~ (...) mała zmiana planów.
*Selena*Byłam na rozgrzewce, ale jakoś niezbyt się do niej przykładałam. Byłam wręcz przekonana, że na tym zakończy się mój wysiłek fizyczny na dzisiejszy wieczór. Była 40 minuta meczu, dziewczyny nadal nie strzeliły żadnej bramki, ani żadnej też nie straciły. Nie widziałam powodu, aby trener musiał wprowadzać zmiany, a tym bardziej, żebym tą zmianą była ja. A jednak czekało mnie niewyobrażalne zdziwienie, ponieważ chwilę później trener kazał mi i Amber przygotować się do wejścia na boisko. kiedy nam o tym powiedział, spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Miałam nie grać - powiedziałam stanowczo.
- Oh, ale jednak nastała mała zmiana planów - powiedział z radosnym uśmieszkiem.
Miałam szczerą ochotę teraz zacząć się z nim kłócić, ale jednak bardzo powstrzymywała mnie świadomość, że jest nauczycielem i to, że mecz trwa. Nie było czasu na żadne kłótnie.
Mimo wszystko ja przygotowując się do zmiany nadal uważałam, że nie jestem odpowiednio przygotowana, żeby móc grać. Gdy rozejrzałam się po trybunach byłam wręcz przerażona ilością ludzi, którzy oglądają ten mecz. Stadion nie był wypełniony w całości, ani nawet w 3/4, ale i tak znajdowało się dużo więcej osób niż się spodziewałam, że będzie. Zaczęłam się denerwować, ale do głowy przyszła mi myśl, że jeśli Neymar kiedyś się o tym dowie, będzie ze mnie dumny. Dlatego od tamtego momentu w moich myślach znajdowała się tylko jedna myśl: zagrać jak najlepiej.
Podeszłam razem z przyjaciółką do linii bocznej, czekając aż nadejdzie zmiana. I w końcu usłyszałam.
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Dla jasności: tak, mój numerek to jedenaście. To był jeden z warunków, który postawiłam trenerowi przed przyjazdem tutaj. Cóż, warunkiem było także, że miałam nie grać, a jednak.
Dziewczyny, które miałyśmy zmienić zbliżały się do nas coraz szybciej, a uczucie radości coraz bardziej rozprzestrzeniało się po moim ciele. W końcu mogłam poczuć to, co czuje Neymar, gdy wchodzi na boisko.
Lily z uśmiechem przybiła mi piątkę, życzyła powodzenia, a ja wbiegłam na boisko. Przedstawienie czas zacząć.
Oczywiście nasze pojawienie się na boisku zostało okraszone brawami. Nie mam pojęcia z jakiego powodu, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Trzeba było grać.
Ale nagle stanęłam jak wryta, odwróciłam się i rozłożyłam ręce patrząc w stronę trenera. Moja mina wyrażała jedno: "gdzie ja mam grać?!"
Amber była prawoskrzydłową i weszła za osobę na tej samej pozycji, więc nie miała problemu. Ja za to grałam zazwyczaj w środku pomocy, a weszłam za lewą obrończynię. Co tu jest grane?
Trener pokazał mi gestami, że mam zagrać jako obrońca. Pomyślałam, że to kompletnie poroniony pomysł, bo nie uczyłam się grać akurat tam, ale nie miałam czasu, żeby się z nim teraz o to wykłócać. Trzeba było grać.
I nie sądzę, żeby ważne było to co działo się przez następnych piętnaście minut. Bo to wcale nie było ważne. Najważniejsze było to, że w tym czasie nie udało nam się strzelić żadnej bramki, a na ogromnej tablicy nadal widniał wynik 0:0. Trzeba było coś z tym zrobić. Koniecznie! Dogrywka nie wchodziła w grę. Teraz albo nigdy.
Ostatnie dwie minuty podstawowego czasu. Było jasne, że nie zostanie doliczona nawet minuta, nawet ja to wiedziałam. Olivia, nasza bramkarka właśnie załapała piłkę zmierzającą do bramki i sekundę później podała ją do mnie. A ja w tamtym momencie miałam ogromną ochotę na grę. Podałam piłkę do jednej z pomocniczek, ale zaraz wróciła do mnie. Biegłam przed siebie, próbując jak najlepiej omijać przeciwniczki. I nawet nie wiem kiedy, znalazłam się w polu karnym. Szesnasty, piętnasty, czternasty metr. Byłam praktycznie sama przeciwko dwóm obrończyniom i bramkarce. Czułam, że nie dam rady strzelić, że któraś z nich to wybroni. W mojej głowie zrodził się pomysł, żeby cofnąć piłkę do Amber, która była za mną albo do Niki, która znajdowała się po mojej lewej, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo kopnięta upadłam na murawę. Stało się to znienacka, ale ja od razu pomyślałam o jednym. Leżąc na murawie od razu spojrzałam na sędzię. Te dwie sekundy dłużyły się wręcz w nieskończoność. Ale w końcu stało się to, czego tak pragnęłam. Sędzia użył gwizdka. Karny!
Dzięki ci, Boże! Zaczęłabym skakać ze szczęścia, gdyby nie to, że właśnie w tym momencie poczułam lekki ból. Uczucie, gdy dostanie się z całej siły od tyłu w kolano nie jest przyjemne, a tym bardziej jeśli osoba, która to zrobiła ma na sobie korki. W euforii położyłam się na chwilę na murawie, spojrzałam z nadzieją w niebo, a zaraz potem spróbowałam wstać. Z pomocą Niki przeszłam tych kilka metrów, żeby nie znajdować się w polu karnym i znowu usiadłam boisku. Nie dałabym rady stać. Nie miałam siły.
Dziewczyny spojrzały na mnie, oczekując, że to ja będę strzelać, ale ja jedynie pokazałam im na moją nogę, a one zrozumiały aluzję. Choć pewnie nawet gdybym mogła grać, to i tak nie podjęłabym się tego. Zbyt duża odpowiedzialność.
W końcu wykonać karnego zdecydowała się nasza kapitan, środkowa napastniczka. Już nie raz widziałam, jak strzela, więc miałam ogromną nadzieję. Wzięła rozbieg, uderzyła piłkę, a ta.... uderzyła w poprzeczkę! Nieee! Ale nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy piłka jednak znalazła się w siatce. A wszystko za sprawą Olivii, która odbiła piłkę głową prosto w stronę bramki.
Wygrałyśmy!
*Neymar*
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Swój wzrok od razu skierowałem za linię boczną. Nawet nie wiem dlaczego To był taki odruch, gdy usłyszałem swój numer. Ale w życiu nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem.
Przy linii bocznej, gotowa do wejścia na boisko, stała Selena. Nie mogłem w to uwierzyć. Przetarłem oczy ze zdziwienia, ale ona nadal tam była. Przecież to było niemożliwe. Selena powiedziałaby mi, gdyby była w Barcelonie. A do tego, co ona niby miałaby robić na mistrzostwach w piłce nożnej. Lubiła grać czasami razem ze mną, ale nigdy nie podejrzewałbym, że ona mogłaby robić coś poza tym.
Pozostawałem w przekonaniu, że to nie może być ona. To wręcz niemożliwe. Ale od razu zmieniłem zdanie, gdy chwilę po wejściu na boisko dziewczyna odwróciła się w stronę ławki trenerskiej z rozłożonymi rękoma. Nie miałem pojęcia co chciała przekazać przez ten gest, ale dzięki temu mogłem przez chwilę przyjrzeć się jej twarzy. I, o dziwo, tak, to na pewno była Selena! Ale co ona tutaj robi?!
Odkąd tylko pojawiła się na boisku nie mogłem oderwać od niej wzroku. Czasami Leo czy Luis mówili coś do mnie, komentowali to, co działo się na boisku, ale ja nie reagowałem lub po prostu odpowiadałem im krótkim "yhym". Od czterdziestej minuty tego meczu liczyła się tylko ona.
Przez następne dwadzieścia minut nie spuszczałem z niej swojego spojrzenia. Obserwowałem wszystko, co robiła i czasami byłem aż pod wrażeniem tego, co potrafiła. Nie była to oczywiście gra na jakimś niewyobrażalnie wysokim poziomie, ale i tak byłem z niej dumny.
Ale serce stanęło mi na moment, gdy po całkiem udanej akcji Selena znalazła się w polu karnym. Wszystko wydarzyło się tak szybko, ale moment, w którym Sel upadła na murawę widziałem w zwolnionym tempie. W tamtym momencie byłem chyba zły jak nigdy. Gdybym mógł, jak najszybciej znalazłbym się na tym boisku i powiedział parę słów do dziewczyny z Terrassy z numerem 13, odnośnie tego, co przed chwilą zrobiła. Do cholery, to było niebezpieczne!
Jednak moja złość trochę minęła, gdy zobaczyłem radość na twarzy mojej dziewczyny, gdy sędzia postanowił przyznać im jedenastkę. To była ich ostatnia szansa na obronienie się przed dogrywką i zdobycie tego mistrzostwa w podstawowym czasie gry.
Sel obserwowała wszystko, co dalej się działo, z pozycji siedzącej. Wcale jej się nie dziwiłem. Sam też nie nadwyrężałbym nogi, tym bardziej, że to już koniec spotkania.
Gdy piłka po sporym zamieszaniu w końcu trafiła do bramki, na stadionie rozpoczęły się okrzyki radości. My z chłopakami oczywiście także byliśmy szczęśliwi, choć oni nie mieli do tego większych powodów, przecież nie kibicowali tak naprawdę żadnej drużynie.
Zaraz potem opuściliśmy trybuny i udaliśmy się tam, gdzie pokierował nas Enrique.
*Selena*
Wszystkie zaczęłyśmy krzyczeć ze szczęścia. Włącznie ze mną, choć ja nadal siedziałam, zamiast skakać razem z przyjaciółkami. Chwilę potem wstałam jednak i zaczęłam świętować razem z resztą, choć nie aż tak wylewnie.
Nasze przeciwniczki smutne podziękowały nam, pogratulowały i wróciły do szatni. My na boisku świętowałyśmy jeszcze jakieś dziesięć minut, po których w końcu zobaczyłyśmy puchar. Był... wow. I nadszedł moment wręczania medali. W tamtym momencie na boisku pojawił się mężczyzna, którego przedstawiono, jako trenera FC Barcelony. Zawsze zastanawiałam się, jak wygląda. Teraz dostałam odpowiedź.
Medale zostały nam rozdane, nawet zrobiłyśmy sobie zdjęcie grupowe. Ale adrenalina z każdą chwilą zaczęła opadać, a ja coraz bardziej odczuwałam ból w kolanie.
Dziewczyny znów zaczęły skakać i się cieszyć, ale ból stał się w końcu tak silny, że nie mogłam wytrzymać. Podeszłam do ławki rezerwowych i usiadłam tam na chwilę, żeby nie nadwyrężać nogi, ale musiał to zauważyć jeden z lekarzy. Od razu do mnie podszedł. Zaraz potem zjawił się tam też mój trener.
- Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie. Musiał być serio przerażony, w końcu byłam pod jego opieką.
- No raczej nie do końca - powiedziałam, zaciskając jak najbardziej oczy. To boli!
Lekarz nawet o nic nie pytając spryskał mi nogę jakimś sprejem, po którym choć trochę przestałam odczuwać ból. Myślałam, że to wszystko, ale jednak nie.
Moje przyjaciółki z drużyny poszły do szatni się przebrać, bo niedługo miały zobaczyć tą całą niespodziankę, a ja zostałam zaprowadzona przez trenera do gabinetu lekarza. Tam mężczyzna ze sztabu medycznego zastanawiał się, co ze mną zrobić. W końcu po chwili posmarował mi kolano maścią i usztywnił bandażem na tyle, żebym nie mogła zbytnio nim poruszać i jednocześnie nie mogła nic sobie w nie zrobić.
- Dzisiaj mogę zrobić tylko tyle, ale jutro będziesz musiała przyjechać, żebyśmy mogli zobaczyć, co się dokładnie stało - powiedział w końcu lekarz. Nie sądziłam, że jest to na tyle poważne, żeby trzeba było robić jakieś badania.
- Okey. Powiem o tym trenerowi - odpowiedziałam. Mogłam już wyjść, ale oczywiście musiałam dostać kule, żeby nie nadwyrężać kolana.
Gdy opuściłam gabinet na korytarzu nikogo nie było. Myślałam, że trener na mnie poczeka, ale cóż. Skierowałam się od razu do szatni. Tam oczywiście nikogo nie zastałam. Wszystkie dziewczyny pewnie wróciły już na boisko. Dlatego, najszybciej jak mogłam, przebrałam się i o kulach poszłam w stronę wyjścia na boisko.
Oczywiście dotarcie tam zajęło mi dłużej niż normalnie, a tym bardziej wejście po schodach, ale jakoś mi się udało i weszłam na murawę.
Na środku boiska od razu zauważyłam dziewczyny z mojej drużyny, które siedziały w okręgu, o czymś żywo dyskutując. Dopiero, gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że nie były same. Znajdowały się tam jeszcze trzy osoby, które znałam, jedną nawet osobiście. I wtedy domyśliłam się, co było niespodzianką dla drużyny, która zdobędzie mistrzostwo.
Spotkanie z triem MSN Barcelony. Mogłam się tego spodziewać już od momentu, gdy dowiedziałam się, że to wszystko organizuje Barca. Leo Messi, Luis Suarez i Neymar siedzieli pośród dziewczyn z mojej drużyny i sobie z nimi rozmawiali. Uśmiechnęłam się na ten widok. Zawsze wiedziałam, że cała ich trójka jest normalna.
Przez chwilę stałam w miejscu obserwując ich wszystkich, ale zaraz zaczęłam ponownie podążać w ich stronę. Byłam może dziesięć metrów od nich, gdy nagle Niki obejrzała się i mnie spostrzegła. Od razu podniosła się i zaczęła biec w moją stronę. Reszta też wstała z murawy.
- Boże, Sel, co ci się stało? - zaczęła panikować Niki, od razu, gdy tylko znalazła się obok mnie. Oczywiście z każdą chwilą zjawiało się wokół mnie coraz więcej osób.
- Nic mi się nie stało. Po prostu kolano trochę mnie boli po tym upadku. Nic poważnego - odpowiedziałam dziewczynom, a w tym samym momencie podeszli do mnie Leo, Luis i Neymar.
Wróciłam! Szczerze mówiąc, to była zaskoczona, jak wiele osób czekało na mój powrót! Ciągle pytałyście kiedy kolejny, a to coraz bardziej motywowało mnie do pisania! Tak więc, napisałam w czwartek i piątek moje egzaminy :D Niestety nie poszło mi jakoś wybitnie dobrze, bo załamałam się, gdy zobaczyłam zadania z fizyki, biologii, geografii i matematyki, ale ważne, że mam to już za sobą :D Jak się podoba pierwszy rozdział po przerwie? Jak myślicie, jak zachowa się Selena?
Pozdrawiam,
Neyforever :*
Rozdział bardzo mi się podoba! ;D Sprawa z kolanem nie wygląda najciekawiej, ale miejmy nadzieję, że ktoś się troskliwie i należycie zaopiekuje naszą Sel. ;) Czekam na dalszy ciąg, kochana. ;*
OdpowiedzUsuńBosko :) czekam na reakcje Neya :)
OdpowiedzUsuńPisz szybko next! ;*
OdpowiedzUsuńExtra :)
OdpowiedzUsuńjuż czekam na kolejny! Mam nadzieję,że szybko się pojawi <3
OdpowiedzUsuńcudny! :*
OdpowiedzUsuń<3!
OdpowiedzUsuńŚwietny! Pisz szybko next ;)
OdpowiedzUsuńextra ;)
OdpowiedzUsuńDodaj next :)
OdpowiedzUsuńPisz szybko kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńPisz szybko kolejny! ;*
OdpowiedzUsuńKiedy pojawi się rozdział ? ;)
OdpowiedzUsuńkiedy pojawi się rozdział?
OdpowiedzUsuńJuż czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńkiedy pojawi się kolejny?
OdpowiedzUsuń