~ "Nie udało nam się. I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc."
Ney właśnie wychodził na trening, a my mieliśmy zostać sami w domu. I oczywiście nie mogło się obyć bez kazania od mojego, jakże nadwrażliwego na moim punkcie, chłopaka.
- I pamiętaj Jota - powiedział na zakończenie - jeśli coś jej się stanie to tego pożałujesz - zagroził.
- Dobrze, dobrze, panie nadopiekuńczy. Jedź już na ten trening, bo cię ze składu wyrzucą - odpowiedział mu na to Jo.
- Miło jest słyszeć, że tak bardzo się martwisz o moje miejsce w składzie, bracie - Ney naśmiewał się z niego, a potem zwrócił się do mnie. - Będę tęsknił.
- Nie przesadzaj, to tylko kilka godzin - pocieszyłam go.
- I tak będę tęsknił - pocałował mnie i skierował się do wyjścia. - Uważaj na siebie - dodał jeszcze i już go nie było.
Razem z Jo odczekaliśmy chwilę, żeby zdążył odejść odpowiednio daleko i zaczęliśmy się na siebie drzeć.
- Jota, debilu, oddawaj mi mój telefon! - zaczęłam krzyczeć, ponieważ zabrał mi go jakieś dwadzieścia minut temu, gdy siedzieliśmy w salonie i do tej pory mi go nie oddał.
- Jeśli go chcesz, to mi go zabierz - powiedział, oddalając się ode mnie na jakieś dwadzieścia kroków. Idiota wiedział, że zanim ja tam dotrę, on będzie mógł znaleźć się dużo dalej. - Neymara tu nie ma, żeby nosił cię na rękach - powiedział i pokazując mi język poszedł do salonu. No idiota.
Ale jednak z tym noszeniem na rękach to miał rację. Neymar od momentu, gdy u niego zamieszkałam na czas "rehabilitowania się" starał się nie odstępować mnie nawet na krok. Zostawiał mnie samą tylko, gdy musiał iść na trening. Znaczy, może nie dosłownie samą, bo z Jotą, ale on raczej przeszkadzał niż pomagał. A gdy Ney był ze mną w domu, to dosłownie nosił mnie na rękach. Ja upierałam się, że przecież nie jestem ułomna i mogę chodzić, ale on i tak upierał się przy swoim. Jota podchodził do tego bardziej dla mnie przychylnie, bo nie pomagał mi we wszystkim na siłę. Czasami stawało się to uciążliwe, bo gdy go o coś prosiłam, mówił "chciałaś sobie radzić sama, to sobie radź". Ale mimo to za jakieś dwie minuty i tak przychodził i pomagał mi, więc nie było najgorzej.
Ale w tej sytuacji odzywała się ta wredna strona jego osobowości.
- I co, nie zamierzasz odebrać swojego telefonu? - krzyknął z salonu.
- Poczekaj aż tylko Neymar wróci - pogodziłam mu.
- Dzisiaj po meczu to akurat będziesz o tym pamiętać.
- Eh... Jota, jak oddasz mi telefon to coś ci ugotuję! - zawołałam, a chwilę później widziałam już przed sobą Brazylijczyka z moim telefonem w ręce.
Może i byłam tu dopiero od tygodnia, ale zdążyłam już się zadomowić i nauczyć się instrukcji obsługi tych dwóch idiotów z którymi mieszkałam.
******
Znajdowaliśmy się na stadionie Barcelony. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drugi mecz w dwumeczu z Atletico Madryt. Razem z Jotą siedziałam w loży honorowej i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie meczu.
Długo musiałam Neymara przekonywać, żeby pozwolił mi się tam znaleźć. Przez trzy dni konsekwentnie odmawiał mi pozwolenia, wymawiając się moją kontuzją kolana, ale w końcu się ugiął. I tak oto się tutaj znalazłam.
Mecz zaczął z kilkuminutowym opóźnieniem, ale kibicom nie robiło to większej różnicy. Przecież za chwilę mieli zobaczyć grę swoich idoli.
Początek był nawet satysfakcjonujący dla sympatyków Barcy. Piłkarze tworzyli wiele okazji, ale jednak mimo to żadnej z nich nie wykorzystali. I na nieszczęście, po trzydziestej minucie meczu, w grze Blaugrany wszystko zaczęło się sypać. Strata pierwszego gola trochę ich podłamała, ale także zmotywowała do podniesienia poziomu swojej gry. Jednak wszyscy kibice Barcy, na czele ze mną i Jotą, zaczęli się denerwować zaistniałą sytuacją. Strata kolejnego gola oznaczałaby odpadnięcie z Ligi Mistrzów, co byłoby koszmarem.
Z każdą minutą denerwowałam się jeszcze bardziej. Barça tworzyła sytuacje, owszem, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w około pięćdziesiątej minucie spotkania wynik wyrównał Leo Messi. To trochę uspokoiło moje nerwy, ale jednak nie w stu procentach. W końcu zdawałam sobie sprawę z tego, że Atletico nie było byle jakim przeciwnikiem. Wszystko przecież w tym meczu mogło się zdarzyć.
Długo musiałam Neymara przekonywać, żeby pozwolił mi się tam znaleźć. Przez trzy dni konsekwentnie odmawiał mi pozwolenia, wymawiając się moją kontuzją kolana, ale w końcu się ugiął. I tak oto się tutaj znalazłam.
Mecz zaczął z kilkuminutowym opóźnieniem, ale kibicom nie robiło to większej różnicy. Przecież za chwilę mieli zobaczyć grę swoich idoli.
Początek był nawet satysfakcjonujący dla sympatyków Barcy. Piłkarze tworzyli wiele okazji, ale jednak mimo to żadnej z nich nie wykorzystali. I na nieszczęście, po trzydziestej minucie meczu, w grze Blaugrany wszystko zaczęło się sypać. Strata pierwszego gola trochę ich podłamała, ale także zmotywowała do podniesienia poziomu swojej gry. Jednak wszyscy kibice Barcy, na czele ze mną i Jotą, zaczęli się denerwować zaistniałą sytuacją. Strata kolejnego gola oznaczałaby odpadnięcie z Ligi Mistrzów, co byłoby koszmarem.
Z każdą minutą denerwowałam się jeszcze bardziej. Barça tworzyła sytuacje, owszem, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w około pięćdziesiątej minucie spotkania wynik wyrównał Leo Messi. To trochę uspokoiło moje nerwy, ale jednak nie w stu procentach. W końcu zdawałam sobie sprawę z tego, że Atletico nie było byle jakim przeciwnikiem. Wszystko przecież w tym meczu mogło się zdarzyć.
Podczas tego meczu nie skupiałam się wyłącznie na Neymarze. Mój wzrok wędrował wszędzie tam, gdzie znajdowała się piłka. Za każdym razem gdy któraś z drużyn doprowadzała piłkę pod pole karne moje serce zaczynało bić szybciej. Modliłam się w duchu, żeby któryś z Barcelonistów w końcu uspokoił nerwy moje i wszystkich kibiców.
Każdą minutę tego meczu spędziłam w nieustannym strachu o przyszłość Barcy w Lidze Mistrzów.
Zostało dwadzieścia minut do końca meczu, gdy Barça straciła kolejnego gola. Wtedy to dopiero zaczęłam się denerwować. Zaczęłam obgryzać paznokcie w strachu o wynik tego meczu. Ostatnio ogromnie zależało mi na Barçie, ta drużyna stała się mi bliska, więc to było normalne, że zależało mi na jej zwycięstwach.
Ale po wypadnięciu w kryzys po utracie pierwszego gola, Blaugrana nie potrafiła się podnieść. Gdy rozpoczął się doliczony czas gry ja nadal miałam nadzieję, nadal wierzyłam, że chłopakom uda się odrobić straty.
Ale gdy usłyszałam ostatni gwizdek sędziego, łzy mimowolnie zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie szlochałam, nie łkałam. Po prostu wstałam zamknęłam oczy, a spod powiek uwalniały się po prostu potoki łez. Odpadnięcie z LM było najgorszym ciosem, jaki fani Barcy mogli w tym momencie otrzymać.
Nie wierzyłam, że to się stało. Dopiero gdy zobaczyłam smutne twarze piłkarzy Dumy Katalonii zaczęło do mnie docierać, że to naprawdę się wydarzyło. Że więcej w tym sezonie nie obejrzę meczu Ligi Mistrzów z udziałem Neymara czy Leo.
Zaraz po tym, jak zobaczyłam, że mój chłopak zniknął w tunelu prowadzącym do szatni, wzięłam do rąk kule i zaczęłam opuszczać trybuny. W tamtej chwili miałam tylko jeden cel - znaleźć się przy Neymarze. Ja byłam smutna, bo Barcelona przegrała. A on z pewnością obwinia teraz siebie za to, że nie mógł zrobić nic, żeby pomóc swojej drużynie w drodze do wygranej. Po prostu wiedziałam, że w tym momencie muszę być przy nim.
Jotą pobiegł zaraz za mną. Pomógł mi, żebym mogła poruszać się jak najszybciej. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. To w tej chwili było chyba zbyt trudne, by o tym rozmawiać.
O dziwo, mimo mojej ograniczonej sprawności ruchowej dotarła pod szatnie chłopaków dość szybko. Po drodze nikt nie ośmielił się mnie zatrzymać. Wiem, że determinację miałam wypisaną na twarzy. Inaczej ludzie nie patrzyliby na mnie z takim współczuciem.
Neymara wypatrzyłam z daleka. Przechadzał się przed drzwiami szatni w tą stronę i z powrotem. Gdy tylko mnie zauważył, zaprzestał swoich bezcelowych spacerów i podbiegł do nas. A raczej do mnie. W jego oczach zbierały się łzy. Chyba pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
- Nie udało nam się - szepnął, otulając mnie ramionami i chowając twarz w moich włosach. - I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc.
Wiedziałam, że tak będzie i w głowie miałam już przygotowane to, co chciałam powiedzieć, ale w tamtej chwili wszystko zniknęło i potrafiłam myśleć tylko o tym, że Neymar jest smutny. Nie potrafiłam złożyć żadnego sensownego zdania, którym mogłabym go wesprzeć. Potrafiłam jedynie go przytulić i pomagać mu samą obecnością. Przez kolejnych kilka minut nie potrafiłam zrobić niczego innego.
Tuliłam go do siebie nie zważając na nic. Nawet na to, że przebiegał ostatnie 90 minut i teraz jest mokry od potu. Nic mi nie przeszkadzało.
Dopiero po upłynięciu jakiegoś czasu zdałam się na odwagę, żeby wyszeptać mu na ucho:
- Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś, żeby pomóc wygrać. To nie jest twoja wina. Ani żadnego z was.
Nie odpowiedział.
******
Właśnie dojeżdżaliśmy do domu. Ney nie odezwał się przez całą drogę. Ja i Jota też nie byliśmy zbytnio rozmowni. To dla nas wszystkich nie był szczęśliwy wieczór, a szczególnie dla Neymara.
Gdy tylko Jota zaparkował pod domem, Junior od razu wysiadł z samochodu i popędził szybkim krokiem do domu. I żadne z nas nie miało zamiaru go gonić.
Jo wziął torbę swojego brata, której on zapomniał i oboje ruszyliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka, nawet nie rozglądałam się za Juniorem. Dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę.
Myślałam nad tym, czy powinnam do niego iść. Przyszło mi na myśl, że może potrzebuje teraz samotności. Ale zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, usłyszałam głos Joty.
- Na co czekasz, młoda? - spytał. - Przecież wiesz, że on cię teraz potrzebuje.
I miał stuprocentową rację. Sama też wiedziałam, że prędzej czy później podjęłabym taką decyzję. Zaczęłam podążać powoli w stronę schodów. Wiedziałam, że wdrapanie się na górę w moim przypadku może zająć dość sporo czasu. Jo przypominając sobie o mojej kontuzji głośno westchnął, a chwilę później byłam przez niego niesiona po schodach. Myślałam, że zaniesie mnie tylko na górę, ale on odstawił mnie przed samymi drzwiami sypialni Neymara. Uśmiechnął się do mnie, żeby dodać mi otuchy i odszedł.
A ja zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za klamkę. Zaraz potem znalazłam się w pokoju. Od razu rzuciła mi się w oczy sylwetka Neymara. Leżał rozłożony na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Wiedziałam, że wie o mojej obecności tutaj. Jednak nie odezwał się ani słowem, co dodało mi odwagi. Po cichu podeszłam do łóżka i się na nim położyłam. Głowę ułożyłam na wyciągniętym ramieniu Neymara i dopiero wtedy zareagował, na moje pojawienie się.
- Chciałbym zostać sam - powiedział, a mimo to jednak przewrócił się w moją stronę i mnie przytulił. To co mówił, nie pokrywało się z tym, co robił.
- A ja cię kocham - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk - i nie pozwolę, żebyś przechodził przez ten smutek sam.
Takie... o niczym, rzekłabym :/
Zapraszam do grupy :D
Facebook: "Ulotne Momenty"
Jo wziął torbę swojego brata, której on zapomniał i oboje ruszyliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka, nawet nie rozglądałam się za Juniorem. Dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę.
Myślałam nad tym, czy powinnam do niego iść. Przyszło mi na myśl, że może potrzebuje teraz samotności. Ale zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, usłyszałam głos Joty.
- Na co czekasz, młoda? - spytał. - Przecież wiesz, że on cię teraz potrzebuje.
I miał stuprocentową rację. Sama też wiedziałam, że prędzej czy później podjęłabym taką decyzję. Zaczęłam podążać powoli w stronę schodów. Wiedziałam, że wdrapanie się na górę w moim przypadku może zająć dość sporo czasu. Jo przypominając sobie o mojej kontuzji głośno westchnął, a chwilę później byłam przez niego niesiona po schodach. Myślałam, że zaniesie mnie tylko na górę, ale on odstawił mnie przed samymi drzwiami sypialni Neymara. Uśmiechnął się do mnie, żeby dodać mi otuchy i odszedł.
A ja zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za klamkę. Zaraz potem znalazłam się w pokoju. Od razu rzuciła mi się w oczy sylwetka Neymara. Leżał rozłożony na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Wiedziałam, że wie o mojej obecności tutaj. Jednak nie odezwał się ani słowem, co dodało mi odwagi. Po cichu podeszłam do łóżka i się na nim położyłam. Głowę ułożyłam na wyciągniętym ramieniu Neymara i dopiero wtedy zareagował, na moje pojawienie się.
- Chciałbym zostać sam - powiedział, a mimo to jednak przewrócił się w moją stronę i mnie przytulił. To co mówił, nie pokrywało się z tym, co robił.
- A ja cię kocham - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk - i nie pozwolę, żebyś przechodził przez ten smutek sam.
Takie... o niczym, rzekłabym :/
Zapraszam do grupy :D
Facebook: "Ulotne Momenty"
Rozdział świetny jak zawsze! Jeśli byś mogła to czy w następnym rozdziale mogłoby być trochę więcej dialogów między Neymarem a jego dziewczyną?
OdpowiedzUsuńcudny ;*!
OdpowiedzUsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńNey20mar
Czekam na next super rodzial! Pisz szybko nastepny! :* zycze weny :)
OdpowiedzUsuńKocham Cię za tę końcówkę. ;* I czekam na kontynuację, Mistrzyni. ;D
OdpowiedzUsuńświetny! :)
OdpowiedzUsuńextra rozdział
OdpowiedzUsuń;)
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny! ;)
OdpowiedzUsuńextra
OdpowiedzUsuń