poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7

~ "Sel, kochanie..."

- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później.
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi.
*****
Poranek następnego dnia nie był zbyt przyjemny, ale na pewno zapamiętam go sobie na dłużej. Wszystko to przez Neymara, który zgotował mi dość zimną i mokrą pobudkę.
- Aaaaaa - zaczęłam krzyczeć, kiedy poczułam zimną wodę na mojej skórze. - Nie żyjesz! - zawołałam, widząc Neymara nad moim łóżkiem ze szklanką w ręce. Chłopak zaczął uciekać i wybiegł z pokoju, a ja niewiele myśląc wybiegłam za nim. Ganialiśmy się po całym domu, drąc się przy tym niemiłosiernie. Widocznie nasze krzyki obudziły rodziców, bo w pewnym momencie na schodach zauważyliśmy mojego tatę i momentalnie oboje stanęliśmy w miejscu. Dziwne, bardziej spodziewałabym się zobaczyć tam matkę.
- Ja rozumiem, że jest godzina dziesiąta i że już nie śpicie, ale weźcie pod uwagę, że w tym domu są jeszcze inni ludzie - powiedział i wrócił do sypialni.
Z Neymarem chwilę staliśmy z poważnymi minami, a po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ja nadal wszystko słyszę! - usłyszeliśmy głos z góry.
- Przepraszamy, już nie będziemy! - zawołał Neymar. Mimo to przez następne kilka minut nadal się śmieliśmy, ale próbowaliśmy chociaż trochę stłumić nasz śmiech.
- Jemy śniadanie? - spytałam, gdy już się uspokoiliśmy. Nie powiem, byłam głodna. Bardzo.
- Ja na twoim miejscu to najpierw bym się ubrał - no tak, przecież wybiegłam za Neymarem w samej piżamie.
- No może tak będzie lepiej -  pobiegłam do pokoju i szybko się przebrałam. Założyłam moje ukochane dresy. Musiałam jeszcze tylko zabrać telefon i mogłam zejść do Neymara, który był... właśnie, gdzie on w tym czasie był?
Schodząc po schodach przejrzałam mój telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń od Ady. Nie dziwiłam się temu. Miałam wczoraj wieczorem z nią porozmawiać, ale chciałam spędzić czas z Neymarem, a potem całkowicie o tym zapomniałam. Z resztą teraz też nie mam już zamiaru do niej dzwonić. Neymar dzisiaj po południu wraca do Barcelony, więc czas jaki nam pozostał musimy wykorzystać w stu procentach. W końcu, kto wie kiedy następnym razem będziemy mieli okazję się znów spotkać. A rozmowy przez telefon czy internet to nie to samo. Dlatego do Ady zadzwonię kiedy Neymar pojedzie już do domu.
Chciałabym, żeby został u mnie na dłużej. Nie ważne, że pojutrze będę musiała iść do szkoły. Przez jeden dzień nieobecności przecież nic się nie stanie. Ale Neymar miał swoje obowiązki. W środę ma mecz, musi trenować, żeby móc wyjść w pierwszym składzie. Dzisiaj też musi wrócić wcześniej, żeby zdążyć na wieczorny trening. Uparł się, że wyjedzie z Mountblanc o godzinie szesnastej i "na pewno zdąży" na trening o osiemnastej. Bardzo w to powątpiewam, ale jeśli tak uważa to nie będę się z nim kłócić. Znaczy, na początku chciałam mu powiedzieć, że nie chcę się spóźnił albo opuścił przeze mnie swój trzeci trening, ale nie dał sobie przetłumaczyć. Uparty jak osioł.
Szczerze mówiąc to o wszystkim tym rozmawialiśmy z Neymarem wczoraj w nocy. Niby byłam zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Neymar zresztą też Dlatego rozmawialiśmy ze sobą do północy, aż w końcu znużył mnie sen.
Neymara znalazłam oczywiście w kuchni. Głodomór nie mógł się doczekać aż przyjdę. Sam zrobił sobie śniadanie i właśnie zaczynał je jeść. Dobrze, przynajmniej nie będę musiała mu robić jedzenia.
- Nie chciało ci się poczekać tych kilku minut? Przecież zrobiłabym ci te śniadanie - powiedziałam mimo wszystko.
- Myślałem, że dłużej ci to zajmie. Mniej więcej tak jak wczoraj.
- No już bez przesady - powiedziałam, wsypując sobie płatki do miski. Po chwili siadałam już przy stole, ale nie mogłam w spokoju zjeść moich płatek. W momencie, w którym miałam zacząć jeść usłyszałam dzwonek do drzwi. Z moich ust mimowolnie wypłynęło samotne przekleństwo.
- Komu się tak nagle o godzinie jedenastej w sobotę zachciało się mnie odwiedzać?! - zawołałam i poszłam otworzyć. Neymarowi widocznie moje zachowanie wydało się zabawne, bo niemalże od razu zaczął się śmiać.
Chwilę później otworzyłam drzwi wejściowe i ujrzałam za nimi Adę. Czy ona nie wie, że ja zazwyczaj o tej godzinie śpię? Wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś mnie obudzi - wtedy chodzę wkurzona przez cały poranek. I tak właśnie było dzisiaj.
- Ada? Co ty tu robisz? - zadałam dość głupie pytanie. Przecież stoi, jest, oddycha....
- Wiesz, przyszłam pod twój dom ptaków posłuchać! - Ada i jej riposta... - Dobijam się do ciebie od samego rana! Nie odbierałaś więc przyszłam. Mogę wejść?
- Ada... Właśnie problem w tym, że nie możesz... Mam gościa, sama rozumiesz - powiedziałam, udając zmieszaną, a tak naprawdę strasznie chciało mi się śmiać.
- Sel... czy mi się wydaje... jest u ciebie... no chyba nie... niemożliwe... ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... ty... z kimś... - Ada sama nie wiedziała już jak wypowiedzieć jakieś w miarę składne zdanie. Mówiąc po polsku była po prostu w szoku. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Ale oczywiście wiedziałam o czym myślała. (I wy też pewnie wiecie, mam nadzieję :P)
- Sel, kochanie... - usłyszałyśmy jak Neymar woła mnie z kuchni. Uduszę, zabiję i nie wiem co jeszcze mu zrobię...
- Ok, ja może nie będę wam przeszkadzać... zadzwoń... odezwij się jak już skończycie... bo widzę, że wam w czymś przeszkodziłam... - powiedziała i zniknęła zanim zdążyłam spróbować jej cokolwiek wytłumaczyć.
Trzasnęłam drzwiami i wróciłam do kuchni, w której nadal siedział rozbawiony do rozpuku Neymar.
- I czego się tak śmiejesz? - spytałam wkurzona. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwowała.
- Bo ta sytuacja jest śmieszna. Naprawdę nie wiem jak możesz być w tej chwili poważna.
- To wcale nie jest śmieszne - powiedziałam, choć kiedy przez myśl przeszła mi cała ta sytuacja to sama zaczęłam się śmiać.  - Teraz Ada będzie myśleć, że się ze sobą przespaliśmy - dodałam.
- I co w tym złego? W końcu jesteś dorosła, możesz robić co chcesz. I nie musisz chyba pytać swojej przyjaciółki o zdanie.  Przecież to twoje życie.
- Nie rozumiesz kobiet - westchnęłam.
- Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem.
- Chodzi o to, że Ada zbyt dobrze mnie zna. Wie, że nie zrobiłabym czegoś takiego z pierwszą lepszą osobą. Założę się, że w poniedziałek będzie na mnie wkurzona, bo nie powiedziałam jej,  że z kimś jestem. I to wszystko przez twoje dwa głupie słowa - pokręciłam głową w geście zwątpienia.
- Widzisz jaki ja jestem wpływowy? Moje dwa słowa i od razu masz problemy - śmiał się nadal jedząc śniadanie. Jak on się ociąga...
- Wiesz... w tej sytuacji moje "dwa słowa" też mogłyby ci narobić problemów - powiedziałam, machając mu telefonem przed twarzą.
- Wiesz... ale wtedy ściągniesz kłopoty też na siebie - pokazał mi język.
- Krowa ma dłuższy i się nie chwali - odpowiedziałam na jego gest, zabrałam miskę po płatkach i wstawiłam do zlewu. - Już widzę te nagłówki: "Nowa dziewczyna Neymara! Przystojny piłkarz związał się z przeciętną i nikomu nieznaną dziewczyną z Mountblanc." - zaśmiałam się na samą myśl o tym.
- Oj nie przesadzaj. I tak będą o tym pisać. Nic nie zrobisz.
- Przyjaźń z tobą jest niebezpieczna! - uznałam.
- No co ty nie powiesz - zaśmiał się. - Dopiero teraz to zauważyłaś?
- Z tobą się da zwariować - pokręciłam głową i opuściłam kuchnię.
- Jakoś jeszcze nie zwariowałaś - zauważył, wchodząc za mną do salonu i siadając na kanapie.
- Niewiele do tego brakuje - odpowiedziałam, rzuciłam się na kanapę obok Neymara i włączyłam telewizor.
Przeglądałam każdy kanał po kolei, ale nie znalazłam nic wartego uwagi. Jak to zazwyczaj bywa z telewizją... kiedy szukasz czegoś do obejrzenia to nic nie ma, ale jeśli nie masz czasu to jest wszystko co chciałabyś obejrzeć...
- Oglądamy jakiś film? - spytałam przyjaciela, który jak zwykle przeglądał internet w telefonie.
- Możemy, możemy - powiedział, chowając telefon.
- To jakieś propozycje? - wiedziałam, że to będzie naprawdę bardzo bardzo ryzykowne pytanie.
- Teletubisie!!! - zawołał po czym wybuchł śmiechem. Ja też nie mogłam pozostać niewzruszona. Śmieliśmy się z tego przez kilkanaście kolejnych minut.
- Dlaczego Teletubisie?! - zapytałam przez śmiech.
- Bo ostatnio oglądałem je z Gerardem.
- To Gerard ogląda Teletubisie? Rozumiem, że z Milankiem?
- Nie! On sam ogląda. Milanek tylko czasami ogląda z nim. A Gerard obejrzał ostatnio ostatni odcinek i pogrążył się w rozpaczy, że skończył się jego ulubiony serial. A to był jedyny film, który potrafił go tak wzruszyć! - powiedział, udając emocje jakie zapewne towarzyszyły Gerardowi, gdy ogłaszał przyjaciołom z drużyny tę straszną wieść. Kiedy tylko to zobaczyłam, padłam ze śmiechu. Neymar powinien zostać aktorem... On ma takie zdolności aktorskie i na boisku, i w rzeczywistości.
- Czyli jednak on jest aż tak stuknięty jak go opisują?
- Uwierz, o wiele bardziej... I ty mówisz, że przy mnie da się zwariować... Spędziłabyś z nim cały dzień sama, a trafiłabyś chyba do psychiatryka na oddział zamknięty.
- To ja chyba nie chcę poznać tych twoich przyjaciół!
- Będziesz na to skazana. Ale nie bój się, ci debile nie są groźni.
- A przed chwilą powiedziałeś, że przez Pique można wylądować w psychiatryku...
- Bo zwariować czasami przy nim idzie. Ale tak na codzień to jest naprawdę spoko przyjacielem.  Muszę cię kiedyś z nim poznać. Tylko, żeby mi nie odbił przyjaciółki, bo mu tego nie podaruję.
- Nie masz się o co bać. Shakira byłaby zazdrosna.
- A w moim przypadku nie ma nikogo, kto mógłby być o ciebie zazdrosny.
- Jeszcze kogoś takiego nie ma - powiedziałam na co Neymar dziwnie na mnie spojrzał. - W końcu całe życie nie będziesz singlem. Zobaczysz, jeszcze znajdzie się taka dziewczyna, która skradnie ci serce - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Czas aż do popołudnia minął nam na siedzeniu w salonie, wspólnym słuchaniu muzyki i długich rozmowach. Ale niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. I tak samo musiały skończyć się moje wspólne chwile z Neymarem. Ale teraz przynajmniej byłam pewna, że znów nie urwie nam się kontakt. Ale jednak myśl, że za chwilę Neymar opuści mój dom, wróci do Barcelony i nie wróci do mnie przez dłuższy czas była przytłaczająca. Kiedy Neymar zwrócił uwagę na to, że powinien się już zbierać obojgu nam pogorszyły się humory. Nie mieliśmy siły nawet szczerze się uśmiechnąć. Żadne z nas nie chciało się rozstawać. Ale niestety, czas powrotu Neymara do Barcelony zbliżał się i to nieubłaganie. Ale nie mogłam prosić go o to, żeby został u mnie na dłużej. Ma klub i karierę, o którą musi dbać. A ja mam szkołę, której nie powinnam zawalać. Nasz czas razem się skończył.
Neymar zabrał swoje rzeczy z mojego pokoju, założył full cap i swoje okulary przeciwsłoneczne i wyszliśmy z mojego domu. Kiedy byliśmy już za bramą posesji mojego domu każde z nas chciało coś powiedzieć, ale żadne nie znało właściwych słów. Po prostu postanowiliśmy, że przytulenie się będzie najlepszą formą pożegnania. Trwaliśmy w uścisku zaledwie dwie czy trzy minuty, ale dla mnie to było jak kilka godzin. Jednak kiedyś to musiało się skończyć.
- Jedź już lepiej, bo nie zdążysz na trening - powiedziałam smutnym głosem, gdy już się od siebie odsunęliśmy. Miałam oczy pełne łez.
- Ej, ej! Nie płacz! Nie powinnaś się smucić! Takie piękne oczy nie powinny płakać! Nie martw się, nie zostawię cię, nie przestanę się odzywać. Wrócę do ciebie, gdy tylko będę mógł. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i na pewno nie zapomnę o tobie! - zapewnił mnie i jeszcze raz przytulił. Otarł łzy płynące po moich policzkach, pocałował mnie delikatnie w czoło jak młodszą siostrę i wsiadł do samochodu.
- Wrócę - jeszcze raz szepnął, a po chwili śledziłam jego odjeżdżający samochód. Aż do momentu, w którym zniknął za horyzontem...



Hey hey mordeczki :D Wreszcie skończyłam i dodaję kolejny, siódmy już rozdział :D Mam nadzieję, że się spodoba :D Przy okazji dziękuję za już ponad tysiąc wyświetleń! Nie spodziewałam się tego tak szybko :D Od razu poproszę Was o zagłosowanie w ankiecie, którą dodałam :D 
Kto ogląda mecz? Strata 4 punktów, ale to nasza Barca... jeśli ktoś potrafiłby odrobić takie straty to tylko ONA <3333 
Visca el Barca! Forca Barca! 
Barcelona - Mes que un club! <3 
Damy radę! 

9 WASZYCH KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 8

Powodzenia :* 

11 komentarzy:

  1. Teletubisie ;D czemu to zawsze Ger musi być takim głupolem? XD aj i pojechał... Niech no wraca szybko!
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja uwielbiam Gercia i jego Teletubisie <3 A za to, że on wyjechał bez niej to powinnaś dostać :') Rozdział cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Booożeeee, takie smutne pożegnanie ;(( Czekam na next ;** /nat

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah, dziękuję za poprawę humoru ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam dziś całe twoje opowiadanie. A rozdział świetny ;) A co do meczu Barçy brakowało pasji... i Neymara ale cała liga mistrzów przed nami

    OdpowiedzUsuń
  6. Teletubisie potrafią zawsze rozwinąć rozmowę o Gerim;D rozdział BOSKI BOSKI BOSKI BOOOOOOOSKI!!!!!;*****<3333
    Nie mogę doczekać się kolejnego;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Gerarciu boski xD Ale czemu Neymar wyjechał? :( Mam nadzieje, że szybko wróci :) Rozdział boski <3 Dodaj jak najszybciej nexta, ale nie LBA, tylko rozdział ;)
    (I widzisz! Dodałam kom! xD)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo cudo cudo <333 tylko szkoda że w taki smutny sposób zakończył się ten rozdział... czekam na next ;) ney21

    OdpowiedzUsuń