~ Oj biedactwo moje...
Zadzwoniłam dzwonkiem i nie czekając aż Ada przyjdzie otworzyć, weszłam do środka. Ona wiedząc, że to ja i tak pewnie nie pofatygowałaby się do drzwi. Od razu skierowałam się do jej pokoju. Przechodząc przez kuchnię przywitałam się się z mamą Ady, która bardzo dobrze znała nasze zwyczaje i nie zwróciła na to uwagi. Chwilę później zobaczyłam przyjaciółkę, ale nie w jej pokoju, a na korytarzu.- Czemu nie wejdziemy do pokoju? - zapytałam zdziwiona, gdy Ada zagrodziła mi przejście do jej pokoju.
- Selena, nie chcę cię denerwować, ale tam jest Michael. Przyjechał, żeby z nami porozmawiać. - powiedziała, a ja zdziwiłam się jeszcze bardziej. Po jaką cholerę ona chciała, żebym tu przyszła?
- W takim razie po co ci tu moja obecność?
- Myślę, że powinniście pogadać. Z resztą sama powiedziałaś, że musimy z nim porozmawiać...
- Ja tak powiedziałam? Powiedziałam ci, że jeśli chcesz z nim porozmawiać o waszym związku, to on powinien tu przyjechać. Nie powiedziałam, że ja chcę z nim rozmawiać...
- Ale Selena, myślę, że jednak wy też powinniście sobie to wszystko wyjaśnić.
- A co tu jest do wyjaśniania? Obraził mnie, wyraził się jasno, że nie chce mnie znać, a tym bardziej się ze mną przyjaźnić, więc co ty chcesz tu jeszcze wyjaśniać?
- Selena...
- Co, Selena?! Ada, daj już sobie święty spokój... - podsumowałam i ruszyłam z powrotem do drzwi.
- Pogodziliśmy się! - zawołała za mną.
- Super! Tylko nie zapomnijcie mi wysłać zaproszeń na ślub! - odkrzyknęłam sarkastycznie nawet się do niej nie odwracając. Ale co poradzić, byłam strasznie wkurzona. Mam jedynie nadzieję, że mama Ady nie obrazi się za te krzyki na korytarzu.
Szybkim krokiem skierowałam się z powrotem do domu. To była szybka decyzja. Nie zamierzałam się z nią kłócić w szkole. Już i tak jestem sławna w tej szkole, ludzie chyba nie muszą więcej wiedzieć z mojego życia niż wiedzą teraz.
Kilka minut zajmuje mi dotarcie pod drzwi domu. Otwieram je i od razu idę do salonu. Rzucam torbę gdzieś na podłogę, a sama siadam na kanapie, chowając twarz w dłoniach.
Fakt, że pokłóciłam się z Adą o Michaela wcale nie poprawiał mi nastroju. Nie wiem czemu, ale od samego rana nie miałam humoru. Nawet nie chciało mi się odpisać Neymarowi, kiedy pytał czy wszystko u mnie okej. Nie mam pojęcia co sprawiło, że miałam tak popsuty nastrój, a myśl o sprzeczce z Ada wcale nie nastawiała mnie optymistycznie, by myśleć, że humor poprawi mi się w najbliższym czasie. Chyba, że pojawiłby się tu Neymar. A znając go to mógłby się tu zjawić mimo to, że ma teraz trening.
Szczerze mówiąc nie powinnam robić awantury Adzie o tego idiotę, mimo że wiedziała, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. To co powiedział naprawdę mnie zraniło. Tak naprawdę to dzięki mnie poznał Adę, a teraz zarzuca mi, że "wtrącam się w ich związek." To naprawdę chamskie z jego strony.
Słyszałam jak mój telefon wibruje, leżąc na stoliku, ale nie zamierzałam odbierać. Prawdopodobnie była to Ada, Michael albo Neymar. Jedynie z Juniorem miałam ochotę rozmawiać, ale teraz chciałam pobyć sama. Potrzeba mi trochę samotności i przemyśleń.
Zrezygnowana rzuciłam się twarzą w poduszki leżące na kanapie. Jest dopiero dziesiąta, a ja już jestem wykończona.
Chyba jednak zaczęłam żałować, że nie zostałam u Ady. Z jednej strony nie mam ochoty go widzieć, a z drugiej chciałabym powiedzieć mu jakim jest idiotą.
Skoro Ada i Michael do siebie wrócili to cieszę się, że próbuje być znowu szczęśliwa, bo pamiętam, że przy nim taka była. Oni naprawdę do siebie pasują i bardzo dobrze się uzupełniają. Ale nie powinni mnie do tego mieszać. Michael jasno wyraził się co do chęci utrzymywania kontaktu ze mną.
Telefon nie przestawał dzwonić, a ja z każdą chwilą denerwowałam się coraz bardziej, więc podniosłam go ze stolika i zobaczyłam dziesiątki SMSów od Neymara i setki nieodebranych połączeń. Chciałam przejrzeć wiadomości od Neymara, kiedy na wyświetlaczu pojawiło się jego zdjęcie informujące o kolejnym połączeniu. Raczej nie wahałam się czy odebrać.
- Hey - odezwałam się.
- W końcu odebrałaś! Martwiłem się o ciebie - w jego głosie wyczuwalna była troska. Z resztą jak zawsze, kiedy nie wiedział co się ze mną dzieje.
- Po prostu nie miałam humoru. Michael przyjechał i wszystko się pokomplikowało - powiedziałam zmęczony głosem. To wszystko po prostu zabrało mi dzisiaj chęć jakiegokolwiek funkcjonowania.
- A z jakiej racji pojawił się w Mountblanc?
- Pogodził się z Adą i chciał że mną porozmawiać.
- I niech zgadnę: znając ciebie to nie dałaś mu szansy nawet się wytłumaczyć. - Nawet się z nim nie widziałam. Adą powiedziała mi, że tu jest, a ja nie miałam ochoty się z nim znowu kłócić - powiedziałam, bawiąc się poduszką, która znajdowała się przede mną.
- Oj, Selena. Z pewnością, gdybym tam był to rozmawiałby ze mną, ale skoro mnie tam nie ma, to proszę cię, wyjaśnić sobie z nim wszystko. Nie potrzebne ci kłótnie z kimkolwiek - mówił dość cicho, więc albo był na tyle zmęczony co ją, albo po prostu nie był sam.
- Okej, niech ci będzie, pogadać z nim. Ale nawet nie myśl, że od razu polecę do domu Ady - cały Neymar. Czego bym nie chciała to rozmowa z nim i tak wszystko zmienia.
- Chętnie podyskutowałbym z tobą na ten temat, ale coś czuję, że Enrique nie jest zbytnio zadowolony z faktu, że przez cały trening do ciebie wydzwaniam i teraz plotkuję sobie w najlepsze o Michaelu. Zadzwonię, gdy wrócę już do domu. Pa - powiedział, a ja zdążyłam mu odpowiedzieć i połączenie zostało przerwane. Zakładam, że jak Junior nie postara się na treningach to za te ploteczki nie zobaczę go w pierwszym składzie na najbliższym meczu.
Znowu zostałam sama, ale nie na długo.
Położyłam się i patrzyłam się w sufit, kiedy usłyszałam najpierw pukanie, a potem wręcz walenie w drzwi.
- No chyba nie! - powiedziałam sama do siebie, ale jednak wstałam i poszłam otworzyć. Nie było dla mnie niespodzianką, że za drzwiami zobaczyłam Michaela. Nic się nie zmienił odkąd widziałam go po raz ostatni. A bynajmniej nie z wyglądu.
- Czego w słowach "nie chcę cię więcej widzieć" nie rozumiesz? - zapytałam, opierając się o futrynę. Oczywiście nie zapomniałam o tym, że muszę z nim porozmawiać.
-Mogę wejść? - zapytał, nie zważając na moje słowa.
- Nie. Ciesz się, że w ogóle ci otworzyłam. Gdyby nie Neymar to w ogóle byś mnie tu nie zobaczył.
- Neymar, twój piłkarzyk z Barcelony? - kpił sobie z niego, a ja szerzej otworzyłam oczy że zdziwienia. Przychodzi do mojego domu, żeby ze mną porozmawiać i mówi coś takiego? On sobie chyba że mnie żartuje. - Co robisz taką zdziwioną minę? O wszystkim wiem od Ady - dodał.
- Jeszcze raz powiedz coś o Neymarze, a wyjdziesz stąd szybciej niż tu przyszedłeś - zagroziłam. Nikt nie będzie obrażał Neymara. Tylko ja mam takie prawo.
- Spokojnie, złotko, złość piękności szkodzi - zaśmiał się, a ja miałam ochotę z całej siły trzasnąć tymi drzwiami. Oczywiście biorąc pod uwagę, że by nimi oberwał.
- Wiesz, Michael, wiedziałam, że Madryt zmienia ludzi. Nie wiedziałam tylko, że na gorsze. Chyba, że chodzi tu o Real, wtedy to wszystko wyjaśnia - odpowiedziałam mu zgryźliwie. Moja irytacja wzrastała z każdą sekundą, w której musiałam na niego patrzeć. Skąd ja to wiedziałam, że ta rozmowa nie będzie miała sensu?
- Madridista i Barcelonista, normalnie niczym pies z kotem. To pozwolisz mi wejść czy mam stać na tym zimnie? - ten głupi i irytujący uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Jak dla mnie to nie byłoby źle, gdybyś tam zamarzł - powiedziałam, ale mimo to otworzyłam szerzej drzwi i wróciła do salonu. Chwilę później pojawił się tam też on.
- Myślałaś, że nie widziałem cię na Gran Derbi? - zapytał.
- Na tym, w którym Barcelona wygrała? Och, wiesz miałam cię za przeproszeniem w czterech literach. Raczej nie cieszyłabym się, gdybym cię tam spotkała. Wiesz, z Madridistami mi chyba raczej nie po drodze - na wzmiankę o porażce Realu od razu zrzedła mina. Zastanawiałam się czy on przyszedł tu, żeby się pogodzić czy może ze mną podroczyć. Obstawiam jednak, że raczej to drugie.
- Nie będę się z tobą kłócił o piłkę nożną, bo nie warto. Chciałem pogadać.
- Ty chciałeś, czy może Ada cię o to poprosiła?
- Przyjechałem do Mountblanc, żeby pogodzić się z Adą, bo strasznie za nią tęskniłem i mi jej brakowało. Ale bez ciebie też było mi tak pusto.
- Z tego co pamiętam to przez te miesiące kiedy nie odzywałeś się do mnie to wcale nie tęskniłeś i ci mnie nie brakowało. I nie było ci źle, kiedy kłóciłeś się że mną kilka tygodni temu.
Chwilę temu Michael kłócił się ze mną o Barcę i Real, a teraz zebrało mu się na wyznania. On chyba naprawdę nie jest poważny.
- Szczerze? Przestałam cię już rozumieć. Najpierw twierdzisz, że się wtrącam i przeszkadzam waszemu związkowi, a teraz, gdy wracacie do siebie nagle chcesz też pogodzić sir ze mną? To trochę nielogiczne, nie sądzisz?
- Selena, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. To, co mówiłem, gdy zadzwoniłaś... Nie chciałem tego powiedzieć. Byłem wkurzony na cały świat przez rozstanie z Adą i wyżywałem się na każdym w moim otoczeniu. Trochę zajęło mi przemyślenie tego wszystkiego, a gdy w końcu zrozumiałem jakim jestem idiotą, nie mogłem wyrwać się z uczelni. Bardzo cię przepraszam za to, co powiedziałem - prosił, a wręcz błagał, ale nie wiem czemu, nie mogłam, a może nie chciałam mu uwierzyć. Nie mogłam się przekonać do jego słów. Jeszcze przed chwilą specjalnie mnie denerwował, ą teraz prosi mnie o wybaczenie...
- To dlaczego ci nie wierzę, Michael?
- Sel, jak mam cię za to przeprosić? Naprawdę chcę się z tobą pogodzić, a do tego jeśli tu mi nie wybaczysz, to Ada też tego nie zrobi. Proszę cię, Selena!
- Więc o to chodzi? Ada po prostu kazała ci mnie przeprosić, bo inaczej do ciebie nie wróci, dlatego tu przyszedłeś. Wiesz co, Michael, chyba lepiej będzie jak oboje przestaniemy tracić swój czas i stąd wyjdziesz - powiedziałam spokojnie. Ten spokój chyba aż go przestraszył. Zapewne myślał, że zacznę na niego krzyczeć. A jednak nie. Ostatnio się tego oduczyłam.
- Selena, proszę cię.... - zaczął.
- Michael, proszę, po prostu stąd wyjdź - zamknęła oczy, mówiąc to i po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi. W końcu znów zostałam sama, ale moją radość nie trwała długo.
Zaledwie chwilę później usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Początkowo myślałam, że to Michael wrócił, ale usłyszałam też głosy w korytarzu i od razu domyśliłam się kto to. Moi rodzice nie mogli wybrać lepszego momentu na powrót do domu. Kilka minut później weszli do salonu i zastali mnie siedzącą na kanapie. Jakoś się za nimi zbytnio nie stęskniłam. Pewnie dlatego, że już przyzwyczaiłam się do bycia samą w domu.
- Michael cię odwiedził? Czemu nie poprosiłaś go, żeby został? Dawno go nie widziałam i może chciałabym z nim porozmawiać! - odezwała się moją matka i choć, że dopiero wróciła do domu to już miałam ochotę ją wyrzucić. Chyba tylko ona potrafiła mnie tak szybko zdenerwować.
- Po co ty ją, tato, stamtąd w ogóle zabierałeś? Trzeba ją było tam zostawić. Po co nam kolejny problem w domu? - zabrałam wszystkie swoje rzeczy z salonu i byłam już na schodach, kiedy matka w końcu zrozumiała moje słowa.
- Selena, wracaj tu, w tej chwili!
Odwróciła się niezauważenie, ale tylko po to, żeby zobaczyć reakcję taty. Spokojnie przyglądał się całej sytuacji, czekając na dalszy rozwój wypadków. Skoro nie zamierzał mi nic powiedzieć to znaczyło, że spokojnie mogę wrócić do pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i odruchowo wzięłam do ręki telefon. Chciałam zadzwonić do Neymara. Już miałam wybrać jego numer, gdy przyszło mi na myśl, że nie powinnam tego robić. W końcu życie Neymara nie kręci się jedynie wokół mnie. Ma teraz trening i powinien się na nim skupić, żeby stawać się coraz lepszym. Nie powinnam mu w tym przeszkadzać.
I tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam z kim porozmawiać. Na pewno teraz nie odezwę się do Ady. Potrzebuję trochę czasu, żeby pomyśleć nad tą sprawą z Michaelem. Na pewno też nie odezwę się do żadnej z dziewczyn ze szkoły, a zejście na dół do rodziców jest kompletnie wykluczone. Pozostają jeszcze Dani i Jota, ale oni pewnie też są zajęci. Alves jest teraz na treningu razem z Neymarem, a Jota z tego co wiem wrócił do Brazylii na jakiś czas. Zostałam kompletnie sama. Chyba powinnam sobie poszukać jakichś innych przyjaciół, bo wychodzi na to, że poza tymi kilkoma osobami nie mam nikogo.
I tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam z kim porozmawiać. Na pewno teraz nie odezwę się do Ady. Potrzebuję trochę czasu, żeby pomyśleć nad tą sprawą z Michaelem. Na pewno też nie odezwę się do żadnej z dziewczyn ze szkoły, a zejście na dół do rodziców jest kompletnie wykluczone. Pozostają jeszcze Dani i Jota, ale oni pewnie też są zajęci. Alves jest teraz na treningu razem z Neymarem, a Jota z tego co wiem wrócił do Brazylii na jakiś czas. Zostałam kompletnie sama. Chyba powinnam sobie poszukać jakichś innych przyjaciół, bo wychodzi na to, że poza tymi kilkoma osobami nie mam nikogo.
Skoro nie miałam niczego innego do roboty to postanowiłam sprawić sobie drzemkę. Pomyślałam, że dobrze mi zrobi trochę odpoczynku, po tych kilku godzinach nieustannych emocji, które mnie wykończyły. I już prawie zasnęłam, kiedy rozbudził mnie mój telefon. Miałam głęboką nadzieję, że dzwoni Neymar i niezmiernie się ucieszyłam kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam jego zdjęcie. Nie wahałam się czy powinnam odebrać.
- Hey skarbie - odezwałam się jako pierwsza.
- Selena, uważaj, bo Neymar będzie zazdrosny - usłyszałam radosny śmiech w słuchawce.
- Dani? Tak szybko się za mną stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Ja? Oczywiście. Nie mam z kim nabijać się z Neymara.
- Nie martw się, jak następnym razem przyjadę to będziemy się znowu z niego śmiać. A dlaczego dzwonisz do mnie z jego telefonu?
- Bo czekam na niego. Robi karne kółeczka.
- Co już znowu ten idiota odwalił?
- A to już nie pamiętasz jak sobie plotkowaliście na treningu? Teraz biega za karę.
- Oj,. biedactwo. A dużo ma tych okrążeń?
- Wiesz, powiem tak... Trening się pół godziny temu skończył, a on dopiero w połowie jest.
- Przynajmniej kondycję sobie poprawi - zaśmiałam się.
- Ty się tam tak nie ciesz, bo trener stwierdził, że tobie też się należą.
- Ale wiesz, ja jestem w Mountblanc, mnie tu nikt do biegania nie zmusi.
- Poczekamy aż przyjedziesz do Barcelony.
- Chyba jednak zacznę omijać Camp Nou szerokim łukiem...
- To życzę ci powodzenia.
- A ja to na twoim miejscu to bym się bała ze mną rozmawiać, bo jeszcze dołączysz do Neymara.
- Że Neymar nie potrafi się porządnie schować na treningu jak rozmawia przez telefon, to już jego problem. On sobie teraz tam biega, a ja sobie siedzę spokojnie w szatni.
- Jakiż ty Dani jesteś inteligentny.
- No wiem!
- Skoro jesteś taki bardzo mądry, to może powiesz mi...
- On ci sam o wszystkim powie!
- Kto komu o czym powie? - usłyszałam w tle głos Neya, który zapewne właśnie teraz wszedł do szatni.
- Uparta jest ta twoja dziewczyna - odpowiedział mu Dani.
- Alves, Amerykę odkryłeś. A teraz z łaski swojej mógłbyś mi oddać mój telefon, co? I moją dziewczynę przy okazji też.
- Ale nam się tak fajnie rozmawiało - zrzędził Dani, ale po chwili usłyszałam głos Neymara.
- Hey skarbie.
- Hey Junior. Jak tam, zmęczony?
- A żebyś wiedziała. Do końca życia ci tego nie zapomnę.
- Ale to ty do mnie zadzwoniłeś.
- Ale to ty odebrałaś.
- Ale gdybym ja nie odebrała to ty byś dzwonił dalej.
- No i tu mnie masz.
- Dużo zrobiłeś tych kółeczek? - zaśmiałam się, wyobrażając sobie Neymara, biegającego sokół murawy na Camp Nou.
- Hey skarbie - odezwałam się jako pierwsza.
- Selena, uważaj, bo Neymar będzie zazdrosny - usłyszałam radosny śmiech w słuchawce.
- Dani? Tak szybko się za mną stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Ja? Oczywiście. Nie mam z kim nabijać się z Neymara.
- Nie martw się, jak następnym razem przyjadę to będziemy się znowu z niego śmiać. A dlaczego dzwonisz do mnie z jego telefonu?
- Bo czekam na niego. Robi karne kółeczka.
- Co już znowu ten idiota odwalił?
- A to już nie pamiętasz jak sobie plotkowaliście na treningu? Teraz biega za karę.
- Oj,. biedactwo. A dużo ma tych okrążeń?
- Wiesz, powiem tak... Trening się pół godziny temu skończył, a on dopiero w połowie jest.
- Przynajmniej kondycję sobie poprawi - zaśmiałam się.
- Ty się tam tak nie ciesz, bo trener stwierdził, że tobie też się należą.
- Ale wiesz, ja jestem w Mountblanc, mnie tu nikt do biegania nie zmusi.
- Poczekamy aż przyjedziesz do Barcelony.
- Chyba jednak zacznę omijać Camp Nou szerokim łukiem...
- To życzę ci powodzenia.
- A ja to na twoim miejscu to bym się bała ze mną rozmawiać, bo jeszcze dołączysz do Neymara.
- Że Neymar nie potrafi się porządnie schować na treningu jak rozmawia przez telefon, to już jego problem. On sobie teraz tam biega, a ja sobie siedzę spokojnie w szatni.
- Jakiż ty Dani jesteś inteligentny.
- No wiem!
- Skoro jesteś taki bardzo mądry, to może powiesz mi...
- On ci sam o wszystkim powie!
- Kto komu o czym powie? - usłyszałam w tle głos Neya, który zapewne właśnie teraz wszedł do szatni.
- Uparta jest ta twoja dziewczyna - odpowiedział mu Dani.
- Alves, Amerykę odkryłeś. A teraz z łaski swojej mógłbyś mi oddać mój telefon, co? I moją dziewczynę przy okazji też.
- Ale nam się tak fajnie rozmawiało - zrzędził Dani, ale po chwili usłyszałam głos Neymara.
- Hey skarbie.
- Hey Junior. Jak tam, zmęczony?
- A żebyś wiedziała. Do końca życia ci tego nie zapomnę.
- Ale to ty do mnie zadzwoniłeś.
- Ale to ty odebrałaś.
- Ale gdybym ja nie odebrała to ty byś dzwonił dalej.
- No i tu mnie masz.
- Dużo zrobiłeś tych kółeczek? - zaśmiałam się, wyobrażając sobie Neymara, biegającego sokół murawy na Camp Nou.
- Miało być sto, ale Enrique po osiemdziesięciu odechciało się liczyć i kazał mi wracać do domu - powiedział, a w jego głosie naprawdę było obecne zmęczenie.
- Oj biedactwo moje. Następnym razem nie będziesz do mnie dzwonić na treningu.
- A ty nie będziesz ode mnie odbierać.
- Dokładnie. Przebieraj się i wracaj do domu odpoczywać. A tymczasem oddaj mnie Daniemu, bo my musimy nasze ploteczki dokończyć.
- Zaraz zacznę się robić zazdrosny! - zaśmiał się Neymar, ale oddał telefon Alvesowi.
Kiedy Dani do mnie dzwonił mieliśmy porozmawiać jedynie do momentu, gdy Neymar skończy trening. A jednak wyszło na to, że rozmawiałam z Danim, kiedy Junior się ubierał, potem z nimi dwoma, gdy jechali do domu i byli już u Neymara. Plotkowaliśmy sobie tak we trójkę aż do momentu, gdy Junior zasnął że zmęczenia. Ale mnie i Alvesowi wcale to nie przeszkadzało i dalej rozmawialiśmy w najlepsze.
Mieliśmy rozmawiać tylko chwilę, a skończyło się na tym, że gdy się rozłączyliśmy było już bardzo późno. Chyba zanosiło się na to, że Dani będzie nocować u Neymara.
Ja gdy tylko odłożyłam telefon, Przestałam się i położyłam się spać. W mojej głowie krążyły myśli o wyjeździe Neymara, które nie dawały mi przez dłuższy czas zasnąć, ale gdy już zniknęły nawet nie zorientowała się kiedy odpłynęłam.
Kochane wy moje, z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, czasu spędzonego z najbliższymi, dużo miłości i wiele osób, które tą miłością będą Was dażyć najmocniej na świecie.
Marry Christmas <3
Życzy Wiktoria :*
Świetny
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział:-)
OdpowiedzUsuńRozdział aż mi się miło czytało. :D Nie mogę się doczekać niespodzianki Neymara i ich kolejnego spotkania.
OdpowiedzUsuńWesołych ;*
Świetny rozdział. ;) Nie skomentuje Google dłużej, bo czas mi na to nie pozwala.
OdpowiedzUsuńWesołych Świąt! ;*
Wesołych i jak najszybciej nexta wstawiaj /klaudia
OdpowiedzUsuńBosko :) dawaj next
OdpowiedzUsuńJedyne na co teraz czekam to na następny rozdział :) Bardzo mi się podoba to jak piszesz :) Masz talent, aż zazdroszczę :) życzę dalszej weny kochana i zapraszam na mojego nowego bloga http://marzenia-spelniaja-sie-z-barcelona.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam <3 czekam na szybką kontynuację !! pozdrawiam ;) i przy okazji zapraszam do siebie ;)
OdpowiedzUsuńNie powiem, rozdział jest niezwykle interesujący, fabuła również, przez co z niepokojem oczekuje aż dodasz następny :)
OdpowiedzUsuń(Nie zapomnij o linku do grze Playa xd)/I