~ Będziesz przed nią wiecznie uciekać?
*Selena**poniedziałek*
- Sel - usłyszałam cichy szept zaraz przy moim uchu. Nie zareagowałam. Ja jeszcze spałam. - Selena - ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. - Sel, kochanie, musisz już wstawać - Junior nie dawał za wygraną.
Przewróciłam się na drugi bok, usłyszałam westchnięcie Neymara, a zaraz potem pokój wypełnił mój głośny śmiech. Wszystko przez Neya, który wykorzystał fakt, że wie, gdzie mam łaskotki, żeby mnie obudzić.
- Proszę, Ney, proszę, przestań - wręcz go błagałam. Przecież on wiedział, jak bardzo tego nienawidzę i wykorzystywał to przeciwko mnie.
- Musisz wstawać, bo niedługo wyjeżdżasz - powiedział, siadając obok, wcześniej zaprzestając tortur, jakie na mnie egzekwował.
- Ale ja tak nie chcę wstawać - mruknęłam, kładąc się twarzą w poduszkę.
- Jeśli o mnie chodzi, to mogłabyś nie wstawać i po prostu tam nie jechać, tylko zostać ze mną. Ale myślę, że twoi przyjaciele nie byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw - czy on zawsze musi mieć rację?
- Prawda - powiedziałam, podnosząc głowę i wygrzebując się z kołdry. Przecierając oczy, poszłam do łazienki, gdzie przebrałam się z piżamy w dresy i zwykły T-shirt. Nie robiłam żadnego makijażu, nie stroiłam się godzinami, jak pewnie zrobiłaby większość dziewczyn z mojej szkoły, więc całe przygotowanie się zajęło mi nie więcej niż pięć minut.
Związując włosy w kucyka, weszłam z powrotem do sypialni, ale nie zostałam tam na długo. Schowałam jedynie piżamę do szafy Neymara i zeszłam na dół. Domyśliłam się, że Junior zniósł już tam moją walizkę i rzeczywiście tak było. Moje rzeczy stały już w korytarzu, a chłopak czekał na mnie w kuchni.
- Chcesz zjeść jakieś śniadanie przed wyjazdem? - zapytał, zaglądając do lodówki.
- Przydałoby się - odpowiedziałam i podeszłam do niego, żeby wyjąć potrzebne mi rzeczy.
- Ja chciałem ci zrobić śniadanie - fuknął, widząc co zaczynam robić.
- Jestem już dużą dziewczynką, potrafię sama zrobić sobie śniadanie - zaśmiałam się, ale widząc jego minę, podeszłam do niego i cmoknęłam krótko w usta. - Lepiej?
- Nie do końca - uśmiechnął się i nie dał mi tak od razu wrócić do robienia sobie kanapek. Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował zachłannie, nie pozwalając mi się odsunąć. Tak, jakbym ja tego w ogóle chciała...
- Teraz lepiej - mruknął, gdy po jakimś czasie nasz pocałunek się skończył.
- Co ty będziesz robił, jak mnie tu nie będzie? - zapytałam, kręcąc głową.
- Nie martw się, na pewno nie będę się nudził.
- Czyżbyś miał już jakieś plany? - zdziwiłam się, ale nie przerwałam pracy nad swoim posiłkiem.
- Caro i Davi mają przyjechać.
- Na jak długo?
- Carolina nie mówiła, na ile zostają. Ale wiem, że Rafa też się do mnie wybiera. Ma nadzieję, że uda jej się ciebie spotkać - zaśmiał się pod nosem.
- Znowu schodzimy na temat mnie i twojej rodziny?
- Kiedyś w końcu będziesz musiała ich poznać, nie masz wyjścia.
- Jeśli Rafaela będzie o mnie pytać, czemu mnie nie ma, to przeproś ją ode mnie za to, że nie mogłyśmy się spotkać - mruknęłam. Wzięłam talerz z kanapkami i usiadłam przy stole.
- Będziesz przed nią wiecznie uciekać? - Junior zapytał, siadając na przeciwko mnie.
- Możliwe - powiedziałam, między gryzami kanapki.
- Niby taka odważna, a boi się poznać moją siostrę - pokręcił głową.
- Wcale się nie boję! Po prostu...
- Po prostu co? - zapytał, gdy przez dłuższy moment nie mogłam dokończyć zaczętego zdania.
- Nie wiem, czy warto jest mnie poznawać. A z resztą moja przyszłość nadal nie jest w stu procentach pewna. Jeżeli będzie taka sytuacja, że będę musiała wyjechać i ciebie zostawić, to nie chcę, żeby każdy musiał za mną tęsknić albo ja będę musiała tęsknić za każdym. Jeśli tak by się stało, to chcę zminimalizować smutek, jaki wywoła taki obrót sprawy.
- Nawet jeśli musiałabyś wyjechać, to jadę z tobą - powiedział Neymar, biorąc do ręki swoją dłoń i patrząc mi w oczy.
- A jeśli musiałabym wyjechać do Madrytu? Przeniósłbyś się do Realu, żeby być tam ze mną? Przecież to niedorzeczne.
- Może nie do Realu, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że tak łatwo mi nie uciekniesz.
- Właśnie na to liczę - zaśmiałam się i poszłam odstawić pusty talerz. - Która jest godzina?
- Dochodzi za piętnaście siódma - powiedział Ney, uprzednio patrząc na swój zegarek na nadgarstku.
- Powinniśmy się już zbierać, jeśli mamy zdążyć tam dojechać na czas - spojrzałam na niego, ale nawet z wyrazu jego twarzy mogłam wyczytać, że nie chciał mnie tam puszczać. - Oj już nie smuć się, przecież wrócę tutaj cała i zdrowa - starałam się go pocieszyć.
- Mówiłem już, że wolałbym, żebyś ze mną została?
- Niech pomyślę.. Mówiłeś. Jakieś pięć tysięcy razy, odkąd do ciebie przyjechałam - uśmiechnęłam się, widząc, że on też to robi.
- Eh... - Neymar westchnął głęboko. - To co, jedziemy?
- Jedziemy - przytaknęłam i razem poszliśmy do wyjścia. W korytarzu Neymar zabrał moją walizkę, ja wzięłam swoją torebkę i tak wyszliśmy z jego domu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod Camp Nou, czyli w miejsce, z którego zabrać mnie miała moja wycieczka. Byliśmy tam jakiś kwadrans wcześniej, więc siedząc w samochodzie, czekaliśmy na przyjazd autokaru, który jechał tutaj z Mountblanc.
- Kiedy przyjeżdża do ciebie rodzinka? - zapytałam, żeby jakoś wypełnić ten czas oczekiwania.
- Dzisiaj po południu mam odebrać ich z lotniska. A co, jednak postanowiłaś zmienić zdanie, zostać i poznać moją rodzinę? - zaśmiał się Junior.
- Nie jestem aż tak zdesperowana, żeby ich poznać. Po prostu chcę wiedzieć, kiedy będę miała spokój od twoich telefonów - droczyłam się z nim.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać jak wyjedziesz? Dobrze, więc nie będę do ciebie dzwonić przez całe dwa tygodnie! - założył ręce i odwrócił twarz w stronę bocznego okna, udając, że się obraził.
- Nie wytrzymasz nawet dnia - prychnęłam.
- A założymy się?
- Przecież wiesz, że przegrasz
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Twój autokar przyjechał - zauważył Ney i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo.
Junior wyjął moją walizkę z bagażnika, a moi przyjaciele w tym czasie zdążyli wysiąść. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie nas tak dużo.
- Nie mówiłaś, że jedzie z wami aż tylu chłopaków - mruknął niezadowolony Neymar, stając obok mnie i patrząc na tłum znajdujący się przy autokarze.
- Nie martw się, większość ma już dziewczyny, które w dodatku jadą z nami - spojrzałam na niego. Zazdrosny Neymar to słodki Neymar.
- A ta mniejszość, która nie ma dziewczyn?
- Chyba wie, że mam chłopaka - starałam się go trochę uspokoić w jego zazdrości o mnie.
Nagle Junior przysunął się bliżej mnie i pocałował namiętnie. Gdy się od niego odsunęłam, spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- No co? Teraz już na pewno wiedzą, że masz chłopaka - powiedział, a ja tylko przewróciłam oczami na jego zazdrość. I jednocześnie domyśliłam się, że każdy się na nas patrzył. - Ślicznie wyglądasz, jak się rumienisz, mówiłem ci już? - zaśmiał się Neymar, dotykając mojego policzka. W tym momencie musiałam zarumienić się jeszcze bardziej.
Wtuliłam twarz w T-shirt Neya, żeby nikt nie mógł zauważyć moich zarumienionych policzków, bo właśnie zbliżali się do nas moi znajomi.
- Selena! - zaczęła krzyczeć Ada, biegnąc do mnie i wyrwała mnie z uścisków chłopaka, a sama zaczęła się do mnie przytulać. - Tak dawno się nie widziałyśmy!
- Ej, Ada! Oddaj mi ją! - Neymar oczywiście musiał zacząć kłócić się z moją przyjaciółką.
- A to niby czemu?! To ja jej nie widziałam od zakończenia roku! - protestowała Ada.
- A to ja nie będę widział jej przez następne dwa tygodnie! - odpowiedział jej Ney, na co Ada wypuściła mnie z obięć.
- Dobra, wygrałeś - mruknęła niechętnie, a ja znowu przytuliłam się do swojego chłopaka, tyle że tym razem tak, żebym mogła widzieć moich znajomych.
- Co to za jakieś zbiorowisko? - usłyszałam. A miałam już taką nadzieję, że go nie będzie. - O, nasza barcelońska księżniczka raczyła się wreszcie pojawić - powiedział, gdy przepchnął się przez tłum i zauważył mnie.
Poczułam, jak Neymar ciaśniej oplata mnie ramionami.
- Christian - mruknęłam zniesmaczona. - Miałam nadzieję, że UFO cię porwało i jednak z nami nie jedziesz - dodałam, głośniej, żeby każdy usłyszał. Wszyscy wiedzieli o mojej nienawiści do niego i od razu zaczęli się śmiać.
- Nie, jestem, jadę z wami i spędzisz ze mną całe dwa tygodnie! Cieszysz się?
- Oczywiście! Nie widzisz jak skaczę z radości? - powiedziałam z sarkazmem.
- A twój rycerzyk jedzie z nami? - zaśmiał się, spoglądając przelotnie na Neymara. - Choć na tej wycieczce przydałby się na pewno bardziej niż na boisku. Może gdzieś tam w górach znajdziemy jakieś jezioro i będzie mógł sobie ponurkować?
Czułam, jak Junior bierze głęboki oddech, ale nic nie usłyszałam, choć wiem, że puszczają mu nerwy. Ale na pewno nie chce tego przy nim okazać.
- Wiesz, Christian, już od dawna chciałem cię poznać - w końcu głos zabrał Ney, a ja zaczęłam się bać, co mógłby zrobić czy powiedzieć. - Bo jeszcze w życiu nie spotkałem takiego idioty jak ty. Najpierw traktujesz Sel jak nic niewartą szmatę, a teraz chciałbyś być na moim miejscu, hm?
Spojrzałam na wyraz twarzy Christiana. Już się nie uśmiechał, a jedynie zmrużył oczy i przyglądał się Juniorowi. Aż nagle odwrócił się i odszedł. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nawet nie wiedziałam, że potrafisz być taki opanowany - odwróciłam się twarzą do Neymara.
- Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, złotko - odpowiedział i złączył nasze usta w pocałunku.
Wokół nas rozległo się głośne "awwww".
- Musimy już jechać! - kierowca zawołał w stronę naszej grupy, a ja odsunęłam się od chłopaka.
- Jadę - szepnęłam.
- Nie jedź - odszeptał. Zaśmiałam się.
- A ty dalej swoje - odpowiedziałam, biorąc do ręki rączkę mojej walizki i zaraz razem z Neymarem poszliśmy w stronę autokaru. Oddałam bagaż kierowcy, by mógł go schować i miałam chwilę, żeby móc pożegnać się ze swoim chłopakiem.
- Będę tęsknić - szepnęłam, przytulając się do niego.
- Ja bardziej - odpowiedział.
Odsunęłam się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w twarz.
- Nawet w takim momencie będziesz się ze mną kłócił? - zapytałam.
- Zawsze i wszędzie - odpowiedział i ostatni raz dzisiejszego dnia mnie pocałował. A ten pocałunek trwał dłuuuugo...
- Dłużej się nie dało? - zaśmiała się nagle Ada, której nie zauważyliśmy. Stała na schodach wewnątrz autokaru i przyglądała się nam.
- No co? Będę musiał bez tego wytrzymywać aż czternaście dni! - bronił się.
- Jak ty to wytrzymasz, biedaku? - pokręciła głową z uśmiechem. - A ty Sel zostaw już swojego Romea i chodź, bo w końcu odjedziemy bez ciebie.
- Dobra, dobra, już idę - mruknęłam i ostatni raz przytuliłam się do Neymara, a potem poszłam do autokaru.
Jeszcze na schodach odwróciłam się do niego i bezgłośnie powiedziałam:
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział mi tak samo .
Zaśmiałam się i weszłam po schodach do autokaru, a drzwi zamknęły się za mną. Chwileczkę później odjechaliśmy spod Camp Nou.
Usiadłam na miejscu przy oknie, a zaraz obok siedziała Ada. Spojrzałam przez okno, ale już nie mogłam zobaczyć Juniora.
- No to opowiadaj - powiedziała przyjaciółka ściągając na siebie moją uwagę.
- Ale o czym? - zapytałam, jak wyrwana z transu.
- No byłaś u Neymara, coś się musiało dziać - mówiła rozentuzjazmowana.
- A ty byłaś u Michaela! - próbowałam się z nią spierać.
- Dobrze, ale ty opowiadaj pierwsza!
- Okay, więc.. - już miałam zaczynać, ale poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. - Poczekaj momencik - mruknęłam do Ady i odebrałam połączenie.
- A podobno miałeś nie odzywać się przez całe dwa tygodnie - powiedziałam, uśmiechając się, choć tego nie widział.
- Przecież oboje dobrze wiemy, że nie dałbym rady - usłyszałam jego śmiech w słuchawce.
Ktoś tu w ogóle jeszcze został? :(
(Oczywiście oprócz Lilki, która jest tu zawsze ;))