wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 14

~ Ktoś bardzo chciał cię poznać.

- No to jak robimy? - spytał Neymar, gdy skręcaliśmy w uliczkę, przy której znajdował się jego dom. Zaraz po naszej rozmowie wyszliśmy sobie na spacer, z którego właśnie wracamy. - Wiesz, że chciałbym, żebyś została. Strasznie bym chciał. Ale jutro poniedziałek, ja mam trening od samego rana, a ty nadal masz się uczyć. Bo skończysz jak ja - zaśmiał się.
- Biegając bez sensu za piłką, kopać się po kostkach przez 1,5 godziny i dostawać za to miliony? Bardzo chętnie - zdanie Neymara na temat piłki nożnej było mi bardzo dobrze znane. Była dla niego bardzo ważna. Ale to nie szkodzi, żeby sobie z tego trochę pożartować.
- Ciekawe jak ty byś zniosła te "kopanie po kostkach"
- Bardziej bym mnie ciekawiło jak zniósł by to ten piłkarz, który mnie kopnął.
- Jaka agresywna - zaśmiał się ze mnie. - A wracając do tematu, to niby powinnaś jutro iść do szkoły... Ale jest już późno i nie pozwolę ci samej wracać - powiedział zadowolony z siebie, że znalazł sposób, żeby usprawiedliwić moją obecność u niego.
- Czyli to, że u ciebie zostaję jest przesądzone? - tak, udawałam głupią. Od momentu, w którym tu przyjechałam, wiedziałam, że ten ćwok nie będzie chciał mnie puścić do domu.
- Oczywiście, że tak. Wracamy już do domu, czy idziemy się jeszcze przejść?
- Szczerze mówiąc to chciałabym zobaczyć Camp Nou nocą. Tylko, że to dość daleko.
- No problem, idziemy pod Camp Nou.
- A czy ty czasem nie masz jutro z samego rana treningu? - teraz jest taki chętny iść na spacer, a jutro rano nie będzie mu się chciało iść na trening. I na kogo zwali winę? No oczywiście, że na mnie.
- Oj tam, oj tam. Dani jutro po mnie przyjedzie. Nie spóźnię się. A nawet jeśli, to będzie warto.
- A potem ja będę miała wyrzuty sumienia, że przeze mnie nie trenujesz.
- A ja będę miał wyrzuty sumienia, że się nie uczysz. Jesteśmy kwita.
- I weź tu z nim rozmawiaj... - westchnęłam.
- Słyszałem.
- Bo miałeś słyszeć.
Przekomarzaliśmy się tak przez resztę drogi, aż do momentu, w którym ujrzałam stadion. Obydwoje wtedy zamilkliśmy wpatrując się w piękny obiekt znajdujący się przed nami. Widok odbierał mowę. Stadion nocą wygląda dużo lepiej niż w ciągu dnia. Chodź to nie zmienia faktu, że każdą porą dnia jest wspaniały.
- Wow! - tyle udało mi się jedynie wypowiedzieć. Po prostu totalne oszołomienie.
- Robi wrażenie, co? - zaśmiał się Neymar. - Przyszedłem tutaj mojego pierwszego wieczoru w Barcelonie. Moja reakcja była podobna.
- Szkoda, że nie poznałam cię wcześniej, głupku!
- Ja ciebie też - Junior sarkastycznie posłał mi buziaka.
Nie odpowiedziałam mu. Usiadłam na ławce obok i przyglądałam się dokładniej stadionowi.  Obok mnie usiadł Neymar.
- Wiesz, co Neymar? Chciałabym tu z tobą zostać. Mam już dość życia w Mountblanc. Dość tego, że każdy ma tam wobec mnie jakieś oczekiwania, którym ja nie potrafię sprostać. Dość tego, że wiecznie jestem tam sama. Rodzice są wiecznie na jakichś wyjazdach służbowych, a gdy już są w domu, to matka zatruwa mi życie. Czasem po prostu nie rozumiem czemu została matką. Kompletnie tego nie pojmuję. A może traktuje mnie tak dlatego, że nie jestem jej wymarzoną, idealną córeczką... Chodzącą w sukieneczkach, wytapetowaną i zawsze zachowującą się kulturalnie i z gracją... Nawet nie chcę myśleć co zrobi, gdy dowie się, że nie wyjadę na studia do Stanów tak jak zawsze o tym marzyła... - mówiłam. Miałam łokcie oparte na udach i zwieszoną głowę. Patrzyłam cały czas w trawę, która porastała obszar wokół ławeczki. Często miałam takie dygresje... ale do tej pory nikomu o nich nie mówiłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym, żebyś nie musiała mieszkać w Mountblanc. ALe nie mogę nic zrobić. Przynajmniej dopóki nie skończysz szkoły. Ale pamiętaj, że nie wolno ci myśleć pod kątem oczekiwań innych. To, że twoja matka chciałaby, żebyś była zwykłą tapeciarą, to jej problem. Jesteś jaka jesteś, i jesteś wspaniała. Nie próbuj się zmieniać tylko dlatego, że ktoś oczekuje, że będziesz inna. A wybór studiów, to tylko i wyłącznie twój wybór. A to czy będziesz studiować w USA, czy w Hiszpanii niczego nie zmieni.  Nikt nie powinien mieć wpływu na twoja decyzję - powiedział Neymar, a ja przytuliłam się do niego. Jest pierwszą osobą, której o tym wszystkim powiedziałam i jedyną, która być może zareagowała tak, jak powinna. I jak dotąd jedyną osobą, która w kilku zdaniach tak bardzo mi pomogła.  - Chciałbym, żebyś tu zamieszkała. Bardzo.
- Ehh... jeszcze tylko kilka miesięcy... - westchnęłam.
- No właśnie, jeszcze tylko kilka miesięcy. A potem już mogę ci nawet przeprowadzkę zorganizować.
- Trzymam cię za słowo - zaśmiałam się. Neymar bardzo dobrze wiedział jak poprawić mi humor.
- Będę pamiętał. A teraz wracajmy już, bo nie chcę, żebyś się przeziębiła - wstał, podał mi rękę i tak wróciliśmy do jego domu. Nie wracaliśmy już do tego co powiedziałam. W tych kilkunastu zdaniach zamknęliśmy już ten temat i raczej nie będziemy do niego więcej wracać.
Po powrocie postanowiliśmy zjeść kolację. Neymar oczywiście nie potrafi gotować, bo przecież do czego mu to potrzebne, więc musiałam się tym zająć ja. Kiedy już obmyśliłam koncepcje tego co będziemy jeść (a nie najprostszym zadaniem jest wymyślenie dania zgodnego z jego dietą) to wysłałam mojego piłkarzyka do sklepu. Zadowolony to on nie był i stwierdził, że rzucam go lwom na pożarcie, ale przecież ja sama nie będę chodzić nocą po Barcelonie, której dodatkowo nie znam. A jemu przyda się trochę ruchu i świeżego powietrza.
Ja w czasie kiedy on robił zakupy, usiadłam sobie przed telewizorem i oglądałam wiadomości sportowe. Tak, nawet sama ja się tym zdziwiłam. Przez jakiś czas słuchałam dziennikarki, która gadała o różnych dyscyplinach sportu, co przyznam szczerze trochę mnie znudziło. Ożywiłam się dopiero, gdy zaczęła mówić o piłce nożnej. Zdecydowanie ostatnio ta dziedzina znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Oczywiście dziennikarze nie byliby sobą, gdyby nie wspomnieli (a raczej rozwodzili się) nad wspaniałością FC Barcelony. Ale tak już było w Katalonii - największą dumą wielu jej mieszkańców była właśnie Barca i to o niej chcieli słuchać.
Spikerka mówiła chyba o każdym z piłkarzy po kolei. Oczywiście opisywała udział każdego z nich w meczu z Sevillą. Aż w końcu przyszła kolej na Neymara. Opisali cały jego występ, podali jakieś pojedyncze informacje o tym co działo się w jego życiu w ostatnich dniach, ale ani słowem nie wspomnieli, że do jego domu przyjechała jakaś dziewczyna ani o tym, że spotkał się z kimś na lotnisku. Wow. Ci dziennikarze chyba ostatnio stracili refleks... Ile to już razy nawet nie będąc fanką futbolu słyszałam o tym, że każda dziewczyna jaka spotkała się z jakimś piłkarzem od razu awansowała na jego dziewczynę... Dzisiaj ludzie mieli tyle okazji, żeby zobaczyć mnie z Neymarem, a jakoś nikt o tym nie mówi... Dobrze, przynajmniej będę miała spokój.
Wstałam sprzed telewizora zaraz po tym jak skończono temat Barcelony. Nic więcej nie potrzebowałam wiedzieć... Kolejny mecz w przyszłą niedzielę, więc powinnam sobie zorganizować czas, żeby na nim być, albo chociaż obejrzeć go w telewizji.
Poszłam do kuchni przygotować sobie wszystko do robienia kolacji, bo spodziewałam się, że Junior niedługo wróci. Skończyłam i siadając na krzesełku barowym wyjęłam z kieszeni telefon. Dostałam wiadomość od Ady:
" I jak moje gołąbeczki? Grzeczni jesteście? Bo wiesz, ja chciałabym zostać ciocią, ale chyba nie w tym wieku ;P"
Cała Ada. Eh, ale chyba za to ją kocham. Nasz poziom debilizmu jest do siebie wprost proporcjonalny.
" Ja ciocią nie zostałam, więc ty też się niczego nie spodziewaj ;) Jak będziemy mieli jakieś plany, to cię poinformuję :*"
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Ada jak już podłapie jakiś temat, to będzie mnie męczyć, aż sama go nie skończę.
" MY? Czyli jednak jesteście razem? Właśnie, czemu ty od razu do mnie nie napisałaś?! Ja tu muszę być na bieżąco!"
Skończyłam jej odpisywać w momencie, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Oho, wrócił mój piłkarzyna. Poczekałam chwilę, Junior wszedł do kuchni i postawił torby z zakupami na blacie. On chyba kupił jedzenia na cały przyszły miesiąc.
- Boże, dlaczego ja nie wpadłem na to, żeby zrobić te zakupy przez internet? - zapytał, siadając obok mnie. Zmęczył się chyba bardziej niż po dzisiejszym meczu.
- Nie wiem czemu. Ale następnym razem będziesz wiedział - pokazałam mu język i wzięłam się za rozpakowywanie zakupów. - Ale mam do ciebie jedno pytanie: po co ty zrobiłeś takie wielkie zakupy?
- No nie wiem... Tak jakoś wyszło.
- Dobra, mniejsza o to. A teraz wynocha mi stąd, bo będziesz mnie rozpraszał - pokazałam mu palcem drzwi.
- A co jak zostanę?
- Jak zostaniesz, to nieuniknione, że twoje włosy odbędą bliskie spotkanie z mąką, którą przed chwilą kupiłeś.
- To może ja jednak pójdę sobie pograć trochę w Fifę... - powiedział, kierując się do wyjścia z pomieszczenia.
- Dobry wybór - dodałam i gdy już wyszedł zabrałam się za moje dzieło.
* 30 minut później *
- Ej, piłkarzyku, choć na kolację - zawołałam, ustawiając talerze na stole.
- Jeszcze chwila, gram El Clasico z Realem! - usłyszałam odpowiedź drącego się Neymara.
- I co, ile przegrywasz?
- Chciałabyś! Wygrywam 5:0
- Marzenia - powiedziałam, a chwilę później Junior zjawił się w jadalni.
- Sądzisz, że nie dalibyśmy rady tyle wygrać? - stał blisko mnie. Bardzo blisko.
- Tak, sądzę, że nie dalibyście rady - odpowiedziałam pewnie.
- Poczekajmy do kolejnego El Clasico - dał mi buziaka w policzek i po chwili siedział już przy stole. On nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
***
- Jest po pierwszej w nocy Junior, przydałoby się iść spać.
- Ten dzień tak cudownie się zaczął. Nie chcę, żeby się kończył.
- Masz jutro trening. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać - wstałam i poszłam do pokoju Neymara. Nie to, żebym się na niego wkurzyła. Po prostu jestem zmęczona. Ten dzień był pełen... niespodzianek. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazał się jedynie snem.
Przebrałam się i położyłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy i nie minęło może dziesięć minut, kiedy usłyszałam jak Junior wchodzi do pokoju. Chyba pomyślał, że śpię, bo po cichu wszedł do łazienki, a kilkanaście minut potem położył się obok, oczywiście mnie do siebie przytulając. Niedługo potem zauważyłam, że zasnął wtulony we mnie.
Czy to, że jesteśmy razem coś zmieniło? Myślę, że nie. Nadal zachowujemy się jak para idiotów, tyle, że teraz w końcu wiedząc co nawzajem do siebie czujemy. Nie sądzę też, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Takie rzeczy przychodzą z czasem. Przecież od razu nie będziemy zachowywać się Romeo i Julia. Tak naprawdę to dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tyle, że z pewnym dodatkiem.
*****
- Neymar, idioto wstawaj, bo znowu się spóźnimy na trening! - wydarł się ktoś na korytarzu, zmierzając do pokoju. Mimo, że się obudziłam, to nie otworzyłam oczu ani się nie poruszyłam. Wiedziałam, że Junior jedzie na trening  i to pewnie jego przyjaciel mnie obudził, ale ja przecież mogłam jeszcze pospać.
Poczułam jak Neymar się przeciąga i ktoś wchodzi do pokoju. Mimo to nadal leżałam wtulona w poduszkę.
- Dani, debilu zamknij się, bo obudzisz Sel! - szepnął Neymar.
- Jeny, Neymar to ty masz dziewczynę? Dlaczego ja jeszcze nic o tym nie wiem? Kiedy ty mi chciałeś o tym powiedzieć? - musiałam się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Normalnie jakbym słyszała Adę. A do tego jeszcze ten ton głosu jakim ten chłopak to powiedział... Mieszanka wybuchowa.
- No wiesz, czekałem z tym aż wpadniesz do mojego pokoju drąc się na cały dom i o mało jej nie budząc! Jesu, przecież jak ona was pozna to zwariuje. Takich debili to nigdzie nie można znaleźć...
- Wiesz, poznała już ciebie, więc  teraz będzie z górki.
- Wiesz co, Dani, przyjacielu, dziękuję ci za wsparcie w tej sytuacji.
- Zawsze do usług. Jakoś jeszcze ci pomóc?
- Tak. Zamknij się z łaski swojej i czekaj tu na mnie. Jak ją obudzisz to masz przerąbane - zagroził Neymar, a ja wpadłam na genialny pomysł. Przeciągnęłam się na łóżku i kątem oka zobaczyłam jak chłopacy spoglądają na mnie przerażeni. Odwróciłam się w drugą stronę, a oni odetchnęli z ulgą.
- Albo, wiesz co? Lepiej weź ty wyjdź z pokoju i idź do kuchni, bo choćbyś nawet milczał jak grób, to i tak uda ci się ją obudzić.
- A niby po co ja mam iść do kuchni, jak twoja lodówka zawsze świeci pustkami?
- Sel robiła wczoraj kolację.
- A wiesz co, może jednak się skuszę. Zobaczę czy warto będzie do was przychodzić na obiad - powiedział i w pokoju zostałam tylko ja i Neymar.
- Z kim ja żyję? - westchnął Junior, zabrał swoje rzeczy i poszedł do łazienki.
Przyjaciele Neymara są tak podobni do mnie, że to aż chyba nie możliwe. Ile jeszcze jest ludzi na świecie o tak wielkim zasobie pozytywnej głupoty? Coś czuję, że nie będę się nudzić przyjeżdżając do Barcelony. Tym bardziej jeśli Dani jednak postanowi przychodzić do nas na obiad.
Wzięłam do ręki telefon Juniora, który leżał na szafce nocnej. Była 9:30. Z tego co wiem to treningi zaczynają się na godzinę 10. Nie było nawet takiej szansy, żeby byli tam punktualnie, albo przed czasem. Zanim Neymar się ubierze i ułoży swoje włosy minie wieczność. A przecież jeszcze musi zdążyć zjeść śniadanie.
Po 15 minutach wyszedł w końcu z łazienki. Oczywiście miał perfekcyjnie ułożoną fryzurę. Nie rozumiem po co tyle czasu spędza na jej układaniu, skoro za chwilę pojedzie na trening i cała jego praca nad włosami pójdzie na marne. Albo po prostu założy fullcapa i nawet nie będzie jej widać. No, ale Neymar widocznie myśli inaczej niż ja.
Podniósł swój telefon, który teraz leżał na poduszce obok mnie i spojrzał na wyświetlacz.
- Jeny, już jest tak późno? Przecież my nie zdążymy - zawołał i momentalnie pobiegł do szafy po swoją torbę treningową. Dostałam buziaka w policzek i Junior wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Chwilę później usłyszałam jak przekomarzał się z Danim w kuchni. Teraz dopiero zaczęłam się śmiać ze sceny jaką odstawili kilkanaście minut wcześniej. Debile.
Kiedy usłyszałam jak wychodzą z domu była godzina 9:55. Wiedziałam, że nie zdążą. Ale z ich rozmowy wnioskuję, że ich trener jest już do tego przyzwyczajony.
Było dość wcześnie, a Junior miał wrócić dopiero za dwie i pół godziny, więc ponownie położyłam się spać. Obudziłam się kilkanaście minut po godzinie jedenastej. Jak na dzień kiedy zrobiłam sobie wolne od szkoły to wstałam wcześnie. Nawet bardzo. Szczerze mówiąc to nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka, no ale jednak przeczuwałam, że dzisiaj przy obiedzie trochę lepiej poznam przyjaciela Neymara. Zaczęłam się śmiać na tę myśl. Idioci.
Dwadzieścia minut później udało mi się przemóc i w końcu ubrałam się, zabrałam ze sobą telefon i zeszłam do kuchni. Najpierw zjadłam śniadanie, a potem wzięłam się za obiad. Zostało mi jeszcze dużo czasu do powrotu Juniora, ale wolałam zacząć wcześniej, bo potem jeszcze nie zdążę. Oczywiście przez cały ten czas pisałam z Adą. Nie ważne, że ona była w szkole i pisała sprawdziany, my i tak wymieniałyśmy się SMSami. Ada relacjonowała mi wszystko co działo się w szkole. Dowiedziałam się między innymi, że pani od języka portugalskiego oddała sprawdziany, a chłopacy z naszej klasy zakwalifikowali się na turniej piłki nożnej. Cieszyłam się, że w końcu im się udało, bo wiem, że bardzo im na tym zależało. Dostałam 6- z portugalskiego, co też nieco wpłynęło na poprawę mojego humoru. Niestety Ada wspomniała też o Crisie, co raczej nie nastawiało mnie optymistycznie. No ale nie pozwoliłam, żeby kolejny raz zepsuł mi humor.
' To kiedy wracasz do domu? ' - dostałam kolejną wiadomość. Zaśmiałam się. Najchętniej w ogóle bym nie wracała.
' Jak Neymarowi znudzi się moja obecność to może wrócę :D ' - odpisałam.
' No to coś czuję, że prędko to my się nie zobaczymy. ' No wiesz Ada.... ja cię bardzo lubię, ale w Barcelonie jest tak milutko.
Skończyłam robić wszystko co zaczęłam robić w kuchni i wróciłam do pokoju Juniora. Trzeba się było w końcu jakoś ogarnąć. Nie żebym wyglądała jak jakieś siedem nieszczęść, ale fryzurę trzeba było poprawić. Ale stojąc przed lustrem w łazience Neymara po prostu się przeraziłam. Ilość kosmetyków do włosów jakie tam znalazłam... Powiem tak: ja się dziwię, że one mu się w ogóle jeszcze w tej łazience mieszczą. Ja na jego miejscu to bym im osobny pokój zrobiła. No serio. Ja jestem kobietą, a mam przynajmniej o 3/4 mniej kosmetyków. A może on chce jakiś sklep tu otworzyć albo kosmetyczką zostać tylko ja nic jeszcze o tym nie wiem?
W każdym bądź razie kiedy już moje włosy były ułożone tak jak chciałam, wróciłam na dół, a konkretniej to do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i w rogu zauważyłam szafkę z książkami. Szczerze mówiąc to zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że Junior ma w domu jakieś książki. Podeszłam i wzięłam do ręki pierwszą lepszą. To chyba nie był przypadek, że trafiłam akurat na biografię Juniora. No, to wszystko wyjaśnia. Usiadłam na ogromnej, wygodnej kanapie i już już miałam zacząć, kiedy odezwał się mój telefon. Myślałam, że to wiadomość od Ady, więc to zignorowałam, a dopiero chwilę później zorientowałam się, że to nie SMS tylko ktoś do mnie dzwoni. A kto inny mógłby do mnie dzwonić jak nie Junior.
- No heyyyyy - odezwałam się pierwsza.
- Hey. Nie obudziłem cię? - Wiesz co Junior, ty mnie o to pytasz kilka godzin po tym jak twój przyjaciel wpadł do pokoju drąc się na cały dom? Nie wiesz, wcale się nie obudziłam i dalej śpię...
- Nie, wstałam jakieś... 1,5 godziny temu - jednak postanowiłam nie zdradzać mu pełnej wersji dotyczącej mojej dzisiejszej pobudki.
- To dobrze. A tak w ogóle mam dla ciebie wiadomość.
- Tak?
- Ktoś bardzo chciał cię poznać - powiedział i w tej chwili usłyszałam kilkanaście głosów się ze mną wita. Brzmiało to komicznie tym bardziej, że każdy z nich powiedział to w innym czasie.
Jednak Junior miał rację - takich debili to ja jeszcze nie słyszałam. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- I zadzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby twoi zwariowani koledzy z drużyny się ze mną przywitali?
- Szczerze mówiąc to.. tak!
- Eh ty głupku. Pozdrów wszystkich innych głupków - usłyszałam jakiś szept, a zaraz potem odezwał się Junior.
- Tak trenera też - zaśmiałam się.
- To fajnie, bo wszyscy cię słyszeli - śmiał się Junior.
- Głupek. Czy ja naprawdę jestem aż taką atrakcją na waszym treningu, że wszystkim nagle zachciało się do mnie zadzwonić?
- Tak! - tym razem odpowiedział mi nie Neymar, a chyba wszyscy tam zebrani. Zaczęłam się śmiać. - Dobra, więc koniec tej sensacji, Idę się zająć czymś bardzo interesującym i mam prośbę do pana trenera. Niech pan ich tam wymęczy do końca na tym treningu, przynajmniej nie będą dziewczyn wkurzać jak wrócą do domów.
- Nie ma sprawy - usłyszałam głos zapewne Enrique. I nie patrzcie tak na mnie, to, że nie jestem Barcelonistką nie znaczy, że nie wiem kto jest ich trenerem.
- No wiesz co? Poczekaj aż ja wrócę do domu.
- Jak wrócisz do domu to co?
- Zapytaj się czy robi obiad! - usłyszałam szept Daniego.
- Selena... A zrobisz dzisiaj obiad? - spytał Neymar tonem niewiniątka
- Pytasz się jak ja już go zrobiłam. Trenuj tam, a nie się obiadem zajmujesz! A teraz żegnam was tam wszystkich zebranych. Buziaki - powiedziałam i rozłączyłam się. Zaczęłam się śmiać z tej naszej całej dziwnej konwersacji.
Po chwili znowu wzięłam biografię Neymara do ręki i tym razem już bez żadnych przeszkód zaczęłam czytać. Tak bardzo mi się spodobała, że straciłam rachubę czasu. I nie przeszkadzało mi nawet to, że była po portugalsku. Przerwałam czytanie dopiero kiedy podskoczyłam słysząc za sobą jakiś ruch.
- Neymar, idioto, chcesz, żebym ja zawału dostała? - zawołałam, gdy go zauważyłam.
- Oj no ja też cię kocham - dał mi buziaka w policzek i usiadł obok mnie. Po mojej drugiej stronie usiadł Dani.
- No heyyy - odezwał się.
- Dani, a nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby ustawić sobie ciebie jako budzik? Bo jak wpadłeś dzisiaj do pokoju to ja o mało co nie spadłam z tego łóżka!
- No wiesz, Neymar miał już taki pomysł, ale stwierdził jednak, że jestem trochę zbyt głośny.
- No co ty nie powiesz! - zaśmiałam się.
- No to co robimy? - zapytał Junior.
- Nie wiem jak wy, ale ja to słyszałem jak ptaszki ćwierkały, że macie jakiś dobry obiad, więc ja chyba odbędę pielgrzymkę do waszej kuchni - Dani podniósł się i niemal pobiegł w stronę kuchni. Z Neymarem wybuchliśmy śmiechem.
- Chodź, idźmy za nim, bo nic nam nie zostawi - powiedział Junior biorąc mnie za rękę i prowadząc za Danim.



Po miesiącu nieobecności w końcu wracam z rozdziałem. Oceny całkiem nieźle poprawiłam, więc myślę, że teraz nie będę pisać tak długo. W każdym bądź razie mam nadzieję że do świąt się wyrobię :D 

Dodaję ten rozdział chwilę po meczu z Czechami wygranym 3:1. Uważam że był to naprawdę dobry akcent na zakończenie piłkarskiego roku 2015 w narodowym teamie. Oby tylko nie stracić tej werwy w 2016, a będzie cudownie. 

Oczywiście jak większość martwi mnie sytuacja na świecie... Ale cóż możemy zrobić. Możemy mieć jedynie nadzieję, że jakoś się to wszystko rozwiąże... Choć nie będzie łatwo. 

Już w tym tygodniu wielkie El Clasico. Nie mogę się już doczekać jednego z dwóch najważniejszych meczy w sezonie. Radosną informacją jest oczywiście fakt, że Leo będzie mógł zagrać chociaż te 30 minut. Na pewno bardzo mu na tym zależało. 

Milik, Jodłowiec, Grosicki <3 

Dobranoc :* 


Pamiętajcie o komentarzach :D 


piątek, 16 października 2015

Rozdział 13

~ Tylko grzecznie mi tam!

*Niedziela*
Tamtego dnia okazało się, że Neymar zaraz po wyjściu z mojego pokoju opuścił mój dom i wrócił do Barcelony. Oczywiście o tym wszystkim opowiedziała mi Ada, która minęła się w drzwiach z wychodzącym wtedy Neymarem.
Czy miałam mu za złe to, że wrócił, a nie został ze mną? Nie. Po tym co chciałam zrobić i po tym co mi powiedział nie potrafiłabym przebywać z nim w jednym domu. Nie chodzi o to, że byłam na niego zła. Po prostu musiałam to wszystko przetworzyć, przeanalizować, poukładać sobie w spokoju. I myślę, że Neymar też właśnie tego potrzebował. Przemyślenia całej tej sytuacji.
Po tamtym dniu nie mogłam się zebrać w sobie, żeby porozmawiać z Neymarem. To co powiedział wymagało ode mnie kilku dni bez niego abym mogła się z tym pogodzić. Nie wiedziałam, że on może mnie kochać. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie miałam o tym pojęcia. Ale skoro mi coś takiego wyznał to teraz powstaje pytanie: czy ja też go kocham? I właśnie przez tych kilka dni próbowałam znaleźć na nie odpowiedź. Rozpacz za tym co zrobił Cristian odeszła w zapomnienie. Teraz najważniejszy był Neymar.
Kolejnego dnia nie byłam w szkole. I była to dobra decyzja. Pusty dom i ja sama ze swoimi myślami to chyba najlepsze połączenie. Moich rodziców nadal nie było, więc jedyną osobą, z którą tamtego dnia miałam kontakt była Ada, która odwiedziła mnie zaraz po zajęciach. Miałam takie przeczucie, że ona po prostu bała się, że coś sobie zrobię. Ale ja po tym jak Neymar zabrał mi żyletkę nie miałam już takich pomysłów. Chciałam jedynie z nim porozmawiać, ale jemu też chciałam dać czas do namysłu.
W piątek jednak poszłam do szkoły. Nie mogłam się przecież odizolować od ludzi. Od razu kiedy tylko weszłam do szkoły poczułam na sobie liczne spojrzenia. Tak, to moi rówieśnicy patrzyli się na mnie dziwnie po tym co się ostatnio stało. Olałam to. Nikomu nie będę się tłumaczyć z tego, że uderzyłam Cristiana. Należało mu się, po prostu. Nie żałowałam i to najważniejsze.
Dlatego zdziwiłam się, że gdy siedziałam pod klasą jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej lekcji przyszedł do mnie Cristian. Był chyba ostatnią osobą jaką chciałam w tym momencie widzieć.
- Możemy porozmawiać? - zapytał niepewnie.
- Powiedziałam ci przecież już wszystko co chciałam. Chyba, że masz ochotę, żebym ci poprawiła.
- Rozumiem dlaczego to zrobiłaś.
- Za to ja nie rozumiem dlaczego ty to zrobiłeś - miałam dość tej rozmowy, dlatego wstałam i skierowałam się w stronę sali, którą przed chwilą otworzyła nam nauczycielka.
- Przepraszam - zawołał Cristian za mną, ale ja nawet się nie odwróciłam. Oczywiście doceniałam to, że przeprosił, ale to nie wystarczy, żebym wybaczyła mu to co zrobił. Nie tym razem.
Kilka godzin później nie wytrzymałam i po prostu wyszłam z lekcji hiszpańskiego. I nie, nikt mnie nie zdenerwował. Po prostu nie mogłam wytrzymać tego, że omawialiśmy utwór literacki mówiący o miłości. Dziewczyna, która tęskni za chłopakiem, ale nie chce przy nim okazywać, że coś do niego czuje - temat wybrany chyba dziś specjalnie dla mnie.
Ale szczerze powiem, że ta część tej lekcji, na której byłam jednak mi się przydała. Miałam o czym myśleć w czasie powrotu do domu. Bo w końcu ja też byłam taką dziewczyną tęskniącą za pewnym chłopakiem. A tym pewnym chłopakiem być cudowny piłkarz Fc Barcelony.
Wczorajszy dzień spędziłam także sama ze swoimi myślami, więc znów miałam trochę czasu na przemyślenia. Zastanowiłam się nad tym co czuję do mojego piłkarzyka. I doszłam do wniosku, że przecież definicją miłości jest to, że przy tej drugiej osobie czujesz się bezpieczna i kochana, a ta druga osoba robi wszystko, żeby móc się tobą opiekować, żebyś była szczęśliwa, chce chronić cię przed całym złem tego świata. I taki właśnie w stosunku mnie był Neymar. Kiedy jego nie było obok mnie byłam przecież tak smutna, tak bardzo za nim tęskniłam - z tęsknoty za nim po prostu wsiadałam w pociąg i jechałam do Barcelony. Dla niego byłam zdolna do różnych poświęceń. Mogłam zrobić naprawdę dużo, aby móc być przy nim. I vice versa. Nic więcej chyba nie muszę mówić.
Przy Neymarze stałam się naprawdę spontaniczna, co nie znaczy, że wcześniej taka nie byłam. Więc, żeby tradycji stało się zadość wczoraj po prostu bez dłuższego myślenia kupiłam bilet na mecz Barcy i bilet lotniczy do Sevilli. Nie zniosłabym dłużej żyć bez rozmowy z Neymarem i ogólnie bez niego. Musimy sobie to wszystko wyjaśnić, a wydaje mi się, że Sevilla będzie dość neutralnym gruntem.
Dlatego więc spakowałam dziś kilkanaście najważniejszych rzeczy do torby i około godziny dwunastej opuściłam mój dom, wybierając się na lotnisko. A żeby się tam dostać musiałam najpierw pojechać do Barcelony. Dwie godziny jazdy do stolicy Katalonii i potem jeszcze dwie godziny lotu do Sevilli. Mecz jest na godzinę osiemnastą, więc powinnam zdążyć.
Wsiadłam do Audi R8 mojego taty i odjechałam nim sprzed domu. I uprzedzę pytania: tak, mam prawo jazdy. Włączyłam nawigację i mogłam w spokoju, słuchając muzyki udać się do Barcelony.
Wyjeżdżałam właśnie na autostradę, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Ada. Westchnęłam i włączyłam głośnik.
- Hey - powiedziałam mimo wszystko radośnie.
- No hey. Mogłabyś mi powiedzieć, gdzie ty jesteś? Przyszłam do ciebie, ale twój dom jest zamknięty...
- Nie radzę ci tam na mnie czekać, bo nie wrócę zbyt prędko.
- Sel, co ty znowu wymyśliłaś? - westchnęła zrezygnowana.
- Ja? Nic, po prostu wybieram się na małą wycieczkę... krajoznawczą.
- A można wiedzieć chociaż co będziesz zwiedzać na tej wycieczce?
- Autostradę... i Barcelonę...
- Nie mów mi, że jedziesz do niego. Przecież jego nie ma w Barcelonie. Poleciał z klubem do... Nie mów mi, że masz zamiar tam czekać aż on wróci...
- Nawet nie wpadłabym na coś tak głupiego. Po prostu jadę obejrzeć sobie mecz i pokibicować mojej ulubionej drużynie.
- Selena, nawet nie żartuj, że zachciało ci się lecieć do Sevilli, żeby się z nim zobaczyć - powiedziała jednocześnie zdziwiona i zrezygnowana, a ja byłam pewna, że kręci w tej chwili głową. 
- W tak ważnych sprawach ja nigdy nie żartuję. Mam dość siedzenia i myślenia nad tym wszystkim. Chcę w końcu z nim porozmawiać. A takich rzeczy nie załatwia się przez telefon. 
- Zwariowałaś, ale ciekawi mnie, co powie kiedy cię tam zobaczy. 
- Znając życie to nie powie nic. Albo zdziwi się, że byłam w stanie przejechać tak daleką drogę. Ale nie ważne, najważniejsze, żebyśmy porozmawiali. 
- Ej no, ale czemu nie zabrałaś mnie ze sobą? Ja też bym chciała zobaczyć choć jeden mecz Barcelony na żywo! 
- Jak zdążyłabyś do czternastej znaleźć się w Barcelonie, to możesz lecieć ze mną. Postaram się załatwić ci bilety na samolot - zaoferowałam. W prawdzie trochę nudno będzie być tyle czasu w podróży samemu. Przydałoby się mieć ze sobą taką Adę, z którą zawsze będzie można porozmawiać.
***
Dwie godziny później, gdy czekałam na samolot dołączyła do mnie Ada. Cudem udało mi się załatwić dla niej bilety. No ale niech się cieszy, że ją zabiorę ze sobą. Zapewne sama nigdy by się nie wybrała nawet, gdyby mecz był w Mountblanc. Tak, nie chciałoby jej się po prostu. A tak, kiedy ja jadę ona ma przynajmniej pretekst, żeby wyrwać się w końcu z domu. 
Podróż samolotem upłynęła nam szczególnie na rozmawianiu. Dowiedziałam się między innymi od Ady, że w ostatnich dniach odezwał się do niej Michael. Podobno chciał z nią koniecznie porozmawiać i prosił, żeby przyjechała do Madrytu. Pytała mnie o radę, więc moja odpowiedź była oczywista: jeśli jemu zależy to niech on się postara. Jeśli to on wszystko zepsuł to niech teraz nie prosi jej o to, żeby do niego przyjechała. Niech sam pofatyguje się do Mountblanc. 
Jeszcze przed godziną siedemnastą znalazłyśmy się na lotnisku w Sevilli. Powiem szczerze, że miasto od samego początku zrobiło na nas ogromne wrażenie. No ale w końcu nie po to przejechałyśmy i przeleciałyśmy tyle kilometrów, żeby zwiedzać sobie Sevillę. Miałyśmy do wykonania ważniejsze zadanie. Między innymi dlatego od razu po znalezieniu się na lotnisku wsiadłyśmy w taksówkę i wybrałyśmy się na  Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Stadion też niczego sobie. Od momentu, w którym wysiadłyśmy z taksówki nie minęło dwadzieścia minut, a my zmierzałyśmy już w stronę naszych miejsc na trybunach. Były one dość wysoko, ale z tej wysokości powinnyśmy wszystko widzieć. Nie czekałyśmy długo, a na boisku zaczęli pojawiać się piłkarze. Oczywiście musiałam się uśmiechnąć od razu kiedy na murawie pojawił się mój Brazylijczyk. Szczerze mówiąc reszta piłkarzy w tym momencie była mi obojętna - ważny był tylko on. Przez całe 45 minut wodziłam za nim wzrokiem i cieszyłam się za każdym razem kiedy choćby dotykał piłki. Był wtedy taki szczęśliwy. A najbardziej chyba w momencie kiedy zaliczył ostatnie podanie przy bramce Messiego. Myślałam, że zaraz zacznie śpiewać ze szczęścia. Sama w tamtym  momencie zaczęłam się śmiać z jego zachowania, a razem ze mną też Ada. Widać było, że świetnie się tu bawi. 
W czasie przerwy zrobiłyśmy sobie z Adą kilka, a może nawet kilkanaście zdjęć, żeby upamiętnić ten nasz wspólny wieczór spędzony na meczu naszego ukochanego klubu. Chwilę później musiały one oczywiście wylądować na facebooku i instagramie Ady. Ja na swoje portale społecznościowe nie chciałam ich dodawać ze względu na Neymara. Wiedziałam, że mnie obserwuje, a nie chciałam, żeby dowiedział się, że tu jestem. Przynajmniej na razie. 
Druga połowa zaczęła się spokojnie, Dopiero pod koniec meczu zrobiło się naprawdę emocjonująco. Barcelona wygrywała jak na razie 1:0, ale wszyscy dobrze wiemy, że jak na Dumę Katalonii taki wynik nie jest adekwatny do umiejętności piłkarzy jacy tam grają. Dlatego nie małym zaskoczeniem było to, że przez praktycznie całą drugą połowę nie udało im się podnieść tego wyniku. Ale wszystko oczywiście naprawił Neymar w ostatnich sekundach meczu. Dostał bardzo dobre podanie od Daniego i zamienił to na gola. Cały stadion zaczął wyśpiewywać jego imię, a ja darłam się chyba najgłośniej ze wszystkich. Tak bardzo się cieszyłam. I z tego, że Barca wygrała, i z tego, że Neymarowi udało się zaliczyć asystę i bramkę. Chwilę później piłkarze zeszli do szatni, a my z Adą śpieszyłyśmy się, żeby jak najszybciej znaleźć się przed stadionem.
Oczywiście w pobliżu autokaru Barcelony znajdowało się pełno ludzi.. Nie dziwię im się, w końcu każdy z nich chciał zobaczyć swoich idoli. A teraz mieli na to jedyną okazję, bo piłkarze zaraz wsiądą w autokar, pojadą na lotnisko i wrócą do stolicy Katalonii, a przyjadą tu znowu dopiero na kolejne ligowe spotkanie dopiero za rok.
Ada postanowiła, że nie będzie tu ze mną czekać. Uznała, że to sprawa między mną a Neymarem i nie musi tutaj ze mną być, dlatego poczeka na mnie gdzieś niedaleko stadionu. A ja czekałam razem z wszystkimi innymi kibicami aż w końcu zaczęli pojawiać się piłkarze. Pierwsi z tunelu wyszli chyba Pique i Messi, bo jeden był strasznie wysoki, a drugi był niewiele wyższy ode mnie, a co jak co, ale ja do najwyższych nie należałam. Ale spojrzenie na najlepszego piłkarza było tylko krótkim przerywnikiem w wyczekiwaniu na przyjaciela.
- Neymar! - zawołałam, gdy tylko go zobaczyłam. Ale w tamtym momencie inni kibice zrobili taki hałas, że mojego głosu nie było nawet słychać. Wołałam go, gdy był niedaleko, ale wtedy także mnie nie usłyszał. Kiedy miał już wsiadać zawołałam ostatni raz tracąc nadzieję, ale wtedy on zatrzymał się, spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Zatrzymał jednego z piłkarzy, który szedł obok niego, zamienił z nim parę słów, po czym oddał mu swoją torbę i podszedł do mnie. Na widok tego, że Neymar idzie w stronę barierek kibice od razu podnieśli krzyk. A on na to jedynie się się zaśmiał, złożył kilka autografów, zrobił parę zdjęć i w końcu na chwilę podszedł do mnie.
- Co ty tutaj robisz? - spytał.
- Przyjechałam obejrzeć mecz. I przy okazji się z tobą zobaczyć.
- Musimy porozmawiać - westchnął.
- Między innymi dlatego też tutaj jestem.
- Kiedy wracasz do Barcelony?
- Za godzinę mam samolot.
- Ja też zaraz wracam, więc porozmawiamy już w Barcelonie. Przyjadę po ciebie na lotnisko. A teraz już muszę iść, drużyna na mnie czeka. Do zobaczenia - musnął mój policzek i pobiegł z uśmiechem na ustach do autokaru, który po chwili odjechał.
Kibice zaczęli się rozchodzić, a ja razem z nimi. Ada napisała mi, że czeka na mnie przy głównej bramie stadionu, więc od razu tam poszłam. Chwilę po tym jak się z nią spotkałam przyjechała wcześniej zamówiona przez nią taksówka, która zawiozła nas na lotnisko.
"Tęsknię. Bezpiecznego lotu." - dostałam wiadomość od Neymara chwilę przed tym jak miałam przejść odprawę.
***
- Księżniczka - powiedział Neymar na lotnisku, przytulając mnie do siebie. Cóż to za okazywanie emocji w miejscach publicznych. Przecież gdy fanki Neymara zobaczą, że przytula jakąś dziewczynę to rozerwą mnie na strzępy. Chyba, że on sam zamierza mnie przed nimi bronić. 
- Fajnie cię znowu widzieć - powiedziała do niego stojąca za mną Ada. 
- O, hey. Nie wiedziałem, że przyleciałaś z Seleną. 
- Nie dziwne, w końcu zwracasz uwagę jedynie na Sel. Świata poza nią chyba nie widzisz - odpowiedziała mu przesadnie gestykulując, żeby wywołać nasz śmiech. Udało jej się. 
- No wiesz Ada... Może i masz trochę racji - powiedział spoglądając na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Dobra, Selena, dość tej słodkości!
- Zapamiętaj sobie coś Neymar - ja zawsze mam rację. A teraz już wam nie przeszkadzam gołąbeczki. Wy tu omawiajcie co mieliście omawiać, a ja zmykam. Tylko grzecznie mi tam! - zagroziła. Oboje z Neymarem znów wybuchliśmy śmiechem widząc jej wyraz twarzy. No przecież my wcale nie wiedzieliśmy o czym ona wtedy myślała. 
- Nie jedziesz z nami? - no tak, Neymar jak zawsze niezorientowany.
- Nie, nie chcę wam przeszkadzać. Byłam w Sevilli, obejrzałam mecz i tyle mi wystarczy. Nie muszę cię jeszcze w domu odwiedzać. A tak przy okazji to gratuluję bramki. A teraz pozwólcie, że wrócę do domu i dam wam w końcu święty spokój - pożegnała się z Neymarem i poszła w stronę parkingu. Do Mountblanc miała wrócić pociągiem, a ja miałam ją odwieźć na dworzec.
- To jak, jedziemy do mnie? - Neymar znów wrócił wzrokiem do mojej skromnej osoby.
- Jasne, tylko muszę załatwić jeszcze coś ważnego. Więc ty możesz sobie wrócić do domu, a ja do ciebie przyjadę za jakieś pół godziny - wyjaśniłam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. W ogóle zastanawiam się po co przyjechałeś na te lotnisko skoro ja i tak sama do ciebie przyjadę.
- No, teraz to i ja się nad tym zastanawiam. To za pół godziny u mnie?
- Yhym - odprowadziłam Neymara do jego samochodu i kiedy odjechał poszłam do mojego Audi, w którym oczywiście czekała już na mnie Ada.
- Wiesz, że mogłam sobie sama pojechać na ten dworzec?
- Nie robi mi to żadnej różnicy. I tak musiałaby pojechać do Neymara swoim samochodem, więc jak zrobię parę kilometrów więcej to nic się nie stanie. A będę pewna, że dotarłaś na dworzec cała i zdrowa, i że żadne ufo cię nie porwało.
- Bardzo śmieszne. Ale tak szczerze, to mam nadzieję, że z Neymarem się dogadacie. Tworzylibyście ładną parę.
- Powtarzasz się - zwróciłam jej uwagę.
- Bo mam rację. Każdy to potwierdzi.
I tak minęła nam cała droga na dworzec. Cały czas przekomarzałyśmy się w związku z moją rozmową z Neymarem. Potem Ada pożegnała się ze mną i poszła kupić sobie bilet, a ja znowu zostałam sama. Ale tylko na chwilę, bo piętnaście minut później parkowałam przed domem Neymara. Kiedy wysiadałam z samochodu w drzwiach pojawił się mój przyjaciel. Nie powiem, był zdziwiony. Ciekawe czym takim.
- To ty masz prawo jazdy? - spytał kiedy tylko do niego podeszłam. Czyli już wszystko jasne.
- Skoro tu przyjechałam samochodem to zapewne mam, nie sądzisz?
- No wiesz. Możesz mieć różne pomysły. Po tobie nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Ale samochód masz ładny. Sam mam taki.
- Widocznie mój tata ma dobry gust - puściłam mu oczka i weszłam do jego domu. Nic się tam nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty.
Oczywiście standardowo poszliśmy do salonu, gdzie mogliśmy się rozsiąść na kanapie.
- No to jak? Które z nas zaczyna? Bo chyba oboje mamy sobie dużo do powiedzenia. - zaczął Neymar.
- No to może ja pierwsza. Najważniejsze, to chciałabym cię przeprosić za to co chciałam zrobić. Nie powinnam była nawet o tym myśleć, a co dopiero chcieć to zrobić. Ale to co zrobił Cristian... Jest po prostu debilem. Przepraszam cię za to. I jednocześnie dziękuję, że wtedy nie zostałeś.
- Czyli jednak znam cię na tyle dobrze, że wiedziałem, że wtedy nie będziesz chciała mnie widzieć. Ale nie przepraszaj mnie za to. Mało kto ma tak silną psychikę, żeby zachować spokój kiedy ktoś zrobi ci coś takiego. Ale po prostu więcej tego nie rób, bo jesteś dla mnie cholernie ważna. - Nie patrzył na mnie. Bawił się swoimi palcami. I znając życie tak właśnie będzie wyglądać ta rozmowa.
- Właśnie, a co do tego to... - zaczęłam, ale on nie pozwolił mi kontynuować.
- To co wtedy zrobiłem... i powiedziałem... Robiłem to szczerze, Tak naprawdę to cholerę zazdroszczę temu Cristianowi, że coś do niego czujesz - odważył się w końcu na mnie spojrzeć. - On nie zasługuje na ciebie, a ty... Cholernie chciałbym być na jego miejscu. Ale mogę cię mieć jako przyjaciółkę. I to chyba powinno mi wystarczyć jeśli nie może być już lepiej.
- A co jeśli ja nie zgadzam się z tym co mówisz? - Neymar spojrzał na mnie zdezorientowany przez chwilę trawiąc słowa, które wypowiedziałam.
- Czyli, że...
- Czyli, że tak - dokończyłam i podeszłam do niego.
- Ale... Naprawdę?!
- Naprawdę. Te kilka dni bez ciebie było straszne. Nie mogłam wytrzymać. Tęskniłam za tobą.
Widocznie dotarł w końcu do niego sens moich słów, bo nagle podniósł mnie i zaczął kręcić nas wokół własnej osi. Dopiero po chwili z powrotem postawił mnie na ziemi.
- Mogę? - nie musiał mówić nic więcej. Prosta aluzja.
- Możesz - odpowiedziałam mu z uśmiechem na ustach.
I niemal od razu zrobił to na co mu pozwoliłam. Po raz drugi łączy nasze usta, tyle, że tym razem mu na to w pełni pozwalam. Chociaż nie powiem, że wtedy bym mu na to nie pozwoliła. Kiedy się ode mnie odsunął na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Widocznie to, że się zgodziłam bardzo go ucieszyło.
- Skąd ta nagła zmiana? - spytał.
- Myślę, że nie było, żadnej zmiany. Tak było od zawsze, ale chyba sama nie chciałam tego przed sobą przyznać. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś. Dziękuję, że jesteś. - przytuliłam się do niego.
- Bardzo mi miło, ale chyba to Cristianowi powinnaś podziękować. Może to dziwne, ale to poniekąd dzięki niemu wszystko to się wydarzyło.
- Byłam w piątek w szkole. Cristian mnie przeprosił.
- Więc może jednak nie jesteś mu obojętna. Skoro cie przeprosił to musi mu zależeć - jego głos diametralnie się zmienił. Może myślał, że mam zamiar jednak coś tworzyć z Crisem?
- Nie rozumiem czemu to zrobił i nie szybko mu to wybaczę. Ale może jednak to jest jego zasługa. Możliwe, że gdybym nie była tak zrozpaczona tym co zrobił...
- ... to ja nie zrobiłbym tego co zrobiłem i nie byłoby cie tutaj, ze mną - przerwał mi i objął mnie z uśmiechem. Czyli jednak jego radość wróciła.
- Masz minę jakbyś chciał wykrzyczeć całemu światu, że jesteśmy razem - zaśmiałam się.
- Owszem, mam ochotę to zrobić.
- Ale tego nie zrobisz dla mojego bezpieczeństwa. Coś czuję, że twoje fanki nie będą mnie uwielbiać.  - Chyba będą się musiały z tym pogodzić. Za bardzo mi na tobie zależy, księżniczko, żeby z ciebie zrezygnować.
Przytulił mnie, a ja już wtedy wiedziałam, że to właśnie tego mi brakowało od momentu kiedy go poznałam. Tego, żeby powiedzieć mu co naprawdę wobec niego czuję, kim dla mnie jest. Sprawia, że moje życie staje się piękniejsze, że ja sama staję się szczęśliwsza. Że zależy mi na nim jak na nikim innym. Neymar wiedział o tym wszystkim, mimo, że nie musiałam mu o tym mówić. My po prostu od zawsze rozumieliśmy się bez słów. Szkoda tylko, że jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy będę musiała mieszkać w Mountblanc. Cholernie trudno będzie wytrzymywać za każdym razem cały tydzień bez niego, wiedząc, że jest mój, a nie ma go ze mną. Ale jeszcze tylko tych kilka miesięcy i przeprowadzę się do Barcelony, zacznę naukę tutaj. Jeszcze tylko tych kilka miesięcy i będziemy już razem bez żadnych ograniczeń. Tylko ja i on. Nasza miłość i nasza przyjaźń.


Naprawdę cholernie mi przykro, że znowu Was zawiodłam. Cholernie mi przykro, że rozdział pojawia się tak późno i jest tak denny i źle napisany. Przepraszam. Znowu. Ale tym razem nie obiecuję że będzie lepiej. Bo nie będzie. 
!!!!!! Ważne!!!!!!
Przez sytuację z brakiem czasu na pisanie i do tego moimi ocenami, które sama uważam, że są poniżej moich ambicji postanowiłam, że na razie (puki choć troszeczkę się nie poprawię) dam sobie na wstrzymanie z pisaniem kolejnego rozdziału. Nie nazwałabym tego zawieszeniem, bo będę się tutaj pojawiać, ale nie chce, żebyście musiały czekać w nieskończoność zanim dodam nexta. Tak więc już wcześniej Was informuję, żeby znów nie było problemu, że dodaję rozdziały zdecydowanie za rzadko. Chociaż jest możliwość, że między wszystkimi klasówkami znajdę trochę czasu, żeby coś napisać. 

A poza tym na moim fotoblogu ( link tutaj: fotoblog neyforever) ostatnio pojawiła się informacja dotycząca nowego opowiadania, więc chciałabym poznać Waszą opinię w tej sprawie. Naprawdę mi na tym zależy. I przy okazji chciałabym powiedzieć, że jeśli zdecyduję się na pisanie kolejnego opowiadania, to nie będzie one dodawane od samego początku listopada. 

Przy okazji dziękuję za 4500 wejść na bloga i 100 komentarzy :D Jesteście wielkie :*

Jako że dodaję ten wpis praktycznie w nocy, bo większość z Was pewnie już śpi i przeczyta to jutro to, życzę Wam miłej soboty i weekendu :* Buziaczki i do zobaczenia :*
Neyforever :*


czwartek, 1 października 2015

Rozdział 12

~ Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże

* Wtorek *

Wszystkie moje dzisiejsze zajęcia - matematyka, hiszpański, geografia, angielski, francuski - minęły naprawdę szybko. Nim się obejrzałam znalazłam się na boisku na, którym wczoraj rozmawiałam z Neymarem, aby tam odbyć jeszcze dwie godziny w-fu. A potem będę już wolna i będę mogła wreszcie wrócić do domu. Teraz już tylko o tym myślałam. Po dzisiejszym dniu byłam wykończona. W nocy nie mogłam spać, a w szkole musiałam siedzieć przez tyle godzin. A do tego teraz jeszcze te dwa w-fy. Jak ja kocham szkołę...
Jedynym dzisiejszym pocieszeniem było to, że po wczorajszej akcji mogłam sobie spać na historii i to, że Crisa nie było dziś w szkole. Z tego co mówiły dziewczyny z jego klasy, pojechał sobie do Madrytu. Zachciało mu się Hiszpanię zwiedzać. Jak na mnie to mógłby już tam zostać. Na zawsze. Przy najmniej nie musiałabym już go więcej oglądać.
Przed wyjściem na boisko nawet nie poszłam do szatni, żeby się przebrać. Nie mam na nic siły. Nie ćwiczę.
Jak na złość cała moja klasa postanowiła pograć sobie przez dwie godziny w piłkę. Super. Chciałabym zagrać, ale zmęczenie bierze górę. Odkąd poznałam mojego piłkarzynę nawet zachciało mi się grać. Co on ze mną zrobił?
Moi znajomi wyszli ze szkoły, weszli na boisko, podzielili się na drużyny i zaczęli grać. Obserwowałam  ich grę i raz na jakiś czas wstawałam po to, żeby wyrzucić piłkę z autu. Przynajmniej na tyle się im dzisiaj przydałam. Kiedy zaczęłam się nudzić wyjęłam telefon, założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Zbyt długo się jednak tym nie nacieszyłam. Słuchanie przerwał mi dźwięk przychodzącego SMSa. A kto inny mógł do mnie napisać jak nie Neymar?
"Gdzie jesteś?
Zdziwiłam się. Po co mu było to wiedzieć? Dziwne.
"Na boisku w szkole. A po co ci takie poufne informacje?" - napisałam szybko i wysłałam.
Oczekiwałam przez kilka minut odpowiedzi, ale nie nadeszła. Hmm... może po prostu nie może odpisać. Odłożyłam telefon do torebki i w tym samym momencie ktoś zakrył mi oczy. Czyżby...?
Odwróciłam się i ujrzałam Brazylijczyka. Miałam ochotę krzyczeć z radości, ale nie chciałam zwracać na nas uwagi. Zapewne nie bez powodu miał na sobie full-cap i okulary przeciwsłoneczne. Nie chciał, żeby ktoś go tu rozpoznał. I szczerze mówiąc ja też nie chciałam. Nie miałam najmniejszej ochoty dzielić się z nikim moim przyjacielem.
- A co mój piłkarz tu robi? - zaśmiałam się na jego widok.
- Odwiedza przyjaciółkę - powiedział siadając obok mnie. - Czemu nie grasz? - spytał.
- Jak nie gram, jak gram. To jest po prostu nowa wersja piłki nożnej i nowy zawodnik.
- To ja chyba tej wersji nie znam - udał smutnego, ale i tak wiedziałam, że jest rozbawiony. - W takim razie mnie oświeć, co ty takiego robisz.
- Siedzę sobie za linią, wyrzucam piłkę z autu i wracam do siedzenia za linią. Bardzo ciekawa pozycja, mówię ci. Musisz kiedyś spróbować.
- Rzeczywiście, wydaje się mało męczące, a przynajmniej mniej niż bieganie przez całe 90 minut - tak ślicznie się uśmiechnął. - A tak naprawdę to czemu nie ćwiczysz?
- Nie mam siły. Jestem wykończona. Nie wyspałam się - i żeby to potwierdzić mojemu ciału zachciało się ziewać.
- Ile masz jeszcze lekcji? - spytał.
- Jeszcze jeden wf....
- A gdzie twój nauczyciel? - O co mu chodzi? Mimo wszystko, powiedziałam:
- Tam, po drugiej stronie boiska.
- Ok. - Neymar wstał z uśmiechem i na około boiska przeszedł na drugą stronę. Zamienił kilka słów z moim nauczycielem i wrócił tą samą drogą. Nikt z grających osób nawet nie zwrócił na niego uwagi.
Neymar wyciągnął do mnie rękę, a kiedy ją ujęłam ten pomógł mi wstać. Potem schylił się i wziął moją torbę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wyciągnął ponownie do mnie rękę i zaczął prowadzić w stronę wyjścia z terenu boiska i szkoły.
- Gdzie idziemy? - spytałam zdziwiona.
- Do domu. Jesteś podobno zmęczona, a twój kochany braciszek zwolnił cię z ostatniej lekcji - wyszczerzył się do mnie otwierając mi drzwi do swojego Audi. Cóż za dżentelmen.
- A więc od dzisiaj jesteś moim braciszkiem? - zachichotałam. Sama przecież go tak przecież wcześniej nazywałam, ale nie myślałam, że będzie podawał się za mojego prawdziwego brata.
- No na to wygląda - zamknął za mną drzwi i przeszedł na drugą stronę samochodu. Chwilę później siedział już obok mnie. - To co, kierunek twój dom? - spytał, patrząc na mnie wyczekująco. Czekał, aż powiem mu, że chcę tam jechać. Kiwnęłam głową na tak i po chwili Neymar prowadził samochód po ulicach Mountblanc.
- Podobno miałeś do mnie przez dłuższy czas nie przyjeżdżać przez treningi, to czemu tutaj jesteś? - spytałam, patrząc jak prowadzi. Taki skupiony, ale jednak na jego ustach widniał uśmiech. Lubię na niego patrzeć.
- Niespodzianka - zaśmiał się. - Dostaliśmy dzisiaj z chłopakami dzień wolny - dodał nie spuszczając wzroku z ulicy.
- I dlatego zamiast siedzieć w domu i odpoczywać od treningów tobie zachciało się jechać taki kawał drogi, żeby zabrać mnie ze szkoły i zawieść do domu? - chichotałam. Ten człowiek ma takie głupie pomysły.
- Nie, czemu ci coś takiego w ogóle przyszło do głowy? - śmiał się. - Przyjechałem sobie odpocząć od Barcelony razem z moją przyjaciółką.
- No chyba, że tak. Czyli mam rozumieć, że dzisiaj wracasz?
- Dzisiaj, może jutro rano. Zastanowię się jeszcze.
- A kiedy masz kolejny mecz? - spytałam, ponownie ziewając. Ziewanie jest męczące.
- W niedzielę.
- Na wyjeździe? - niby o to zapytałam, ale już znałam odpowiedź i uwierzcie mi, że nie byłam z tego zbytnio zadowolona.
- Niestety. W sobotę wieczorem lecimy z chłopakami do Sevilli - westchnął dość głośno. Chyba nie było mu to na rękę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym tam pojechać, zobaczyć wasz mecz. Ale troszeczkę daleko.
- No wiesz, będzie nas dzielić jedynie prawie cała Hiszpania... Oj tam, zostajemy na szczęście w Sevilli jedynie na mecz, a zaraz potem wracamy do domu.
- Nie cieszysz się, że wyjeżdżacie? Myślałam, że lubisz podróżować.
- Ostatnio jakoś mam dość tego ciągłego jeżdżenia, wyjazdów... Chciałbym chociaż przez dwa tygodnie móc siedzieć sobie w domu, nigdzie nie musieć wychodzić, wyjeżdżać... Po prostu mieć kilka dni tylko dla siebie.
- I mówisz to ty, który właśnie w dniu gdzie mogłeś być sam ze sobą w domu, przejechałeś tyle kilometrów do mnie?
- Tylko 100 kilometrów i to samochodem, samemu, do kogoś. To nie to samo co lecieć kilka godzin samolotem z całą Barceloną na drugi koniec kraju i to tylko na kilkanaście godzin. - W jego głosie nie słychać było już tej radości. Teraz słychać było jedynie smutek i tęsknotę. Ale za czym? Tego nie byłam w stanie się domyślić.
- Jeśli bym mogła to chętnie bym się z tobą zamieniła. Ja tkwię tutaj całymi tygodniami i jedyną odmianą jest kiedy jadę do ciebie do Barcelony. A nie wspomnę już o tym, że po zakończeniu szkoły czekają mnie studia, czyli kilka przyszłych lat w jednym i tym samym mieście spędzonych na zakuwaniu do kolejnych egzaminów. A co mi po tym, że będę miała jakieś przerwy w nauce skoro zapewne wtedy matka zaciągnie mnie do domu i tak spędzę cały wolny czas? A ty skończysz sezon, pojedziesz na wakacje na Ibizę albo coś tego typu, odwiedzisz rodzinę w Brazylii, będziesz miał mecze z reprezentacją... Ciesz się, bo twoja praca polega na tym, że robisz to co kochasz. Tobie nikt nie ustawiał przyszłości, tworzyłeś ją sam. Nie to co ja. Moja matka obmyśliła chyba już plany do końca mojego życia - ostatnie dwa zdania dodałam szeptem, ale podejrzewam, że on i tak mimo wszystko je słyszał. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a chwilę później poczułam, że samochód się zatrzymuje. Rozejrzałam się. Nie zatrzymaliśmy się pod moim domem, a w środku miasta. Co Neymar zamierza zrobić?
Byłam naprawdę w szoku kiedy przytulił mnie z całej siły i po chwili pocałował we włosy.
- Przepraszam - szepnął. - Nie powinienem był tak narzekać. Rzeczywiście moje życie w porównaniu z twoim nie jest takie złe. Ale uwierz, że zrobię wszystko, żeby było tak cudowne jak moje, księżniczko - dodał szeptem, a do moich oczu napłynęły łzy. Nie mogę uwierzyć, że mam tak wspaniałego przyjaciela.
Brazylijczyk po chwili puścił mnie i wrócił do prowadzenia samochodu, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę, oparłam ją o szybę i spoglądałam na mijane przez nas miejsca. I w tamtym momencie przez moją głowę przewijało się miliony myśli.
Już prawie zasypiałam, gdy w końcu zatrzymaliśmy się przed bramą mojego domu. Neymar znów otworzył drzwi od mojej strony i pomógł mi wysiąść. Gdy opuściłam samochód piłkarza zdałam sobie sprawę, że jest mi naprawdę ciepło. A to było akurat dziwne, bo z tego co pamiętam to dzisiaj na dworze było strasznie zimno. Moje myśli potwierdziło zdziwione spojrzenie Neymara, gdy w to zimno ściągnęłam kurtkę i szłam w stronę domu tylko w bluzie.
- Czy ty zgłupiałaś? - powiedział może lekko na mnie zdenerwowany, ale w jego głosie można było wyczuć ogromną troskę. Mój "braciszek" się o mnie troszczy, ojjj.
- Ale mi jest gorąco! - odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zamyślony, ale się nie odezwał. Gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego domu podał mi moją torebkę, abym mogła znaleźć w niej klucze i po chwili znaleźliśmy się już w środku. Odłożyłam moje rzeczy na szafkę obok wejścia, a wtedy podszedł do mnie Neymar i przyłożył mi dłoń do czoła. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic mi nie powiedział. Dopiero gdy zapytałam o co chodzi, odpowiedział zmartwiony:
- Albo mi się zdaje, albo masz gorączkę.
- Może... bo jakoś tak jak weszłam do domu to mi się zimno zrobiło - powiedziałam otulając się szczelniej bluzą.
- Chodź, położysz się spać. Nie dziwię się, że jesteś taka zmęczona.
Posłusznie poszłam za nim do swojego pokoju - raczej nie miałam innej opcji, gdybym została na dole, wróciłby i zaniósł mnie na górę, więc jednak wolałam pójść na własnych nogach. Piłkarz przykrył mnie kołdrą i wyszedł. Zastanawiałam się, gdzie poszedł, gdy ponownie zjawił się w pomieszczeniu, niosąc w ręce kubek. Podszedł do mnie i podał go razem z tabletką, którą trzymał w drugiej ręce. Zgaduję, że to coś na przeziębienie. Neymar nie musiał oczywiście nic mówić, sama wiedziałam co musiałam zrobić. Połknęłam tabletkę, popiłam wodą, a Neymar w tym czasie usiadł na moim łóżku.
- Nadal ci zimno? - spytał.
Nie miałam siły, żeby mu odpowiedzieć, więc tylko kiwnęłam głową i szczelniej otuliłam się kołdrą, a on położył się obok mnie, tuląc do siebie. Od razu zrobiło mi się cieplej i to wcale nie zasługa tego, że leżałam w ubraniach i bluzie pod ciepłą kołdrą ....
Nie długo cieszyłam się obecnością Brazylijczyka tak blisko mnie, bo w przeciągu kilku następnych minut zmęczenie wzięło górę i po prostu zasnęłam.
***
- Zmieniła się. Bardzo. Dzięki tobie. Albo przez ciebie. Za każdym razem cholernie za tobą tęskni. Postanowiła, że nie ważne co powiedzą jej rodzice, po skończeniu szkoły wyjeżdża na studia do Barcelony, nigdzie indziej. Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże - jak przez mgłę usłyszałam głos Ady. Chwileczkę, co ona tu robi, przecież ja byłam sama w domu z Neymarem... No tak, zapewne on ją tu wpuścił. I coś czuję, że zdążyli się już całkiem poznać. 
- A wy co, ploteczki? Beze mnie? - zaśmiałam się siadając na łóżku. Ciekawe ile czasu spałam. Pewnie długo. 
- Ploteczki? To było raczej przesłuchanie! - zaśmiał się Neymar. Na ten piękny dźwięk na mojej twarzy obowiązkowo musiał pojawić się uśmiech. 
- Powinnaś teraz ode mnie oberwać, ale ratuje cię to, że jesteś chora. Czemu nie powiedziałaś mi, że tym twoim przyjacielem jest Neymar?! - zawołała Ada. 
- No wiesz... Nie było okazji. Ale sama też byłaś blisko. Mój Barcelonista - uśmiechnęłam się na to wspomnienie. - I przestań z łaski swojej grozić mojemu piłkarzykowi, bo od grożenia to tu jestem ja.
- Ja tylko dbam o moją przyjaciółkę - odpowiedziała 
- No właśnie, ja też o nią dbam - powiedział Neymar, siadając na moim łóżku. - Lepiej?
- O wiele. Dziękuję, A tak właściwie, to która godzina?
- Coś koło osiemnastej. Dość długo spałaś. Ada przyszła zaraz po skończeniu lekcji.
- No to chyba przez ten czas zdążyliście się już dość dobrze poznać?
- Oj tak, i to chyba nawet zbyt dobrze... - powiedział Neymar, spoglądając na Adę z czego wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
***
Wczoraj z Neymarem i Adą bawiłam się wręcz cudownie. Strasznie się cieszę, że się w końcu poznali. Moje dwie najważniejsze osoby. Jednak wszystko co dobre kiedyś musiało się skończyć. Wieczorem Ada musiała wracać do domu, choć namawiałam ją, żeby została na noc u mnie. No i tak zostaliśmy z Neymarem sami. Trochę śmiechu, wygłupów, kolacja i spać. Każde z nas było zmęczone tym długim dniem. Tym razem Neymar spał już na "swoim" łóżku.
Dziś rano, gdy wstałam było mi już dużo lepiej, dlatego postanowiłam iść do szkoły. Nie pożegnałam się z Neymarem. Gdy wychodziłam z domu jeszcze spał, a zapewne, gdy tylko się obudzi będzie musiał wracać do Barcelony. Szkoda, że mógł być tutaj jedynie przez te kilkanaście godzin, ale lepsze to niż nic. Zastanawiałam się, czy jakoś w najbliższym czasie nie pojechać do Barcelony, ale Neymar ma mecz w niedzielę, więc odwiedziny w weekend odpadają.
Poszłam po Adę do jej domu i razem poszłyśmy do szkoły. Od razu spotkałyśmy nasze przyjaciółki z klasy. Chwilę rozmawiałyśmy, oczywiście nie obeszło się bez pytań o to, kim był chłopak, z którym wczoraj wyszłam z zajęć. Oczywiście nie powiedziałam im prawdy - i tak by nie uwierzyły. Wcisnęłam im to samo kłamstwo, które Neymar powiedział mojemu trenerowi: "Przyjechał po mnie mój kochany brat". Aż sama się zdziwiłam, że w to uwierzyły.
Niestety zabrzmiał dzwonek na lekcję i wszystkie musiałyśmy iść do sali od języka hiszpańskiego. Te lekcje akurat lubiłam. Ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Do czasu.
Po zakończeniu zajęć z naszego ojczystego języka nauczycielka zadałam nam pracę domową i pozwoliła nam wyjść na przerwę. Wymieniłam się spojrzeniami z Adą i już wiedziałam, że musimy iść do łazienki. W końcu moja przyjaciółka musiała poprawić sobie włosy. To weszło jej już w nawyk.
- I jak, już wyglądasz tak jak powinnaś? - spytałam znudzonym głosem, opierając się o ścianę łazienki. Po 10 minutach takiego czekania naprawdę zaczęło mi się nudzić.
- Jeszcze chwilka - odpowiedziała skupiona na wsuwaniu wsuwki w swoje włosy. Poprawiała ją już chyba z piętnasty raz. Perfekcjonistka...
- Jest dobrze. Możemy wychodzić - powiedziała szczęśliwa. Ja w tamtym momencie też byłam radosna - w końcu mogłam wyjść z tej łazienki. Miałyśmy dłuższą przerwę, więc postanowiłyśmy wyjść na dwór. Korytarz był pełen ludzi. Nie zwracałam uwagi na to kto idzie przede mną. Aż do momentu kiedy usłyszałam śmiech. Jego śmiech. Śmiech Crisa. Szedł przede mną razem z Camilą. Śmiali się z czegoś o czym rozmawiali. Nie słyszałam tego co wcześniej powiedział, ale chwilę potem usłyszałam to, co w tej rozmowie było najważniejsze:
- Chciałbym zobaczyć jej minę kiedy wczoraj siedziałaś na moich kolanach. Ona jest naprawdę głupia. Że ona przez tyle czasu nie zauważyła, że się po prostu z niej nabijamy.
Nie trzeba było być jakimś specjalnym geniuszem, żeby zrozumieć o czym rozmawiali. Po usłyszeniu tych słów poczułam na raz tak wiele emocji... Złość, rozczarowanie, smutek, chęć uderzenia go. Wszystko na raz.
Ada spojrzała na mnie z przerażeniem. Ona też słyszała to co powiedział przed chwilą Cristian. Bała się, że zrobię coś głupiego. Ja tym czasem zachowywałam powagę i spokój. Ale jedynie zewnętrznie. Wyszłam za nim ze szkoły walcząc z ogarniającą mnie ochotą, aby się do niego odezwać.
Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz cały czas obserwowałam go wzrokiem. Widziałam, że usiadł na jednej z ławek razem z Camilą. Nie zamierzałam się rozpłakać, nie zamierzałam udawać, że nic się nie stało. Miałam zamiar załatwić to. Teraz.
Podeszłam do niego z uśmiechem. Oczywiście wymuszonym.
- Cristian, możemy porozmawiać? -spytałam, siląc się na opanowanie. Nie chciałam dać się ponieść emocjom. Jeszcze nie teraz.
-  Jasne, nie ma sprawy - wstał z uśmiechem na twarzy, stając może jakoś pół metra ode mnie. Och, jak bardzo chciałabym zetrzeć mu ten głupi uśmieszek z twarzy!
- Wiesz co? W prawdzie to chciałam powiedzieć ci tylko tyle - warknęłam i zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć moja dłoń wylądowała na jego policzku. W powietrzu rozległ się głośny plask, a na jego twarzy pojawił się duży czerwony ślad. Należało mu się. Piekła mnie ręka, ale byłam szczęśliwa. - Jak mogłeś być takim dupkiem - pokręciłam głową i odeszłam zostawiając wszystkich w ogromnym zaszokowaniu.
Gdy tylko odeszłam na znaczną odległość przyspieszyłam aż w końcu zaczęłam biec. Z nadmiaru emocji nawet nie poczułam jak po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Przed chwilą wydarzyło się coś o wiele gorszego. W tym momencie najważniejsze było dla mnie tylko to, żeby wrócić do domu, zamknąć się tam i nigdy więcej stamtąd nie wychodzić. Miałam ochotę zniknąć, na zawsze.
*Ada*
Po wszystkim co wydarzyło się przed szkołą nie wiedziałam czy poprawić Crisowi za to co zrobił, czy może pobiec za Seleną. Korciło mnie żeby dać temu idiocie w twarz, ale jednak moim priorytetem było bezpieczeństwo przyjaciółki. Wybiegłam za nią już jej nie dostrzegłam. Zniknęła. Wiedziałam gdzie zapewne pobiegła, ale zanim dotarłabym na miejsce, ona mogłaby zrobić coś głupiego. Z resztą na pewno nie wpuściła by mnie do domu. Jej rodzice wyjechali na kilka dni, więc była tylko jedna osoba, która mogła tam teraz być. Ale szanse na to, że jeszcze w ogóle był w Mountblanc były bardzo małe. 
*Neymar*
Właśnie zabierałem z salonu swoje rzeczy i miałem wychodzić. Szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Seleną, ale niestety ona była w szkole, a ja nie chciałem się tam teraz pojawiać i jej szukać. Wzbudziłbym zbyt duże zainteresowanie. Niby wczoraj tam byłem, ale wtedy widziało mnie jedynie kilka osób z klasy Sel, którzy mnie i tak nie rozpoznali, a to nie to samo co cała szkoła. Więc niestety będę musiał wrócić do Barcelony bez pożegnania z moją przyjaciółką. 
Nagle, gdy już miałem wychodzić z pomieszczenia i skierować się do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Nie kryłem zdziwienia, gdy zobaczyłem, że dzwoni Ada. Czego mogła ode mnie chcieć?
- Neymar, jesteś jeszcze w domu Seleny? - zawołała jeszcze zanim zdążyłem się odezwać. 
- Tak, właśnie miałem wychodzić, ale o co chodzi, co się stało? - pytałem zdezorientowany. Ada była bardzo zdenerwowana. 
- Jeśli możesz to zostań u niej w domu. Selena przed chwilą pokłóciła się z Cristianem, tym chłopakiem, o którym ci wczoraj mówiłam. Okazało się, że on po prostu bawił się jej uczuciami. Neymar, ja się boję, że ona coś sobie zrobi! - mówiła tak szybko, że ledwie udało mi się ją zrozumieć. I właśnie w tym momencie usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych. To Sel. Wiedziałem, że pobiegła teraz do swojego pokoju. 
- Nie martw się, Sel właśnie wróciła do domu. Zajmę się nią, a ty tymczasem się uspokój. Nic się jej przy mnie nie stanie - spróbowałem ją trochę uspokoić. - Zadzwonię do cb później - dodałem i rozłączyłem się. Zaraz potem pobiegłem do Seleny. 
*Selena*
Wbiegłam do domu, trzasnęłam drzwiami i nie zważając na to czy ktoś jest w domu, pobiegłam do swojego pokoju. Miałam dość. Dość tej cholernej miłości, tego głupiego życia... Miałam ochotę ze sobą skończyć. Ale wiedziałam, że nie będę potrafiła tego zrobić. Są tutaj osoby, które kocham, które są dla mnie ważne. Za nic nie chciałabym ich zostawiać, ale w tym momencie nie mam już siły, żeby dalej żyć. 
Zostawiłam gdzieś po drodze torbę i rzuciłam się na łóżko. Z moich oczu nadal płynęły łzy, których nie potrafiłam opanować. Miałam dość. Nie chcę się więcej zakochiwać. Pieprzyć miłość! 
Otworzyłam szufladkę mojej szafki i wyciągnęłam z niej jeden mały i ostry przedmiot. Wiem, że Neymar nie byłby zadowolony gdyby to zobaczył, ale w tym momencie go tutaj nie ma. Jest dla mnie cholernie ważny. Jednak o niczym się nie dowie. Nie chcę go ranić. Nie chcę zobaczyć jego oczu pełnych zawodu. Nie chciałam go zawieść, ale jednak mimo wszystko w tym momencie do tego dążyłam...
Położyłam żyletkę na dłoni. Nie, nie zamierzałam się ciąć. Powoli zaciskałam dłoń, ale zanim zrobiłam to do końca usłyszałam jak drzwi mojego pokoju się otwierają. W moim pokoju pojawił się Neymar. Nie miałam pojęcia, że nadal tutaj jest. Byłam święcie przekonana, że wrócił do Barcelony. A jednak okazało się, że został i do tego zobaczył mnie płaczącą.,. Nie powinien był mnie widzieć w takim stanie. 
Podszedł, usiadł na łóżku na przeciwko mnie i mocno przytulił. Kiedy już się ode mnie odsunął, zauważył moją prawie zaciśniętą dłoń i zobaczył tam żyletkę. Spojrzał na mnie tak smutnym wzrokiem, że od razu zrobiło mi się cholernie przykro, że mu to zrobiłam. Jednak ja już chyba nie potrafiłam inaczej. 
- Oddaj mi to - poprosił spokojnie. I to chyba ten spokój sprawił, że od razu oddałam mu ten mały przedmiot, który spoczywał w mojej dłoni, i którym chciałam się okaleczyć. Nawet samą mnie zaskoczyło moje posłuszeństwo. Na ogół jeśli ktoś kazał zrobić mi coś czego nie chciałam to po prostu go olewałam. Z Neymarem było inaczej. Neymar był wyjątkiem od wszystkich moich zasad. - Nie masz ich więcej? - zapytał na co ja jedynie pokręciłam przecząco głową. - Chciałaś skrzywdzić siebie dlatego, że ktoś cię skrzywdził? Przecież to kompletna głupota. Okaleczać się dlatego, że trafiłaś na takiego durnia - starał się wytłumaczyć mi moją głupotę. Jednak ja chyba w tym momencie nie do końca to rozumiałam. 
- Kochałam go - szepnęłam. A może jedynie mi się wydawało? Może tylko sobie to wyobrażałam?
- Skoro zrobił coś takiego to znaczy, że nie zasłużył sobie na ciebie. Nie dorósł na tyle, żeby móc cie pokochać. Ale zobaczysz, że w końcu spotkasz tego swojego księcia z bajki. Skąd wiesz, może koń mu zdechł i musi teraz iść do ciebie na pieszo? Ale na pewno w końcu cię znajdzie, w końcu będziecie razem, będziecie ze sobą szczęśliwi. Tylko to wszystko wymaga cierpliwości. 
- Mnie nikt nie pokocha. Nie zasługuję na niego... - mówiłam, ale w tym momencie Neymar zrobił coś czego nigdy się po nim nie spodziewałam. Przybliżył się do mnie i po chwili nasze usta się spotkały. Pocałował mnie! A ja ten pocałunek odwzajemniłam! Nie wiem co się z nami wtedy stało. Przecież mieliśmy być przyjaciółmi... 
- Ja cię kocham. A ten chłopak cię nie docenia. Jesteś dużo więcej warta od niego. Jesteś najlepsza księżniczko. I nigdy w to nie wątp. Pamiętaj, że ja zawsze jestem - powiedział, przytulił mnie jeszcze raz, pocałował we włosy i najzwyczajniej w świecie wyszedł z mojego pokoju. Wyszedł zostawiając mnie oszołomioną tym co przed chwilą się tutaj wydarzyło. On mnie... kocha?

Jestem, powróciłam xD Szkoła trochę daje w kość, ale codziennie, małymi kroczkami udało mi się skończyć tak długo przeze mnie wyczekiwany rozdział. To jest chyba moja ulubiona część tego opowiadania :D Oczywiście w sensie pomysłu, a nie wykonania, które powiedzmy szczerze jest średnie... No ale w końcu jest i czas myśleć nad wydarzeniami dla kolejnej części. 
Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Wszystko się sypie choć staram się na bieżąco wszystko ogarniać. Szczerze mówiąc to lubię pisać to opowiadanie, ale dużo ono ode mnie wymaga, bo to co piszę czasami odzwierciedla mój humor. A w ostatnim czasie raczej nie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odbija się to na opowiadaniu choć wątek z Sel i Crisem był już dawno zaplanowany. W każdym bądź razie chcę Wam przez to powiedzieć, że następny rozdział... może się pojawić w dość dużym odstępie czasu... Przepraszam Was za to...

Proszę Was o komentarze, one strasznie mnie motywują i poprawiają mi humor, więc jeśli chcesz mnie uszczęśliwić to zostaw komentarz :* 
Udanego piątku i weekendu :*

sobota, 19 września 2015

Rozdział 11

* Poniedziałek *
* trzy dni później *

Rano budzi mnie dźwięk jednej z moich ulubionych piosenek. To był koszmarnie głupi pomysł, żeby ustawić ją na budzik. Chyba przez to przestanie być już moją ulubioną.
Mimo niechęci kilkanaście minut później podniosłam się z mojego wygodnego i cieplutkiego łóżka. Niestety po weekendzie spędzonym na leniuchowaniu trzeba w końcu wrócić do normalnego trybu życia, w który niestety wpisuje się szkoła. Wcale nie uśmiecha mi się do niej wracać, ale gdyby Neymar dowiedział się, że zawalam naukę chyba by mi tego nie wybaczył. Zrobił się ostatnio wobec mnie naprawdę bardzo opiekuńczy. Chyba czasami aż zbytnio.
Ubrałam się, spakowałam wszystkie potrzebne książki i jedząc śniadanie czekałam na Adę. Właśnie kończyłam mój posiłek kiedy usłyszałam dzwonek. Nie chciało mi się fatygować do drzwi, dlatego po chwili w wejściu do kuchni ujrzałam przyjaciółkę. Niby wyglądała tak jak zwykle, ale wiedziałam, że jest smutna. Pierwsze co zrobiłam, gdy ją zobaczyłam, to podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
- On nie jest ciebie wart - szepnęłam i poczułam jej łzy moczące moją bluzę. Jakoś zbytnio się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że temat Michaela przez jakiś czas będzie na cenzurowanym. Ja zdążyłam się już pogodzić z tym jak mnie potraktował, ale z Adą na pewno nie będzie tak łatwo.
- Możemy już iść? Nie chcę się spóźnić - powiedziała po chwili, ocierając rękawem bluzy łzy z policzków. Było mi jej naprawdę żal, że musi cierpieć przez takiego idiotę. Nikomu nie życzyłabym takiej sytuacji.
- Jasne, jestem już gotowa, więc możemy iść - wzięłam swoją torbę, założyłam kurtkę i razem opuściłyśmy mój dom.
- Jak było u Neymara? - pierwsze kilkanaście minut naszej drogi do szkoły minęło nam w ciszy. Dopiero Ada przerwała nasze milczenie. Ja nie miałam na to odwagi. Myślałam, że Ada po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.
- Świetnie. Obejrzałam mecz Barcelony na Camp Nou, poznałam brata Neymara, spędziłam z nimi cały weekend. Niestety, Neymar chciał żebym została, ale nie chciał żebym opuszczała zajęcia. Dlatego wczoraj wróciłam do domu, choć tak naprawdę wolałabym zostać w Barcelonie. Ale Neymar obiecał mi, że odwiedzi mnie kiedy tylko będzie mógł. Ale teraz ma dużo treningów, więc nie wiem kiedy znów go zobaczę - westchnęłam. Bez mojego przyjaciela obok było mi tak jakoś pusto.
- Sel? - usłyszałam niepewne pytanie Ady.
- Tak?
- Kim on dla ciebie jest? - spytała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona. Przecież tyle razy jej to mówiłam. - Wiem, że mówiłaś mi tyle czasu, że to tylko przyjaciel, ale... ale trochę nie chce mi się w to wierzyć. To twoje zachowanie odkąd go poznałaś, to że spędziłaś u niego tyle czasu, że tak bardzo za nim tęsknisz... To nie wygląda na przyjaźń...
- Może nie, ale naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi. Poza przyjaźnią nic nas nie łączy. Po prostu czuję się przy nim dobrze, świetnie bawię się w jego towarzystwie... I co najważniejsze, zapominam przy nim o Crisie. Przy Neymarze nie muszę martwić się o to co Cris jeszcze zrobi nieświadomie mnie raniąc. Przy nim nie myślę o niczym złym i jestem po prostu szczęśliwa.
- Ooo Selena, wpadłaś po uszy! - zaśmiała się Ada. - Pierwszy etap zakochania! - zawołała radośnie.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Neymar jest moim PRZYJACIELEM i nigdy nie zastąpi mi Crisa.
- Ale pomyśl... Przy Neymarze naprawdę zachowujesz się inaczej. Odkąd go poznałaś jesteś dużo szczęśliwsza, radośniejsza. Może ty tego nie widzisz, ale ja zauważyłam tą twoją olbrzymią zmianę. Zakochałaś się. Mówisz o nim w samych superlatywach, tak bardzo się nim zachwycasz, tęsknisz, jeździsz do niego do Barcelony...
- Ada, mogę ci zadać jedno pytanie? - przerwałam jej.
- Jasne.
- Przed chwilą zerwałaś z chłopakiem, twierdzisz od kilku dni, że miłość jest głupia, ale tak bardzo się cieszysz na myśl, że mogłabym się zakochać. Dlaczego?
- Bo... Nie wiem. Nie znam tego całego twojego Neymara. Słyszę o nim jedynie od ciebie. Ale widzę, że cię nie krzywdzi, jesteś szczęśliwa. Widzę, że Neymar jest inny niż Michael i Cris.
- Michael to idiota, Cris o niczym nie wie i się nie dowie, a Neymar jest cudowny, bo jest po prostu dobrym człowiekiem i przyjacielem. I jest oczywiście różnica w tym, że Neymar chce się ze mną przyjaźnić, nie to co pozostała dwójka...
Dalej żadna z nas nie próbowała kontynuować tej rozmowy. Ja byłam wkurzona, a Ada wiedziała, że niezależnie od tego co powie i tak nie przyznam jej racji. Chwilę później znalazłyśmy się na terenie naszej szkoły. Tam tym bardziej obie nie chciałyśmy wspominać o Neymarze, a tym bardziej o Cristianie. W końcu osoby chodzące do tej szkoły nie były głupie, ktoś mógłby się zorientować o czym rozmawiamy. A ja wolałabym, żeby moja przyjaźń z Neymarem i sytuacja z Crisem pozostały między mną a Adą.
Naszą pierwszą lekcją dzisiejszego dnia miała być historia, więc zaraz po wyjściu z szatni, razem z innymi dziewczynami skierowałyśmy się na parter, gdzie znajdowała się klasa numer 3. Pod salą siedzieli już chłopacy z naszej klasy. Byliśmy wszyscy ze sobą bardzo zżyci, więc oczywiście ze wszystkimi musiałam się przywitać. I właśnie wtedy na korytarzu zjawił się on. Przez szkołę razem ze znajomymi w moją stronę zmierzał Cris. Od razu na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech, Cieszyłam się na jego widok, chociaż byłam pewna, że on nawet mnie nie zauważył. Zawsze tak było - widziałam go zawsze gdy tylko był nieopodal, a on zapewne zapomniał całkowicie o moim istnieniu. Tak, to była chora sytuacja. Ale spróbuje to jakoś wyjaśnić:
Cris, Cristian, jak kto woli, to chłopak z równoległej klasy. Przez pierwszy rok szkoły nawet nie wiedziałam, że istnieje... I to był chyba ten najlepszy okres. Dopiero w drugiej klasie poznaliśmy się dosłownie przez przypadek. Po dłuższej nieobecności musiałam chodzić w szkole na zajęcia uzupełniające. I poznałam go właśnie na zajęciach dodatkowych z języka hiszpańskiego. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Cris wszedł spóźniony do klasy i rozejrzał się po niej. Wtedy jego wzrok spoczął na mnie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chwilę później usiadł obok mnie i przedstawił się. Spędziliśmy razem sporo czasu śmiejąc się, aż do momentu, w którym naszej nauczycielce skończyła się cierpliwość i wyrzuciła nas z klasy. Wtedy razem poszliśmy do szatni nadal się śmiejąc, a potem Cris odprowadził mnie do domu. Następnego dnia rano zjawił się pod moim domem, żeby odprowadzić mnie do szkoły. I tak było przez kolejny tydzień - mieliśmy świetny kontakt, zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od zawsze, Ale oczywiście w końcu wszystko musiało się diametralnie zmienić. W następnym tygodniu klasa Cristiana wyjechała na kilka dni do Portugalii w ramach wycieczki. W czasie kiedy tam był oczywiście pisaliśmy przez internet. Ale już po powrocie nie odezwał się do mnie ani razu. Nie odpowiedział kiedy się z nim przywitałam, nie odpisał na moją wiadomość... Zrobiło mi się przykro. Postanowiłam, że o wszystkim zapomnę, że będę żyła jakby był to tylko nic nie znaczący epizod, jakby nic takiego w ogóle się nie wydarzyło. Ale to nie było tak proste jak myślałam. Kilka dni później przyłapałam się na tym, że ciągle o nim myślę, ciągle szukam go wzrokiem. Że nie mogę się na niczym skupić kiedy on jest w pobliżu. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęsknię. To było takie dziwne. Widzieć go codziennie, móc na niego patrzeć, ale nie móc się do niego odezwać, przytulić, mieć go całego dla siebie. A teraz ja zmagam się z tym już od tylu miesięcy. Od czasu, gdy wrócił z Portugalii nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. On nadal nie widzi tego jak się staram zwrócić na siebie jego uwagę. W czasie, gdy ja tak bardzo chciałam mieć go przy sobie, on był w związku z inną. Za każdym razem gdy ją przytulał mi pękało serce, bo ktoś kto był dla mnie ważny darzył miłością kogoś innego. Ale wtedy przynajmniej myślałam, że nie jest ze mną dlatego, że ma już dziewczynę. Teraz kiedy jest sam mam już przekonanie, że nie jest ze mną tylko dlatego, że mnie nie chce, I to jest chyba najgorsze. Nieodwzajemniona miłość jest tak ciężka, dlatego, że musisz kochać za dwoje, wiedząc, że on kocha inną. Ale jeśli on mnie nie kocha, to chciałabym mieć go przy sobie chociażby jako przyjaciela, móc z nim rozmawiać. Tyle by mi wystarczyło.
Cristian minął nas i usiadł pod klasą obok. Oczywiście cały czas dyskretnie mu się przyglądałam. Ale po chwili miałam ochotę stąd zniknąć. Podeszła do niego jedna z dziewczyn, jego przyjaciółek. Myślałam, ze wybuchnę gdy zobaczyłam, że siada na kolanach Crisa. Na szczęście w porę moją uwagę odwróciła Ada, która pociągnęła mnie mocno za rękę w stronę łazienek. Czasami mam wrażenie, że czyta mi w myślach. Gdy znalazłyśmy się już na osobności Ada po prostu odwróciła się i mocno mnie przytuliła. Tego było mi potrzeba. Po moich policzkach popłynęły łzy. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Wiedziała, że tego potrzebuję.
- Nie rycz! - odezwała się po chwili, odsuwając mnie od siebie. - Nie jest wart twoich łez! Nie zwracaj na niego uwagi!
- Nie potrafię!
- To się naucz! Jakiś idiota nie będzie doprowadzał cię do łez! Chyba, że ze szczęścia. Mam już tego serdecznie dość! Jeszcze jedna taka jego akcja i po prostu coś mu powiem, a uwierz, że nie będzie to nic miłego - zagroziła, a ja bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że potrafiłaby spełnić swoje groźby. - Ile ja razy jeszcze mam ci mówić, że nie jest ciebie wart?
- Dobrze Ada, uspokój się. Błagam cię nie mów mu nic. Nie chcę, żeby się o tym dowiedział. A przynajmniej nie teraz - prosiłam. Gdyby teraz Cris dowiedział się o wszystkim na pewno cała ta historia nie skończyłaby się dobrze.
- Wiesz, że tego nie zrobię, jeśli ty nie będziesz tego chciała. Ale denerwuje mnie już te jego zachowanie i ostrzegam cię, że jeśli mnie wkurzy to usłyszy ode mnie parę niemiłych słów - warknęła i w tym momencie usłyszałyśmy dzwonek rozpoczynający pierwszą lekcję. Niestety, trzeba było tam wrócić..
- Okey, chodź, idziemy - westchnęłam.
- Na pewno?
- Tak, idziemy - powiedziałam i otworzyłam drzwi od łazienki.
Poszłam w stronę swojej klasy, a Ada podążyła tuż za mną, Crisa już nie było. Na szczęście.
- Ej, młoda, co jest? - usłyszałam głos Davida, mojego dobrego kolegi z klasy. Często mówił do mnie "młoda". A był ode mnie tylko trzy miesiące starszy. Ale za to kilkanaście centymetrów wyższy.
- Nie, wszystko ok - zapewniłam go, ale on na te słowa nieznacznie się skrzywił.
- To czemu mam wrażenie, że kłamiesz?
- Nie wiem, wróżką nie jestem, w myślach ci nie czytam - odpowiedziałam, przybierając na twarz wymuszony uśmiech. Przez chwilę David patrzył na mnie nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Jednak po chwili uśmiechnął się do mnie i wiedziałam już, że mi uwierzył. Odetchnęłam z ulgą.
Obok nas przeszła nasza nauczycielka, więc wszyscy weszliśmy za nią do sali. Wyjęłam książki, usiadłam i czekałam aż rozpocznie lekcje.
Historyczka zaczęła zajęcia oczywiście od sprawdzenia obecności, a potem wróciła do naszego ostatniego tematu czyli historii Katalonii.
Ogólnie lubię historię, a historia mojego regionu jest dla mnie szczególnie ważna, bo jestem bardzo związana z Katalonią, ale jakoś nie mogę skupić się na tym co mówi nauczycielka. Choć zapewne powtarza tylko to czego ja przez moją matkę musiałam nauczyć się kilka lat wcześniej. Ale z tego co pamiętam te zajęcia akurat wybrałam chyba sama. Nigdy nie czułam się Hiszpanką - od zawsze byłam jedynie Katalonką.
Nie mogłam się kompletnie skupić. Moje myśli w 100% zajmował Cris. Nie mogłam odpędzić wspomnienia tego jak szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy ta dziewczyna usiadła na jego kolanach. To było takie... takie...
Nagle poczułam wibracje mojego telefonu w kieszeni, co przerwało moje idące w złą stronę myśli. Szczerze mówiąc nie musiałam sprawdzać kto to. Wiedziałam, że to moje światło w ciemności. Wiedziałam, że to Neymar. To zastanawiające, że zawsze jest właśnie w tym momencie, w którym go potrzebuję. Jest moim prawdziwym przyjacielem.
Gdy nauczycielka odwróciła się, aby pokazać coś na mapie szybko wyjęłam telefon z kieszeni i włożyłam go do piórnika. Zawsze tak robiłam, a jeszcze żaden nauczyciel tego nie zauważył.
"Co tam u ciebie, siostra?  :D Nudzi mi się bez ciebie ;(" - przeczytałam wiadomość od Brazylijczyka. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. On bardzo dobrze wie jak poprawić mi humor, choć nawet nie wie, że jestem smutna. Ale chyba jednak pani Fernandez się to nie spodobało.
- Selena, czy naprawdę tak bardzo cieszy cię lekcja historii ze mną? - spytała, przerywając prowadzenie lekcji tylko po to, żeby zwrócić mi uwagę.
- Ależ ja bardzo lubię lekcje historii. Tyle, że nie koniecznie z panią. I wie pani co, chciałabym w końcu usłyszeć coś innego niż to co powtarza nam pani od trzech lat... - odpowiedziałam jej nawet nie patrząc w jej stronę. Tak, lekceważyłam ją. Moje paznokcie na pewno w tym momencie były bardziej interesujące Nigdy nie lubiłam tej nauczycielki i nie miałam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń.
- Selena, czy ty nie powinnaś uważać na lekcjach? Chyba zależy ci na ocenie? - powiedziała udając opanowaną, a tak naprawdę wiedziałam, że jest niemiłosiernie wkurzona,
- Uważałam. Dwa lata temu jak mówiła to pani po raz pierwszy. Zastanawiam się czy nauczyła się pani może na tych studiach czegoś jeszcze czy tylko za to wystawili pani ten dyplom. Ja po trzech godzinach zajęć pozalekcyjnych miałam opanowany większy zakres wiedzy niż pani w tym momencie - zaśmiałam się.
- Jeśli uważasz, że tak dużo wiesz, to może pochwalisz się swoją wiedzą?
- Nie ładnie się tak chwalić przed całą klasą.
- To po co jesteś na tej lekcji?! - pani Fernandez w końcu przestała udawać spokojną. Krzyknęła tak głośnio, że aż mnie uszy zabolały. I nie tylko mnie.
- No właśnie nie wiem co ja tutaj robię - powiedziałam opanowanie, wzięłam swoje książki, schowałam telefon do tylnej kieszeni jeansów, przełożyłam torbę przez ramię i skierowałam się do drzwi klasy. - Miłej nauki z naszą kochaną i bardzo opanowaną nauczycielką - zawołałam jeszcze do klasy i opuściłam salę. Do końca lekcji miałam jeszcze pół godziny. Sporo można było zrobić w tym czasie, Ale ja już chyba wiedziałam co zrobię. Przez okno zauważyłam, że jacyś chłopacy grają na boisku w piłkę nożną. Wyszłam ze szkoły głównym wyjściem i obeszłam szkołę dookoła. Chwilę później znalazłam się za linią boczną naszego boiska. Wyjęłam telefon i napisałam szybką wiadomość do Neymara.
"Masz teraz trening?"
Chwilę później otrzymałam wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła:
"Nie. Jestem sam w domu i się nudzę :("
Po przeczytaniu od razu wybrałam numer telefonu Brazylijczyka.

***

Wychodząc razem z Adą ze szkoły spoglądam na dziedziniec szkolny. Kogo tam widzę? Oczywiście Crisa. Dzisiejszy dzień był kompletną masakrą. Jedyną dobrą rzeczą była ta poranna rozmowa z Neymarem. Najpierw to jak ta dziewczyna usiadła Crisowi na kolanach, kłótnia z panią Fernandez, którą wychowawczyni i dyrektor kazali mi przeprosić, czego oczywiście nie zrobiłam i jakby tego było mało na niemalże każdej przerwie musiałam widzieć Crisa razem z Camilą. I oczywiście teraz, kiedy wychodziłam ze szkoły nie mogło być inaczej. Cristian siedział z nią na jednej z ławek i razem z czegoś się śmiali. Myślałam, że na ten widok pęknie mi serce. Ta dziewczyna nawet nie wiedziała jak bardzo chciałabym być teraz na jej miejscu. 
- Selena!! - najpierw usłyszałam krzyk, a dopiero potem poczułam jak ktoś podbiega do mnie i przytula. Odwróciłam się i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to jedna z moich przyjaciółek. Chyba udało jej się właśnie w tym momencie odsunąć moje złe myśli gdzieś daleko. Tak daleko, żeby nie wróciły do mnie zbyt szybko.  

 

Wróciłam! Po przerwie, ale jestem. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, że tak długo nie było rozdziału? W końcu postanowiłam napisać rozdział, w którym wyjaśnię Wam zależność między Sel a Crisem. Nieodwzajemniona miłość - tego chyba żadna z Was się nie spodziewała. W rozdziale brakuje Neymara, ale niestety nie mogłam wymyślić nic innego, żeby przedstawić całą tą sytuację. Rozdział jest na moje oko krótki, ale następny powinien być dłuższy, chyba, że też postanowię go podzielić... Zobaczy się jeszcze ;) 
W każdym bądź razie zostawiajcie swoje opinie, bardzo miło mi się je czyta ;) Jeśli macie jakieś uwagi co do bloga czy opowiadania to też proszę Was o kontakt ;) No i to bd chyba na tyle :/ 
Jeszcze jedno: mianowicie do bloga powstał ask, związany właśnie z blogiem, opowiadaniem i bohaterami. Link: http://ask.fm/NJRneyforever 
Tam także możecie zostawiać opinie o rozdziałach i opowiadaniu ;) 
Dobranoc i udanego weekendu :* 

wtorek, 8 września 2015

Libster Blog Award #2

Kolejne LBA na moim  blogu :D Nominację dostałam już dosyć dawno od Patrycja Anna, odpowiedzi też napisałam jakiś czas temu, ale przez to całe zabieganie zapomniałam, żeby je dodać :/ No więc teraz mając trochę czasu nadrabiam zaległości. Dziękuję jeszcze raz za nominację, a oto moje odpowiedzi:

1. Od jak dawna piszesz?
Wydaje mi się, że kilkanaście dni temu minął rok odkąd zaczęłam pisać opowiadania. Ale publikować zaczęłam je dopiero od stycznia.

2. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Oj, jest ich bardzo dużo... Ale na ten moment chyba Xriz - Besos prohibidos :D

3. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Ale że największe? Marzeń mam pełno, ale nie ma chyba takiego, które wyróżniałoby się ponad wszystkie... Ale na pewno marzę o tym, żeby odwiedzić Barcelonę i obejrzeć mecz Barcy na Camp Nou ;)

4. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą?
Byłam :D Ostatnio razem z przyjaciółmi ze szkoły byliśmy na wycieczce w Pradze :D Cudowne miasto :D

5. Jaki jest Twój ulubiony zespół?
Nie mam chyba żadnego ulubionego zespołu... Lubię poszczególnych piosenkarzy, piosenkarki, ale jakoś zbytnio nie słucham żadnych zespołów... :/

6. Jaki jest twój ulubiony owoc?
Kocham wszystkie, ale ulubiony to chyba arbuz :D

7. Jakie są twoje zainteresowania?
Sporo ich jest :/ M. in. czytanie książek, opowiadań; słuchanie muzyki, szkicowanie, piłka nożna, Barca, goegrafia, matematyka, no i oczywiście pisanie opowiadań o Neyu i nie tylko :D

8. W jakim miejscu na ziemi chciałabyś być teraz? 
W tym momencie? Chyba na bezludnej wyspie :D

9. Kto jest twoim idolem?
No będzie ich kilku, ale najważniejsi to raczej: Dawid Kwiatkowski, Leo no i oczywiście nasz Neymar :D

10. Jaka jest Twoja ulubiona bajka/kreskówka z dzieciństwa? 
Po konsultacji z moją mamą uznaję, że były to "Smerfy" i "Bolek i Lolek" hahaha

No i to chyba byłoby na tyle. Tym razem nie będę nikogo nominować, ze względu na to, że chyba wszystkie blogi jakie chciałam, nominowałam w poprzednim LBA...
No więc do następnego :*

Rozdział 10

~ Ty sama też nie wiesz co to jest miłość!

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
- Się ekspert znalazł - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której znajdował się chłopak, który zafundował mi i Neymarowi darmową pobudkę. 

***

Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam chłopaka stojącego przy lodówce. Nie ma co, podobny był do Neymara...
- Hey, jestem Selena - powiedziałam, gdy w końcu mnie zauważył. 
- Jota, brat Neymara - przywitał się z uśmiechem. 
- To on ma brata? Oj Neymar masz przerąbane - powiedziałam, patrząc w stronę salonu. Jota się zaśmiał. - Nie pochwalił mi się. Myślałam, że ma tylko siostrę...
- Bo ma, ale to jest długa i nudna historia, może Juninho kiedyś ci ją opowie - puścił do mnie oczko i znów spojrzał do lodówki. - A tak ogółem mówiąc, to sorry, że może wam coś przerwałem, ale jak ostatnio byłem u Neymara, czyli wczoraj w południe to jeszcze nie miał dziewczyny. Ale jak widać fakty szybko się zmieniają. 
- Przerwałeś nam jedynie w spaniu. Nie mogłeś nam przeszkodzić w niczym innym, bo coś takiego nie mogło by mieć miejsca. Z Neymarem jesteśmy tylko przyjaciółmi - wyjaśniłam. 
- A wiesz, że to na przyjaźń nie wygląda, prawda? A przynajmniej z mojej perspektywy. Bo wiesz, z tego co wiem to przyjaciele nie śpią razem w jednym łóżku, nie przytulają się na łóżku i nie trzymają się za rękę przez sen... - zauważył. Ja tam nie widziałam niczego dziwnego. 
- To tak wygląda dlatego, że po prostu zastałeś nas w takiej, a nie innej sytuacji. Tak naprawdę to było całkiem inaczej niż to sobie wyobrażasz... W nocy była burza i jako, że nie chciałam być sama w pokoju na górze to przyszłam do salonu, do Pokera, a to że potem pojawił się tutaj Neymar to był czysty przypadek. Ja nawet nie wiedziałam, że on tam jest aż do momentu, w którym nas obudziłeś - próbowałam wytłumaczyć Jocie sytuację w jakiej zastał mnie z Neymarem. Mam nadzieję, że to zrozumiał. 
- Może i tak było... Ale wyglądacie na taką fajną parę. A tym bardziej jak was dzisiaj zobaczyłem w salonie. Trzymam za was kciuki - znów puścił do mnie oczko i w tym też momencie w kuchni postanowił pojawić się pan domu. 
- Siema - przywitał się z bratem. - Widzę, że już się poznaliście. To jest Selena, moja przyjaciółka, a to jest Jota, mój... - nie dałam mu dokończyć. Oj nie. 
- ... twój brat - dokończyłam za niego. - I teraz gadaj jakim ja prawem wiedziałam tylko o twojej siostrze. 
- Bo to długa i nudna historia, może kiedyś ci opowiem - powiedział, a z Jotą wymieniliśmy się spojrzeniami i oboje parsknęliśmy śmiechem. 
- No dobra, teraz to już na pewno wierzę, że jesteście braćmi - powiedziałam, na co Neymar zrobił zdziwioną minę. 
- Przed chwilą, gdy mnie o to pytała odpowiedziałem jej tak samo - wyjaśnił Jota. Już go polubiłam. Ja tu przewiduję z nim długą i owocną przyjaźń. Bardzo owocną, a szczególnie w wygłupy i docinanie Neymarowi. Ale nie myślcie sobie, że mam teraz zamiar zostawić Neymara! Co to to nie! On zawsze będzie na pierwszym miejscu. 
Przybiłam piątkę z Jotą i wróciłam do swojego pokoju. Znalazłam na łóżku zakopany w kołdrze telefon. Oczywiście w czasie kiedy był poza moim zasięgiem ktoś musiał się do mnie dobijać. A któż to taki? Oczywiście Ada i mój ojciec. Moja przyjaciółka miała teraz lekcje, więc postanowiłam oddzwonić do mojego rodzica mimo, że byłam pewna, że jest teraz w pracy. Mimo to odebrał za pierwszym razem. 
- Selena, w końcu oddzwoniłaś - zawołał radośnie. - Wiem, że prosiłaś, żebym się nie martwił, ale dzwoniłem wczoraj do Georga i nie było cię u nich. Chciałem tylko się upewnić czy na pewno jesteś u Neymara - no tak, on jako troskliwy ojciec musi zawsze bać się o swoją córeczkę. 
- Tak, jestem u Neymara. Nie masz się już o co martwić. 
- A do kiedy tam zostajesz? Bo chciałbym wiedzieć kiedy moja córka wróci do domu. 
- Wracam jakoś pod koniec tygodnia. Zapewne w niedzielę. 
- No to chyba nie mam więcej pytań. Miłej zabawy - powiedział i rozłączył się. Cały on.Zaśmiałam się pod nosem.
Wiedziałam czego chciała ode mnie Ada. "Czemu wczoraj zerwałaś się z lekcji, dlaczego cię dzisiaj nie ma?" Nie chciałam się z nią kłócić, ale ostatnio zrobiła się trochę zbyt sztywna. Nie wiem czemu taka jest. Kiedy poznała Michaela była taka jak ja teraz. Ale od momentu kiedy poznałam Neymara zaczęła być taka inna. Może była zazdrosna? 
Ale mniejsza z tym... Nie zamierzałam teraz z nią rozmawiać i nie zamierzałam też dzwonić do niej później. Przyjechałam tu, żeby spędzić czas z Nemarem, a nie po to żeby przejmować się humorkami Ady.
Przebrałam się i wróciłam do tych dwóch głupków, którzy nadal okupywali kuchnię. Jedli śniadanie i byłam niemalże całkowicie przekonana to wszystko dzięki Jocie. Neymar byłby zbyt leniwy, żeby samemu zrobić sobie śniadanie. Chyba, że byłby naprawdę bardzo, ale to bardzo głodny. Usiadłam na przeciwko chłopaków, a po chwili Jota postawił przede mną śniadanko dla mnie. Naprawdę coraz bardziej go lubię. Ale jeszcze muszę wyciągnąć z Neymara o co chodzi z tą sprawą z bratem. Ale to nie powinno być trudne. Mój piłkarzyk wszystko mi pięknie wyśpiewa. Nie będę musiała się zbytnio wysilać. 

***

Wylegiwałam się na trawie w ogrodzie u Neymara, podczas gdy on razem z bratem grali w piłkę. Zapowiadało się takie piękne popołudnie... Aż do momentu, gdy zadzwonił mój telefon. Raz, drugi, trzeci.... Za piątym zdecydowałam się w końcu odebrać. Dzwoniła oczywiście moja przyjaciółka, z którą nie miałam ochoty rozmawiać.
- Boże, Sel, dlaczego przez tyle czasu nie odbierasz ode mnie telefonu?! Czemu nie było cię dzisiaj na zajęciach?! Martwiłam się, myślałam, że coś ci się stało! - no i się zaczęło... 
- Ada! Uspokój się! Żyję, jestem bezpieczna! - krzyknęłam, przerywając jej.
- Przepraszam cię... - mówi lekko skruszona. - Po prostu tak nagle uciekłaś ze szkoły nic mi nie wyjaśniając, a potem nie dawałaś znaków życia... Martwiłam się -  dodała cicho. 
- Ada, co się z tobą ostatnio dzieje?! Stałaś się naprawdę nadopiekuńcza, nadwrażliwa i po prostu irytująca! - powiedziałam jej prosto z mostu. Przecież nie będę udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. 
- Przepraszam... 
- Nie przepraszaj tylko powiedz mi, co się dzieje! Od jakiegoś czasu zrobiłaś się naprawdę nie do zniesienia! Coś musiało się stać!
- Po prostu mam trochę problemów, okej? Zresztą, nie ważne. Nie przejmuj się - powiedziała, a dosłownie sekundę później usłyszałam dźwięk kończący rozmowę. 
O co do cholery w tym wszystkim chodzi?! Przecież kiedy poznałam Neymara tak się cieszyła, że mam kogoś, kto jest dla mnie tak samo ważny... A teraz nagle coś się zmieniło... Może jest zazdrosna? Ale nie, dlaczego miałaby to robić? Przecież Neymar jest moim przyjacielem, a ona ma swojego chłopaka, którego przecież kocha... 
Michael! Nie pomyślałam o nim! Ada mogła być zazdrosna o Neymara tylko jeśli coś stało się z jej związkiem. A ja głupia nie zauważyłam, że ona naprawdę jest zazdrosna. Co ze mnie za przyjaciółka jeśli nie było mnie z nią w takim momencie?! 
Jak najszybciej podniosłam się z ziemi, na której leżałam i popędziłam do domu. Chłopacy patrzyli na mnie zdziwieni, ale nic im nie tłumaczyłam. Musiałam dowiedzieć się, co się stało. 
Chwilę później z telefonem przy uchu wpadłam do swojego pokoju. Stanęłam zdenerowana pod oknem i wysłuchiwałam sygnału oczekiwania na połączenie, który jeszcze bardziej mnie denerwował. Jeszcze chwila i po prostu wybuchłabym, ale na szczęście w ostatnim momencie Michael odebrał telefon. 
- Hey Selena! Czemu się tak długo nie odzywałaś? Dawno nie rozmawialiśmy - powiedział radośnie. Zaraz za tą swoją radość może mu się dość mocno oberwać. 
- Michael, nie dzwonię sobie do ciebie poplotkować! - zawołałam. - Mów mi tu od razu co się stało między tobą a Adą. 
- Nic się nie stało - powiedział niewzruszony tonem jakim go przywitałam. Nie tego się spodziewałam. 
- I dlaczego mnie okłamujesz? Jestem waszą przyjaciółką, nie sądzisz, że powinnam może wiedzieć dlaczego Ada od kilku dni zachowuje się jakby nic już nie miało znaczenia! - wrzasnęłam. To musiało na niego jakoś zadziałać. I na szczęście przyniosło pożądany efekt. 
- Rozstaliśmy się kilka dni temu - powiedział tak cicho, że ledwo to usłyszałam. 
- No to teraz mów jak księdzu na spowiedzi, co znowu wam odbiło.... - westchnęłam. Już nie raz musiałam ich godzić po tym jak się pokłócili, więc poniekąd miałam w tym doświadczenie. 
- Dość sporo ostatnio rozmawialiśmy. Od mojego wyjazdu do Madrytu spotkaliśmy się może 2 czy 3 razy. Przez te kilka miesięcy nie mieliśmy też czasu normalnie porozmawiać przez internet czy telefon, bo Ada ma szkołę, ja mam studia i egzaminy. Nie mamy dla siebie kompletnie czasu, a do tego dzieli nas od siebie taka odległość. Oboje zgodnie uznaliśmy, że to mija się z celem, że nasz związek nie ma już sensu - przyznał w końcu, głośno wzdychając. Głos miał tak.... zmartwiony? zmęczony? smutny? Nie mogłam tego jednoznacznie wyczuć. Ale na pewno nie było to żadne z tych dobrych i radosnych uczuć. 
- Rozumiem. Czyli jednak potrzebna będzie moja interwencja - westchnęłam. - Ciocia Selena naprawdę dobrze wam radzi: ogarnijcie wy się i dopiero myślcie nad tym co powinniście zrobić ze swoim związkiem. Bo w tym momencie naprawdę zachowujecie się jak dzieci. Michael, jesteś idiotą, że się z nią zgodziłeś. Jakieś popieprzone liczby w postaci kilometrów nie powinny dla was nic znaczyć jeśli naprawdę się kochacie. To tylko jakieś głupie liczby. Zgadzam się, odkąd wyprowadziłeś się do Madrytu wasz związek bardzo cierpi, bo nie rozmawiacie zbyt dużo. Ale czyja to jest wina? Ady, która każdego dnia dzwoni do ciebie po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy? Czy twoja, bo wiecznie nie odbierasz od niej telefonów, mimo, że wszyscy wiemy, że nie jesteś wcale tak zabiegany jak jej wmawiasz? Zastanów się nad tym! Niedawno miałeś przerwę świąteczną, ferie... Czy chociaż pomyślałeś o tym, żeby przyjechać tutaj i zrobić niespodziankę Adzie? Nie, to ona musiała myśleć o wszystkim, ona musiała do ciebie pojechać... W tym związku to ona musi kochać za dwoje! I to ona musi rezygnować ze wszystkiego dla ciebie. To ona porzuciła marzenia o studiach w Stanach, żeby móc wyjechać do Madrytu i być z tobą! Jesteś debilem! Bo albo ją kochasz, ale tego naprawdę nie okazujesz, albo po prostu zajmujesz miejsce, na którym powinien być ktoś, kto ją naprawdę kocha! - próbowałam nie podnosić głosu. Naprawdę próbowałam. Ale kiedy słyszę takie głupoty to nie wiem czy mam na niego krzyczeć czy płakać z powodu jego idiotyzmu. Jak można być takim egoistą? 
- Selena, jesteś moją przyjaciółką. Od bardzo dawna. Wiesz jak bardzo cię kocham, niemal jak siostrę. Ale teraz naprawdę przegięłaś! Mieszasz się w związek mój i Ady. Za każdym razem gdy tylko masz okazję! Myślisz, że jesteś najmądrzejsza, że jesteś ekspertem w kwestii związków. Ale tak naprawdę nie masz o tym zielonego pojęcia! Nigdy nie miałaś chłopaka, nigdy nikt się w tobie nie zakochał! Ty sama też nie wiesz co to jest miłości! Nigdy nikogo nie pokochałaś i nikt nigdy cię nie chciał! - znieruchomiałam. Czy on to naprawdę powiedział?! Jeśli tak to przegiął. Ostro. Jak on mógł mi coś takiego powiedzieć?! 
- Nie, nie jestem już twoją przyjaciółką! Znajdź sobie nową, najlepiej tam w Madrycie. Może ona nie będzie ci się "mieszała w związek"! A ja tak naprawdę chciałam tylko żeby moi przyjaciele byli ze sobą szczęśliwi! Ale teraz tak naprawdę cieszę się, że Ada cię zostawiła! Nie wiem jak mogła być tyle czasu z kimś takim jak ty! Nie życzę jej więcej mieć kogoś takiego. A ty nigdy więcej nie wypominaj mi mojej miłości, bo pomyśl sobie, że nie wszystkim tak jak tobie udało się szczęśliwie zakochać! Albo najlepiej w ogóle się już do mnie nie odzywaj! - powiedziałam i skończyłam rozmowę z nim. Sekundę później mój telefon wylądował gdzieś na podłodze, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jak on mógł?! Nie miał prawa powiedzieć czegoś takiego! Uważałam go za przyjaciela, wiedział o mnie wszystko, tyle razy widział jak płakałam przez Crisa, przez moją głupią miłość... A teraz potrafił powiedzieć mi, że nie wiem co to miłość!  Nie wierzę, że to zrobił. 
Usiadłam zdruzgotana na łóżku. Michael, chłopak, który znał mnie od zawsze, który wiedział o mnie wszystko, powiedział mi coś tak okrutnego... Nie mogłam tego przetrawić. Nagle poczułam jak ktoś mocno, bardzo mocno mnie przytula. Miałam zamknięte oczy, ale byłam przekonana, że to Neymar. 
Nie wiem ile czasu minęło, ale przez dłuższą chwilę siedziałam tak przytulana przez piłkarza, a po moich policzkach nadal nie przestawały płynąć łzy. Neymar o nic nie pytał i tego właśnie oczekiwałam. Tego, żeby po prostu tu był. Chwilę później otarłam łzy rękawem mojej bluzy, wyplątałam się z obięć przyjaciela i wstałam. Chłopak zrobił to samo. 
- Dziękuję - szepnęłam, patrząc na jego twarz. Teraz gdy na mnie spogląda na jego ustach widnieje szeroki uśmiech. Ja też się uśmiecham. 
- Nie przejmuj się tym "przyjacielem... Nie jest wart twojej przyjaźni - odpowiedział. 
- Ale za to ty jesteś - powiedziałam ironicznie, po chwili wybuchając śmiechem. 
- Jasne, że tak - Neymar też się zaśmiał, ale niestety ktoś musiał nam przerwać.
- Oj, jakie słodkie z was gołąbeczki! - zawołał Jota stojący w drzwiach do pokoju. Miałam ochotę w tamtej chwili uderzyć go czymś ciężkim. Od momentu kiedy tylko się tu zjawił nazywa nas parą, gołąbeczkami i tym podobne. Jest naprawdę fajny, ale chyba chce mnie zdenerwować... Albo zeswatać z Neymarem. Jeszcze tego nie rozgryzłam. 
 - Gołąbeczku, mógłbyś nie przerywać mi rozmowy z moją piłkarzyną. Poszedłbyś do kuchni zobaczyć czy cię tam nie ma. Albo poszedłbyś gdzieś poszukać swojego gołąbeczka - powiedziałam, wywracając oczami. Jota zrobił udawaną smutną minkę. 
- Porzucasz mnie, przyjaciółko? Gołąbeczku? - zawołał "zdruzgotany", wycierając łezkę pod okiem. Powinien zostać aktorem. Nadałby się tam idealnie. 
- Nie porzucam cię, ale właśnie ktoś mnie porzucił - szepnęłam, ale mimo to Jota usłyszał to, podszedł i mnie przytulił. 
- Przepraszam - powiedział. 
- Co ty wygadujesz, Jo. Przecież nic się nie stało. W końcu to on jest debilem, nie ja. To co robimy? - spytałam ochoczo. Nie chciałam więcej wracać do tematu Michaela. 
- Fifa? - spytał Jo. 
- Fifa - zaśmiałam się w odpowiedzi. - Oj, jak nie pijesz to myślisz - dodałam i razem opuściliśmy pokój. 

***

- Ej no! To był faul! To powinien być karny! Panie sędzio! - Jota darł się na cały dom. Od jakichś dwóch godzin graliśmy w Fifę, a ja przez cały ten czas nie mogłam opanować śmiechu. Mimo to i tak wygrywałam z Jotą 4:3. 
Neymar też próbował ze mną grać. Ale wtedy sytuacja wyglądała inaczej. Wtedy to on wygrywał i to nie 4:3, a 3:1. No ale co zrobić, w końcu to piłkarz. Teraz akurat od kilkunastu minut siedział obok Jo i cały czas śmiał się z poczynań brata. Z nim nie dało się wytrzymać. A już szczególnie kiedy grasz z nim w Fifę. Albo po prostu w piłkę nożną. 
Spojrzałam na mojego przyjaciela. Jego śmiech... lubiłam go słuchać. Nawet bardzo. A jego uśmiech... kiedy tylko widniał na jego twarzy, ja też musiałam się uśmiechnąć. To było takie zaraźliwe. Uwielbiam Neymara i każdego dnia cieszę się z tego, że jednak wtedy go spotkałam. 
- Jeeeeeee! Visca el Barca, visca Cataluna! - z zamyślenia wyrwał mnie wesoły okrzyk Joty. Spojrzałam na telewizor. No tak, pod moją nieuwagę udało mu się doprowadzić do wyrównania.  4:4. To i tak zbyt niski wynik jak na mecz Barcelony, którą grał Brazylijczyk. Ja grałam sobie byłym klubem Neymara, Santosem. Tak jakoś się złożyło, że graliśmy drużynami, które były mu bliskie. Ale choć zawsze kibicuję Barcelonie, to w Fifie zrobię wyjątek i to Santos będzie tym razem triumfował. Jak postanowiłam, tak zrobiłam i po kilku minutach mecz zakończył się wynikiem 6:4. Może i Jota umie grać w piłkę, często gra w Fifę, ale to ja jestem od niego lepsza. Oj, gołąbeczku, będzie trzeba trochę popracować. Zaśmiałam się ze swojej myśli. Po moim złym humorze nie zostało ani śladu.  


Rozdział pisałam dość długo, dlatego też pojawia się on dopiero dzisiaj. Szkoła + brak możliwości dłuższego korzystania z laptopa nie są zbyt pomocne przy pisaniu opowiadania... Ale nareszcie rozdział jest i mam nadzieję, że się Wam podobał... Ogólnie była dziwna sytuacja, bo napisałam scenę kłótni Sel i Michaela, a następnego dnia wynikła podobna sytuacja między mną a moimi przyjaciółkami... Dziwne,,,, 
Polska w meczu z Giblartarem wygrała 8:1!!! Naprawdę cieszę się z tego wyniku, bo jeśli chodzi o piłkę nożną to jestem ogromną patriotką.  I choć jesteśmy teraz w grupie eliminacyjnej dopiero na 2 miejscu, za Niemcami to i tak bardzo się cieszę... W tamtym roku nie sądziłam że damy radę zajść tak daleko. 
Jest jeszcze jedna ważna sprawa do omówienia: mianowicie to opowiadanie czyta kilka, kilkanaście osób i strasznie się z tego cieszę... Ale jest to opowiadanie o Neyu i Selenie, i uwierzcie, że oni zostaną tą parą! Ale błagam Was, nie pośpieszajcie mnie z tym, bo to naprawdę nie dodaje weny, a jest wręcz odwrotnie - czasami po prostu odechciewa się pisać... Skoro się tak gorączkujecie to zdradzę Wam jedną rzecz: niebawem pojawi się rozdział, w którym zostaną parą. Ale zrozumcie, że nie chcę, żeby to opowiadanie było tak naprawdę nierzeczywiste... Nikt raczej z dnia na dzień nie staje się parą i tak też nie chcę robić w moim opo... 
I ostatnią kwestią jaką chcę poruszyć, jest jedna postać z opowiadania, której imię kilka razy już się pojawiło. Czy któraś z Was zastanawiała się kim jest wspomniany wcześniej kilkakrotnie Cris? Czekam na Wasze propozycje co do jego osoby w komentarzach :D Chętnie poczytam jak widzicie go w tym opowiadaniu :D 
Dobranoc, powodzenia w szkole, niezbyt trudnych lekcji życzę ;)