~ Twój uśmiech mówi wszystko
- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...
*********
Dzwonek na przerwę. Zabieram swoje rzeczy z ławki i wychodzę na zatłoczony korytarz. Jeszcze tylko 3 godziny zajęć i wracam do domu. Przechodzę do sali, w której będę miała następną lekcję jaką będzie nieszczęsna matematyka. Od razu gdy tylko siadam na ławce przed jej drzwiami kładę moją torbę zaraz obok mnie i z kieszeni wyciągam telefon. Ledwo spoglądam na wyświetlacz telefonu, a na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Jest! Wiadomość od Neymara. Szczerze mówiąc to nie wiem czemu się tak cieszę. Odkąd w sobotę, cztery dni temu wrócił do Barcelony piszemy ze sobą praktycznie całymi dniami. A jednak za każdym razem, gdy widzę nową wiadomość mimowolnie się uśmiecham. Mimo tego, że byłam w szkole, jedyną rzeczą jaką robiłam było właśnie wymienianie się SMS-ami z Neymarem. Nie przejmowałam się tym, że nauczyciel mógłby to zauważyć. W końcu jestem "wzorową uczennicą"... Nikt nie odważyłby się zwrócić mi uwagi czy zabrać telefonu. Przecież ważne było tylko to, że na następną lekcję będę przygotowana... Ale nie tylko ja robiłam coś co czego raczej nie powinnam. Neymar od samego rana miał trening przedmeczowy, a mimo to i tak zaprzątał sobie głowę pisaniem ze mną. Nie dość, że w poprzednim tygodniu opuścił przeze mnie dwa treningi i spóźnił się na kolejny to jeszcze teraz olewa trening, żeby móc ze mną porozmawiać. Próbowałam go przekonać, żeby przyłożył się do treningu i na tym zatrzymała się nasza rozmowa, bo niestety całą poprzednią godzinę spędziłam na pisaniu sprawdzianu...
- "Przyjaciel"? - spytała Ada, siadając obok.
Po tej akcji z Neymarem, gdy udawał mojego chłopaka musiałam długo rozmawiać z Adą, aby w końcu przekonać ją do tego jaka była prawda. Jednak nadal chyba nie do końca mi wierzyła. Uznała, że będzie pewna tylko wtedy, gdy zobaczy nas razem i przekona się jak się względem siebie zachowujemy. Ale niestety nie zapowiadało się na to, żeby Neymar w najbliższym czasie pojawił się w naszym mieście. Całe tygodnie treningów i co weekend chociaż jeden mecz, często na wyjeździe. Szkoda, że w Mountblanc nie ma klubu sportowego, z którym mogliby zagrać. W końcu mogłabym zobaczyć jak gra na żywo i poznać jego przyjaciół z klubu.
- Skąd wiedziałaś, że to Junior? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Ada nie poznała imienia mojego najlepszego przyjaciela. Nie chciałam jej o tym mówić, dlatego, że zapewne od razu zaczęłaby się domyślać o kogo chodzi. A wolałam na razie, aby pozostało to tajemnicą.
- Twój uśmiech mówi wszystko - zaśmiała się. - A tak zmieniając temat to Barcelona gra dzisiaj mecz z Realem Madryt. Aż dziwne, że taka cule ja ty nie jest teraz w Barcelonie - powiedziała, a ja wpadłam na genialny pomysł. Właśnie, dlaczego nie ma mnie w Barcelonie?
- Właśnie, teraz mnie tam nie ma - szepnęłam i poderwałam się z ławki. Zaczęłam biec. - Dziękuję - zawołałam jeszcze, ale Ada nie miała możliwości mi odpowiedzieć, bo zniknęłam już w innym szkolnym korytarzu.
Skierowałam się od razu do głównego wyjścia, a po chwili byłam już na dworze. Nie ważne było już dla mnie to, że w woli ścisłości miałam jeszcze zajęcia. Pędem rzuciłam się do bramy, aby opuścić teren szkoły. Nikt nie mógł mnie już zatrzymać.
Biegiem w ciągu pięciu minut znalazłam się przed moim domem. Nawet nie podejrzewałam się o to, że potrafię tak szybko biegać.
Na podjeździe nie było samochodu matki co znaczyło, że dom był pusty. Lepiej dla mnie. Otworzyłam drzwi wejściowe kluczem, który znalazłam w mojej torebce i nie zatrzymując się udałam się do swojego pokoju. W zawrotnym tempie wyrzuciłam z torby wszystkie książki i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które teraz będą mi potrzebne. Kiedy po chwili wzięłam już wszystkie rzeczy z mojego pokoju opuściłam to pomieszczenie i zeszłam na parter, do gabinetu ojca. Jak zwykle drzwi były zamknięte, bo wstęp tam miał tylko tata, ale kiedyś dał mi on klucz do drzwi w tajemnicy przed matką. Teraz była pierwsza okazja, żeby go wykorzystać. Znalazłam właściwy klucz i włożyłam go w zamek. Chwilę później przekraczałam próg "świątyni" mojego ojca. Podeszłam do biurka i wysunęłam pierwszą szufladę. Od razu znalazłam to czego chciałam. Wzięłam tą jedną małą rzecz i włożyłam do torebki. Wiedziałam, że ojciec nie będzie za to zły, a ja potrzebowałam tego, żeby wszystko się udało. Sięgnęłam jeszcze po kartkę i długopis, po czym napisałam krótką wiadomość dla ojca.
" Tato, nie martw się, jestem bezpieczna. Wrócę jutro. Zadzwoń kiedy przeczytasz tą wiadomość. Kocham.
Sel :*"
Zostawiłam kartkę na biurku i opuściłam pomieszczenie. Zamknęłam je dwukrotnie sprawdzając jeszcze czy na pewno nikt go nie otworzy i skierowałam się do wyjścia z domu. Zamknęłam wszystko i opuściłam miejsce mojego zamieszkania. Stanęłam na chwilę na chodniku za bramą. W którą stronę biec? Szybko wyobraziłam sobie plan mojego miasta i już wiedziałam gdzie podążać. Miałam może jakieś 3 kilometry do wybranego miejsca. I jeśli dobrze pamiętam miałam jakieś 15 minut, żeby tam dotrzeć... Dam radę!
Wbiegłam na peron w ostatniej chwili. Akurat na tor wjechał mój pociąg. Zdążyłam! Wsiadłam do wagonu i odwiedziłam przedział dla konduktorów, a potem już w spokoju znalazłam swój przedział. Byłam sama. Ale tylko przez kilka minut. Na kolejnej stacji do mojego przedziału wsiadła starsza pani.
- Dzień dobry - powiedziałam, uśmiechając się szeroko. Kultura to podstawa.
- Dzień dobry. Dokąd się wybierasz? - spytała z uśmiechem na ustach. Bardzo sympatyczna kobieta.
- Do Barcelony.
- Do chłopaka? - spytała, patrząc na mnie przenikliwie.
- Nie, nie, do przyjaciela. Trochę się za nim stęskniłam i postanowiłam pojechać go odwiedzić - wyjaśniłam.
- Pewnie dużo dla ciebie znaczy. Widać po twoim uśmiechu, gdy o nim mówisz.
Ze starszą panią przegadałam prawie całą moją podróż. Wysiadła jeden przystanek przede mną. Tak więc podróż pociągiem minęła mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Ale po opuszczeniu pociągu znów zaczął się wyścig z czasem. Mecz miał zacząć się o godzinie osiemnastej. Zostało mi około czterdziestu minut, żeby dotrzeć na Camp Nou. Problemem było to, że nie znałam zbyt Barcelony i nie wiedziałam gdzie znajduje się stadion Barcy. Ale taki problem to nie problem. Rozejrzałam się i niemalże od razu zobaczyłam postój taksówek. Dopisywało mi dzisiaj prawdziwe szczęście. Wsiadłam do pierwszej wolnej taksówki i poprosiłam kierowcę o podwiezienie pod Camp Nou.
O tej porze w Barcelonie były niewyobrażalne korki. Ale mogłam się tego spodziewać. W końcu połowa Barcelończyków o tej porze wracała z pracy, a reszta wybierała się na mecz Barcy. Taka już polityka panowała w tym ogromnym i pięknym mieście - jego mieszkańcy uwielbiali swoją drużynę mimo, że znajdował się tam jeszcze jeden duży klub - Espanyol. Jednak Barcelończycy chyba mieli swojego faworyta, którą była oczywiście Blaugrana.
Moja droga na stadion strasznie się przedłużała... Już bałam się, że jednak nie uda mi się dotrzeć na czas i cały mój wysiłek pójdzie na marne. Jednak już w ostatniej chwili dotarłam na obiekt należący do FC Barcelony. Dzięki karcie klubowej ojca weszłam na trybuny bez większych problemów. Tak, mój ojciec kibicuje Barcelonie. Posiada kartę klubową, bo wcześniej, kiedy nie musiał tak dużo pracować bardzo często przyjeżdżał tutaj na mecze Dumy Katalonii. Ale w miarę upływu czasu odwiedza to miasto coraz rzadziej z powodu pracy. W miarę upływu czasu matka miała coraz większe zachcianki i ojciec musiał coraz częściej wyjeżdżać za granicę, żeby móc sprostać wymaganiom mojej rodzicielki. I w końcu doszło do tego, że przyjeżdża na mecze tylko w wypadku, w którym Barcelona gra w finale o jakiś puchar. Resztę meczy ogląda w internecie, ale też tylko wtedy, kiedy pozwalają mu na to służbowe obowiązki.
Znajdowałam się na największym europejskim stadionie i jednocześnie jednym z największych stadionów piłkarskich na świecie. Robi wrażenie. Usiadłam na swoim miejscu i przyglądałam się całemu stadionowi. Nie byłam tu pierwszy raz. Kiedyś przyjechałam tutaj razem z ojcem na ostatni mecz sezonu. Ale od tamtego czasu minęło już kila lat i zdążyłam zapomnieć jak piękne jest to miejsce.
Dziś miało odbyć się to cudowne i wyczekiwane przez wielu kibiców piłki nożnej El Clasico. Atmosfera na stadionie była wręcz czarująca. Kiedy doczekałam się początku poczułam się jakbym należała do tej wielkiej rodziny jaką jest FC Barcelona. Cudowne uczucie, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze.
Piłkarze zaczęli wychodzić na murawę stadionu, ale ja skupiałam się jedynie na moim piłkarzu, który wyszedł z tunelu jako jeden z ostatnich. Widziałam go bardzo dokładnie, bo miałam miejsce bardzo blisko boiska. Na jego twarzy wymalowane było skupienie. Z resztą tak jak u wszystkich 22 piłkarzy. W końcu dla obydwu drużyn to jeden z najważniejszych meczy w lidze. Żadne z nich nie mogło sobie pozwolić na porażkę, a jednak ktoś musiał przegrać. Remis nie byłby zadowalający dla żadnego z nich. Sam fakt, że jest to spotkanie najlepszych zespołów Hiszpanii zapowiadało wielkie emocje.
I rzeczywiście mecz był niezwykle emocjonujący. Nie można było go porównać do żadnego innego meczu jaki miałam okazję oglądać. W czasie tych 90 minut obejrzałam tyle zwrotów akcji,tyle emocji, że czułam się jakbym wybrała się do kina na świetny film sensacyjny. Mecz był po prostu przepełniony emocjami. Za każdym razem kiedy piłkarze Realu przedzierali się z piłką na połowę Barcelony całe Camp Nou podnosiło się z miejsc, żeby po chwili zobaczyć jak obrońcy ich ukochanego klubu umiejętnie wyprowadzają piłkę z własnej połowy. Tylko raz kibice Blaugrany byli zmuszeni, aby wrócić na swoje miejsca w dość ponurych nastrojach. Wszystko za sparwą młodej gwiazdy Los Blancos, Jamesa, któremu jako jedynemu udało się przechytrzyć obronę Dumy Katalonii. Lecz cule także nie mogli narzekać na swoją drużynę. w ciągu całego meczu dwókrotnie głośno świętowaliśmy triumf nad zespołem Realu Madryt. Tych cudownych emocji przy zdobyciu tych bramek zapewnili nam ich autorzy - niezastąpiony Leo Messi oraz mój kochany Neymar. Byłam z niego naprawdę dumna. Gdy piłkarze Barcelony opuszczali boisko żegnaliśmy ich głośnymi owacjami i hymnem Barcy. Zasłużyli sobie na to.
We wręcz cudownym nastroju opuściłam obiekt należący do FC Barcelony. Gdy byłam już na zewnątrz odetchnęłam głęboko barcelońskim powietrzem, w którym można było wyczuć zapach zwycięstwa. Napawało mnie to taką radosną energią. Po prostu cieszyłam się zwycięstwem Barcelony.
Poczekałam chwilę przed stadionem, a potem spacerkiem ruszyłam w stronę domu mojego przyjaciela. Na szczęście znałam drogę do niego ze stadionu. Nie chciałam na niego czekać przed Camp Nou, bo wiedziałam, że zapewne ogarnięcie się po meczu trochę mu zajmie, a i tak były małe szanse, żeby mnie zauważył. Dlatego wolałam udać się pod jego dom. W końcu przecież musiał tam wrócić. Prędzej czy później, ale tam na pewno go spotkam.
Było już po dwudziestej kiedy samotnie przemierzałam Barcelonę w drodze do domu piłkarza. Nie powiem, mieszkał niezbyt blisko stadionu. Jednak szło mi się całkiem przyjemnie. Kiedy byłam już może kilkaset metrów od celu zadzwonił mój telefon. Nawet nie spojrzałam kto postanowił sobie ze mną porozmawiać.
- Hey piękna - usłyszałam głos i od razu wiedziałam z kim mam do czynienia.
- Hey, co tam? Czemu dzwonisz? - na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Właśnie wracam ze stadionu. Oglądałaś mecz? - spytał, a w jego głosie było słychać radość. Gdybym nawet nie oglądała meczu, spostrzegłabym, że musieli odnieść zwycięstwo.
-Nie oglądałam, nie mogłam - powiedziałam, udając smutną. - Ale nie zdradzaj mi wyniku, bo gdy wrócę do domu chcę go obejrzeć. - Fakt, skłamałam. Ale nie chciałam gratulować mu udanego meczu przez telefon. Wolałam zrobić to osobiście.
- Dobrze, nic nie będę ci mówił. A co tam u ciebie? Jak było w szkole?
- Serio, pytasz o szkołę?
- Tak, pytam o szkołę.
- Więc, było w cholerę nudno, ale na wszystkich lekcjach pisałam z tobą, więc umiliłeś mi dzisiaj dzień. Dziękuję.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. A co teraz robisz, że nie mogłaś obejrzeć tak ważnego meczu?
- Spaceruję sobie. Wyższa konieczność - przyznałam.
- Rozumiem - no nie byłabym tego taka pewna.
- Ej, ej, a czy ty czasami nie jedziesz teraz samochodem? - teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę.
- Jadę i co w związku z tym?
- To, że wolałabym, żebyś na pewno bezpiecznie dojechał do domu. Zadzwoń jak będziesz już w domu.
- Ja tu dzwonię, bo się stęskniłem za moją ulubioną przyjaciółką, a ty mi tu mówisz, że mam zadzwonić później... Foch! - zaśmiał się.
- Ja też chcę z tobą porozmawiać, ale po prostu się o ciebie boję. Chcę, żebyś bezpiecznie wrócił do domu. Proszę cię, zadzwoń jak już skończysz prowadzić. Nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdyby teraz coś ci się stało - byłam poważna chyba jak nigdy dotąd. Ale mówiłam prawdę. Przywiązałam się już do niego i nie chciałabym go stracić. Martwiłam się o niego, ale nie tak jak o Adę... Dziwne uczucie.
- Nie wiedziałem, że się o mnie aż tak martwisz - zaśmiał się. Nie wiem dlaczego dla niego to było śmieszne. - Ale dobrze, skoro tak będziesz spokojniejsza, to zadzwonię jak będę już w domu - powiedział i rozłączył się. Teraz byłam o niego spokojna.
Skończyłam rozmowę z Neymarem, ale nadal szłam przed siebie. Chwilę później skręciłam w ulicę, na której mieszkał Brazylijczyk. Nie było na niej nikogo poza mną. Było już ciemno, więc przestraszyłam się kiedy minął mnie samochód. Chwilkę potem zauważyłam, że zatrzymuje się kilka posesji dalej. Audi. Od razu wiedziałam kto tak mnie wystraszył. Oj oberwie mu się za to.
Przyspieszyłam kroku. Mój głupek raczej mnie nie zauważył. Przez dłuższą chwilę nie wysiadł z samochodu, a ja zbliżałam się do niego coraz bardziej. Wysiadł dopiero kiedy byłam już dość blisko, ale mimo to nadal mnie nie zauważył. Ja mu naprawdę kiedyś kupię okulary.
Wyjął z samochodu swoją torbę treningową, odszedł kawałek i na chwilę przystanął, wyciągnął telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Mogłabym się założyć, że właśnie chciał do mnie zadzwonić. Korzystając z okazji po cichu do niego podbiegłam i zakryłam mu oczy rękami, choć wymagało to ode mnie wspięcia się na palce.
- Niespodzianka! - wyszeptałam mu do ucha.
Chłopak wziął moje ręce w swoje dłonie i powoli się odwrócił, tak jakby bał się, że mnie wystraszy. Kiedy w końcu mnie zobaczył najpierw szeroko się uśmiechnął, a potem mocno mnie do siebie przytulił.
Wróciłam! Nareszcie udało mi się skończyć ten rozdział! Przepraszam za opóźnienie, bo rozdział planowo miał pojawić się 2-3 dni temu, a jednak wyszło tak jak wyszło :( Ale spróbuję się poprawić :)
Wiem, że bardzo chcecie już, żeby Sel w końcu związała się z Neyem, ale uważam, że parą nie można stać się z dnia na dzień i że nasi bohaterzy muszą co nieco przeżyć :D Ale nie martwcie się, w końcu doczekacie się momentu, w którym ich serca zaczną bić dla siebie na wzajem :D Ale myślę, że sytuacja, w której są przyjaciółmi też nie jest najgorsza :D
Oczywiście jeśli macie jakieś uwagi co do rozdziału czy ogólnie opowiadania to piszcie śmiało, postaram się poprawić wszystkie błędy jeśli takowe się pojawiają :D
Niestety wszyscy bardzo dobrze wiemy, że coraz większymi krokami zbliża się szkoła, no i niestety będzie mniej czasu na pisanie :/ Ale zapewniam Was, że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z bloga, czy pojawiać się tutaj rzadziej :D Po prostu dochodzi ten fakt, że będą dni czy nawet tygodnie (oby nie!) w których nie będę mogła nic napisać, ale na pewno w głowie będę już obmyślała rozwój wydarzeń do następnego rozdziału, więc nie macie się o co martwić :D
Dobranoc :*
11 waszych komentarzy = rozdział 9
Powodzenia :*
Boski czekam na next ♡ ♡ ♡
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział i nieprzewidywalna Sel! Świetna jest ta dziewczyna ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ;*
Jak ty to robisz, że to ci wychodzi tak idealnie!!! Oddaj mi to coś!! :D Rozdział genialny :*
OdpowiedzUsuńRozdział jest wręcz cudowny! <3 Już się nie mogę doczekać kontynuacji ;*
OdpowiedzUsuńBrak mi słów :) Poprostu niesamowite :)
OdpowiedzUsuńW.O.W!!!! Dziewczyno ten rozdział jest świetny!!!!! Poprostu brak mi słów i określeń na to cudeńko;******<33333
OdpowiedzUsuńZe zniecierpliwieniem czekam na nexta;3
Cudeńko <3
OdpowiedzUsuń/neymarovaa
UsuńCiekawe jak na ta "Ucieczke" zareaguje jej matka :) Ale czego sie nie robi z milosci hehe
OdpowiedzUsuńPopłakałam się pod koniec wspaniały rozdział <3 wspaniale piszesz ciekawi mnie reakcja rodziców a w szczególności mamy ;)
OdpowiedzUsuńWspaniały czekam z niecierpliwością na kolejne dzieło <3/nikola3354
Ale pięknie :') ale może by zaczęli być... parą? a nie tak krążą wokół siebie ale nic się nie rozwija... z niecierpliwością czekam na next ;) ney21
OdpowiedzUsuńcudowny brak mi słów czekam na next :*
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział! Czekam na next
OdpowiedzUsuń