poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rozdział 47.

   Dni mijały, a ja wciąż nie miałem żadnych wiadomości od wujka Seleny. Zdążyliśmy z drużyną zagrać mecz, podczas którego kompletnie nie mogłem się skupić.Wszystkie moje myśli uciekały do tego, co może się z nią teraz dziać, gdzie może teraz być.
   Denerwowała mnie w sumie postawa mediów. Gdy byliśmy z Seleną razem, sprawdzali każdy nasz krok, a teraz nagle wszyscy przestali się tym interesować. Gdyby media interesowały się Seleną, dużo łatwiej byłoby mi ją znaleźć.
   Ostatecznie na wiadomość od pana Martineza czekałem tydzień. Po upływie tego czasu zadzwonił do mnie, gdy już miałem wybierać jego numer.
   - Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytał, a ja myślałem, że zaśmieję mu się  w twarz. Od siedmiu dni nie mogę wytrzymać w oczekiwaniu na wiadomości od niego, a on dzwoniąc, pyta czy nie przeszkadza?
   - Nie, oczywiście, że nie. Czekałem na pański telefon. Dowiedział się pan czegoś? - zapytałem z ogromną nadzieją, że wreszcie będę miał jakieś konkretne informacje o Selenie.
   Ale po drugiej stronie usłyszałem westchnięciem i moja nadzieja przygasła.
   - Dowiedziałem się, ale chyba nie do końca tego, co chciałeś wiedzieć - nie chciałem mu przerywać, więc poczekałem aż znów się odezwie. - Selena mieszka aktualnie w Madrycie.
   Gdy to usłyszałem, momentalnie miałem ochotę zabukować sobie bilet na samolot i od razu lecieć do stolicy, ale wtedy pan Martinez odezwał się ponownie, ostudzając mój zapał.
   - Jednak nie wiem, gdzie konkretnie w Madrycie. Próbowałem wyciągnąć to od mojej żony, ale udawała, że o niczym nie wie. Ledwo udało mi się dowiedzieć cokolwiek. Niestety, nie uda mi się raczej wyciągnąć od niej nic więcej. Przykro mi, ale tylko tak mogę ci pomóc - powiedział. Myślał, że zapewne będę zrozpaczony.
   - Nie pan za co przepraszać! - zawołałem. - Naprawdę bardzo mi pan pomógł! Nie wiem, jak się panu odwdzięczę!
   Podniosłem się i zmierzałem już do swojego pokoju, żeby od wziąć swojego laptopa.
   - Mogę ci jedynie podpowiedzieć jeszcze, że matka Seleny razem z moją żoną mają zamiar jechać za dwa dni samochodem do Madrytu, więc może w jakiś sposób ci to pomoże.
   W mojej głowie od razu pojawił się genialny pomysł, żeby najzwyczajniej pojechać za nimi do Madrytu, żeby dowiedzieć się, gdzie Selena aktualnie mieszka.
   - Dziękuję! - zawołałem podekscytowany. - Zadzwonię do pana, jeśli będę miał jakiś problem. Nie będzie pan miał nic przeciwko?
   - Oczywiście, że nie. Możesz do mnie dzwonić z każdą sprawą związaną Seleną. Przecież wiesz, że zawsze chętnie ci pomogę - przez chwilę nic nie mówił, słyszałem tylko jakieś dźwięki w tle. - Niestety, muszę już iść. Do widzenia.
   - Do widzenia - odpowiedziałem szybko i rozłączyłem się.
   Zaraz potem zebrałem się do wyjścia z domu, zabierając po drodze bluzę i kluczyki od samochodu. Zanim do niego dotarłem zdążyłem napisać jeszcze smsa:

"Trenerze, jest pan w klubie?"

*******

   - Błagam, trenerze. Trener wie, jakie to dla mnie ważne! - zawołałem stojąc przed biurkiem Enrique w jego biurze.
   - Niestety, Neymar, ale nie mogę ci na to pozwolić - powiedział, odkładając na bok wszystkie papiery, którymi się wcześniej zajmował. - Rozumiem twoją sytuację i to, że bardzo ci na tym zależy, ale niestety, moim obowiązkiem jest dbanie o wyniki tej drużyny.
   - Ale przecież to wcale nie wpłynie na wyniki zespołu! - z emocji zacząłem spacerować po jego gabinecie w tę i z powrotem.
   - Mylisz się - Enrique pomimo mojego zdenerwowania był oazą spokoju. - Akurat w środę gramy mecz z Sewillą. Wiesz, że to będzie bardzo ważne spotkanie. Nie możesz go opuścić.
   - No ale, trenerze... - próbowałem jeszcze błagać...
   - Nie, Neymar! W tym meczu nie będzie mógł grać Leo, więc twój występ to podstawa, jeśli mamy oczekiwać pozytywnego wyniku. Jeśli ty sobie pojedziesz do Madrytu, to kogo ja wystawię obok Suareza? Musisz zagrać w tym meczu, nie ma innej opcji - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
   Był tak stanowczy, że wytrącił mi z rąk wszystkie argumenty, choć i tak nie było ich dużo.
   - Słuchaj - podniósł się z krzesła, okrążył swoje biurko i oparł się o jego krawędź i kontynuował, podczas, gdy ja nadal nie potrafiłem opanować emocji. - Rozumiem fakt, że bardzo martwisz się o Selenę, rozumiem twoje uczucia i potrzebę odnalezienia jej, bo tez jestem człowiekiem. Ale jestem przede wszystkim twoim trenerem i muszę postępować tak, żeby wyszło to na dobre drużynie. Wiesz, że naprawdę na bardzo wiele ci pozwalam w związku z tą sytuacją. Ale jesteś doświadczonym piłkarzem i powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że w końcu odbije się to na twojej formie. A wtedy możesz usiąść na ławce nawet na kilka kolejek - westchnął głośno, jakby ten temat był dla niego przeraźliwie trudny. - Wiesz, że jesteś jednym z najlepszych piłkarzy świata obecnie. Piłka nożna to twoja pasja. Wiem, że bardzo kochasz Selenę. Sam chciałbym na twoim miejscu odnaleźć swoją ukochaną. Ale zastanów się, czy warto tak wiele poświęcać. Nie mówię tu oczywiście o tym, że miałbyś zaniechać całkowicie poszukiwań. Ale spokojnie mógłbyś to pogodzić razem z pracą i pasją. Nie wiem, jakie są twoje priorytety, Neymar, ale radziłbym ci nad tym pomyśleć i dopiero potem zacząć podejmować ważne decyzje. Bo z tego, co widzę, to wszystko, co teraz robisz jest nieprzemyślane i spontaniczne, a w tej sytuacji daleko na tym nie zajedziesz. Przemyśl to, Neymar.
   Zaraz potem, znów wzdychając wstał i wrócił na swoje poprzednie miejsce, zajął się swoimi dokumentami i statystykami.
   A ja stałem przez kilka kolejnych sekund na środku jego gabinety jak ten debil i przetwarzałem jego słowa. Aż wreszcie nagle ruszyłem szybkim, zdecydowanym krokiem w stronę drzwi.
   - Do widzenia na treningu, trenerze - powiedziałem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

Przemyśl to, Neymar


#commingsoon
#niedługo
#whereisSelena


Tak btw
#trzymajciezamniekciuki
no i
#WesołychŚwiąt <3

niedziela, 9 kwietnia 2017

Malaga - Barcelona

Hey :D

Może to jeszcze nie rozdział, ale wpadłam tylko zapytać, co myślicie o zachowaniu Neymara we wczorajszym meczu. Tak po prostu chciałabym poznać wasze zdanie :D

Piszcie w komentarzach :D

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdział 46.

Nieco zdziwiło mnie zachowanie pana Martineza, ale skoro miał zamiar mi pomóc, to nie zamierzałem się z nim kłócić. Spokojnie wróciliśmy z Jotą do samochodu, który przeparkowałem kilka domów dalej, żeby pani Martinez nie zauważyła nas, gdy będzie wychodzić z domu.
- Co o tym sądzisz? - zapytałem brata, opadając na swój fotel i ciągle obserwując furtkę posesji.
- Sam nie wiem. Zachowanie tego jej wujka jest niby dziwne, ale skoro jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć, to to jest bardziej niż oczywiste, że musisz to wykorzystać - powiedział, spoglądając na mnie przelotnie.
- Wiem - westchnąłem. Bałem się tego, co mogłem od niego usłyszeć.
Chwilę później dostałem SMSa, więc spuściłem wzrok z bramki od posesji na swój telefon.

Leo: Jutro trening wyjątkowo na dziewiątą rano.

A zaraz potem przyszedł kolejny.

Leo: Mamy nadzieję, że jutro będziesz bardziej skoncentrowany i skupiony na grze niż dzisiaj.

~ Jeśli uda mi się czegoś dowiedzieć to na pewno będę - przeszło mi przez myśl.

- Neymar? - zawołał Jota, szturchając mnie w ramię. Spojrzałem na niego. - Zobacz - polecił, wskazując na jakiś punkt za przednią szybę.
Skierowałem swój wzrok na bramkę i nareszcie zobaczyłem ciotkę Seleny, wychodzącą z domu. Odetchnąłem z ulgą, że nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Może jednak zdążę wrócić jednak jeszcze na dzisiejszy wieczorny trening.
Odczekaliśmy z Jotą chwilę zanim nie odjechała swoim samochodem z przed posesji, a potem jeszcze kilka minut , żeby upewnić się, że nie zawróci się po coś do do mu, po czym wysiedliśmy z samochodu.
- Idziesz ze mną? - zapytałem brata, gdy zauważyłem, że nie ruszył się z przed samochodu.
- Może powinieneś sam to załatwić? Może nie powinienem się tam wtrącać, hm? - powiedział, a ja jedynie pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nie ma opcji, idziesz tam ze mną - pociągnąłem go za ramię w stronę furtki.
Zadzwoniłem domofonem i tym razem furtka się przed nami otworzyła, a w drzwiach stanął pan Martinez.
Stresowałem się przed tą rozmową, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko to przeżyć. Tylko tak mogłem się czegoś dowiedzieć.
- Dzień dobry - powiedziałem, zbliżając się do niego. Jota zaraz poszedł za moim przykładem.
- Zapraszam - odpowiedział nam, otwierając przed nami szerzej drzwi i wpuszczając nas do środka.
- Naprawdę dziękuję panu, że zgodził się pan z nami porozmawiać. To dla mnie bardzo ważne - powiedziałem, gdy usiedliśmy w salonie i zapanowała cisza.
- Zdaję sobie z tego sprawę, choć muszę przyznać, że początkowo nie miałem zamiaru z tobą rozmawiać - przyznał. - Ale skoro aż tak ci zależy, to nie mam serca odprawić cię z kwitkiem.
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale on mnie uprzedził.
- Jednak zanim ci cokolwiek powiem, muszę znać twoją wersję wydarzeń. Prawdziwą wersję - uprzedził.
Tak więc przez kolejnych piętnaście minut opowiadałem mu ze szczegółami wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce po powrocie Seleny z wyjazdu ze znajomymi. Mówiłem o tym, jak zachowywała się przed powrotem do Mountblanc, o naszej kłótni zaraz przed jej wyjazdem do domu, o tym, że potem się pogodziliśmy i o tym, że nagle przestała się odzywać, a jej wujek wszystkiego cierpliwie słuchał. Nie przerwał mi ani razu, a gdy skończyłem opowiadać, westchnął głośno.
My tymczasem z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego, co miał powiedzieć.
- Cóż, osobiście znałem całkiem inną wersję - mruknął spokojnym głosem.
"No tak, wszystko poszło się pieprzyć, nie uwierzył mi" - pomyślałem od razu.
Zrezygnowany spojrzałem na Jotę. On też nie wyrażał jakiegoś entuzjazmu, raczej był załamany tak jak ja.
Już miałem zamiar wstać i wyjść, bo byłem przekonany, że tylko tracimy czas, gdy usłyszałem głos pana Martineza.
- Ale z jakiegoś powodu bardziej wierzę tobie niż własnej siostrze.
Chwila, czy on naprawdę to powiedział? Uwierzył mi?!
Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- Cecillia, tak jak moja żona, zawsze chciały, żeby Selena wyrosła na kogoś takiego jak one. Miała zawsze ubierać się i zachowywać jak osoba poważna, dostojna, znaleźć sobie męża, który będzie pracował na jej zachcianki. Niestety, jak widać, ich plan się nie powiódł. Selena nigdy nie chciała taka być, a to denerwowało i Cecillię, i moją żonę - westchnął. - Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, bo wiedziałem, że Selena bardzo dobrze sobie radzi z matka i ciotką, ale to, o czym mi powiedziałeś naprawdę mnie zaniepokoiło.
Podniósł się i zaczął krążyć spokojnym krokiem po pokoju.
- Oczywiście pomogę ci znaleźć kontakt z Seleną, to nie ulega wątpliwości. Z resztą sam bardzo chętnie bym z nią porozmawiał.
Słysząc to, byłem bliski skakania z radości. Naprawdę nie wierzyłem, że to się uda.
- Postaram się porozmawiać z żoną i siostrą, wyciągnąć z nich jakieś informacje. Dopóki ja nie zdobędę jakichś informacji, ty też możesz czegoś szukać, ale naprawdę wątpię, że Selena znajduje się teraz w Barcelonie czy Mountblanc.
Do takich wniosków to już sam ostatnio doszedłem.
Podniosłem się z miejsca i podszedłem do pana Martineza.
- Naprawdę dziękuję za to, że mi pan pomoże. Zależy mi na Selenie i bardzo chcę dowiedzieć się, co naprawdę się stało - powiedziałem, stając przed nim.
- Mnie też na tym zależy - przyznał, a zaraz potem wyciągnął do mnie rękę. - Mów mi Jorge.
Lekko zdziwiony uścisnąłem wystawioną do mnie dłoń i powiedziałem:
- Neymar.

Po krótkiej rozmowie o tym, że wuj Seleny skontaktuje się ze mną od razu, gdy tylko czegoś się dowie, opuściliśmy z Jotą jego dom, przepełnieni nadzieją, że już niedługo wszystko w tej sprawie stanie się jasne, a ja będę mógł wreszcie spojrzeć ponownie w oczy mojej dziewczynie.


#wiemżeWastodenerwuje
#wposzukiwaniuSeleny
#jużniedługo