sobota, 30 lipca 2016

Rozdział 32.

~ Będziesz przed nią wiecznie uciekać?

*Selena*
*poniedziałek*

- Sel - usłyszałam cichy szept zaraz przy moim uchu. Nie zareagowałam. Ja jeszcze spałam. - Selena - ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. - Sel, kochanie, musisz już wstawać - Junior nie dawał za wygraną.
Przewróciłam się na drugi bok, usłyszałam westchnięcie Neymara, a zaraz potem pokój wypełnił mój głośny śmiech. Wszystko przez Neya, który wykorzystał fakt, że wie, gdzie mam łaskotki, żeby mnie obudzić.
- Proszę, Ney, proszę, przestań - wręcz go błagałam. Przecież on wiedział, jak bardzo tego nienawidzę i wykorzystywał to przeciwko mnie.
- Musisz wstawać, bo niedługo wyjeżdżasz - powiedział, siadając obok, wcześniej zaprzestając tortur, jakie na mnie egzekwował.
- Ale ja tak nie chcę wstawać - mruknęłam, kładąc się twarzą w poduszkę.
- Jeśli o mnie chodzi, to mogłabyś nie wstawać i po prostu tam nie jechać, tylko zostać ze mną. Ale myślę, że twoi przyjaciele nie byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw - czy on zawsze musi mieć rację?
- Prawda - powiedziałam, podnosząc głowę i wygrzebując się z kołdry. Przecierając oczy, poszłam do łazienki, gdzie przebrałam się z piżamy w dresy i zwykły T-shirt. Nie robiłam żadnego makijażu, nie stroiłam się godzinami, jak pewnie zrobiłaby większość dziewczyn z mojej szkoły, więc całe przygotowanie się zajęło mi nie więcej niż pięć minut.
Związując włosy w kucyka, weszłam z powrotem do sypialni, ale nie zostałam tam na długo. Schowałam jedynie piżamę do szafy Neymara i zeszłam na dół. Domyśliłam się, że Junior zniósł już tam moją walizkę i rzeczywiście tak było. Moje rzeczy stały już w korytarzu, a chłopak czekał na mnie w kuchni.
- Chcesz zjeść jakieś śniadanie przed wyjazdem? - zapytał, zaglądając do lodówki.
- Przydałoby się - odpowiedziałam i podeszłam do niego, żeby wyjąć potrzebne mi rzeczy.
- Ja chciałem ci zrobić śniadanie - fuknął, widząc co zaczynam robić.
- Jestem już dużą dziewczynką, potrafię sama zrobić sobie śniadanie - zaśmiałam się, ale widząc jego minę, podeszłam do niego i cmoknęłam krótko w usta. - Lepiej?
- Nie do końca - uśmiechnął się i nie dał mi tak od razu wrócić do robienia sobie kanapek. Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował zachłannie, nie pozwalając mi się odsunąć. Tak, jakbym ja tego w ogóle chciała...
- Teraz lepiej - mruknął, gdy po jakimś czasie nasz pocałunek się skończył.
- Co ty będziesz robił, jak mnie tu nie będzie? - zapytałam, kręcąc głową.
- Nie martw się, na pewno nie będę się nudził.
- Czyżbyś miał już jakieś plany? - zdziwiłam się, ale nie przerwałam pracy nad swoim posiłkiem.
- Caro i Davi mają przyjechać.
- Na jak długo?
- Carolina nie mówiła, na ile zostają. Ale wiem, że Rafa też się do mnie wybiera. Ma nadzieję, że uda jej się ciebie spotkać - zaśmiał się pod nosem.
- Znowu schodzimy na temat mnie i twojej rodziny?
- Kiedyś w końcu będziesz musiała ich poznać, nie masz wyjścia.
- Jeśli Rafaela będzie o mnie pytać, czemu mnie nie ma, to przeproś ją ode mnie za to, że nie mogłyśmy się spotkać - mruknęłam. Wzięłam talerz z kanapkami i usiadłam przy stole.
- Będziesz przed nią wiecznie uciekać? - Junior zapytał, siadając na przeciwko mnie.
- Możliwe - powiedziałam, między gryzami kanapki.
- Niby taka odważna, a boi się poznać moją siostrę - pokręcił głową.
- Wcale się nie boję! Po prostu...
- Po prostu co? - zapytał, gdy przez dłuższy moment nie mogłam dokończyć zaczętego zdania.
- Nie wiem, czy warto jest mnie poznawać. A z resztą moja przyszłość nadal nie jest w stu procentach pewna. Jeżeli będzie taka sytuacja, że będę musiała wyjechać i ciebie zostawić, to nie chcę, żeby każdy musiał za mną tęsknić albo ja będę musiała tęsknić za każdym. Jeśli tak by się stało, to chcę zminimalizować smutek, jaki wywoła taki obrót sprawy.
- Nawet jeśli musiałabyś wyjechać, to jadę z tobą - powiedział Neymar, biorąc do ręki swoją dłoń i patrząc mi w oczy.
- A jeśli musiałabym wyjechać do Madrytu? Przeniósłbyś się do Realu, żeby być tam ze mną? Przecież to niedorzeczne.
- Może nie do Realu, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że tak łatwo mi nie uciekniesz.
- Właśnie na to liczę - zaśmiałam się i poszłam odstawić pusty talerz. - Która jest godzina?
- Dochodzi za piętnaście siódma - powiedział Ney, uprzednio patrząc na swój zegarek na nadgarstku.
- Powinniśmy się już zbierać, jeśli mamy zdążyć tam dojechać na czas - spojrzałam na niego, ale nawet z wyrazu jego twarzy mogłam wyczytać, że nie chciał mnie tam puszczać. - Oj już nie smuć się, przecież wrócę tutaj cała i zdrowa - starałam się go pocieszyć.
- Mówiłem już, że wolałbym, żebyś ze mną została?
- Niech pomyślę.. Mówiłeś. Jakieś pięć tysięcy razy, odkąd do ciebie przyjechałam - uśmiechnęłam się, widząc, że on też to robi.
- Eh... - Neymar westchnął głęboko. - To co, jedziemy?
- Jedziemy - przytaknęłam i razem poszliśmy do wyjścia. W korytarzu Neymar zabrał moją walizkę, ja wzięłam swoją torebkę i tak wyszliśmy z jego domu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod Camp Nou, czyli w miejsce, z którego zabrać mnie miała moja wycieczka. Byliśmy tam jakiś kwadrans wcześniej, więc siedząc w samochodzie, czekaliśmy na przyjazd autokaru, który jechał tutaj z Mountblanc.
- Kiedy przyjeżdża do ciebie rodzinka? - zapytałam, żeby jakoś wypełnić ten czas oczekiwania.
- Dzisiaj po południu mam odebrać ich z lotniska. A co, jednak postanowiłaś zmienić zdanie, zostać i poznać moją rodzinę? - zaśmiał się Junior.
- Nie jestem aż tak zdesperowana, żeby ich poznać. Po prostu chcę wiedzieć, kiedy będę miała spokój od twoich telefonów - droczyłam się z nim.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać jak wyjedziesz? Dobrze, więc nie będę do ciebie dzwonić przez całe dwa tygodnie! - założył ręce i odwrócił twarz w stronę bocznego okna, udając, że się obraził.
- Nie wytrzymasz nawet dnia - prychnęłam.
- A założymy się?
- Przecież wiesz, że przegrasz
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Twój autokar przyjechał - zauważył Ney i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo.
Junior wyjął moją walizkę z bagażnika, a moi przyjaciele w tym czasie zdążyli wysiąść. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie nas tak dużo.
- Nie mówiłaś, że jedzie z wami aż tylu chłopaków - mruknął niezadowolony Neymar, stając obok mnie i patrząc na tłum znajdujący się przy autokarze.
- Nie martw się, większość ma już dziewczyny, które w dodatku jadą z nami - spojrzałam na niego. Zazdrosny Neymar to słodki Neymar.
- A ta mniejszość, która nie ma dziewczyn?
- Chyba wie, że mam chłopaka - starałam się go trochę uspokoić w jego zazdrości o mnie.
Nagle Junior przysunął się bliżej mnie i pocałował namiętnie. Gdy się od niego odsunęłam, spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- No co? Teraz już na pewno wiedzą, że masz chłopaka - powiedział, a ja tylko przewróciłam oczami na jego zazdrość. I jednocześnie domyśliłam się, że każdy się na nas patrzył. - Ślicznie wyglądasz, jak się rumienisz, mówiłem ci już? - zaśmiał się Neymar, dotykając mojego policzka. W tym momencie musiałam zarumienić się jeszcze bardziej.
Wtuliłam twarz w T-shirt Neya, żeby nikt nie mógł zauważyć moich zarumienionych policzków, bo właśnie zbliżali się do nas moi znajomi.
- Selena! - zaczęła krzyczeć Ada, biegnąc do mnie i wyrwała mnie z uścisków chłopaka, a sama zaczęła się do mnie przytulać. - Tak dawno się nie widziałyśmy!
- Ej, Ada! Oddaj mi ją! - Neymar oczywiście musiał zacząć kłócić się z moją przyjaciółką.
- A to niby czemu?! To ja jej nie widziałam od zakończenia roku! - protestowała Ada.
- A to ja nie będę widział jej przez następne dwa tygodnie! - odpowiedział jej Ney, na co Ada wypuściła mnie z obięć.
- Dobra, wygrałeś - mruknęła niechętnie, a ja znowu przytuliłam się do swojego chłopaka, tyle że tym razem tak, żebym mogła widzieć moich znajomych.
- Co to za jakieś zbiorowisko? - usłyszałam. A miałam już taką nadzieję, że go nie będzie. - O, nasza barcelońska księżniczka raczyła się wreszcie pojawić - powiedział, gdy przepchnął się przez tłum i zauważył mnie.
Poczułam, jak Neymar ciaśniej oplata mnie ramionami.
- Christian - mruknęłam zniesmaczona. - Miałam nadzieję, że UFO cię porwało i jednak z nami nie jedziesz - dodałam, głośniej, żeby każdy usłyszał. Wszyscy wiedzieli o mojej nienawiści do niego i od razu zaczęli się śmiać.
- Nie, jestem, jadę z wami i spędzisz ze mną całe dwa tygodnie! Cieszysz się?
- Oczywiście! Nie widzisz jak skaczę z radości? - powiedziałam z sarkazmem.
- A twój rycerzyk jedzie z nami? - zaśmiał się, spoglądając przelotnie na Neymara. - Choć na tej wycieczce przydałby się na pewno bardziej niż na boisku. Może gdzieś tam w górach znajdziemy jakieś jezioro i będzie mógł sobie ponurkować?
Czułam, jak Junior bierze głęboki oddech, ale nic nie usłyszałam, choć wiem, że puszczają mu nerwy. Ale na pewno nie chce tego przy nim okazać.
- Wiesz, Christian, już od dawna chciałem cię poznać - w końcu głos zabrał Ney, a ja zaczęłam się bać, co mógłby zrobić czy powiedzieć. - Bo jeszcze w życiu nie spotkałem takiego idioty jak ty. Najpierw traktujesz Sel jak nic niewartą szmatę, a teraz chciałbyś być na moim miejscu, hm?
Spojrzałam na wyraz twarzy Christiana. Już się nie uśmiechał, a jedynie zmrużył oczy i przyglądał się Juniorowi. Aż nagle odwrócił się i odszedł. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nawet nie wiedziałam, że potrafisz być taki opanowany - odwróciłam się twarzą do Neymara.
- Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, złotko - odpowiedział i złączył nasze usta w pocałunku.
Wokół nas rozległo się głośne "awwww".
- Musimy już jechać! - kierowca zawołał w stronę naszej grupy, a ja odsunęłam się od chłopaka.
- Jadę - szepnęłam.
- Nie jedź - odszeptał. Zaśmiałam się.
- A ty dalej swoje - odpowiedziałam, biorąc do ręki rączkę mojej walizki i zaraz razem z Neymarem poszliśmy w stronę autokaru. Oddałam bagaż kierowcy, by mógł go schować i miałam chwilę, żeby móc pożegnać się ze swoim chłopakiem.
- Będę tęsknić - szepnęłam, przytulając się do niego.
- Ja bardziej - odpowiedział.
Odsunęłam się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w twarz.
- Nawet w takim momencie będziesz się ze mną kłócił? - zapytałam.
- Zawsze i wszędzie - odpowiedział i ostatni raz dzisiejszego dnia mnie pocałował. A ten pocałunek trwał dłuuuugo...
- Dłużej się nie dało? - zaśmiała się nagle Ada, której nie zauważyliśmy. Stała na schodach wewnątrz autokaru i przyglądała się nam.
- No co? Będę musiał bez tego wytrzymywać aż czternaście dni! - bronił się.
- Jak ty to wytrzymasz, biedaku? - pokręciła głową z uśmiechem. - A ty Sel zostaw już swojego Romea i chodź, bo w końcu odjedziemy bez ciebie.
- Dobra, dobra, już idę - mruknęłam i ostatni raz przytuliłam się do Neymara, a potem poszłam do autokaru.
Jeszcze na schodach odwróciłam się do niego i bezgłośnie powiedziałam:
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział mi tak samo .
Zaśmiałam się i weszłam po schodach do autokaru, a drzwi zamknęły się za mną. Chwileczkę później odjechaliśmy spod Camp Nou.
Usiadłam na miejscu przy oknie, a zaraz obok siedziała Ada. Spojrzałam przez okno, ale już nie mogłam zobaczyć Juniora.
- No to opowiadaj - powiedziała przyjaciółka ściągając na siebie moją uwagę.
- Ale o czym? - zapytałam, jak wyrwana z transu.
- No byłaś u Neymara, coś się musiało dziać - mówiła rozentuzjazmowana.
- A ty byłaś u Michaela! - próbowałam się z nią spierać.
- Dobrze, ale ty opowiadaj pierwsza!
- Okay, więc.. - już miałam zaczynać, ale poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. - Poczekaj momencik - mruknęłam do Ady i odebrałam połączenie.
- A podobno miałeś nie odzywać się przez całe dwa tygodnie - powiedziałam, uśmiechając się, choć tego nie widział.
- Przecież oboje dobrze wiemy, że nie dałbym rady - usłyszałam jego śmiech w słuchawce.


Ktoś tu w ogóle jeszcze został? :(
(Oczywiście oprócz Lilki, która jest tu zawsze ;))

czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 31.

~ Każda wymówka jest dobra

*Neymar*
*wtorek*

Po wygranym meczu w niedzielę i dwóch treningach w poniedziałek trener postanowił dać nam dzień wolnego. I nie trudno było się domyśleć, na co postanowiłem go spożytkować. Selena wróciła do domu zaledwie w czwartek, a ja już nie mogłem się pogodzić z tą pustką w moim domu. Dlatego tez po prostu musiałem przyjechać do Mountblanc.
Zaparkowałem samochód przed posesją domu Seleny, ale nie wysiadłem z niego. Nie spodziewałem się zobaczyć Seleny przed jej domem, a tym bardziej nie sądziłem,  że będzie rozmawiać z jakimś chłopakiem. Miał on długie, brązowe włosy, ubrany był na czarno i na pewno nie był osobą, którą mógłbym znać. Więc kim on do cholery był i co robił w domu Seleny?!
Przyglądałem się im z samochodu przez jakiś czas. Spokojnie rozmawiali, choć Sel przez cały czas stała z założonymi rękami i co jakiś czas kręciła przecząco głową, a chłopak ciągle coś gestykulował. Po jakichś pięciu minutach od mojego przyjazdu przytulił moją Sel, czego ona w pierwszym momencie nie odwzajemniła, ale chwilę później także go przytuliła.
W tamtym momencie postanowiłem wysiąść z samochodu i pójść w stronę domu Seleny. Chłopak szedł wtedy już w stronę samochodu, który stał na podjeździe, więc minęliśmy się po drodze. Zmarszczył brwi, widząc mnie, ale jakoś mnie to nie ruszyło. To ja powinienem dziwić się na jego widok, a nie on na mój. Jednak zaraz potem podszedłem już do Seleny i sprawa tego chłopaka odeszła w kąt.
- Hey - przywitałem się z nią, chwilę potem przypieczętowałem to pocałunkiem.
- Zastanawiałam się, ile czasu zajmie ci przyjazd do mnie. I w sumie nie sądziłam, że będzie to tak szybko - powiedziała.
- Jota poleciał na kilka dni do Brazylii, a ja za bardzo nudziłem się w pustym domu - wytłumaczyłem się, wzruszając ramionami.
- Każda wymówka jest dobra - uśmiechnęła się i weszła do domu, a ja zaraz za nią.
- Nie cieszysz się, że przyjechałem?
- Żeby przeszkadzać mi w nauce? - powiedziała, odwracając się do mnie na chwilę. Oczywiście na jej twarzy gościł przekorny uśmiech. - Nie. Ale z drugiej strony to dobrze, bo musimy porozmawiać.
Czemu tak poważnie. O co chodzi?
- Coś się stało? - zapytałem lekko poddenerwowany.
- Nie, a bynajmniej nie chodzi o nas - rzekła spokojnie i usiadła na kanapie w salonie. Zająłem miejsce dokładnie na przeciwko niej.
- Więc o co?
- W sumie, zanim jeszcze cię poznałam, razem z przyjaciółmi ustaliliśmy, że pomiędzy końcem roku a maturą trochę sobie odpoczniemy.
Zrobiła krótką przerwę na wzięcie oddechu.
- I dopiero niedawno sobie o tym przypomniałam. Nasz wyjazd nadal jest aktualny i za jakiś czas wyjeżdżamy w góry.
- Za jakiś czas, czyli? - dopytałem, już spokojniejszy.
- Tydzień - to zabrzmiało bardziej jak pytanie niż stwierdzenie. - Wyjeżdżamy w Alpy, odetchnąć trochę od wszystkiego, razem przygotować się do egzaminów.
- Jak długo cię nie będzie?
- Coś około dwóch tygodni - powiedziała, a widząc moją minę, od razu dodała - Zobaczysz, szybko minie.
- Nie tu, nie chodzi o to. Po prostu myślałem, że wrócisz szybciej, ale jeśli chcesz jechać, to ja nie mam tu nic do gadania - uśmiechnąłem się do niej, a jej humor od razu się poprawił.
Spędziliśmy razem cały dzień. Część czasu przesiedzieliśmy na dworze, ciesząc się z dobrej pogody, potem wróciliśmy do domu i po prostu nudziliśmy się razem, leżąc na łóżku w jej pokoju. Tak mijał nam wspólnie czas aż do wieczora. Nie zapytałem jej o tego chłopaka sprzed jej domu, ale przez cały czas miałem go w myślach. Co tam robił i kim był?


*Selena*
*czwartek, dwa dni później*
Podjeżdżam pod ośrodek treningowy FC Barcelony i parkuję na najbliższym wolnym miejscu. Wyjmuję kluczyki ze stacyjki i wysiadam z samochodu. Pamiętam, że na tylnym siedzeniu mojego Audi znajduje się torba z moimi rzeczami, ale akurat teraz nie będę jej potrzebowała. Biorę ze sobą jedynie kluczyki i telefon, bo nic więcej raczej mi się nie przyda i wyruszam w stronę wejścia. Oczywiście w recepcji musiałam spotkać jakąś zadufaną w sobie blondynkę, która ani trochę nie zamierzała mi pomóc. Od czego ona tam jest?!
- Muszę spotkać się z Neymarem Juniorem - powiedziałam jeszcze spokojnie.
- Nie ma go tutaj - odpowiedziała mi, nawet na mnie nie spoglądając. Rozumiem, że ten głupi komputer przed tobą jest o wiele ciekawszy, tak?
- Ma tutaj teraz trening - odparowałam pewna siebie.
- Nie mogę cię tam wpuścić. Treningu nie można przerywać, a tym bardziej przez kogoś nieważnego - mruknęła, a ja myślałam, że zaraz jej coś zrobię.
- Do cholery, masz zamiar mnie jeszcze denerwować? - warknęłam. - Czy może w końcu zawołasz tutaj Neymara, albo mnie tam wpuścisz?
Spojrzała na mnie kątem oka, podniosła głowę do góry i nawet mi nie odpowiadając wróciła do patrzenia w ekran komputera. Zgaduję, że nic nawet tam nie robiła, po prostu chciała, żeby w końcu puściły mi nerwy.
- Selena? - usłyszałam nagle męski głos i od razu spojrzałam w stronę, z której dochodził.
Ujrzałam wysokiego bruneta z uśmiechem na twarzy i nie musiałam długo zastanawiać się kim był. Gerarda Pique rozpoznam wszędzie.
- Co ty tu robisz? - zapytał, podchodząc w moją stronę. Miał na sobie strój treningowy, więc pewnie uczestniczył w porannej sesji treningowej.
- Przyjechałam do Neymara, ale oczywiście wasza kochana sekretarka nie chce mnie wpuścić - powiedziałam, a sarkazm w moim glosie był wyczuwalny na kilometr.
- Nie przejmuj się nią, chłopak ją rzucił, jest zazdrosna o wszystko i wszystkich - odpowiedział mi, a blondynka słysząc to, podniosła głowę i z otwartymi ustami i zdziwioną miną spojrzała na Pique. On jednak stał do niej tyłem i najwyraźniej kompletnie nie przejmował się jej obecnością.
- Neymar jest na treningu? - spytałam, także ją ignorując.
- Jasne. Co prawda spóźnił się dzisiaj o całe pół godziny, ale jest. Choć ze mną - powiedział, a ja nie omieszkałam nie wykorzystać takiej okazji. Widziałam opadniętą szczękę sekretarki, gdy mijałam ją podążając za Gerardem.
Jednak już chwilę później nie można było powiedzieć, że szłam za nim - ja musiałam za nim biec. Katalończyk robił tak ogromne kroki, że za nim nie nadążałam.
- Poczekaj, nie nadążam za tobą - wołałam za nim.
Idąc przede mną, nagle odwrócił się i schylił, a ja zaraz potem poczułam, że się unoszę. Gerard kontynuował swoją drogę, niosąc mnie przełożoną wpół przez prawe ramię.
- Chciałam, żebyś tylko na mnie poczekał! - zawołałam, ale on tylko się zaśmiał.
- Przecież wiesz, że i tak byś za mną nie nadążyła, nawet gdybym zwolnił - powiedział i szedł dalej, nie przejmując się dodatkowym obciążeniem na swoich ramionach.
- Shakirę też tak nosisz na rękach? - zapytałam, nadal naburmuszona.
- Po takim stażu? - zaśmiał się. - Oczywiście, że tak.
Z każdą chwilą byliśmy bliżej boiska, a gdy Gerard już się na nim pojawił, zaczął się drzeć, zwracając na nas uwagę wszystkich:
- Ej, ty marna piłkarzyno! Zobacz, co ci przytaszczyłem!
Zarz potem odstawił mnie w końcu na podłogę, a ja czułam na sobie wzrok wszystkich piłkarzy. Neymar oczywiście biegł już do nas z uśmiechem z drugiego końca boiska.
- To ja nazywam Neymara marną piłkarzyną! - powiedziałam do Pique z wyrzutem.
- My wszyscy zaczęliśmy go tu już tak nazywać - zaśmiał się i w tym samym momencie poczułam ręce oplatające mnie w talii.
- I to niby ja tak szybko się stęskniłem - Neymar wyszeptał mi na ucho, a Gerard przekrzywił śmiesznie głowę, patrząc się na nas.
- Przyznam ci, Gerard, że potrafisz zrobić wielkie wejście. Ale z tego, co pamiętam to ty miałeś iść tylko do łazienki - usłyszałam dochodzący gdzieś z boku głos pana Enrique i dopiero po chwili dostrzegłam, że zbliża się do nas trener Barcelony.
- Widzi trener, co ciekawego można znaleźć w męskim kiblu - zaśmiał się Pique, ale Enrique zmroził go wzrokiem. - A tak na serio, to spotkałem ją przy recepcji. Gabriel nie chciała jej wpuścić - poprawił się.
- A więc co cię do nas sprowadza, dziecko? - zapytał z uśmiechem trener, a ja wymownie spojrzałam na Neymara. - No tak. Myślałem, że może zechciałaś zobaczyć nasz trening albo trochę sobie z nimi poćwiczyć. Ale mogłem się domyśleć, że chodzi o niego - zaśmiał się. - Niestety będziesz musiała na niego trochę poczekać. Trening kończy się dopiero za godzinę.
- Nie ma problemu. Poczekam - odpowiedziałam i po chwili siedziałam na trybunach, obserwując, co robią piłkarze. Jednak to szybko mi się znudziło.
Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę trenera z zamiarem zapytania, czy mogłabym jakoś spożytkować ten wolny czas. Nie miałam zamiaru przesiedzieć bezczynnie kolejnej godziny.
- Mogłabym... - odezwałam się, gdy już dotarłam
- Oczywiście. Weź sobie piłkę i i możesz poćwiczyć w tamtej części boiska - powiedział z uśmiechem wskazując na lewy górny róg boiska. Rozumiał mnie wręcz bez słów.
Odwzajemniłam jego uśmiech, wzięłam jedną z piłek i ruszyłam we wskazanym kierunku. Po drodze przez boisko zbierałam uśmiechy od piłkarzy, a gdy mijałam Leo Messiego i Luisa Suareza, przybiłam z nimi po żółwiku. Zaraz potem zaczęłam spokojnie odbijać sobie piłkę. Obecność piłkarzy wcale mi nie przeszkadzała.
Aż nagle przez przypadek wybiłam piłkę wysoko w górę. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć gdzie jest i idąc za torem jej lotu, zobaczyłam, że spadła pod nogi jednego z piłkarzy. Ciekawym przypadkiem był fakt, że był to akurat Neymar. Oczywiście nie mógł mi jej oddać jak człowiek, tylko musiał mi ją zabrać.
- Neymar! - krzyknęłam do niego, ale on tylko się uśmiechnął się i dalej bawił. - Jeny, co za uparta piłkarzyna - mruknęłam do siebie pod nosem i znów zaczęłam do niego krzyczeć - Junior, mendo, oddawaj piłkę!
- To mi ją zabierz! - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem.
- Ty nawet nie wiesz, jak mnie denerwujesz! Przecież wiesz, że nie mogę biegać!
- Oj no, przepraszam, kochanie! - Neymar rzucił się do mnie, żeby mnie przytulić, a ja już chciałam uciekać, ale nie był nawet w połowie drogi, gdy dobiegł nas głos trenera.
- Santos! Nie zapomniałeś, że jesteś na treningu?
Junior przystanął w pół kroku i zawrócił się. Zdążyłam tylko zauważyć, jak przewraca oczami na uwagę Enrique.
Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy podawać do siebie piłkę. Na początku byliśmy to tylko my, potem dołączyli do nas niektórzy piłkarze, w tym oczywiście Messi, Suarez i Pique. Trener nie miał nic przeciwko temu, więc mogliśmy się tak "pobawić". I w sumie tak spędziliśmy czas aż do końca treningu.
Gdy wszyscy schodziliśmy z murawy podszedł do mnie Neymar i obiął mnie ramieniem.
- Czym sobie zasłużyłem na takie niezapowiedziane odwiedziny? - zapytał, schylając się i cicho szeptając mi do ucha,
- To długa historia. Opowiem ci, jak już będziemy u ciebie, okay?
- Nie mogę się doczekać - mruknął. - Jesteś samochodem? - zapytał już normalnie, gdy dotarliśmy do wejścia do szatni, gdzie oczywiście nie mogłam wejść.
Pokiwałam głową.
- Poczekaj tu momencik - powiedział i zniknął za drzwiami z herbem Barcelony. Zaraz jednak pojawił się z powrotem, niosąc coś w ręku.
- Jedź już do mnie, a ja przyjadę jak tylko się ogarnę - odezwał się, kładąc mi pęczek kluczy na dłoni.
- Tylko się pośpiesz - poprosiłam.
- Jasne, będę najszybciej, jak będę mógł - odpowiedział mi z uśmiechem i wrócił do szatni.
A ja udałam się na parking do swojego samochodu, żeby pojechać do domu Brazylijczyka. Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.

- Junior - wyszeptałam, gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Od razu rzuciłam się do korytarza, żeby zaraz potem tonąć w uściskach mojego chłopaka.
- Przepraszam cię, że tak długo musiałaś na mnie czekać, ale Enrique mnie na chwilę zatrzymał - wytłumaczył się. W sumie to czekałam na niego aż godzinę.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu musieliśmy omówić sprawę mojego wyjazdu na Igrzyska. Nic ważnego - uśmiechnął się do mnie. - Zostawię tylko rzeczy na górze i możemy porozmawiać, czemu do mnie przyjechałaś, okay?
- Jasne - odpowiedziałam i wróciłam z powrotem do salonu, podczas gdy Neymar poszedł na górę. Zaraz jednak znalazł się obok mnie.
- Więc co się stało? - zapytał, przytulając mnie do siebie.
Westchnęłam.
- Moja matka wróciła wczoraj do domu - mruknęłam.
- I aż tak bardzo nie mogłaś jej znieść, że postanowiłaś uciec z domu do mnie? - zaśmiał się, gdy przez dłuższą chwilę nie kontynuowałam.
- W pewnym sensie - urwałam. - Gdy tylko przyjechała, przeprowadziłyśmy "poważną" rozmowę.
- Coś czuję, że nic dobrego, to z tego nie wynikło - mruknął Junior.
- Nie miało prawa. Z moją matką zawsze jest tak samo. Skorzystała z okazji, że nikt nie mógł nam przerwać, żeby powiedzieć mi wszystko. Zaczęła mówić, jaka to jestem głupia i nierozsądna, że nigdy nie poradzę sobie w życiu. A to wszystko tylko dlatego, że nie jestem jej wymarzoną córeczką i nie robię wszystkiego tak, jak ona tego chce.
Z każdym słowem robiło mi się coraz bardziej przykro, bo musiałam przypominać sobie tą wymianę zdań pomiędzy mną a moją matką. Ta rozmowa naprawdę nie należała do najprzyjemniejszych. I wcale nie najgorszym jej aspektem było to, że sporo matka mi naubliżała.
- Skarbie, proszę, nie przejmuj się tym. Ona jest zbyt zapatrzona w siebie, żeby zobaczyć coś innego niż czubek własnego nosa. I naprawdę nie zasługuje na taką córkę, jak ty - Neymar starał się mnie jak najbardziej pocieszyć i nawet nie najgorzej mu to wychodziło. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Ney? - odezwałam się po dłuższej ciszy, która panowała między nami.
- Tak?
- Mogę u ciebie zostać? - zapytałam cicho, na co Junior się zaśmiał.
- Chyba nie myślałaś, że wypuszczę cię stąd tak szybko - odpowiedział.
- Ale w poniedziałek rano wyjeżdżam - powiedziałam sennym głosem, a zaraz potem ziewnęłam. Byłam już naprawdę zmęczona.
- Więc zostaniesz do poniedziałku.
- A w niedzielę wieczorem jest mecz.
- I mam nadzieję, ze dotrzymasz mi towarzystwa.
- Jasne - odpowiedziałam, nie bardzo zwracając już uwagę na to, co Neymar powiedział.
Położyłam mu głowę na kolanach i po prostu zasnęłam. I jedynym, co jeszcze poczułam tamtego dnia, było to, jak Neymar bierze mnie na ręce, niesie do pokoju i kładzie na swoim łóżku...




Te rozdziały wychodzą mi ostatnio coraz krótsze... No ale cóż poradzić, mam zastój w chęci do pracy... Więc może kilka komentarzy na poprawę humoru? xD
Wczoraj, 13 lipca minął rok od założenia tego bloga i nadal nie wierzę, że tyle ze sobą wytrzymaliśmy :D
No i jeszcze raz Wam dziękuję :*

Pozdrawiam,
Neyforever :*

środa, 13 lipca 2016

Rocznica :D

To już rok! 

Dokładnie, to już dzisiaj mija 365 odkąd założyłam tego bloga. Ten czas tak szybko leci...
Podsumowując, przez ten rok przeczytałam 298 waszych komentarzy, a mojego bloga wyświetliliście już około 14,5 tyś. razy.
I w sumie to weszłam tu dzisiaj tylko po to, żeby podziękować Wam za tyle spędzonego razem czasu i tyle napisanych części tego opowiadania.
Bo to oczywiste, że gdyby Was tu nie było, ja nie miałabym po co pisać.
Więc to byłoby chyba na tyle dzisiaj, ale w najbliższych dniach prawdopodobnie dodam rozdział, więc jeśli ktoś by przeczytał, to byłoby miło. Komentarze też mile widziane ;)

No to do przeczytania niedługo,
Pozdrowienia,
Neyforever :*

PS. Dziękuję :*