~ "To jaki jest plan?"
Trening. To jest w tym momencie miejsce dla mnie. Wszystkie złe emocje mogłem pozostawić za sobą, grając w piłkę. Przynajmniej na najbliższy czas. A wyżycie się na piłce było chyba jedyną rozsądną rzeczą, którą potrafiłem zrobić. Inaczej wyładowałbym swoją złość na kimś, a tego jak najbardziej nie chciałem i nie było to na szczycie listy moich marzeń.Czasami wyżycie się na czymś naprawdę pomaga, pozwala zostawić złe emocje za sobą i znów zacząć racjonalnie myśleć. I tak ja po skończonym treningu zdecydowanie powróciłem do logicznego myślenia. Będąc pod prysznicem dużo myślałem na temat tej sytuacji. Po powrocie znów do szatni byłem już pewien, że nawet, jeśli Selena zostawiła mnie dla kogoś innego, to mimo wszystko chcę z nią jeszcze choć raz porozmawiać.
Za wszelką cenę.
Bo nic mi tu do siebie nie pasowało, a zbyt wiele razy obiecałem, że ją znajdę.
Dlatego to zrobię.
Przez moje ociąganie się wszedłem z szatni jako jeden z ostatnich. Pożegnałem się z ter Stegenem, Rafinhą i Albą, a potem zszedłem na parking. Zostawiłem swoją torbę na tylnim siedzeniu, ale zaraz potem nie usiadłem na fotelu kierowcy i nie odjechałem. Zamknąłem samochód i ponownie udałem się do budynku. Musiałem znaleźć Enrique.
Oczywiście znalazłem go w jego gabinecie, gdzie siedział za stertą papierów, niektóre z nich nawet wypełniał. Widziałem wśród nich teczki jakichś nieznanych mi piłkarzy, ale nie interesowałem się tym. W innym wypadku pewnie bym to zrobił, ale nie dzisiaj. Teraz miałem do załatwienia ważniejszą sprawę niż zawsze.
- Trenerze - powiedziałem, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zauważył mnie, kiedy wszedłem do środka.
- Tak, Neymar? - zapytał, podnosząc głowę znad papierów.
- Musimy pogadać - rzekłem, siadając na krześle przed jego biurkiem.
Enrique westchnął, kładąc obie ręce na blacie i spoglądając na mnie ze współczuciem.
- Chodzi o tę całą sprawę z Seleną, prawda? - Oczywiście wiedział, co chodziło mi po głowie.
Ja jedynie kiwnąłem głową.
- Rozumiem w pełni twoją sytuację, ale wiem, o co chcesz mnie prosić. I niestety, ale nie będę mógł się na to zgodzić. Jesteś jednym z ważniejszych piłkarzy tej drużyny i zdecydowanie musisz grać we wszystki meczach do końca tego sezonu. Nie pozwolę ci na opuszczanie treningów. Nawet nie ma takiej opcji - powiedział, a widząc moja minę dodał - Naprawdę ci współczuję, Neymar, ale dla mnie jako trenera najważniejsza jest twoja dyspozycyjność i obecność na boisku.
W pełni go rozumiałem. Był trenerem, na dobrą sprawę nie powinny go obchodzić żadne nasze sprawy prywatne. I nawet jeśli wiedziałem, że Enrique byłby dla mnie przychylny w pewnych kwestiach, nie chciałem nadwyrężać jego cierpliwości i zaufania wobec mnie. Ale jednak musiałem mu o jednym powiedzieć.
- Rozumiem, że trenerowi zależy, żebym był w dobrej dyspozycji. Też tego bardzo chcę. Tylko problem jest taki, że teraz z pewnością będę musiał często wyjeżdżać z Barcelony. I chciałbym prosić o wyrozumiałość, jeśli czasami nie zdążyłbym na trening czy jakieś spotkanie. Po prostu, ja muszę ją znaleźć. To jest teraz moim priorytetem.
W oczach Luisa widziałem to współczucie, którym mnie odbarzał. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
- Nie musiałeś mnie nawet o to pytać. Przecież wybaczyłbym ci to jedno czy dwa spóźnienia. Zdziwiłbym się, gdybyś się ani razu nie spóźnił. Przecież nawet wcześniej to robiłeś - zaśmiał się. - Ale nie trać czasu na głupie rozmowy ze mną. Jedź jej szukać.
Też musiałem się uśmiechnąć.
- Jak najbardziej zamierzam to zrobić - powiedziałem. - Kiedy kolejny trening?
- Dla ciebie? Jutro wieczorem.
- Dziękuję - tym słowem zakończyłem rozmowę z Enriquem i wyszedłem z jego gabinetu. Oczywiście miałem świadomość tego, że pozwolił mi on pominąć jutrzejszy poranny trening. Czyli jest naprawdę dobrze.
Z radością ruszyłem do samochodu i pojechałem do domu. Oczywiście Jota musiał tam być. On mało kiedy wychodził poza jego granice.
- Jestem - zawołałem, zdejmując buty w przedpokoju. Tak jak myślałem, mój brat znajdował się w salonie, skąd dotarła do mnie odpowiedź.
Zaraz potem Jota pojawił się obok mnie.
- I jak? - zapytał.
- Dobrze, trening był całkiem spoko - odpowiedziałem, zabierając swoją torbę z podłogi. Skierowałem się z nią do swojego pokoju.
- Nie o to pytałem. Chcę wiedzieć, czy wymyśliłeś coś odnośnie Seleny.
Przewróciłem oczami. Martwił się o nią tak samo bardzo, jak ja.
- Tak. - mruknąłem. - Wracam dzisiaj do Mountblanc.
Wszedłem do pokoju, a on za mną.
- A po jakiego grzyba? - usiadł sobie jak gdyby nigdy nic na moim łóżku.
- Będę czekał. - wysypałem wszystko z torby i zacząłem pakować ją na nowo.
**********
Pod domem Sel byliśmy razem z Jotą jeszcze przed zmrokiem. Obserwowałem jej dom od dobrych paru godzin, ale nic takiego się nie wydarzyło. Jej matka jedynie wyszła raz przed dom, żeby odebrać pocztę, a potem nic się nie działo.
Ale około godziny pierwszej w nocy przyszedł mi do głowy pewien głupi pomysł, który za wszelką cenę chciałem zrealizować. Szturchnąłem w ramię Jotę, który spał sobie w najlepsze.
- Hmmm? - mruknął, przebudzając się ze swojej drzemki.
- Idę tam - powiedziałem, a mój brat momentalnie oprzytomniał.
- Oszalałeś? - zawołał.
- Tylko z miłości - mruknąłem pod nosem i wysiadłem z samochodu. On oczywiście zrobił to samo.
- To co robimy? - zapytał, idąc za mną pod bramkę posiadłości Seleny i jej rodziców.
- Widzisz ten balkon? - pokazałem palcem w stronę prawej strony budynku.
Jota spojrzał na mnie jak na świra, a zaraz potem szeroko się uśmiechnął.
- Będziesz się po balkonach wdrapywał do swojej Julii? Nie znałem cię od tej strony, Romeo - zaśmiał się.
- Poczekamy aż ty się zakochasz - walnąłem go lekko w ramię.
Przewrócił oczami.
- To jaki jest plan? - zapytał podekscytowany.
- Zaraz zobaczysz - powiedziałem i otworzyłem sobie furtkę jednym z kluczy, które nosiłem przy tych od samochodu.
Tak bardzo się teraz cieszę, że zabrałem je kiedyś Selenie.
Bezpiecznie wszedłem na posesję, a Jota podążał zaraz za mną. Podszedłem pod sam balkon i spojrzałem w górę.
- Stary, nie że coś, ale jak ty masz zamiar się tam wdrapać? - odezwał się mój brat.
I przyznam, że w tamtym momencie sam nie miałem na to koncepcji.
Ale potem przypomniało mi się pewne popołudnie, które razem spędzaliśmy w jej ogrodzie.
Pamiętam, że zauważyłem wtedy drabinę stojącą pod jej balkonem. Gdy zapytałem, co tam robi, powiedziała, że to sposób, by wyjść z domu tak, żeby jej matka tego nie zauważyła.
I to stało się moją koncepcją na dzisiaj.
Od razu zacząłem rozglądać się wokoło. Drabiny z pewnością nie było pod balkonem Seleny, ale stała jakieś pięć metrów dalej, oparta o ścianę domu.
Nic nie mówiąc pokazałem na nią Jocie, a on już zrozumiał moje plany. Oczywiście pomógł mi przenieść drabinę i już po chwili mogłem wspinać się po niej na balkon.
Wejście tam nie zajęło mi długo. Gdy tylko tam wszedłem, włączyłem latarkę w telefonie, by móc zobaczyć, co jest wewnątrz pokoju.
I naprawdę długooo zajęło mi wpatrywanie się w to, co tam zobaczyłem. Albo raczej to, czego tam nie zobaczyłem.
Bo dlaczego nie ma tam żadnych jej rzeczy?
Napisałam już epilog, ktoś zadowolony? xD