poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdział 46.

Nieco zdziwiło mnie zachowanie pana Martineza, ale skoro miał zamiar mi pomóc, to nie zamierzałem się z nim kłócić. Spokojnie wróciliśmy z Jotą do samochodu, który przeparkowałem kilka domów dalej, żeby pani Martinez nie zauważyła nas, gdy będzie wychodzić z domu.
- Co o tym sądzisz? - zapytałem brata, opadając na swój fotel i ciągle obserwując furtkę posesji.
- Sam nie wiem. Zachowanie tego jej wujka jest niby dziwne, ale skoro jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć, to to jest bardziej niż oczywiste, że musisz to wykorzystać - powiedział, spoglądając na mnie przelotnie.
- Wiem - westchnąłem. Bałem się tego, co mogłem od niego usłyszeć.
Chwilę później dostałem SMSa, więc spuściłem wzrok z bramki od posesji na swój telefon.

Leo: Jutro trening wyjątkowo na dziewiątą rano.

A zaraz potem przyszedł kolejny.

Leo: Mamy nadzieję, że jutro będziesz bardziej skoncentrowany i skupiony na grze niż dzisiaj.

~ Jeśli uda mi się czegoś dowiedzieć to na pewno będę - przeszło mi przez myśl.

- Neymar? - zawołał Jota, szturchając mnie w ramię. Spojrzałem na niego. - Zobacz - polecił, wskazując na jakiś punkt za przednią szybę.
Skierowałem swój wzrok na bramkę i nareszcie zobaczyłem ciotkę Seleny, wychodzącą z domu. Odetchnąłem z ulgą, że nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Może jednak zdążę wrócić jednak jeszcze na dzisiejszy wieczorny trening.
Odczekaliśmy z Jotą chwilę zanim nie odjechała swoim samochodem z przed posesji, a potem jeszcze kilka minut , żeby upewnić się, że nie zawróci się po coś do do mu, po czym wysiedliśmy z samochodu.
- Idziesz ze mną? - zapytałem brata, gdy zauważyłem, że nie ruszył się z przed samochodu.
- Może powinieneś sam to załatwić? Może nie powinienem się tam wtrącać, hm? - powiedział, a ja jedynie pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nie ma opcji, idziesz tam ze mną - pociągnąłem go za ramię w stronę furtki.
Zadzwoniłem domofonem i tym razem furtka się przed nami otworzyła, a w drzwiach stanął pan Martinez.
Stresowałem się przed tą rozmową, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko to przeżyć. Tylko tak mogłem się czegoś dowiedzieć.
- Dzień dobry - powiedziałem, zbliżając się do niego. Jota zaraz poszedł za moim przykładem.
- Zapraszam - odpowiedział nam, otwierając przed nami szerzej drzwi i wpuszczając nas do środka.
- Naprawdę dziękuję panu, że zgodził się pan z nami porozmawiać. To dla mnie bardzo ważne - powiedziałem, gdy usiedliśmy w salonie i zapanowała cisza.
- Zdaję sobie z tego sprawę, choć muszę przyznać, że początkowo nie miałem zamiaru z tobą rozmawiać - przyznał. - Ale skoro aż tak ci zależy, to nie mam serca odprawić cię z kwitkiem.
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale on mnie uprzedził.
- Jednak zanim ci cokolwiek powiem, muszę znać twoją wersję wydarzeń. Prawdziwą wersję - uprzedził.
Tak więc przez kolejnych piętnaście minut opowiadałem mu ze szczegółami wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce po powrocie Seleny z wyjazdu ze znajomymi. Mówiłem o tym, jak zachowywała się przed powrotem do Mountblanc, o naszej kłótni zaraz przed jej wyjazdem do domu, o tym, że potem się pogodziliśmy i o tym, że nagle przestała się odzywać, a jej wujek wszystkiego cierpliwie słuchał. Nie przerwał mi ani razu, a gdy skończyłem opowiadać, westchnął głośno.
My tymczasem z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego, co miał powiedzieć.
- Cóż, osobiście znałem całkiem inną wersję - mruknął spokojnym głosem.
"No tak, wszystko poszło się pieprzyć, nie uwierzył mi" - pomyślałem od razu.
Zrezygnowany spojrzałem na Jotę. On też nie wyrażał jakiegoś entuzjazmu, raczej był załamany tak jak ja.
Już miałem zamiar wstać i wyjść, bo byłem przekonany, że tylko tracimy czas, gdy usłyszałem głos pana Martineza.
- Ale z jakiegoś powodu bardziej wierzę tobie niż własnej siostrze.
Chwila, czy on naprawdę to powiedział? Uwierzył mi?!
Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- Cecillia, tak jak moja żona, zawsze chciały, żeby Selena wyrosła na kogoś takiego jak one. Miała zawsze ubierać się i zachowywać jak osoba poważna, dostojna, znaleźć sobie męża, który będzie pracował na jej zachcianki. Niestety, jak widać, ich plan się nie powiódł. Selena nigdy nie chciała taka być, a to denerwowało i Cecillię, i moją żonę - westchnął. - Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, bo wiedziałem, że Selena bardzo dobrze sobie radzi z matka i ciotką, ale to, o czym mi powiedziałeś naprawdę mnie zaniepokoiło.
Podniósł się i zaczął krążyć spokojnym krokiem po pokoju.
- Oczywiście pomogę ci znaleźć kontakt z Seleną, to nie ulega wątpliwości. Z resztą sam bardzo chętnie bym z nią porozmawiał.
Słysząc to, byłem bliski skakania z radości. Naprawdę nie wierzyłem, że to się uda.
- Postaram się porozmawiać z żoną i siostrą, wyciągnąć z nich jakieś informacje. Dopóki ja nie zdobędę jakichś informacji, ty też możesz czegoś szukać, ale naprawdę wątpię, że Selena znajduje się teraz w Barcelonie czy Mountblanc.
Do takich wniosków to już sam ostatnio doszedłem.
Podniosłem się z miejsca i podszedłem do pana Martineza.
- Naprawdę dziękuję za to, że mi pan pomoże. Zależy mi na Selenie i bardzo chcę dowiedzieć się, co naprawdę się stało - powiedziałem, stając przed nim.
- Mnie też na tym zależy - przyznał, a zaraz potem wyciągnął do mnie rękę. - Mów mi Jorge.
Lekko zdziwiony uścisnąłem wystawioną do mnie dłoń i powiedziałem:
- Neymar.

Po krótkiej rozmowie o tym, że wuj Seleny skontaktuje się ze mną od razu, gdy tylko czegoś się dowie, opuściliśmy z Jotą jego dom, przepełnieni nadzieją, że już niedługo wszystko w tej sprawie stanie się jasne, a ja będę mógł wreszcie spojrzeć ponownie w oczy mojej dziewczynie.


#wiemżeWastodenerwuje
#wposzukiwaniuSeleny
#jużniedługo


2 komentarze: