Starałem się nie okazywać tego przy trenerze i chłopakach, ale coraz trudniej było to przy nich ukrywać. Nie chciałem sprawiać im przykrości ani zawodu z powodu mojego nastawienia do gry. Wiem, że im wszystkim zależało na wygranych i grze jak na niczym innym i nie chciałem przed nimi przyznawać, że mi już powoli przestawało na tym zależeć.
Chciałem po prostu już po prostu odzyskać Selenę, bo tylko przy niej wszystko miało szansę wrócić na właściwe tory.
- Neymar! - usłyszałem gdzieś za sobą wołanie Pique. - Nie opieprzamy się!
Zaraz potem poczułem, jak kładzie ramię na moich ramionach, więc spojrzałem na niego w górę.
- To chyba nie najlepsza pora, Gerard. Nie mam nastroju - mruknąłem. Spuściłem wzrok i zająłem się kopaniem trawy czubkami moich butów. Nie wiedziałem, o czym miałbym z nim teraz rozmawiać.
- Widać to po tobie - przyznał. - Selena nadal nie dała znaku życia?
Pokręciłem jedynie głową. Nie chciałem tego mówić.
- Spokojnie, na pewno niedługo wszystko się wyjaśni. Z resztą wiesz, że jeśli potrzebowałbyś jakiejkolwiek pomocy, to wszyscy chętnie ci pomożemy - zapewnił.
Westchnąłem.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że wszyscy chcecie mi pomóc, ale ja sam nie mam pojęcia, co powinienem teraz zrobić, z kim porozmawiać, gdzie szukać - wzruszyłem ramionami z bezsilności. - Uwierz, że jeśli znajdę dla was jakąkolwiek rolę w moich poszukiwaniach, od razu was poinformuję.
- W takim razie czekamy na telefon - puścił do mnie oko i pobiegł w stronę ćwiczących chłopaków, od których trochę się oddaliliśmy. Lecz nagle odwrócił się jeszcze na moment i zawołał: - Nie przejmuj się, naprawdę, wszystko się ułoży.
Łatwo było mówić. Ale zawsze jest to jakaś forma pocieszenia i podniesienia na duchu.
Trening skończył się jakieś dwadzieścia minut później i zaraz po przebraniu się i ogarnięciu swoich rzeczy w szatni wróciłem do domu.
- Jota? - zawołałem, zaraz po przekroczeniu progu.
- Tak? - dobiegł mnie jego głos z kuchni, gdzie się udałem.
Zastałem brata jedzącego zapewne obiad. Sam wziąłem jedynie jabłko ze stołu, bo wcale nie czułem głodu.
- Ogarniam się i jadę do domu ciotki Seleny. Chcesz jechać ze mną? - zapytałem, choć w duchu już przewidywałem jego odpowiedź.
- Jasne, że tak, nie chcę tego ominąć! - zawołał. Czyli było tak, jak myślałem.
- Wracam tutaj za jakieś dziesięć minut i masz już być gotowy, okey? - mówię, wychodząc z kuchni. Nawet nie czekam na jego odpowiedź.
Idę na górę do swojego pokoju, gdzie po raz kolejny się przebieram. Chcę wyglądać jakoś tak bardziej... oficjalnie? formalnie? poważnie?
Wszystko jedno, po prostu chcę w każdym aspekcie przypodobać się pani Martinez, żeby zdobyć od niej jak najwięcej informacji o Selenie i o tym, gdzie się teraz znajduje.
Gdy kilka minut później schodzę na dół, Jota tak jak mu kazałem, czeka na mnie w korytarzu, zaraz przy drzwiach wyjściowych.
Wziąłem kluczyki z komody przy wyjściu i razem wyszliśmy z domu.
- Jak myślisz, powie ci wszystko tak od razu? - zapytał Jota, gdy byliśmy już w drodze.
- Cóź, po tym, co miałem okazję usłyszeć od niej wczoraj wieczorem, to raczej nie będzie aż takie łatwe, jak mogłoby się komuś wydawać - westchnąłem, skręcając jednocześnie do dzielnicy, w której mieszkali państwo Martinez.
Ich dom i posesja oczywiście wyglądały perfekcyjnie, tak samo jak za czasów, gdy odbierałem stąd kilkakrotnie Selenę kilka miesięcy temu. Wziąłem głęboki wdech, przypominając sobie tamte momenty. Wtedy jeszcze wszystko nie było tak pogmatwane, wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku. A teraz, co z tego pozostało?
Nie zamierzałem czekać w samochodzie, postanowiłem iść na żywioł. Wysiadłem z samochodu, to samo zrobił mój brat i niezwłocznie skierowałem się w stronę furtki. Oczywiście była zamknięta, więc musiałem zadzwonić domofonem.
Nie doczekałem się otworzenia furtki, za to drzwi domu otworzyły się i stanęła w nich sama pani Martinez. Widząc mnie, skrzywiła się i zaraz potem ruszyła w moją stronę.
- Nie wiem, jak możesz mieć czelność po tym wszystkim tutaj przyjeżdżać. Nie wiem, jaki masz w tym cel, ale nie chcę cię tu więcej widzieć! - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, choć to raczej nie bardzo mnie przekonało.
- Pani Martinez, czy naprawdę nie mogłaby pani poświęcić mi choć chwili na rozmowę. Naprawdę bardzo mi na tym zależy. Obiecuję, że to zajmie tylko chwilkę - próbowałem ją przekonać, ale ona jedynie prychnęła.
- Złamałeś serce siostrzenicy mojego męża, a teraz masz czelność prosić mnie o rozmowę? Nawet sobie nie żartuj, chłopcze - powiedziała, odwracając się i odchodząc w stronę domu. Nie miałem pojęcia, co jeszcze mógłbym powiedzieć.
Ale wtedy usłyszałem głos Joty zaraz obok mnie:
- On naprawdę ją kocha! - zawołał. - I nigdy nie zrobiłby nic, co mogłoby ją skrzywdzić. To Selena zniknęła bez śladu, a on po prostu chcę ją odzyskać. Dlaczego nie chce pani pomóc jej znowu być szczęśliwą?
Jej ciotka zatrzymała się w połowie drogi, a w międzyczasie w drzwiach pojawił się jej mąż. Zaraz potem był już przy niej i obejmował ją ramieniem.
- Idź do domu, kochanie, ja się nimi zajmę - powiedział do swojej małżonki, a ona posłusznie wróciła do środka, nie racząc nawet na nas spojrzeć. Za to pan Martinez podszedł zaraz pod samą bramkę.
Byłem przygotowany na to, że zaraz obrzuci mnie błotem i każe mi odejść, ale bardzo zadziwił mnie swoimi słowami.
- Poczekajcie zanim żona nie wyjdzie na miasto. Wtedy będziemy mogli porozmawiać - powiedział i wrócił za swoją żoną do domu.
Jejny może cos się wyjaśni?😍😍💕 czekam na next!💞😍
OdpowiedzUsuńNo, może szlachetny wujek nam coś w końcu wyjawi ;D
OdpowiedzUsuńCzytam twoje opo już od dłuższego czasu ale jakoś tak się złożyło że nie komentowałam.. Jeśli cię to zmotywuje do dalszego pisania to bardzo mi się podoba twoja historia a jeśli jesteś zainteresowana to zapraszam do mnie :-)
OdpowiedzUsuń