sobota, 28 stycznia 2017

Rozdział 42.

~ "To jaki jest plan?"

Trening. To jest w tym momencie miejsce dla mnie. Wszystkie złe emocje mogłem pozostawić za sobą, grając w piłkę. Przynajmniej na najbliższy czas. A wyżycie się na piłce było chyba jedyną rozsądną rzeczą, którą potrafiłem zrobić. Inaczej wyładowałbym swoją złość na kimś, a tego jak najbardziej nie chciałem i nie było to na szczycie listy moich marzeń.
Czasami wyżycie się na czymś naprawdę pomaga, pozwala zostawić złe emocje za sobą i znów zacząć racjonalnie myśleć. I tak ja po skończonym treningu zdecydowanie powróciłem do logicznego myślenia. Będąc pod prysznicem dużo myślałem na temat tej sytuacji. Po powrocie znów do szatni byłem już pewien, że nawet, jeśli Selena zostawiła mnie dla kogoś innego, to mimo wszystko chcę z nią jeszcze choć raz porozmawiać.
Za wszelką cenę.
Bo nic mi tu do siebie nie pasowało, a zbyt wiele razy obiecałem, że ją znajdę.
Dlatego to zrobię.
Przez moje ociąganie się wszedłem z szatni jako jeden z ostatnich. Pożegnałem się z ter Stegenem, Rafinhą i Albą, a potem zszedłem na parking. Zostawiłem swoją torbę na tylnim siedzeniu, ale zaraz potem nie usiadłem na fotelu kierowcy i nie odjechałem. Zamknąłem samochód i ponownie udałem się do budynku. Musiałem znaleźć Enrique.
Oczywiście znalazłem go w jego gabinecie, gdzie siedział za stertą papierów, niektóre z nich nawet wypełniał. Widziałem wśród nich teczki jakichś nieznanych mi piłkarzy, ale nie interesowałem się tym. W innym wypadku pewnie bym to zrobił, ale nie dzisiaj. Teraz miałem do załatwienia ważniejszą sprawę niż zawsze.
- Trenerze - powiedziałem, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zauważył mnie, kiedy wszedłem do środka.
- Tak, Neymar? - zapytał, podnosząc głowę znad papierów.
- Musimy pogadać - rzekłem, siadając na krześle przed jego biurkiem.
Enrique westchnął, kładąc obie ręce na blacie i spoglądając na mnie ze współczuciem.
- Chodzi o tę całą sprawę z Seleną, prawda? - Oczywiście wiedział, co chodziło mi po głowie.
Ja jedynie kiwnąłem głową.
- Rozumiem w pełni twoją sytuację, ale wiem, o co chcesz mnie prosić. I niestety, ale nie będę mógł się na to zgodzić. Jesteś jednym z ważniejszych piłkarzy tej drużyny i zdecydowanie musisz grać we wszystki meczach do końca tego sezonu. Nie pozwolę ci na opuszczanie treningów. Nawet nie ma takiej opcji - powiedział, a widząc moja minę dodał - Naprawdę ci współczuję, Neymar, ale dla mnie jako trenera najważniejsza jest twoja dyspozycyjność i obecność na boisku.
W pełni go rozumiałem. Był trenerem, na dobrą sprawę nie powinny go obchodzić żadne nasze sprawy prywatne. I nawet jeśli wiedziałem, że Enrique byłby dla mnie przychylny w pewnych kwestiach, nie chciałem nadwyrężać jego cierpliwości i zaufania wobec mnie. Ale jednak musiałem mu o jednym powiedzieć.
- Rozumiem, że trenerowi zależy, żebym był w dobrej dyspozycji. Też tego bardzo chcę. Tylko problem jest taki, że teraz z pewnością będę musiał często wyjeżdżać z Barcelony. I chciałbym prosić o wyrozumiałość, jeśli czasami nie zdążyłbym na trening czy jakieś spotkanie. Po prostu, ja muszę ją znaleźć. To jest teraz moim priorytetem.
W oczach Luisa widziałem to współczucie, którym mnie odbarzał. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
- Nie musiałeś mnie nawet o to pytać. Przecież wybaczyłbym ci to jedno czy dwa spóźnienia. Zdziwiłbym się, gdybyś się ani razu nie spóźnił. Przecież nawet wcześniej to robiłeś - zaśmiał się. - Ale nie trać czasu na głupie rozmowy ze mną. Jedź jej szukać.
Też musiałem się uśmiechnąć.
- Jak najbardziej zamierzam to zrobić - powiedziałem. - Kiedy kolejny trening?
- Dla ciebie? Jutro wieczorem.
- Dziękuję - tym słowem zakończyłem rozmowę z Enriquem i wyszedłem z jego gabinetu. Oczywiście miałem świadomość tego, że pozwolił mi on pominąć jutrzejszy poranny trening. Czyli jest naprawdę dobrze.
Z radością ruszyłem do samochodu i pojechałem do domu. Oczywiście Jota musiał tam być. On mało kiedy wychodził poza jego granice.
- Jestem - zawołałem, zdejmując buty w przedpokoju. Tak jak myślałem, mój brat znajdował się w salonie, skąd dotarła do mnie odpowiedź.
Zaraz potem Jota pojawił się obok mnie.
- I jak? - zapytał.
- Dobrze, trening był całkiem spoko - odpowiedziałem, zabierając swoją torbę z podłogi. Skierowałem się z nią do swojego pokoju.
- Nie o to pytałem. Chcę wiedzieć, czy wymyśliłeś coś odnośnie Seleny.
Przewróciłem oczami. Martwił się o nią tak samo bardzo, jak ja.
- Tak. - mruknąłem. - Wracam dzisiaj do Mountblanc.
Wszedłem do pokoju, a on za mną.
- A po jakiego grzyba? - usiadł sobie jak gdyby nigdy nic na moim łóżku.
- Będę czekał. - wysypałem wszystko z torby i zacząłem pakować ją na nowo.

**********

Pod domem Sel byliśmy razem z Jotą jeszcze przed zmrokiem. Obserwowałem jej dom od dobrych paru godzin, ale nic takiego się nie wydarzyło. Jej matka jedynie wyszła raz przed dom, żeby odebrać pocztę, a potem nic się nie działo.
Ale około godziny pierwszej w nocy przyszedł mi do głowy pewien głupi pomysł, który za wszelką cenę chciałem zrealizować. Szturchnąłem w ramię Jotę, który spał sobie w najlepsze.
- Hmmm? - mruknął, przebudzając się ze swojej drzemki.
- Idę tam - powiedziałem, a mój brat momentalnie oprzytomniał.
- Oszalałeś? - zawołał.
- Tylko z miłości - mruknąłem pod nosem i wysiadłem z samochodu. On oczywiście zrobił to samo.
- To co robimy? - zapytał, idąc za mną pod bramkę posiadłości Seleny i jej rodziców.
- Widzisz ten balkon? - pokazałem palcem w stronę prawej strony budynku.
Jota spojrzał na mnie jak na świra, a zaraz potem szeroko się uśmiechnął.
- Będziesz się po balkonach wdrapywał do swojej Julii? Nie znałem cię od tej strony, Romeo - zaśmiał się.
- Poczekamy aż ty się zakochasz - walnąłem go lekko w ramię.
Przewrócił oczami.
- To jaki jest plan? - zapytał podekscytowany.
- Zaraz zobaczysz - powiedziałem i otworzyłem sobie furtkę jednym z kluczy, które nosiłem przy tych od samochodu.
Tak bardzo się teraz cieszę, że zabrałem je kiedyś Selenie.
Bezpiecznie wszedłem na posesję, a Jota podążał zaraz za mną. Podszedłem pod sam balkon i spojrzałem w górę.
- Stary, nie że coś, ale jak ty masz zamiar się tam wdrapać? - odezwał się mój brat.
I przyznam, że w tamtym momencie sam nie miałem na to koncepcji.
Ale potem przypomniało mi się pewne popołudnie, które razem spędzaliśmy w jej ogrodzie.
Pamiętam, że zauważyłem wtedy drabinę stojącą pod jej balkonem. Gdy zapytałem, co tam robi, powiedziała, że to sposób, by wyjść z domu tak, żeby jej matka tego nie zauważyła.
I to stało się moją koncepcją na dzisiaj.
Od razu zacząłem rozglądać się wokoło. Drabiny z pewnością nie było pod balkonem Seleny, ale stała jakieś pięć metrów dalej, oparta o ścianę domu.
Nic nie mówiąc pokazałem na nią Jocie, a on już zrozumiał moje plany. Oczywiście pomógł mi przenieść drabinę i już po chwili mogłem wspinać się po niej na balkon.
Wejście tam nie zajęło mi długo. Gdy tylko tam wszedłem, włączyłem latarkę w telefonie, by móc zobaczyć, co jest wewnątrz pokoju.
I naprawdę długooo zajęło mi wpatrywanie się w to, co tam zobaczyłem. Albo raczej to, czego tam nie zobaczyłem.
Bo dlaczego nie ma tam żadnych jej rzeczy?


Napisałam już epilog, ktoś zadowolony? xD

sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 41.

~ Kierunek Barcelona

Zatrzymałem samochód jakieś dwa kilometry dalej na poboczu przy jakieś pobocznej drodze. Zdenerwowany wysiadłem z niego i oparłem się o maskę. Wyjąłem telefon i znalazłem ten numer, który kiedyś dostałem i chyba ani razu z niego nie skorzystałem. Nie wahałem się czy zadzwonić.
To w tej chwili było dla mnie być albo nie być.
Trzy sygnały później usłyszałem jej głos.
- Słucham.
- Hey, tu Neymar.
- Wiem, wiem, mam twój numer. Co się stało?
Skąd to ona wiedziała, że coś jest na rzeczy?
- Jesteś może w domu?
- Nie, jestem w Madrycie u Michalea.
- A masz może jakiś kontakt z Seleną? - zapytałem z nadzieją, że może Ada będzie miała jakieś informacje.
- Nie, nie rozmawiałam z nią od naszego ostatniego spotkania, gdy odprowadzałam ją do domu. Miała wtedy jechać do ciebie - mówiła, a jej głos z każdą sekundą coraz bardziej zdradzał jej strach. - Neymar, co się stało?
Westchnąłem.
- Nie mam pojęcia, Ada. Wiem tylko tyle, że tamtego dnia do mnie nie przyjechała i że wyjechała z Mountblanc. Nic więcej.
Ciężko było mi to powtarzać, bo to tylko jeszcze bardziej utwierdzało mnie w myśleniu, jak bardzo zawaliłem, że nie postanowiłem porozmawiać z Seleną dużo wcześniej. Może gdybym przyjechał tu następnego dnia po tym, jak do mnie nie przyjechała, to może zdążyłbym się z nią jeszcze spotkać.
Ale teraz ona już odeszła.
Ada przez dłuższy czas się nie odzywała, więc ja postanowiłem to zrobić.
- Hey, wszystko w porządku?
- Tak, po prostu nie mogę uwierzyć, że coś takiego zrobiła - pociągnęła nosem i byłem pewny, że właśnie płakała.
- Ale spokojnie, ona na pewno się znajdzie. Proszę cię, nie płacz - próbowałem ją uspokoić, choć sam obchodziłem samochód wzdłuż i wszerz, bo z nerwów nie potrafiłem ustać w jednym miejscu.
- Neymar... proszę cię. Obiecasz mi coś? - zapłakała, a w tle usłyszałem głos Michaela, który zapewne starał się ją uspokoić.
- Oczywiście, co tylko chcesz - powiedziałem od razu. Chyba spodziewałem się tego, co powie.
- Obiecaj mi, że ją znajdziesz - pociągnęła nosem. - Bo Selena nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego sama. I raczej nie z własnej woli.
- Oczywiście, że ci to obiecuję. Będę jej szukał, dopóki jej nie znajdę - zapewniłem.
Przecież sam sobie też to obiecałem.
- I pamiętaj, że Selena bardzo cię kocha. Nie pozwól sobie przez nikogo wmówić, że jest inaczej.
- Będę pamiętał - powiedziałem z westchnięciem, a zaraz potem Ada się rozłączyła.
Z ogromnym westchnieniem wróciłem do samochodu i z powrotem wsiadłem na fotel kierowcy. Załamany oparłem ramiona i głowę na kierownicy.
- Dowiedziałeś się czegoś? - zapytał po chwili Jota.
- Że ostatni raz rozmawiały, gdy Sel miała do mnie przyjechać. Potem już nie miała z nią kontaktu.
- No to za przeproszeniem, jesteśmy w dupie - skwitował mój brat.
- Lepiej bym tego nie ujął - przyznałem.
Przez chwilę panowała cisza, ale potem znów odezwał się Jota.
- To gdzie teraz jedziemy?
Westchnąłem.
- Nie mam bladego pojęcia. Prosto przed siebie.
I tak jak powiedziałem, tak zrobiłem. Odpaliłem silnik i ponownie wjechałem na drogę, która prowadziła nas gdzieś w stronę Valencii.
Ale przejechaliśmy 500, może 600 metrów, gdy rozdzwonił się mój telefon.
W sumie nie powinienem być zdziwiony i tak tez nie było, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu numer podpisany "Enrique".
- Słucham - powiedziałem zaraz po odebraniu połączenia.
- Neymar, Pique powiedział mi, dlaczego nie było cię na porannym treningu i wszystko rozumiem. Naprawdę mi przykro z powodu tego, co cię spotkało, ale oczekuję, że mimo wszystko pojawisz się na wieczornym treningu.
Postawa Luisa była dla mnie zrozumiała. Wiem, że zawsze rozumiał on nasze prywatne sprawy, gdy kolidowały one z treningami, ale najważniejsze dla niego było dobre przygotowanie drużyny do meczu, a bez obecności na treningach się to nie obędzie.
- Oczywiście, jak najbardziej postaram się przyjechać, ale mogę się trochę spóźnić, bo aktualnie jestem poza Barceloną.
- Trening zaczyna się za dwie godziny. Jeśli się spóźnisz, to zrozumiem, ważne jest dla mnie, żebyś po prostu się tam pojawił.
- Dobrze, trenerze - powiedziałem i rozłączyłem się. - No to kierunek Barcelona - powiedziałem do Joty, zawracając na środku drogi.

czwartek, 5 stycznia 2017

Rozdział 40.

- Selena? - zapytałem kompletnie na oślep.
Miałem cholernie ogromną nadzieję na to, że to będzie ona.
- Seleny już dawno tu nie ma i pewnie długo nie będzie - usłyszałem głos, który ani trochę nie był podobny do jej głosu. Ale od razu go rozpoznałem. I to było chyba spełnienie moich najgorszych koszmarów.
Spojrzałem na jej matkę.
- A mógłbym wiedzieć, co takiego się stało, że Seleny tu nie ma? - zapytałem.
Założyła ręce przed sobą i uśmiechnęła się szyderczo. To zdecydowanie nie zwiastowało niczego dobrego.
- Myślę, że moja córka w końcu przejrzała na oczy i postanowiła skończyć z tymi wszystkimi głupotami.
Zmarszczyłem brwi i także założyłem ręce.
- Jakie głupoty ma pani na myśli?
Zachowywanie kultury przy tej kobiecie wymagało ode mnie wiele cierpliwości, ale jakoś musiałem trzymać nerwy na wodzy, jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć.
- Jej wielką "miłość" do ciebie i chęć przeprowadzki do Barcelony, oczywiście - zaśmiała się. - Nareszcie mogę z radością stwierdzić, że moja kochana córeczka przejrzała na oczy i postanowiła wyjść z tego bagna, w które się wpakowała.
Prychnąłem.
- Niech pani nie gada głupot. Selena mnie kocha i nigdy by czegoś nie zrobiła. A nawet jeśli, to na pewno by ze mną o tym porozmawiała.
- Jesteś taki naiwny! - powiedziała. - Selena cię nie kocha i nigdy nie kochała. Tylko jej się wydawało, że mogłaby cię pokochać, ale wreszcie zobaczyła jaka jest rzeczywistość.
- Może pani sobie to wmawiać. Ale ja przyjechałem tu porozmawiać z moją dziewczyną i nie odpuszczę, puki jej nie zobaczę.
Westchnęła, pokazując jak bardzo zmęczona jest tą rozmową.
- Więc w takim razie chyba powinieneś zostać tutaj na stałe. Ale ona i tak się z tobą nie zobaczy, bo nie ma zamiaru więcej tutaj wracać.
- Chyba nie mówi pani poważnie - prychnąłem i przepchnąłem się obok niej, wchodząc do domu.
- Proszę bardzo, idź jej szukać. Na niewiele ci się to zda - zaśmiała się, zamykając za mną drzwi.
Od razu poszedłem do salonu, ale nikogo tam nie znalazłem. Potem kolejno były kuchnia, jadalnia, łazienka i pokój gościnny, ale tam też było pusto. Wszedłem na piętro, gdzie znajdowały się same pokoje.
Bez żadnego skrępowania wszedłem do sypialni rodziców Seleny. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo od razu opuściłem to pomieszczenie. Spojrzałem jeszcze do innych pokoi na tym piętrze i głośno westchnąłem, stając przed drzwiami jej pokoju.
Z lekkim strachem wziąłem do ręki klamkę i wszedłem do środka.
I to co tam zobaczyłem cholernie mnie zaskoczyło.
A raczej to, czego nie zobaczyłem.
Jej pokój był prawie kompletnie pusty. Stały tam oczywiście jej łóżko, biurko i szafa, ale poza tym zniknęły wszystkie jej rzeczy. Nie mogłem uwierzyć.
Bo był to niezbity dowód na to, że Seleny jednak tu nie ma.
- Zawiedziony? - usłyszałem za sobą szyderczy głos jej matki.
Odwróciłem się niemal natychmiast.
Nie czułem się zawiedziony. To nawet nie był strach czy tęsknota.
Byłem po prostu cholernie zły, że jej matka miała rację.
- Nie wiem, co zrobiłaś, że jej tu nie ma. Ale nie powinnaś się tak cieszyć. - warknąłem. - Wiem, że to twoja sprawka i gwarantuję ci, że ją znajdę, a wtedy ojciec Seleny o wszystkim się dowie.
- A skąd takie myślenie, że on o niczym nie wie?
- Zbyt dużo o tobie wiem - powiedziałem i zdenerwowany wyszedłem jak najszybciej z tego domu.
Przeszedłem szybko całą drogę do bramki, a potem wsiadłem do swojego samochodu, trzaskając dość mocno drzwiami. Czekał na mnie już Jota.
- I jak? - zapytał.
Wciągnąłem głośno powietrze, a potem powoli je wypuściłem, żeby choć trochę się uspokoić.
- Nic. Nie ma jej tutaj.
Przez chwilę Jota się nie odezwał.
- I co teraz?
Odpaliłem silnik i odjeżdżając z podjazdu, mruknąłem do brata:
- Znajdę ją.
Obiecuję, że ją znajdę. 




No to witamy w nowym 2017 roku!
Jak Wam się podoba taki początek nowego roku?