czwartek, 22 grudnia 2016

Rozdział 38.

~ "Żebyś przestał być takim dupkiem..."


*Tydzień później*

Tydzień. Całe siedem dni. 168 godzin. 10080 minut. 60480 sekund.
Dokładnie tyle czasu minęło mi na ciągłym oczekiwaniu. Nie pojawiła się w Barcelonie. Nie odebrała żadnego z moich telefonów. A dzwoniłem codziennie. Po wstaniu, przed treningiem, po treningu, przed obiadem, po obiedzie, przed drugim treningiem, podczas drugiego treningu, po drugim treningu, przed kolacją, po kolacji, przed pójściem spać.
Myślę, że przynajmniej kilka z tych 168 godzin spędziłem na słuchaniu jej sekretarki, która cały czas mówiła to samo. A ona nie raczyła odebrać nawet jednego telefonu. Nacisnąć jednego głupiego przycisku i powiedzieć jedno głupie "Wszystko ze mną w porządku".
I w dodatku skończyły mi się wymówki, jakich mógłbym się trzymać, żeby nie panikować.
Przez ten czas dogłębnie przeanalizowałem całą naszą znajomość. Szukałem każdej możliwej sytuacji, słowa, gestu, który pamiętałem, a który mógłby sprawić, że Selena nagle ode mnie odeszła.
I tak, odeszła. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero szóstego dnia, gdy ona znów nie odebrała ode mnie telefonu. Nikt tak po prostu nie zrywa nagle kontaktów. No chyba, że od ciebie odchodzi.
Dlatego dzisiaj, po ostatniej próbie skontaktowania się z Seleną, najzwyczajniej w świecie się poddałem. Nie widziałem sensu w dalszym staraniu się - ona i tak nigdy nie odbierze ode mnie tego telefonu ani nie przyjedzie do mojego domu. Pogodziłem się z tym.
- Neymar, mendo! Gdzie jesteś? Przyjechałem! - leżałem na kanapie, gdy nagle usłyszałem krzyki zaraz w korytarzu i trzaśnięcie drzwiami.
Bardzo dobrze wiedziałem, kto to taki, ale nie zamierzałem się dla niego podnosić z miejsca, które zajmowałem od dobrych kilku godzin. Leżąc na kanapie i patrząc się w sufit naprawdę bardzo dobrze mi się o wszystkim myślało.
Przez jakąś minutę słyszałem jedynie odgłosy kroków i trzaskanie drzwiami aż w końcu zobaczyłem pochylonego nad sobą Brazylijczyka.
- Czy ty naprawdę nie masz zamiaru się do mnie odzywać? - zapytał.
- Przestań się wydurniać, Jo. Ja naprawdę nie mam dzisiaj humoru - mruknąłem lekko niezrozumiale i w końcu usiadłem na tej sofie jak człowiek.
- A jeśli już rozmawiamy o twoim humorze, to gdzie ta, która zawsze mi go psuła? - uśmiechnął się, rozglądając się po całym salonie.
Gdy nigdzie jej nie znalazł, wrócił wzrokiem do mnie. W jego oczach już widziałem to pytanie.
- Gdzie ona się podziała? - zapytał moment później.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Nie interesowało mnie to już.
- Nie zgrywaj się! - powiedział i wyszedł z pokoju. Zaraz potem usłyszałem, jak wchodzi po schodach na górę. - Selena! - krzyczał.
Westchnąłem i czekałem jedynie aż wróci z powrotem.
- SELENA! WYCHODŹ! - krzyczał moment później, zbiegając po schodach.
Przymknąłem oczy i tylko czekałem aż do mnie podejdzie.
- Ty, stary, gdzie ona jest? Teraz już naprawdę nie żartuję - powiedział. Podniosłem na niego wzrok i widziałem to przerażenie wypisane na jego twarzy.
- Nie ma jej - mruknąłem znowu i ukryłem twarz w dłoniach. Nie płakałem, ale ostatnimi czasy ten gest spodobał mi się jakoś bardziej.
- Jak to jej, do cholery, nie ma? - wręcz krzyknął. Nagle się opanował i spojrzał na mnie ze złością. - Zerwałeś z nią?!
- Niekoniecznie - szepnąłem. - Ona sama mnie zostawiła.
Wstałem i poszedłem do kuchni, wcale nie zwracając uwagi na Jotę. On sam ruszył za mną dopiero, gdy ja wchodziłem już do kuchni.
- I ty tak zupełnie się tym nie przejmujesz? - powiedział, stając w progu pomieszczenia.
- A wyglądam jakbym się przejmował? - zapytałem, odwracając się do niego na moment. - Jest mi tylko smutno, bo zdążyłem się do niej przyzwyczaić, a ona od tak mnie zostawiła.
Odwróciłem się z powrotem do lodówki i wyjąłem z niej dwie butelki piwa. Mijając Jotę podałem mu jedną i wróciłem do salonu na kanapę.
- Chyba się zgubiłem - powiedział, siadając zaraz obok mnie. - Opowiedz mi to wszystko od początku.
Chwilę to zajęło zanim zacząłem mówić, ale w końcu to zrobiłem.
- W tamtym tygodniu Selena pojechała do domu, miała pisać maturę, a potem tutaj z powrotem wrócić. Ale przed jej wyjazdem trochę się pokłóciliśmy. Selena wyjechała stąd naprawdę zła, ale potem ją przeprosiłem, ona mnie też i wszystko było w porządku.Ale miała wrócić tutaj dobry tydzień temu, a nadal jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc doszedłem do wniosku, że po prostu mnie zostawiła - wzruszyłem ramionami i oparłem się plecami o kanapę.
- I co? Tak po prostu to zostawiłeś? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tak postąpiła? A może coś się jej stało?
Zaśmiałem się pod nosem.
- Pewnie teraz jest szczęśliwa ze swoim Chistianem - mruknąłem, a Jota spojrzał na mnie zdziwiony. - Ten chłopak, w którymś kiedyś się podkochiwała - wyjaśniłem.
- Naprawdę sądzisz, że potrafiłaby zrobić ci coś takiego? Tak nisko ją teraz oceniasz? Może naprawdę coś się jej stało, a ty siedzisz tutaj i nic z tym nie robisz. A do tego jeszcze za wszystko ją obwiniasz!
- Nie mam zamiaru się z nią teraz kontaktować, bo nie mam ochoty znaleźć jej i zobaczyć razem z tym idiotą - wstałem i wkurzony zacząłem iść do swoje sypialni.
Bo to już nie była ani JEJ, ani NASZA sypialnia. Była po prostu MOJA.
Oczywiście Jota mnie nie opuścił.
- Nawet jeśli, to dowiedzenie się, czemu tak postąpiła nie jest tego warte? - mówił, idąc za mną.
- Niekoniecznie - rzuciłem i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Jeszcze będziesz tego żałował - doszedł mnie jego głos zza drzwi.
- Niekoniecznie - powtórzyłem, zrzucając ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z komody.
Szkła posypały się po całej podłodze, a ja nie zamierzałem ich zbierać.

******

*Dwa dni później*

- Neymar! - usłyszałem wołanie gdzieś za mną, gdy opuszczałem ośrodek treningowy po dzisiejszym popołudniowym treningu.
Odwróciłem się i zobaczyłem idącego za mną Gerarda. Poczekałem na tego wielkoluda.
- Co tam? - zapytałem bez przekonania.
- Jutro mamy wolne, więc razem z chłopakami pomyśleliśmy, żeby może spotkać się jakoś pod wieczór. Wpadłbyś razem z Seleną? - zapytał i doszczętnie popsuł mi humor.
- Wiesz co, chętnie bym wpadł, ale Selena ostatnio wspominała, że chce dzisiaj iść na jakąś kolację, więc cały wieczór mam zajęty - odpowiedziałem, wcale nawet nie rozważając pójścia tam. Gdybym pojawił się bez Seleny każdy pytałby, co się stało, a gdybym zaczął pić każdy wiedziałby już, że coś jest nie tak.
- Oh, okey - powiedział zaskoczony Gerard. - W takim razie pozdrów od nas wszystkich Sel.
- Tsa, przekażę jej - mruknąłem i bez słowa pożegnania poszedłem do swojego samochodu i wróciłem do domu.

******

Leżę sobie w sypialni na łóżku. Odpoczywam. Wsłuchuję się w ciszę.
I tu nagle...
- Co do kurwy?!
Poderwałem się z łóżka jak oparzony, gdy poczułem zimno na całym ciele.
A potem zobaczyłem nad sobą całą tę zgraję - Pique, Alves i Jota. Wszyscy trzej stali nade mną z założonymi rękoma.
- Zimny prysznic - odpowiedział Alves. - Stwierdziliśmy, że ci się przyda.
- Możecie mi po ludzku wyjaśnić, czemu sprawiliście, że moje łóżko będzie schnąć przez następnych kilka dni? - powiedziałem ze złością.
- Wiesz, Neymar, przyszliśmy odwiedzić sobie Selenę - Pique wcale nie odpowiedział na moje pytanie. Ale w tym momencie to zdanie potrzebowało mojej odpowiedzi, bo wiedziałem, że zauważyli brak mojej byłej dziewczyny w tym domu.
- Wyszł... - zacząłem, ale Alves musiał mi przerwać.
- Nie ściemiaj nam. Wiemy, że jej tu wcale nie było.
- Skąd wam przyszło do głowy, żeby tu przyjechać? - zapytałem zdziwiony.
Gerard przewrócił oczami.
- Myślisz, że nie wydało mi się to podejrzane, gdy powiedziałeś, że dziewczyna, która nienawidzi wprost tych wszystkich oficjalnych, poważnych i eleganckich spotkań, wyciąga cię na kolację? - prychnął.
- I co zamierzasz z tym zrobić? - westchnąłem, wstając i podchodząc do okna.
- Otworzyć ci oczy. Żebyś przestał być takim dupkiem i zaczął jej szukać - doszedł do mnie głos Daniego, ale nie zamierzałem się do niego odwrócić.
- Jest zapewne w Mountblanc i ma się bardzo dobrze. Nie dramatyzujcie - odpowiedziałem.
- Próbowałeś do niej zadzwonić? - zapytał Jota.
W końcu się odezwał ten zdrajca.
- Dzwoniłem. Przez cały tydzień - mruknąłem.
- Pytam czy dzwoniłeś do niej dzisiaj - poprawił się.
- Nie.
- Więc zdecydowanie powinieneś.
- Dlaczego? - zapytałem, odwracając się do nich twarzą.
- Po prostu to zrób. Wtedy coś w końcu powinieneś zrozumieć.
Przez jakieś dwie minuty trwała cisza, podczas której rozważałem wszystkie za i przeciw. Ale przecież nic przez to nie traciłem, prawda?
- Jeśli tak bardzo tego chcecie - westchnąłem, sięgając po mój telefon leżący na szafce nocnej.
Wybrałem numer i już byłem przygotowany na wysłuchanie kilku sygnałów, a potem jej automatycznej sekretarki. Ale wtedy...
"Niestety, osoba do której próbujesz się dodzwonić ma wyłączony lub rozładowany telefon. Prosimy spróbować później."
I w tym właśnie momencie zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.
Ona nigdy nie wyłączała telefonu.

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta.... :)

2 komentarze:

  1. Osz kur** :o Co się do jasnej ciasnej dzieje z Sel?! Ej, nie no, bez jaj, zaczynam się martwić. :( Liczę na to, że szybko wszystko wyjaśnisz. ;)
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Co się z nią dzieje ??? Licze na szybki next :)

    NY

    OdpowiedzUsuń