~ Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa!
- Rozumiesz, że to już dzisiaj! - zawołałam, wskakując na łóżko Ady, która jeszcze spała. Byłam tak podekscytowana dzisiejszym dniem, że musiałam zrobić jej pobudkę. Nie wytrzymałabym siedzieć tu tak w samotności.- Wiem, Sel, że dzisiaj wracamy do domu, ale daj mi się chociaż wyspać, okay? - mruknęła i przykryła głowę poduszką. Fakt, była dopiero siódma rano, ale ja nie mogłam spać, myśląc, że już za kilkanaście godzin w końcu znowu spotkam się z Neymarem.
- Już nie mogę się doczekać! - zawołałam i podniosłam się z jej łóżka.
- Rozumiem twój entuzjazm, też się cieszę, ale daj mi się wyspać!- zawołała, przykrywając się dodatkowo kołdrą, żeby tylko mnie nie słyszeć.
- Dobra, dobra! Idę się ogarnąć - powiedziałam i wyszłam do łazienki.
Do godziny 9:30 zdążyłam zrobić wszystko, co tylko przyszło mi do głowy. Wzięłam kąpiel, ubrałam się, związałam włosy, poszłam na spacer i gdy wróciłam zaczęłam pakować książki. Wtedy właśnie wstała Ada, ubrała się i kilkanaście minut później razem zabrałyśmy się do pakowania walizek.
- Jeszcze zjemy tylko śniadanie, za dwie godziny wyjedziemy i za kilkanaście godzin będziemy już w Barcelonie - zawołałam entuzjastycznie, układając kolejną bluzkę w swojej walizce.
- Nie możesz się doczekać spotkania z Neymarem, co? - zaśmiała się na moją radość.
- Nie widziałam go od dwóch tygodni! Dawno nie mieliśmy tak długiej przerwy, biorąc pod uwagę, że praktycznie cały czas mieszkałam w Barcelonie razem z nim - wzruszyłam ramionami, podniosłam się z podłogi i sięgnęłam telefon, który leżał na łóżku. Miałam nadzieję na to, że może znajdę tam jakąś wiadomość od Neymara, ale niestety niczego nie było. Nie odezwał się do mnie od wczoraj po południu, więc nie wiem, co się działo. Gdy ostatni raz z nim rozmawiałam, powiedział, że jedzie odwieźć Carolinę, Rafę i Daviego na lotnisko. I rozumiem, że wczoraj mógł nie mieć już czasu zadzwonić. Ale dzisiaj na pewno był już od kilku godzin na nogach.
- Co, Romeo napisał? - zaśmiała się Ada.
- Właśnie, że nie - mruknęłam, wracając na poprzednie miejsce. - Nie odzywa się już od dłuższego czasu. A co, jeśli coś mu się stało? - momentalnie wpadłam w panikę. Ponownie podniosłam się z miejsca i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem.
Aż nagle Ada złapała mnie za rękę i pociągnęła tak mocno, że prawie na nią upadłam.
- Siadaj i uspokój się dziewczyno! - zawołała mi prosto w twarz. - Daj mu żyć i nie zachowuj się jak psychopatka!
Przeczesałam włosy palcami.
- Może i masz rację. Niepotrzebnie panikuję - mruknęłam i wróciłam do pakowania.
Jednak nie potrafiłam się na niczym skupić. Myślami byłam daleko stąd i to właśnie powodowało, że moje ubrania lądowały do walizki, złożone w jakieś dziwne kombinacje. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co mogło się właśnie dziać w Barcelonie. Pewnie gdybym mogła, od razu przejrzałabym od razu cały internet w poszukiwaniu informacji o aktualnym miejscu pobytu Neya, ale w tej dziurze nie było nawet wystarczającej ilości zasięgu, by chociaż włączyła mi się strona startowa w przeglądarce. Tkwiłam tu, bez żadnej informacji o tym, co się teraz dzieje u Neymara i to zaczynało mnie przerażać.
Kiedy po raz setny wyjęłam z walizki bluzkę, żeby znowu spróbować poprawnie ją złożyć, usłyszałam ciężkie westchnienie Ady. Podniosłam na nią wzrok.
- Idź, spróbuj się do niego dodzwonić, a ja skończę cię pakować - odezwała się, a ja od razu podskoczyłam szczęśliwa.
- Naprawdę, zrobisz to dla mnie? - krzyknęłam, a przyjaciółka aż skrzywiła się na głośność mojego głosu.
- Jasne, ty i tak sama byś sobie z tym nie poradziła - odpowiedziała, a ja uściskałam ją i już mnie nie było. W błyskawicznym tempie wybiegłam z budynku i udałam się w miejsce, gdzie wiedziałam, że mam dużą szansę na złapanie zasięgu. Po dwóch tygodniach spędzonych tutaj naprawdę nauczyłam się wielu rzeczy, a w szczególności tego, jak szukać zasięgu.
Kilka minut zajęło mi dotarcie do miejsca, gdzie z Adą zazwyczaj rozmawiałyśmy przez telefon. Około dziesięciu minut minęło, zanim w prawym górnym rogu mojego telefonu pokazały się cztery kreski, oznaczające całkiem dobry zasięg.
Już miałam wybierać numer Neymara, gdy poczułam, że jednak nie jestem tu sama, jak przypuszczałam.
- Zdecydowałaś się jednak do mnie dołączyć, hm? - odezwałam się, będąc pewna, że przyszła do mnie moja przyjaciółka.
Jednak dopiero, gdy się odwróciłam, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
- W sumie, to miałem nadzieję, że cię tu spotkam - usłyszałam ten głos, zobaczyłam tą postać i momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy.
- Czego chcesz? Wiesz, że nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać, ostatnim razem chyba wyraziłam się wystarczająco jasno? Czy może trzeba ci powtórzyć? - warknęłam.. Przebywanie sam na sam z tą osobą zdecydowanie nie znajdowało się na liście moich marzeń.
- Zrozumiałem za pierwszym razem. Ale nie zamierzam się poddawać - mruknął i przybliżył się o kilka kroków. Cofnęłam się.
- Ale ja zdania nie zmieniam. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać! - odwróciłam się i odeszłam spory kawałek. On jednak ruszył zaraz za mną.
- A właśnie, że porozmawiasz! - krzyknął za mną. - Nie wiem, jak możesz przez ten cały czas tak perfidnie udawać!
- Co ja niby takiego udaję?! - odwróciłam się, tak szybko, że on sam o mało na mnie nie wpadł. Ten człowiek miał dar wkurzania mnie nawet w sekundę.
- Że jesteś szczęśliwa z tym idiotą! I co, chciałaś do niego teraz zadzwonić i udawać radosną, ukrywać, co naprawdę czujesz? - darł się.
- Ja naprawdę nie wiem, co jest z tobą nie tak, wiesz? - zawołałam, stojąc z nim twarzą w twarz. - Mam ci to przeliterować? Jestem z Neymarem S-Z-C-Z-Ę-Ś-L-I-W-A!
Prychnął i złapał mnie za nadgarstki.
- Kłamiesz - powiedział.
Zaczęłam się śmiać, pomimo tej niezbyt komfortowej sytuacji.
- Nadal nie możesz pogodzić, że nie jestem z tobą, co? Przykro mi, miałeś swoją szansę, ale jej nie wykorzystałeś.
- Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa. Pokażę ci! - Zachowywał się jak jakiś opętany. I do tego coraz bardziej zacieśniał uścisk na moich nadgarstkach.
- Cristian, zrozum w końcu, że ja nic do ciebie nie czuję i nie będę czuć! Jestem z Neymarem i nie zamierzam go zamieniać na nikogo innego, a szczególnie nie na ciebie! - wrzasnęłam i wyrwałam ręce z uścisku.
- Czyli jednak mam cię przekonać? - mruknął, a potem szybko przysunął się do mnie i zaczął całować.
Przerwałam to tak szybko, jak tylko się zaczęło, a zaraz potem odepchnęłam Cristiana od siebie. Nie wierzyłam, że próbował to zrobić.
- OSZALAŁEŚ! - krzyknęłam, nie mogąc się przed tym powstrzymać, a mój głos niósł się echem, odbijając się od górskich ścian. Miałam też ochotę uderzyć go w twarz, ale kiedyś już tego spróbowałam i pamiętam, że to, co się potem wydarzyło, jakoś nie pozostawiło po sobie dobrych wspomnień.
Widziałam, że Cristian jest zaskoczony moim zachowaniem, ale nie zwróciłam nawet na to uwagi. Jego zachowanie wytrąciło mnie kompletnie z równowagi. Byłam wściekła. Choć nie do końca.
W środku czułam się cholernie zagubiona. To co zrobił... Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. I to nie wcale w kontekście tego, że mogło mi się to podobać. Bo tak zdecydowanie nie było. Bardziej martwił mnie nagły napływ myśli do mojej głowy. Było ich tyle, że nawet nie wiedziałam, którą zająć się pierwszą.
I nagle się pojawiła. I mówiła tylko jedno słowo: "Neymar". I wtedy już wiedziałam, co czuję.
Strach. Przeraźliwy strach o to, co powie, gdy się o tym dowie. A na pewno się dowie. Bo jeśli nie ona mu o tym powie, to była pewna, że Cristian nie będzie się wahał.
Czułam się beznadziejnie. Miałam wrażenie jakby nogi miały się zaraz pode mną ugiąć, więc po prostu usiadłam na trawie, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Płakać z bezsilności.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam chłopaka, który nadal się we mnie wpatrywał. Najpierw przychodzi tu, kłóci się i wszystko niszczy, a teraz jeszcze ma czelność przyglądać się skutkom tego, co zrobił.
- WYNOŚ SIĘ! - wydarłam się, objęłam kolana rękami i oparłam o nie głowę. On już mnie nie obchodził. Teraz myślałam już tylko o tym, co powiem Neymarowi. Gdzieś w podświadomości słyszałam cichy głosik, który mówił, że nie przyjmie on tego tak źle, jak myślałam. ale był zbyt cichy, żebym mogła przyjąć do wiadomości to, co mówił.
Usłyszałam głośne westchnienie Cristiana. A potem usłyszałam głos. Ale nie należał on do niego.
- Nie słyszałeś, co powiedziała?! Zostaw ją w spokoju! - Należał do Ady. Podniosłam głowę i rzeczywiście - przyjaciółka stała zaraz za Cristianem, który nagle odwrócił się na pięcie i odszedł szybkim krokiem. A wtedy Ada podbiegła do mnie.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze - szepnęła, przytulając mnie. Robiła to, czego teraz było mi najbardziej potrzeba. Wspierała mnie.
*****
Nie odezwał się.
Nie dostałam żadnej wiadomości od Neymara i to zaczynało martwić mnie coraz bardziej.
Wyjechaliśmy z naszego miejsca pobytu dobre sześć godzin temu. Byliśmy w połowie drogi i oczywiście, gdy tylko wyjechaliśmy z miejsca, gdzie mieszkaliśmy, zaczęłam czekać na moment, gdy będę mogła przejrzeć internet. A gdy w końcu to nastąpiło, to nie znalazłam tam żadnych przydatnych informacji. I przez to zaczęłam zastanawiać się jeszcze bardziej, co mogło się z nim dziać. Dowiedziałam się tylko, że na pewno pojawił się na porannym treningu, ale to było ponad kilka godzin temu. A potem jakby zniknął.
- Zadzwoń do niego po prostu - usłyszałam głos Ady i podniosłam na nią swój wzrok z nad telefonu.- Przecież widzę, że odkąd tylko wyjechaliśmy ty tylko wpatrujesz się w ten telefon.
Westchnęłam.
- Żeby to było tylko takie proste - mruknęłam.
- A nie jest? - zapytała.
- Dzwoniłam już. Nie odbiera. Ma wyłączony telefon.
- Na pewno się odezwie. Mówił, że masz wysiąść w Barcelonie i on zabierze cię do siebie. Będziemy tam dopiero po północy, więc nie sądzę, żeby nagle się rozmyślił i ci o tym nie powiedział. Gdyby plany się zmieniły, na pewno by do ciebie zadzwonił i ci o tym powiedział. Nie naraziłby cię na takie ryzyko. jak włóczenie się nocą po Barcelonie. Tego jestem święcie przekonana - przyznała, dotykając delikatnie mojego ramienia, żeby dodać mi otuchy.
- Mam taką nadzieję - westchnęłam.
Do Barcelony dotarliśmy około pół godziny przed czasem, więc wcale się nie zdziwiłam, gdy na parkingu pod Camp Nou, gdzie umówiłam się z Neyem, nie widziałam jego samochodu. Byłam na miejscu wcześniej, więc to chyba naturalne, że będę musiała na niego poczekać.
- Pamiętaj, jeśli coś by się stało, to od razu do mnie dzwoń. Nawet w środku nocy - powiedziała Ada, gdy stałyśmy na dworze, a ja czekałam aż kierowca wyciągnie moją walizkę.
- Jeśli coś będzie nie tak, to na pewno zadzwonię - obiecałam. Bo zapewne właśnie tak bym zrobiła.
- To do zobaczenia na egzaminach - powiedziała, gdy wsiadała z powrotem do autokaru kilka minut później.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się do niej i odeszłam od pojazdu, który moment później odjechał i zaczął znikać z mojego pola widzenia. No to zostałam sama. Z walizką. Po środku wielkiego parkingu, gdzie byłam tylko ja.
Choć zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rogu placu zaparkowany jest czarny samochód, z którego właśnie wysiadał jakiś mężczyzna.
Na początku przeraziłam się, że może być to ktoś, kto mógłby mi zrobić krzywdę, ale moment później do głowy przyszła mi myśl, że być może to Neymar. Dlatego z nadzieją, że to on oczekiwałam aż ta osoba podejdzie bliżej.
Ale zanim jeszcze podszedł na tyle blisko, żebym mogła zidentyfikować tę osobę i zobaczyć jej twarz w świetle latarni znajdującej się nieopodal, usłyszałam:
- Nie mogłem się doczekać, żeby w końcu mieć znowu okazje porozmawiać z tobą twarzą w twarz,
I już wiedziałam kto to.
--------------------------------------------------
Tak jak mówiłam w poprzedniej notce, dodaję rozdział. Wiem, że trochę późno, ale wpływa na to naprawdę wiele czynników.
Przypominam oczywiście, żebyście pod tym rozdziałem, jeśli go przeczytacie, pozostawili po sobie w komentarzu jakiś ślad, może to być nawet kropka, przecinek, średnik... Cokolwiek. Po prostu chcę wiedzieć ile osób tu jest i czy opłaca się to dalej ciągnąć, czy może lepiej napisać zakończenie tej historii i pozostawić je jedynie dla siebie.
Tak więc mam nadzieję, że będzie tu przynajmniej kilka osób, bo napisanie tego rozdziału nie było wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać.
Tymczasem, życzę Wam dobrej nocy, bo dodaję to późno, ale nie wiem kiedy będziecie to czytać ;)
Także no...
Pozdrawiam
Neyforever :*
Świetny
OdpowiedzUsuńCzekam na next!! :D
OdpowiedzUsuńJestem, czytam i czekam :D /nat
OdpowiedzUsuńJeej <3 kocham ten blog i nie mg się doczekać następnego rozdziału! <3 :* pozdrawiam i życzę weny! <3
OdpowiedzUsuńCzekam na next! :D
OdpowiedzUsuńNie mozesz go skonczyc! Pisz chociaz dla mnie bo ja kocham tego bloga i Ty nie mozesz od tak zakonczyc tej hostorii! Masz mega talent do pisania! A drugi blog masz tez supi przeczytalam go w jeden dzien tak wciaga😍 kocham😍❤ rozdzial jest supi😍❤ i czekam z niecierpliwoscia na nastepny rozdzial❤ maam nadzieje ze bedzie szybko😍 pozdrawiam i życzę duuuuzo weny😍❤😘
OdpowiedzUsuńAnia😊😘😇