sobota, 19 września 2015

Rozdział 11

* Poniedziałek *
* trzy dni później *

Rano budzi mnie dźwięk jednej z moich ulubionych piosenek. To był koszmarnie głupi pomysł, żeby ustawić ją na budzik. Chyba przez to przestanie być już moją ulubioną.
Mimo niechęci kilkanaście minut później podniosłam się z mojego wygodnego i cieplutkiego łóżka. Niestety po weekendzie spędzonym na leniuchowaniu trzeba w końcu wrócić do normalnego trybu życia, w który niestety wpisuje się szkoła. Wcale nie uśmiecha mi się do niej wracać, ale gdyby Neymar dowiedział się, że zawalam naukę chyba by mi tego nie wybaczył. Zrobił się ostatnio wobec mnie naprawdę bardzo opiekuńczy. Chyba czasami aż zbytnio.
Ubrałam się, spakowałam wszystkie potrzebne książki i jedząc śniadanie czekałam na Adę. Właśnie kończyłam mój posiłek kiedy usłyszałam dzwonek. Nie chciało mi się fatygować do drzwi, dlatego po chwili w wejściu do kuchni ujrzałam przyjaciółkę. Niby wyglądała tak jak zwykle, ale wiedziałam, że jest smutna. Pierwsze co zrobiłam, gdy ją zobaczyłam, to podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
- On nie jest ciebie wart - szepnęłam i poczułam jej łzy moczące moją bluzę. Jakoś zbytnio się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że temat Michaela przez jakiś czas będzie na cenzurowanym. Ja zdążyłam się już pogodzić z tym jak mnie potraktował, ale z Adą na pewno nie będzie tak łatwo.
- Możemy już iść? Nie chcę się spóźnić - powiedziała po chwili, ocierając rękawem bluzy łzy z policzków. Było mi jej naprawdę żal, że musi cierpieć przez takiego idiotę. Nikomu nie życzyłabym takiej sytuacji.
- Jasne, jestem już gotowa, więc możemy iść - wzięłam swoją torbę, założyłam kurtkę i razem opuściłyśmy mój dom.
- Jak było u Neymara? - pierwsze kilkanaście minut naszej drogi do szkoły minęło nam w ciszy. Dopiero Ada przerwała nasze milczenie. Ja nie miałam na to odwagi. Myślałam, że Ada po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.
- Świetnie. Obejrzałam mecz Barcelony na Camp Nou, poznałam brata Neymara, spędziłam z nimi cały weekend. Niestety, Neymar chciał żebym została, ale nie chciał żebym opuszczała zajęcia. Dlatego wczoraj wróciłam do domu, choć tak naprawdę wolałabym zostać w Barcelonie. Ale Neymar obiecał mi, że odwiedzi mnie kiedy tylko będzie mógł. Ale teraz ma dużo treningów, więc nie wiem kiedy znów go zobaczę - westchnęłam. Bez mojego przyjaciela obok było mi tak jakoś pusto.
- Sel? - usłyszałam niepewne pytanie Ady.
- Tak?
- Kim on dla ciebie jest? - spytała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona. Przecież tyle razy jej to mówiłam. - Wiem, że mówiłaś mi tyle czasu, że to tylko przyjaciel, ale... ale trochę nie chce mi się w to wierzyć. To twoje zachowanie odkąd go poznałaś, to że spędziłaś u niego tyle czasu, że tak bardzo za nim tęsknisz... To nie wygląda na przyjaźń...
- Może nie, ale naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi. Poza przyjaźnią nic nas nie łączy. Po prostu czuję się przy nim dobrze, świetnie bawię się w jego towarzystwie... I co najważniejsze, zapominam przy nim o Crisie. Przy Neymarze nie muszę martwić się o to co Cris jeszcze zrobi nieświadomie mnie raniąc. Przy nim nie myślę o niczym złym i jestem po prostu szczęśliwa.
- Ooo Selena, wpadłaś po uszy! - zaśmiała się Ada. - Pierwszy etap zakochania! - zawołała radośnie.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Neymar jest moim PRZYJACIELEM i nigdy nie zastąpi mi Crisa.
- Ale pomyśl... Przy Neymarze naprawdę zachowujesz się inaczej. Odkąd go poznałaś jesteś dużo szczęśliwsza, radośniejsza. Może ty tego nie widzisz, ale ja zauważyłam tą twoją olbrzymią zmianę. Zakochałaś się. Mówisz o nim w samych superlatywach, tak bardzo się nim zachwycasz, tęsknisz, jeździsz do niego do Barcelony...
- Ada, mogę ci zadać jedno pytanie? - przerwałam jej.
- Jasne.
- Przed chwilą zerwałaś z chłopakiem, twierdzisz od kilku dni, że miłość jest głupia, ale tak bardzo się cieszysz na myśl, że mogłabym się zakochać. Dlaczego?
- Bo... Nie wiem. Nie znam tego całego twojego Neymara. Słyszę o nim jedynie od ciebie. Ale widzę, że cię nie krzywdzi, jesteś szczęśliwa. Widzę, że Neymar jest inny niż Michael i Cris.
- Michael to idiota, Cris o niczym nie wie i się nie dowie, a Neymar jest cudowny, bo jest po prostu dobrym człowiekiem i przyjacielem. I jest oczywiście różnica w tym, że Neymar chce się ze mną przyjaźnić, nie to co pozostała dwójka...
Dalej żadna z nas nie próbowała kontynuować tej rozmowy. Ja byłam wkurzona, a Ada wiedziała, że niezależnie od tego co powie i tak nie przyznam jej racji. Chwilę później znalazłyśmy się na terenie naszej szkoły. Tam tym bardziej obie nie chciałyśmy wspominać o Neymarze, a tym bardziej o Cristianie. W końcu osoby chodzące do tej szkoły nie były głupie, ktoś mógłby się zorientować o czym rozmawiamy. A ja wolałabym, żeby moja przyjaźń z Neymarem i sytuacja z Crisem pozostały między mną a Adą.
Naszą pierwszą lekcją dzisiejszego dnia miała być historia, więc zaraz po wyjściu z szatni, razem z innymi dziewczynami skierowałyśmy się na parter, gdzie znajdowała się klasa numer 3. Pod salą siedzieli już chłopacy z naszej klasy. Byliśmy wszyscy ze sobą bardzo zżyci, więc oczywiście ze wszystkimi musiałam się przywitać. I właśnie wtedy na korytarzu zjawił się on. Przez szkołę razem ze znajomymi w moją stronę zmierzał Cris. Od razu na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech, Cieszyłam się na jego widok, chociaż byłam pewna, że on nawet mnie nie zauważył. Zawsze tak było - widziałam go zawsze gdy tylko był nieopodal, a on zapewne zapomniał całkowicie o moim istnieniu. Tak, to była chora sytuacja. Ale spróbuje to jakoś wyjaśnić:
Cris, Cristian, jak kto woli, to chłopak z równoległej klasy. Przez pierwszy rok szkoły nawet nie wiedziałam, że istnieje... I to był chyba ten najlepszy okres. Dopiero w drugiej klasie poznaliśmy się dosłownie przez przypadek. Po dłuższej nieobecności musiałam chodzić w szkole na zajęcia uzupełniające. I poznałam go właśnie na zajęciach dodatkowych z języka hiszpańskiego. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Cris wszedł spóźniony do klasy i rozejrzał się po niej. Wtedy jego wzrok spoczął na mnie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chwilę później usiadł obok mnie i przedstawił się. Spędziliśmy razem sporo czasu śmiejąc się, aż do momentu, w którym naszej nauczycielce skończyła się cierpliwość i wyrzuciła nas z klasy. Wtedy razem poszliśmy do szatni nadal się śmiejąc, a potem Cris odprowadził mnie do domu. Następnego dnia rano zjawił się pod moim domem, żeby odprowadzić mnie do szkoły. I tak było przez kolejny tydzień - mieliśmy świetny kontakt, zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od zawsze, Ale oczywiście w końcu wszystko musiało się diametralnie zmienić. W następnym tygodniu klasa Cristiana wyjechała na kilka dni do Portugalii w ramach wycieczki. W czasie kiedy tam był oczywiście pisaliśmy przez internet. Ale już po powrocie nie odezwał się do mnie ani razu. Nie odpowiedział kiedy się z nim przywitałam, nie odpisał na moją wiadomość... Zrobiło mi się przykro. Postanowiłam, że o wszystkim zapomnę, że będę żyła jakby był to tylko nic nie znaczący epizod, jakby nic takiego w ogóle się nie wydarzyło. Ale to nie było tak proste jak myślałam. Kilka dni później przyłapałam się na tym, że ciągle o nim myślę, ciągle szukam go wzrokiem. Że nie mogę się na niczym skupić kiedy on jest w pobliżu. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęsknię. To było takie dziwne. Widzieć go codziennie, móc na niego patrzeć, ale nie móc się do niego odezwać, przytulić, mieć go całego dla siebie. A teraz ja zmagam się z tym już od tylu miesięcy. Od czasu, gdy wrócił z Portugalii nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. On nadal nie widzi tego jak się staram zwrócić na siebie jego uwagę. W czasie, gdy ja tak bardzo chciałam mieć go przy sobie, on był w związku z inną. Za każdym razem gdy ją przytulał mi pękało serce, bo ktoś kto był dla mnie ważny darzył miłością kogoś innego. Ale wtedy przynajmniej myślałam, że nie jest ze mną dlatego, że ma już dziewczynę. Teraz kiedy jest sam mam już przekonanie, że nie jest ze mną tylko dlatego, że mnie nie chce, I to jest chyba najgorsze. Nieodwzajemniona miłość jest tak ciężka, dlatego, że musisz kochać za dwoje, wiedząc, że on kocha inną. Ale jeśli on mnie nie kocha, to chciałabym mieć go przy sobie chociażby jako przyjaciela, móc z nim rozmawiać. Tyle by mi wystarczyło.
Cristian minął nas i usiadł pod klasą obok. Oczywiście cały czas dyskretnie mu się przyglądałam. Ale po chwili miałam ochotę stąd zniknąć. Podeszła do niego jedna z dziewczyn, jego przyjaciółek. Myślałam, ze wybuchnę gdy zobaczyłam, że siada na kolanach Crisa. Na szczęście w porę moją uwagę odwróciła Ada, która pociągnęła mnie mocno za rękę w stronę łazienek. Czasami mam wrażenie, że czyta mi w myślach. Gdy znalazłyśmy się już na osobności Ada po prostu odwróciła się i mocno mnie przytuliła. Tego było mi potrzeba. Po moich policzkach popłynęły łzy. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Wiedziała, że tego potrzebuję.
- Nie rycz! - odezwała się po chwili, odsuwając mnie od siebie. - Nie jest wart twoich łez! Nie zwracaj na niego uwagi!
- Nie potrafię!
- To się naucz! Jakiś idiota nie będzie doprowadzał cię do łez! Chyba, że ze szczęścia. Mam już tego serdecznie dość! Jeszcze jedna taka jego akcja i po prostu coś mu powiem, a uwierz, że nie będzie to nic miłego - zagroziła, a ja bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że potrafiłaby spełnić swoje groźby. - Ile ja razy jeszcze mam ci mówić, że nie jest ciebie wart?
- Dobrze Ada, uspokój się. Błagam cię nie mów mu nic. Nie chcę, żeby się o tym dowiedział. A przynajmniej nie teraz - prosiłam. Gdyby teraz Cris dowiedział się o wszystkim na pewno cała ta historia nie skończyłaby się dobrze.
- Wiesz, że tego nie zrobię, jeśli ty nie będziesz tego chciała. Ale denerwuje mnie już te jego zachowanie i ostrzegam cię, że jeśli mnie wkurzy to usłyszy ode mnie parę niemiłych słów - warknęła i w tym momencie usłyszałyśmy dzwonek rozpoczynający pierwszą lekcję. Niestety, trzeba było tam wrócić..
- Okey, chodź, idziemy - westchnęłam.
- Na pewno?
- Tak, idziemy - powiedziałam i otworzyłam drzwi od łazienki.
Poszłam w stronę swojej klasy, a Ada podążyła tuż za mną, Crisa już nie było. Na szczęście.
- Ej, młoda, co jest? - usłyszałam głos Davida, mojego dobrego kolegi z klasy. Często mówił do mnie "młoda". A był ode mnie tylko trzy miesiące starszy. Ale za to kilkanaście centymetrów wyższy.
- Nie, wszystko ok - zapewniłam go, ale on na te słowa nieznacznie się skrzywił.
- To czemu mam wrażenie, że kłamiesz?
- Nie wiem, wróżką nie jestem, w myślach ci nie czytam - odpowiedziałam, przybierając na twarz wymuszony uśmiech. Przez chwilę David patrzył na mnie nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Jednak po chwili uśmiechnął się do mnie i wiedziałam już, że mi uwierzył. Odetchnęłam z ulgą.
Obok nas przeszła nasza nauczycielka, więc wszyscy weszliśmy za nią do sali. Wyjęłam książki, usiadłam i czekałam aż rozpocznie lekcje.
Historyczka zaczęła zajęcia oczywiście od sprawdzenia obecności, a potem wróciła do naszego ostatniego tematu czyli historii Katalonii.
Ogólnie lubię historię, a historia mojego regionu jest dla mnie szczególnie ważna, bo jestem bardzo związana z Katalonią, ale jakoś nie mogę skupić się na tym co mówi nauczycielka. Choć zapewne powtarza tylko to czego ja przez moją matkę musiałam nauczyć się kilka lat wcześniej. Ale z tego co pamiętam te zajęcia akurat wybrałam chyba sama. Nigdy nie czułam się Hiszpanką - od zawsze byłam jedynie Katalonką.
Nie mogłam się kompletnie skupić. Moje myśli w 100% zajmował Cris. Nie mogłam odpędzić wspomnienia tego jak szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy ta dziewczyna usiadła na jego kolanach. To było takie... takie...
Nagle poczułam wibracje mojego telefonu w kieszeni, co przerwało moje idące w złą stronę myśli. Szczerze mówiąc nie musiałam sprawdzać kto to. Wiedziałam, że to moje światło w ciemności. Wiedziałam, że to Neymar. To zastanawiające, że zawsze jest właśnie w tym momencie, w którym go potrzebuję. Jest moim prawdziwym przyjacielem.
Gdy nauczycielka odwróciła się, aby pokazać coś na mapie szybko wyjęłam telefon z kieszeni i włożyłam go do piórnika. Zawsze tak robiłam, a jeszcze żaden nauczyciel tego nie zauważył.
"Co tam u ciebie, siostra?  :D Nudzi mi się bez ciebie ;(" - przeczytałam wiadomość od Brazylijczyka. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. On bardzo dobrze wie jak poprawić mi humor, choć nawet nie wie, że jestem smutna. Ale chyba jednak pani Fernandez się to nie spodobało.
- Selena, czy naprawdę tak bardzo cieszy cię lekcja historii ze mną? - spytała, przerywając prowadzenie lekcji tylko po to, żeby zwrócić mi uwagę.
- Ależ ja bardzo lubię lekcje historii. Tyle, że nie koniecznie z panią. I wie pani co, chciałabym w końcu usłyszeć coś innego niż to co powtarza nam pani od trzech lat... - odpowiedziałam jej nawet nie patrząc w jej stronę. Tak, lekceważyłam ją. Moje paznokcie na pewno w tym momencie były bardziej interesujące Nigdy nie lubiłam tej nauczycielki i nie miałam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń.
- Selena, czy ty nie powinnaś uważać na lekcjach? Chyba zależy ci na ocenie? - powiedziała udając opanowaną, a tak naprawdę wiedziałam, że jest niemiłosiernie wkurzona,
- Uważałam. Dwa lata temu jak mówiła to pani po raz pierwszy. Zastanawiam się czy nauczyła się pani może na tych studiach czegoś jeszcze czy tylko za to wystawili pani ten dyplom. Ja po trzech godzinach zajęć pozalekcyjnych miałam opanowany większy zakres wiedzy niż pani w tym momencie - zaśmiałam się.
- Jeśli uważasz, że tak dużo wiesz, to może pochwalisz się swoją wiedzą?
- Nie ładnie się tak chwalić przed całą klasą.
- To po co jesteś na tej lekcji?! - pani Fernandez w końcu przestała udawać spokojną. Krzyknęła tak głośnio, że aż mnie uszy zabolały. I nie tylko mnie.
- No właśnie nie wiem co ja tutaj robię - powiedziałam opanowanie, wzięłam swoje książki, schowałam telefon do tylnej kieszeni jeansów, przełożyłam torbę przez ramię i skierowałam się do drzwi klasy. - Miłej nauki z naszą kochaną i bardzo opanowaną nauczycielką - zawołałam jeszcze do klasy i opuściłam salę. Do końca lekcji miałam jeszcze pół godziny. Sporo można było zrobić w tym czasie, Ale ja już chyba wiedziałam co zrobię. Przez okno zauważyłam, że jacyś chłopacy grają na boisku w piłkę nożną. Wyszłam ze szkoły głównym wyjściem i obeszłam szkołę dookoła. Chwilę później znalazłam się za linią boczną naszego boiska. Wyjęłam telefon i napisałam szybką wiadomość do Neymara.
"Masz teraz trening?"
Chwilę później otrzymałam wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła:
"Nie. Jestem sam w domu i się nudzę :("
Po przeczytaniu od razu wybrałam numer telefonu Brazylijczyka.

***

Wychodząc razem z Adą ze szkoły spoglądam na dziedziniec szkolny. Kogo tam widzę? Oczywiście Crisa. Dzisiejszy dzień był kompletną masakrą. Jedyną dobrą rzeczą była ta poranna rozmowa z Neymarem. Najpierw to jak ta dziewczyna usiadła Crisowi na kolanach, kłótnia z panią Fernandez, którą wychowawczyni i dyrektor kazali mi przeprosić, czego oczywiście nie zrobiłam i jakby tego było mało na niemalże każdej przerwie musiałam widzieć Crisa razem z Camilą. I oczywiście teraz, kiedy wychodziłam ze szkoły nie mogło być inaczej. Cristian siedział z nią na jednej z ławek i razem z czegoś się śmiali. Myślałam, że na ten widok pęknie mi serce. Ta dziewczyna nawet nie wiedziała jak bardzo chciałabym być teraz na jej miejscu. 
- Selena!! - najpierw usłyszałam krzyk, a dopiero potem poczułam jak ktoś podbiega do mnie i przytula. Odwróciłam się i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to jedna z moich przyjaciółek. Chyba udało jej się właśnie w tym momencie odsunąć moje złe myśli gdzieś daleko. Tak daleko, żeby nie wróciły do mnie zbyt szybko.  

 

Wróciłam! Po przerwie, ale jestem. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, że tak długo nie było rozdziału? W końcu postanowiłam napisać rozdział, w którym wyjaśnię Wam zależność między Sel a Crisem. Nieodwzajemniona miłość - tego chyba żadna z Was się nie spodziewała. W rozdziale brakuje Neymara, ale niestety nie mogłam wymyślić nic innego, żeby przedstawić całą tą sytuację. Rozdział jest na moje oko krótki, ale następny powinien być dłuższy, chyba, że też postanowię go podzielić... Zobaczy się jeszcze ;) 
W każdym bądź razie zostawiajcie swoje opinie, bardzo miło mi się je czyta ;) Jeśli macie jakieś uwagi co do bloga czy opowiadania to też proszę Was o kontakt ;) No i to bd chyba na tyle :/ 
Jeszcze jedno: mianowicie do bloga powstał ask, związany właśnie z blogiem, opowiadaniem i bohaterami. Link: http://ask.fm/NJRneyforever 
Tam także możecie zostawiać opinie o rozdziałach i opowiadaniu ;) 
Dobranoc i udanego weekendu :* 

wtorek, 8 września 2015

Libster Blog Award #2

Kolejne LBA na moim  blogu :D Nominację dostałam już dosyć dawno od Patrycja Anna, odpowiedzi też napisałam jakiś czas temu, ale przez to całe zabieganie zapomniałam, żeby je dodać :/ No więc teraz mając trochę czasu nadrabiam zaległości. Dziękuję jeszcze raz za nominację, a oto moje odpowiedzi:

1. Od jak dawna piszesz?
Wydaje mi się, że kilkanaście dni temu minął rok odkąd zaczęłam pisać opowiadania. Ale publikować zaczęłam je dopiero od stycznia.

2. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Oj, jest ich bardzo dużo... Ale na ten moment chyba Xriz - Besos prohibidos :D

3. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Ale że największe? Marzeń mam pełno, ale nie ma chyba takiego, które wyróżniałoby się ponad wszystkie... Ale na pewno marzę o tym, żeby odwiedzić Barcelonę i obejrzeć mecz Barcy na Camp Nou ;)

4. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą?
Byłam :D Ostatnio razem z przyjaciółmi ze szkoły byliśmy na wycieczce w Pradze :D Cudowne miasto :D

5. Jaki jest Twój ulubiony zespół?
Nie mam chyba żadnego ulubionego zespołu... Lubię poszczególnych piosenkarzy, piosenkarki, ale jakoś zbytnio nie słucham żadnych zespołów... :/

6. Jaki jest twój ulubiony owoc?
Kocham wszystkie, ale ulubiony to chyba arbuz :D

7. Jakie są twoje zainteresowania?
Sporo ich jest :/ M. in. czytanie książek, opowiadań; słuchanie muzyki, szkicowanie, piłka nożna, Barca, goegrafia, matematyka, no i oczywiście pisanie opowiadań o Neyu i nie tylko :D

8. W jakim miejscu na ziemi chciałabyś być teraz? 
W tym momencie? Chyba na bezludnej wyspie :D

9. Kto jest twoim idolem?
No będzie ich kilku, ale najważniejsi to raczej: Dawid Kwiatkowski, Leo no i oczywiście nasz Neymar :D

10. Jaka jest Twoja ulubiona bajka/kreskówka z dzieciństwa? 
Po konsultacji z moją mamą uznaję, że były to "Smerfy" i "Bolek i Lolek" hahaha

No i to chyba byłoby na tyle. Tym razem nie będę nikogo nominować, ze względu na to, że chyba wszystkie blogi jakie chciałam, nominowałam w poprzednim LBA...
No więc do następnego :*

Rozdział 10

~ Ty sama też nie wiesz co to jest miłość!

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
- Się ekspert znalazł - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której znajdował się chłopak, który zafundował mi i Neymarowi darmową pobudkę. 

***

Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam chłopaka stojącego przy lodówce. Nie ma co, podobny był do Neymara...
- Hey, jestem Selena - powiedziałam, gdy w końcu mnie zauważył. 
- Jota, brat Neymara - przywitał się z uśmiechem. 
- To on ma brata? Oj Neymar masz przerąbane - powiedziałam, patrząc w stronę salonu. Jota się zaśmiał. - Nie pochwalił mi się. Myślałam, że ma tylko siostrę...
- Bo ma, ale to jest długa i nudna historia, może Juninho kiedyś ci ją opowie - puścił do mnie oczko i znów spojrzał do lodówki. - A tak ogółem mówiąc, to sorry, że może wam coś przerwałem, ale jak ostatnio byłem u Neymara, czyli wczoraj w południe to jeszcze nie miał dziewczyny. Ale jak widać fakty szybko się zmieniają. 
- Przerwałeś nam jedynie w spaniu. Nie mogłeś nam przeszkodzić w niczym innym, bo coś takiego nie mogło by mieć miejsca. Z Neymarem jesteśmy tylko przyjaciółmi - wyjaśniłam. 
- A wiesz, że to na przyjaźń nie wygląda, prawda? A przynajmniej z mojej perspektywy. Bo wiesz, z tego co wiem to przyjaciele nie śpią razem w jednym łóżku, nie przytulają się na łóżku i nie trzymają się za rękę przez sen... - zauważył. Ja tam nie widziałam niczego dziwnego. 
- To tak wygląda dlatego, że po prostu zastałeś nas w takiej, a nie innej sytuacji. Tak naprawdę to było całkiem inaczej niż to sobie wyobrażasz... W nocy była burza i jako, że nie chciałam być sama w pokoju na górze to przyszłam do salonu, do Pokera, a to że potem pojawił się tutaj Neymar to był czysty przypadek. Ja nawet nie wiedziałam, że on tam jest aż do momentu, w którym nas obudziłeś - próbowałam wytłumaczyć Jocie sytuację w jakiej zastał mnie z Neymarem. Mam nadzieję, że to zrozumiał. 
- Może i tak było... Ale wyglądacie na taką fajną parę. A tym bardziej jak was dzisiaj zobaczyłem w salonie. Trzymam za was kciuki - znów puścił do mnie oczko i w tym też momencie w kuchni postanowił pojawić się pan domu. 
- Siema - przywitał się z bratem. - Widzę, że już się poznaliście. To jest Selena, moja przyjaciółka, a to jest Jota, mój... - nie dałam mu dokończyć. Oj nie. 
- ... twój brat - dokończyłam za niego. - I teraz gadaj jakim ja prawem wiedziałam tylko o twojej siostrze. 
- Bo to długa i nudna historia, może kiedyś ci opowiem - powiedział, a z Jotą wymieniliśmy się spojrzeniami i oboje parsknęliśmy śmiechem. 
- No dobra, teraz to już na pewno wierzę, że jesteście braćmi - powiedziałam, na co Neymar zrobił zdziwioną minę. 
- Przed chwilą, gdy mnie o to pytała odpowiedziałem jej tak samo - wyjaśnił Jota. Już go polubiłam. Ja tu przewiduję z nim długą i owocną przyjaźń. Bardzo owocną, a szczególnie w wygłupy i docinanie Neymarowi. Ale nie myślcie sobie, że mam teraz zamiar zostawić Neymara! Co to to nie! On zawsze będzie na pierwszym miejscu. 
Przybiłam piątkę z Jotą i wróciłam do swojego pokoju. Znalazłam na łóżku zakopany w kołdrze telefon. Oczywiście w czasie kiedy był poza moim zasięgiem ktoś musiał się do mnie dobijać. A któż to taki? Oczywiście Ada i mój ojciec. Moja przyjaciółka miała teraz lekcje, więc postanowiłam oddzwonić do mojego rodzica mimo, że byłam pewna, że jest teraz w pracy. Mimo to odebrał za pierwszym razem. 
- Selena, w końcu oddzwoniłaś - zawołał radośnie. - Wiem, że prosiłaś, żebym się nie martwił, ale dzwoniłem wczoraj do Georga i nie było cię u nich. Chciałem tylko się upewnić czy na pewno jesteś u Neymara - no tak, on jako troskliwy ojciec musi zawsze bać się o swoją córeczkę. 
- Tak, jestem u Neymara. Nie masz się już o co martwić. 
- A do kiedy tam zostajesz? Bo chciałbym wiedzieć kiedy moja córka wróci do domu. 
- Wracam jakoś pod koniec tygodnia. Zapewne w niedzielę. 
- No to chyba nie mam więcej pytań. Miłej zabawy - powiedział i rozłączył się. Cały on.Zaśmiałam się pod nosem.
Wiedziałam czego chciała ode mnie Ada. "Czemu wczoraj zerwałaś się z lekcji, dlaczego cię dzisiaj nie ma?" Nie chciałam się z nią kłócić, ale ostatnio zrobiła się trochę zbyt sztywna. Nie wiem czemu taka jest. Kiedy poznała Michaela była taka jak ja teraz. Ale od momentu kiedy poznałam Neymara zaczęła być taka inna. Może była zazdrosna? 
Ale mniejsza z tym... Nie zamierzałam teraz z nią rozmawiać i nie zamierzałam też dzwonić do niej później. Przyjechałam tu, żeby spędzić czas z Nemarem, a nie po to żeby przejmować się humorkami Ady.
Przebrałam się i wróciłam do tych dwóch głupków, którzy nadal okupywali kuchnię. Jedli śniadanie i byłam niemalże całkowicie przekonana to wszystko dzięki Jocie. Neymar byłby zbyt leniwy, żeby samemu zrobić sobie śniadanie. Chyba, że byłby naprawdę bardzo, ale to bardzo głodny. Usiadłam na przeciwko chłopaków, a po chwili Jota postawił przede mną śniadanko dla mnie. Naprawdę coraz bardziej go lubię. Ale jeszcze muszę wyciągnąć z Neymara o co chodzi z tą sprawą z bratem. Ale to nie powinno być trudne. Mój piłkarzyk wszystko mi pięknie wyśpiewa. Nie będę musiała się zbytnio wysilać. 

***

Wylegiwałam się na trawie w ogrodzie u Neymara, podczas gdy on razem z bratem grali w piłkę. Zapowiadało się takie piękne popołudnie... Aż do momentu, gdy zadzwonił mój telefon. Raz, drugi, trzeci.... Za piątym zdecydowałam się w końcu odebrać. Dzwoniła oczywiście moja przyjaciółka, z którą nie miałam ochoty rozmawiać.
- Boże, Sel, dlaczego przez tyle czasu nie odbierasz ode mnie telefonu?! Czemu nie było cię dzisiaj na zajęciach?! Martwiłam się, myślałam, że coś ci się stało! - no i się zaczęło... 
- Ada! Uspokój się! Żyję, jestem bezpieczna! - krzyknęłam, przerywając jej.
- Przepraszam cię... - mówi lekko skruszona. - Po prostu tak nagle uciekłaś ze szkoły nic mi nie wyjaśniając, a potem nie dawałaś znaków życia... Martwiłam się -  dodała cicho. 
- Ada, co się z tobą ostatnio dzieje?! Stałaś się naprawdę nadopiekuńcza, nadwrażliwa i po prostu irytująca! - powiedziałam jej prosto z mostu. Przecież nie będę udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. 
- Przepraszam... 
- Nie przepraszaj tylko powiedz mi, co się dzieje! Od jakiegoś czasu zrobiłaś się naprawdę nie do zniesienia! Coś musiało się stać!
- Po prostu mam trochę problemów, okej? Zresztą, nie ważne. Nie przejmuj się - powiedziała, a dosłownie sekundę później usłyszałam dźwięk kończący rozmowę. 
O co do cholery w tym wszystkim chodzi?! Przecież kiedy poznałam Neymara tak się cieszyła, że mam kogoś, kto jest dla mnie tak samo ważny... A teraz nagle coś się zmieniło... Może jest zazdrosna? Ale nie, dlaczego miałaby to robić? Przecież Neymar jest moim przyjacielem, a ona ma swojego chłopaka, którego przecież kocha... 
Michael! Nie pomyślałam o nim! Ada mogła być zazdrosna o Neymara tylko jeśli coś stało się z jej związkiem. A ja głupia nie zauważyłam, że ona naprawdę jest zazdrosna. Co ze mnie za przyjaciółka jeśli nie było mnie z nią w takim momencie?! 
Jak najszybciej podniosłam się z ziemi, na której leżałam i popędziłam do domu. Chłopacy patrzyli na mnie zdziwieni, ale nic im nie tłumaczyłam. Musiałam dowiedzieć się, co się stało. 
Chwilę później z telefonem przy uchu wpadłam do swojego pokoju. Stanęłam zdenerowana pod oknem i wysłuchiwałam sygnału oczekiwania na połączenie, który jeszcze bardziej mnie denerwował. Jeszcze chwila i po prostu wybuchłabym, ale na szczęście w ostatnim momencie Michael odebrał telefon. 
- Hey Selena! Czemu się tak długo nie odzywałaś? Dawno nie rozmawialiśmy - powiedział radośnie. Zaraz za tą swoją radość może mu się dość mocno oberwać. 
- Michael, nie dzwonię sobie do ciebie poplotkować! - zawołałam. - Mów mi tu od razu co się stało między tobą a Adą. 
- Nic się nie stało - powiedział niewzruszony tonem jakim go przywitałam. Nie tego się spodziewałam. 
- I dlaczego mnie okłamujesz? Jestem waszą przyjaciółką, nie sądzisz, że powinnam może wiedzieć dlaczego Ada od kilku dni zachowuje się jakby nic już nie miało znaczenia! - wrzasnęłam. To musiało na niego jakoś zadziałać. I na szczęście przyniosło pożądany efekt. 
- Rozstaliśmy się kilka dni temu - powiedział tak cicho, że ledwo to usłyszałam. 
- No to teraz mów jak księdzu na spowiedzi, co znowu wam odbiło.... - westchnęłam. Już nie raz musiałam ich godzić po tym jak się pokłócili, więc poniekąd miałam w tym doświadczenie. 
- Dość sporo ostatnio rozmawialiśmy. Od mojego wyjazdu do Madrytu spotkaliśmy się może 2 czy 3 razy. Przez te kilka miesięcy nie mieliśmy też czasu normalnie porozmawiać przez internet czy telefon, bo Ada ma szkołę, ja mam studia i egzaminy. Nie mamy dla siebie kompletnie czasu, a do tego dzieli nas od siebie taka odległość. Oboje zgodnie uznaliśmy, że to mija się z celem, że nasz związek nie ma już sensu - przyznał w końcu, głośno wzdychając. Głos miał tak.... zmartwiony? zmęczony? smutny? Nie mogłam tego jednoznacznie wyczuć. Ale na pewno nie było to żadne z tych dobrych i radosnych uczuć. 
- Rozumiem. Czyli jednak potrzebna będzie moja interwencja - westchnęłam. - Ciocia Selena naprawdę dobrze wam radzi: ogarnijcie wy się i dopiero myślcie nad tym co powinniście zrobić ze swoim związkiem. Bo w tym momencie naprawdę zachowujecie się jak dzieci. Michael, jesteś idiotą, że się z nią zgodziłeś. Jakieś popieprzone liczby w postaci kilometrów nie powinny dla was nic znaczyć jeśli naprawdę się kochacie. To tylko jakieś głupie liczby. Zgadzam się, odkąd wyprowadziłeś się do Madrytu wasz związek bardzo cierpi, bo nie rozmawiacie zbyt dużo. Ale czyja to jest wina? Ady, która każdego dnia dzwoni do ciebie po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy? Czy twoja, bo wiecznie nie odbierasz od niej telefonów, mimo, że wszyscy wiemy, że nie jesteś wcale tak zabiegany jak jej wmawiasz? Zastanów się nad tym! Niedawno miałeś przerwę świąteczną, ferie... Czy chociaż pomyślałeś o tym, żeby przyjechać tutaj i zrobić niespodziankę Adzie? Nie, to ona musiała myśleć o wszystkim, ona musiała do ciebie pojechać... W tym związku to ona musi kochać za dwoje! I to ona musi rezygnować ze wszystkiego dla ciebie. To ona porzuciła marzenia o studiach w Stanach, żeby móc wyjechać do Madrytu i być z tobą! Jesteś debilem! Bo albo ją kochasz, ale tego naprawdę nie okazujesz, albo po prostu zajmujesz miejsce, na którym powinien być ktoś, kto ją naprawdę kocha! - próbowałam nie podnosić głosu. Naprawdę próbowałam. Ale kiedy słyszę takie głupoty to nie wiem czy mam na niego krzyczeć czy płakać z powodu jego idiotyzmu. Jak można być takim egoistą? 
- Selena, jesteś moją przyjaciółką. Od bardzo dawna. Wiesz jak bardzo cię kocham, niemal jak siostrę. Ale teraz naprawdę przegięłaś! Mieszasz się w związek mój i Ady. Za każdym razem gdy tylko masz okazję! Myślisz, że jesteś najmądrzejsza, że jesteś ekspertem w kwestii związków. Ale tak naprawdę nie masz o tym zielonego pojęcia! Nigdy nie miałaś chłopaka, nigdy nikt się w tobie nie zakochał! Ty sama też nie wiesz co to jest miłości! Nigdy nikogo nie pokochałaś i nikt nigdy cię nie chciał! - znieruchomiałam. Czy on to naprawdę powiedział?! Jeśli tak to przegiął. Ostro. Jak on mógł mi coś takiego powiedzieć?! 
- Nie, nie jestem już twoją przyjaciółką! Znajdź sobie nową, najlepiej tam w Madrycie. Może ona nie będzie ci się "mieszała w związek"! A ja tak naprawdę chciałam tylko żeby moi przyjaciele byli ze sobą szczęśliwi! Ale teraz tak naprawdę cieszę się, że Ada cię zostawiła! Nie wiem jak mogła być tyle czasu z kimś takim jak ty! Nie życzę jej więcej mieć kogoś takiego. A ty nigdy więcej nie wypominaj mi mojej miłości, bo pomyśl sobie, że nie wszystkim tak jak tobie udało się szczęśliwie zakochać! Albo najlepiej w ogóle się już do mnie nie odzywaj! - powiedziałam i skończyłam rozmowę z nim. Sekundę później mój telefon wylądował gdzieś na podłodze, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jak on mógł?! Nie miał prawa powiedzieć czegoś takiego! Uważałam go za przyjaciela, wiedział o mnie wszystko, tyle razy widział jak płakałam przez Crisa, przez moją głupią miłość... A teraz potrafił powiedzieć mi, że nie wiem co to miłość!  Nie wierzę, że to zrobił. 
Usiadłam zdruzgotana na łóżku. Michael, chłopak, który znał mnie od zawsze, który wiedział o mnie wszystko, powiedział mi coś tak okrutnego... Nie mogłam tego przetrawić. Nagle poczułam jak ktoś mocno, bardzo mocno mnie przytula. Miałam zamknięte oczy, ale byłam przekonana, że to Neymar. 
Nie wiem ile czasu minęło, ale przez dłuższą chwilę siedziałam tak przytulana przez piłkarza, a po moich policzkach nadal nie przestawały płynąć łzy. Neymar o nic nie pytał i tego właśnie oczekiwałam. Tego, żeby po prostu tu był. Chwilę później otarłam łzy rękawem mojej bluzy, wyplątałam się z obięć przyjaciela i wstałam. Chłopak zrobił to samo. 
- Dziękuję - szepnęłam, patrząc na jego twarz. Teraz gdy na mnie spogląda na jego ustach widnieje szeroki uśmiech. Ja też się uśmiecham. 
- Nie przejmuj się tym "przyjacielem... Nie jest wart twojej przyjaźni - odpowiedział. 
- Ale za to ty jesteś - powiedziałam ironicznie, po chwili wybuchając śmiechem. 
- Jasne, że tak - Neymar też się zaśmiał, ale niestety ktoś musiał nam przerwać.
- Oj, jakie słodkie z was gołąbeczki! - zawołał Jota stojący w drzwiach do pokoju. Miałam ochotę w tamtej chwili uderzyć go czymś ciężkim. Od momentu kiedy tylko się tu zjawił nazywa nas parą, gołąbeczkami i tym podobne. Jest naprawdę fajny, ale chyba chce mnie zdenerwować... Albo zeswatać z Neymarem. Jeszcze tego nie rozgryzłam. 
 - Gołąbeczku, mógłbyś nie przerywać mi rozmowy z moją piłkarzyną. Poszedłbyś do kuchni zobaczyć czy cię tam nie ma. Albo poszedłbyś gdzieś poszukać swojego gołąbeczka - powiedziałam, wywracając oczami. Jota zrobił udawaną smutną minkę. 
- Porzucasz mnie, przyjaciółko? Gołąbeczku? - zawołał "zdruzgotany", wycierając łezkę pod okiem. Powinien zostać aktorem. Nadałby się tam idealnie. 
- Nie porzucam cię, ale właśnie ktoś mnie porzucił - szepnęłam, ale mimo to Jota usłyszał to, podszedł i mnie przytulił. 
- Przepraszam - powiedział. 
- Co ty wygadujesz, Jo. Przecież nic się nie stało. W końcu to on jest debilem, nie ja. To co robimy? - spytałam ochoczo. Nie chciałam więcej wracać do tematu Michaela. 
- Fifa? - spytał Jo. 
- Fifa - zaśmiałam się w odpowiedzi. - Oj, jak nie pijesz to myślisz - dodałam i razem opuściliśmy pokój. 

***

- Ej no! To był faul! To powinien być karny! Panie sędzio! - Jota darł się na cały dom. Od jakichś dwóch godzin graliśmy w Fifę, a ja przez cały ten czas nie mogłam opanować śmiechu. Mimo to i tak wygrywałam z Jotą 4:3. 
Neymar też próbował ze mną grać. Ale wtedy sytuacja wyglądała inaczej. Wtedy to on wygrywał i to nie 4:3, a 3:1. No ale co zrobić, w końcu to piłkarz. Teraz akurat od kilkunastu minut siedział obok Jo i cały czas śmiał się z poczynań brata. Z nim nie dało się wytrzymać. A już szczególnie kiedy grasz z nim w Fifę. Albo po prostu w piłkę nożną. 
Spojrzałam na mojego przyjaciela. Jego śmiech... lubiłam go słuchać. Nawet bardzo. A jego uśmiech... kiedy tylko widniał na jego twarzy, ja też musiałam się uśmiechnąć. To było takie zaraźliwe. Uwielbiam Neymara i każdego dnia cieszę się z tego, że jednak wtedy go spotkałam. 
- Jeeeeeee! Visca el Barca, visca Cataluna! - z zamyślenia wyrwał mnie wesoły okrzyk Joty. Spojrzałam na telewizor. No tak, pod moją nieuwagę udało mu się doprowadzić do wyrównania.  4:4. To i tak zbyt niski wynik jak na mecz Barcelony, którą grał Brazylijczyk. Ja grałam sobie byłym klubem Neymara, Santosem. Tak jakoś się złożyło, że graliśmy drużynami, które były mu bliskie. Ale choć zawsze kibicuję Barcelonie, to w Fifie zrobię wyjątek i to Santos będzie tym razem triumfował. Jak postanowiłam, tak zrobiłam i po kilku minutach mecz zakończył się wynikiem 6:4. Może i Jota umie grać w piłkę, często gra w Fifę, ale to ja jestem od niego lepsza. Oj, gołąbeczku, będzie trzeba trochę popracować. Zaśmiałam się ze swojej myśli. Po moim złym humorze nie zostało ani śladu.  


Rozdział pisałam dość długo, dlatego też pojawia się on dopiero dzisiaj. Szkoła + brak możliwości dłuższego korzystania z laptopa nie są zbyt pomocne przy pisaniu opowiadania... Ale nareszcie rozdział jest i mam nadzieję, że się Wam podobał... Ogólnie była dziwna sytuacja, bo napisałam scenę kłótni Sel i Michaela, a następnego dnia wynikła podobna sytuacja między mną a moimi przyjaciółkami... Dziwne,,,, 
Polska w meczu z Giblartarem wygrała 8:1!!! Naprawdę cieszę się z tego wyniku, bo jeśli chodzi o piłkę nożną to jestem ogromną patriotką.  I choć jesteśmy teraz w grupie eliminacyjnej dopiero na 2 miejscu, za Niemcami to i tak bardzo się cieszę... W tamtym roku nie sądziłam że damy radę zajść tak daleko. 
Jest jeszcze jedna ważna sprawa do omówienia: mianowicie to opowiadanie czyta kilka, kilkanaście osób i strasznie się z tego cieszę... Ale jest to opowiadanie o Neyu i Selenie, i uwierzcie, że oni zostaną tą parą! Ale błagam Was, nie pośpieszajcie mnie z tym, bo to naprawdę nie dodaje weny, a jest wręcz odwrotnie - czasami po prostu odechciewa się pisać... Skoro się tak gorączkujecie to zdradzę Wam jedną rzecz: niebawem pojawi się rozdział, w którym zostaną parą. Ale zrozumcie, że nie chcę, żeby to opowiadanie było tak naprawdę nierzeczywiste... Nikt raczej z dnia na dzień nie staje się parą i tak też nie chcę robić w moim opo... 
I ostatnią kwestią jaką chcę poruszyć, jest jedna postać z opowiadania, której imię kilka razy już się pojawiło. Czy któraś z Was zastanawiała się kim jest wspomniany wcześniej kilkakrotnie Cris? Czekam na Wasze propozycje co do jego osoby w komentarzach :D Chętnie poczytam jak widzicie go w tym opowiadaniu :D 
Dobranoc, powodzenia w szkole, niezbyt trudnych lekcji życzę ;)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 9

~ Tu ludzie śpią! I Neymar!

- Nie ma mowy! Nie będziesz się nigdzie włóczyła po nocy. A tym bardziej po mieście, którego nie znasz. Zostajesz u mnie - postanowił. - Skoro tak chcesz... Nie będę się przecież kłócić z moim "braciszkiem" - zaśmiałam się. - Może idź już spać, pewnie po meczu jesteś zmęczony. Zresztą na takiego wyglądasz - zauważyłam, patrząc na jego zmęczony wyraz twarzy. Koniecznie musiał odpocząć. Po takim wysiłku jaki włożył w dzisiejszy mecz to wręcz wskazane, żeby się wyspał, zregenerował siły. - No, może trochę... Ale nie ważne - dodał z wymuszonym wręcz uśmiechem. - Ważne. Spać mi i to w tej chwili! Jutro rano masz trening, musisz się wyspać - powiedziałam, biorąc go za rękę. Nie sprzeciwiał się, gdy zaczęłam iść w stronę jego sypialni ciągnąc go za sobą. Był chyba na to zbyt zmęczony. Jednak kiedy weszliśmy już po schodach na piętro przez chwilę widziałam jego minę. Bardzo dobrze wiedziałam jakie myśli błądziły teraz po jego głowie. Jednak dobrze, że nie wypowiadał ich na głos. - No to teraz kłaść mi się grzecznie spać - zakomunikowałam, gdy znaleźliśmy się już pod jego sypialnią. - Czyli rozumiem, że ty idziesz ze mną? - zapytał poważnie. Ja z nim nie wytrzymam tych kilku dni... Zwariuję z nim tu chyba. Miejmy nadzieję, że ktoś w porę zadzwoni do psychiatryka. - Czasami masz za dużo masz głupich myśli... - westchnęłam. - Głupich, czyli...? - Oj, ty już sam bardzo dobrze wiesz jakich! - No niech ci już będzie, że wiem - powiedział, a ja w odpowiedzi pokazałam mu język. - Poradzisz sobie? - Nie mam pięciu lat, dam sobie radę - zapewniłam go. - Dobranoc "siostrzyczko" - powiedział i pocałował mnie w czoło jak młodszą siostrę. - Drugie drzwi po prawej - dodał, zanim zamknął drzwi swojego pokoju. Zaśmiałam się cicho i poszłam do pokoju wskazanego przez Neymara. Zapaliłam światło i pierwszym co zobaczyłam było ogromne i sprawiające wrażenie wygodnego, łóżko. Już mi się tu podobało. Szybko się przebrałam i położyłam się pod kołdrę. Cieplutko. Próbowałam zasnąć. Nie zajęło mi to długo. Niestety po zaledwie kilku godzinach zostałam obudzona. I to nie przez Neymara, bo on zapewne nadal spał sobie smacznie w swoim pokoju. Obudziła mnie ta cholerna burza, której o trzeciej w nocy zachciało się budzić ludzi... I jak tutaj można się wyspać? Łóżko niby wygodne, ale warunków nie ma... Nie lubię kiedy ktoś/coś mnie budzi, kiedy jeszcze się nie wyspałam. I chyba dobitnie to pokazałam, gdy odwiedził mnie Neymar. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. Akurat w tamtym momencie usłyszałam głośny grzmot. Aż podskoczyłam. Ogólnie nie bałam się burzy, ale tym razem było chyba trochę inaczej. Wybiegłam z pokoju i po cichu przemierzyłam korytarz aż w końcu dotarłam do schodów. Zbiegłam po nich i dotarłam do salonu. Było ciemno, ale zauważyłam, że na kanapie śpi pies Neymara, Poker o ile dobrze pamiętam. Pogłaskałam go na co od razu zareagował merdaniem ogona. Położyłam się obok niego na kanapie i przykryłam kocem, który leżał obok. Po chwili zasnęłam wtulona w Pokera. Nie słyszałam burzy, nie słyszałam już nic. *Neymar* Tak jak chciała Selena położyłem się spać. Zasnąłem dość szybko, ale obudziłem się kiedy nad Barceloną rozpętała się burza. Pioruny i grzmoty mnie nie przerażały, ale nie mogłem przez nie ponownie zasnąć. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni. Otworzyłem lodówkę i po chwili zastanowienia wybrałem sobie napój. Wypiłem go trochę patrząc w okno, przez które idealne widać było wszystkie pioruny. Lubiłem oglądać burze. O ile nie musiałem tego robić w środku nocy. Nie chciało mi się wracać do swojej sypialni, więc wybrałem bliższe w tym momencie rozwiązanie. Wszedłem do salonu i położyłem się na mojej ogromnej kanapie. Przytuliłem się do chyba Pokera, który tam leżał i w czasie kilku minut zasnąłem. I nie powiem spało mi się przyjemnie. A sen wydał się jeszcze przyjemniejszy kiedy wstałem. Chodź pobudka wcale nie należała do najprzyjemniejszych. *Selena* - Jestem idioto!! - ktoś miał tak donośny głos, że pod jego wpływem od razu się obudziłam. Kiedy chciałam się podnieść poczułam, że ktoś się do mnie przytula. Ktoś też trzymał mnie za rękę. Ale przecież kiedy wczoraj kładłam się spać był tu tylko Poker, który teraz leżał na dywanie. - Przestań się drzeć pajacu!!! - usłyszałam za sobą głos Neymara. Już wiem kto był tym ktosiem - Nie widzisz, że tu ludzie śpią?! - zawołał zirytowany, mocniej się do mnie przytulając. On chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że ja tu jestem. Chociaż, może... - No właśnie, tu ludzie śpią! I Neymar! - zawołałam, przykrywając głowę poduszką. Neymar nawet nie zareagował na moje słowa. Chyba naprawdę był bardzo zmęczony... - Chyba niezły melanż był wczoraj, co? - zapytał chłopak, stając w drzwiach salonu. - Weź się odpieprz - odpowiedział mu Neymar i z zamkniętymi oczami rzucił w chłopaka poduszką. Trafił. - Dobrze, dobrze, już wam nie przerywam, kończcie co zaczęliście, jakby co mnie tu nie ma - uniósł ręce w geście niewinności i opuścił pokój. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. - Moja miękka poduszka nie daje mi znowu zasnąć - westchnął rozczarowany Neymar. Położył sobie głowę na moim brzuchu i usiłował ponownie iść spać. - Jak jestem taką "miękką poduszką" to chyba znak, żebym zaczęła się odchudzać - zsunęłam jego głowę z mojego brzucha i położyłam się na jego tors. - Ale powiem ci, że z ciebie to twarda by była poduszka. Nie wyspałabym się - powiedziałam, podnosząc się z kanapy. Nie ma tak dobrze. - No ej, ale mi było tak wygodnie! - zawołał zrezygnowany. Ja w tym czasie zmierzałam już w stronę wyjścia z salonu. - No niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy - odpowiedziałam. - No, ale... ale... zostań moją poduszką! - zawołał za mną. Znów dzisiejszego dnia wybuchłam śmiechem. - Pieprz się - powiedziałam, przedstawiając mu mój środkowy palec. Już niemalże słyszałam jak w myślach mówi ''Wolałbym z tobą'' - Nie, niewyspany jestem. A tak samemu to wiesz, trochę kiepsko... Lepiej z kimś - wygłosił. - Się ekspert znalazł - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której znajdował się chłopak, który zafundował mi i Neymarowi darmową pobudkę




Przepraszam! Rozdział miał pojawić się dużo, dużo wcześniej, ale... ale... no nie mam nic na swoje wytłumaczenie :/ Ostatni tydzień spędziłam z ograniczeniem dostępu do internetu :/ Trzy dni u przyjaciółki, gdzie skończyłam ten rozdział i zaczęłam pisać kolejny i odwiedziny mojej kochanej stolicy :D I mojej ulubionej galerii :D Tak więc rozdział dodaję dopiero dzisiaj :/ Następny postaram się dodać szybciej :D

Za dwa dni szkoła! Ta myśl jest przytłaczająca :/ Ale z jednej strony chcę tam wracać :D Stęskniłam się za przyjaciółmi :D

Wczoraj Barca zagrała z Malagą i wygrała 1:0 po golu Vermaelena w 73 minucie :D

Następny rozdział pojawi się możliwe, że 4 września :D Jeśli wygramy ;) Damy radę :D A jak nie to zapewne 7 września :D Wszystko zależy od naszej reprezentacji ;) xD

Miłej niedzieli i końca wakacji ;) Wyszalejmy się przed powrotem do szkoły ;)

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 8

~ Twój uśmiech mówi wszystko

- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...
*********
Dzwonek na przerwę. Zabieram swoje rzeczy z ławki i wychodzę na zatłoczony korytarz. Jeszcze tylko 3 godziny zajęć i wracam do domu. Przechodzę do sali, w której będę miała następną lekcję jaką będzie nieszczęsna matematyka. Od razu gdy tylko siadam na ławce przed jej drzwiami kładę moją torbę zaraz obok mnie i z kieszeni wyciągam telefon. Ledwo spoglądam na wyświetlacz telefonu, a na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Jest! Wiadomość od Neymara. Szczerze mówiąc to nie wiem czemu się tak cieszę. Odkąd w sobotę, cztery dni temu wrócił do Barcelony piszemy ze sobą praktycznie całymi dniami. A jednak za każdym razem, gdy widzę nową wiadomość mimowolnie się uśmiecham. Mimo tego, że byłam w szkole, jedyną rzeczą jaką robiłam było właśnie wymienianie się SMS-ami z Neymarem. Nie przejmowałam się tym, że nauczyciel mógłby to zauważyć. W końcu jestem "wzorową uczennicą"... Nikt nie odważyłby się zwrócić mi uwagi czy zabrać telefonu. Przecież ważne było tylko to, że na następną lekcję będę przygotowana...  Ale nie tylko ja robiłam coś co czego raczej nie powinnam. Neymar od samego rana miał trening przedmeczowy, a mimo to i tak zaprzątał sobie głowę pisaniem ze mną. Nie dość, że w poprzednim tygodniu opuścił przeze mnie dwa treningi i spóźnił się na kolejny to jeszcze teraz olewa trening, żeby móc ze mną porozmawiać. Próbowałam go przekonać, żeby przyłożył się do treningu i na tym zatrzymała się nasza rozmowa, bo niestety całą poprzednią godzinę spędziłam na pisaniu sprawdzianu... 
- "Przyjaciel"? - spytała Ada, siadając obok. 
Po tej akcji z Neymarem, gdy udawał mojego chłopaka musiałam długo rozmawiać z Adą, aby w końcu przekonać ją do tego jaka była prawda. Jednak nadal chyba nie do końca mi wierzyła. Uznała, że będzie pewna tylko wtedy, gdy zobaczy nas razem i przekona się jak się względem siebie zachowujemy. Ale niestety nie zapowiadało się na to, żeby Neymar w najbliższym czasie pojawił się w naszym mieście. Całe tygodnie treningów i co weekend chociaż jeden mecz, często na wyjeździe. Szkoda, że w Mountblanc nie ma klubu sportowego, z którym mogliby zagrać. W końcu mogłabym zobaczyć jak gra na żywo i poznać jego przyjaciół z klubu. 
- Skąd wiedziałaś, że to Junior? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. 
Ada nie poznała imienia mojego najlepszego przyjaciela. Nie chciałam jej o tym mówić, dlatego, że zapewne od razu zaczęłaby się domyślać o kogo chodzi. A wolałam na razie, aby pozostało to tajemnicą. 
- Twój uśmiech mówi wszystko - zaśmiała się. - A tak zmieniając temat to Barcelona gra dzisiaj mecz z Realem Madryt. Aż dziwne, że taka cule ja ty nie jest teraz w Barcelonie - powiedziała, a ja wpadłam na genialny pomysł. Właśnie, dlaczego nie ma mnie w Barcelonie? 
- Właśnie, teraz mnie tam nie ma - szepnęłam i poderwałam się z ławki. Zaczęłam biec. - Dziękuję - zawołałam jeszcze, ale Ada nie miała możliwości mi odpowiedzieć, bo zniknęłam już w innym szkolnym korytarzu. 
Skierowałam się od razu do głównego wyjścia, a po chwili byłam już na dworze. Nie ważne było już dla mnie to, że w woli ścisłości miałam jeszcze zajęcia. Pędem rzuciłam się do bramy, aby opuścić teren szkoły. Nikt nie mógł mnie już zatrzymać. 
Biegiem w ciągu pięciu minut znalazłam się przed moim domem. Nawet nie podejrzewałam się o to, że potrafię tak szybko biegać. 
Na podjeździe nie było samochodu matki co znaczyło, że dom był pusty. Lepiej dla mnie. Otworzyłam drzwi wejściowe kluczem, który znalazłam w mojej torebce i nie zatrzymując się udałam się do swojego pokoju. W zawrotnym tempie wyrzuciłam z torby wszystkie książki i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które teraz będą mi potrzebne. Kiedy po chwili wzięłam już wszystkie rzeczy z mojego pokoju opuściłam to pomieszczenie i zeszłam na parter, do gabinetu ojca. Jak zwykle drzwi były zamknięte, bo wstęp tam miał tylko tata, ale kiedyś dał mi on klucz do drzwi w tajemnicy przed matką. Teraz była pierwsza okazja, żeby go wykorzystać. Znalazłam właściwy klucz i włożyłam go w zamek. Chwilę później przekraczałam próg "świątyni" mojego ojca. Podeszłam do biurka i wysunęłam pierwszą szufladę. Od razu znalazłam to czego chciałam. Wzięłam tą jedną małą rzecz i włożyłam do torebki. Wiedziałam, że ojciec nie będzie za to zły, a ja potrzebowałam tego, żeby wszystko się udało.  Sięgnęłam jeszcze po kartkę i długopis, po czym napisałam krótką wiadomość dla ojca. 

" Tato, nie martw się, jestem bezpieczna. Wrócę jutro. Zadzwoń kiedy przeczytasz tą wiadomość. Kocham. 
                                                                                          Sel :*" 

Zostawiłam kartkę na biurku i opuściłam pomieszczenie. Zamknęłam je dwukrotnie sprawdzając jeszcze czy na pewno nikt go nie otworzy i skierowałam się do wyjścia z domu. Zamknęłam wszystko i opuściłam miejsce mojego zamieszkania. Stanęłam na chwilę na chodniku za bramą. W którą stronę biec? Szybko wyobraziłam sobie plan mojego miasta i już wiedziałam gdzie podążać. Miałam może jakieś 3 kilometry do wybranego miejsca. I jeśli dobrze pamiętam miałam jakieś 15 minut, żeby tam dotrzeć... Dam radę!
Wbiegłam na peron w ostatniej chwili. Akurat na tor wjechał mój pociąg. Zdążyłam! Wsiadłam do wagonu i odwiedziłam przedział dla konduktorów, a potem już w spokoju znalazłam swój przedział. Byłam sama. Ale tylko przez kilka minut. Na kolejnej stacji do mojego przedziału wsiadła starsza pani. 
- Dzień dobry - powiedziałam, uśmiechając się szeroko. Kultura to podstawa. 
- Dzień dobry. Dokąd się wybierasz? - spytała z uśmiechem na ustach. Bardzo sympatyczna kobieta. 
- Do Barcelony. 
- Do chłopaka? - spytała, patrząc na mnie przenikliwie. 
- Nie, nie, do przyjaciela. Trochę się za nim stęskniłam i postanowiłam pojechać go odwiedzić - wyjaśniłam. 
- Pewnie dużo dla ciebie znaczy. Widać po twoim uśmiechu, gdy o nim mówisz. 
Ze starszą panią przegadałam prawie całą moją podróż. Wysiadła jeden przystanek przede mną. Tak więc podróż pociągiem minęła mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Ale po opuszczeniu pociągu znów zaczął się wyścig z czasem. Mecz miał zacząć się o godzinie osiemnastej. Zostało mi około czterdziestu minut, żeby dotrzeć na Camp Nou. Problemem było to, że nie znałam zbyt Barcelony i nie wiedziałam gdzie znajduje się stadion Barcy. Ale taki problem to nie problem. Rozejrzałam się i niemalże od razu zobaczyłam postój taksówek. Dopisywało mi dzisiaj prawdziwe szczęście. Wsiadłam do pierwszej wolnej taksówki i poprosiłam kierowcę o podwiezienie pod Camp Nou. 
O tej porze w Barcelonie były niewyobrażalne korki. Ale mogłam się tego spodziewać. W końcu połowa Barcelończyków o tej porze wracała z pracy, a reszta wybierała się na mecz Barcy. Taka już polityka panowała w tym ogromnym i pięknym mieście - jego mieszkańcy uwielbiali swoją drużynę mimo, że znajdował się tam jeszcze jeden duży klub - Espanyol. Jednak Barcelończycy chyba mieli swojego faworyta, którą była oczywiście Blaugrana. 
Moja droga na stadion strasznie się przedłużała... Już bałam się, że jednak nie uda mi się dotrzeć na czas i cały mój wysiłek pójdzie na marne. Jednak już w ostatniej chwili dotarłam na obiekt należący do FC Barcelony. Dzięki karcie klubowej ojca weszłam na trybuny bez większych problemów. Tak, mój ojciec kibicuje Barcelonie. Posiada kartę klubową, bo wcześniej, kiedy nie musiał tak dużo pracować bardzo często przyjeżdżał tutaj na mecze Dumy Katalonii. Ale w miarę upływu czasu odwiedza to miasto coraz rzadziej z powodu pracy. W miarę upływu czasu matka miała coraz większe zachcianki i ojciec musiał coraz częściej wyjeżdżać za granicę, żeby móc sprostać wymaganiom mojej rodzicielki. I w końcu doszło do tego, że przyjeżdża na mecze tylko w wypadku, w którym Barcelona gra w finale o jakiś puchar. Resztę meczy ogląda w internecie, ale też tylko wtedy, kiedy pozwalają mu na to służbowe obowiązki. 
Znajdowałam się na największym europejskim stadionie i jednocześnie jednym z największych stadionów piłkarskich na świecie. Robi wrażenie. Usiadłam na swoim miejscu i przyglądałam się całemu stadionowi. Nie byłam tu pierwszy raz. Kiedyś przyjechałam tutaj razem z ojcem na ostatni mecz sezonu. Ale od tamtego czasu minęło już kila lat i zdążyłam zapomnieć jak piękne jest to miejsce. 
Dziś miało odbyć się to cudowne i wyczekiwane przez wielu kibiców piłki nożnej El Clasico. Atmosfera na stadionie była wręcz czarująca. Kiedy doczekałam się początku poczułam się jakbym należała do tej wielkiej rodziny jaką jest FC Barcelona. Cudowne uczucie, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze. 
Piłkarze zaczęli wychodzić na murawę stadionu, ale ja skupiałam się jedynie na moim piłkarzu, który wyszedł z tunelu jako jeden z ostatnich. Widziałam go bardzo dokładnie, bo miałam miejsce bardzo blisko boiska. Na jego twarzy wymalowane było skupienie. Z resztą tak jak u wszystkich 22 piłkarzy. W końcu dla obydwu drużyn to jeden z najważniejszych meczy w lidze. Żadne z nich nie mogło sobie pozwolić na porażkę, a jednak ktoś musiał przegrać. Remis nie byłby zadowalający dla żadnego z nich. Sam fakt, że jest to spotkanie najlepszych zespołów Hiszpanii zapowiadało wielkie emocje. 
I rzeczywiście mecz był niezwykle emocjonujący. Nie można było go porównać do żadnego innego meczu jaki miałam okazję oglądać. W czasie tych 90 minut obejrzałam tyle zwrotów akcji,tyle emocji, że czułam się jakbym wybrała się do kina na świetny film sensacyjny. Mecz był po prostu przepełniony emocjami. Za każdym razem kiedy piłkarze Realu przedzierali się z piłką na połowę Barcelony całe Camp Nou podnosiło się z miejsc, żeby po chwili zobaczyć jak obrońcy ich ukochanego klubu umiejętnie wyprowadzają piłkę z własnej połowy. Tylko raz kibice Blaugrany byli zmuszeni, aby wrócić na swoje miejsca w dość ponurych nastrojach. Wszystko za sparwą młodej gwiazdy Los Blancos, Jamesa, któremu jako jedynemu udało się przechytrzyć obronę Dumy Katalonii. Lecz cule także nie mogli narzekać na swoją drużynę. w ciągu całego meczu dwókrotnie głośno świętowaliśmy triumf nad zespołem Realu Madryt. Tych cudownych emocji przy zdobyciu tych bramek zapewnili nam ich autorzy - niezastąpiony Leo Messi oraz mój kochany Neymar. Byłam z niego naprawdę dumna. Gdy piłkarze Barcelony opuszczali boisko żegnaliśmy ich głośnymi owacjami i hymnem Barcy. Zasłużyli sobie na to. 
We wręcz cudownym nastroju opuściłam obiekt należący do FC Barcelony. Gdy byłam już na zewnątrz odetchnęłam głęboko barcelońskim powietrzem, w którym można było wyczuć zapach zwycięstwa. Napawało mnie to taką radosną energią. Po prostu cieszyłam się zwycięstwem Barcelony.  
Poczekałam chwilę przed stadionem, a potem spacerkiem ruszyłam w stronę domu mojego przyjaciela. Na szczęście znałam drogę do niego ze stadionu. Nie chciałam na niego czekać przed Camp Nou, bo wiedziałam, że zapewne ogarnięcie się po meczu trochę mu zajmie, a i tak były małe szanse, żeby mnie zauważył. Dlatego wolałam udać się pod jego dom. W końcu przecież musiał tam wrócić. Prędzej czy później, ale tam na pewno go spotkam. 
Było już po dwudziestej kiedy samotnie przemierzałam Barcelonę w drodze do domu piłkarza. Nie powiem, mieszkał niezbyt blisko stadionu. Jednak szło mi się całkiem przyjemnie. Kiedy byłam już może kilkaset metrów od celu zadzwonił mój telefon. Nawet nie spojrzałam kto postanowił sobie ze mną porozmawiać. 
- Hey piękna - usłyszałam głos i od razu wiedziałam z kim mam do czynienia. 
- Hey, co tam? Czemu dzwonisz? - na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. 
- Właśnie wracam ze stadionu. Oglądałaś mecz? - spytał, a w jego głosie było słychać radość. Gdybym nawet nie oglądała meczu, spostrzegłabym, że musieli odnieść zwycięstwo. 
-Nie oglądałam, nie mogłam - powiedziałam, udając smutną. - Ale nie zdradzaj mi wyniku, bo gdy wrócę do domu chcę go obejrzeć. - Fakt, skłamałam. Ale nie chciałam gratulować mu udanego meczu przez telefon. Wolałam zrobić to osobiście. 
- Dobrze, nic nie będę ci mówił. A co tam u ciebie? Jak było w szkole?
- Serio, pytasz o szkołę?
- Tak, pytam o szkołę. 
- Więc, było w cholerę nudno, ale na wszystkich lekcjach pisałam z tobą, więc umiliłeś mi dzisiaj dzień. Dziękuję. 
- Nie ma za co. Zawsze do usług. A co teraz robisz, że nie mogłaś obejrzeć tak ważnego meczu?  
- Spaceruję sobie. Wyższa konieczność - przyznałam. 
- Rozumiem - no nie byłabym tego taka pewna. 
- Ej, ej, a czy ty czasami nie jedziesz teraz samochodem? - teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę. 
- Jadę i co w związku z tym? 
- To, że wolałabym, żebyś na pewno bezpiecznie dojechał do domu. Zadzwoń jak będziesz już w domu. 
- Ja tu dzwonię, bo się stęskniłem za moją ulubioną przyjaciółką, a ty mi tu mówisz, że mam zadzwonić później... Foch! - zaśmiał się. 
- Ja też chcę z tobą porozmawiać, ale po prostu się o ciebie boję. Chcę, żebyś bezpiecznie wrócił do domu. Proszę cię, zadzwoń jak już skończysz prowadzić. Nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdyby teraz coś ci się stało - byłam poważna chyba jak nigdy dotąd. Ale mówiłam prawdę. Przywiązałam się już do niego i nie chciałabym go stracić. Martwiłam się o niego, ale nie tak jak o Adę... Dziwne uczucie. 
- Nie wiedziałem, że się o mnie aż tak martwisz - zaśmiał się. Nie wiem dlaczego dla niego to było śmieszne. - Ale dobrze, skoro tak będziesz spokojniejsza, to zadzwonię jak będę już w domu - powiedział i rozłączył się. Teraz byłam o niego spokojna. 
Skończyłam rozmowę z Neymarem, ale nadal szłam przed siebie. Chwilę później skręciłam w ulicę, na której mieszkał Brazylijczyk. Nie było na niej nikogo poza mną. Było już ciemno, więc przestraszyłam się kiedy minął mnie samochód. Chwilkę potem zauważyłam, że zatrzymuje się kilka posesji dalej. Audi. Od razu wiedziałam kto tak mnie wystraszył. Oj oberwie mu się za to. 
Przyspieszyłam kroku. Mój głupek raczej mnie nie zauważył. Przez dłuższą chwilę nie wysiadł z samochodu, a ja zbliżałam się do niego coraz bardziej. Wysiadł dopiero kiedy byłam już dość blisko, ale mimo to nadal mnie nie zauważył. Ja mu naprawdę kiedyś kupię okulary. 
Wyjął z samochodu swoją torbę treningową, odszedł kawałek i na chwilę przystanął, wyciągnął telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Mogłabym się założyć, że właśnie chciał do mnie zadzwonić. Korzystając z okazji po cichu do niego podbiegłam i zakryłam mu oczy rękami, choć wymagało to ode mnie wspięcia się na palce. 
- Niespodzianka! - wyszeptałam mu do ucha. 
Chłopak wziął moje ręce w swoje dłonie i powoli się odwrócił, tak jakby bał się, że mnie wystraszy. Kiedy w końcu mnie zobaczył najpierw szeroko się uśmiechnął, a potem mocno mnie do siebie przytulił. 




Wróciłam! Nareszcie udało mi się skończyć ten rozdział! Przepraszam za opóźnienie, bo rozdział planowo miał pojawić się 2-3 dni temu, a jednak wyszło tak jak wyszło :( Ale spróbuję się poprawić :) 
Wiem, że bardzo chcecie już, żeby Sel w końcu związała się z Neyem, ale uważam, że parą nie można stać się z dnia na dzień i że nasi bohaterzy muszą co nieco przeżyć :D Ale nie martwcie się, w końcu doczekacie się momentu, w którym ich serca zaczną bić dla siebie na wzajem :D Ale myślę, że sytuacja, w której są przyjaciółmi też nie jest najgorsza :D 

Oczywiście jeśli macie jakieś uwagi co do rozdziału czy ogólnie opowiadania to piszcie śmiało, postaram się poprawić wszystkie błędy jeśli takowe się pojawiają :D 

Niestety wszyscy bardzo dobrze wiemy, że coraz większymi krokami zbliża się szkoła, no i niestety będzie mniej czasu na pisanie :/ Ale zapewniam Was, że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z bloga, czy pojawiać się tutaj rzadziej :D Po prostu dochodzi ten fakt, że będą dni czy nawet tygodnie (oby nie!) w których nie będę mogła nic napisać, ale na pewno w głowie będę już obmyślała rozwój wydarzeń do następnego rozdziału, więc nie macie się o co martwić :D 

Dobranoc :* 

11 waszych komentarzy = rozdział 9  
Powodzenia :*

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7

~ "Sel, kochanie..."

- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później.
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi.
*****
Poranek następnego dnia nie był zbyt przyjemny, ale na pewno zapamiętam go sobie na dłużej. Wszystko to przez Neymara, który zgotował mi dość zimną i mokrą pobudkę.
- Aaaaaa - zaczęłam krzyczeć, kiedy poczułam zimną wodę na mojej skórze. - Nie żyjesz! - zawołałam, widząc Neymara nad moim łóżkiem ze szklanką w ręce. Chłopak zaczął uciekać i wybiegł z pokoju, a ja niewiele myśląc wybiegłam za nim. Ganialiśmy się po całym domu, drąc się przy tym niemiłosiernie. Widocznie nasze krzyki obudziły rodziców, bo w pewnym momencie na schodach zauważyliśmy mojego tatę i momentalnie oboje stanęliśmy w miejscu. Dziwne, bardziej spodziewałabym się zobaczyć tam matkę.
- Ja rozumiem, że jest godzina dziesiąta i że już nie śpicie, ale weźcie pod uwagę, że w tym domu są jeszcze inni ludzie - powiedział i wrócił do sypialni.
Z Neymarem chwilę staliśmy z poważnymi minami, a po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ja nadal wszystko słyszę! - usłyszeliśmy głos z góry.
- Przepraszamy, już nie będziemy! - zawołał Neymar. Mimo to przez następne kilka minut nadal się śmieliśmy, ale próbowaliśmy chociaż trochę stłumić nasz śmiech.
- Jemy śniadanie? - spytałam, gdy już się uspokoiliśmy. Nie powiem, byłam głodna. Bardzo.
- Ja na twoim miejscu to najpierw bym się ubrał - no tak, przecież wybiegłam za Neymarem w samej piżamie.
- No może tak będzie lepiej -  pobiegłam do pokoju i szybko się przebrałam. Założyłam moje ukochane dresy. Musiałam jeszcze tylko zabrać telefon i mogłam zejść do Neymara, który był... właśnie, gdzie on w tym czasie był?
Schodząc po schodach przejrzałam mój telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń od Ady. Nie dziwiłam się temu. Miałam wczoraj wieczorem z nią porozmawiać, ale chciałam spędzić czas z Neymarem, a potem całkowicie o tym zapomniałam. Z resztą teraz też nie mam już zamiaru do niej dzwonić. Neymar dzisiaj po południu wraca do Barcelony, więc czas jaki nam pozostał musimy wykorzystać w stu procentach. W końcu, kto wie kiedy następnym razem będziemy mieli okazję się znów spotkać. A rozmowy przez telefon czy internet to nie to samo. Dlatego do Ady zadzwonię kiedy Neymar pojedzie już do domu.
Chciałabym, żeby został u mnie na dłużej. Nie ważne, że pojutrze będę musiała iść do szkoły. Przez jeden dzień nieobecności przecież nic się nie stanie. Ale Neymar miał swoje obowiązki. W środę ma mecz, musi trenować, żeby móc wyjść w pierwszym składzie. Dzisiaj też musi wrócić wcześniej, żeby zdążyć na wieczorny trening. Uparł się, że wyjedzie z Mountblanc o godzinie szesnastej i "na pewno zdąży" na trening o osiemnastej. Bardzo w to powątpiewam, ale jeśli tak uważa to nie będę się z nim kłócić. Znaczy, na początku chciałam mu powiedzieć, że nie chcę się spóźnił albo opuścił przeze mnie swój trzeci trening, ale nie dał sobie przetłumaczyć. Uparty jak osioł.
Szczerze mówiąc to o wszystkim tym rozmawialiśmy z Neymarem wczoraj w nocy. Niby byłam zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Neymar zresztą też Dlatego rozmawialiśmy ze sobą do północy, aż w końcu znużył mnie sen.
Neymara znalazłam oczywiście w kuchni. Głodomór nie mógł się doczekać aż przyjdę. Sam zrobił sobie śniadanie i właśnie zaczynał je jeść. Dobrze, przynajmniej nie będę musiała mu robić jedzenia.
- Nie chciało ci się poczekać tych kilku minut? Przecież zrobiłabym ci te śniadanie - powiedziałam mimo wszystko.
- Myślałem, że dłużej ci to zajmie. Mniej więcej tak jak wczoraj.
- No już bez przesady - powiedziałam, wsypując sobie płatki do miski. Po chwili siadałam już przy stole, ale nie mogłam w spokoju zjeść moich płatek. W momencie, w którym miałam zacząć jeść usłyszałam dzwonek do drzwi. Z moich ust mimowolnie wypłynęło samotne przekleństwo.
- Komu się tak nagle o godzinie jedenastej w sobotę zachciało się mnie odwiedzać?! - zawołałam i poszłam otworzyć. Neymarowi widocznie moje zachowanie wydało się zabawne, bo niemalże od razu zaczął się śmiać.
Chwilę później otworzyłam drzwi wejściowe i ujrzałam za nimi Adę. Czy ona nie wie, że ja zazwyczaj o tej godzinie śpię? Wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś mnie obudzi - wtedy chodzę wkurzona przez cały poranek. I tak właśnie było dzisiaj.
- Ada? Co ty tu robisz? - zadałam dość głupie pytanie. Przecież stoi, jest, oddycha....
- Wiesz, przyszłam pod twój dom ptaków posłuchać! - Ada i jej riposta... - Dobijam się do ciebie od samego rana! Nie odbierałaś więc przyszłam. Mogę wejść?
- Ada... Właśnie problem w tym, że nie możesz... Mam gościa, sama rozumiesz - powiedziałam, udając zmieszaną, a tak naprawdę strasznie chciało mi się śmiać.
- Sel... czy mi się wydaje... jest u ciebie... no chyba nie... niemożliwe... ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... ty... z kimś... - Ada sama nie wiedziała już jak wypowiedzieć jakieś w miarę składne zdanie. Mówiąc po polsku była po prostu w szoku. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Ale oczywiście wiedziałam o czym myślała. (I wy też pewnie wiecie, mam nadzieję :P)
- Sel, kochanie... - usłyszałyśmy jak Neymar woła mnie z kuchni. Uduszę, zabiję i nie wiem co jeszcze mu zrobię...
- Ok, ja może nie będę wam przeszkadzać... zadzwoń... odezwij się jak już skończycie... bo widzę, że wam w czymś przeszkodziłam... - powiedziała i zniknęła zanim zdążyłam spróbować jej cokolwiek wytłumaczyć.
Trzasnęłam drzwiami i wróciłam do kuchni, w której nadal siedział rozbawiony do rozpuku Neymar.
- I czego się tak śmiejesz? - spytałam wkurzona. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwowała.
- Bo ta sytuacja jest śmieszna. Naprawdę nie wiem jak możesz być w tej chwili poważna.
- To wcale nie jest śmieszne - powiedziałam, choć kiedy przez myśl przeszła mi cała ta sytuacja to sama zaczęłam się śmiać.  - Teraz Ada będzie myśleć, że się ze sobą przespaliśmy - dodałam.
- I co w tym złego? W końcu jesteś dorosła, możesz robić co chcesz. I nie musisz chyba pytać swojej przyjaciółki o zdanie.  Przecież to twoje życie.
- Nie rozumiesz kobiet - westchnęłam.
- Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem.
- Chodzi o to, że Ada zbyt dobrze mnie zna. Wie, że nie zrobiłabym czegoś takiego z pierwszą lepszą osobą. Założę się, że w poniedziałek będzie na mnie wkurzona, bo nie powiedziałam jej,  że z kimś jestem. I to wszystko przez twoje dwa głupie słowa - pokręciłam głową w geście zwątpienia.
- Widzisz jaki ja jestem wpływowy? Moje dwa słowa i od razu masz problemy - śmiał się nadal jedząc śniadanie. Jak on się ociąga...
- Wiesz... w tej sytuacji moje "dwa słowa" też mogłyby ci narobić problemów - powiedziałam, machając mu telefonem przed twarzą.
- Wiesz... ale wtedy ściągniesz kłopoty też na siebie - pokazał mi język.
- Krowa ma dłuższy i się nie chwali - odpowiedziałam na jego gest, zabrałam miskę po płatkach i wstawiłam do zlewu. - Już widzę te nagłówki: "Nowa dziewczyna Neymara! Przystojny piłkarz związał się z przeciętną i nikomu nieznaną dziewczyną z Mountblanc." - zaśmiałam się na samą myśl o tym.
- Oj nie przesadzaj. I tak będą o tym pisać. Nic nie zrobisz.
- Przyjaźń z tobą jest niebezpieczna! - uznałam.
- No co ty nie powiesz - zaśmiał się. - Dopiero teraz to zauważyłaś?
- Z tobą się da zwariować - pokręciłam głową i opuściłam kuchnię.
- Jakoś jeszcze nie zwariowałaś - zauważył, wchodząc za mną do salonu i siadając na kanapie.
- Niewiele do tego brakuje - odpowiedziałam, rzuciłam się na kanapę obok Neymara i włączyłam telewizor.
Przeglądałam każdy kanał po kolei, ale nie znalazłam nic wartego uwagi. Jak to zazwyczaj bywa z telewizją... kiedy szukasz czegoś do obejrzenia to nic nie ma, ale jeśli nie masz czasu to jest wszystko co chciałabyś obejrzeć...
- Oglądamy jakiś film? - spytałam przyjaciela, który jak zwykle przeglądał internet w telefonie.
- Możemy, możemy - powiedział, chowając telefon.
- To jakieś propozycje? - wiedziałam, że to będzie naprawdę bardzo bardzo ryzykowne pytanie.
- Teletubisie!!! - zawołał po czym wybuchł śmiechem. Ja też nie mogłam pozostać niewzruszona. Śmieliśmy się z tego przez kilkanaście kolejnych minut.
- Dlaczego Teletubisie?! - zapytałam przez śmiech.
- Bo ostatnio oglądałem je z Gerardem.
- To Gerard ogląda Teletubisie? Rozumiem, że z Milankiem?
- Nie! On sam ogląda. Milanek tylko czasami ogląda z nim. A Gerard obejrzał ostatnio ostatni odcinek i pogrążył się w rozpaczy, że skończył się jego ulubiony serial. A to był jedyny film, który potrafił go tak wzruszyć! - powiedział, udając emocje jakie zapewne towarzyszyły Gerardowi, gdy ogłaszał przyjaciołom z drużyny tę straszną wieść. Kiedy tylko to zobaczyłam, padłam ze śmiechu. Neymar powinien zostać aktorem... On ma takie zdolności aktorskie i na boisku, i w rzeczywistości.
- Czyli jednak on jest aż tak stuknięty jak go opisują?
- Uwierz, o wiele bardziej... I ty mówisz, że przy mnie da się zwariować... Spędziłabyś z nim cały dzień sama, a trafiłabyś chyba do psychiatryka na oddział zamknięty.
- To ja chyba nie chcę poznać tych twoich przyjaciół!
- Będziesz na to skazana. Ale nie bój się, ci debile nie są groźni.
- A przed chwilą powiedziałeś, że przez Pique można wylądować w psychiatryku...
- Bo zwariować czasami przy nim idzie. Ale tak na codzień to jest naprawdę spoko przyjacielem.  Muszę cię kiedyś z nim poznać. Tylko, żeby mi nie odbił przyjaciółki, bo mu tego nie podaruję.
- Nie masz się o co bać. Shakira byłaby zazdrosna.
- A w moim przypadku nie ma nikogo, kto mógłby być o ciebie zazdrosny.
- Jeszcze kogoś takiego nie ma - powiedziałam na co Neymar dziwnie na mnie spojrzał. - W końcu całe życie nie będziesz singlem. Zobaczysz, jeszcze znajdzie się taka dziewczyna, która skradnie ci serce - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Czas aż do popołudnia minął nam na siedzeniu w salonie, wspólnym słuchaniu muzyki i długich rozmowach. Ale niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. I tak samo musiały skończyć się moje wspólne chwile z Neymarem. Ale teraz przynajmniej byłam pewna, że znów nie urwie nam się kontakt. Ale jednak myśl, że za chwilę Neymar opuści mój dom, wróci do Barcelony i nie wróci do mnie przez dłuższy czas była przytłaczająca. Kiedy Neymar zwrócił uwagę na to, że powinien się już zbierać obojgu nam pogorszyły się humory. Nie mieliśmy siły nawet szczerze się uśmiechnąć. Żadne z nas nie chciało się rozstawać. Ale niestety, czas powrotu Neymara do Barcelony zbliżał się i to nieubłaganie. Ale nie mogłam prosić go o to, żeby został u mnie na dłużej. Ma klub i karierę, o którą musi dbać. A ja mam szkołę, której nie powinnam zawalać. Nasz czas razem się skończył.
Neymar zabrał swoje rzeczy z mojego pokoju, założył full cap i swoje okulary przeciwsłoneczne i wyszliśmy z mojego domu. Kiedy byliśmy już za bramą posesji mojego domu każde z nas chciało coś powiedzieć, ale żadne nie znało właściwych słów. Po prostu postanowiliśmy, że przytulenie się będzie najlepszą formą pożegnania. Trwaliśmy w uścisku zaledwie dwie czy trzy minuty, ale dla mnie to było jak kilka godzin. Jednak kiedyś to musiało się skończyć.
- Jedź już lepiej, bo nie zdążysz na trening - powiedziałam smutnym głosem, gdy już się od siebie odsunęliśmy. Miałam oczy pełne łez.
- Ej, ej! Nie płacz! Nie powinnaś się smucić! Takie piękne oczy nie powinny płakać! Nie martw się, nie zostawię cię, nie przestanę się odzywać. Wrócę do ciebie, gdy tylko będę mógł. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i na pewno nie zapomnę o tobie! - zapewnił mnie i jeszcze raz przytulił. Otarł łzy płynące po moich policzkach, pocałował mnie delikatnie w czoło jak młodszą siostrę i wsiadł do samochodu.
- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...



Hey hey mordeczki :D Wreszcie skończyłam i dodaję kolejny, siódmy już rozdział :D Mam nadzieję, że się spodoba :D Przy okazji dziękuję za już ponad tysiąc wyświetleń! Nie spodziewałam się tego tak szybko :D Od razu poproszę Was o zagłosowanie w ankiecie, którą dodałam :D 
Kto ogląda mecz? Strata 4 punktów, ale to nasza Barca... jeśli ktoś potrafiłby odrobić takie straty to tylko ONA <3333 
Visca el Barca! Forca Barca! 
Barcelona - Mes que un club! <3 
Damy radę! 

9 WASZYCH KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 8

Powodzenia :* 

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 6

~ Jedna mała rada - nigdy nie zostawiaj mnie samego z twoim telefonem. 



- Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować. 
- Niestety, musimy już wychodzić - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Neymar zdążył powiedzieć jeszcze kulturalne "Do widzenia" i podążył za mną. 
Miałam nadzieję na to, że już nic nie zatrzyma mnie w domu, ale gdy miałam już wychodzić pojawił się mój tata. 
- Co tak wcześnie? - spytałam z uśmiechem. 
- Skończyłem wcześniej, żeby spędzić z wami trochę czasu - przytulił mnie. Matkę może mam niezbyt dobrą, ale za to ojca mam najlepszego na świecie. 
- No niestety, nie dzisiaj. Tato, poznaj Neymara, mojego przyjaciela - przedstawiłam mu chłopaka, który stał zaraz za mną z szerokim uśmiechem. Jak zawsze pozytywnie nastawiony. 
- Dzień dobry, Neymar, przyjaciel Seleny - powiedział. 
- Diego, jej ojciec. Miło mi cię poznać. Ale nie będę wam przeszkadzać, widzę że wychodzicie. Miłej zabawy - powiedział radośnie i udał się do salonu gdzie już czekała na niego matka. 
Uśmiechnęłam się do Neymara i razem wyszliśmy na świeże powietrze. Na dworze było dość zimno, a ja wyszłam jedynie w bluzie. Przez te kilka godzin odkąd wróciłam do domu chyba zdążyłam zapomnieć jaką mamy porę roku. Jednak po wyjściu na ten chłód i przeżyciu szoku termicznego od razu przypomniało mi się, że mamy właśnie środek zimy. W zawrotnym tempie znalazłam się znów w domu. Brazylijczyk zaczął się ze mnie śmiać. Stał przed samymi drzwiami w swojej kurtce. 
- Głupia - powiedział, śmiejąc się. 
- Ty wcale nie jesteś lepszy - pokazałam mu język. 
Jak najszybciej ubrałam moją kurtkę i od razu zrobiło mi się ciepło. Teraz jeszcze tylko szalik i rękawiczki, i mogłam wyjść na to zimno. Neymar w tym czasie zdążył już znaleźć się przy furtce. Kiedy tylko wyszłam od razu wzięłam w ręce trochę śniegu i korzystając z okazji, że przyjaciel stał do mnie tyłem rzuciłam w niego śnieżką. Widocznie mam cela, bo trafiłam go w głowę. Chłopak szybko odwrócił się i zrobił to samo. Tyle, że gdy rzucił zrobiłam szybki unik i śnieżka poleciała dalej, na końcu uderzając w jeden ze schodków prowadzących do drzwi wejściowych. 
- Nie trafiłeś - śmiałam się, a chwilę później dostałam śnieżką. - O nie! Teraz to rozpętałeś wojnę! - zawołałam i wzięłam śnieg w ręce, a Neymar zaczął uciekać. Nie miałam najmniejszego zamiaru go gonić. I tak by mi się to nie udało. 
Postanowiłam poczekać aż będę miała okazję się zemścić. Obeszłam dom z drugiej strony i zobaczyłam Neymara wychylającego się zza rogu, aby zobaczyć czy się nie zbliżam. Znów stał tyłem, więc musiałam to wykorzystać. Po cichu podeszłam do niego ze śniegiem w rękach, który po chwili wylądował w jego włosach. Neymar aż podskoczył ze strachu. Niestety dość szybko się otrząsnął i ja też oberwałam. Teraz byliśmy kwita. 
- Nie ładnie tak mnie straszyć - odezwał się Neymar. Stał dość blisko mnie, więc specjalnie strzepałam śnieg z jego włosów, psując przy tym jego idealną fryzurę. Chciałam go zdenerwować. Udało się. 
- Ej! Tyle czasu je układałem! - powiedział i mi także rozczochrał włosy. Dla mnie nie był to jakiś problem. Układałam je zaledwie chwilkę, w odróżnieniu do Neymara, którego fryzura musiała być ułożona idealnie. 
- To ułożysz je drugi raz. Chociaż... nie musisz. Tak też wyglądasz ślicznie - powiedziałam. Neymar słysząc komplement szeroko się uśmiechnął, a ja w tym czasie zrobiłam mu zdjęcie. Było takie śliczne. Jego uśmiech był tak zaraźliwy, że gdy tylko na nie spojrzałam od razu na moje usta wkradł się uśmiech. 
- I czo się tak szczerzysz do mojego zdjęcia, co? - znów usłyszałam jego śmiech, a chwilę później oboje wylądowaliśmy w zaspie stojącej obok. Wszystko za sprawką Neymara, oczywiście. 
Znów zaczęliśmy się sypać śniegiem. Po chwili śnieg zaczął sypać się także z nieba. Przybywało go z każdą minutą coraz więcej. 

Położyłam się kilka metrów dalej i zrobiłam aniołka. Tym razem to Neymar postanowił zrobić zdjęcie. Po chwili mój aniołek wylądował na instagramie piłkarza. 
- Musiałeś, prawda? 
- Musiałem - pokazał mi język. 
- Uzależniony od internetu - westchnęłam. 
- I tak słyszałem.
- Miałeś słyszeć - powiedziałam, siadając na zaśnieżonej ławce. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar. 
Usiadł blisko, tak blisko, że czułam jego ciepło. Mimo to nadal było mi zimno. Śnieg na moich ubraniach zdążył już się roztopić i przez to moje mokre ubrania nie dawały mi już ciepła. Przytuliłam się do Neymara. 

*Diego, ojciec Seleny*

Stojąc przed ogromnym oknem w salonie przyglądałem się zaśnieżonemu ogrodowi, w którym bawili się Selena i Neymar. Uznali się za przyjaciół, ale wcale na nich nie wyglądali... Zachowywali się słodko i uroczo niczym świetnie dobrana para. Zachowywali się trochę jak ja i matka Seleny w młodości. 
W momencie kiedy Selena przytuliła się do swojego przyjaciela podeszła do mnie żona, przytuliła się i spojrzała na dwójkę można powiedzieć, że jeszcze dzieci przytulających się na dworzu. Zapanowała cisza, żona zdecydowała się odezwać dopiero po chwili. 
- Nie jest odpowiedni dla mniej - powiedziała czym bardzo mnie zaskoczyła. 
- Czemu tak uważasz? Nie widzisz jak pięknie razem wyglądają? Jacy są razem szczęśliwi? 
- Pojawił się znikąd i zaczął mieszać jej w głowie. Selena nie poszła dzisiaj na żadne z zaplanowanych zajęć przez niego. Ma na nią zły wpływ. Nie jest dobrym kandydatem na chłopaka dla niej! - powiedziała poważnie. Nie zrozumiałem jej zachowania ani myślenia.
- Spędzasz z Seleną całe dnie. Nie zauważyłaś jak zachowywała się przez ostatnie dwa tygodnie? Jak ewidentnie za nim tęskniła? Cieszę się, że znalazła sobie osobę taką jak Neymar. Cieszę się, że spędza z nim czas. A ty powinnaś jej odpuścić. Selena potrzebuje swobody i wolności, a nie ciągłych dodatkowych zajęć, które w dodatku są jej niepotrzebne. Nie możesz ciągle zaplanowywać jej życia. To jest jej życie i to ona ma o nim decydować i ponosić konsekwencje tych decyzji. A Neymar według mnie jest dla niej najodpowiedniejszy. A nawet jeśli uważasz, że nie powinni być razem, to Selena będzie słuchała głosu serca, a nie nas - powiedziałem spokojnie lecz dobitnie. 
- A co ty wiesz o tym chłopaku? - zapytała. 
- Samo jego imię dużo o nim mówi, jeśli tylko interesujesz się światem, droga żono. Neymar jest piłkarzem, mieszka w Barcelonie i gra dla FC Barcelony. Uwierz, że może mieć jedynie dobry wpływ na Selenę. Dużo już w życiu przeszedł i jest naprawdę odpowiedzialnym człowiekiem - uświadomiłem moją żonę. Oczywiście wiedziałem, że ma syna, ale wolałem jej o tym nie wspominać. 
- Co człowiek, który ma ledwie ponad 20 lat mógł przeżyć? - spytała retorycznie.
- Uwierz, że naprawdę bardzo dużo - szepnąłem, oddalając się od okna i widoku radosnych Neymara i Seleny. 

*Selena*

- Zimno - szepnęłam podczas gdy z Neymarem nadal siedzieliśmy przytuleni do siebie. 
- Chodź, wracamy do domu, bo jeszcze się przeziębisz - powiedział, podnosząc się z ławki. Złapał mnie za rękę, pomógł mi wstać i razem poszliśmy do mojego domu. Oczywiście Neymar przez całą drogę mnie do siebie przytulał. On jest taki słodki i opiekuńczy. Aż dziwne, że jeszcze nie znalazł sobie dziewczyny...
Gdy weszliśmy do domu na dworze było już ciemno. Niestety, takie uroki zimny, dni są coraz krótsze. Szybko zdjęliśmy z siebie przemoczone kurtki i jak najszybciej udaliśmy się w głąb domu. Usiedliśmy na kanapie w salonie i przykryliśmy się cieplutkim kocem. Od razu zrobiło się cieplej. Oparłam głowę o ramię Neymara. Przez chwilę panowała cisza. Ale tylko przez chwilę. 
- Neymar... - zaczęłam. 
- Tak? 
- Dlaczego przez tyle czasu się nie odzywałeś? Tylko odpowiedz szczerze - powiedziałam i czekałam na jego reakcję. 
- Miałem treningi, mecze, wyjazdy... Nie miałem na nic czasu - odpowiedział. Nieszczerze. 
- A tak naprawdę? Neymar, mecze ani treningi nie zajmują całych tygodni... - szepnęłam. Neymar wydawał się być zdezorientowany tym, że mu nie uwierzyłam. Patrzyłam mu w oczy i widziałam, że nie wie co ma powiedzieć. Czy wyjawić mi prawdę, czy może jednak znów spróbować kłamstwa. 
W czasie kiedy on się zastanawiał do pomieszczenia wszedł mój tata, niosąc dwa kubki. Jeśli to jest to o czym myślę... 
- Przyniosłem wam kakao. Najlepsze co może być na ogrzanie się - powiedział, stawiając je na stoliku. 
- Czytasz mi w myślach, tato - zaśmiałam się. - Dziękuję - dodałam. 
Ojciec opuścił salon, a ja wstałam i wzięłam kubek z gorącym kakaukiem. Jednak nie wróciłam z powrotem pod koc do Neymara. Usiadłam na dywanie, zaraz przed kominkiem. Tutaj docierało do mnie ciepło ognia w nim płonącego. Neymar widząc, że nie wracam  postąpił tak samo i po chwili siedział już na przeciwko mnie. Przez chwilę patrzył się tępo w dywan, ale nagle się odezwał. 
- Była u mnie Carolina z Davim - powiedział niepewnie. - Musiałem się zając synkiem. Przyjechali do mnie na półtorej tygodnia. Chciałem spędzić z nimi trochę czasu, bo nie przyjeżdżają do mnie zbyt często. Przepraszam, że się nie odzywałem, pewnie się martwiłaś. I powinienem ci powiedzieć o Davim - dodał,patrząc na mnie. 
- Neymar, ale ja wiem o tym, że masz syna. I wiem jakie masz stosunki z Caroliną. Może nie dowiedziałam się tego od ciebie, ale nie musisz mi się tłumaczyć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i to, że masz syna czy nawet dziewczynę to nic nie zmienia. Jesteśmy i zostaniemy przyjaciółmi. Po prostu myślałam, że o mnie zapomniałeś, a nie miałam odwagi się do ciebie odezwać - powiedziałam smutna. To była prawda, o synku Neymara i jego byłej dziewczynie Carolinie dowiedziałam się z internetu. Ale przecież nie winię Neymara za to, że mi o tym nie powiedział. W końcu to są jego osobiste sprawy, a my znamy się dość krótko. Wcale nie miał obowiązku mi o tym mówić. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i naszych relacji nie popsuje ani jego syn, ani fakt, że ma czy miał dziewczynę. 
- Przepraszam, że musiałaś się martwić - szepnął i przytulił mnie. Nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy w ciszy i piliśmy nasze kakauka. Ogrzewało nas ciepło kominka i ciepły napój jaki przygotował nam mój tata. Dopiero, gdy nasze kubki były już puste Neymar postanowił się odezwać. 
- Ja chyba będę się już zbierać. Przyjadę do ciebie rano - powiedział, podnosząc się z dywanu. 
- Wiesz, że nie musisz nigdzie jechać. Możesz zostać u mnie. 
- Nie chcę ci robić kłopotu. Z resztą twoi rodzice zapewne się nie zgodzą. Naprawdę lepiej będzie jeśli przyjadę jutro - próbował postawić na swoim. Ale mnie nie tak łatwo przekonać. 
- To nie będzie żaden kłopot! A rodziców nawet nie muszę pytać o zdanie. Proszę, zostań tutaj - prośba,to był najlepszy argument dla Neymara. 
- Jeśli tak ładnie prosisz... to zostanę - zaśmiał się. - Ale w takim wypadku muszę iść do samochosu po moje rzeczy. 
- Ok, to ja idę z tobą - powiedziałam od razu. 
- Nie musisz, przecież ci nie ucieknę. 
- A choćbyś spróbował - zagroziłam mu, ale po chwili i tak wybuchliśmy śmiechem. 
Neymar już nie protestował. Razem wyszliśmy na dwór. Nie było już tak zimno jak wcześniej. A może tylko mi się tak wydawało, bo przecież wyszłam tylko na chwilę. Neymar zabrał z bagażnika swojego samochodu swoją torbę i jak najszybciej wróciliśmy do domu. 
- To gdzie idziemy? - zapytał. 
- Do mojego pokoju rzecz jasna - udałam się od razu na schody. Neymar oczywiście nie miał innego wyjścia i musiał iść za mną. 
- Wolisz spać u mnie czy w pokoju obok? - spytałam, jakby na porządku dziennym było to, że nocuje u mnie piłkarz Barcelony. - W pokoju mam dwa łóżka - wyjaśniłam, śmiejąc się na widok miny Neymara. 
- Niech ci będzie, że u ciebie. Będzie zabawniej - odpowiedział z zabawnym uśmiechem na ustach. Zaczęłam bać się tego co mógł sobie pomyśleć. Ale to Neymar, jego wyobraźnia była naprawdę... dziwna. 
- Ty sobie tam już nic nie wyobrażaj! Bo jeszcze będziesz spał na podłodze - pokazałam mu język. 
- A mogę cię o coś zapytać?
- Właśnie spytałeś... No ale dobrze, dam ci tą drugą szansę. 
- Po cholerę ci dwa łóżka w pokoju? 
- Po to, że praktycznie co tydzień nocuje u mnie Ada, moja przyjaciółka - odpowiedziałam. 
- Aha, czyli dzisiaj zastępuję ci przyjaciółkę? Bardzo mi miło, Ada jestem - zaśmiał się. On ma taki zaraźliwy śmiech. 
- Już się nie wygłupiaj. Ja jestem już tak zmęczona, że chyba od razu zasnę - powiedziałam naprawdę zmęczonym głosem. Dzisiejszy dzień mnie wykończył. 
- A mnie się wydaje, że tak nie będzie - powiedział poważnie, ale i tak wiem jaki był tego zamysł. 
- Pff... To niech ci się tak wydaje - znów pokazałam mu język i odwróciłam się od niego. - Jakby co, to idę się przebrać. 
Zostawiłam wszystkie rzeczy z kieszeni na szafeczce przy łóżku, wzięłam i udałam się do mojej łazienki. 
Siedziałam w niej około pół godziny. Długo, ale w końcu jak to kobieta... Musiałam przecież się wykąpać, przebrać, związać włosy... Ale i tak zajęło mi to zbyt długo. 
W końcu gdy już się "ogarnęłam" weszłam z powrotem do pokoju. Neymar leżał na swoim łóżku i robił coś w swoim telefonie. Mogę się założyć, że przeglądał instagrama. Był od niego uzależniony. 
- Dłużej się nie dało, nie? - zaśmiał się nawet nie odrywając wzroku od telefonu. 
- Dało się, ale nie chciałam, żebyś pomyślał, że się tam utopiłam - powiedziałam, kładąc się na moim łóżku. Sięgnęłam po mój telefon i już miałam go odblokować kiedy coś mnie zdziwiło. Więcej nie zostawiam mojego telefonu w jednym pokoju z Neymarem! 
- Mendo! Założyłeś mi hasło na telefon! - zawołałam i rzuciłam w niego poduszką.
- Jedna mała rada - nigdy nie zostawiaj mnie samego z twoim telefonem - zaśmiał się i dalej przeglądał internet. 
- Dzięki, skorzystam w przyszłości - powiedziałam. 
Po chwili jednak udało mi się odblokować telefon. Hasło było wręcz banalne: data urodzenia Neymara. Jednak nie tylko to zmieniło się w moim telefonie. Neymar na tapetę ekranu głównego i ekranu blokowania ustawił mi zdjęcia, na których był... on sam! Na ekranie głównym widniało zdjęcie, które zrobiłam na dworze, a na ekranie blokowania zdjęcie, które widocznie zrobił sobie sam. Idiota jeden...
Dopiero po kilku minutach zauważyłam, że Neymara nie ma w pokoju. Po chwili wyszedł już przebrany z łazienki. Jak gdyby nigdy nic poszedł do swojego łóżka i przykrył się kołdrą. 
- Neymar, mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałam przesłodzonym głosem. 
- Tak? 
- Oddaj mi moją poduszkę, bo nie mam na czym spać - powiedziałam groźnie. 
- Trzeba było nią we mnie nie rzucać - odpowiedział, kładąc się na moją poduszkę. 
- No proszeee - jęczałam. 
- No dobra, masz - powiedział i rzucił nią we mnie. 
- Dziękuję - powiedziałam, udając obrażoną. 
- No już się nie fochaj...
- Nie focham się - po wypowiedzianym zdaniu zapanowała cisza. 
- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później. 
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi. 



Wróciłam! Cieszycie się? Tak, tak, wiem, że nie :P Ale mimo wszystko prezentuję Wam nowy rozdzialik :D Przy okazji chciałabym przeprosić za to, że rozdział pojawił się tak późno pomimo tego, że komentarze, o które prosiłam pojawiły się tak szybko. Po prostu miałam mały niespodziewany wyjazd i przez dwa dni nie miałam dostępu do internetu ani komputera :/ Ale teraz wszystko wróciło do normy :D 
Mam prośbę do anonimów - podpisujcie się ;)

No to teraz;
8 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 7 :D 
Dacie radę :D Mam nadzieję :D 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 5

~ Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie. Przypadek? Nie sądzę. 

Ponownie przystanęłam na chwilę w miejscu. Nie mogłam uwierzyć. Na podjeździe mojego domu stało  białe Audi, a o nie stał oparty młody chłopak z rękami w kieszeni. Widocznie na kogoś czekał.
Zaczęłam biec w jego stronę. Chłopak mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę, a ja po chwili wpadłam w jego ramiona.
- Stęskniłam się - szepnęłam mocno się do niego przytulając. - Co ty tutaj robisz? - spytałam, gdy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Stęskniłem się - Neymar odpowiedział mi z szerokim uśmiechem na ustach.
- Skoro się stęskniłeś to nie mogłeś po prostu zadzwonić?
- A co, nie cieszysz się, że przyjechałem? - powiedział, udając obrażonego.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Po prostu nie odzywałeś się przez tyle czasu i nagle taka niespodzianka. Jesteś tu. Nie mogę uwierzyć... Jak ty się tu w ogóle znalazłeś? Skąd ty masz mój adres? - byłam naprawdę zdziwiona tą sytuacją. Skąd Neymar nagle wziął się w Montblanc?
- Mam swoje sposoby - zaśmiał się. Tęskniłam za tym jego pięknym śmiechem. I nie tylko.  Tęskniłam za nim całym.
- Chyba znajomości - zaśmiałam się przypominając sobie, że mógł po prostu pojechać do mojej cioci. Ona na pewno chętnie by podała mu mój adres. I zapewne to zrobiła.
- Twoja ciocia okazała się być bardzo pomocna - odpowiedział. Czyli jednak się nie myliłam.
- Wiedziałam - zawołałam. Wywołało to u nas jedynie wybuch śmiechu.
- Martwi się o ciebie - powiedział, gdy już oboje się uspokoiliśmy. - Myślę, że powinnaś do niej zadzwonić i z nią porozmawiać.
- Przecież nic się nie dzieje. Nie ma się czym takim zamartwiać - uznałam.
- Według ciebie. Kiedy pytałem o adres poprosiła, żebym się tobą zaopiekował. Prosiła, więc jestem - powiedział szeroko się uśmiechając.
- Czyli, gdyby cię o to nie poprosiła to byś nie przyjechał? - postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Nie odzywał się przez całe dwa tygodnie. Należy mu się nauczka.
- Jasne, że bym przyjechał. Tak jakby... brakowało mi ciebie - wyznał. Wow, tego się nie spodziewałam.
Postanowiłam już nie pytać o to dlaczego zerwał ze mną kontakt na tyle czasu. Po prostu w odpowiedzi na jego słowa mocno go przytuliłam. Zrobiłam to przede wszystkim dlatego, że zabrakło mi słów, aby mu odpowiedzieć.
- Wejdziesz ze mną do domu czy zamierzasz zostać na dworze? - spytałam po chwili.
- Chętnie wszedłbym do środka. W Barcelonie jest chyba cieplej niż w Montblanc - powiedział
- Możliwe - zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękę do mojego domu. Otworzyłam drzwi i od razu poczułam przyjemne ciepełko.
- Zapraszam w moje skromne progi - powiedziałam wpuszczając Neymara do środka.
- Już z tymi skromnymi to ty nie przesadzaj. A mówiłaś, że mój dom jest ogromny - spojrzał na mnie jak na jakąś przestępczynię. Zaśmiałam się widząc jego minę. Ja przy nim cały czas się śmieję... To już chyba nie jest normalne.
- Bo jest. A dom jaki zachciała zbudować sobie moja matka nie ma ze mną nic wspólnego. No może oprócz mojego pokoju. Z resztą z całego tego domu korzystam tylko z mojego pokoju i kuchni - uśmiechnęłam się i podążyłam w stronę schodów. Nie musiałam prosić Neymara, żeby poszedł za mną. I tak to zrobił.
Weszłam do mojego pokoju, po czym pojawił się tam on. Zostawiłam swoją torbę przy biurku i usiadłam na moim ogromnym łóżku.
- Jestem wykończona - stwierdziłam kładąc się na miękkich poduszkach.
- Czym takim? Siedzeniem w szkole? - śmiał się ze mnie. Już nawet nie chciało mi się podnosić, żeby uderzyć go poduszką.
- A żebyś wiedział. Po całym tygodniu mam już dość - westchnęłam.
- Skąd ja to znam - usłyszałam głos Neymara.
- No właśnie nie wiem skąd - zaśmiałam się.
- A co, myślisz, że piłkarze nie chodzą do szkoły? - spytał jakbym była idiotką. Postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
- Ja wiem, że jestem głupia, ale chyba nie aż tak. Po prostu nie mogę sobie ciebie wyobrazić jak idziesz do szkoły, siedzisz w klasie i słuchasz nauczycielki. Mam wybujałą wyobraźnię, ale tego nie potrafię sobie wyobrazić - przyznałam.
- No widzisz, ja ciebie też nie. A najciężej jest mi sobie wyobrazić jak grasz w piłkę na wf-ie - zaśmiał się. Zamknął oczy i po chwili śmiał się jeszcze głośniej. Wolę nie wiedzieć co sobie wyobraził. To mogłoby być niebezpieczne dla mojego życia i zdrowia.
- Właśnie, właśnie. Na ile przyjechałeś? - spytałam. Niby cieszyłam się, że tu jest, ale chyba dane mi jest wiedzieć jak dużo czasu będę mogła z nim spędzić.
- Myślałem o tym, żeby dzisiaj noc spędzić w hotelu i wrócić do Barcelony jutro wieczorem. Chyba, że nie chcesz, żebym zostawał w Montblanc to mogę pojechać już dzisiaj - powiedział.
- Ani mi się waż! Zostajesz u mnie! Ja cię po dwóch tygodniach nigdzie nie puszczę! Zostajesz i nie ma innej opcji - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką, która właśnie spadała z mojego łóżka.
- Ok, ok, poddaję się! - zawołał.
- Ej, a ty czasami nie powinieneś mieć dzisiaj i jutro treningu? - zapytałam.
- Nieee - przeciągnął.
- To czemu ci nie wierzę? - spojrzałam na niego przenikliwie, a po chwili wyciągnęłam z kieszeni mój telefon. Aplikacja o FCB czasami się jednak przydaje.
- Kłamczuch! Macie dzisiaj wieczorem trening! Z resztą jutro rano też! - zawołałam. Neymar znowu oberwał poduszką. No i tak zaczęła się nasza bitwa na poduszki, która zakończyła się piętnaście minut później, gdy oboje wylądowaliśmy na podłodze. Cieszmy się i radujmy,  że wokół mojego łóżka znajduje się miękki dywan!
- Ej, a skąd ty wiedziałaś, że mam trening?! - zaśmiał się. Ja też po tej akcji z bitwą na poduszki nie mogłam przestać się śmiać.
- Jak to moja przyjaciółka dzisiaj uznała,  stałam się Barcelonistką, więc chyba powinnam wiedzieć takie rzeczy - odpowiedziałam.
- Moja Selena stała się Barcelonistką! Ludzie, słyszycie to?! - śmiał się ze mnie. I hmm.... moja Selena?!
- A żebyś wiedział. Nawet twój mecz obejrzałam ty moja łamago!
- Pfff... nie wierzę.
- To uwierz. Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie - też zaczęłam się śmiać. - Przypadek? Nie sądzę - dodałam.
- Czyli jednak oglądałaś. Ale ja nie rozumiem co ty masz do liczby sześćdziesiąt dziewięć. Przecież to taka normalna liczba - próbował być poważny. Coś mu się chyba nie udało, bo po chwili parsknął śmiechem.
- No i ty chyba sam nie wierzysz w to co mówisz - powiedziałam i w końcu postanowiłam wstać z podłogi. Ale postanowić, a zrobić to, to dwie różne rzeczy. Znaczy, miałam już wstawać i nawet bym to zrobiła, gdyby ten głupek nie pociągnął mnie za rękę. Jak na nieszczęście upadłam zaraz obok niego. - I co mnie pociągasz, głupku?
- Pociągam cię? - zapytał niby poważnie, ale jednocześnie zabawnie poruszając brwiami. Ja jedynie uderzyłam się dłonią w czoło w geście zwątpienia.
- No comment, no comment - westchnęłam i wreszcie podniosłam się z dywanu. Usłyszałam za sobą tylko śmiech Neymara na mój gest.
- I czego się śmiejesz? - odwróciłam się do niego, a za chwilę usiadłam przy moim biurku i rozpakowałam torbę.
- Portugalski? - spytał Neymar, podnosząc pierwszą książkę z całego ich stosu. Nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł. - Uczysz się portugalskiego?
- Angielskiego, włoskiego, niemieckiego i francuskiego też - odpowiedziałam. Neymar spojrzał na mnie jak na przybyszkę z jakiejś innej planety. - No co, to przecież nie mój wymysł.
- A niby czyj?
- Tylko moja matka ma takie poronione pomysły. Ja do szkoły językowej sama się nie zapisałam - westchnęłam.
- Przy mnie nauka portugalskiego nie powinna ci być potrzebna - powiedział po portugalsku po czym w uśmiechu ukazał te swoje śliczne zęby.
- I don't understend - powiedziałam. No niby uczę się tego portugalskiego od dobrych paru lat ale w końcu on tego nie wie.
- No weź mnie nie dobijaj - znowu portugalski.
- No już nie dobijam, nie dobijam - zaśmiałam się. My się czegoś naćpaliśmy czy jak, że nie możemy wytrzymać kilku minut bez śmiechu?
- Czemu musisz uczyć się tego wszystkiego? - spytał już po hiszpańsku.
- Trzeba by było zapytać o to moją mamę - powiedziałam lekko obojętnie.
- Selena! - Neymar właśnie chciał coś powiedzieć, gdy z dołu dobiegł mnie głos matki.
- O wilku mowa - westchnęłam i skierowałam się do drzwi mojego pokoju. - Poczekaj na mnie chwilkę - uśmiechnęłam się lekko i po przejściu korytarza zeszłam schodami na parter domu. W salonie przy oknie czekała na mnie matka.
- O co znowu chodzi? - spytałam znudzonym głosem.
- Czyj to samochód stoi przed naszym domem? - zapytała wyglądając przez ogromne okno wychodzące na ulicę.
- Neymara - odpowiedziałam lakonicznie.
- A co robi u nas jakiś Neymar? - tak, moja matka nie miała bladego pojęcia o piłkarzach i celebrytach.
- Odwiedza mnie? - powiedziałam sarkastycznie. To nie moja wina, że moja matka jest tak tępa, że nie może się domyślić, że jeśli jesteśmy we dwie w domu i przyjechał ktoś kogo ona nie zna to znaczy, że przyjechał do mnie. Na prawdę nie wiem jakim cudem ona skończyła studia.
- A czemu ja o tym nie wiem? - jeny, czy ona musi zadawać takie głupie pytania? Z pewnością inteligencji nie odziedziczyłam po niej...
- A po co miałabyś to wiedzieć? Przecież i tak cię to nie interesuje. Cały dzień siedzisz w swoim gabinecie, więc po co ci potrzebne do wiadomości, że ja w ogóle jestem w domu? A teraz bardzo cię przepraszam, ale idę do swojego pokoju, bo ktoś tam na mnie czeka - odwróciłam się napięcie i wróciłam schodami na górę.
Neymar czekając w moim pokoju postanowił przejrzeć sobie moją książkę od portugalskiego. Ja rozumiem, że go to ciekawiło, czego ja się tam uczę no, ale on studiował tą książkę strona po stronie, tak jakby miał ochotę od nowa nauczyć się swojego ojczystego języka. Głupol.
- Widzę, że wciągnęła cię moja książka od portugalskiego - powiedziałam, wchodząc do pokoju z uśmiechem na ustach. Matce nie udało się popsuć mojego dobrego humoru.
- Bardzo interesująca - zaśmiał się. - Co chciała od ciebie twoja mama? - spytał już poważnie.
- Nic ważnego - mruknęłam. - Jak zwykle coś jej przeszkadza. Codzienność - powiedziałam już nieco głośniej.
- Rozmawiałyście o mnie, prawda? - niemożliwe. Nie możliwe, żeby słyszał tutaj naszą rozmowę.
- Skąd o tym wiesz? - spytałam niepewnie. Nie chciałam, żeby poczuł się urażony zachowaniem mojej matki. A tym bardziej nie chciałam, żeby poczuł się zawiedziony tym jak zareagowałam. Wydaje mi się, że trochę inaczej wyobrażał sobie moje stosunki z mamą.
- Przeczucie. Zauważyłem, że ty i twoja mama raczej nie jesteście przyjaciółkami. Raczej nie wołałaby cię po to, żeby zapytać o to co chcesz zjeść na obiad - zauważył. I miał w tym stuprocentową rację.
- Przepraszam cię za nią. Ale jest już taka, a przecież matki się nie wybiera - westchnęłam.
- Rozumiem. Nie przejmuj się tym- podszedł do mnie i objął mnie swoimi ramionami. Od razu zrobiło mi się ciepło. Nie tylko fizycznie, ale psychicznie też.
- Idziemy się przejść? - spytałam po chwili.
- Jasne - odpowiedział Neymar i lekko się ode mnie odsunął.
Podeszłam do biurka i zabrałam swój telefon. Spojrzałam na godzinę. 18:36. Trochę późno się zrobiło. Długo rozmawialiśmy z Neymarem.
Neymar przepuścił mnie w drzwiach, więc to ja jako pierwsza zeszłam na dół, a on zaraz za mną. Zdziwiłam się, gdy w salonie zastałam matkę. Myślałam, że chwilę po naszej rozmowie jak zwykle wróciła do swojego gabinetu. Jednak nie tym razem.
- Oho... czyli jednak będziesz miał tę nieprzyjemność ją poznać - szepnęłam cicho, tak aby usłyszał to jedynie mój przyjaciel. W odpowiedzi usłyszałam jedynie cichy śmiech.
Chciałam spróbować jakoś niezauważalnie przejść przez salon i móc w spokoju wyjść z domu, ale moja matka oczywiście musiała nas zauważyć od razu po zejściu ze schodów.
- Kochanie, może przedstawiłabyś mi swojego gościa? - spytała przesłodzonym głosem. Chciała mnie chyba tylko jeszcze bardziej zdenerwować.
- Po pierwsze: nie mów do mnie "kochanie" - powiedziałam zdecydowanie. - A moim przyjacielem jest Neymar. Neymar poznaj moją mamę - dodałam już normalnym tonem.
 - Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować.



Jestem! Wracam z nowym rozdziałem i oczywiście muszę Was przeprosić za to, że tak długo go nie było. Po prostu jakoś ciężko mi się go pisało i do tego efekt końcowy wcale mnie nie zadowala. Zostawcie swoją opinię o rozdziale w komentarzu. A ja jeszcze raz Was przepraszam za opóźnienie i jakość rozdziału. Następny mam nadzieję pojawi się wcześniej, ale nic nie obiecuję :*


I jest jeszcze coś ważnego. A mianowicie: 
6 komentarzy = 6 rozdział :*