~ Czyli nic nowego...
- Przyjadę po ciebie za dwie godziny - powiedział Neymar, zatrzymując się przed budynkiem Barcy. Jego rzeczowy ton głosu już nawet nie robił na mnie wrażenia.Wysiadłam z jego samochodu i o kulach podreptałam do środka. Ney oczywiście nie miał najmniejszej ochoty mnie tam odprowadzać, więc po prostu odjechał z parkingu, wracając do domu. Tak Neymar, też cię kocham...
Ale mówiąc szczerze, to nie miałam mu tego za złe. Raczej starałam się go zrozumieć.
Po tym pamiętnym meczu, podczas którego Barca odpadła z Ligi Mistrzów, cała drużyna wpadła w mały kryzys. Kilka przegranych meczy, przez co niestety trochę pogrążyli swoją sytuację w lidze, ale zaraz potem przyszedł czas, żeby to wszystko naprawić i Barca wyszła z kryzysu cała. Gorzej było z Neymarem.
Niestety, kryzys Neymara trwa trochę dłużej. Niby cały czas występował w pierwszym składzie, ale jednak nie grał już tak, jak wcześniej. I to dołowało go najbardziej. Z resztą on też nie był już taki sam. Ciągle chodził przybity, prawie w ogóle się nie odzywał i cały wolny czas spędzał na ciągłym trenowaniu. Joty przeważnie nie było, więc prawdę mówiąc siedziałam całymi dniami w domu Neymara samotna.
Jednak mimo to wszystko postanowiłam zostać z Neymarem i wspierać go z całych sił.
****
- Wróciłem! - dobiegł mnie głos Joty, gdy siedząc na kanapie, oglądałam jakąś telenowelę. Ostatnio, zważając na to, że nie miałam co robić, oglądałam je coraz częściej.
- Jestem w salonie! - odkrzyknęłam, a Brazylijczyk zaraz pojawił się w pomieszczeniu.
- A gdzie nasz pracuś? - zapytał.
- W ogrodzie. Trenuje - powiedziałam znużonym głosem. Kiedy ktoś nie zapytałby o miejsce pobytu Neya, w ciągu ostatnich dwóch tygodni odpowiedź wciąż była taka sama.
- Czyli nic nowego - mruknął Jo, siadając obok mnie. Zabrał mi pilot i włączył Fifę, przerywając przy okazji mój seans. Rozpoczął mecz Barcy z Bayernem Monachium, a ja patrzyłam na ekran, choć nie skupiałam się na przebiegu tych rozgrywek. Tak jak od dawna, moje myśli zajmował Neymar.
- Jo, jak myślisz, powinnam wrócić do domu? - zapytałam nagle. Mój towarzysz słysząc to, o mało nie upuścił trzymanego w rękach i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dlaczego tak nagle chcesz wyjeżdżać z Barcelony? Pokłóciliście się z Neymarem? - zaczął obsypywać mnie pytaniami.
- Nie, nie pokłóciliśmy się. W sumie to nawet nie mielibyśmy kiedy. Nawet nie rozmawiamy - prychnęłam.
- Więc o to chodzi? - westchnął Jo i opadł na oparcie kanapy. - Szczerze, to mi też zaczęło to przeszkadzać.
- Nie wiem, po prostu czuję się tu niepotrzebna. Ney cały czas trenuje, a ja nie chcę mu przeszkadzać - mruknęłam.
- Słuchaj, młoda - powiedział Jota, przesuwając się do brzegu kanapy. - To, że Junior teraz tyle trenuje nie sprawia, że cię już nie potrzebuje. Kocha cię ciągle tak samo, ale po prostu trochę się zapomina. Zobaczysz, że w końcu zauważy, jak bardzo mu ciebie brakuje, nawet gdy jesteś blisko.
Pokiwałam mu głową, a on na chwilę obiął mnie ramieniem, posłał krótki uśmiech i wrócił do grania w Fifę. Siedziałam z nim jeszcze przez moment, ale nie do końca czułam się dobrze, będąc tam.
- Pójdę do pokoju - powiedziałam, na co Jo podniósł na mnie swój wzrok.
- Pomóc ci? - zapytał.
- Nie, dam radę sama - uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam iść w stronę schodów. Choć "Iść" to może nie jest najwłaściwsze słowo. Stwierdzenie, że praktycznie skakałam na jednej nodze do schodów byłoby chyba najtrafniejsze.
O dziwno schody okazały się najprostsze do przebycia i moment później byłam już w moim pokoju. A raczej naszego pokoju, bo Neymar też tu spał. Od czasu do czasu.
Usiadłam zaraz pod oknem, które wychodziło na ogród. Widziałam stąd Neymara, który jak zwykle trenował. Mogłam go stąd obserwować, a on nie wiedział, że to robię. A zależało mi, by o tym nie wiedział.
Siedziałam tam może od zaledwie piętnastu minut, gdy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, widząc na wyświetlaczu zdjęcie Ady.
- Hey - westchnęłam do słuchawki. Nie dzwoniła raczej w najodpowiedniejszym momencie.
- Co się stało? - zapytała moja przyjaciółka, nawet się ze mną nie witając.
- Nic - odpowiedziałam zdawkowo, przenosząc swój wzrok ponownie na Juniora. - Co tam u ciebie?
Ale Ada nie dała się nabrać.
- Co się dzieje, Selena? - powiedziała stanowczo. Teraz już nie dam rady odwieść jej od tego tematu. - Coś z twoją rehabilitacją? - dodała zdenerwowana, gdy przez chwilę jej nie odpowiedziałam.
- Nie, z tym akurat wszystko idzie tak, jak powinno - powiedziałam szybko. Ale nie dodałam nic więcej.
- Neymar? - zapytała. Czyli jednak dość szybko się domyśliła.
- Neymar - odpowiedziałam z westchnieniem, potwierdzając jej przypuszczenia.
Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, gdy minęła godzina, a nawet dwie odkąd Ada do mnie zadzwoniła. Na dobrą sprawę nie rozmawiałyśmy odkąd zamieszkałam u Neymara, więc miałyśmy o czym gadać przez tyle czasu. Gdy się rozłączyłyśmy, zaczęło się już robić ciemno, a gdy spojrzałam przez okno do ogrodu, Neya już tam nie było. Do pokoju też nie przyszedł, więc zapewne musiał siedzieć na dole razem z Jotą. Nawet nie miałam ochoty tego sprawdzać. Nie wiem, czy chciałam chociażby go widzieć, bo za każdym razem robiłam się wtedy smutna. Więc lepiej, żeby został na dole.
Nie oglądając się na to, czy Junior zamierza tutaj przyjść, przebrałam się i położyłam spać. Chciałabym, żeby mój chłopak był tu teraz obok mnie, ale cóż, to tylko moje głupie marzenia...
Wtedy pierwszy raz fizycznie odczułam, że piłka jest dla Neymara ważniejsza ode mnie. Mentalnie zawsze o tym wiedziałam. ale bolało, gdy odczułam to na własnej skórze.
****
Następnego dnia wróciłam z rehabilitacji w klubie razem z Jotą. Neymar gdy tylko się obudziliśmy, powiedział mi, że ma dzisiaj wiele spraw do załatwienia i nie będzie mógł mnie tam zawieźć, ani stamtąd odebrać. Kolejny wspaniały i cudowny dzień, w ciągu którego już nawet pewnie się z nim nie zobaczę. Świetnie.
Jo wysadził mnie pod domem i sam pojechał na jakieś spotkanie z przyjaciółmi, podczas gdy ja starałam się dotrzeć do środka, idąc w miarę normalnie. Łatwe to nie było, ale nawet się udało. Gdy byłam już w domu, od razu poszłam na górę. Musiałam zostawić w pokoju swoją torbę. Miałam ochotę położyć się na to wygodne łóżko w moim pokoju, ale niestety, oglądanie telenowel do czegoś zobowiązuje. A za piętnaście minut miał się zacząć nowy odcinek mojej ulubionej.
Dlatego też szybko wrzuciłam torbę do pokoju i zawróciłam, żeby zejść na dół. Byłam w domu sama, więc nikt nie będzie mi kwestionował sensu oglądania moich serialów. W dość dobrym nastroju więc weszłam do salonu, ale zatrzymałam się już na samym wejściu.
Na stoliku stał wazon, a w nim ogromny, kolorowy bukiet róż. Zdziwiona podeszłam bliżej, powąchałam kwiaty, a przy okazji znalazłam liścik.
"Przepraszam" - głosił napis.
I właśnie gdy go czytałam, poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. I doskonale wiedziałam, kto to, choć mój rozum nie chciał przyjąć tego do świadomości. Przez ostatnie wydarzenia, wydawało mi się to niemożliwe.
A jednak, Neymar tutaj był.
- Przepraszam. Kocham cię tak mocno, że sam nie mogę tego pojąć, a ty nie zdołałabyś sobie tego wyobrazić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię kiedyś w moim życiu zabraknąć. Jesteś moją siłą i miłością. I proszę, nie zostawiaj mnie. Tak bardzo cię kocham - wyszeptał, przytulając mnie cholernie mocno, a ja jak typowa dziewczyna w takiej sytuacji, zaczęłam płakać.
Odwróciłam się do Juniora i wtuliłam się w niego, a on obiął mnie ramionami. Przez ostatnie dni wręcz marzyłam o tym, żeby Neymar w końcu przypomniał sobie o tym, że też tutaj jestem. Ale nawet w największych snach nie wyobrażałam sobie, że zrobi to w ten sposób i do tego przeprosi za swoje zachowanie.
- Wiem, że zachowywałem się wobec ciebie jak kompletny idiota, ale w pewnym sensie potrzebowałem tego, co robiłem. Musiałem zatracić się w treningach, żeby zobaczyć, jak wiele mógłbym przez to stracić. Im więcej trenowałem, tym gorzej grałem, a do tego ty mogłaś przez to odejść. A tego już bym nie przeżył.
Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Neya, czułam się szczęśliwsza. Zaczęło docierać do mnie, że on naprawdę tu jest, że naprawdę zrozumiał, co robił i że chce wszystko naprawić. Wydawało mi się to tylko pięknym snem, ale jeśli tak, to nie chcę się z niego budzić.
- Wiesz, Junior - powiedziałam, spoglądając w jego oczy - cieszę się, że wróciłeś - dodałam, a Neymar się zaśmiał. Obojgu nam było lżej, gdy ponownie się do siebie zbliżyliśmy. To było to, czego było nam potrzeba.
- Wróciłem i już nigdzie się nie wybieram.
W tamtym momencie się pocałowaliśmy i był to chyba pierwszy raz od kilku dni.
Nasza sytuacja jest chyba najlepszym przykładem na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Czasem wcześniej, czasem później, ale w kiedyś w końcu się pojawia. Jedyne czego nie można robić to się poddawać. Żeby oglądać piękne widoki ze szczytu, trzeba się najpierw na niego wspiąć. A to jak wysoko zajdziesz zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
--------------------------------------------------------------------
Taki dość krótki z morałem na koniec ;)
Ale mam dzisiaj dla Was ważną wiadomość:
Tak jak już wcześniej mówiłam, poprawiam oceny. Syzyfowa praca, ale jednak jakoś trzeba dotrwać do końca roku. A że mam już tylko kilka dni nauki, mam trochę ciężej. W dodatku niedługo wyjeżdżam, a te dwa czynniki składają się na to, że
kolejny rozdział będzie mógł się pojawić dopiero po dniu 16 czerwca
Wiem, że to strasznie długo, ale teraz muszę się uczyć, a na wyjeździe zamierzam trochę od wszystkiego odpocząć, więc chyba mnie rozumiecie. Przez ostatnich 10 miesięcy sporo się działo i jakoś trzeba to odreagować.
Mam nadzieję, że wrócę do Was z wieloma nowymi pomysłami, a tymczasem muszę się już żegnać :*
Do przeczytania,
Neyforever :*