niedziela, 25 września 2016

Rozdział 35.

Choć zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rogu placu zaparkowany jest czarny samochód, z którego właśnie wysiadał jakiś mężczyzna.
Na początku przeraziłam się, że może być to ktoś, kto mógłby mi zrobić krzywdę, ale moment później do głowy przyszła mi myśl, że być może to Neymar. Dlatego z nadzieją, że to on oczekiwałam aż ta osoba podejdzie bliżej.
Ale zanim jeszcze podszedł na tyle blisko, żebym mogła zidentyfikować tę osobę i zobaczyć jej twarz w świetle latarni znajdującej się nieopodal, usłyszałam:
- Nie mogłem się doczekać, żeby w końcu mieć znowu okazje porozmawiać z tobą twarzą w twarz,
I już wiedziałam kto to.
------------

~ Może ona by cię jakoś... znormalniała.

- Jaka szkoda, że nie podzielam twojego entuzjazmu - odpowiedziałam kąśliwie, patrząc jak Federico zbliża się do mnie coraz bliżej.
- Naprawdę nie pojmuję, dlaczego traktujesz mnie jak swojego wroga. To nie fair.
- Sam sobie na to zasłużyłeś. Jesteś dla mnie cholernie ważny. Ale najpierw uciekasz z jej powodu, a potem jednak postanawiasz uwierzyć jej we wszystko, co mówi. Nie sądzisz, że to trochę głupie? - zaczęłam energicznie wymachiwać rękami. Federico od momentu, gdy się pojawił miał dziwny dar, który sprawiał, że gdy tylko go widziałam, wyprowadzał mnie z równowagi.
- Nie, nie sądzę. Jeśli coś może ci się stać przez twojego chłopaka, to powinnaś trzymać się od niego z daleka, W Madrycie będziesz bezpieczna. A jeśli zamieszkasz w Barcelonie, to nie będę mógł ci tego zapewnić - był przekonany do swoich słów. Był zdeterminowany, żeby mnie przekonać.
Tyle, że ja tego nie chciałam.
- Problem z tym, że ze strony mojego chłopaka nic mi nie grozi. A to, że ty uciekłeś do Madrytu, bo w Barcelonie by cię znalazła, to nie znaczy, że ja też coś takiego zrobię - warknęłam w jego stronę.
Nie wydawał się zwracać na to uwagi.
- Ja nie uciekłem. Po prostu nie chciałem już dłużej się z nią użerać - odpowiedział, a ja się zaśmiałam.
- To właśnie oznacza ucieczkę. Nie potrafiłeś poradzić sobie z problemem, więc po prostu, wyjechałeś, uciekłeś i miałeś spokój. Ale ja w odróżnieniu do ciebie nie mam przed czym z Barcelony uciekać - prychnęłam. - I im dłużej będziesz starał się mnie przekonywać, tym ja mniej będę chciała z tobą rozmawiać - ostrzegłam.
Chyba dopiero to do niego dotarło, bo nagle jego nastrój diametralnie się zmienił, podniósł dłoń i zrezygnowany przeczesał nią włosy.
- Okay - mruknął po chwili - nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Ale twoje bezpieczeństwo jest teraz dla mnie priorytetem. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Ale ile razy ja ci już mówiłam, że nie ma potrzeby mnie chronić? Nie jestem małym dzieckiem, żeby nie potrafiła sobie poradzić w życiu - ja sama też zmieniłam lekko mój ton, nie chciałam się z nim kłócić, bo jednak dużo dla mnie znaczył. A tym bardziej nie chciałam tego robić w środku nocy, w środku miasta...
- Czy to moja wina, że instynkt każe mi cię chronić?
- Ją nazywasz instynktem? Naprawdę, prosiłam cię, żebyś jej nie ufał - powiedziałam hardo. Nie zamierzałam gratulować mu jego zachowania. Bo nie było czego.
- Dobrze, postaram się przemyśleć to, co od niej usłyszałem. Ale pamiętaj, że wszystko, co robię wynika tylko z troski. Naprawdę cię kocham.
A zaraz potem podszedł do mnie i przytulił. Byłam w lekkim szoku, jak ta rozmowa szybko zmieniła swój charakter.
- Ja też cię kocham - wyszeptałam. - Ale daj mi swobodę, naprawdę, jeśli coś złego będzie się działo,, to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie, dobrze? - dodałam, odsuwając się od niego delikatnie i patrząc mu w oczy.
- Okay, okay - westchnął. - Ale mimo wszystko, z tej twojej przeprowadzki do Madrytu.
- Błagam cię - jęknęłam.
- Tego sobie nie odpuszczę. Muszę cię mieć na widoku.
- Przesadzasz - zwróciłam mu uwagę.
On najwidoczniej postanowił się do tego nie odwoływać.
- Jest zimno. Może po prostu porozmawialibyśmy w moim samochodzie, a ja odwiózłbym cię do domu? - zaproponował.
A ja przypomniałam sobie o czymś ważnym i od razu pokręciłam głową.
- Nie jadę teraz do Mountblanc. Mój chłopak ma tu zaraz po mnie przyjechać.
Specjalnie nie wspominałam kim on jest.
Fede rozejrzał się po parkingu.
- Dlaczego jeszcze go tu nie ma? Powinien tu być już w momencie, kiedy ty tu przyjechałaś. Gdyby mnie tu nie było, to czekałabyś tu całkiem sama. A wtedy ktoś mógłby cię napaść i...
No to się zaczęło.
- Czy ty wszystko musisz widzieć w czarnych barwach? Spóźnia się, bo napisał mi, że coś mu wypadło i że będzie jakieś piętnaście minut później.
Jak dobrze, ze on nigdy nie potrafił rozpoznać, kiedy kłamię.
- I tak powinien już tu być - obruszył się. - Jest nieodpowiedzialny.
"Oj, żebyś ty wiedział jaki on jest cholernie odpowiedzialny" - pomyślałam.
- Myślę, Fede, że powinieneś już jechać. Wasze spotkanie jakoś nie specjalnie mi się teraz uśmiecha.
- Dlaczego? Ja bardzo chętnie go poznam - skrzyżował ręce na piersi.
- Nie ja może nie chcę, żebyście się poznawali. Po prostu jedź już, Fede. Porozmawiamy niedługo, okay?
- Nie ma mowy, nie zostawię cię tutaj samej!
- Musisz, niestety.
Westchnął. Chyba zdał sobie sprawę z tego, że mnie nie przekona.
- A co powiesz na to, żebym poczekał w samochodzie, zanim po ciebie nie przyjedzie? Muszę być pewny, że będziesz bezpieczna.
- Boże, ty masz jakąś obsesję na tym punkcie! - zawołałam, ale za moment dodałam: - Dobrze, jeśli masz mi nie dać spokoju to sobie czekaj.
Fede pożegnał się ze mną buziakiem w policzek i odszedł. Wsiadł do samochodu, ale nie odjechał, tak jak mówił, ze zrobi. A ja wyjęłam telefon i wybrałam Neymara. No, i zaczęłam się modlić, żeby odebrał.
Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
Czwarty sygnał.
Piąty sygnał.
I nagle....
- Tu sekretarka Neymara Juniora. Nie mogę teraz odebrać. Jeśli to coś ważnego to zostaw wiadomość.
Piiiiiiip.
"Neymar proszę cię, nie testuj mojej cierpliwości!"
Rozłączyłam się. I zadzwoniłam jeszcze raz.
Pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
Dziesiąty.
Znowu sekretarka.
On naprawdę mógłby testować moją cierpliwość kiedy i gdzie indziej niż o pierwszej w nocy na tym zimnie.
Zaraz się zdenerwuję.
Zadzwoniłam jeszcze raz.
I po trzecim sygnale przestałam już mieć nadzieję.
Ale nagle usłyszałam głosik po drugiej stronie słuchawki.
- Tak? - Ale to nie był Neymar.
- Hm,.. cześć Davi. Twój tata jest może gdzieś niedaleko? - zapytałam, ale w środku byłam pełna obaw. Co Neymar robi jeszcze z Davim? Przecież jeśli pojadę teraz do niego do domu, to spotkam na pewno tego małego Brazylijczyka...
Nie to, że nie chciałam. Po prostu się bałam.
- Selena! - zawołał uradowany chłopiec, a dopiero potem odpowiedział mi na moje pytanie. - Tak, ale rozmawia z jakimś panem.
- A gdzie jesteście? - zapytałam, próbując ukryć przed chłopcem zdziwienie,
- Na lotnisku. Wracamy do domu - powiedział, a zaraz dodał smutnym głosem: - Dlaczego cię u nas nie było? Chciałem cię w końcu spotkać.
- Przepraszam, skarbie. Byłam daleko i nie mogłam przyjechać. Ale następnym razem postaram się być, dobrze?
Czy czułam się źle, że praktycznie okłamywałam tak małe dziecko? Nie do końca, bo starałam się też samą siebie przekonać, że następnym razem już nie będę tak przed tym uciekać.
- Obiecujesz? - zapytał, słodkim głosikiem.
Przełknęłam głośno i dopiero wtedy odpowiedziałam.
- Obiecuję.
- Hurraaaa! - zawołał chłopiec, a w tle usłyszałam pytanie: "Daviś, a z kim ty rozmawiasz?"
A Davi odpowiedział coś w stylu, że z miłością taty. Zaczęłam się śmiać.
- Mama i Rafaela kazały cię pozdrowić - powiedział chłopiec.
- Też je ode mnie pozdrów. Ciocia Rafaela bardzo była zła, że mnie nie było? - zapytałam.
Rozmawiając z Davim w ogóle zapomniałam o tym, że siedzę właśnie na własnej walizce, na parkingu, na tym zimnie.
- Nie bardziej niż mama - zaśmiał się.
- A tata? Tęsknił za mną chociaż troszeczkę?
- Nie, wcale. Tylko mówił o tobie całymi dniami - teraz to ja się zaśmiałam.
- No dobrze Davi, to wracaj do domku, a ja już wam tam nie przeszkadzam.
- A mam coś przekazać tacie?
- Wiesz, możesz tylko mu powiedzieć, że będę czekać na niego w domu, okay?
- Okay! To pa!
- Pa, Davi - powiedziałam i zakończyłam połączenie.
Świetnie. Wypuściłam głośno powietrze z płuc. Neymar był właśnie na lotnisku, które było położone za granicami Barcelony, jak się domyślam. Zarębiście.
I wtedy właśnie przypomniałam sobie o obecności Federico. Tak jak mówił, nie zamierzał odjechać, dopóki nie odbierze mnie stąd Neymar. Więc równie dobrze to on mógł mnie do niego zabrać.
Pociągnęłam za sobą walizkę i poszłam w stronę jego samochodu. On tymczasem przerażony wyskoczył z niego i zaczął do mnie biec.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony.
- Nic, po prostu mój chłopak nie da rady po mnie przyjechać i chciałam się zapytać czy byś mnie nie podrzucił - wzruszyłam ramionami.
- Wsiadaj - odpowiedział niemal od razu, zabrał moją walizkę i poszedł z nią do bagażnika, podczas gdy ja wgramoliłam się na siedzenie pasażera.
Moment później on też wsiadł do środka i odjechał z parkingu.
- I co byś zrobiła, gdybym tu nie został? - odezwał się, gdy wjechał na ulicę.
- Wezwała taksówkę - odpowiedziałam, starając się zachować w miarę dobry nastrój. - Skręć w lewo.
- To wcale nie jest śmieszne - powiedział, zatrzymując samochód na światłach. - Twój chłopak jest cholera nieodpowiedzialny!
- Jest najodpowiedzialniejszą osobą jaką znam, Fede. Po prostu robi teraz coś dużo ważniejszego niż głupie odebranie mnie z wycieczki. Z resztą nie jestem już małym dzieckiem, jak już mówiłam. Potrafię sobie poradzić.
- Co może być ważniejszego niż odebranie własnej dziewczyny z parkingu o pierwszej nad ranem?! - dziwił się Fede.
- Zapewne odwiezienie swojej rodziny na lotnisko - odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony. - Ja nie mam mu tego za złe, więc ty tym bardziej nie powinieneś - zauważyłam.
- Ja naprawdę powinienem mieć cię na oku - mruknął.
- Nie musisz, ja serio całkiem dobrze sobie radzę.
- Jakoś nie zdążyłem zauważyć.
- Zdecydowanie powinieneś sobie znaleźć dziewczynę. Może ona by cię jakoś... znormalniała.
- Bardzo śmieszne - obruszył się.
- Mówię serio - odpowiedziałam.
Już się nie odezwał. Miałam nadzieję, że myślał nad tym, co właśnie powiedziałam. Bo miło by było, gdyby w końcu miał swoje życie i nie wtrącał się do mojego. Zupełnie jak moja matka.
- To tutaj - powiedziałam około piętnastu minut później, mimo że do domu Neymar było jeszcze dobrych 100 metrów. Po prostu nie chciałam, żeby wiedział, gdzie on dokładnie mieszka, bo mógłby się zorientować kim jest. A ta wiedza wcale nie była mu potrzebna.
- Najbardziej ekskluzywna dzielnica Barcelony? - zdziwił się.
- No tak jakoś się złożyło - pocałowałam go w policzek na pożegnanie i wysiadłam samochodu. Poczekałam aż odjedzie, machając mu, a gdy zniknął za zakrętem ruszyłam w stronę domu Neya.
Fede nie musi wiedzieć. Wręcz nie powinien.


Hey :D Naszła mnie wena więc jestem, ale w najbliższym czasie może mnie  nie być. Chcę postarać się realizować jeszcze kilka ważnych projektów, więc będę miała więcej czasu, ale chyba skłaniam się jednak do tego, żeby jednak tu z Wami zostać. Ktoś się cieszy? 

Neyforever :*

poniedziałek, 12 września 2016

Rozdział 34.

~ Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa!

- Rozumiesz, że to już dzisiaj! - zawołałam, wskakując na łóżko Ady, która jeszcze spała. Byłam tak podekscytowana dzisiejszym dniem, że musiałam zrobić jej pobudkę. Nie wytrzymałabym siedzieć tu tak w samotności.
- Wiem, Sel, że dzisiaj wracamy do domu, ale daj mi się chociaż wyspać, okay? - mruknęła i przykryła głowę poduszką. Fakt, była dopiero siódma rano, ale ja nie mogłam spać, myśląc, że już za kilkanaście godzin w końcu znowu spotkam się z Neymarem.
- Już nie mogę się doczekać! - zawołałam i podniosłam się z jej łóżka.
- Rozumiem twój entuzjazm, też się cieszę, ale daj mi się wyspać!- zawołała, przykrywając się dodatkowo kołdrą, żeby tylko mnie nie słyszeć.
- Dobra, dobra! Idę się ogarnąć - powiedziałam i wyszłam do łazienki.
Do godziny 9:30 zdążyłam zrobić wszystko, co tylko przyszło mi do głowy. Wzięłam kąpiel, ubrałam się, związałam włosy, poszłam na spacer i gdy wróciłam zaczęłam pakować książki. Wtedy właśnie wstała Ada, ubrała się i kilkanaście minut później razem zabrałyśmy się do pakowania walizek.
- Jeszcze zjemy tylko śniadanie, za dwie godziny wyjedziemy i za kilkanaście godzin będziemy już w Barcelonie - zawołałam entuzjastycznie, układając kolejną bluzkę w swojej walizce.
- Nie możesz się doczekać spotkania z Neymarem, co? - zaśmiała się na moją radość.
- Nie widziałam go od dwóch tygodni! Dawno nie mieliśmy tak długiej przerwy, biorąc pod uwagę, że praktycznie cały czas mieszkałam w Barcelonie razem z nim - wzruszyłam ramionami, podniosłam się z podłogi i sięgnęłam telefon, który leżał na łóżku. Miałam nadzieję na to, że może znajdę tam jakąś wiadomość od Neymara, ale niestety niczego nie było. Nie odezwał się do mnie od wczoraj po południu, więc nie wiem, co się działo. Gdy ostatni raz z nim rozmawiałam, powiedział, że jedzie odwieźć Carolinę, Rafę i Daviego na lotnisko. I rozumiem, że wczoraj mógł nie mieć już czasu zadzwonić. Ale dzisiaj na pewno był już od kilku godzin na nogach.
- Co, Romeo napisał? - zaśmiała się Ada.
- Właśnie, że nie - mruknęłam, wracając na poprzednie miejsce. - Nie odzywa się już od dłuższego czasu. A co, jeśli coś mu się stało? - momentalnie wpadłam w panikę. Ponownie podniosłam się z miejsca i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem.
Aż nagle Ada złapała mnie za rękę i pociągnęła tak mocno, że prawie na nią upadłam.
- Siadaj i uspokój się dziewczyno! - zawołała mi prosto w twarz. - Daj mu żyć i nie zachowuj się jak psychopatka!
Przeczesałam włosy palcami.
- Może i masz rację. Niepotrzebnie panikuję - mruknęłam i wróciłam do pakowania.
Jednak nie potrafiłam się na niczym skupić. Myślami byłam daleko stąd i to właśnie powodowało, że moje ubrania lądowały do walizki, złożone w jakieś dziwne kombinacje. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co mogło się właśnie dziać w Barcelonie. Pewnie gdybym mogła, od razu przejrzałabym od razu cały internet w poszukiwaniu informacji o aktualnym miejscu pobytu Neya, ale w tej dziurze nie było nawet wystarczającej ilości zasięgu, by chociaż włączyła mi się strona startowa w przeglądarce. Tkwiłam tu, bez żadnej informacji o tym, co się teraz dzieje u Neymara i to zaczynało mnie przerażać.
Kiedy po raz setny wyjęłam z walizki bluzkę, żeby znowu spróbować poprawnie ją złożyć, usłyszałam ciężkie westchnienie Ady. Podniosłam na nią wzrok.
- Idź, spróbuj się do niego dodzwonić, a ja skończę cię pakować - odezwała się, a ja od razu podskoczyłam szczęśliwa.
- Naprawdę, zrobisz to dla mnie? - krzyknęłam, a przyjaciółka aż skrzywiła się na głośność mojego głosu.
- Jasne, ty i tak sama byś sobie z tym nie poradziła - odpowiedziała, a ja uściskałam ją i już mnie nie było. W błyskawicznym tempie wybiegłam z budynku i udałam się w miejsce, gdzie wiedziałam, że mam dużą szansę na złapanie zasięgu. Po dwóch tygodniach spędzonych tutaj naprawdę nauczyłam się wielu rzeczy, a w szczególności tego, jak szukać zasięgu.
Kilka minut zajęło mi dotarcie do miejsca, gdzie z Adą zazwyczaj rozmawiałyśmy przez telefon. Około dziesięciu minut minęło, zanim w prawym górnym rogu mojego telefonu pokazały się cztery kreski, oznaczające całkiem dobry zasięg.
Już miałam wybierać numer Neymara, gdy poczułam, że jednak nie jestem tu sama, jak przypuszczałam.
- Zdecydowałaś się jednak do mnie dołączyć, hm? - odezwałam się, będąc pewna, że przyszła do mnie moja przyjaciółka.
Jednak dopiero, gdy się odwróciłam, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
- W sumie, to miałem nadzieję, że cię tu spotkam - usłyszałam ten głos, zobaczyłam tą postać i momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy.
- Czego chcesz? Wiesz, że nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać, ostatnim razem chyba wyraziłam się wystarczająco jasno? Czy może trzeba ci powtórzyć? - warknęłam.. Przebywanie sam na sam z tą osobą zdecydowanie nie znajdowało się na liście moich marzeń.
- Zrozumiałem za pierwszym razem. Ale nie zamierzam się poddawać - mruknął i przybliżył się o kilka kroków. Cofnęłam się.
- Ale ja zdania nie zmieniam. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać! - odwróciłam się i odeszłam spory kawałek. On jednak ruszył zaraz za mną.
- A właśnie, że porozmawiasz! - krzyknął za mną. - Nie wiem, jak możesz przez ten cały czas tak perfidnie udawać!
- Co ja niby takiego udaję?! - odwróciłam się, tak szybko, że on sam o mało na mnie nie wpadł. Ten człowiek miał dar wkurzania mnie nawet w sekundę.
- Że jesteś szczęśliwa z tym idiotą! I co, chciałaś do niego teraz zadzwonić i udawać radosną, ukrywać, co naprawdę czujesz? - darł się.
- Ja naprawdę nie wiem, co jest z tobą nie tak, wiesz? - zawołałam, stojąc z nim twarzą w twarz. - Mam ci to przeliterować? Jestem z Neymarem S-Z-C-Z-Ę-Ś-L-I-W-A!
Prychnął i złapał mnie za nadgarstki.
- Kłamiesz - powiedział.
Zaczęłam się śmiać, pomimo tej niezbyt komfortowej sytuacji.
- Nadal nie możesz pogodzić, że nie jestem z tobą, co? Przykro mi, miałeś swoją szansę, ale jej nie wykorzystałeś.
- Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwa. Pokażę ci! - Zachowywał się jak jakiś opętany. I do tego coraz bardziej zacieśniał uścisk na moich nadgarstkach.
- Cristian, zrozum w końcu, że ja nic do ciebie nie czuję i nie będę czuć! Jestem z Neymarem i nie zamierzam go zamieniać na nikogo innego, a szczególnie nie na ciebie! - wrzasnęłam i wyrwałam ręce z uścisku.
- Czyli jednak mam cię przekonać? - mruknął, a potem szybko przysunął się do mnie i zaczął całować.
Przerwałam to tak szybko, jak tylko się zaczęło, a zaraz potem odepchnęłam Cristiana od siebie. Nie wierzyłam, że próbował to zrobić.
- OSZALAŁEŚ! - krzyknęłam, nie mogąc się przed tym powstrzymać, a mój głos niósł się echem, odbijając się od górskich ścian. Miałam też ochotę uderzyć go w twarz, ale kiedyś już tego spróbowałam i pamiętam, że to, co się potem wydarzyło, jakoś nie pozostawiło po sobie dobrych wspomnień.
Widziałam, że Cristian jest zaskoczony moim zachowaniem, ale nie zwróciłam nawet na to uwagi. Jego zachowanie wytrąciło mnie kompletnie z równowagi. Byłam wściekła. Choć nie do końca.
W środku czułam się cholernie zagubiona. To co zrobił... Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. I to nie wcale w kontekście tego, że mogło mi się to podobać. Bo tak zdecydowanie nie było. Bardziej martwił mnie nagły napływ myśli do mojej głowy. Było ich tyle, że nawet nie wiedziałam, którą zająć się pierwszą.
I nagle się pojawiła. I mówiła tylko jedno słowo: "Neymar". I wtedy już wiedziałam, co czuję.
Strach. Przeraźliwy strach o to, co powie, gdy się o tym dowie. A na pewno się dowie. Bo jeśli nie ona mu o tym powie, to była pewna, że Cristian nie będzie się wahał.
Czułam się beznadziejnie. Miałam wrażenie jakby nogi miały się zaraz pode mną ugiąć, więc po prostu usiadłam na trawie, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Płakać z bezsilności.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam chłopaka, który nadal się we mnie wpatrywał. Najpierw przychodzi tu, kłóci się i wszystko niszczy, a teraz jeszcze ma czelność przyglądać się skutkom tego, co zrobił.
- WYNOŚ SIĘ! - wydarłam się, objęłam kolana rękami i oparłam o nie głowę. On już mnie nie obchodził. Teraz myślałam już tylko o tym, co powiem Neymarowi. Gdzieś w podświadomości słyszałam cichy głosik, który mówił, że nie przyjmie on tego tak źle, jak myślałam. ale był zbyt cichy, żebym mogła przyjąć do wiadomości to, co mówił.
Usłyszałam głośne westchnienie Cristiana. A potem usłyszałam głos. Ale nie należał on do niego.
- Nie słyszałeś, co powiedziała?! Zostaw ją w spokoju! - Należał do Ady. Podniosłam głowę i rzeczywiście - przyjaciółka stała zaraz za Cristianem, który nagle odwrócił się na pięcie i odszedł szybkim krokiem. A wtedy Ada podbiegła do mnie.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze - szepnęła, przytulając mnie. Robiła to, czego teraz było mi najbardziej potrzeba. Wspierała mnie.

*****

Nie odezwał się.
Nie dostałam żadnej wiadomości od Neymara i to zaczynało martwić mnie coraz bardziej.
Wyjechaliśmy z naszego miejsca pobytu dobre sześć godzin temu. Byliśmy w połowie drogi i oczywiście, gdy tylko wyjechaliśmy z miejsca, gdzie mieszkaliśmy, zaczęłam czekać na moment, gdy będę mogła przejrzeć internet. A gdy w końcu to nastąpiło, to nie znalazłam tam żadnych przydatnych informacji. I przez to zaczęłam zastanawiać się jeszcze bardziej, co mogło się z nim dziać. Dowiedziałam się tylko, że na pewno pojawił się na porannym treningu, ale to było ponad kilka godzin temu. A potem jakby zniknął.
- Zadzwoń do niego po prostu - usłyszałam głos Ady i podniosłam na nią swój wzrok z nad telefonu.- Przecież widzę, że odkąd tylko wyjechaliśmy ty tylko wpatrujesz się w ten telefon.
Westchnęłam.
- Żeby to było tylko takie proste - mruknęłam.
- A nie jest? - zapytała.
- Dzwoniłam już. Nie odbiera. Ma wyłączony telefon.
- Na pewno się odezwie. Mówił, że masz wysiąść w Barcelonie i on zabierze cię do siebie. Będziemy tam dopiero po północy, więc nie sądzę, żeby nagle się rozmyślił i ci o tym nie powiedział. Gdyby plany się zmieniły, na pewno by do ciebie zadzwonił i ci o tym powiedział. Nie naraziłby cię na takie ryzyko. jak włóczenie się nocą po Barcelonie. Tego jestem święcie przekonana - przyznała, dotykając delikatnie mojego ramienia, żeby dodać mi otuchy.
- Mam taką nadzieję - westchnęłam.
Do Barcelony dotarliśmy około pół godziny przed czasem, więc wcale się nie zdziwiłam, gdy na parkingu pod Camp Nou, gdzie umówiłam się z Neyem, nie widziałam jego samochodu. Byłam na miejscu wcześniej, więc to chyba naturalne, że będę musiała na niego poczekać.
- Pamiętaj, jeśli coś by się stało, to od razu do mnie dzwoń. Nawet w środku nocy - powiedziała Ada, gdy stałyśmy na dworze, a ja czekałam aż kierowca wyciągnie moją walizkę.
- Jeśli coś będzie nie tak, to na pewno zadzwonię - obiecałam. Bo zapewne właśnie tak bym zrobiła.
- To do zobaczenia na egzaminach - powiedziała, gdy wsiadała z powrotem do autokaru kilka minut później.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się do niej i odeszłam od pojazdu, który moment później odjechał i zaczął znikać z mojego pola widzenia. No to zostałam sama. Z walizką. Po środku wielkiego parkingu, gdzie byłam tylko ja.
Choć zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rogu placu zaparkowany jest czarny samochód, z którego właśnie wysiadał jakiś mężczyzna.
Na początku przeraziłam się, że może być to ktoś, kto mógłby mi zrobić krzywdę, ale moment później do głowy przyszła mi myśl, że być może to Neymar. Dlatego z nadzieją, że to on oczekiwałam aż ta osoba podejdzie bliżej.
Ale zanim jeszcze podszedł na tyle blisko, żebym mogła zidentyfikować tę osobę i zobaczyć jej twarz w świetle latarni znajdującej się nieopodal, usłyszałam:
- Nie mogłem się doczekać, żeby w końcu mieć znowu okazje porozmawiać z tobą twarzą w twarz,
I już wiedziałam kto to.


--------------------------------------------------
Tak jak mówiłam w poprzedniej notce, dodaję rozdział. Wiem, że trochę późno, ale wpływa na to naprawdę wiele czynników. 
Przypominam oczywiście, żebyście pod tym rozdziałem, jeśli go przeczytacie, pozostawili po sobie w komentarzu jakiś ślad, może to być nawet kropka, przecinek, średnik... Cokolwiek. Po prostu chcę wiedzieć ile osób tu jest i czy opłaca się to dalej ciągnąć, czy może lepiej napisać zakończenie tej historii i pozostawić je jedynie dla siebie. 
Tak więc mam nadzieję, że będzie tu przynajmniej kilka osób, bo napisanie tego rozdziału nie było wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać. 
Tymczasem, życzę Wam dobrej nocy, bo dodaję to późno, ale nie wiem kiedy będziecie to czytać ;)

Także no...
Pozdrawiam
Neyforever :*