- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.
Miałem cholernie ogromną nadzieję na to, że to będzie ona.
- Seleny już dawno tu nie ma i pewnie długo nie będzie - usłyszałem głos, który ani trochę nie był podobny do jej głosu. Ale od razu go rozpoznałem. I to było chyba spełnienie moich najgorszych koszmarów.
Spojrzałem na jej matkę.
- A mógłbym wiedzieć, co takiego się stało, że Seleny tu nie ma? - zapytałem.
Założyła ręce przed sobą i uśmiechnęła się szyderczo. To zdecydowanie nie zwiastowało niczego dobrego.
- Myślę, że moja córka w końcu przejrzała na oczy i postanowiła skończyć z tymi wszystkimi głupotami.
Zmarszczyłem brwi i także założyłem ręce.
- Jakie głupoty ma pani na myśli?
Zachowywanie kultury przy tej kobiecie wymagało ode mnie wiele cierpliwości, ale jakoś musiałem trzymać nerwy na wodzy, jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć.
- Jej wielką "miłość" do ciebie i chęć przeprowadzki do Barcelony, oczywiście - zaśmiała się. - Nareszcie mogę z radością stwierdzić, że moja kochana córeczka przejrzała na oczy i postanowiła wyjść z tego bagna, w które się wpakowała.
Prychnąłem.
- Niech pani nie gada głupot. Selena mnie kocha i nigdy by czegoś nie zrobiła. A nawet jeśli, to na pewno by ze mną o tym porozmawiała.
- Jesteś taki naiwny! - powiedziała. - Selena cię nie kocha i nigdy nie kochała. Tylko jej się wydawało, że mogłaby cię pokochać, ale wreszcie zobaczyła jaka jest rzeczywistość.
- Może pani sobie to wmawiać. Ale ja przyjechałem tu porozmawiać z moją dziewczyną i nie odpuszczę, puki jej nie zobaczę.
Westchnęła, pokazując jak bardzo zmęczona jest tą rozmową.
- Więc w takim razie chyba powinieneś zostać tutaj na stałe. Ale ona i tak się z tobą nie zobaczy, bo nie ma zamiaru więcej tutaj wracać.
- Chyba nie mówi pani poważnie - prychnąłem i przepchnąłem się obok niej, wchodząc do domu.
- Proszę bardzo, idź jej szukać. Na niewiele ci się to zda - zaśmiała się, zamykając za mną drzwi.
Od razu poszedłem do salonu, ale nikogo tam nie znalazłem. Potem kolejno były kuchnia, jadalnia, łazienka i pokój gościnny, ale tam też było pusto. Wszedłem na piętro, gdzie znajdowały się same pokoje.
Bez żadnego skrępowania wszedłem do sypialni rodziców Seleny. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo od razu opuściłem to pomieszczenie. Spojrzałem jeszcze do innych pokoi na tym piętrze i głośno westchnąłem, stając przed drzwiami jej pokoju.
Z lekkim strachem wziąłem do ręki klamkę i wszedłem do środka.
I to co tam zobaczyłem cholernie mnie zaskoczyło.
A raczej to, czego nie zobaczyłem.
Jej pokój był prawie kompletnie pusty. Stały tam oczywiście jej łóżko, biurko i szafa, ale poza tym zniknęły wszystkie jej rzeczy. Nie mogłem uwierzyć.
Bo był to niezbity dowód na to, że Seleny jednak tu nie ma.
- Zawiedziony? - usłyszałem za sobą szyderczy głos jej matki.
Odwróciłem się niemal natychmiast.
Nie czułem się zawiedziony. To nawet nie był strach czy tęsknota.
Byłem po prostu cholernie zły, że jej matka miała rację.
- Nie wiem, co zrobiłaś, że jej tu nie ma. Ale nie powinnaś się tak cieszyć. - warknąłem. - Wiem, że to twoja sprawka i gwarantuję ci, że ją znajdę, a wtedy ojciec Seleny o wszystkim się dowie.
- A skąd takie myślenie, że on o niczym nie wie?
- Zbyt dużo o tobie wiem - powiedziałem i zdenerwowany wyszedłem jak najszybciej z tego domu.
Przeszedłem szybko całą drogę do bramki, a potem wsiadłem do swojego samochodu, trzaskając dość mocno drzwiami. Czekał na mnie już Jota.
- I jak? - zapytał.
Wciągnąłem głośno powietrze, a potem powoli je wypuściłem, żeby choć trochę się uspokoić.
- Nic. Nie ma jej tutaj.
Przez chwilę Jota się nie odezwał.
- I co teraz?
Odpaliłem silnik i odjeżdżając z podjazdu, mruknąłem do brata:
- Znajdę ją.
Obiecuję, że ją znajdę.
No to witamy w nowym 2017 roku!
Jak Wam się podoba taki początek nowego roku?
Co to babsko wymyśliło?! :o I co się dzieje z Seleną? Gdzie jest? Co robi? Dlaczego się nie odezwie? Czy coś się jej stało?
OdpowiedzUsuńTyle pytań i żadnej odpowiedz... :/
Czekam na kontynuację, moja droga i zapraszam do mnie na nowy rozdział http://ni-los-anos-ni-los-contratiempos.blogspot.com/2017/01/rozdzia-7.html ;*