piątek, 16 października 2015

Rozdział 13

~ Tylko grzecznie mi tam!

*Niedziela*
Tamtego dnia okazało się, że Neymar zaraz po wyjściu z mojego pokoju opuścił mój dom i wrócił do Barcelony. Oczywiście o tym wszystkim opowiedziała mi Ada, która minęła się w drzwiach z wychodzącym wtedy Neymarem.
Czy miałam mu za złe to, że wrócił, a nie został ze mną? Nie. Po tym co chciałam zrobić i po tym co mi powiedział nie potrafiłabym przebywać z nim w jednym domu. Nie chodzi o to, że byłam na niego zła. Po prostu musiałam to wszystko przetworzyć, przeanalizować, poukładać sobie w spokoju. I myślę, że Neymar też właśnie tego potrzebował. Przemyślenia całej tej sytuacji.
Po tamtym dniu nie mogłam się zebrać w sobie, żeby porozmawiać z Neymarem. To co powiedział wymagało ode mnie kilku dni bez niego abym mogła się z tym pogodzić. Nie wiedziałam, że on może mnie kochać. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie miałam o tym pojęcia. Ale skoro mi coś takiego wyznał to teraz powstaje pytanie: czy ja też go kocham? I właśnie przez tych kilka dni próbowałam znaleźć na nie odpowiedź. Rozpacz za tym co zrobił Cristian odeszła w zapomnienie. Teraz najważniejszy był Neymar.
Kolejnego dnia nie byłam w szkole. I była to dobra decyzja. Pusty dom i ja sama ze swoimi myślami to chyba najlepsze połączenie. Moich rodziców nadal nie było, więc jedyną osobą, z którą tamtego dnia miałam kontakt była Ada, która odwiedziła mnie zaraz po zajęciach. Miałam takie przeczucie, że ona po prostu bała się, że coś sobie zrobię. Ale ja po tym jak Neymar zabrał mi żyletkę nie miałam już takich pomysłów. Chciałam jedynie z nim porozmawiać, ale jemu też chciałam dać czas do namysłu.
W piątek jednak poszłam do szkoły. Nie mogłam się przecież odizolować od ludzi. Od razu kiedy tylko weszłam do szkoły poczułam na sobie liczne spojrzenia. Tak, to moi rówieśnicy patrzyli się na mnie dziwnie po tym co się ostatnio stało. Olałam to. Nikomu nie będę się tłumaczyć z tego, że uderzyłam Cristiana. Należało mu się, po prostu. Nie żałowałam i to najważniejsze.
Dlatego zdziwiłam się, że gdy siedziałam pod klasą jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej lekcji przyszedł do mnie Cristian. Był chyba ostatnią osobą jaką chciałam w tym momencie widzieć.
- Możemy porozmawiać? - zapytał niepewnie.
- Powiedziałam ci przecież już wszystko co chciałam. Chyba, że masz ochotę, żebym ci poprawiła.
- Rozumiem dlaczego to zrobiłaś.
- Za to ja nie rozumiem dlaczego ty to zrobiłeś - miałam dość tej rozmowy, dlatego wstałam i skierowałam się w stronę sali, którą przed chwilą otworzyła nam nauczycielka.
- Przepraszam - zawołał Cristian za mną, ale ja nawet się nie odwróciłam. Oczywiście doceniałam to, że przeprosił, ale to nie wystarczy, żebym wybaczyła mu to co zrobił. Nie tym razem.
Kilka godzin później nie wytrzymałam i po prostu wyszłam z lekcji hiszpańskiego. I nie, nikt mnie nie zdenerwował. Po prostu nie mogłam wytrzymać tego, że omawialiśmy utwór literacki mówiący o miłości. Dziewczyna, która tęskni za chłopakiem, ale nie chce przy nim okazywać, że coś do niego czuje - temat wybrany chyba dziś specjalnie dla mnie.
Ale szczerze powiem, że ta część tej lekcji, na której byłam jednak mi się przydała. Miałam o czym myśleć w czasie powrotu do domu. Bo w końcu ja też byłam taką dziewczyną tęskniącą za pewnym chłopakiem. A tym pewnym chłopakiem być cudowny piłkarz Fc Barcelony.
Wczorajszy dzień spędziłam także sama ze swoimi myślami, więc znów miałam trochę czasu na przemyślenia. Zastanowiłam się nad tym co czuję do mojego piłkarzyka. I doszłam do wniosku, że przecież definicją miłości jest to, że przy tej drugiej osobie czujesz się bezpieczna i kochana, a ta druga osoba robi wszystko, żeby móc się tobą opiekować, żebyś była szczęśliwa, chce chronić cię przed całym złem tego świata. I taki właśnie w stosunku mnie był Neymar. Kiedy jego nie było obok mnie byłam przecież tak smutna, tak bardzo za nim tęskniłam - z tęsknoty za nim po prostu wsiadałam w pociąg i jechałam do Barcelony. Dla niego byłam zdolna do różnych poświęceń. Mogłam zrobić naprawdę dużo, aby móc być przy nim. I vice versa. Nic więcej chyba nie muszę mówić.
Przy Neymarze stałam się naprawdę spontaniczna, co nie znaczy, że wcześniej taka nie byłam. Więc, żeby tradycji stało się zadość wczoraj po prostu bez dłuższego myślenia kupiłam bilet na mecz Barcy i bilet lotniczy do Sevilli. Nie zniosłabym dłużej żyć bez rozmowy z Neymarem i ogólnie bez niego. Musimy sobie to wszystko wyjaśnić, a wydaje mi się, że Sevilla będzie dość neutralnym gruntem.
Dlatego więc spakowałam dziś kilkanaście najważniejszych rzeczy do torby i około godziny dwunastej opuściłam mój dom, wybierając się na lotnisko. A żeby się tam dostać musiałam najpierw pojechać do Barcelony. Dwie godziny jazdy do stolicy Katalonii i potem jeszcze dwie godziny lotu do Sevilli. Mecz jest na godzinę osiemnastą, więc powinnam zdążyć.
Wsiadłam do Audi R8 mojego taty i odjechałam nim sprzed domu. I uprzedzę pytania: tak, mam prawo jazdy. Włączyłam nawigację i mogłam w spokoju, słuchając muzyki udać się do Barcelony.
Wyjeżdżałam właśnie na autostradę, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Ada. Westchnęłam i włączyłam głośnik.
- Hey - powiedziałam mimo wszystko radośnie.
- No hey. Mogłabyś mi powiedzieć, gdzie ty jesteś? Przyszłam do ciebie, ale twój dom jest zamknięty...
- Nie radzę ci tam na mnie czekać, bo nie wrócę zbyt prędko.
- Sel, co ty znowu wymyśliłaś? - westchnęła zrezygnowana.
- Ja? Nic, po prostu wybieram się na małą wycieczkę... krajoznawczą.
- A można wiedzieć chociaż co będziesz zwiedzać na tej wycieczce?
- Autostradę... i Barcelonę...
- Nie mów mi, że jedziesz do niego. Przecież jego nie ma w Barcelonie. Poleciał z klubem do... Nie mów mi, że masz zamiar tam czekać aż on wróci...
- Nawet nie wpadłabym na coś tak głupiego. Po prostu jadę obejrzeć sobie mecz i pokibicować mojej ulubionej drużynie.
- Selena, nawet nie żartuj, że zachciało ci się lecieć do Sevilli, żeby się z nim zobaczyć - powiedziała jednocześnie zdziwiona i zrezygnowana, a ja byłam pewna, że kręci w tej chwili głową. 
- W tak ważnych sprawach ja nigdy nie żartuję. Mam dość siedzenia i myślenia nad tym wszystkim. Chcę w końcu z nim porozmawiać. A takich rzeczy nie załatwia się przez telefon. 
- Zwariowałaś, ale ciekawi mnie, co powie kiedy cię tam zobaczy. 
- Znając życie to nie powie nic. Albo zdziwi się, że byłam w stanie przejechać tak daleką drogę. Ale nie ważne, najważniejsze, żebyśmy porozmawiali. 
- Ej no, ale czemu nie zabrałaś mnie ze sobą? Ja też bym chciała zobaczyć choć jeden mecz Barcelony na żywo! 
- Jak zdążyłabyś do czternastej znaleźć się w Barcelonie, to możesz lecieć ze mną. Postaram się załatwić ci bilety na samolot - zaoferowałam. W prawdzie trochę nudno będzie być tyle czasu w podróży samemu. Przydałoby się mieć ze sobą taką Adę, z którą zawsze będzie można porozmawiać.
***
Dwie godziny później, gdy czekałam na samolot dołączyła do mnie Ada. Cudem udało mi się załatwić dla niej bilety. No ale niech się cieszy, że ją zabiorę ze sobą. Zapewne sama nigdy by się nie wybrała nawet, gdyby mecz był w Mountblanc. Tak, nie chciałoby jej się po prostu. A tak, kiedy ja jadę ona ma przynajmniej pretekst, żeby wyrwać się w końcu z domu. 
Podróż samolotem upłynęła nam szczególnie na rozmawianiu. Dowiedziałam się między innymi od Ady, że w ostatnich dniach odezwał się do niej Michael. Podobno chciał z nią koniecznie porozmawiać i prosił, żeby przyjechała do Madrytu. Pytała mnie o radę, więc moja odpowiedź była oczywista: jeśli jemu zależy to niech on się postara. Jeśli to on wszystko zepsuł to niech teraz nie prosi jej o to, żeby do niego przyjechała. Niech sam pofatyguje się do Mountblanc. 
Jeszcze przed godziną siedemnastą znalazłyśmy się na lotnisku w Sevilli. Powiem szczerze, że miasto od samego początku zrobiło na nas ogromne wrażenie. No ale w końcu nie po to przejechałyśmy i przeleciałyśmy tyle kilometrów, żeby zwiedzać sobie Sevillę. Miałyśmy do wykonania ważniejsze zadanie. Między innymi dlatego od razu po znalezieniu się na lotnisku wsiadłyśmy w taksówkę i wybrałyśmy się na  Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Stadion też niczego sobie. Od momentu, w którym wysiadłyśmy z taksówki nie minęło dwadzieścia minut, a my zmierzałyśmy już w stronę naszych miejsc na trybunach. Były one dość wysoko, ale z tej wysokości powinnyśmy wszystko widzieć. Nie czekałyśmy długo, a na boisku zaczęli pojawiać się piłkarze. Oczywiście musiałam się uśmiechnąć od razu kiedy na murawie pojawił się mój Brazylijczyk. Szczerze mówiąc reszta piłkarzy w tym momencie była mi obojętna - ważny był tylko on. Przez całe 45 minut wodziłam za nim wzrokiem i cieszyłam się za każdym razem kiedy choćby dotykał piłki. Był wtedy taki szczęśliwy. A najbardziej chyba w momencie kiedy zaliczył ostatnie podanie przy bramce Messiego. Myślałam, że zaraz zacznie śpiewać ze szczęścia. Sama w tamtym  momencie zaczęłam się śmiać z jego zachowania, a razem ze mną też Ada. Widać było, że świetnie się tu bawi. 
W czasie przerwy zrobiłyśmy sobie z Adą kilka, a może nawet kilkanaście zdjęć, żeby upamiętnić ten nasz wspólny wieczór spędzony na meczu naszego ukochanego klubu. Chwilę później musiały one oczywiście wylądować na facebooku i instagramie Ady. Ja na swoje portale społecznościowe nie chciałam ich dodawać ze względu na Neymara. Wiedziałam, że mnie obserwuje, a nie chciałam, żeby dowiedział się, że tu jestem. Przynajmniej na razie. 
Druga połowa zaczęła się spokojnie, Dopiero pod koniec meczu zrobiło się naprawdę emocjonująco. Barcelona wygrywała jak na razie 1:0, ale wszyscy dobrze wiemy, że jak na Dumę Katalonii taki wynik nie jest adekwatny do umiejętności piłkarzy jacy tam grają. Dlatego nie małym zaskoczeniem było to, że przez praktycznie całą drugą połowę nie udało im się podnieść tego wyniku. Ale wszystko oczywiście naprawił Neymar w ostatnich sekundach meczu. Dostał bardzo dobre podanie od Daniego i zamienił to na gola. Cały stadion zaczął wyśpiewywać jego imię, a ja darłam się chyba najgłośniej ze wszystkich. Tak bardzo się cieszyłam. I z tego, że Barca wygrała, i z tego, że Neymarowi udało się zaliczyć asystę i bramkę. Chwilę później piłkarze zeszli do szatni, a my z Adą śpieszyłyśmy się, żeby jak najszybciej znaleźć się przed stadionem.
Oczywiście w pobliżu autokaru Barcelony znajdowało się pełno ludzi.. Nie dziwię im się, w końcu każdy z nich chciał zobaczyć swoich idoli. A teraz mieli na to jedyną okazję, bo piłkarze zaraz wsiądą w autokar, pojadą na lotnisko i wrócą do stolicy Katalonii, a przyjadą tu znowu dopiero na kolejne ligowe spotkanie dopiero za rok.
Ada postanowiła, że nie będzie tu ze mną czekać. Uznała, że to sprawa między mną a Neymarem i nie musi tutaj ze mną być, dlatego poczeka na mnie gdzieś niedaleko stadionu. A ja czekałam razem z wszystkimi innymi kibicami aż w końcu zaczęli pojawiać się piłkarze. Pierwsi z tunelu wyszli chyba Pique i Messi, bo jeden był strasznie wysoki, a drugi był niewiele wyższy ode mnie, a co jak co, ale ja do najwyższych nie należałam. Ale spojrzenie na najlepszego piłkarza było tylko krótkim przerywnikiem w wyczekiwaniu na przyjaciela.
- Neymar! - zawołałam, gdy tylko go zobaczyłam. Ale w tamtym momencie inni kibice zrobili taki hałas, że mojego głosu nie było nawet słychać. Wołałam go, gdy był niedaleko, ale wtedy także mnie nie usłyszał. Kiedy miał już wsiadać zawołałam ostatni raz tracąc nadzieję, ale wtedy on zatrzymał się, spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Zatrzymał jednego z piłkarzy, który szedł obok niego, zamienił z nim parę słów, po czym oddał mu swoją torbę i podszedł do mnie. Na widok tego, że Neymar idzie w stronę barierek kibice od razu podnieśli krzyk. A on na to jedynie się się zaśmiał, złożył kilka autografów, zrobił parę zdjęć i w końcu na chwilę podszedł do mnie.
- Co ty tutaj robisz? - spytał.
- Przyjechałam obejrzeć mecz. I przy okazji się z tobą zobaczyć.
- Musimy porozmawiać - westchnął.
- Między innymi dlatego też tutaj jestem.
- Kiedy wracasz do Barcelony?
- Za godzinę mam samolot.
- Ja też zaraz wracam, więc porozmawiamy już w Barcelonie. Przyjadę po ciebie na lotnisko. A teraz już muszę iść, drużyna na mnie czeka. Do zobaczenia - musnął mój policzek i pobiegł z uśmiechem na ustach do autokaru, który po chwili odjechał.
Kibice zaczęli się rozchodzić, a ja razem z nimi. Ada napisała mi, że czeka na mnie przy głównej bramie stadionu, więc od razu tam poszłam. Chwilę po tym jak się z nią spotkałam przyjechała wcześniej zamówiona przez nią taksówka, która zawiozła nas na lotnisko.
"Tęsknię. Bezpiecznego lotu." - dostałam wiadomość od Neymara chwilę przed tym jak miałam przejść odprawę.
***
- Księżniczka - powiedział Neymar na lotnisku, przytulając mnie do siebie. Cóż to za okazywanie emocji w miejscach publicznych. Przecież gdy fanki Neymara zobaczą, że przytula jakąś dziewczynę to rozerwą mnie na strzępy. Chyba, że on sam zamierza mnie przed nimi bronić. 
- Fajnie cię znowu widzieć - powiedziała do niego stojąca za mną Ada. 
- O, hey. Nie wiedziałem, że przyleciałaś z Seleną. 
- Nie dziwne, w końcu zwracasz uwagę jedynie na Sel. Świata poza nią chyba nie widzisz - odpowiedziała mu przesadnie gestykulując, żeby wywołać nasz śmiech. Udało jej się. 
- No wiesz Ada... Może i masz trochę racji - powiedział spoglądając na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Dobra, Selena, dość tej słodkości!
- Zapamiętaj sobie coś Neymar - ja zawsze mam rację. A teraz już wam nie przeszkadzam gołąbeczki. Wy tu omawiajcie co mieliście omawiać, a ja zmykam. Tylko grzecznie mi tam! - zagroziła. Oboje z Neymarem znów wybuchliśmy śmiechem widząc jej wyraz twarzy. No przecież my wcale nie wiedzieliśmy o czym ona wtedy myślała. 
- Nie jedziesz z nami? - no tak, Neymar jak zawsze niezorientowany.
- Nie, nie chcę wam przeszkadzać. Byłam w Sevilli, obejrzałam mecz i tyle mi wystarczy. Nie muszę cię jeszcze w domu odwiedzać. A tak przy okazji to gratuluję bramki. A teraz pozwólcie, że wrócę do domu i dam wam w końcu święty spokój - pożegnała się z Neymarem i poszła w stronę parkingu. Do Mountblanc miała wrócić pociągiem, a ja miałam ją odwieźć na dworzec.
- To jak, jedziemy do mnie? - Neymar znów wrócił wzrokiem do mojej skromnej osoby.
- Jasne, tylko muszę załatwić jeszcze coś ważnego. Więc ty możesz sobie wrócić do domu, a ja do ciebie przyjadę za jakieś pół godziny - wyjaśniłam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. W ogóle zastanawiam się po co przyjechałeś na te lotnisko skoro ja i tak sama do ciebie przyjadę.
- No, teraz to i ja się nad tym zastanawiam. To za pół godziny u mnie?
- Yhym - odprowadziłam Neymara do jego samochodu i kiedy odjechał poszłam do mojego Audi, w którym oczywiście czekała już na mnie Ada.
- Wiesz, że mogłam sobie sama pojechać na ten dworzec?
- Nie robi mi to żadnej różnicy. I tak musiałaby pojechać do Neymara swoim samochodem, więc jak zrobię parę kilometrów więcej to nic się nie stanie. A będę pewna, że dotarłaś na dworzec cała i zdrowa, i że żadne ufo cię nie porwało.
- Bardzo śmieszne. Ale tak szczerze, to mam nadzieję, że z Neymarem się dogadacie. Tworzylibyście ładną parę.
- Powtarzasz się - zwróciłam jej uwagę.
- Bo mam rację. Każdy to potwierdzi.
I tak minęła nam cała droga na dworzec. Cały czas przekomarzałyśmy się w związku z moją rozmową z Neymarem. Potem Ada pożegnała się ze mną i poszła kupić sobie bilet, a ja znowu zostałam sama. Ale tylko na chwilę, bo piętnaście minut później parkowałam przed domem Neymara. Kiedy wysiadałam z samochodu w drzwiach pojawił się mój przyjaciel. Nie powiem, był zdziwiony. Ciekawe czym takim.
- To ty masz prawo jazdy? - spytał kiedy tylko do niego podeszłam. Czyli już wszystko jasne.
- Skoro tu przyjechałam samochodem to zapewne mam, nie sądzisz?
- No wiesz. Możesz mieć różne pomysły. Po tobie nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Ale samochód masz ładny. Sam mam taki.
- Widocznie mój tata ma dobry gust - puściłam mu oczka i weszłam do jego domu. Nic się tam nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty.
Oczywiście standardowo poszliśmy do salonu, gdzie mogliśmy się rozsiąść na kanapie.
- No to jak? Które z nas zaczyna? Bo chyba oboje mamy sobie dużo do powiedzenia. - zaczął Neymar.
- No to może ja pierwsza. Najważniejsze, to chciałabym cię przeprosić za to co chciałam zrobić. Nie powinnam była nawet o tym myśleć, a co dopiero chcieć to zrobić. Ale to co zrobił Cristian... Jest po prostu debilem. Przepraszam cię za to. I jednocześnie dziękuję, że wtedy nie zostałeś.
- Czyli jednak znam cię na tyle dobrze, że wiedziałem, że wtedy nie będziesz chciała mnie widzieć. Ale nie przepraszaj mnie za to. Mało kto ma tak silną psychikę, żeby zachować spokój kiedy ktoś zrobi ci coś takiego. Ale po prostu więcej tego nie rób, bo jesteś dla mnie cholernie ważna. - Nie patrzył na mnie. Bawił się swoimi palcami. I znając życie tak właśnie będzie wyglądać ta rozmowa.
- Właśnie, a co do tego to... - zaczęłam, ale on nie pozwolił mi kontynuować.
- To co wtedy zrobiłem... i powiedziałem... Robiłem to szczerze, Tak naprawdę to cholerę zazdroszczę temu Cristianowi, że coś do niego czujesz - odważył się w końcu na mnie spojrzeć. - On nie zasługuje na ciebie, a ty... Cholernie chciałbym być na jego miejscu. Ale mogę cię mieć jako przyjaciółkę. I to chyba powinno mi wystarczyć jeśli nie może być już lepiej.
- A co jeśli ja nie zgadzam się z tym co mówisz? - Neymar spojrzał na mnie zdezorientowany przez chwilę trawiąc słowa, które wypowiedziałam.
- Czyli, że...
- Czyli, że tak - dokończyłam i podeszłam do niego.
- Ale... Naprawdę?!
- Naprawdę. Te kilka dni bez ciebie było straszne. Nie mogłam wytrzymać. Tęskniłam za tobą.
Widocznie dotarł w końcu do niego sens moich słów, bo nagle podniósł mnie i zaczął kręcić nas wokół własnej osi. Dopiero po chwili z powrotem postawił mnie na ziemi.
- Mogę? - nie musiał mówić nic więcej. Prosta aluzja.
- Możesz - odpowiedziałam mu z uśmiechem na ustach.
I niemal od razu zrobił to na co mu pozwoliłam. Po raz drugi łączy nasze usta, tyle, że tym razem mu na to w pełni pozwalam. Chociaż nie powiem, że wtedy bym mu na to nie pozwoliła. Kiedy się ode mnie odsunął na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Widocznie to, że się zgodziłam bardzo go ucieszyło.
- Skąd ta nagła zmiana? - spytał.
- Myślę, że nie było, żadnej zmiany. Tak było od zawsze, ale chyba sama nie chciałam tego przed sobą przyznać. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś. Dziękuję, że jesteś. - przytuliłam się do niego.
- Bardzo mi miło, ale chyba to Cristianowi powinnaś podziękować. Może to dziwne, ale to poniekąd dzięki niemu wszystko to się wydarzyło.
- Byłam w piątek w szkole. Cristian mnie przeprosił.
- Więc może jednak nie jesteś mu obojętna. Skoro cie przeprosił to musi mu zależeć - jego głos diametralnie się zmienił. Może myślał, że mam zamiar jednak coś tworzyć z Crisem?
- Nie rozumiem czemu to zrobił i nie szybko mu to wybaczę. Ale może jednak to jest jego zasługa. Możliwe, że gdybym nie była tak zrozpaczona tym co zrobił...
- ... to ja nie zrobiłbym tego co zrobiłem i nie byłoby cie tutaj, ze mną - przerwał mi i objął mnie z uśmiechem. Czyli jednak jego radość wróciła.
- Masz minę jakbyś chciał wykrzyczeć całemu światu, że jesteśmy razem - zaśmiałam się.
- Owszem, mam ochotę to zrobić.
- Ale tego nie zrobisz dla mojego bezpieczeństwa. Coś czuję, że twoje fanki nie będą mnie uwielbiać.  - Chyba będą się musiały z tym pogodzić. Za bardzo mi na tobie zależy, księżniczko, żeby z ciebie zrezygnować.
Przytulił mnie, a ja już wtedy wiedziałam, że to właśnie tego mi brakowało od momentu kiedy go poznałam. Tego, żeby powiedzieć mu co naprawdę wobec niego czuję, kim dla mnie jest. Sprawia, że moje życie staje się piękniejsze, że ja sama staję się szczęśliwsza. Że zależy mi na nim jak na nikim innym. Neymar wiedział o tym wszystkim, mimo, że nie musiałam mu o tym mówić. My po prostu od zawsze rozumieliśmy się bez słów. Szkoda tylko, że jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy będę musiała mieszkać w Mountblanc. Cholernie trudno będzie wytrzymywać za każdym razem cały tydzień bez niego, wiedząc, że jest mój, a nie ma go ze mną. Ale jeszcze tylko tych kilka miesięcy i przeprowadzę się do Barcelony, zacznę naukę tutaj. Jeszcze tylko tych kilka miesięcy i będziemy już razem bez żadnych ograniczeń. Tylko ja i on. Nasza miłość i nasza przyjaźń.


Naprawdę cholernie mi przykro, że znowu Was zawiodłam. Cholernie mi przykro, że rozdział pojawia się tak późno i jest tak denny i źle napisany. Przepraszam. Znowu. Ale tym razem nie obiecuję że będzie lepiej. Bo nie będzie. 
!!!!!! Ważne!!!!!!
Przez sytuację z brakiem czasu na pisanie i do tego moimi ocenami, które sama uważam, że są poniżej moich ambicji postanowiłam, że na razie (puki choć troszeczkę się nie poprawię) dam sobie na wstrzymanie z pisaniem kolejnego rozdziału. Nie nazwałabym tego zawieszeniem, bo będę się tutaj pojawiać, ale nie chce, żebyście musiały czekać w nieskończoność zanim dodam nexta. Tak więc już wcześniej Was informuję, żeby znów nie było problemu, że dodaję rozdziały zdecydowanie za rzadko. Chociaż jest możliwość, że między wszystkimi klasówkami znajdę trochę czasu, żeby coś napisać. 

A poza tym na moim fotoblogu ( link tutaj: fotoblog neyforever) ostatnio pojawiła się informacja dotycząca nowego opowiadania, więc chciałabym poznać Waszą opinię w tej sprawie. Naprawdę mi na tym zależy. I przy okazji chciałabym powiedzieć, że jeśli zdecyduję się na pisanie kolejnego opowiadania, to nie będzie one dodawane od samego początku listopada. 

Przy okazji dziękuję za 4500 wejść na bloga i 100 komentarzy :D Jesteście wielkie :*

Jako że dodaję ten wpis praktycznie w nocy, bo większość z Was pewnie już śpi i przeczyta to jutro to, życzę Wam miłej soboty i weekendu :* Buziaczki i do zobaczenia :*
Neyforever :*


czwartek, 1 października 2015

Rozdział 12

~ Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże

* Wtorek *

Wszystkie moje dzisiejsze zajęcia - matematyka, hiszpański, geografia, angielski, francuski - minęły naprawdę szybko. Nim się obejrzałam znalazłam się na boisku na, którym wczoraj rozmawiałam z Neymarem, aby tam odbyć jeszcze dwie godziny w-fu. A potem będę już wolna i będę mogła wreszcie wrócić do domu. Teraz już tylko o tym myślałam. Po dzisiejszym dniu byłam wykończona. W nocy nie mogłam spać, a w szkole musiałam siedzieć przez tyle godzin. A do tego teraz jeszcze te dwa w-fy. Jak ja kocham szkołę...
Jedynym dzisiejszym pocieszeniem było to, że po wczorajszej akcji mogłam sobie spać na historii i to, że Crisa nie było dziś w szkole. Z tego co mówiły dziewczyny z jego klasy, pojechał sobie do Madrytu. Zachciało mu się Hiszpanię zwiedzać. Jak na mnie to mógłby już tam zostać. Na zawsze. Przy najmniej nie musiałabym już go więcej oglądać.
Przed wyjściem na boisko nawet nie poszłam do szatni, żeby się przebrać. Nie mam na nic siły. Nie ćwiczę.
Jak na złość cała moja klasa postanowiła pograć sobie przez dwie godziny w piłkę. Super. Chciałabym zagrać, ale zmęczenie bierze górę. Odkąd poznałam mojego piłkarzynę nawet zachciało mi się grać. Co on ze mną zrobił?
Moi znajomi wyszli ze szkoły, weszli na boisko, podzielili się na drużyny i zaczęli grać. Obserwowałam  ich grę i raz na jakiś czas wstawałam po to, żeby wyrzucić piłkę z autu. Przynajmniej na tyle się im dzisiaj przydałam. Kiedy zaczęłam się nudzić wyjęłam telefon, założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Zbyt długo się jednak tym nie nacieszyłam. Słuchanie przerwał mi dźwięk przychodzącego SMSa. A kto inny mógł do mnie napisać jak nie Neymar?
"Gdzie jesteś?
Zdziwiłam się. Po co mu było to wiedzieć? Dziwne.
"Na boisku w szkole. A po co ci takie poufne informacje?" - napisałam szybko i wysłałam.
Oczekiwałam przez kilka minut odpowiedzi, ale nie nadeszła. Hmm... może po prostu nie może odpisać. Odłożyłam telefon do torebki i w tym samym momencie ktoś zakrył mi oczy. Czyżby...?
Odwróciłam się i ujrzałam Brazylijczyka. Miałam ochotę krzyczeć z radości, ale nie chciałam zwracać na nas uwagi. Zapewne nie bez powodu miał na sobie full-cap i okulary przeciwsłoneczne. Nie chciał, żeby ktoś go tu rozpoznał. I szczerze mówiąc ja też nie chciałam. Nie miałam najmniejszej ochoty dzielić się z nikim moim przyjacielem.
- A co mój piłkarz tu robi? - zaśmiałam się na jego widok.
- Odwiedza przyjaciółkę - powiedział siadając obok mnie. - Czemu nie grasz? - spytał.
- Jak nie gram, jak gram. To jest po prostu nowa wersja piłki nożnej i nowy zawodnik.
- To ja chyba tej wersji nie znam - udał smutnego, ale i tak wiedziałam, że jest rozbawiony. - W takim razie mnie oświeć, co ty takiego robisz.
- Siedzę sobie za linią, wyrzucam piłkę z autu i wracam do siedzenia za linią. Bardzo ciekawa pozycja, mówię ci. Musisz kiedyś spróbować.
- Rzeczywiście, wydaje się mało męczące, a przynajmniej mniej niż bieganie przez całe 90 minut - tak ślicznie się uśmiechnął. - A tak naprawdę to czemu nie ćwiczysz?
- Nie mam siły. Jestem wykończona. Nie wyspałam się - i żeby to potwierdzić mojemu ciału zachciało się ziewać.
- Ile masz jeszcze lekcji? - spytał.
- Jeszcze jeden wf....
- A gdzie twój nauczyciel? - O co mu chodzi? Mimo wszystko, powiedziałam:
- Tam, po drugiej stronie boiska.
- Ok. - Neymar wstał z uśmiechem i na około boiska przeszedł na drugą stronę. Zamienił kilka słów z moim nauczycielem i wrócił tą samą drogą. Nikt z grających osób nawet nie zwrócił na niego uwagi.
Neymar wyciągnął do mnie rękę, a kiedy ją ujęłam ten pomógł mi wstać. Potem schylił się i wziął moją torbę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wyciągnął ponownie do mnie rękę i zaczął prowadzić w stronę wyjścia z terenu boiska i szkoły.
- Gdzie idziemy? - spytałam zdziwiona.
- Do domu. Jesteś podobno zmęczona, a twój kochany braciszek zwolnił cię z ostatniej lekcji - wyszczerzył się do mnie otwierając mi drzwi do swojego Audi. Cóż za dżentelmen.
- A więc od dzisiaj jesteś moim braciszkiem? - zachichotałam. Sama przecież go tak przecież wcześniej nazywałam, ale nie myślałam, że będzie podawał się za mojego prawdziwego brata.
- No na to wygląda - zamknął za mną drzwi i przeszedł na drugą stronę samochodu. Chwilę później siedział już obok mnie. - To co, kierunek twój dom? - spytał, patrząc na mnie wyczekująco. Czekał, aż powiem mu, że chcę tam jechać. Kiwnęłam głową na tak i po chwili Neymar prowadził samochód po ulicach Mountblanc.
- Podobno miałeś do mnie przez dłuższy czas nie przyjeżdżać przez treningi, to czemu tutaj jesteś? - spytałam, patrząc jak prowadzi. Taki skupiony, ale jednak na jego ustach widniał uśmiech. Lubię na niego patrzeć.
- Niespodzianka - zaśmiał się. - Dostaliśmy dzisiaj z chłopakami dzień wolny - dodał nie spuszczając wzroku z ulicy.
- I dlatego zamiast siedzieć w domu i odpoczywać od treningów tobie zachciało się jechać taki kawał drogi, żeby zabrać mnie ze szkoły i zawieść do domu? - chichotałam. Ten człowiek ma takie głupie pomysły.
- Nie, czemu ci coś takiego w ogóle przyszło do głowy? - śmiał się. - Przyjechałem sobie odpocząć od Barcelony razem z moją przyjaciółką.
- No chyba, że tak. Czyli mam rozumieć, że dzisiaj wracasz?
- Dzisiaj, może jutro rano. Zastanowię się jeszcze.
- A kiedy masz kolejny mecz? - spytałam, ponownie ziewając. Ziewanie jest męczące.
- W niedzielę.
- Na wyjeździe? - niby o to zapytałam, ale już znałam odpowiedź i uwierzcie mi, że nie byłam z tego zbytnio zadowolona.
- Niestety. W sobotę wieczorem lecimy z chłopakami do Sevilli - westchnął dość głośno. Chyba nie było mu to na rękę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym tam pojechać, zobaczyć wasz mecz. Ale troszeczkę daleko.
- No wiesz, będzie nas dzielić jedynie prawie cała Hiszpania... Oj tam, zostajemy na szczęście w Sevilli jedynie na mecz, a zaraz potem wracamy do domu.
- Nie cieszysz się, że wyjeżdżacie? Myślałam, że lubisz podróżować.
- Ostatnio jakoś mam dość tego ciągłego jeżdżenia, wyjazdów... Chciałbym chociaż przez dwa tygodnie móc siedzieć sobie w domu, nigdzie nie musieć wychodzić, wyjeżdżać... Po prostu mieć kilka dni tylko dla siebie.
- I mówisz to ty, który właśnie w dniu gdzie mogłeś być sam ze sobą w domu, przejechałeś tyle kilometrów do mnie?
- Tylko 100 kilometrów i to samochodem, samemu, do kogoś. To nie to samo co lecieć kilka godzin samolotem z całą Barceloną na drugi koniec kraju i to tylko na kilkanaście godzin. - W jego głosie nie słychać było już tej radości. Teraz słychać było jedynie smutek i tęsknotę. Ale za czym? Tego nie byłam w stanie się domyślić.
- Jeśli bym mogła to chętnie bym się z tobą zamieniła. Ja tkwię tutaj całymi tygodniami i jedyną odmianą jest kiedy jadę do ciebie do Barcelony. A nie wspomnę już o tym, że po zakończeniu szkoły czekają mnie studia, czyli kilka przyszłych lat w jednym i tym samym mieście spędzonych na zakuwaniu do kolejnych egzaminów. A co mi po tym, że będę miała jakieś przerwy w nauce skoro zapewne wtedy matka zaciągnie mnie do domu i tak spędzę cały wolny czas? A ty skończysz sezon, pojedziesz na wakacje na Ibizę albo coś tego typu, odwiedzisz rodzinę w Brazylii, będziesz miał mecze z reprezentacją... Ciesz się, bo twoja praca polega na tym, że robisz to co kochasz. Tobie nikt nie ustawiał przyszłości, tworzyłeś ją sam. Nie to co ja. Moja matka obmyśliła chyba już plany do końca mojego życia - ostatnie dwa zdania dodałam szeptem, ale podejrzewam, że on i tak mimo wszystko je słyszał. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a chwilę później poczułam, że samochód się zatrzymuje. Rozejrzałam się. Nie zatrzymaliśmy się pod moim domem, a w środku miasta. Co Neymar zamierza zrobić?
Byłam naprawdę w szoku kiedy przytulił mnie z całej siły i po chwili pocałował we włosy.
- Przepraszam - szepnął. - Nie powinienem był tak narzekać. Rzeczywiście moje życie w porównaniu z twoim nie jest takie złe. Ale uwierz, że zrobię wszystko, żeby było tak cudowne jak moje, księżniczko - dodał szeptem, a do moich oczu napłynęły łzy. Nie mogę uwierzyć, że mam tak wspaniałego przyjaciela.
Brazylijczyk po chwili puścił mnie i wrócił do prowadzenia samochodu, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę, oparłam ją o szybę i spoglądałam na mijane przez nas miejsca. I w tamtym momencie przez moją głowę przewijało się miliony myśli.
Już prawie zasypiałam, gdy w końcu zatrzymaliśmy się przed bramą mojego domu. Neymar znów otworzył drzwi od mojej strony i pomógł mi wysiąść. Gdy opuściłam samochód piłkarza zdałam sobie sprawę, że jest mi naprawdę ciepło. A to było akurat dziwne, bo z tego co pamiętam to dzisiaj na dworze było strasznie zimno. Moje myśli potwierdziło zdziwione spojrzenie Neymara, gdy w to zimno ściągnęłam kurtkę i szłam w stronę domu tylko w bluzie.
- Czy ty zgłupiałaś? - powiedział może lekko na mnie zdenerwowany, ale w jego głosie można było wyczuć ogromną troskę. Mój "braciszek" się o mnie troszczy, ojjj.
- Ale mi jest gorąco! - odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zamyślony, ale się nie odezwał. Gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego domu podał mi moją torebkę, abym mogła znaleźć w niej klucze i po chwili znaleźliśmy się już w środku. Odłożyłam moje rzeczy na szafkę obok wejścia, a wtedy podszedł do mnie Neymar i przyłożył mi dłoń do czoła. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic mi nie powiedział. Dopiero gdy zapytałam o co chodzi, odpowiedział zmartwiony:
- Albo mi się zdaje, albo masz gorączkę.
- Może... bo jakoś tak jak weszłam do domu to mi się zimno zrobiło - powiedziałam otulając się szczelniej bluzą.
- Chodź, położysz się spać. Nie dziwię się, że jesteś taka zmęczona.
Posłusznie poszłam za nim do swojego pokoju - raczej nie miałam innej opcji, gdybym została na dole, wróciłby i zaniósł mnie na górę, więc jednak wolałam pójść na własnych nogach. Piłkarz przykrył mnie kołdrą i wyszedł. Zastanawiałam się, gdzie poszedł, gdy ponownie zjawił się w pomieszczeniu, niosąc w ręce kubek. Podszedł do mnie i podał go razem z tabletką, którą trzymał w drugiej ręce. Zgaduję, że to coś na przeziębienie. Neymar nie musiał oczywiście nic mówić, sama wiedziałam co musiałam zrobić. Połknęłam tabletkę, popiłam wodą, a Neymar w tym czasie usiadł na moim łóżku.
- Nadal ci zimno? - spytał.
Nie miałam siły, żeby mu odpowiedzieć, więc tylko kiwnęłam głową i szczelniej otuliłam się kołdrą, a on położył się obok mnie, tuląc do siebie. Od razu zrobiło mi się cieplej i to wcale nie zasługa tego, że leżałam w ubraniach i bluzie pod ciepłą kołdrą ....
Nie długo cieszyłam się obecnością Brazylijczyka tak blisko mnie, bo w przeciągu kilku następnych minut zmęczenie wzięło górę i po prostu zasnęłam.
***
- Zmieniła się. Bardzo. Dzięki tobie. Albo przez ciebie. Za każdym razem cholernie za tobą tęskni. Postanowiła, że nie ważne co powiedzą jej rodzice, po skończeniu szkoły wyjeżdża na studia do Barcelony, nigdzie indziej. Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże - jak przez mgłę usłyszałam głos Ady. Chwileczkę, co ona tu robi, przecież ja byłam sama w domu z Neymarem... No tak, zapewne on ją tu wpuścił. I coś czuję, że zdążyli się już całkiem poznać. 
- A wy co, ploteczki? Beze mnie? - zaśmiałam się siadając na łóżku. Ciekawe ile czasu spałam. Pewnie długo. 
- Ploteczki? To było raczej przesłuchanie! - zaśmiał się Neymar. Na ten piękny dźwięk na mojej twarzy obowiązkowo musiał pojawić się uśmiech. 
- Powinnaś teraz ode mnie oberwać, ale ratuje cię to, że jesteś chora. Czemu nie powiedziałaś mi, że tym twoim przyjacielem jest Neymar?! - zawołała Ada. 
- No wiesz... Nie było okazji. Ale sama też byłaś blisko. Mój Barcelonista - uśmiechnęłam się na to wspomnienie. - I przestań z łaski swojej grozić mojemu piłkarzykowi, bo od grożenia to tu jestem ja.
- Ja tylko dbam o moją przyjaciółkę - odpowiedziała 
- No właśnie, ja też o nią dbam - powiedział Neymar, siadając na moim łóżku. - Lepiej?
- O wiele. Dziękuję, A tak właściwie, to która godzina?
- Coś koło osiemnastej. Dość długo spałaś. Ada przyszła zaraz po skończeniu lekcji.
- No to chyba przez ten czas zdążyliście się już dość dobrze poznać?
- Oj tak, i to chyba nawet zbyt dobrze... - powiedział Neymar, spoglądając na Adę z czego wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
***
Wczoraj z Neymarem i Adą bawiłam się wręcz cudownie. Strasznie się cieszę, że się w końcu poznali. Moje dwie najważniejsze osoby. Jednak wszystko co dobre kiedyś musiało się skończyć. Wieczorem Ada musiała wracać do domu, choć namawiałam ją, żeby została na noc u mnie. No i tak zostaliśmy z Neymarem sami. Trochę śmiechu, wygłupów, kolacja i spać. Każde z nas było zmęczone tym długim dniem. Tym razem Neymar spał już na "swoim" łóżku.
Dziś rano, gdy wstałam było mi już dużo lepiej, dlatego postanowiłam iść do szkoły. Nie pożegnałam się z Neymarem. Gdy wychodziłam z domu jeszcze spał, a zapewne, gdy tylko się obudzi będzie musiał wracać do Barcelony. Szkoda, że mógł być tutaj jedynie przez te kilkanaście godzin, ale lepsze to niż nic. Zastanawiałam się, czy jakoś w najbliższym czasie nie pojechać do Barcelony, ale Neymar ma mecz w niedzielę, więc odwiedziny w weekend odpadają.
Poszłam po Adę do jej domu i razem poszłyśmy do szkoły. Od razu spotkałyśmy nasze przyjaciółki z klasy. Chwilę rozmawiałyśmy, oczywiście nie obeszło się bez pytań o to, kim był chłopak, z którym wczoraj wyszłam z zajęć. Oczywiście nie powiedziałam im prawdy - i tak by nie uwierzyły. Wcisnęłam im to samo kłamstwo, które Neymar powiedział mojemu trenerowi: "Przyjechał po mnie mój kochany brat". Aż sama się zdziwiłam, że w to uwierzyły.
Niestety zabrzmiał dzwonek na lekcję i wszystkie musiałyśmy iść do sali od języka hiszpańskiego. Te lekcje akurat lubiłam. Ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Do czasu.
Po zakończeniu zajęć z naszego ojczystego języka nauczycielka zadałam nam pracę domową i pozwoliła nam wyjść na przerwę. Wymieniłam się spojrzeniami z Adą i już wiedziałam, że musimy iść do łazienki. W końcu moja przyjaciółka musiała poprawić sobie włosy. To weszło jej już w nawyk.
- I jak, już wyglądasz tak jak powinnaś? - spytałam znudzonym głosem, opierając się o ścianę łazienki. Po 10 minutach takiego czekania naprawdę zaczęło mi się nudzić.
- Jeszcze chwilka - odpowiedziała skupiona na wsuwaniu wsuwki w swoje włosy. Poprawiała ją już chyba z piętnasty raz. Perfekcjonistka...
- Jest dobrze. Możemy wychodzić - powiedziała szczęśliwa. Ja w tamtym momencie też byłam radosna - w końcu mogłam wyjść z tej łazienki. Miałyśmy dłuższą przerwę, więc postanowiłyśmy wyjść na dwór. Korytarz był pełen ludzi. Nie zwracałam uwagi na to kto idzie przede mną. Aż do momentu kiedy usłyszałam śmiech. Jego śmiech. Śmiech Crisa. Szedł przede mną razem z Camilą. Śmiali się z czegoś o czym rozmawiali. Nie słyszałam tego co wcześniej powiedział, ale chwilę potem usłyszałam to, co w tej rozmowie było najważniejsze:
- Chciałbym zobaczyć jej minę kiedy wczoraj siedziałaś na moich kolanach. Ona jest naprawdę głupia. Że ona przez tyle czasu nie zauważyła, że się po prostu z niej nabijamy.
Nie trzeba było być jakimś specjalnym geniuszem, żeby zrozumieć o czym rozmawiali. Po usłyszeniu tych słów poczułam na raz tak wiele emocji... Złość, rozczarowanie, smutek, chęć uderzenia go. Wszystko na raz.
Ada spojrzała na mnie z przerażeniem. Ona też słyszała to co powiedział przed chwilą Cristian. Bała się, że zrobię coś głupiego. Ja tym czasem zachowywałam powagę i spokój. Ale jedynie zewnętrznie. Wyszłam za nim ze szkoły walcząc z ogarniającą mnie ochotą, aby się do niego odezwać.
Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz cały czas obserwowałam go wzrokiem. Widziałam, że usiadł na jednej z ławek razem z Camilą. Nie zamierzałam się rozpłakać, nie zamierzałam udawać, że nic się nie stało. Miałam zamiar załatwić to. Teraz.
Podeszłam do niego z uśmiechem. Oczywiście wymuszonym.
- Cristian, możemy porozmawiać? -spytałam, siląc się na opanowanie. Nie chciałam dać się ponieść emocjom. Jeszcze nie teraz.
-  Jasne, nie ma sprawy - wstał z uśmiechem na twarzy, stając może jakoś pół metra ode mnie. Och, jak bardzo chciałabym zetrzeć mu ten głupi uśmieszek z twarzy!
- Wiesz co? W prawdzie to chciałam powiedzieć ci tylko tyle - warknęłam i zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć moja dłoń wylądowała na jego policzku. W powietrzu rozległ się głośny plask, a na jego twarzy pojawił się duży czerwony ślad. Należało mu się. Piekła mnie ręka, ale byłam szczęśliwa. - Jak mogłeś być takim dupkiem - pokręciłam głową i odeszłam zostawiając wszystkich w ogromnym zaszokowaniu.
Gdy tylko odeszłam na znaczną odległość przyspieszyłam aż w końcu zaczęłam biec. Z nadmiaru emocji nawet nie poczułam jak po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Przed chwilą wydarzyło się coś o wiele gorszego. W tym momencie najważniejsze było dla mnie tylko to, żeby wrócić do domu, zamknąć się tam i nigdy więcej stamtąd nie wychodzić. Miałam ochotę zniknąć, na zawsze.
*Ada*
Po wszystkim co wydarzyło się przed szkołą nie wiedziałam czy poprawić Crisowi za to co zrobił, czy może pobiec za Seleną. Korciło mnie żeby dać temu idiocie w twarz, ale jednak moim priorytetem było bezpieczeństwo przyjaciółki. Wybiegłam za nią już jej nie dostrzegłam. Zniknęła. Wiedziałam gdzie zapewne pobiegła, ale zanim dotarłabym na miejsce, ona mogłaby zrobić coś głupiego. Z resztą na pewno nie wpuściła by mnie do domu. Jej rodzice wyjechali na kilka dni, więc była tylko jedna osoba, która mogła tam teraz być. Ale szanse na to, że jeszcze w ogóle był w Mountblanc były bardzo małe. 
*Neymar*
Właśnie zabierałem z salonu swoje rzeczy i miałem wychodzić. Szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Seleną, ale niestety ona była w szkole, a ja nie chciałem się tam teraz pojawiać i jej szukać. Wzbudziłbym zbyt duże zainteresowanie. Niby wczoraj tam byłem, ale wtedy widziało mnie jedynie kilka osób z klasy Sel, którzy mnie i tak nie rozpoznali, a to nie to samo co cała szkoła. Więc niestety będę musiał wrócić do Barcelony bez pożegnania z moją przyjaciółką. 
Nagle, gdy już miałem wychodzić z pomieszczenia i skierować się do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Nie kryłem zdziwienia, gdy zobaczyłem, że dzwoni Ada. Czego mogła ode mnie chcieć?
- Neymar, jesteś jeszcze w domu Seleny? - zawołała jeszcze zanim zdążyłem się odezwać. 
- Tak, właśnie miałem wychodzić, ale o co chodzi, co się stało? - pytałem zdezorientowany. Ada była bardzo zdenerwowana. 
- Jeśli możesz to zostań u niej w domu. Selena przed chwilą pokłóciła się z Cristianem, tym chłopakiem, o którym ci wczoraj mówiłam. Okazało się, że on po prostu bawił się jej uczuciami. Neymar, ja się boję, że ona coś sobie zrobi! - mówiła tak szybko, że ledwie udało mi się ją zrozumieć. I właśnie w tym momencie usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych. To Sel. Wiedziałem, że pobiegła teraz do swojego pokoju. 
- Nie martw się, Sel właśnie wróciła do domu. Zajmę się nią, a ty tymczasem się uspokój. Nic się jej przy mnie nie stanie - spróbowałem ją trochę uspokoić. - Zadzwonię do cb później - dodałem i rozłączyłem się. Zaraz potem pobiegłem do Seleny. 
*Selena*
Wbiegłam do domu, trzasnęłam drzwiami i nie zważając na to czy ktoś jest w domu, pobiegłam do swojego pokoju. Miałam dość. Dość tej cholernej miłości, tego głupiego życia... Miałam ochotę ze sobą skończyć. Ale wiedziałam, że nie będę potrafiła tego zrobić. Są tutaj osoby, które kocham, które są dla mnie ważne. Za nic nie chciałabym ich zostawiać, ale w tym momencie nie mam już siły, żeby dalej żyć. 
Zostawiłam gdzieś po drodze torbę i rzuciłam się na łóżko. Z moich oczu nadal płynęły łzy, których nie potrafiłam opanować. Miałam dość. Nie chcę się więcej zakochiwać. Pieprzyć miłość! 
Otworzyłam szufladkę mojej szafki i wyciągnęłam z niej jeden mały i ostry przedmiot. Wiem, że Neymar nie byłby zadowolony gdyby to zobaczył, ale w tym momencie go tutaj nie ma. Jest dla mnie cholernie ważny. Jednak o niczym się nie dowie. Nie chcę go ranić. Nie chcę zobaczyć jego oczu pełnych zawodu. Nie chciałam go zawieść, ale jednak mimo wszystko w tym momencie do tego dążyłam...
Położyłam żyletkę na dłoni. Nie, nie zamierzałam się ciąć. Powoli zaciskałam dłoń, ale zanim zrobiłam to do końca usłyszałam jak drzwi mojego pokoju się otwierają. W moim pokoju pojawił się Neymar. Nie miałam pojęcia, że nadal tutaj jest. Byłam święcie przekonana, że wrócił do Barcelony. A jednak okazało się, że został i do tego zobaczył mnie płaczącą.,. Nie powinien był mnie widzieć w takim stanie. 
Podszedł, usiadł na łóżku na przeciwko mnie i mocno przytulił. Kiedy już się ode mnie odsunął, zauważył moją prawie zaciśniętą dłoń i zobaczył tam żyletkę. Spojrzał na mnie tak smutnym wzrokiem, że od razu zrobiło mi się cholernie przykro, że mu to zrobiłam. Jednak ja już chyba nie potrafiłam inaczej. 
- Oddaj mi to - poprosił spokojnie. I to chyba ten spokój sprawił, że od razu oddałam mu ten mały przedmiot, który spoczywał w mojej dłoni, i którym chciałam się okaleczyć. Nawet samą mnie zaskoczyło moje posłuszeństwo. Na ogół jeśli ktoś kazał zrobić mi coś czego nie chciałam to po prostu go olewałam. Z Neymarem było inaczej. Neymar był wyjątkiem od wszystkich moich zasad. - Nie masz ich więcej? - zapytał na co ja jedynie pokręciłam przecząco głową. - Chciałaś skrzywdzić siebie dlatego, że ktoś cię skrzywdził? Przecież to kompletna głupota. Okaleczać się dlatego, że trafiłaś na takiego durnia - starał się wytłumaczyć mi moją głupotę. Jednak ja chyba w tym momencie nie do końca to rozumiałam. 
- Kochałam go - szepnęłam. A może jedynie mi się wydawało? Może tylko sobie to wyobrażałam?
- Skoro zrobił coś takiego to znaczy, że nie zasłużył sobie na ciebie. Nie dorósł na tyle, żeby móc cie pokochać. Ale zobaczysz, że w końcu spotkasz tego swojego księcia z bajki. Skąd wiesz, może koń mu zdechł i musi teraz iść do ciebie na pieszo? Ale na pewno w końcu cię znajdzie, w końcu będziecie razem, będziecie ze sobą szczęśliwi. Tylko to wszystko wymaga cierpliwości. 
- Mnie nikt nie pokocha. Nie zasługuję na niego... - mówiłam, ale w tym momencie Neymar zrobił coś czego nigdy się po nim nie spodziewałam. Przybliżył się do mnie i po chwili nasze usta się spotkały. Pocałował mnie! A ja ten pocałunek odwzajemniłam! Nie wiem co się z nami wtedy stało. Przecież mieliśmy być przyjaciółmi... 
- Ja cię kocham. A ten chłopak cię nie docenia. Jesteś dużo więcej warta od niego. Jesteś najlepsza księżniczko. I nigdy w to nie wątp. Pamiętaj, że ja zawsze jestem - powiedział, przytulił mnie jeszcze raz, pocałował we włosy i najzwyczajniej w świecie wyszedł z mojego pokoju. Wyszedł zostawiając mnie oszołomioną tym co przed chwilą się tutaj wydarzyło. On mnie... kocha?

Jestem, powróciłam xD Szkoła trochę daje w kość, ale codziennie, małymi kroczkami udało mi się skończyć tak długo przeze mnie wyczekiwany rozdział. To jest chyba moja ulubiona część tego opowiadania :D Oczywiście w sensie pomysłu, a nie wykonania, które powiedzmy szczerze jest średnie... No ale w końcu jest i czas myśleć nad wydarzeniami dla kolejnej części. 
Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Wszystko się sypie choć staram się na bieżąco wszystko ogarniać. Szczerze mówiąc to lubię pisać to opowiadanie, ale dużo ono ode mnie wymaga, bo to co piszę czasami odzwierciedla mój humor. A w ostatnim czasie raczej nie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odbija się to na opowiadaniu choć wątek z Sel i Crisem był już dawno zaplanowany. W każdym bądź razie chcę Wam przez to powiedzieć, że następny rozdział... może się pojawić w dość dużym odstępie czasu... Przepraszam Was za to...

Proszę Was o komentarze, one strasznie mnie motywują i poprawiają mi humor, więc jeśli chcesz mnie uszczęśliwić to zostaw komentarz :* 
Udanego piątku i weekendu :*