~ Love ya :*
KONIECZNIE PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! DLA CIEBIE JAKO CZYTELNIKA JEST ONA BARDZO WAŻNA!
- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz jechać z nami w zastępstwie za Clarę.
- Że co?! - zawołałam. - Nigdzie nie jadę!
- Musisz jechać na te Mistrzostwa. Nie masz wyjścia - powiedział trener.
- Gdy dołączałam do drużyny nie było mowy o żadnych mistrzostwach!
- Ale teraz jest. Musisz pojechać.
- Nie zmusi mnie pan - powiedziałam oburzona.
- Owszem, Seleno, zmuszę. Bo to twoja jedyna okazja, żeby mieć przyzwoitą ocenę z wfu.
Zacisnęłam zęby i powstrzymałam się, żeby mu czegoś nie powiedzieć. Jakim prawem on każe mi jechać razem z nimi?! Wiem, że przez praktycznie cały rok obijałam się na lekcjach wfu, ale to nie jest pretekst do tego, żeby wystawiać mi propozycję trójki na koniec szkoły. A może i jest?
Spojrzałam się na swojego trenera. Siedział z uśmiechem na ustach. Wiedział, że właśnie wygrał. Że udało mu się mnie przekonać.
- Niech panu będzie - odpowiedziałam. - Pojadę na te głupie Mistrzostwa. Jako rezerwowa?
- Jako rezerwowa - zgodził się mój trener. - No to idziemy teraz na trening!
*****
- A wiedziałaś miny tych dziewczyn? Były bezcenne! - zaśmiała się Amber, jedna z moich współlokatorek. Grała jako jedna z obrończyń.
Znajdowałyśmy się w hotelu w centrum Barcelony. Dziś pierwszy dzień naszego pobytu tutaj. A zostajemy tu na cztery dni. Jest wcześnie, dopiero wróciłyśmy z treningu i śmiejemy się z dziewczyn, z którymi trenowałyśmy. Było serio pozytywnie. Podobało mi się.
W końcu mogłam poczuć się tak, jak czuł się Neymar. Ale w związku z nim, to nie powiedziałam mu o swoim pobycie w Barcelonie. Nie wiem czemu, po prostu tak wyszło.
A co do mojego pojawienia się tutaj, to chyba należą się pewne wyjaśnienia. A więc tak: Jakiś czas temu postanowiłam spróbować swoich sił w piłce nożnej. Lubiłam, gdy czasami grałam z Neyem, więc pomyślałam "dlaczego nie"? No i tak wpadłam na pomysł, żeby zapisać się do szkolnej drużyny. Nie nastawiałam się oczywiście na jakieś ogromne sukcesy. Miałam po prostu ochotę trochę sobie pograć. Nie powiedziałam o tym Neymarowi, ponieważ nie uważałam tego za istotne. Dla mnie była to tylko zabawa. Ale nie spodziewałam się, że nagle będę zmuszona do zagrania w jakichkolwiek zawodach.
Pierwszy mecz - ćwierćfinałowy, mamy zagrać dzisiaj na jakimś stadionie. Mini Estadi jeśli się nie mylę. Z tego co opowiadał mi trener zrozumiałam, że gra tu żeńska sekcja FC Barcelony. Nie nastawiałam się jakoś specjalnie na grę tam choć przez minutę, więc jakoś zbytnio się tym nie jarałam.
W środę, czyli jutro rozgrywane będą mecze półfinałowe, a w piątek, po dniu przerwy odbędzie się finał. Patrząc na umiejętności dziewczyn byłam pewna, że w półfinałach zagrają na pewno. Ale też i finał stał przed nimi otworem.
Jednak mimo wszystko chyba najbardziej zdziwiona byłam dziś, gdy dowiedziałam się, że patronem i organizatorem całych tych Mistrzostw jest właśnie Barca. Ale mimo wszystko najbardziej ciekawiło mnie to, że drużyny finałowe dostaną jakąś niespodziankę. Byłam mega ciekawa tego, co nią będzie. Z resztą nie tylko ja. Wszystkie dziewczyny się nad tym zastanawiały.
Oczywiście temat mnie i Neymara cały czas był na topie tutaj, jaki i w naszej szkole. Osoby, które nie były na balu, upierały się, że to wcale nie jest prawda, a ci, którzy nas razem widzieli, wykłócali się z nimi o to, kto ma rację. Ja naprawdę cieszyłam się, że mnie tam teraz nie ma. Inaczej byłabym centrum całego tego zamieszania.
Chociaż tutaj tez nie miałam łatwo. Dziewczyny rozumiały mnie i moją aktualną sytuację, ale mimo to oczywiście musiały zapytać o to, czy nasz związek nie jest fikcją. Nie odpowiedziałam im. Powiedziałam im jedynie, że to zależy od tego w co wierzą. Więcej nie poruszyły tego tematu. I za to im oczywiście dziękuję.
Czas do wieczora minął nam wszystkim bardzo szybko. O godzinie osiemnastej do naszego pokoju wszedł trener i zarządził, że za pół godziny mamy być już w holu. Żadna z nas nie śmiała dyskutować. Może i nasz trener był starszy od nas o jedynie cztery lata, ale mimo wszystko był chwilami bardzo stanowczy.
Tak więc zgodnie z umową pół godziny później całą drużyną zebrałyśmy się w holu. Potem wyjechałyśmy w drogę na stadion. Tam odbyłyśmy krótki trening i o godzinie dwudziestej wyznaczona jedenasta z naszej drużyny wybiegła na murawę stadionu. Mecz się zaczął, a ja cieszyłam się, że mogę go oglądać z ławki rezerwowych. To mimo wszystko było fajne doświadczenie. Dziewczyny dawały z siebie 100%. Po upłynięciu pierwszej połowy jedna część rozmawiała z trenerem, a druga mogła sobie trochę pokopać przez przerwę. Ja byłam w tej drugiej grupie. Na szczęście.
Ale te piętnaście minut przerwy minęło bardzo szybko i trzeba było wrócić do grzania ławki. Po upłynięciu czterdziestej minuty gry trener zmienił trzy osoby, czym wykorzystał limit na dzisiejsze spotkanie. A ja pozostałam na ławce. Uff.
Mecz trwał godzinę, więc w chwili upłynięcia sześćdziesiątej minuty mecz został zakończony. I tak jak się spodziewałam, będę miała okazję oglądać jeszcze jeden mecz, ponieważ dziewczyny wygrały spotkanie 1:0. Byłam z nich cholernie dumna. Kibicowanie weszło mi już po prostu w krew.
Gdy wracałyśmy autokarem do hotelu, było tak głośno, że bez problemu mogła mnie rozboleć głowa. Radość z wygranej była ogromna i choć w niej nie uczestniczyłam, to i tak strasznie się cieszyłam i świętowałam razem z pozostałymi dziewczynami.
Ale akurat gdy darłyśmy się wniebogłosy w autokarze, zaczął dzwonić mój telefon. I musiał być to oczywiście nie kto inny, jak mój chłopak. Byłam zmuszona odrzucić połączenie, co nie zdarzało mi się często. W ramach przeprosin szybko napisałam do niego wiadomość.
"Kochanie, przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Mam małe urwanie głowy, ale zadzwonię gdy tylko będę miała trochę spokoju. Pamiętaj, że cię kocham :*"
Oczywiście Neymar nie byłby Neymarem, gdyby mi nie odpisał:
"Mam nadzieję, że wszystko okey. Dzwoń o obojętnie jakiej porze. Ja i tak raczej długo nie zasnę. Love ya :*"
Nie powiem, byłam zdziwiona, że Junior posłużył się angielskim, no ale widocznie postanowił zacząć go używać. Byłam z niego taka dumna.
Ale wracając do rzeczywistości, to gdy wróciłyśmy do hotelu dostałyśmy przykazanie od trenera, że mamy od razu iść spać i jutro o dziesiątej zjawić się na zbiórce. Każda z nas grzecznie mu przytakiwała, ale tak naprawdę wszystkie wiedziałyśmy, że tak nie będzie. Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy czegoś nie zrobiły. Iść tak po prostu spać byłoby dla nas nienormalne.
Chwilę po tym, jak weszłyśmy do pokoju rozpętała się wojna na poduszki. Nasze piski zwróciły uwagę dziewczyn z pokoi obok, więc one tez postanowiły się do nas przyłączyć. Potem, gdy się już uspokoiłyśmy, zaczęłyśmy tak po prostu rozmawiać. Było to naprawdę proste, ale tak serio to nigdy w szkole nie miałyśmy okazji tak normalnie porozmawiać. Oczywiście znałyśmy się, ale nie wiedziałyśmy o sobie zbyt dużo. Teraz właśnie był czas, żeby to nadrobić I nie powiem, spędziłam ten wieczór w bardzo fajnym towarzystwie. Większość dziewczyn wyszła od nas dopiero po północy i wtedy zostałyśmy we trzy. Przebrałyśmy się w piżamy i jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, ale Amber i Niki szybko zasnęły.
I wtedy pomyślałam, że to idealna okazja, żebym mogła porozmawiać trochę z Neymarem.
Zgasiłam światło w pokoju i po upewnieniu się, że dziewczyny na pewno śpią, wyszłam na balkon.
Wybrałam numer do Neymara i oczywiście nie musiałam czekać długo, żeby usłyszeć jego głos.
- Selena! Nareszcie! - zawołał radośnie. Nie wiem czy ja byłam równie szczęśliwa. Było chyba zbyt późno, żebym była zdolna wykazywać jakieś wyższe emocje.
- Hey. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej rozmawiać, ale dziewczyny zapewniły mi trochę atrakcji na ten wieczór. - przyznałam po części prawdę. Bo przecież wieczór spędziłam z dziewczynami.
- Nie ma problemu, ja i tak muszę siedzieć z Jotą, więc nie robi mi to różnicy. Ten idiota spał do dwunastej, a teraz jęczy, że nie chce mu się spać.
Zaśmiałam się. Jota jest naprawdę dobrym przyjacielem, ale czasami faktycznie robi się strasznie marudny.
- A korzystając z okazji, jak sytuacja w szkole? - zapytał. Myślałam, że nie będzie pamiętał o tym całym zamieszaniu związanym z wyjściem na jaw naszego związku, ale jednak się myliłam. Pamiętał.
- Nie było najgorzej, po za tym, że mówiła o tym cała szkoła i nie miałam spokoju przez cały dzień. Myślę, że zdecydowana większość dziewczyn jest po prostu o to zazdrosna, dlatego próbują mnie zdenerwować. A za to chłopacy dzielą się na dwie grupy: na tych którzy chcieliby cię poznać i tych, którzy ciągle bronią mnie przed dziewczynami - opowiedziałam mu pokrótce to, co działo się w poniedziałek w szkole. Oczywiście nie miałam zamiaru wspominać mu o tym, że dzisiaj nie było mnie tam. - A jak u ciebie?
- Kiedy tylko gdzieś wychodzę, od razu pojawia się przy mnie pełno dziennikarzy i wszyscy wypytują mnie tylko o jedno. O ciebie. Nie wierzę, że nadal nie wiedzą kim jesteś. Myślałem mimo wszystko, że szybciej zdobędą te informacje - przyznał.
- Nie powiedziałeś im nic? - zapytałam z nadzieją, że jednak Ney potwierdzi moje przypuszczenia. Naprawdę nie miałam ochoty na stanie się "gwiazdką" mediów tylko dlatego, że spotykam się z piłkarzem Barcy.
- Jasne, że nie. I nie mam zamiaru im o tym mówić. Im dłużej nie będą wiedzieć, tym lepiej dla ciebie.
Zaraz potem zmieniliśmy temat. Raczej nie chciałam "umilać" sobie dzisiejszej nocy rozmową o dziennikarzach i wszystkim co teraz się wokół nas działo. To było dla mnie zbyt dużo.
I nawet się nie obejrzeliśmy, gdy wybiła trzecia w nocy. I wtedy nagle przypomniałam sobie o jutrzejszym rannym treningu. Już od dawna powinnam spać. Tak samo Neymar, który przecież jutro też musi odbyć swoje wszystkie treningi. Jednak nawet mimo to nie skończyliśmy naszej rozmowy. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilkanaście minut, ale byłam zmuszona się rozłączyć pod pretekstem zmęczenia, gdy usłyszałam, że Amber się przebudza. Wolałam, żeby nie wiedziała, co do tej pory robiłam.
Moja koleżanka w końcu obudziła się, a chwilę później poszła do łazienki. Korzystając z okazji wślizgnęłam się po cichu do pokoju i położyłam się pod kołdrę. I istotnie byłam bardzo zmęczona, tak, jak powiedziałam Neyowi, bo zanim Amber zdążyła wrócić do naszego pokoju, ja pogrążyłam się już w głębokim śnie.
****
- Selena! - ktoś krzyknął mi prosto do ucha. Szybko odszukałam ręką po omacku twarz tego "kogoś" i odepchnęłam go na długość mojego ramienia. Zaraz potem nakryłam głowę poduszką.
- Nigdzie nie idę, możecie jechać na trening beze mnie - powiedziałam zaspanym głosem. Dobrze wiedziałam, która jest godzina. Pewnie dopiero niedawno minęła siódma, bo tej właśnie godzinie miałyśmy wszystkie wstać, żeby zacząć się przygotowywać.
- Bardzo dobrze wiesz, że nie możemy cię tu zostawić, więc wstawaj w tej chwili - dobiegł do mnie podniesiony głos "kogoś".
- Trenerze noooo! - zawołałam, lekko podnosząc głowę z nad poduszki.
- Czekam na ciebie, Selena! - powiedział, oddalając się ode mnie. Chyba szedł w stronę drzwi.
- A idź ty! - westchnęłam niezbyt głośno.
- Słyszałem! 10 minut! - zawołał trener, a chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
No cóż, nie mam wyboru, trzeba wstawać.
Niechętnie, a nawet bardzo niechętnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam się ubierać. Było mi wszystko jedno co założę, bo przecież przed treningiem i tak będę musiała się przebrać. Od niechcenia rozczesałam włosy, spięłam je w kucyka i byłam gotowa. Wzięłam tylko telefon i torbę i mogłam wychodzić.
Gdy wreszcie zjawiłam się na zbiórce przed wyjazdem, trener był prawie wniebowzięty. Chyba naprawdę wyczekiwał ogromnie mojego pojawienia się. Ucieszony przeliczył nas wszystkie i po kilku minutach mogliśmy jechać na stadion.
*dwa dni później*
*Neymar*
- Wstawaj idioto!
Krzyki Daniego z samego rana zdecydowanie nie były tym, czego chciałem. Czym ja sobie na to zasłużyłem?
- Czego?! - zawołałem. Nawet nie podniosłem głowy z nad poduszki. Nie zamierzałem wstawać, chyba że mój przyjaciel mnie do tego zmusi.
- Jak nie wstaniesz w tej chwili to się spóźnisz!
- Niby na co? Trening mamy za godzinę, zdążę! - odkrzyknąłem i chciałem wrócić do spania. Ale jednak nie ma tak dobrze.
- A czy ty czasami nie zapomniałeś, że nie jedziesz dzisiaj na trening?
- To tym bardziej nie wiem, czemu mnie męczysz z samego rana! - po omacku szukałem ręką Daniego, żeby móc go uderzyć, ale musiał stać za daleko.
- Bo Enrique wiedział, że tak będzie i kazał mi przed treningiem przypomnieć ci, że masz dzisiaj te spotkanie z jakimiś tam dziewczynami - powiedział Dani tonem mądrego, a ja momentalnie zerwałem się z łóżka. Jednak mnie do tego zmusił.
Kompletnie zapomniałem o tym, że dzisiaj jestem zwolniony z treningów na rzecz Mistrzostw Katalonii dziewczyn. Cały dzień mieliśmy spędzić przyglądając się przygotowaniem do meczu, a wieczorem mieliśmy obejrzeć mecz finałowy o mistrzostwo. Cały dzień spędzony na imprezie sponsorowanej przez właśnie Barcę.
- Dzięki, że mi przypomniałeś - zwróciłem się do Daniego, który stał rozradowany w drzwiach mojej sypialni.
- Nie ma za co stary. Ja już się będę zbierał. Na razie. Tylko się nie spóźnij! - powiedział i z uśmiechem opuścił mój pokój.
- Postaram się - zawołałem za nim. Zaraz potem wróciłem do szukania odpowiednich ubrań.
W końcu musiałem jakoś wyglądać. Nie jadę na partyjkę pokera ze znajomymi, ale na mecz fanatyczek piłki nożnej. Trzeba było się dobrze prezentować.
Dlatego więc półtorej godziny później stałem przed lustrem ubrany w koszulę i nisko opuszczone jeansy. Założyłem do tego nawet krawat i kapelusz. Byłem gotowy do wyjścia. Zabrałem jeszcze kilka niezbędnych rzeczy takich, jak telefon i kluczyki i mogłem wychodzić. Dlatego zbiegłem szybko po schodach i kilka minut później jechałem już drogą w stronę stadionu treningowego żeńskiej sekcji Barcy. Przyznam szczerze, że odkąd pojawiłem się w Barcelonie nie byłem tam jeszcze ani razu.
Była za dziesięć pierwsza, gdy parkowałem swój samochód przed obiektem treningowym. O dziwo byłem dzisiaj przed czasem. Jednak oczywiście Leo, Luis i Enrique już na mnie czekali. Nawet jeśli byłem przed czasem to musiałem się spóźnić. Typowe.
- No to jesteśmy w komplecie - powiedział trener, gdy już do nich dołączyłem. - Musimy się podzielić, więc myślę, że Neymar i Leo pójdziecie razem, a ja zostanę z Luisem.
- No dobrze, ale co mamy robić? - zapytał od razu Messi.
- Wy na razie idziecie na konferencję, a my idziemy obejrzeć trening jednej z drużyn. Potem się zamienimy i wy obejrzycie trening drugiej drużyny, a my pójdziemy na konferencję - odpowiedział Enrique.
Razem z Leo pokiwaliśmy głowami i poszliśmy w stronę sali konferencyjnej. Messi mnie prowadził, widocznie miał okazję już się tu kiedyś znaleźć. Zanim weszliśmy do środka, zamieniliśmy ze sobą parę słów, a potem zaczęła się konferencja.
Nie mam pojęcia po co to wszystko. To tylko jakieś głupie zawody dziewczyn sponsorowane przez FC Barcelonę, a dziennikarze muszą robić z tego wielkie wydarzenie. Jeśli już tak ma być, to dlaczego rozmawiają z nami, a nie z dziewczynami, które będą grać? I w ogóle dlaczego byliśmy zmuszeni pojawić się tu w samo południe, jeśli mecz rozpoczyna się dopiero o godzinie osiemnastej? Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, ale i tak uważam to za jedną ogromną głupotę.
Konferencja jest koszmarnie nudna i dłuży się w nieskończoność. Po jakichś dwudziestu minutach przestałem się odzywać. Na wszystkie pytania dziennikarzy odpowiadał Leo, a ja zabierałem głos tylko, jeśli pytanie kierowane było konkretnie do mnie. Oczywiście nie mogło się obyć bez pytania o moją "nową dziewczynę z Mountblanc". Gdy to usłyszałem, nie mogłem się nie zaśmiać. Przez chwilę na sali zapanowała cisza i spojrzenia wszystkich skierowane były na moją osobę. Wszyscy uważnie wysłuchiwali, co takiego powiem. Nawet mój przyjaciel. W końcu postanowiłem się odezwać:
- Tak, to prawda. Mam dziewczynę i pochodzi ona właśnie z tego miasta. Ale wiem, że chcielibyście dowiedzieć się o niej czegoś co wszystkich zaskoczy. Że jest znana, popularna, że jest modelką albo aktorką. Ale nie. Nic takiego nie usłyszycie. Nie jest ona kimś, kogo wszyscy znają, a ja sam nie chcę, żeby nagle stała się sławna. Nie jest żadną celebrytką, prowadzi normalne życie i wolałbym dla niej, aby nie musiała przeżywać tego wszystkiego, co przeżywać będąc sławnym muszę ja. Kocham ją, dlatego chcę dla niej, jak najlepiej. Więc proszę, aby wszyscy przestali wypytywać o to, kim ona jest. Jeśli będzie na to gotowa, to na pewno zdecyduje się na to, żeby powiedzieć światu, że to ona - powiedziałem i przez chwilę na sali znów zapanowała cisza. A zaraz potem wszyscy nagle zaczęli mieć do mnie pytania. Miałem nadzieję, że to co powiedziałem, sprawi, że dadzą sobie spokój, ale tak się jednak nie stało. Zrezygnowany wybrałem jednego z dziennikarzy, aby mógł zadać swoje pytanie.
- Czyli, że wstydzi się pan ogłosić światu, kto jest pana wybranką? - usłyszałem i chyba nie mogłem uwierzyć. Przyłożyłem dłoń do twarzy, a chwilę później przeciągnąłem nią po włosach. Skąd ludziom biorą się takie głupie pomysły?
- A powie mi pan, dlaczego miałbym być z dziewczyną, której się wstydzę? Przecież to nielogiczne. Dlaczego miałbym być w związku z osobą, z którą nie chcę dzielić mojego całego życia, łącznie z popularnością? Jeśli nie zrozumiał pan tego, co powiedziałem przed chwilą, to powtórzę. Nie chcę zdradzać kim jest moja dziewczyna z troski o nią. Chcę, żeby nadal mogła prowadzić życie takie, jakie prowadziła do tej pory - powiedziałem już lekko rozdrażniony. Ludzka głupota czasami mnie przeraża.
O dziwo nikt więcej o nic nie pytał. Dziennikarze chyba na dobre odpuścili sobie temat Seleny i zaczęli pytać o rzeczy związane z piłką i zawodami. I tu znowu zaczął wypowiadać się niezawodny Leo.
Nawet nie zdążyłem się obejrzeć jak minęło półtorej godziny, a my dopiero opuszczaliśmy salę konferencyjną. Ile można mieć pytań, ludzie?! Mało tam nie usnąłem, ponieważ prawie wcale się nie odzywałem. Ale teraz na reszcie mamy spokój.
- Gdzie mamy teraz iść? Głodny jestem - powiedziałem do Leo, gdy szliśmy jednym z korytarzy.
- Ja też. Dlatego właśnie idziemy na obiad - odpowiedział mój przyjaciel i przyspieszył kroku.
Zaczęliśmy z Leo rozmawiać i rozładowało to ciężką atmosferę, jaka była wokół nas po zakończeniu konferencji. Kilka minut później znaleźliśmy się w kawiarence, gdzie czekali już na nas Enrique i Suarez.
- I jak było na treningu? - zagadnął ich Messi, gdy siadaliśmy przy stoliku.
- Trening jak trening. Jakiś mega wybitny to on nie był, ale jak na dziewczyny z liceum to całkiem nieźle - przyznał Luis. Oczywiście "gruby" musiał się już obżerać.
Mieliśmy godzinę czasu do rozpoczęcia drugiego treningu i konferencji, więc cały ten czas spędziliśmy na jedzeniu i rozmawianiu.
Wszystko co potem robiliśmy minęło nam bardzo szybko i nawet się nie obejrzeliśmy, a było już po treningu drużyny z Terrassy, na którym byłem razem z Messim i siedzieliśmy na trybunach Camp Nou oczekując na rozpoczęcie meczu finałowego Mistrzostw Katalonii.
Muszę przyznać, że siedzenie w loży honorowej było naprawdę przyjemne i fajnie widać było stąd całe boisko. Ale już nie mogłem się doczekać rozpoczęcia tego meczu. W końcu mało kiedy mam okazję oglądać mecz z trybun Camp Nou.
I po piętnastu minutach moje prośby zostały wysłuchane. Na murawie pojawiły się dwa zespoły, obydwa ubrane w stroje Barcy: jeden w domowe, a drugi w wyjazdowe. Odsłuchaliśmy hymn Katalonii, dziewczyny podały sobie ręce i kilka minut później zabrzmiał pierwszy gwiazdek. I nie uważam, że potrzebny jest szczegółowy opis tego meczu. W czasie pierwszej połowy drużyna z Terrassy strzeliła jedną bramkę, a po piętnastu minutach przerwy rozpoczęto drugą połowę, która była o niebo ciekawsza od pierwszej. A szczególnie od momentu, gdy w czterdziestej minucie usłyszałem komunikat:
- Podwójna zmiana w zespole z Mountblanc. Numer 24 zmieni numer 14, a za zawodniczkę z numerem 9 na boisko wejdzie zawodniczka z numerem 11.
Takie masło maślane trochę z tego rozdziału :/ Strasznie dużo opisów, mało dialogów...
I muszę przyznać szczerze, że ostatnim czasem na bloga wchodzi coraz mniej osób. Nie wiem czym to jest spowodowane, może tym, że w szkołach zaczynają się niedługo wszystkie egzaminy? Nie mam pojęcia. W każdym razie myślę, że w najbliższym czasie będę musiała zrezygnować na jakiś czas z pisania jakichkolwiek rozdziałów, bo sama też w tym roku mam egzaminy. Więc istnieje możliwość, że przez jakiś czas mnie po prostu nie będzie, ale jeśli pojawią się jakieś informacje, to szukajcie ich zaraz pod nagłówkiem strony.
Przepraszam, Neyforever :*