sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 33.

~ Neymar, matka czy Federico?

Dotarcie na miejsce zajęło nam nieco ponad dwanaście godzin. Znajdowaliśmy się głęboko w górach, jakieś sto kilometrów od Zurychu i daleko od cywilizacji. Wynajęliśmy dla siebie cały dom, więc nie musieliśmy się martwić o wścibskich sąsiadów czy zakłócanie ciszy nocnej. Wokół nas nie było, żadnych innych budynków, więc mieliśmy ciszę i spokój. Choć były one jedynie względne, bo w naszej obecności coś takiego nie istniało. Już pierwszego dnia, gdy tylko przyjechaliśmy chłopacy obwieścili wszystkim, że robimy imprezę, więc zaraz po rozpakowaniu przez nas naszych rzeczy zebraliśmy się w salonie, a potem bawiliśmy się razem do samego rana.
W drodze wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że pierwszy tydzień spędzimy na odpoczynku i imprezowaniu, a drugi poświęcimy w pełni na naukę.Wczoraj zrobiliśmy imprezę, więc dzisiaj postanowiliśmy trochę wychillować i wieczorem zebraliśmy się nad ogniskiem za naszym domem.
Siedzieliśmy właśnie na kłodach wokół ogniska i rozmawialiśmy o jakichś głupotach. Jedna z dziewczyn zapytała, gdzie wybieramy się na studia, z czego wywiązała się nie mała dyskusja, jednak ja nie brałam w niej udziału. Wszyscy żywo rozmawiali, a ja siedziałam w ciszy, patrzyłam w ogień i myślałam.
Mój związek z Neymarem trwał dopiero nieco ponad trzy miesiące. Skończyłam szkołę, niedługo miałam napisać maturę, a zaraz potem wyprowadzić się do Barcelony. I teraz miałam małe wątpliwości, co do mojej przyszłości.
I nie chodziło tu o przeprowadzkę do Neya, bo byłam pewna, że chcę tego najbardziej na świecie. Chodzi o moją matkę. Boję się, że gdy o tym usłyszy, może do końca mnie znienawidzić. Przez tę ostatnią kłótnię miałam naprawdę sporo do przemyślenia.
Do tej pory jestem na nią cholernie zła, a słowa, które wtedy wypowiedziała nie dawały mi spokoju.
"Nie jesteś taką córką, jaką zawsze chciałam, żebyś była. Nie jesteś moją córką!"
"Twój chłopak? Ten idiota, który nie potrafi robić nic innego poza uganianiem się za piłką? On nigdy nie zapewni ci życia, na jakie zasługujesz!"
"Lepiej od razu go zostaw i zacznij szukać kogoś, kto zostanie w przyszłości twoim mężem i będzie na twoim poziomie!"
"Wygląda, jakby ostatnich kilka lat spędził w więzieniu. Te wszystkie tatuaże, wygląda jak typowy kryminalista!"
"Chcesz zostać z nim? I naprawdę masz zamiar do końca życia wychowywać bachora, który nawet nie jest twój? Chcesz dożywotnio zostać niańką, podczas gdy twój kochany Neymarek będzie miał kochanki na boku? Naprawdę takiego życia chcesz?"
Miałam ochotę się rozpłakać na wspomnienie okropnych słów, jakie moja własna matka wypowiedziała, ale nie robię tego ze względu na moich przyjaciół. Nie chcę, żeby musieli oglądać moje łzy. Nieszczególnie miałam ochotę tłumaczyć się z tego, co się wydarzyło, a Ada na pewno nie szczędziłaby pytań.
- Selena? - dopiero teraz zauważyłam twarz przyjaciółki zaraz przede mną. - Wszystko okay? - szepnęła, nie chcąc zwracać na nas uwagi innych.
- Tak, po prostu się zamyśliłam - odpowiedziałam, poprawiając koc, którym byłam okryta. Było blisko około drugiej, a noce tutaj na pewno nie zaliczały się do najcieplejszych.
- Neymar, matka czy Federico? - zapytała, wracając na swoje miejsce.
- Matka - mruknęłam z niechęcią. - Z Neyem wszystko jest w najlepszym porządku, a Federico... Federico jak na razie się nie odzywa - dodałam, spoglądając prosto w ogień.

****
Ufam mu. Ufam Neymarowi bardziej niż komukolwiek innemu.
To wniosek, do jakiego dochodzę przez kolejny dzień pobytu na naszych wakacjach. Czas do końca tygodnia mija naprawdę szybko - na chodzeniu po górach, bezczynnym siedzeniu i rozmawianiu. To prawdopodobnie ostatni raz, gdy spotykamy się w takim gronie. Po napisaniu matury każdy z nas pójdzie w inną stronę i możliwe, że więcej już się nigdy nie spotkamy. A mimo wszystko zżyłam się z tymi ludźmi, bo niektórych znam nawet od podstawówki.
Jest tutaj naprawdę bardzo ograniczony zasięg, więc raczej dużo nie rozmawiałam z Neymarem, ale robiłam to za każdym razem, gdy miałam do tego okazję. Bardzo za nim tęskniłam i wiedziałam, że on za mną też. Gdy do niego dzwoniłam, słyszałam to minimum pięć razy na minutę.
- Dużo ci jeszcze zostało? - szepnęła do mnie Ada, gdy razem siedzieliśmy w salonie i uczyliśmy się. W sumie, nikt nie rozmawiał, każdy siedział z nosem w swoich książkach.
- Dwa czy trzy tematy - mruknęłam, podpierając głowę na zaciśniętej pięści. Miałam już powoli dość uczenia się, a był to dopiero drugi dzień.
- Mi zostały tylko cztery. Choć zrobimy sobie przerwę - powiedziała, odsuwając od siebie książki.
- Skończymy i pójdziemy. Nie chcę się teraz od tego odrywać, bo potem nie będzie mi się chciało tego kończyć.
- A nie chciałabyś porozmawiać sobie z Neymarem? - uśmiechnęła się i wstała z miejsca. Nie musiałam jej odpowiadać, żeby wiedziała, co zrobię. Może i chciałam przyłożyć się do nauki, ale możliwość rozmowy z Neyem jest warta tego, żeby sobie trochę odpuścić.
- Idziemy - zakomendowałam, a po chwili wymykałyśmy się z domu. Z telefonami w dłoni wybrałyśmy się na dłuższy spacer, w poszukiwaniu zasięgu.
- Po maturze nadal zamierzasz jechać do Madrytu? - zapytałam, gdy chodziłyśmy po polanie, z telefonami uniesionymi w górę. Z daleka musiałyśmy wyglądać jak jakieś wariatki.
- Tsa. Będę mieszkać z Michaelem i prawdopodobnie będziemy chodzić na ten sam uniwersytet, więc będziemy ze sobą spędzać bardzo dużo czasu. A ty? Przeprowadzka do Neymara nadal aktualna? - uśmiechnęła się do mnie. Bardzo dobrze znała odpowiedź na to pytanie.
- Nie zdziwię się, jeśli w dniu ostatniego egzaminu przyjedzie do mknie i będzie tylko wyczekiwał, kiedy spakuję swoje rzeczy - zaśmiałam się. Naprawdę spodziewałam się takiej sytuacji.
- Jeszcze przyjdę i pomogę ci się spakować - powiedziała i nagle przystanęła w miejscu. Spojrzałam na nią zdziwiona. Wpatrywała się we mnie smutnym wzrokiem. - Wiesz, Sel, naprawdę bardzo chcę, żebyś była szczęśliwa. I wiem, że z Neymarem będziesz, ale... Martwię się, że gdy nasz czas pochłoną uniwersytety i chłopacy, to nasza przyjaźń nie da rady przetrwać. Ty w Barcelonie, ja w Madrycie. Co, jeśli któraś z nas znajdzie sobie lepszą przyjaciółkę? Albo jeśli przestaniemy się do siebie odzywać przez nadmiar obowiązków i zapomnimy o tych wszystkich latach, które razem przeżyłyśmy? - w jej oczach można było dostrzec już łzy. Widok Ady, która płacze z pewnością był niecodzienny, I to nie tylko dla mnie. Ona mało kiedy płakała.
Przytuliłam ją, żeby jakoś ją wesprzeć. Nie chcę, żeby się smuciła przez nasze życiowe wybory.
- Wiem, że nie ma już szans na to, żebyśmy mieszkały w tym samym mieście. Michael nie zgodzi się na przeprowadzkę do Barcelony, a choć wiem, że Neymar byłby gotowy dla mnie przeprowadzić się do Madrytu, to wiem też, że nigdy go o to nie poproszę, bo ważne są dla mnie jego kariera i szczęście. Ale obiecuję ci, że nigdy, przenigdy nie zerwę z tobą kontaktu. Nawet jeśli miałabym co miesiąc latać do ciebie do Madrytu, to nigdy nie pozwolę, żebyśmy zaprzepaściły naszą przyjaźń - obiecałam. Zachowanie przyjaźni z Adą było dla mnie bardzi ważne. W końcu, zanim poznałam Neymara, to właśnie ona zawsze przy mnie była i teraz też jest dla mnie bardzo bardzo ważna, choć nie spędzamy już ze sobą aż tyle czasu co kiedyś.
- Mam! - zawołała Ada jakieś dziesięć minut po tym, jak wróciłyśmy do szukania zasięgu. Od razu wybrała numer do Michaela i zaraz potem rozmawiała już ze swoim chłopakiem. Ja wykorzystując możliwość, postanowiłam zadzwonić do Neymara.
Jednak zanim zdążyłam wybrać jego numer, na moim ekranie pojawiło się zdjęcie, a zaraz nad nim napis "Federico". Nie chciałam, ale musiałam odebrać.
- Cześć Fede - mruknęłam.
- Hey. Wszystko u ciebie okay? - wywróciłam oczami.
- Tak, wszystko w najlepszym porządku. Ale przecież wiem, że nie po to dzwonisz.
- Przecież wiesz, że się o ciebie martwię. Boję się, że wpakujesz się w jakieś kłopoty.
- Zupełnie niepotrzebnie. Nie powinieneś wierzyć jej we wszystko.
- Ona też się o ciebie martwi - musiałam bardzo się powstrzymywać, żeby teraz się nie zaśmiać.
- Jej jest to kompletnie obojętne.
- Gdyby tak było, to nie zadzwoniłaby do mnie nigdy w życiu. Duma by jej na to nie pozwoliła, a zrobiła to tylko dlatego, że właśnie martwi się o ciebie.
- Myślałam, że po tym, jak wyjechałeś i mnie zostawiłeś z jej powodu, to nigdy więcej jej nie uwierzysz. A tymczasem ty znowu jesteś tak głupi, żeby wierzyć w każde jej słowo.
- Bo tym razem mam powody, żeby jej wierzyć. Ale porozmawiamy o tym jak wrócisz. Dzwonię tylko, żeby zapytać czy podjęłaś już decyzję.
Westchnęłam głośno, tak, żeby mógł to usłyszeć
- Nie jadę do żadnego Madrytu. Powiedziałam ci to za pierwszym razem i nie zamierzam zmieniać zdania. To już postanowione i mnie nie przekonasz.
- Wiem, że już mi to mówiłaś, ale nadal mam nadzieję, że to przemyślisz. Ja naprawdę chcę dla ciebie tylko dobrze, bo cię kocham.
Zamknęłam oczy i przełknęłam ślinę na jego ostatnie słowa.
- Ja też cię kocham, ale nie zamierzam układać ci życia, Fede - powiedziałam zbolałym głosem i zakończyłam połączenie zanim zdążył coś odpowiedzieć.
Nie chciałam z nim dłużej rozmawiać.
Spojrzałam się na Adę. Siedziała na jakimś dużym kamieniu i śmiała się do słuchawki. Rozmawiała ze swoim chłopakiem i była taka szczęśliwa. Zazdrościłam jej w tamtym momencie.
Ale szybko mogłam to wszystko naprawić. Wybrałam numer Neymara.
- Hey skarbie - usłyszałam jego głos i od razu mój nastrój się poprawił.
- Hey. Tęskniłam za tobą - przyznałam.
- Więc chyba musisz do mnie częściej dzwonić - zaśmiał się
- Gdybym tylko mogła - westchnęłam. - Co tam u ciebie?
- Dobrze. Jeszcze tylko kilka dni i wracasz do domu. Do mnie - jestem pewna, że w tej chwili się uśmiechał.
- Skąd wiesz, że przyjadę do ciebie? Może jednak stęskniłam się za swoim domem - droczyłam się z nim.
- Pff. I tak dobrze wiemy, że przyjedziesz do mnie.
Co racja to racja.
- Jest tam gdzieś obok Rafaela? - zapytałam.
- Nie, ale jest Carolina. Chcesz sobie z nią porozmawiać? - śmiał się ze mnie. Wiedział, że rozmowa z jego byłą na pewno nie była moim marzeniem. Mimo że bardzo chciałabym ją poznać, to raczej nie teraz.
- Niekoniecznie. Po prostu nie chcę, żeby Rafa była urażona, że znowu nie chcę z nią rozmawiać - przyznałam.
- Nie martw się, ona cały czas ma ci to za złe, nie ważne czy jest przy tym jak z tobą rozmawiam.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam złotko. Ale mam tutaj kogoś, kto naprawdę chcę z tobą porozmawiać i chyba mu nie odmówisz - powiedział, a zaraz potem słyszałam, jak podaje komuś telefon.
- Hey Selena - usłyszałam słodki dziecięcy głosik w słuchawce.
- Hey Davi. Co tam u ciebie? - powiedziałam radosnym głosem. Naprawdę lubiłam synka Neymara.
- Jest fajnie! Przyjechałem do taty z mamą i ciocią Rafaelą. Ale szkoda, że cię tu z nami nie ma.
- Niestety. Bardzo chciałabym tam być i w końcu się z tobą zobaczyć, ale jestem bardzo daleko i nie mogę przyjechać.
- To szkoda. Bo wiesz, Selena, ja naprawdę bardzo cię lubię - powiedział.
A ja poczułam, jakby w tej chwili wszystkie moje problemy przestały być ważne. Bo zasłużyłam sobie na uznanie tego małego chłopca, choć nawet nigdy nie dane było mi go spotkać.


sobota, 30 lipca 2016

Rozdział 32.

~ Będziesz przed nią wiecznie uciekać?

*Selena*
*poniedziałek*

- Sel - usłyszałam cichy szept zaraz przy moim uchu. Nie zareagowałam. Ja jeszcze spałam. - Selena - ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. - Sel, kochanie, musisz już wstawać - Junior nie dawał za wygraną.
Przewróciłam się na drugi bok, usłyszałam westchnięcie Neymara, a zaraz potem pokój wypełnił mój głośny śmiech. Wszystko przez Neya, który wykorzystał fakt, że wie, gdzie mam łaskotki, żeby mnie obudzić.
- Proszę, Ney, proszę, przestań - wręcz go błagałam. Przecież on wiedział, jak bardzo tego nienawidzę i wykorzystywał to przeciwko mnie.
- Musisz wstawać, bo niedługo wyjeżdżasz - powiedział, siadając obok, wcześniej zaprzestając tortur, jakie na mnie egzekwował.
- Ale ja tak nie chcę wstawać - mruknęłam, kładąc się twarzą w poduszkę.
- Jeśli o mnie chodzi, to mogłabyś nie wstawać i po prostu tam nie jechać, tylko zostać ze mną. Ale myślę, że twoi przyjaciele nie byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw - czy on zawsze musi mieć rację?
- Prawda - powiedziałam, podnosząc głowę i wygrzebując się z kołdry. Przecierając oczy, poszłam do łazienki, gdzie przebrałam się z piżamy w dresy i zwykły T-shirt. Nie robiłam żadnego makijażu, nie stroiłam się godzinami, jak pewnie zrobiłaby większość dziewczyn z mojej szkoły, więc całe przygotowanie się zajęło mi nie więcej niż pięć minut.
Związując włosy w kucyka, weszłam z powrotem do sypialni, ale nie zostałam tam na długo. Schowałam jedynie piżamę do szafy Neymara i zeszłam na dół. Domyśliłam się, że Junior zniósł już tam moją walizkę i rzeczywiście tak było. Moje rzeczy stały już w korytarzu, a chłopak czekał na mnie w kuchni.
- Chcesz zjeść jakieś śniadanie przed wyjazdem? - zapytał, zaglądając do lodówki.
- Przydałoby się - odpowiedziałam i podeszłam do niego, żeby wyjąć potrzebne mi rzeczy.
- Ja chciałem ci zrobić śniadanie - fuknął, widząc co zaczynam robić.
- Jestem już dużą dziewczynką, potrafię sama zrobić sobie śniadanie - zaśmiałam się, ale widząc jego minę, podeszłam do niego i cmoknęłam krótko w usta. - Lepiej?
- Nie do końca - uśmiechnął się i nie dał mi tak od razu wrócić do robienia sobie kanapek. Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował zachłannie, nie pozwalając mi się odsunąć. Tak, jakbym ja tego w ogóle chciała...
- Teraz lepiej - mruknął, gdy po jakimś czasie nasz pocałunek się skończył.
- Co ty będziesz robił, jak mnie tu nie będzie? - zapytałam, kręcąc głową.
- Nie martw się, na pewno nie będę się nudził.
- Czyżbyś miał już jakieś plany? - zdziwiłam się, ale nie przerwałam pracy nad swoim posiłkiem.
- Caro i Davi mają przyjechać.
- Na jak długo?
- Carolina nie mówiła, na ile zostają. Ale wiem, że Rafa też się do mnie wybiera. Ma nadzieję, że uda jej się ciebie spotkać - zaśmiał się pod nosem.
- Znowu schodzimy na temat mnie i twojej rodziny?
- Kiedyś w końcu będziesz musiała ich poznać, nie masz wyjścia.
- Jeśli Rafaela będzie o mnie pytać, czemu mnie nie ma, to przeproś ją ode mnie za to, że nie mogłyśmy się spotkać - mruknęłam. Wzięłam talerz z kanapkami i usiadłam przy stole.
- Będziesz przed nią wiecznie uciekać? - Junior zapytał, siadając na przeciwko mnie.
- Możliwe - powiedziałam, między gryzami kanapki.
- Niby taka odważna, a boi się poznać moją siostrę - pokręcił głową.
- Wcale się nie boję! Po prostu...
- Po prostu co? - zapytał, gdy przez dłuższy moment nie mogłam dokończyć zaczętego zdania.
- Nie wiem, czy warto jest mnie poznawać. A z resztą moja przyszłość nadal nie jest w stu procentach pewna. Jeżeli będzie taka sytuacja, że będę musiała wyjechać i ciebie zostawić, to nie chcę, żeby każdy musiał za mną tęsknić albo ja będę musiała tęsknić za każdym. Jeśli tak by się stało, to chcę zminimalizować smutek, jaki wywoła taki obrót sprawy.
- Nawet jeśli musiałabyś wyjechać, to jadę z tobą - powiedział Neymar, biorąc do ręki swoją dłoń i patrząc mi w oczy.
- A jeśli musiałabym wyjechać do Madrytu? Przeniósłbyś się do Realu, żeby być tam ze mną? Przecież to niedorzeczne.
- Może nie do Realu, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że tak łatwo mi nie uciekniesz.
- Właśnie na to liczę - zaśmiałam się i poszłam odstawić pusty talerz. - Która jest godzina?
- Dochodzi za piętnaście siódma - powiedział Ney, uprzednio patrząc na swój zegarek na nadgarstku.
- Powinniśmy się już zbierać, jeśli mamy zdążyć tam dojechać na czas - spojrzałam na niego, ale nawet z wyrazu jego twarzy mogłam wyczytać, że nie chciał mnie tam puszczać. - Oj już nie smuć się, przecież wrócę tutaj cała i zdrowa - starałam się go pocieszyć.
- Mówiłem już, że wolałbym, żebyś ze mną została?
- Niech pomyślę.. Mówiłeś. Jakieś pięć tysięcy razy, odkąd do ciebie przyjechałam - uśmiechnęłam się, widząc, że on też to robi.
- Eh... - Neymar westchnął głęboko. - To co, jedziemy?
- Jedziemy - przytaknęłam i razem poszliśmy do wyjścia. W korytarzu Neymar zabrał moją walizkę, ja wzięłam swoją torebkę i tak wyszliśmy z jego domu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod Camp Nou, czyli w miejsce, z którego zabrać mnie miała moja wycieczka. Byliśmy tam jakiś kwadrans wcześniej, więc siedząc w samochodzie, czekaliśmy na przyjazd autokaru, który jechał tutaj z Mountblanc.
- Kiedy przyjeżdża do ciebie rodzinka? - zapytałam, żeby jakoś wypełnić ten czas oczekiwania.
- Dzisiaj po południu mam odebrać ich z lotniska. A co, jednak postanowiłaś zmienić zdanie, zostać i poznać moją rodzinę? - zaśmiał się Junior.
- Nie jestem aż tak zdesperowana, żeby ich poznać. Po prostu chcę wiedzieć, kiedy będę miała spokój od twoich telefonów - droczyłam się z nim.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać jak wyjedziesz? Dobrze, więc nie będę do ciebie dzwonić przez całe dwa tygodnie! - założył ręce i odwrócił twarz w stronę bocznego okna, udając, że się obraził.
- Nie wytrzymasz nawet dnia - prychnęłam.
- A założymy się?
- Przecież wiesz, że przegrasz
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Twój autokar przyjechał - zauważył Ney i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo.
Junior wyjął moją walizkę z bagażnika, a moi przyjaciele w tym czasie zdążyli wysiąść. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie nas tak dużo.
- Nie mówiłaś, że jedzie z wami aż tylu chłopaków - mruknął niezadowolony Neymar, stając obok mnie i patrząc na tłum znajdujący się przy autokarze.
- Nie martw się, większość ma już dziewczyny, które w dodatku jadą z nami - spojrzałam na niego. Zazdrosny Neymar to słodki Neymar.
- A ta mniejszość, która nie ma dziewczyn?
- Chyba wie, że mam chłopaka - starałam się go trochę uspokoić w jego zazdrości o mnie.
Nagle Junior przysunął się bliżej mnie i pocałował namiętnie. Gdy się od niego odsunęłam, spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- No co? Teraz już na pewno wiedzą, że masz chłopaka - powiedział, a ja tylko przewróciłam oczami na jego zazdrość. I jednocześnie domyśliłam się, że każdy się na nas patrzył. - Ślicznie wyglądasz, jak się rumienisz, mówiłem ci już? - zaśmiał się Neymar, dotykając mojego policzka. W tym momencie musiałam zarumienić się jeszcze bardziej.
Wtuliłam twarz w T-shirt Neya, żeby nikt nie mógł zauważyć moich zarumienionych policzków, bo właśnie zbliżali się do nas moi znajomi.
- Selena! - zaczęła krzyczeć Ada, biegnąc do mnie i wyrwała mnie z uścisków chłopaka, a sama zaczęła się do mnie przytulać. - Tak dawno się nie widziałyśmy!
- Ej, Ada! Oddaj mi ją! - Neymar oczywiście musiał zacząć kłócić się z moją przyjaciółką.
- A to niby czemu?! To ja jej nie widziałam od zakończenia roku! - protestowała Ada.
- A to ja nie będę widział jej przez następne dwa tygodnie! - odpowiedział jej Ney, na co Ada wypuściła mnie z obięć.
- Dobra, wygrałeś - mruknęła niechętnie, a ja znowu przytuliłam się do swojego chłopaka, tyle że tym razem tak, żebym mogła widzieć moich znajomych.
- Co to za jakieś zbiorowisko? - usłyszałam. A miałam już taką nadzieję, że go nie będzie. - O, nasza barcelońska księżniczka raczyła się wreszcie pojawić - powiedział, gdy przepchnął się przez tłum i zauważył mnie.
Poczułam, jak Neymar ciaśniej oplata mnie ramionami.
- Christian - mruknęłam zniesmaczona. - Miałam nadzieję, że UFO cię porwało i jednak z nami nie jedziesz - dodałam, głośniej, żeby każdy usłyszał. Wszyscy wiedzieli o mojej nienawiści do niego i od razu zaczęli się śmiać.
- Nie, jestem, jadę z wami i spędzisz ze mną całe dwa tygodnie! Cieszysz się?
- Oczywiście! Nie widzisz jak skaczę z radości? - powiedziałam z sarkazmem.
- A twój rycerzyk jedzie z nami? - zaśmiał się, spoglądając przelotnie na Neymara. - Choć na tej wycieczce przydałby się na pewno bardziej niż na boisku. Może gdzieś tam w górach znajdziemy jakieś jezioro i będzie mógł sobie ponurkować?
Czułam, jak Junior bierze głęboki oddech, ale nic nie usłyszałam, choć wiem, że puszczają mu nerwy. Ale na pewno nie chce tego przy nim okazać.
- Wiesz, Christian, już od dawna chciałem cię poznać - w końcu głos zabrał Ney, a ja zaczęłam się bać, co mógłby zrobić czy powiedzieć. - Bo jeszcze w życiu nie spotkałem takiego idioty jak ty. Najpierw traktujesz Sel jak nic niewartą szmatę, a teraz chciałbyś być na moim miejscu, hm?
Spojrzałam na wyraz twarzy Christiana. Już się nie uśmiechał, a jedynie zmrużył oczy i przyglądał się Juniorowi. Aż nagle odwrócił się i odszedł. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nawet nie wiedziałam, że potrafisz być taki opanowany - odwróciłam się twarzą do Neymara.
- Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, złotko - odpowiedział i złączył nasze usta w pocałunku.
Wokół nas rozległo się głośne "awwww".
- Musimy już jechać! - kierowca zawołał w stronę naszej grupy, a ja odsunęłam się od chłopaka.
- Jadę - szepnęłam.
- Nie jedź - odszeptał. Zaśmiałam się.
- A ty dalej swoje - odpowiedziałam, biorąc do ręki rączkę mojej walizki i zaraz razem z Neymarem poszliśmy w stronę autokaru. Oddałam bagaż kierowcy, by mógł go schować i miałam chwilę, żeby móc pożegnać się ze swoim chłopakiem.
- Będę tęsknić - szepnęłam, przytulając się do niego.
- Ja bardziej - odpowiedział.
Odsunęłam się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w twarz.
- Nawet w takim momencie będziesz się ze mną kłócił? - zapytałam.
- Zawsze i wszędzie - odpowiedział i ostatni raz dzisiejszego dnia mnie pocałował. A ten pocałunek trwał dłuuuugo...
- Dłużej się nie dało? - zaśmiała się nagle Ada, której nie zauważyliśmy. Stała na schodach wewnątrz autokaru i przyglądała się nam.
- No co? Będę musiał bez tego wytrzymywać aż czternaście dni! - bronił się.
- Jak ty to wytrzymasz, biedaku? - pokręciła głową z uśmiechem. - A ty Sel zostaw już swojego Romea i chodź, bo w końcu odjedziemy bez ciebie.
- Dobra, dobra, już idę - mruknęłam i ostatni raz przytuliłam się do Neymara, a potem poszłam do autokaru.
Jeszcze na schodach odwróciłam się do niego i bezgłośnie powiedziałam:
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział mi tak samo .
Zaśmiałam się i weszłam po schodach do autokaru, a drzwi zamknęły się za mną. Chwileczkę później odjechaliśmy spod Camp Nou.
Usiadłam na miejscu przy oknie, a zaraz obok siedziała Ada. Spojrzałam przez okno, ale już nie mogłam zobaczyć Juniora.
- No to opowiadaj - powiedziała przyjaciółka ściągając na siebie moją uwagę.
- Ale o czym? - zapytałam, jak wyrwana z transu.
- No byłaś u Neymara, coś się musiało dziać - mówiła rozentuzjazmowana.
- A ty byłaś u Michaela! - próbowałam się z nią spierać.
- Dobrze, ale ty opowiadaj pierwsza!
- Okay, więc.. - już miałam zaczynać, ale poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. - Poczekaj momencik - mruknęłam do Ady i odebrałam połączenie.
- A podobno miałeś nie odzywać się przez całe dwa tygodnie - powiedziałam, uśmiechając się, choć tego nie widział.
- Przecież oboje dobrze wiemy, że nie dałbym rady - usłyszałam jego śmiech w słuchawce.


Ktoś tu w ogóle jeszcze został? :(
(Oczywiście oprócz Lilki, która jest tu zawsze ;))

czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 31.

~ Każda wymówka jest dobra

*Neymar*
*wtorek*

Po wygranym meczu w niedzielę i dwóch treningach w poniedziałek trener postanowił dać nam dzień wolnego. I nie trudno było się domyśleć, na co postanowiłem go spożytkować. Selena wróciła do domu zaledwie w czwartek, a ja już nie mogłem się pogodzić z tą pustką w moim domu. Dlatego tez po prostu musiałem przyjechać do Mountblanc.
Zaparkowałem samochód przed posesją domu Seleny, ale nie wysiadłem z niego. Nie spodziewałem się zobaczyć Seleny przed jej domem, a tym bardziej nie sądziłem,  że będzie rozmawiać z jakimś chłopakiem. Miał on długie, brązowe włosy, ubrany był na czarno i na pewno nie był osobą, którą mógłbym znać. Więc kim on do cholery był i co robił w domu Seleny?!
Przyglądałem się im z samochodu przez jakiś czas. Spokojnie rozmawiali, choć Sel przez cały czas stała z założonymi rękami i co jakiś czas kręciła przecząco głową, a chłopak ciągle coś gestykulował. Po jakichś pięciu minutach od mojego przyjazdu przytulił moją Sel, czego ona w pierwszym momencie nie odwzajemniła, ale chwilę później także go przytuliła.
W tamtym momencie postanowiłem wysiąść z samochodu i pójść w stronę domu Seleny. Chłopak szedł wtedy już w stronę samochodu, który stał na podjeździe, więc minęliśmy się po drodze. Zmarszczył brwi, widząc mnie, ale jakoś mnie to nie ruszyło. To ja powinienem dziwić się na jego widok, a nie on na mój. Jednak zaraz potem podszedłem już do Seleny i sprawa tego chłopaka odeszła w kąt.
- Hey - przywitałem się z nią, chwilę potem przypieczętowałem to pocałunkiem.
- Zastanawiałam się, ile czasu zajmie ci przyjazd do mnie. I w sumie nie sądziłam, że będzie to tak szybko - powiedziała.
- Jota poleciał na kilka dni do Brazylii, a ja za bardzo nudziłem się w pustym domu - wytłumaczyłem się, wzruszając ramionami.
- Każda wymówka jest dobra - uśmiechnęła się i weszła do domu, a ja zaraz za nią.
- Nie cieszysz się, że przyjechałem?
- Żeby przeszkadzać mi w nauce? - powiedziała, odwracając się do mnie na chwilę. Oczywiście na jej twarzy gościł przekorny uśmiech. - Nie. Ale z drugiej strony to dobrze, bo musimy porozmawiać.
Czemu tak poważnie. O co chodzi?
- Coś się stało? - zapytałem lekko poddenerwowany.
- Nie, a bynajmniej nie chodzi o nas - rzekła spokojnie i usiadła na kanapie w salonie. Zająłem miejsce dokładnie na przeciwko niej.
- Więc o co?
- W sumie, zanim jeszcze cię poznałam, razem z przyjaciółmi ustaliliśmy, że pomiędzy końcem roku a maturą trochę sobie odpoczniemy.
Zrobiła krótką przerwę na wzięcie oddechu.
- I dopiero niedawno sobie o tym przypomniałam. Nasz wyjazd nadal jest aktualny i za jakiś czas wyjeżdżamy w góry.
- Za jakiś czas, czyli? - dopytałem, już spokojniejszy.
- Tydzień - to zabrzmiało bardziej jak pytanie niż stwierdzenie. - Wyjeżdżamy w Alpy, odetchnąć trochę od wszystkiego, razem przygotować się do egzaminów.
- Jak długo cię nie będzie?
- Coś około dwóch tygodni - powiedziała, a widząc moją minę, od razu dodała - Zobaczysz, szybko minie.
- Nie tu, nie chodzi o to. Po prostu myślałem, że wrócisz szybciej, ale jeśli chcesz jechać, to ja nie mam tu nic do gadania - uśmiechnąłem się do niej, a jej humor od razu się poprawił.
Spędziliśmy razem cały dzień. Część czasu przesiedzieliśmy na dworze, ciesząc się z dobrej pogody, potem wróciliśmy do domu i po prostu nudziliśmy się razem, leżąc na łóżku w jej pokoju. Tak mijał nam wspólnie czas aż do wieczora. Nie zapytałem jej o tego chłopaka sprzed jej domu, ale przez cały czas miałem go w myślach. Co tam robił i kim był?


*Selena*
*czwartek, dwa dni później*
Podjeżdżam pod ośrodek treningowy FC Barcelony i parkuję na najbliższym wolnym miejscu. Wyjmuję kluczyki ze stacyjki i wysiadam z samochodu. Pamiętam, że na tylnym siedzeniu mojego Audi znajduje się torba z moimi rzeczami, ale akurat teraz nie będę jej potrzebowała. Biorę ze sobą jedynie kluczyki i telefon, bo nic więcej raczej mi się nie przyda i wyruszam w stronę wejścia. Oczywiście w recepcji musiałam spotkać jakąś zadufaną w sobie blondynkę, która ani trochę nie zamierzała mi pomóc. Od czego ona tam jest?!
- Muszę spotkać się z Neymarem Juniorem - powiedziałam jeszcze spokojnie.
- Nie ma go tutaj - odpowiedziała mi, nawet na mnie nie spoglądając. Rozumiem, że ten głupi komputer przed tobą jest o wiele ciekawszy, tak?
- Ma tutaj teraz trening - odparowałam pewna siebie.
- Nie mogę cię tam wpuścić. Treningu nie można przerywać, a tym bardziej przez kogoś nieważnego - mruknęła, a ja myślałam, że zaraz jej coś zrobię.
- Do cholery, masz zamiar mnie jeszcze denerwować? - warknęłam. - Czy może w końcu zawołasz tutaj Neymara, albo mnie tam wpuścisz?
Spojrzała na mnie kątem oka, podniosła głowę do góry i nawet mi nie odpowiadając wróciła do patrzenia w ekran komputera. Zgaduję, że nic nawet tam nie robiła, po prostu chciała, żeby w końcu puściły mi nerwy.
- Selena? - usłyszałam nagle męski głos i od razu spojrzałam w stronę, z której dochodził.
Ujrzałam wysokiego bruneta z uśmiechem na twarzy i nie musiałam długo zastanawiać się kim był. Gerarda Pique rozpoznam wszędzie.
- Co ty tu robisz? - zapytał, podchodząc w moją stronę. Miał na sobie strój treningowy, więc pewnie uczestniczył w porannej sesji treningowej.
- Przyjechałam do Neymara, ale oczywiście wasza kochana sekretarka nie chce mnie wpuścić - powiedziałam, a sarkazm w moim glosie był wyczuwalny na kilometr.
- Nie przejmuj się nią, chłopak ją rzucił, jest zazdrosna o wszystko i wszystkich - odpowiedział mi, a blondynka słysząc to, podniosła głowę i z otwartymi ustami i zdziwioną miną spojrzała na Pique. On jednak stał do niej tyłem i najwyraźniej kompletnie nie przejmował się jej obecnością.
- Neymar jest na treningu? - spytałam, także ją ignorując.
- Jasne. Co prawda spóźnił się dzisiaj o całe pół godziny, ale jest. Choć ze mną - powiedział, a ja nie omieszkałam nie wykorzystać takiej okazji. Widziałam opadniętą szczękę sekretarki, gdy mijałam ją podążając za Gerardem.
Jednak już chwilę później nie można było powiedzieć, że szłam za nim - ja musiałam za nim biec. Katalończyk robił tak ogromne kroki, że za nim nie nadążałam.
- Poczekaj, nie nadążam za tobą - wołałam za nim.
Idąc przede mną, nagle odwrócił się i schylił, a ja zaraz potem poczułam, że się unoszę. Gerard kontynuował swoją drogę, niosąc mnie przełożoną wpół przez prawe ramię.
- Chciałam, żebyś tylko na mnie poczekał! - zawołałam, ale on tylko się zaśmiał.
- Przecież wiesz, że i tak byś za mną nie nadążyła, nawet gdybym zwolnił - powiedział i szedł dalej, nie przejmując się dodatkowym obciążeniem na swoich ramionach.
- Shakirę też tak nosisz na rękach? - zapytałam, nadal naburmuszona.
- Po takim stażu? - zaśmiał się. - Oczywiście, że tak.
Z każdą chwilą byliśmy bliżej boiska, a gdy Gerard już się na nim pojawił, zaczął się drzeć, zwracając na nas uwagę wszystkich:
- Ej, ty marna piłkarzyno! Zobacz, co ci przytaszczyłem!
Zarz potem odstawił mnie w końcu na podłogę, a ja czułam na sobie wzrok wszystkich piłkarzy. Neymar oczywiście biegł już do nas z uśmiechem z drugiego końca boiska.
- To ja nazywam Neymara marną piłkarzyną! - powiedziałam do Pique z wyrzutem.
- My wszyscy zaczęliśmy go tu już tak nazywać - zaśmiał się i w tym samym momencie poczułam ręce oplatające mnie w talii.
- I to niby ja tak szybko się stęskniłem - Neymar wyszeptał mi na ucho, a Gerard przekrzywił śmiesznie głowę, patrząc się na nas.
- Przyznam ci, Gerard, że potrafisz zrobić wielkie wejście. Ale z tego, co pamiętam to ty miałeś iść tylko do łazienki - usłyszałam dochodzący gdzieś z boku głos pana Enrique i dopiero po chwili dostrzegłam, że zbliża się do nas trener Barcelony.
- Widzi trener, co ciekawego można znaleźć w męskim kiblu - zaśmiał się Pique, ale Enrique zmroził go wzrokiem. - A tak na serio, to spotkałem ją przy recepcji. Gabriel nie chciała jej wpuścić - poprawił się.
- A więc co cię do nas sprowadza, dziecko? - zapytał z uśmiechem trener, a ja wymownie spojrzałam na Neymara. - No tak. Myślałem, że może zechciałaś zobaczyć nasz trening albo trochę sobie z nimi poćwiczyć. Ale mogłem się domyśleć, że chodzi o niego - zaśmiał się. - Niestety będziesz musiała na niego trochę poczekać. Trening kończy się dopiero za godzinę.
- Nie ma problemu. Poczekam - odpowiedziałam i po chwili siedziałam na trybunach, obserwując, co robią piłkarze. Jednak to szybko mi się znudziło.
Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę trenera z zamiarem zapytania, czy mogłabym jakoś spożytkować ten wolny czas. Nie miałam zamiaru przesiedzieć bezczynnie kolejnej godziny.
- Mogłabym... - odezwałam się, gdy już dotarłam
- Oczywiście. Weź sobie piłkę i i możesz poćwiczyć w tamtej części boiska - powiedział z uśmiechem wskazując na lewy górny róg boiska. Rozumiał mnie wręcz bez słów.
Odwzajemniłam jego uśmiech, wzięłam jedną z piłek i ruszyłam we wskazanym kierunku. Po drodze przez boisko zbierałam uśmiechy od piłkarzy, a gdy mijałam Leo Messiego i Luisa Suareza, przybiłam z nimi po żółwiku. Zaraz potem zaczęłam spokojnie odbijać sobie piłkę. Obecność piłkarzy wcale mi nie przeszkadzała.
Aż nagle przez przypadek wybiłam piłkę wysoko w górę. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć gdzie jest i idąc za torem jej lotu, zobaczyłam, że spadła pod nogi jednego z piłkarzy. Ciekawym przypadkiem był fakt, że był to akurat Neymar. Oczywiście nie mógł mi jej oddać jak człowiek, tylko musiał mi ją zabrać.
- Neymar! - krzyknęłam do niego, ale on tylko się uśmiechnął się i dalej bawił. - Jeny, co za uparta piłkarzyna - mruknęłam do siebie pod nosem i znów zaczęłam do niego krzyczeć - Junior, mendo, oddawaj piłkę!
- To mi ją zabierz! - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem.
- Ty nawet nie wiesz, jak mnie denerwujesz! Przecież wiesz, że nie mogę biegać!
- Oj no, przepraszam, kochanie! - Neymar rzucił się do mnie, żeby mnie przytulić, a ja już chciałam uciekać, ale nie był nawet w połowie drogi, gdy dobiegł nas głos trenera.
- Santos! Nie zapomniałeś, że jesteś na treningu?
Junior przystanął w pół kroku i zawrócił się. Zdążyłam tylko zauważyć, jak przewraca oczami na uwagę Enrique.
Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy podawać do siebie piłkę. Na początku byliśmy to tylko my, potem dołączyli do nas niektórzy piłkarze, w tym oczywiście Messi, Suarez i Pique. Trener nie miał nic przeciwko temu, więc mogliśmy się tak "pobawić". I w sumie tak spędziliśmy czas aż do końca treningu.
Gdy wszyscy schodziliśmy z murawy podszedł do mnie Neymar i obiął mnie ramieniem.
- Czym sobie zasłużyłem na takie niezapowiedziane odwiedziny? - zapytał, schylając się i cicho szeptając mi do ucha,
- To długa historia. Opowiem ci, jak już będziemy u ciebie, okay?
- Nie mogę się doczekać - mruknął. - Jesteś samochodem? - zapytał już normalnie, gdy dotarliśmy do wejścia do szatni, gdzie oczywiście nie mogłam wejść.
Pokiwałam głową.
- Poczekaj tu momencik - powiedział i zniknął za drzwiami z herbem Barcelony. Zaraz jednak pojawił się z powrotem, niosąc coś w ręku.
- Jedź już do mnie, a ja przyjadę jak tylko się ogarnę - odezwał się, kładąc mi pęczek kluczy na dłoni.
- Tylko się pośpiesz - poprosiłam.
- Jasne, będę najszybciej, jak będę mógł - odpowiedział mi z uśmiechem i wrócił do szatni.
A ja udałam się na parking do swojego samochodu, żeby pojechać do domu Brazylijczyka. Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.

- Junior - wyszeptałam, gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Od razu rzuciłam się do korytarza, żeby zaraz potem tonąć w uściskach mojego chłopaka.
- Przepraszam cię, że tak długo musiałaś na mnie czekać, ale Enrique mnie na chwilę zatrzymał - wytłumaczył się. W sumie to czekałam na niego aż godzinę.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu musieliśmy omówić sprawę mojego wyjazdu na Igrzyska. Nic ważnego - uśmiechnął się do mnie. - Zostawię tylko rzeczy na górze i możemy porozmawiać, czemu do mnie przyjechałaś, okay?
- Jasne - odpowiedziałam i wróciłam z powrotem do salonu, podczas gdy Neymar poszedł na górę. Zaraz jednak znalazł się obok mnie.
- Więc co się stało? - zapytał, przytulając mnie do siebie.
Westchnęłam.
- Moja matka wróciła wczoraj do domu - mruknęłam.
- I aż tak bardzo nie mogłaś jej znieść, że postanowiłaś uciec z domu do mnie? - zaśmiał się, gdy przez dłuższą chwilę nie kontynuowałam.
- W pewnym sensie - urwałam. - Gdy tylko przyjechała, przeprowadziłyśmy "poważną" rozmowę.
- Coś czuję, że nic dobrego, to z tego nie wynikło - mruknął Junior.
- Nie miało prawa. Z moją matką zawsze jest tak samo. Skorzystała z okazji, że nikt nie mógł nam przerwać, żeby powiedzieć mi wszystko. Zaczęła mówić, jaka to jestem głupia i nierozsądna, że nigdy nie poradzę sobie w życiu. A to wszystko tylko dlatego, że nie jestem jej wymarzoną córeczką i nie robię wszystkiego tak, jak ona tego chce.
Z każdym słowem robiło mi się coraz bardziej przykro, bo musiałam przypominać sobie tą wymianę zdań pomiędzy mną a moją matką. Ta rozmowa naprawdę nie należała do najprzyjemniejszych. I wcale nie najgorszym jej aspektem było to, że sporo matka mi naubliżała.
- Skarbie, proszę, nie przejmuj się tym. Ona jest zbyt zapatrzona w siebie, żeby zobaczyć coś innego niż czubek własnego nosa. I naprawdę nie zasługuje na taką córkę, jak ty - Neymar starał się mnie jak najbardziej pocieszyć i nawet nie najgorzej mu to wychodziło. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Ney? - odezwałam się po dłuższej ciszy, która panowała między nami.
- Tak?
- Mogę u ciebie zostać? - zapytałam cicho, na co Junior się zaśmiał.
- Chyba nie myślałaś, że wypuszczę cię stąd tak szybko - odpowiedział.
- Ale w poniedziałek rano wyjeżdżam - powiedziałam sennym głosem, a zaraz potem ziewnęłam. Byłam już naprawdę zmęczona.
- Więc zostaniesz do poniedziałku.
- A w niedzielę wieczorem jest mecz.
- I mam nadzieję, ze dotrzymasz mi towarzystwa.
- Jasne - odpowiedziałam, nie bardzo zwracając już uwagę na to, co Neymar powiedział.
Położyłam mu głowę na kolanach i po prostu zasnęłam. I jedynym, co jeszcze poczułam tamtego dnia, było to, jak Neymar bierze mnie na ręce, niesie do pokoju i kładzie na swoim łóżku...




Te rozdziały wychodzą mi ostatnio coraz krótsze... No ale cóż poradzić, mam zastój w chęci do pracy... Więc może kilka komentarzy na poprawę humoru? xD
Wczoraj, 13 lipca minął rok od założenia tego bloga i nadal nie wierzę, że tyle ze sobą wytrzymaliśmy :D
No i jeszcze raz Wam dziękuję :*

Pozdrawiam,
Neyforever :*

środa, 13 lipca 2016

Rocznica :D

To już rok! 

Dokładnie, to już dzisiaj mija 365 odkąd założyłam tego bloga. Ten czas tak szybko leci...
Podsumowując, przez ten rok przeczytałam 298 waszych komentarzy, a mojego bloga wyświetliliście już około 14,5 tyś. razy.
I w sumie to weszłam tu dzisiaj tylko po to, żeby podziękować Wam za tyle spędzonego razem czasu i tyle napisanych części tego opowiadania.
Bo to oczywiste, że gdyby Was tu nie było, ja nie miałabym po co pisać.
Więc to byłoby chyba na tyle dzisiaj, ale w najbliższych dniach prawdopodobnie dodam rozdział, więc jeśli ktoś by przeczytał, to byłoby miło. Komentarze też mile widziane ;)

No to do przeczytania niedługo,
Pozdrowienia,
Neyforever :*

PS. Dziękuję :*

wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 30.

~ A Neymar wie?

- Przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata - westchnęłam, wciskając kolejne rzeczy do mojej walizki. Neymar przyglądał mi się, stojąc w drzwiach i oczywiście wykłócał się ze mną od kilkunastu minut.
- Ale wyjeżdżasz i to się liczy - mruknął, krzyżując ręce i przenosząc swój wzrok ze mnie gdzieś w głąb pokoju. Czy on naprawdę ma zamiar się na mnie obrazić?
- Wyjeżdżam, bo muszę i raczej nie mam innego wyboru - na moment przerwałam pakowanie, żeby móc na niego spojrzeć, ale on nadal na mnie nie patrzył, więc wróciłam do układania bluzek w walizce.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, bo będę za tobą strasznie tęsknić. Przyzwyczaiłem się do tego, że tu mieszkasz - odezwał się dopiero po dłuższej chwili ciszy, gdy ignorowałam jego obecność. Westchnęłam i odwróciłam twarz w jego stronę.
- Też się przyzwyczaiłam, ze tutaj jestem. Ale muszę wrócić. Choćby na trochę - powiedziałam. Wcale nie byłam zadowolona, ale tak miało być. I oboje z Neymarem zdawaliśmy sobie z tego sprawę już w momencie, kiedy się tu przeprowadziłam.
- Obiecałaś, że przeprowadzisz się do mnie, gdy tylko skończysz szkołę - odpowiedział mi oschłym głosem. Nie uważam, żebym zasłużyła sobie na takie traktowanie z jego strony, bo nic złego nie zrobiłam, ale z drugiej strony rozumiałam jego złość.
- Formalnie szkołę kończę jutro - zwróciłam mu uwagę.
- Więc czemu nie możesz zostać tutaj już dzisiaj? Po co chcesz wracać do Mountblanc? - powiedział lekko podniesionym głosem i przeniósł się na łóżko. Z nim czasami jest gorzej niż z dzieckiem.
- Wracam, ponieważ mam jutro zakończenie roku. Kończę szkołę i wypadałoby, żebym zjawiła się na ceremonii zakończenia - mruknęłam. Musiałam skończyć pakowanie jak najszybciej, a Neymar wcale mi w tym nie pomagał.
- Więc skoro tak koniecznie chcesz się tam pojawić, to moglibyśmy po prostu jutro tam razem pojechać, a potem tutaj wrócić - mruknął. Leżał na łóżku, głową na poduszkach i wpatrywał się w sufit. Co ja z nim mam. Chyba postawił sobie za cel, żeby jak najdłużej mnie zgadywać i żebym spakowała się jak najpóźniej.
- Nie chcę wrócić do domu tylko dlatego, że chcę od ciebie odpocząć czy dlatego, że nie podoba mi się w Barcelonie. Po prostu niedługo piszę maturę i chciałabym się do niej dobrze przygotować - wytłumaczyłam mu, nadal siedząc na podłodze tak, jak robiłam to przez ostatnie pół godziny.
- Mogłabyś uczyć się tutaj - usłyszałam i już myślałam nad poddaniem się. Jego nie da się normalnie przekonać.
- Gdybym przygotowywała się tutaj, wątpię, żeby poszło mi to dobrze. Chcę zdać tą maturę. Nie chcę być jak... - i tu nagle urwałam, ponieważ zobaczyłam minę Neymara.
- Chcesz powiedzieć, że nie chcesz być jak ja?! Że jestem głupi, bo nie napisałem jakiegoś durnego egzaminu?! - teraz już naprawdę podniósł głos. Nie wiem, jak mógł pomyśleć, że coś takiego chciałam powiedzieć. Nigdy coś takiego nawet nie przyszłoby mi na myśl!
Teraz nie miałam już wyboru. Nie chciałam, żeby ktoś, kto jest dla mnie tak ważny myślał, że mam o nim takie zdanie.
Podniosłam się z podłogi i podeszłam do łóżka. Noga jeszcze trochę mnie bolał, ale teraz nie to było najważniejsze. Usiadłam na brzegu łóżka i przesunęłam się w stronę chłopaka, który patrzył na mnie wściekłym wzrokiem. Spojrzałam mu w oczy i zaczęłam mówić.
- Nie sądzę wcale, że jesteś gorszy, bo nie masz jakichś egzaminów. Nie chodziło mi tu wcale o ciebie. Po prostu chcę napisać maturę i ją zdać dla własnej satysfakcji. I uwierz, że naprawdę bardzo chciałabym tu z tobą zostać, ale wiem, że twoja obecność tak blisko będzie mnie strasznie dekoncentrować. Dlatego wolę wrócić na trochę do domu i zaraz po maturze do ciebie wrócić - położyłam mu głowę na ramieniu i oboje westchnęliśmy cicho.
Dziś wieczorem miałam wrócić do domu i zostać tam aż do zakończenia wszystkich egzaminów. Skończyłam już rehabilitację, więc nie było żadnych przeszkód, żebym tam wróciła.
- A obiecasz mi coś? - Neymar odezwał się już dużo spokojniej.
- Tak?
- Gdy już ostatecznie skończysz szkołę, zamieszkasz już na stałe u mnie? - powiedział, a ja nie miałam najmniejszych wątpliwości, co do odpowiedzi.
- Oczywiście, że tak. Wiesz, że niczego innego nie chcę - odpowiedziałam i zbliżyłam swoją twarz do jego.
- Napiszesz te swoje głupie egzaminy i potem będziemy już razem - powiedział cicho i przesunął swoją twarz jeszcze bliżej, tak, że nasze usta się spotkały.
- Mówiłem ci już, że cię kocham? - zapytał Ney chwilę później, gdy znów dzieliła nas pewna odległość.
- Wiele razy - uśmiechnęłam się do niego.
- Więc nigdy o tym nie zapominaj - powiedział i przytulił mnie do siebie.
Na pewno jedną z ważniejszych cech naszego związku był fakt, że przy Neymarze czułam się bezpieczna jak przy nikim innym.

****

- I pamiętaj, zadzwoń do mnie, gdy tylko będziesz na miejscu - powiedział, przytulając mnie po raz kolejny.
- Będę pamiętać. Ale jeśli mnie zaraz nie puścisz to odjedzie mi pociąg - odwzajemniłam uścisk.
- Ciągle mam nadzieję, że zmienisz zadnie - westchnął, odsuwając się ode mnie. Przeczesał swoje włosy palcami i spojrzał na moją twarz. Uśmiechnęłam się.
- Wiesz, że już go nie zmienię. Wracam do domu.
- Jesteś strasznie uparta - zauważył, łapiąc mnie za ręce.
- Myślałam, że już dawno to zauważyłeś.
- Zauważyłem to już dawno, ale teraz robisz się nad wyraz uparta.
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Wcale nie!
- I ty mi próbujesz wmówić, że wcale nie jesteś bardziej uparta niż wcześniej - zaśmiał się. Jego śmiech był tak zaraźliwy, że sama też musiałam się zaśmiać.
- Muszę już iść - zauważyłam, widząc na zegarze wiszącym kilka metrów dalej, że zostało już tylko kilka minut do odjazdu mojego pociągu.
Wracamy do przeszłości i znowu będę jechać pociągiem do domu.
- No to... pa? - powiedział Junior.
- Pa - uśmiechnęłam się do niego, a on uścisnął mocniej moje dłonie i złożył pocałunek na moim policzku.
- Teraz możesz iść - uśmiechnął się.
- To idę - powiedziałam, zabrałam swoją walizkę i powoli odeszłam.
Wiedziałam, że Neymar nadal tam stał i mi się przyglądał. Wolałabym, żeby już poszedł, bo w pewnej chwili miałam ochotę zawrócić i powiedzieć, że zostaję, ale jednak byłam silna i postanowiłam się nawet nie odwracać.
- Już za tobą tęsknię! - usłyszałam jego wołanie, gdy wsiadałam do pociągu. Zaśmiałam się pod nosem, odwróciłam i mu pomachałam. Drzwi pociągu, którymi wsiadałam moment później zamknęły się za mną i zamknęły mi też widok na mojego chłopaka.
Przeszłam w głąb pociągu, usiadłam na najbliższym wolnym miejscu, a obok siebie postawiłam moją walizkę. W wagonie, w którym się znajdowałam było pełno ludzi. Były to osoby starsze, tak jak i w moim wieku, ale nikt raczej nie był zbytnio rozmowny, dlatego wyjęłam z kieszeni spodni telefon i słuchawki. Włączyłam muzykę i zaczęłam przeglądać internet. I nagle wpadłam na pomysł, żeby sprawdzić, co takiego piszą teraz o Neymarze.
Znalazłam oczywiście jakieś artykuły o jego udziale w nadchodzących igrzyskach, o jego prawdopodobnej nieobecności na Copa America. Jednym słowem wszystko, co jest związane z jego karierą. Ale oczywiście nie obeszłoby się bez szczegółów z jego życia prywatnego.
"Neymar zamieszkał ze swoją dziewczyną! Przez ostatnie tygodnie mogliśmy zauważyć, jak często Brazylijczyk widziany był z tajemniczą brunetką, która od niedawna stała się ważną częścią jego życia. Para nawet zamieszkała razem! Neymar niemal codziennie odwoził swoją ukochaną do klubu, w którym sam gra, więc kto wie, może dziewczyna jest jakąś wschodzącą gwiazdą kobiecej piłki nożnej? Tego niestety nie możemy potwierdzić, ponieważ Neymar nie chce podawać żadnych informacji o swojej aktualnej miłości. Mimo wszystko jednak, kibicujemy nowej parze i obojgu życzymy sukcesów w piłce nożnej."
Westchnęłam i przewróciłam oczami zaraz po przeczytaniu tego artykułu. Powinnam się cieszyć, media nie krytykują naszego związku, więc niby w tym momencie nic nie stoi nam na przeszkodzie. Ale w mojej głowie zrodziła się myśl, która nie pozwalała mi się tym cieszyć. Dlaczego za każdym razem, gdy Neymar spotyka jakąś dziewczynę, media uważają, że jest ona jego dziewczyną, gdy sama jest sławna? Dlaczego wszyscy uważają, że zwykła dziewczyna, taka jak ja nie ma możliwości bycia w związku z kimś tak sławnym jak Neymar? I dotarło do mnie, że teraźniejsza akceptacja naszego związku przez świat jest tylko powierzchowna. Gdy wszyscy dowiedzą się, że nie jestem sławną piłkarką ani celebrytką wszystko obróci się przeciwko nam. Każdy będzie sądził, że jestem z Neymarem dla sławy, tak jakby to ona była w naszym związku najważniejsza...

****

- Skończyłyśmy szkołę! Rozumiesz to?! SKOŃCZYŁYŚMY SZKOŁĘ! - krzyczała Ada, gdy tylko opuściłyśmy budynek po całej ceremonii rozdania świadectw. Zaśmiałam się z jej reakcji. Sama też byłam przeszczęśliwa, że zakończyłam swoją edukację w liceum, ale nie aż na tyle, by wydzierać się na całe miasto.
- Tak, rozumiem, ale nie musisz tak krzyczeć - powiedziałam do niej z uśmiechem.
- Jestem taka szczęśliwa! - zawołała już ciszej. - Jutro z samego rana jadę do Madrytu do Michaela.
- A to coś nowego - powiedziałam. - Czemu mi nie powiedziałaś, że już tak szybko do niego jedziesz?
- Jakoś nie było okazji - mruknęła, ale nie miałam okazji wypytać jej o resztę, bo podeszła do nas grupka przyjaciół.
- To jak, jeszcze tylko tydzień i wyjeżdżamy! - cieszyła się Amber.
- W sumie, to nie mogę się już doczekać - powiedziałam radośnie.
- Wtedy już tylko my, spokój, cisza... - rozmarzyła się Niki, ale przerwała jej Ada.
- I wkuwanie do matury - zaśmiała się.
- Niszczysz mi wizję idealnego wyjazdu z przyjaciółmi - odpowiedziała jej Niki.
- Jedzie nas cały autokar - ten wyjazd tak czy inaczej będzie idealny - głos zabrała Lily.
- Myślę Selena, że powinnaś coś wiedzieć - zaczęła Amber. - Cristian też jedzie z nami.
Nie spodziewałam się, że Cris jednak zdecyduje się jechać, ale jakoś nie bardzo przejęłam się tą informacją.
- Ostatnim razem, jak rozmawialiśmy to się pokłóciliśmy, więc wątpię, żeby chciał ze mną rozmawiać. A w sumie jego obecność tam jest mi obojętna - mruknęłam.
- To jak uczcimy ten piękny dzień? - Lily skierowała rozmowę na inne tory, za co byłam jej wdzięczna. Rozmowa o Cristianie to raczej nie było moje marzenie w dzisiejszym dniu.
- Może jakaś spontaniczna imprezka? - zaproponowała Ada. A od kiedy to ona jest taką imprezowiczką?
- To co, za dwie godziny u mnie? - od razu zapytała Amber. To chyba właśnie ona z nas wszystkich tutaj najczęściej organizowała imprezy w swoim domu.
- Nam w sumie pasuje - powiedziałam, spoglądając na Adę.
Reszta dziewczyn też oczywiście się zgodziła, więc umówiłyśmy się w sprawach organizacyjnych i rozeszłyśmy się w różne strony. Każda z nas była za coś odpowiedzialna. Ja i Ada miałyśmy zorganizować alkohol, a to akurat nie było dla nas problemem.
Postanowiłyśmy udać się do mojego domu, bo nikogo tam teraz nie było, ale szłyśmy bardzo powoli, bo nadal nie wszystko było z moim kolanem w porządku. Powinnam nadal nosić stabilizator, ale postanowiłam sobie dzisiaj odpuścić z racji tego, że na zakończenie szłam w sukience.
- Michael wie, że za tydzień wyjeżdżasz? - zapytałam przyjaciółki.
- Tak. Właśnie dlatego postanowiłam pojechać do niego zaraz na następny dzień po zakończeniu, Chcę z nim spędzić jak najwięcej czasu przed wyjazdem - odpowiedziała. - A Neymar wie?
- Nie. Jakoś zapomniałam na dłuższy czas, że w ogóle wyjeżdżamy, a potem jakoś nie było okazji. Ale muszę mu powiedzieć - powiedziałam trochę przybita. Mieszkaliśmy teraz przez prawie miesiąc i teraz tyle samo czeka nas rozłąki.
- No musisz. Trudno by było, żeby nie zauważył, że przez całe dwa tygodnie nie będzie cię nawet w Hiszpanii. Powinnaś była powiedzieć mu wcześniej - powiedziała.
- Szkoda tylko, że o całym tym wyjeździe przypomniałam sobie już po powrocie do Mountblanc, gdy Niki zapytała mnie prze Facebooka czy na pewno tam jadę - odpowiedziałam jej. Byłam trochę zła. Ale nie na nią, tylko na siebie. Rzeczywiście mogłam powiedzieć Neyowi wcześniej, ale kompletnie wypadło mi to z głowy.
- Liczy się fakt, że w ogóle zamierzasz mu o tym powiedzieć - Ada puściła do mnie oczko. Co racja to racja.
Dalszą drogę do mojego domu przebyłyśmy rozmawiając o wyjeździe. Przydałoby się w sumie wyjaśnić gdzie w ogóle jedziemy. A więc: na początku roku zorganizowaliśmy sobie takie spotkanie wszystkich tegorocznych klas maturalnych. Nie było nas tak wcale dużo, bo tylko 4 klasy, ale zawsze coś. Chcieliśmy się tak po prostu spotkać, porozmawiać, bo w sumie jako rówieśnicy wszyscy byliśmy ze sobą bardzo zżyci. I w sumie to podczas jednej z tamtych rozmów zrodził się pomysł, żeby po zakończeniu roku szkolnego i jeszcze przed maturą zorganizować jakiś wspólny wyjazd. I już wtedy wymyśliliśmy, że pojedziemy sobie na dwa tygodnie gdzieś daleko w góry, żeby móc się zrelaksować, uspokoić i w spokoju pouczyć. I padło na to, że wyjeżdżamy na dwa tygodnie w Alpy.
- Jesteś pewna, ze w twoim domu nikogo na pewno nie ma? - zapytała Ada, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Bo zastanawiam się, co ten samochód robi pod twoim domem - powiedziała, wskazując jakiś obiekt. Spojrzałam w tamtą stronę i moim oczom ukazał się czarny Ranger Rover zaparkowany na podjeździe mojego domu.
- Cholera - mruknęłam. Nie miałam bladego pojęcia, kto to mógł być i czemu tak nagle postanowił mnie odwiedzić.
- Wchodzimy do środka? - zapytała zdezorientowana Ada.
- Jasne! Czemu miałabym bać się wejść do własnego domu? - powiedziałam i od razu ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Tak jak myślałam, były otwarte. Ktoś miał klucze.
Weszłam do środka, a moja przyjaciółka zaraz za mną. W korytarzu nie zauważyłam niczego dziwnego, więc postanowiłam iść do salonu. I tam doznałam szoku. Na kanapie siedział chłopak. Był kilka lat starszy ode mnie, ubrany był w ciemnych barwach: rurki i bluzy były czarne, a koszulka ciemnoszara. Miał ciemnobrązowe włosy ułożone na blok, a na twarzy miał kilka kolczyków. Jego usta rozciągnęły się w słodkim uśmiechu, a szmaragdowozielone oczy zaświeciły się, gdy tylko mnie zauważył. Przez chwilę nie miałam pojęcia na kogo właśnie patrzę, ale nagle wszystko mi się przypomniało. Zmienił się przez te lata. Nawet bardzo. Ale nadal widziałam w nim to, co widziałam, gdy mnie opuszczał. Moje serce wręcz podskoczyło na myśl, że on naprawdę tutaj jest, ale nie dałam tego po sobie poznać. Rozum podpowiadał mi, że nie powinnam okazywać mu żadnych uczuć i że z tej sytuacji wcale nie wyjdzie nic dobrego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam oschle, zapominając o tym, że moja przyjaciółka nadal tutaj jest. Chłopak wstał z kanapy i zaczął iść w moją stronę. Chciałam się cofnąć, ale po zrobieniu kilku kroków w tył, wiedziałam, że jeszcze tylko jeden dzieli mnie od wpadnięcia na Adę, która stała tam jak wmurowana. Brunet podszedł do mnie i przytulił, a całe moje ciało zesztywniało.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - powiedział tym słodkim, lekko chrypliwym głosem, za którym mimo wszystko tak bardzo tęskniłam.


To jak, drama time? Kto jest tajemniczym chłopakiem? :D 
Kilka dni temu wróciłam z wakacji i powiem Wam, że bardzo dobrze mi one zrobiły. Oderwałam się trochę od codzienności, odpoczęłam i na szczęście nabrałam weny! Przywiozłam ze sobą sporo nowych pomysłów, więc teraz wystarczy je tylko wykorzystać ;) 
I powiem Wam jeszcze jedno: nie wiem czy się ucieszycie, czy nie, ale zmierzamy już do końca! Tak! Wielkimi krokami zbliża się zakończenie tej opowieści i tego bloga, więc radzę się szykować, bo teraz dziać się będzie bardzo dużo :D 

Pozdrowienia
Neyforever :*

piątek, 27 maja 2016

Rozdział 29.

~ Czyli nic nowego...

- Przyjadę po ciebie za dwie godziny - powiedział Neymar, zatrzymując się przed budynkiem Barcy. Jego rzeczowy ton głosu już nawet nie robił na mnie wrażenia.
Wysiadłam z jego samochodu i o kulach podreptałam do środka. Ney oczywiście nie miał najmniejszej ochoty mnie tam odprowadzać, więc po prostu odjechał z parkingu, wracając do domu. Tak Neymar, też cię kocham...
Ale mówiąc szczerze, to nie miałam mu tego za złe. Raczej starałam się go zrozumieć.
Po tym pamiętnym meczu, podczas którego Barca odpadła z Ligi Mistrzów, cała drużyna wpadła w mały kryzys. Kilka przegranych meczy, przez co niestety trochę pogrążyli swoją sytuację w lidze, ale zaraz potem przyszedł czas, żeby to wszystko naprawić i Barca wyszła z kryzysu cała. Gorzej było z Neymarem.
Niestety, kryzys Neymara trwa trochę dłużej. Niby cały czas występował w pierwszym składzie, ale jednak nie grał już tak, jak wcześniej. I to dołowało go najbardziej. Z resztą on też nie był już taki sam. Ciągle chodził przybity, prawie w ogóle się nie odzywał i cały wolny czas spędzał na ciągłym trenowaniu. Joty przeważnie nie było, więc prawdę mówiąc siedziałam całymi dniami w domu Neymara samotna.
Jednak mimo to wszystko postanowiłam zostać z Neymarem i wspierać go z całych sił.

****

- Wróciłem! - dobiegł mnie głos Joty, gdy siedząc na kanapie, oglądałam jakąś telenowelę. Ostatnio, zważając na to, że nie miałam co robić, oglądałam je coraz częściej.
- Jestem w salonie! - odkrzyknęłam, a Brazylijczyk zaraz pojawił się w pomieszczeniu.
- A gdzie nasz pracuś? - zapytał.
- W ogrodzie. Trenuje - powiedziałam znużonym głosem. Kiedy ktoś nie zapytałby o miejsce pobytu Neya, w ciągu ostatnich dwóch tygodni odpowiedź wciąż była taka sama.
- Czyli nic nowego - mruknął Jo, siadając obok mnie. Zabrał mi pilot i włączył Fifę, przerywając przy okazji mój seans. Rozpoczął mecz Barcy z Bayernem Monachium, a ja patrzyłam na ekran, choć nie skupiałam się na przebiegu tych rozgrywek. Tak jak od dawna, moje myśli zajmował Neymar.
- Jo, jak myślisz, powinnam wrócić do domu? - zapytałam nagle. Mój towarzysz słysząc to, o mało  nie upuścił trzymanego w rękach i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dlaczego tak nagle chcesz wyjeżdżać z Barcelony? Pokłóciliście się z Neymarem? - zaczął obsypywać mnie pytaniami.
- Nie, nie pokłóciliśmy się. W sumie to nawet nie mielibyśmy kiedy. Nawet nie rozmawiamy - prychnęłam.
- Więc o to chodzi? - westchnął Jo i opadł na oparcie kanapy. - Szczerze, to mi też zaczęło to przeszkadzać.
- Nie wiem, po prostu czuję się tu niepotrzebna. Ney cały czas trenuje, a ja nie chcę mu przeszkadzać - mruknęłam.
- Słuchaj, młoda - powiedział Jota, przesuwając się do brzegu kanapy. - To, że Junior teraz tyle trenuje nie sprawia, że cię już nie potrzebuje. Kocha cię ciągle tak samo, ale po prostu trochę się zapomina. Zobaczysz, że w końcu zauważy, jak bardzo mu ciebie brakuje, nawet gdy jesteś blisko.
Pokiwałam mu głową, a on na chwilę obiął mnie ramieniem, posłał krótki uśmiech i wrócił do grania w Fifę. Siedziałam z nim jeszcze przez moment, ale nie do końca czułam się dobrze, będąc tam.
- Pójdę do pokoju - powiedziałam, na co Jo podniósł na mnie swój wzrok.
- Pomóc ci? - zapytał.
- Nie, dam radę sama - uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam iść w stronę schodów. Choć "Iść" to może nie jest najwłaściwsze słowo. Stwierdzenie, że praktycznie skakałam na jednej nodze do schodów byłoby chyba najtrafniejsze.
O dziwno schody okazały się najprostsze do przebycia i moment później byłam już w moim pokoju. A raczej naszego pokoju, bo Neymar też tu spał. Od czasu do czasu.
Usiadłam zaraz pod oknem, które wychodziło na ogród. Widziałam stąd Neymara, który jak zwykle trenował. Mogłam go stąd obserwować, a on nie wiedział, że to robię. A zależało mi, by o tym nie wiedział.
Siedziałam tam może od zaledwie piętnastu minut, gdy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, widząc na wyświetlaczu zdjęcie Ady.
- Hey - westchnęłam do słuchawki. Nie dzwoniła raczej w najodpowiedniejszym momencie.
- Co się stało? - zapytała moja przyjaciółka, nawet się ze mną nie witając.
- Nic - odpowiedziałam zdawkowo, przenosząc swój wzrok ponownie na Juniora. - Co tam u ciebie?
Ale Ada nie dała się nabrać.
- Co się dzieje, Selena? - powiedziała stanowczo. Teraz już nie dam rady odwieść jej od tego tematu. - Coś z twoją rehabilitacją? - dodała zdenerwowana, gdy przez chwilę jej nie odpowiedziałam.
- Nie, z tym akurat wszystko idzie tak, jak powinno - powiedziałam szybko. Ale nie dodałam nic więcej.
- Neymar? - zapytała. Czyli jednak dość szybko się domyśliła.
- Neymar - odpowiedziałam z westchnieniem, potwierdzając jej przypuszczenia.
Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, gdy minęła godzina, a nawet dwie odkąd Ada do mnie zadzwoniła. Na dobrą sprawę nie rozmawiałyśmy odkąd zamieszkałam u Neymara, więc miałyśmy o czym gadać przez tyle czasu. Gdy się rozłączyłyśmy, zaczęło się już robić ciemno, a gdy spojrzałam przez okno do ogrodu, Neya już tam nie było. Do pokoju też nie przyszedł, więc zapewne musiał siedzieć na dole razem z Jotą. Nawet nie miałam ochoty tego sprawdzać. Nie wiem, czy chciałam chociażby go widzieć, bo za każdym razem robiłam się wtedy smutna. Więc lepiej, żeby został na dole.
Nie oglądając się na to, czy Junior zamierza tutaj przyjść, przebrałam się i położyłam spać. Chciałabym, żeby mój chłopak był tu teraz obok mnie, ale cóż, to tylko moje głupie marzenia...
Wtedy pierwszy raz fizycznie odczułam, że piłka jest dla Neymara ważniejsza ode mnie. Mentalnie zawsze o tym wiedziałam. ale  bolało, gdy odczułam to na własnej skórze.

****

Następnego dnia wróciłam z rehabilitacji w klubie razem z Jotą. Neymar gdy tylko się obudziliśmy, powiedział mi, że ma dzisiaj wiele spraw do załatwienia i nie będzie mógł mnie tam zawieźć, ani stamtąd odebrać. Kolejny wspaniały i cudowny dzień, w ciągu którego już nawet pewnie się z nim nie zobaczę. Świetnie.
Jo wysadził mnie pod domem i sam pojechał na jakieś spotkanie z przyjaciółmi, podczas gdy ja starałam się dotrzeć do środka, idąc w miarę normalnie. Łatwe to nie było, ale nawet się udało. Gdy byłam już w domu, od razu poszłam na górę. Musiałam zostawić w pokoju swoją torbę. Miałam ochotę położyć się na to wygodne łóżko w moim pokoju, ale niestety, oglądanie telenowel do czegoś zobowiązuje. A za piętnaście minut miał się zacząć nowy odcinek mojej ulubionej.
Dlatego też szybko wrzuciłam torbę do pokoju i zawróciłam, żeby zejść na dół. Byłam w domu sama, więc nikt nie będzie mi kwestionował sensu oglądania moich serialów. W dość dobrym nastroju więc weszłam do salonu, ale zatrzymałam się już na samym wejściu.
Na stoliku stał wazon, a w nim ogromny, kolorowy bukiet róż. Zdziwiona podeszłam bliżej, powąchałam kwiaty, a przy okazji znalazłam liścik.
"Przepraszam" - głosił napis.
I właśnie gdy go czytałam, poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. I doskonale wiedziałam, kto to, choć mój rozum nie chciał przyjąć tego do świadomości. Przez ostatnie wydarzenia, wydawało mi się to niemożliwe.
A jednak, Neymar tutaj był.
- Przepraszam. Kocham cię tak mocno, że sam nie mogę tego pojąć, a ty nie zdołałabyś sobie tego wyobrazić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię kiedyś w moim życiu zabraknąć. Jesteś moją siłą i miłością. I proszę, nie zostawiaj mnie. Tak bardzo cię kocham - wyszeptał, przytulając mnie cholernie mocno, a ja jak typowa dziewczyna w takiej sytuacji, zaczęłam płakać.
Odwróciłam się do Juniora i wtuliłam się w niego, a on obiął mnie ramionami. Przez ostatnie dni wręcz marzyłam o tym, żeby Neymar w końcu przypomniał sobie o tym, że też tutaj jestem. Ale nawet w największych snach nie wyobrażałam sobie, że zrobi to w ten sposób i do tego przeprosi za swoje zachowanie.
- Wiem, że zachowywałem się wobec ciebie jak kompletny idiota, ale w pewnym sensie potrzebowałem tego, co robiłem. Musiałem zatracić się w treningach, żeby zobaczyć, jak wiele mógłbym przez to stracić. Im więcej trenowałem, tym gorzej grałem, a do tego ty mogłaś przez to odejść. A tego już bym nie przeżył.
Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Neya, czułam się szczęśliwsza. Zaczęło docierać do mnie, że on naprawdę tu jest, że naprawdę zrozumiał, co robił i że chce wszystko naprawić. Wydawało mi się to tylko pięknym snem, ale jeśli tak, to nie chcę się z niego budzić.
- Wiesz, Junior - powiedziałam, spoglądając w jego oczy - cieszę się, że wróciłeś - dodałam, a Neymar się zaśmiał. Obojgu nam było lżej, gdy ponownie się do siebie zbliżyliśmy. To było to, czego było nam potrzeba.
- Wróciłem i już nigdzie się nie wybieram.
W tamtym momencie się pocałowaliśmy i był to chyba pierwszy raz od kilku dni.
Nasza sytuacja jest chyba najlepszym przykładem na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Czasem wcześniej, czasem później, ale w kiedyś w końcu się pojawia. Jedyne czego nie można robić to się poddawać. Żeby oglądać piękne widoki ze szczytu, trzeba się najpierw na niego wspiąć. A to jak wysoko zajdziesz zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

--------------------------------------------------------------------
Taki dość krótki z morałem na koniec ;)
Ale mam dzisiaj dla Was ważną wiadomość:

Tak jak już wcześniej mówiłam, poprawiam oceny. Syzyfowa praca, ale jednak jakoś trzeba dotrwać do końca roku. A że mam już tylko kilka dni nauki, mam trochę ciężej. W dodatku niedługo wyjeżdżam, a te dwa czynniki składają się na to, że

kolejny rozdział będzie mógł się pojawić dopiero po dniu 16 czerwca

Wiem, że to strasznie długo, ale teraz muszę się uczyć, a na wyjeździe zamierzam trochę od wszystkiego odpocząć, więc chyba mnie rozumiecie. Przez ostatnich 10 miesięcy sporo się działo i jakoś trzeba to odreagować.

Mam nadzieję, że wrócę do Was z wieloma nowymi pomysłami, a tymczasem muszę się już żegnać :*

Do przeczytania,
Neyforever :*


poniedziałek, 23 maja 2016

Więc, nadszedł ten czas...

Nie, spokojnie jeszcze nie odchodzę. Jeszczę trochę tu Was pomęczę.
Piszę tu w całkowicie innej sprawie. A mianowicie:
Nadchodzi koniec roku! Tak, jej, radość powszechna... Ale! Rozpoczął się teraz okres "poprawiania oceń i swojej rocznej średniej". No właśnie. Zauważyliście, że rozdziału nie ma już od dłuższego czasu? To właśnie efekt mojego poprawiania ocen. W najbliższym czasie wyjeżdżam i na dobrą sprawę chodzenia do szkoły zostało mi już tylko kilka dni przed wystawieniem ocen. A zależy mi na jak najlepszych wynikach, więc ostatnio nauce poświęcam bardzo dużo czasu. Nie mam zbytnio czasu na pisanie, a do tego trzeba dodać jeszcze fakt, że w pomyśle na to opowiadanie była taka... Czarna dziura. No i niestety moment tej czarnej dziury nadszedł właśnie teraz i muszę poszukać jakichś pomysłów na tych kilka kolejnych rozdziałów, co ostatnio nie przychodzi mi łatwo. Mam ostatnio pełno nowych pomysłów, ale żadnego do tego opowiadania...
Więc! Jeśli rozdział nie pojawi się w najbliższym czasie, to nie oznacza to, że zapomniałam o pisaniu. Po prostu nie mam jak napisać rozdziału.
Więc to byłoby chyba na tyle. Tak by the way to właśnie dzisiaj mija rok od zakończenia mojego opowiadania na fotoblogu. Pierwszego opowiadania jakie udało mi się skończyć. Aż dziwne że minęło już tyle czasu. A już za niedługo minie rok od założenia tego bloga ;)

No to... Powodzenia jutro w szkole ;) I miło spędzonego dłuższego weekendu :*

Neyforever :*

wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 28.

~ "Nie udało nam się. I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc." 

Razem z Jotą staliśmy w korytarzu przed Neymarem. Wyglądało to tak, jakby dzieci stały przed jednym z rodziców, wysłuchując kazania. I w naszym przypadku w pewnym sensie było podobnie.
Ney właśnie wychodził na trening, a my mieliśmy zostać sami w domu. I oczywiście nie mogło się obyć bez kazania od mojego, jakże nadwrażliwego na moim punkcie, chłopaka. 
- I pamiętaj Jota - powiedział na zakończenie - jeśli coś jej się stanie to tego pożałujesz - zagroził. 
- Dobrze, dobrze, panie nadopiekuńczy. Jedź już na ten trening, bo cię ze składu wyrzucą - odpowiedział mu na to Jo. 
- Miło jest słyszeć, że tak bardzo się martwisz o moje miejsce w składzie, bracie - Ney naśmiewał się z niego, a potem zwrócił się do mnie. - Będę tęsknił.
- Nie przesadzaj, to tylko kilka godzin - pocieszyłam go.
- I tak będę tęsknił - pocałował mnie i skierował się do wyjścia. - Uważaj na siebie - dodał jeszcze i już go nie było. 
Razem z Jo odczekaliśmy chwilę, żeby zdążył odejść odpowiednio daleko i zaczęliśmy się na siebie drzeć. 
- Jota, debilu, oddawaj mi mój telefon! - zaczęłam krzyczeć, ponieważ zabrał mi go jakieś dwadzieścia minut temu, gdy siedzieliśmy w salonie i do tej pory mi go nie oddał. 
- Jeśli go chcesz, to mi go zabierz - powiedział, oddalając się ode mnie na jakieś dwadzieścia kroków. Idiota wiedział, że zanim ja tam dotrę, on będzie mógł znaleźć się dużo dalej. - Neymara tu nie ma, żeby nosił cię na rękach - powiedział i pokazując mi język poszedł do salonu. No idiota. 
Ale jednak z tym noszeniem na rękach to miał rację. Neymar od momentu, gdy u niego zamieszkałam na czas "rehabilitowania się" starał się nie odstępować mnie nawet na krok. Zostawiał mnie samą tylko, gdy musiał iść na trening. Znaczy, może nie dosłownie samą, bo z Jotą, ale on raczej przeszkadzał niż pomagał. A gdy Ney był ze mną w domu, to dosłownie nosił mnie na rękach. Ja upierałam się, że przecież nie jestem ułomna i mogę chodzić, ale on i tak upierał się przy swoim. Jota podchodził do tego bardziej dla mnie przychylnie, bo nie pomagał mi we wszystkim na siłę. Czasami stawało się to uciążliwe, bo gdy go o coś prosiłam, mówił "chciałaś sobie radzić sama, to sobie radź". Ale mimo to za jakieś dwie minuty i tak przychodził i pomagał mi, więc nie było najgorzej. 
Ale w tej sytuacji odzywała się ta wredna strona jego osobowości. 
- I co, nie zamierzasz odebrać swojego telefonu? - krzyknął z salonu. 
- Poczekaj aż tylko Neymar wróci - pogodziłam mu.
- Dzisiaj po meczu to akurat będziesz o tym pamiętać. 
- Eh... Jota, jak oddasz mi telefon to coś ci ugotuję! - zawołałam, a chwilę później widziałam już przed sobą Brazylijczyka z moim telefonem w ręce. 
Może i byłam tu dopiero od tygodnia, ale zdążyłam już się zadomowić i nauczyć się instrukcji obsługi tych dwóch idiotów z którymi mieszkałam.

******

Znajdowaliśmy się na stadionie Barcelony. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drugi mecz w dwumeczu z Atletico Madryt. Razem z Jotą siedziałam w loży honorowej i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie meczu.
Długo musiałam Neymara przekonywać, żeby pozwolił mi się tam znaleźć. Przez trzy dni konsekwentnie odmawiał mi pozwolenia, wymawiając się moją kontuzją kolana, ale w końcu się ugiął. I tak oto się tutaj znalazłam.
Mecz zaczął z kilkuminutowym opóźnieniem, ale kibicom nie robiło to większej różnicy. Przecież za chwilę mieli zobaczyć grę swoich idoli.
Początek był nawet satysfakcjonujący dla sympatyków Barcy. Piłkarze tworzyli wiele okazji, ale jednak mimo to żadnej z nich nie wykorzystali. I na nieszczęście, po trzydziestej minucie meczu, w grze Blaugrany wszystko zaczęło się sypać. Strata pierwszego gola trochę ich podłamała, ale także zmotywowała do podniesienia poziomu swojej gry. Jednak wszyscy kibice Barcy, na czele ze mną i Jotą, zaczęli się denerwować zaistniałą sytuacją. Strata kolejnego gola oznaczałaby odpadnięcie z Ligi Mistrzów, co byłoby koszmarem.
Z każdą minutą denerwowałam się jeszcze bardziej. Barça tworzyła sytuacje, owszem, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w około pięćdziesiątej minucie spotkania wynik wyrównał Leo Messi. To trochę uspokoiło moje nerwy, ale jednak nie w stu procentach. W końcu zdawałam sobie sprawę z tego, że Atletico nie było byle jakim przeciwnikiem. Wszystko przecież w tym meczu mogło się zdarzyć.
Podczas tego meczu nie skupiałam się wyłącznie na Neymarze. Mój wzrok wędrował wszędzie tam, gdzie znajdowała się piłka. Za każdym razem gdy któraś z drużyn doprowadzała piłkę pod pole karne moje serce zaczynało bić szybciej. Modliłam się w duchu, żeby któryś z Barcelonistów w końcu uspokoił nerwy moje i wszystkich kibiców. 
Każdą minutę tego meczu spędziłam  w nieustannym strachu o przyszłość Barcy w Lidze Mistrzów. 
Zostało dwadzieścia minut do końca meczu, gdy Barça straciła kolejnego gola. Wtedy to dopiero zaczęłam się denerwować. Zaczęłam obgryzać paznokcie w strachu o wynik tego meczu. Ostatnio ogromnie zależało mi na Barçie, ta drużyna stała się mi bliska, więc to było normalne, że zależało mi na jej zwycięstwach. 
Ale po wypadnięciu w kryzys po utracie pierwszego gola, Blaugrana nie potrafiła się podnieść. Gdy rozpoczął się doliczony czas gry ja nadal miałam nadzieję, nadal wierzyłam, że chłopakom uda się odrobić straty.
Ale gdy usłyszałam ostatni gwizdek sędziego, łzy mimowolnie zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie szlochałam, nie łkałam. Po prostu wstałam zamknęłam oczy, a spod powiek uwalniały się po prostu potoki łez. Odpadnięcie z LM było najgorszym ciosem, jaki fani Barcy mogli w tym momencie otrzymać. 
Nie wierzyłam, że to się stało. Dopiero gdy zobaczyłam smutne twarze piłkarzy Dumy Katalonii zaczęło do mnie docierać, że to naprawdę się wydarzyło. Że więcej w tym sezonie nie obejrzę meczu Ligi Mistrzów z udziałem Neymara czy Leo. 
Zaraz po tym, jak zobaczyłam, że mój chłopak zniknął w tunelu prowadzącym do szatni, wzięłam do rąk kule i zaczęłam opuszczać trybuny. W tamtej chwili miałam tylko jeden cel - znaleźć się przy Neymarze. Ja byłam smutna, bo Barcelona przegrała. A on z pewnością obwinia teraz siebie za to, że nie mógł zrobić nic, żeby pomóc swojej drużynie w drodze do wygranej. Po prostu wiedziałam, że w tym momencie muszę być przy nim. 
Jotą pobiegł zaraz za mną. Pomógł mi, żebym mogła poruszać się jak najszybciej. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. To w tej chwili było chyba zbyt trudne, by o tym rozmawiać. 
O dziwo, mimo mojej ograniczonej sprawności ruchowej dotarła pod szatnie chłopaków dość szybko. Po drodze nikt nie ośmielił się mnie zatrzymać. Wiem, że determinację miałam wypisaną na twarzy. Inaczej ludzie nie patrzyliby na mnie z takim współczuciem.
Neymara wypatrzyłam z daleka. Przechadzał się przed drzwiami szatni w tą stronę i z powrotem. Gdy tylko mnie zauważył, zaprzestał swoich bezcelowych spacerów i podbiegł do nas. A raczej do mnie. W jego oczach zbierały się łzy. Chyba pierwszy raz widziałam go w takim stanie. 
- Nie udało nam się - szepnął, otulając mnie ramionami i chowając twarz w moich włosach. - I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc. 
Wiedziałam, że tak będzie i w głowie miałam już przygotowane to, co chciałam powiedzieć, ale w tamtej chwili wszystko zniknęło i potrafiłam myśleć tylko o tym, że Neymar jest smutny. Nie potrafiłam złożyć żadnego sensownego zdania, którym mogłabym go wesprzeć. Potrafiłam jedynie go przytulić i pomagać mu samą obecnością. Przez kolejnych kilka minut nie potrafiłam zrobić niczego innego. 
Tuliłam go do siebie nie zważając na nic. Nawet na to, że przebiegał ostatnie 90 minut i teraz jest mokry od potu. Nic mi nie przeszkadzało. 
Dopiero po upłynięciu jakiegoś czasu zdałam się na odwagę, żeby wyszeptać mu na ucho:
- Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś, żeby pomóc wygrać. To nie jest twoja wina. Ani żadnego z was. 
Nie odpowiedział. 

******
Właśnie dojeżdżaliśmy do domu. Ney nie odezwał się przez całą drogę. Ja i Jota też nie byliśmy zbytnio rozmowni. To dla nas wszystkich nie był szczęśliwy wieczór, a szczególnie dla Neymara. 
Gdy tylko Jota zaparkował pod domem, Junior od razu wysiadł z samochodu i popędził szybkim krokiem do domu. I żadne z nas nie miało zamiaru go gonić.
Jo wziął torbę swojego brata, której on zapomniał i oboje ruszyliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka, nawet nie rozglądałam się za Juniorem. Dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę.
Myślałam nad tym, czy powinnam do niego iść. Przyszło mi na myśl, że może potrzebuje teraz samotności. Ale zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, usłyszałam głos Joty.
- Na co czekasz, młoda? - spytał. - Przecież wiesz, że on cię teraz potrzebuje.
I miał stuprocentową rację. Sama też wiedziałam, że prędzej czy później podjęłabym taką decyzję. Zaczęłam podążać powoli w stronę schodów. Wiedziałam, że wdrapanie się na górę w moim przypadku może zająć dość sporo czasu. Jo przypominając sobie o mojej kontuzji głośno westchnął, a chwilę później byłam przez niego niesiona po schodach. Myślałam, że zaniesie mnie tylko na górę, ale on odstawił mnie przed samymi drzwiami sypialni Neymara. Uśmiechnął się do mnie, żeby dodać mi otuchy i odszedł.
A ja zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za klamkę. Zaraz potem znalazłam się w pokoju. Od razu rzuciła mi się w oczy sylwetka Neymara. Leżał rozłożony na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Wiedziałam, że wie o mojej obecności tutaj. Jednak nie odezwał się ani słowem, co dodało mi odwagi. Po cichu podeszłam do łóżka i się na nim położyłam. Głowę ułożyłam na wyciągniętym ramieniu Neymara i dopiero wtedy zareagował, na moje pojawienie się.
- Chciałbym zostać sam - powiedział, a mimo to jednak przewrócił się w moją stronę i mnie przytulił. To co mówił, nie pokrywało się z tym, co robił.
- A ja cię kocham - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk - i nie pozwolę, żebyś przechodził przez ten smutek sam.



Takie... o niczym, rzekłabym :/

Zapraszam do grupy :D

Facebook: "Ulotne Momenty"




wtorek, 3 maja 2016

Grupa

Stworzyłam grupę! 

Jej nazwa na facebooku to "Ulotne Momenty". Jeśli ktoś z Was chciałby być na bieżąco z informacjami o rozdziałach i blogu to zapraszam :D 

Grupa znajduje się pod tym adresem:

Grupa "Ulotne Momenty"

Dodawajcie się, a ja będę akceptować, gdy tylko będę miała wolny czas, ponieważ jest to grupa zamknięta. 

No to do przeczytania w kolejnym rozdziale ;) 

niedziela, 1 maja 2016

Informacje o rozdziałach.

Przeczytaj!


Jako że pod każdym ostatnim rozdziałem musiało znaleźć się przynajmniej kilka komentarzy typu "kiedy next" albo "kiedy dodasz kolejny" postanowiłam że znajdę sposób, aby móc was o tym jakoś informować.  

Zrezygnuję z przekazywania Wam tego na blogu, bo wiele osób czyta na telefonie, a tam się to nie wyświetla. I mam dla Was dwie propozycje: 

1. Strona facebooku, gdzie będą pojawiały się wszystkie informacje na temat bloga i kolejnych rozdziałów, 

Albo:

2. Grupa na facebooku, gdzie ja będę was informować o rozdziałach, a Wy będziecie mogły pytać mnie o wszystko związane z blogiem. 

Osobiście jestem chyba za tą drugą opcją, choć prowadząc stronę mogłabym w pewien sposób zachować anonimowość. Ale to Wasz wybór, więc proszę, żeby KAŻDY, kto to przeczyta wypowiedział się na ten temat w komentarzu, bo to wszystko jest tylko po to, aby Wam było wygodniej czytać mojego bloga.

Tak więc pozostawiam Was z tą decyzją i idę pisać rozdział ;) 

Pozdrawiam,
Neyforever :*