie znajdę - ostrzegłam go, na co oboje zaczęli się śmiać.
- Będę pamiętać - zapewnił mnie.
- Ale, Selena, jeszcze zanim wyjdziemy, mamy dla ciebie małą niespodziankę... - zaczęła Ada.
Chciałam zapytać przyjaciółki o czy mówi, ale nie zdążyłam. Poczułam ramiona oplatające mnie w talii od tyłu i usłyszałam ten piękny głos zaraz przy moim uchu:
- Tak bardzo cię kocham, kochanie.



Mówiąc lekko, spieprzyłam ten rozdział, ale na nic innego mnie chyba nie stać. Nie specjalizuję się w pisaniu czegoś... takiego. Mam jednak nadzieję, że komuś się spodoba. ;) 

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 20

~ Neymar ponownie zostaje singlem.

*tydzień później*
Wiec tak....  Neymar wpadł na cudowny pomysł, żeby w czasie kiedy on będzie w swoim rodzinnym domu, mi towarzystwa dotrzymywać miał Jota. I byłam z tego bardzo zadowolona. Bardzo polubiłam brata Neymara, a on wtedy nie martwił się gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Mógł w spokoju spędzić czas z Davisiem. Junior dobrze bawił się z synkiem, a ja bawiłam się, zwiedzając miasto wraz z jego bratem.
Niestety po trzech dniach w Santosie musieliśmy wracać do Europy. Naprawdę bardzo podobało mi się w Brazylii, no ale cóż zrobić. Został mi jeszcze tylko miesiąc szkoły, więc nie mogłam tego zawalić. I tak ominęło mnie bardzo dużo przez ten wyjazd, choć był on tego warty.
Pojechaliśmy z Santosu do Sao Paulo, a stamtąd polecieliśmy samolotem z powrotem do Hiszpanii. Na miejscu byliśmy w sobotę nad ranem, więc nie widziałam sensu tak szybkiego powrotu do Mount Blanc. Dlatego też kolejne dwa dni spędziłam z Neymarem. Oczywiście w niedzielę zostałam zaproszona na mecz Barcy rozgrywany na Camp Nou. Ney oczywiście pojawił się w wyjściowym składzie. Ale po wspaniałych dniach spędzonych z Neymarem i tych cudownych dwóch godzinach na stadionie musiałam pożegnać się z chłopakiem i wrócić do domu. Po tych krótkich wakacjach od codzienności trzeba było wrócić do życia. A czekała tam na mnie szkoła.
Kiedy w poniedziałek rano dowiedziałam się, ile mnie ominęło, myślałam, że ktoś robi sobie ze mnie żarty. Ale jednak była to prawda. Miałam do zaliczenia sporo sprawdzianów i masę kartkówek. Nie wspominając o tym ile prac musiałam napisać i oddać. Po prostu, witaj szara rzeczywistości!
Nawet nie chciałam myśleć o nadrabianiu zaległości, ale nie miałam innego wyjścia. Dlatego też, całe dnie spędzałam: w szkole, zaliczając prace lub w domu, ucząc się do kolejnych zaliczeń. Było to naprawdę wykańczające, bo uczyłam się całymi dniami, a czasem nawet przez naukę kładłam się spać dopiero późno w nocy. I tak przez cały tydzień. Po dwóch dniach takiego funkcjonowania byłam już naprawdę padnięta, ale jakoś dałam radę dociągnąć do końca tygodnia. Szkoda tylko, że przez cały ten czas nie miałam kontaktu z Neymarem. Ale niestety, ja miałam tę cholerną naukę, a on intensywne treningi przed ważnymi meczami. Nawet jeśli jedno z nas miało czas, to drugie go nie posiadało. A bardzo tęskniłam za Neyem...
Gdy nadeszła sobota byłam po prostu w siódmym niebie. Wreszcie miałam wolne, a do tego dochodziła świadomość, że pogodziłam się z Adą i w następnym tygodniu zostało mi tylko kilka prac do zaliczenia. Teraz były przede mną dwa dni wolnego. Nareszcie! I w końcu możliwe, że będę mogła porozmawiać z Juniorem.
Miałam zamiar się dzisiaj wyspać. I tak trochę się nie udało. O godzinie jedenastej zostałam brutalnie obudzona przez mojego tatę. Mam na myśli fakt, że zaczął mnie łaskotać.
- Tato! Proszę! Przestań! - krzyczałam przez śmiech, co na pewno obudziło matkę. O ile sama wcześniej nie wstała.
- Wstawaj już. Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział, nareszcie zostawiając mnie w spokoju.
- Taka pobudka chyba mi wystarczy. Nie zniosę chyba więcej niespodzianek na dziś - przyznałam.
- Ale ta na pewno ci się spodoba. Znaczy... na początku możesz się niezbyt cieszyć, ale uwierz, że to będzie tego warte.
- Dobrze, teraz to już zaczynam się bać. Naprawdę bać.
- Nie panikuj tylko ubieraj się i chodź na dół. Zrobiłem dla ciebie śniadanie - powiedział i w radosnym nastroju opuścił mój pokój. Zaraz gdy tylko zostałam sama, rzuciłam się ponownie na łóżko i przykryłam kołdrą po same uszy. Jednak po chwili musiałam jednak wstać. Komuś zachciało się ze mną skontaktować akurat, kiedy miałam znowu iść spać.
Jednak kompletnie zmieniłam swoje nastawienie, gdy na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Neymara. Mało nie zaczęłam skakać z radości zanim odebrałam.
- Heeey! - zawołałam, na co Ney zaczął od razu się śmiać.
- Hey, strasznie się za tobą stęskniłem - odpowiedział, a ja cieszyłam się jak głupia, że po tak długim czasie mogłam znów usłyszeć ten jego zachrypnięty, cudowny głos.
- No tak, bo tylko ty w tym związku tęsknisz, prawda? A ja to jestem bez uczuć - powiedziałam, udając poważną.
- Oj kochanie...
- Tęsknię - przyznałam.
- To trzeba było ode mnie nie uciekać.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne Neymar. Uwierz, że kara w postaci uczenia się jaką dostałam za wyjazd z tobą na tych kilka dni, w zupełności mi wystarczy. Nie potrzebuję więcej.
- Pamiętaj, jeszcze tylko trochę ponad miesiąc - przypomniał mi.
- No tak. Już się nie mogę doczekać - nagle zrobiłam się o wiele szczęśliwsza. Tak jakby teraz liczyło się to, że już niedługo się stąd wyrwę.
- Wiesz, musisz do mnie niedługo przyjechać. Brakuje mi ciebie.
- Mi ciebie też. A nie możesz ty przyjechać do mnie?
- No właśnie co do moich odwiedzin, to mam dla ciebie wiadomość...
- Dobrą czy złą?
- Raczej to drugie.
- Eh... no to mów... - westchnęłam. Takie rzeczy nigdy nie kończyły się dobrze.
- No... bo... tak jakby... Przez następny miesiąc nie będę mógł do ciebie przyjechać - w końcu wydusił to z siebie.
- Dlaczego? - spytałam smutna. Mój nastrój gwałtownie się pogorszył.
- Bo marzec to będzie dla mnie naprawdę ciężki miesiąc. Cały czas gramy w lidze, a do tego dochodzi jeszcze Puchar, a potem Liga Mistrzów. Na dobrą sprawę będziemy grali mecze co trzy dni i... i nie będę mógł pozwolić sobie na opuszczenie ani jednego treningu, więc... - mówił tak bardzo zmieszany, że aż musiałam mu przerwać. Nie mogłam słuchać go tak przybitego.
- Ale przecież to nie jest żaden problem. Ty i tak już dużo poświęciłeś, żeby móc do mnie przyjeżdżać... a skoro teraz ty będziesz zajęty, to ja będę odwiedzać ciebie. Fakt, że teraz może nie mam najwięcej czasu, bo wciąż wszystko nadrabiam, ale... pamiętaj, że na każdym meczu w Barcelonie gdzieś tam będę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nie jesteś przez to smutna... Wszystko byłoby prostsze, gdybyś już tutaj była - westchnął.
- Chciałabym tam być. Ale nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna.
- Selena! - usłyszałam krzyk taty z dołu. No tak miałam zaraz zejść na dół... A to było jakoś piętnaście minut temu.
- Eeee.... Wiesz Junior, tata woła mnie na śniadanie. Porozmawiamy później?
- Niestety, niedługo mam trening, a potem będę zajęty, ale wieczorami zadzwonię. Smacznego śniadania. Pa.
- Pa - zdążyłam odpowiedzieć i połączenie zostało przerwane. Westchnęłam i w piżamie zeszłam na dół do kuchni. Oczywiście czekał tam na mnie tata, który odezwał się, gdy tylko mnie zobaczył.
- Neymar dzwonił?
- Skąd wiesz?
- Intuicja. A teraz jedz już, bo niedługo ma przyjść Ada - poinformował mnie.
- Ada? - powtórzyłam. - A z jakiej racji ma przyjść tutaj o jedenastej w sobotę? Przecież ona pewnie jeszcze śpi.
- Nie gadaj tyle tylko jedz - pouczył mnie tata i poszedł do salonu dokończyć picie kawy i czytanie gazety.
Oczywiście jak to ja, śniadanie jadłam przez pół godziny. W tym czasie mój tata zdążył wypić kawę, przeczytać całą gazetę i wypełnić jakieś dokumenty. I akurat w momencie, gdy miałam iść do swojego pokoju i ponownie zakopać się pod kołdrą, usłyszałam dzwonek do drzwi, a po chwili w pomieszczeniu, którego jeszcze nie zdążyłam opuścić pojawiła się moja przyjaciółka.
- Możesz mi powiedzieć, co ty tu robisz tak wcześnie? - zapytałam zaraz po tym, jak się przywitałyśmy.
- Tata nic ci nie mówił? - nie wyglądała na zdziwioną.
- Nic a nic.
- W takim razie ode mnie też niczego się nie dowiesz. A teraz ubieraj się i ruszamy w miasto.
Z głośnym westchnięciem wbiegłam po schodach i poszłam do pokoju. Moja przyjaciółka dołączyła do mnie, gdy wstałam przed szafą, próbując wybrać jakieś ubrania na ten 'wypad na miasto'. Chciałam już wyciągnąć dresy i jakąś bluzę, ale Ada wypchnęła mnie z mojego miejsca i sama zaczęła przeglądać moje ubrania. Zajęło jej to dłuższą chwilę, więc ja w tym czasie miałam okazję spojrzeć do internetu i poczytać trochę plotek. Między innymi przeczytałam, że "Neymar ponownie zostaje singlem. Brazylijska gwiazda futbolu rozstała się ze swoją dziewczyną, jaką była modelka..." Nawet nie chciało mi się czytać tego do końca. Naprawdę wydawało mi się to śmieszne. Nawet osoba, która raz pojawiła się w otoczeniu Neymara może przez media zostać mianowana jego dziewczyną. No ale cóż, przynajmniej ja mam spokój.
- Ubieraj się i wychodzimy - Ada przerwała moje myśli, rzucając we mnie jednocześnie ubraniami.
- Dobra, dobra, już idę, nie krzycz na mnie - zaśmiałam się, idąc do łazienki.
Po kilku minutach wyszłam stamtąd, ogarnięta i ubrana w jeansy, co było dla mnie niecodzienne. Jednak ważne, że czułam się dobrze.
- Czemu ty nie ubierasz się tak na co dzień? Wyglądasz świetnie - ucieszyła się Ada, widząc mnie ubraną inaczej niż w dresy.
- Czyli, że zazwyczaj wyglądam koszmarnie? Nie no, dzięki za komplement.
- Oj, no wiesz o co mi chodzi. Powinnaś się zacząć tak ubierać.
- Jeszcze jakieś życzenia? - drażniłam się z nią.
- Nie, tylko to jedno. To jak, możemy już iść?
- Jechać - poprawiła mnie. - Mamy dzisiaj dużo do załatwienia, a ja nie mam zamiaru latać z jednej strony miasta na drugą.
- A powiesz mi chociaż z jakiej okazji wyciągasz mnie na miasto?
- Nie. Dowiesz się wszystkiego... później - powiedziała zadowolona z siebie, że udało się jej jakoś wybrnąć.
Co ona takiego wymyśliła?



No właśnie, co wymyśliła Ada?
PS. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że jest Was coraz więcej. Dziękuję :*


piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 19

Tak jak obiecał to Ney cały dzień spędziliśmy pod pomnikiem, patrząc z góry na miasto. do domu Neymara wróciliśmy jakiś czas po północy. Czas w Rio spędziliśmy naprawdę fajnie. Neymar oprowadzał mnie po mieście, pokazywał wszystkie najważniejsze atrakcje, a wieczorami zazwyczaj braliśmy udział w jakiejś imprezie na ulicach miasta. Było wręcz cudownie. Dziś mamy środę. Do rana byliśmy na imprezie na zakończenie karnawału i niedługo mieliśmy wracać już do Europy. Ale zmieniliśmy plany. Tak jak ustaliliśmy to z Neymarem w drodze do Rio, po tych kilku dniach tu spędzonych lecimy na chwilę do Santosu, żeby Ney mógł spotkać się z rodziną.
Lot, który trwał około dwóch godzin minął nam na śmianiu się z Daniego. Tak, tak ten idiota opowiadał nam przez całą drogę swoją historię życia jak to spotkał taką cudowną blondynkę na imprezie, nagle ją zgubił, a potem gdy się znaleźli to... Nie ważne. W każdym bądź razie, brzuch mnie bolał że śmiechu. Alves tak bardzo przeżywał spotkanie z tą dziewczyną, że przez chwilę pomyślałam, że się zakochał.
Gdy znaleźliśmy się w Sao Paulo, od razu z lotniska pojechaliśmy do hotelu w Santosie. Oczywiście Neymar ma tutaj dom razem z rodzicami i próbował mnie przekonać, żebyśmy tam spędzili te dwa dni, ale nie zmieniłam zdania. Bardzo chciałam poznać jego rodziców, siostrę i synka, ale myślałam, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment. A że jestem uparta to postawiłam na swoim.
- Skoro ja mam jechać teraz do domu, to co ty zamierzasz robić aż do wieczora? - zapytał Ney, przytulając się do mnie, gdy już byliśmy w swoim hotelowym pokoju.
- Nie martw się o mnie, ja już jakoś zorganizuję sobie ten czas. A ty lepiej już jedź do Daviego, bo pewnie się za tobą strasznie stęsknił - powiedziałam, odwracając się do niego przodem.
- Chciał cię bardzo poznać - wyszeptał Ney, próbując mnie ostatecznie przekonać.
- Proszę cię, nie wpędzaj mnie w poczucie winy, że się z nim nie spotkam - jęknęłam. Naprawdę chciałam poznać Daviego. To nie tak, że nie akceptowałam faktu, że Ney miał syna.Bardziej chodziło mi o to, że mimo iż teraz z Juniorem dogadujemy się całkiem dobrze nie znaczy, że za jakiś czas też tak będzie. Być może po kilku miesiącach uznamy, że nasz związek nie ma sensu i po prostu się rozstaniemy. Kocham Neymara i nie chciałabym takiego zakończenia, ale tak może się stać, a wtedy nie zniosłabym myśli, że ten mały chłopiec się do mnie przywiązał, a ja nagle odchodzę. Dlatego wolałam trochę poczekać zanim go poznam.
- Dobrze, już nic nie mówię. Mam już iść?
- Jedź do Daviego.
- Wolałbym jechać z tobą.
- Mogę cię co najwyżej do samochodu odprowadzić - zaśmiałam się
- Jakaś ty łaskawa - przewrócił oczami i skierował się do drzwi, a ja ruszyłam za nim. Junior zamknął drzwi i ruszyliśmy przez długi korytarz aż do windy. Chwilę później znaleźliśmy się przed hotelem, gdzie niestety musieliśmy się rozstać.
- No jedź już, bo Davi czeka - pośpieszyłam Neya, gdy przedłużał moment, kiedy musiał wsiąść do samochodu i odjechać.
- Będziesz tęsknić? - zapytał.
 - Tak, oczywiście, będę usychać z tęsknoty za tobą! - powiedziałam z sarkazmem. Nie to, że nie będę tęsknić, bo na pewno będę, ale patrząc na to, że czasami nie widzimy się nawet kilkanaście dni to te kilka godzin rozstania jest w prawdzie niczym. Tym bardziej po kilku dniach spędzonych razem.
- To pa - powiedział i pocałował mnie na pożegnanie. - Jeśli byś czegoś potrzebowała to dzwoń.
- Neymar, nie jestem małą dziewczynką, dam sobie radę.
- W to nie wątpię - zaśmiał się i wsiadł do swojego Audi. Po chwili już go nie było.
Nie miałam zamiaru przesiedzieć całego dnia w hotelu. Nie po to zgodziłam się przyjechać z Neymarem do Brazylii.
Miałam ze sobą telefon i portfel. Nic więcej nie było mi potrzebne, więc od razu wybrałam się na zwiedzanie miasta. Nigdy w życiu tutaj nie byłam, ale to mi raczej nie przeszkadzało. Internet w telefonie czasami był bardziej niż przydatny. Przejrzałam wszystkie atrakcje w Santosie i już wiedziałam, gdzie mam iść.

*Neymar*
Dwadzieścia minut po tym, jak odjechałem z przed hotelu, zostawiając tam Selenę. Miałem wyrzuty sumienia, że pozwoliłem jej tam zostać samej, ale ona była zbyt uparta, żeby z nią dyskutować. Ale zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że jej nie da się przekonać. Zawsze musi postawić na swoim.
Gdy byłem już na miejscu, nie zdążyłem nawet otworzyć drzwi samochodu, a w moją stronę już biegł mój ukochany synek. Szybko wysiadłem z mojego Audi i rozłożyłem ręce, w których kilka sekund później znalazł się chłopiec.
- Tęskniłem tatusiu! - powiedział, wtulając się we mnie.
- Ja też bardzo tęskniłem kochanie - odpowiedziałem.
Davi po dłuższej chwili odsunął się ode mnie i podbiegł do samochodu. Otworzył drzwi od strony pasażera po czym w smutku stwierdził, że w środku nikogo nie ma.
- A gdzie ona? - zapytał rozczarowany. W pierwszym momencie nie zrozumiałem dlaczego powiedział 'ona', ale zaraz zorientowałem się, że nie wie jak ta 'ona' ma na imię.
- Naprawdę mi przykro, ale ona nie mogła ze mną przyjechać. Ale kazała przekazać, że bardzo chce cię poznać - powiedziałem, a w oczkach Daviego zobaczyłem smutek.
- Miała przyjechać - szepnął cichutko.
- Ale nie mogła kochanie. Ale jak do mnie przyjedziesz to na pewno ją spotkasz - zapewniłem go.
- Ale obiecujesz? - zapytał z nadzieją.
- Obiecuję.
- Synku, a ze mną już się nie przywitasz? - usłyszałem za sobą głos mojej mamy. Odwróciłem się i razem z Davim podeszliśmy do niej z uśmiechami na twarzach.
- Hey mamo. Tak dawno cię nie widziałem - powiedziałem, przytulając ją.
- Mógłbyś częściej do nas przyjeżdżać. Widzimy się tak rzadko. A gdzie Selenka? - zapytała. Widocznie moja dziewczyna miała być w tym domu atrakcją dzisiejszego dnia.
- Ehh... - westchnąłem, przenosząc na chwilę wzrok na Daviego, dając mamie do zrozumienia, że to nie temat na rozmowy przy nim.
- Chodźcie już do środka. Taty nie ma, jest w Instytucie, ale Rafaela jest u siebie na górze, a Jota siedzi w salonie - szybko zareagowała mama, aby odciągnąć Daviego od myśli o Selenie.
Wszyscy razem weszliśmy do środka, a tam dopadła mnie moja siostra. Jak widać już nie siedziała w swoim pokoju.
- Braaaaciszku! - zawołała radośnie na mój widok i od razu znalazłem się w jej objęciach.
- Widzę, że wszyscy strasznie za mną tęskniliście - zaśmiałem się. Nie spodziewałem się takiej reakcji mojej rodziny na mój przyjazd. Co prawda nie widzieliśmy się już dość długo, bo od wakacji byłem tutaj może raz, ale nigdy tak nie cieszyli się na mój widok.
Z pomocą przyszedł mi Jota. Rafa musiała się ode mnie odsunąć, aby zrobić miejsce mojemu bratu. Przywitaliśmy się tak jak zazwyczaj i poszliśmy do kuchni. Davi bawił się w salonie, a my mieliśmy trochę czasu, żeby porozmawiać.
- No to dlaczego moja ulubiona szwagierka z tobą nie przyjechała? - zapytał rozbawiony Jo. On jako jedyny normalnie przyjął informację o tym, że Seleny ze mną nie ma.
- Sel jest w Santosie razem ze mną... - zacząłem, ale oczywiście Rafa musiała mi przerwać.
- Więc dla czego nie zabrałeś jej ze sobą do na... - teraz to ja jej przerwałem.
- Bo to był jej wybór - powiedziałem, ściszając głos, aby mieć pewność, że mój synek na pewno nas nie usłyszy.
- Ale... dlaczego? - zapytała moja mama, gwałtownie się smucąc.
-  Nie martw się, mamo. Ona naprawdę bardzo chce was wszystkich poznać, nawet nie wiesz jak  bardzo. Widać to po niej. Ale chyba chodzi jej tu głównie o Davisia. Boi się chyba, że on się nią rozczaruje. Boi się, jak zareaguje. Stąd brak jej obecności ze mną - wyjaśniłem.
- Ale, skoro nie ma jej z tobą, to gdzie ona jest? - moja mama zaczęła się zamartwiać. Zawsze martwi się o wszystkich i wszystko.
- Nie denerwuj się, jest w hotelu, w którym zostajemy. Nic jej się nie stanie. Umie sobie poradzić - powiedziałem, wiedząc jakie myśli chodzą po jej głowie.
- Na ile zostajecie? - zapytała Rafa.
- Dzisiaj mamy środę? W takim razie chyba do piątku i w piątek wieczorem wrócimy do Hiszpanii - odpowiedziałem, przypominając sobie rozmowę z Seleną, o tym na jak długo zostaniemy w Santosie.
- A nie możesz jakoś spróbować jej przekonać? - łudziła się Rafaela.
- Rafa ty w ogóle wiesz, o czym ty mówisz? To jak porywać się z motyką na słońce - trafnie zauważył Jota. - Założę się, że Neymar już próbował i to nie raz.
- Skąd wiedziałeś? - zaśmiałem się.
- Po prostu twierdzę, że to nie fair, że Jota ją zna, a ja nie - powiedziała nasza siostra i wstała od stołu. Znosi to chyba gorzej niż Davi, który po chwili wszedł do pomieszczenia.
- Tato, pobawisz się ze mną? - zapytał, trzymając w rączkach swoją ulubioną zabawkę.
- Jasne - powiedziałem, przeprosiłem mamę i Jo, i poszedłem za synkiem do jego zabawek.
- Tato, a zadzwonisz do niej? - zapytał. Davi naprawdę robi się coraz mądrzejszy. Myślałem, że już zapomniał o Selenie i chce się po prostu pobawić, a on podstępnie wyciągnął mnie z kuchni, żeby mnie o to zapytać.
- Wiesz, mam chyba lepszy pomysł - powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni telefon. Razem z Davim nagraliśmy snapa, na którym chłopiec mówił, jak bardzo chce ją poznać i jak bardzo ją kocha i wysłaliśmy do niej. Wiedziałem, że Selena to na pewno zobaczy. Zauważyłem, że już od jakiegoś czasu bacznie obserwowała mój snapchat.
I nie myliłem się. Sel wysłała nam filmik, na którym odpowiedziała Daviemu, że go kocha i chce poznać, a zaraz potem dostałem filmik, na którym przeprosiła go, za to, że nie może z nim teraz być. Wiem, że trochę okłamywaliśmy Davisia, ale nie było innego wyjścia. Rozumiałem zachowanie mojej dziewczyny i wiedziałem, że martwi się jedynie o tego małego blondynka, którego jeszcze nawet nie zdążyła poznać.
Mój synek po tej małej 'konwersacji' z Seleną był już spokojny i świetnie się ze mną bawił. Po jakiejś godzinie zabawy poszedł w końcu pomęczyć ciocię Rafaelę, a ja w spokoju mogłem pograć z Jotą w FIFĘ.
Dwie godziny później do domu wrócił mój ojciec. Mieliśmy do załatwienia kilka ważnych spraw, więc niestety musiałem zostawić mojego brata samego. Nigdy nie lubiłem załatwiać tych wszystkich formalności, ale cóż, skoro chcę grać w piłkę w tak wielkim klubie jak Barcelona to muszę się z tym wszystkim uporać.
Na szczęście nie zajęło nam to długo. Mój ojciec zapewnił mnie, że wszystkim się zajmie. Była godzina szesnasta, przesiedziałem w moim rodzinnym domu zaledwie około czterech godzin. Mama znajdowała się w kuchni, zapewne robiąc obiad, tata siedział w gabinecie, a Rafa, Jota i Davi byli w ogrodzie bawiąc się z psem. W końcu miałem chwilę spokoju, więc postanowiłem zadzwonić do Seleny. Nie odzywała się od czasu, kiedy 'rozmawiała' z Davim. Zacząłem się martwić, choć sam nawet nie wiem o co. Przecież da sobie radę.
Tak jak myślałem, nic się nie stało, a Sel odebrała po pierwszych dwóch sygnałach.
- Już tak bardzo się stęskniłeś? - zaśmiała się.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Jak tam siedzenie w hotelu? - zapytałem.
- A kto ci powiedział, że ja miałam zamiar tam siedzieć? Odkąd pojechałeś jestem na mieście.
- A więc gdzie teraz jesteś?
- Urbano Caldeira Stadium?
- Nie mów mi, że poszłaś na mój dawny stadion.
- A czemu by nie?
- Pojechać po ciebie?
- Neymaaaar! Przecież dam sobie radę. A z resztą dopiero niedawno tutaj przyszłam.
- Oj, no już dobrze - przewróciłem oczami.
- Jak tam Davi? - spytała.
- Całkiem dobrze, po waszej 'rozmowie' na snapie się uspokoił. Gorzej z Rafaelą - zaśmiałem się, przypominając sobie reakcję mojej siostry.
- Czemu? - przejęła się Selena.
- Bo jest zazdrosna o to, że Jota cie poznał - dalej się śmiałem.
- Właśnie, Jota! Czemu on się nie odzywa? Ja sobie muszę z nim poważnie porozmawiać!
- Spokojnie, bo jeszcze pomyślę, że mnie z nim zdradzasz - zaśmiałem się. Znowu.
- A kto wie, kto wie...
- Selena!
- No już, uspokój się, złość piękności szkodzi - teraz to ona śmiała się ze mnie.
- Czyli uważasz, że jestem piękny?
- Zawsze i wszędzie! - powiedziała, na co ja wybuchnąłem śmiechem. - No oczywiście, zawsze musisz mieć jakieś skojarzenia - wiedziałem, że teraz kręciła głową.
- Zawsze i wszędzie!
- Dobrze, więc ja zostawiam ciebie i te twoje zbereźne myśli i wracam do zwiedzania. Spotkamy się w hotelu?
- Za dwie godziny?
- Ok, no to pa.
- No to pa - powiedziałem niechętnie i zakończyłem połączenie.
Martwiłem się, że Selena sama chodziła po ulicach Santosu. Nie żebym od razu miał jakieś dziwne czarne myśli, ale bałem się, że mogła by się zgubić czy coś podobnego. Wiem, wiem, nie była małą dziewczynką, ale trochę tak na nią patrzyłem. Jak moją małą księżniczkę, bo w końcu była ode mnie młodsza.
Wiem, że strasznie by się zdenerwowała, gdybym teraz do niej pojechał, bo miałem spędzić czas z rodziną, więc wpadłem na dużo lepszy pomysł. Wyszedłem do ogrodu, gdzie znajdowało się moje rodzeństwo wraz z moim synkiem i zwróciłem się do brata:
- Jota, musisz mi pomóc.





Hey :D Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Miałam dużą motywację, żeby go napisać. A mianowicie pewną osobę, która przez cały wczorajszy wieczór siedziała mi nad głową i dopytywała kiedy skończę i dodam rozdział. Tak więc, jestem z częścią dziewiętnastą :D 
Ważne:
No i tutaj mam gorsze informacje. A więc ogłaszam, że mniej więcej jesteśmy w połowie tego opowiadania! Tak tak, ja też nie mogę uwierzyć, że to już tak daleko początku i tak blisko końca. To opowiadanie na pewno nie będzie tak długie jak poprzednie. 100 rozdziałów o Selenie i Neymarze byłoby chyba dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Tak więc myślę, że 40 powinno wystarczyć ;) Mam nadzieję, że kiedy już skończymy to opowiadanie to mnie nie zostawicie, co? 

Bye, Neyforever :*

niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 18.

~ Jezus!

- Neymar! Nie ma nawet takiej opcji. 
- Oczywiście, że jest. Przyjechałem tu z Tobą, więc chcę, żebyśmy spędzili ten czas razem - odparł Neymar. Minęło 8 godzin lotu, a od godziny kłóciłam się z nim o to, co będziemy robić przez tych kilka dni w Brazylii. 
Rafaela prosiła Neya, żeby podczas pobytu w ojczyźnie choć na chwilę ich odwiedził. Powiedział jej, że się nad tym zastanowi, ale chwilę później powiedział mi, że mimo wszystko nie zamierza zostawić mnie i polecieć do São Paulo. I właśnie o to się rozchodziło.
- Dobrze, a gdybym ja poleciała z tobą do Sao Paulo? - zapytałam.
- To już byłaby całkiem inna sytuacja - przyznał po chwili Junior.
- No właśnie. Więc postanowione, lecimy do Sao Paulo i nie ma dyskusji - powiedziałam radośnie.
- Teraz, czy jak będziemy wracać z Rio? - zapytał Ney.
- Chyba raczej jak będziemy wracać - stwierdziłam, a Junior przytulił mnie mocniej.
- Jesteś uparta. Strasznie - szepnął.
- Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam.
- Kocham cię.
- To też wiem.
- Chcę, żebyś poznała Rafaelę... i Daviego... i moich rodziców... - powiedział, na co wstrzymałam oddech. Naprawdę?
- Tego nie wiedziałam - przyznałam.
- Chciałabyś?
- Poznać ich? Nie wiem. Z pewnością są wspaniali, ale nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dlaczego? Na pewno bardzo by cię polubili.
- Nie jestem idealna.
- Nikt nie jest.
- Wiesz w jakim sensie. Poznanie twojej siostry nie byłoby raczej najgorsze. Ale bałabym się poznać z twoimi rodzicami czy synkiem. To byłoby chyba zbyt dużo.
- Oni i tak już bardzo dużo o tobie wiedzą. I Davi naprawdę nie może się doczekać, kiedy cię pozna. Ale jeśli nie chcesz poznać ich teraz, to będzie na to jeszcze wiele okazji.
- Ney, nie grasz fair, mówiąc mi o Davim.
- Nie martw się, niedługo razem z Caroliną przeprowadzają się do Barcelony, więc nie będzie musiał długo czekać - uspokoił mnie.

***

- O, jak tu ciepło! - zawołałam, gdy tylko opuściłam samolot. Słoneczna Brazylia! Lato podczas, gdy w naszej Hiszpanii jest zima. Tak mi brakowało tych wysokich, letnich temperatur. Wakacje w środku roku szkolnego.
- Brakowało mi tego - powiedział Neymar, zaciągając się brazylijskim powietrzem. - Jedziemy do domu?
- Domu? - zapytałam zdziwiona.
- Mam dom w Rio. Nie wiedziałaś?
- Nie.
- No to teraz już wiesz - powiedział z uśmiechem. - To jedziemy, czy może chcesz podziwiać lotnisko?
- Naprawdę ładne macie te lotnisko, ale chyba skuszę się na pojechanie do domu - powiedziałam radośnie i razem z Neyem poszliśmy do jego samochodu, który znalazł się tutaj dzięki jego kolegom.
Junior już tyle razy widział Rio, że widoki podczas jazdy wcale go nie ruszały. Inaczej było ze mną, ponieważ widziałam to wszystko po raz pierwszy i wszystkim się zachwycałam.
Sądziłam, że tak jak w Barcelonie, dom Neymara będzie znajdował się gdzieś na obrzeżach miasta, ale było całkiem inaczej. Znajdował się on praktycznie w centrum Rio. Do tego znajdował się nieopodal jednej z głównych ulic. Dlatego gdy tylko otworzyłam drzwi samochodu pod jego domem usłyszałam głośną brazylijską muzykę. Słyszałam, że w czasie karnawału na ulicach ciągle gra muzyka, ale nie sądziłam, że to prawda.
- Jak ci się podoba? - spytał Ney, widząc moją minę.
- Wow - odpowiedziałam.
- Tak myślałem - zaśmiał się, dając mi do ręki klucze do domu, a sam poszedł po nasze rzeczy.
Zostawiłam go przy samochodzie i od razu skierowałam się do środka. Jednak kilka minut później nadal nie znalazłam się wewnątrz budynku. Otworzenie tych drzwi w moim przypadku graniczyło wręcz z cudem. Samo znalezienie odpowiedniego klucza okazało się wyzwaniem. Ale jednak po jakimś czasie mi się to udało i znalazłam się w łanie urządzonym korytarzu. Na lewo zauważyłam salon, a po prawej stronie znajdowała się kuchnia. Ja jednak od razu pobiegłam po schodach na górę, gdzie znalazłam kilka różnych pomieszczeń. Weszłam przez pierwsze drzwi i znalazłam się w sypialni. Zgadłam, że to pokój Neya, o czym świadczył jego wystrój. Sypialnia wyglądała bardzo podobnie do tej w Barcelonie. Tylko, że tutaj nie miał ściany, na której wisiała jego kolekcja full-capów. Rzuciłam się na ogromne łóżko znajdujące się tam i patrzyłam w sufit. Jestem z Neyem w Rio. Nadal w to nie wierzę.
Chwilę później usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i Ney głośno wypuszcza powietrze.
- Szukałem cię - powiedział.
- Nie uciekłam. Nie domyśliłeś się, że jestem tutaj? Raczej nie miałabym pójść gdzie indziej - powiedziałam. patrząc w sufit, ale gdy Neymar usiadł na łóżku, podniosłam się do pozycji siedzącej i przytuliłam do niego.
- Idziemy spać czy na miasto? - zapytał Ney.
- Spać! - zawołałam, na co Neymar zaczął się śmiać.
- Jest wcześnie - zauważył. - Idziemy spać - zgodził się ze mną i położył obok mnie. Objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie. - Dobranoc, księżniczko.

***

Gdy przebudziłam się ze swojego słodkiego snu, Neya nie było już obok mnie. Typowe. Ale on jest dużo bardziej przyzwyczajony do zmian strefy czasowej niż ja.
Podniosłam się z łóżka i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że spałam w ubraniach. Nie ma co, musiało mi być bardzo wygodnie w tej bluzie i rurkach. Rozejrzałam się po pokoju i postanowiłam wyjść na chwilę na balkon. Będąc tam, w dole, w ogrodzie zobaczyłam ćwiczącego Neymara. Oczywiście bawił się piłką, która była jego miłością. Kochał ją bardziej niż mnie, ale mogłam to zaakceptować.
Usiadłam na zimnych płytkach, cały czas wpatrując się w Juniora. Oparłam głowę o barierki i przyglądałam mu się. Lubiłam patrzeć jak gra. Zachowywał się wtedy całkiem inaczej. Cały świat przestawał istnieć, był tylko on i piłka. Cudownie było to oglądać.
Jednak w pewnym momencie Ney niespodziewanie odwrócił się, żeby odbić piłkę i zauważył mnie. Zostawił swoją zabawkę w spokoju i uśmiechnął się do mnie. Poszedł w stronę domu, więc ja też postanowiłam wrócić do środka. Usiadłam na łóżku, a po chwili do sypialni wszedł Neymar. Uśmiechnięty podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Moja księżniczka się w końcu wyspała? - zapytał radośnie.
- Można tak powiedzieć. Która jest godzina?
- Po dziesiątej. Idziemy się przejść?
- Możemy. Tylko poczekaj, muszę się przebrać, bo jest mi okropnie gorąco - zawołałam, podchodząc do walizki, a Neymar się ze mnie śmiał.

*pół godziny później*

- Neymar! - zawołałam z przedpokoju już chyba po raz piąty. Z nim jest gorzej niż z dziewczyną... Stoję przy tych drzwiach już od piętnastu minut i czekam aż Neymar łaskawie ułoży włosy i się ubierze. Ileż można?! Już nawet ja się szybciej wybrałam.
Już miałam krzyczeć po raz kolejny, gdy usłyszałam, że moja "księżniczka" schodzi po schodach. Nareszcie!
- Ile można na ciebie czekać?! - zawołałam, gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Staram się dla ciebie, a tobie jeszcze źle! - zaśmiał się.
Zignorowałam go i zapytałam:
- To gdzie idziemy?
- Tam, gdzie ty chcesz - odpowiedział.
- Wiem! Jezus!
- Skąd ja to wiedziałem, że chcesz tam iść - ponownie się zaśmiał, zamykając za nami dom. Potem wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę furtki. Gdy wyszliśmy na ulicę, znów usłyszałam muzykę, tak jak rano, gdy przyjechaliśmy. Junior założył okulary przeciwsłoneczne, tak jak ja, miał na głowie full-cap i wszystko po to, żeby pozostać nierozpoznanym.
Atmosfera na ulicach Rio była fantastyczna. Wszyscy tańczyli i śpiewali, wyglądało to jak jedna wielka impreza. Mogłabym tu zostać na zawsze. Choć Neymarowi raczej by się to nie spodobało.
Panująca tu radość wpływa też na mnie, przez co cały czas na mojej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
Muszę przyznać, że naprawdę dziwnie jest się czuć tak wolnym. W ostatnim czasie nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Siedziałam w szkole, w "wolnym" czasie rozmawiałam z Neymarem przez telefon, albo pokonywałam drogę do Barcelony, żeby móc się z nim spotkać. I tak naprawdę dopiero teraz czuję wolność. Kiedy mogę sobie spokojnie spacerować z Neymarem ulicami Sao Paulo i wiedzieć, że przez najbliższy tydzień nie muszę się o nic martwić.
Swoją drogą dziwnie było tak spacerować z Neymarem. Za każdym razem, gdy byłam w Barcelonie, Ney nie chciał zbytnio wychodzić, dlatego, że nie chciał, żeby ktoś go rozpoznał. Oczywiście wiem, że gdy był sam, dość często wychodził z domu, żeby po prostu się przejść. Nie przeszkadzało mu, że spotka się z fanami. To była dla niego codzienność. Ale gdy byłam z nim ja, w grę wchodziło coś więcej.
Neymar pod żadnym pozorem nie chciał, żeby ktokolwiek niepowołany dowiedział się o istnieniu naszego związku. Mogłoby mi być przykro z tego powodu, ale tak nie jest. Rozumiem go. Chce mnie chronić przed tym wszystkim. Nie chce, żeby nagle zaczęli mnie śledzić dziennikarze i zadawać dziwne pytania. Chciał mnie uchronić przed swoim życiem "w blasku fleszy." Nie chciał, żebym nagle stała się "sławna", ponieważ z nim jestem. Nie chciał, żebym stała się powszechnie znaną "dziewczyną Neymara" i chciał uniknąć różnych plotek w mediach. Szczerze mówiąc to sama też nie chciałabym, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie wiem czy zniosłabym plotki o tym, że jestem z nim tylko dla sławy czy pieniędzy. Oczywiście problem byłby także z fankami Neymara, które zazwyczaj nie akceptują jego partnerek.
Droga jaką musieliśmy przebyć, żeby znaleźć się w wybranym przeze mnie miejscu nie była długa, więc kilkanaście minut później byliśmy na miejscu. No, prawie na miejscu. Żeby dotrzeć pod pomnik trzeba było zaledwie dostać się na górę. A były tylko dwa wyjścia: wjechać, albo wejść na górę.
- Mamy do wyboru 222 schody albo windę - powiedział Junior. Wiedziałam, że on wolałby po prostu wjechać na górę i mieć to z głowy, ale ja miałam inny plan.
- Idziemy! - zawołałam, kierując się w stronę schodów i ciągnąc za sobą Neymara.
- No, ale ja ciebie proszę! - krzyczał Ney, gdy zobaczył, że mówię poważnie.
- Idziemy! - powtórzyłam.
- Ale to jest tak daleko! - jęczał.
- Junior, jesteś piłkarzem czy nie? - zapytałam, odwracając się do niego.
- No, jestem - odpowiedział.
- Więc zadbajmy o twoją i przy okazji też moją kondycję i chodźmy na górę.
Ney niechętnie, ale jednak poszedł za mną i zaczął wspinać się po schodach. Jednak pięć minut później usłyszałam:
- Selena! Poczekaj na mnie! Zmęczyłem się!
Miałam ogromną ochotę uderzyć się ręką w czoło w geście niedowierzania, ale jednak postanowiłam sobie tego oszczędzić.
- Nie wierzę w ciebie Junior. Za co ten trener cię trzyma w tym klubie?! - westchnęłam.
- Jestem tak cudowny, że oni po prostu muszą mnie mieć - odpowiedział mi z głupim uśmieszkiem.
- Kto ci tak nakłamał, co?
- Mama.
- Chyba jak byłeś mały.
- Nie. Ostatnio to jakoś tydzień temu. Powiedziała, że jestem piękny i cudowny.
- Dobra, że cudowny to jeszcze uwierzę, ale że piękny?
- Jak nie piękny to dlaczego mnie jeszcze nie zostawiłaś dla jakiegoś ładniejszego, hmm?
- Nie wiem. Może dlatego, że poziom twojej głupoty jest bardzo zbliżony do mojego.
- To chyba twój jest zbliżony do mojego - powiedział na co przewróciłam oczami. Jak z dzieckiem. - Nie chce mi się iść.
- Znowu do tego wracamy?
- Żebyś wiedziała. Nie mam siły wchodzić te 222 schodki!
- To jak jesteś taki zmęczony to zejdź na dół i jedź windą - stwierdziłam, na co Brazylijczyk oczywiście się ucieszył.
- No to widzimy się na górze! - podszedł do mnie, pocałował przelotnie w usta i sekundę później widziałam go już zbiegającego po schodach w dół. A podobno nie miał siły.
Pokręciłam głową myśląc o jego głupocie i kontynuowałam wspinaczkę po schodach. Widoki były naprawdę niesamowite aż chciałam przystanąć i po prostu je podziwiać, ale wiedziałam, że Neymar będzie potem marudził, że szłam tak wolno. Ale kiedy dziesięć minut później byłam już pod pomnikiem nie mogłam znaleźć tam Neymara. Zapewne jeszcze go tu nie było, więc zaczęłam podziwiać panoramę miasta, która tak dobrze było widać z tej wysokości. Spędziłam tak kolejnych kilka minut, ale Neymara nadal nie było. Zaczęłam się martwić, bo nigdy nie wiadomo co mu odbije, ale wtedy poczułam jak mnie przytula.
- Co tak długo? - zapytałam, nie odwracając się do niego.
- Fani mnie zatrzymali - powiedział, opierając brodę o moje ramię. - Ładnie tutaj.
- Nie zaprzeczę - przyznałam. - Mogłabym tu spędzić cały dzień.
- To go tutaj spędźmy - usłyszałam jego słowa, więc odwróciłam się przodem do niego.
- Naprawdę chcesz tutaj siedzieć cały dzień?
- Czemu by nie? Bądźmy chodź trochę spontaniczni - powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
I właśnie takiego Neymara kocham najbardziej.




Tadam! Pewna osoba wypomniała mi, że "rozdziału już tyle czasu nie ma!", więc proszę bardzo: jest! Mam nadzieję, że się spodoba :D 
A tak całkiem z innej beczki to chciałabym z radością poinformować, że już jutro pojawi się prolog mojego nowego opowiadania, które pisać będę tym razem na Wattpadzie. Mam nadzieję, że komuś się spodoba :D Tytuł to: Music was the Beginning [H.S.] 
Od razu mówię, że w planach mam jeszcze jedno opowiadanie z tym bohaterem ;) Ale to dopiero za jakiś czas ;) 
Udanych ferii :D 

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 17.

 Wylot jest dzisiaj. 

*4 dni później*

Z Neymarem kontaktowaliśmy się jak zwykle. Nie wydarzyło się nic, co mogło by zaważyć nad czymkolwiek. No może poza faktem, że po ledwie pięciu dniach nieobecności znów pojawiłam się w Barcelonie. Coś mnie tam ciągnęło bez przerwy, a tym czymś zdecydowanie jest Neymar.
Gdy opuszczałam mój dom w Mountblanc była tam moja matka , więc nie było to ani proste, ani przyjemne. Oczywiście, gdy się pakowałam zaczęła mi wyliczać jak to zaniedbuję naukę i jej wszystkie głupie zajęcia dodatkowe. Ja nie widzę żadnej różnicy w stanie mojej wiedzy przed i po poznaniem Neymara. Co prawda, moje oceny nie są tak wspaniałe jak były kiedyś, ale postaram się to jakoś poprawić. Ale fakt, że mogę ten czas wykorzystać na bycie z Neymarem jest naprawdę wystarczająco przekonywujący. Coś będę musiała zrobić z tą sytuacją w szkole. Jestem w ostatnie klasie i nie powinnam jej zawalać. Po powrocie od Neymara od razu biorę się za szkołę. Ale teraz przede mną dwa dni z najcudowniejszą osobą na świecie.
Junior był na treningu, kiedy obudziłam się rano drugiego dnia mojego pobytu w Barcelonie. Niestety, jutro wieczorem miałam wracać i ta myśl nie była zbyt optymistyczna.
Odkąd tylko zjawiłam się u Neymara cały czas męczyłam go, żeby powiedział mi o co chodzi z tym wyjazdem. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał.
Do powrotu Neymara zostało pół godziny, gdy postanowiłam wstać i się ubrać. Akurat schodziłam po schodach na dół, kiedy w domu pojawił się Junior. Uśmiechnięty podszedł do mnie, przytulił i pocałował w policzek. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze.
- A ty co taki szczęśliwy? Trening odwołali? - zaśmiałam się. Wiadomo, że gdyby treningu nie było chłopacy byliby wniebowzięci.
- Nie - powiedział z ogromnym uśmiechem.
- Davi przylatuje do Barcelony?
- Nie - odpowiedział nadal głupio się uśmiechając.
- To w takim razie co?
- Kochasz mnie, prawda? - odpowiedział pytaniem na pytanie, co trochę mnie zaskoczyło.
- Kocham cię. Wątpisz w to?
- No może troszkę.
- Neymar! - uderzyłam go lekko w ramię za przekomarzanie się ze mną.
- Oj, no dobrze, dobrze. Chciałaś wiedzieć o co chodzi z moim wyjazdem. Mam nadzieję, że lubisz latać samolotem.
- Nie wygłupiaj się, Neymar. Po prostu powiedz mi, gdzie wyjeżdżasz - na moje słowa Ney pokręcił głową w niedowierzaniu i podszedł do komody. Wyciągnął z szuflady dwie kartki i wrócił do mnie.
- WyjeżdżaMY - podkreślił, podając mi dwa bilety lotnicze.
Spojrzałam zdziwiona najpierw na niego, a potem na dwa kawałki papieru.
"Lot z Barcelona - El Prat do Rio de Janeiro - Galeão w dniu 17 lutego o godz. 20." - przeczytałam.
- Zwariowałeś - stwierdziłam nadal nie dowierzając.
- Może. Ale warto było choćby po to, żeby zobaczyć twoją minę w tym momencie - zaczął się śmiać.
- Dzięki, wiesz - powiedziałam, udając obrażoną.
- Oj, no przepraszam kochanie - aż uśmiechnęłam się na jego słowa. Lubię kiedy tak do mnie mówi. Nawet bardzo.
Nie odezwałam się, tylko go pocałowałam. Czułam jak się uśmiechał z powodu mojej reakcji.
- Wylot jest dzisiaj. Więc kiedy wracamy? - zapytałam chwilę później.
- Powrót mamy w środę. W czwartek nad ranem powinniśmy być z powrotem w Barcelonie.
- Ale mój tata nie pozwoli mi lecieć do Rio! Nie wspominając już nawet o mojej matce. Do tego nie mam ze sobą paszportu ani... - zaczęłam panikować.
- Niczym się nie przejmuj. Rozmawiałem już z twoim tatą. Nie ma nic przeciwko małym wakacjom. Sam nawet przywiózł mi dzisiaj twój paszport, więc nie masz nad czym panikować - uspokajał mnie Junior.
- Dobrze, już dobrze. A z jakiej okazji tam lecimy, jeśli można wiedzieć?
- Słyszałaś może o czymś takim jak karnawał w Rio de Janeiro? - zaśmiał się ze mnie.
- Żartujesz.
- Jestem poważny jak nigdy dotąd. Cała impreza zaczęła się właśnie dzisiaj i będzie trwała do rana w środę. Pomyślałem, że chciałabyś to zobaczyć.
Już brałam wdech, aby zadać kolejne pytanie, ale Ney nawet nie dał mi zacząć mówić.
- Nie pytaj więcej, bo ci nie odpowiem - powiedział, dał mi buziaka w policzek i poszedł do kuchni. Ja przez kolejne kilka minut stałam przy schodach nadal nie dowierzając w to co się stało. Lecimy do Brazylii!
Te kilka godzin minęło nam na zjedzeniu posiłku, spakowaniu się. Gdy już wszystko zrobiliśmy i zostało nam nadal kilka godzin, Junior postanowił poćwiczyć trochę na siłowni, a ja stwierdziłam, że mu potowarzyszę. Jego widok, gdy ćwiczy jest taki... cudowny. Chyba częściej będę musiała tu z nim przychodzić.
W końcu nadszedł moment, w którym musieliśmy wyjeżdżać z domu, żeby nie spóźnić się na lotnisko. Ney zaniósł wszystkie nasze rzeczy do samochodu, a ja chwilę później wyszłam za nim z domu. Fakt, że jedziemy razem do Rio nadal wydawał mi się taki dziwny i nieprzewidywalny. Nie sądziłam, że Neymar traktuje mnie na tyle poważnie i szczególnie, żeby zabrać mnie ze sobą do swojej ojczyzny. A jednak.
Dużo razy w czasie każdych wakacji byłam skazana na częste latanie samolotem, więc byłam do tego niejako przyzwyczajona i za każdym razem przyjmowałam wiadomość o locie że stoickim spokojem. Ale dzisiaj było inaczej. Strasznie się denerwowałam, ale nie z powodu lotu, ale dlatego, że miałam lecieć z Neymarem. Nadal do końca w to nie wierzyłam. Zaledwie około trzynastu najbliższych godzin spędzimy razem w jednym zamkniętym pomieszczeniu. Na to nie byłam przygotowana. Jeśli w trakcie lotu się pokłócimy, będziemy skazani patrzeć na siebie aż nie wylądujemy na lotnisku w Rio. A to ciężko byłoby znieść. Na szczęście z Neymarem mało kiedy się kłócimy.
Jednak kiedy znalazłam się już przed samym samolotem, wszystkie złe emocje odeszły w zapomnienie i na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy zobaczyłam napis na samolocie. Njr. No jakże by inaczej, lecimy jego prywatnym samolotem.
Spojrzałam na Neymara, a on wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- A myślałam, że ja jestem bogatą... - powiedziałam pod nosem, ale Junior i tak to usłyszał i zaczął się śmiać. 
Gdy znaleźliśmy się w środku, stwierdziłam, że to będzie długich, ale przyjemnych trzynaście godzin. 
Na chwilę straciłam z oczu Neymara, a gdy znowu go zauważyłam, leżał już rozwalony wygodnie na łóżku i patrzył na mnie. 
- Zamierzasz tu do mnie przyjść? - zapytał wyczekująco. 
- Nie - pokazała mu język i usiadłam na jednym z foteli. 
- No, ale chodź bo mi tu tak zimno! - zawołał. 
- To przykryj się kocem - odpowiedziałam, robiąc głupie miny do telefonu. Tak, lubiłam robić zdjęcia z głupimi minami i tak, lubiłam robić zdjęcia, lecąc samolotem.
Moją czynność zauważył Neymar i kiedy robiła jedno ze zdjęć, szybko do mnie podszedł i skradł buziaka w policzek, co oczywiście zostało uwiecznione na fotografii. Zadowolony z siebie Junior usiadł obok mnie. 
- Ślicznie wyszło - zauważył. 
Ja przeglądałam galerię, wybierając jedno że zdjęć zrobionych przed chwilą, aby wrzucić je na instagrama. Oczywiście od razu pominęłam te, na które wkradł się Neymar. Nie chciałam wywoływać szumu w internecie. 
Tymczasem Junior wrzucił na swój profil zdjęcie, które także przed chwilą zrobił. 
"Piękna... Brazylia <3" - przeczytałam podpis do tego zdjęcia, gdy znalazłam się na jego profilu. 
Jestem przekonana, że nie koniecznie chciał komplementować swoją ojczyznę. Ale mogę się mylić. 
- Śliczna, tylko moja - powiedział Ney, przysyłając się do mnie. Nie mam pojęcia czemu, ale strasznie się z tego ucieszyłam. Naprawdę kochałam jak mnie przytulał. I jak mówił mi takie cudowne rzeczy. 
Przytuliłam się do niego, ale chwilę później zadzwonił jego telefon, więc nasze tulenie się zostało przerwane. Junior musiał odebrać, przecież mogło to być coś ważnego. 
Lecz chwilę później zorientowałam się, że rozmawia że swoją siostrą, Rafaelą. Z całej ich rozmowy wywnioskowałam, że ona bardzo chciała, żeby Junior podczas pobytu w Brazylii odwiedził ją i rodziców, ale Ney dopiero po chwili jej przekonywania, uznał, że nad tym pomyśli. Szczerze mówiąc, nie podobał mi się pomysł, że Neymar będąc w Brazylii nie odwiedzi swojej rodziny i synka. Naprawdę nie chcę, żeby myślał, że cały czas tam będzie musiał spędzać ze mną. 
Zdaje mi się, że rozmawiali też o czymś związanym z Caroliną i Davim, ale nie wiem o czym dokładnie rozmawiali, bo nie znałam na tyle dobrze potocznego języka portugalskiego. Rozumiałam jedynie pojedyncze słowa, więc nie mogłam zrozumieć z tego zbyt dużo. Ney wrócił na swoje miejsce chwilę później i dopiero wtedy mogliśmy startować. Szczerze to do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nadal znajdujemy się na lotnisku.
Jakieś 15 minut później obserwowałam piękne widoki, jakie mogłam zobaczyć na wysokości, na jakiej się znajdowaliśmy. Ile razy bym tego nie widziała, za każdym razem zachwyca tak samo.
Kątem oka widziałam, że siedzący obok mnie Ney też się w coś wpatruje. Ale z pewnością nie było to niebo, ani miasto pod nami i pasmem pięknych chmur. Nie. To byłam ja. Siedział z głową opartą na ręce, którą położył na oparciu fotela i przyglądał mi się.
Czasami będąc z Neymarem czuję się, jakby cały nasz związek wcale nie istniał, a my dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, którzy nie mogą bez siebie wytrzymać. Ale nie w takich momentach jak teraz. W tej chwili naprawdę czułam, że mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie wręcz bezgranicznie i za to jaka naprawdę jestem. A najważniejsze było to, że ja kochałam go bardziej niż samą siebie.


Pierwszy rozdział w roku 2016 :D Udało się go skończyć :D W ostatnim czasie pisanie tego bloga jest dla mnie strasznie trudne. Już nie raz Wam mówiłam o tym, że potrzebuję do tego konkretnego nastroju. Bo nie łatwo pisać o szczęśliwej miłości, kiedy samemu jest się załamanym, prawda?
Po za tym, mam dla Was informację :) Zaczynałam pisać na fotoblogu, teraz piszę na bloggerze... a ostatnimi czasy zaczęłam czytać fanfiction na Wattpadzie... Wszystko z racji tego, że zaczęłam interesować się jednym z zespołów :D I oglądając pewien wywiad wpadłam na pomysł na opowiadanie. Tyle, że tym razem już nie o Neymarze, a o tym właśnie zespole, a głównie jednym z jego członków :D Teraz zastanawiam się nad rozpoczęciem publikowania tego opowiadania właśnie na Wattpadzie.
Wiem, że jak na razie rozdziały na moich dwóch blogach nie pojawiają się zbyt często, ale co myślicie o tym, żebym zaczęła pisać też coś na Wattpadzie?
Neyforever :*

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 16.

~ Oj biedactwo moje...

Zadzwoniłam dzwonkiem i nie czekając aż Ada przyjdzie otworzyć, weszłam do środka. Ona wiedząc, że to ja i tak pewnie nie pofatygowałaby się do drzwi. Od razu skierowałam się do jej pokoju. Przechodząc przez kuchnię przywitałam się się z mamą Ady, która bardzo dobrze znała nasze zwyczaje i nie zwróciła na to uwagi. Chwilę później zobaczyłam przyjaciółkę, ale nie w jej pokoju, a na korytarzu.
- Czemu nie wejdziemy do pokoju? - zapytałam zdziwiona, gdy Ada zagrodziła mi przejście do jej pokoju.
- Selena, nie chcę cię denerwować, ale tam jest Michael. Przyjechał, żeby z nami porozmawiać. - powiedziała, a ja zdziwiłam się jeszcze bardziej. Po jaką cholerę ona chciała, żebym tu przyszła?
- W takim razie po co ci tu moja obecność?
- Myślę, że powinniście pogadać. Z resztą sama powiedziałaś, że musimy z nim porozmawiać...
- Ja tak powiedziałam? Powiedziałam ci, że jeśli chcesz z nim porozmawiać o waszym związku, to on powinien tu przyjechać. Nie powiedziałam, że ja chcę z nim rozmawiać...
- Ale Selena, myślę, że jednak wy też powinniście sobie to wszystko wyjaśnić.
- A co tu jest do wyjaśniania? Obraził mnie, wyraził się jasno, że nie chce mnie znać, a tym bardziej się ze mną przyjaźnić, więc co ty chcesz tu jeszcze wyjaśniać?
- Selena...
- Co, Selena?! Ada, daj już sobie święty spokój... - podsumowałam i ruszyłam z powrotem do drzwi.
- Pogodziliśmy się! - zawołała za mną.
- Super! Tylko nie zapomnijcie mi wysłać zaproszeń na ślub! - odkrzyknęłam sarkastycznie nawet się do niej nie odwracając. Ale co poradzić, byłam strasznie wkurzona. Mam jedynie nadzieję, że mama Ady nie obrazi się za te krzyki na korytarzu.
Szybkim krokiem skierowałam się z powrotem do domu. To była szybka decyzja. Nie zamierzałam się z nią kłócić w szkole. Już i tak jestem sławna w tej szkole, ludzie chyba nie muszą więcej wiedzieć z mojego życia niż wiedzą teraz.
Kilka minut zajmuje mi dotarcie pod drzwi domu. Otwieram je i od razu idę do salonu. Rzucam torbę gdzieś na podłogę, a sama siadam na kanapie, chowając twarz w dłoniach.
Fakt, że pokłóciłam się z Adą o Michaela wcale nie poprawiał mi nastroju. Nie wiem czemu, ale od samego rana nie miałam humoru. Nawet nie chciało mi się odpisać Neymarowi, kiedy pytał czy wszystko u mnie okej. Nie mam pojęcia co sprawiło, że miałam tak popsuty nastrój, a myśl o sprzeczce z Ada wcale nie nastawiała mnie optymistycznie, by myśleć, że humor poprawi mi się w najbliższym czasie. Chyba, że pojawiłby się tu Neymar. A znając go to mógłby się tu zjawić mimo to, że ma teraz trening.
Szczerze mówiąc nie powinnam robić awantury Adzie o tego idiotę, mimo że wiedziała, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. To co powiedział naprawdę mnie zraniło. Tak naprawdę to dzięki mnie poznał Adę, a teraz zarzuca mi, że "wtrącam się w ich związek." To naprawdę chamskie z jego strony.
Słyszałam jak mój telefon wibruje, leżąc na stoliku, ale nie zamierzałam odbierać.  Prawdopodobnie była to Ada, Michael albo Neymar. Jedynie z Juniorem miałam ochotę rozmawiać, ale teraz chciałam pobyć sama. Potrzeba mi trochę samotności i przemyśleń.
Zrezygnowana rzuciłam się twarzą w poduszki leżące na kanapie. Jest dopiero dziesiąta, a ja już jestem wykończona.
Chyba jednak zaczęłam żałować, że nie zostałam u Ady. Z jednej strony nie mam ochoty go widzieć, a z drugiej chciałabym powiedzieć mu jakim jest idiotą.
Skoro Ada i Michael do siebie wrócili to cieszę się, że próbuje być znowu szczęśliwa, bo pamiętam, że przy nim taka była. Oni naprawdę do siebie pasują i bardzo dobrze się uzupełniają. Ale nie powinni mnie do tego mieszać. Michael jasno wyraził się co do chęci utrzymywania kontaktu ze mną.
Telefon nie przestawał dzwonić, a ja z każdą chwilą denerwowałam się coraz bardziej, więc podniosłam go ze stolika i zobaczyłam dziesiątki SMSów od Neymara i setki nieodebranych połączeń. Chciałam przejrzeć wiadomości od Neymara, kiedy na wyświetlaczu pojawiło się jego zdjęcie informujące o kolejnym połączeniu. Raczej nie wahałam się czy odebrać.
- Hey - odezwałam się.
- W końcu odebrałaś! Martwiłem się o ciebie - w jego głosie wyczuwalna była troska. Z resztą jak zawsze, kiedy nie wiedział co się ze mną dzieje.
- Po prostu nie miałam humoru. Michael przyjechał i wszystko się pokomplikowało - powiedziałam zmęczony głosem. To wszystko po prostu zabrało mi dzisiaj chęć jakiegokolwiek funkcjonowania.
- A z jakiej racji pojawił się w Mountblanc?
- Pogodził się z Adą i chciał że mną porozmawiać.
- I niech zgadnę: znając ciebie to nie dałaś mu szansy nawet się wytłumaczyć. - Nawet się z nim nie widziałam. Adą powiedziała mi, że tu jest, a ja nie miałam ochoty się z nim znowu kłócić - powiedziałam, bawiąc się poduszką, która znajdowała się przede mną.
- Oj, Selena. Z pewnością, gdybym tam był to rozmawiałby ze mną, ale skoro mnie tam nie ma, to proszę cię, wyjaśnić sobie z nim wszystko. Nie potrzebne ci kłótnie z kimkolwiek - mówił dość cicho, więc albo był na tyle zmęczony co ją, albo po prostu nie był sam.
- Okej, niech ci będzie, pogadać z nim. Ale nawet nie myśl, że od razu polecę do domu Ady - cały Neymar. Czego bym nie chciała to rozmowa z nim i tak wszystko zmienia.
- Chętnie podyskutowałbym z tobą na ten temat, ale coś czuję, że Enrique nie jest zbytnio zadowolony z faktu, że przez cały trening do ciebie wydzwaniam i teraz plotkuję sobie w najlepsze o Michaelu. Zadzwonię, gdy wrócę już do domu. Pa - powiedział, a ja zdążyłam mu odpowiedzieć i połączenie zostało przerwane. Zakładam, że jak Junior nie postara się na treningach to za te ploteczki nie zobaczę go w pierwszym składzie na najbliższym meczu.
Znowu zostałam sama, ale nie na długo.
Położyłam się i patrzyłam się w sufit, kiedy usłyszałam najpierw pukanie, a potem wręcz walenie w drzwi.
- No chyba nie! - powiedziałam sama do siebie, ale jednak wstałam i poszłam otworzyć. Nie było dla mnie niespodzianką, że za drzwiami zobaczyłam Michaela. Nic się nie zmienił odkąd widziałam go po raz ostatni. A bynajmniej nie z wyglądu.
- Czego w słowach "nie chcę cię więcej  widzieć" nie rozumiesz? - zapytałam, opierając się o futrynę. Oczywiście nie zapomniałam o tym, że muszę z nim porozmawiać.
-Mogę wejść? - zapytał, nie zważając na moje słowa.
- Nie. Ciesz się, że w ogóle ci otworzyłam. Gdyby nie Neymar to w ogóle byś mnie tu nie zobaczył.
- Neymar, twój piłkarzyk z Barcelony? - kpił sobie z niego, a ja szerzej otworzyłam oczy że zdziwienia. Przychodzi do mojego domu, żeby ze mną porozmawiać i mówi coś takiego? On sobie chyba że mnie żartuje. - Co robisz taką zdziwioną minę? O wszystkim wiem od Ady - dodał.
- Jeszcze raz powiedz coś o Neymarze, a wyjdziesz stąd szybciej niż tu przyszedłeś - zagroziłam. Nikt nie będzie obrażał Neymara. Tylko ja mam takie prawo.
- Spokojnie, złotko, złość piękności szkodzi - zaśmiał się, a ja miałam ochotę z całej siły trzasnąć tymi drzwiami. Oczywiście biorąc pod uwagę, że by nimi oberwał.
- Wiesz, Michael, wiedziałam, że Madryt zmienia ludzi. Nie wiedziałam tylko, że na gorsze. Chyba, że chodzi tu o Real, wtedy to wszystko wyjaśnia - odpowiedziałam mu zgryźliwie. Moja irytacja wzrastała z każdą sekundą, w której musiałam na niego patrzeć. Skąd ja to wiedziałam, że ta rozmowa nie będzie miała sensu?
- Madridista i Barcelonista, normalnie niczym pies z kotem. To pozwolisz mi wejść czy mam stać na tym zimnie? - ten głupi i irytujący uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Jak dla mnie to nie byłoby źle, gdybyś tam zamarzł - powiedziałam, ale mimo to otworzyłam szerzej drzwi i wróciła do salonu. Chwilę później pojawił się tam też on.
- Myślałaś, że nie widziałem cię na Gran Derbi? - zapytał.
- Na tym, w którym Barcelona wygrała? Och, wiesz miałam cię za przeproszeniem w czterech literach. Raczej nie cieszyłabym się, gdybym cię tam spotkała. Wiesz, z Madridistami mi chyba raczej nie po drodze - na wzmiankę o porażce Realu od razu zrzedła mina. Zastanawiałam się czy on przyszedł tu, żeby się pogodzić czy może ze mną podroczyć. Obstawiam jednak, że raczej to drugie.
- Nie będę się z tobą kłócił o piłkę nożną, bo nie warto. Chciałem pogadać.
- Ty chciałeś, czy może Ada cię o to poprosiła?
- Przyjechałem do Mountblanc, żeby pogodzić się z Adą, bo strasznie za nią tęskniłem i mi jej brakowało. Ale bez ciebie też było mi tak pusto.
- Z tego co pamiętam to przez te miesiące kiedy nie odzywałeś się do mnie to wcale nie tęskniłeś i ci mnie nie brakowało. I nie było ci źle, kiedy kłóciłeś się że mną kilka tygodni temu.
Chwilę temu Michael kłócił się ze mną o Barcę i Real, a teraz zebrało mu się na wyznania. On chyba naprawdę nie jest poważny.
- Szczerze? Przestałam cię już rozumieć. Najpierw twierdzisz, że się wtrącam i przeszkadzam waszemu związkowi, a teraz, gdy wracacie do siebie nagle chcesz też pogodzić sir ze mną? To trochę nielogiczne, nie sądzisz?
- Selena, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. To, co mówiłem, gdy zadzwoniłaś... Nie chciałem tego powiedzieć. Byłem wkurzony na cały świat przez rozstanie z Adą i wyżywałem się na każdym w moim otoczeniu. Trochę zajęło mi przemyślenie tego wszystkiego, a gdy w końcu zrozumiałem jakim jestem idiotą, nie mogłem wyrwać się z uczelni. Bardzo cię przepraszam za to, co powiedziałem - prosił, a wręcz błagał, ale nie wiem czemu, nie mogłam, a może nie chciałam mu uwierzyć. Nie mogłam się przekonać do jego słów. Jeszcze przed chwilą specjalnie mnie denerwował, ą teraz prosi mnie o wybaczenie...
- To dlaczego ci nie wierzę, Michael?
- Sel, jak mam cię za to przeprosić? Naprawdę chcę się z tobą pogodzić, a do tego jeśli tu mi nie wybaczysz, to Ada też tego nie zrobi. Proszę cię, Selena!
- Więc o to chodzi? Ada po prostu kazała ci mnie przeprosić, bo inaczej do ciebie nie wróci, dlatego tu przyszedłeś. Wiesz co, Michael, chyba lepiej będzie jak oboje przestaniemy tracić swój czas i stąd wyjdziesz - powiedziałam spokojnie. Ten spokój chyba aż go przestraszył. Zapewne myślał, że zacznę na niego krzyczeć. A jednak nie. Ostatnio się tego oduczyłam.
- Selena, proszę cię.... - zaczął.
- Michael, proszę, po prostu stąd wyjdź - zamknęła oczy, mówiąc to i po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi. W końcu znów zostałam sama, ale moją radość nie trwała długo.
Zaledwie chwilę później usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Początkowo myślałam, że to Michael wrócił, ale usłyszałam też głosy w korytarzu i od razu domyśliłam się kto to. Moi rodzice nie mogli wybrać lepszego momentu na powrót do domu. Kilka minut później weszli do salonu i zastali mnie siedzącą na kanapie. Jakoś się za nimi zbytnio nie stęskniłam. Pewnie dlatego, że już przyzwyczaiłam się do bycia samą w domu.
- Michael cię odwiedził? Czemu nie poprosiłaś go, żeby został? Dawno go nie widziałam i może chciałabym z nim porozmawiać! - odezwała się moją matka i choć, że dopiero wróciła do domu to już miałam ochotę ją wyrzucić. Chyba tylko ona potrafiła mnie tak szybko zdenerwować.
- Po co ty ją, tato, stamtąd w ogóle zabierałeś? Trzeba ją było tam zostawić. Po co nam kolejny problem w domu? - zabrałam wszystkie swoje rzeczy z salonu i byłam już na schodach, kiedy matka w końcu zrozumiała moje słowa.
- Selena, wracaj tu, w tej chwili!
Odwróciła się niezauważenie, ale tylko po to, żeby zobaczyć reakcję taty. Spokojnie przyglądał się całej sytuacji, czekając na dalszy rozwój wypadków. Skoro nie zamierzał mi nic powiedzieć to znaczyło, że spokojnie mogę wrócić do pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i odruchowo wzięłam do ręki telefon. Chciałam zadzwonić do Neymara. Już miałam wybrać jego numer, gdy przyszło mi na myśl, że nie powinnam tego robić. W końcu życie Neymara nie kręci się jedynie wokół mnie. Ma teraz trening i powinien się na nim skupić, żeby stawać się coraz lepszym. Nie powinnam mu w tym przeszkadzać.
I tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam z kim porozmawiać. Na pewno teraz nie odezwę się do Ady. Potrzebuję trochę czasu, żeby pomyśleć nad tą sprawą z Michaelem. Na pewno też nie odezwę się do żadnej z dziewczyn ze szkoły, a zejście na dół do rodziców jest kompletnie wykluczone. Pozostają jeszcze Dani i Jota, ale oni pewnie też są zajęci. Alves jest teraz na treningu razem z Neymarem, a Jota z tego co wiem wrócił do Brazylii na jakiś czas. Zostałam kompletnie sama. Chyba powinnam sobie poszukać jakichś innych przyjaciół, bo wychodzi na to, że poza tymi kilkoma osobami nie mam nikogo. 
Skoro nie miałam niczego innego do roboty to postanowiłam sprawić sobie drzemkę. Pomyślałam, że dobrze mi zrobi trochę odpoczynku, po tych kilku godzinach nieustannych emocji, które mnie wykończyły. I już prawie zasnęłam, kiedy rozbudził mnie mój telefon. Miałam głęboką nadzieję, że dzwoni Neymar i niezmiernie się ucieszyłam kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam jego zdjęcie. Nie wahałam się czy powinnam odebrać.
- Hey skarbie - odezwałam się jako pierwsza.
- Selena, uważaj, bo Neymar będzie zazdrosny - usłyszałam radosny śmiech w słuchawce.
- Dani? Tak szybko się za mną stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Ja? Oczywiście. Nie mam z kim nabijać się z Neymara.
- Nie martw się, jak następnym razem przyjadę to będziemy się znowu z niego śmiać. A dlaczego dzwonisz do mnie z jego telefonu?
- Bo czekam na niego. Robi karne kółeczka.
- Co już znowu ten idiota odwalił?
- A to już nie pamiętasz jak sobie plotkowaliście na treningu? Teraz biega za karę.
- Oj,. biedactwo. A dużo ma tych okrążeń?
- Wiesz, powiem tak... Trening się pół godziny temu skończył, a on dopiero w połowie jest.
- Przynajmniej kondycję sobie poprawi - zaśmiałam się.
- Ty się tam tak nie ciesz, bo trener stwierdził, że tobie też się należą.
- Ale wiesz, ja jestem w Mountblanc, mnie tu nikt do biegania nie zmusi.
- Poczekamy aż przyjedziesz do Barcelony.
- Chyba jednak zacznę omijać Camp Nou szerokim łukiem...
- To życzę ci powodzenia.
- A ja to na twoim miejscu to bym się bała ze mną rozmawiać, bo jeszcze dołączysz do Neymara.
- Że Neymar nie potrafi się porządnie schować na treningu jak rozmawia przez telefon, to już jego problem. On sobie teraz tam biega, a ja sobie siedzę spokojnie w szatni.
- Jakiż ty Dani jesteś inteligentny.
- No wiem!
- Skoro jesteś taki bardzo mądry, to może powiesz mi...
- On ci sam o wszystkim powie!
- Kto komu o czym powie? - usłyszałam w tle głos Neya, który zapewne właśnie teraz wszedł do szatni.
- Uparta jest ta twoja dziewczyna - odpowiedział mu Dani.
- Alves, Amerykę odkryłeś. A teraz z łaski swojej mógłbyś mi oddać mój telefon, co? I moją dziewczynę przy okazji też.
- Ale nam się tak fajnie rozmawiało - zrzędził Dani, ale po chwili usłyszałam głos Neymara.
- Hey skarbie.
- Hey Junior. Jak tam, zmęczony?
- A żebyś wiedziała. Do końca życia ci tego nie zapomnę.
- Ale to ty do mnie zadzwoniłeś.
- Ale to ty odebrałaś.
- Ale gdybym ja nie odebrała to ty byś dzwonił dalej.
- No i tu mnie masz.
- Dużo zrobiłeś tych kółeczek? - zaśmiałam się, wyobrażając sobie Neymara, biegającego sokół murawy na Camp Nou. 
- Miało być sto, ale Enrique po osiemdziesięciu odechciało się liczyć i kazał mi wracać do domu - powiedział, a w jego głosie naprawdę było obecne zmęczenie. 
- Oj biedactwo moje. Następnym razem nie będziesz do mnie dzwonić na treningu.
- A ty nie będziesz ode mnie odbierać.
- Dokładnie. Przebieraj się i wracaj do domu odpoczywać. A tymczasem oddaj mnie Daniemu, bo my musimy nasze ploteczki dokończyć. 
- Zaraz zacznę się robić zazdrosny! - zaśmiał się Neymar, ale oddał telefon Alvesowi. 
Kiedy Dani do mnie dzwonił mieliśmy porozmawiać jedynie do momentu, gdy Neymar skończy trening. A jednak wyszło na to, że rozmawiałam z Danim, kiedy Junior się ubierał, potem z nimi dwoma, gdy jechali do domu i byli już u Neymara. Plotkowaliśmy sobie tak we trójkę aż do momentu, gdy Junior zasnął że zmęczenia. Ale mnie i Alvesowi wcale to nie przeszkadzało i dalej rozmawialiśmy w najlepsze. 
Mieliśmy rozmawiać tylko chwilę, a skończyło się na tym, że gdy się rozłączyliśmy było już bardzo późno. Chyba zanosiło się na to, że Dani będzie nocować u Neymara. 
Ja gdy tylko odłożyłam telefon, Przestałam się i położyłam się spać. W mojej głowie krążyły myśli o wyjeździe Neymara, które nie dawały mi przez dłuższy czas zasnąć, ale gdy już zniknęły nawet nie zorientowała się kiedy odpłynęłam. 





Kochane wy moje, z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, czasu spędzonego z najbliższymi, dużo miłości i wiele osób, które tą miłością będą Was dażyć najmocniej na świecie. 
Marry Christmas <3
Życzy Wiktoria :*