piątek, 27 maja 2016

Rozdział 29.

~ Czyli nic nowego...

- Przyjadę po ciebie za dwie godziny - powiedział Neymar, zatrzymując się przed budynkiem Barcy. Jego rzeczowy ton głosu już nawet nie robił na mnie wrażenia.
Wysiadłam z jego samochodu i o kulach podreptałam do środka. Ney oczywiście nie miał najmniejszej ochoty mnie tam odprowadzać, więc po prostu odjechał z parkingu, wracając do domu. Tak Neymar, też cię kocham...
Ale mówiąc szczerze, to nie miałam mu tego za złe. Raczej starałam się go zrozumieć.
Po tym pamiętnym meczu, podczas którego Barca odpadła z Ligi Mistrzów, cała drużyna wpadła w mały kryzys. Kilka przegranych meczy, przez co niestety trochę pogrążyli swoją sytuację w lidze, ale zaraz potem przyszedł czas, żeby to wszystko naprawić i Barca wyszła z kryzysu cała. Gorzej było z Neymarem.
Niestety, kryzys Neymara trwa trochę dłużej. Niby cały czas występował w pierwszym składzie, ale jednak nie grał już tak, jak wcześniej. I to dołowało go najbardziej. Z resztą on też nie był już taki sam. Ciągle chodził przybity, prawie w ogóle się nie odzywał i cały wolny czas spędzał na ciągłym trenowaniu. Joty przeważnie nie było, więc prawdę mówiąc siedziałam całymi dniami w domu Neymara samotna.
Jednak mimo to wszystko postanowiłam zostać z Neymarem i wspierać go z całych sił.

****

- Wróciłem! - dobiegł mnie głos Joty, gdy siedząc na kanapie, oglądałam jakąś telenowelę. Ostatnio, zważając na to, że nie miałam co robić, oglądałam je coraz częściej.
- Jestem w salonie! - odkrzyknęłam, a Brazylijczyk zaraz pojawił się w pomieszczeniu.
- A gdzie nasz pracuś? - zapytał.
- W ogrodzie. Trenuje - powiedziałam znużonym głosem. Kiedy ktoś nie zapytałby o miejsce pobytu Neya, w ciągu ostatnich dwóch tygodni odpowiedź wciąż była taka sama.
- Czyli nic nowego - mruknął Jo, siadając obok mnie. Zabrał mi pilot i włączył Fifę, przerywając przy okazji mój seans. Rozpoczął mecz Barcy z Bayernem Monachium, a ja patrzyłam na ekran, choć nie skupiałam się na przebiegu tych rozgrywek. Tak jak od dawna, moje myśli zajmował Neymar.
- Jo, jak myślisz, powinnam wrócić do domu? - zapytałam nagle. Mój towarzysz słysząc to, o mało  nie upuścił trzymanego w rękach i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dlaczego tak nagle chcesz wyjeżdżać z Barcelony? Pokłóciliście się z Neymarem? - zaczął obsypywać mnie pytaniami.
- Nie, nie pokłóciliśmy się. W sumie to nawet nie mielibyśmy kiedy. Nawet nie rozmawiamy - prychnęłam.
- Więc o to chodzi? - westchnął Jo i opadł na oparcie kanapy. - Szczerze, to mi też zaczęło to przeszkadzać.
- Nie wiem, po prostu czuję się tu niepotrzebna. Ney cały czas trenuje, a ja nie chcę mu przeszkadzać - mruknęłam.
- Słuchaj, młoda - powiedział Jota, przesuwając się do brzegu kanapy. - To, że Junior teraz tyle trenuje nie sprawia, że cię już nie potrzebuje. Kocha cię ciągle tak samo, ale po prostu trochę się zapomina. Zobaczysz, że w końcu zauważy, jak bardzo mu ciebie brakuje, nawet gdy jesteś blisko.
Pokiwałam mu głową, a on na chwilę obiął mnie ramieniem, posłał krótki uśmiech i wrócił do grania w Fifę. Siedziałam z nim jeszcze przez moment, ale nie do końca czułam się dobrze, będąc tam.
- Pójdę do pokoju - powiedziałam, na co Jo podniósł na mnie swój wzrok.
- Pomóc ci? - zapytał.
- Nie, dam radę sama - uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam iść w stronę schodów. Choć "Iść" to może nie jest najwłaściwsze słowo. Stwierdzenie, że praktycznie skakałam na jednej nodze do schodów byłoby chyba najtrafniejsze.
O dziwno schody okazały się najprostsze do przebycia i moment później byłam już w moim pokoju. A raczej naszego pokoju, bo Neymar też tu spał. Od czasu do czasu.
Usiadłam zaraz pod oknem, które wychodziło na ogród. Widziałam stąd Neymara, który jak zwykle trenował. Mogłam go stąd obserwować, a on nie wiedział, że to robię. A zależało mi, by o tym nie wiedział.
Siedziałam tam może od zaledwie piętnastu minut, gdy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, widząc na wyświetlaczu zdjęcie Ady.
- Hey - westchnęłam do słuchawki. Nie dzwoniła raczej w najodpowiedniejszym momencie.
- Co się stało? - zapytała moja przyjaciółka, nawet się ze mną nie witając.
- Nic - odpowiedziałam zdawkowo, przenosząc swój wzrok ponownie na Juniora. - Co tam u ciebie?
Ale Ada nie dała się nabrać.
- Co się dzieje, Selena? - powiedziała stanowczo. Teraz już nie dam rady odwieść jej od tego tematu. - Coś z twoją rehabilitacją? - dodała zdenerwowana, gdy przez chwilę jej nie odpowiedziałam.
- Nie, z tym akurat wszystko idzie tak, jak powinno - powiedziałam szybko. Ale nie dodałam nic więcej.
- Neymar? - zapytała. Czyli jednak dość szybko się domyśliła.
- Neymar - odpowiedziałam z westchnieniem, potwierdzając jej przypuszczenia.
Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, gdy minęła godzina, a nawet dwie odkąd Ada do mnie zadzwoniła. Na dobrą sprawę nie rozmawiałyśmy odkąd zamieszkałam u Neymara, więc miałyśmy o czym gadać przez tyle czasu. Gdy się rozłączyłyśmy, zaczęło się już robić ciemno, a gdy spojrzałam przez okno do ogrodu, Neya już tam nie było. Do pokoju też nie przyszedł, więc zapewne musiał siedzieć na dole razem z Jotą. Nawet nie miałam ochoty tego sprawdzać. Nie wiem, czy chciałam chociażby go widzieć, bo za każdym razem robiłam się wtedy smutna. Więc lepiej, żeby został na dole.
Nie oglądając się na to, czy Junior zamierza tutaj przyjść, przebrałam się i położyłam spać. Chciałabym, żeby mój chłopak był tu teraz obok mnie, ale cóż, to tylko moje głupie marzenia...
Wtedy pierwszy raz fizycznie odczułam, że piłka jest dla Neymara ważniejsza ode mnie. Mentalnie zawsze o tym wiedziałam. ale  bolało, gdy odczułam to na własnej skórze.

****

Następnego dnia wróciłam z rehabilitacji w klubie razem z Jotą. Neymar gdy tylko się obudziliśmy, powiedział mi, że ma dzisiaj wiele spraw do załatwienia i nie będzie mógł mnie tam zawieźć, ani stamtąd odebrać. Kolejny wspaniały i cudowny dzień, w ciągu którego już nawet pewnie się z nim nie zobaczę. Świetnie.
Jo wysadził mnie pod domem i sam pojechał na jakieś spotkanie z przyjaciółmi, podczas gdy ja starałam się dotrzeć do środka, idąc w miarę normalnie. Łatwe to nie było, ale nawet się udało. Gdy byłam już w domu, od razu poszłam na górę. Musiałam zostawić w pokoju swoją torbę. Miałam ochotę położyć się na to wygodne łóżko w moim pokoju, ale niestety, oglądanie telenowel do czegoś zobowiązuje. A za piętnaście minut miał się zacząć nowy odcinek mojej ulubionej.
Dlatego też szybko wrzuciłam torbę do pokoju i zawróciłam, żeby zejść na dół. Byłam w domu sama, więc nikt nie będzie mi kwestionował sensu oglądania moich serialów. W dość dobrym nastroju więc weszłam do salonu, ale zatrzymałam się już na samym wejściu.
Na stoliku stał wazon, a w nim ogromny, kolorowy bukiet róż. Zdziwiona podeszłam bliżej, powąchałam kwiaty, a przy okazji znalazłam liścik.
"Przepraszam" - głosił napis.
I właśnie gdy go czytałam, poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. I doskonale wiedziałam, kto to, choć mój rozum nie chciał przyjąć tego do świadomości. Przez ostatnie wydarzenia, wydawało mi się to niemożliwe.
A jednak, Neymar tutaj był.
- Przepraszam. Kocham cię tak mocno, że sam nie mogę tego pojąć, a ty nie zdołałabyś sobie tego wyobrazić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię kiedyś w moim życiu zabraknąć. Jesteś moją siłą i miłością. I proszę, nie zostawiaj mnie. Tak bardzo cię kocham - wyszeptał, przytulając mnie cholernie mocno, a ja jak typowa dziewczyna w takiej sytuacji, zaczęłam płakać.
Odwróciłam się do Juniora i wtuliłam się w niego, a on obiął mnie ramionami. Przez ostatnie dni wręcz marzyłam o tym, żeby Neymar w końcu przypomniał sobie o tym, że też tutaj jestem. Ale nawet w największych snach nie wyobrażałam sobie, że zrobi to w ten sposób i do tego przeprosi za swoje zachowanie.
- Wiem, że zachowywałem się wobec ciebie jak kompletny idiota, ale w pewnym sensie potrzebowałem tego, co robiłem. Musiałem zatracić się w treningach, żeby zobaczyć, jak wiele mógłbym przez to stracić. Im więcej trenowałem, tym gorzej grałem, a do tego ty mogłaś przez to odejść. A tego już bym nie przeżył.
Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Neya, czułam się szczęśliwsza. Zaczęło docierać do mnie, że on naprawdę tu jest, że naprawdę zrozumiał, co robił i że chce wszystko naprawić. Wydawało mi się to tylko pięknym snem, ale jeśli tak, to nie chcę się z niego budzić.
- Wiesz, Junior - powiedziałam, spoglądając w jego oczy - cieszę się, że wróciłeś - dodałam, a Neymar się zaśmiał. Obojgu nam było lżej, gdy ponownie się do siebie zbliżyliśmy. To było to, czego było nam potrzeba.
- Wróciłem i już nigdzie się nie wybieram.
W tamtym momencie się pocałowaliśmy i był to chyba pierwszy raz od kilku dni.
Nasza sytuacja jest chyba najlepszym przykładem na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Czasem wcześniej, czasem później, ale w kiedyś w końcu się pojawia. Jedyne czego nie można robić to się poddawać. Żeby oglądać piękne widoki ze szczytu, trzeba się najpierw na niego wspiąć. A to jak wysoko zajdziesz zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

--------------------------------------------------------------------
Taki dość krótki z morałem na koniec ;)
Ale mam dzisiaj dla Was ważną wiadomość:

Tak jak już wcześniej mówiłam, poprawiam oceny. Syzyfowa praca, ale jednak jakoś trzeba dotrwać do końca roku. A że mam już tylko kilka dni nauki, mam trochę ciężej. W dodatku niedługo wyjeżdżam, a te dwa czynniki składają się na to, że

kolejny rozdział będzie mógł się pojawić dopiero po dniu 16 czerwca

Wiem, że to strasznie długo, ale teraz muszę się uczyć, a na wyjeździe zamierzam trochę od wszystkiego odpocząć, więc chyba mnie rozumiecie. Przez ostatnich 10 miesięcy sporo się działo i jakoś trzeba to odreagować.

Mam nadzieję, że wrócę do Was z wieloma nowymi pomysłami, a tymczasem muszę się już żegnać :*

Do przeczytania,
Neyforever :*


poniedziałek, 23 maja 2016

Więc, nadszedł ten czas...

Nie, spokojnie jeszcze nie odchodzę. Jeszczę trochę tu Was pomęczę.
Piszę tu w całkowicie innej sprawie. A mianowicie:
Nadchodzi koniec roku! Tak, jej, radość powszechna... Ale! Rozpoczął się teraz okres "poprawiania oceń i swojej rocznej średniej". No właśnie. Zauważyliście, że rozdziału nie ma już od dłuższego czasu? To właśnie efekt mojego poprawiania ocen. W najbliższym czasie wyjeżdżam i na dobrą sprawę chodzenia do szkoły zostało mi już tylko kilka dni przed wystawieniem ocen. A zależy mi na jak najlepszych wynikach, więc ostatnio nauce poświęcam bardzo dużo czasu. Nie mam zbytnio czasu na pisanie, a do tego trzeba dodać jeszcze fakt, że w pomyśle na to opowiadanie była taka... Czarna dziura. No i niestety moment tej czarnej dziury nadszedł właśnie teraz i muszę poszukać jakichś pomysłów na tych kilka kolejnych rozdziałów, co ostatnio nie przychodzi mi łatwo. Mam ostatnio pełno nowych pomysłów, ale żadnego do tego opowiadania...
Więc! Jeśli rozdział nie pojawi się w najbliższym czasie, to nie oznacza to, że zapomniałam o pisaniu. Po prostu nie mam jak napisać rozdziału.
Więc to byłoby chyba na tyle. Tak by the way to właśnie dzisiaj mija rok od zakończenia mojego opowiadania na fotoblogu. Pierwszego opowiadania jakie udało mi się skończyć. Aż dziwne że minęło już tyle czasu. A już za niedługo minie rok od założenia tego bloga ;)

No to... Powodzenia jutro w szkole ;) I miło spędzonego dłuższego weekendu :*

Neyforever :*

wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 28.

~ "Nie udało nam się. I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc." 

Razem z Jotą staliśmy w korytarzu przed Neymarem. Wyglądało to tak, jakby dzieci stały przed jednym z rodziców, wysłuchując kazania. I w naszym przypadku w pewnym sensie było podobnie.
Ney właśnie wychodził na trening, a my mieliśmy zostać sami w domu. I oczywiście nie mogło się obyć bez kazania od mojego, jakże nadwrażliwego na moim punkcie, chłopaka. 
- I pamiętaj Jota - powiedział na zakończenie - jeśli coś jej się stanie to tego pożałujesz - zagroził. 
- Dobrze, dobrze, panie nadopiekuńczy. Jedź już na ten trening, bo cię ze składu wyrzucą - odpowiedział mu na to Jo. 
- Miło jest słyszeć, że tak bardzo się martwisz o moje miejsce w składzie, bracie - Ney naśmiewał się z niego, a potem zwrócił się do mnie. - Będę tęsknił.
- Nie przesadzaj, to tylko kilka godzin - pocieszyłam go.
- I tak będę tęsknił - pocałował mnie i skierował się do wyjścia. - Uważaj na siebie - dodał jeszcze i już go nie było. 
Razem z Jo odczekaliśmy chwilę, żeby zdążył odejść odpowiednio daleko i zaczęliśmy się na siebie drzeć. 
- Jota, debilu, oddawaj mi mój telefon! - zaczęłam krzyczeć, ponieważ zabrał mi go jakieś dwadzieścia minut temu, gdy siedzieliśmy w salonie i do tej pory mi go nie oddał. 
- Jeśli go chcesz, to mi go zabierz - powiedział, oddalając się ode mnie na jakieś dwadzieścia kroków. Idiota wiedział, że zanim ja tam dotrę, on będzie mógł znaleźć się dużo dalej. - Neymara tu nie ma, żeby nosił cię na rękach - powiedział i pokazując mi język poszedł do salonu. No idiota. 
Ale jednak z tym noszeniem na rękach to miał rację. Neymar od momentu, gdy u niego zamieszkałam na czas "rehabilitowania się" starał się nie odstępować mnie nawet na krok. Zostawiał mnie samą tylko, gdy musiał iść na trening. Znaczy, może nie dosłownie samą, bo z Jotą, ale on raczej przeszkadzał niż pomagał. A gdy Ney był ze mną w domu, to dosłownie nosił mnie na rękach. Ja upierałam się, że przecież nie jestem ułomna i mogę chodzić, ale on i tak upierał się przy swoim. Jota podchodził do tego bardziej dla mnie przychylnie, bo nie pomagał mi we wszystkim na siłę. Czasami stawało się to uciążliwe, bo gdy go o coś prosiłam, mówił "chciałaś sobie radzić sama, to sobie radź". Ale mimo to za jakieś dwie minuty i tak przychodził i pomagał mi, więc nie było najgorzej. 
Ale w tej sytuacji odzywała się ta wredna strona jego osobowości. 
- I co, nie zamierzasz odebrać swojego telefonu? - krzyknął z salonu. 
- Poczekaj aż tylko Neymar wróci - pogodziłam mu.
- Dzisiaj po meczu to akurat będziesz o tym pamiętać. 
- Eh... Jota, jak oddasz mi telefon to coś ci ugotuję! - zawołałam, a chwilę później widziałam już przed sobą Brazylijczyka z moim telefonem w ręce. 
Może i byłam tu dopiero od tygodnia, ale zdążyłam już się zadomowić i nauczyć się instrukcji obsługi tych dwóch idiotów z którymi mieszkałam.

******

Znajdowaliśmy się na stadionie Barcelony. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drugi mecz w dwumeczu z Atletico Madryt. Razem z Jotą siedziałam w loży honorowej i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie meczu.
Długo musiałam Neymara przekonywać, żeby pozwolił mi się tam znaleźć. Przez trzy dni konsekwentnie odmawiał mi pozwolenia, wymawiając się moją kontuzją kolana, ale w końcu się ugiął. I tak oto się tutaj znalazłam.
Mecz zaczął z kilkuminutowym opóźnieniem, ale kibicom nie robiło to większej różnicy. Przecież za chwilę mieli zobaczyć grę swoich idoli.
Początek był nawet satysfakcjonujący dla sympatyków Barcy. Piłkarze tworzyli wiele okazji, ale jednak mimo to żadnej z nich nie wykorzystali. I na nieszczęście, po trzydziestej minucie meczu, w grze Blaugrany wszystko zaczęło się sypać. Strata pierwszego gola trochę ich podłamała, ale także zmotywowała do podniesienia poziomu swojej gry. Jednak wszyscy kibice Barcy, na czele ze mną i Jotą, zaczęli się denerwować zaistniałą sytuacją. Strata kolejnego gola oznaczałaby odpadnięcie z Ligi Mistrzów, co byłoby koszmarem.
Z każdą minutą denerwowałam się jeszcze bardziej. Barça tworzyła sytuacje, owszem, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w około pięćdziesiątej minucie spotkania wynik wyrównał Leo Messi. To trochę uspokoiło moje nerwy, ale jednak nie w stu procentach. W końcu zdawałam sobie sprawę z tego, że Atletico nie było byle jakim przeciwnikiem. Wszystko przecież w tym meczu mogło się zdarzyć.
Podczas tego meczu nie skupiałam się wyłącznie na Neymarze. Mój wzrok wędrował wszędzie tam, gdzie znajdowała się piłka. Za każdym razem gdy któraś z drużyn doprowadzała piłkę pod pole karne moje serce zaczynało bić szybciej. Modliłam się w duchu, żeby któryś z Barcelonistów w końcu uspokoił nerwy moje i wszystkich kibiców. 
Każdą minutę tego meczu spędziłam  w nieustannym strachu o przyszłość Barcy w Lidze Mistrzów. 
Zostało dwadzieścia minut do końca meczu, gdy Barça straciła kolejnego gola. Wtedy to dopiero zaczęłam się denerwować. Zaczęłam obgryzać paznokcie w strachu o wynik tego meczu. Ostatnio ogromnie zależało mi na Barçie, ta drużyna stała się mi bliska, więc to było normalne, że zależało mi na jej zwycięstwach. 
Ale po wypadnięciu w kryzys po utracie pierwszego gola, Blaugrana nie potrafiła się podnieść. Gdy rozpoczął się doliczony czas gry ja nadal miałam nadzieję, nadal wierzyłam, że chłopakom uda się odrobić straty.
Ale gdy usłyszałam ostatni gwizdek sędziego, łzy mimowolnie zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie szlochałam, nie łkałam. Po prostu wstałam zamknęłam oczy, a spod powiek uwalniały się po prostu potoki łez. Odpadnięcie z LM było najgorszym ciosem, jaki fani Barcy mogli w tym momencie otrzymać. 
Nie wierzyłam, że to się stało. Dopiero gdy zobaczyłam smutne twarze piłkarzy Dumy Katalonii zaczęło do mnie docierać, że to naprawdę się wydarzyło. Że więcej w tym sezonie nie obejrzę meczu Ligi Mistrzów z udziałem Neymara czy Leo. 
Zaraz po tym, jak zobaczyłam, że mój chłopak zniknął w tunelu prowadzącym do szatni, wzięłam do rąk kule i zaczęłam opuszczać trybuny. W tamtej chwili miałam tylko jeden cel - znaleźć się przy Neymarze. Ja byłam smutna, bo Barcelona przegrała. A on z pewnością obwinia teraz siebie za to, że nie mógł zrobić nic, żeby pomóc swojej drużynie w drodze do wygranej. Po prostu wiedziałam, że w tym momencie muszę być przy nim. 
Jotą pobiegł zaraz za mną. Pomógł mi, żebym mogła poruszać się jak najszybciej. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. To w tej chwili było chyba zbyt trudne, by o tym rozmawiać. 
O dziwo, mimo mojej ograniczonej sprawności ruchowej dotarła pod szatnie chłopaków dość szybko. Po drodze nikt nie ośmielił się mnie zatrzymać. Wiem, że determinację miałam wypisaną na twarzy. Inaczej ludzie nie patrzyliby na mnie z takim współczuciem.
Neymara wypatrzyłam z daleka. Przechadzał się przed drzwiami szatni w tą stronę i z powrotem. Gdy tylko mnie zauważył, zaprzestał swoich bezcelowych spacerów i podbiegł do nas. A raczej do mnie. W jego oczach zbierały się łzy. Chyba pierwszy raz widziałam go w takim stanie. 
- Nie udało nam się - szepnął, otulając mnie ramionami i chowając twarz w moich włosach. - I nawet nie wiesz, jak źle mi z tym, że nie zrobiłem nic, żeby nam pomóc. 
Wiedziałam, że tak będzie i w głowie miałam już przygotowane to, co chciałam powiedzieć, ale w tamtej chwili wszystko zniknęło i potrafiłam myśleć tylko o tym, że Neymar jest smutny. Nie potrafiłam złożyć żadnego sensownego zdania, którym mogłabym go wesprzeć. Potrafiłam jedynie go przytulić i pomagać mu samą obecnością. Przez kolejnych kilka minut nie potrafiłam zrobić niczego innego. 
Tuliłam go do siebie nie zważając na nic. Nawet na to, że przebiegał ostatnie 90 minut i teraz jest mokry od potu. Nic mi nie przeszkadzało. 
Dopiero po upłynięciu jakiegoś czasu zdałam się na odwagę, żeby wyszeptać mu na ucho:
- Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś, żeby pomóc wygrać. To nie jest twoja wina. Ani żadnego z was. 
Nie odpowiedział. 

******
Właśnie dojeżdżaliśmy do domu. Ney nie odezwał się przez całą drogę. Ja i Jota też nie byliśmy zbytnio rozmowni. To dla nas wszystkich nie był szczęśliwy wieczór, a szczególnie dla Neymara. 
Gdy tylko Jota zaparkował pod domem, Junior od razu wysiadł z samochodu i popędził szybkim krokiem do domu. I żadne z nas nie miało zamiaru go gonić.
Jo wziął torbę swojego brata, której on zapomniał i oboje ruszyliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka, nawet nie rozglądałam się za Juniorem. Dobrze wiedziałam, że go tu nie znajdę.
Myślałam nad tym, czy powinnam do niego iść. Przyszło mi na myśl, że może potrzebuje teraz samotności. Ale zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, usłyszałam głos Joty.
- Na co czekasz, młoda? - spytał. - Przecież wiesz, że on cię teraz potrzebuje.
I miał stuprocentową rację. Sama też wiedziałam, że prędzej czy później podjęłabym taką decyzję. Zaczęłam podążać powoli w stronę schodów. Wiedziałam, że wdrapanie się na górę w moim przypadku może zająć dość sporo czasu. Jo przypominając sobie o mojej kontuzji głośno westchnął, a chwilę później byłam przez niego niesiona po schodach. Myślałam, że zaniesie mnie tylko na górę, ale on odstawił mnie przed samymi drzwiami sypialni Neymara. Uśmiechnął się do mnie, żeby dodać mi otuchy i odszedł.
A ja zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za klamkę. Zaraz potem znalazłam się w pokoju. Od razu rzuciła mi się w oczy sylwetka Neymara. Leżał rozłożony na łóżku i wpatrywał się w sufit.
Wiedziałam, że wie o mojej obecności tutaj. Jednak nie odezwał się ani słowem, co dodało mi odwagi. Po cichu podeszłam do łóżka i się na nim położyłam. Głowę ułożyłam na wyciągniętym ramieniu Neymara i dopiero wtedy zareagował, na moje pojawienie się.
- Chciałbym zostać sam - powiedział, a mimo to jednak przewrócił się w moją stronę i mnie przytulił. To co mówił, nie pokrywało się z tym, co robił.
- A ja cię kocham - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk - i nie pozwolę, żebyś przechodził przez ten smutek sam.



Takie... o niczym, rzekłabym :/

Zapraszam do grupy :D

Facebook: "Ulotne Momenty"




wtorek, 3 maja 2016

Grupa

Stworzyłam grupę! 

Jej nazwa na facebooku to "Ulotne Momenty". Jeśli ktoś z Was chciałby być na bieżąco z informacjami o rozdziałach i blogu to zapraszam :D 

Grupa znajduje się pod tym adresem:

Grupa "Ulotne Momenty"

Dodawajcie się, a ja będę akceptować, gdy tylko będę miała wolny czas, ponieważ jest to grupa zamknięta. 

No to do przeczytania w kolejnym rozdziale ;) 

niedziela, 1 maja 2016

Informacje o rozdziałach.

Przeczytaj!


Jako że pod każdym ostatnim rozdziałem musiało znaleźć się przynajmniej kilka komentarzy typu "kiedy next" albo "kiedy dodasz kolejny" postanowiłam że znajdę sposób, aby móc was o tym jakoś informować.  

Zrezygnuję z przekazywania Wam tego na blogu, bo wiele osób czyta na telefonie, a tam się to nie wyświetla. I mam dla Was dwie propozycje: 

1. Strona facebooku, gdzie będą pojawiały się wszystkie informacje na temat bloga i kolejnych rozdziałów, 

Albo:

2. Grupa na facebooku, gdzie ja będę was informować o rozdziałach, a Wy będziecie mogły pytać mnie o wszystko związane z blogiem. 

Osobiście jestem chyba za tą drugą opcją, choć prowadząc stronę mogłabym w pewien sposób zachować anonimowość. Ale to Wasz wybór, więc proszę, żeby KAŻDY, kto to przeczyta wypowiedział się na ten temat w komentarzu, bo to wszystko jest tylko po to, aby Wam było wygodniej czytać mojego bloga.

Tak więc pozostawiam Was z tą decyzją i idę pisać rozdział ;) 

Pozdrawiam,
Neyforever :*