~ Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie. Przypadek? Nie sądzę.
Ponownie przystanęłam na chwilę w miejscu. Nie mogłam uwierzyć. Na podjeździe mojego domu stało białe Audi, a o nie stał oparty młody chłopak z rękami w kieszeni. Widocznie na kogoś czekał.Zaczęłam biec w jego stronę. Chłopak mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę, a ja po chwili wpadłam w jego ramiona.
- Stęskniłam się - szepnęłam mocno się do niego przytulając. - Co ty tutaj robisz? - spytałam, gdy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Stęskniłem się - Neymar odpowiedział mi z szerokim uśmiechem na ustach.
- Skoro się stęskniłeś to nie mogłeś po prostu zadzwonić?
- A co, nie cieszysz się, że przyjechałem? - powiedział, udając obrażonego.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Po prostu nie odzywałeś się przez tyle czasu i nagle taka niespodzianka. Jesteś tu. Nie mogę uwierzyć... Jak ty się tu w ogóle znalazłeś? Skąd ty masz mój adres? - byłam naprawdę zdziwiona tą sytuacją. Skąd Neymar nagle wziął się w Montblanc?
- Mam swoje sposoby - zaśmiał się. Tęskniłam za tym jego pięknym śmiechem. I nie tylko. Tęskniłam za nim całym.
- Chyba znajomości - zaśmiałam się przypominając sobie, że mógł po prostu pojechać do mojej cioci. Ona na pewno chętnie by podała mu mój adres. I zapewne to zrobiła.
- Twoja ciocia okazała się być bardzo pomocna - odpowiedział. Czyli jednak się nie myliłam.
- Wiedziałam - zawołałam. Wywołało to u nas jedynie wybuch śmiechu.
- Martwi się o ciebie - powiedział, gdy już oboje się uspokoiliśmy. - Myślę, że powinnaś do niej zadzwonić i z nią porozmawiać.
- Przecież nic się nie dzieje. Nie ma się czym takim zamartwiać - uznałam.
- Według ciebie. Kiedy pytałem o adres poprosiła, żebym się tobą zaopiekował. Prosiła, więc jestem - powiedział szeroko się uśmiechając.
- Czyli, gdyby cię o to nie poprosiła to byś nie przyjechał? - postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Nie odzywał się przez całe dwa tygodnie. Należy mu się nauczka.
- Jasne, że bym przyjechał. Tak jakby... brakowało mi ciebie - wyznał. Wow, tego się nie spodziewałam.
Postanowiłam już nie pytać o to dlaczego zerwał ze mną kontakt na tyle czasu. Po prostu w odpowiedzi na jego słowa mocno go przytuliłam. Zrobiłam to przede wszystkim dlatego, że zabrakło mi słów, aby mu odpowiedzieć.
- Wejdziesz ze mną do domu czy zamierzasz zostać na dworze? - spytałam po chwili.
- Chętnie wszedłbym do środka. W Barcelonie jest chyba cieplej niż w Montblanc - powiedział
- Możliwe - zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękę do mojego domu. Otworzyłam drzwi i od razu poczułam przyjemne ciepełko.
- Zapraszam w moje skromne progi - powiedziałam wpuszczając Neymara do środka.
- Już z tymi skromnymi to ty nie przesadzaj. A mówiłaś, że mój dom jest ogromny - spojrzał na mnie jak na jakąś przestępczynię. Zaśmiałam się widząc jego minę. Ja przy nim cały czas się śmieję... To już chyba nie jest normalne.
- Bo jest. A dom jaki zachciała zbudować sobie moja matka nie ma ze mną nic wspólnego. No może oprócz mojego pokoju. Z resztą z całego tego domu korzystam tylko z mojego pokoju i kuchni - uśmiechnęłam się i podążyłam w stronę schodów. Nie musiałam prosić Neymara, żeby poszedł za mną. I tak to zrobił.
Weszłam do mojego pokoju, po czym pojawił się tam on. Zostawiłam swoją torbę przy biurku i usiadłam na moim ogromnym łóżku.
- Jestem wykończona - stwierdziłam kładąc się na miękkich poduszkach.
- Czym takim? Siedzeniem w szkole? - śmiał się ze mnie. Już nawet nie chciało mi się podnosić, żeby uderzyć go poduszką.
- A żebyś wiedział. Po całym tygodniu mam już dość - westchnęłam.
- Skąd ja to znam - usłyszałam głos Neymara.
- No właśnie nie wiem skąd - zaśmiałam się.
- A co, myślisz, że piłkarze nie chodzą do szkoły? - spytał jakbym była idiotką. Postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
- Ja wiem, że jestem głupia, ale chyba nie aż tak. Po prostu nie mogę sobie ciebie wyobrazić jak idziesz do szkoły, siedzisz w klasie i słuchasz nauczycielki. Mam wybujałą wyobraźnię, ale tego nie potrafię sobie wyobrazić - przyznałam.
- No widzisz, ja ciebie też nie. A najciężej jest mi sobie wyobrazić jak grasz w piłkę na wf-ie - zaśmiał się. Zamknął oczy i po chwili śmiał się jeszcze głośniej. Wolę nie wiedzieć co sobie wyobraził. To mogłoby być niebezpieczne dla mojego życia i zdrowia.
- Właśnie, właśnie. Na ile przyjechałeś? - spytałam. Niby cieszyłam się, że tu jest, ale chyba dane mi jest wiedzieć jak dużo czasu będę mogła z nim spędzić.
- Myślałem o tym, żeby dzisiaj noc spędzić w hotelu i wrócić do Barcelony jutro wieczorem. Chyba, że nie chcesz, żebym zostawał w Montblanc to mogę pojechać już dzisiaj - powiedział.
- Ani mi się waż! Zostajesz u mnie! Ja cię po dwóch tygodniach nigdzie nie puszczę! Zostajesz i nie ma innej opcji - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką, która właśnie spadała z mojego łóżka.
- Ok, ok, poddaję się! - zawołał.
- Ej, a ty czasami nie powinieneś mieć dzisiaj i jutro treningu? - zapytałam.
- Nieee - przeciągnął.
- To czemu ci nie wierzę? - spojrzałam na niego przenikliwie, a po chwili wyciągnęłam z kieszeni mój telefon. Aplikacja o FCB czasami się jednak przydaje.
- Kłamczuch! Macie dzisiaj wieczorem trening! Z resztą jutro rano też! - zawołałam. Neymar znowu oberwał poduszką. No i tak zaczęła się nasza bitwa na poduszki, która zakończyła się piętnaście minut później, gdy oboje wylądowaliśmy na podłodze. Cieszmy się i radujmy, że wokół mojego łóżka znajduje się miękki dywan!
- Ej, a skąd ty wiedziałaś, że mam trening?! - zaśmiał się. Ja też po tej akcji z bitwą na poduszki nie mogłam przestać się śmiać.
- Jak to moja przyjaciółka dzisiaj uznała, stałam się Barcelonistką, więc chyba powinnam wiedzieć takie rzeczy - odpowiedziałam.
- Moja Selena stała się Barcelonistką! Ludzie, słyszycie to?! - śmiał się ze mnie. I hmm.... moja Selena?!
- A żebyś wiedział. Nawet twój mecz obejrzałam ty moja łamago!
- Pfff... nie wierzę.
- To uwierz. Ładnego tego gola strzeliłeś. I to jeszcze w 69 minucie - też zaczęłam się śmiać. - Przypadek? Nie sądzę - dodałam.
- Czyli jednak oglądałaś. Ale ja nie rozumiem co ty masz do liczby sześćdziesiąt dziewięć. Przecież to taka normalna liczba - próbował być poważny. Coś mu się chyba nie udało, bo po chwili parsknął śmiechem.
- No i ty chyba sam nie wierzysz w to co mówisz - powiedziałam i w końcu postanowiłam wstać z podłogi. Ale postanowić, a zrobić to, to dwie różne rzeczy. Znaczy, miałam już wstawać i nawet bym to zrobiła, gdyby ten głupek nie pociągnął mnie za rękę. Jak na nieszczęście upadłam zaraz obok niego. - I co mnie pociągasz, głupku?
- Pociągam cię? - zapytał niby poważnie, ale jednocześnie zabawnie poruszając brwiami. Ja jedynie uderzyłam się dłonią w czoło w geście zwątpienia.
- No comment, no comment - westchnęłam i wreszcie podniosłam się z dywanu. Usłyszałam za sobą tylko śmiech Neymara na mój gest.
- I czego się śmiejesz? - odwróciłam się do niego, a za chwilę usiadłam przy moim biurku i rozpakowałam torbę.
- Portugalski? - spytał Neymar, podnosząc pierwszą książkę z całego ich stosu. Nawet nie zauważyłam jak do mnie podszedł. - Uczysz się portugalskiego?
- Angielskiego, włoskiego, niemieckiego i francuskiego też - odpowiedziałam. Neymar spojrzał na mnie jak na przybyszkę z jakiejś innej planety. - No co, to przecież nie mój wymysł.
- A niby czyj?
- Tylko moja matka ma takie poronione pomysły. Ja do szkoły językowej sama się nie zapisałam - westchnęłam.
- Przy mnie nauka portugalskiego nie powinna ci być potrzebna - powiedział po portugalsku po czym w uśmiechu ukazał te swoje śliczne zęby.
- I don't understend - powiedziałam. No niby uczę się tego portugalskiego od dobrych paru lat ale w końcu on tego nie wie.
- No weź mnie nie dobijaj - znowu portugalski.
- No już nie dobijam, nie dobijam - zaśmiałam się. My się czegoś naćpaliśmy czy jak, że nie możemy wytrzymać kilku minut bez śmiechu?
- Czemu musisz uczyć się tego wszystkiego? - spytał już po hiszpańsku.
- Trzeba by było zapytać o to moją mamę - powiedziałam lekko obojętnie.
- Selena! - Neymar właśnie chciał coś powiedzieć, gdy z dołu dobiegł mnie głos matki.
- O wilku mowa - westchnęłam i skierowałam się do drzwi mojego pokoju. - Poczekaj na mnie chwilkę - uśmiechnęłam się lekko i po przejściu korytarza zeszłam schodami na parter domu. W salonie przy oknie czekała na mnie matka.
- O co znowu chodzi? - spytałam znudzonym głosem.
- Czyj to samochód stoi przed naszym domem? - zapytała wyglądając przez ogromne okno wychodzące na ulicę.
- Neymara - odpowiedziałam lakonicznie.
- A co robi u nas jakiś Neymar? - tak, moja matka nie miała bladego pojęcia o piłkarzach i celebrytach.
- Odwiedza mnie? - powiedziałam sarkastycznie. To nie moja wina, że moja matka jest tak tępa, że nie może się domyślić, że jeśli jesteśmy we dwie w domu i przyjechał ktoś kogo ona nie zna to znaczy, że przyjechał do mnie. Na prawdę nie wiem jakim cudem ona skończyła studia.
- A czemu ja o tym nie wiem? - jeny, czy ona musi zadawać takie głupie pytania? Z pewnością inteligencji nie odziedziczyłam po niej...
- A po co miałabyś to wiedzieć? Przecież i tak cię to nie interesuje. Cały dzień siedzisz w swoim gabinecie, więc po co ci potrzebne do wiadomości, że ja w ogóle jestem w domu? A teraz bardzo cię przepraszam, ale idę do swojego pokoju, bo ktoś tam na mnie czeka - odwróciłam się napięcie i wróciłam schodami na górę.
Neymar czekając w moim pokoju postanowił przejrzeć sobie moją książkę od portugalskiego. Ja rozumiem, że go to ciekawiło, czego ja się tam uczę no, ale on studiował tą książkę strona po stronie, tak jakby miał ochotę od nowa nauczyć się swojego ojczystego języka. Głupol.
- Widzę, że wciągnęła cię moja książka od portugalskiego - powiedziałam, wchodząc do pokoju z uśmiechem na ustach. Matce nie udało się popsuć mojego dobrego humoru.
- Bardzo interesująca - zaśmiał się. - Co chciała od ciebie twoja mama? - spytał już poważnie.
- Nic ważnego - mruknęłam. - Jak zwykle coś jej przeszkadza. Codzienność - powiedziałam już nieco głośniej.
- Rozmawiałyście o mnie, prawda? - niemożliwe. Nie możliwe, żeby słyszał tutaj naszą rozmowę.
- Skąd o tym wiesz? - spytałam niepewnie. Nie chciałam, żeby poczuł się urażony zachowaniem mojej matki. A tym bardziej nie chciałam, żeby poczuł się zawiedziony tym jak zareagowałam. Wydaje mi się, że trochę inaczej wyobrażał sobie moje stosunki z mamą.
- Przeczucie. Zauważyłem, że ty i twoja mama raczej nie jesteście przyjaciółkami. Raczej nie wołałaby cię po to, żeby zapytać o to co chcesz zjeść na obiad - zauważył. I miał w tym stuprocentową rację.
- Przepraszam cię za nią. Ale jest już taka, a przecież matki się nie wybiera - westchnęłam.
- Rozumiem. Nie przejmuj się tym- podszedł do mnie i objął mnie swoimi ramionami. Od razu zrobiło mi się ciepło. Nie tylko fizycznie, ale psychicznie też.
- Idziemy się przejść? - spytałam po chwili.
- Jasne - odpowiedział Neymar i lekko się ode mnie odsunął.
Podeszłam do biurka i zabrałam swój telefon. Spojrzałam na godzinę. 18:36. Trochę późno się zrobiło. Długo rozmawialiśmy z Neymarem.
Neymar przepuścił mnie w drzwiach, więc to ja jako pierwsza zeszłam na dół, a on zaraz za mną. Zdziwiłam się, gdy w salonie zastałam matkę. Myślałam, że chwilę po naszej rozmowie jak zwykle wróciła do swojego gabinetu. Jednak nie tym razem.
- Oho... czyli jednak będziesz miał tę nieprzyjemność ją poznać - szepnęłam cicho, tak aby usłyszał to jedynie mój przyjaciel. W odpowiedzi usłyszałam jedynie cichy śmiech.
Chciałam spróbować jakoś niezauważalnie przejść przez salon i móc w spokoju wyjść z domu, ale moja matka oczywiście musiała nas zauważyć od razu po zejściu ze schodów.
- Kochanie, może przedstawiłabyś mi swojego gościa? - spytała przesłodzonym głosem. Chciała mnie chyba tylko jeszcze bardziej zdenerwować.
- Po pierwsze: nie mów do mnie "kochanie" - powiedziałam zdecydowanie. - A moim przyjacielem jest Neymar. Neymar poznaj moją mamę - dodałam już normalnym tonem.
- Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować.
Jestem! Wracam z nowym rozdziałem i oczywiście muszę Was przeprosić za to, że tak długo go nie było. Po prostu jakoś ciężko mi się go pisało i do tego efekt końcowy wcale mnie nie zadowala. Zostawcie swoją opinię o rozdziale w komentarzu. A ja jeszcze raz Was przepraszam za opóźnienie i jakość rozdziału. Następny mam nadzieję pojawi się wcześniej, ale nic nie obiecuję :*
I jest jeszcze coś ważnego. A mianowicie:
6 komentarzy = 6 rozdział :*
No, no. To się Ney poświęcił, żeby przyjechać - aż dwa treningi? :p A tak serio, to już się nie mogę doczekać nexta, bo ten rozdział jest świetny. Buziaki ;*
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze boski *-* Nie mogę się doczekać następnego <33
OdpowiedzUsuńDAWAJ NEXT SZYBKO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńcudowny :* czekam na next :D
OdpowiedzUsuńŚwietny <3
OdpowiedzUsuńCudowny Kochana :**
OdpowiedzUsuńDawaj nexta <33
Cudowny <333 oby mamusia za bardzo nie namieszała xD czekam na next. ney21
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział w wolnej chwili zapraszam do siebie =D ♥♡
OdpowiedzUsuńDzięki, na pewno zajrzę :D
UsuńOj oj ten Neymar;3 jaki leniuszek;3 poświęcił aż dwa treningi!!;D rodział jak zawsze WSPANIAŁY!!!!;****<33333
OdpowiedzUsuń