~ Neymar, matka czy Federico?
Dotarcie na miejsce zajęło nam nieco ponad dwanaście godzin. Znajdowaliśmy się głęboko w górach, jakieś sto kilometrów od Zurychu i daleko od cywilizacji. Wynajęliśmy dla siebie cały dom, więc nie musieliśmy się martwić o wścibskich sąsiadów czy zakłócanie ciszy nocnej. Wokół nas nie było, żadnych innych budynków, więc mieliśmy ciszę i spokój. Choć były one jedynie względne, bo w naszej obecności coś takiego nie istniało. Już pierwszego dnia, gdy tylko przyjechaliśmy chłopacy obwieścili wszystkim, że robimy imprezę, więc zaraz po rozpakowaniu przez nas naszych rzeczy zebraliśmy się w salonie, a potem bawiliśmy się razem do samego rana.W drodze wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że pierwszy tydzień spędzimy na odpoczynku i imprezowaniu, a drugi poświęcimy w pełni na naukę.Wczoraj zrobiliśmy imprezę, więc dzisiaj postanowiliśmy trochę wychillować i wieczorem zebraliśmy się nad ogniskiem za naszym domem.
Siedzieliśmy właśnie na kłodach wokół ogniska i rozmawialiśmy o jakichś głupotach. Jedna z dziewczyn zapytała, gdzie wybieramy się na studia, z czego wywiązała się nie mała dyskusja, jednak ja nie brałam w niej udziału. Wszyscy żywo rozmawiali, a ja siedziałam w ciszy, patrzyłam w ogień i myślałam.
Mój związek z Neymarem trwał dopiero nieco ponad trzy miesiące. Skończyłam szkołę, niedługo miałam napisać maturę, a zaraz potem wyprowadzić się do Barcelony. I teraz miałam małe wątpliwości, co do mojej przyszłości.
I nie chodziło tu o przeprowadzkę do Neya, bo byłam pewna, że chcę tego najbardziej na świecie. Chodzi o moją matkę. Boję się, że gdy o tym usłyszy, może do końca mnie znienawidzić. Przez tę ostatnią kłótnię miałam naprawdę sporo do przemyślenia.
Do tej pory jestem na nią cholernie zła, a słowa, które wtedy wypowiedziała nie dawały mi spokoju.
"Nie jesteś taką córką, jaką zawsze chciałam, żebyś była. Nie jesteś moją córką!"
"Twój chłopak? Ten idiota, który nie potrafi robić nic innego poza uganianiem się za piłką? On nigdy nie zapewni ci życia, na jakie zasługujesz!"
"Lepiej od razu go zostaw i zacznij szukać kogoś, kto zostanie w przyszłości twoim mężem i będzie na twoim poziomie!"
"Wygląda, jakby ostatnich kilka lat spędził w więzieniu. Te wszystkie tatuaże, wygląda jak typowy kryminalista!"
"Chcesz zostać z nim? I naprawdę masz zamiar do końca życia wychowywać bachora, który nawet nie jest twój? Chcesz dożywotnio zostać niańką, podczas gdy twój kochany Neymarek będzie miał kochanki na boku? Naprawdę takiego życia chcesz?"
Miałam ochotę się rozpłakać na wspomnienie okropnych słów, jakie moja własna matka wypowiedziała, ale nie robię tego ze względu na moich przyjaciół. Nie chcę, żeby musieli oglądać moje łzy. Nieszczególnie miałam ochotę tłumaczyć się z tego, co się wydarzyło, a Ada na pewno nie szczędziłaby pytań.
- Selena? - dopiero teraz zauważyłam twarz przyjaciółki zaraz przede mną. - Wszystko okay? - szepnęła, nie chcąc zwracać na nas uwagi innych.
- Tak, po prostu się zamyśliłam - odpowiedziałam, poprawiając koc, którym byłam okryta. Było blisko około drugiej, a noce tutaj na pewno nie zaliczały się do najcieplejszych.
- Neymar, matka czy Federico? - zapytała, wracając na swoje miejsce.
- Matka - mruknęłam z niechęcią. - Z Neyem wszystko jest w najlepszym porządku, a Federico... Federico jak na razie się nie odzywa - dodałam, spoglądając prosto w ogień.
****
Ufam mu. Ufam Neymarowi bardziej niż komukolwiek innemu.
To wniosek, do jakiego dochodzę przez kolejny dzień pobytu na naszych wakacjach. Czas do końca tygodnia mija naprawdę szybko - na chodzeniu po górach, bezczynnym siedzeniu i rozmawianiu. To prawdopodobnie ostatni raz, gdy spotykamy się w takim gronie. Po napisaniu matury każdy z nas pójdzie w inną stronę i możliwe, że więcej już się nigdy nie spotkamy. A mimo wszystko zżyłam się z tymi ludźmi, bo niektórych znam nawet od podstawówki.
Jest tutaj naprawdę bardzo ograniczony zasięg, więc raczej dużo nie rozmawiałam z Neymarem, ale robiłam to za każdym razem, gdy miałam do tego okazję. Bardzo za nim tęskniłam i wiedziałam, że on za mną też. Gdy do niego dzwoniłam, słyszałam to minimum pięć razy na minutę.
- Dużo ci jeszcze zostało? - szepnęła do mnie Ada, gdy razem siedzieliśmy w salonie i uczyliśmy się. W sumie, nikt nie rozmawiał, każdy siedział z nosem w swoich książkach.
- Dwa czy trzy tematy - mruknęłam, podpierając głowę na zaciśniętej pięści. Miałam już powoli dość uczenia się, a był to dopiero drugi dzień.
- Mi zostały tylko cztery. Choć zrobimy sobie przerwę - powiedziała, odsuwając od siebie książki.
- Skończymy i pójdziemy. Nie chcę się teraz od tego odrywać, bo potem nie będzie mi się chciało tego kończyć.
- A nie chciałabyś porozmawiać sobie z Neymarem? - uśmiechnęła się i wstała z miejsca. Nie musiałam jej odpowiadać, żeby wiedziała, co zrobię. Może i chciałam przyłożyć się do nauki, ale możliwość rozmowy z Neyem jest warta tego, żeby sobie trochę odpuścić.
- Idziemy - zakomendowałam, a po chwili wymykałyśmy się z domu. Z telefonami w dłoni wybrałyśmy się na dłuższy spacer, w poszukiwaniu zasięgu.
- Po maturze nadal zamierzasz jechać do Madrytu? - zapytałam, gdy chodziłyśmy po polanie, z telefonami uniesionymi w górę. Z daleka musiałyśmy wyglądać jak jakieś wariatki.
- Tsa. Będę mieszkać z Michaelem i prawdopodobnie będziemy chodzić na ten sam uniwersytet, więc będziemy ze sobą spędzać bardzo dużo czasu. A ty? Przeprowadzka do Neymara nadal aktualna? - uśmiechnęła się do mnie. Bardzo dobrze znała odpowiedź na to pytanie.
- Nie zdziwię się, jeśli w dniu ostatniego egzaminu przyjedzie do mknie i będzie tylko wyczekiwał, kiedy spakuję swoje rzeczy - zaśmiałam się. Naprawdę spodziewałam się takiej sytuacji.
- Jeszcze przyjdę i pomogę ci się spakować - powiedziała i nagle przystanęła w miejscu. Spojrzałam na nią zdziwiona. Wpatrywała się we mnie smutnym wzrokiem. - Wiesz, Sel, naprawdę bardzo chcę, żebyś była szczęśliwa. I wiem, że z Neymarem będziesz, ale... Martwię się, że gdy nasz czas pochłoną uniwersytety i chłopacy, to nasza przyjaźń nie da rady przetrwać. Ty w Barcelonie, ja w Madrycie. Co, jeśli któraś z nas znajdzie sobie lepszą przyjaciółkę? Albo jeśli przestaniemy się do siebie odzywać przez nadmiar obowiązków i zapomnimy o tych wszystkich latach, które razem przeżyłyśmy? - w jej oczach można było dostrzec już łzy. Widok Ady, która płacze z pewnością był niecodzienny, I to nie tylko dla mnie. Ona mało kiedy płakała.
Przytuliłam ją, żeby jakoś ją wesprzeć. Nie chcę, żeby się smuciła przez nasze życiowe wybory.
- Wiem, że nie ma już szans na to, żebyśmy mieszkały w tym samym mieście. Michael nie zgodzi się na przeprowadzkę do Barcelony, a choć wiem, że Neymar byłby gotowy dla mnie przeprowadzić się do Madrytu, to wiem też, że nigdy go o to nie poproszę, bo ważne są dla mnie jego kariera i szczęście. Ale obiecuję ci, że nigdy, przenigdy nie zerwę z tobą kontaktu. Nawet jeśli miałabym co miesiąc latać do ciebie do Madrytu, to nigdy nie pozwolę, żebyśmy zaprzepaściły naszą przyjaźń - obiecałam. Zachowanie przyjaźni z Adą było dla mnie bardzi ważne. W końcu, zanim poznałam Neymara, to właśnie ona zawsze przy mnie była i teraz też jest dla mnie bardzo bardzo ważna, choć nie spędzamy już ze sobą aż tyle czasu co kiedyś.
- Mam! - zawołała Ada jakieś dziesięć minut po tym, jak wróciłyśmy do szukania zasięgu. Od razu wybrała numer do Michaela i zaraz potem rozmawiała już ze swoim chłopakiem. Ja wykorzystując możliwość, postanowiłam zadzwonić do Neymara.
Jednak zanim zdążyłam wybrać jego numer, na moim ekranie pojawiło się zdjęcie, a zaraz nad nim napis "Federico". Nie chciałam, ale musiałam odebrać.
- Cześć Fede - mruknęłam.
- Hey. Wszystko u ciebie okay? - wywróciłam oczami.
- Tak, wszystko w najlepszym porządku. Ale przecież wiem, że nie po to dzwonisz.
- Przecież wiesz, że się o ciebie martwię. Boję się, że wpakujesz się w jakieś kłopoty.
- Zupełnie niepotrzebnie. Nie powinieneś wierzyć jej we wszystko.
- Ona też się o ciebie martwi - musiałam bardzo się powstrzymywać, żeby teraz się nie zaśmiać.
- Jej jest to kompletnie obojętne.
- Gdyby tak było, to nie zadzwoniłaby do mnie nigdy w życiu. Duma by jej na to nie pozwoliła, a zrobiła to tylko dlatego, że właśnie martwi się o ciebie.
- Myślałam, że po tym, jak wyjechałeś i mnie zostawiłeś z jej powodu, to nigdy więcej jej nie uwierzysz. A tymczasem ty znowu jesteś tak głupi, żeby wierzyć w każde jej słowo.
- Bo tym razem mam powody, żeby jej wierzyć. Ale porozmawiamy o tym jak wrócisz. Dzwonię tylko, żeby zapytać czy podjęłaś już decyzję.
Westchnęłam głośno, tak, żeby mógł to usłyszeć
- Nie jadę do żadnego Madrytu. Powiedziałam ci to za pierwszym razem i nie zamierzam zmieniać zdania. To już postanowione i mnie nie przekonasz.
- Wiem, że już mi to mówiłaś, ale nadal mam nadzieję, że to przemyślisz. Ja naprawdę chcę dla ciebie tylko dobrze, bo cię kocham.
Zamknęłam oczy i przełknęłam ślinę na jego ostatnie słowa.
- Ja też cię kocham, ale nie zamierzam układać ci życia, Fede - powiedziałam zbolałym głosem i zakończyłam połączenie zanim zdążył coś odpowiedzieć.
Nie chciałam z nim dłużej rozmawiać.
Spojrzałam się na Adę. Siedziała na jakimś dużym kamieniu i śmiała się do słuchawki. Rozmawiała ze swoim chłopakiem i była taka szczęśliwa. Zazdrościłam jej w tamtym momencie.
Ale szybko mogłam to wszystko naprawić. Wybrałam numer Neymara.
- Hey skarbie - usłyszałam jego głos i od razu mój nastrój się poprawił.
- Hey. Tęskniłam za tobą - przyznałam.
- Więc chyba musisz do mnie częściej dzwonić - zaśmiał się
- Gdybym tylko mogła - westchnęłam. - Co tam u ciebie?
- Dobrze. Jeszcze tylko kilka dni i wracasz do domu. Do mnie - jestem pewna, że w tej chwili się uśmiechał.
- Skąd wiesz, że przyjadę do ciebie? Może jednak stęskniłam się za swoim domem - droczyłam się z nim.
- Pff. I tak dobrze wiemy, że przyjedziesz do mnie.
Co racja to racja.
- Jest tam gdzieś obok Rafaela? - zapytałam.
- Nie, ale jest Carolina. Chcesz sobie z nią porozmawiać? - śmiał się ze mnie. Wiedział, że rozmowa z jego byłą na pewno nie była moim marzeniem. Mimo że bardzo chciałabym ją poznać, to raczej nie teraz.
- Niekoniecznie. Po prostu nie chcę, żeby Rafa była urażona, że znowu nie chcę z nią rozmawiać - przyznałam.
- Nie martw się, ona cały czas ma ci to za złe, nie ważne czy jest przy tym jak z tobą rozmawiam.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam złotko. Ale mam tutaj kogoś, kto naprawdę chcę z tobą porozmawiać i chyba mu nie odmówisz - powiedział, a zaraz potem słyszałam, jak podaje komuś telefon.
- Hey Selena - usłyszałam słodki dziecięcy głosik w słuchawce.
- Hey Davi. Co tam u ciebie? - powiedziałam radosnym głosem. Naprawdę lubiłam synka Neymara.
- Jest fajnie! Przyjechałem do taty z mamą i ciocią Rafaelą. Ale szkoda, że cię tu z nami nie ma.
- Niestety. Bardzo chciałabym tam być i w końcu się z tobą zobaczyć, ale jestem bardzo daleko i nie mogę przyjechać.
- To szkoda. Bo wiesz, Selena, ja naprawdę bardzo cię lubię - powiedział.
A ja poczułam, jakby w tej chwili wszystkie moje problemy przestały być ważne. Bo zasłużyłam sobie na uznanie tego małego chłopca, choć nawet nigdy nie dane było mi go spotkać.
"Ja też cię kocham" wypowiedziane do Fede nie do Neya to zwiastuje kłopoty...mam nadzieje ,że tak nie będzie :)
OdpowiedzUsuńNY
Mam pewne przypuszczenia co do Fede, ale wstrzymam się z wygłaszaniem ich. :p A tą końcówką to mnie zabiłaś. Dosłownie powaliłaś na kolana. To uczucie, kiedy maleńkie dziecko mówi Ci, że Cię lubi jest nie do opisania. <3
OdpowiedzUsuńCzekam na next. ;*