~ Nie spodziewałem się, że to powiesz.
Siedziałam w sypialni Neymara i wyjmowałam potrzebne mi rzeczy z walizki, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i głos Neymara.- Jestem!
Nawet nie bardzo kwapiłam się do tego, żeby mu odpowiadać, więc po prostu pozostałam cicho, nie przerywając swojej czynności.
Przez kolejnych kilka minut słyszałam, jak Junior mnie woła, słyszałam trzask zamykanych za nim drzwi od pokoi. Aż w końcu wszedł do tego, w którym byłam ja.
- Boże, Selena, szukałem cię po całym domu - zawołał, gdy tylko mnie zauważył. Podszedł do mnie i przytulił, ale ja dalej się nie odzywałam. - Sel? Obraziłaś się?
Odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. Zgromadził się tam tak wielki smutek i poczucie winy, że nie mogłam dalej ciągnąć tego milczenia. Do tego nadal nie przeszedł mu ten strach o to, że być może nie ma mnie w jego domu.
- Nie, nie obraziłam się - powiedziałam cicho. - Po prostu jestem zmęczona, a do tego jestem na ciebie trochę wkurzona za to, że przez tyle czasu się do mnie nie odzywałeś i do tego nie powiedziałeś mi, że nie przyjedziesz.
Junior westchnął i przeczesał dłonią włosy.
- Przepraszam, że nie zadzwoniłem, nie powiedziałem ci, że mnie nie będzie. Po prostu do samego końca miałem nadzieję, że zdążę tam po ciebie przyjechać. Ale lot Caroliny i Daviego się opóźnił i... - Junior zaczął mówić już tak szybko, że ledwo co nadążałam wyłapywać kolejne słowa z jego wypowiedzi. I znałam tylko jeden skuteczny sposób, żeby mu przerwać.
A gdy już przestałam go całować, spojrzał na mnie zaskoczony.
- Czyli to znaczy, że nie jesteś już zła? - zapytał z nadzieją.
- Nie do końca. Nadal nie wiem, dlaczego nie odzywałeś się do mnie przez tyle czasu - skarciłam go wzrokiem.
Ale patrząc na to, jak Neymar się zmieszał, nagle przyszło mi coś do głowy.
- Albo wiesz... przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Nie przyszło mi do głowy, że być może chciałeś po prostu spędzić te ostatnie chwile przed rozstaniem z Davim i Caroliną.Przepraszam nie pomyślałam - mruknęłam, znów odwracając się do niego plecami. Zajęłam się ponownym wyjmowaniem rzeczy z walizki.
- Nie, nie chodziło o to - przez chwilę panowała cisza. - Po prostu musiałem wszystko pozałatwiać, przemyśleć sobie sporo rzeczy... Wiesz, zarząd podjął decyzję, co do mojego udziału w Igrzyskach i Copa America, więc musiałem to wszystko jakoś ogarnąć. Naprawdę przepraszam, że nawet nie odbierałem od ciebie telefonów - położył głowę na moim ramieniu i zostawił na policzku krótkiego buziaka.
- Dobrze, już się nie złoszczę - powiedziałam i zaraz zmieniłam temat. - I jaką decyzję podjął zarząd?
- Cóż... Dunga próbował wynegocjować od nich, żebym mógł brać udział i w Igrrzyskach i w Copa America, ale się nie zgodzili. Kazali mi wybrać jedno z dwóch.
- I na co się zdecydowałeś?
- Oczywiście, że na Igrzyska. Nie mógłbym przepuścić takiej okazji - przez moment się nie odzywał. - Selena... Zgodziłabyś się pojechać ze mną wtedy do Brazylii?
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że kiedyś w końcu mnie o to zapyta. Gdzieś w podświadomości wiedziałam, że chciałby, żebym była tam razem z nim.
- Jeśli tylko będziesz chciał mnie tam ze sobą zabrać...
*******
- Jeszcze tylko trochę ponad tydzień, rozumiesz? - zawołał radośnie Neymar, wchodząc do salonu, w którym ja ślęczałam nad książkami.
- Jeśli nie zdam tej matury, to ze wszystkich planów nici - mruknęłam niezadowolona, po raz chyba tysięczny próbując ze zrozumieniem przeczytać tekst, który kompletnie nie chciał wejść mi do głowy.
- Uspokój się już, zadasz te wszystkie testy śpiewająco - zapewnił mnie, ale ja sama nie miałam takiego przeczucia. Musiałam powtórzyć sobie wszystko jeszcze raz, żeby mieć pewność, ze wszystko wiem wystarczająco dobrze, żeby do tych egzaminów w ogóle przystąpić.
- Biorąc pod uwagę, ze nie umiem śpiewać, to może być dość ciężko - stwierdziłam, z irytacją zamykając książkę.
- Poradzisz sobie - przytulił mnie. - Ja muszę jechać na trening. I proszę cię, nie roznieś domu przy tym twoim uczeniu, dobrze? - pocałował mnie w głowę i zebrał się do wyjścia.
- Bardzo śmieszne - stwierdziłam. Nic tylko zacząć się śmiać. Ja tu popadam w depresję przy nauce, a on tylko martwi się, czy mu domu nie rozniosę.
- Do zobaczenia za jakieś dwie godziny, skarbie - zawołał zaraz przed wyjściem z domu. No i zostałam sama.
Postanowiłam zrobić sobie krótka przerwę, żeby móc coś zjeść, a potem znowu wróciłam do nauki. Miałam jakieś dziwne wrażenie, że mimo czasu jaki spędziłam na siedzeniu nad książkami, to jednak o czymś zapomniałam. I nie spocznę aż nie dowiem się, co to takiego było.
Nawet nie obejrzałam się, kiedy Neymar wrócił z treningu. Ale oczywiście nie mógł wrócić sam.
- Selena! - usłyszałam krzyk, zaraz po tym, jak dwóch Brazylijczyków weszło do domu.
"No to koniec uczenia się" - rozległo się w mojej głowie.
*****
- Na pewno nie chcesz, żebym jechał z tobą? - pytał po raz setny tego dnia, idąc leniwie za mną, gdy chodzę po schodach i pakuję ostatnie potrzebne mi rzeczy do mojej torebki. Nie zostało mi zbyt dużo czasu.
- Na pewno, Neymar, na pewno. Poradzę sobie - nagle przystaję w połowie drogi do salonu i głęboko zastanawiam się nad tym, co jeszcze będzie mi potrzebne. Neymar o mało co na mnie nie wpada. - Dowód! Gdzie jest mój dowód?! - wołam, odwracam się i z powrotem biegnę na górę, do naszej sypialni. Tam przerzucam połowę zawartości mojej walizki, która stoi w rogu pokoju, a której nie biorę ze sobą do Mountblanc. Ale tam nie znajduję tego, czego szukam. Rozglądam się po całym pomieszczeniu i dopiero na szafce nocnej zauważam mój portfel, w którym zapewne znajdują się wszystkie moje dokumenty. - Mam!
Podczas gdy ja leciałam jak głupia, żeby zabrać ze sobą moją własność, Neymar stał w drzwiach i jedynie przyglądał się mi z lekkim uśmiechem.
- Jak tak na ciebie teraz patrzę, to aż boję się ciebie wypuszczać samą samochodem na ulicę - powiedziałam, gdy minęłam go i wyszłam na korytarz. Oczywiście poszedł za mną.
- Wiesz, że i tak tam pojadę. SAMA! Nie przekonasz mnie, żebyś pojechał ze mną. Masz treningi - powtórzyłam. Po raz kolejny dzisiaj. Z nim to jak z małym dzieckiem. Mam wrażenie, że już z Davim szybciej bym się dogadała.
- Wiem, zrozumiałem za pierwszym razem - mruknął. "Tsa, na pewno" - Po prostu nie chcę, żebyś tam jechała.
- Neymar, taki mam obowiązek - powiedziałam. Zaczynał mnie irytować tym, że tak bardzo się przywiązał do mojej obecności w jego domu.
- To też nie umknęło mojej uwadze, Selena.
- Nie będzie mnie tu jedyne trzy, może cztery dni. Nie udawaj, że sobie nie poradzisz. Zaczynasz mnie tym denerwować - stwierdziłam. Zabrałam kluczyki od samochodu z komody w korytarzu i wzięłam się za zakładanie butów.
- Czyli teraz cię denerwuję? - Neymar lekko podniósł głos. - Odkąd tylko wróciłaś z tych gór to albo nie masz ochoty na nic innego niż nauka, albo wiecznie cię denerwuję! Zdecyduj się, dziewczyno! Co ci się tam stało, że nagle tak wszystko zaczęło ci przeszkadzać?!
- Bo może będąc tam przejrzałam na oczy! - krzyknęłam.
I po tym między nami zapanowała cisza. Patrzyliśmy się na siebie, ale żadne z nas się nie odzywało.
Dopóki Neymar nie wybuchł.
- A co, może Cristian pomógł ci nagle przejrzeć na oczy?!
Byłam cholernie zaskoczona tym, co powiedział. Jak on w ogóle mógł, o czymś takim pomyśleć!
- Wiesz, co Neymar? Porozmawiamy jak to ty w końcu przejrzysz na oczy ze swoim zachowaniem! Bo teraz nie mam nawet ochoty na ciebie patrzeć - krzyknęłam z wyraźnym obrzydzeniem. Zabrałam swoją torebkę i wyszłam z jego domu, trzaskając drzwiami.
Wręcz przebiegłam przez trawnik i szybko wsiadłam do swojego samochodu, który był zaparkowany na podjeździe. Odpaliłam silnik i jak najszybciej wyjechałam z posesji Neymara, a potem z ulicy, na której mieścił się jego dom.
***********
Ze wszystkimi moimi przyjaciółmi spotykamy się przed szkołą. Oczywiście serdecznie się ze sobą witamy, nie mieliśmy ze sobą kontaktu od powrotu z wycieczki. I może to nie jest zbyt długo, ale kiedyś przecież widywaliśmy się codziennie. Teraz trzeba się przyzwyczaić, że zostało nam już tylko kilka spotkań w tym gronie. Potem wszystko się zmieni.
Oczywiście rozradowana Ada zaraz odciąga mnie na bok, gdy wszyscy idziemy do naszej sali, żeby zostawić nasze rzeczy.
- I jak z Neymarem? - pyta od razu. A ja jedynie przyklejam do twarzy sztuczny uśmiech i zapewniam ją, że wszystko jest w najlepszym porządku, choć tak naprawdę to daleko nam do takiego stanu. - A jak twoja mama zareagowała na twój powrót?
- Ma chyba ogromną nadzieję, że zostanę tam już na zawsze. Albo bynajmniej do momentu,m w którym nie wyjadę na jej wymarzone studia do Madrytu - mruknęłam. Temat mojej matki nigdy nie był dobrym tematem do rozmów.
- A Fede się odzywał?
Pytania Ady wydają mi się być wręcz męczące. Wiem, że bardzo się od siebie odsunęłyśmy, a widać to właśnie między innymi po tym, ze za każdym razem, gdy się spotykamy, Ada potrafi zadać tylko te trzy pytania. O Neymara, moją mamę i Federico.
- Odebrał mnie z tego parkingu, gdy wróciliśmy z gór - przyznaję.
- A nie miał czasami zrobić tego Neymar? - zapytała zdziwiona.
Przymknęłam oczy i z westchnieniem odpowiedziałam:
- Neymar miał swoje priorytety. Robił wtedy coś ważniejszego.
Powiedziałam mu, że się o to nie gniewam. Ale czy tak do końca nie miałam mu tego za złe?
- Chodźmy już, bo zamkną nam klasę - zwróciłam Adzie uwagę, olewając nasz poprzedni temat i przemyślenia o złości na Neymara.
Moment później razem z przyjaciółką wchodzimy do sali, w której wszyscy zostawili swoje rzeczy. My też zrobiłyśmy to samo.
Ale gdy wyciągałam kilka rzeczy z torebki, zauważyłam, ze ekran mojego telefonu jest włączony.
Wiadomość.
Postanowiłam ją przeczytać, żeby nie myśleć o niej pisząc pracę ani żeby o niej potem nie zapomnieć.
I nie wiem czy nie pożałowałam tej decyzji.
"Mam nadzieję, ze przeczytasz to jeszcze zanim pójdziesz pisać egzaminy. Mam nadzieję, że pójdzie ci jak najlepiej, trzymam za ciebie kciuki. Pamiętaj, że cię kocham.
Twój Ney"
Wrzuciłam telefon z powrotem do torebki i opuściłam salę.
*******
Dobrze, cholera, nie miałam racji. Kompletnie nie miałam racji.
Takie myśli chodzą mi po głowie, gdy po powrocie do domu po pierwszej części pisemnej matury, zaczynam analizować całą naszą kłótnię. I dochodzę do tylko jednego wniosku - to, co powiedziałam było głupie i nie powinnam była tego mówić.
"Ale już to powiedziałaś, więc teraz to odkręć, idiotko!" - krzyczy moja podświadomość.
I tu muszę się z nią zgodzić. Koniecznie muszę to naprawić.
Wybieram numer Neya, ale za pierwszym razem nie odbiera. Za drugim też nie udaje mi się do niego dodzwonić. Dopiero za trzecim, gdy już miałam się poddać, słyszę nagle jego głos w słuchawce:
- Tak? - pyta zmęczonym głosem.
- Hey, Neymar, yhm... to ja - mówię całkowicie zmieszana. Nie wiem, jak mam się zachować.
- Wiem, zauważyłem. - Chyba nie do końca byłam przygotowana na jego obojętny ton.
- Ja... yhm... - z głowy wyleciało mi kompletnie wszystko, co chciałam mu powiedzieć.
- Ty co, Selena? - zapytał. - Proszę cię, mów szybko, bo nie ukrywam, że jestem trochę zajęty, więc...
- Przepraszam - wyrwałam się nagle, przerywając mu w pół zdania. Ale później chyba nie odważyłabym się tego powiedzieć. Bo przepraszanie Neymara wcale nie przychodziło mi łatwo, mimo że wiedziałam, że wina leży po mojej stronie. Całkowicie.
- Nie spodziewałem się, że to powiesz - odpowiedział po chwili. - Bardziej sądziłem, że dzwonisz po to, żeby jeszcze raz mi powiedzieć, jak to Cris otworzył ci na wszystko oczy.
Po prostu nie mogłam znieść tego jego nonszalanckiego tonu.
- Nie, Neymar, ja... Ney, ja nie chciałam tego powiedzieć. Byłam zdenerwowana i mówiłam to, czego nie powinnam. le ja naprawdę tak nie myślę - próbowałam jakoś się wytłumaczyć, choć sama nie byłam przekonana, czy to coś da. - Dobrze wiesz, że od tamtego momentu Cristian jest dla mnie skończony i nigdy nawet bym nie pomyślała, żeby... Nie, nigdy. Wiesz, że tylko ciebie kocham, prawda?
Zamilkłam i zapanowała między nami kompletna cisza. Bałam się tego, co mogę usłyszeć.
Aż nagle dotarło do mnie ciche westchnięcie Neya, a potem znowu usłyszałam jego głos.
- Wiem - mruknął. "Chociaż tyle" - pomyślałam. Ale on kontynuował. - I ja też ciebie kocham. Ale chyba nikt, żaden facet nie chciałby usłyszeć od swojej dziewczyny, że ktoś jest od niego lepszy.
- Ale ja nie...
- Nie, nie powiedziałaś tego - przerwał mi. - Ale tak się wtedy poczułem i, uwierz mi, to nie jest najlepsze uczucie na świecie.
- Wiem. Przepraszam. Proszę cię, wybaczysz mi? Nie chcę się z tobą kłócić.
Miałam ochotę wręcz go błagać, gdyby się nie zgodził. Ale ku mojej wielkiej uciesze, usłyszałam:
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie gniewać.
Z radości aż zaczęłam piszczeć.
- Spokojnie, bo ogłuchnę - powiedział. I coś wtedy mnie tknęło. Nadal słyszałam ten jego smętny ton głosu.
- Ney, coś się stało? - zapytałam.
- Przed chwilą się pogodziliśmy, co znowu miało się stać? - zdziwił się.
- Po prostu mam wrażenie, jakbyś nie chciał ze mną rozmawiać - przyznałam.
- Ach, o to chodzi. Nie to, że nie chcę z tobą rozmawiać. Ale dopiero wróciłem z ciężkiego treningu i miałem zamiar położyć się spać - powiedział, co mnie trochę uspokoiło.
- To może ja nie będę ci przeszkadzać, dobranoc.
- Dobranoc, Sel.
Ooo jaaaa...😍 meeegaaa😍😍😍 taki jakichs dziwny ten Neymar...no ale nic zobaczymy co bedzie dalej😍 pozdrawiam i czekam na next!😘😍
OdpowiedzUsuńRozbudziłaś mój apetyt! :D Czekam na next, a Ciebie zapraszam do mnie na nowości!! :*
OdpowiedzUsuń