środa, 30 marca 2016

Rozdział 24.

~ "kogoś na moje miejsce"

Neymar i Jota pojechali, ja musiałam zostać. I tylko po to, żebym przez dźwięk irytującego budzika musiała obudzić się i wstać do szkoły. Przyznam, nie było to łatwe, ale jakoś udało mi się zwlec z łóżka. Zwykła przedszkolna rutyna i nagle znalazłam się pod domem, czekając na nadejście Ady. Gdy w końcu się pojawiła, byłam szczęśliwa, jak gdybym właśnie otrzymała dzień wolny od szkoły. Czekałam na nią na dworze aż dwadzieścia minut, a dzisiejszy poranek nie należał mimo wszystko do najcieplejszych.
- Jesteś wreszcie! - zawołałam, przytulając przyjaciółkę na przywitanie. - Zamarzłabym tu zaraz!
- Oj, no przepraszam... Zagadałam się z Michaelem i jakoś tak wyszło... - przyznała.
- Z Michaelem? Przecież chyba wrócił do Madrytu, nie? - zdziwiłam się. Przecież jeszcze sama byłam świadkiem tego, jak rozmawiali o jego powrocie.
- Selena, nie wiem w jakiej epoce ty żyjesz, ale ktoś kiedyś wynalazł takie coś jak Skype - powiedziała Ada wyniosłym głosem.
- Jeny, trzeba było tak od razu... - jęknęłam.
- A tak szczerze, to rozmawialiśmy o tobie - rzekła, co mnie trochę zszokowało. Że o mnie?!
- Co?
- No nie patrz się tak na mnie! - powiedziała, zauważając moje przenikliwe spojrzenie. - Nawet nie wiesz, jak wielkie poruszenie wywołało pojawienie się ciebie z Neymarem na tym balu.
- No nie, czy oni wszyscy nie mają swojego życia i swoich spraw? - przewróciłam oczami. Spodziewałam się jakiejś reakcji ze strony osób, które nas widziały, ale chyba nie aż takiej.
- Najwidoczniej nie. Ale skoro jesteś tak spokojna, to śmiem twierdzić, że nie sprawdzałaś ostatnio żadnych portali plotkarskich - powiedziała, a z moich ust mimowolnie wymsknęło się ciche jęknięcie. Nie, zdecydowanie nie byłam jednak gotowa na ujawnienie światu mojego związku z Neyem.
- A ty co takiego już tam przeczytałaś?
- Pełno bzdur, Chyba każdy z tych portali wstawił już zdjęcia z naszego balu, ale żaden z tego co wiem, nie wie jeszcze z kim tak naprawdę Neymar się tam pojawił. Wzięli te zdjęcia po prostu z Facebooka i nie wiedzą jeszcze kim jesteś. Ale teraz każdy coś podejrzewa.
- Miejmy nadzieję, że nikt z naszych znajomych się nie wygada, bo będę miała po prostu kolokwialnie mówiąc przesrane - westchnęłam.
- Miejmy nadzieję - powtórzyła po mnie przyjaciółka.
Zmieniłyśmy temat, ponieważ nie chciałam jeszcze bardziej denerwować się zaistniałą sytuacją. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że w tym momencie fani Neymara na całym świecie zastanawiają się, kim jest ta brunetka, z którą wybrał się na bal. To zdecydowanie miało prawo mnie denerwować i dekoncentrować.
Do szkoły weszłyśmy dziesięć minut później i nieco zdziwiłyśmy się, gdy ujrzałyśmy prawie puste korytarze. Obydwie spojrzałyśmy na zegarek umieszczony w holu głównym i dopiero wtedy zorientowałyśmy się, że jakieś pięć minut temu zabrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje. Obie rzuciłyśmy się pędem w stronę klasy, w której odbywały się nasze lekcje języka hiszpańskiego.
Ada zapukała do drzwi, weszłyśmy razem do sali i przeprosiłyśmy za spóźnienie. W sali na chwilę zapanowała cisza, ale było to dosłownie kilka krótkich sekund. Potem zaczęły się krzyki i piski na mój widok. No to żegnaj wolności!
- Co tu się dzieje? Proszę zignorować spóźnienie Ady i Seleny, i skupić się na lekcji - nauczycielka przywróciła porządek i ciszę w klasie, za co byłam jej niezmiernie wdzięczna.
Mimo wszystko jednak nie pozbyłam się zaciekawionych spojrzeń, kierowanych w moją stronę przez całą godzinę lekcyjną. To było naprawdę krępujące. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok i przez to byłam tak zdekoncentrowana, że nie mogłam się na niczym skupić.
- Wszystko okej? - zapytała cicho Ada, kilka sekund przed tym, jak zabrzmiał dzwonek na przerwę.
- Nic nie jest okej - odszeptałam i zaczęłam się pakować.
Ale jeśli myślałam, że lekcja była koszmarem, to nawet nie wiem jak nazwać to, co wydarzyło się po moim wyjściu z klasy.
Gdy tylko znalazłam się na korytarzu, otoczyła mnie znaczna grupka osób, które jeden przez drugiego krzyczały, zadawały jakieś pytania, których nawet nie zdołałam nawet całkowicie dosłyszeć przez te wszystkie wrzaski.
Zakryłam uszy dłońmi, aby choć trochę ograniczyć słyszalność tego wszystkiego, a Ada pomogła mi się przedostać przez krąg, który stworzył się wokół nas.
Jednak to wcale nie pomogło. Mimo że niektórzy sobie odpuścili, to cała reszta poszła za mną. Z każdą sekundą, minutą słyszałam coraz więcej z tego, co mówili. Wszyscy pytali o mnie, o Neymara, o nasz związek... Znalazło się kilka osób, które pytały się mnie, czy to na pewno był on. Głowa zaczęła mnie boleć od ciągłego gwaru, jaki panował wokół mnie.
Nie odezwałam się do nikogo słowem, ignorowałam wszystkich ciekawskich, ale gdy dotarłam już na drugą stronę szkoły, gdzie znajdowała się sala od portugalskiego, miałam tego wszystkiego dość. Nie wiem, jak Neymar to wszystko wytrzymuje, ale ja już pierwszego dnia nie daję rady.
- NIE! - krzyknęłam głośno i nagle, a wszystkie głosy wokół mnie ucichły.
Wzięłam głęboki oddech. Ada patrzyła na mnie zaciekawiona tym, co mam zamiar zrobić.
- Błagam was, nie męczcie mnie. Nie chcę o tym mówić i niczego na pewno wam nie powiem. Więc proszę uspokójcie się z tym wszystkim i uszanujcie fakt, że chcę mieć spokój, dobrze? - powiedziałam już spokojniejszym tonem. Każdy z zebranych patrzył się na mnie zdziwiony. Nie spodziewali się takiej odpowiedzi?
- Ale to był Neymar? - jedna z dziewczyn miała na tyle odwagi, żeby mimo wszystkich moich słów, jednak zapytać.
- Tak, to był Neymar. I tyle musi wam wystarczyć - odpowiedziałam i skierowałam się do klasy.
Zdziwiłam się, gdy zauważyłam, że za mną podąża Cristian.
- Sel, poczekaj. Możemy porozmawiać? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Mów - odrzekłam, zabierając swoją dłoń z jego uścisku.
- Ale chciałbym porozmawiać sam na sam - uśmiechnął się przepraszająco w stronę Ady, która wzruszyła jedynie ramionami i spojrzała na mnie.
- Zaraz przyjdę - powiedziałam do niej, zostawiłam torbą na swojej ławce i skinęłam głową do Cristiana. - Chodź.
Przeszliśmy przez krótki korytarz i wyszliśmy na dwór. Oczywiście towarzyszyły temu wścibskie spojrzenia reszty uczniów. Znaleźliśmy się za szkołą, gdzie najczęściej przychodziło się palić papierosy. Nie było to zbyt ciche i odpowiednie miejsce na rozmowę, ale nie miałam wyjścia, gdyż znajdowało się najbliżej sali od języka portugalskiego, w której powinnam znów pojawić się za jakieś dwie minuty.
- To prawda o tobie i tym piłkarzu? - zapytał Cris, nawet nie czekając aż się odezwę.
- Cristian, to chyba naprawdę nie twoja sprawa - westchnęłam. - Wszyscy się o to pytają, a ja naprawdę nie mam siły na te wszystkie pytania odpowiadać. To z kim się umawiam czy nie umawiam to moja prywatna sprawa.
- Czyli nie zamierzasz mi powiedzieć, tak?
- A do czego jest ci to potrzebne, Cris? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ja... - zmieszał się. - Po prostu chcę wiedzieć czy to prawda, tylko tyle. Wiem co do mnie czułaś i chciałbym wiedzieć czy znalazłaś już sobie kogoś na moje miejsce.
Miałam ochotę go uderzyć. Naprawdę. "Kogoś na jego miejsce"?! Przecież on nigdy nie był na miejscu Neymara!
- Masz rację, Cristian. Przez jakiś czas może mi się podobałeś, ale teraz już wiem, że to było tylko powierzchowne. Tak naprawdę nic nigdy do ciebie nie czułam. A ty nigdy nie byłeś na miejscu Neymara - odpowiedziałam wściekła.
Gdyby nie fakt, że znajdowaliśmy się na terenie szkoły, to poprawiłabym mu to, co już kiedyś zrobiłam jego twarzyczce. Ale nie chciałam wzbudzać jeszcze większego zainteresowania w tej szkole moją osobą.
-  Kłamiesz! - oskarżył mnie.
- To tylko twoje zdanie. W każdym bądź razie, odpowiem ci to co wszystkim: Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o moim życiu prywatnym - powiedziałam, odwróciłam się i skierowałam się z powrotem do budynku.
- Czyli jednak jesteście razem - stwierdził, na tyle głośno, żebym mogła to usłyszeć.
- Nic ci do tego - odpowiedziałam i weszłam do szkoły.

****

- Do odpowiedzi przyjdzie... może Selena - rzekła moja nauczycielka. Wcale mnie to oczywiście nie cieszyło. Po odbytej przed chwilą rozmowie z Cristianem byłam wstanie wybuchnąć, jeśli ktoś powie coś nieodpowiedniego.
Wstałam i podeszłam do biurka nauczycielki. W ciszy czekałam na zadanie przez nią pytania.
- No to Seleno, przedstaw się, opowiedz coś o sobie po portugalsku - wydała polecenie.
Od razu zaczęłam mówić. Portugalski nie był dla mnie wymagającym przedmiotem, więc przychodziło mi to z niesamowitą łatwością.
 Gdy już zaczęłam mówić o sobie, oczywiście nie obeszło się bez komentarzy typu:
- Zapomniałaś wspomnieć o swoim kochanym piłkarzyku - oczywiście te słowa musiały wyjść z ust nikogo innego, jak Gigi, naszej klasowej idiotki, blondynki i plastiku. Wątpię, żeby zrozumiała cokolwiek z tego, o czym mówiłam, ale i tak musiała dodać swoich pięć groszy.
Nie zwróciłam jednak na nią uwagi i mówiłam dalej. Nauczycielka słuchała mnie w skupieniu, starając się rozumieć wszystko, o czym mówiłam, a ja skupiona byłam już tylko na tym, żeby nie popełnić żadnego błędu. Jednak spojrzenia wszystkich skierowane na moją osobę, wcale nie ułatwiały mi zadania.
- Co, pewnie twój Neymarek nauczył cię tak mówić po portugalsku, co? Gdzie cię zabrał na wycieczkę? Do Portugalii czy może był bardziej hojny i poleciałaś z nim do Brazylii? - znów usłyszałam znienawidzony, piskliwy głos Gigi i nie wytrzymałam. Jednak zanim zdążyłam jej coś powiedzieć, zdążył odezwać się David.
- Gigi, po prostu przyznaj się, że jej zazdrościsz, a nie odstawiasz tutaj jakieś głupie szopki. każdy wie, jak bardzo chciałabyś być na miejscu Sel.
- Że niby ja jej zazdroszczę? Niby czego? - zaśmiała się, ale i tak wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że David trafił w jej czuły punkt. Gigi była po prostu zła na mnie za to, że miałam coś, czego ona nigdy nie dostanie.
Wywiązała się z tego oczywiście niemała kłótnia, której nasza nauczycielka raczej nie zamierzała przerywać, ale przerwało ją pukanie do drzwi. Wszystkie głosy w klasie ucichły, gdy do klasy wszedł jeden z wf-istów.
- Dzień dobry. Czy mógłbym na chwilę zabrać Selenę? - zapytał, a ja niemało się zdziwiłam. Czy on naprawdę powiedział, że przyszedł tu do mnie?
- Tak, oczywiście - głos nauczycielki, wyrwał mnie ze zdziwienia.
- Selena, zabierz swoje rzeczy, bo raczej już nie wrócisz na lekcję - dobra, teraz to wydało mi się jeszcze bardziej podejrzane.
Mimo wszystko jednak zabrałam swoje książki i torbę, i razem z wf-istą opuściłam klasę.
- O co chodzi, proszę pana? - zapytałam, gdy byliśmy już na korytarzu.
- Zaraz o wszystkim ci opowiem - odpowiedział, idąc przede mną. Kilka minut ciszy później wchodziliśmy do pustego pokoju nauczycielskiego.
- Usiądź proszę - wskazał gestem jedno z krzeseł i sam usiadł naprzeciwko niego.
- Więc mogę się już dowiedzieć o co chodzi? - zadałam pytanie zaraz po tym, jak usiadłam.
- Wiesz, że prowadzę żeńską drużynę piłki nożnej?
- No tak - odrzekłam, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Clara z mojej drużyny złamała nogę. Nie może grać. Jutro jedziemy z całą drużyną na Mistrzostwa Katalonii i ty musisz z nami jechać w zastępstwie za Clarę.
- Że co?!



Niespodzianka? Jak myślicie, jak Selena sobie poradzi? Powie Neymarowi?
A tak btw to proszę Was o komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*

środa, 23 marca 2016

Rozdział 23.

~ Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam!


Gdy przebudziłam się w niedzielę po południu, moja głowa leżała na klatce Neymara. Po całym tym balu z Neyem nie wróciliśmy do domu. Spędziliśmy resztę nocy nad jeziorem w parku. Ja w sukience, Neymar w garniturze i tak we dwoje przesiedzieliśmy kilka godzin na brzegu jeziora. Dużo czasu przesiedzieliśmy w ciszy po prostu będąc przytuleni do siebie, ale dużo także rozmawialiśmy.
Neymar opowiedział mi o swoich planach na przyszłość. O tym, że niedługo zamierza zrobić mi mój własny pokój w jego domu, choć i tak będę spała w jego sypialni. O tym, że w czasie wakacji chce mnie zabrać do Brazylii i Stanów, gdy on będzie uczestniczył w Copa America i Igrzyskach Olimpijskich. O tym, że chce być ze mną dłuuuugo. Opowiedział mi też trochę o swoim dzieciństwie, rodzinie. Ja też dałam trochę od siebie, ale niezbyt dużo, bo nie lubię o tym rozmawiać. Tematy do rozmów się nam nie kończyły, więc byliśmy bardzo zawiedzeni, gdy słońce wzeszło i musieliśmy wracać do domu.
I tak skończyła się chyba najlepsza noc w moim życiu. 
Chciałam się przekręcić, a wtedy poczułam jak mięśnie Neya się napinają. Dosłownie kilka sekund później poczułam jak przytula mnie mocniej i całuje we włosy. 
- Hey - powiedział jeszcze zachrypniętym od spania głosem.
- Hey - odpowiedziałam, nie wiedząc co innego mogłabym powiedzieć.
- Wiesz, że jesteśmy sami? Twoi rodzice wyszli jakieś dwie godziny temu - odezwał się Ney, a ja momentalnie się podniosłam.
- No to taki piękny dzień trzeba wykorzystać - zaśmiałam się i pociągnęłam Neymara za rękę, żeby wstał razem ze mną.
Tak, przyznam, cieszyłam się, że rodziców nie ma w domu. Mimo że jesteśmy dorośli z Neyem, to jednak są sytuacje, w których zachowujemy się jak dzieci i szczerze mówiąc obecność moich rodziców sprawia, że nie do końca możemy być sobą.
- No idziesz? - zapytałam, ruszając do drzwi mojego pokoju.
- A mam inne wyjście? - usłyszałam jego odpowiedź dopiero, gdy byłam już na korytarzu.
Potem usłyszałam Neymara biegnącego zaraz za mną.
Zbiegłam po schodach i przez salon wybiegłam do ogrodu. Stanęłam przy krawędzi basenu, żeby złapać oddech, ale oczywiście Neymar miał już inne plany. Zamiast zatrzymać się przed basenem, on wskoczył do niego, oczywiście pociągając mnie za sobą. Oboje znaleźliśmy się w lodowatej wodzie, spod której jak najszybciej się wynurzyliśmy. Było nam strasznie zimno, ale gdy tylko na siebie spojrzeliśmy, zaczęliśmy śmiać się z naszej głupoty.
Był początek marca, dopiero początek wiosny i na dworze nie było jakoś przesadnie ciepło, ale my mimo wszystko wybiegliśmy na dwór tak, jak spaliśmy i wskoczyliśmy do lodowatego basenu. Zostaje tylko pogratulować nam inteligencji. Już czuję, jaka będę chora...
Tak szybko, jak wybiegliśmy, tak wbiegliśmy z powrotem do domu. Od razu pobiegłam na kanapę i przykryłam się kocem. Przez chwilę zastanawiałam się, gdzie podziewa się Neymar, ale kilka minut później wszedł do pomieszczenia z dwoma kubkami herbaty.
- Ojj, jaki ty jesteś kochany! - zawołałam, kiedy podał mi jeden z nich.
- Nie da się zaprzeczyć - wyszczerzył się i usiadł zaraz obok mnie.
- Wiesz... - przytuliłam się do niego. - Kocham tą twoją pewność siebie.
- A ja kocham tą twoją głupotę. Kto to wymyślił, żeby w zimę wskakiwać do basenu, co? - zaśmiał się.
- Jeśli jeszcze tego nie wiesz, kochany Neymarku, to mamy już wiosnę.
- Kochany Neymarku? Hmm, podoba mi się - zabawnie poruszał brwiami.
- Mówić ci o czymś, a ty i tak usłyszysz tylko to, co ci się podoba - przewróciłam oczami. - Ale zmieniając temat, to co będziemy dzisiaj robić?
- Na pewno już nie będziemy skakać do basenu.
- O tak! - zaśmiałam się. - Już nigdy więcej - powiedziałam, po chwili biorąc łyk gorącej herbaty.
Neymar nie odzywał się przez dłuższy moment, a mi przyszła do głowy pewna myśl.
- Jest niedziela. Czy wy czasami nie macie dzisiaj jakiegoś meczu? - zapytałam.
- Mamy. Jasne, że mamy - Ney odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- To czemu cie tam nie ma? - zdziwiłam się.
- Widać, że nie jesteś na bieżąco, słonko. Dostałem wolne.
- Słonko? - powtórzyłam po nim.
- Teraz to ty słyszysz to, co chcesz - zauważył Junior.
Miałam mu odpowiedzieć, ale w momencie gdy już otwierałam usta, usłyszałam dzwonek telefonu Neymara.
- Jota - powiedział, spoglądając na wyświetlacz telefonu.
Pokiwałam głową, jakby pozwalając mu odebrać, a on wstał i zaczął rozmawiać ze swoim bratem.
Ja w tym czasie włączyłam telewizor i wkręciłam się na chwilę w oglądanie jakiejś telenoweli. Ney wrócił do mnie dopiero po kilku minutach. Nie pytałam, o czym rozmawiał z Jotą, ale widocznie postanowił powiedzieć mi o tym sam.
- Jo przyjechał do Barcelony, nic mi nawet o tym nie mówiąc, a teraz ma problem, że nie może wejść do domu.
- To jaki on ma problem? Niech przyjedzie do nas. Przynajmniej nie będziemy sami siedzieć... I będę się mogła z Jotą z ciebie pośmiać - odpowiedziałam.
- Jak macie się ze mnie śmiać, to nawet nie zamierzam po niego dzwonić - obruszył się Ney.
- Oj, no już dobrze. Zadzwoń do niego, niech przyjedzie, nie będzie przecież czekał pod twoim domem aż ty tam wrócisz.
- Nie ma mowy! - zawołał.
Przeszło mi przez myśl, żeby samemu zadzwonić do Joty i powiedzieć, żeby przyjechał, ale zaraz zdałam sobie sprawę z tego, że mój telefon został na górze, a szczerze mówiąc, nie chciało mi się tam iść. Dlatego wybrałam łatwiejszą opcję.
- Neyaaaaaar.... ale wiesz, jak ja cię kocham? Tak bardzo bardzo kocham? - przytuliłam się do niego, gdy zauważyłam, że położył swój telefon na kanapie nie daleko.
- Nie, nie zadzwonię do Joty - zaśmiał się. Nie chodziło mu już o to, że nie chce, żeby jego brat przyjechał, ale o to, żeby mnie wkurzyć. I chyba trochę mu się to nie uda.
 - Dobra, nie to nie - powiedziałam i wstałam z kanapy. Gdy trochę się od niego oddaliłam, dodałam, pokazując mu jego telefon w mojej ręce: - Sama sobie zadzwonię
Neymar spojrzał zdziwiony najpierw na mnie, a potem na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą leżał jego telefon.
- Jaka ty jesteś przebiegła! - powiedział. - Ale mam hasło na telefonie.
- Pfff! - parsknęłam, odblokowując jego telefon. - Myślisz, że ja go nie znam?
Zanim Junior zdążył mi odpowiedzieć, ja wybrałam już numer Joty i czekałam aż odbierze. Pokazałam mu język.

****

- Nareszcie jesteś! - powiedziałam do Joty, otwierając mu drzwi. - Neymar chce mnie wykończyć! - dodałam, na co on zrobił jednoznaczną minę.
- Wiesz, ja znam bardzo dobrze Neymara i wiem, do czego on jest zdolny, ale nie musicie mnie od razu uświadamiać, co robiliście - powiedział, udając poważnego.
- Jesteś głupi! - i tak, to jest prawda.
- I tak za mną tęskniłaś - założył ręce na piersi.
- Strasznie tęskniłam! Czemu tak długo cię nie było? - zapytałam, przytulając się do niego, co oczywiście odwzajemnił.
- Bo wiesz, Neymar pewnie ci nie powiedział, ale on się bał, że mu cię odbiję - powiedział, a sekundy później usłyszałam śmiech za moimi plecami.
- Chciałbyś Jota, chciałbyś - powiedział Neymar i oplótł swoje ramiona wokół mojej talii.
- Kiedy wracasz do domu? - zapytał go Jo, ignorując wypowiedziane przez niego zdanie.
- Dzisiaj wieczorem albo jutro rano. A czemu pytasz?
- Bo nie wiem, co ty takiego zrobiłeś, ale jak dzisiaj byłem pod twoim domem, to było tam pełno dziennikarzy.
- Pytali cię o coś? - zapytał Neymar.
- Kiedy będą mogli z tobą porozmawiać, pytali też o wasz związek. Skąd oni o tym wiedzą? Przecież do tej pory nikt o niczym nie wiedział - zauważył Jota, idąc do salonu. Z Neyem poszliśmy za nim.
- Byliśmy wczoraj z Sel na balu u niej w szkole - przyznał Junior.
- No to wszystko jasne - stwierdził Jota, siadając na kanapie.
Neymar usiadł zaraz obok niego, a ja położyłam mu głowę na kolanach. Chłopacy zaczęli rozmawiać na jakieś swoje tematy, a ja korzystając z chwili, gdy oni nie zwracali na mnie uwagi, weszłam na facebooka. I pierwsze co musiałam zrobić, żeby móc go normalnie przeglądać, to przedrzeć się przez wszystkie powiadomienia o zdjęciach, na których byłam razem z Neymarem i o wszystkich wiadomościach, jakie przysłali do mnie moi znajomi. Tak, teraz mogę oficjalnie stwierdzić, że mam przerąbane.

***

- Jeeeeeeeeeeeeeest! - zaczęliśmy razem krzyczeć, gdy Leo zdobył bramkę dla Barcy.
Była dwudziesta minuta meczu i w końcu od dwudziestu minut doczekałam się tej bramki. Trzeba przyznać, ze piłka nożna i oglądanie meczy Barcy były coraz bliższe mojemu sercu.
- Jeny, tak koszmarnie bardzo nie lubię oglądać meczy! - zaczął jęczeć Neymar. - Wolę grać!
- A tak w ogóle to czemu nie grasz? - zapytałam go, nawet nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie Barca próbowała obronić się przed atakiem Valencii.
- Mam karę na jeden mecz - odrzekł posępnie, przytulając mnie.
- Za co? Co znowu zrobiłeś?
- JA?! Nic. Ja byłem grzeczny - obruszył się.
- Tsa, ty i grzeczny...
- Nie, byłem ostatnio wyjątkowo grzeczny!
- To za co dostałeś karę? - drążyłam temat.
- No, bo jak się dostanie pięć... - zaczął, ale Jota nie pozwolił mu skończyć, krzycząc:
- Cisza ma być! Ja tu mecz oglądam! Później sobie poplotkujecie!
Zaśmiałam się cicho, ale już się nie odezwałam. Skupiłam się na oglądaniu meczu, a Neymar po chwili zrobił to samo. Położył głowę na moim ramieniu i patrzył w telewizor razem ze mną i Jo.
Było po nim bardzo widać, jaki smutny jest z powodu swojej nieobecności na boisku. Nienawidził, gdy musiał opuszczać mecze lub gdy nie mógł grać w piłkę.
Zakochując się w Neymarze zdawałam sobie sprawę, że związek z nim będzie bardzo trudny bez miłości do piłki nożnej. I rzeczywiście, gdy go poznałam zaczęłam kochać piłkę. I choćby coś się stało, choćbym rozstała się kiedyś z Neymarem, to ta miłość będzie najlepszym prezentem jaki mógłby mi sprawić, będzie tym, co Neymar po sobie dla mnie pozostawi.

Jak zwykle musiałam się spóźnić z rozdziałem... Moja strefa czasowa chyba jest trochę inna niż wszystkich... Mimo wszystko, przepraszam.,..
Neyforever :*

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 22.

- Tak bardzo cię kocham, kochanie.
Odwróciłam się i tak, jak się spodziewałam, zobaczyłam Neymara. Moje serce momentalnie zaczęło bić dwa razy szybciej. Czy on naprawdę tutaj był? Czy może to mi się śniło?
Przytuliłam się do niego i usłyszałam jego krótki śmiech. Był tu.
- Też cię tak bardzo kocham, Neymar - powiedziałam, spoglądając w jego oczy. W moich zaczęły zbierać się łzy szczęścia.
Junior zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie namiętnie, choć delikatnie. To była ta piękna więź między mną a Neymarem - nie musieliśmy używać słów, żeby przekazywać sobie nawzajem tego, co czujemy.
Chwilę po tym jak odsunęłam się od Neya, pomyślałam, że za wszystkim, za zorganizowaniem przyjazdu Neymara do Mountblanc musiała stać moja przyjaciółka i moi rodzice.
Odwróciłam się w ich stronę i podeszłam do przyjaciółki. Przytuliłam się do niej, a gdy po chwili się od siebie odsunęłyśmy, w moich oczach znów zalśniły łzy.
- Dziękuję. Tak bardzo ci dziękuję - szepnęłam.
- Nie masz za co. I tylko mi się tutaj nie rozpłacz, bo to zepsuje cały efekt, nad którym ja pracowałam cały dzisiejszy dzień - powiedziała z uśmiechem, na co ja nie mogłam odwzajemnić tego gestu.
Następnie podeszłam do taty i jego także przytuliłam. Nie musiałam nic do niego mówić. Wiedział, o wszystkim co czułam, ponieważ taki już po prostu był. Znał mnie na wylot.
Zaraz obok mojego taty stała mama i wiedziałam, że też należą się jej podziękowania, ponieważ zapewne także brała udział w tym małym spisku.
Jednak ja i moja mama nie miałyśmy teraz dobrych kontaktów. Prawdę mówiąc to nie miałyśmy ich odkąd skończyłam 12 lat. I to wtedy tak naprawdę ostatni raz ukazałam jakieś uczucia wobec niej. I po siedmiu latach zrobienie tego ponownie wcale nie przychodziło mi z łatwością. Samo powiedzenie słowa "dziękuję" w jej kierunku, było dla mnie trudne.
Jednak ku zdziwieniu wszystkim, nawet siebie, podeszłam do mamy i ją przytuliłam. Zrobiłam to pierwszy raz od siedmiu lat i było mi z tym naprawdę dziwnie, choć uczucie, gdy możesz przytulić się do swojej mamy po tak długim czasie jest przyjemne.
- Dziękuję - szepnęłam, szokując wszystkich jeszcze bardziej.
Sama byłam zszokowana swoim zachowaniem ale nie komentowałam go, nie chcąc psuć tej chwili. Kiedy już miałam wrócić do Neymara, podszedł do mnie Michael i też przytulił.
- Przepraszam - powiedział. I co najważniejsze, wiem, że powiedział to szczerze.
- Twoje winy są tobie wybaczone, madridisto - odpowiedziałam, na co się zaśmiał. Niestety takie już nasze życie. Ja Barcelonistka, on madridista.
- To mogę już odzyskać swoją dziewczynę? - zapytał Neymar, podchodząc do mnie i przytulając od tyłu.
- A i owszem, możesz - odpowiedziałam, wtulając się w niego.
- To co, możemy jechać? - spytał Michael, naśladując Neymara i przytulając tak samo Adę. Tak słodko razem wyglądali.
Zrobiliśmy sobie jeszcze tylko zdjęcie i moi rodzice pożegnali nas z uśmiechami na twarzach.
Razem z Adą zaniemówiłyśmy, gdy przed domem zobaczyłyśmy limuzynę. Neymar i Michael uśmiechnęli się do siebie konspiracyjnie, a ja nie mogłam uwierzyć, ze zaplanowali to razem. Każdy z nich zaprowadził swoją dziewczynę do samochodu, otworzył drzwi i pomógł wsiąść do środka. Czułyśmy się dosłownie jak dwie księżniczki i każda z nas miała swojego wymarzonego księcia.
Droga z pod mojego domu do sali, w której miał odbywać się cały bal minęła nam w miłej atmosferze i nie trwała długo. Nim się obejrzałam, a byliśmy już na miejscu. I dopiero gdy przy pomocy Neymara wysiadłam z samochodu, naszły mnie czarne myśli.
Czy mogę wymagać tak dużo od Neymara? W końcu jest sławny i wiem, że nie powinien się tutaj pojawiać. Zbyt zwróci tym na siebie uwagę. Na pewno fakt, że się tutaj pojawił nie pozostanie tajemnicą. Zwróci tym uwagę przede wszystkim na siebie, ale przy okazji także ja zostanę zauważona. Nie wiem czy byłam gotowa na to, żeby świat okrążyła wiadomość o naszym związku, ale skoro Ney uznał to za stosowne, to nie powinnam mieć co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, doskonale wiedząc o czym myślę.
- Gotowa, żeby się ujawnić? - zapytał przed samym wejściem. Kiwnęłam delikatnie głową.
- A ty gotowy na ich zdziwienie? - powiedziałam, a Ney zaśmiał się krótko i także kiwnął głową.
I zaraz potem przekroczyliśmy razem próg sali, na której znajdowało się już sporo par. Jedni tańczyli, drudzy siedzieli, a jeszcze inni po prostu stali i rozmawiali. Nikt nie zwrócił na nas większej uwagi. Dopiero gdy zaczęliśmy całą czwórką iść w głąb sali, poszczególne osoby zaczęły nas zauważać i nie mogli oderwać od nas wzroku. I wszyscy wiemy, kto był głównym powodem zainteresowania. Neymar. U chłopaków dlatego, że większość z nich wiedziała bardzo dobrze, kim jest, a u dziewczyn z racji tego, że każdej z nich się on podobał. Ale niestety dziewczyny, ten cudowny i piękny chłopak jest mój.
Czy byłam zazdrosna? Może troszkę, bo widziałam jak te wszystkie dziewczyny pożerały go wzrokiem, ale z drugiej strony wiedziałam, że dla Neya liczyłam się jedynie ja. Zapewniał mnie o tym tak wiele razy, że bardzo dobrze to zapamiętałam.
Na szczęście nikt z moich szkolnych znajomych nie zamierzał do nas podejść. Może dlatego, że byli tak zdziwieni, a może dlatego, że rozumieją, że też potrzebujemy prywatności. Nie wiem. W każdym bądź razie nie ważny był dla mnie powód, ważne że nam nie przeszkadzali.
Ada i Michael powiedzieli nam, że idą się przywitać, więc po chwili zostaliśmy sami.
Neymar wyciągnął mnie od razu na parkiet. I to nie gdzieś na parkiet, ale oczywiście na sam jego środek. Tak Junior lubił zwracać na siebie uwagę, kiedy mógł.
Ney ułożył swoje ręce na moich biodrach i zaczęliśmy kołysać się w rytm powolnej muzyki. Z każdą chwilą wtulałam się w Neymara coraz bardziej i byłam coraz bardziej szczęśliwa, że tutaj jesteśmy. Bo mimo że zawsze mówiłam matce, że nie chcę tutaj przychodzić, to tak naprawdę bardzo chciałam przyjść tu z kimś kogo naprawdę kocham. A taką osobą zdecydowanie stał się Neymar. Mimo że znamy się dopiero od trzech miesięcy, to naprawdę się w nim zakochałam. Jest dla mnie ważny tak jak nikt nie był i już pewnie nie będzie.
- Wszyscy się na nas patrzą - zauważyłam speszona. W brew pozorom nie lubiłam stawać się centrum uwagi.
- Oboje wiedzieliśmy, że tak będzie - odpowiedział Ney. I oczywiście miał rację. To było do przewidzenia.

My wtuleni w siebie i poruszający się powoli w rytm muzyki oraz rzesza osób z mojej szkoły przyglądająca się nam w osłupieniu. Tak spędziliśmy cały wieczór.
Zapewne nigdy się nikomu do tego nie przyznam, ale czułam się jakby spełniało się moje marzenie. Czułam się ta dobrze. I nie ważne, że wiedziałam, że szanse na to, żeby związek mój i Neymara był tym, który będzie trwał aż do końca. I tak w to wierzyłam. Wierzyłam, że razem z Neyem przeżyjemy razem wiele wspaniałych chwil i wiele cudownych lat. A bynajmniej chciałabym, żeby tak było i dołożę wszelkich starań, żeby tak się stało.




Taki krótki :D

Czyżby to był koniec? Szykuje się epilog? Jak myślicie? :D



czwartek, 10 marca 2016

Ogłoszenia parafialne :D

Wow!


Wow!


Wow!


Wow!

Nie mogę nadal w to uwierzyć. 
10 tysięcy wyświetleń. 
WOW!

Szczerze mówiąc nigdy nie spodziewałam się, że mój blog osiągnie kiedyś tak ogromny sukces. 
Bo tak, taka ilość wyświetleń jest dla mnie sukcesem. 
Zakładając tego bloga miałam nadzieję na choćby jeden czy dwa tysiące. 
A tu taka ogromna niespodzianka. 

Założyłam tego bloga dokładnie 13 lipca 2015 r. 
Od tamtego dnia minęło 8 miesięcy. 
I jestem z Was naprawdę dumna, że pomogłyście mi osiągnąć to, co w tej chwili osiągam.
I w tym krótkim poście naprawdę chciałam podziękować Wam wszystkim i każdej z osobna. 
Nawet nie wiecie jak dużo znaczy dla mnie każde wyświetlenie mojego bloga. 
Każdego dnia wchodząc na bloggera i patrząc na te liczby po prostu czuję, że to, co robię ma jednak sens. 
Dziękuję!



Ale po za wszystkimi tymi podziękowaniami chciałabym też zwrócić waszą uwagę na jedną rzecz. 
Na blogu cały czas zachodzą jakieś zmiany, cały czas próbuję czegoś nowego w związku z funkcjonowaniem i wyglądem bloga. 
Pewnie to zauważyłyście. 
Ale chciałabym też Was poprosić o małą pomoc. 
Jeśli chciałybyście,  żeby coś pojawiło się na blogu, czego do tej pory nie wprowadziłam, to mi o tym piszcie. 
Jestem otwarta na nowe propozycje ;) 



I teraz już ostatnie, co chcę powiedzieć. 
 Jesteście cudowne!
Wiecie, zawsze staram się sprawdzać bloggera przynajmniej raz dziennie, żeby przeglądać wyświetlenia, komentarze itp.
I nadszedł pewien dzień, gdy natknęłam się na taki komentarz:


Czytałam to kilkanaście razy i nadal byłam pod wrażeniem. 
Naprawdę nie sądziłam, że ktoś ma takie mniemanie o moim blogu.
Więc oficjalnie chciałabym odpowiedzieć to tego Anonima:
Zmotywowałaś mnie i to nawet nie wiesz jak!

Ale są jeszcze inne przypadki, m. in. takie jak te:



Rozdziału nie ma od zaledwie 1,5 tygodnia i tyle osób wypytuje o kolejny.
To naprawdę także bardzo mnie motywuje.
Ale od razu chciałabym wyjaśnić:
Piszę aktualnie trzy blogi (2 na Blogspocie i 1 na Wattpadzie) i naprawdę staram się, żeby na każdym z nich rozdział pojawiał się minimum raz w tygodniu.
Ale muszę też przyznać, że blog o Selenie i Neymarze jest trudniejszy do pisania niż te dwa pozostałe.
Zapewne wynika to z faktu, że chcę, żeby ten był idealny. Ale nie ważne.
W każdym bądź razie, do wszystkich, którzy tak wyczekują:
Wszystkie informacje dotyczące rozdziałów, jeśli będą się pojawiać, to pojawią się zaraz pod nagłówkiem strony. Pewnie ci spostrzegawczy już to zauważyli.
Będę tam podawać w przybliżeniu, kiedy ma pojawić się next.
I tak jak informowałam, w ten weekend będę trochę wyłączona z życia internetowego, więc nie pojawi się wtedy żaden rozdział.
Ale że na tym blogu w tamtym tygodniu nie pojawił się rozdział to zamierzam nadrobić to teraz.
Rozdział jest już napisany w 3/4, więc pojawi się w piątek, najpóźniej jeśli bym nie zdążyła to do soboty po południu jeśli znajdę chwilę na opublikowanie go.
Więc nie bójcie się, nie zapomniałam o tym blogu.
Po prostu wymaga on ode mnie trochę więcej pracy niż inne blogi ;)




No to chyba tyle z mojego wywodu ;)
Pozdro dla tych, którzy dali radę przeczytać całe to moje gadanie.  
Dobranoc :*

I jeszcze raz wielkie DZIĘKI!!!
Kocham Was <3