~ Wróć do mnie
- Selena wstawaj, bo się spóźnisz! - usłyszałam głos ciotki dochodzący zza drzwi. Nigdy nie wchodziła do pokoju, gdy miała mnie obudzić. Zapewne bała się, że oberwie poduszką. Kiedyś już tak było.Dopiero po kilkunastu minutach niechętnie otworzyłam oczy i podniosłam głowę znad mojej wygodnej poduszeczki. Znalazłam pod nią mój telefon. Było kilka minut po 10.
- Jednak trzeba wstawać - westchnęłam i postawiłam stopy na zimnej podłodze.
Pierwszą czynnością jaką wykonałam było oczywiście ogarnięcie się do stanu, w którym mogłam wyjść między ludzi.
Zeszłam na dosłownie kilka minut na śniadanie i wróciłam do pokoju. Wyjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które ze sobą przywiozłam. Na szczęście nie było tego tak dużo, ale jednak zajęło mi trochę czasu. Kiedy skończyłam była godzina 13, czyli miałam jeszcze około trzech godzin wolnego czasu. I już nawet wiedziałam co z nim zrobię.
Wyjęłam telefon i wybrałam numer Neymara.
- Hey przyjacielu - po takim przywitaniu nawet nie musiał patrzeć kto dzwoni, żeby wiedzieć, że to ja,
- No hey piękna. Czemuż to mam zaszczyt rozmawiać z tobą tak wcześnie? - spytał zaspanym głosem. Czy on do tej godziny spał, czy jak?!
- Wcześnie?! Wcześnie?! Jest godzina trzynasta, ja już nie śpię od kilku godzin, a ty mi mówisz, że jest wcześnie?!
- Biorąc pod uwagę, że nie miałem treningu i nie musiałem rano wstawać, to tak, jest wcześnie. Ale mów o co chodzi, bo chyba nie budzisz mnie bez powodu?
- No tak. Chciałam, żebyśmy się spotkali póki jeszcze możemy - powiedziałam czego Neymar chyba nie zrozumiał do końca.
- Przyjechać do ciebie? - szczerze mówiąc nie uwzględniłam wcześniej tej opcji w moim planie, ale teraz wydawało mi się to świetnym pomysłem.
- Jeśli byłbyś tak dobry i pofatygowałbyś się do mnie, to tak - powiedziałam po chwili zastanowienia.
- Jeśli tak ładnie prosisz, to zaraz wstaję i będę u ciebie za pół godziny - zaśmiał się i zakończył naszą rozmowę. Nie pytał o adres, czyli jednak wie gdzie aktualnie mieszkam. Ale już nie na długo.
W czasie kiedy Neymar "przygotowywał" się do naszego spotkania, ja ze słuchawkami na uszach położyłam się na łóżku. Miałam tylko przez chwilę posłuchać muzyki, a wyszło na to, że zasnęłam.
****
Obudziło mnie ponowne pukanie do drzwi.
- Wchodź! - zawołałam nawet nie fatygując się, żeby otworzyć oczy. Kilka sekund później usłyszałam otwieranie drzwi i śmiech Neymara. Momentalnie podniosłam się z łóżka.
- Mogę wiedzieć z czego ty się tak śmiejesz?! - zawołałam, rzucając w niego poduszką, która jeszcze przed chwilą leżała pod moją głową.
- Co tak ostro, siostro? - znów zaczął się śmiać. - Z ciebie się śmieję. Bo najpierw ty obudziłaś mnie, a teraz ja ciebie.
- Zaiste, bardzo śmieszne. Zamierzasz tak stać w tych drzwiach? - zwróciłam uwagę. - Yyy... nie. - powiedział, po czym wszedł do pokoju i usiadł obok mnie na łóżku. - A mogę wiedzieć po co ci ta torba? - zapytał zauważając moje rzeczy.
- Skoro wracam do domu, to chyba muszę się spakować, nie? - spytałam, kręcąc głową na jego głupotę.
- Wracasz?! Tak szybko?! - zdziwił się mój przyjaciel.
- Kiedyś w końcu trzeba - wzruszyłam rękoma, udając, że w ogóle mnie to nie rusza.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał Neymar po chwili wyraźnie przejęty.
- Nie wiem. Tym bardziej, że mieszkam dość daleko - powiedziałam. Teraz także w moim głosie dało się wyczuć smutek. - Za godzinę mam pociąg do Montblanc.
- Czyli mamy jeszcze tylko godzinę... odwiozę cię potem na dworzec - zaproponował i mnie przytulił.
Jeszcze trochę czasu spędziliśmy razem, ale potem niestety, tak jak obiecał, Neymar odwiózł mnie na dworzec. Fajnie było go poznać i spędzić z nim tyle cudownego czasu. Ale teraz niestety nadszedł ten trudny moment, w którym musieliśmy się rozstać.
Na dworcu nie było mojej ciotki ani wujka. Pożegnałam się z nimi jeszcze w domu. Byliśmy tu tylko ja i Neymar.
Kiedy do odjazdu mojego pociągu pozostało 10 minut bardzo mocno się przytuliliśmy. W oczach miałam po prostu łzy. Nie chciałam się z nim rozstawać, chciałam zostać!
- Będę strasznie tęsknić - szepnęłam do Neymara.
- Już tęsknię - odpowiedział i pocałował mnie delikatnie w czoło.
Jeszcze ostatni raz zdążyliśmy się do siebie przytulić, a potem musiałam wsiadać już do pociągu. Kiedy ruszył pomachałam jeszcze Neymarowi przez okno, a kilka sekund później straciłam go z zasięgu mojego wzroku.
*****
Podróż pociągiem jak to podróż. Montblanc nie leżało daleko od Barcelony, dlatego nie minęły dwie godziny, a ja już wysiadałam z pociągu w moim rodzinnym mieście. Wyszłam na dworzec, a tam czekali na mnie rodzice.
- Tak się za tobą stęskniliśmy, córciu - zawołał mój ojciec, od razu mnie przytulając. Po chwili przyszedł czas na moją matkę.
- Nareszcie wróciłaś - powiedziała lekko beznamiętnie, ale z uśmiechem na ustach.
Idąc między matką a ojcem dotarłam wreszcie do samochodu. Nie było mnie kilka dni, a moi rodzice już zdążyli zmienić samochód.
Oczywiście w drodze do domu musiało odbyć się małe "przesłuchanie".
- Selenko, jak ci się mieszkało u Georga i Helen? - spytał ojciec, nie odrywając wzroku od ulicy, ale widziałam, że na jego twarzy widniał się uśmiech.
- Jak to u ciotki. Wyciągnęła mnie na jakąś nudną kolację, ale poza tym to było fajnie - odpowiedziałam, a na samą myśl o wieczorze spędzonym w domu państwa Rodriguezów od razu zatęskniłam za Neymarem. Ten chłopak był naprawdę wspaniały. W ciągu zaledwie kilku dni sprawił, że po dwóch czy trzech godzinach już za nim tęskniłam. Dziwne. Zazwyczaj nie przywiązuję się tak do ludzi.
- Seleno, czy ty mnie słuchasz? - zwróciła mi uwagę matka. To było u niej całkiem normalne. Już się przyzwyczaiłam do tych jej nagłych zmian humoru. Przez chwilę była miła, z uśmiechem na ustach, a potem nagle stawała się chłodna, wręcz zimna jak lód, tak jak w tym momencie. Nie rozumiałam tego, ale zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaić, ale nie zaakceptować.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Ale teraz już chyba nawet nie chcę wiedzieć o czym mówiłaś - odpowiedziałam tym samym tonem co ona. Nie potrafiłam w tej sytuacji być dla niej jak jej wymarzona, grzeczniutka i milutka córeczka. Nie potrafiłam być dla niej miła, kiedy ona traktowała mnie w ten sposób. Kiedyś nauczyłam się, żeby traktować ludzi nie dobrze, a z wzajemnością.
Jednak moja matka tak jak zwykle, puściła moją uwagę mimo uszu i znów zaczęła mówić o moich zajęciach na resztę ferii.
- W poniedziałek masz trzy godziny zajęć korekcyjnych z matematyki, we wtorek grę na fortepianie, a w środę jedziesz... - teraz już naprawdę przestałam jej słuchać. Matka ustawiała praktycznie całe moje życie pod swoje dyktando. Nie była złą matką. Ale po prostu miała wobec mnie zbyt duże ambicje. Wysyłała mnie na korepetycje z praktycznie wszystkich możliwych przedmiotów, mimo, że wyprzedzałam już moją klasę w nauce o kilka lat. Ale jej to nie wystarczało. Chciała żebym była najlepsza. Najlepsza we wszystkim. I nie chodziło tu tylko o szkołę. Chciała żebym umiała śpiewać, grać na wielu instrumentach, malować.... I było jeszcze wiele innych rzeczy, których ode mnie wymagała. A mnie czasami to po prostu przerastało. Jej wymagania były po prostu zbyt wysokie. Kochałam ją i chciałam tym co robię przynosić jej powody do radości, ale było tego zbyt wiele. Jednak zawsze byłam wobec matki zbyt uległa, zawsze mimo własnego myślenia i charakteru jaki posiadałam zgadzałam się na to co ustalała.
Za to mój ojciec... mój ojciec jest całkiem inny. Czasami aż dziwie się, że związał się z osobą tak różną od niego jak matka. Jest zawsze miły, ciepły, radosny... czasami mam wrażenie, że z jego ust nigdy nie znika ten charakterystyczny, szczery uśmiech. Jest przede wszystkim bardzo opiekuńczy, a szczególnie wobec mnie. To ja, a nie matka byłam dla niego najważniejsza. Byłam jego "oczkiem w głowie". I najważniejsze jest to, że wymagał ode mnie tylko jednego: żebym była szczęśliwa.
-... a w poniedziałek zaraz po feriach idziesz ze mnądo krawcowej po odbiór twojej sukienki - usłyszałam jak matka kończy swój wywód na temat tego co jeszcze muszę zrobić. Teraz już chyba do końca zwariowała.
- Co?! Jaka sukienka?! - zawołałam od razu. Na najróżniejsze zajęcia się zgadzałam, ale próba wciśnięcia mnie w sukienkę wykraczała poza granice mojej cierpliwości.
- Jesteś w ostatniej klasie liceum, masz w tym roku bal maturalny i chyba nie zamierzasz na niego pójść w tych twoich rozciągniętych spodniach! - powiedziała tym samym, obojętnym tonem, choć wiem, że bardzo dużą wagę przykładała do mojego wyglądu na tej uroczystości.
- Najchętniej w ogóle bym tam nie poszła - odpowiedziałam wkurzona patrząc w ekran mojego telefonu.
Mój dom mieścił się niemalże w centrum miasta, ale na spokojnej i cichej ulicy. Nie leżał daleko od dworca dlatego podróż samochodem nie zajęła nam dużo czasu. Po około piętnastu minutach wysiadałam już z nowego samochodu ojca. Znalazłam się na z pozoru normalnej ulicy.
Jednak środowisko, w którym zmuszona byłam żyć było inne. Ludzie mieszkający na moim osiedlu nie zachowywali się normalnie. A przynajmniej tak było w moim odczuciu.
Montblanc jest miastem leżącym ledwie 100 kilometrów od wielkiej stolicy Katalonii. I można by powiedzieć, że w tych dwóch różnych miastach mieszkają dwa odrębne typy ludzi. Mieszkańcy Barcelony swój majątek posiadali tylko dla siebie. Ludzie mieszkający w moim mieście zachowywali się przynajmniej dziwnie. Dla nich najważniejsze było, aby pokazać się przed sąsiadami. Liczyło się tylko to co powiedzą inni. Nienawidziłam takich ludzi. I niestety do nich zaliczała się także moja własna matka. Ona cały czas myślała jedynie o tym, żeby mieć coś, czego nie mają nasi sąsiedzi. I to właśnie dlatego miałyśmy takie, a nie inne relacje.
Chciałam zabrać swoją torbę z samochodu, ale zrobił to za mnie mój tata, dlatego od razu pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na moje ogromne łóżko. Wreszcie się tutaj znalazłam. Jedyne miejsce, w którym czułam się sobą. Spojrzałam po ścianach pomalowanych na czarno. Przyglądałam się każdej z powieszonych na nich fotografii. Niektóre przedstawiały mnie, inne pokazywały po prostu jakiś obrazek, a niektóre przedstawiały słowa, które dużo dla mnie znaczyły. Wszystkie meble miały ten sam kolor co ściany, z wyjątkiem małych szczegółów. Tak, mój pokój był urządzony w smutnych i ciemnych barwach. Ale czułam się tutaj naprawdę dobrze. I najlepszym dowodem na to jest fakt, że spędzam tu całe dnie.
Nagle w oczy rzucił mi się telefon leżący obok mnie na łóżku. Musiał wypaść z mojej kieszeni. Niby nic wielkiego, ale nagle w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. Sięgnęłam po mojego smartfona i napisałam wiadomość:
'Tęsknię :('
Po chwili dostałam odpowiedź:
'Wróć do mnie :('
Jedna łza spłynęła mimowolnie po moim policzku.
Kolejny rozdział :D Jutro o 5:00 rano mecz presezonu Barca vs. LA Galaxy :D Ktoś może ogląda? Ja na pewno :D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOj, dlaczego ich rozdzieliłaś? ;( niedobra Ty. Mam jednak nadzieję, że szybko znów się zobaczą. ^^
OdpowiedzUsuńZ miłą chęcią obejrzałabym mecz ale.. Ale wolę jednak pospać. Będę przez sen trzymać kciuki za chłopaków, nieważne, że to preseson oni od samego początku powinni wygrywać żeby dobrze zacząć sezon. ;D
Buzia. ;*
Mogę ciebie zapytać o to samo :D
UsuńJa wolałam wstać wcześnie żeby obejrzeć mecz :D I nie żałuję :D A Barca jak to Barca musiała wygrać :D Taki dobry początek dnia :D
2:1 <3 Visca el Barca <3
Wiesz jak uwielbiam lekkie komplikacje, i tak samo wiem, że ty też je lubisz. ;D
UsuńTak, jestem dumna z chłopaków. <3 moje maluchy, szczególnie Gerard! ;D
Obydwie je uwielbiamy :D Taka nasza wspólna cecha xD Gerard - maluch hahahahah Ale ja też jestem z nich strasznie dumna :D
UsuńŚWIETNY :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje ze wygarnie swojej kochajacej matce i ucieknie z tego calego miasta (i ze bedzie z neyem). Pisz dalej! 👌❤💋✔♥
OdpowiedzUsuńP.S. zapraszam do siebie w wolnym czasie :)
Podobno nadzieja umiera ostatnia xD Ale tego co się stanie przekonasz się w kolejnych rozdziałach :D I pisać będę na pewno :D Gdy tylko znajdę chwilę wolnego czasu i trochę weny :D
UsuńI z przyjemnością wpadnę na twojego bloga :D
Wzruszyłam się ;') Mam nadzieję że szybko się zobaczą i czekam na next ;) ney21
OdpowiedzUsuń