sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 21.

~ Nie martw się. 

- No nie możesz mi po prostu powiedzieć, gdzie jedziemy?! - zapytałam po raz tysięczny. Tak, byłam denerwująca, zdaję sobie z tego sprawę, ale nienawidzę być w niepewności.
- Przestań już! Zaraz będziemy - Ada nadal była spokojna, co nie powiem, bardzo mnie zdziwiło. Myślałam, że będzie mi się kazała zamknąć, jak to ma w zwyczaju, kiedy ktoś ją irytuje, ale widocznie nie tym razem. To było dziwne. Z resztą jak cały dzisiejszy dzień, który dopiero niedawno się zaczął.
I faktycznie, tak jak mówiła Ada, po chwili byłyśmy na miejscu. Jednak nie kryłam swojego zdziwienia, gdy okazało się, że znajdujemy się przed salonem kosmetycznym. Tyle krzyku tylko po to, żeby przyjechać do kosmetyczki? Ale chwileczkę... Jakiej kosmetyczki?! Nie zdziwiłabym się, gdyby moja matka mnie tu zabrała, ale Ada?!
- Ty sobie że mnie żartujesz? - zapytałam, spoglądając na nią. Była jak najbardziej zadowolona, że udało się jej mnie zaszokować.
- Nie. Jestem jak najbardziej poważna. Trochę przyjemności nam nie zaszkodzi - powiedziała i pociągnęła mnie za rękę w stronę salonu. Gdy tylko tam weszłyśmy, w oczy rzuciła mi się ogromna nazwa zaraz nad recepcją. Ada podeszła ze mną w tamtą stronę, podała swoje nazwisko, a recepcjonistka od razu zaprowadziła nas do jakiegoś pomieszczenia, gdzie czekały dwie kosmetyczki. No to na bogato.

***

- No to opowiadaj, jak ci się układa z Neymarem? - zapytała mnie przyjaciółka, gdy obie już siedziałyśmy na wygodnych fotelach z maseczkami na twarzy i ogórkiem na oczach. Muszę przyznać, że było to całkiem przyjemne. Jednocześnie robione miałam paznokcie.
- Z Neymarem układa nam się.... naprawdę dobrze. Ten czas spędzony w Brazylii to był chyba jak dotąd najlepszy okres w naszym związku. Teraz jest trochę gorzej, bo każde z nas ma swoje obowiązki, ale myślę, że nadal jesteśmy szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi - odpowiedziałam przyjaciółce, która - szczerze mówiąc - niewiele wiedziała o tym co ostatnio działo się u mnie i w moim związku. Miałyśmy cholernie mało czasu, co tez odbijało się lekko na naszej przyjaźni. Ale teraz nareszcie mamy czas, żeby spokojnie pogadać. - A jak u ciebie i Michaela? - zapytałam z grzeczności. Nadal chyba nie wybaczyłam mojemu byłemu przyjacielowi.
- Jest... dobrze. Choć oczywiście to kompletny związek na odległość. Michael nie ma czasu, żeby przyjeżdżać do Mountblanc. Studia to jednak nie taką prostą sprawą. Jest zajęty całymi tygodniami, ale czasami znajduje chwilę, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Przyjeżdża dzisiaj - powiedziała, a ostatnie zdanie wyjaśniło wszystko. No bo przecież dla kogo miałaby przesiedzieć pół dnia u kosmetyczne, jak nie dla Michaela? 
Słysząc to w pewnym sensie poczułam smutek. Było mi trochę smutno, że Ada i Michael spędzą ten weekend razem, a ja będę siedziała sama. No ale ja i Neymar też zapewne niedługo się spotkamy. Musimy. W końcu nie potrafimy wytrzymać bez siebie zbyt długo.
Moje myśli, które biegły w zdecydowanie złym kierunku, zatrzymała Ada. Zaczęłyśmy rozmawiać o szkole, chłopakach, rodzicach... A potem nasze tematy były najróżniejsze. Od kolorów lakieru do paznokci zaczynając, na bajkach dla dzieci kończąc. Tak, jesteśmy dziwne. I dziecinne też, ale to już inną bajka. 
Czas w towarzystwie Ady spędzałam naprawdę świetnie i to pewnie dlatego tak szybko mijał. U kosmetyczki tak się rozgadałyśmy, że pobyt w salonie kosmetycznym minął nam bardzo szybko. A były to aż 3 godziny. W tym czasie oczywiście miałyśmy zrobionych multum zabiegów kosmetycznych. Ale kiedy wychodziłyśmy już salonu, uznałam, że z tego wszystkiego najbardziej podobał mi się manicure. Tak, zdecydowanie. Nie mogłam się napatrzeć na moje piękne paznokcie, co w moim przypadku wydawało się bardzo dziwne. Choć muszę powiedzieć, że makijaż też nie był najgorszy. Mega mi się podobał, co czyniło tą sytuację jeszcze dziwniejszą.
Kiedy byłyśmy już na zewnątrz miałam nadzieję, że to już koniec tych przyjemnych tortur. Ale nie, byłam głupia myśląc, że Ada da sobie po tym spokój. Przeszłyśmy się kawałek po to, żeby po chwili wejść do salonu fryzjerskiego. Nie rozumiałam tego wszystkiego. Dzisiaj był jakiś ważny dzień, o  którym zapomniałam? Czyjeś urodziny? Jakaś impreza? Niestety nic w tym momencie nie przychodziło mi do głowy.
Zadziwiające było to, że będąc u fryzjera, mi i Adzie nadal nie brakło tematów do rozmów. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo tęskniłam za nią. Zapomniałam już jak dobrze spędzałyśmy razem czas. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mi tego brakowało.
- Ada... - zaczęłam, gdy fryzjerka robiła jej piękną fryzurę, a ja czekałam na przyjaciółkę.
- Tak? - zapytała, zamykając odruchowo oczy, gdy blondynka robiąca jej fryzurę, popsikała jej włosy lakierem.
- Co dzisiaj za święto? - zapytałam, a Ada spojrzała na mnie zdziwiona.
- Święto?
- No że byłyśmy u kosmetyczki, jesteśmy u fryzjera... - wyjaśniłam mojej przyjaciółce, która niezbyt zrozumiała o co mi chodziło.
- Miałam ci nie mówić, no ale skoro nie dajesz mi żyć... Michael zabiera mnie dziś wieczorem na imprezę... - powiedziała, a podekscytowanie dało się wyczuć w każdym jej ruchu i spojrzeniu. Naprawdę była z nim szczęśliwa i to stawiało go w trochę lepszej pozycji.
- Cieszę się twoim szczęściem - powiedziałam. Szczerze. Naprawdę zależało mi na szczęściu mojej przyjaciółki.
- Nie martw się - odpowiedziała mi, wiedząc, że chciałabym, aby Neymar teraz tutaj był.
- Nie martwię się. Po prostu zastanawiam się co Neymar teraz robi.
- Zdecydowanie za dużo myślisz. Myślałaś przez cały tydzień w szkole, teraz pora na odpoczynek - i musiałam jej przyznać rację. Byłam zmęczona tym wszystkim, a dodatkowo zadręczałam się tymi myślami związanymi ze wszystkim co mnie otaczało. Powinnam się wyłączyć i po prostu przestać myśleć.
I tak też zrobiłam. Przestałam się martwić. Wyjęłam telefon i czekając na Adę zaczęłam czytać jakiegoś e-booka. Lubiłam czytać książki, choć nie robiłam tego zbyt często. A teraz był najlepszy moment, żeby to nadrobić. I nieźle się wczytałam. Byłam na 86 stronie, kiedy Ada przerwała mi czytanie.
- Jak ci się podoba? - zapytała stając tyłem do mnie, aby pokazać mi swoje upięte, długie włosy.
-Wow! Są piękne! - przyznałam.
- No to teraz twoja kolej!
- Co?
- No ty chyba też chcesz mieć taką ładną fryzurę, co? - zapytała.
- W prawdzie... czemu by nie!
Usiadłam na fotelu, a fryzjerka niemal natychmiast zajęła się moimi włosami. Zaczęłam przyglądać się ruchom jej rąk, zastanawiając się jak długo uczyła się tego wszystkiego. Też chciałabym umieć robić takie coś z moimi włosami, choć do fryzjerki mi jeszcze daleko.
W czasie kiedy ja przyglądałam się w lusterku temu, co robi fryzjerka, Ada rozmawiała przez telefon z Michaelem. W pewnym sensie oni byli tacy sami jak ja i Neymar. Też zawsze na odległość.
Moje włosy były trochę dłuższe niż włosy Ady, więc upięcie ich zajęło więcej czasu. Ale cierpliwie to wytrzymałam, żeby potem móc oglądać cudowne efekty.
- Wracamy już do domu? - zapytałam, kiedy opuściłyśmy salon.
- Możesz się cieszyć, bo wracamy - odpowiedziała Ada. - Mam dość salonów na dzisiaj - dodała, gdy wsiadałyśmy do samochodu.
Dwadzieścia minut drogi i znów znalazłyśmy się w moim domu. Była godzina siedemnasta, więc można powiedzieć, ze cały dzień byłyśmy na mieście.
Gdy tylko weszłyśmy do środka przywitali nas moi rodzice z pytaniem jak się bawiłyśmy. Ich zachowanie było inne niż zawsze. Zazwyczaj z matką pokłóciłabym się od razu po wejściu do domu, a dzisiaj nawet zamieniłyśmy ze sobą parę zdań. Oboje z resztą wydawali się być czymś dziwnie szczęśliwi i podekscytowani. Nie wiem kompletnie, o co mogło im chodzić.
Razem z Adą i moimi rodzicami usiedliśmy razem przy stole i zjedliśmy razem obiad. W moim życiu było to dość niecodzienne. A chyba chciałabym, żeby było tak częściej.
Kiedy już z Adą byłyśmy pełne, poszłyśmy do mojego pokoju. Wtedy Ada zaczęła mówić o czymś, co chyba chodziło jej po głowie od dłuższego czasu.
- Selena.... a może chciałabyś pójść ze mną i Michaelem? Nie chcę, żebyś dzisiaj siedziała sama.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Ja i Michael nadal się nie pogodziliśmy i rozumiesz... - uznałam, kładąc się na łóżku. - Zaraz, zaraz. A gdzie wy tak dokładnie idziecie? - dodałam po chwili.
- Zapomniałaś, że dzisiaj jest bal?
- No tak! Jak ja mogłam o tym zapomnieć! Przecież moja matka mówiła o tym od początku roku.
Mowa była oczywiście o balu, który miał zastąpić studniówkę, której jednak w naszej szkole nie było. Każdy mówił o tym od jakiegoś miesiąca, ale ja nawet się tym nie zainteresowałam. Oczywiście wiedziałam, kiedy on się odbędzie i kto tam będzie, ale sama się tam nie wybierałam. Nawet nie wspomniałam o tym Neymarowi. Może i taki bal to dobra pamiątka z ostatniej klasy liceum i fajna zabawa, ale wiem, że Ney nie mógłby tam ze mną pójść. Nikt o nas nie wiedział i nasze wspólne pojawienie się na takiej uroczystości wywołało by nie tylko plotki wśród moich znajomych, ale także na świecie. Więc nasze pojawienie się tam wywołałoby zbyt dużo zamieszania. Dlatego wolałam zostać sama w domu, niż iść tam sama.
- Ale wracając do twojego pytania, to nigdzie się nie wybieram. Nie chcę być tam jedyną osobą bez pary - wyznałam.
- Dobrze, jak wolisz. Ale pomożesz mi z sukienką?
- No jasne.
Ada poszła po sukienkę do swojego samochodu. Kiedy wróciła byłam po prostu pod wrażeniem. To była chyba najpiękniejsza sukienka jaką kiedykolwiek widziałam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ma ze sobą dwie sukienki.
- A czyja jest ta druga? - zapytałam, wskazując na sukienkę, którą dopiero co zauważyłam.
- Ta jest moja - powiedziała, patrząc na nią. - A ta jest twoja - dodała, podając mi tę pierwszą.
- Ale... - nie wiedziałam co powiedzieć. - Przecież ja nigdzie nie idę, więc po co mi ta sukienka?
- Przecież twoja mama kupiła ją dla ciebie już tyle czasu temu. Nawet nie wiesz jak bardzo chciała, żebyś ją założyła. Skoro nie chcesz tam iść, to przynajmniej nie rób jej tej przykrości i załóż ją. Przecież wiem, że tobie też się podoba.
- Pomyślę nad tym. Teraz trzeba się zająć tobą! No idź się już przebrać! - zawołałam, a Adzie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Po kilku minutach wyszła z łazienki, poprawiając swoją kreację.
- Jeju, wyglądasz cudownie! Michael padnie jak cię zobaczy!  - powiedziałam, gdy tylko ją zobaczyłam.
- Będziesz mogła zobaczyć jego minę, bo odbiera mnie od ciebie. Nie jesteś za to zła, prawda?
- Nie, nawet nie wiesz jak chcę zobaczyć jego reakcję!
- A ja chcę cię zobaczyć w tej sukience! No idź już! - zawołała, a ja jakby od niechcenia poszłam do łazienki. Założyłam tą cudowną suknię i włożyłam buty, który były do kompletu. Wyglądam jakbym naprawdę wybierała się na bal, a szara rzeczywistość jest taka, że będę siedzieć w domu. Ale cóż, poczuję się choć przez chwilę jak księżniczka.
Wróciłam do pokoju, a Ada, gdy mnie zobaczyła, przez następnych kilkanaście sekund przyglądała mi się z otwartą buzią.
- Niech Neymar żałuje, że cię teraz nie widzi. Wyglądasz jak Kopciuszek na balu!
- Tylko pamiętaj, że o północy wszystko znika - zwróciłam uwagę. Bo taka miała być prawda.
- Michael ma za chwilkę przyjechać. Choć na dół pokazać się swoim rodzicom. A potem możesz sobie wrócić do pokoju i iść spać - powiedziała i pociągnęła mnie delikatnie za rękę w stronę schodów. Wydawało mi się, że odpuściła mi ten bal zbyt łatwo, ale postanowiłam się tym nie martwić.
Moi rodzice siedzieli w salonie i zauważyli nas, kiedy już zeszłyśmy po schodach. Moja matka od razu podniosła się z kanapy, podbiegła do mnie i przytuliła.
- Córeczko nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że ją założyłaś - zawołała.
- Szkoda, że nie pokażesz się na tym balu, bo wyglądasz pięknie - dodał mój tata, przytulając mamę. Okazywanie przez nich sobie wzajemnie miłości w mojej obecności, było dość niezręczne. I wtedy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Mój tata poszedł otworzyć, a po chwili wrócił do salonu razem z Michaelem ubranym w garnitur. Chłopak najpierw przywitał się czule z Adą, a dopiero później zwrócił się do mnie.
- Hej. Pięknie wyglądasz - powiedział.
- Ty też nie najgorzej. Tylko pamiętaj Michael, jak ją skrzywdzisz, to cie znajdę - ostrzegłam go, na co oboje zaczęli się śmiać.
- Będę pamiętać - zapewnił mnie.
- Ale, Selena, jeszcze zanim wyjdziemy, mamy dla ciebie małą niespodziankę... - zaczęła Ada.
Chciałam zapytać przyjaciółki o czy mówi, ale nie zdążyłam. Poczułam ramiona oplatające mnie w talii od tyłu i usłyszałam ten piękny głos zaraz przy moim uchu:
- Tak bardzo cię kocham, kochanie.



Mówiąc lekko, spieprzyłam ten rozdział, ale na nic innego mnie chyba nie stać. Nie specjalizuję się w pisaniu czegoś... takiego. Mam jednak nadzieję, że komuś się spodoba. ;) 

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 20

~ Neymar ponownie zostaje singlem.

*tydzień później*
Wiec tak....  Neymar wpadł na cudowny pomysł, żeby w czasie kiedy on będzie w swoim rodzinnym domu, mi towarzystwa dotrzymywać miał Jota. I byłam z tego bardzo zadowolona. Bardzo polubiłam brata Neymara, a on wtedy nie martwił się gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Mógł w spokoju spędzić czas z Davisiem. Junior dobrze bawił się z synkiem, a ja bawiłam się, zwiedzając miasto wraz z jego bratem.
Niestety po trzech dniach w Santosie musieliśmy wracać do Europy. Naprawdę bardzo podobało mi się w Brazylii, no ale cóż zrobić. Został mi jeszcze tylko miesiąc szkoły, więc nie mogłam tego zawalić. I tak ominęło mnie bardzo dużo przez ten wyjazd, choć był on tego warty.
Pojechaliśmy z Santosu do Sao Paulo, a stamtąd polecieliśmy samolotem z powrotem do Hiszpanii. Na miejscu byliśmy w sobotę nad ranem, więc nie widziałam sensu tak szybkiego powrotu do Mount Blanc. Dlatego też kolejne dwa dni spędziłam z Neymarem. Oczywiście w niedzielę zostałam zaproszona na mecz Barcy rozgrywany na Camp Nou. Ney oczywiście pojawił się w wyjściowym składzie. Ale po wspaniałych dniach spędzonych z Neymarem i tych cudownych dwóch godzinach na stadionie musiałam pożegnać się z chłopakiem i wrócić do domu. Po tych krótkich wakacjach od codzienności trzeba było wrócić do życia. A czekała tam na mnie szkoła.
Kiedy w poniedziałek rano dowiedziałam się, ile mnie ominęło, myślałam, że ktoś robi sobie ze mnie żarty. Ale jednak była to prawda. Miałam do zaliczenia sporo sprawdzianów i masę kartkówek. Nie wspominając o tym ile prac musiałam napisać i oddać. Po prostu, witaj szara rzeczywistości!
Nawet nie chciałam myśleć o nadrabianiu zaległości, ale nie miałam innego wyjścia. Dlatego też, całe dnie spędzałam: w szkole, zaliczając prace lub w domu, ucząc się do kolejnych zaliczeń. Było to naprawdę wykańczające, bo uczyłam się całymi dniami, a czasem nawet przez naukę kładłam się spać dopiero późno w nocy. I tak przez cały tydzień. Po dwóch dniach takiego funkcjonowania byłam już naprawdę padnięta, ale jakoś dałam radę dociągnąć do końca tygodnia. Szkoda tylko, że przez cały ten czas nie miałam kontaktu z Neymarem. Ale niestety, ja miałam tę cholerną naukę, a on intensywne treningi przed ważnymi meczami. Nawet jeśli jedno z nas miało czas, to drugie go nie posiadało. A bardzo tęskniłam za Neyem...
Gdy nadeszła sobota byłam po prostu w siódmym niebie. Wreszcie miałam wolne, a do tego dochodziła świadomość, że pogodziłam się z Adą i w następnym tygodniu zostało mi tylko kilka prac do zaliczenia. Teraz były przede mną dwa dni wolnego. Nareszcie! I w końcu możliwe, że będę mogła porozmawiać z Juniorem.
Miałam zamiar się dzisiaj wyspać. I tak trochę się nie udało. O godzinie jedenastej zostałam brutalnie obudzona przez mojego tatę. Mam na myśli fakt, że zaczął mnie łaskotać.
- Tato! Proszę! Przestań! - krzyczałam przez śmiech, co na pewno obudziło matkę. O ile sama wcześniej nie wstała.
- Wstawaj już. Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział, nareszcie zostawiając mnie w spokoju.
- Taka pobudka chyba mi wystarczy. Nie zniosę chyba więcej niespodzianek na dziś - przyznałam.
- Ale ta na pewno ci się spodoba. Znaczy... na początku możesz się niezbyt cieszyć, ale uwierz, że to będzie tego warte.
- Dobrze, teraz to już zaczynam się bać. Naprawdę bać.
- Nie panikuj tylko ubieraj się i chodź na dół. Zrobiłem dla ciebie śniadanie - powiedział i w radosnym nastroju opuścił mój pokój. Zaraz gdy tylko zostałam sama, rzuciłam się ponownie na łóżko i przykryłam kołdrą po same uszy. Jednak po chwili musiałam jednak wstać. Komuś zachciało się ze mną skontaktować akurat, kiedy miałam znowu iść spać.
Jednak kompletnie zmieniłam swoje nastawienie, gdy na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Neymara. Mało nie zaczęłam skakać z radości zanim odebrałam.
- Heeey! - zawołałam, na co Ney zaczął od razu się śmiać.
- Hey, strasznie się za tobą stęskniłem - odpowiedział, a ja cieszyłam się jak głupia, że po tak długim czasie mogłam znów usłyszeć ten jego zachrypnięty, cudowny głos.
- No tak, bo tylko ty w tym związku tęsknisz, prawda? A ja to jestem bez uczuć - powiedziałam, udając poważną.
- Oj kochanie...
- Tęsknię - przyznałam.
- To trzeba było ode mnie nie uciekać.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne Neymar. Uwierz, że kara w postaci uczenia się jaką dostałam za wyjazd z tobą na tych kilka dni, w zupełności mi wystarczy. Nie potrzebuję więcej.
- Pamiętaj, jeszcze tylko trochę ponad miesiąc - przypomniał mi.
- No tak. Już się nie mogę doczekać - nagle zrobiłam się o wiele szczęśliwsza. Tak jakby teraz liczyło się to, że już niedługo się stąd wyrwę.
- Wiesz, musisz do mnie niedługo przyjechać. Brakuje mi ciebie.
- Mi ciebie też. A nie możesz ty przyjechać do mnie?
- No właśnie co do moich odwiedzin, to mam dla ciebie wiadomość...
- Dobrą czy złą?
- Raczej to drugie.
- Eh... no to mów... - westchnęłam. Takie rzeczy nigdy nie kończyły się dobrze.
- No... bo... tak jakby... Przez następny miesiąc nie będę mógł do ciebie przyjechać - w końcu wydusił to z siebie.
- Dlaczego? - spytałam smutna. Mój nastrój gwałtownie się pogorszył.
- Bo marzec to będzie dla mnie naprawdę ciężki miesiąc. Cały czas gramy w lidze, a do tego dochodzi jeszcze Puchar, a potem Liga Mistrzów. Na dobrą sprawę będziemy grali mecze co trzy dni i... i nie będę mógł pozwolić sobie na opuszczenie ani jednego treningu, więc... - mówił tak bardzo zmieszany, że aż musiałam mu przerwać. Nie mogłam słuchać go tak przybitego.
- Ale przecież to nie jest żaden problem. Ty i tak już dużo poświęciłeś, żeby móc do mnie przyjeżdżać... a skoro teraz ty będziesz zajęty, to ja będę odwiedzać ciebie. Fakt, że teraz może nie mam najwięcej czasu, bo wciąż wszystko nadrabiam, ale... pamiętaj, że na każdym meczu w Barcelonie gdzieś tam będę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nie jesteś przez to smutna... Wszystko byłoby prostsze, gdybyś już tutaj była - westchnął.
- Chciałabym tam być. Ale nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna.
- Selena! - usłyszałam krzyk taty z dołu. No tak miałam zaraz zejść na dół... A to było jakoś piętnaście minut temu.
- Eeee.... Wiesz Junior, tata woła mnie na śniadanie. Porozmawiamy później?
- Niestety, niedługo mam trening, a potem będę zajęty, ale wieczorami zadzwonię. Smacznego śniadania. Pa.
- Pa - zdążyłam odpowiedzieć i połączenie zostało przerwane. Westchnęłam i w piżamie zeszłam na dół do kuchni. Oczywiście czekał tam na mnie tata, który odezwał się, gdy tylko mnie zobaczył.
- Neymar dzwonił?
- Skąd wiesz?
- Intuicja. A teraz jedz już, bo niedługo ma przyjść Ada - poinformował mnie.
- Ada? - powtórzyłam. - A z jakiej racji ma przyjść tutaj o jedenastej w sobotę? Przecież ona pewnie jeszcze śpi.
- Nie gadaj tyle tylko jedz - pouczył mnie tata i poszedł do salonu dokończyć picie kawy i czytanie gazety.
Oczywiście jak to ja, śniadanie jadłam przez pół godziny. W tym czasie mój tata zdążył wypić kawę, przeczytać całą gazetę i wypełnić jakieś dokumenty. I akurat w momencie, gdy miałam iść do swojego pokoju i ponownie zakopać się pod kołdrą, usłyszałam dzwonek do drzwi, a po chwili w pomieszczeniu, którego jeszcze nie zdążyłam opuścić pojawiła się moja przyjaciółka.
- Możesz mi powiedzieć, co ty tu robisz tak wcześnie? - zapytałam zaraz po tym, jak się przywitałyśmy.
- Tata nic ci nie mówił? - nie wyglądała na zdziwioną.
- Nic a nic.
- W takim razie ode mnie też niczego się nie dowiesz. A teraz ubieraj się i ruszamy w miasto.
Z głośnym westchnięciem wbiegłam po schodach i poszłam do pokoju. Moja przyjaciółka dołączyła do mnie, gdy wstałam przed szafą, próbując wybrać jakieś ubrania na ten 'wypad na miasto'. Chciałam już wyciągnąć dresy i jakąś bluzę, ale Ada wypchnęła mnie z mojego miejsca i sama zaczęła przeglądać moje ubrania. Zajęło jej to dłuższą chwilę, więc ja w tym czasie miałam okazję spojrzeć do internetu i poczytać trochę plotek. Między innymi przeczytałam, że "Neymar ponownie zostaje singlem. Brazylijska gwiazda futbolu rozstała się ze swoją dziewczyną, jaką była modelka..." Nawet nie chciało mi się czytać tego do końca. Naprawdę wydawało mi się to śmieszne. Nawet osoba, która raz pojawiła się w otoczeniu Neymara może przez media zostać mianowana jego dziewczyną. No ale cóż, przynajmniej ja mam spokój.
- Ubieraj się i wychodzimy - Ada przerwała moje myśli, rzucając we mnie jednocześnie ubraniami.
- Dobra, dobra, już idę, nie krzycz na mnie - zaśmiałam się, idąc do łazienki.
Po kilku minutach wyszłam stamtąd, ogarnięta i ubrana w jeansy, co było dla mnie niecodzienne. Jednak ważne, że czułam się dobrze.
- Czemu ty nie ubierasz się tak na co dzień? Wyglądasz świetnie - ucieszyła się Ada, widząc mnie ubraną inaczej niż w dresy.
- Czyli, że zazwyczaj wyglądam koszmarnie? Nie no, dzięki za komplement.
- Oj, no wiesz o co mi chodzi. Powinnaś się zacząć tak ubierać.
- Jeszcze jakieś życzenia? - drażniłam się z nią.
- Nie, tylko to jedno. To jak, możemy już iść?
- Jechać - poprawiła mnie. - Mamy dzisiaj dużo do załatwienia, a ja nie mam zamiaru latać z jednej strony miasta na drugą.
- A powiesz mi chociaż z jakiej okazji wyciągasz mnie na miasto?
- Nie. Dowiesz się wszystkiego... później - powiedziała zadowolona z siebie, że udało się jej jakoś wybrnąć.
Co ona takiego wymyśliła?



No właśnie, co wymyśliła Ada?
PS. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że jest Was coraz więcej. Dziękuję :*


piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 19

Tak jak obiecał to Ney cały dzień spędziliśmy pod pomnikiem, patrząc z góry na miasto. do domu Neymara wróciliśmy jakiś czas po północy. Czas w Rio spędziliśmy naprawdę fajnie. Neymar oprowadzał mnie po mieście, pokazywał wszystkie najważniejsze atrakcje, a wieczorami zazwyczaj braliśmy udział w jakiejś imprezie na ulicach miasta. Było wręcz cudownie. Dziś mamy środę. Do rana byliśmy na imprezie na zakończenie karnawału i niedługo mieliśmy wracać już do Europy. Ale zmieniliśmy plany. Tak jak ustaliliśmy to z Neymarem w drodze do Rio, po tych kilku dniach tu spędzonych lecimy na chwilę do Santosu, żeby Ney mógł spotkać się z rodziną.
Lot, który trwał około dwóch godzin minął nam na śmianiu się z Daniego. Tak, tak ten idiota opowiadał nam przez całą drogę swoją historię życia jak to spotkał taką cudowną blondynkę na imprezie, nagle ją zgubił, a potem gdy się znaleźli to... Nie ważne. W każdym bądź razie, brzuch mnie bolał że śmiechu. Alves tak bardzo przeżywał spotkanie z tą dziewczyną, że przez chwilę pomyślałam, że się zakochał.
Gdy znaleźliśmy się w Sao Paulo, od razu z lotniska pojechaliśmy do hotelu w Santosie. Oczywiście Neymar ma tutaj dom razem z rodzicami i próbował mnie przekonać, żebyśmy tam spędzili te dwa dni, ale nie zmieniłam zdania. Bardzo chciałam poznać jego rodziców, siostrę i synka, ale myślałam, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment. A że jestem uparta to postawiłam na swoim.
- Skoro ja mam jechać teraz do domu, to co ty zamierzasz robić aż do wieczora? - zapytał Ney, przytulając się do mnie, gdy już byliśmy w swoim hotelowym pokoju.
- Nie martw się o mnie, ja już jakoś zorganizuję sobie ten czas. A ty lepiej już jedź do Daviego, bo pewnie się za tobą strasznie stęsknił - powiedziałam, odwracając się do niego przodem.
- Chciał cię bardzo poznać - wyszeptał Ney, próbując mnie ostatecznie przekonać.
- Proszę cię, nie wpędzaj mnie w poczucie winy, że się z nim nie spotkam - jęknęłam. Naprawdę chciałam poznać Daviego. To nie tak, że nie akceptowałam faktu, że Ney miał syna.Bardziej chodziło mi o to, że mimo iż teraz z Juniorem dogadujemy się całkiem dobrze nie znaczy, że za jakiś czas też tak będzie. Być może po kilku miesiącach uznamy, że nasz związek nie ma sensu i po prostu się rozstaniemy. Kocham Neymara i nie chciałabym takiego zakończenia, ale tak może się stać, a wtedy nie zniosłabym myśli, że ten mały chłopiec się do mnie przywiązał, a ja nagle odchodzę. Dlatego wolałam trochę poczekać zanim go poznam.
- Dobrze, już nic nie mówię. Mam już iść?
- Jedź do Daviego.
- Wolałbym jechać z tobą.
- Mogę cię co najwyżej do samochodu odprowadzić - zaśmiałam się
- Jakaś ty łaskawa - przewrócił oczami i skierował się do drzwi, a ja ruszyłam za nim. Junior zamknął drzwi i ruszyliśmy przez długi korytarz aż do windy. Chwilę później znaleźliśmy się przed hotelem, gdzie niestety musieliśmy się rozstać.
- No jedź już, bo Davi czeka - pośpieszyłam Neya, gdy przedłużał moment, kiedy musiał wsiąść do samochodu i odjechać.
- Będziesz tęsknić? - zapytał.
 - Tak, oczywiście, będę usychać z tęsknoty za tobą! - powiedziałam z sarkazmem. Nie to, że nie będę tęsknić, bo na pewno będę, ale patrząc na to, że czasami nie widzimy się nawet kilkanaście dni to te kilka godzin rozstania jest w prawdzie niczym. Tym bardziej po kilku dniach spędzonych razem.
- To pa - powiedział i pocałował mnie na pożegnanie. - Jeśli byś czegoś potrzebowała to dzwoń.
- Neymar, nie jestem małą dziewczynką, dam sobie radę.
- W to nie wątpię - zaśmiał się i wsiadł do swojego Audi. Po chwili już go nie było.
Nie miałam zamiaru przesiedzieć całego dnia w hotelu. Nie po to zgodziłam się przyjechać z Neymarem do Brazylii.
Miałam ze sobą telefon i portfel. Nic więcej nie było mi potrzebne, więc od razu wybrałam się na zwiedzanie miasta. Nigdy w życiu tutaj nie byłam, ale to mi raczej nie przeszkadzało. Internet w telefonie czasami był bardziej niż przydatny. Przejrzałam wszystkie atrakcje w Santosie i już wiedziałam, gdzie mam iść.

*Neymar*
Dwadzieścia minut po tym, jak odjechałem z przed hotelu, zostawiając tam Selenę. Miałem wyrzuty sumienia, że pozwoliłem jej tam zostać samej, ale ona była zbyt uparta, żeby z nią dyskutować. Ale zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że jej nie da się przekonać. Zawsze musi postawić na swoim.
Gdy byłem już na miejscu, nie zdążyłem nawet otworzyć drzwi samochodu, a w moją stronę już biegł mój ukochany synek. Szybko wysiadłem z mojego Audi i rozłożyłem ręce, w których kilka sekund później znalazł się chłopiec.
- Tęskniłem tatusiu! - powiedział, wtulając się we mnie.
- Ja też bardzo tęskniłem kochanie - odpowiedziałem.
Davi po dłuższej chwili odsunął się ode mnie i podbiegł do samochodu. Otworzył drzwi od strony pasażera po czym w smutku stwierdził, że w środku nikogo nie ma.
- A gdzie ona? - zapytał rozczarowany. W pierwszym momencie nie zrozumiałem dlaczego powiedział 'ona', ale zaraz zorientowałem się, że nie wie jak ta 'ona' ma na imię.
- Naprawdę mi przykro, ale ona nie mogła ze mną przyjechać. Ale kazała przekazać, że bardzo chce cię poznać - powiedziałem, a w oczkach Daviego zobaczyłem smutek.
- Miała przyjechać - szepnął cichutko.
- Ale nie mogła kochanie. Ale jak do mnie przyjedziesz to na pewno ją spotkasz - zapewniłem go.
- Ale obiecujesz? - zapytał z nadzieją.
- Obiecuję.
- Synku, a ze mną już się nie przywitasz? - usłyszałem za sobą głos mojej mamy. Odwróciłem się i razem z Davim podeszliśmy do niej z uśmiechami na twarzach.
- Hey mamo. Tak dawno cię nie widziałem - powiedziałem, przytulając ją.
- Mógłbyś częściej do nas przyjeżdżać. Widzimy się tak rzadko. A gdzie Selenka? - zapytała. Widocznie moja dziewczyna miała być w tym domu atrakcją dzisiejszego dnia.
- Ehh... - westchnąłem, przenosząc na chwilę wzrok na Daviego, dając mamie do zrozumienia, że to nie temat na rozmowy przy nim.
- Chodźcie już do środka. Taty nie ma, jest w Instytucie, ale Rafaela jest u siebie na górze, a Jota siedzi w salonie - szybko zareagowała mama, aby odciągnąć Daviego od myśli o Selenie.
Wszyscy razem weszliśmy do środka, a tam dopadła mnie moja siostra. Jak widać już nie siedziała w swoim pokoju.
- Braaaaciszku! - zawołała radośnie na mój widok i od razu znalazłem się w jej objęciach.
- Widzę, że wszyscy strasznie za mną tęskniliście - zaśmiałem się. Nie spodziewałem się takiej reakcji mojej rodziny na mój przyjazd. Co prawda nie widzieliśmy się już dość długo, bo od wakacji byłem tutaj może raz, ale nigdy tak nie cieszyli się na mój widok.
Z pomocą przyszedł mi Jota. Rafa musiała się ode mnie odsunąć, aby zrobić miejsce mojemu bratu. Przywitaliśmy się tak jak zazwyczaj i poszliśmy do kuchni. Davi bawił się w salonie, a my mieliśmy trochę czasu, żeby porozmawiać.
- No to dlaczego moja ulubiona szwagierka z tobą nie przyjechała? - zapytał rozbawiony Jo. On jako jedyny normalnie przyjął informację o tym, że Seleny ze mną nie ma.
- Sel jest w Santosie razem ze mną... - zacząłem, ale oczywiście Rafa musiała mi przerwać.
- Więc dla czego nie zabrałeś jej ze sobą do na... - teraz to ja jej przerwałem.
- Bo to był jej wybór - powiedziałem, ściszając głos, aby mieć pewność, że mój synek na pewno nas nie usłyszy.
- Ale... dlaczego? - zapytała moja mama, gwałtownie się smucąc.
-  Nie martw się, mamo. Ona naprawdę bardzo chce was wszystkich poznać, nawet nie wiesz jak  bardzo. Widać to po niej. Ale chyba chodzi jej tu głównie o Davisia. Boi się chyba, że on się nią rozczaruje. Boi się, jak zareaguje. Stąd brak jej obecności ze mną - wyjaśniłem.
- Ale, skoro nie ma jej z tobą, to gdzie ona jest? - moja mama zaczęła się zamartwiać. Zawsze martwi się o wszystkich i wszystko.
- Nie denerwuj się, jest w hotelu, w którym zostajemy. Nic jej się nie stanie. Umie sobie poradzić - powiedziałem, wiedząc jakie myśli chodzą po jej głowie.
- Na ile zostajecie? - zapytała Rafa.
- Dzisiaj mamy środę? W takim razie chyba do piątku i w piątek wieczorem wrócimy do Hiszpanii - odpowiedziałem, przypominając sobie rozmowę z Seleną, o tym na jak długo zostaniemy w Santosie.
- A nie możesz jakoś spróbować jej przekonać? - łudziła się Rafaela.
- Rafa ty w ogóle wiesz, o czym ty mówisz? To jak porywać się z motyką na słońce - trafnie zauważył Jota. - Założę się, że Neymar już próbował i to nie raz.
- Skąd wiedziałeś? - zaśmiałem się.
- Po prostu twierdzę, że to nie fair, że Jota ją zna, a ja nie - powiedziała nasza siostra i wstała od stołu. Znosi to chyba gorzej niż Davi, który po chwili wszedł do pomieszczenia.
- Tato, pobawisz się ze mną? - zapytał, trzymając w rączkach swoją ulubioną zabawkę.
- Jasne - powiedziałem, przeprosiłem mamę i Jo, i poszedłem za synkiem do jego zabawek.
- Tato, a zadzwonisz do niej? - zapytał. Davi naprawdę robi się coraz mądrzejszy. Myślałem, że już zapomniał o Selenie i chce się po prostu pobawić, a on podstępnie wyciągnął mnie z kuchni, żeby mnie o to zapytać.
- Wiesz, mam chyba lepszy pomysł - powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni telefon. Razem z Davim nagraliśmy snapa, na którym chłopiec mówił, jak bardzo chce ją poznać i jak bardzo ją kocha i wysłaliśmy do niej. Wiedziałem, że Selena to na pewno zobaczy. Zauważyłem, że już od jakiegoś czasu bacznie obserwowała mój snapchat.
I nie myliłem się. Sel wysłała nam filmik, na którym odpowiedziała Daviemu, że go kocha i chce poznać, a zaraz potem dostałem filmik, na którym przeprosiła go, za to, że nie może z nim teraz być. Wiem, że trochę okłamywaliśmy Davisia, ale nie było innego wyjścia. Rozumiałem zachowanie mojej dziewczyny i wiedziałem, że martwi się jedynie o tego małego blondynka, którego jeszcze nawet nie zdążyła poznać.
Mój synek po tej małej 'konwersacji' z Seleną był już spokojny i świetnie się ze mną bawił. Po jakiejś godzinie zabawy poszedł w końcu pomęczyć ciocię Rafaelę, a ja w spokoju mogłem pograć z Jotą w FIFĘ.
Dwie godziny później do domu wrócił mój ojciec. Mieliśmy do załatwienia kilka ważnych spraw, więc niestety musiałem zostawić mojego brata samego. Nigdy nie lubiłem załatwiać tych wszystkich formalności, ale cóż, skoro chcę grać w piłkę w tak wielkim klubie jak Barcelona to muszę się z tym wszystkim uporać.
Na szczęście nie zajęło nam to długo. Mój ojciec zapewnił mnie, że wszystkim się zajmie. Była godzina szesnasta, przesiedziałem w moim rodzinnym domu zaledwie około czterech godzin. Mama znajdowała się w kuchni, zapewne robiąc obiad, tata siedział w gabinecie, a Rafa, Jota i Davi byli w ogrodzie bawiąc się z psem. W końcu miałem chwilę spokoju, więc postanowiłem zadzwonić do Seleny. Nie odzywała się od czasu, kiedy 'rozmawiała' z Davim. Zacząłem się martwić, choć sam nawet nie wiem o co. Przecież da sobie radę.
Tak jak myślałem, nic się nie stało, a Sel odebrała po pierwszych dwóch sygnałach.
- Już tak bardzo się stęskniłeś? - zaśmiała się.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Jak tam siedzenie w hotelu? - zapytałem.
- A kto ci powiedział, że ja miałam zamiar tam siedzieć? Odkąd pojechałeś jestem na mieście.
- A więc gdzie teraz jesteś?
- Urbano Caldeira Stadium?
- Nie mów mi, że poszłaś na mój dawny stadion.
- A czemu by nie?
- Pojechać po ciebie?
- Neymaaaar! Przecież dam sobie radę. A z resztą dopiero niedawno tutaj przyszłam.
- Oj, no już dobrze - przewróciłem oczami.
- Jak tam Davi? - spytała.
- Całkiem dobrze, po waszej 'rozmowie' na snapie się uspokoił. Gorzej z Rafaelą - zaśmiałem się, przypominając sobie reakcję mojej siostry.
- Czemu? - przejęła się Selena.
- Bo jest zazdrosna o to, że Jota cie poznał - dalej się śmiałem.
- Właśnie, Jota! Czemu on się nie odzywa? Ja sobie muszę z nim poważnie porozmawiać!
- Spokojnie, bo jeszcze pomyślę, że mnie z nim zdradzasz - zaśmiałem się. Znowu.
- A kto wie, kto wie...
- Selena!
- No już, uspokój się, złość piękności szkodzi - teraz to ona śmiała się ze mnie.
- Czyli uważasz, że jestem piękny?
- Zawsze i wszędzie! - powiedziała, na co ja wybuchnąłem śmiechem. - No oczywiście, zawsze musisz mieć jakieś skojarzenia - wiedziałem, że teraz kręciła głową.
- Zawsze i wszędzie!
- Dobrze, więc ja zostawiam ciebie i te twoje zbereźne myśli i wracam do zwiedzania. Spotkamy się w hotelu?
- Za dwie godziny?
- Ok, no to pa.
- No to pa - powiedziałem niechętnie i zakończyłem połączenie.
Martwiłem się, że Selena sama chodziła po ulicach Santosu. Nie żebym od razu miał jakieś dziwne czarne myśli, ale bałem się, że mogła by się zgubić czy coś podobnego. Wiem, wiem, nie była małą dziewczynką, ale trochę tak na nią patrzyłem. Jak moją małą księżniczkę, bo w końcu była ode mnie młodsza.
Wiem, że strasznie by się zdenerwowała, gdybym teraz do niej pojechał, bo miałem spędzić czas z rodziną, więc wpadłem na dużo lepszy pomysł. Wyszedłem do ogrodu, gdzie znajdowało się moje rodzeństwo wraz z moim synkiem i zwróciłem się do brata:
- Jota, musisz mi pomóc.





Hey :D Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Miałam dużą motywację, żeby go napisać. A mianowicie pewną osobę, która przez cały wczorajszy wieczór siedziała mi nad głową i dopytywała kiedy skończę i dodam rozdział. Tak więc, jestem z częścią dziewiętnastą :D 
Ważne:
No i tutaj mam gorsze informacje. A więc ogłaszam, że mniej więcej jesteśmy w połowie tego opowiadania! Tak tak, ja też nie mogę uwierzyć, że to już tak daleko początku i tak blisko końca. To opowiadanie na pewno nie będzie tak długie jak poprzednie. 100 rozdziałów o Selenie i Neymarze byłoby chyba dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Tak więc myślę, że 40 powinno wystarczyć ;) Mam nadzieję, że kiedy już skończymy to opowiadanie to mnie nie zostawicie, co? 

Bye, Neyforever :*