piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 39.

- Od kiedy tak jest? - zapytałem niepewnie. Wiedziałem jaka będzie moja reakcja, jeśli...
- Od wczoraj - powiedział Jota, a ja momentalnie schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni i podbiegłem do szafki by zabrać stamtąd portfel ze wszystkimi dokumentami.
- Ktoś jedzie ze mną? - zawołałem, gdy biegłem już korytarzem do schodów, a chłopacy wybiegli za mną.
Odwróciłem się nagle i zobaczyłem, że patrzą po sobie niezdecydowani, co mają odpowiedzieć.
- Jedź z nim, Jota - nagle powiedzieli razem Gerard i Dani.
Nie zamierzałem się z nimi kłócić, jeśli tak wybrali i dziesięć minut później siedziałem już w samochodzie, a obok mnie znajdował się mój brat.
Boże, nie wiem, co ja bym bez niego zrobił.
- Dzięki, że postanowiłeś mi uświadomić, że jednak coś jest nie tak - spojrzałem na niego, gdy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Nie ma sprawy, stary, ale będziesz mi dziękował jak już ją znajdziemy - odpowiedział i wskazał palcem na przednią szybę. Rzeczywiście światło zmieniło się na zielone.
Ruszyłem od razu, przecinając skrzyżowanie i brnąłem w dalszą drogę do Mountblanc.
Moje uczucia w tamtym momencie i przez całą drogę szalały - od złości na samego siebie przez poczucie winy aż do strachu o to, co mogło stać się Selenie. Bo na 99% pewien byłem, że nie wszystko jest w porządku.
Jota przez całą drogę praktycznie się nie odzywał. Może chciał dać mi trochę czasu na przemyślenie wszystkiego, a może po prostu nie wiedział, co ma mi powiedzieć. Nie zastanawiałem się nad tym. Ważne było dla mnie tylko to, że mam czas, żeby nad wszystkim pomyśleć.
Gdy tylko zobaczyłem znak "Mountblanc" ogłaszający, że właśnie znaleźliśmy się w jej mieście zebrało się we mnie dziwne napięcie.
Dziesięć minut później zaparkowałem pod jej domem. I wtedy znowu obudził się we mnie strach, ale nie taki jak przedtem. Teraz po prostu bałem się, że gdy zapukam do drzwi jej domu, po chwili ją ujrzę, a ona powie mi, że między nami to już koniec.
- Czemu nie idziesz? - odezwał się Jota, gdy przez kolejnych kilka minut nawet nie ruszyłem się z miejsca.
- Chyba nie mam odwagi - spojrzałem jeszcze raz na jej dom.
- Jeśli nie ty, to ja - powiedział  i wysiadł z samochodu, a ja byłem tak zamyślony, że zauważyłem to dopiero, gdy już pewnie kroczył do drzwi domu Seleny.
Od razu wysiadłem z samochodu i pobiegłem za nim. Złapałem go kilka kroków za furtką.
- Gdzie idziesz?! - zawołałem.
- Skoro ty nie chcesz się dowiedzieć, to spoko. Ale Selena jest moją przyjaciółką i ja chcę wiedzieć - odwrócił się do mnie z założonymi rękami.
- Dobrze już, dobrze. Wracaj do samochodu, a ja tam pójdę - przewróciłem oczami, a Jota uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i wrócił do mojego Audi.
Więc zostałem sam z decyzją o podejściu do jej drzwi. Westchnąłem i ruszyłem do nich. Przed dotknięciem dzwonka jeszcze przez moment się wahałem, ale w końcu to zrobiłem. A potem czekałem.
I czekałem.
I czekałem.
Aż w końcu straciłem nadzieję, że ktokolwiek mi otworzy. Już miałem odejść, gdy nagle usłyszałem to charakterystyczne skrzypienie.
- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.


czwartek, 22 grudnia 2016

Rozdział 38.

~ "Żebyś przestał być takim dupkiem..."


*Tydzień później*

Tydzień. Całe siedem dni. 168 godzin. 10080 minut. 60480 sekund.
Dokładnie tyle czasu minęło mi na ciągłym oczekiwaniu. Nie pojawiła się w Barcelonie. Nie odebrała żadnego z moich telefonów. A dzwoniłem codziennie. Po wstaniu, przed treningiem, po treningu, przed obiadem, po obiedzie, przed drugim treningiem, podczas drugiego treningu, po drugim treningu, przed kolacją, po kolacji, przed pójściem spać.
Myślę, że przynajmniej kilka z tych 168 godzin spędziłem na słuchaniu jej sekretarki, która cały czas mówiła to samo. A ona nie raczyła odebrać nawet jednego telefonu. Nacisnąć jednego głupiego przycisku i powiedzieć jedno głupie "Wszystko ze mną w porządku".
I w dodatku skończyły mi się wymówki, jakich mógłbym się trzymać, żeby nie panikować.
Przez ten czas dogłębnie przeanalizowałem całą naszą znajomość. Szukałem każdej możliwej sytuacji, słowa, gestu, który pamiętałem, a który mógłby sprawić, że Selena nagle ode mnie odeszła.
I tak, odeszła. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero szóstego dnia, gdy ona znów nie odebrała ode mnie telefonu. Nikt tak po prostu nie zrywa nagle kontaktów. No chyba, że od ciebie odchodzi.
Dlatego dzisiaj, po ostatniej próbie skontaktowania się z Seleną, najzwyczajniej w świecie się poddałem. Nie widziałem sensu w dalszym staraniu się - ona i tak nigdy nie odbierze ode mnie tego telefonu ani nie przyjedzie do mojego domu. Pogodziłem się z tym.
- Neymar, mendo! Gdzie jesteś? Przyjechałem! - leżałem na kanapie, gdy nagle usłyszałem krzyki zaraz w korytarzu i trzaśnięcie drzwiami.
Bardzo dobrze wiedziałem, kto to taki, ale nie zamierzałem się dla niego podnosić z miejsca, które zajmowałem od dobrych kilku godzin. Leżąc na kanapie i patrząc się w sufit naprawdę bardzo dobrze mi się o wszystkim myślało.
Przez jakąś minutę słyszałem jedynie odgłosy kroków i trzaskanie drzwiami aż w końcu zobaczyłem pochylonego nad sobą Brazylijczyka.
- Czy ty naprawdę nie masz zamiaru się do mnie odzywać? - zapytał.
- Przestań się wydurniać, Jo. Ja naprawdę nie mam dzisiaj humoru - mruknąłem lekko niezrozumiale i w końcu usiadłem na tej sofie jak człowiek.
- A jeśli już rozmawiamy o twoim humorze, to gdzie ta, która zawsze mi go psuła? - uśmiechnął się, rozglądając się po całym salonie.
Gdy nigdzie jej nie znalazł, wrócił wzrokiem do mnie. W jego oczach już widziałem to pytanie.
- Gdzie ona się podziała? - zapytał moment później.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Nie interesowało mnie to już.
- Nie zgrywaj się! - powiedział i wyszedł z pokoju. Zaraz potem usłyszałem, jak wchodzi po schodach na górę. - Selena! - krzyczał.
Westchnąłem i czekałem jedynie aż wróci z powrotem.
- SELENA! WYCHODŹ! - krzyczał moment później, zbiegając po schodach.
Przymknąłem oczy i tylko czekałem aż do mnie podejdzie.
- Ty, stary, gdzie ona jest? Teraz już naprawdę nie żartuję - powiedział. Podniosłem na niego wzrok i widziałem to przerażenie wypisane na jego twarzy.
- Nie ma jej - mruknąłem znowu i ukryłem twarz w dłoniach. Nie płakałem, ale ostatnimi czasy ten gest spodobał mi się jakoś bardziej.
- Jak to jej, do cholery, nie ma? - wręcz krzyknął. Nagle się opanował i spojrzał na mnie ze złością. - Zerwałeś z nią?!
- Niekoniecznie - szepnąłem. - Ona sama mnie zostawiła.
Wstałem i poszedłem do kuchni, wcale nie zwracając uwagi na Jotę. On sam ruszył za mną dopiero, gdy ja wchodziłem już do kuchni.
- I ty tak zupełnie się tym nie przejmujesz? - powiedział, stając w progu pomieszczenia.
- A wyglądam jakbym się przejmował? - zapytałem, odwracając się do niego na moment. - Jest mi tylko smutno, bo zdążyłem się do niej przyzwyczaić, a ona od tak mnie zostawiła.
Odwróciłem się z powrotem do lodówki i wyjąłem z niej dwie butelki piwa. Mijając Jotę podałem mu jedną i wróciłem do salonu na kanapę.
- Chyba się zgubiłem - powiedział, siadając zaraz obok mnie. - Opowiedz mi to wszystko od początku.
Chwilę to zajęło zanim zacząłem mówić, ale w końcu to zrobiłem.
- W tamtym tygodniu Selena pojechała do domu, miała pisać maturę, a potem tutaj z powrotem wrócić. Ale przed jej wyjazdem trochę się pokłóciliśmy. Selena wyjechała stąd naprawdę zła, ale potem ją przeprosiłem, ona mnie też i wszystko było w porządku.Ale miała wrócić tutaj dobry tydzień temu, a nadal jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc doszedłem do wniosku, że po prostu mnie zostawiła - wzruszyłem ramionami i oparłem się plecami o kanapę.
- I co? Tak po prostu to zostawiłeś? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tak postąpiła? A może coś się jej stało?
Zaśmiałem się pod nosem.
- Pewnie teraz jest szczęśliwa ze swoim Chistianem - mruknąłem, a Jota spojrzał na mnie zdziwiony. - Ten chłopak, w którymś kiedyś się podkochiwała - wyjaśniłem.
- Naprawdę sądzisz, że potrafiłaby zrobić ci coś takiego? Tak nisko ją teraz oceniasz? Może naprawdę coś się jej stało, a ty siedzisz tutaj i nic z tym nie robisz. A do tego jeszcze za wszystko ją obwiniasz!
- Nie mam zamiaru się z nią teraz kontaktować, bo nie mam ochoty znaleźć jej i zobaczyć razem z tym idiotą - wstałem i wkurzony zacząłem iść do swoje sypialni.
Bo to już nie była ani JEJ, ani NASZA sypialnia. Była po prostu MOJA.
Oczywiście Jota mnie nie opuścił.
- Nawet jeśli, to dowiedzenie się, czemu tak postąpiła nie jest tego warte? - mówił, idąc za mną.
- Niekoniecznie - rzuciłem i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Jeszcze będziesz tego żałował - doszedł mnie jego głos zza drzwi.
- Niekoniecznie - powtórzyłem, zrzucając ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z komody.
Szkła posypały się po całej podłodze, a ja nie zamierzałem ich zbierać.

******

*Dwa dni później*

- Neymar! - usłyszałem wołanie gdzieś za mną, gdy opuszczałem ośrodek treningowy po dzisiejszym popołudniowym treningu.
Odwróciłem się i zobaczyłem idącego za mną Gerarda. Poczekałem na tego wielkoluda.
- Co tam? - zapytałem bez przekonania.
- Jutro mamy wolne, więc razem z chłopakami pomyśleliśmy, żeby może spotkać się jakoś pod wieczór. Wpadłbyś razem z Seleną? - zapytał i doszczętnie popsuł mi humor.
- Wiesz co, chętnie bym wpadł, ale Selena ostatnio wspominała, że chce dzisiaj iść na jakąś kolację, więc cały wieczór mam zajęty - odpowiedziałem, wcale nawet nie rozważając pójścia tam. Gdybym pojawił się bez Seleny każdy pytałby, co się stało, a gdybym zaczął pić każdy wiedziałby już, że coś jest nie tak.
- Oh, okey - powiedział zaskoczony Gerard. - W takim razie pozdrów od nas wszystkich Sel.
- Tsa, przekażę jej - mruknąłem i bez słowa pożegnania poszedłem do swojego samochodu i wróciłem do domu.

******

Leżę sobie w sypialni na łóżku. Odpoczywam. Wsłuchuję się w ciszę.
I tu nagle...
- Co do kurwy?!
Poderwałem się z łóżka jak oparzony, gdy poczułem zimno na całym ciele.
A potem zobaczyłem nad sobą całą tę zgraję - Pique, Alves i Jota. Wszyscy trzej stali nade mną z założonymi rękoma.
- Zimny prysznic - odpowiedział Alves. - Stwierdziliśmy, że ci się przyda.
- Możecie mi po ludzku wyjaśnić, czemu sprawiliście, że moje łóżko będzie schnąć przez następnych kilka dni? - powiedziałem ze złością.
- Wiesz, Neymar, przyszliśmy odwiedzić sobie Selenę - Pique wcale nie odpowiedział na moje pytanie. Ale w tym momencie to zdanie potrzebowało mojej odpowiedzi, bo wiedziałem, że zauważyli brak mojej byłej dziewczyny w tym domu.
- Wyszł... - zacząłem, ale Alves musiał mi przerwać.
- Nie ściemiaj nam. Wiemy, że jej tu wcale nie było.
- Skąd wam przyszło do głowy, żeby tu przyjechać? - zapytałem zdziwiony.
Gerard przewrócił oczami.
- Myślisz, że nie wydało mi się to podejrzane, gdy powiedziałeś, że dziewczyna, która nienawidzi wprost tych wszystkich oficjalnych, poważnych i eleganckich spotkań, wyciąga cię na kolację? - prychnął.
- I co zamierzasz z tym zrobić? - westchnąłem, wstając i podchodząc do okna.
- Otworzyć ci oczy. Żebyś przestał być takim dupkiem i zaczął jej szukać - doszedł do mnie głos Daniego, ale nie zamierzałem się do niego odwrócić.
- Jest zapewne w Mountblanc i ma się bardzo dobrze. Nie dramatyzujcie - odpowiedziałem.
- Próbowałeś do niej zadzwonić? - zapytał Jota.
W końcu się odezwał ten zdrajca.
- Dzwoniłem. Przez cały tydzień - mruknąłem.
- Pytam czy dzwoniłeś do niej dzisiaj - poprawił się.
- Nie.
- Więc zdecydowanie powinieneś.
- Dlaczego? - zapytałem, odwracając się do nich twarzą.
- Po prostu to zrób. Wtedy coś w końcu powinieneś zrozumieć.
Przez jakieś dwie minuty trwała cisza, podczas której rozważałem wszystkie za i przeciw. Ale przecież nic przez to nie traciłem, prawda?
- Jeśli tak bardzo tego chcecie - westchnąłem, sięgając po mój telefon leżący na szafce nocnej.
Wybrałem numer i już byłem przygotowany na wysłuchanie kilku sygnałów, a potem jej automatycznej sekretarki. Ale wtedy...
"Niestety, osoba do której próbujesz się dodzwonić ma wyłączony lub rozładowany telefon. Prosimy spróbować później."
I w tym właśnie momencie zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.
Ona nigdy nie wyłączała telefonu.

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta.... :)

piątek, 9 grudnia 2016

Rozdział 37.

 ~ "Więc po to było to całe twoje gadanie... "

Trzy dni później
Wychodząc razem z Danim z szatni po treningu, odruchowo sięgnąłem do kieszeni po telefon, by sprawdzić godzinę. Mój starszy przyjaciel oczywiście to zauważył.
- Zrób to przy mnie jeszcze choć raz, a osobiście zabiorę ci ten telefon - skomentował moje zachowanie.
Westchnąłem.
- Ale co mam zrobić. Po prostu nie mogę się doczekać aż Sel do mnie zadzwoni i powie, że w końcu wraca - przyznałem, chowając telefon z powrotem do kieszeni spodni.
- Rozumiem, ale sprawdzasz ten telefon już szósty raz w ciągu ostatnich pięciu minut.
Wzruszyłem ramionami.
- Przyzwyczaiłem się, że ona jest cały czas ze mną i teraz jak pojechała na tych kilka dni do domu to dziwnie czuję się tak sam - przyznałem, otwierając drzwi od mojego samochodu. Miałem po drodze podrzucić Daniego do domu.
- Daj jej trochę wytchnienia, bo się jeszcze dziewczyna do ciebie zniechęci - zaśmiał się, wsiadając do środka. 
- Nawet tak nie mów - burknąłem. 
Niby między mną a Seleną wszystko było dobrze, ale ta nasza kłótnia siedziała mi gdzieś w głowie i nie mogłem się jej pozbyć w żaden sposób. 
- No co! Ja tylko mówię co myślę. Bo co jeśli ona pomyśli, że jednak ma cię dość i postanowi jednak zostać w Mountblanc? 
Wiem, że żartował, ale nawet to działało w pewien sposób na moje nerwy. 
- Nawet mi o tym nie mów. Zaczynam wariować jak jej nie ma. Nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdyby mnie teraz zostawiła. 
Odpaliłem silnik i wyjechałem z parkingu podziemnego.
- Spokojnie, stary. Jesteście tak idealną parą, że nie ma takiej opcji, żeby ona nagle zachciała sobie się z tego wycofać. Wróci do ciebie zanim się obejrzysz. 
- Mam taką nadzieję. Ostatnio trochę się pokłóciliśmy i... 
Przerwał mi. 
- Błagam cię! Musieliby ją chyba siłą przetrzymywać, żeby została w swoim domu. Sam przecież wiesz jak bardzo znienawidziła ostatnio to miejsce. 
Stanęliśmy akurat na światłach, więc wykorzystałem okazję i przejechałem dłońmi po twarzy. 
- Masz rację. Nie powinienem się martwić na zapas - przyznałem przyjacielowi rację. 
No już! Nie martw się tak! Przecież ona już niedługo tu przyjedzie! Nie ma innej opcji! - wmawiałem sobie w myślach. 
- I właśnie o to chodzi! Powinieneś się cieszyć ostatnimi chwilami wolności. Nawet się nie obrócisz, a ona już tu będzie i zacznie denerwować nas wszystkich dookoła - zaśmiał się. Gdy ta dwójka się spotykała, zazwyczaj całe spotkanie polegało na typowym dla nich przyjacielskim dogryzaniu sobie. Panowała między nimi taka czysta relacja i cieszyłem się, że mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna mają taki dobry kontakt. 
- To co, skusisz się, żeby do mnie wpaść? - zapytał, uśmiechając się pod nosem. 
- Więc po to było to całe twoje gadanie... - zaśmiałem się, kręcąc głową. 
Ale mimo to i tak skręciłem w uliczkę na której mieszkał Alves i zaparkowałem pod jego domem. 

*******

Następnego dnia, gdy obudziłem się rano, od razu odruchowo przełożyłem rękę na drugą stronę łóżka. Gdzieś w środku miałem taką nadzieję, że może Selena przyjechała w nocy i nie chcąc mnie budzić po prostu położyła się spać. Ale teraz już wiedziałem, że tak nie było. 
Przyjęcie tej wiadomości do swojej świadomości wystarczająco mnie rozbudziło. Usiadłem na łóżku, rozejrzałem się po pokoju, a zaraz potem przetarłem twarz dłońmi.
Wstałem z łóżka jakieś dziesięć minut później, gdy przyszło mi na myśl, że może Selena jednak przyjechała i teraz czeka na mnie na dole. Było to całkiem prawdopodobne, więc od razu, jak tylko ten pomysł przyszedł mi do głowy, wygrzebałem się spod kołdry i pobiegłem na dół.
Ale po sprawdzeniu kuchni, salonu, jadalni, siłowni i tarasu wiedziałem już, że Seleny wcale nie ma w tym domu. Nie znalazłem jej na górze, na dole też nie było po niej ani śladu. Nie zostawiła też żadnej kartki, a na podjeździe nie było jej samochodu.
Zaczynałem się martwić.
Ale spokojnie, przecież nic nie mogło jej się stać. Może po prostu postanowiła zostać w domu na jeden dzień dłużej i przyjedzie dopiero dziś. Nie ma na razie czym się denerwować. Po prostu do niej zadzwoń!
Zgodziłem się z głosem w mojej głowie i wróciłem się do sypialni po telefon. Nie oglądając się na nic wybrałem od razu jej numer i wsłuchiwałem się w sygnały połączenia, siedząc na rogu łóżka.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
"Hey, tu Selena. Jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, to prawdopodobnie jestem bardzo zajęta. Próbuj dalej, oddzwonię jak tylko będę mogła. Pa!" - usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
Wybrałem jej numer po raz drugi. I po raz trzeci. I kolejny. I kolejny. Cały czas słyszałem tylko tę jedną wiadomość, którą Selena nagrywała, siedząc przez dobrą godzinę na kanapie podczas pobytu u mnie. Ale za siedemnastym razem, gdy usłyszałem te słowa, po prostu zakończyłem połączenie i rzuciłem telefonem za siebie, gdzieś na łóżko. Może nawet spadł on na podłogę, ale nie to stanowiło dla mnie powód do zmartwień.
Dlaczego ona nie odbiera?! - chodziło po mojej głowie.
Rzuciłem się plecami na łóżko, westchnąłem głośno kilka razy i znów przetarłem twarz dłońmi.
Spokojnie! Selena na pewno jest teraz po prostu pakowaniem swoich wszystkich rzeczy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić. 
Uznałem tą opcję za całkiem prawdopodobną. Bo przecież ojciec Seleny już od dłuższego czasu był w Stanach, a ona nienawidziła spędzać czasu ze swoją matką. Więc nie ma innego wytłumaczenia, dla którego miałaby tam zostać na dłużej.
Z tą myślą już naprawdę rozpocząłem swój dzień - zjadłem śniadanie, ubrałem się, ogarnąłem, pojechałem na trening.
Ale gdy wróciłem wieczorem, a ona nadal nie odbierała dosłownie przeszukałem każdy zakątek mojego domu. Żadnego śladu po tym żeby tu była. Zacząłem dzwonić - nie odbierała.
Tylko nie panikuj. Tylko nie panikuj! - krążyło wciąż po mojej głowie, gdy chodziłem w kółko po całym domu, szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia na tą sytuację.
I tylko stwierdzenie, że na pewno chciała pożegnać się z Adą przed jej wyjazdem do Madrytu, pozwoliło mi spać spokojnie.
Ale następnego dnia było tak samo.


A więc myślę, że od teraz posty będą takie naprawdę krótkie, żeby nie zdradzać Wam od razu zbyt wiele i żeby mogły pojawiać się częściej. Myślę, że do lutego wyrobię się ze skończeniem tego opowiadania, ale nic nie obiecuję ;)  

Neyforever :*