wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 30.

~ A Neymar wie?

- Przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata - westchnęłam, wciskając kolejne rzeczy do mojej walizki. Neymar przyglądał mi się, stojąc w drzwiach i oczywiście wykłócał się ze mną od kilkunastu minut.
- Ale wyjeżdżasz i to się liczy - mruknął, krzyżując ręce i przenosząc swój wzrok ze mnie gdzieś w głąb pokoju. Czy on naprawdę ma zamiar się na mnie obrazić?
- Wyjeżdżam, bo muszę i raczej nie mam innego wyboru - na moment przerwałam pakowanie, żeby móc na niego spojrzeć, ale on nadal na mnie nie patrzył, więc wróciłam do układania bluzek w walizce.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, bo będę za tobą strasznie tęsknić. Przyzwyczaiłem się do tego, że tu mieszkasz - odezwał się dopiero po dłuższej chwili ciszy, gdy ignorowałam jego obecność. Westchnęłam i odwróciłam twarz w jego stronę.
- Też się przyzwyczaiłam, ze tutaj jestem. Ale muszę wrócić. Choćby na trochę - powiedziałam. Wcale nie byłam zadowolona, ale tak miało być. I oboje z Neymarem zdawaliśmy sobie z tego sprawę już w momencie, kiedy się tu przeprowadziłam.
- Obiecałaś, że przeprowadzisz się do mnie, gdy tylko skończysz szkołę - odpowiedział mi oschłym głosem. Nie uważam, żebym zasłużyła sobie na takie traktowanie z jego strony, bo nic złego nie zrobiłam, ale z drugiej strony rozumiałam jego złość.
- Formalnie szkołę kończę jutro - zwróciłam mu uwagę.
- Więc czemu nie możesz zostać tutaj już dzisiaj? Po co chcesz wracać do Mountblanc? - powiedział lekko podniesionym głosem i przeniósł się na łóżko. Z nim czasami jest gorzej niż z dzieckiem.
- Wracam, ponieważ mam jutro zakończenie roku. Kończę szkołę i wypadałoby, żebym zjawiła się na ceremonii zakończenia - mruknęłam. Musiałam skończyć pakowanie jak najszybciej, a Neymar wcale mi w tym nie pomagał.
- Więc skoro tak koniecznie chcesz się tam pojawić, to moglibyśmy po prostu jutro tam razem pojechać, a potem tutaj wrócić - mruknął. Leżał na łóżku, głową na poduszkach i wpatrywał się w sufit. Co ja z nim mam. Chyba postawił sobie za cel, żeby jak najdłużej mnie zgadywać i żebym spakowała się jak najpóźniej.
- Nie chcę wrócić do domu tylko dlatego, że chcę od ciebie odpocząć czy dlatego, że nie podoba mi się w Barcelonie. Po prostu niedługo piszę maturę i chciałabym się do niej dobrze przygotować - wytłumaczyłam mu, nadal siedząc na podłodze tak, jak robiłam to przez ostatnie pół godziny.
- Mogłabyś uczyć się tutaj - usłyszałam i już myślałam nad poddaniem się. Jego nie da się normalnie przekonać.
- Gdybym przygotowywała się tutaj, wątpię, żeby poszło mi to dobrze. Chcę zdać tą maturę. Nie chcę być jak... - i tu nagle urwałam, ponieważ zobaczyłam minę Neymara.
- Chcesz powiedzieć, że nie chcesz być jak ja?! Że jestem głupi, bo nie napisałem jakiegoś durnego egzaminu?! - teraz już naprawdę podniósł głos. Nie wiem, jak mógł pomyśleć, że coś takiego chciałam powiedzieć. Nigdy coś takiego nawet nie przyszłoby mi na myśl!
Teraz nie miałam już wyboru. Nie chciałam, żeby ktoś, kto jest dla mnie tak ważny myślał, że mam o nim takie zdanie.
Podniosłam się z podłogi i podeszłam do łóżka. Noga jeszcze trochę mnie bolał, ale teraz nie to było najważniejsze. Usiadłam na brzegu łóżka i przesunęłam się w stronę chłopaka, który patrzył na mnie wściekłym wzrokiem. Spojrzałam mu w oczy i zaczęłam mówić.
- Nie sądzę wcale, że jesteś gorszy, bo nie masz jakichś egzaminów. Nie chodziło mi tu wcale o ciebie. Po prostu chcę napisać maturę i ją zdać dla własnej satysfakcji. I uwierz, że naprawdę bardzo chciałabym tu z tobą zostać, ale wiem, że twoja obecność tak blisko będzie mnie strasznie dekoncentrować. Dlatego wolę wrócić na trochę do domu i zaraz po maturze do ciebie wrócić - położyłam mu głowę na ramieniu i oboje westchnęliśmy cicho.
Dziś wieczorem miałam wrócić do domu i zostać tam aż do zakończenia wszystkich egzaminów. Skończyłam już rehabilitację, więc nie było żadnych przeszkód, żebym tam wróciła.
- A obiecasz mi coś? - Neymar odezwał się już dużo spokojniej.
- Tak?
- Gdy już ostatecznie skończysz szkołę, zamieszkasz już na stałe u mnie? - powiedział, a ja nie miałam najmniejszych wątpliwości, co do odpowiedzi.
- Oczywiście, że tak. Wiesz, że niczego innego nie chcę - odpowiedziałam i zbliżyłam swoją twarz do jego.
- Napiszesz te swoje głupie egzaminy i potem będziemy już razem - powiedział cicho i przesunął swoją twarz jeszcze bliżej, tak, że nasze usta się spotkały.
- Mówiłem ci już, że cię kocham? - zapytał Ney chwilę później, gdy znów dzieliła nas pewna odległość.
- Wiele razy - uśmiechnęłam się do niego.
- Więc nigdy o tym nie zapominaj - powiedział i przytulił mnie do siebie.
Na pewno jedną z ważniejszych cech naszego związku był fakt, że przy Neymarze czułam się bezpieczna jak przy nikim innym.

****

- I pamiętaj, zadzwoń do mnie, gdy tylko będziesz na miejscu - powiedział, przytulając mnie po raz kolejny.
- Będę pamiętać. Ale jeśli mnie zaraz nie puścisz to odjedzie mi pociąg - odwzajemniłam uścisk.
- Ciągle mam nadzieję, że zmienisz zadnie - westchnął, odsuwając się ode mnie. Przeczesał swoje włosy palcami i spojrzał na moją twarz. Uśmiechnęłam się.
- Wiesz, że już go nie zmienię. Wracam do domu.
- Jesteś strasznie uparta - zauważył, łapiąc mnie za ręce.
- Myślałam, że już dawno to zauważyłeś.
- Zauważyłem to już dawno, ale teraz robisz się nad wyraz uparta.
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Wcale nie!
- I ty mi próbujesz wmówić, że wcale nie jesteś bardziej uparta niż wcześniej - zaśmiał się. Jego śmiech był tak zaraźliwy, że sama też musiałam się zaśmiać.
- Muszę już iść - zauważyłam, widząc na zegarze wiszącym kilka metrów dalej, że zostało już tylko kilka minut do odjazdu mojego pociągu.
Wracamy do przeszłości i znowu będę jechać pociągiem do domu.
- No to... pa? - powiedział Junior.
- Pa - uśmiechnęłam się do niego, a on uścisnął mocniej moje dłonie i złożył pocałunek na moim policzku.
- Teraz możesz iść - uśmiechnął się.
- To idę - powiedziałam, zabrałam swoją walizkę i powoli odeszłam.
Wiedziałam, że Neymar nadal tam stał i mi się przyglądał. Wolałabym, żeby już poszedł, bo w pewnej chwili miałam ochotę zawrócić i powiedzieć, że zostaję, ale jednak byłam silna i postanowiłam się nawet nie odwracać.
- Już za tobą tęsknię! - usłyszałam jego wołanie, gdy wsiadałam do pociągu. Zaśmiałam się pod nosem, odwróciłam i mu pomachałam. Drzwi pociągu, którymi wsiadałam moment później zamknęły się za mną i zamknęły mi też widok na mojego chłopaka.
Przeszłam w głąb pociągu, usiadłam na najbliższym wolnym miejscu, a obok siebie postawiłam moją walizkę. W wagonie, w którym się znajdowałam było pełno ludzi. Były to osoby starsze, tak jak i w moim wieku, ale nikt raczej nie był zbytnio rozmowny, dlatego wyjęłam z kieszeni spodni telefon i słuchawki. Włączyłam muzykę i zaczęłam przeglądać internet. I nagle wpadłam na pomysł, żeby sprawdzić, co takiego piszą teraz o Neymarze.
Znalazłam oczywiście jakieś artykuły o jego udziale w nadchodzących igrzyskach, o jego prawdopodobnej nieobecności na Copa America. Jednym słowem wszystko, co jest związane z jego karierą. Ale oczywiście nie obeszłoby się bez szczegółów z jego życia prywatnego.
"Neymar zamieszkał ze swoją dziewczyną! Przez ostatnie tygodnie mogliśmy zauważyć, jak często Brazylijczyk widziany był z tajemniczą brunetką, która od niedawna stała się ważną częścią jego życia. Para nawet zamieszkała razem! Neymar niemal codziennie odwoził swoją ukochaną do klubu, w którym sam gra, więc kto wie, może dziewczyna jest jakąś wschodzącą gwiazdą kobiecej piłki nożnej? Tego niestety nie możemy potwierdzić, ponieważ Neymar nie chce podawać żadnych informacji o swojej aktualnej miłości. Mimo wszystko jednak, kibicujemy nowej parze i obojgu życzymy sukcesów w piłce nożnej."
Westchnęłam i przewróciłam oczami zaraz po przeczytaniu tego artykułu. Powinnam się cieszyć, media nie krytykują naszego związku, więc niby w tym momencie nic nie stoi nam na przeszkodzie. Ale w mojej głowie zrodziła się myśl, która nie pozwalała mi się tym cieszyć. Dlaczego za każdym razem, gdy Neymar spotyka jakąś dziewczynę, media uważają, że jest ona jego dziewczyną, gdy sama jest sławna? Dlaczego wszyscy uważają, że zwykła dziewczyna, taka jak ja nie ma możliwości bycia w związku z kimś tak sławnym jak Neymar? I dotarło do mnie, że teraźniejsza akceptacja naszego związku przez świat jest tylko powierzchowna. Gdy wszyscy dowiedzą się, że nie jestem sławną piłkarką ani celebrytką wszystko obróci się przeciwko nam. Każdy będzie sądził, że jestem z Neymarem dla sławy, tak jakby to ona była w naszym związku najważniejsza...

****

- Skończyłyśmy szkołę! Rozumiesz to?! SKOŃCZYŁYŚMY SZKOŁĘ! - krzyczała Ada, gdy tylko opuściłyśmy budynek po całej ceremonii rozdania świadectw. Zaśmiałam się z jej reakcji. Sama też byłam przeszczęśliwa, że zakończyłam swoją edukację w liceum, ale nie aż na tyle, by wydzierać się na całe miasto.
- Tak, rozumiem, ale nie musisz tak krzyczeć - powiedziałam do niej z uśmiechem.
- Jestem taka szczęśliwa! - zawołała już ciszej. - Jutro z samego rana jadę do Madrytu do Michaela.
- A to coś nowego - powiedziałam. - Czemu mi nie powiedziałaś, że już tak szybko do niego jedziesz?
- Jakoś nie było okazji - mruknęła, ale nie miałam okazji wypytać jej o resztę, bo podeszła do nas grupka przyjaciół.
- To jak, jeszcze tylko tydzień i wyjeżdżamy! - cieszyła się Amber.
- W sumie, to nie mogę się już doczekać - powiedziałam radośnie.
- Wtedy już tylko my, spokój, cisza... - rozmarzyła się Niki, ale przerwała jej Ada.
- I wkuwanie do matury - zaśmiała się.
- Niszczysz mi wizję idealnego wyjazdu z przyjaciółmi - odpowiedziała jej Niki.
- Jedzie nas cały autokar - ten wyjazd tak czy inaczej będzie idealny - głos zabrała Lily.
- Myślę Selena, że powinnaś coś wiedzieć - zaczęła Amber. - Cristian też jedzie z nami.
Nie spodziewałam się, że Cris jednak zdecyduje się jechać, ale jakoś nie bardzo przejęłam się tą informacją.
- Ostatnim razem, jak rozmawialiśmy to się pokłóciliśmy, więc wątpię, żeby chciał ze mną rozmawiać. A w sumie jego obecność tam jest mi obojętna - mruknęłam.
- To jak uczcimy ten piękny dzień? - Lily skierowała rozmowę na inne tory, za co byłam jej wdzięczna. Rozmowa o Cristianie to raczej nie było moje marzenie w dzisiejszym dniu.
- Może jakaś spontaniczna imprezka? - zaproponowała Ada. A od kiedy to ona jest taką imprezowiczką?
- To co, za dwie godziny u mnie? - od razu zapytała Amber. To chyba właśnie ona z nas wszystkich tutaj najczęściej organizowała imprezy w swoim domu.
- Nam w sumie pasuje - powiedziałam, spoglądając na Adę.
Reszta dziewczyn też oczywiście się zgodziła, więc umówiłyśmy się w sprawach organizacyjnych i rozeszłyśmy się w różne strony. Każda z nas była za coś odpowiedzialna. Ja i Ada miałyśmy zorganizować alkohol, a to akurat nie było dla nas problemem.
Postanowiłyśmy udać się do mojego domu, bo nikogo tam teraz nie było, ale szłyśmy bardzo powoli, bo nadal nie wszystko było z moim kolanem w porządku. Powinnam nadal nosić stabilizator, ale postanowiłam sobie dzisiaj odpuścić z racji tego, że na zakończenie szłam w sukience.
- Michael wie, że za tydzień wyjeżdżasz? - zapytałam przyjaciółki.
- Tak. Właśnie dlatego postanowiłam pojechać do niego zaraz na następny dzień po zakończeniu, Chcę z nim spędzić jak najwięcej czasu przed wyjazdem - odpowiedziała. - A Neymar wie?
- Nie. Jakoś zapomniałam na dłuższy czas, że w ogóle wyjeżdżamy, a potem jakoś nie było okazji. Ale muszę mu powiedzieć - powiedziałam trochę przybita. Mieszkaliśmy teraz przez prawie miesiąc i teraz tyle samo czeka nas rozłąki.
- No musisz. Trudno by było, żeby nie zauważył, że przez całe dwa tygodnie nie będzie cię nawet w Hiszpanii. Powinnaś była powiedzieć mu wcześniej - powiedziała.
- Szkoda tylko, że o całym tym wyjeździe przypomniałam sobie już po powrocie do Mountblanc, gdy Niki zapytała mnie prze Facebooka czy na pewno tam jadę - odpowiedziałam jej. Byłam trochę zła. Ale nie na nią, tylko na siebie. Rzeczywiście mogłam powiedzieć Neyowi wcześniej, ale kompletnie wypadło mi to z głowy.
- Liczy się fakt, że w ogóle zamierzasz mu o tym powiedzieć - Ada puściła do mnie oczko. Co racja to racja.
Dalszą drogę do mojego domu przebyłyśmy rozmawiając o wyjeździe. Przydałoby się w sumie wyjaśnić gdzie w ogóle jedziemy. A więc: na początku roku zorganizowaliśmy sobie takie spotkanie wszystkich tegorocznych klas maturalnych. Nie było nas tak wcale dużo, bo tylko 4 klasy, ale zawsze coś. Chcieliśmy się tak po prostu spotkać, porozmawiać, bo w sumie jako rówieśnicy wszyscy byliśmy ze sobą bardzo zżyci. I w sumie to podczas jednej z tamtych rozmów zrodził się pomysł, żeby po zakończeniu roku szkolnego i jeszcze przed maturą zorganizować jakiś wspólny wyjazd. I już wtedy wymyśliliśmy, że pojedziemy sobie na dwa tygodnie gdzieś daleko w góry, żeby móc się zrelaksować, uspokoić i w spokoju pouczyć. I padło na to, że wyjeżdżamy na dwa tygodnie w Alpy.
- Jesteś pewna, ze w twoim domu nikogo na pewno nie ma? - zapytała Ada, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Bo zastanawiam się, co ten samochód robi pod twoim domem - powiedziała, wskazując jakiś obiekt. Spojrzałam w tamtą stronę i moim oczom ukazał się czarny Ranger Rover zaparkowany na podjeździe mojego domu.
- Cholera - mruknęłam. Nie miałam bladego pojęcia, kto to mógł być i czemu tak nagle postanowił mnie odwiedzić.
- Wchodzimy do środka? - zapytała zdezorientowana Ada.
- Jasne! Czemu miałabym bać się wejść do własnego domu? - powiedziałam i od razu ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Tak jak myślałam, były otwarte. Ktoś miał klucze.
Weszłam do środka, a moja przyjaciółka zaraz za mną. W korytarzu nie zauważyłam niczego dziwnego, więc postanowiłam iść do salonu. I tam doznałam szoku. Na kanapie siedział chłopak. Był kilka lat starszy ode mnie, ubrany był w ciemnych barwach: rurki i bluzy były czarne, a koszulka ciemnoszara. Miał ciemnobrązowe włosy ułożone na blok, a na twarzy miał kilka kolczyków. Jego usta rozciągnęły się w słodkim uśmiechu, a szmaragdowozielone oczy zaświeciły się, gdy tylko mnie zauważył. Przez chwilę nie miałam pojęcia na kogo właśnie patrzę, ale nagle wszystko mi się przypomniało. Zmienił się przez te lata. Nawet bardzo. Ale nadal widziałam w nim to, co widziałam, gdy mnie opuszczał. Moje serce wręcz podskoczyło na myśl, że on naprawdę tutaj jest, ale nie dałam tego po sobie poznać. Rozum podpowiadał mi, że nie powinnam okazywać mu żadnych uczuć i że z tej sytuacji wcale nie wyjdzie nic dobrego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam oschle, zapominając o tym, że moja przyjaciółka nadal tutaj jest. Chłopak wstał z kanapy i zaczął iść w moją stronę. Chciałam się cofnąć, ale po zrobieniu kilku kroków w tył, wiedziałam, że jeszcze tylko jeden dzieli mnie od wpadnięcia na Adę, która stała tam jak wmurowana. Brunet podszedł do mnie i przytulił, a całe moje ciało zesztywniało.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - powiedział tym słodkim, lekko chrypliwym głosem, za którym mimo wszystko tak bardzo tęskniłam.


To jak, drama time? Kto jest tajemniczym chłopakiem? :D 
Kilka dni temu wróciłam z wakacji i powiem Wam, że bardzo dobrze mi one zrobiły. Oderwałam się trochę od codzienności, odpoczęłam i na szczęście nabrałam weny! Przywiozłam ze sobą sporo nowych pomysłów, więc teraz wystarczy je tylko wykorzystać ;) 
I powiem Wam jeszcze jedno: nie wiem czy się ucieszycie, czy nie, ale zmierzamy już do końca! Tak! Wielkimi krokami zbliża się zakończenie tej opowieści i tego bloga, więc radzę się szykować, bo teraz dziać się będzie bardzo dużo :D 

Pozdrowienia
Neyforever :*

3 komentarze:

  1. Oj tak, drama! :D Pisz dalej, bo pragnę kontynuacja - i to szybkiej! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech to będzie jakiś brat , który ją zostawił :) Jaki koniec??? Chce więcej!!!

    NY

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie to jak piszesz
    Zapraszam do siebie :D
    http://bedziejeszczelepiej.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń