~ Jezus!
- Neymar! Nie ma nawet takiej opcji.
- Oczywiście, że jest. Przyjechałem tu z Tobą, więc chcę, żebyśmy spędzili ten czas razem - odparł Neymar. Minęło 8 godzin lotu, a od godziny kłóciłam się z nim o to, co będziemy robić przez tych kilka dni w Brazylii.
Rafaela prosiła Neya, żeby podczas pobytu w ojczyźnie choć na chwilę ich odwiedził. Powiedział jej, że się nad tym zastanowi, ale chwilę później powiedział mi, że mimo wszystko nie zamierza zostawić mnie i polecieć do São Paulo. I właśnie o to się rozchodziło.
- Dobrze, a gdybym ja poleciała z tobą do Sao Paulo? - zapytałam.
- To już byłaby całkiem inna sytuacja - przyznał po chwili Junior.
- No właśnie. Więc postanowione, lecimy do Sao Paulo i nie ma dyskusji - powiedziałam radośnie.
- Teraz, czy jak będziemy wracać z Rio? - zapytał Ney.
- Chyba raczej jak będziemy wracać - stwierdziłam, a Junior przytulił mnie mocniej.
- Jesteś uparta. Strasznie - szepnął.
- Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam.
- Kocham cię.
- To też wiem.
- Chcę, żebyś poznała Rafaelę... i Daviego... i moich rodziców... - powiedział, na co wstrzymałam oddech. Naprawdę?
- Tego nie wiedziałam - przyznałam.
- Chciałabyś?
- Poznać ich? Nie wiem. Z pewnością są wspaniali, ale nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dlaczego? Na pewno bardzo by cię polubili.
- Nie jestem idealna.
- Nikt nie jest.
- Wiesz w jakim sensie. Poznanie twojej siostry nie byłoby raczej najgorsze. Ale bałabym się poznać z twoimi rodzicami czy synkiem. To byłoby chyba zbyt dużo.
- Oni i tak już bardzo dużo o tobie wiedzą. I Davi naprawdę nie może się doczekać, kiedy cię pozna. Ale jeśli nie chcesz poznać ich teraz, to będzie na to jeszcze wiele okazji.
- Ney, nie grasz fair, mówiąc mi o Davim.
- Nie martw się, niedługo razem z Caroliną przeprowadzają się do Barcelony, więc nie będzie musiał długo czekać - uspokoił mnie.
***
- O, jak tu ciepło! - zawołałam, gdy tylko opuściłam samolot. Słoneczna Brazylia! Lato podczas, gdy w naszej Hiszpanii jest zima. Tak mi brakowało tych wysokich, letnich temperatur. Wakacje w środku roku szkolnego.
- Brakowało mi tego - powiedział Neymar, zaciągając się brazylijskim powietrzem. - Jedziemy do domu?
- Domu? - zapytałam zdziwiona.
- Mam dom w Rio. Nie wiedziałaś?
- Nie.
- No to teraz już wiesz - powiedział z uśmiechem. - To jedziemy, czy może chcesz podziwiać lotnisko?
- Naprawdę ładne macie te lotnisko, ale chyba skuszę się na pojechanie do domu - powiedziałam radośnie i razem z Neyem poszliśmy do jego samochodu, który znalazł się tutaj dzięki jego kolegom.
Junior już tyle razy widział Rio, że widoki podczas jazdy wcale go nie ruszały. Inaczej było ze mną, ponieważ widziałam to wszystko po raz pierwszy i wszystkim się zachwycałam.
Sądziłam, że tak jak w Barcelonie, dom Neymara będzie znajdował się gdzieś na obrzeżach miasta, ale było całkiem inaczej. Znajdował się on praktycznie w centrum Rio. Do tego znajdował się nieopodal jednej z głównych ulic. Dlatego gdy tylko otworzyłam drzwi samochodu pod jego domem usłyszałam głośną brazylijską muzykę. Słyszałam, że w czasie karnawału na ulicach ciągle gra muzyka, ale nie sądziłam, że to prawda.
- Jak ci się podoba? - spytał Ney, widząc moją minę.
- Wow - odpowiedziałam.
- Tak myślałem - zaśmiał się, dając mi do ręki klucze do domu, a sam poszedł po nasze rzeczy.
Zostawiłam go przy samochodzie i od razu skierowałam się do środka. Jednak kilka minut później nadal nie znalazłam się wewnątrz budynku. Otworzenie tych drzwi w moim przypadku graniczyło wręcz z cudem. Samo znalezienie odpowiedniego klucza okazało się wyzwaniem. Ale jednak po jakimś czasie mi się to udało i znalazłam się w łanie urządzonym korytarzu. Na lewo zauważyłam salon, a po prawej stronie znajdowała się kuchnia. Ja jednak od razu pobiegłam po schodach na górę, gdzie znalazłam kilka różnych pomieszczeń. Weszłam przez pierwsze drzwi i znalazłam się w sypialni. Zgadłam, że to pokój Neya, o czym świadczył jego wystrój. Sypialnia wyglądała bardzo podobnie do tej w Barcelonie. Tylko, że tutaj nie miał ściany, na której wisiała jego kolekcja full-capów. Rzuciłam się na ogromne łóżko znajdujące się tam i patrzyłam w sufit. Jestem z Neyem w Rio. Nadal w to nie wierzę.
Chwilę później usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i Ney głośno wypuszcza powietrze.
- Szukałem cię - powiedział.
- Nie uciekłam. Nie domyśliłeś się, że jestem tutaj? Raczej nie miałabym pójść gdzie indziej - powiedziałam. patrząc w sufit, ale gdy Neymar usiadł na łóżku, podniosłam się do pozycji siedzącej i przytuliłam do niego.
- Idziemy spać czy na miasto? - zapytał Ney.
- Spać! - zawołałam, na co Neymar zaczął się śmiać.
- Jest wcześnie - zauważył. - Idziemy spać - zgodził się ze mną i położył obok mnie. Objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie. - Dobranoc, księżniczko.
***
Gdy przebudziłam się ze swojego słodkiego snu, Neya nie było już obok mnie. Typowe. Ale on jest dużo bardziej przyzwyczajony do zmian strefy czasowej niż ja.
Podniosłam się z łóżka i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że spałam w ubraniach. Nie ma co, musiało mi być bardzo wygodnie w tej bluzie i rurkach. Rozejrzałam się po pokoju i postanowiłam wyjść na chwilę na balkon. Będąc tam, w dole, w ogrodzie zobaczyłam ćwiczącego Neymara. Oczywiście bawił się piłką, która była jego miłością. Kochał ją bardziej niż mnie, ale mogłam to zaakceptować.
Usiadłam na zimnych płytkach, cały czas wpatrując się w Juniora. Oparłam głowę o barierki i przyglądałam mu się. Lubiłam patrzeć jak gra. Zachowywał się wtedy całkiem inaczej. Cały świat przestawał istnieć, był tylko on i piłka. Cudownie było to oglądać.
Jednak w pewnym momencie Ney niespodziewanie odwrócił się, żeby odbić piłkę i zauważył mnie. Zostawił swoją zabawkę w spokoju i uśmiechnął się do mnie. Poszedł w stronę domu, więc ja też postanowiłam wrócić do środka. Usiadłam na łóżku, a po chwili do sypialni wszedł Neymar. Uśmiechnięty podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Moja księżniczka się w końcu wyspała? - zapytał radośnie.
- Można tak powiedzieć. Która jest godzina?
- Po dziesiątej. Idziemy się przejść?
- Możemy. Tylko poczekaj, muszę się przebrać, bo jest mi okropnie gorąco - zawołałam, podchodząc do walizki, a Neymar się ze mnie śmiał.
*pół godziny później*
- Neymar! - zawołałam z przedpokoju już chyba po raz piąty. Z nim jest gorzej niż z dziewczyną... Stoję przy tych drzwiach już od piętnastu minut i czekam aż Neymar łaskawie ułoży włosy i się ubierze. Ileż można?! Już nawet ja się szybciej wybrałam.
Już miałam krzyczeć po raz kolejny, gdy usłyszałam, że moja "księżniczka" schodzi po schodach. Nareszcie!
- Ile można na ciebie czekać?! - zawołałam, gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Staram się dla ciebie, a tobie jeszcze źle! - zaśmiał się.
Zignorowałam go i zapytałam:
- To gdzie idziemy?
- Tam, gdzie ty chcesz - odpowiedział.
- Wiem! Jezus!
- Skąd ja to wiedziałem, że chcesz tam iść - ponownie się zaśmiał, zamykając za nami dom. Potem wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę furtki. Gdy wyszliśmy na ulicę, znów usłyszałam muzykę, tak jak rano, gdy przyjechaliśmy. Junior założył okulary przeciwsłoneczne, tak jak ja, miał na głowie full-cap i wszystko po to, żeby pozostać nierozpoznanym.
Atmosfera na ulicach Rio była fantastyczna. Wszyscy tańczyli i śpiewali, wyglądało to jak jedna wielka impreza. Mogłabym tu zostać na zawsze. Choć Neymarowi raczej by się to nie spodobało.
Panująca tu radość wpływa też na mnie, przez co cały czas na mojej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
Muszę przyznać, że naprawdę dziwnie jest się czuć tak wolnym. W ostatnim czasie nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Siedziałam w szkole, w "wolnym" czasie rozmawiałam z Neymarem przez telefon, albo pokonywałam drogę do Barcelony, żeby móc się z nim spotkać. I tak naprawdę dopiero teraz czuję wolność. Kiedy mogę sobie spokojnie spacerować z Neymarem ulicami Sao Paulo i wiedzieć, że przez najbliższy tydzień nie muszę się o nic martwić.
Swoją drogą dziwnie było tak spacerować z Neymarem. Za każdym razem, gdy byłam w Barcelonie, Ney nie chciał zbytnio wychodzić, dlatego, że nie chciał, żeby ktoś go rozpoznał. Oczywiście wiem, że gdy był sam, dość często wychodził z domu, żeby po prostu się przejść. Nie przeszkadzało mu, że spotka się z fanami. To była dla niego codzienność. Ale gdy byłam z nim ja, w grę wchodziło coś więcej.
Neymar pod żadnym pozorem nie chciał, żeby ktokolwiek niepowołany dowiedział się o istnieniu naszego związku. Mogłoby mi być przykro z tego powodu, ale tak nie jest. Rozumiem go. Chce mnie chronić przed tym wszystkim. Nie chce, żeby nagle zaczęli mnie śledzić dziennikarze i zadawać dziwne pytania. Chciał mnie uchronić przed swoim życiem "w blasku fleszy." Nie chciał, żebym nagle stała się "sławna", ponieważ z nim jestem. Nie chciał, żebym stała się powszechnie znaną "dziewczyną Neymara" i chciał uniknąć różnych plotek w mediach. Szczerze mówiąc to sama też nie chciałabym, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie wiem czy zniosłabym plotki o tym, że jestem z nim tylko dla sławy czy pieniędzy. Oczywiście problem byłby także z fankami Neymara, które zazwyczaj nie akceptują jego partnerek.
Droga jaką musieliśmy przebyć, żeby znaleźć się w wybranym przeze mnie miejscu nie była długa, więc kilkanaście minut później byliśmy na miejscu. No, prawie na miejscu. Żeby dotrzeć pod pomnik trzeba było zaledwie dostać się na górę. A były tylko dwa wyjścia: wjechać, albo wejść na górę.
- Mamy do wyboru 222 schody albo windę - powiedział Junior. Wiedziałam, że on wolałby po prostu wjechać na górę i mieć to z głowy, ale ja miałam inny plan.
- Idziemy! - zawołałam, kierując się w stronę schodów i ciągnąc za sobą Neymara.
- No, ale ja ciebie proszę! - krzyczał Ney, gdy zobaczył, że mówię poważnie.
- Idziemy! - powtórzyłam.
- Ale to jest tak daleko! - jęczał.
- Junior, jesteś piłkarzem czy nie? - zapytałam, odwracając się do niego.
- No, jestem - odpowiedział.
- Więc zadbajmy o twoją i przy okazji też moją kondycję i chodźmy na górę.
Ney niechętnie, ale jednak poszedł za mną i zaczął wspinać się po schodach. Jednak pięć minut później usłyszałam:
- Selena! Poczekaj na mnie! Zmęczyłem się!
Miałam ogromną ochotę uderzyć się ręką w czoło w geście niedowierzania, ale jednak postanowiłam sobie tego oszczędzić.
- Nie wierzę w ciebie Junior. Za co ten trener cię trzyma w tym klubie?! - westchnęłam.
- Jestem tak cudowny, że oni po prostu muszą mnie mieć - odpowiedział mi z głupim uśmieszkiem.
- Kto ci tak nakłamał, co?
- Mama.
- Chyba jak byłeś mały.
- Nie. Ostatnio to jakoś tydzień temu. Powiedziała, że jestem piękny i cudowny.
- Dobra, że cudowny to jeszcze uwierzę, ale że piękny?
- Jak nie piękny to dlaczego mnie jeszcze nie zostawiłaś dla jakiegoś ładniejszego, hmm?
- Nie wiem. Może dlatego, że poziom twojej głupoty jest bardzo zbliżony do mojego.
- To chyba twój jest zbliżony do mojego - powiedział na co przewróciłam oczami. Jak z dzieckiem. - Nie chce mi się iść.
- Znowu do tego wracamy?
- Żebyś wiedziała. Nie mam siły wchodzić te 222 schodki!
- To jak jesteś taki zmęczony to zejdź na dół i jedź windą - stwierdziłam, na co Brazylijczyk oczywiście się ucieszył.
- No to widzimy się na górze! - podszedł do mnie, pocałował przelotnie w usta i sekundę później widziałam go już zbiegającego po schodach w dół. A podobno nie miał siły.
Pokręciłam głową myśląc o jego głupocie i kontynuowałam wspinaczkę po schodach. Widoki były naprawdę niesamowite aż chciałam przystanąć i po prostu je podziwiać, ale wiedziałam, że Neymar będzie potem marudził, że szłam tak wolno. Ale kiedy dziesięć minut później byłam już pod pomnikiem nie mogłam znaleźć tam Neymara. Zapewne jeszcze go tu nie było, więc zaczęłam podziwiać panoramę miasta, która tak dobrze było widać z tej wysokości. Spędziłam tak kolejnych kilka minut, ale Neymara nadal nie było. Zaczęłam się martwić, bo nigdy nie wiadomo co mu odbije, ale wtedy poczułam jak mnie przytula.
- Co tak długo? - zapytałam, nie odwracając się do niego.
- Fani mnie zatrzymali - powiedział, opierając brodę o moje ramię. - Ładnie tutaj.
- Nie zaprzeczę - przyznałam. - Mogłabym tu spędzić cały dzień.
- To go tutaj spędźmy - usłyszałam jego słowa, więc odwróciłam się przodem do niego.
- Naprawdę chcesz tutaj siedzieć cały dzień?
- Czemu by nie? Bądźmy chodź trochę spontaniczni - powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
I właśnie takiego Neymara kocham najbardziej.
Tadam! Pewna osoba wypomniała mi, że "rozdziału już tyle czasu nie ma!", więc proszę bardzo: jest! Mam nadzieję, że się spodoba :D
A tak całkiem z innej beczki to chciałabym z radością poinformować, że już jutro pojawi się prolog mojego nowego opowiadania, które pisać będę tym razem na Wattpadzie. Mam nadzieję, że komuś się spodoba :D Tytuł to: Music was the Beginning [H.S.]
Od razu mówię, że w planach mam jeszcze jedno opowiadanie z tym bohaterem ;) Ale to dopiero za jakiś czas ;)
Udanych ferii :D
- Dobrze, a gdybym ja poleciała z tobą do Sao Paulo? - zapytałam.
- To już byłaby całkiem inna sytuacja - przyznał po chwili Junior.
- No właśnie. Więc postanowione, lecimy do Sao Paulo i nie ma dyskusji - powiedziałam radośnie.
- Teraz, czy jak będziemy wracać z Rio? - zapytał Ney.
- Chyba raczej jak będziemy wracać - stwierdziłam, a Junior przytulił mnie mocniej.
- Jesteś uparta. Strasznie - szepnął.
- Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam.
- Kocham cię.
- To też wiem.
- Chcę, żebyś poznała Rafaelę... i Daviego... i moich rodziców... - powiedział, na co wstrzymałam oddech. Naprawdę?
- Tego nie wiedziałam - przyznałam.
- Chciałabyś?
- Poznać ich? Nie wiem. Z pewnością są wspaniali, ale nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dlaczego? Na pewno bardzo by cię polubili.
- Nie jestem idealna.
- Nikt nie jest.
- Wiesz w jakim sensie. Poznanie twojej siostry nie byłoby raczej najgorsze. Ale bałabym się poznać z twoimi rodzicami czy synkiem. To byłoby chyba zbyt dużo.
- Oni i tak już bardzo dużo o tobie wiedzą. I Davi naprawdę nie może się doczekać, kiedy cię pozna. Ale jeśli nie chcesz poznać ich teraz, to będzie na to jeszcze wiele okazji.
- Ney, nie grasz fair, mówiąc mi o Davim.
- Nie martw się, niedługo razem z Caroliną przeprowadzają się do Barcelony, więc nie będzie musiał długo czekać - uspokoił mnie.
***
- O, jak tu ciepło! - zawołałam, gdy tylko opuściłam samolot. Słoneczna Brazylia! Lato podczas, gdy w naszej Hiszpanii jest zima. Tak mi brakowało tych wysokich, letnich temperatur. Wakacje w środku roku szkolnego.
- Brakowało mi tego - powiedział Neymar, zaciągając się brazylijskim powietrzem. - Jedziemy do domu?
- Domu? - zapytałam zdziwiona.
- Mam dom w Rio. Nie wiedziałaś?
- Nie.
- No to teraz już wiesz - powiedział z uśmiechem. - To jedziemy, czy może chcesz podziwiać lotnisko?
- Naprawdę ładne macie te lotnisko, ale chyba skuszę się na pojechanie do domu - powiedziałam radośnie i razem z Neyem poszliśmy do jego samochodu, który znalazł się tutaj dzięki jego kolegom.
Junior już tyle razy widział Rio, że widoki podczas jazdy wcale go nie ruszały. Inaczej było ze mną, ponieważ widziałam to wszystko po raz pierwszy i wszystkim się zachwycałam.
Sądziłam, że tak jak w Barcelonie, dom Neymara będzie znajdował się gdzieś na obrzeżach miasta, ale było całkiem inaczej. Znajdował się on praktycznie w centrum Rio. Do tego znajdował się nieopodal jednej z głównych ulic. Dlatego gdy tylko otworzyłam drzwi samochodu pod jego domem usłyszałam głośną brazylijską muzykę. Słyszałam, że w czasie karnawału na ulicach ciągle gra muzyka, ale nie sądziłam, że to prawda.
- Jak ci się podoba? - spytał Ney, widząc moją minę.
- Wow - odpowiedziałam.
- Tak myślałem - zaśmiał się, dając mi do ręki klucze do domu, a sam poszedł po nasze rzeczy.
Zostawiłam go przy samochodzie i od razu skierowałam się do środka. Jednak kilka minut później nadal nie znalazłam się wewnątrz budynku. Otworzenie tych drzwi w moim przypadku graniczyło wręcz z cudem. Samo znalezienie odpowiedniego klucza okazało się wyzwaniem. Ale jednak po jakimś czasie mi się to udało i znalazłam się w łanie urządzonym korytarzu. Na lewo zauważyłam salon, a po prawej stronie znajdowała się kuchnia. Ja jednak od razu pobiegłam po schodach na górę, gdzie znalazłam kilka różnych pomieszczeń. Weszłam przez pierwsze drzwi i znalazłam się w sypialni. Zgadłam, że to pokój Neya, o czym świadczył jego wystrój. Sypialnia wyglądała bardzo podobnie do tej w Barcelonie. Tylko, że tutaj nie miał ściany, na której wisiała jego kolekcja full-capów. Rzuciłam się na ogromne łóżko znajdujące się tam i patrzyłam w sufit. Jestem z Neyem w Rio. Nadal w to nie wierzę.
Chwilę później usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i Ney głośno wypuszcza powietrze.
- Szukałem cię - powiedział.
- Nie uciekłam. Nie domyśliłeś się, że jestem tutaj? Raczej nie miałabym pójść gdzie indziej - powiedziałam. patrząc w sufit, ale gdy Neymar usiadł na łóżku, podniosłam się do pozycji siedzącej i przytuliłam do niego.
- Idziemy spać czy na miasto? - zapytał Ney.
- Spać! - zawołałam, na co Neymar zaczął się śmiać.
- Jest wcześnie - zauważył. - Idziemy spać - zgodził się ze mną i położył obok mnie. Objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie. - Dobranoc, księżniczko.
***
Gdy przebudziłam się ze swojego słodkiego snu, Neya nie było już obok mnie. Typowe. Ale on jest dużo bardziej przyzwyczajony do zmian strefy czasowej niż ja.
Podniosłam się z łóżka i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że spałam w ubraniach. Nie ma co, musiało mi być bardzo wygodnie w tej bluzie i rurkach. Rozejrzałam się po pokoju i postanowiłam wyjść na chwilę na balkon. Będąc tam, w dole, w ogrodzie zobaczyłam ćwiczącego Neymara. Oczywiście bawił się piłką, która była jego miłością. Kochał ją bardziej niż mnie, ale mogłam to zaakceptować.
Usiadłam na zimnych płytkach, cały czas wpatrując się w Juniora. Oparłam głowę o barierki i przyglądałam mu się. Lubiłam patrzeć jak gra. Zachowywał się wtedy całkiem inaczej. Cały świat przestawał istnieć, był tylko on i piłka. Cudownie było to oglądać.
Jednak w pewnym momencie Ney niespodziewanie odwrócił się, żeby odbić piłkę i zauważył mnie. Zostawił swoją zabawkę w spokoju i uśmiechnął się do mnie. Poszedł w stronę domu, więc ja też postanowiłam wrócić do środka. Usiadłam na łóżku, a po chwili do sypialni wszedł Neymar. Uśmiechnięty podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Moja księżniczka się w końcu wyspała? - zapytał radośnie.
- Można tak powiedzieć. Która jest godzina?
- Po dziesiątej. Idziemy się przejść?
- Możemy. Tylko poczekaj, muszę się przebrać, bo jest mi okropnie gorąco - zawołałam, podchodząc do walizki, a Neymar się ze mnie śmiał.
*pół godziny później*
- Neymar! - zawołałam z przedpokoju już chyba po raz piąty. Z nim jest gorzej niż z dziewczyną... Stoję przy tych drzwiach już od piętnastu minut i czekam aż Neymar łaskawie ułoży włosy i się ubierze. Ileż można?! Już nawet ja się szybciej wybrałam.
Już miałam krzyczeć po raz kolejny, gdy usłyszałam, że moja "księżniczka" schodzi po schodach. Nareszcie!
- Ile można na ciebie czekać?! - zawołałam, gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Staram się dla ciebie, a tobie jeszcze źle! - zaśmiał się.
Zignorowałam go i zapytałam:
- To gdzie idziemy?
- Tam, gdzie ty chcesz - odpowiedział.
- Wiem! Jezus!
- Skąd ja to wiedziałem, że chcesz tam iść - ponownie się zaśmiał, zamykając za nami dom. Potem wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę furtki. Gdy wyszliśmy na ulicę, znów usłyszałam muzykę, tak jak rano, gdy przyjechaliśmy. Junior założył okulary przeciwsłoneczne, tak jak ja, miał na głowie full-cap i wszystko po to, żeby pozostać nierozpoznanym.
Atmosfera na ulicach Rio była fantastyczna. Wszyscy tańczyli i śpiewali, wyglądało to jak jedna wielka impreza. Mogłabym tu zostać na zawsze. Choć Neymarowi raczej by się to nie spodobało.
Panująca tu radość wpływa też na mnie, przez co cały czas na mojej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
Muszę przyznać, że naprawdę dziwnie jest się czuć tak wolnym. W ostatnim czasie nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Siedziałam w szkole, w "wolnym" czasie rozmawiałam z Neymarem przez telefon, albo pokonywałam drogę do Barcelony, żeby móc się z nim spotkać. I tak naprawdę dopiero teraz czuję wolność. Kiedy mogę sobie spokojnie spacerować z Neymarem ulicami Sao Paulo i wiedzieć, że przez najbliższy tydzień nie muszę się o nic martwić.
Swoją drogą dziwnie było tak spacerować z Neymarem. Za każdym razem, gdy byłam w Barcelonie, Ney nie chciał zbytnio wychodzić, dlatego, że nie chciał, żeby ktoś go rozpoznał. Oczywiście wiem, że gdy był sam, dość często wychodził z domu, żeby po prostu się przejść. Nie przeszkadzało mu, że spotka się z fanami. To była dla niego codzienność. Ale gdy byłam z nim ja, w grę wchodziło coś więcej.
Neymar pod żadnym pozorem nie chciał, żeby ktokolwiek niepowołany dowiedział się o istnieniu naszego związku. Mogłoby mi być przykro z tego powodu, ale tak nie jest. Rozumiem go. Chce mnie chronić przed tym wszystkim. Nie chce, żeby nagle zaczęli mnie śledzić dziennikarze i zadawać dziwne pytania. Chciał mnie uchronić przed swoim życiem "w blasku fleszy." Nie chciał, żebym nagle stała się "sławna", ponieważ z nim jestem. Nie chciał, żebym stała się powszechnie znaną "dziewczyną Neymara" i chciał uniknąć różnych plotek w mediach. Szczerze mówiąc to sama też nie chciałabym, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie wiem czy zniosłabym plotki o tym, że jestem z nim tylko dla sławy czy pieniędzy. Oczywiście problem byłby także z fankami Neymara, które zazwyczaj nie akceptują jego partnerek.
Droga jaką musieliśmy przebyć, żeby znaleźć się w wybranym przeze mnie miejscu nie była długa, więc kilkanaście minut później byliśmy na miejscu. No, prawie na miejscu. Żeby dotrzeć pod pomnik trzeba było zaledwie dostać się na górę. A były tylko dwa wyjścia: wjechać, albo wejść na górę.
- Mamy do wyboru 222 schody albo windę - powiedział Junior. Wiedziałam, że on wolałby po prostu wjechać na górę i mieć to z głowy, ale ja miałam inny plan.
- Idziemy! - zawołałam, kierując się w stronę schodów i ciągnąc za sobą Neymara.
- No, ale ja ciebie proszę! - krzyczał Ney, gdy zobaczył, że mówię poważnie.
- Idziemy! - powtórzyłam.
- Ale to jest tak daleko! - jęczał.
- Junior, jesteś piłkarzem czy nie? - zapytałam, odwracając się do niego.
- No, jestem - odpowiedział.
- Więc zadbajmy o twoją i przy okazji też moją kondycję i chodźmy na górę.
Ney niechętnie, ale jednak poszedł za mną i zaczął wspinać się po schodach. Jednak pięć minut później usłyszałam:
- Selena! Poczekaj na mnie! Zmęczyłem się!
Miałam ogromną ochotę uderzyć się ręką w czoło w geście niedowierzania, ale jednak postanowiłam sobie tego oszczędzić.
- Nie wierzę w ciebie Junior. Za co ten trener cię trzyma w tym klubie?! - westchnęłam.
- Jestem tak cudowny, że oni po prostu muszą mnie mieć - odpowiedział mi z głupim uśmieszkiem.
- Kto ci tak nakłamał, co?
- Mama.
- Chyba jak byłeś mały.
- Nie. Ostatnio to jakoś tydzień temu. Powiedziała, że jestem piękny i cudowny.
- Dobra, że cudowny to jeszcze uwierzę, ale że piękny?
- Jak nie piękny to dlaczego mnie jeszcze nie zostawiłaś dla jakiegoś ładniejszego, hmm?
- Nie wiem. Może dlatego, że poziom twojej głupoty jest bardzo zbliżony do mojego.
- To chyba twój jest zbliżony do mojego - powiedział na co przewróciłam oczami. Jak z dzieckiem. - Nie chce mi się iść.
- Znowu do tego wracamy?
- Żebyś wiedziała. Nie mam siły wchodzić te 222 schodki!
- To jak jesteś taki zmęczony to zejdź na dół i jedź windą - stwierdziłam, na co Brazylijczyk oczywiście się ucieszył.
- No to widzimy się na górze! - podszedł do mnie, pocałował przelotnie w usta i sekundę później widziałam go już zbiegającego po schodach w dół. A podobno nie miał siły.
Pokręciłam głową myśląc o jego głupocie i kontynuowałam wspinaczkę po schodach. Widoki były naprawdę niesamowite aż chciałam przystanąć i po prostu je podziwiać, ale wiedziałam, że Neymar będzie potem marudził, że szłam tak wolno. Ale kiedy dziesięć minut później byłam już pod pomnikiem nie mogłam znaleźć tam Neymara. Zapewne jeszcze go tu nie było, więc zaczęłam podziwiać panoramę miasta, która tak dobrze było widać z tej wysokości. Spędziłam tak kolejnych kilka minut, ale Neymara nadal nie było. Zaczęłam się martwić, bo nigdy nie wiadomo co mu odbije, ale wtedy poczułam jak mnie przytula.
- Co tak długo? - zapytałam, nie odwracając się do niego.
- Fani mnie zatrzymali - powiedział, opierając brodę o moje ramię. - Ładnie tutaj.
- Nie zaprzeczę - przyznałam. - Mogłabym tu spędzić cały dzień.
- To go tutaj spędźmy - usłyszałam jego słowa, więc odwróciłam się przodem do niego.
- Naprawdę chcesz tutaj siedzieć cały dzień?
- Czemu by nie? Bądźmy chodź trochę spontaniczni - powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
I właśnie takiego Neymara kocham najbardziej.
Tadam! Pewna osoba wypomniała mi, że "rozdziału już tyle czasu nie ma!", więc proszę bardzo: jest! Mam nadzieję, że się spodoba :D
A tak całkiem z innej beczki to chciałabym z radością poinformować, że już jutro pojawi się prolog mojego nowego opowiadania, które pisać będę tym razem na Wattpadzie. Mam nadzieję, że komuś się spodoba :D Tytuł to: Music was the Beginning [H.S.]
Od razu mówię, że w planach mam jeszcze jedno opowiadanie z tym bohaterem ;) Ale to dopiero za jakiś czas ;)
Udanych ferii :D