niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 9

~ Tu ludzie śpią! I Neymar!

- Nie ma mowy! Nie będziesz się nigdzie włóczyła po nocy. A tym bardziej po mieście, którego nie znasz. Zostajesz u mnie - postanowił. - Skoro tak chcesz... Nie będę się przecież kłócić z moim "braciszkiem" - zaśmiałam się. - Może idź już spać, pewnie po meczu jesteś zmęczony. Zresztą na takiego wyglądasz - zauważyłam, patrząc na jego zmęczony wyraz twarzy. Koniecznie musiał odpocząć. Po takim wysiłku jaki włożył w dzisiejszy mecz to wręcz wskazane, żeby się wyspał, zregenerował siły. - No, może trochę... Ale nie ważne - dodał z wymuszonym wręcz uśmiechem. - Ważne. Spać mi i to w tej chwili! Jutro rano masz trening, musisz się wyspać - powiedziałam, biorąc go za rękę. Nie sprzeciwiał się, gdy zaczęłam iść w stronę jego sypialni ciągnąc go za sobą. Był chyba na to zbyt zmęczony. Jednak kiedy weszliśmy już po schodach na piętro przez chwilę widziałam jego minę. Bardzo dobrze wiedziałam jakie myśli błądziły teraz po jego głowie. Jednak dobrze, że nie wypowiadał ich na głos. - No to teraz kłaść mi się grzecznie spać - zakomunikowałam, gdy znaleźliśmy się już pod jego sypialnią. - Czyli rozumiem, że ty idziesz ze mną? - zapytał poważnie. Ja z nim nie wytrzymam tych kilku dni... Zwariuję z nim tu chyba. Miejmy nadzieję, że ktoś w porę zadzwoni do psychiatryka. - Czasami masz za dużo masz głupich myśli... - westchnęłam. - Głupich, czyli...? - Oj, ty już sam bardzo dobrze wiesz jakich! - No niech ci już będzie, że wiem - powiedział, a ja w odpowiedzi pokazałam mu język. - Poradzisz sobie? - Nie mam pięciu lat, dam sobie radę - zapewniłam go. - Dobranoc "siostrzyczko" - powiedział i pocałował mnie w czoło jak młodszą siostrę. - Drugie drzwi po prawej - dodał, zanim zamknął drzwi swojego pokoju. Zaśmiałam się cicho i poszłam do pokoju wskazanego przez Neymara. Zapaliłam światło i pierwszym co zobaczyłam było ogromne i sprawiające wrażenie wygodnego, łóżko. Już mi się tu podobało. Szybko się przebrałam i położyłam się pod kołdrę. Cieplutko. Próbowałam zasnąć. Nie zajęło mi to długo. Niestety po zaledwie kilku godzinach zostałam obudzona. I to nie przez Neymara, bo on zapewne nadal spał sobie smacznie w swoim pokoju. Obudziła mnie ta cholerna burza, której o trzeciej w nocy zachciało się budzić ludzi... I jak tutaj można się wyspać? Łóżko niby wygodne, ale warunków nie ma... Nie lubię kiedy ktoś/coś mnie budzi, kiedy jeszcze się nie wyspałam. I chyba dobitnie to pokazałam, gdy odwiedził mnie Neymar. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. Akurat w tamtym momencie usłyszałam głośny grzmot. Aż podskoczyłam. Ogólnie nie bałam się burzy, ale tym razem było chyba trochę inaczej. Wybiegłam z pokoju i po cichu przemierzyłam korytarz aż w końcu dotarłam do schodów. Zbiegłam po nich i dotarłam do salonu. Było ciemno, ale zauważyłam, że na kanapie śpi pies Neymara, Poker o ile dobrze pamiętam. Pogłaskałam go na co od razu zareagował merdaniem ogona. Położyłam się obok niego na kanapie i przykryłam kocem, który leżał obok. Po chwili zasnęłam wtulona w Pokera. Nie słyszałam burzy, nie słyszałam już nic. *Neymar* Tak jak chciała Selena położyłem się spać. Zasnąłem dość szybko, ale obudziłem się kiedy nad Barceloną rozpętała się burza. Pioruny i grzmoty mnie nie przerażały, ale nie mogłem przez nie ponownie zasnąć. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni. Otworzyłem lodówkę i po chwili zastanowienia wybrałem sobie napój. Wypiłem go trochę patrząc w okno, przez które idealne widać było wszystkie pioruny. Lubiłem oglądać burze. O ile nie musiałem tego robić w środku nocy. Nie chciało mi się wracać do swojej sypialni, więc wybrałem bliższe w tym momencie rozwiązanie. Wszedłem do salonu i położyłem się na mojej ogromnej kanapie. Przytuliłem się do chyba Pokera, który tam leżał i w czasie kilku minut zasnąłem. I nie powiem spało mi się przyjemnie. A sen wydał się jeszcze przyjemniejszy kiedy wstałem. Chodź pobudka wcale nie należała do najprzyjemniejszych. *Selena* - Jestem idioto!! - ktoś miał tak donośny głos, że pod jego wpływem od razu się obudziłam. Kiedy chciałam się podnieść poczułam, że ktoś się do mnie przytula. Ktoś też trzymał mnie za rękę. Ale przecież kiedy wczoraj kładłam się spać był tu tylko Poker, który teraz leżał na dywanie. - Przestań się drzeć pajacu!!! - usłyszałam za sobą głos Neymara. Już wiem kto był tym ktosiem - Nie widzisz, że tu ludzie śpią?! - zawołał zirytowany, mocniej się do mnie przytulając. On chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że ja tu jestem. Chociaż, może... - No właśnie, tu ludzie śpią! I Neymar! - zawołałam, przykrywając głowę poduszką. Neymar nawet nie zareagował na moje słowa. Chyba naprawdę był bardzo zmęczony... - Chyba niezły melanż był wczoraj, co? - zapytał chłopak, stając w drzwiach salonu. - Weź się odpieprz - odpowiedział mu Neymar i z zamkniętymi oczami rzucił w chłopaka poduszką. Trafił. - Dobrze, dobrze, już wam nie przerywam, kończcie co zaczęliście, jakby co mnie tu nie ma - uniósł ręce w geście niewinności i opuścił pokój. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. - Moja miękka poduszka nie daje mi znowu zasnąć - westchnął rozczarowany Neymar. Położył sobie głowę na moim brzuchu i usiłował ponownie iść spać. - Jak jestem taką "miękką poduszką" to chyba znak, żebym zaczęła się odchudzać - zsunęłam jego głowę z mojego brzucha i położyłam się na jego tors. - Ale powiem ci, że z ciebie to twarda by była poduszka. Nie wyspałabym się - powiedziałam, podnosząc się z kanapy. Nie ma tak dobrze. - No ej, ale mi było tak wygodnie! - zawołał zrezygnowany. Ja w tym czasie zmierzałam już w stronę wyjścia z salonu. - No niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy - odpowiedziałam. - No, ale... ale... zostań moją poduszką! - zawołał za mną. Znów dzisiejszego dnia wybuchłam śmiechem. - Pieprz się - powiedziałam, przedstawiając mu mój środkowy palec. Już niemalże słyszałam jak w myślach mówi ''Wolałbym z tobą'' - Nie, niewyspany jestem. A tak samemu to wiesz, trochę kiepsko... Lepiej z kimś - wygłosił. - Się ekspert znalazł - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której znajdował się chłopak, który zafundował mi i Neymarowi darmową pobudkę




Przepraszam! Rozdział miał pojawić się dużo, dużo wcześniej, ale... ale... no nie mam nic na swoje wytłumaczenie :/ Ostatni tydzień spędziłam z ograniczeniem dostępu do internetu :/ Trzy dni u przyjaciółki, gdzie skończyłam ten rozdział i zaczęłam pisać kolejny i odwiedziny mojej kochanej stolicy :D I mojej ulubionej galerii :D Tak więc rozdział dodaję dopiero dzisiaj :/ Następny postaram się dodać szybciej :D

Za dwa dni szkoła! Ta myśl jest przytłaczająca :/ Ale z jednej strony chcę tam wracać :D Stęskniłam się za przyjaciółmi :D

Wczoraj Barca zagrała z Malagą i wygrała 1:0 po golu Vermaelena w 73 minucie :D

Następny rozdział pojawi się możliwe, że 4 września :D Jeśli wygramy ;) Damy radę :D A jak nie to zapewne 7 września :D Wszystko zależy od naszej reprezentacji ;) xD

Miłej niedzieli i końca wakacji ;) Wyszalejmy się przed powrotem do szkoły ;)

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 8

~ Twój uśmiech mówi wszystko

- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...
*********
Dzwonek na przerwę. Zabieram swoje rzeczy z ławki i wychodzę na zatłoczony korytarz. Jeszcze tylko 3 godziny zajęć i wracam do domu. Przechodzę do sali, w której będę miała następną lekcję jaką będzie nieszczęsna matematyka. Od razu gdy tylko siadam na ławce przed jej drzwiami kładę moją torbę zaraz obok mnie i z kieszeni wyciągam telefon. Ledwo spoglądam na wyświetlacz telefonu, a na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Jest! Wiadomość od Neymara. Szczerze mówiąc to nie wiem czemu się tak cieszę. Odkąd w sobotę, cztery dni temu wrócił do Barcelony piszemy ze sobą praktycznie całymi dniami. A jednak za każdym razem, gdy widzę nową wiadomość mimowolnie się uśmiecham. Mimo tego, że byłam w szkole, jedyną rzeczą jaką robiłam było właśnie wymienianie się SMS-ami z Neymarem. Nie przejmowałam się tym, że nauczyciel mógłby to zauważyć. W końcu jestem "wzorową uczennicą"... Nikt nie odważyłby się zwrócić mi uwagi czy zabrać telefonu. Przecież ważne było tylko to, że na następną lekcję będę przygotowana...  Ale nie tylko ja robiłam coś co czego raczej nie powinnam. Neymar od samego rana miał trening przedmeczowy, a mimo to i tak zaprzątał sobie głowę pisaniem ze mną. Nie dość, że w poprzednim tygodniu opuścił przeze mnie dwa treningi i spóźnił się na kolejny to jeszcze teraz olewa trening, żeby móc ze mną porozmawiać. Próbowałam go przekonać, żeby przyłożył się do treningu i na tym zatrzymała się nasza rozmowa, bo niestety całą poprzednią godzinę spędziłam na pisaniu sprawdzianu... 
- "Przyjaciel"? - spytała Ada, siadając obok. 
Po tej akcji z Neymarem, gdy udawał mojego chłopaka musiałam długo rozmawiać z Adą, aby w końcu przekonać ją do tego jaka była prawda. Jednak nadal chyba nie do końca mi wierzyła. Uznała, że będzie pewna tylko wtedy, gdy zobaczy nas razem i przekona się jak się względem siebie zachowujemy. Ale niestety nie zapowiadało się na to, żeby Neymar w najbliższym czasie pojawił się w naszym mieście. Całe tygodnie treningów i co weekend chociaż jeden mecz, często na wyjeździe. Szkoda, że w Mountblanc nie ma klubu sportowego, z którym mogliby zagrać. W końcu mogłabym zobaczyć jak gra na żywo i poznać jego przyjaciół z klubu. 
- Skąd wiedziałaś, że to Junior? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. 
Ada nie poznała imienia mojego najlepszego przyjaciela. Nie chciałam jej o tym mówić, dlatego, że zapewne od razu zaczęłaby się domyślać o kogo chodzi. A wolałam na razie, aby pozostało to tajemnicą. 
- Twój uśmiech mówi wszystko - zaśmiała się. - A tak zmieniając temat to Barcelona gra dzisiaj mecz z Realem Madryt. Aż dziwne, że taka cule ja ty nie jest teraz w Barcelonie - powiedziała, a ja wpadłam na genialny pomysł. Właśnie, dlaczego nie ma mnie w Barcelonie? 
- Właśnie, teraz mnie tam nie ma - szepnęłam i poderwałam się z ławki. Zaczęłam biec. - Dziękuję - zawołałam jeszcze, ale Ada nie miała możliwości mi odpowiedzieć, bo zniknęłam już w innym szkolnym korytarzu. 
Skierowałam się od razu do głównego wyjścia, a po chwili byłam już na dworze. Nie ważne było już dla mnie to, że w woli ścisłości miałam jeszcze zajęcia. Pędem rzuciłam się do bramy, aby opuścić teren szkoły. Nikt nie mógł mnie już zatrzymać. 
Biegiem w ciągu pięciu minut znalazłam się przed moim domem. Nawet nie podejrzewałam się o to, że potrafię tak szybko biegać. 
Na podjeździe nie było samochodu matki co znaczyło, że dom był pusty. Lepiej dla mnie. Otworzyłam drzwi wejściowe kluczem, który znalazłam w mojej torebce i nie zatrzymując się udałam się do swojego pokoju. W zawrotnym tempie wyrzuciłam z torby wszystkie książki i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które teraz będą mi potrzebne. Kiedy po chwili wzięłam już wszystkie rzeczy z mojego pokoju opuściłam to pomieszczenie i zeszłam na parter, do gabinetu ojca. Jak zwykle drzwi były zamknięte, bo wstęp tam miał tylko tata, ale kiedyś dał mi on klucz do drzwi w tajemnicy przed matką. Teraz była pierwsza okazja, żeby go wykorzystać. Znalazłam właściwy klucz i włożyłam go w zamek. Chwilę później przekraczałam próg "świątyni" mojego ojca. Podeszłam do biurka i wysunęłam pierwszą szufladę. Od razu znalazłam to czego chciałam. Wzięłam tą jedną małą rzecz i włożyłam do torebki. Wiedziałam, że ojciec nie będzie za to zły, a ja potrzebowałam tego, żeby wszystko się udało.  Sięgnęłam jeszcze po kartkę i długopis, po czym napisałam krótką wiadomość dla ojca. 

" Tato, nie martw się, jestem bezpieczna. Wrócę jutro. Zadzwoń kiedy przeczytasz tą wiadomość. Kocham. 
                                                                                          Sel :*" 

Zostawiłam kartkę na biurku i opuściłam pomieszczenie. Zamknęłam je dwukrotnie sprawdzając jeszcze czy na pewno nikt go nie otworzy i skierowałam się do wyjścia z domu. Zamknęłam wszystko i opuściłam miejsce mojego zamieszkania. Stanęłam na chwilę na chodniku za bramą. W którą stronę biec? Szybko wyobraziłam sobie plan mojego miasta i już wiedziałam gdzie podążać. Miałam może jakieś 3 kilometry do wybranego miejsca. I jeśli dobrze pamiętam miałam jakieś 15 minut, żeby tam dotrzeć... Dam radę!
Wbiegłam na peron w ostatniej chwili. Akurat na tor wjechał mój pociąg. Zdążyłam! Wsiadłam do wagonu i odwiedziłam przedział dla konduktorów, a potem już w spokoju znalazłam swój przedział. Byłam sama. Ale tylko przez kilka minut. Na kolejnej stacji do mojego przedziału wsiadła starsza pani. 
- Dzień dobry - powiedziałam, uśmiechając się szeroko. Kultura to podstawa. 
- Dzień dobry. Dokąd się wybierasz? - spytała z uśmiechem na ustach. Bardzo sympatyczna kobieta. 
- Do Barcelony. 
- Do chłopaka? - spytała, patrząc na mnie przenikliwie. 
- Nie, nie, do przyjaciela. Trochę się za nim stęskniłam i postanowiłam pojechać go odwiedzić - wyjaśniłam. 
- Pewnie dużo dla ciebie znaczy. Widać po twoim uśmiechu, gdy o nim mówisz. 
Ze starszą panią przegadałam prawie całą moją podróż. Wysiadła jeden przystanek przede mną. Tak więc podróż pociągiem minęła mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Ale po opuszczeniu pociągu znów zaczął się wyścig z czasem. Mecz miał zacząć się o godzinie osiemnastej. Zostało mi około czterdziestu minut, żeby dotrzeć na Camp Nou. Problemem było to, że nie znałam zbyt Barcelony i nie wiedziałam gdzie znajduje się stadion Barcy. Ale taki problem to nie problem. Rozejrzałam się i niemalże od razu zobaczyłam postój taksówek. Dopisywało mi dzisiaj prawdziwe szczęście. Wsiadłam do pierwszej wolnej taksówki i poprosiłam kierowcę o podwiezienie pod Camp Nou. 
O tej porze w Barcelonie były niewyobrażalne korki. Ale mogłam się tego spodziewać. W końcu połowa Barcelończyków o tej porze wracała z pracy, a reszta wybierała się na mecz Barcy. Taka już polityka panowała w tym ogromnym i pięknym mieście - jego mieszkańcy uwielbiali swoją drużynę mimo, że znajdował się tam jeszcze jeden duży klub - Espanyol. Jednak Barcelończycy chyba mieli swojego faworyta, którą była oczywiście Blaugrana. 
Moja droga na stadion strasznie się przedłużała... Już bałam się, że jednak nie uda mi się dotrzeć na czas i cały mój wysiłek pójdzie na marne. Jednak już w ostatniej chwili dotarłam na obiekt należący do FC Barcelony. Dzięki karcie klubowej ojca weszłam na trybuny bez większych problemów. Tak, mój ojciec kibicuje Barcelonie. Posiada kartę klubową, bo wcześniej, kiedy nie musiał tak dużo pracować bardzo często przyjeżdżał tutaj na mecze Dumy Katalonii. Ale w miarę upływu czasu odwiedza to miasto coraz rzadziej z powodu pracy. W miarę upływu czasu matka miała coraz większe zachcianki i ojciec musiał coraz częściej wyjeżdżać za granicę, żeby móc sprostać wymaganiom mojej rodzicielki. I w końcu doszło do tego, że przyjeżdża na mecze tylko w wypadku, w którym Barcelona gra w finale o jakiś puchar. Resztę meczy ogląda w internecie, ale też tylko wtedy, kiedy pozwalają mu na to służbowe obowiązki. 
Znajdowałam się na największym europejskim stadionie i jednocześnie jednym z największych stadionów piłkarskich na świecie. Robi wrażenie. Usiadłam na swoim miejscu i przyglądałam się całemu stadionowi. Nie byłam tu pierwszy raz. Kiedyś przyjechałam tutaj razem z ojcem na ostatni mecz sezonu. Ale od tamtego czasu minęło już kila lat i zdążyłam zapomnieć jak piękne jest to miejsce. 
Dziś miało odbyć się to cudowne i wyczekiwane przez wielu kibiców piłki nożnej El Clasico. Atmosfera na stadionie była wręcz czarująca. Kiedy doczekałam się początku poczułam się jakbym należała do tej wielkiej rodziny jaką jest FC Barcelona. Cudowne uczucie, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze. 
Piłkarze zaczęli wychodzić na murawę stadionu, ale ja skupiałam się jedynie na moim piłkarzu, który wyszedł z tunelu jako jeden z ostatnich. Widziałam go bardzo dokładnie, bo miałam miejsce bardzo blisko boiska. Na jego twarzy wymalowane było skupienie. Z resztą tak jak u wszystkich 22 piłkarzy. W końcu dla obydwu drużyn to jeden z najważniejszych meczy w lidze. Żadne z nich nie mogło sobie pozwolić na porażkę, a jednak ktoś musiał przegrać. Remis nie byłby zadowalający dla żadnego z nich. Sam fakt, że jest to spotkanie najlepszych zespołów Hiszpanii zapowiadało wielkie emocje. 
I rzeczywiście mecz był niezwykle emocjonujący. Nie można było go porównać do żadnego innego meczu jaki miałam okazję oglądać. W czasie tych 90 minut obejrzałam tyle zwrotów akcji,tyle emocji, że czułam się jakbym wybrała się do kina na świetny film sensacyjny. Mecz był po prostu przepełniony emocjami. Za każdym razem kiedy piłkarze Realu przedzierali się z piłką na połowę Barcelony całe Camp Nou podnosiło się z miejsc, żeby po chwili zobaczyć jak obrońcy ich ukochanego klubu umiejętnie wyprowadzają piłkę z własnej połowy. Tylko raz kibice Blaugrany byli zmuszeni, aby wrócić na swoje miejsca w dość ponurych nastrojach. Wszystko za sparwą młodej gwiazdy Los Blancos, Jamesa, któremu jako jedynemu udało się przechytrzyć obronę Dumy Katalonii. Lecz cule także nie mogli narzekać na swoją drużynę. w ciągu całego meczu dwókrotnie głośno świętowaliśmy triumf nad zespołem Realu Madryt. Tych cudownych emocji przy zdobyciu tych bramek zapewnili nam ich autorzy - niezastąpiony Leo Messi oraz mój kochany Neymar. Byłam z niego naprawdę dumna. Gdy piłkarze Barcelony opuszczali boisko żegnaliśmy ich głośnymi owacjami i hymnem Barcy. Zasłużyli sobie na to. 
We wręcz cudownym nastroju opuściłam obiekt należący do FC Barcelony. Gdy byłam już na zewnątrz odetchnęłam głęboko barcelońskim powietrzem, w którym można było wyczuć zapach zwycięstwa. Napawało mnie to taką radosną energią. Po prostu cieszyłam się zwycięstwem Barcelony.  
Poczekałam chwilę przed stadionem, a potem spacerkiem ruszyłam w stronę domu mojego przyjaciela. Na szczęście znałam drogę do niego ze stadionu. Nie chciałam na niego czekać przed Camp Nou, bo wiedziałam, że zapewne ogarnięcie się po meczu trochę mu zajmie, a i tak były małe szanse, żeby mnie zauważył. Dlatego wolałam udać się pod jego dom. W końcu przecież musiał tam wrócić. Prędzej czy później, ale tam na pewno go spotkam. 
Było już po dwudziestej kiedy samotnie przemierzałam Barcelonę w drodze do domu piłkarza. Nie powiem, mieszkał niezbyt blisko stadionu. Jednak szło mi się całkiem przyjemnie. Kiedy byłam już może kilkaset metrów od celu zadzwonił mój telefon. Nawet nie spojrzałam kto postanowił sobie ze mną porozmawiać. 
- Hey piękna - usłyszałam głos i od razu wiedziałam z kim mam do czynienia. 
- Hey, co tam? Czemu dzwonisz? - na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. 
- Właśnie wracam ze stadionu. Oglądałaś mecz? - spytał, a w jego głosie było słychać radość. Gdybym nawet nie oglądała meczu, spostrzegłabym, że musieli odnieść zwycięstwo. 
-Nie oglądałam, nie mogłam - powiedziałam, udając smutną. - Ale nie zdradzaj mi wyniku, bo gdy wrócę do domu chcę go obejrzeć. - Fakt, skłamałam. Ale nie chciałam gratulować mu udanego meczu przez telefon. Wolałam zrobić to osobiście. 
- Dobrze, nic nie będę ci mówił. A co tam u ciebie? Jak było w szkole?
- Serio, pytasz o szkołę?
- Tak, pytam o szkołę. 
- Więc, było w cholerę nudno, ale na wszystkich lekcjach pisałam z tobą, więc umiliłeś mi dzisiaj dzień. Dziękuję. 
- Nie ma za co. Zawsze do usług. A co teraz robisz, że nie mogłaś obejrzeć tak ważnego meczu?  
- Spaceruję sobie. Wyższa konieczność - przyznałam. 
- Rozumiem - no nie byłabym tego taka pewna. 
- Ej, ej, a czy ty czasami nie jedziesz teraz samochodem? - teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę. 
- Jadę i co w związku z tym? 
- To, że wolałabym, żebyś na pewno bezpiecznie dojechał do domu. Zadzwoń jak będziesz już w domu. 
- Ja tu dzwonię, bo się stęskniłem za moją ulubioną przyjaciółką, a ty mi tu mówisz, że mam zadzwonić później... Foch! - zaśmiał się. 
- Ja też chcę z tobą porozmawiać, ale po prostu się o ciebie boję. Chcę, żebyś bezpiecznie wrócił do domu. Proszę cię, zadzwoń jak już skończysz prowadzić. Nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdyby teraz coś ci się stało - byłam poważna chyba jak nigdy dotąd. Ale mówiłam prawdę. Przywiązałam się już do niego i nie chciałabym go stracić. Martwiłam się o niego, ale nie tak jak o Adę... Dziwne uczucie. 
- Nie wiedziałem, że się o mnie aż tak martwisz - zaśmiał się. Nie wiem dlaczego dla niego to było śmieszne. - Ale dobrze, skoro tak będziesz spokojniejsza, to zadzwonię jak będę już w domu - powiedział i rozłączył się. Teraz byłam o niego spokojna. 
Skończyłam rozmowę z Neymarem, ale nadal szłam przed siebie. Chwilę później skręciłam w ulicę, na której mieszkał Brazylijczyk. Nie było na niej nikogo poza mną. Było już ciemno, więc przestraszyłam się kiedy minął mnie samochód. Chwilkę potem zauważyłam, że zatrzymuje się kilka posesji dalej. Audi. Od razu wiedziałam kto tak mnie wystraszył. Oj oberwie mu się za to. 
Przyspieszyłam kroku. Mój głupek raczej mnie nie zauważył. Przez dłuższą chwilę nie wysiadł z samochodu, a ja zbliżałam się do niego coraz bardziej. Wysiadł dopiero kiedy byłam już dość blisko, ale mimo to nadal mnie nie zauważył. Ja mu naprawdę kiedyś kupię okulary. 
Wyjął z samochodu swoją torbę treningową, odszedł kawałek i na chwilę przystanął, wyciągnął telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Mogłabym się założyć, że właśnie chciał do mnie zadzwonić. Korzystając z okazji po cichu do niego podbiegłam i zakryłam mu oczy rękami, choć wymagało to ode mnie wspięcia się na palce. 
- Niespodzianka! - wyszeptałam mu do ucha. 
Chłopak wziął moje ręce w swoje dłonie i powoli się odwrócił, tak jakby bał się, że mnie wystraszy. Kiedy w końcu mnie zobaczył najpierw szeroko się uśmiechnął, a potem mocno mnie do siebie przytulił. 




Wróciłam! Nareszcie udało mi się skończyć ten rozdział! Przepraszam za opóźnienie, bo rozdział planowo miał pojawić się 2-3 dni temu, a jednak wyszło tak jak wyszło :( Ale spróbuję się poprawić :) 
Wiem, że bardzo chcecie już, żeby Sel w końcu związała się z Neyem, ale uważam, że parą nie można stać się z dnia na dzień i że nasi bohaterzy muszą co nieco przeżyć :D Ale nie martwcie się, w końcu doczekacie się momentu, w którym ich serca zaczną bić dla siebie na wzajem :D Ale myślę, że sytuacja, w której są przyjaciółmi też nie jest najgorsza :D 

Oczywiście jeśli macie jakieś uwagi co do rozdziału czy ogólnie opowiadania to piszcie śmiało, postaram się poprawić wszystkie błędy jeśli takowe się pojawiają :D 

Niestety wszyscy bardzo dobrze wiemy, że coraz większymi krokami zbliża się szkoła, no i niestety będzie mniej czasu na pisanie :/ Ale zapewniam Was, że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z bloga, czy pojawiać się tutaj rzadziej :D Po prostu dochodzi ten fakt, że będą dni czy nawet tygodnie (oby nie!) w których nie będę mogła nic napisać, ale na pewno w głowie będę już obmyślała rozwój wydarzeń do następnego rozdziału, więc nie macie się o co martwić :D 

Dobranoc :* 

11 waszych komentarzy = rozdział 9  
Powodzenia :*

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7

~ "Sel, kochanie..."

- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później.
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi.
*****
Poranek następnego dnia nie był zbyt przyjemny, ale na pewno zapamiętam go sobie na dłużej. Wszystko to przez Neymara, który zgotował mi dość zimną i mokrą pobudkę.
- Aaaaaa - zaczęłam krzyczeć, kiedy poczułam zimną wodę na mojej skórze. - Nie żyjesz! - zawołałam, widząc Neymara nad moim łóżkiem ze szklanką w ręce. Chłopak zaczął uciekać i wybiegł z pokoju, a ja niewiele myśląc wybiegłam za nim. Ganialiśmy się po całym domu, drąc się przy tym niemiłosiernie. Widocznie nasze krzyki obudziły rodziców, bo w pewnym momencie na schodach zauważyliśmy mojego tatę i momentalnie oboje stanęliśmy w miejscu. Dziwne, bardziej spodziewałabym się zobaczyć tam matkę.
- Ja rozumiem, że jest godzina dziesiąta i że już nie śpicie, ale weźcie pod uwagę, że w tym domu są jeszcze inni ludzie - powiedział i wrócił do sypialni.
Z Neymarem chwilę staliśmy z poważnymi minami, a po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ja nadal wszystko słyszę! - usłyszeliśmy głos z góry.
- Przepraszamy, już nie będziemy! - zawołał Neymar. Mimo to przez następne kilka minut nadal się śmieliśmy, ale próbowaliśmy chociaż trochę stłumić nasz śmiech.
- Jemy śniadanie? - spytałam, gdy już się uspokoiliśmy. Nie powiem, byłam głodna. Bardzo.
- Ja na twoim miejscu to najpierw bym się ubrał - no tak, przecież wybiegłam za Neymarem w samej piżamie.
- No może tak będzie lepiej -  pobiegłam do pokoju i szybko się przebrałam. Założyłam moje ukochane dresy. Musiałam jeszcze tylko zabrać telefon i mogłam zejść do Neymara, który był... właśnie, gdzie on w tym czasie był?
Schodząc po schodach przejrzałam mój telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń od Ady. Nie dziwiłam się temu. Miałam wczoraj wieczorem z nią porozmawiać, ale chciałam spędzić czas z Neymarem, a potem całkowicie o tym zapomniałam. Z resztą teraz też nie mam już zamiaru do niej dzwonić. Neymar dzisiaj po południu wraca do Barcelony, więc czas jaki nam pozostał musimy wykorzystać w stu procentach. W końcu, kto wie kiedy następnym razem będziemy mieli okazję się znów spotkać. A rozmowy przez telefon czy internet to nie to samo. Dlatego do Ady zadzwonię kiedy Neymar pojedzie już do domu.
Chciałabym, żeby został u mnie na dłużej. Nie ważne, że pojutrze będę musiała iść do szkoły. Przez jeden dzień nieobecności przecież nic się nie stanie. Ale Neymar miał swoje obowiązki. W środę ma mecz, musi trenować, żeby móc wyjść w pierwszym składzie. Dzisiaj też musi wrócić wcześniej, żeby zdążyć na wieczorny trening. Uparł się, że wyjedzie z Mountblanc o godzinie szesnastej i "na pewno zdąży" na trening o osiemnastej. Bardzo w to powątpiewam, ale jeśli tak uważa to nie będę się z nim kłócić. Znaczy, na początku chciałam mu powiedzieć, że nie chcę się spóźnił albo opuścił przeze mnie swój trzeci trening, ale nie dał sobie przetłumaczyć. Uparty jak osioł.
Szczerze mówiąc to o wszystkim tym rozmawialiśmy z Neymarem wczoraj w nocy. Niby byłam zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Neymar zresztą też Dlatego rozmawialiśmy ze sobą do północy, aż w końcu znużył mnie sen.
Neymara znalazłam oczywiście w kuchni. Głodomór nie mógł się doczekać aż przyjdę. Sam zrobił sobie śniadanie i właśnie zaczynał je jeść. Dobrze, przynajmniej nie będę musiała mu robić jedzenia.
- Nie chciało ci się poczekać tych kilku minut? Przecież zrobiłabym ci te śniadanie - powiedziałam mimo wszystko.
- Myślałem, że dłużej ci to zajmie. Mniej więcej tak jak wczoraj.
- No już bez przesady - powiedziałam, wsypując sobie płatki do miski. Po chwili siadałam już przy stole, ale nie mogłam w spokoju zjeść moich płatek. W momencie, w którym miałam zacząć jeść usłyszałam dzwonek do drzwi. Z moich ust mimowolnie wypłynęło samotne przekleństwo.
- Komu się tak nagle o godzinie jedenastej w sobotę zachciało się mnie odwiedzać?! - zawołałam i poszłam otworzyć. Neymarowi widocznie moje zachowanie wydało się zabawne, bo niemalże od razu zaczął się śmiać.
Chwilę później otworzyłam drzwi wejściowe i ujrzałam za nimi Adę. Czy ona nie wie, że ja zazwyczaj o tej godzinie śpię? Wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś mnie obudzi - wtedy chodzę wkurzona przez cały poranek. I tak właśnie było dzisiaj.
- Ada? Co ty tu robisz? - zadałam dość głupie pytanie. Przecież stoi, jest, oddycha....
- Wiesz, przyszłam pod twój dom ptaków posłuchać! - Ada i jej riposta... - Dobijam się do ciebie od samego rana! Nie odbierałaś więc przyszłam. Mogę wejść?
- Ada... Właśnie problem w tym, że nie możesz... Mam gościa, sama rozumiesz - powiedziałam, udając zmieszaną, a tak naprawdę strasznie chciało mi się śmiać.
- Sel... czy mi się wydaje... jest u ciebie... no chyba nie... niemożliwe... ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... ty... z kimś... - Ada sama nie wiedziała już jak wypowiedzieć jakieś w miarę składne zdanie. Mówiąc po polsku była po prostu w szoku. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Ale oczywiście wiedziałam o czym myślała. (I wy też pewnie wiecie, mam nadzieję :P)
- Sel, kochanie... - usłyszałyśmy jak Neymar woła mnie z kuchni. Uduszę, zabiję i nie wiem co jeszcze mu zrobię...
- Ok, ja może nie będę wam przeszkadzać... zadzwoń... odezwij się jak już skończycie... bo widzę, że wam w czymś przeszkodziłam... - powiedziała i zniknęła zanim zdążyłam spróbować jej cokolwiek wytłumaczyć.
Trzasnęłam drzwiami i wróciłam do kuchni, w której nadal siedział rozbawiony do rozpuku Neymar.
- I czego się tak śmiejesz? - spytałam wkurzona. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwowała.
- Bo ta sytuacja jest śmieszna. Naprawdę nie wiem jak możesz być w tej chwili poważna.
- To wcale nie jest śmieszne - powiedziałam, choć kiedy przez myśl przeszła mi cała ta sytuacja to sama zaczęłam się śmiać.  - Teraz Ada będzie myśleć, że się ze sobą przespaliśmy - dodałam.
- I co w tym złego? W końcu jesteś dorosła, możesz robić co chcesz. I nie musisz chyba pytać swojej przyjaciółki o zdanie.  Przecież to twoje życie.
- Nie rozumiesz kobiet - westchnęłam.
- Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem.
- Chodzi o to, że Ada zbyt dobrze mnie zna. Wie, że nie zrobiłabym czegoś takiego z pierwszą lepszą osobą. Założę się, że w poniedziałek będzie na mnie wkurzona, bo nie powiedziałam jej,  że z kimś jestem. I to wszystko przez twoje dwa głupie słowa - pokręciłam głową w geście zwątpienia.
- Widzisz jaki ja jestem wpływowy? Moje dwa słowa i od razu masz problemy - śmiał się nadal jedząc śniadanie. Jak on się ociąga...
- Wiesz... w tej sytuacji moje "dwa słowa" też mogłyby ci narobić problemów - powiedziałam, machając mu telefonem przed twarzą.
- Wiesz... ale wtedy ściągniesz kłopoty też na siebie - pokazał mi język.
- Krowa ma dłuższy i się nie chwali - odpowiedziałam na jego gest, zabrałam miskę po płatkach i wstawiłam do zlewu. - Już widzę te nagłówki: "Nowa dziewczyna Neymara! Przystojny piłkarz związał się z przeciętną i nikomu nieznaną dziewczyną z Mountblanc." - zaśmiałam się na samą myśl o tym.
- Oj nie przesadzaj. I tak będą o tym pisać. Nic nie zrobisz.
- Przyjaźń z tobą jest niebezpieczna! - uznałam.
- No co ty nie powiesz - zaśmiał się. - Dopiero teraz to zauważyłaś?
- Z tobą się da zwariować - pokręciłam głową i opuściłam kuchnię.
- Jakoś jeszcze nie zwariowałaś - zauważył, wchodząc za mną do salonu i siadając na kanapie.
- Niewiele do tego brakuje - odpowiedziałam, rzuciłam się na kanapę obok Neymara i włączyłam telewizor.
Przeglądałam każdy kanał po kolei, ale nie znalazłam nic wartego uwagi. Jak to zazwyczaj bywa z telewizją... kiedy szukasz czegoś do obejrzenia to nic nie ma, ale jeśli nie masz czasu to jest wszystko co chciałabyś obejrzeć...
- Oglądamy jakiś film? - spytałam przyjaciela, który jak zwykle przeglądał internet w telefonie.
- Możemy, możemy - powiedział, chowając telefon.
- To jakieś propozycje? - wiedziałam, że to będzie naprawdę bardzo bardzo ryzykowne pytanie.
- Teletubisie!!! - zawołał po czym wybuchł śmiechem. Ja też nie mogłam pozostać niewzruszona. Śmieliśmy się z tego przez kilkanaście kolejnych minut.
- Dlaczego Teletubisie?! - zapytałam przez śmiech.
- Bo ostatnio oglądałem je z Gerardem.
- To Gerard ogląda Teletubisie? Rozumiem, że z Milankiem?
- Nie! On sam ogląda. Milanek tylko czasami ogląda z nim. A Gerard obejrzał ostatnio ostatni odcinek i pogrążył się w rozpaczy, że skończył się jego ulubiony serial. A to był jedyny film, który potrafił go tak wzruszyć! - powiedział, udając emocje jakie zapewne towarzyszyły Gerardowi, gdy ogłaszał przyjaciołom z drużyny tę straszną wieść. Kiedy tylko to zobaczyłam, padłam ze śmiechu. Neymar powinien zostać aktorem... On ma takie zdolności aktorskie i na boisku, i w rzeczywistości.
- Czyli jednak on jest aż tak stuknięty jak go opisują?
- Uwierz, o wiele bardziej... I ty mówisz, że przy mnie da się zwariować... Spędziłabyś z nim cały dzień sama, a trafiłabyś chyba do psychiatryka na oddział zamknięty.
- To ja chyba nie chcę poznać tych twoich przyjaciół!
- Będziesz na to skazana. Ale nie bój się, ci debile nie są groźni.
- A przed chwilą powiedziałeś, że przez Pique można wylądować w psychiatryku...
- Bo zwariować czasami przy nim idzie. Ale tak na codzień to jest naprawdę spoko przyjacielem.  Muszę cię kiedyś z nim poznać. Tylko, żeby mi nie odbił przyjaciółki, bo mu tego nie podaruję.
- Nie masz się o co bać. Shakira byłaby zazdrosna.
- A w moim przypadku nie ma nikogo, kto mógłby być o ciebie zazdrosny.
- Jeszcze kogoś takiego nie ma - powiedziałam na co Neymar dziwnie na mnie spojrzał. - W końcu całe życie nie będziesz singlem. Zobaczysz, jeszcze znajdzie się taka dziewczyna, która skradnie ci serce - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Czas aż do popołudnia minął nam na siedzeniu w salonie, wspólnym słuchaniu muzyki i długich rozmowach. Ale niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. I tak samo musiały skończyć się moje wspólne chwile z Neymarem. Ale teraz przynajmniej byłam pewna, że znów nie urwie nam się kontakt. Ale jednak myśl, że za chwilę Neymar opuści mój dom, wróci do Barcelony i nie wróci do mnie przez dłuższy czas była przytłaczająca. Kiedy Neymar zwrócił uwagę na to, że powinien się już zbierać obojgu nam pogorszyły się humory. Nie mieliśmy siły nawet szczerze się uśmiechnąć. Żadne z nas nie chciało się rozstawać. Ale niestety, czas powrotu Neymara do Barcelony zbliżał się i to nieubłaganie. Ale nie mogłam prosić go o to, żeby został u mnie na dłużej. Ma klub i karierę, o którą musi dbać. A ja mam szkołę, której nie powinnam zawalać. Nasz czas razem się skończył.
Neymar zabrał swoje rzeczy z mojego pokoju, założył full cap i swoje okulary przeciwsłoneczne i wyszliśmy z mojego domu. Kiedy byliśmy już za bramą posesji mojego domu każde z nas chciało coś powiedzieć, ale żadne nie znało właściwych słów. Po prostu postanowiliśmy, że przytulenie się będzie najlepszą formą pożegnania. Trwaliśmy w uścisku zaledwie dwie czy trzy minuty, ale dla mnie to było jak kilka godzin. Jednak kiedyś to musiało się skończyć.
- Jedź już lepiej, bo nie zdążysz na trening - powiedziałam smutnym głosem, gdy już się od siebie odsunęliśmy. Miałam oczy pełne łez.
- Ej, ej! Nie płacz! Nie powinnaś się smucić! Takie piękne oczy nie powinny płakać! Nie martw się, nie zostawię cię, nie przestanę się odzywać. Wrócę do ciebie, gdy tylko będę mógł. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i na pewno nie zapomnę o tobie! - zapewnił mnie i jeszcze raz przytulił. Otarł łzy płynące po moich policzkach, pocałował mnie delikatnie w czoło jak młodszą siostrę i wsiadł do samochodu.
- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...



Hey hey mordeczki :D Wreszcie skończyłam i dodaję kolejny, siódmy już rozdział :D Mam nadzieję, że się spodoba :D Przy okazji dziękuję za już ponad tysiąc wyświetleń! Nie spodziewałam się tego tak szybko :D Od razu poproszę Was o zagłosowanie w ankiecie, którą dodałam :D 
Kto ogląda mecz? Strata 4 punktów, ale to nasza Barca... jeśli ktoś potrafiłby odrobić takie straty to tylko ONA <3333 
Visca el Barca! Forca Barca! 
Barcelona - Mes que un club! <3 
Damy radę! 

9 WASZYCH KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 8

Powodzenia :* 

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 6

~ Jedna mała rada - nigdy nie zostawiaj mnie samego z twoim telefonem. 



- Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować. 
- Niestety, musimy już wychodzić - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Neymar zdążył powiedzieć jeszcze kulturalne "Do widzenia" i podążył za mną. 
Miałam nadzieję na to, że już nic nie zatrzyma mnie w domu, ale gdy miałam już wychodzić pojawił się mój tata. 
- Co tak wcześnie? - spytałam z uśmiechem. 
- Skończyłem wcześniej, żeby spędzić z wami trochę czasu - przytulił mnie. Matkę może mam niezbyt dobrą, ale za to ojca mam najlepszego na świecie. 
- No niestety, nie dzisiaj. Tato, poznaj Neymara, mojego przyjaciela - przedstawiłam mu chłopaka, który stał zaraz za mną z szerokim uśmiechem. Jak zawsze pozytywnie nastawiony. 
- Dzień dobry, Neymar, przyjaciel Seleny - powiedział. 
- Diego, jej ojciec. Miło mi cię poznać. Ale nie będę wam przeszkadzać, widzę że wychodzicie. Miłej zabawy - powiedział radośnie i udał się do salonu gdzie już czekała na niego matka. 
Uśmiechnęłam się do Neymara i razem wyszliśmy na świeże powietrze. Na dworze było dość zimno, a ja wyszłam jedynie w bluzie. Przez te kilka godzin odkąd wróciłam do domu chyba zdążyłam zapomnieć jaką mamy porę roku. Jednak po wyjściu na ten chłód i przeżyciu szoku termicznego od razu przypomniało mi się, że mamy właśnie środek zimy. W zawrotnym tempie znalazłam się znów w domu. Brazylijczyk zaczął się ze mnie śmiać. Stał przed samymi drzwiami w swojej kurtce. 
- Głupia - powiedział, śmiejąc się. 
- Ty wcale nie jesteś lepszy - pokazałam mu język. 
Jak najszybciej ubrałam moją kurtkę i od razu zrobiło mi się ciepło. Teraz jeszcze tylko szalik i rękawiczki, i mogłam wyjść na to zimno. Neymar w tym czasie zdążył już znaleźć się przy furtce. Kiedy tylko wyszłam od razu wzięłam w ręce trochę śniegu i korzystając z okazji, że przyjaciel stał do mnie tyłem rzuciłam w niego śnieżką. Widocznie mam cela, bo trafiłam go w głowę. Chłopak szybko odwrócił się i zrobił to samo. Tyle, że gdy rzucił zrobiłam szybki unik i śnieżka poleciała dalej, na końcu uderzając w jeden ze schodków prowadzących do drzwi wejściowych. 
- Nie trafiłeś - śmiałam się, a chwilę później dostałam śnieżką. - O nie! Teraz to rozpętałeś wojnę! - zawołałam i wzięłam śnieg w ręce, a Neymar zaczął uciekać. Nie miałam najmniejszego zamiaru go gonić. I tak by mi się to nie udało. 
Postanowiłam poczekać aż będę miała okazję się zemścić. Obeszłam dom z drugiej strony i zobaczyłam Neymara wychylającego się zza rogu, aby zobaczyć czy się nie zbliżam. Znów stał tyłem, więc musiałam to wykorzystać. Po cichu podeszłam do niego ze śniegiem w rękach, który po chwili wylądował w jego włosach. Neymar aż podskoczył ze strachu. Niestety dość szybko się otrząsnął i ja też oberwałam. Teraz byliśmy kwita. 
- Nie ładnie tak mnie straszyć - odezwał się Neymar. Stał dość blisko mnie, więc specjalnie strzepałam śnieg z jego włosów, psując przy tym jego idealną fryzurę. Chciałam go zdenerwować. Udało się. 
- Ej! Tyle czasu je układałem! - powiedział i mi także rozczochrał włosy. Dla mnie nie był to jakiś problem. Układałam je zaledwie chwilkę, w odróżnieniu do Neymara, którego fryzura musiała być ułożona idealnie. 
- To ułożysz je drugi raz. Chociaż... nie musisz. Tak też wyglądasz ślicznie - powiedziałam. Neymar słysząc komplement szeroko się uśmiechnął, a ja w tym czasie zrobiłam mu zdjęcie. Było takie śliczne. Jego uśmiech był tak zaraźliwy, że gdy tylko na nie spojrzałam od razu na moje usta wkradł się uśmiech. 
- I czo się tak szczerzysz do mojego zdjęcia, co? - znów usłyszałam jego śmiech, a chwilę później oboje wylądowaliśmy w zaspie stojącej obok. Wszystko za sprawką Neymara, oczywiście. 
Znów zaczęliśmy się sypać śniegiem. Po chwili śnieg zaczął sypać się także z nieba. Przybywało go z każdą minutą coraz więcej. 

Położyłam się kilka metrów dalej i zrobiłam aniołka. Tym razem to Neymar postanowił zrobić zdjęcie. Po chwili mój aniołek wylądował na instagramie piłkarza. 
- Musiałeś, prawda? 
- Musiałem - pokazał mi język. 
- Uzależniony od internetu - westchnęłam. 
- I tak słyszałem.
- Miałeś słyszeć - powiedziałam, siadając na zaśnieżonej ławce. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar. 
Usiadł blisko, tak blisko, że czułam jego ciepło. Mimo to nadal było mi zimno. Śnieg na moich ubraniach zdążył już się roztopić i przez to moje mokre ubrania nie dawały mi już ciepła. Przytuliłam się do Neymara. 

*Diego, ojciec Seleny*

Stojąc przed ogromnym oknem w salonie przyglądałem się zaśnieżonemu ogrodowi, w którym bawili się Selena i Neymar. Uznali się za przyjaciół, ale wcale na nich nie wyglądali... Zachowywali się słodko i uroczo niczym świetnie dobrana para. Zachowywali się trochę jak ja i matka Seleny w młodości. 
W momencie kiedy Selena przytuliła się do swojego przyjaciela podeszła do mnie żona, przytuliła się i spojrzała na dwójkę można powiedzieć, że jeszcze dzieci przytulających się na dworzu. Zapanowała cisza, żona zdecydowała się odezwać dopiero po chwili. 
- Nie jest odpowiedni dla mniej - powiedziała czym bardzo mnie zaskoczyła. 
- Czemu tak uważasz? Nie widzisz jak pięknie razem wyglądają? Jacy są razem szczęśliwi? 
- Pojawił się znikąd i zaczął mieszać jej w głowie. Selena nie poszła dzisiaj na żadne z zaplanowanych zajęć przez niego. Ma na nią zły wpływ. Nie jest dobrym kandydatem na chłopaka dla niej! - powiedziała poważnie. Nie zrozumiałem jej zachowania ani myślenia.
- Spędzasz z Seleną całe dnie. Nie zauważyłaś jak zachowywała się przez ostatnie dwa tygodnie? Jak ewidentnie za nim tęskniła? Cieszę się, że znalazła sobie osobę taką jak Neymar. Cieszę się, że spędza z nim czas. A ty powinnaś jej odpuścić. Selena potrzebuje swobody i wolności, a nie ciągłych dodatkowych zajęć, które w dodatku są jej niepotrzebne. Nie możesz ciągle zaplanowywać jej życia. To jest jej życie i to ona ma o nim decydować i ponosić konsekwencje tych decyzji. A Neymar według mnie jest dla niej najodpowiedniejszy. A nawet jeśli uważasz, że nie powinni być razem, to Selena będzie słuchała głosu serca, a nie nas - powiedziałem spokojnie lecz dobitnie. 
- A co ty wiesz o tym chłopaku? - zapytała. 
- Samo jego imię dużo o nim mówi, jeśli tylko interesujesz się światem, droga żono. Neymar jest piłkarzem, mieszka w Barcelonie i gra dla FC Barcelony. Uwierz, że może mieć jedynie dobry wpływ na Selenę. Dużo już w życiu przeszedł i jest naprawdę odpowiedzialnym człowiekiem - uświadomiłem moją żonę. Oczywiście wiedziałem, że ma syna, ale wolałem jej o tym nie wspominać. 
- Co człowiek, który ma ledwie ponad 20 lat mógł przeżyć? - spytała retorycznie.
- Uwierz, że naprawdę bardzo dużo - szepnąłem, oddalając się od okna i widoku radosnych Neymara i Seleny. 

*Selena*

- Zimno - szepnęłam podczas gdy z Neymarem nadal siedzieliśmy przytuleni do siebie. 
- Chodź, wracamy do domu, bo jeszcze się przeziębisz - powiedział, podnosząc się z ławki. Złapał mnie za rękę, pomógł mi wstać i razem poszliśmy do mojego domu. Oczywiście Neymar przez całą drogę mnie do siebie przytulał. On jest taki słodki i opiekuńczy. Aż dziwne, że jeszcze nie znalazł sobie dziewczyny...
Gdy weszliśmy do domu na dworze było już ciemno. Niestety, takie uroki zimny, dni są coraz krótsze. Szybko zdjęliśmy z siebie przemoczone kurtki i jak najszybciej udaliśmy się w głąb domu. Usiedliśmy na kanapie w salonie i przykryliśmy się cieplutkim kocem. Od razu zrobiło się cieplej. Oparłam głowę o ramię Neymara. Przez chwilę panowała cisza. Ale tylko przez chwilę. 
- Neymar... - zaczęłam. 
- Tak? 
- Dlaczego przez tyle czasu się nie odzywałeś? Tylko odpowiedz szczerze - powiedziałam i czekałam na jego reakcję. 
- Miałem treningi, mecze, wyjazdy... Nie miałem na nic czasu - odpowiedział. Nieszczerze. 
- A tak naprawdę? Neymar, mecze ani treningi nie zajmują całych tygodni... - szepnęłam. Neymar wydawał się być zdezorientowany tym, że mu nie uwierzyłam. Patrzyłam mu w oczy i widziałam, że nie wie co ma powiedzieć. Czy wyjawić mi prawdę, czy może jednak znów spróbować kłamstwa. 
W czasie kiedy on się zastanawiał do pomieszczenia wszedł mój tata, niosąc dwa kubki. Jeśli to jest to o czym myślę... 
- Przyniosłem wam kakao. Najlepsze co może być na ogrzanie się - powiedział, stawiając je na stoliku. 
- Czytasz mi w myślach, tato - zaśmiałam się. - Dziękuję - dodałam. 
Ojciec opuścił salon, a ja wstałam i wzięłam kubek z gorącym kakaukiem. Jednak nie wróciłam z powrotem pod koc do Neymara. Usiadłam na dywanie, zaraz przed kominkiem. Tutaj docierało do mnie ciepło ognia w nim płonącego. Neymar widząc, że nie wracam  postąpił tak samo i po chwili siedział już na przeciwko mnie. Przez chwilę patrzył się tępo w dywan, ale nagle się odezwał. 
- Była u mnie Carolina z Davim - powiedział niepewnie. - Musiałem się zając synkiem. Przyjechali do mnie na półtorej tygodnia. Chciałem spędzić z nimi trochę czasu, bo nie przyjeżdżają do mnie zbyt często. Przepraszam, że się nie odzywałem, pewnie się martwiłaś. I powinienem ci powiedzieć o Davim - dodał,patrząc na mnie. 
- Neymar, ale ja wiem o tym, że masz syna. I wiem jakie masz stosunki z Caroliną. Może nie dowiedziałam się tego od ciebie, ale nie musisz mi się tłumaczyć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i to, że masz syna czy nawet dziewczynę to nic nie zmienia. Jesteśmy i zostaniemy przyjaciółmi. Po prostu myślałam, że o mnie zapomniałeś, a nie miałam odwagi się do ciebie odezwać - powiedziałam smutna. To była prawda, o synku Neymara i jego byłej dziewczynie Carolinie dowiedziałam się z internetu. Ale przecież nie winię Neymara za to, że mi o tym nie powiedział. W końcu to są jego osobiste sprawy, a my znamy się dość krótko. Wcale nie miał obowiązku mi o tym mówić. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i naszych relacji nie popsuje ani jego syn, ani fakt, że ma czy miał dziewczynę. 
- Przepraszam, że musiałaś się martwić - szepnął i przytulił mnie. Nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy w ciszy i piliśmy nasze kakauka. Ogrzewało nas ciepło kominka i ciepły napój jaki przygotował nam mój tata. Dopiero, gdy nasze kubki były już puste Neymar postanowił się odezwać. 
- Ja chyba będę się już zbierać. Przyjadę do ciebie rano - powiedział, podnosząc się z dywanu. 
- Wiesz, że nie musisz nigdzie jechać. Możesz zostać u mnie. 
- Nie chcę ci robić kłopotu. Z resztą twoi rodzice zapewne się nie zgodzą. Naprawdę lepiej będzie jeśli przyjadę jutro - próbował postawić na swoim. Ale mnie nie tak łatwo przekonać. 
- To nie będzie żaden kłopot! A rodziców nawet nie muszę pytać o zdanie. Proszę, zostań tutaj - prośba,to był najlepszy argument dla Neymara. 
- Jeśli tak ładnie prosisz... to zostanę - zaśmiał się. - Ale w takim wypadku muszę iść do samochosu po moje rzeczy. 
- Ok, to ja idę z tobą - powiedziałam od razu. 
- Nie musisz, przecież ci nie ucieknę. 
- A choćbyś spróbował - zagroziłam mu, ale po chwili i tak wybuchliśmy śmiechem. 
Neymar już nie protestował. Razem wyszliśmy na dwór. Nie było już tak zimno jak wcześniej. A może tylko mi się tak wydawało, bo przecież wyszłam tylko na chwilę. Neymar zabrał z bagażnika swojego samochodu swoją torbę i jak najszybciej wróciliśmy do domu. 
- To gdzie idziemy? - zapytał. 
- Do mojego pokoju rzecz jasna - udałam się od razu na schody. Neymar oczywiście nie miał innego wyjścia i musiał iść za mną. 
- Wolisz spać u mnie czy w pokoju obok? - spytałam, jakby na porządku dziennym było to, że nocuje u mnie piłkarz Barcelony. - W pokoju mam dwa łóżka - wyjaśniłam, śmiejąc się na widok miny Neymara. 
- Niech ci będzie, że u ciebie. Będzie zabawniej - odpowiedział z zabawnym uśmiechem na ustach. Zaczęłam bać się tego co mógł sobie pomyśleć. Ale to Neymar, jego wyobraźnia była naprawdę... dziwna. 
- Ty sobie tam już nic nie wyobrażaj! Bo jeszcze będziesz spał na podłodze - pokazałam mu język. 
- A mogę cię o coś zapytać?
- Właśnie spytałeś... No ale dobrze, dam ci tą drugą szansę. 
- Po cholerę ci dwa łóżka w pokoju? 
- Po to, że praktycznie co tydzień nocuje u mnie Ada, moja przyjaciółka - odpowiedziałam. 
- Aha, czyli dzisiaj zastępuję ci przyjaciółkę? Bardzo mi miło, Ada jestem - zaśmiał się. On ma taki zaraźliwy śmiech. 
- Już się nie wygłupiaj. Ja jestem już tak zmęczona, że chyba od razu zasnę - powiedziałam naprawdę zmęczonym głosem. Dzisiejszy dzień mnie wykończył. 
- A mnie się wydaje, że tak nie będzie - powiedział poważnie, ale i tak wiem jaki był tego zamysł. 
- Pff... To niech ci się tak wydaje - znów pokazałam mu język i odwróciłam się od niego. - Jakby co, to idę się przebrać. 
Zostawiłam wszystkie rzeczy z kieszeni na szafeczce przy łóżku, wzięłam i udałam się do mojej łazienki. 
Siedziałam w niej około pół godziny. Długo, ale w końcu jak to kobieta... Musiałam przecież się wykąpać, przebrać, związać włosy... Ale i tak zajęło mi to zbyt długo. 
W końcu gdy już się "ogarnęłam" weszłam z powrotem do pokoju. Neymar leżał na swoim łóżku i robił coś w swoim telefonie. Mogę się założyć, że przeglądał instagrama. Był od niego uzależniony. 
- Dłużej się nie dało, nie? - zaśmiał się nawet nie odrywając wzroku od telefonu. 
- Dało się, ale nie chciałam, żebyś pomyślał, że się tam utopiłam - powiedziałam, kładąc się na moim łóżku. Sięgnęłam po mój telefon i już miałam go odblokować kiedy coś mnie zdziwiło. Więcej nie zostawiam mojego telefonu w jednym pokoju z Neymarem! 
- Mendo! Założyłeś mi hasło na telefon! - zawołałam i rzuciłam w niego poduszką.
- Jedna mała rada - nigdy nie zostawiaj mnie samego z twoim telefonem - zaśmiał się i dalej przeglądał internet. 
- Dzięki, skorzystam w przyszłości - powiedziałam. 
Po chwili jednak udało mi się odblokować telefon. Hasło było wręcz banalne: data urodzenia Neymara. Jednak nie tylko to zmieniło się w moim telefonie. Neymar na tapetę ekranu głównego i ekranu blokowania ustawił mi zdjęcia, na których był... on sam! Na ekranie głównym widniało zdjęcie, które zrobiłam na dworze, a na ekranie blokowania zdjęcie, które widocznie zrobił sobie sam. Idiota jeden...
Dopiero po kilku minutach zauważyłam, że Neymara nie ma w pokoju. Po chwili wyszedł już przebrany z łazienki. Jak gdyby nigdy nic poszedł do swojego łóżka i przykrył się kołdrą. 
- Neymar, mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałam przesłodzonym głosem. 
- Tak? 
- Oddaj mi moją poduszkę, bo nie mam na czym spać - powiedziałam groźnie. 
- Trzeba było nią we mnie nie rzucać - odpowiedział, kładąc się na moją poduszkę. 
- No proszeee - jęczałam. 
- No dobra, masz - powiedział i rzucił nią we mnie. 
- Dziękuję - powiedziałam, udając obrażoną. 
- No już się nie fochaj...
- Nie focham się - po wypowiedzianym zdaniu zapanowała cisza. 
- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później. 
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi. 



Wróciłam! Cieszycie się? Tak, tak, wiem, że nie :P Ale mimo wszystko prezentuję Wam nowy rozdzialik :D Przy okazji chciałabym przeprosić za to, że rozdział pojawił się tak późno pomimo tego, że komentarze, o które prosiłam pojawiły się tak szybko. Po prostu miałam mały niespodziewany wyjazd i przez dwa dni nie miałam dostępu do internetu ani komputera :/ Ale teraz wszystko wróciło do normy :D 
Mam prośbę do anonimów - podpisujcie się ;)

No to teraz;
8 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 7 :D 
Dacie radę :D Mam nadzieję :D 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 5

~ Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie. Przypadek? Nie sądzę. 

Ponownie przystanęłam na chwilę w miejscu. Nie mogłam uwierzyć. Na podjeździe mojego domu stało  białe Audi, a o nie stał oparty młody chłopak z rękami w kieszeni. Widocznie na kogoś czekał.
Zaczęłam biec w jego stronę. Chłopak mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę, a ja po chwili wpadłam w jego ramiona.
- Stęskniłam się - szepnęłam mocno się do niego przytulając. - Co ty tutaj robisz? - spytałam, gdy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Stęskniłem się - Neymar odpowiedział mi z szerokim uśmiechem na ustach.
- Skoro się stęskniłeś to nie mogłeś po prostu zadzwonić?
- A co, nie cieszysz się, że przyjechałem? - powiedział, udając obrażonego.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Po prostu nie odzywałeś się przez tyle czasu i nagle taka niespodzianka. Jesteś tu. Nie mogę uwierzyć... Jak ty się tu w ogóle znalazłeś? Skąd ty masz mój adres? - byłam naprawdę zdziwiona tą sytuacją. Skąd Neymar nagle wziął się w Montblanc?
- Mam swoje sposoby - zaśmiał się. Tęskniłam za tym jego pięknym śmiechem. I nie tylko.  Tęskniłam za nim całym.
- Chyba znajomości - zaśmiałam się przypominając sobie, że mógł po prostu pojechać do mojej cioci. Ona na pewno chętnie by podała mu mój adres. I zapewne to zrobiła.
- Twoja ciocia okazała się być bardzo pomocna - odpowiedział. Czyli jednak się nie myliłam.
- Wiedziałam - zawołałam. Wywołało to u nas jedynie wybuch śmiechu.
- Martwi się o ciebie - powiedział, gdy już oboje się uspokoiliśmy. - Myślę, że powinnaś do niej zadzwonić i z nią porozmawiać.
- Przecież nic się nie dzieje. Nie ma się czym takim zamartwiać - uznałam.
- Według ciebie. Kiedy pytałem o adres poprosiła, żebym się tobą zaopiekował. Prosiła, więc jestem - powiedział szeroko się uśmiechając.
- Czyli, gdyby cię o to nie poprosiła to byś nie przyjechał? - postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Nie odzywał się przez całe dwa tygodnie. Należy mu się nauczka.
- Jasne, że bym przyjechał. Tak jakby... brakowało mi ciebie - wyznał. Wow, tego się nie spodziewałam.
Postanowiłam już nie pytać o to dlaczego zerwał ze mną kontakt na tyle czasu. Po prostu w odpowiedzi na jego słowa mocno go przytuliłam. Zrobiłam to przede wszystkim dlatego, że zabrakło mi słów, aby mu odpowiedzieć.
- Wejdziesz ze mną do domu czy zamierzasz zostać na dworze? - spytałam po chwili.
- Chętnie wszedłbym do środka. W Barcelonie jest chyba cieplej niż w Montblanc - powiedział
- Możliwe - zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękę do mojego domu. Otworzyłam drzwi i od razu poczułam przyjemne ciepełko.
- Zapraszam w moje skromne progi - powiedziałam wpuszczając Neymara do środka.
- Już z tymi skromnymi to ty nie przesadzaj. A mówiłaś, że mój dom jest ogromny - spojrzał na mnie jak na jakąś przestępczynię. Zaśmiałam się widząc jego minę. Ja przy nim cały czas się śmieję... To już chyba nie jest normalne.
- Bo jest. A dom jaki zachciała zbudować sobie moja matka nie ma ze mną nic wspólnego. No może oprócz mojego pokoju. Z resztą z całego tego domu korzystam tylko z mojego pokoju i kuchni - uśmiechnęłam się i podążyłam w stronę schodów. Nie musiałam prosić Neymara, żeby poszedł za mną. I tak to zrobił.
Weszłam do mojego pokoju, po czym pojawił się tam on. Zostawiłam swoją torbę przy biurku i usiadłam na moim ogromnym łóżku.
- Jestem wykończona - stwierdziłam kładąc się na miękkich poduszkach.
- Czym takim? Siedzeniem w szkole? - śmiał się ze mnie. Już nawet nie chciało mi się podnosić, żeby uderzyć go poduszką.
- A żebyś wiedział. Po całym tygodniu mam już dość - westchnęłam.
- Skąd ja to znam - usłyszałam głos Neymara.
- No właśnie nie wiem skąd - zaśmiałam się.
- A co, myślisz, że piłkarze nie chodzą do szkoły? - spytał jakbym była idiotką. Postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
- Ja wiem, że jestem głupia, ale chyba nie aż tak. Po prostu nie mogę sobie ciebie wyobrazić jak idziesz do szkoły, siedzisz w klasie i słuchasz nauczycielki. Mam wybujałą wyobraźnię, ale tego nie potrafię sobie wyobrazić - przyznałam.
- No widzisz, ja ciebie też nie. A najciężej jest mi sobie wyobrazić jak grasz w piłkę na wf-ie - zaśmiał się. Zamknął oczy i po chwili śmiał się jeszcze głośniej. Wolę nie wiedzieć co sobie wyobraził. To mogłoby być niebezpieczne dla mojego życia i zdrowia.
- Właśnie, właśnie. Na ile przyjechałeś? - spytałam. Niby cieszyłam się, że tu jest, ale chyba dane mi jest wiedzieć jak dużo czasu będę mogła z nim spędzić.
- Myślałem o tym, żeby dzisiaj noc spędzić w hotelu i wrócić do Barcelony jutro wieczorem. Chyba, że nie chcesz, żebym zostawał w Montblanc to mogę pojechać już dzisiaj - powiedział.
- Ani mi się waż! Zostajesz u mnie! Ja cię po dwóch tygodniach nigdzie nie puszczę! Zostajesz i nie ma innej opcji - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką, która właśnie spadała z mojego łóżka.
- Ok, ok, poddaję się! - zawołał.
- Ej, a ty czasami nie powinieneś mieć dzisiaj i jutro treningu? - zapytałam.
- Nieee - przeciągnął.
- To czemu ci nie wierzę? - spojrzałam na niego przenikliwie, a po chwili wyciągnęłam z kieszeni mój telefon. Aplikacja o FCB czasami się jednak przydaje.
- Kłamczuch! Macie dzisiaj wieczorem trening! Z resztą jutro rano też! - zawołałam. Neymar znowu oberwał poduszką. No i tak zaczęła się nasza bitwa na poduszki, która zakończyła się piętnaście minut później, gdy oboje wylądowaliśmy na podłodze. Cieszmy się i radujmy,  że wokół mojego łóżka znajduje się miękki dywan!
- Ej, a skąd ty wiedziałaś, że mam trening?! - zaśmiał się. Ja też po tej akcji z bitwą na poduszki nie mogłam przestać się śmiać.
- Jak to moja przyjaciółka dzisiaj uznała,  stałam się Barcelonistką, więc chyba powinnam wiedzieć takie rzeczy - odpowiedziałam.
- Moja Selena stała się Barcelonistką! Ludzie, słyszycie to?! - śmiał się ze mnie. I hmm.... moja Selena?!
- A żebyś wiedział. Nawet twój mecz obejrzałam ty moja łamago!
- Pfff... nie wierzę.
- To uwierz. Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie - też zaczęłam się śmiać. - Przypadek? Nie sądzę - dodałam.
- Czyli jednak oglądałaś. Ale ja nie rozumiem co ty masz do liczby sześćdziesiąt dziewięć. Przecież to taka normalna liczba - próbował być poważny. Coś mu się chyba nie udało, bo po chwili parsknął śmiechem.
- No i ty chyba sam nie wierzysz w to co mówisz - powiedziałam i w końcu postanowiłam wstać z podłogi. Ale postanowić, a zrobić to, to dwie różne rzeczy. Znaczy, miałam już wstawać i nawet bym to zrobiła, gdyby ten głupek nie pociągnął mnie za rękę. Jak na nieszczęście upadłam zaraz obok niego. - I co mnie pociągasz, głupku?
- Pociągam cię? - zapytał niby poważnie, ale jednocześnie zabawnie poruszając brwiami. Ja jedynie uderzyłam się dłonią w czoło w geście zwątpienia.
- No comment, no comment - westchnęłam i wreszcie podniosłam się z dywanu. Usłyszałam za sobą tylko śmiech Neymara na mój gest.
- I czego się śmiejesz? - odwróciłam się do niego, a za chwilę usiadłam przy moim biurku i rozpakowałam torbę.
- Portugalski? - spytał Neymar, podnosząc pierwszą książkę z całego ich stosu. Nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł. - Uczysz się portugalskiego?
- Angielskiego, włoskiego, niemieckiego i francuskiego też - odpowiedziałam. Neymar spojrzał na mnie jak na przybyszkę z jakiejś innej planety. - No co, to przecież nie mój wymysł.
- A niby czyj?
- Tylko moja matka ma takie poronione pomysły. Ja do szkoły językowej sama się nie zapisałam - westchnęłam.
- Przy mnie nauka portugalskiego nie powinna ci być potrzebna - powiedział po portugalsku po czym w uśmiechu ukazał te swoje śliczne zęby.
- I don't understend - powiedziałam. No niby uczę się tego portugalskiego od dobrych paru lat ale w końcu on tego nie wie.
- No weź mnie nie dobijaj - znowu portugalski.
- No już nie dobijam, nie dobijam - zaśmiałam się. My się czegoś naćpaliśmy czy jak, że nie możemy wytrzymać kilku minut bez śmiechu?
- Czemu musisz uczyć się tego wszystkiego? - spytał już po hiszpańsku.
- Trzeba by było zapytać o to moją mamę - powiedziałam lekko obojętnie.
- Selena! - Neymar właśnie chciał coś powiedzieć, gdy z dołu dobiegł mnie głos matki.
- O wilku mowa - westchnęłam i skierowałam się do drzwi mojego pokoju. - Poczekaj na mnie chwilkę - uśmiechnęłam się lekko i po przejściu korytarza zeszłam schodami na parter domu. W salonie przy oknie czekała na mnie matka.
- O co znowu chodzi? - spytałam znudzonym głosem.
- Czyj to samochód stoi przed naszym domem? - zapytała wyglądając przez ogromne okno wychodzące na ulicę.
- Neymara - odpowiedziałam lakonicznie.
- A co robi u nas jakiś Neymar? - tak, moja matka nie miała bladego pojęcia o piłkarzach i celebrytach.
- Odwiedza mnie? - powiedziałam sarkastycznie. To nie moja wina, że moja matka jest tak tępa, że nie może się domyślić, że jeśli jesteśmy we dwie w domu i przyjechał ktoś kogo ona nie zna to znaczy, że przyjechał do mnie. Na prawdę nie wiem jakim cudem ona skończyła studia.
- A czemu ja o tym nie wiem? - jeny, czy ona musi zadawać takie głupie pytania? Z pewnością inteligencji nie odziedziczyłam po niej...
- A po co miałabyś to wiedzieć? Przecież i tak cię to nie interesuje. Cały dzień siedzisz w swoim gabinecie, więc po co ci potrzebne do wiadomości, że ja w ogóle jestem w domu? A teraz bardzo cię przepraszam, ale idę do swojego pokoju, bo ktoś tam na mnie czeka - odwróciłam się napięcie i wróciłam schodami na górę.
Neymar czekając w moim pokoju postanowił przejrzeć sobie moją książkę od portugalskiego. Ja rozumiem, że go to ciekawiło, czego ja się tam uczę no, ale on studiował tą książkę strona po stronie, tak jakby miał ochotę od nowa nauczyć się swojego ojczystego języka. Głupol.
- Widzę, że wciągnęła cię moja książka od portugalskiego - powiedziałam, wchodząc do pokoju z uśmiechem na ustach. Matce nie udało się popsuć mojego dobrego humoru.
- Bardzo interesująca - zaśmiał się. - Co chciała od ciebie twoja mama? - spytał już poważnie.
- Nic ważnego - mruknęłam. - Jak zwykle coś jej przeszkadza. Codzienność - powiedziałam już nieco głośniej.
- Rozmawiałyście o mnie, prawda? - niemożliwe. Nie możliwe, żeby słyszał tutaj naszą rozmowę.
- Skąd o tym wiesz? - spytałam niepewnie. Nie chciałam, żeby poczuł się urażony zachowaniem mojej matki. A tym bardziej nie chciałam, żeby poczuł się zawiedziony tym jak zareagowałam. Wydaje mi się, że trochę inaczej wyobrażał sobie moje stosunki z mamą.
- Przeczucie. Zauważyłem, że ty i twoja mama raczej nie jesteście przyjaciółkami. Raczej nie wołałaby cię po to, żeby zapytać o to co chcesz zjeść na obiad - zauważył. I miał w tym stuprocentową rację.
- Przepraszam cię za nią. Ale jest już taka, a przecież matki się nie wybiera - westchnęłam.
- Rozumiem. Nie przejmuj się tym- podszedł do mnie i objął mnie swoimi ramionami. Od razu zrobiło mi się ciepło. Nie tylko fizycznie, ale psychicznie też.
- Idziemy się przejść? - spytałam po chwili.
- Jasne - odpowiedział Neymar i lekko się ode mnie odsunął.
Podeszłam do biurka i zabrałam swój telefon. Spojrzałam na godzinę. 18:36. Trochę późno się zrobiło. Długo rozmawialiśmy z Neymarem.
Neymar przepuścił mnie w drzwiach, więc to ja jako pierwsza zeszłam na dół, a on zaraz za mną. Zdziwiłam się, gdy w salonie zastałam matkę. Myślałam, że chwilę po naszej rozmowie jak zwykle wróciła do swojego gabinetu. Jednak nie tym razem.
- Oho... czyli jednak będziesz miał tę nieprzyjemność ją poznać - szepnęłam cicho, tak aby usłyszał to jedynie mój przyjaciel. W odpowiedzi usłyszałam jedynie cichy śmiech.
Chciałam spróbować jakoś niezauważalnie przejść przez salon i móc w spokoju wyjść z domu, ale moja matka oczywiście musiała nas zauważyć od razu po zejściu ze schodów.
- Kochanie, może przedstawiłabyś mi swojego gościa? - spytała przesłodzonym głosem. Chciała mnie chyba tylko jeszcze bardziej zdenerwować.
- Po pierwsze: nie mów do mnie "kochanie" - powiedziałam zdecydowanie. - A moim przyjacielem jest Neymar. Neymar poznaj moją mamę - dodałam już normalnym tonem.
 - Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować.



Jestem! Wracam z nowym rozdziałem i oczywiście muszę Was przeprosić za to, że tak długo go nie było. Po prostu jakoś ciężko mi się go pisało i do tego efekt końcowy wcale mnie nie zadowala. Zostawcie swoją opinię o rozdziale w komentarzu. A ja jeszcze raz Was przepraszam za opóźnienie i jakość rozdziału. Następny mam nadzieję pojawi się wcześniej, ale nic nie obiecuję :*


I jest jeszcze coś ważnego. A mianowicie: 
6 komentarzy = 6 rozdział :*

środa, 5 sierpnia 2015

Libster Blog Award!

Dziękuję bardzo bardzo bardzo autorce http://somos-una-familia.blogspot.com za nominację do LBA :D Oczywiście zapraszam na jej cudownego bloga :D
Przyznam się, że od jakiegoś czasu marzyłam o nominacji do LBA :D

Moje odpowiedzi:

1. Co daje Ci pisanie?
Pisanie jest dla mnie odskocznią od wszystkiego. Czasami daje mi po prostu ucieczkę od rzeczywistości i problemów, a czasami jest dla mnie zabawą i świetnym sposobem na wykorzystanie wolnego czasu. Wszystko zależy od mojego humoru ;)

2. Wolisz czytać czy pisać?
Trudne pytanie. Sama nie wiem. W obu przypadkach mogę oderwać się od rzeczywistości, co bardzo lubię robić. Ale chyba jednak wolę czytanie, bo zdarzają się przypadki, gdzie podczas pisania znajduję jakieś opowiadanie do przeczytania i wtedy to co robiłam schodzi na drugi plan :D

3. Najlepsza książka to:
Najlepsza książka... Dużo takich było :D Ale chyba najlepszą książką jaką czytałam był "Powód by oddychać" i ogólnie cała seria "Oddechy" Rebeccy Donovan. Zakochałam się w pierwszej części i potem koniecznie musiałam przeczytać kolejne.

4. Twoim ulubionym daniem jest:
Pomidorówka? :D

5. Podróżowanie po świecie czy siedzenie cały czas w jednym miejscu?
Szczerze mówiąc to siedzę cały czas w jednym miejscu, bo nie mam zbytnio warunków na podróżowanie, choć naprawdę bardzo o tym marzę.

6. Wierzysz w to, że marzenia się spełniają? Dlaczego?
Kiedyś wierzyłam. Dopóki nie poznałam mojego idola. Wtedy usłyszałam od niego bardzo ważne dla mnie słowa: "Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia." I od tamtego dnia wierzę w to. Jeśli masz marzenia, musisz sam dążyć do ich spełnienia.

7. Zdanie, które najlepiej Cię opisze brzmi:
"Potrafi rozwiązywać cudze problemy, nie potrafi zaradzić własnym" :D

Moje nominacje:
http://moje-zycie-moje-cierpienie.blogspot.com/
http://obiecalesbyc.blogspot.com/
http://neymess-max.blogspot.com/
http://lovemeforeverney.blogspot.com/
http://alex-journey-to-love.blogspot.com/

Oczywiście zapraszam do odwiedzenia tych blogów :D


A moje pytania to:
1. Co skłoniło cię do założenia bloga i pisania opowiadania?
2. Dlaczego akurat Neymar i FC Barcelona?
3. Masz jakichś idoli?
4. Twoje hobby (oprócz pisania oczywiście) to:
5. Twoja ulubiona piosenka to:
6. Co lubisz robić w wolnym czasie?
7. Masz rodzeństwo?
8. Masz ulubioną książkę? Jaką?
9. Twoja ulubiona bloggerka/blogger to:
10. Masz jakieś motto życiowe? Jakie?
11. Wiążesz z pisaniem jakieś plany na przyszłość?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 4

~ Barcelonista  

W końcu zabrzmiał tak wyczekiwany przez nas wszystkich dzwonek. Od kilku godzin czekałam tylko na to, aby móc opuścić to miejsce i mieć te kilka dni wolnego. Szybko wrzuciłam wszystkie swoje rzeczy do torby i opuściłam salę numer 111. Od razu skierowałam się do głównego wyjścia.
- Sel! Poczekaj! - usłyszałam za sobą głos przyjaciółki. Przystanęłam z boku korytarza i chwilę na nią poczekałam. - Idziemy dzisiaj na jakiś shopping? - zaśmiała się, gdy już mnie dogoniła.
- W prawdzie nic lepszego na dzisiaj nie planowałam, więc czemu nie - odpowiedziałam Adzie z uśmiechem.
- To poczekaj chwilkę, pójdę zostawić kilka rzeczy w szafce i możemy iść - powiedziała i już jej nie było. Cała ona. Zakręcona, ale za to jedyna w swoim rodzaju.
Nie chciałam czekać na nią na zatłoczonym głównym korytarzu, dlatego stanęłam przy samym wyjściu ze szkoły. Oparłam się o niebieską ścianę i czekałam na moją przyjaciółkę. Na przeciwko mnie wisiała tablica, na której znajdowały się przeróżne ogłoszenia. Ale szczególnie jedno przykuło moją uwagę. Był to plakat przedstawiający chłopców grających w piłkę nożną  i informujący o zbliżających się zawodach. Pierwszym co przyszło mi na myśl, gdy to zobaczyłam był oczywiście mój ukochany piłkarz. Niestety od razu posmutniałam na tę myśl.
Moją ostatnią rozmową z Neymarem była ta, którą rozpoczęłam zaraz po przyjeździe do Montblanc. Pisaliśmy wtedy przez kilka godzin, a potem jakby urwał nam się kontakt. Od tamtej tak ważnej dla mnie rozmowy minęły dwa tygodnie. A Neymar nadal się nie odzywał. Ale od jego poznania trochę się we mnie zmieniło. Ostatnio nawet obejrzałam mecz Barcelony z jego udziałem. Muszę szczerze przyznać, że jestem pod wrażeniem jego umiejętności. Ale smutny był dla mnie moment, w którym zobaczyłam go takiego szczęśliwego, wiedząc, że się do mnie nie odzywa. Jakoś podczas, gdy utraciliśmy kontakt bardzo zaczęło mi zależeć na naszej przyjaźni. Ale sama nie miałam na tyle odwagi, żeby odezwać się do niego pierwsza.
Z zamyślenia wyrwała mnie Ada, która przeszła obok mnie i zawołała, że możemy już iść. Mało się przez nią nie przewróciłam, bo przy tym mocno pociągnęła mnie za rękę. Wariatka.
Razem opuściłyśmy teren szkoły. Ustaliłyśmy, że pójdziemy tak jak zwykle do naszego ulubionego centrum handlowego. Dość często je odwiedzałyśmy, a to głównie dlatego, że Ada uwielbiała zakupy. Po drodze miałyśmy jeszcze wstąpić na chwilę do mojego domu. Skoro mamy iść na zakupy to muszę zabrać ze sobą jakieś pieniądze, których w odróżnieniu do Ady nie noszę zawsze przy sobie.
Do domu miałam ze szkoły dość długą drogę, ale sama wybrałam sobie szkołę daleko od domu. Nie chciałam chodzić do jednej szkoły z wszystkimi moimi sąsiadkami. Chyba bym tego nie zniosła...
Z Adą poznałam się w pierwszej klasie gimnazjum. Przez cały rok chodziłyśmy do jednej klasy, ale zaprzyjaźniłyśmy się dopiero pod koniec roku. W sumie to nawet nie wiem dlaczego przez tyle miesięcy nawet nie zwracałyśmy na siebie uwagi. Może dlatego, że przez cały ten czas siedziałyśmy z nosami w książkach? Pamiętam, że każda z nas chciała mieć wtedy jak najwyższą średnią na koniec pierwszej klasy. Teraz nawet nie wiem już czemu było to dla nas takie ważne.
Szłyśmy już chodnikiem w stronę mojego domu, gdy wyjęłam z kieszeni telefon. Miałam nadzieję, że zobaczę choć jedną wiadomość od Neymara. Niestety, nadzieja matką głupich. Nagle Ada wyrwała mi telefon z ręki.
- Ej! Oddawaj! - zawołałam.
- Najpierw powiesz mi o co chodzi z tym ciągłym patrzeniem w telefon - odpowiedziała. - Cały dzień coś w nim sprawdzasz i za każdym razem kiedy widzisz, że nie ma tam nic nowego robisz się smutna. Co się dzieje?
- Ada, nic się nie dzieje. Wszystko jest w porządku - odpowiedziałam. Po części była to prawda - nie działo się kompletnie nic. Jednak Ada od razu musiała wyczuć tę odrobinę kłamstwa.
- Jeśli nie chcesz mówić, to nie mów. Po prostu zaczynam się o ciebie naprawdę martwić. Najpierw ta sprawa z Crisem, teraz te ciągłe spoglądanie w telefon... Ale opowiesz mi kiedy uznasz, że na to zasługuję - powiedziała z wyrzutem oddając mi mój telefon. Wiedziałam, że poczuła się urażona. Ale nie chciałam mówić jej o całej tej sytuacji z Neymarem. Nie zrozumiałaby. Tym bardziej, że nie wiedziała o tym, że w ogóle go poznałam.
- Przepraszam - powiedziałam. - Ale nie masz się o co martwić. Cris już nie raz nieumyślnie zrobił coś co mnie zabolało i na pewno jeszcze nie raz to zrobi. A jeśli chodzi o to moje dziwne zachowanie to po prostu... jest ktoś kto chyba o mnie zapomniał - westchnęłam.
- Pamiętaj, że Cris o niczym nie wie, a w dodatku jest moim zdaniem kompletnym idiotą. A jeśli chodzi o tą osobę, którą poznałaś w Barcelonie to koniecznie muszę ją poznać, ale to może być dla niej mało przyjemne - powiedziała dość ostrym, ale dla mnie śmiesznym tonem.
- Ej, ej! Chwileczkę! - zawołałam, kiedy już przestałam się śmiać. - A skąd ty wiesz, że poznałam kogoś w Barcelonie? - zapytałam zdziwiona.
- Uwierz, że twoje zachowanie mówi więcej niż myślisz. Odkąd stamtąd wróciłaś chodzisz na przemian wesoła i smutna. Co ten Barcelonista z tobą zrobił... - westchnęła.
- Ale... Co? Jak? Skąd...? - mówiłam już naprawdę zszokowana.
- Trochę cię już znam i wiem, że sama z siebie na pewno nie obejrzałabyś meczu, a tym bardziej piłki nożnej - no i tu miała rację. Nie lubiłam siedzieć przed telewizorem i oglądać mecze. Wolałam sama ćwiczyć. A wyjątkiem była tylko piłka nożna. Jej nie lubiłam ani oglądać, ani w nią grać. I to było rzeczywiście dziwne, że to się tak nagle zmieniło.
- Ty jesteś naprawdę mądrzejsza niż myślałam - zaśmiałam się. - A teraz ty opowiadaj. Co u Michaela?
Michael to nasz przyjaciel, ale także od ponad dwóch lat chłopak Ady. Niestety był od nas o rok starszy i kilka miesięcy temu wyprowadził się do Madrytu, aby zacząć studia. Od tamtej pory mieliśmy kontakt jedynie przez internet i to tylko czasami, bo Michael miał bardzo mało czasu. Jednak w ostatni weekend Ada odwiedziła go w Madrycie.
- U Michaela wszystko w porządku. Mówił mi, że w najbliższych tygodniach ma sporo egzaminów, ale jakoś daje radę. Ale najważniejsze jest to, że po zakończeniu roku przyjeżdża na całe dwa miesiące do domu! - niemal wykrzyczała. Widziałam jak bardzo cieszyła się na samą myśl o spędzeniu całych wakacji z chłopakiem. Należało im się to. W końcu odkąd Michael wyjechał widzieli się zaledwie kilka razy.
- W końcu będę miała okazję go zobaczyć. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że tu przyjedzie i że mimo tej odległości nadal wam się układa - to była w stu procentach prawda. bardzo im kibicowałam i chciałam, żeby byli razem jak najszczęśliwsi.
- Nie jest między nami najgorzej. Ale jeszcze tylko kilka miesięcy i będziemy razem studiować w Madrycie - westchnęła szczęśliwa.
- Czyli już postanowiłaś, że wyjeżdżasz? - spytałam dla pewności.
- Na 90%. Chcę studiować tam gdzie Michael. Po prostu nie chcę narażać naszego związku przez wyjazd gdzie indziej. Ale ty też chyba wybierałaś się do Madrytu?
- Właśnie. Wybierałam się. Ale teraz chyba już mnie tam tak nie ciągnie.
- Wolałabyś teraz jechać na studia do Barcelony? Przez tego chłopaka?
- Nie, to nie przez niego. Chociaż... może to i jednak jest jego zasługa. Bo tak naprawdę to on uświadomił mi, że wyjazd do stolicy jest marzeniem mojej matki, a nie moim.
- A czy to nie było zawsze tak, że to czego chciała twoja matka, tego chciałaś też i ty?
- Może tak myślałam. Ale tak nigdy nie było. Przez całe moje życie wykonywałam jej polecenia jak jakaś jej służąca. Dłużej już tak nie będzie - w końcu mogłam to komuś powiedzieć z pełną odpowiedzialnością tych słów. - Od dzisiaj wszystko będzie tak jak ja chcę - dodałam.
- Wow. Musisz chyba częściej wyjeżdżać do tej Barcelony. Naprawdę dobrze ci to robi - zaśmiała się, ale wiedziałam, że mówiła szczerze.
- No kto wie, może niedługo się tam wybiorę.
- W takim razie ja chcę jechać tam z tobą. Muszę koniecznie poznać tego twojego "przyjaciela" - zaśmiała się.
- Co ty mi tu insynuujesz? To naprawdę tylko mój przyjaciel. Ma dziewczynę - dodałam. Nie byłam tego pewna, ale jednak powiedziałam to Adzie. Inaczej by mi tego nie odpuściła. Ale tak zazwyczaj mają przyjaciółki.
- No niech ci będzie - poddała się i zaczęła opowiadać bardziej szczegółowo o swojej wizycie u Michaela.
Kilka minut później weszłyśmy już na moją ulicę. Słuchałam tego co mówiła Ada. Byłyśmy już kilkanaście posesji od mojego domu, kiedy nagle zauważyłam coś co sprawiło, że gwałtownie przystanęłam.
- Sel, coś się stało? - zapytała od razu Ada.
- Przepraszam cię, ale chyba jednak nie będę mogła z tobą iść dzisiaj do tej galerii. Zapomniałam, że dzisiaj przyjeżdża siostra matki - wymyśliłam na poczekaniu. Miałam nadzieję, że Ada mi uwierzy.
- Nie ma sprawy. Rozumiem. To leć do domu, tylko zadzwoń wieczorem. Pa - uściskała mnie i po chwili zniknęła już z zasięgu mojego wzroku skręcając w sąsiednią uliczkę, która prowadziła do jej domu.
Ponownie przystanęłam na chwilę w miejscu. Nie mogłam uwierzyć. Na podjeździe mojego domu stało  białe Audi, a o nie stał oparty młody chłopak z rękami w kieszeni. Widocznie na kogoś czekał.
Zaczęłam biec w jego stronę. Chłopak mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę, a ja po chwili wpadłam w jego ramiona.
- Stęskniłam się - szepnęłam mocno się do niego przytulając.

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 3

~ Wróć do mnie

- Selena wstawaj, bo się spóźnisz! - usłyszałam głos ciotki dochodzący zza drzwi. Nigdy nie wchodziła do pokoju, gdy miała mnie obudzić. Zapewne bała się, że oberwie poduszką. Kiedyś już tak było.
Dopiero po kilkunastu minutach niechętnie otworzyłam oczy i podniosłam głowę znad mojej wygodnej poduszeczki. Znalazłam pod nią mój telefon. Było kilka minut po 10.
- Jednak trzeba wstawać - westchnęłam i postawiłam stopy na zimnej podłodze.
Pierwszą czynnością jaką wykonałam było oczywiście ogarnięcie się do stanu, w którym mogłam wyjść między ludzi.
Zeszłam na dosłownie kilka minut na śniadanie i wróciłam do pokoju. Wyjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które ze sobą przywiozłam. Na szczęście nie było tego tak dużo, ale jednak zajęło mi trochę czasu. Kiedy skończyłam była godzina 13, czyli miałam jeszcze około trzech godzin wolnego czasu. I już nawet wiedziałam co z nim zrobię.
Wyjęłam telefon i wybrałam numer Neymara.
- Hey przyjacielu - po takim przywitaniu nawet nie musiał patrzeć kto dzwoni, żeby wiedzieć, że to ja,
- No hey piękna. Czemuż to mam zaszczyt rozmawiać z tobą tak wcześnie? - spytał zaspanym głosem. Czy on do tej godziny spał, czy jak?!
- Wcześnie?! Wcześnie?! Jest godzina trzynasta, ja już nie śpię od kilku godzin, a ty mi mówisz, że jest wcześnie?!
- Biorąc pod uwagę, że nie miałem treningu i nie musiałem rano wstawać, to tak, jest wcześnie. Ale mów o co chodzi, bo chyba nie budzisz mnie bez powodu?
- No tak. Chciałam, żebyśmy się spotkali póki jeszcze możemy - powiedziałam czego Neymar chyba nie zrozumiał do końca.
- Przyjechać do ciebie? - szczerze mówiąc nie uwzględniłam wcześniej tej opcji w moim planie, ale teraz wydawało mi się to świetnym pomysłem.
- Jeśli byłbyś tak dobry i pofatygowałbyś się do mnie, to tak - powiedziałam po chwili zastanowienia.
- Jeśli tak ładnie prosisz, to zaraz wstaję i będę u ciebie za pół godziny - zaśmiał się i zakończył naszą rozmowę. Nie pytał o adres, czyli jednak wie gdzie aktualnie mieszkam. Ale już nie na długo.
W czasie kiedy Neymar "przygotowywał" się do naszego spotkania, ja ze słuchawkami na uszach położyłam się na łóżku. Miałam tylko przez chwilę posłuchać muzyki, a wyszło na to, że zasnęłam.
****
Obudziło mnie ponowne pukanie do drzwi.
- Wchodź! - zawołałam nawet nie fatygując się, żeby otworzyć oczy. Kilka sekund później usłyszałam otwieranie drzwi i śmiech Neymara. Momentalnie podniosłam się z łóżka.
- Mogę wiedzieć z czego ty się tak śmiejesz?! - zawołałam, rzucając w niego poduszką, która jeszcze przed chwilą leżała pod moją głową.
- Co tak ostro, siostro? - znów zaczął się śmiać. - Z ciebie się śmieję. Bo najpierw ty obudziłaś mnie, a teraz ja ciebie.
- Zaiste, bardzo śmieszne. Zamierzasz tak stać w tych drzwiach? - zwróciłam uwagę. - Yyy... nie. - powiedział, po czym wszedł do pokoju i usiadł obok mnie na łóżku. - A mogę wiedzieć po co ci ta torba? - zapytał zauważając moje rzeczy.
- Skoro wracam do domu, to chyba muszę się spakować, nie? - spytałam, kręcąc głową na jego głupotę.
- Wracasz?! Tak szybko?! - zdziwił się mój przyjaciel.
- Kiedyś w końcu trzeba - wzruszyłam rękoma, udając, że w ogóle mnie to nie rusza.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał Neymar po chwili  wyraźnie przejęty.
- Nie wiem. Tym bardziej, że mieszkam dość daleko - powiedziałam. Teraz także w moim głosie dało się wyczuć smutek. - Za godzinę mam pociąg do Montblanc.
- Czyli mamy jeszcze tylko godzinę... odwiozę cię potem na dworzec - zaproponował i mnie przytulił.
Jeszcze trochę czasu spędziliśmy razem, ale potem niestety, tak jak obiecał, Neymar odwiózł mnie na dworzec. Fajnie było go poznać i spędzić z nim tyle cudownego czasu. Ale teraz niestety nadszedł ten trudny moment, w którym musieliśmy się rozstać.
Na dworcu nie było mojej ciotki ani wujka. Pożegnałam się z nimi jeszcze w domu. Byliśmy tu tylko ja i Neymar.
Kiedy do odjazdu mojego pociągu pozostało 10 minut bardzo mocno się przytuliliśmy. W oczach miałam po prostu łzy. Nie chciałam się z nim rozstawać, chciałam zostać!
- Będę strasznie tęsknić - szepnęłam do Neymara.
- Już tęsknię - odpowiedział i pocałował mnie delikatnie w czoło.
Jeszcze ostatni raz zdążyliśmy się do siebie przytulić, a potem musiałam wsiadać już do pociągu. Kiedy ruszył pomachałam jeszcze Neymarowi przez okno, a kilka sekund później straciłam go z zasięgu mojego wzroku.

*****

Podróż pociągiem jak to podróż. Montblanc nie leżało daleko od Barcelony, dlatego nie minęły dwie godziny, a ja już wysiadałam z pociągu w moim rodzinnym mieście. Wyszłam na dworzec, a tam czekali na mnie rodzice.
- Tak się za tobą stęskniliśmy, córciu - zawołał mój ojciec, od razu mnie przytulając. Po chwili przyszedł czas na moją matkę.
- Nareszcie wróciłaś - powiedziała lekko beznamiętnie, ale z uśmiechem na ustach.
Idąc między matką a ojcem dotarłam wreszcie do samochodu. Nie było mnie kilka dni, a moi rodzice już zdążyli zmienić samochód.
Oczywiście w drodze do domu musiało odbyć się małe "przesłuchanie".
- Selenko, jak ci się mieszkało u Georga i Helen? - spytał ojciec, nie odrywając wzroku od ulicy, ale widziałam, że na jego twarzy widniał się uśmiech.
- Jak to u ciotki. Wyciągnęła mnie na jakąś nudną kolację, ale poza tym to było fajnie - odpowiedziałam, a na samą myśl o wieczorze spędzonym w domu państwa Rodriguezów od razu zatęskniłam za Neymarem. Ten chłopak był naprawdę wspaniały. W ciągu zaledwie kilku dni sprawił, że po dwóch czy trzech godzinach już za nim tęskniłam. Dziwne. Zazwyczaj nie przywiązuję się tak do ludzi.
- Seleno, czy ty mnie słuchasz? - zwróciła mi uwagę matka. To było u niej całkiem normalne. Już się przyzwyczaiłam do tych jej nagłych zmian humoru. Przez chwilę była miła, z uśmiechem na ustach, a potem nagle stawała się chłodna, wręcz zimna jak lód, tak jak w tym momencie. Nie rozumiałam tego, ale zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaić, ale nie zaakceptować.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Ale teraz już chyba nawet nie chcę wiedzieć o czym mówiłaś - odpowiedziałam tym samym tonem co ona. Nie potrafiłam w tej sytuacji być dla niej jak jej wymarzona, grzeczniutka i milutka córeczka. Nie potrafiłam być dla niej miła, kiedy ona traktowała mnie w ten sposób. Kiedyś nauczyłam się, żeby traktować ludzi nie dobrze, a z wzajemnością.
Jednak moja matka tak jak zwykle, puściła moją uwagę mimo uszu i znów zaczęła mówić o moich zajęciach na resztę ferii.
- W poniedziałek masz trzy godziny zajęć korekcyjnych z matematyki, we wtorek grę na fortepianie, a w środę jedziesz... - teraz już naprawdę przestałam jej słuchać. Matka ustawiała praktycznie całe moje życie pod swoje dyktando. Nie była złą matką. Ale po prostu miała wobec mnie zbyt duże ambicje. Wysyłała mnie na korepetycje z praktycznie wszystkich możliwych przedmiotów, mimo, że wyprzedzałam już moją klasę w nauce o kilka lat. Ale jej to nie wystarczało. Chciała żebym była najlepsza. Najlepsza we wszystkim. I nie chodziło tu tylko o szkołę. Chciała żebym umiała śpiewać, grać na wielu instrumentach, malować.... I było jeszcze wiele innych rzeczy, których ode mnie wymagała. A mnie czasami to po prostu przerastało. Jej wymagania były po prostu zbyt wysokie. Kochałam ją i chciałam tym co robię przynosić jej powody do radości, ale było tego zbyt wiele. Jednak zawsze byłam wobec matki zbyt uległa, zawsze mimo własnego myślenia i charakteru jaki posiadałam zgadzałam się na to co ustalała.
Za to mój ojciec... mój ojciec jest całkiem inny. Czasami aż dziwie się, że związał się z osobą tak różną od niego jak matka. Jest zawsze miły, ciepły, radosny... czasami mam wrażenie, że z jego ust nigdy nie znika ten charakterystyczny, szczery uśmiech. Jest przede wszystkim bardzo opiekuńczy, a szczególnie wobec mnie. To ja, a nie matka byłam dla niego najważniejsza. Byłam jego "oczkiem w głowie". I najważniejsze jest to, że wymagał ode mnie tylko jednego: żebym była szczęśliwa.
-... a w poniedziałek zaraz po feriach idziesz ze mnądo krawcowej po odbiór twojej sukienki - usłyszałam jak matka kończy swój wywód na temat tego co jeszcze muszę zrobić. Teraz już chyba do końca zwariowała.
- Co?! Jaka sukienka?! - zawołałam od razu. Na najróżniejsze zajęcia się zgadzałam, ale próba wciśnięcia mnie w sukienkę wykraczała poza granice mojej cierpliwości.
- Jesteś w ostatniej klasie liceum, masz w tym roku bal maturalny i chyba nie zamierzasz na niego pójść w tych twoich rozciągniętych spodniach! - powiedziała tym samym, obojętnym tonem, choć wiem, że bardzo dużą wagę przykładała do mojego wyglądu na tej uroczystości.
- Najchętniej w ogóle bym tam nie poszła - odpowiedziałam wkurzona patrząc w ekran mojego telefonu.
Mój dom mieścił się niemalże w centrum miasta, ale na spokojnej i cichej ulicy. Nie leżał daleko od dworca dlatego podróż samochodem nie zajęła nam dużo czasu. Po około piętnastu minutach wysiadałam już z nowego samochodu ojca. Znalazłam się na z pozoru normalnej ulicy.
Jednak środowisko, w którym zmuszona byłam żyć było inne. Ludzie mieszkający na moim osiedlu nie zachowywali się normalnie. A przynajmniej tak było w moim odczuciu.
Montblanc jest miastem leżącym ledwie 100 kilometrów od wielkiej stolicy Katalonii. I można by powiedzieć, że w tych dwóch różnych miastach mieszkają dwa odrębne typy ludzi. Mieszkańcy Barcelony swój majątek posiadali tylko dla siebie. Ludzie mieszkający w moim mieście zachowywali się przynajmniej dziwnie. Dla nich najważniejsze było, aby pokazać się przed sąsiadami. Liczyło się tylko to co powiedzą inni. Nienawidziłam takich ludzi. I niestety do nich zaliczała się także moja własna matka. Ona cały czas myślała jedynie o tym, żeby mieć coś, czego nie mają nasi sąsiedzi. I to właśnie dlatego miałyśmy takie, a nie inne relacje.
Chciałam zabrać swoją torbę z samochodu, ale zrobił to za mnie mój tata, dlatego od razu pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na moje ogromne łóżko. Wreszcie się tutaj znalazłam. Jedyne miejsce, w którym czułam się sobą. Spojrzałam po ścianach pomalowanych na czarno. Przyglądałam się każdej z powieszonych na nich fotografii. Niektóre przedstawiały mnie, inne pokazywały po prostu jakiś obrazek, a niektóre przedstawiały słowa, które dużo dla mnie znaczyły. Wszystkie meble miały ten sam kolor co ściany, z wyjątkiem małych szczegółów. Tak, mój pokój był urządzony w smutnych i ciemnych barwach. Ale czułam się tutaj naprawdę dobrze. I najlepszym dowodem na to jest fakt, że spędzam tu całe dnie.
Nagle w oczy rzucił mi się telefon leżący obok mnie na łóżku. Musiał wypaść z mojej kieszeni. Niby nic wielkiego, ale nagle w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. Sięgnęłam po mojego smartfona i napisałam wiadomość:
'Tęsknię :('
Po chwili dostałam odpowiedź:
'Wróć do mnie :('
Jedna łza spłynęła mimowolnie po moim policzku.



Kolejny rozdział :D Jutro o 5:00 rano mecz presezonu Barca vs. LA Galaxy :D Ktoś może ogląda? Ja na pewno :D 

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 2

~ Martwi się o mnie? 

"Chciałabyś może się dzisiaj spotkać? Wczoraj fajnie spędziłem tobą czas i byłbym bardzo szczęśliwy jeśli moglibyśmy to powtórzyć :)" - przeczytałam wiadomość następnego dnia rano.
"Jasne, że chciałabym się dzisiaj spotkać :D" - odpisałam bez zastanowienia. Postanowiłam uszczęśliwić Neymara i przystać na jego propozycję. Jednakże, ja też bardzo cieszyłam się z tego planowanego spotkania. Neymar wydawał mi się osobą bardzo interesującą, a do tego trochę tajemniczą. Bardzo zastanawiało mnie dlaczego przeprowadził się z Brazylii aż do Barcelony. Kim takim był z zawodu skoro nie mógł pracować w swojej ojczyźnie ? Miałam nadzieję, że dzisiaj choć trochę spróbuje mi to wytłumaczyć.
Umówiliśmy konkretne miejsce i godzinę, w którym mieliśmy się spotkać. Miałam dwie godziny, żeby przygotować się i dotrzeć na nasze spotkanie. Zapewne większość z was mogłaby uznać mnie za lekkomyślną. W końcu właśnie zgodziłam się spotkać z chłopakiem, którego w ogóle nie znam. Jednak nie do końca tak było. Może rzeczywiście go nie znałam, ale jednak wczoraj podczas tej naszej krótkiej rozmowy zdążył zdobyć moje zaufanie. Było to dość dziwne, bo na codzień bardzo trudno jest mnie sobie zjednać. Są osoby, które znam już od dobrych paru lat, a jednak nadal nie darzę ich stuprocentowym zaufaniem. Z Neymarem było kompletnie inaczej, dlatego stał się taki wyjątkowy.
Jak ubrałam się na to spotkanie? Tradycyjnie, czyli spodnie z lekko opuszczonym krokiem, T-shirt, bluza i moje ukochane trampki. Może i Neymar był wyjątkowym człowiekiem, ale nie zamierzałam się dla niego jakoś wyjątkowo ubierać. Nie brałam także żadnej torebki, wystarczały mi kieszenie w spodniach. Zabrałam ze sobą jedynie telefon i słuchawki, jako, że nie potrafiłam żyć bez muzyki. Zeszłam na dół i już miałam wyjść z domu kiedy zatrzymała mnie ciocia.
- Selena dokąd ty się wybierasz? Myślałam, że pomożesz mi przy wyborze sukienki na sobotnie przyjęcie - powiedziała.
- Niestety umówiłam się na dzisiaj. Będziesz musiała wybrać ją sama - odpowiedziałam. Jednak spotkanie z Neymarem miało jeszcze jedną ważną zaletę - nie musiałam pomagać ciotce przy wyborze sukienki. Niby nic wielkiego, ale mojej ciotce zajmowało to zazwyczaj kilka godzin.
- A mogę chociaż dowiedzieć się kto miał ten zaszczyt wyciągnąć cię z domu? - zapytała, zapewne myśląc, że to ze mnie wyciągnie. Jej niedoczekanie.
- Hmm... nie - zaśmiałam się. - Wrócę wieczorem - zawołałam i wyszłam z domu.
Nie byłam do końca pewna czy moje spotkanie z Neymarem zajmie mi aż tyle czasu, jednak wcale nie miałam ochoty wracać zaraz po nim do domu. Jeśli już w końcu wyszłam z domu chciałam spędzić poza nim jak najwięcej czasu. Nie mówię, że nie lubiłam wychodzić na świeże powietrze, po prostu w ciągu ferii większość czasu spędzałam w swoim pokoju słuchając muzyki i przesypiając całe dnie. W czasie, gdy chodziłam do szkoły nigdy nie mogłam się wyspać, dlatego podczas ferii chciałam trochę odpocząć. Jednak dzisiaj postanowiłam odpuścić sobie spędzenie całego dnia w łóżku.
Na nasze spotkanie Neymar wybrał dość nietypowe miejsce, którym był park położony w niedaleko domu mojej ciotki. Był to albo przypadek, albo po prostu Neymar wiedział gdzie mieszka mój wuj, choć uznałam to za mało prawdopodobne.
Droga nie zajęła mi długo dlatego już po kilkunastu minutach witałam się z chłopakiem, który czekał na mnie przy jednej z fontann, tak jak się umówiliśmy. Na powitanie Neymar przytulił mnie i pocałował w policzek. Przywitanie iście Hiszpańskie.
- Hey śliczna - powiedział Neymar, gdy tylko mnie zauważył.
- Hey - uśmiechnęłam się. Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć na taki komplement.
W ciszy zaczęliśmy spacerować po parku, a na mojej twarzy cały czas utrzymywał się uśmiech. To wszystko wina Neymara, to on tak dziwnie na mnie działał.
- Mogę cię o coś zapytać? - po chwili odważyłam się odezwać.
- Jasne, jestem otwartą księgą - jaki on ma cudowny uśmiech!
- Kim jesteś?
- Człowiekiem - zaśmiał się. Śmiech też ma wspaniały.
- Czym się zajmujesz - poprawiłam się przez śmiech. - Nie powiedziałeś mi tego wczoraj.
- Naprawdę tak bardzo cię to interesuje?
- Bardzo bardzo mnie to ciekawi.
- Jeśli tak koniecznie chcesz wiedzieć, to mogę ci to pokazać.
- Mam się bać? - zapytałam, udając poważną.
- Zależy jak to zinterpretujesz - oboje wybuchliśmy śmiechem.
Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać aż Neymar zaprowadzi mnie w to miejsce, które było owiane tajemnicą. W ogóle można by pomyśleć, że naprawdę nie myślę nad tym co robię. Właśnie idę w jakieś nieznane mi miejsce z chłopakiem, którego poznałam zaledwie kilkanaście godzin temu. Jednak nie bałam się, że Neymar mógłby zaprowadzić mnie gdzieś, gdzie nie powinien. Nie wydawał mi się taki. Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że zmierzamy w jakieś miejsce bardzo nietypowe. W prawdzie takie miejsce bardzo pasowałoby do Neymara, w końcu on też był nietypowy.
Między nami znów zapanowała cisza. Jednak na szczęście nie była ona krępująca. Wręcz przeciwnie. Sama obecność Neymara napawała mnie jakimś dziwnym, ale radosnym i miłym uczuciem. Przy nim miałam taki świetny humor, dlatego chciałam spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Nie powiem że bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że wchodzimy na teren stadionu Camp Nou. Najdziwniejsze było jednak to, że weszliśmy do środka, a wszyscy, których mijaliśmy zachowywali się jakby znali Neymara. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Czemu on trzyma mnie w takiej niepewności?!
Po chwili wyszliśmy na trybuny, a zaraz potem na murawę stadionu. Byłam naprawdę zafascynowana widokiem, który ujrzałam.
- To moje królestwo - powiedział Neymar stając na środku boiska, ale ja dalej nic nie rozumiałam.
- Boisko? Jak dla większości chłopaków - stwierdziłam na co on wybuchnął śmiechem Zapewne śmiał się z tego że nadal nie mogłam domyślić się, o co w tym wszystkim chodzi.
- To nie jest takie zwykłe boisko. Chodź - złapał mnie delikatnie za rękę i zaczął prowadzić. Jego dotyk był taki kojący.
Weszliśmy do tunelu, z którego na meczach wychodzą piłkarze... I co ja tam ujrzałam? Tapetę, na której widniały twarze piłkarzy Barcelony. Ale ja od razu spojrzałam na jeden szczególny wizerunek. Wizerunek chłopaka, który stał obok mnie, wizerunek Neymara.
- Ty sobie chyba żartujesz - powiedziałam spoglądając na niego podejrzliwie.
- Ja nigdy nie żartuje sobie z przyjaciół - powiedział z tym swoim firmowym uśmiechem. Zaraz, zaraz! Czy on właśnie nazwał mnie swoją przyjaciółką?
Chłopak ponownie złapał mnie za rękę, co wywołało na moim ciele miły dreszczyk. Tym razem zaprowadził mnie w kompletnie inne miejsce. Znaleźliśmy się w szatni piłkarzy Barcelony. Moją uwagę od razu przykuła szafka z numerem 11.
- Nie wierzę. Jesteś piłkarzem FC Barcelony? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dość dziwne, że dopiero teraz się zorientowałaś - śmiał się ze mnie.
- Przepraszam cię bardzo, ale ja, do miłośników Barcelony nie należę - powiedziałam na co Neymar zrobił zdziwioną minę.
- Serio?!
- Serio - zaśmiałam się patrząc na jego dość nietypowy wyraz twarzy.
- Jesteś naprawdę dziwna, wiesz? - powiedział.
- Ty to naprawdę umiesz skomplementować kobietę - pokręciłam głową ledwo powstrzymując śmiech.
- Jeszcze mnie nie znasz - uśmiechnął się i puścił do mnie oczko.
- Ty mnie też nie - odegrałam mu się.
- A będę miał szansę, żeby cię poznać? - zapytał głosem, który był taki.... taki.... uwodzący?... romantyczny? Byłam nim po prostu oczarowana.
- Jak mogłabym ci jej nie dać. W końcu tylko raz w życiu ma się okazję poznać taką wariatkę jak ja.
- Jesteś naprawdę szalona. Ale to sprawia, że coraz bardziej chcę cię poznać, coraz bardziej chcę cię mieć przy sobie - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Atmosfera między nami zrobiła się trochę.... napięta. Znamy się od wczoraj, a jakaś dziwna siła wciąż ciągnie nas do siebie. To na pewno nie jest normalne. Zbliżyliśmy się do siebie. Według mnie byliśmy zbyt blisko, dlatego spuściłam głowę, co Neymar od razu zauważył - Przepraszam - szepnął.
- Nie masz za co. Za szczerość się nie przeprasza - powiedziałam i uśmiechnęłam się na potwierdzenie.
- Jeśli tak uważasz - uśmiechnął się ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. - Zagramy? - zapytał wskazując wyjście na boisko.
- Ale że w piłkę? Przecież ja nie potrafię.
- To co stoi na przeszkodzie, żeby cię nauczyć? - zabrał z szatni piłkę, złapał mnie delikatnie za rękę i poprowadził na boisko.
- Ale Neymar, ja nie potrafię - jęczałam.
Neymar odwrócił się w moją stronę i zapytał z uśmiechem na ustach:
- Ufasz mi?
Przyznam że to pytanie lekko mnie zdziwiło. Nie rozumiałam co w tej sytuacji miałoby znaczyć zaufanie.
- Ufasz mi? - powtórzył pytanie.
- Tak - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, choć nie byłam pewna, czy ufam mu bezgranicznie. - Więc uwierz, że jestem tu po to, żeby cię nauczyć - nie chciałam się zgadzać. Nie byłam do tego przekonana. Ale wystarczył jego jeden uśmiech, abym momentalnie zmieniła zdanie.
Już po chwili wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Neymar postanowił nauczyć mnie piłki nożnej praktycznie od podstaw. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Wręcz przeciwnie, nauka jaką zafundował mi Neymar była przydatna, a przy jej okazji mogliśmy się trochę lepiej poznać. W prawdzie nie rozmawialiśmy ze sobą oprócz tematów piłki nożnej, ale wcale nie potrzebowałam rozmowy, aby zobaczyć jaki jest Neymar. Gdy tylko dotknął piłki od razu zauważyłam z jakim szacunkiem się do niej odnosi. Zachowywał się jakby była ona kimś dla niego bardzo ważnym, osobą godną jego zaufania. Ta więź Neymara z piłką na początku wydawała mi się bardzo dziwna. Ale z biegiem coraz to kolejnych minut rozumiałam ją coraz bardziej. W końcu czym byłby piłkarz bez więzi z piłką?
Kiedy już zmęczyłam się uczeniem się gry w piłkę, usiadłam sobie na wygrzanej przez słońce murawie i obserwowałam Neymara. Korzystając z okazji, że jesteśmy na boisku, ćwiczył różne triki z piłką. Nie powiem, że bardzo mi się to podobało.
- Piłka nożna chyba jednak nie jest tak trudna jak się wydaje - stwierdziłam z uśmiechem ani na chwilę nie odrywając wzroku od piłkarza.
- Bo wcale taka nie jest. Trzeba tylko trenować, żeby stawać się coraz lepszym. Nie wszyscy potrafią to zrozumieć. Niektórzy uważają, że wszystko co umieją piłkarze przychodzi im tak łatwo - odpowiedział uśmiechając się do mnie przelotnie, jednak nadal odbijając piłkę na przeróżne sposoby.
- Im więcej ćwiczysz, tym więcej udaje ci się nauczyć - podsumowałam, kładąc się na murawie i przymykając oczy spojrzałam w rozświetlone niebo.
- Dokładnie. Doskonale mnie rozumiesz - Neymar zostawił w spokoju piłkę i usiadł obok mnie na trawie. - Jakbym znał cię całe życie - przyznał szeptem. Chyba nie miałam tego usłyszeć.
- Jak często tu grasz? - zapytałam, oddychając powoli czystym, barcelońskim powietrzem,
- To zależy. Nie wszystkie mecze rozgrywamy tutaj. Co drugi mecz gramy gdzie indziej.
- Często musicie wyjeżdżać... - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Niestety... Czasami mam ochotę się od tego wszystkiego oderwać, spędzić choć jeden dzień bez całej tej szopki związanej ze sławą... Dzień taki jak ten dzisiejszy... - westchnął, a ja dopiero teraz zrozumiałam jaka sława musi być męcząca.
- Masz dzisiaj jakieś treningi? - zapytałam, podnosząc się z murawy i opierając się na łokciach.
- Nie, dlatego chciałem się z tobą spotkać - uśmiechnął się mimo, że miał zamknięte oczy.
- A co powiesz na to, żebyśmy spędzili ten dzień razem? - spytałam, podnosząc się z ziemii.
- Chcesz spędzić ze mną aż tyle czasu? A twoja ciotka i wuj nie będą mieli nic przeciwko? - Neymar także podniósł się z murawy i teraz stał na przeciwko mnie, patrząc na moją twarz.
- Oni raczej będą się cieszyć, że spędzam czas poza domem. Odkąd do nich przyjechałam praktycznie nie wychodziłam z domu.
- W takim razie chyba już nawet wiem co będziemy robić - obdarzył mnie pięknym uśmiechem. Podszedł bliżej, złapał mnie za rękę i tak wyszliśmy ze stadionu. Byłam pewna, że niemal każda osoba, którą mijaliśmy badawczo nam się przyglądała. Ale jednak im się nie dziwię. To naprawdę wyglądało tak jakbyśmy byli parą.
Kiedy opuściliśmy już teren stadionu, powoli skierowaliśmy się drogą, którą przyszliśmy na stadion. Dopiero po chwili zorientowałam się, że wracamy do parku, w którym się spotkaliśmy. Jednak przez całą drogę nie wspomniałam o tym, mimo, że cały czas rozmawialiśmy. Chociaż, nie wiem czy można by to zakwalifikować do rozmowy, bo każde wypowiedziane zdanie kończyło się wybuchem śmiechu.
- Dlaczego tu wróciliśmy? - zapytałam, gdy znaleźliśmy się już w parku.
- Barcelona jest trochę zbyt duża, żeby zwiedzać ją na piechotę - w pierwszym momencie nie zrozumiałam o czym mówił, ale już po chwili zauważyłam, że zmierzamy w stronę parkingu. Czyli szykowała się przejażdżka samochodem.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że Neymar jako piłkarz ma bardzo drogi samochód i nie przeliczyłam się. Chwilę później stanęliśmy przed białym Audi Q7. Nie interesowałam się zbytnio samochodami, ale znałam markę samochodu Neymara dlatego, że mój tata planował kupić właśnie takie Audi.
Kiedy nadszedł moment, w którym mieliśmy puścić swoje dłonie przepełnił mnie strach. Tak, jakby całe moje poczucie bezpieczeństwa nagle zniknęło. Neymar też chyba zbytnio nie spieszył się, by puścić moją dłoń, jednak było to nieuniknione. Piłkarz otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam zamknął je za mną, okrążył samochód i po chwili wsiadł na miejscu kierowcy. Nie pytałam o kierunek, w którym zmierzaliśmy. W tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Najważniejsze było dla mnie to, że byłam w jednym miejscu razem z Neymarem - chłopakiem, którego ledwie znałam. To dziwne uczucie - ufać komuś, kogo się praktycznie nie zna.
Całą drogę patrzyłam przez boczną szybę na obiekty i miejsca, które mijaliśmy. To, że jesteśmy na miejscu zauważyłam dopiero, kiedy Neymar ponownie otworzył moje drzwi. Na jego ustach jak zwykle gościł ten cudowny uśmiech. Wysiadłam z samochodu i obejrzałam się dookoła, chcąc zorientować się gdzie jesteśmy. Jednak była to część Barcelony, w której jeszcze nigdy nie byłam.
- Co tu robimy? - zapytałam.
- Spędzamy razem dzień - znów wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę jednego z pobliskich lokali. Dopiero kiedy weszliśmy do środka zorientowałam się, że znajdujemy się w kawiarni. Neymar zaprowadził mnie do jednego ze stolików i poprosił, żebym tu na niego poczekała. Przy nim nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Po chwili Neymar wrócił do mnie z dwoma pucharkami lodów, z czego jeden postawił przede mną i usiadł na przeciwko mnie.
- Miętowe? Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione? - zapytałam zdziwiona, a jednocześnie szczęśliwa, bo od bardzo dawna nie jadłam lodów.
- Nie wiedziałem - zaśmiał się. - Ale widocznie intuicja dobrze mi podpowiadała. Smacznego.
- Dziękuję - przesłałam mu uśmiech w ramach podziękowania i zabrałam się do smakowania tych pysznych lodów. Neymar naprawdę miał dobry gust.
- Ja opowiedziałem ci już trochę o sobie. Teraz twoja kolej - zauważył Neymar po chwili ciszy.
- A co chciałbyś o mnie wiedzieć? - spytałam, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech choć byłam lekko speszona.
- W tym roku kończysz szkołę... a kim chciałabyś zostać? - Neymar czekając aż odpowiem włożył sobie do ust kolejną łyżkę lodów.
- Nie wiem. Moi rodzice, choć raczej moja mama bardzo naciska, żebym po skończeniu liceum wyjechała na studia do Stanów. Z drugiej strony mój tata mówi, że mam robić wszystko, żebym była szczęśliwa. A ja sama chciałabym być po prostu dobrym człowiekiem. Chciałabym robić coś, aby pomagać innym - westchnęłam na samą myśl o planach na przyszłość.
- Ambitny cel. Ale chyba planujesz skończyć studia?
- Tak chciałabym, choć sama myśl o spędzaniu prawie całych dni na uczelni przyprawia mnie o dreszcze. Ale jednak nie zamierzam z tego rezygnować. I jak na razie mam zamiar wyjechać do Madrytu - powiedziałam Neymarowi o wszystkim wokół czego krążyły moje myśli w ciągu ostatnich miesięcy.
- Aż tak daleko? Nie wolisz zostać tu? W Barcelonie? Ze mną? - ostatnie pytanie zadał zdecydowanie ciszej, tak jakby nie było ono adresowane do mnie.
- Nie mogę - przyznałam, kierując swój zawstydzony wzrok na mój pucharek z lodami. Nie chciałam zbytnio wtajemniczać Neymara w temat związany z moimi studiami. I nie chodziło tu o to, że mu nie ufałam. Po prostu wstyd mi było przyznać się przed nim, że to moja matka kategorycznie nie zgadza się, abym studiowała w Barcelonie, nie chciałam przyznać jak duży wpływ ma na mnie moja matka.
- Hmm... a co powiesz, żebyśmy spędzili trochę czasu po prostu na mieście? - zaproponowałam kiedy wyszliśmy już z kawiarni.
- Powiedziałbym, że to nawet dobry pomysł, ale nie wiem czy spodoba ci się kiedy ktoś mnie rozpozna - zauważył Neymar. Musiałam przyznać mu rację. Niby rozumiałam jego sytuację i nie wiem czy jego fani by mi przeszkadzali, ale domyślałam się, że dla samego Neymara musi to być męczące. Dlatego więc nie chodziliśmy sobie ulicami Barcelony. Neymar postanowił pokazać mi swój dom. Sama mieszkam w nie małym domu ze względu na to, że moi rodzice są dość bogaci, ale dom Neymara... Nie dość że ogromny to jeszcze pięknie udekorowany. Po prostu dom z marzeń. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu.
- Wow - powiedziałam rozglądając się po przestrzeni. Po chwili usłyszałam za sobą śmiech Neymara.
- No co? - zapytał, gdy się do niego odwróciłam. - Sądząc po domu twojego wujka i ciotki, to mój dom nie powinien robić na tobie żadnego wrażenia.
- Wiesz, ja na codzień nie mieszkam w takiej willi, jak ta. Z resztą koniec tego gadania o domach - zarządziłam i przez drzwi w salonie wyszłam do ogrodu. Tam, tak samo jak w środku było pięknie.
Resztę tego pięknego i słonecznego dnia spędziliśmy razem w posiadłości piłkarza. Siedzieliśmy nad basenem, ganiliśmy się nawzajem po jego ogromnym ogrodzie, nawet próbowaliśmy grać w piłkę, ale skończyło się na mojej kolejnej lekcji piłki nożnej. Tak we wprost świetnym towarzystwie Neymara minął mi czas aż do wieczora. Była godzina dwudziesta druga, kiedy po długim czasie spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jest już tak późno. Pomijając to, że nie wiedziałam dokładnie, gdzie się znajduję, chciałam sama wrócić do domu mojego wujka, ale Neymar od razu, gdy tylko o tym usłyszał, zaproponował, a raczej oznajmił mi, że mnie odwiezie. On jest naprawdę uparty, jak osioł.
Tak więc godzinę później po lekko szaleńczej jeździe, wysiadałam już z samochodu Neymara, przed domem ciotki.
- Dziękuję - szepnęłam z szerokim uśmiechem malującym się na mojej twarzy.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał szeptem Neymar.
- Do jutra - powiedziałam i zamknęłam drzwi jego białego audi. Zdążyłam jeszcze tylko zobaczyć radość, jaka ukazała się na jego twarzy w postaci pięknego uśmiechu.
Weszłam do domu i dopiero wtedy usłyszałam jak Neymar odjeżdża sprzed posesji mojego wujka. Głupek, czekał aż wejdę do środka. Aż tak się o mnie martwi?

No i mamy 2 rozdział :D jeśli ci się spodobał proszę zostaw po sobie komentarz :) a następny rozdział w następnym tygodniu :D dobranoc :*