wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 14

~ Ktoś bardzo chciał cię poznać.

- No to jak robimy? - spytał Neymar, gdy skręcaliśmy w uliczkę, przy której znajdował się jego dom. Zaraz po naszej rozmowie wyszliśmy sobie na spacer, z którego właśnie wracamy. - Wiesz, że chciałbym, żebyś została. Strasznie bym chciał. Ale jutro poniedziałek, ja mam trening od samego rana, a ty nadal masz się uczyć. Bo skończysz jak ja - zaśmiał się.
- Biegając bez sensu za piłką, kopać się po kostkach przez 1,5 godziny i dostawać za to miliony? Bardzo chętnie - zdanie Neymara na temat piłki nożnej było mi bardzo dobrze znane. Była dla niego bardzo ważna. Ale to nie szkodzi, żeby sobie z tego trochę pożartować.
- Ciekawe jak ty byś zniosła te "kopanie po kostkach"
- Bardziej bym mnie ciekawiło jak zniósł by to ten piłkarz, który mnie kopnął.
- Jaka agresywna - zaśmiał się ze mnie. - A wracając do tematu, to niby powinnaś jutro iść do szkoły... Ale jest już późno i nie pozwolę ci samej wracać - powiedział zadowolony z siebie, że znalazł sposób, żeby usprawiedliwić moją obecność u niego.
- Czyli to, że u ciebie zostaję jest przesądzone? - tak, udawałam głupią. Od momentu, w którym tu przyjechałam, wiedziałam, że ten ćwok nie będzie chciał mnie puścić do domu.
- Oczywiście, że tak. Wracamy już do domu, czy idziemy się jeszcze przejść?
- Szczerze mówiąc to chciałabym zobaczyć Camp Nou nocą. Tylko, że to dość daleko.
- No problem, idziemy pod Camp Nou.
- A czy ty czasem nie masz jutro z samego rana treningu? - teraz jest taki chętny iść na spacer, a jutro rano nie będzie mu się chciało iść na trening. I na kogo zwali winę? No oczywiście, że na mnie.
- Oj tam, oj tam. Dani jutro po mnie przyjedzie. Nie spóźnię się. A nawet jeśli, to będzie warto.
- A potem ja będę miała wyrzuty sumienia, że przeze mnie nie trenujesz.
- A ja będę miał wyrzuty sumienia, że się nie uczysz. Jesteśmy kwita.
- I weź tu z nim rozmawiaj... - westchnęłam.
- Słyszałem.
- Bo miałeś słyszeć.
Przekomarzaliśmy się tak przez resztę drogi, aż do momentu, w którym ujrzałam stadion. Obydwoje wtedy zamilkliśmy wpatrując się w piękny obiekt znajdujący się przed nami. Widok odbierał mowę. Stadion nocą wygląda dużo lepiej niż w ciągu dnia. Chodź to nie zmienia faktu, że każdą porą dnia jest wspaniały.
- Wow! - tyle udało mi się jedynie wypowiedzieć. Po prostu totalne oszołomienie.
- Robi wrażenie, co? - zaśmiał się Neymar. - Przyszedłem tutaj mojego pierwszego wieczoru w Barcelonie. Moja reakcja była podobna.
- Szkoda, że nie poznałam cię wcześniej, głupku!
- Ja ciebie też - Junior sarkastycznie posłał mi buziaka.
Nie odpowiedziałam mu. Usiadłam na ławce obok i przyglądałam się dokładniej stadionowi.  Obok mnie usiadł Neymar.
- Wiesz, co Neymar? Chciałabym tu z tobą zostać. Mam już dość życia w Mountblanc. Dość tego, że każdy ma tam wobec mnie jakieś oczekiwania, którym ja nie potrafię sprostać. Dość tego, że wiecznie jestem tam sama. Rodzice są wiecznie na jakichś wyjazdach służbowych, a gdy już są w domu, to matka zatruwa mi życie. Czasem po prostu nie rozumiem czemu została matką. Kompletnie tego nie pojmuję. A może traktuje mnie tak dlatego, że nie jestem jej wymarzoną, idealną córeczką... Chodzącą w sukieneczkach, wytapetowaną i zawsze zachowującą się kulturalnie i z gracją... Nawet nie chcę myśleć co zrobi, gdy dowie się, że nie wyjadę na studia do Stanów tak jak zawsze o tym marzyła... - mówiłam. Miałam łokcie oparte na udach i zwieszoną głowę. Patrzyłam cały czas w trawę, która porastała obszar wokół ławeczki. Często miałam takie dygresje... ale do tej pory nikomu o nich nie mówiłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym, żebyś nie musiała mieszkać w Mountblanc. ALe nie mogę nic zrobić. Przynajmniej dopóki nie skończysz szkoły. Ale pamiętaj, że nie wolno ci myśleć pod kątem oczekiwań innych. To, że twoja matka chciałaby, żebyś była zwykłą tapeciarą, to jej problem. Jesteś jaka jesteś, i jesteś wspaniała. Nie próbuj się zmieniać tylko dlatego, że ktoś oczekuje, że będziesz inna. A wybór studiów, to tylko i wyłącznie twój wybór. A to czy będziesz studiować w USA, czy w Hiszpanii niczego nie zmieni.  Nikt nie powinien mieć wpływu na twoja decyzję - powiedział Neymar, a ja przytuliłam się do niego. Jest pierwszą osobą, której o tym wszystkim powiedziałam i jedyną, która być może zareagowała tak, jak powinna. I jak dotąd jedyną osobą, która w kilku zdaniach tak bardzo mi pomogła.  - Chciałbym, żebyś tu zamieszkała. Bardzo.
- Ehh... jeszcze tylko kilka miesięcy... - westchnęłam.
- No właśnie, jeszcze tylko kilka miesięcy. A potem już mogę ci nawet przeprowadzkę zorganizować.
- Trzymam cię za słowo - zaśmiałam się. Neymar bardzo dobrze wiedział jak poprawić mi humor.
- Będę pamiętał. A teraz wracajmy już, bo nie chcę, żebyś się przeziębiła - wstał, podał mi rękę i tak wróciliśmy do jego domu. Nie wracaliśmy już do tego co powiedziałam. W tych kilkunastu zdaniach zamknęliśmy już ten temat i raczej nie będziemy do niego więcej wracać.
Po powrocie postanowiliśmy zjeść kolację. Neymar oczywiście nie potrafi gotować, bo przecież do czego mu to potrzebne, więc musiałam się tym zająć ja. Kiedy już obmyśliłam koncepcje tego co będziemy jeść (a nie najprostszym zadaniem jest wymyślenie dania zgodnego z jego dietą) to wysłałam mojego piłkarzyka do sklepu. Zadowolony to on nie był i stwierdził, że rzucam go lwom na pożarcie, ale przecież ja sama nie będę chodzić nocą po Barcelonie, której dodatkowo nie znam. A jemu przyda się trochę ruchu i świeżego powietrza.
Ja w czasie kiedy on robił zakupy, usiadłam sobie przed telewizorem i oglądałam wiadomości sportowe. Tak, nawet sama ja się tym zdziwiłam. Przez jakiś czas słuchałam dziennikarki, która gadała o różnych dyscyplinach sportu, co przyznam szczerze trochę mnie znudziło. Ożywiłam się dopiero, gdy zaczęła mówić o piłce nożnej. Zdecydowanie ostatnio ta dziedzina znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Oczywiście dziennikarze nie byliby sobą, gdyby nie wspomnieli (a raczej rozwodzili się) nad wspaniałością FC Barcelony. Ale tak już było w Katalonii - największą dumą wielu jej mieszkańców była właśnie Barca i to o niej chcieli słuchać.
Spikerka mówiła chyba o każdym z piłkarzy po kolei. Oczywiście opisywała udział każdego z nich w meczu z Sevillą. Aż w końcu przyszła kolej na Neymara. Opisali cały jego występ, podali jakieś pojedyncze informacje o tym co działo się w jego życiu w ostatnich dniach, ale ani słowem nie wspomnieli, że do jego domu przyjechała jakaś dziewczyna ani o tym, że spotkał się z kimś na lotnisku. Wow. Ci dziennikarze chyba ostatnio stracili refleks... Ile to już razy nawet nie będąc fanką futbolu słyszałam o tym, że każda dziewczyna jaka spotkała się z jakimś piłkarzem od razu awansowała na jego dziewczynę... Dzisiaj ludzie mieli tyle okazji, żeby zobaczyć mnie z Neymarem, a jakoś nikt o tym nie mówi... Dobrze, przynajmniej będę miała spokój.
Wstałam sprzed telewizora zaraz po tym jak skończono temat Barcelony. Nic więcej nie potrzebowałam wiedzieć... Kolejny mecz w przyszłą niedzielę, więc powinnam sobie zorganizować czas, żeby na nim być, albo chociaż obejrzeć go w telewizji.
Poszłam do kuchni przygotować sobie wszystko do robienia kolacji, bo spodziewałam się, że Junior niedługo wróci. Skończyłam i siadając na krzesełku barowym wyjęłam z kieszeni telefon. Dostałam wiadomość od Ady:
" I jak moje gołąbeczki? Grzeczni jesteście? Bo wiesz, ja chciałabym zostać ciocią, ale chyba nie w tym wieku ;P"
Cała Ada. Eh, ale chyba za to ją kocham. Nasz poziom debilizmu jest do siebie wprost proporcjonalny.
" Ja ciocią nie zostałam, więc ty też się niczego nie spodziewaj ;) Jak będziemy mieli jakieś plany, to cię poinformuję :*"
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Ada jak już podłapie jakiś temat, to będzie mnie męczyć, aż sama go nie skończę.
" MY? Czyli jednak jesteście razem? Właśnie, czemu ty od razu do mnie nie napisałaś?! Ja tu muszę być na bieżąco!"
Skończyłam jej odpisywać w momencie, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Oho, wrócił mój piłkarzyna. Poczekałam chwilę, Junior wszedł do kuchni i postawił torby z zakupami na blacie. On chyba kupił jedzenia na cały przyszły miesiąc.
- Boże, dlaczego ja nie wpadłem na to, żeby zrobić te zakupy przez internet? - zapytał, siadając obok mnie. Zmęczył się chyba bardziej niż po dzisiejszym meczu.
- Nie wiem czemu. Ale następnym razem będziesz wiedział - pokazałam mu język i wzięłam się za rozpakowywanie zakupów. - Ale mam do ciebie jedno pytanie: po co ty zrobiłeś takie wielkie zakupy?
- No nie wiem... Tak jakoś wyszło.
- Dobra, mniejsza o to. A teraz wynocha mi stąd, bo będziesz mnie rozpraszał - pokazałam mu palcem drzwi.
- A co jak zostanę?
- Jak zostaniesz, to nieuniknione, że twoje włosy odbędą bliskie spotkanie z mąką, którą przed chwilą kupiłeś.
- To może ja jednak pójdę sobie pograć trochę w Fifę... - powiedział, kierując się do wyjścia z pomieszczenia.
- Dobry wybór - dodałam i gdy już wyszedł zabrałam się za moje dzieło.
* 30 minut później *
- Ej, piłkarzyku, choć na kolację - zawołałam, ustawiając talerze na stole.
- Jeszcze chwila, gram El Clasico z Realem! - usłyszałam odpowiedź drącego się Neymara.
- I co, ile przegrywasz?
- Chciałabyś! Wygrywam 5:0
- Marzenia - powiedziałam, a chwilę później Junior zjawił się w jadalni.
- Sądzisz, że nie dalibyśmy rady tyle wygrać? - stał blisko mnie. Bardzo blisko.
- Tak, sądzę, że nie dalibyście rady - odpowiedziałam pewnie.
- Poczekajmy do kolejnego El Clasico - dał mi buziaka w policzek i po chwili siedział już przy stole. On nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
***
- Jest po pierwszej w nocy Junior, przydałoby się iść spać.
- Ten dzień tak cudownie się zaczął. Nie chcę, żeby się kończył.
- Masz jutro trening. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać - wstałam i poszłam do pokoju Neymara. Nie to, żebym się na niego wkurzyła. Po prostu jestem zmęczona. Ten dzień był pełen... niespodzianek. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazał się jedynie snem.
Przebrałam się i położyłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy i nie minęło może dziesięć minut, kiedy usłyszałam jak Junior wchodzi do pokoju. Chyba pomyślał, że śpię, bo po cichu wszedł do łazienki, a kilkanaście minut potem położył się obok, oczywiście mnie do siebie przytulając. Niedługo potem zauważyłam, że zasnął wtulony we mnie.
Czy to, że jesteśmy razem coś zmieniło? Myślę, że nie. Nadal zachowujemy się jak para idiotów, tyle, że teraz w końcu wiedząc co nawzajem do siebie czujemy. Nie sądzę też, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Takie rzeczy przychodzą z czasem. Przecież od razu nie będziemy zachowywać się Romeo i Julia. Tak naprawdę to dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tyle, że z pewnym dodatkiem.
*****
- Neymar, idioto wstawaj, bo znowu się spóźnimy na trening! - wydarł się ktoś na korytarzu, zmierzając do pokoju. Mimo, że się obudziłam, to nie otworzyłam oczu ani się nie poruszyłam. Wiedziałam, że Junior jedzie na trening  i to pewnie jego przyjaciel mnie obudził, ale ja przecież mogłam jeszcze pospać.
Poczułam jak Neymar się przeciąga i ktoś wchodzi do pokoju. Mimo to nadal leżałam wtulona w poduszkę.
- Dani, debilu zamknij się, bo obudzisz Sel! - szepnął Neymar.
- Jeny, Neymar to ty masz dziewczynę? Dlaczego ja jeszcze nic o tym nie wiem? Kiedy ty mi chciałeś o tym powiedzieć? - musiałam się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Normalnie jakbym słyszała Adę. A do tego jeszcze ten ton głosu jakim ten chłopak to powiedział... Mieszanka wybuchowa.
- No wiesz, czekałem z tym aż wpadniesz do mojego pokoju drąc się na cały dom i o mało jej nie budząc! Jesu, przecież jak ona was pozna to zwariuje. Takich debili to nigdzie nie można znaleźć...
- Wiesz, poznała już ciebie, więc  teraz będzie z górki.
- Wiesz co, Dani, przyjacielu, dziękuję ci za wsparcie w tej sytuacji.
- Zawsze do usług. Jakoś jeszcze ci pomóc?
- Tak. Zamknij się z łaski swojej i czekaj tu na mnie. Jak ją obudzisz to masz przerąbane - zagroził Neymar, a ja wpadłam na genialny pomysł. Przeciągnęłam się na łóżku i kątem oka zobaczyłam jak chłopacy spoglądają na mnie przerażeni. Odwróciłam się w drugą stronę, a oni odetchnęli z ulgą.
- Albo, wiesz co? Lepiej weź ty wyjdź z pokoju i idź do kuchni, bo choćbyś nawet milczał jak grób, to i tak uda ci się ją obudzić.
- A niby po co ja mam iść do kuchni, jak twoja lodówka zawsze świeci pustkami?
- Sel robiła wczoraj kolację.
- A wiesz co, może jednak się skuszę. Zobaczę czy warto będzie do was przychodzić na obiad - powiedział i w pokoju zostałam tylko ja i Neymar.
- Z kim ja żyję? - westchnął Junior, zabrał swoje rzeczy i poszedł do łazienki.
Przyjaciele Neymara są tak podobni do mnie, że to aż chyba nie możliwe. Ile jeszcze jest ludzi na świecie o tak wielkim zasobie pozytywnej głupoty? Coś czuję, że nie będę się nudzić przyjeżdżając do Barcelony. Tym bardziej jeśli Dani jednak postanowi przychodzić do nas na obiad.
Wzięłam do ręki telefon Juniora, który leżał na szafce nocnej. Była 9:30. Z tego co wiem to treningi zaczynają się na godzinę 10. Nie było nawet takiej szansy, żeby byli tam punktualnie, albo przed czasem. Zanim Neymar się ubierze i ułoży swoje włosy minie wieczność. A przecież jeszcze musi zdążyć zjeść śniadanie.
Po 15 minutach wyszedł w końcu z łazienki. Oczywiście miał perfekcyjnie ułożoną fryzurę. Nie rozumiem po co tyle czasu spędza na jej układaniu, skoro za chwilę pojedzie na trening i cała jego praca nad włosami pójdzie na marne. Albo po prostu założy fullcapa i nawet nie będzie jej widać. No, ale Neymar widocznie myśli inaczej niż ja.
Podniósł swój telefon, który teraz leżał na poduszce obok mnie i spojrzał na wyświetlacz.
- Jeny, już jest tak późno? Przecież my nie zdążymy - zawołał i momentalnie pobiegł do szafy po swoją torbę treningową. Dostałam buziaka w policzek i Junior wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Chwilę później usłyszałam jak przekomarzał się z Danim w kuchni. Teraz dopiero zaczęłam się śmiać ze sceny jaką odstawili kilkanaście minut wcześniej. Debile.
Kiedy usłyszałam jak wychodzą z domu była godzina 9:55. Wiedziałam, że nie zdążą. Ale z ich rozmowy wnioskuję, że ich trener jest już do tego przyzwyczajony.
Było dość wcześnie, a Junior miał wrócić dopiero za dwie i pół godziny, więc ponownie położyłam się spać. Obudziłam się kilkanaście minut po godzinie jedenastej. Jak na dzień kiedy zrobiłam sobie wolne od szkoły to wstałam wcześnie. Nawet bardzo. Szczerze mówiąc to nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka, no ale jednak przeczuwałam, że dzisiaj przy obiedzie trochę lepiej poznam przyjaciela Neymara. Zaczęłam się śmiać na tę myśl. Idioci.
Dwadzieścia minut później udało mi się przemóc i w końcu ubrałam się, zabrałam ze sobą telefon i zeszłam do kuchni. Najpierw zjadłam śniadanie, a potem wzięłam się za obiad. Zostało mi jeszcze dużo czasu do powrotu Juniora, ale wolałam zacząć wcześniej, bo potem jeszcze nie zdążę. Oczywiście przez cały ten czas pisałam z Adą. Nie ważne, że ona była w szkole i pisała sprawdziany, my i tak wymieniałyśmy się SMSami. Ada relacjonowała mi wszystko co działo się w szkole. Dowiedziałam się między innymi, że pani od języka portugalskiego oddała sprawdziany, a chłopacy z naszej klasy zakwalifikowali się na turniej piłki nożnej. Cieszyłam się, że w końcu im się udało, bo wiem, że bardzo im na tym zależało. Dostałam 6- z portugalskiego, co też nieco wpłynęło na poprawę mojego humoru. Niestety Ada wspomniała też o Crisie, co raczej nie nastawiało mnie optymistycznie. No ale nie pozwoliłam, żeby kolejny raz zepsuł mi humor.
' To kiedy wracasz do domu? ' - dostałam kolejną wiadomość. Zaśmiałam się. Najchętniej w ogóle bym nie wracała.
' Jak Neymarowi znudzi się moja obecność to może wrócę :D ' - odpisałam.
' No to coś czuję, że prędko to my się nie zobaczymy. ' No wiesz Ada.... ja cię bardzo lubię, ale w Barcelonie jest tak milutko.
Skończyłam robić wszystko co zaczęłam robić w kuchni i wróciłam do pokoju Juniora. Trzeba się było w końcu jakoś ogarnąć. Nie żebym wyglądała jak jakieś siedem nieszczęść, ale fryzurę trzeba było poprawić. Ale stojąc przed lustrem w łazience Neymara po prostu się przeraziłam. Ilość kosmetyków do włosów jakie tam znalazłam... Powiem tak: ja się dziwię, że one mu się w ogóle jeszcze w tej łazience mieszczą. Ja na jego miejscu to bym im osobny pokój zrobiła. No serio. Ja jestem kobietą, a mam przynajmniej o 3/4 mniej kosmetyków. A może on chce jakiś sklep tu otworzyć albo kosmetyczką zostać tylko ja nic jeszcze o tym nie wiem?
W każdym bądź razie kiedy już moje włosy były ułożone tak jak chciałam, wróciłam na dół, a konkretniej to do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i w rogu zauważyłam szafkę z książkami. Szczerze mówiąc to zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że Junior ma w domu jakieś książki. Podeszłam i wzięłam do ręki pierwszą lepszą. To chyba nie był przypadek, że trafiłam akurat na biografię Juniora. No, to wszystko wyjaśnia. Usiadłam na ogromnej, wygodnej kanapie i już już miałam zacząć, kiedy odezwał się mój telefon. Myślałam, że to wiadomość od Ady, więc to zignorowałam, a dopiero chwilę później zorientowałam się, że to nie SMS tylko ktoś do mnie dzwoni. A kto inny mógłby do mnie dzwonić jak nie Junior.
- No heyyyyy - odezwałam się pierwsza.
- Hey. Nie obudziłem cię? - Wiesz co Junior, ty mnie o to pytasz kilka godzin po tym jak twój przyjaciel wpadł do pokoju drąc się na cały dom? Nie wiesz, wcale się nie obudziłam i dalej śpię...
- Nie, wstałam jakieś... 1,5 godziny temu - jednak postanowiłam nie zdradzać mu pełnej wersji dotyczącej mojej dzisiejszej pobudki.
- To dobrze. A tak w ogóle mam dla ciebie wiadomość.
- Tak?
- Ktoś bardzo chciał cię poznać - powiedział i w tej chwili usłyszałam kilkanaście głosów się ze mną wita. Brzmiało to komicznie tym bardziej, że każdy z nich powiedział to w innym czasie.
Jednak Junior miał rację - takich debili to ja jeszcze nie słyszałam. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- I zadzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby twoi zwariowani koledzy z drużyny się ze mną przywitali?
- Szczerze mówiąc to.. tak!
- Eh ty głupku. Pozdrów wszystkich innych głupków - usłyszałam jakiś szept, a zaraz potem odezwał się Junior.
- Tak trenera też - zaśmiałam się.
- To fajnie, bo wszyscy cię słyszeli - śmiał się Junior.
- Głupek. Czy ja naprawdę jestem aż taką atrakcją na waszym treningu, że wszystkim nagle zachciało się do mnie zadzwonić?
- Tak! - tym razem odpowiedział mi nie Neymar, a chyba wszyscy tam zebrani. Zaczęłam się śmiać. - Dobra, więc koniec tej sensacji, Idę się zająć czymś bardzo interesującym i mam prośbę do pana trenera. Niech pan ich tam wymęczy do końca na tym treningu, przynajmniej nie będą dziewczyn wkurzać jak wrócą do domów.
- Nie ma sprawy - usłyszałam głos zapewne Enrique. I nie patrzcie tak na mnie, to, że nie jestem Barcelonistką nie znaczy, że nie wiem kto jest ich trenerem.
- No wiesz co? Poczekaj aż ja wrócę do domu.
- Jak wrócisz do domu to co?
- Zapytaj się czy robi obiad! - usłyszałam szept Daniego.
- Selena... A zrobisz dzisiaj obiad? - spytał Neymar tonem niewiniątka
- Pytasz się jak ja już go zrobiłam. Trenuj tam, a nie się obiadem zajmujesz! A teraz żegnam was tam wszystkich zebranych. Buziaki - powiedziałam i rozłączyłam się. Zaczęłam się śmiać z tej naszej całej dziwnej konwersacji.
Po chwili znowu wzięłam biografię Neymara do ręki i tym razem już bez żadnych przeszkód zaczęłam czytać. Tak bardzo mi się spodobała, że straciłam rachubę czasu. I nie przeszkadzało mi nawet to, że była po portugalsku. Przerwałam czytanie dopiero kiedy podskoczyłam słysząc za sobą jakiś ruch.
- Neymar, idioto, chcesz, żebym ja zawału dostała? - zawołałam, gdy go zauważyłam.
- Oj no ja też cię kocham - dał mi buziaka w policzek i usiadł obok mnie. Po mojej drugiej stronie usiadł Dani.
- No heyyy - odezwał się.
- Dani, a nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby ustawić sobie ciebie jako budzik? Bo jak wpadłeś dzisiaj do pokoju to ja o mało co nie spadłam z tego łóżka!
- No wiesz, Neymar miał już taki pomysł, ale stwierdził jednak, że jestem trochę zbyt głośny.
- No co ty nie powiesz! - zaśmiałam się.
- No to co robimy? - zapytał Junior.
- Nie wiem jak wy, ale ja to słyszałem jak ptaszki ćwierkały, że macie jakiś dobry obiad, więc ja chyba odbędę pielgrzymkę do waszej kuchni - Dani podniósł się i niemal pobiegł w stronę kuchni. Z Neymarem wybuchliśmy śmiechem.
- Chodź, idźmy za nim, bo nic nam nie zostawi - powiedział Junior biorąc mnie za rękę i prowadząc za Danim.



Po miesiącu nieobecności w końcu wracam z rozdziałem. Oceny całkiem nieźle poprawiłam, więc myślę, że teraz nie będę pisać tak długo. W każdym bądź razie mam nadzieję że do świąt się wyrobię :D 

Dodaję ten rozdział chwilę po meczu z Czechami wygranym 3:1. Uważam że był to naprawdę dobry akcent na zakończenie piłkarskiego roku 2015 w narodowym teamie. Oby tylko nie stracić tej werwy w 2016, a będzie cudownie. 

Oczywiście jak większość martwi mnie sytuacja na świecie... Ale cóż możemy zrobić. Możemy mieć jedynie nadzieję, że jakoś się to wszystko rozwiąże... Choć nie będzie łatwo. 

Już w tym tygodniu wielkie El Clasico. Nie mogę się już doczekać jednego z dwóch najważniejszych meczy w sezonie. Radosną informacją jest oczywiście fakt, że Leo będzie mógł zagrać chociaż te 30 minut. Na pewno bardzo mu na tym zależało. 

Milik, Jodłowiec, Grosicki <3 

Dobranoc :* 


Pamiętajcie o komentarzach :D 


5 komentarzy:

  1. Fajnie, że pojawił się rozdział. Bardzo ciekawy i dość wesoły. ;D Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, uśmiałam się i to nieźle. :p Wspaniały rozdzialik. ;) Czekam na więcej. A Dani jak to Dani - pozytywny wariat, którego wręcz ubóstwiam. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dani rozwalil system :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudooo *,* Fantastyczny, uśmiałam się, świetny czekam na szybki next i życzę weny ❤

    OdpowiedzUsuń