sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 27.

~ Powinien pan zadzwonić do rodziców dziewczyny...

- Jest i nasza bohaterka meczu. I jak każda największa gwiazda - spóźniona - powiedział żartobliwie Leo.
- Ach, czyli to dlatego ty zawsze jesteś punktualny? zapytałam go na co reszta zaczęła się śmiać. Oczywiście osobiście bardzo ceniłam Messiego jako osobę i jako piłkarza, i uważałam go za najlepszego, ale nie przeszkadzało to w tym, żeby móc się z niego trochę pośmiać.
- Tak, właśnie dlatego - odpowiedział Leo, sam się śmiejąc.
Uśmiechnęłam się do niego i kątem oka spojrzałam na Neymara. Stał za wszystkimi i patrzył na mnie uważnie. Żadne z nas chyba nie do końca wiedziało, jak ma się zachować. Mogliśmy albo zachowywać się normalnie, jak para, a przy tym wydać wszystkim nasz sekret, albo udawać, że w ogóle się nie znamy po to, żeby nikt niczego nie podejrzewał. Prawie niezauważalnym gestem dałam Neyowi do zrozumienia, że jednak decyduję się na tę drugą opcję. Zrozumiał, o co miałam na myśli i lekko skinął głową. Po jego minie widziałam, że przykro mu jest, że nie chcę powiedzieć przyjaciółkom o naszym związku, ale bardzo dobrze to maskował. Nawet Messi i Suarez się nie zorientowali, że coś jest nie tak.
Mi samej było naprawdę przykro, że muszę przed dziewczynami ukrywać nasz związek, ale nie przewidywałam innego wyjścia. Tak się złożyło, że były tu ze mną największe plotkary w szkole. Dobrze by się to nie skończyło.
Podniosłam wzrok i ze zdumieniem zauważyłam, że wszyscy na mnie patrzą. Czy ja naprawdę byłam tu taką atrakcją?
- Wszystko okey? - odezwał się Suarez. Przez moment zapomniałam, że stoję o kulach.
- Tak. Nic mi się nie stało. - odpowiedziałam. Byłam zmęczona staniem, więc przeszłam kawałek i usiadłam na murawie. Każdy zrobił to samo i chwilę później wszyscy siedzieliśmy w kręgu tak, jak oni robili to wcześniej. I znów zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście dziewczyny musiały wypytać się, co mi się stało, a ja cierpliwie musiałam im odpowiedzieć, choć sama nie wiedziałam o tym zbyt wiele. A gdy ten temat został już przewałkowany wzdłuż i wszerz, dziewczyny zaczęły kolejny, który był o wiele gorszy.
- No to,... jak się poznaliście? - zapytała Amber bez ogródek, patrząc to na mnie, to na Neymara. Messi i Suarez wcale nie wydawali się zdziwieni faktem, że Neymar kogoś ma, ale byli zszokowani, że to jestem ja. Patrzyli na mnie z niedowierzaniem, a dziewczyny tak, jak i Amber patrzyły na naszą dwójkę, czekając na wyjaśnienia. Neymar wydawał się zaskoczony odwagą mojej przyjaciółki, a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Mimo wszystko jednak zebrałam się szybciej niż mój chłopak.
- Amber - zaczęłam spokojnie - czy mogłabyś już skończyć ten temat? To naprawdę robi się nudne, a ja nie chcę wyciągać tego na światło dzienne, okey?
- Ale przecież jeśli powiesz nam o tym, to nikt inny się o tym nie dowie - odezwała się Niki.
- Nikt oprócz całej szkoły - westchnęłam i przeczesałam ręką włosy.
- Ale to z Neymarem byłaś na tym balu?
- Tak, przecież już o tym mówiłam. I dlaczego pytacie się jakby go tutaj nie było? - zamknęłam oczy i westchnęłam po raz kolejny.
- Okey, to może inaczej - usłyszałam głos Lary. - Yyyy Neymar, skoro Sel nie chce o tym mówić, to może ty coś powiesz?
- Przykro mi, ale ja szanuję decyzję Seleny. Jeśli nie chce nikomu o tym mówić, to ja też nikomu o tym nie powiem - otworzyłam oczy na jego słowa i zobaczyłam, że swój wzrok ma utkwiony we mnie.
- Stary, ale że nawet nam nie powiedziałeś?! - odezwał się Suarez.
- Luis - warknął na niego Neymar.
- Dobra, ja mam już tego dosyć! - odezwałam się nagle. Chciałam wstać, ale Neymar zrozumiał, co zamierzam zrobić.
- Poczekaj - powiedział i podniósł się z murawy. Podszedł i usiadł obok mnie, przytulił i pocałował we włosy. Wokół rozniosło się głośne "oooj", a dziewczyny wpatrywały się w nas radosnym wzrokiem.
- Mam dość - szepnęłam do Neya, wtulając się w niego bardziej.
- Ćsiiiii - uściskał mnie mocniej. Myślałam, że się rozpłaczę. Nie mam pojęcia dlaczego stałam się tak słaba, ale myślę, że po prostu bałam się tego, że już zawsze tak będzie. Że albo każdy będzie nas wypytywał, albo że już na zawsze zostanę tylko znienawidzoną dziewczyną Neymara.
Ale nie rozpłakałam się. Nie przy dziewczynach, nie przy przyjaciołach mojego chłopaka. Tego byłoby zbyt wiele.
Otrząsnęłam się z tego dziwnego stanu, w którym się znalazłam i wróciliśmy wszyscy do normalnej rozmowy. Śmialiśmy się, dobrze bawiliśmy aż w końcu przyszedł nasz trener i pan Enrique i powiedzieli, że musimy się już zbierać. Zrobiło się już bardzo późno, a my nawet tego nie zauważyliśmy. I niestety, musieliśmy przyznać naszym trenerom rację: chłopacy mieli rano trening, a my jutro po południu wracamy do Mount Blanc. Trzeba było się rozstać.
Około północy razem z dziewczynami wsiadłam do autokaru, uprzednio żegnając się z Luisem, Leo i Neymarem. Przykro było nam się żegnać, ale inaczej nie mogliśmy.
Gdy nasz autokar ruszył sprzed Camp Nou, dziewczyny od razu zbiegły się wokół i zaczęły mi gratulować. Byłam szczęśliwa, myślałam, że przyjmą to tak, jak wszyscy w szkole. A jednak one były z tego powodu szczęśliwe.
W hotelu prawie wszystkie znalazłyśmy się w jednym pokoju. Naszym pokoju: moim, Amber i Niki. Dziewczyny trajkotały ciągle tylko o jednym. W końcu miałam już tego dość, ale nie powiedziałam im tego. Nie chciałam psuć im radości. Ale byłam już tak zmęczona, że zasnęłam, zanim one zdążyły wrócić do swoich pokoi.

****

Rano wszystkie musiałyśmy wstać wcześnie. Dziewczyny do południa miały zwiedzać miasto z naszymi opiekunami, a ja z trenerem miałam pojechać do budynku Barcy, gdzie miałam mieć robione badania pod kątem kolana. A potem wracamy do domciu.
O godzinie dziewiątej wszyscy spotkaliśmy się w holu. Dziewczyny chwilę później opuściły hotel, a ja nadal musiałam czekać na przyjście mojego trenera. Nie on się spóźniał, to ja byłam sporo wcześniej, ale po prostu tak się denerwowałam, że w nocy nie mogłam spać i wstałam wcześniej.
Trener pojawił się w holu pół godziny później. O dziesiątej byliśmy umówieni w klubie, więc musieliśmy się już zbierać. Zamieniliśmy ze sobą zaledwie parę słów i wyruszyliśmy w drogę. Niestety musieliśmy dotrzeć do klubu na piechotę, co nie bardzo mi się uśmiechało z racji tego, że nadal musiałam chodzić o kulach, ale nie miałam innego wyjścia. A przecież wcale nie mieliśmy tak daleko, więc nie miałam na co narzekać. Nie rozmawialiśmy dużo, bo nie było w sumie o czym. Trener zapytał mnie o moje zdrowie, wspomniał coś o tym, że zastanowi się poważnie nad moją oceną i na tym się skończyło.
W sumie dwadzieścia minut zajęło nam dotarcie do budynku Barcy. Gdy weszliśmy do środka, od razu zaprowadzono nas do gabinetu lekarza, który już na nas czekał. Trener chwilę z nim porozmawiał, potem około godziny różnych badań i byłam "wolna". Ale tylko względnie, bo nadal musiałam siedzieć w gabinecie, czekając na wyniki. Eh, jak to długo trwa!
Lekarz na chwilę wyszedł, mój trener czekał na korytarzu, więc w gabinecie zostałam sama. Ale nie na długo, bo po kilku minutach drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich... Neymara!
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam zdziwiona.
- To tak się wita od dzisiaj swojego chłopaka? - zaśmiał się, podszedł do mnie i przytulił.
- Oczywiście, że nie. Tęskniłam za tobą. Ale co tu robisz?
- Przyjechałem odwiedzić moją dziewczynę. A co już nie mogę?
- Nie - zaśmiałam się. - po prostu nie spodziewałam się ciebie tutaj - przyznałam.
- W takim razie: Niespodzianka! - zawołał, na co ja wybuchłam śmiechem.
Nawet z Neymarem nie zauważyliśmy, gdy do gabinetu wrócił lekarz z trenerem.
- A więc - zaczął lekarz - będziesz musiała zostać na trochę w Barcelonie - zwrócił się do mnie.
- To coś poważnego? - od razu zaczął dopytywać
- Na szczęście to tylko lekkie naderwanie ścięgna. Niby nic wielkiego, ale jednak w tym stanie leczenie powinno zająć około czterech tygodni.
Słysząc to, głośno westchnęłam. Cztery tygodnie! Ja ledwo mogę stanąć na nogę i ma tak być przez prawie miesiąc?! Ratunku!
- Powinien pan zadzwonić do rodziców dziewczyny. Muszą zdecydować, gdzie Selena będzie leczona - lekarz zwrócił się do trenera, który już wyjmował telefon, gdy odezwał się Neymar:
- Niech pan nigdzie nie dzwoni. Nie ma nawet takiej opcji, żeby Sel leczyła to gdziekolwiek indziej niż tutaj.
- Ale do tego wymagana jest zgoda jej rodziców - zaprzeczył lekarz.
- Mój tata jest aktualnie w Ameryce, więc trudno będzie się z nim skontaktować - stanęłam po stronie Neymara.
- A mama?
- Jej będzie zdecydowanie obojętne, gdzie będę, więc nawet nie warto do niej dzwonić.
- A chyba lepiej, żeby na co dzień zajmował się nią ktoś, kto miał już z czymś takim do czynienia, prawda? - odezwał się Neymar, obejmując mnie ramieniem.
Pozostała dwójka spojrzała po sobie, aż w końcu decyzję podjął doktor:
- Dobrze, niech wam będzie - powiedział, a my zaczęliśmy się cieszyć. - Tylko macie załatwić mi pisemną zgodę jednego z rodziców.
- Jasne, zrobi się!
Lekarz jeszcze usztywnił mi kolano, przez założenie stabilizatora i teraz już naprawdę byłam wolna.
- No to Neymar, możesz zabierać swoją przyszłą panią da Silva - zażartował. Był niewiele starszy od Neya, więc pewnie mieli całkiem dobry kontakt.
Podziękowaliśmy, pożegnaliśmy się i opuściliśmy gabinet. Może ja nie miałam tak łatwo, ale się udało.
- To co teraz, moja pani da Silva? - zapytał Junior, zatrzymując się i łapiąc mnie za biodra. Na jego twarzy, tak jak i na mojej czaił się radosny uśmiech.
- Skoro już jesteśmy państwem da Silva to chyba czas na miesiąc miodowy, panie da Silva.




Każdy pyta kiedy rozdział... I tak pomyślałam, że może znajdę jakiś sposób, żeby was o tym informować na bieżąco... Co wy na to? Jak macie jakieś pomysły, to koniecznie piszcie w komentarzach :D

No to udanej majówki ;)
Neyforever :*

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 26.

~ (...) mała zmiana planów.

*Selena*
Byłam na rozgrzewce, ale jakoś niezbyt się do niej przykładałam. Byłam wręcz przekonana, że na tym zakończy się mój wysiłek fizyczny na dzisiejszy wieczór. Była 40 minuta meczu, dziewczyny nadal nie strzeliły żadnej bramki, ani żadnej też nie straciły. Nie widziałam powodu, aby trener musiał wprowadzać zmiany, a tym bardziej, żebym tą zmianą była ja. A jednak czekało mnie niewyobrażalne zdziwienie, ponieważ chwilę później trener kazał mi i Amber przygotować się do wejścia na boisko. kiedy nam o tym powiedział, spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Miałam nie grać - powiedziałam stanowczo.
- Oh, ale jednak nastała mała zmiana planów - powiedział z radosnym uśmieszkiem.
Miałam szczerą ochotę teraz zacząć się z nim kłócić, ale jednak bardzo powstrzymywała mnie świadomość, że jest nauczycielem i to, że mecz trwa. Nie było czasu na żadne kłótnie.
Mimo wszystko ja przygotowując się do zmiany nadal uważałam, że nie jestem odpowiednio przygotowana, żeby móc grać. Gdy rozejrzałam się po trybunach byłam wręcz przerażona ilością ludzi, którzy oglądają ten mecz. Stadion nie był wypełniony w całości, ani nawet w 3/4, ale i tak znajdowało się dużo więcej osób niż się spodziewałam, że będzie. Zaczęłam się denerwować, ale do głowy przyszła mi myśl, że jeśli Neymar kiedyś się o tym dowie, będzie ze mnie dumny. Dlatego od tamtego momentu w moich myślach znajdowała się tylko jedna myśl: zagrać jak najlepiej.
Podeszłam razem z przyjaciółką do linii bocznej, czekając aż nadejdzie zmiana. I w końcu usłyszałam.
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Dla jasności: tak, mój numerek to jedenaście. To był jeden z warunków, który postawiłam trenerowi przed przyjazdem tutaj. Cóż, warunkiem było także, że miałam nie grać, a jednak.
Dziewczyny, które miałyśmy zmienić zbliżały się do nas coraz szybciej, a uczucie radości coraz bardziej rozprzestrzeniało się po moim ciele. W końcu mogłam poczuć to, co czuje Neymar, gdy wchodzi na boisko.
Lily z uśmiechem przybiła mi piątkę, życzyła powodzenia, a ja wbiegłam na boisko. Przedstawienie czas zacząć.
Oczywiście nasze pojawienie się na boisku zostało okraszone brawami. Nie mam pojęcia z jakiego powodu, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Trzeba było grać.
Ale nagle stanęłam jak wryta, odwróciłam się i rozłożyłam ręce patrząc w stronę trenera. Moja mina wyrażała jedno: "gdzie ja mam grać?!"
Amber była prawoskrzydłową i weszła za osobę na tej samej pozycji, więc nie miała problemu. Ja za to grałam zazwyczaj w środku pomocy, a weszłam za lewą obrończynię. Co tu jest grane?
Trener pokazał mi gestami, że mam zagrać jako obrońca. Pomyślałam, że to kompletnie poroniony pomysł, bo nie uczyłam się grać akurat tam, ale nie miałam czasu, żeby się z nim teraz o to wykłócać. Trzeba było grać.
I nie sądzę, żeby ważne było to co działo się przez następnych piętnaście minut. Bo to wcale nie było ważne. Najważniejsze było to, że w tym czasie nie udało nam się strzelić żadnej bramki, a na ogromnej tablicy nadal widniał wynik 0:0. Trzeba było coś z tym zrobić. Koniecznie! Dogrywka nie wchodziła w grę. Teraz albo nigdy.
Ostatnie dwie minuty podstawowego czasu. Było jasne, że nie zostanie doliczona nawet minuta, nawet ja to wiedziałam. Olivia, nasza bramkarka właśnie załapała piłkę zmierzającą do bramki i sekundę później podała ją do mnie. A ja w tamtym momencie miałam ogromną ochotę na grę. Podałam piłkę do jednej z pomocniczek, ale zaraz wróciła do mnie. Biegłam przed siebie, próbując jak najlepiej omijać przeciwniczki. I nawet nie wiem kiedy, znalazłam się w polu karnym. Szesnasty, piętnasty, czternasty metr. Byłam praktycznie sama przeciwko dwóm obrończyniom i bramkarce. Czułam, że nie dam rady strzelić, że któraś z nich to wybroni. W mojej głowie zrodził się pomysł, żeby cofnąć piłkę do Amber, która była za mną albo do Niki, która znajdowała się po mojej lewej, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo kopnięta upadłam na murawę. Stało się to znienacka, ale ja od razu pomyślałam o jednym. Leżąc na murawie od razu spojrzałam na sędzię. Te dwie sekundy dłużyły się wręcz w nieskończoność. Ale w końcu stało się to, czego tak pragnęłam. Sędzia użył gwizdka. Karny!
Dzięki ci, Boże! Zaczęłabym skakać ze szczęścia, gdyby nie to, że właśnie w tym momencie poczułam lekki ból. Uczucie, gdy dostanie się z całej siły od tyłu w kolano nie jest przyjemne, a tym bardziej jeśli osoba, która to zrobiła ma na sobie korki. W euforii położyłam się na chwilę na murawie, spojrzałam z nadzieją w niebo, a zaraz potem spróbowałam wstać. Z pomocą Niki przeszłam tych kilka metrów, żeby nie znajdować się w polu karnym i znowu usiadłam boisku. Nie dałabym rady stać. Nie miałam siły.
Dziewczyny spojrzały na mnie, oczekując, że to ja będę strzelać, ale ja jedynie pokazałam im na moją nogę, a one zrozumiały aluzję. Choć pewnie nawet gdybym mogła grać, to i tak nie podjęłabym się tego. Zbyt duża odpowiedzialność.
W końcu wykonać karnego zdecydowała się nasza kapitan, środkowa napastniczka. Już nie raz widziałam, jak strzela, więc miałam ogromną nadzieję. Wzięła rozbieg, uderzyła piłkę, a ta.... uderzyła w poprzeczkę! Nieee! Ale nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy piłka jednak znalazła się w siatce. A wszystko za sprawą Olivii, która odbiła piłkę głową prosto w stronę bramki.
Wygrałyśmy!

*Neymar*

- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Swój wzrok od razu skierowałem za linię boczną. Nawet nie wiem dlaczego To był taki odruch, gdy usłyszałem swój numer. Ale w życiu nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem.
Przy linii bocznej, gotowa do wejścia na boisko, stała Selena. Nie mogłem w to uwierzyć. Przetarłem oczy ze zdziwienia, ale ona nadal tam była. Przecież to było niemożliwe. Selena powiedziałaby mi, gdyby była w Barcelonie. A do tego, co ona niby miałaby robić na mistrzostwach w piłce nożnej. Lubiła grać czasami razem ze mną, ale nigdy nie podejrzewałbym, że ona mogłaby robić coś poza tym.
Pozostawałem w przekonaniu, że to nie może być ona. To wręcz niemożliwe. Ale od razu zmieniłem zdanie, gdy chwilę po wejściu na boisko dziewczyna odwróciła się w stronę ławki trenerskiej z rozłożonymi rękoma. Nie miałem pojęcia co chciała przekazać przez ten gest, ale dzięki temu mogłem przez chwilę przyjrzeć się jej twarzy. I, o dziwo, tak, to na pewno była Selena! Ale co ona tutaj robi?!
Odkąd tylko pojawiła się na boisku nie mogłem oderwać od niej wzroku. Czasami Leo czy Luis mówili coś do mnie, komentowali to, co działo się na boisku, ale ja nie reagowałem lub po prostu odpowiadałem im krótkim "yhym". Od czterdziestej minuty tego meczu liczyła się tylko ona.
Przez następne dwadzieścia minut nie spuszczałem z niej swojego spojrzenia. Obserwowałem wszystko, co robiła i czasami byłem aż pod wrażeniem tego, co potrafiła. Nie była to oczywiście gra na jakimś niewyobrażalnie wysokim poziomie, ale i tak byłem z niej dumny.
Ale serce stanęło mi na moment, gdy po całkiem udanej akcji Selena znalazła się w polu karnym. Wszystko wydarzyło się tak szybko, ale moment, w którym Sel upadła na murawę widziałem w zwolnionym tempie. W tamtym momencie byłem chyba zły jak nigdy. Gdybym mógł, jak najszybciej znalazłbym się na tym boisku i powiedział parę słów do dziewczyny z Terrassy z numerem 13, odnośnie tego, co przed chwilą zrobiła. Do cholery, to było niebezpieczne!
Jednak moja złość trochę minęła, gdy zobaczyłem radość na twarzy mojej dziewczyny, gdy sędzia postanowił przyznać im jedenastkę. To była ich ostatnia szansa na obronienie się przed dogrywką i zdobycie tego mistrzostwa w podstawowym czasie gry.
Sel obserwowała wszystko, co dalej się działo, z pozycji siedzącej. Wcale jej się nie dziwiłem. Sam też nie nadwyrężałbym nogi, tym bardziej, że to już koniec spotkania.
Gdy piłka po sporym zamieszaniu w końcu trafiła do bramki, na stadionie rozpoczęły się okrzyki radości. My z chłopakami oczywiście także byliśmy szczęśliwi, choć oni nie mieli do tego większych powodów, przecież nie kibicowali tak naprawdę żadnej drużynie.
Zaraz potem opuściliśmy trybuny i udaliśmy się tam, gdzie pokierował nas Enrique.

*Selena*

Wszystkie zaczęłyśmy krzyczeć ze szczęścia. Włącznie ze mną, choć ja nadal siedziałam, zamiast skakać razem z przyjaciółkami. Chwilę potem wstałam jednak i zaczęłam świętować razem z resztą, choć nie aż tak wylewnie.
Nasze przeciwniczki smutne podziękowały nam, pogratulowały i wróciły do szatni. My na boisku świętowałyśmy jeszcze jakieś dziesięć minut, po których w końcu zobaczyłyśmy puchar. Był... wow. I nadszedł moment wręczania medali. W tamtym momencie na boisku pojawił się mężczyzna, którego przedstawiono, jako trenera FC Barcelony. Zawsze zastanawiałam się, jak wygląda. Teraz dostałam odpowiedź.
Medale zostały nam rozdane, nawet zrobiłyśmy sobie zdjęcie grupowe. Ale adrenalina z każdą chwilą zaczęła opadać, a ja coraz bardziej odczuwałam ból w kolanie.
Dziewczyny znów zaczęły skakać i się cieszyć, ale ból stał się w końcu tak silny, że nie mogłam wytrzymać. Podeszłam do ławki rezerwowych i usiadłam tam na chwilę, żeby nie nadwyrężać nogi, ale musiał to zauważyć jeden z lekarzy. Od razu do mnie podszedł. Zaraz potem zjawił się tam też mój trener.
- Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie. Musiał być serio przerażony, w końcu byłam pod jego opieką.
- No raczej nie do końca - powiedziałam, zaciskając jak najbardziej oczy. To boli!
Lekarz nawet o nic nie pytając spryskał mi nogę jakimś sprejem, po którym choć trochę przestałam odczuwać ból. Myślałam, że to wszystko, ale jednak nie.
Moje przyjaciółki z drużyny poszły do szatni się przebrać, bo niedługo miały zobaczyć tą całą niespodziankę, a ja zostałam zaprowadzona przez trenera do gabinetu lekarza. Tam mężczyzna ze sztabu medycznego zastanawiał się, co ze mną zrobić. W końcu po chwili posmarował mi kolano maścią i usztywnił bandażem na tyle, żebym nie mogła zbytnio nim poruszać i jednocześnie nie mogła nic sobie w nie zrobić.
- Dzisiaj mogę zrobić tylko tyle, ale jutro będziesz musiała przyjechać, żebyśmy mogli zobaczyć, co się dokładnie stało - powiedział w końcu lekarz. Nie sądziłam, że jest to na tyle poważne, żeby trzeba było robić jakieś badania.
- Okey. Powiem o tym trenerowi - odpowiedziałam. Mogłam już wyjść, ale oczywiście musiałam dostać kule, żeby nie nadwyrężać kolana.
Gdy opuściłam gabinet na korytarzu nikogo nie było. Myślałam, że trener na mnie poczeka, ale cóż. Skierowałam się od razu do szatni. Tam oczywiście nikogo nie zastałam. Wszystkie dziewczyny pewnie wróciły już na boisko. Dlatego, najszybciej jak mogłam, przebrałam się i o kulach poszłam w stronę wyjścia na boisko.
Oczywiście dotarcie tam zajęło mi dłużej niż normalnie, a tym bardziej wejście po schodach, ale jakoś mi się udało i weszłam na murawę.
Na środku boiska od razu zauważyłam dziewczyny z mojej drużyny, które siedziały w okręgu, o czymś żywo dyskutując. Dopiero, gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że nie były same. Znajdowały się tam jeszcze trzy osoby, które znałam, jedną nawet osobiście. I wtedy domyśliłam się, co było niespodzianką dla drużyny, która zdobędzie mistrzostwo.
Spotkanie z triem MSN Barcelony. Mogłam się tego spodziewać już od momentu, gdy dowiedziałam się, że to wszystko organizuje Barca. Leo Messi, Luis Suarez i Neymar siedzieli pośród dziewczyn z mojej drużyny i sobie z nimi rozmawiali. Uśmiechnęłam się na ten widok. Zawsze wiedziałam, że cała ich trójka jest normalna.
Przez chwilę stałam w miejscu obserwując ich wszystkich, ale zaraz zaczęłam ponownie podążać w ich stronę. Byłam może dziesięć metrów od nich, gdy nagle Niki obejrzała się i mnie spostrzegła. Od razu podniosła się i zaczęła biec w moją stronę. Reszta też wstała z murawy.
- Boże, Sel, co ci się stało? - zaczęła panikować Niki, od razu, gdy tylko znalazła się obok mnie. Oczywiście z każdą chwilą zjawiało się wokół mnie coraz więcej osób.
- Nic mi się nie stało. Po prostu kolano trochę mnie boli po tym upadku. Nic poważnego - odpowiedziałam dziewczynom, a w tym samym momencie podeszli do mnie Leo, Luis i Neymar.



Wróciłam! Szczerze mówiąc, to była zaskoczona, jak wiele osób czekało na mój powrót! Ciągle pytałyście kiedy kolejny, a to coraz bardziej motywowało mnie do pisania! Tak więc, napisałam w czwartek i piątek moje egzaminy :D Niestety nie poszło mi jakoś wybitnie dobrze, bo załamałam się, gdy zobaczyłam zadania z fizyki, biologii, geografii i matematyki, ale ważne, że mam to już za sobą :D  Jak się podoba pierwszy rozdział po przerwie? Jak myślicie, jak zachowa się Selena?

Pozdrawiam,
Neyforever :*

środa, 6 kwietnia 2016

Rozdział 25.

~ Love ya :*


KONIECZNIE PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! DLA CIEBIE JAKO CZYTELNIKA JEST ONA BARDZO WAŻNA!

- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz jechać z nami w zastępstwie za Clarę.
- Że co?! - zawołałam. - Nigdzie nie jadę!
- Musisz jechać na te Mistrzostwa. Nie masz wyjścia - powiedział trener.
- Gdy dołączałam do drużyny nie było mowy o żadnych mistrzostwach!
- Ale teraz jest. Musisz pojechać.
- Nie zmusi mnie pan - powiedziałam oburzona.
- Owszem, Seleno, zmuszę. Bo to twoja jedyna okazja, żeby mieć przyzwoitą ocenę z wfu.
Zacisnęłam zęby i powstrzymałam się, żeby mu czegoś nie powiedzieć. Jakim prawem on każe mi jechać razem z nimi?! Wiem, że przez praktycznie cały rok obijałam się na lekcjach wfu, ale to nie jest pretekst do tego, żeby wystawiać mi propozycję trójki na koniec szkoły. A może i jest?
Spojrzałam się na swojego trenera. Siedział z uśmiechem na ustach. Wiedział, że właśnie wygrał. Że udało mu się mnie przekonać.
- Niech panu będzie - odpowiedziałam. - Pojadę na te głupie Mistrzostwa. Jako rezerwowa?
- Jako rezerwowa - zgodził się mój trener. - No to idziemy teraz na trening!

*****

- A wiedziałaś miny tych dziewczyn? Były bezcenne! - zaśmiała się Amber, jedna z moich współlokatorek. Grała jako jedna z obrończyń.
Znajdowałyśmy się w hotelu w centrum Barcelony. Dziś pierwszy dzień naszego pobytu tutaj. A zostajemy tu na cztery dni. Jest wcześnie, dopiero wróciłyśmy z treningu i śmiejemy się z dziewczyn, z którymi trenowałyśmy. Było serio pozytywnie. Podobało mi się.
W końcu mogłam poczuć się tak, jak czuł się Neymar. Ale w związku z nim, to nie powiedziałam mu o swoim pobycie w Barcelonie. Nie wiem czemu, po prostu tak wyszło.
A co do mojego pojawienia się tutaj, to chyba należą się pewne wyjaśnienia. A więc tak: Jakiś czas temu postanowiłam spróbować swoich sił w piłce nożnej. Lubiłam, gdy czasami grałam z Neyem, więc pomyślałam "dlaczego nie"? No i tak wpadłam na pomysł, żeby zapisać się do szkolnej drużyny. Nie nastawiałam się oczywiście na jakieś ogromne sukcesy. Miałam po prostu ochotę trochę sobie pograć. Nie powiedziałam o tym Neymarowi, ponieważ nie uważałam tego za istotne. Dla mnie była to tylko zabawa. Ale nie spodziewałam się, że nagle będę zmuszona do zagrania w jakichkolwiek zawodach.
Pierwszy mecz - ćwierćfinałowy, mamy zagrać dzisiaj na jakimś stadionie. Mini Estadi jeśli się nie mylę. Z tego co opowiadał mi trener zrozumiałam, że gra tu żeńska sekcja FC Barcelony. Nie nastawiałam się jakoś specjalnie na grę tam choć przez minutę, więc jakoś zbytnio się tym nie jarałam.
W środę, czyli jutro rozgrywane będą mecze półfinałowe, a w piątek, po dniu przerwy odbędzie się finał. Patrząc na umiejętności dziewczyn byłam pewna, że w półfinałach zagrają na pewno. Ale też i finał stał przed nimi otworem.
Jednak mimo wszystko chyba najbardziej zdziwiona byłam dziś, gdy dowiedziałam się, że patronem i organizatorem całych tych Mistrzostw jest właśnie Barca. Ale mimo wszystko najbardziej ciekawiło mnie to, że drużyny finałowe dostaną jakąś niespodziankę. Byłam mega ciekawa tego, co nią będzie. Z resztą nie tylko ja. Wszystkie dziewczyny się nad tym zastanawiały.
Oczywiście temat mnie i Neymara cały czas był na topie tutaj, jaki i w naszej szkole. Osoby, które nie były na balu, upierały się, że to wcale nie jest prawda, a ci, którzy nas razem widzieli, wykłócali się z nimi o to, kto ma rację. Ja naprawdę cieszyłam się, że mnie tam teraz nie ma. Inaczej byłabym centrum całego tego zamieszania.
Chociaż tutaj tez nie miałam łatwo. Dziewczyny rozumiały mnie i moją aktualną sytuację, ale mimo to oczywiście musiały zapytać o to, czy nasz związek nie jest fikcją. Nie odpowiedziałam im. Powiedziałam im jedynie, że to zależy od tego w co wierzą. Więcej nie poruszyły tego tematu. I za to im oczywiście dziękuję.
Czas do wieczora minął nam wszystkim bardzo szybko. O godzinie osiemnastej do naszego pokoju wszedł trener i zarządził, że za pół godziny mamy być już w holu. Żadna z nas nie śmiała dyskutować. Może i nasz trener był starszy od nas o jedynie cztery lata, ale mimo wszystko był chwilami bardzo stanowczy.
Tak więc zgodnie z umową pół godziny później całą drużyną zebrałyśmy się w holu. Potem wyjechałyśmy w drogę na stadion. Tam odbyłyśmy krótki trening i o godzinie dwudziestej wyznaczona jedenasta z naszej drużyny wybiegła na murawę stadionu. Mecz się zaczął, a ja cieszyłam się, że mogę go oglądać z ławki rezerwowych. To mimo wszystko było fajne doświadczenie. Dziewczyny dawały z siebie 100%. Po upłynięciu pierwszej połowy jedna część rozmawiała z trenerem, a druga mogła sobie trochę pokopać przez przerwę. Ja byłam w tej drugiej grupie. Na szczęście.
Ale te piętnaście minut przerwy minęło bardzo szybko i trzeba było wrócić do grzania ławki. Po upłynięciu czterdziestej minuty gry trener zmienił trzy osoby, czym wykorzystał limit na dzisiejsze spotkanie. A ja pozostałam na ławce. Uff.
Mecz trwał godzinę, więc w chwili upłynięcia sześćdziesiątej minuty mecz został zakończony. I tak jak się spodziewałam, będę miała okazję oglądać jeszcze jeden mecz, ponieważ dziewczyny wygrały spotkanie 1:0. Byłam z nich cholernie dumna. Kibicowanie weszło mi już po prostu w krew.
Gdy wracałyśmy autokarem do hotelu, było tak głośno, że bez problemu mogła mnie rozboleć głowa. Radość z wygranej była ogromna i choć w niej nie uczestniczyłam, to i tak strasznie się cieszyłam i świętowałam razem z pozostałymi dziewczynami.
Ale akurat gdy darłyśmy się wniebogłosy w autokarze, zaczął dzwonić mój telefon. I musiał być to oczywiście nie kto inny, jak mój chłopak. Byłam zmuszona odrzucić połączenie, co nie zdarzało mi się często. W ramach przeprosin szybko napisałam do niego wiadomość.
"Kochanie, przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Mam małe urwanie głowy, ale zadzwonię gdy tylko będę miała trochę spokoju. Pamiętaj, że cię kocham :*"
Oczywiście Neymar nie byłby Neymarem, gdyby mi nie odpisał:
"Mam nadzieję, że wszystko okey. Dzwoń o obojętnie jakiej porze. Ja i tak raczej długo nie zasnę. Love ya :*"
Nie powiem, byłam zdziwiona, że Junior posłużył się angielskim, no ale widocznie postanowił zacząć go używać. Byłam z niego taka dumna.
Ale wracając do rzeczywistości, to gdy wróciłyśmy do hotelu dostałyśmy przykazanie od trenera, że mamy od razu iść spać i jutro o dziesiątej zjawić się na zbiórce. Każda z nas grzecznie mu przytakiwała, ale tak naprawdę wszystkie wiedziałyśmy, że tak nie będzie. Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy czegoś nie zrobiły. Iść tak po prostu spać byłoby dla nas nienormalne.
Chwilę po tym, jak weszłyśmy do pokoju rozpętała się wojna na poduszki. Nasze piski zwróciły uwagę dziewczyn z pokoi obok, więc one tez postanowiły się do nas przyłączyć. Potem, gdy się już uspokoiłyśmy, zaczęłyśmy tak po prostu rozmawiać. Było to naprawdę proste, ale tak serio to nigdy w szkole nie miałyśmy okazji tak normalnie porozmawiać. Oczywiście znałyśmy się, ale nie wiedziałyśmy o sobie zbyt dużo. Teraz właśnie był czas, żeby to nadrobić I nie powiem, spędziłam ten wieczór w bardzo fajnym towarzystwie. Większość dziewczyn wyszła od nas dopiero po północy i wtedy zostałyśmy we trzy. Przebrałyśmy się w piżamy i jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, ale Amber i Niki szybko zasnęły.
I wtedy pomyślałam, że to idealna okazja, żebym mogła porozmawiać trochę z Neymarem.
Zgasiłam światło w pokoju i po upewnieniu się, że dziewczyny na pewno śpią, wyszłam na balkon.
Wybrałam numer do Neymara i oczywiście nie musiałam czekać długo, żeby usłyszeć jego głos.
- Selena! Nareszcie! - zawołał radośnie. Nie wiem czy ja byłam równie szczęśliwa. Było chyba zbyt późno, żebym była zdolna wykazywać jakieś wyższe emocje.
- Hey. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej rozmawiać, ale dziewczyny zapewniły mi trochę atrakcji na ten wieczór. - przyznałam po części prawdę. Bo przecież wieczór spędziłam z dziewczynami.
- Nie ma problemu, ja i tak muszę siedzieć z Jotą, więc nie robi mi to różnicy. Ten idiota spał do dwunastej, a teraz jęczy, że nie chce mu się spać.
Zaśmiałam się. Jota jest naprawdę dobrym przyjacielem, ale czasami faktycznie robi się strasznie marudny.
- A korzystając z okazji, jak sytuacja w szkole? - zapytał. Myślałam, że nie będzie pamiętał o tym całym zamieszaniu związanym z wyjściem na jaw naszego związku, ale jednak się myliłam. Pamiętał.
- Nie było najgorzej, po za tym, że mówiła o tym cała szkoła i nie miałam spokoju przez cały dzień. Myślę, że zdecydowana większość dziewczyn jest po prostu o to zazdrosna, dlatego próbują mnie zdenerwować. A za to chłopacy dzielą się na dwie grupy: na tych którzy chcieliby cię poznać i tych, którzy ciągle bronią mnie przed dziewczynami - opowiedziałam mu pokrótce to, co działo się w poniedziałek w szkole. Oczywiście nie miałam zamiaru wspominać mu o tym, że dzisiaj nie było mnie tam. - A jak u ciebie?
- Kiedy tylko gdzieś wychodzę, od razu pojawia się przy mnie pełno dziennikarzy i wszyscy wypytują mnie tylko o jedno. O ciebie. Nie wierzę, że nadal nie wiedzą kim jesteś. Myślałem mimo wszystko, że szybciej zdobędą te informacje - przyznał.
- Nie powiedziałeś im nic? - zapytałam z nadzieją, że jednak Ney potwierdzi moje przypuszczenia. Naprawdę nie miałam ochoty na stanie się "gwiazdką" mediów tylko dlatego, że spotykam się z piłkarzem Barcy.
- Jasne, że nie. I nie mam zamiaru im o tym mówić. Im dłużej nie będą wiedzieć, tym lepiej dla ciebie.
Zaraz potem zmieniliśmy temat. Raczej nie chciałam "umilać" sobie dzisiejszej nocy rozmową o dziennikarzach i wszystkim co teraz się wokół nas działo. To było dla mnie zbyt dużo.
I nawet się nie obejrzeliśmy, gdy wybiła trzecia w nocy. I wtedy nagle przypomniałam sobie o jutrzejszym rannym treningu. Już od dawna powinnam spać. Tak samo Neymar, który przecież jutro też musi odbyć swoje wszystkie treningi. Jednak nawet mimo to nie skończyliśmy naszej rozmowy. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilkanaście minut, ale byłam zmuszona się rozłączyć pod pretekstem zmęczenia, gdy usłyszałam, że Amber się przebudza. Wolałam, żeby nie wiedziała, co do tej pory robiłam.
Moja koleżanka w końcu obudziła się, a chwilę później poszła do łazienki. Korzystając z okazji wślizgnęłam się po cichu do pokoju i położyłam się pod kołdrę. I istotnie byłam bardzo zmęczona, tak, jak powiedziałam Neyowi, bo zanim Amber zdążyła wrócić do naszego pokoju, ja pogrążyłam się już w głębokim śnie.

****

- Selena! - ktoś krzyknął mi prosto do ucha. Szybko odszukałam ręką po omacku twarz tego "kogoś" i odepchnęłam go na długość mojego ramienia. Zaraz potem nakryłam głowę poduszką.
- Nigdzie nie idę, możecie jechać na trening beze mnie - powiedziałam zaspanym głosem. Dobrze wiedziałam, która jest godzina. Pewnie dopiero niedawno minęła siódma, bo tej właśnie godzinie miałyśmy wszystkie wstać, żeby zacząć się przygotowywać.
- Bardzo dobrze wiesz, że nie możemy cię tu zostawić, więc wstawaj w tej chwili - dobiegł do mnie podniesiony głos "kogoś".
- Trenerze noooo! - zawołałam, lekko podnosząc głowę z nad poduszki.
- Czekam na ciebie, Selena! - powiedział, oddalając się ode mnie. Chyba szedł w stronę drzwi.
- A idź ty! - westchnęłam niezbyt głośno.
- Słyszałem! 10 minut! - zawołał trener, a chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
No cóż, nie mam wyboru, trzeba wstawać.
Niechętnie, a nawet bardzo niechętnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam się ubierać. Było mi wszystko jedno co założę, bo przecież przed treningiem i tak będę musiała się przebrać. Od niechcenia rozczesałam włosy, spięłam je w kucyka i byłam gotowa. Wzięłam tylko telefon i torbę i mogłam wychodzić.
Gdy wreszcie zjawiłam się na zbiórce przed wyjazdem, trener był prawie wniebowzięty. Chyba naprawdę wyczekiwał ogromnie mojego pojawienia się. Ucieszony przeliczył nas wszystkie i po kilku minutach mogliśmy jechać na stadion.

*dwa dni później*
*Neymar*

- Wstawaj idioto!
Krzyki Daniego z samego rana zdecydowanie nie były tym, czego chciałem. Czym ja sobie na to zasłużyłem?
- Czego?! - zawołałem. Nawet nie podniosłem głowy z nad poduszki. Nie zamierzałem wstawać, chyba że mój przyjaciel mnie do tego zmusi.
- Jak nie wstaniesz w tej chwili to się spóźnisz!
- Niby na co? Trening mamy za godzinę, zdążę! - odkrzyknąłem i chciałem  wrócić do spania. Ale jednak nie ma tak dobrze.
- A czy ty czasami nie zapomniałeś, że nie jedziesz dzisiaj na trening?
- To tym bardziej nie wiem, czemu mnie męczysz z samego rana! - po omacku szukałem ręką Daniego, żeby móc go uderzyć, ale musiał stać za daleko.
- Bo Enrique wiedział, że tak będzie i kazał mi przed treningiem przypomnieć ci, że masz dzisiaj te spotkanie z jakimiś tam dziewczynami - powiedział Dani tonem mądrego, a ja momentalnie zerwałem się z łóżka. Jednak mnie do tego zmusił.
Kompletnie zapomniałem o tym, że dzisiaj jestem zwolniony z treningów na rzecz Mistrzostw Katalonii dziewczyn. Cały dzień mieliśmy spędzić przyglądając się przygotowaniem do meczu, a wieczorem mieliśmy obejrzeć mecz finałowy o mistrzostwo. Cały dzień spędzony na imprezie sponsorowanej przez właśnie Barcę.
- Dzięki, że mi przypomniałeś - zwróciłem się do Daniego, który stał rozradowany w drzwiach mojej sypialni.
- Nie ma za co stary. Ja już się będę zbierał. Na razie. Tylko się nie spóźnij! - powiedział i z uśmiechem opuścił mój pokój.
- Postaram się - zawołałem za nim. Zaraz potem wróciłem do szukania odpowiednich ubrań.
W końcu musiałem jakoś wyglądać. Nie jadę na partyjkę pokera ze znajomymi, ale na mecz fanatyczek piłki nożnej. Trzeba było się dobrze prezentować.
Dlatego więc półtorej godziny później stałem przed lustrem ubrany w koszulę i nisko opuszczone jeansy. Założyłem do tego nawet krawat i kapelusz. Byłem gotowy do wyjścia. Zabrałem jeszcze kilka niezbędnych rzeczy takich, jak telefon i kluczyki i mogłem wychodzić. Dlatego zbiegłem szybko po schodach i kilka minut później jechałem już drogą w stronę stadionu treningowego żeńskiej sekcji Barcy. Przyznam szczerze, że odkąd pojawiłem się w Barcelonie nie byłem tam jeszcze ani razu.
Była za dziesięć pierwsza, gdy parkowałem swój samochód przed obiektem treningowym. O dziwo byłem dzisiaj przed czasem. Jednak oczywiście Leo, Luis i Enrique już na mnie czekali. Nawet jeśli byłem przed czasem to musiałem się spóźnić. Typowe.
- No to jesteśmy w komplecie - powiedział trener, gdy już do nich dołączyłem. - Musimy się podzielić, więc myślę, że Neymar i Leo pójdziecie razem, a ja zostanę z Luisem.
- No dobrze, ale co mamy robić? - zapytał od razu Messi.
- Wy na razie idziecie na konferencję, a my idziemy obejrzeć trening jednej z drużyn. Potem się zamienimy i wy obejrzycie trening drugiej drużyny, a my pójdziemy na konferencję - odpowiedział Enrique.
Razem z Leo pokiwaliśmy głowami i poszliśmy w stronę sali konferencyjnej. Messi mnie prowadził, widocznie miał okazję już się tu kiedyś znaleźć. Zanim weszliśmy do środka, zamieniliśmy ze sobą parę słów, a potem zaczęła się konferencja.
Nie mam pojęcia po co to wszystko. To tylko jakieś głupie zawody dziewczyn sponsorowane przez FC Barcelonę, a dziennikarze muszą robić z tego wielkie wydarzenie. Jeśli już tak ma być, to dlaczego rozmawiają z nami, a nie z dziewczynami, które będą grać? I w ogóle dlaczego byliśmy zmuszeni pojawić się tu w samo południe, jeśli mecz rozpoczyna się dopiero o godzinie osiemnastej? Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, ale i tak uważam to za jedną ogromną głupotę.
Konferencja jest koszmarnie nudna i dłuży się w nieskończoność. Po jakichś dwudziestu minutach przestałem się odzywać. Na wszystkie pytania dziennikarzy odpowiadał Leo, a ja zabierałem głos tylko, jeśli pytanie kierowane było konkretnie do mnie. Oczywiście nie mogło się obyć bez pytania o moją "nową dziewczynę z Mountblanc". Gdy to usłyszałem, nie mogłem się nie zaśmiać. Przez chwilę na sali zapanowała cisza i spojrzenia wszystkich skierowane były na moją osobę. Wszyscy uważnie wysłuchiwali, co takiego powiem. Nawet mój przyjaciel. W końcu postanowiłem się odezwać:
- Tak, to prawda. Mam dziewczynę i pochodzi ona właśnie z tego miasta. Ale wiem, że chcielibyście dowiedzieć się o niej czegoś co wszystkich zaskoczy. Że jest znana, popularna, że jest modelką albo aktorką. Ale nie. Nic takiego nie usłyszycie. Nie jest ona kimś, kogo wszyscy znają, a ja sam nie chcę, żeby nagle stała się sławna. Nie jest żadną celebrytką, prowadzi normalne życie i wolałbym dla niej, aby nie musiała przeżywać tego wszystkiego, co przeżywać będąc sławnym muszę ja. Kocham ją, dlatego chcę dla niej, jak najlepiej. Więc proszę, aby wszyscy przestali wypytywać o to, kim ona jest. Jeśli będzie na to gotowa, to na pewno zdecyduje się na to, żeby powiedzieć światu, że to ona - powiedziałem i przez chwilę na sali znów zapanowała cisza. A zaraz potem wszyscy nagle zaczęli mieć do mnie pytania. Miałem nadzieję, że to co powiedziałem, sprawi, że dadzą sobie spokój, ale tak się jednak nie stało. Zrezygnowany wybrałem jednego z dziennikarzy, aby mógł zadać swoje pytanie.
- Czyli, że wstydzi się pan ogłosić światu, kto jest pana wybranką? - usłyszałem i chyba nie mogłem uwierzyć. Przyłożyłem dłoń do twarzy, a chwilę później przeciągnąłem nią po włosach. Skąd ludziom biorą się takie głupie pomysły?
- A powie mi pan, dlaczego miałbym być z dziewczyną, której się wstydzę? Przecież to nielogiczne. Dlaczego miałbym być w związku z osobą, z którą nie chcę dzielić mojego całego życia, łącznie z popularnością? Jeśli nie zrozumiał pan tego, co powiedziałem przed chwilą, to powtórzę. Nie chcę zdradzać kim jest moja dziewczyna z troski o nią. Chcę, żeby nadal mogła prowadzić życie takie, jakie prowadziła do tej pory - powiedziałem już lekko rozdrażniony. Ludzka głupota czasami mnie przeraża.
O dziwo nikt więcej o nic nie pytał. Dziennikarze chyba na dobre odpuścili sobie temat Seleny i zaczęli pytać o rzeczy związane z piłką i zawodami. I tu znowu zaczął wypowiadać się niezawodny Leo.
Nawet nie zdążyłem się obejrzeć jak minęło półtorej godziny, a my dopiero opuszczaliśmy salę konferencyjną. Ile można mieć pytań, ludzie?! Mało tam nie usnąłem, ponieważ prawie wcale się nie odzywałem. Ale teraz na reszcie mamy spokój.
- Gdzie mamy teraz iść? Głodny jestem - powiedziałem do Leo, gdy szliśmy jednym z korytarzy.
- Ja też. Dlatego właśnie idziemy na obiad - odpowiedział mój przyjaciel i przyspieszył kroku.
Zaczęliśmy z Leo rozmawiać i rozładowało to ciężką atmosferę, jaka była wokół nas po zakończeniu konferencji. Kilka minut później znaleźliśmy się w kawiarence, gdzie czekali już na nas Enrique i Suarez.
- I jak było na treningu? - zagadnął ich Messi, gdy siadaliśmy przy stoliku.
- Trening jak trening. Jakiś mega wybitny to on nie był, ale jak na dziewczyny z liceum to całkiem nieźle - przyznał Luis. Oczywiście "gruby" musiał się już obżerać.
Mieliśmy godzinę czasu do rozpoczęcia drugiego treningu i konferencji, więc cały ten czas spędziliśmy na jedzeniu i rozmawianiu.
Wszystko co potem robiliśmy minęło nam bardzo szybko i nawet się nie obejrzeliśmy, a było już po treningu drużyny z Terrassy, na którym byłem razem z Messim i siedzieliśmy na trybunach Camp Nou oczekując na rozpoczęcie meczu finałowego Mistrzostw Katalonii.
Muszę przyznać, że siedzenie w loży honorowej było naprawdę przyjemne i fajnie widać było stąd całe boisko. Ale już nie mogłem się doczekać rozpoczęcia tego meczu. W końcu mało kiedy mam okazję oglądać mecz z trybun Camp Nou.
I po piętnastu minutach moje prośby zostały wysłuchane. Na murawie pojawiły się dwa zespoły, obydwa ubrane w stroje Barcy: jeden w domowe, a drugi w wyjazdowe. Odsłuchaliśmy hymn Katalonii, dziewczyny podały sobie ręce i kilka minut później zabrzmiał pierwszy gwiazdek. I nie uważam, że potrzebny jest szczegółowy opis tego meczu. W czasie pierwszej połowy drużyna z Terrassy strzeliła jedną bramkę, a po piętnastu minutach przerwy rozpoczęto drugą połowę, która była o niebo ciekawsza od pierwszej. A szczególnie od momentu, gdy w czterdziestej minucie usłyszałem komunikat:
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.






Takie masło maślane trochę z tego rozdziału :/ Strasznie dużo opisów, mało dialogów...
I muszę przyznać szczerze, że ostatnim czasem na bloga wchodzi coraz mniej osób. Nie wiem czym to jest spowodowane, może tym, że w szkołach zaczynają się niedługo wszystkie egzaminy? Nie mam pojęcia. W każdym razie myślę, że w najbliższym czasie będę musiała zrezygnować na jakiś czas z pisania jakichkolwiek rozdziałów, bo sama też w tym roku mam egzaminy. Więc istnieje możliwość, że przez jakiś czas mnie po prostu nie będzie, ale jeśli pojawią się jakieś informacje, to szukajcie ich zaraz pod nagłówkiem strony.
Przepraszam, Neyforever :*