piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 39.

- Od kiedy tak jest? - zapytałem niepewnie. Wiedziałem jaka będzie moja reakcja, jeśli...
- Od wczoraj - powiedział Jota, a ja momentalnie schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni i podbiegłem do szafki by zabrać stamtąd portfel ze wszystkimi dokumentami.
- Ktoś jedzie ze mną? - zawołałem, gdy biegłem już korytarzem do schodów, a chłopacy wybiegli za mną.
Odwróciłem się nagle i zobaczyłem, że patrzą po sobie niezdecydowani, co mają odpowiedzieć.
- Jedź z nim, Jota - nagle powiedzieli razem Gerard i Dani.
Nie zamierzałem się z nimi kłócić, jeśli tak wybrali i dziesięć minut później siedziałem już w samochodzie, a obok mnie znajdował się mój brat.
Boże, nie wiem, co ja bym bez niego zrobił.
- Dzięki, że postanowiłeś mi uświadomić, że jednak coś jest nie tak - spojrzałem na niego, gdy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Nie ma sprawy, stary, ale będziesz mi dziękował jak już ją znajdziemy - odpowiedział i wskazał palcem na przednią szybę. Rzeczywiście światło zmieniło się na zielone.
Ruszyłem od razu, przecinając skrzyżowanie i brnąłem w dalszą drogę do Mountblanc.
Moje uczucia w tamtym momencie i przez całą drogę szalały - od złości na samego siebie przez poczucie winy aż do strachu o to, co mogło stać się Selenie. Bo na 99% pewien byłem, że nie wszystko jest w porządku.
Jota przez całą drogę praktycznie się nie odzywał. Może chciał dać mi trochę czasu na przemyślenie wszystkiego, a może po prostu nie wiedział, co ma mi powiedzieć. Nie zastanawiałem się nad tym. Ważne było dla mnie tylko to, że mam czas, żeby nad wszystkim pomyśleć.
Gdy tylko zobaczyłem znak "Mountblanc" ogłaszający, że właśnie znaleźliśmy się w jej mieście zebrało się we mnie dziwne napięcie.
Dziesięć minut później zaparkowałem pod jej domem. I wtedy znowu obudził się we mnie strach, ale nie taki jak przedtem. Teraz po prostu bałem się, że gdy zapukam do drzwi jej domu, po chwili ją ujrzę, a ona powie mi, że między nami to już koniec.
- Czemu nie idziesz? - odezwał się Jota, gdy przez kolejnych kilka minut nawet nie ruszyłem się z miejsca.
- Chyba nie mam odwagi - spojrzałem jeszcze raz na jej dom.
- Jeśli nie ty, to ja - powiedział  i wysiadł z samochodu, a ja byłem tak zamyślony, że zauważyłem to dopiero, gdy już pewnie kroczył do drzwi domu Seleny.
Od razu wysiadłem z samochodu i pobiegłem za nim. Złapałem go kilka kroków za furtką.
- Gdzie idziesz?! - zawołałem.
- Skoro ty nie chcesz się dowiedzieć, to spoko. Ale Selena jest moją przyjaciółką i ja chcę wiedzieć - odwrócił się do mnie z założonymi rękami.
- Dobrze już, dobrze. Wracaj do samochodu, a ja tam pójdę - przewróciłem oczami, a Jota uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i wrócił do mojego Audi.
Więc zostałem sam z decyzją o podejściu do jej drzwi. Westchnąłem i ruszyłem do nich. Przed dotknięciem dzwonka jeszcze przez moment się wahałem, ale w końcu to zrobiłem. A potem czekałem.
I czekałem.
I czekałem.
Aż w końcu straciłem nadzieję, że ktokolwiek mi otworzy. Już miałem odejść, gdy nagle usłyszałem to charakterystyczne skrzypienie.
- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.


czwartek, 22 grudnia 2016

Rozdział 38.

~ "Żebyś przestał być takim dupkiem..."


*Tydzień później*

Tydzień. Całe siedem dni. 168 godzin. 10080 minut. 60480 sekund.
Dokładnie tyle czasu minęło mi na ciągłym oczekiwaniu. Nie pojawiła się w Barcelonie. Nie odebrała żadnego z moich telefonów. A dzwoniłem codziennie. Po wstaniu, przed treningiem, po treningu, przed obiadem, po obiedzie, przed drugim treningiem, podczas drugiego treningu, po drugim treningu, przed kolacją, po kolacji, przed pójściem spać.
Myślę, że przynajmniej kilka z tych 168 godzin spędziłem na słuchaniu jej sekretarki, która cały czas mówiła to samo. A ona nie raczyła odebrać nawet jednego telefonu. Nacisnąć jednego głupiego przycisku i powiedzieć jedno głupie "Wszystko ze mną w porządku".
I w dodatku skończyły mi się wymówki, jakich mógłbym się trzymać, żeby nie panikować.
Przez ten czas dogłębnie przeanalizowałem całą naszą znajomość. Szukałem każdej możliwej sytuacji, słowa, gestu, który pamiętałem, a który mógłby sprawić, że Selena nagle ode mnie odeszła.
I tak, odeszła. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero szóstego dnia, gdy ona znów nie odebrała ode mnie telefonu. Nikt tak po prostu nie zrywa nagle kontaktów. No chyba, że od ciebie odchodzi.
Dlatego dzisiaj, po ostatniej próbie skontaktowania się z Seleną, najzwyczajniej w świecie się poddałem. Nie widziałem sensu w dalszym staraniu się - ona i tak nigdy nie odbierze ode mnie tego telefonu ani nie przyjedzie do mojego domu. Pogodziłem się z tym.
- Neymar, mendo! Gdzie jesteś? Przyjechałem! - leżałem na kanapie, gdy nagle usłyszałem krzyki zaraz w korytarzu i trzaśnięcie drzwiami.
Bardzo dobrze wiedziałem, kto to taki, ale nie zamierzałem się dla niego podnosić z miejsca, które zajmowałem od dobrych kilku godzin. Leżąc na kanapie i patrząc się w sufit naprawdę bardzo dobrze mi się o wszystkim myślało.
Przez jakąś minutę słyszałem jedynie odgłosy kroków i trzaskanie drzwiami aż w końcu zobaczyłem pochylonego nad sobą Brazylijczyka.
- Czy ty naprawdę nie masz zamiaru się do mnie odzywać? - zapytał.
- Przestań się wydurniać, Jo. Ja naprawdę nie mam dzisiaj humoru - mruknąłem lekko niezrozumiale i w końcu usiadłem na tej sofie jak człowiek.
- A jeśli już rozmawiamy o twoim humorze, to gdzie ta, która zawsze mi go psuła? - uśmiechnął się, rozglądając się po całym salonie.
Gdy nigdzie jej nie znalazł, wrócił wzrokiem do mnie. W jego oczach już widziałem to pytanie.
- Gdzie ona się podziała? - zapytał moment później.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Nie interesowało mnie to już.
- Nie zgrywaj się! - powiedział i wyszedł z pokoju. Zaraz potem usłyszałem, jak wchodzi po schodach na górę. - Selena! - krzyczał.
Westchnąłem i czekałem jedynie aż wróci z powrotem.
- SELENA! WYCHODŹ! - krzyczał moment później, zbiegając po schodach.
Przymknąłem oczy i tylko czekałem aż do mnie podejdzie.
- Ty, stary, gdzie ona jest? Teraz już naprawdę nie żartuję - powiedział. Podniosłem na niego wzrok i widziałem to przerażenie wypisane na jego twarzy.
- Nie ma jej - mruknąłem znowu i ukryłem twarz w dłoniach. Nie płakałem, ale ostatnimi czasy ten gest spodobał mi się jakoś bardziej.
- Jak to jej, do cholery, nie ma? - wręcz krzyknął. Nagle się opanował i spojrzał na mnie ze złością. - Zerwałeś z nią?!
- Niekoniecznie - szepnąłem. - Ona sama mnie zostawiła.
Wstałem i poszedłem do kuchni, wcale nie zwracając uwagi na Jotę. On sam ruszył za mną dopiero, gdy ja wchodziłem już do kuchni.
- I ty tak zupełnie się tym nie przejmujesz? - powiedział, stając w progu pomieszczenia.
- A wyglądam jakbym się przejmował? - zapytałem, odwracając się do niego na moment. - Jest mi tylko smutno, bo zdążyłem się do niej przyzwyczaić, a ona od tak mnie zostawiła.
Odwróciłem się z powrotem do lodówki i wyjąłem z niej dwie butelki piwa. Mijając Jotę podałem mu jedną i wróciłem do salonu na kanapę.
- Chyba się zgubiłem - powiedział, siadając zaraz obok mnie. - Opowiedz mi to wszystko od początku.
Chwilę to zajęło zanim zacząłem mówić, ale w końcu to zrobiłem.
- W tamtym tygodniu Selena pojechała do domu, miała pisać maturę, a potem tutaj z powrotem wrócić. Ale przed jej wyjazdem trochę się pokłóciliśmy. Selena wyjechała stąd naprawdę zła, ale potem ją przeprosiłem, ona mnie też i wszystko było w porządku.Ale miała wrócić tutaj dobry tydzień temu, a nadal jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc doszedłem do wniosku, że po prostu mnie zostawiła - wzruszyłem ramionami i oparłem się plecami o kanapę.
- I co? Tak po prostu to zostawiłeś? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tak postąpiła? A może coś się jej stało?
Zaśmiałem się pod nosem.
- Pewnie teraz jest szczęśliwa ze swoim Chistianem - mruknąłem, a Jota spojrzał na mnie zdziwiony. - Ten chłopak, w którymś kiedyś się podkochiwała - wyjaśniłem.
- Naprawdę sądzisz, że potrafiłaby zrobić ci coś takiego? Tak nisko ją teraz oceniasz? Może naprawdę coś się jej stało, a ty siedzisz tutaj i nic z tym nie robisz. A do tego jeszcze za wszystko ją obwiniasz!
- Nie mam zamiaru się z nią teraz kontaktować, bo nie mam ochoty znaleźć jej i zobaczyć razem z tym idiotą - wstałem i wkurzony zacząłem iść do swoje sypialni.
Bo to już nie była ani JEJ, ani NASZA sypialnia. Była po prostu MOJA.
Oczywiście Jota mnie nie opuścił.
- Nawet jeśli, to dowiedzenie się, czemu tak postąpiła nie jest tego warte? - mówił, idąc za mną.
- Niekoniecznie - rzuciłem i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Jeszcze będziesz tego żałował - doszedł mnie jego głos zza drzwi.
- Niekoniecznie - powtórzyłem, zrzucając ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z komody.
Szkła posypały się po całej podłodze, a ja nie zamierzałem ich zbierać.

******

*Dwa dni później*

- Neymar! - usłyszałem wołanie gdzieś za mną, gdy opuszczałem ośrodek treningowy po dzisiejszym popołudniowym treningu.
Odwróciłem się i zobaczyłem idącego za mną Gerarda. Poczekałem na tego wielkoluda.
- Co tam? - zapytałem bez przekonania.
- Jutro mamy wolne, więc razem z chłopakami pomyśleliśmy, żeby może spotkać się jakoś pod wieczór. Wpadłbyś razem z Seleną? - zapytał i doszczętnie popsuł mi humor.
- Wiesz co, chętnie bym wpadł, ale Selena ostatnio wspominała, że chce dzisiaj iść na jakąś kolację, więc cały wieczór mam zajęty - odpowiedziałem, wcale nawet nie rozważając pójścia tam. Gdybym pojawił się bez Seleny każdy pytałby, co się stało, a gdybym zaczął pić każdy wiedziałby już, że coś jest nie tak.
- Oh, okey - powiedział zaskoczony Gerard. - W takim razie pozdrów od nas wszystkich Sel.
- Tsa, przekażę jej - mruknąłem i bez słowa pożegnania poszedłem do swojego samochodu i wróciłem do domu.

******

Leżę sobie w sypialni na łóżku. Odpoczywam. Wsłuchuję się w ciszę.
I tu nagle...
- Co do kurwy?!
Poderwałem się z łóżka jak oparzony, gdy poczułem zimno na całym ciele.
A potem zobaczyłem nad sobą całą tę zgraję - Pique, Alves i Jota. Wszyscy trzej stali nade mną z założonymi rękoma.
- Zimny prysznic - odpowiedział Alves. - Stwierdziliśmy, że ci się przyda.
- Możecie mi po ludzku wyjaśnić, czemu sprawiliście, że moje łóżko będzie schnąć przez następnych kilka dni? - powiedziałem ze złością.
- Wiesz, Neymar, przyszliśmy odwiedzić sobie Selenę - Pique wcale nie odpowiedział na moje pytanie. Ale w tym momencie to zdanie potrzebowało mojej odpowiedzi, bo wiedziałem, że zauważyli brak mojej byłej dziewczyny w tym domu.
- Wyszł... - zacząłem, ale Alves musiał mi przerwać.
- Nie ściemiaj nam. Wiemy, że jej tu wcale nie było.
- Skąd wam przyszło do głowy, żeby tu przyjechać? - zapytałem zdziwiony.
Gerard przewrócił oczami.
- Myślisz, że nie wydało mi się to podejrzane, gdy powiedziałeś, że dziewczyna, która nienawidzi wprost tych wszystkich oficjalnych, poważnych i eleganckich spotkań, wyciąga cię na kolację? - prychnął.
- I co zamierzasz z tym zrobić? - westchnąłem, wstając i podchodząc do okna.
- Otworzyć ci oczy. Żebyś przestał być takim dupkiem i zaczął jej szukać - doszedł do mnie głos Daniego, ale nie zamierzałem się do niego odwrócić.
- Jest zapewne w Mountblanc i ma się bardzo dobrze. Nie dramatyzujcie - odpowiedziałem.
- Próbowałeś do niej zadzwonić? - zapytał Jota.
W końcu się odezwał ten zdrajca.
- Dzwoniłem. Przez cały tydzień - mruknąłem.
- Pytam czy dzwoniłeś do niej dzisiaj - poprawił się.
- Nie.
- Więc zdecydowanie powinieneś.
- Dlaczego? - zapytałem, odwracając się do nich twarzą.
- Po prostu to zrób. Wtedy coś w końcu powinieneś zrozumieć.
Przez jakieś dwie minuty trwała cisza, podczas której rozważałem wszystkie za i przeciw. Ale przecież nic przez to nie traciłem, prawda?
- Jeśli tak bardzo tego chcecie - westchnąłem, sięgając po mój telefon leżący na szafce nocnej.
Wybrałem numer i już byłem przygotowany na wysłuchanie kilku sygnałów, a potem jej automatycznej sekretarki. Ale wtedy...
"Niestety, osoba do której próbujesz się dodzwonić ma wyłączony lub rozładowany telefon. Prosimy spróbować później."
I w tym właśnie momencie zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.
Ona nigdy nie wyłączała telefonu.

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta.... :)

piątek, 9 grudnia 2016

Rozdział 37.

 ~ "Więc po to było to całe twoje gadanie... "

Trzy dni później
Wychodząc razem z Danim z szatni po treningu, odruchowo sięgnąłem do kieszeni po telefon, by sprawdzić godzinę. Mój starszy przyjaciel oczywiście to zauważył.
- Zrób to przy mnie jeszcze choć raz, a osobiście zabiorę ci ten telefon - skomentował moje zachowanie.
Westchnąłem.
- Ale co mam zrobić. Po prostu nie mogę się doczekać aż Sel do mnie zadzwoni i powie, że w końcu wraca - przyznałem, chowając telefon z powrotem do kieszeni spodni.
- Rozumiem, ale sprawdzasz ten telefon już szósty raz w ciągu ostatnich pięciu minut.
Wzruszyłem ramionami.
- Przyzwyczaiłem się, że ona jest cały czas ze mną i teraz jak pojechała na tych kilka dni do domu to dziwnie czuję się tak sam - przyznałem, otwierając drzwi od mojego samochodu. Miałem po drodze podrzucić Daniego do domu.
- Daj jej trochę wytchnienia, bo się jeszcze dziewczyna do ciebie zniechęci - zaśmiał się, wsiadając do środka. 
- Nawet tak nie mów - burknąłem. 
Niby między mną a Seleną wszystko było dobrze, ale ta nasza kłótnia siedziała mi gdzieś w głowie i nie mogłem się jej pozbyć w żaden sposób. 
- No co! Ja tylko mówię co myślę. Bo co jeśli ona pomyśli, że jednak ma cię dość i postanowi jednak zostać w Mountblanc? 
Wiem, że żartował, ale nawet to działało w pewien sposób na moje nerwy. 
- Nawet mi o tym nie mów. Zaczynam wariować jak jej nie ma. Nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdyby mnie teraz zostawiła. 
Odpaliłem silnik i wyjechałem z parkingu podziemnego.
- Spokojnie, stary. Jesteście tak idealną parą, że nie ma takiej opcji, żeby ona nagle zachciała sobie się z tego wycofać. Wróci do ciebie zanim się obejrzysz. 
- Mam taką nadzieję. Ostatnio trochę się pokłóciliśmy i... 
Przerwał mi. 
- Błagam cię! Musieliby ją chyba siłą przetrzymywać, żeby została w swoim domu. Sam przecież wiesz jak bardzo znienawidziła ostatnio to miejsce. 
Stanęliśmy akurat na światłach, więc wykorzystałem okazję i przejechałem dłońmi po twarzy. 
- Masz rację. Nie powinienem się martwić na zapas - przyznałem przyjacielowi rację. 
No już! Nie martw się tak! Przecież ona już niedługo tu przyjedzie! Nie ma innej opcji! - wmawiałem sobie w myślach. 
- I właśnie o to chodzi! Powinieneś się cieszyć ostatnimi chwilami wolności. Nawet się nie obrócisz, a ona już tu będzie i zacznie denerwować nas wszystkich dookoła - zaśmiał się. Gdy ta dwójka się spotykała, zazwyczaj całe spotkanie polegało na typowym dla nich przyjacielskim dogryzaniu sobie. Panowała między nimi taka czysta relacja i cieszyłem się, że mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna mają taki dobry kontakt. 
- To co, skusisz się, żeby do mnie wpaść? - zapytał, uśmiechając się pod nosem. 
- Więc po to było to całe twoje gadanie... - zaśmiałem się, kręcąc głową. 
Ale mimo to i tak skręciłem w uliczkę na której mieszkał Alves i zaparkowałem pod jego domem. 

*******

Następnego dnia, gdy obudziłem się rano, od razu odruchowo przełożyłem rękę na drugą stronę łóżka. Gdzieś w środku miałem taką nadzieję, że może Selena przyjechała w nocy i nie chcąc mnie budzić po prostu położyła się spać. Ale teraz już wiedziałem, że tak nie było. 
Przyjęcie tej wiadomości do swojej świadomości wystarczająco mnie rozbudziło. Usiadłem na łóżku, rozejrzałem się po pokoju, a zaraz potem przetarłem twarz dłońmi.
Wstałem z łóżka jakieś dziesięć minut później, gdy przyszło mi na myśl, że może Selena jednak przyjechała i teraz czeka na mnie na dole. Było to całkiem prawdopodobne, więc od razu, jak tylko ten pomysł przyszedł mi do głowy, wygrzebałem się spod kołdry i pobiegłem na dół.
Ale po sprawdzeniu kuchni, salonu, jadalni, siłowni i tarasu wiedziałem już, że Seleny wcale nie ma w tym domu. Nie znalazłem jej na górze, na dole też nie było po niej ani śladu. Nie zostawiła też żadnej kartki, a na podjeździe nie było jej samochodu.
Zaczynałem się martwić.
Ale spokojnie, przecież nic nie mogło jej się stać. Może po prostu postanowiła zostać w domu na jeden dzień dłużej i przyjedzie dopiero dziś. Nie ma na razie czym się denerwować. Po prostu do niej zadzwoń!
Zgodziłem się z głosem w mojej głowie i wróciłem się do sypialni po telefon. Nie oglądając się na nic wybrałem od razu jej numer i wsłuchiwałem się w sygnały połączenia, siedząc na rogu łóżka.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
"Hey, tu Selena. Jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, to prawdopodobnie jestem bardzo zajęta. Próbuj dalej, oddzwonię jak tylko będę mogła. Pa!" - usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
Wybrałem jej numer po raz drugi. I po raz trzeci. I kolejny. I kolejny. Cały czas słyszałem tylko tę jedną wiadomość, którą Selena nagrywała, siedząc przez dobrą godzinę na kanapie podczas pobytu u mnie. Ale za siedemnastym razem, gdy usłyszałem te słowa, po prostu zakończyłem połączenie i rzuciłem telefonem za siebie, gdzieś na łóżko. Może nawet spadł on na podłogę, ale nie to stanowiło dla mnie powód do zmartwień.
Dlaczego ona nie odbiera?! - chodziło po mojej głowie.
Rzuciłem się plecami na łóżko, westchnąłem głośno kilka razy i znów przetarłem twarz dłońmi.
Spokojnie! Selena na pewno jest teraz po prostu pakowaniem swoich wszystkich rzeczy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić. 
Uznałem tą opcję za całkiem prawdopodobną. Bo przecież ojciec Seleny już od dłuższego czasu był w Stanach, a ona nienawidziła spędzać czasu ze swoją matką. Więc nie ma innego wytłumaczenia, dla którego miałaby tam zostać na dłużej.
Z tą myślą już naprawdę rozpocząłem swój dzień - zjadłem śniadanie, ubrałem się, ogarnąłem, pojechałem na trening.
Ale gdy wróciłem wieczorem, a ona nadal nie odbierała dosłownie przeszukałem każdy zakątek mojego domu. Żadnego śladu po tym żeby tu była. Zacząłem dzwonić - nie odbierała.
Tylko nie panikuj. Tylko nie panikuj! - krążyło wciąż po mojej głowie, gdy chodziłem w kółko po całym domu, szukając jakiegoś logicznego wyjaśnienia na tą sytuację.
I tylko stwierdzenie, że na pewno chciała pożegnać się z Adą przed jej wyjazdem do Madrytu, pozwoliło mi spać spokojnie.
Ale następnego dnia było tak samo.


A więc myślę, że od teraz posty będą takie naprawdę krótkie, żeby nie zdradzać Wam od razu zbyt wiele i żeby mogły pojawiać się częściej. Myślę, że do lutego wyrobię się ze skończeniem tego opowiadania, ale nic nie obiecuję ;)  

Neyforever :*

czwartek, 3 listopada 2016

Rozdział 36.

~ Nie spodziewałem się, że to powiesz.

Siedziałam w sypialni Neymara i wyjmowałam potrzebne mi rzeczy z walizki, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i głos Neymara.
- Jestem!
Nawet nie bardzo kwapiłam się do tego, żeby mu odpowiadać, więc po prostu pozostałam cicho, nie przerywając swojej czynności.
Przez kolejnych kilka minut słyszałam, jak Junior mnie woła, słyszałam trzask zamykanych za nim drzwi od pokoi. Aż w końcu wszedł do tego, w którym byłam ja.
- Boże, Selena, szukałem cię po całym domu - zawołał, gdy tylko mnie zauważył. Podszedł do mnie i przytulił, ale ja dalej się nie odzywałam. - Sel? Obraziłaś się?
Odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. Zgromadził się tam tak wielki smutek i poczucie winy, że nie mogłam dalej ciągnąć tego milczenia. Do tego nadal nie przeszedł mu ten strach o to, że być może nie ma mnie w jego domu.
- Nie, nie obraziłam się - powiedziałam cicho. - Po prostu jestem zmęczona, a do tego jestem na ciebie trochę wkurzona za to, że przez tyle czasu się do mnie nie odzywałeś i do tego nie powiedziałeś mi, że nie przyjedziesz.
Junior westchnął i przeczesał dłonią włosy.
- Przepraszam, że nie zadzwoniłem, nie powiedziałem ci, że mnie nie będzie. Po prostu do samego końca miałem nadzieję, że zdążę tam po ciebie przyjechać. Ale lot Caroliny i Daviego się opóźnił i... - Junior zaczął mówić już tak szybko, że ledwo co nadążałam wyłapywać kolejne słowa z jego wypowiedzi. I znałam tylko jeden skuteczny sposób, żeby mu przerwać.
A gdy już przestałam go całować, spojrzał na mnie zaskoczony.
- Czyli to znaczy, że nie jesteś już zła? - zapytał z nadzieją.
- Nie do końca. Nadal nie wiem, dlaczego nie odzywałeś się do mnie przez tyle czasu - skarciłam go wzrokiem.
Ale patrząc na to, jak Neymar się zmieszał, nagle przyszło mi coś do głowy.
- Albo wiesz... przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Nie przyszło mi do głowy, że być może chciałeś po prostu spędzić te ostatnie chwile przed rozstaniem z Davim i Caroliną.Przepraszam nie pomyślałam - mruknęłam, znów odwracając się do niego plecami. Zajęłam się ponownym wyjmowaniem rzeczy z walizki.
-  Nie, nie chodziło o to - przez chwilę panowała cisza. - Po prostu musiałem wszystko pozałatwiać, przemyśleć sobie sporo rzeczy... Wiesz, zarząd podjął decyzję, co do mojego udziału w Igrzyskach i Copa America, więc musiałem to wszystko jakoś ogarnąć. Naprawdę przepraszam, że nawet nie odbierałem od ciebie telefonów - położył głowę na moim ramieniu i zostawił na policzku krótkiego buziaka.
- Dobrze, już się nie złoszczę - powiedziałam i zaraz zmieniłam temat. - I jaką decyzję podjął zarząd?
- Cóż... Dunga próbował wynegocjować od nich, żebym mógł brać udział i w Igrrzyskach i w Copa America, ale się nie zgodzili. Kazali mi wybrać jedno z dwóch.
- I na co się zdecydowałeś?
- Oczywiście, że na Igrzyska. Nie mógłbym przepuścić takiej okazji - przez moment się nie odzywał. - Selena... Zgodziłabyś się pojechać ze mną wtedy do Brazylii?
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że kiedyś w końcu mnie o to zapyta. Gdzieś w podświadomości wiedziałam, że chciałby, żebym była tam razem z nim.
- Jeśli tylko będziesz chciał mnie tam ze sobą zabrać...

*******

- Jeszcze tylko trochę ponad tydzień, rozumiesz? - zawołał radośnie Neymar, wchodząc do salonu, w którym ja ślęczałam nad książkami.
- Jeśli nie zdam tej matury, to ze wszystkich planów nici - mruknęłam niezadowolona, po raz chyba tysięczny próbując ze zrozumieniem przeczytać tekst, który kompletnie nie chciał wejść mi do głowy.
- Uspokój się już, zadasz te wszystkie testy śpiewająco - zapewnił mnie, ale ja sama nie miałam takiego przeczucia. Musiałam powtórzyć sobie wszystko jeszcze raz, żeby mieć pewność, ze wszystko wiem wystarczająco dobrze, żeby do tych egzaminów w ogóle przystąpić.
- Biorąc pod uwagę, ze nie umiem śpiewać, to może być dość ciężko - stwierdziłam, z irytacją zamykając książkę.
- Poradzisz sobie - przytulił mnie. - Ja muszę jechać na trening. I proszę cię, nie roznieś domu przy tym twoim uczeniu, dobrze? - pocałował mnie w głowę i zebrał się do wyjścia.
- Bardzo śmieszne - stwierdziłam. Nic tylko zacząć się śmiać. Ja tu popadam w depresję przy nauce, a on tylko martwi się, czy mu domu nie rozniosę.
- Do zobaczenia za jakieś dwie godziny, skarbie - zawołał zaraz przed wyjściem z domu. No i zostałam sama.
Postanowiłam zrobić sobie krótka przerwę, żeby móc coś zjeść, a potem znowu wróciłam do nauki. Miałam jakieś dziwne wrażenie, że mimo czasu jaki spędziłam na siedzeniu nad książkami, to jednak o czymś zapomniałam. I nie spocznę aż nie dowiem się, co to takiego było.
Nawet nie obejrzałam się, kiedy Neymar wrócił z treningu. Ale oczywiście nie mógł wrócić sam.
- Selena! - usłyszałam krzyk, zaraz po tym, jak dwóch Brazylijczyków weszło do domu.
"No to koniec uczenia się" - rozległo się w mojej głowie.

*****

- Na pewno nie chcesz, żebym jechał z tobą? - pytał po raz setny tego dnia, idąc leniwie za mną, gdy chodzę po schodach i pakuję ostatnie potrzebne mi rzeczy do mojej torebki. Nie zostało mi zbyt dużo czasu.
- Na pewno, Neymar, na pewno. Poradzę sobie - nagle przystaję w połowie drogi do salonu i głęboko zastanawiam się nad tym, co jeszcze będzie mi potrzebne. Neymar o mało co na mnie nie wpada. - Dowód! Gdzie jest mój dowód?! - wołam, odwracam się i z powrotem biegnę na górę, do naszej sypialni. Tam przerzucam połowę zawartości mojej walizki, która stoi w rogu pokoju, a której nie biorę ze sobą do Mountblanc. Ale tam nie znajduję tego, czego szukam. Rozglądam się po całym pomieszczeniu i dopiero na szafce nocnej zauważam mój portfel, w którym zapewne znajdują się wszystkie moje dokumenty. - Mam!
Podczas gdy ja leciałam jak głupia, żeby zabrać ze sobą moją własność, Neymar stał w drzwiach i jedynie przyglądał się mi z lekkim uśmiechem.
- Jak tak na ciebie teraz patrzę, to aż boję się ciebie wypuszczać samą samochodem na ulicę - powiedziałam, gdy minęłam go i wyszłam na korytarz. Oczywiście poszedł za mną.
- Wiesz, że i tak tam pojadę. SAMA! Nie przekonasz mnie, żebyś pojechał ze mną. Masz treningi - powtórzyłam. Po raz kolejny dzisiaj. Z nim to jak z małym dzieckiem. Mam wrażenie, że już z Davim szybciej bym się dogadała.
- Wiem, zrozumiałem za pierwszym razem - mruknął. "Tsa, na pewno" - Po prostu nie chcę, żebyś tam jechała.
- Neymar, taki mam obowiązek - powiedziałam. Zaczynał mnie irytować tym, że tak bardzo się przywiązał do mojej obecności w jego domu.
- To też nie umknęło mojej uwadze, Selena.
- Nie będzie mnie tu jedyne trzy, może cztery dni. Nie udawaj, że sobie nie poradzisz. Zaczynasz mnie tym denerwować - stwierdziłam. Zabrałam kluczyki od samochodu z komody w korytarzu i wzięłam się za zakładanie butów.
- Czyli teraz cię denerwuję? - Neymar lekko podniósł głos. - Odkąd tylko wróciłaś z tych gór to albo nie masz ochoty na nic innego niż nauka, albo wiecznie cię denerwuję! Zdecyduj się, dziewczyno! Co ci się tam stało, że nagle tak wszystko zaczęło ci przeszkadzać?!
- Bo może będąc tam przejrzałam na oczy! - krzyknęłam.
I po tym między nami zapanowała cisza. Patrzyliśmy się na siebie, ale żadne z nas się nie odzywało.
Dopóki Neymar nie wybuchł.
- A co, może Cristian pomógł ci nagle przejrzeć na oczy?!
Byłam cholernie zaskoczona tym, co powiedział. Jak on w ogóle mógł, o czymś takim pomyśleć!
- Wiesz, co Neymar? Porozmawiamy jak to ty w końcu przejrzysz na oczy ze swoim zachowaniem! Bo teraz nie mam nawet ochoty na ciebie patrzeć - krzyknęłam z wyraźnym obrzydzeniem. Zabrałam swoją torebkę i wyszłam z jego domu, trzaskając drzwiami.
Wręcz przebiegłam przez trawnik i szybko wsiadłam do swojego samochodu, który był zaparkowany na podjeździe. Odpaliłam silnik i jak najszybciej wyjechałam z posesji Neymara, a potem z ulicy, na której mieścił się jego dom.

***********

Ze wszystkimi moimi przyjaciółmi spotykamy się przed szkołą. Oczywiście serdecznie się ze sobą witamy, nie mieliśmy ze sobą kontaktu od powrotu z wycieczki. I może to nie jest zbyt długo, ale kiedyś przecież widywaliśmy się codziennie. Teraz trzeba się przyzwyczaić, że zostało nam już tylko kilka spotkań w tym gronie. Potem wszystko się zmieni.
Oczywiście rozradowana Ada zaraz odciąga mnie na bok, gdy wszyscy idziemy do naszej sali, żeby zostawić nasze rzeczy.
- I jak z Neymarem? - pyta od razu. A ja jedynie przyklejam do twarzy sztuczny uśmiech i zapewniam ją, że wszystko jest w najlepszym porządku, choć tak naprawdę to daleko nam do takiego stanu. - A jak twoja mama zareagowała na twój powrót?
- Ma chyba ogromną nadzieję, że zostanę tam już na zawsze. Albo bynajmniej do momentu,m w którym nie wyjadę na jej wymarzone studia do Madrytu - mruknęłam. Temat mojej matki nigdy nie był dobrym tematem do rozmów.
- A Fede się odzywał?
Pytania Ady wydają mi się być wręcz męczące. Wiem, że bardzo się od siebie odsunęłyśmy, a widać to właśnie między innymi po tym, ze za każdym razem, gdy się spotykamy, Ada potrafi zadać tylko te trzy pytania. O Neymara, moją mamę i Federico.
- Odebrał mnie z tego parkingu, gdy wróciliśmy z gór - przyznaję.
- A nie miał czasami zrobić tego Neymar? - zapytała zdziwiona.
Przymknęłam oczy i z westchnieniem odpowiedziałam:
- Neymar miał swoje priorytety. Robił wtedy coś ważniejszego.
Powiedziałam mu, że się o to nie gniewam. Ale czy tak do końca nie miałam mu tego za złe?
- Chodźmy już, bo zamkną nam klasę - zwróciłam Adzie uwagę, olewając nasz poprzedni temat i przemyślenia o złości na Neymara.
Moment później razem z przyjaciółką wchodzimy do sali, w której wszyscy zostawili swoje rzeczy. My też zrobiłyśmy to samo.
Ale gdy wyciągałam kilka rzeczy z torebki, zauważyłam, ze ekran mojego telefonu jest włączony.
Wiadomość.
Postanowiłam ją przeczytać, żeby nie myśleć o niej pisząc pracę ani żeby o niej potem nie zapomnieć.
I nie wiem czy nie pożałowałam tej decyzji.

"Mam nadzieję, ze przeczytasz to jeszcze zanim pójdziesz pisać egzaminy. Mam nadzieję, że pójdzie ci jak najlepiej, trzymam za ciebie kciuki. Pamiętaj, że cię kocham. 
Twój Ney"

Wrzuciłam telefon z powrotem do torebki i opuściłam salę.

*******

Dobrze, cholera, nie miałam racji. Kompletnie nie miałam racji.
Takie myśli chodzą mi po głowie, gdy po powrocie do domu po pierwszej części pisemnej matury, zaczynam analizować całą naszą kłótnię. I dochodzę do tylko jednego wniosku - to, co powiedziałam było głupie i nie powinnam była tego mówić.
"Ale już to powiedziałaś, więc teraz to odkręć, idiotko!" - krzyczy moja podświadomość.
I tu muszę się z nią zgodzić. Koniecznie muszę to naprawić.
Wybieram numer Neya, ale za pierwszym razem nie odbiera. Za drugim też nie udaje mi się do niego dodzwonić. Dopiero za trzecim, gdy już miałam się poddać, słyszę nagle jego głos w słuchawce:
- Tak? - pyta zmęczonym głosem.
- Hey, Neymar, yhm... to ja - mówię całkowicie zmieszana. Nie wiem, jak mam się zachować.
- Wiem, zauważyłem. - Chyba nie do końca byłam przygotowana na jego obojętny ton.
- Ja... yhm... - z głowy wyleciało mi kompletnie wszystko, co chciałam mu powiedzieć.
- Ty co, Selena? - zapytał. - Proszę cię, mów szybko, bo nie ukrywam, że jestem trochę zajęty, więc...
- Przepraszam - wyrwałam się nagle, przerywając mu w pół zdania. Ale później chyba nie odważyłabym się tego powiedzieć. Bo przepraszanie Neymara wcale nie przychodziło mi łatwo, mimo że wiedziałam, że wina leży po mojej stronie. Całkowicie.
- Nie spodziewałem się, że to powiesz - odpowiedział po chwili. - Bardziej sądziłem, że dzwonisz po to, żeby jeszcze raz mi powiedzieć, jak to Cris otworzył ci na wszystko oczy.
Po prostu nie mogłam znieść tego jego nonszalanckiego tonu.
- Nie, Neymar, ja... Ney, ja nie chciałam tego powiedzieć. Byłam zdenerwowana i mówiłam to, czego nie powinnam. le ja naprawdę tak nie myślę - próbowałam jakoś się wytłumaczyć, choć sama nie byłam przekonana, czy to coś da. - Dobrze wiesz, że od tamtego momentu Cristian jest dla mnie skończony i nigdy nawet bym nie pomyślała, żeby... Nie, nigdy. Wiesz, że tylko ciebie kocham, prawda?
Zamilkłam i zapanowała między nami kompletna cisza. Bałam się tego, co mogę usłyszeć.
Aż nagle dotarło do mnie ciche westchnięcie Neya, a potem znowu usłyszałam jego głos.
- Wiem - mruknął. "Chociaż tyle" - pomyślałam. Ale on kontynuował. - I ja też ciebie kocham. Ale chyba nikt, żaden facet nie chciałby usłyszeć od swojej dziewczyny, że ktoś jest od niego lepszy.
- Ale ja nie...
- Nie, nie powiedziałaś tego - przerwał mi. - Ale tak się wtedy poczułem i, uwierz mi, to nie jest najlepsze uczucie na świecie.
- Wiem. Przepraszam. Proszę cię, wybaczysz mi? Nie chcę się z tobą kłócić.
Miałam ochotę wręcz go błagać, gdyby się nie zgodził. Ale ku mojej wielkiej uciesze, usłyszałam:
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie gniewać.
Z radości aż zaczęłam piszczeć.
- Spokojnie, bo ogłuchnę - powiedział. I coś wtedy mnie tknęło. Nadal słyszałam ten jego smętny ton głosu.
- Ney, coś się stało? - zapytałam.
- Przed chwilą się pogodziliśmy, co znowu miało się stać? - zdziwił się.
- Po prostu mam wrażenie, jakbyś nie chciał ze mną rozmawiać - przyznałam.
- Ach, o to chodzi. Nie to, że nie chcę z tobą rozmawiać. Ale dopiero wróciłem z ciężkiego treningu i miałem zamiar położyć się spać - powiedział, co mnie trochę uspokoiło.
- To może ja nie będę ci przeszkadzać, dobranoc.
- Dobranoc, Sel.


I tym jakże pozytywnym akcentem kończymy w pewnym sensie, można powiedzieć pierwszy "akt" tego opowiadania ;)

Spokojnie, nie jest to jeszcze koniec, choć nie jest do niego aż tak daleko. Myślę, że dam radę się wyrobić do epilogu w 5 - 10 rozdziałach, więc bądźcie gotowi. Koniec jest blisko ;) Mam w planach skończyć to opowiadanie jeszcze w 2016, ale nie wiem, jak to wszystko się ułoży. 

I informacja nr 2 na dzisiaj, to fakt, że będziecie musieli przyzwyczaić się do zmiany perspektywy w kolejnych rozdziałach, ponieważ będą one pisane "oczami" Neymara. Sporo będzie się działo, więc mam nadzieję, ze "zobaczymy się" niedługo. 


Pozdrawiam, 

Neyforever :* 

niedziela, 25 września 2016

Rozdział 35.

Choć zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rogu placu zaparkowany jest czarny samochód, z którego właśnie wysiadał jakiś mężczyzna.
Na początku przeraziłam się, że może być to ktoś, kto mógłby mi zrobić krzywdę, ale moment później do głowy przyszła mi myśl, że być może to Neymar. Dlatego z nadzieją, że to on oczekiwałam aż ta osoba podejdzie bliżej.
Ale zanim jeszcze podszedł na tyle blisko, żebym mogła zidentyfikować tę osobę i zobaczyć jej twarz w świetle latarni znajdującej się nieopodal, usłyszałam:
- Nie mogłem się doczekać, żeby w końcu mieć znowu okazje porozmawiać z tobą twarzą w twarz,
I już wiedziałam kto to.
------------

~ Może ona by cię jakoś... znormalniała.

- Jaka szkoda, że nie podzielam twojego entuzjazmu - odpowiedziałam kąśliwie, patrząc jak Federico zbliża się do mnie coraz bliżej.
- Naprawdę nie pojmuję, dlaczego traktujesz mnie jak swojego wroga. To nie fair.
- Sam sobie na to zasłużyłeś. Jesteś dla mnie cholernie ważny. Ale najpierw uciekasz z jej powodu, a potem jednak postanawiasz uwierzyć jej we wszystko, co mówi. Nie sądzisz, że to trochę głupie? - zaczęłam energicznie wymachiwać rękami. Federico od momentu, gdy się pojawił miał dziwny dar, który sprawiał, że gdy tylko go widziałam, wyprowadzał mnie z równowagi.
- Nie, nie sądzę. Jeśli coś może ci się stać przez twojego chłopaka, to powinnaś trzymać się od niego z daleka, W Madrycie będziesz bezpieczna. A jeśli zamieszkasz w Barcelonie, to nie będę mógł ci tego zapewnić - był przekonany do swoich słów. Był zdeterminowany, żeby mnie przekonać.
Tyle, że ja tego nie chciałam.
- Problem z tym, że ze strony mojego chłopaka nic mi nie grozi. A to, że ty uciekłeś do Madrytu, bo w Barcelonie by cię znalazła, to nie znaczy, że ja też coś takiego zrobię - warknęłam w jego stronę.
Nie wydawał się zwracać na to uwagi.
- Ja nie uciekłem. Po prostu nie chciałem już dłużej się z nią użerać - odpowiedział, a ja się zaśmiałam.
- To właśnie oznacza ucieczkę. Nie potrafiłeś poradzić sobie z problemem, więc po prostu, wyjechałeś, uciekłeś i miałeś spokój. Ale ja w odróżnieniu do ciebie nie mam przed czym z Barcelony uciekać - prychnęłam. - I im dłużej będziesz starał się mnie przekonywać, tym ja mniej będę chciała z tobą rozmawiać - ostrzegłam.
Chyba dopiero to do niego dotarło, bo nagle jego nastrój diametralnie się zmienił, podniósł dłoń i zrezygnowany przeczesał nią włosy.
- Okay - mruknął po chwili - nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Ale twoje bezpieczeństwo jest teraz dla mnie priorytetem. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Ale ile razy ja ci już mówiłam, że nie ma potrzeby mnie chronić? Nie jestem małym dzieckiem, żeby nie potrafiła sobie poradzić w życiu - ja sama też zmieniłam lekko mój ton, nie chciałam się z nim kłócić, bo jednak dużo dla mnie znaczył. A tym bardziej nie chciałam tego robić w środku nocy, w środku miasta...
- Czy to moja wina, że instynkt każe mi cię chronić?
- Ją nazywasz instynktem? Naprawdę, prosiłam cię, żebyś jej nie ufał - powiedziałam hardo. Nie zamierzałam gratulować mu jego zachowania. Bo nie było czego.
- Dobrze, postaram się przemyśleć to, co od niej usłyszałem. Ale pamiętaj, że wszystko, co robię wynika tylko z troski. Naprawdę cię kocham.
A zaraz potem podszedł do mnie i przytulił. Byłam w lekkim szoku, jak ta rozmowa szybko zmieniła swój charakter.
- Ja też cię kocham - wyszeptałam. - Ale daj mi swobodę, naprawdę, jeśli coś złego będzie się działo,, to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie, dobrze? - dodałam, odsuwając się od niego delikatnie i patrząc mu w oczy.
- Okay, okay - westchnął. - Ale mimo wszystko, z tej twojej przeprowadzki do Madrytu.
- Błagam cię - jęknęłam.
- Tego sobie nie odpuszczę. Muszę cię mieć na widoku.
- Przesadzasz - zwróciłam mu uwagę.
On najwidoczniej postanowił się do tego nie odwoływać.
- Jest zimno. Może po prostu porozmawialibyśmy w moim samochodzie, a ja odwiózłbym cię do domu? - zaproponował.
A ja przypomniałam sobie o czymś ważnym i od razu pokręciłam głową.
- Nie jadę teraz do Mountblanc. Mój chłopak ma tu zaraz po mnie przyjechać.
Specjalnie nie wspominałam kim on jest.
Fede rozejrzał się po parkingu.
- Dlaczego jeszcze go tu nie ma? Powinien tu być już w momencie, kiedy ty tu przyjechałaś. Gdyby mnie tu nie było, to czekałabyś tu całkiem sama. A wtedy ktoś mógłby cię napaść i...
No to się zaczęło.
- Czy ty wszystko musisz widzieć w czarnych barwach? Spóźnia się, bo napisał mi, że coś mu wypadło i że będzie jakieś piętnaście minut później.
Jak dobrze, ze on nigdy nie potrafił rozpoznać, kiedy kłamię.
- I tak powinien już tu być - obruszył się. - Jest nieodpowiedzialny.
"Oj, żebyś ty wiedział jaki on jest cholernie odpowiedzialny" - pomyślałam.
- Myślę, Fede, że powinieneś już jechać. Wasze spotkanie jakoś nie specjalnie mi się teraz uśmiecha.
- Dlaczego? Ja bardzo chętnie go poznam - skrzyżował ręce na piersi.
- Nie ja może nie chcę, żebyście się poznawali. Po prostu jedź już, Fede. Porozmawiamy niedługo, okay?
- Nie ma mowy, nie zostawię cię tutaj samej!
- Musisz, niestety.
Westchnął. Chyba zdał sobie sprawę z tego, że mnie nie przekona.
- A co powiesz na to, żebym poczekał w samochodzie, zanim po ciebie nie przyjedzie? Muszę być pewny, że będziesz bezpieczna.
- Boże, ty masz jakąś obsesję na tym punkcie! - zawołałam, ale za moment dodałam: - Dobrze, jeśli masz mi nie dać spokoju to sobie czekaj.
Fede pożegnał się ze mną buziakiem w policzek i odszedł. Wsiadł do samochodu, ale nie odjechał, tak jak mówił, ze zrobi. A ja wyjęłam telefon i wybrałam Neymara. No, i zaczęłam się modlić, żeby odebrał.
Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
Czwarty sygnał.
Piąty sygnał.
I nagle....
- Tu sekretarka Neymara Juniora. Nie mogę teraz odebrać. Jeśli to coś ważnego to zostaw wiadomość.
Piiiiiiip.
"Neymar proszę cię, nie testuj mojej cierpliwości!"
Rozłączyłam się. I zadzwoniłam jeszcze raz.
Pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
Dziesiąty.
Znowu sekretarka.
On naprawdę mógłby testować moją cierpliwość kiedy i gdzie indziej niż o pierwszej w nocy na tym zimnie.
Zaraz się zdenerwuję.
Zadzwoniłam jeszcze raz.
I po trzecim sygnale przestałam już mieć nadzieję.
Ale nagle usłyszałam głosik po drugiej stronie słuchawki.
- Tak? - Ale to nie był Neymar.
- Hm,.. cześć Davi. Twój tata jest może gdzieś niedaleko? - zapytałam, ale w środku byłam pełna obaw. Co Neymar robi jeszcze z Davim? Przecież jeśli pojadę teraz do niego do domu, to spotkam na pewno tego małego Brazylijczyka...
Nie to, że nie chciałam. Po prostu się bałam.
- Selena! - zawołał uradowany chłopiec, a dopiero potem odpowiedział mi na moje pytanie. - Tak, ale rozmawia z jakimś panem.
- A gdzie jesteście? - zapytałam, próbując ukryć przed chłopcem zdziwienie,
- Na lotnisku. Wracamy do domu - powiedział, a zaraz dodał smutnym głosem: - Dlaczego cię u nas nie było? Chciałem cię w końcu spotkać.
- Przepraszam, skarbie. Byłam daleko i nie mogłam przyjechać. Ale następnym razem postaram się być, dobrze?
Czy czułam się źle, że praktycznie okłamywałam tak małe dziecko? Nie do końca, bo starałam się też samą siebie przekonać, że następnym razem już nie będę tak przed tym uciekać.
- Obiecujesz? - zapytał, słodkim głosikiem.
Przełknęłam głośno i dopiero wtedy odpowiedziałam.
- Obiecuję.
- Hurraaaa! - zawołał chłopiec, a w tle usłyszałam pytanie: "Daviś, a z kim ty rozmawiasz?"
A Davi odpowiedział coś w stylu, że z miłością taty. Zaczęłam się śmiać.
- Mama i Rafaela kazały cię pozdrowić - powiedział chłopiec.
- Też je ode mnie pozdrów. Ciocia Rafaela bardzo była zła, że mnie nie było? - zapytałam.
Rozmawiając z Davim w ogóle zapomniałam o tym, że siedzę właśnie na własnej walizce, na parkingu, na tym zimnie.
- Nie bardziej niż mama - zaśmiał się.
- A tata? Tęsknił za mną chociaż troszeczkę?
- Nie, wcale. Tylko mówił o tobie całymi dniami - teraz to ja się zaśmiałam.
- No dobrze Davi, to wracaj do domku, a ja już wam tam nie przeszkadzam.
- A mam coś przekazać tacie?
- Wiesz, możesz tylko mu powiedzieć, że będę czekać na niego w domu, okay?
- Okay! To pa!
- Pa, Davi - powiedziałam i zakończyłam połączenie.
Świetnie. Wypuściłam głośno powietrze z płuc. Neymar był właśnie na lotnisku, które było położone za granicami Barcelony, jak się domyślam. Zarębiście.
I wtedy właśnie przypomniałam sobie o obecności Federico. Tak jak mówił, nie zamierzał odjechać, dopóki nie odbierze mnie stąd Neymar. Więc równie dobrze to on mógł mnie do niego zabrać.
Pociągnęłam za sobą walizkę i poszłam w stronę jego samochodu. On tymczasem przerażony wyskoczył z niego i zaczął do mnie biec.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony.
- Nic, po prostu mój chłopak nie da rady po mnie przyjechać i chciałam się zapytać czy byś mnie nie podrzucił - wzruszyłam ramionami.
- Wsiadaj - odpowiedział niemal od razu, zabrał moją walizkę i poszedł z nią do bagażnika, podczas gdy ja wgramoliłam się na siedzenie pasażera.
Moment później on też wsiadł do środka i odjechał z parkingu.
- I co byś zrobiła, gdybym tu nie został? - odezwał się, gdy wjechał na ulicę.
- Wezwała taksówkę - odpowiedziałam, starając się zachować w miarę dobry nastrój. - Skręć w lewo.
- To wcale nie jest śmieszne - powiedział, zatrzymując samochód na światłach. - Twój chłopak jest cholera nieodpowiedzialny!
- Jest najodpowiedzialniejszą osobą jaką znam, Fede. Po prostu robi teraz coś dużo ważniejszego niż głupie odebranie mnie z wycieczki. Z resztą nie jestem już małym dzieckiem, jak już mówiłam. Potrafię sobie poradzić.
- Co może być ważniejszego niż odebranie własnej dziewczyny z parkingu o pierwszej nad ranem?! - dziwił się Fede.
- Zapewne odwiezienie swojej rodziny na lotnisko - odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony. - Ja nie mam mu tego za złe, więc ty tym bardziej nie powinieneś - zauważyłam.
- Ja naprawdę powinienem mieć cię na oku - mruknął.
- Nie musisz, ja serio całkiem dobrze sobie radzę.
- Jakoś nie zdążyłem zauważyć.
- Zdecydowanie powinieneś sobie znaleźć dziewczynę. Może ona by cię jakoś... znormalniała.
- Bardzo śmieszne - obruszył się.
- Mówię serio - odpowiedziałam.
Już się nie odezwał. Miałam nadzieję, że myślał nad tym, co właśnie powiedziałam. Bo miło by było, gdyby w końcu miał swoje życie i nie wtrącał się do mojego. Zupełnie jak moja matka.
- To tutaj - powiedziałam około piętnastu minut później, mimo że do domu Neymar było jeszcze dobrych 100 metrów. Po prostu nie chciałam, żeby wiedział, gdzie on dokładnie mieszka, bo mógłby się zorientować kim jest. A ta wiedza wcale nie była mu potrzebna.
- Najbardziej ekskluzywna dzielnica Barcelony? - zdziwił się.
- No tak jakoś się złożyło - pocałowałam go w policzek na pożegnanie i wysiadłam samochodu. Poczekałam aż odjedzie, machając mu, a gdy zniknął za zakrętem ruszyłam w stronę domu Neya.
Fede nie musi wiedzieć. Wręcz nie powinien.


Hey :D Naszła mnie wena więc jestem, ale w najbliższym czasie może mnie  nie być. Chcę postarać się realizować jeszcze kilka ważnych projektów, więc będę miała więcej czasu, ale chyba skłaniam się jednak do tego, żeby jednak tu z Wami zostać. Ktoś się cieszy? 

Neyforever :*

poniedziałek, 12 września 2016

Rozdział 34.

~ Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa!

- Rozumiesz, że to już dzisiaj! - zawołałam, wskakując na łóżko Ady, która jeszcze spała. Byłam tak podekscytowana dzisiejszym dniem, że musiałam zrobić jej pobudkę. Nie wytrzymałabym siedzieć tu tak w samotności.
- Wiem, Sel, że dzisiaj wracamy do domu, ale daj mi się chociaż wyspać, okay? - mruknęła i przykryła głowę poduszką. Fakt, była dopiero siódma rano, ale ja nie mogłam spać, myśląc, że już za kilkanaście godzin w końcu znowu spotkam się z Neymarem.
- Już nie mogę się doczekać! - zawołałam i podniosłam się z jej łóżka.
- Rozumiem twój entuzjazm, też się cieszę, ale daj mi się wyspać!- zawołała, przykrywając się dodatkowo kołdrą, żeby tylko mnie nie słyszeć.
- Dobra, dobra! Idę się ogarnąć - powiedziałam i wyszłam do łazienki.
Do godziny 9:30 zdążyłam zrobić wszystko, co tylko przyszło mi do głowy. Wzięłam kąpiel, ubrałam się, związałam włosy, poszłam na spacer i gdy wróciłam zaczęłam pakować książki. Wtedy właśnie wstała Ada, ubrała się i kilkanaście minut później razem zabrałyśmy się do pakowania walizek.
- Jeszcze zjemy tylko śniadanie, za dwie godziny wyjedziemy i za kilkanaście godzin będziemy już w Barcelonie - zawołałam entuzjastycznie, układając kolejną bluzkę w swojej walizce.
- Nie możesz się doczekać spotkania z Neymarem, co? - zaśmiała się na moją radość.
- Nie widziałam go od dwóch tygodni! Dawno nie mieliśmy tak długiej przerwy, biorąc pod uwagę, że praktycznie cały czas mieszkałam w Barcelonie razem z nim - wzruszyłam ramionami, podniosłam się z podłogi i sięgnęłam telefon, który leżał na łóżku. Miałam nadzieję na to, że może znajdę tam jakąś wiadomość od Neymara, ale niestety niczego nie było. Nie odezwał się do mnie od wczoraj po południu, więc nie wiem, co się działo. Gdy ostatni raz z nim rozmawiałam, powiedział, że jedzie odwieźć Carolinę, Rafę i Daviego na lotnisko. I rozumiem, że wczoraj mógł nie mieć już czasu zadzwonić. Ale dzisiaj na pewno był już od kilku godzin na nogach.
- Co, Romeo napisał? - zaśmiała się Ada.
- Właśnie, że nie - mruknęłam, wracając na poprzednie miejsce. - Nie odzywa się już od dłuższego czasu. A co, jeśli coś mu się stało? - momentalnie wpadłam w panikę. Ponownie podniosłam się z miejsca i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem.
Aż nagle Ada złapała mnie za rękę i pociągnęła tak mocno, że prawie na nią upadłam.
- Siadaj i uspokój się dziewczyno! - zawołała mi prosto w twarz. - Daj mu żyć i nie zachowuj się jak psychopatka!
Przeczesałam włosy palcami.
- Może i masz rację. Niepotrzebnie panikuję - mruknęłam i wróciłam do pakowania.
Jednak nie potrafiłam się na niczym skupić. Myślami byłam daleko stąd i to właśnie powodowało, że moje ubrania lądowały do walizki, złożone w jakieś dziwne kombinacje. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co mogło się właśnie dziać w Barcelonie. Pewnie gdybym mogła, od razu przejrzałabym od razu cały internet w poszukiwaniu informacji o aktualnym miejscu pobytu Neya, ale w tej dziurze nie było nawet wystarczającej ilości zasięgu, by chociaż włączyła mi się strona startowa w przeglądarce. Tkwiłam tu, bez żadnej informacji o tym, co się teraz dzieje u Neymara i to zaczynało mnie przerażać.
Kiedy po raz setny wyjęłam z walizki bluzkę, żeby znowu spróbować poprawnie ją złożyć, usłyszałam ciężkie westchnienie Ady. Podniosłam na nią wzrok.
- Idź, spróbuj się do niego dodzwonić, a ja skończę cię pakować - odezwała się, a ja od razu podskoczyłam szczęśliwa.
- Naprawdę, zrobisz to dla mnie? - krzyknęłam, a przyjaciółka aż skrzywiła się na głośność mojego głosu.
- Jasne, ty i tak sama byś sobie z tym nie poradziła - odpowiedziała, a ja uściskałam ją i już mnie nie było. W błyskawicznym tempie wybiegłam z budynku i udałam się w miejsce, gdzie wiedziałam, że mam dużą szansę na złapanie zasięgu. Po dwóch tygodniach spędzonych tutaj naprawdę nauczyłam się wielu rzeczy, a w szczególności tego, jak szukać zasięgu.
Kilka minut zajęło mi dotarcie do miejsca, gdzie z Adą zazwyczaj rozmawiałyśmy przez telefon. Około dziesięciu minut minęło, zanim w prawym górnym rogu mojego telefonu pokazały się cztery kreski, oznaczające całkiem dobry zasięg.
Już miałam wybierać numer Neymara, gdy poczułam, że jednak nie jestem tu sama, jak przypuszczałam.
- Zdecydowałaś się jednak do mnie dołączyć, hm? - odezwałam się, będąc pewna, że przyszła do mnie moja przyjaciółka.
Jednak dopiero, gdy się odwróciłam, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
- W sumie, to miałem nadzieję, że cię tu spotkam - usłyszałam ten głos, zobaczyłam tą postać i momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy.
- Czego chcesz? Wiesz, że nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać, ostatnim razem chyba wyraziłam się wystarczająco jasno? Czy może trzeba ci powtórzyć? - warknęłam.. Przebywanie sam na sam z tą osobą zdecydowanie nie znajdowało się na liście moich marzeń.
- Zrozumiałem za pierwszym razem. Ale nie zamierzam się poddawać - mruknął i przybliżył się o kilka kroków. Cofnęłam się.
- Ale ja zdania nie zmieniam. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać! - odwróciłam się i odeszłam spory kawałek. On jednak ruszył zaraz za mną.
- A właśnie, że porozmawiasz! - krzyknął za mną. - Nie wiem, jak możesz przez ten cały czas tak perfidnie udawać!
- Co ja niby takiego udaję?! - odwróciłam się, tak szybko, że on sam o mało na mnie nie wpadł. Ten człowiek miał dar wkurzania mnie nawet w sekundę.
- Że jesteś szczęśliwa z tym idiotą! I co, chciałaś do niego teraz zadzwonić i udawać radosną, ukrywać, co naprawdę czujesz? - darł się.
- Ja naprawdę nie wiem, co jest z tobą nie tak, wiesz? - zawołałam, stojąc z nim twarzą w twarz. - Mam ci to przeliterować? Jestem z Neymarem S-Z-C-Z-Ę-Ś-L-I-W-A!
Prychnął i złapał mnie za nadgarstki.
- Kłamiesz - powiedział.
Zaczęłam się śmiać, pomimo tej niezbyt komfortowej sytuacji.
- Nadal nie możesz pogodzić, że nie jestem z tobą, co? Przykro mi, miałeś swoją szansę, ale jej nie wykorzystałeś.
- Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa. Pokażę ci! - Zachowywał się jak jakiś opętany. I do tego coraz bardziej zacieśniał uścisk na moich nadgarstkach.
- Cristian, zrozum w końcu, że ja nic do ciebie nie czuję i nie będę czuć! Jestem z Neymarem i nie zamierzam go zamieniać na nikogo innego, a szczególnie nie na ciebie! - wrzasnęłam i wyrwałam ręce z uścisku.
- Czyli jednak mam cię przekonać? - mruknął, a potem szybko przysunął się do mnie i zaczął całować.
Przerwałam to tak szybko, jak tylko się zaczęło, a zaraz potem odepchnęłam Cristiana od siebie. Nie wierzyłam, że próbował to zrobić.
- OSZALAŁEŚ! - krzyknęłam, nie mogąc się przed tym powstrzymać, a mój głos niósł się echem, odbijając się od górskich ścian. Miałam też ochotę uderzyć go w twarz, ale kiedyś już tego spróbowałam i pamiętam, że to, co się potem wydarzyło, jakoś nie pozostawiło po sobie dobrych wspomnień.
Widziałam, że Cristian jest zaskoczony moim zachowaniem, ale nie zwróciłam nawet na to uwagi. Jego zachowanie wytrąciło mnie kompletnie z równowagi. Byłam wściekła. Choć nie do końca.
W środku czułam się cholernie zagubiona. To co zrobił... Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. I to nie wcale w kontekście tego, że mogło mi się to podobać. Bo tak zdecydowanie nie było. Bardziej martwił mnie nagły napływ myśli do mojej głowy. Było ich tyle, że nawet nie wiedziałam, którą zająć się pierwszą.
I nagle się pojawiła. I mówiła tylko jedno słowo: "Neymar". I wtedy już wiedziałam, co czuję.
Strach. Przeraźliwy strach o to, co powie, gdy się o tym dowie. A na pewno się dowie. Bo jeśli nie ona mu o tym powie, to była pewna, że Cristian nie będzie się wahał.
Czułam się beznadziejnie. Miałam wrażenie jakby nogi miały się zaraz pode mną ugiąć, więc po prostu usiadłam na trawie, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Płakać z bezsilności.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam chłopaka, który nadal się we mnie wpatrywał. Najpierw przychodzi tu, kłóci się i wszystko niszczy, a teraz jeszcze ma czelność przyglądać się skutkom tego, co zrobił.
- WYNOŚ SIĘ! - wydarłam się, objęłam kolana rękami i oparłam o nie głowę. On już mnie nie obchodził. Teraz myślałam już tylko o tym, co powiem Neymarowi. Gdzieś w podświadomości słyszałam cichy głosik, który mówił, że nie przyjmie on tego tak źle, jak myślałam. ale był zbyt cichy, żebym mogła przyjąć do wiadomości to, co mówił.
Usłyszałam głośne westchnienie Cristiana. A potem usłyszałam głos. Ale nie należał on do niego.
- Nie słyszałeś, co powiedziała?! Zostaw ją w spokoju! - Należał do Ady. Podniosłam głowę i rzeczywiście - przyjaciółka stała zaraz za Cristianem, który nagle odwrócił się na pięcie i odszedł szybkim krokiem. A wtedy Ada podbiegła do mnie.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze - szepnęła, przytulając mnie. Robiła to, czego teraz było mi najbardziej potrzeba. Wspierała mnie.

*****

Nie odezwał się.
Nie dostałam żadnej wiadomości od Neymara i to zaczynało martwić mnie coraz bardziej.
Wyjechaliśmy z naszego miejsca pobytu dobre sześć godzin temu. Byliśmy w połowie drogi i oczywiście, gdy tylko wyjechaliśmy z miejsca, gdzie mieszkaliśmy, zaczęłam czekać na moment, gdy będę mogła przejrzeć internet. A gdy w końcu to nastąpiło, to nie znalazłam tam żadnych przydatnych informacji. I przez to zaczęłam zastanawiać się jeszcze bardziej, co mogło się z nim dziać. Dowiedziałam się tylko, że na pewno pojawił się na porannym treningu, ale to było ponad kilka godzin temu. A potem jakby zniknął.
- Zadzwoń do niego po prostu - usłyszałam głos Ady i podniosłam na nią swój wzrok z nad telefonu.- Przecież widzę, że odkąd tylko wyjechaliśmy ty tylko wpatrujesz się w ten telefon.
Westchnęłam.
- Żeby to było tylko takie proste - mruknęłam.
- A nie jest? - zapytała.
- Dzwoniłam już. Nie odbiera. Ma wyłączony telefon.
- Na pewno się odezwie. Mówił, że masz wysiąść w Barcelonie i on zabierze cię do siebie. Będziemy tam dopiero po północy, więc nie sądzę, żeby nagle się rozmyślił i ci o tym nie powiedział. Gdyby plany się zmieniły, na pewno by do ciebie zadzwonił i ci o tym powiedział. Nie naraziłby cię na takie ryzyko. jak włóczenie się nocą po Barcelonie. Tego jestem święcie przekonana - przyznała, dotykając delikatnie mojego ramienia, żeby dodać mi otuchy.
- Mam taką nadzieję - westchnęłam.
Do Barcelony dotarliśmy około pół godziny przed czasem, więc wcale się nie zdziwiłam, gdy na parkingu pod Camp Nou, gdzie umówiłam się z Neyem, nie widziałam jego samochodu. Byłam na miejscu wcześniej, więc to chyba naturalne, że będę musiała na niego poczekać.
- Pamiętaj, jeśli coś by się stało, to od razu do mnie dzwoń. Nawet w środku nocy - powiedziała Ada, gdy stałyśmy na dworze, a ja czekałam aż kierowca wyciągnie moją walizkę.
- Jeśli coś będzie nie tak, to na pewno zadzwonię - obiecałam. Bo zapewne właśnie tak bym zrobiła.
- To do zobaczenia na egzaminach - powiedziała, gdy wsiadała z powrotem do autokaru kilka minut później.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się do niej i odeszłam od pojazdu, który moment później odjechał i zaczął znikać z mojego pola widzenia. No to zostałam sama. Z walizką. Po środku wielkiego parkingu, gdzie byłam tylko ja.
Choć zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rogu placu zaparkowany jest czarny samochód, z którego właśnie wysiadał jakiś mężczyzna.
Na początku przeraziłam się, że może być to ktoś, kto mógłby mi zrobić krzywdę, ale moment później do głowy przyszła mi myśl, że być może to Neymar. Dlatego z nadzieją, że to on oczekiwałam aż ta osoba podejdzie bliżej.
Ale zanim jeszcze podszedł na tyle blisko, żebym mogła zidentyfikować tę osobę i zobaczyć jej twarz w świetle latarni znajdującej się nieopodal, usłyszałam:
- Nie mogłem się doczekać, żeby w końcu mieć znowu okazje porozmawiać z tobą twarzą w twarz,
I już wiedziałam kto to.


--------------------------------------------------
Tak jak mówiłam w poprzedniej notce, dodaję rozdział. Wiem, że trochę późno, ale wpływa na to naprawdę wiele czynników. 
Przypominam oczywiście, żebyście pod tym rozdziałem, jeśli go przeczytacie, pozostawili po sobie w komentarzu jakiś ślad, może to być nawet kropka, przecinek, średnik... Cokolwiek. Po prostu chcę wiedzieć ile osób tu jest i czy opłaca się to dalej ciągnąć, czy może lepiej napisać zakończenie tej historii i pozostawić je jedynie dla siebie. 
Tak więc mam nadzieję, że będzie tu przynajmniej kilka osób, bo napisanie tego rozdziału nie było wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać. 
Tymczasem, życzę Wam dobrej nocy, bo dodaję to późno, ale nie wiem kiedy będziecie to czytać ;)

Także no...
Pozdrawiam
Neyforever :*




piątek, 26 sierpnia 2016

Ogłoszenia parafialne! WAŻNE!

Każda/każdy z Was pewnie posiada w domu coś takiego jak kalendarz. I pewnie orientujecie się, że nadchodzi zmora zwana początkiem roku szkolnego. I niestety, mnie jeszcze on dotyczy i w związku z tym mam parę informacji:

W czasie wakacji próbowałam wyrobić sobie jakąś rutynę w pisaniu rozdziałów i dodawać je w miarę regularnie, ale niestety, nie wyszło. Więc nie spodziewam się, żeby coś takiego udało się w roku szkolnym, gdzie oczywiście zacznie się nauka itd. itp. W dodatku prowadzę aktualnie trzy blogi, jak pewnie już gdzieś wspominałam, więc pisanie regularnie na każdy z nich chyba nie wchodzi w rachubę.

A w związku z tym, że na tym blogu (na drugim też ale nie tak bardzo) ilość osób, która czyta jest bardzo mała, a ilość komentarzy wręcz minimalna, postanowiłam, że na razie zawieszam działalność tego bloga. Nie mogę dokładnie określić na jak długi okres, bo nie zależy to ode mnie. Po prostu uważam, że spędzanie kilku godzin na napisanie rozdziału nie kalkuluje mi się, jeśli prawie nikt tego nie przeczyta i nie powie mi czy jest on dobry. A myślę, że to chyba w pisaniu jest najważniejsze - opinia czytelnika.

Wiem, że czytanie FF o Neymarze nie jest już tak popularne, jak w momencie, gdy zaczynałam moją "przygodę" z pisaniem, ale mimo wszystko zależy mi na tym, żeby było tu jakieś grono czytelników. Bo ja naprawdę chce doprowadzić obydwa moje opowiadania do końca, jednak muszę mieć dla kogo pisać.

Dlatego też w ciągu najbliższych dni lub tygodni postaram się dodać na oba blogi jakiś rozdział i po prostu chciałabym się zorientować mniej więcej ile osób tutaj jest. Myślę, że Wasza frekwencja pod tymi kolejnymi rozdziałami będzie bardzo ważna dla mnie samej jeśli chodzi o m. in. chęci do kontynuowania tych blogów, bo jest także oczywiście opcja, że w najgorszym wypadku nie będę kontynuować już żadnego z nich. Mam nadzieję, że jednak parę osób jeszcze tu pozostało, ale no o tym przekonamy się za jakiś czas.

A tymczasem osobom, które jeszcze się uczą życzę przyjemnego powrotu do szkoły, żeby Was tam za bardzo nie katowali przez te kolejnych dziesięć miesięcy. Bo pewnie nie "usłyszymy" się już przed rozpoczęciem roku.

Tak więc, oczekujcie na kolejny rozdział tutaj, jak i na drugim blogu, jeśli ktoś czyta:
O Caminho Para Uma Vida Melhor Era A Minha Fuga
mam nadzieję, że jakieś komentarze mimo wszystko się pojawią.


Neyforever 





sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 33.

~ Neymar, matka czy Federico?

Dotarcie na miejsce zajęło nam nieco ponad dwanaście godzin. Znajdowaliśmy się głęboko w górach, jakieś sto kilometrów od Zurychu i daleko od cywilizacji. Wynajęliśmy dla siebie cały dom, więc nie musieliśmy się martwić o wścibskich sąsiadów czy zakłócanie ciszy nocnej. Wokół nas nie było, żadnych innych budynków, więc mieliśmy ciszę i spokój. Choć były one jedynie względne, bo w naszej obecności coś takiego nie istniało. Już pierwszego dnia, gdy tylko przyjechaliśmy chłopacy obwieścili wszystkim, że robimy imprezę, więc zaraz po rozpakowaniu przez nas naszych rzeczy zebraliśmy się w salonie, a potem bawiliśmy się razem do samego rana.
W drodze wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że pierwszy tydzień spędzimy na odpoczynku i imprezowaniu, a drugi poświęcimy w pełni na naukę.Wczoraj zrobiliśmy imprezę, więc dzisiaj postanowiliśmy trochę wychillować i wieczorem zebraliśmy się nad ogniskiem za naszym domem.
Siedzieliśmy właśnie na kłodach wokół ogniska i rozmawialiśmy o jakichś głupotach. Jedna z dziewczyn zapytała, gdzie wybieramy się na studia, z czego wywiązała się nie mała dyskusja, jednak ja nie brałam w niej udziału. Wszyscy żywo rozmawiali, a ja siedziałam w ciszy, patrzyłam w ogień i myślałam.
Mój związek z Neymarem trwał dopiero nieco ponad trzy miesiące. Skończyłam szkołę, niedługo miałam napisać maturę, a zaraz potem wyprowadzić się do Barcelony. I teraz miałam małe wątpliwości, co do mojej przyszłości.
I nie chodziło tu o przeprowadzkę do Neya, bo byłam pewna, że chcę tego najbardziej na świecie. Chodzi o moją matkę. Boję się, że gdy o tym usłyszy, może do końca mnie znienawidzić. Przez tę ostatnią kłótnię miałam naprawdę sporo do przemyślenia.
Do tej pory jestem na nią cholernie zła, a słowa, które wtedy wypowiedziała nie dawały mi spokoju.
"Nie jesteś taką córką, jaką zawsze chciałam, żebyś była. Nie jesteś moją córką!"
"Twój chłopak? Ten idiota, który nie potrafi robić nic innego poza uganianiem się za piłką? On nigdy nie zapewni ci życia, na jakie zasługujesz!"
"Lepiej od razu go zostaw i zacznij szukać kogoś, kto zostanie w przyszłości twoim mężem i będzie na twoim poziomie!"
"Wygląda, jakby ostatnich kilka lat spędził w więzieniu. Te wszystkie tatuaże, wygląda jak typowy kryminalista!"
"Chcesz zostać z nim? I naprawdę masz zamiar do końca życia wychowywać bachora, który nawet nie jest twój? Chcesz dożywotnio zostać niańką, podczas gdy twój kochany Neymarek będzie miał kochanki na boku? Naprawdę takiego życia chcesz?"
Miałam ochotę się rozpłakać na wspomnienie okropnych słów, jakie moja własna matka wypowiedziała, ale nie robię tego ze względu na moich przyjaciół. Nie chcę, żeby musieli oglądać moje łzy. Nieszczególnie miałam ochotę tłumaczyć się z tego, co się wydarzyło, a Ada na pewno nie szczędziłaby pytań.
- Selena? - dopiero teraz zauważyłam twarz przyjaciółki zaraz przede mną. - Wszystko okay? - szepnęła, nie chcąc zwracać na nas uwagi innych.
- Tak, po prostu się zamyśliłam - odpowiedziałam, poprawiając koc, którym byłam okryta. Było blisko około drugiej, a noce tutaj na pewno nie zaliczały się do najcieplejszych.
- Neymar, matka czy Federico? - zapytała, wracając na swoje miejsce.
- Matka - mruknęłam z niechęcią. - Z Neyem wszystko jest w najlepszym porządku, a Federico... Federico jak na razie się nie odzywa - dodałam, spoglądając prosto w ogień.

****
Ufam mu. Ufam Neymarowi bardziej niż komukolwiek innemu.
To wniosek, do jakiego dochodzę przez kolejny dzień pobytu na naszych wakacjach. Czas do końca tygodnia mija naprawdę szybko - na chodzeniu po górach, bezczynnym siedzeniu i rozmawianiu. To prawdopodobnie ostatni raz, gdy spotykamy się w takim gronie. Po napisaniu matury każdy z nas pójdzie w inną stronę i możliwe, że więcej już się nigdy nie spotkamy. A mimo wszystko zżyłam się z tymi ludźmi, bo niektórych znam nawet od podstawówki.
Jest tutaj naprawdę bardzo ograniczony zasięg, więc raczej dużo nie rozmawiałam z Neymarem, ale robiłam to za każdym razem, gdy miałam do tego okazję. Bardzo za nim tęskniłam i wiedziałam, że on za mną też. Gdy do niego dzwoniłam, słyszałam to minimum pięć razy na minutę.
- Dużo ci jeszcze zostało? - szepnęła do mnie Ada, gdy razem siedzieliśmy w salonie i uczyliśmy się. W sumie, nikt nie rozmawiał, każdy siedział z nosem w swoich książkach.
- Dwa czy trzy tematy - mruknęłam, podpierając głowę na zaciśniętej pięści. Miałam już powoli dość uczenia się, a był to dopiero drugi dzień.
- Mi zostały tylko cztery. Choć zrobimy sobie przerwę - powiedziała, odsuwając od siebie książki.
- Skończymy i pójdziemy. Nie chcę się teraz od tego odrywać, bo potem nie będzie mi się chciało tego kończyć.
- A nie chciałabyś porozmawiać sobie z Neymarem? - uśmiechnęła się i wstała z miejsca. Nie musiałam jej odpowiadać, żeby wiedziała, co zrobię. Może i chciałam przyłożyć się do nauki, ale możliwość rozmowy z Neyem jest warta tego, żeby sobie trochę odpuścić.
- Idziemy - zakomendowałam, a po chwili wymykałyśmy się z domu. Z telefonami w dłoni wybrałyśmy się na dłuższy spacer, w poszukiwaniu zasięgu.
- Po maturze nadal zamierzasz jechać do Madrytu? - zapytałam, gdy chodziłyśmy po polanie, z telefonami uniesionymi w górę. Z daleka musiałyśmy wyglądać jak jakieś wariatki.
- Tsa. Będę mieszkać z Michaelem i prawdopodobnie będziemy chodzić na ten sam uniwersytet, więc będziemy ze sobą spędzać bardzo dużo czasu. A ty? Przeprowadzka do Neymara nadal aktualna? - uśmiechnęła się do mnie. Bardzo dobrze znała odpowiedź na to pytanie.
- Nie zdziwię się, jeśli w dniu ostatniego egzaminu przyjedzie do mknie i będzie tylko wyczekiwał, kiedy spakuję swoje rzeczy - zaśmiałam się. Naprawdę spodziewałam się takiej sytuacji.
- Jeszcze przyjdę i pomogę ci się spakować - powiedziała i nagle przystanęła w miejscu. Spojrzałam na nią zdziwiona. Wpatrywała się we mnie smutnym wzrokiem. - Wiesz, Sel, naprawdę bardzo chcę, żebyś była szczęśliwa. I wiem, że z Neymarem będziesz, ale... Martwię się, że gdy nasz czas pochłoną uniwersytety i chłopacy, to nasza przyjaźń nie da rady przetrwać. Ty w Barcelonie, ja w Madrycie. Co, jeśli któraś z nas znajdzie sobie lepszą przyjaciółkę? Albo jeśli przestaniemy się do siebie odzywać przez nadmiar obowiązków i zapomnimy o tych wszystkich latach, które razem przeżyłyśmy? - w jej oczach można było dostrzec już łzy. Widok Ady, która płacze z pewnością był niecodzienny, I to nie tylko dla mnie. Ona mało kiedy płakała.
Przytuliłam ją, żeby jakoś ją wesprzeć. Nie chcę, żeby się smuciła przez nasze życiowe wybory.
- Wiem, że nie ma już szans na to, żebyśmy mieszkały w tym samym mieście. Michael nie zgodzi się na przeprowadzkę do Barcelony, a choć wiem, że Neymar byłby gotowy dla mnie przeprowadzić się do Madrytu, to wiem też, że nigdy go o to nie poproszę, bo ważne są dla mnie jego kariera i szczęście. Ale obiecuję ci, że nigdy, przenigdy nie zerwę z tobą kontaktu. Nawet jeśli miałabym co miesiąc latać do ciebie do Madrytu, to nigdy nie pozwolę, żebyśmy zaprzepaściły naszą przyjaźń - obiecałam. Zachowanie przyjaźni z Adą było dla mnie bardzi ważne. W końcu, zanim poznałam Neymara, to właśnie ona zawsze przy mnie była i teraz też jest dla mnie bardzo bardzo ważna, choć nie spędzamy już ze sobą aż tyle czasu co kiedyś.
- Mam! - zawołała Ada jakieś dziesięć minut po tym, jak wróciłyśmy do szukania zasięgu. Od razu wybrała numer do Michaela i zaraz potem rozmawiała już ze swoim chłopakiem. Ja wykorzystując możliwość, postanowiłam zadzwonić do Neymara.
Jednak zanim zdążyłam wybrać jego numer, na moim ekranie pojawiło się zdjęcie, a zaraz nad nim napis "Federico". Nie chciałam, ale musiałam odebrać.
- Cześć Fede - mruknęłam.
- Hey. Wszystko u ciebie okay? - wywróciłam oczami.
- Tak, wszystko w najlepszym porządku. Ale przecież wiem, że nie po to dzwonisz.
- Przecież wiesz, że się o ciebie martwię. Boję się, że wpakujesz się w jakieś kłopoty.
- Zupełnie niepotrzebnie. Nie powinieneś wierzyć jej we wszystko.
- Ona też się o ciebie martwi - musiałam bardzo się powstrzymywać, żeby teraz się nie zaśmiać.
- Jej jest to kompletnie obojętne.
- Gdyby tak było, to nie zadzwoniłaby do mnie nigdy w życiu. Duma by jej na to nie pozwoliła, a zrobiła to tylko dlatego, że właśnie martwi się o ciebie.
- Myślałam, że po tym, jak wyjechałeś i mnie zostawiłeś z jej powodu, to nigdy więcej jej nie uwierzysz. A tymczasem ty znowu jesteś tak głupi, żeby wierzyć w każde jej słowo.
- Bo tym razem mam powody, żeby jej wierzyć. Ale porozmawiamy o tym jak wrócisz. Dzwonię tylko, żeby zapytać czy podjęłaś już decyzję.
Westchnęłam głośno, tak, żeby mógł to usłyszeć
- Nie jadę do żadnego Madrytu. Powiedziałam ci to za pierwszym razem i nie zamierzam zmieniać zdania. To już postanowione i mnie nie przekonasz.
- Wiem, że już mi to mówiłaś, ale nadal mam nadzieję, że to przemyślisz. Ja naprawdę chcę dla ciebie tylko dobrze, bo cię kocham.
Zamknęłam oczy i przełknęłam ślinę na jego ostatnie słowa.
- Ja też cię kocham, ale nie zamierzam układać ci życia, Fede - powiedziałam zbolałym głosem i zakończyłam połączenie zanim zdążył coś odpowiedzieć.
Nie chciałam z nim dłużej rozmawiać.
Spojrzałam się na Adę. Siedziała na jakimś dużym kamieniu i śmiała się do słuchawki. Rozmawiała ze swoim chłopakiem i była taka szczęśliwa. Zazdrościłam jej w tamtym momencie.
Ale szybko mogłam to wszystko naprawić. Wybrałam numer Neymara.
- Hey skarbie - usłyszałam jego głos i od razu mój nastrój się poprawił.
- Hey. Tęskniłam za tobą - przyznałam.
- Więc chyba musisz do mnie częściej dzwonić - zaśmiał się
- Gdybym tylko mogła - westchnęłam. - Co tam u ciebie?
- Dobrze. Jeszcze tylko kilka dni i wracasz do domu. Do mnie - jestem pewna, że w tej chwili się uśmiechał.
- Skąd wiesz, że przyjadę do ciebie? Może jednak stęskniłam się za swoim domem - droczyłam się z nim.
- Pff. I tak dobrze wiemy, że przyjedziesz do mnie.
Co racja to racja.
- Jest tam gdzieś obok Rafaela? - zapytałam.
- Nie, ale jest Carolina. Chcesz sobie z nią porozmawiać? - śmiał się ze mnie. Wiedział, że rozmowa z jego byłą na pewno nie była moim marzeniem. Mimo że bardzo chciałabym ją poznać, to raczej nie teraz.
- Niekoniecznie. Po prostu nie chcę, żeby Rafa była urażona, że znowu nie chcę z nią rozmawiać - przyznałam.
- Nie martw się, ona cały czas ma ci to za złe, nie ważne czy jest przy tym jak z tobą rozmawiam.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam złotko. Ale mam tutaj kogoś, kto naprawdę chcę z tobą porozmawiać i chyba mu nie odmówisz - powiedział, a zaraz potem słyszałam, jak podaje komuś telefon.
- Hey Selena - usłyszałam słodki dziecięcy głosik w słuchawce.
- Hey Davi. Co tam u ciebie? - powiedziałam radosnym głosem. Naprawdę lubiłam synka Neymara.
- Jest fajnie! Przyjechałem do taty z mamą i ciocią Rafaelą. Ale szkoda, że cię tu z nami nie ma.
- Niestety. Bardzo chciałabym tam być i w końcu się z tobą zobaczyć, ale jestem bardzo daleko i nie mogę przyjechać.
- To szkoda. Bo wiesz, Selena, ja naprawdę bardzo cię lubię - powiedział.
A ja poczułam, jakby w tej chwili wszystkie moje problemy przestały być ważne. Bo zasłużyłam sobie na uznanie tego małego chłopca, choć nawet nigdy nie dane było mi go spotkać.


sobota, 30 lipca 2016

Rozdział 32.

~ Będziesz przed nią wiecznie uciekać?

*Selena*
*poniedziałek*

- Sel - usłyszałam cichy szept zaraz przy moim uchu. Nie zareagowałam. Ja jeszcze spałam. - Selena - ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. - Sel, kochanie, musisz już wstawać - Junior nie dawał za wygraną.
Przewróciłam się na drugi bok, usłyszałam westchnięcie Neymara, a zaraz potem pokój wypełnił mój głośny śmiech. Wszystko przez Neya, który wykorzystał fakt, że wie, gdzie mam łaskotki, żeby mnie obudzić.
- Proszę, Ney, proszę, przestań - wręcz go błagałam. Przecież on wiedział, jak bardzo tego nienawidzę i wykorzystywał to przeciwko mnie.
- Musisz wstawać, bo niedługo wyjeżdżasz - powiedział, siadając obok, wcześniej zaprzestając tortur, jakie na mnie egzekwował.
- Ale ja tak nie chcę wstawać - mruknęłam, kładąc się twarzą w poduszkę.
- Jeśli o mnie chodzi, to mogłabyś nie wstawać i po prostu tam nie jechać, tylko zostać ze mną. Ale myślę, że twoi przyjaciele nie byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw - czy on zawsze musi mieć rację?
- Prawda - powiedziałam, podnosząc głowę i wygrzebując się z kołdry. Przecierając oczy, poszłam do łazienki, gdzie przebrałam się z piżamy w dresy i zwykły T-shirt. Nie robiłam żadnego makijażu, nie stroiłam się godzinami, jak pewnie zrobiłaby większość dziewczyn z mojej szkoły, więc całe przygotowanie się zajęło mi nie więcej niż pięć minut.
Związując włosy w kucyka, weszłam z powrotem do sypialni, ale nie zostałam tam na długo. Schowałam jedynie piżamę do szafy Neymara i zeszłam na dół. Domyśliłam się, że Junior zniósł już tam moją walizkę i rzeczywiście tak było. Moje rzeczy stały już w korytarzu, a chłopak czekał na mnie w kuchni.
- Chcesz zjeść jakieś śniadanie przed wyjazdem? - zapytał, zaglądając do lodówki.
- Przydałoby się - odpowiedziałam i podeszłam do niego, żeby wyjąć potrzebne mi rzeczy.
- Ja chciałem ci zrobić śniadanie - fuknął, widząc co zaczynam robić.
- Jestem już dużą dziewczynką, potrafię sama zrobić sobie śniadanie - zaśmiałam się, ale widząc jego minę, podeszłam do niego i cmoknęłam krótko w usta. - Lepiej?
- Nie do końca - uśmiechnął się i nie dał mi tak od razu wrócić do robienia sobie kanapek. Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował zachłannie, nie pozwalając mi się odsunąć. Tak, jakbym ja tego w ogóle chciała...
- Teraz lepiej - mruknął, gdy po jakimś czasie nasz pocałunek się skończył.
- Co ty będziesz robił, jak mnie tu nie będzie? - zapytałam, kręcąc głową.
- Nie martw się, na pewno nie będę się nudził.
- Czyżbyś miał już jakieś plany? - zdziwiłam się, ale nie przerwałam pracy nad swoim posiłkiem.
- Caro i Davi mają przyjechać.
- Na jak długo?
- Carolina nie mówiła, na ile zostają. Ale wiem, że Rafa też się do mnie wybiera. Ma nadzieję, że uda jej się ciebie spotkać - zaśmiał się pod nosem.
- Znowu schodzimy na temat mnie i twojej rodziny?
- Kiedyś w końcu będziesz musiała ich poznać, nie masz wyjścia.
- Jeśli Rafaela będzie o mnie pytać, czemu mnie nie ma, to przeproś ją ode mnie za to, że nie mogłyśmy się spotkać - mruknęłam. Wzięłam talerz z kanapkami i usiadłam przy stole.
- Będziesz przed nią wiecznie uciekać? - Junior zapytał, siadając na przeciwko mnie.
- Możliwe - powiedziałam, między gryzami kanapki.
- Niby taka odważna, a boi się poznać moją siostrę - pokręcił głową.
- Wcale się nie boję! Po prostu...
- Po prostu co? - zapytał, gdy przez dłuższy moment nie mogłam dokończyć zaczętego zdania.
- Nie wiem, czy warto jest mnie poznawać. A z resztą moja przyszłość nadal nie jest w stu procentach pewna. Jeżeli będzie taka sytuacja, że będę musiała wyjechać i ciebie zostawić, to nie chcę, żeby każdy musiał za mną tęsknić albo ja będę musiała tęsknić za każdym. Jeśli tak by się stało, to chcę zminimalizować smutek, jaki wywoła taki obrót sprawy.
- Nawet jeśli musiałabyś wyjechać, to jadę z tobą - powiedział Neymar, biorąc do ręki swoją dłoń i patrząc mi w oczy.
- A jeśli musiałabym wyjechać do Madrytu? Przeniósłbyś się do Realu, żeby być tam ze mną? Przecież to niedorzeczne.
- Może nie do Realu, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że tak łatwo mi nie uciekniesz.
- Właśnie na to liczę - zaśmiałam się i poszłam odstawić pusty talerz. - Która jest godzina?
- Dochodzi za piętnaście siódma - powiedział Ney, uprzednio patrząc na swój zegarek na nadgarstku.
- Powinniśmy się już zbierać, jeśli mamy zdążyć tam dojechać na czas - spojrzałam na niego, ale nawet z wyrazu jego twarzy mogłam wyczytać, że nie chciał mnie tam puszczać. - Oj już nie smuć się, przecież wrócę tutaj cała i zdrowa - starałam się go pocieszyć.
- Mówiłem już, że wolałbym, żebyś ze mną została?
- Niech pomyślę.. Mówiłeś. Jakieś pięć tysięcy razy, odkąd do ciebie przyjechałam - uśmiechnęłam się, widząc, że on też to robi.
- Eh... - Neymar westchnął głęboko. - To co, jedziemy?
- Jedziemy - przytaknęłam i razem poszliśmy do wyjścia. W korytarzu Neymar zabrał moją walizkę, ja wzięłam swoją torebkę i tak wyszliśmy z jego domu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod Camp Nou, czyli w miejsce, z którego zabrać mnie miała moja wycieczka. Byliśmy tam jakiś kwadrans wcześniej, więc siedząc w samochodzie, czekaliśmy na przyjazd autokaru, który jechał tutaj z Mountblanc.
- Kiedy przyjeżdża do ciebie rodzinka? - zapytałam, żeby jakoś wypełnić ten czas oczekiwania.
- Dzisiaj po południu mam odebrać ich z lotniska. A co, jednak postanowiłaś zmienić zdanie, zostać i poznać moją rodzinę? - zaśmiał się Junior.
- Nie jestem aż tak zdesperowana, żeby ich poznać. Po prostu chcę wiedzieć, kiedy będę miała spokój od twoich telefonów - droczyłam się z nim.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać jak wyjedziesz? Dobrze, więc nie będę do ciebie dzwonić przez całe dwa tygodnie! - założył ręce i odwrócił twarz w stronę bocznego okna, udając, że się obraził.
- Nie wytrzymasz nawet dnia - prychnęłam.
- A założymy się?
- Przecież wiesz, że przegrasz
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Twój autokar przyjechał - zauważył Ney i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo.
Junior wyjął moją walizkę z bagażnika, a moi przyjaciele w tym czasie zdążyli wysiąść. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie nas tak dużo.
- Nie mówiłaś, że jedzie z wami aż tylu chłopaków - mruknął niezadowolony Neymar, stając obok mnie i patrząc na tłum znajdujący się przy autokarze.
- Nie martw się, większość ma już dziewczyny, które w dodatku jadą z nami - spojrzałam na niego. Zazdrosny Neymar to słodki Neymar.
- A ta mniejszość, która nie ma dziewczyn?
- Chyba wie, że mam chłopaka - starałam się go trochę uspokoić w jego zazdrości o mnie.
Nagle Junior przysunął się bliżej mnie i pocałował namiętnie. Gdy się od niego odsunęłam, spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- No co? Teraz już na pewno wiedzą, że masz chłopaka - powiedział, a ja tylko przewróciłam oczami na jego zazdrość. I jednocześnie domyśliłam się, że każdy się na nas patrzył. - Ślicznie wyglądasz, jak się rumienisz, mówiłem ci już? - zaśmiał się Neymar, dotykając mojego policzka. W tym momencie musiałam zarumienić się jeszcze bardziej.
Wtuliłam twarz w T-shirt Neya, żeby nikt nie mógł zauważyć moich zarumienionych policzków, bo właśnie zbliżali się do nas moi znajomi.
- Selena! - zaczęła krzyczeć Ada, biegnąc do mnie i wyrwała mnie z uścisków chłopaka, a sama zaczęła się do mnie przytulać. - Tak dawno się nie widziałyśmy!
- Ej, Ada! Oddaj mi ją! - Neymar oczywiście musiał zacząć kłócić się z moją przyjaciółką.
- A to niby czemu?! To ja jej nie widziałam od zakończenia roku! - protestowała Ada.
- A to ja nie będę widział jej przez następne dwa tygodnie! - odpowiedział jej Ney, na co Ada wypuściła mnie z obięć.
- Dobra, wygrałeś - mruknęła niechętnie, a ja znowu przytuliłam się do swojego chłopaka, tyle że tym razem tak, żebym mogła widzieć moich znajomych.
- Co to za jakieś zbiorowisko? - usłyszałam. A miałam już taką nadzieję, że go nie będzie. - O, nasza barcelońska księżniczka raczyła się wreszcie pojawić - powiedział, gdy przepchnął się przez tłum i zauważył mnie.
Poczułam, jak Neymar ciaśniej oplata mnie ramionami.
- Christian - mruknęłam zniesmaczona. - Miałam nadzieję, że UFO cię porwało i jednak z nami nie jedziesz - dodałam, głośniej, żeby każdy usłyszał. Wszyscy wiedzieli o mojej nienawiści do niego i od razu zaczęli się śmiać.
- Nie, jestem, jadę z wami i spędzisz ze mną całe dwa tygodnie! Cieszysz się?
- Oczywiście! Nie widzisz jak skaczę z radości? - powiedziałam z sarkazmem.
- A twój rycerzyk jedzie z nami? - zaśmiał się, spoglądając przelotnie na Neymara. - Choć na tej wycieczce przydałby się na pewno bardziej niż na boisku. Może gdzieś tam w górach znajdziemy jakieś jezioro i będzie mógł sobie ponurkować?
Czułam, jak Junior bierze głęboki oddech, ale nic nie usłyszałam, choć wiem, że puszczają mu nerwy. Ale na pewno nie chce tego przy nim okazać.
- Wiesz, Christian, już od dawna chciałem cię poznać - w końcu głos zabrał Ney, a ja zaczęłam się bać, co mógłby zrobić czy powiedzieć. - Bo jeszcze w życiu nie spotkałem takiego idioty jak ty. Najpierw traktujesz Sel jak nic niewartą szmatę, a teraz chciałbyś być na moim miejscu, hm?
Spojrzałam na wyraz twarzy Christiana. Już się nie uśmiechał, a jedynie zmrużył oczy i przyglądał się Juniorowi. Aż nagle odwrócił się i odszedł. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nawet nie wiedziałam, że potrafisz być taki opanowany - odwróciłam się twarzą do Neymara.
- Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, złotko - odpowiedział i złączył nasze usta w pocałunku.
Wokół nas rozległo się głośne "awwww".
- Musimy już jechać! - kierowca zawołał w stronę naszej grupy, a ja odsunęłam się od chłopaka.
- Jadę - szepnęłam.
- Nie jedź - odszeptał. Zaśmiałam się.
- A ty dalej swoje - odpowiedziałam, biorąc do ręki rączkę mojej walizki i zaraz razem z Neymarem poszliśmy w stronę autokaru. Oddałam bagaż kierowcy, by mógł go schować i miałam chwilę, żeby móc pożegnać się ze swoim chłopakiem.
- Będę tęsknić - szepnęłam, przytulając się do niego.
- Ja bardziej - odpowiedział.
Odsunęłam się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w twarz.
- Nawet w takim momencie będziesz się ze mną kłócił? - zapytałam.
- Zawsze i wszędzie - odpowiedział i ostatni raz dzisiejszego dnia mnie pocałował. A ten pocałunek trwał dłuuuugo...
- Dłużej się nie dało? - zaśmiała się nagle Ada, której nie zauważyliśmy. Stała na schodach wewnątrz autokaru i przyglądała się nam.
- No co? Będę musiał bez tego wytrzymywać aż czternaście dni! - bronił się.
- Jak ty to wytrzymasz, biedaku? - pokręciła głową z uśmiechem. - A ty Sel zostaw już swojego Romea i chodź, bo w końcu odjedziemy bez ciebie.
- Dobra, dobra, już idę - mruknęłam i ostatni raz przytuliłam się do Neymara, a potem poszłam do autokaru.
Jeszcze na schodach odwróciłam się do niego i bezgłośnie powiedziałam:
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział mi tak samo .
Zaśmiałam się i weszłam po schodach do autokaru, a drzwi zamknęły się za mną. Chwileczkę później odjechaliśmy spod Camp Nou.
Usiadłam na miejscu przy oknie, a zaraz obok siedziała Ada. Spojrzałam przez okno, ale już nie mogłam zobaczyć Juniora.
- No to opowiadaj - powiedziała przyjaciółka ściągając na siebie moją uwagę.
- Ale o czym? - zapytałam, jak wyrwana z transu.
- No byłaś u Neymara, coś się musiało dziać - mówiła rozentuzjazmowana.
- A ty byłaś u Michaela! - próbowałam się z nią spierać.
- Dobrze, ale ty opowiadaj pierwsza!
- Okay, więc.. - już miałam zaczynać, ale poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. - Poczekaj momencik - mruknęłam do Ady i odebrałam połączenie.
- A podobno miałeś nie odzywać się przez całe dwa tygodnie - powiedziałam, uśmiechając się, choć tego nie widział.
- Przecież oboje dobrze wiemy, że nie dałbym rady - usłyszałam jego śmiech w słuchawce.


Ktoś tu w ogóle jeszcze został? :(
(Oczywiście oprócz Lilki, która jest tu zawsze ;))

czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 31.

~ Każda wymówka jest dobra

*Neymar*
*wtorek*

Po wygranym meczu w niedzielę i dwóch treningach w poniedziałek trener postanowił dać nam dzień wolnego. I nie trudno było się domyśleć, na co postanowiłem go spożytkować. Selena wróciła do domu zaledwie w czwartek, a ja już nie mogłem się pogodzić z tą pustką w moim domu. Dlatego tez po prostu musiałem przyjechać do Mountblanc.
Zaparkowałem samochód przed posesją domu Seleny, ale nie wysiadłem z niego. Nie spodziewałem się zobaczyć Seleny przed jej domem, a tym bardziej nie sądziłem,  że będzie rozmawiać z jakimś chłopakiem. Miał on długie, brązowe włosy, ubrany był na czarno i na pewno nie był osobą, którą mógłbym znać. Więc kim on do cholery był i co robił w domu Seleny?!
Przyglądałem się im z samochodu przez jakiś czas. Spokojnie rozmawiali, choć Sel przez cały czas stała z założonymi rękami i co jakiś czas kręciła przecząco głową, a chłopak ciągle coś gestykulował. Po jakichś pięciu minutach od mojego przyjazdu przytulił moją Sel, czego ona w pierwszym momencie nie odwzajemniła, ale chwilę później także go przytuliła.
W tamtym momencie postanowiłem wysiąść z samochodu i pójść w stronę domu Seleny. Chłopak szedł wtedy już w stronę samochodu, który stał na podjeździe, więc minęliśmy się po drodze. Zmarszczył brwi, widząc mnie, ale jakoś mnie to nie ruszyło. To ja powinienem dziwić się na jego widok, a nie on na mój. Jednak zaraz potem podszedłem już do Seleny i sprawa tego chłopaka odeszła w kąt.
- Hey - przywitałem się z nią, chwilę potem przypieczętowałem to pocałunkiem.
- Zastanawiałam się, ile czasu zajmie ci przyjazd do mnie. I w sumie nie sądziłam, że będzie to tak szybko - powiedziała.
- Jota poleciał na kilka dni do Brazylii, a ja za bardzo nudziłem się w pustym domu - wytłumaczyłem się, wzruszając ramionami.
- Każda wymówka jest dobra - uśmiechnęła się i weszła do domu, a ja zaraz za nią.
- Nie cieszysz się, że przyjechałem?
- Żeby przeszkadzać mi w nauce? - powiedziała, odwracając się do mnie na chwilę. Oczywiście na jej twarzy gościł przekorny uśmiech. - Nie. Ale z drugiej strony to dobrze, bo musimy porozmawiać.
Czemu tak poważnie. O co chodzi?
- Coś się stało? - zapytałem lekko poddenerwowany.
- Nie, a bynajmniej nie chodzi o nas - rzekła spokojnie i usiadła na kanapie w salonie. Zająłem miejsce dokładnie na przeciwko niej.
- Więc o co?
- W sumie, zanim jeszcze cię poznałam, razem z przyjaciółmi ustaliliśmy, że pomiędzy końcem roku a maturą trochę sobie odpoczniemy.
Zrobiła krótką przerwę na wzięcie oddechu.
- I dopiero niedawno sobie o tym przypomniałam. Nasz wyjazd nadal jest aktualny i za jakiś czas wyjeżdżamy w góry.
- Za jakiś czas, czyli? - dopytałem, już spokojniejszy.
- Tydzień - to zabrzmiało bardziej jak pytanie niż stwierdzenie. - Wyjeżdżamy w Alpy, odetchnąć trochę od wszystkiego, razem przygotować się do egzaminów.
- Jak długo cię nie będzie?
- Coś około dwóch tygodni - powiedziała, a widząc moją minę, od razu dodała - Zobaczysz, szybko minie.
- Nie tu, nie chodzi o to. Po prostu myślałem, że wrócisz szybciej, ale jeśli chcesz jechać, to ja nie mam tu nic do gadania - uśmiechnąłem się do niej, a jej humor od razu się poprawił.
Spędziliśmy razem cały dzień. Część czasu przesiedzieliśmy na dworze, ciesząc się z dobrej pogody, potem wróciliśmy do domu i po prostu nudziliśmy się razem, leżąc na łóżku w jej pokoju. Tak mijał nam wspólnie czas aż do wieczora. Nie zapytałem jej o tego chłopaka sprzed jej domu, ale przez cały czas miałem go w myślach. Co tam robił i kim był?


*Selena*
*czwartek, dwa dni później*
Podjeżdżam pod ośrodek treningowy FC Barcelony i parkuję na najbliższym wolnym miejscu. Wyjmuję kluczyki ze stacyjki i wysiadam z samochodu. Pamiętam, że na tylnym siedzeniu mojego Audi znajduje się torba z moimi rzeczami, ale akurat teraz nie będę jej potrzebowała. Biorę ze sobą jedynie kluczyki i telefon, bo nic więcej raczej mi się nie przyda i wyruszam w stronę wejścia. Oczywiście w recepcji musiałam spotkać jakąś zadufaną w sobie blondynkę, która ani trochę nie zamierzała mi pomóc. Od czego ona tam jest?!
- Muszę spotkać się z Neymarem Juniorem - powiedziałam jeszcze spokojnie.
- Nie ma go tutaj - odpowiedziała mi, nawet na mnie nie spoglądając. Rozumiem, że ten głupi komputer przed tobą jest o wiele ciekawszy, tak?
- Ma tutaj teraz trening - odparowałam pewna siebie.
- Nie mogę cię tam wpuścić. Treningu nie można przerywać, a tym bardziej przez kogoś nieważnego - mruknęła, a ja myślałam, że zaraz jej coś zrobię.
- Do cholery, masz zamiar mnie jeszcze denerwować? - warknęłam. - Czy może w końcu zawołasz tutaj Neymara, albo mnie tam wpuścisz?
Spojrzała na mnie kątem oka, podniosła głowę do góry i nawet mi nie odpowiadając wróciła do patrzenia w ekran komputera. Zgaduję, że nic nawet tam nie robiła, po prostu chciała, żeby w końcu puściły mi nerwy.
- Selena? - usłyszałam nagle męski głos i od razu spojrzałam w stronę, z której dochodził.
Ujrzałam wysokiego bruneta z uśmiechem na twarzy i nie musiałam długo zastanawiać się kim był. Gerarda Pique rozpoznam wszędzie.
- Co ty tu robisz? - zapytał, podchodząc w moją stronę. Miał na sobie strój treningowy, więc pewnie uczestniczył w porannej sesji treningowej.
- Przyjechałam do Neymara, ale oczywiście wasza kochana sekretarka nie chce mnie wpuścić - powiedziałam, a sarkazm w moim glosie był wyczuwalny na kilometr.
- Nie przejmuj się nią, chłopak ją rzucił, jest zazdrosna o wszystko i wszystkich - odpowiedział mi, a blondynka słysząc to, podniosła głowę i z otwartymi ustami i zdziwioną miną spojrzała na Pique. On jednak stał do niej tyłem i najwyraźniej kompletnie nie przejmował się jej obecnością.
- Neymar jest na treningu? - spytałam, także ją ignorując.
- Jasne. Co prawda spóźnił się dzisiaj o całe pół godziny, ale jest. Choć ze mną - powiedział, a ja nie omieszkałam nie wykorzystać takiej okazji. Widziałam opadniętą szczękę sekretarki, gdy mijałam ją podążając za Gerardem.
Jednak już chwilę później nie można było powiedzieć, że szłam za nim - ja musiałam za nim biec. Katalończyk robił tak ogromne kroki, że za nim nie nadążałam.
- Poczekaj, nie nadążam za tobą - wołałam za nim.
Idąc przede mną, nagle odwrócił się i schylił, a ja zaraz potem poczułam, że się unoszę. Gerard kontynuował swoją drogę, niosąc mnie przełożoną wpół przez prawe ramię.
- Chciałam, żebyś tylko na mnie poczekał! - zawołałam, ale on tylko się zaśmiał.
- Przecież wiesz, że i tak byś za mną nie nadążyła, nawet gdybym zwolnił - powiedział i szedł dalej, nie przejmując się dodatkowym obciążeniem na swoich ramionach.
- Shakirę też tak nosisz na rękach? - zapytałam, nadal naburmuszona.
- Po takim stażu? - zaśmiał się. - Oczywiście, że tak.
Z każdą chwilą byliśmy bliżej boiska, a gdy Gerard już się na nim pojawił, zaczął się drzeć, zwracając na nas uwagę wszystkich:
- Ej, ty marna piłkarzyno! Zobacz, co ci przytaszczyłem!
Zarz potem odstawił mnie w końcu na podłogę, a ja czułam na sobie wzrok wszystkich piłkarzy. Neymar oczywiście biegł już do nas z uśmiechem z drugiego końca boiska.
- To ja nazywam Neymara marną piłkarzyną! - powiedziałam do Pique z wyrzutem.
- My wszyscy zaczęliśmy go tu już tak nazywać - zaśmiał się i w tym samym momencie poczułam ręce oplatające mnie w talii.
- I to niby ja tak szybko się stęskniłem - Neymar wyszeptał mi na ucho, a Gerard przekrzywił śmiesznie głowę, patrząc się na nas.
- Przyznam ci, Gerard, że potrafisz zrobić wielkie wejście. Ale z tego, co pamiętam to ty miałeś iść tylko do łazienki - usłyszałam dochodzący gdzieś z boku głos pana Enrique i dopiero po chwili dostrzegłam, że zbliża się do nas trener Barcelony.
- Widzi trener, co ciekawego można znaleźć w męskim kiblu - zaśmiał się Pique, ale Enrique zmroził go wzrokiem. - A tak na serio, to spotkałem ją przy recepcji. Gabriel nie chciała jej wpuścić - poprawił się.
- A więc co cię do nas sprowadza, dziecko? - zapytał z uśmiechem trener, a ja wymownie spojrzałam na Neymara. - No tak. Myślałem, że może zechciałaś zobaczyć nasz trening albo trochę sobie z nimi poćwiczyć. Ale mogłem się domyśleć, że chodzi o niego - zaśmiał się. - Niestety będziesz musiała na niego trochę poczekać. Trening kończy się dopiero za godzinę.
- Nie ma problemu. Poczekam - odpowiedziałam i po chwili siedziałam na trybunach, obserwując, co robią piłkarze. Jednak to szybko mi się znudziło.
Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę trenera z zamiarem zapytania, czy mogłabym jakoś spożytkować ten wolny czas. Nie miałam zamiaru przesiedzieć bezczynnie kolejnej godziny.
- Mogłabym... - odezwałam się, gdy już dotarłam
- Oczywiście. Weź sobie piłkę i i możesz poćwiczyć w tamtej części boiska - powiedział z uśmiechem wskazując na lewy górny róg boiska. Rozumiał mnie wręcz bez słów.
Odwzajemniłam jego uśmiech, wzięłam jedną z piłek i ruszyłam we wskazanym kierunku. Po drodze przez boisko zbierałam uśmiechy od piłkarzy, a gdy mijałam Leo Messiego i Luisa Suareza, przybiłam z nimi po żółwiku. Zaraz potem zaczęłam spokojnie odbijać sobie piłkę. Obecność piłkarzy wcale mi nie przeszkadzała.
Aż nagle przez przypadek wybiłam piłkę wysoko w górę. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć gdzie jest i idąc za torem jej lotu, zobaczyłam, że spadła pod nogi jednego z piłkarzy. Ciekawym przypadkiem był fakt, że był to akurat Neymar. Oczywiście nie mógł mi jej oddać jak człowiek, tylko musiał mi ją zabrać.
- Neymar! - krzyknęłam do niego, ale on tylko się uśmiechnął się i dalej bawił. - Jeny, co za uparta piłkarzyna - mruknęłam do siebie pod nosem i znów zaczęłam do niego krzyczeć - Junior, mendo, oddawaj piłkę!
- To mi ją zabierz! - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem.
- Ty nawet nie wiesz, jak mnie denerwujesz! Przecież wiesz, że nie mogę biegać!
- Oj no, przepraszam, kochanie! - Neymar rzucił się do mnie, żeby mnie przytulić, a ja już chciałam uciekać, ale nie był nawet w połowie drogi, gdy dobiegł nas głos trenera.
- Santos! Nie zapomniałeś, że jesteś na treningu?
Junior przystanął w pół kroku i zawrócił się. Zdążyłam tylko zauważyć, jak przewraca oczami na uwagę Enrique.
Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy podawać do siebie piłkę. Na początku byliśmy to tylko my, potem dołączyli do nas niektórzy piłkarze, w tym oczywiście Messi, Suarez i Pique. Trener nie miał nic przeciwko temu, więc mogliśmy się tak "pobawić". I w sumie tak spędziliśmy czas aż do końca treningu.
Gdy wszyscy schodziliśmy z murawy podszedł do mnie Neymar i obiął mnie ramieniem.
- Czym sobie zasłużyłem na takie niezapowiedziane odwiedziny? - zapytał, schylając się i cicho szeptając mi do ucha,
- To długa historia. Opowiem ci, jak już będziemy u ciebie, okay?
- Nie mogę się doczekać - mruknął. - Jesteś samochodem? - zapytał już normalnie, gdy dotarliśmy do wejścia do szatni, gdzie oczywiście nie mogłam wejść.
Pokiwałam głową.
- Poczekaj tu momencik - powiedział i zniknął za drzwiami z herbem Barcelony. Zaraz jednak pojawił się z powrotem, niosąc coś w ręku.
- Jedź już do mnie, a ja przyjadę jak tylko się ogarnę - odezwał się, kładąc mi pęczek kluczy na dłoni.
- Tylko się pośpiesz - poprosiłam.
- Jasne, będę najszybciej, jak będę mógł - odpowiedział mi z uśmiechem i wrócił do szatni.
A ja udałam się na parking do swojego samochodu, żeby pojechać do domu Brazylijczyka. Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.

- Junior - wyszeptałam, gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Od razu rzuciłam się do korytarza, żeby zaraz potem tonąć w uściskach mojego chłopaka.
- Przepraszam cię, że tak długo musiałaś na mnie czekać, ale Enrique mnie na chwilę zatrzymał - wytłumaczył się. W sumie to czekałam na niego aż godzinę.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu musieliśmy omówić sprawę mojego wyjazdu na Igrzyska. Nic ważnego - uśmiechnął się do mnie. - Zostawię tylko rzeczy na górze i możemy porozmawiać, czemu do mnie przyjechałaś, okay?
- Jasne - odpowiedziałam i wróciłam z powrotem do salonu, podczas gdy Neymar poszedł na górę. Zaraz jednak znalazł się obok mnie.
- Więc co się stało? - zapytał, przytulając mnie do siebie.
Westchnęłam.
- Moja matka wróciła wczoraj do domu - mruknęłam.
- I aż tak bardzo nie mogłaś jej znieść, że postanowiłaś uciec z domu do mnie? - zaśmiał się, gdy przez dłuższą chwilę nie kontynuowałam.
- W pewnym sensie - urwałam. - Gdy tylko przyjechała, przeprowadziłyśmy "poważną" rozmowę.
- Coś czuję, że nic dobrego, to z tego nie wynikło - mruknął Junior.
- Nie miało prawa. Z moją matką zawsze jest tak samo. Skorzystała z okazji, że nikt nie mógł nam przerwać, żeby powiedzieć mi wszystko. Zaczęła mówić, jaka to jestem głupia i nierozsądna, że nigdy nie poradzę sobie w życiu. A to wszystko tylko dlatego, że nie jestem jej wymarzoną córeczką i nie robię wszystkiego tak, jak ona tego chce.
Z każdym słowem robiło mi się coraz bardziej przykro, bo musiałam przypominać sobie tą wymianę zdań pomiędzy mną a moją matką. Ta rozmowa naprawdę nie należała do najprzyjemniejszych. I wcale nie najgorszym jej aspektem było to, że sporo matka mi naubliżała.
- Skarbie, proszę, nie przejmuj się tym. Ona jest zbyt zapatrzona w siebie, żeby zobaczyć coś innego niż czubek własnego nosa. I naprawdę nie zasługuje na taką córkę, jak ty - Neymar starał się mnie jak najbardziej pocieszyć i nawet nie najgorzej mu to wychodziło. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Ney? - odezwałam się po dłuższej ciszy, która panowała między nami.
- Tak?
- Mogę u ciebie zostać? - zapytałam cicho, na co Junior się zaśmiał.
- Chyba nie myślałaś, że wypuszczę cię stąd tak szybko - odpowiedział.
- Ale w poniedziałek rano wyjeżdżam - powiedziałam sennym głosem, a zaraz potem ziewnęłam. Byłam już naprawdę zmęczona.
- Więc zostaniesz do poniedziałku.
- A w niedzielę wieczorem jest mecz.
- I mam nadzieję, ze dotrzymasz mi towarzystwa.
- Jasne - odpowiedziałam, nie bardzo zwracając już uwagę na to, co Neymar powiedział.
Położyłam mu głowę na kolanach i po prostu zasnęłam. I jedynym, co jeszcze poczułam tamtego dnia, było to, jak Neymar bierze mnie na ręce, niesie do pokoju i kładzie na swoim łóżku...




Te rozdziały wychodzą mi ostatnio coraz krótsze... No ale cóż poradzić, mam zastój w chęci do pracy... Więc może kilka komentarzy na poprawę humoru? xD
Wczoraj, 13 lipca minął rok od założenia tego bloga i nadal nie wierzę, że tyle ze sobą wytrzymaliśmy :D
No i jeszcze raz Wam dziękuję :*

Pozdrawiam,
Neyforever :*