niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 18.

~ Jezus!

- Neymar! Nie ma nawet takiej opcji. 
- Oczywiście, że jest. Przyjechałem tu z Tobą, więc chcę, żebyśmy spędzili ten czas razem - odparł Neymar. Minęło 8 godzin lotu, a od godziny kłóciłam się z nim o to, co będziemy robić przez tych kilka dni w Brazylii. 
Rafaela prosiła Neya, żeby podczas pobytu w ojczyźnie choć na chwilę ich odwiedził. Powiedział jej, że się nad tym zastanowi, ale chwilę później powiedział mi, że mimo wszystko nie zamierza zostawić mnie i polecieć do São Paulo. I właśnie o to się rozchodziło.
- Dobrze, a gdybym ja poleciała z tobą do Sao Paulo? - zapytałam.
- To już byłaby całkiem inna sytuacja - przyznał po chwili Junior.
- No właśnie. Więc postanowione, lecimy do Sao Paulo i nie ma dyskusji - powiedziałam radośnie.
- Teraz, czy jak będziemy wracać z Rio? - zapytał Ney.
- Chyba raczej jak będziemy wracać - stwierdziłam, a Junior przytulił mnie mocniej.
- Jesteś uparta. Strasznie - szepnął.
- Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam.
- Kocham cię.
- To też wiem.
- Chcę, żebyś poznała Rafaelę... i Daviego... i moich rodziców... - powiedział, na co wstrzymałam oddech. Naprawdę?
- Tego nie wiedziałam - przyznałam.
- Chciałabyś?
- Poznać ich? Nie wiem. Z pewnością są wspaniali, ale nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dlaczego? Na pewno bardzo by cię polubili.
- Nie jestem idealna.
- Nikt nie jest.
- Wiesz w jakim sensie. Poznanie twojej siostry nie byłoby raczej najgorsze. Ale bałabym się poznać z twoimi rodzicami czy synkiem. To byłoby chyba zbyt dużo.
- Oni i tak już bardzo dużo o tobie wiedzą. I Davi naprawdę nie może się doczekać, kiedy cię pozna. Ale jeśli nie chcesz poznać ich teraz, to będzie na to jeszcze wiele okazji.
- Ney, nie grasz fair, mówiąc mi o Davim.
- Nie martw się, niedługo razem z Caroliną przeprowadzają się do Barcelony, więc nie będzie musiał długo czekać - uspokoił mnie.

***

- O, jak tu ciepło! - zawołałam, gdy tylko opuściłam samolot. Słoneczna Brazylia! Lato podczas, gdy w naszej Hiszpanii jest zima. Tak mi brakowało tych wysokich, letnich temperatur. Wakacje w środku roku szkolnego.
- Brakowało mi tego - powiedział Neymar, zaciągając się brazylijskim powietrzem. - Jedziemy do domu?
- Domu? - zapytałam zdziwiona.
- Mam dom w Rio. Nie wiedziałaś?
- Nie.
- No to teraz już wiesz - powiedział z uśmiechem. - To jedziemy, czy może chcesz podziwiać lotnisko?
- Naprawdę ładne macie te lotnisko, ale chyba skuszę się na pojechanie do domu - powiedziałam radośnie i razem z Neyem poszliśmy do jego samochodu, który znalazł się tutaj dzięki jego kolegom.
Junior już tyle razy widział Rio, że widoki podczas jazdy wcale go nie ruszały. Inaczej było ze mną, ponieważ widziałam to wszystko po raz pierwszy i wszystkim się zachwycałam.
Sądziłam, że tak jak w Barcelonie, dom Neymara będzie znajdował się gdzieś na obrzeżach miasta, ale było całkiem inaczej. Znajdował się on praktycznie w centrum Rio. Do tego znajdował się nieopodal jednej z głównych ulic. Dlatego gdy tylko otworzyłam drzwi samochodu pod jego domem usłyszałam głośną brazylijską muzykę. Słyszałam, że w czasie karnawału na ulicach ciągle gra muzyka, ale nie sądziłam, że to prawda.
- Jak ci się podoba? - spytał Ney, widząc moją minę.
- Wow - odpowiedziałam.
- Tak myślałem - zaśmiał się, dając mi do ręki klucze do domu, a sam poszedł po nasze rzeczy.
Zostawiłam go przy samochodzie i od razu skierowałam się do środka. Jednak kilka minut później nadal nie znalazłam się wewnątrz budynku. Otworzenie tych drzwi w moim przypadku graniczyło wręcz z cudem. Samo znalezienie odpowiedniego klucza okazało się wyzwaniem. Ale jednak po jakimś czasie mi się to udało i znalazłam się w łanie urządzonym korytarzu. Na lewo zauważyłam salon, a po prawej stronie znajdowała się kuchnia. Ja jednak od razu pobiegłam po schodach na górę, gdzie znalazłam kilka różnych pomieszczeń. Weszłam przez pierwsze drzwi i znalazłam się w sypialni. Zgadłam, że to pokój Neya, o czym świadczył jego wystrój. Sypialnia wyglądała bardzo podobnie do tej w Barcelonie. Tylko, że tutaj nie miał ściany, na której wisiała jego kolekcja full-capów. Rzuciłam się na ogromne łóżko znajdujące się tam i patrzyłam w sufit. Jestem z Neyem w Rio. Nadal w to nie wierzę.
Chwilę później usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają i Ney głośno wypuszcza powietrze.
- Szukałem cię - powiedział.
- Nie uciekłam. Nie domyśliłeś się, że jestem tutaj? Raczej nie miałabym pójść gdzie indziej - powiedziałam. patrząc w sufit, ale gdy Neymar usiadł na łóżku, podniosłam się do pozycji siedzącej i przytuliłam do niego.
- Idziemy spać czy na miasto? - zapytał Ney.
- Spać! - zawołałam, na co Neymar zaczął się śmiać.
- Jest wcześnie - zauważył. - Idziemy spać - zgodził się ze mną i położył obok mnie. Objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie. - Dobranoc, księżniczko.

***

Gdy przebudziłam się ze swojego słodkiego snu, Neya nie było już obok mnie. Typowe. Ale on jest dużo bardziej przyzwyczajony do zmian strefy czasowej niż ja.
Podniosłam się z łóżka i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że spałam w ubraniach. Nie ma co, musiało mi być bardzo wygodnie w tej bluzie i rurkach. Rozejrzałam się po pokoju i postanowiłam wyjść na chwilę na balkon. Będąc tam, w dole, w ogrodzie zobaczyłam ćwiczącego Neymara. Oczywiście bawił się piłką, która była jego miłością. Kochał ją bardziej niż mnie, ale mogłam to zaakceptować.
Usiadłam na zimnych płytkach, cały czas wpatrując się w Juniora. Oparłam głowę o barierki i przyglądałam mu się. Lubiłam patrzeć jak gra. Zachowywał się wtedy całkiem inaczej. Cały świat przestawał istnieć, był tylko on i piłka. Cudownie było to oglądać.
Jednak w pewnym momencie Ney niespodziewanie odwrócił się, żeby odbić piłkę i zauważył mnie. Zostawił swoją zabawkę w spokoju i uśmiechnął się do mnie. Poszedł w stronę domu, więc ja też postanowiłam wrócić do środka. Usiadłam na łóżku, a po chwili do sypialni wszedł Neymar. Uśmiechnięty podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Moja księżniczka się w końcu wyspała? - zapytał radośnie.
- Można tak powiedzieć. Która jest godzina?
- Po dziesiątej. Idziemy się przejść?
- Możemy. Tylko poczekaj, muszę się przebrać, bo jest mi okropnie gorąco - zawołałam, podchodząc do walizki, a Neymar się ze mnie śmiał.

*pół godziny później*

- Neymar! - zawołałam z przedpokoju już chyba po raz piąty. Z nim jest gorzej niż z dziewczyną... Stoję przy tych drzwiach już od piętnastu minut i czekam aż Neymar łaskawie ułoży włosy i się ubierze. Ileż można?! Już nawet ja się szybciej wybrałam.
Już miałam krzyczeć po raz kolejny, gdy usłyszałam, że moja "księżniczka" schodzi po schodach. Nareszcie!
- Ile można na ciebie czekać?! - zawołałam, gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Staram się dla ciebie, a tobie jeszcze źle! - zaśmiał się.
Zignorowałam go i zapytałam:
- To gdzie idziemy?
- Tam, gdzie ty chcesz - odpowiedział.
- Wiem! Jezus!
- Skąd ja to wiedziałem, że chcesz tam iść - ponownie się zaśmiał, zamykając za nami dom. Potem wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę furtki. Gdy wyszliśmy na ulicę, znów usłyszałam muzykę, tak jak rano, gdy przyjechaliśmy. Junior założył okulary przeciwsłoneczne, tak jak ja, miał na głowie full-cap i wszystko po to, żeby pozostać nierozpoznanym.
Atmosfera na ulicach Rio była fantastyczna. Wszyscy tańczyli i śpiewali, wyglądało to jak jedna wielka impreza. Mogłabym tu zostać na zawsze. Choć Neymarowi raczej by się to nie spodobało.
Panująca tu radość wpływa też na mnie, przez co cały czas na mojej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
Muszę przyznać, że naprawdę dziwnie jest się czuć tak wolnym. W ostatnim czasie nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Siedziałam w szkole, w "wolnym" czasie rozmawiałam z Neymarem przez telefon, albo pokonywałam drogę do Barcelony, żeby móc się z nim spotkać. I tak naprawdę dopiero teraz czuję wolność. Kiedy mogę sobie spokojnie spacerować z Neymarem ulicami Sao Paulo i wiedzieć, że przez najbliższy tydzień nie muszę się o nic martwić.
Swoją drogą dziwnie było tak spacerować z Neymarem. Za każdym razem, gdy byłam w Barcelonie, Ney nie chciał zbytnio wychodzić, dlatego, że nie chciał, żeby ktoś go rozpoznał. Oczywiście wiem, że gdy był sam, dość często wychodził z domu, żeby po prostu się przejść. Nie przeszkadzało mu, że spotka się z fanami. To była dla niego codzienność. Ale gdy byłam z nim ja, w grę wchodziło coś więcej.
Neymar pod żadnym pozorem nie chciał, żeby ktokolwiek niepowołany dowiedział się o istnieniu naszego związku. Mogłoby mi być przykro z tego powodu, ale tak nie jest. Rozumiem go. Chce mnie chronić przed tym wszystkim. Nie chce, żeby nagle zaczęli mnie śledzić dziennikarze i zadawać dziwne pytania. Chciał mnie uchronić przed swoim życiem "w blasku fleszy." Nie chciał, żebym nagle stała się "sławna", ponieważ z nim jestem. Nie chciał, żebym stała się powszechnie znaną "dziewczyną Neymara" i chciał uniknąć różnych plotek w mediach. Szczerze mówiąc to sama też nie chciałabym, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie wiem czy zniosłabym plotki o tym, że jestem z nim tylko dla sławy czy pieniędzy. Oczywiście problem byłby także z fankami Neymara, które zazwyczaj nie akceptują jego partnerek.
Droga jaką musieliśmy przebyć, żeby znaleźć się w wybranym przeze mnie miejscu nie była długa, więc kilkanaście minut później byliśmy na miejscu. No, prawie na miejscu. Żeby dotrzeć pod pomnik trzeba było zaledwie dostać się na górę. A były tylko dwa wyjścia: wjechać, albo wejść na górę.
- Mamy do wyboru 222 schody albo windę - powiedział Junior. Wiedziałam, że on wolałby po prostu wjechać na górę i mieć to z głowy, ale ja miałam inny plan.
- Idziemy! - zawołałam, kierując się w stronę schodów i ciągnąc za sobą Neymara.
- No, ale ja ciebie proszę! - krzyczał Ney, gdy zobaczył, że mówię poważnie.
- Idziemy! - powtórzyłam.
- Ale to jest tak daleko! - jęczał.
- Junior, jesteś piłkarzem czy nie? - zapytałam, odwracając się do niego.
- No, jestem - odpowiedział.
- Więc zadbajmy o twoją i przy okazji też moją kondycję i chodźmy na górę.
Ney niechętnie, ale jednak poszedł za mną i zaczął wspinać się po schodach. Jednak pięć minut później usłyszałam:
- Selena! Poczekaj na mnie! Zmęczyłem się!
Miałam ogromną ochotę uderzyć się ręką w czoło w geście niedowierzania, ale jednak postanowiłam sobie tego oszczędzić.
- Nie wierzę w ciebie Junior. Za co ten trener cię trzyma w tym klubie?! - westchnęłam.
- Jestem tak cudowny, że oni po prostu muszą mnie mieć - odpowiedział mi z głupim uśmieszkiem.
- Kto ci tak nakłamał, co?
- Mama.
- Chyba jak byłeś mały.
- Nie. Ostatnio to jakoś tydzień temu. Powiedziała, że jestem piękny i cudowny.
- Dobra, że cudowny to jeszcze uwierzę, ale że piękny?
- Jak nie piękny to dlaczego mnie jeszcze nie zostawiłaś dla jakiegoś ładniejszego, hmm?
- Nie wiem. Może dlatego, że poziom twojej głupoty jest bardzo zbliżony do mojego.
- To chyba twój jest zbliżony do mojego - powiedział na co przewróciłam oczami. Jak z dzieckiem. - Nie chce mi się iść.
- Znowu do tego wracamy?
- Żebyś wiedziała. Nie mam siły wchodzić te 222 schodki!
- To jak jesteś taki zmęczony to zejdź na dół i jedź windą - stwierdziłam, na co Brazylijczyk oczywiście się ucieszył.
- No to widzimy się na górze! - podszedł do mnie, pocałował przelotnie w usta i sekundę później widziałam go już zbiegającego po schodach w dół. A podobno nie miał siły.
Pokręciłam głową myśląc o jego głupocie i kontynuowałam wspinaczkę po schodach. Widoki były naprawdę niesamowite aż chciałam przystanąć i po prostu je podziwiać, ale wiedziałam, że Neymar będzie potem marudził, że szłam tak wolno. Ale kiedy dziesięć minut później byłam już pod pomnikiem nie mogłam znaleźć tam Neymara. Zapewne jeszcze go tu nie było, więc zaczęłam podziwiać panoramę miasta, która tak dobrze było widać z tej wysokości. Spędziłam tak kolejnych kilka minut, ale Neymara nadal nie było. Zaczęłam się martwić, bo nigdy nie wiadomo co mu odbije, ale wtedy poczułam jak mnie przytula.
- Co tak długo? - zapytałam, nie odwracając się do niego.
- Fani mnie zatrzymali - powiedział, opierając brodę o moje ramię. - Ładnie tutaj.
- Nie zaprzeczę - przyznałam. - Mogłabym tu spędzić cały dzień.
- To go tutaj spędźmy - usłyszałam jego słowa, więc odwróciłam się przodem do niego.
- Naprawdę chcesz tutaj siedzieć cały dzień?
- Czemu by nie? Bądźmy chodź trochę spontaniczni - powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
I właśnie takiego Neymara kocham najbardziej.




Tadam! Pewna osoba wypomniała mi, że "rozdziału już tyle czasu nie ma!", więc proszę bardzo: jest! Mam nadzieję, że się spodoba :D 
A tak całkiem z innej beczki to chciałabym z radością poinformować, że już jutro pojawi się prolog mojego nowego opowiadania, które pisać będę tym razem na Wattpadzie. Mam nadzieję, że komuś się spodoba :D Tytuł to: Music was the Beginning [H.S.] 
Od razu mówię, że w planach mam jeszcze jedno opowiadanie z tym bohaterem ;) Ale to dopiero za jakiś czas ;) 
Udanych ferii :D 

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 17.

 Wylot jest dzisiaj. 

*4 dni później*

Z Neymarem kontaktowaliśmy się jak zwykle. Nie wydarzyło się nic, co mogło by zaważyć nad czymkolwiek. No może poza faktem, że po ledwie pięciu dniach nieobecności znów pojawiłam się w Barcelonie. Coś mnie tam ciągnęło bez przerwy, a tym czymś zdecydowanie jest Neymar.
Gdy opuszczałam mój dom w Mountblanc była tam moja matka , więc nie było to ani proste, ani przyjemne. Oczywiście, gdy się pakowałam zaczęła mi wyliczać jak to zaniedbuję naukę i jej wszystkie głupie zajęcia dodatkowe. Ja nie widzę żadnej różnicy w stanie mojej wiedzy przed i po poznaniem Neymara. Co prawda, moje oceny nie są tak wspaniałe jak były kiedyś, ale postaram się to jakoś poprawić. Ale fakt, że mogę ten czas wykorzystać na bycie z Neymarem jest naprawdę wystarczająco przekonywujący. Coś będę musiała zrobić z tą sytuacją w szkole. Jestem w ostatnie klasie i nie powinnam jej zawalać. Po powrocie od Neymara od razu biorę się za szkołę. Ale teraz przede mną dwa dni z najcudowniejszą osobą na świecie.
Junior był na treningu, kiedy obudziłam się rano drugiego dnia mojego pobytu w Barcelonie. Niestety, jutro wieczorem miałam wracać i ta myśl nie była zbyt optymistyczna.
Odkąd tylko zjawiłam się u Neymara cały czas męczyłam go, żeby powiedział mi o co chodzi z tym wyjazdem. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał.
Do powrotu Neymara zostało pół godziny, gdy postanowiłam wstać i się ubrać. Akurat schodziłam po schodach na dół, kiedy w domu pojawił się Junior. Uśmiechnięty podszedł do mnie, przytulił i pocałował w policzek. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze.
- A ty co taki szczęśliwy? Trening odwołali? - zaśmiałam się. Wiadomo, że gdyby treningu nie było chłopacy byliby wniebowzięci.
- Nie - powiedział z ogromnym uśmiechem.
- Davi przylatuje do Barcelony?
- Nie - odpowiedział nadal głupio się uśmiechając.
- To w takim razie co?
- Kochasz mnie, prawda? - odpowiedział pytaniem na pytanie, co trochę mnie zaskoczyło.
- Kocham cię. Wątpisz w to?
- No może troszkę.
- Neymar! - uderzyłam go lekko w ramię za przekomarzanie się ze mną.
- Oj, no dobrze, dobrze. Chciałaś wiedzieć o co chodzi z moim wyjazdem. Mam nadzieję, że lubisz latać samolotem.
- Nie wygłupiaj się, Neymar. Po prostu powiedz mi, gdzie wyjeżdżasz - na moje słowa Ney pokręcił głową w niedowierzaniu i podszedł do komody. Wyciągnął z szuflady dwie kartki i wrócił do mnie.
- WyjeżdżaMY - podkreślił, podając mi dwa bilety lotnicze.
Spojrzałam zdziwiona najpierw na niego, a potem na dwa kawałki papieru.
"Lot z Barcelona - El Prat do Rio de Janeiro - Galeão w dniu 17 lutego o godz. 20." - przeczytałam.
- Zwariowałeś - stwierdziłam nadal nie dowierzając.
- Może. Ale warto było choćby po to, żeby zobaczyć twoją minę w tym momencie - zaczął się śmiać.
- Dzięki, wiesz - powiedziałam, udając obrażoną.
- Oj, no przepraszam kochanie - aż uśmiechnęłam się na jego słowa. Lubię kiedy tak do mnie mówi. Nawet bardzo.
Nie odezwałam się, tylko go pocałowałam. Czułam jak się uśmiechał z powodu mojej reakcji.
- Wylot jest dzisiaj. Więc kiedy wracamy? - zapytałam chwilę później.
- Powrót mamy w środę. W czwartek nad ranem powinniśmy być z powrotem w Barcelonie.
- Ale mój tata nie pozwoli mi lecieć do Rio! Nie wspominając już nawet o mojej matce. Do tego nie mam ze sobą paszportu ani... - zaczęłam panikować.
- Niczym się nie przejmuj. Rozmawiałem już z twoim tatą. Nie ma nic przeciwko małym wakacjom. Sam nawet przywiózł mi dzisiaj twój paszport, więc nie masz nad czym panikować - uspokajał mnie Junior.
- Dobrze, już dobrze. A z jakiej okazji tam lecimy, jeśli można wiedzieć?
- Słyszałaś może o czymś takim jak karnawał w Rio de Janeiro? - zaśmiał się ze mnie.
- Żartujesz.
- Jestem poważny jak nigdy dotąd. Cała impreza zaczęła się właśnie dzisiaj i będzie trwała do rana w środę. Pomyślałem, że chciałabyś to zobaczyć.
Już brałam wdech, aby zadać kolejne pytanie, ale Ney nawet nie dał mi zacząć mówić.
- Nie pytaj więcej, bo ci nie odpowiem - powiedział, dał mi buziaka w policzek i poszedł do kuchni. Ja przez kolejne kilka minut stałam przy schodach nadal nie dowierzając w to co się stało. Lecimy do Brazylii!
Te kilka godzin minęło nam na zjedzeniu posiłku, spakowaniu się. Gdy już wszystko zrobiliśmy i zostało nam nadal kilka godzin, Junior postanowił poćwiczyć trochę na siłowni, a ja stwierdziłam, że mu potowarzyszę. Jego widok, gdy ćwiczy jest taki... cudowny. Chyba częściej będę musiała tu z nim przychodzić.
W końcu nadszedł moment, w którym musieliśmy wyjeżdżać z domu, żeby nie spóźnić się na lotnisko. Ney zaniósł wszystkie nasze rzeczy do samochodu, a ja chwilę później wyszłam za nim z domu. Fakt, że jedziemy razem do Rio nadal wydawał mi się taki dziwny i nieprzewidywalny. Nie sądziłam, że Neymar traktuje mnie na tyle poważnie i szczególnie, żeby zabrać mnie ze sobą do swojej ojczyzny. A jednak.
Dużo razy w czasie każdych wakacji byłam skazana na częste latanie samolotem, więc byłam do tego niejako przyzwyczajona i za każdym razem przyjmowałam wiadomość o locie że stoickim spokojem. Ale dzisiaj było inaczej. Strasznie się denerwowałam, ale nie z powodu lotu, ale dlatego, że miałam lecieć z Neymarem. Nadal do końca w to nie wierzyłam. Zaledwie około trzynastu najbliższych godzin spędzimy razem w jednym zamkniętym pomieszczeniu. Na to nie byłam przygotowana. Jeśli w trakcie lotu się pokłócimy, będziemy skazani patrzeć na siebie aż nie wylądujemy na lotnisku w Rio. A to ciężko byłoby znieść. Na szczęście z Neymarem mało kiedy się kłócimy.
Jednak kiedy znalazłam się już przed samym samolotem, wszystkie złe emocje odeszły w zapomnienie i na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy zobaczyłam napis na samolocie. Njr. No jakże by inaczej, lecimy jego prywatnym samolotem.
Spojrzałam na Neymara, a on wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- A myślałam, że ja jestem bogatą... - powiedziałam pod nosem, ale Junior i tak to usłyszał i zaczął się śmiać. 
Gdy znaleźliśmy się w środku, stwierdziłam, że to będzie długich, ale przyjemnych trzynaście godzin. 
Na chwilę straciłam z oczu Neymara, a gdy znowu go zauważyłam, leżał już rozwalony wygodnie na łóżku i patrzył na mnie. 
- Zamierzasz tu do mnie przyjść? - zapytał wyczekująco. 
- Nie - pokazała mu język i usiadłam na jednym z foteli. 
- No, ale chodź bo mi tu tak zimno! - zawołał. 
- To przykryj się kocem - odpowiedziałam, robiąc głupie miny do telefonu. Tak, lubiłam robić zdjęcia z głupimi minami i tak, lubiłam robić zdjęcia, lecąc samolotem.
Moją czynność zauważył Neymar i kiedy robiła jedno ze zdjęć, szybko do mnie podszedł i skradł buziaka w policzek, co oczywiście zostało uwiecznione na fotografii. Zadowolony z siebie Junior usiadł obok mnie. 
- Ślicznie wyszło - zauważył. 
Ja przeglądałam galerię, wybierając jedno że zdjęć zrobionych przed chwilą, aby wrzucić je na instagrama. Oczywiście od razu pominęłam te, na które wkradł się Neymar. Nie chciałam wywoływać szumu w internecie. 
Tymczasem Junior wrzucił na swój profil zdjęcie, które także przed chwilą zrobił. 
"Piękna... Brazylia <3" - przeczytałam podpis do tego zdjęcia, gdy znalazłam się na jego profilu. 
Jestem przekonana, że nie koniecznie chciał komplementować swoją ojczyznę. Ale mogę się mylić. 
- Śliczna, tylko moja - powiedział Ney, przysyłając się do mnie. Nie mam pojęcia czemu, ale strasznie się z tego ucieszyłam. Naprawdę kochałam jak mnie przytulał. I jak mówił mi takie cudowne rzeczy. 
Przytuliłam się do niego, ale chwilę później zadzwonił jego telefon, więc nasze tulenie się zostało przerwane. Junior musiał odebrać, przecież mogło to być coś ważnego. 
Lecz chwilę później zorientowałam się, że rozmawia że swoją siostrą, Rafaelą. Z całej ich rozmowy wywnioskowałam, że ona bardzo chciała, żeby Junior podczas pobytu w Brazylii odwiedził ją i rodziców, ale Ney dopiero po chwili jej przekonywania, uznał, że nad tym pomyśli. Szczerze mówiąc, nie podobał mi się pomysł, że Neymar będąc w Brazylii nie odwiedzi swojej rodziny i synka. Naprawdę nie chcę, żeby myślał, że cały czas tam będzie musiał spędzać ze mną. 
Zdaje mi się, że rozmawiali też o czymś związanym z Caroliną i Davim, ale nie wiem o czym dokładnie rozmawiali, bo nie znałam na tyle dobrze potocznego języka portugalskiego. Rozumiałam jedynie pojedyncze słowa, więc nie mogłam zrozumieć z tego zbyt dużo. Ney wrócił na swoje miejsce chwilę później i dopiero wtedy mogliśmy startować. Szczerze to do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nadal znajdujemy się na lotnisku.
Jakieś 15 minut później obserwowałam piękne widoki, jakie mogłam zobaczyć na wysokości, na jakiej się znajdowaliśmy. Ile razy bym tego nie widziała, za każdym razem zachwyca tak samo.
Kątem oka widziałam, że siedzący obok mnie Ney też się w coś wpatruje. Ale z pewnością nie było to niebo, ani miasto pod nami i pasmem pięknych chmur. Nie. To byłam ja. Siedział z głową opartą na ręce, którą położył na oparciu fotela i przyglądał mi się.
Czasami będąc z Neymarem czuję się, jakby cały nasz związek wcale nie istniał, a my dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, którzy nie mogą bez siebie wytrzymać. Ale nie w takich momentach jak teraz. W tej chwili naprawdę czułam, że mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie wręcz bezgranicznie i za to jaka naprawdę jestem. A najważniejsze było to, że ja kochałam go bardziej niż samą siebie.


Pierwszy rozdział w roku 2016 :D Udało się go skończyć :D W ostatnim czasie pisanie tego bloga jest dla mnie strasznie trudne. Już nie raz Wam mówiłam o tym, że potrzebuję do tego konkretnego nastroju. Bo nie łatwo pisać o szczęśliwej miłości, kiedy samemu jest się załamanym, prawda?
Po za tym, mam dla Was informację :) Zaczynałam pisać na fotoblogu, teraz piszę na bloggerze... a ostatnimi czasy zaczęłam czytać fanfiction na Wattpadzie... Wszystko z racji tego, że zaczęłam interesować się jednym z zespołów :D I oglądając pewien wywiad wpadłam na pomysł na opowiadanie. Tyle, że tym razem już nie o Neymarze, a o tym właśnie zespole, a głównie jednym z jego członków :D Teraz zastanawiam się nad rozpoczęciem publikowania tego opowiadania właśnie na Wattpadzie.
Wiem, że jak na razie rozdziały na moich dwóch blogach nie pojawiają się zbyt często, ale co myślicie o tym, żebym zaczęła pisać też coś na Wattpadzie?
Neyforever :*