sobota, 19 września 2015

Rozdział 11

* Poniedziałek *
* trzy dni później *

Rano budzi mnie dźwięk jednej z moich ulubionych piosenek. To był koszmarnie głupi pomysł, żeby ustawić ją na budzik. Chyba przez to przestanie być już moją ulubioną.
Mimo niechęci kilkanaście minut później podniosłam się z mojego wygodnego i cieplutkiego łóżka. Niestety po weekendzie spędzonym na leniuchowaniu trzeba w końcu wrócić do normalnego trybu życia, w który niestety wpisuje się szkoła. Wcale nie uśmiecha mi się do niej wracać, ale gdyby Neymar dowiedział się, że zawalam naukę chyba by mi tego nie wybaczył. Zrobił się ostatnio wobec mnie naprawdę bardzo opiekuńczy. Chyba czasami aż zbytnio.
Ubrałam się, spakowałam wszystkie potrzebne książki i jedząc śniadanie czekałam na Adę. Właśnie kończyłam mój posiłek kiedy usłyszałam dzwonek. Nie chciało mi się fatygować do drzwi, dlatego po chwili w wejściu do kuchni ujrzałam przyjaciółkę. Niby wyglądała tak jak zwykle, ale wiedziałam, że jest smutna. Pierwsze co zrobiłam, gdy ją zobaczyłam, to podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
- On nie jest ciebie wart - szepnęłam i poczułam jej łzy moczące moją bluzę. Jakoś zbytnio się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że temat Michaela przez jakiś czas będzie na cenzurowanym. Ja zdążyłam się już pogodzić z tym jak mnie potraktował, ale z Adą na pewno nie będzie tak łatwo.
- Możemy już iść? Nie chcę się spóźnić - powiedziała po chwili, ocierając rękawem bluzy łzy z policzków. Było mi jej naprawdę żal, że musi cierpieć przez takiego idiotę. Nikomu nie życzyłabym takiej sytuacji.
- Jasne, jestem już gotowa, więc możemy iść - wzięłam swoją torbę, założyłam kurtkę i razem opuściłyśmy mój dom.
- Jak było u Neymara? - pierwsze kilkanaście minut naszej drogi do szkoły minęło nam w ciszy. Dopiero Ada przerwała nasze milczenie. Ja nie miałam na to odwagi. Myślałam, że Ada po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.
- Świetnie. Obejrzałam mecz Barcelony na Camp Nou, poznałam brata Neymara, spędziłam z nimi cały weekend. Niestety, Neymar chciał żebym została, ale nie chciał żebym opuszczała zajęcia. Dlatego wczoraj wróciłam do domu, choć tak naprawdę wolałabym zostać w Barcelonie. Ale Neymar obiecał mi, że odwiedzi mnie kiedy tylko będzie mógł. Ale teraz ma dużo treningów, więc nie wiem kiedy znów go zobaczę - westchnęłam. Bez mojego przyjaciela obok było mi tak jakoś pusto.
- Sel? - usłyszałam niepewne pytanie Ady.
- Tak?
- Kim on dla ciebie jest? - spytała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona. Przecież tyle razy jej to mówiłam. - Wiem, że mówiłaś mi tyle czasu, że to tylko przyjaciel, ale... ale trochę nie chce mi się w to wierzyć. To twoje zachowanie odkąd go poznałaś, to że spędziłaś u niego tyle czasu, że tak bardzo za nim tęsknisz... To nie wygląda na przyjaźń...
- Może nie, ale naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi. Poza przyjaźnią nic nas nie łączy. Po prostu czuję się przy nim dobrze, świetnie bawię się w jego towarzystwie... I co najważniejsze, zapominam przy nim o Crisie. Przy Neymarze nie muszę martwić się o to co Cris jeszcze zrobi nieświadomie mnie raniąc. Przy nim nie myślę o niczym złym i jestem po prostu szczęśliwa.
- Ooo Selena, wpadłaś po uszy! - zaśmiała się Ada. - Pierwszy etap zakochania! - zawołała radośnie.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Neymar jest moim PRZYJACIELEM i nigdy nie zastąpi mi Crisa.
- Ale pomyśl... Przy Neymarze naprawdę zachowujesz się inaczej. Odkąd go poznałaś jesteś dużo szczęśliwsza, radośniejsza. Może ty tego nie widzisz, ale ja zauważyłam tą twoją olbrzymią zmianę. Zakochałaś się. Mówisz o nim w samych superlatywach, tak bardzo się nim zachwycasz, tęsknisz, jeździsz do niego do Barcelony...
- Ada, mogę ci zadać jedno pytanie? - przerwałam jej.
- Jasne.
- Przed chwilą zerwałaś z chłopakiem, twierdzisz od kilku dni, że miłość jest głupia, ale tak bardzo się cieszysz na myśl, że mogłabym się zakochać. Dlaczego?
- Bo... Nie wiem. Nie znam tego całego twojego Neymara. Słyszę o nim jedynie od ciebie. Ale widzę, że cię nie krzywdzi, jesteś szczęśliwa. Widzę, że Neymar jest inny niż Michael i Cris.
- Michael to idiota, Cris o niczym nie wie i się nie dowie, a Neymar jest cudowny, bo jest po prostu dobrym człowiekiem i przyjacielem. I jest oczywiście różnica w tym, że Neymar chce się ze mną przyjaźnić, nie to co pozostała dwójka...
Dalej żadna z nas nie próbowała kontynuować tej rozmowy. Ja byłam wkurzona, a Ada wiedziała, że niezależnie od tego co powie i tak nie przyznam jej racji. Chwilę później znalazłyśmy się na terenie naszej szkoły. Tam tym bardziej obie nie chciałyśmy wspominać o Neymarze, a tym bardziej o Cristianie. W końcu osoby chodzące do tej szkoły nie były głupie, ktoś mógłby się zorientować o czym rozmawiamy. A ja wolałabym, żeby moja przyjaźń z Neymarem i sytuacja z Crisem pozostały między mną a Adą.
Naszą pierwszą lekcją dzisiejszego dnia miała być historia, więc zaraz po wyjściu z szatni, razem z innymi dziewczynami skierowałyśmy się na parter, gdzie znajdowała się klasa numer 3. Pod salą siedzieli już chłopacy z naszej klasy. Byliśmy wszyscy ze sobą bardzo zżyci, więc oczywiście ze wszystkimi musiałam się przywitać. I właśnie wtedy na korytarzu zjawił się on. Przez szkołę razem ze znajomymi w moją stronę zmierzał Cris. Od razu na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech, Cieszyłam się na jego widok, chociaż byłam pewna, że on nawet mnie nie zauważył. Zawsze tak było - widziałam go zawsze gdy tylko był nieopodal, a on zapewne zapomniał całkowicie o moim istnieniu. Tak, to była chora sytuacja. Ale spróbuje to jakoś wyjaśnić:
Cris, Cristian, jak kto woli, to chłopak z równoległej klasy. Przez pierwszy rok szkoły nawet nie wiedziałam, że istnieje... I to był chyba ten najlepszy okres. Dopiero w drugiej klasie poznaliśmy się dosłownie przez przypadek. Po dłuższej nieobecności musiałam chodzić w szkole na zajęcia uzupełniające. I poznałam go właśnie na zajęciach dodatkowych z języka hiszpańskiego. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Cris wszedł spóźniony do klasy i rozejrzał się po niej. Wtedy jego wzrok spoczął na mnie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chwilę później usiadł obok mnie i przedstawił się. Spędziliśmy razem sporo czasu śmiejąc się, aż do momentu, w którym naszej nauczycielce skończyła się cierpliwość i wyrzuciła nas z klasy. Wtedy razem poszliśmy do szatni nadal się śmiejąc, a potem Cris odprowadził mnie do domu. Następnego dnia rano zjawił się pod moim domem, żeby odprowadzić mnie do szkoły. I tak było przez kolejny tydzień - mieliśmy świetny kontakt, zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od zawsze, Ale oczywiście w końcu wszystko musiało się diametralnie zmienić. W następnym tygodniu klasa Cristiana wyjechała na kilka dni do Portugalii w ramach wycieczki. W czasie kiedy tam był oczywiście pisaliśmy przez internet. Ale już po powrocie nie odezwał się do mnie ani razu. Nie odpowiedział kiedy się z nim przywitałam, nie odpisał na moją wiadomość... Zrobiło mi się przykro. Postanowiłam, że o wszystkim zapomnę, że będę żyła jakby był to tylko nic nie znaczący epizod, jakby nic takiego w ogóle się nie wydarzyło. Ale to nie było tak proste jak myślałam. Kilka dni później przyłapałam się na tym, że ciągle o nim myślę, ciągle szukam go wzrokiem. Że nie mogę się na niczym skupić kiedy on jest w pobliżu. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęsknię. To było takie dziwne. Widzieć go codziennie, móc na niego patrzeć, ale nie móc się do niego odezwać, przytulić, mieć go całego dla siebie. A teraz ja zmagam się z tym już od tylu miesięcy. Od czasu, gdy wrócił z Portugalii nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. On nadal nie widzi tego jak się staram zwrócić na siebie jego uwagę. W czasie, gdy ja tak bardzo chciałam mieć go przy sobie, on był w związku z inną. Za każdym razem gdy ją przytulał mi pękało serce, bo ktoś kto był dla mnie ważny darzył miłością kogoś innego. Ale wtedy przynajmniej myślałam, że nie jest ze mną dlatego, że ma już dziewczynę. Teraz kiedy jest sam mam już przekonanie, że nie jest ze mną tylko dlatego, że mnie nie chce, I to jest chyba najgorsze. Nieodwzajemniona miłość jest tak ciężka, dlatego, że musisz kochać za dwoje, wiedząc, że on kocha inną. Ale jeśli on mnie nie kocha, to chciałabym mieć go przy sobie chociażby jako przyjaciela, móc z nim rozmawiać. Tyle by mi wystarczyło.
Cristian minął nas i usiadł pod klasą obok. Oczywiście cały czas dyskretnie mu się przyglądałam. Ale po chwili miałam ochotę stąd zniknąć. Podeszła do niego jedna z dziewczyn, jego przyjaciółek. Myślałam, ze wybuchnę gdy zobaczyłam, że siada na kolanach Crisa. Na szczęście w porę moją uwagę odwróciła Ada, która pociągnęła mnie mocno za rękę w stronę łazienek. Czasami mam wrażenie, że czyta mi w myślach. Gdy znalazłyśmy się już na osobności Ada po prostu odwróciła się i mocno mnie przytuliła. Tego było mi potrzeba. Po moich policzkach popłynęły łzy. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Wiedziała, że tego potrzebuję.
- Nie rycz! - odezwała się po chwili, odsuwając mnie od siebie. - Nie jest wart twoich łez! Nie zwracaj na niego uwagi!
- Nie potrafię!
- To się naucz! Jakiś idiota nie będzie doprowadzał cię do łez! Chyba, że ze szczęścia. Mam już tego serdecznie dość! Jeszcze jedna taka jego akcja i po prostu coś mu powiem, a uwierz, że nie będzie to nic miłego - zagroziła, a ja bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że potrafiłaby spełnić swoje groźby. - Ile ja razy jeszcze mam ci mówić, że nie jest ciebie wart?
- Dobrze Ada, uspokój się. Błagam cię nie mów mu nic. Nie chcę, żeby się o tym dowiedział. A przynajmniej nie teraz - prosiłam. Gdyby teraz Cris dowiedział się o wszystkim na pewno cała ta historia nie skończyłaby się dobrze.
- Wiesz, że tego nie zrobię, jeśli ty nie będziesz tego chciała. Ale denerwuje mnie już te jego zachowanie i ostrzegam cię, że jeśli mnie wkurzy to usłyszy ode mnie parę niemiłych słów - warknęła i w tym momencie usłyszałyśmy dzwonek rozpoczynający pierwszą lekcję. Niestety, trzeba było tam wrócić..
- Okey, chodź, idziemy - westchnęłam.
- Na pewno?
- Tak, idziemy - powiedziałam i otworzyłam drzwi od łazienki.
Poszłam w stronę swojej klasy, a Ada podążyła tuż za mną, Crisa już nie było. Na szczęście.
- Ej, młoda, co jest? - usłyszałam głos Davida, mojego dobrego kolegi z klasy. Często mówił do mnie "młoda". A był ode mnie tylko trzy miesiące starszy. Ale za to kilkanaście centymetrów wyższy.
- Nie, wszystko ok - zapewniłam go, ale on na te słowa nieznacznie się skrzywił.
- To czemu mam wrażenie, że kłamiesz?
- Nie wiem, wróżką nie jestem, w myślach ci nie czytam - odpowiedziałam, przybierając na twarz wymuszony uśmiech. Przez chwilę David patrzył na mnie nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Jednak po chwili uśmiechnął się do mnie i wiedziałam już, że mi uwierzył. Odetchnęłam z ulgą.
Obok nas przeszła nasza nauczycielka, więc wszyscy weszliśmy za nią do sali. Wyjęłam książki, usiadłam i czekałam aż rozpocznie lekcje.
Historyczka zaczęła zajęcia oczywiście od sprawdzenia obecności, a potem wróciła do naszego ostatniego tematu czyli historii Katalonii.
Ogólnie lubię historię, a historia mojego regionu jest dla mnie szczególnie ważna, bo jestem bardzo związana z Katalonią, ale jakoś nie mogę skupić się na tym co mówi nauczycielka. Choć zapewne powtarza tylko to czego ja przez moją matkę musiałam nauczyć się kilka lat wcześniej. Ale z tego co pamiętam te zajęcia akurat wybrałam chyba sama. Nigdy nie czułam się Hiszpanką - od zawsze byłam jedynie Katalonką.
Nie mogłam się kompletnie skupić. Moje myśli w 100% zajmował Cris. Nie mogłam odpędzić wspomnienia tego jak szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy ta dziewczyna usiadła na jego kolanach. To było takie... takie...
Nagle poczułam wibracje mojego telefonu w kieszeni, co przerwało moje idące w złą stronę myśli. Szczerze mówiąc nie musiałam sprawdzać kto to. Wiedziałam, że to moje światło w ciemności. Wiedziałam, że to Neymar. To zastanawiające, że zawsze jest właśnie w tym momencie, w którym go potrzebuję. Jest moim prawdziwym przyjacielem.
Gdy nauczycielka odwróciła się, aby pokazać coś na mapie szybko wyjęłam telefon z kieszeni i włożyłam go do piórnika. Zawsze tak robiłam, a jeszcze żaden nauczyciel tego nie zauważył.
"Co tam u ciebie, siostra?  :D Nudzi mi się bez ciebie ;(" - przeczytałam wiadomość od Brazylijczyka. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. On bardzo dobrze wie jak poprawić mi humor, choć nawet nie wie, że jestem smutna. Ale chyba jednak pani Fernandez się to nie spodobało.
- Selena, czy naprawdę tak bardzo cieszy cię lekcja historii ze mną? - spytała, przerywając prowadzenie lekcji tylko po to, żeby zwrócić mi uwagę.
- Ależ ja bardzo lubię lekcje historii. Tyle, że nie koniecznie z panią. I wie pani co, chciałabym w końcu usłyszeć coś innego niż to co powtarza nam pani od trzech lat... - odpowiedziałam jej nawet nie patrząc w jej stronę. Tak, lekceważyłam ją. Moje paznokcie na pewno w tym momencie były bardziej interesujące Nigdy nie lubiłam tej nauczycielki i nie miałam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń.
- Selena, czy ty nie powinnaś uważać na lekcjach? Chyba zależy ci na ocenie? - powiedziała udając opanowaną, a tak naprawdę wiedziałam, że jest niemiłosiernie wkurzona,
- Uważałam. Dwa lata temu jak mówiła to pani po raz pierwszy. Zastanawiam się czy nauczyła się pani może na tych studiach czegoś jeszcze czy tylko za to wystawili pani ten dyplom. Ja po trzech godzinach zajęć pozalekcyjnych miałam opanowany większy zakres wiedzy niż pani w tym momencie - zaśmiałam się.
- Jeśli uważasz, że tak dużo wiesz, to może pochwalisz się swoją wiedzą?
- Nie ładnie się tak chwalić przed całą klasą.
- To po co jesteś na tej lekcji?! - pani Fernandez w końcu przestała udawać spokojną. Krzyknęła tak głośnio, że aż mnie uszy zabolały. I nie tylko mnie.
- No właśnie nie wiem co ja tutaj robię - powiedziałam opanowanie, wzięłam swoje książki, schowałam telefon do tylnej kieszeni jeansów, przełożyłam torbę przez ramię i skierowałam się do drzwi klasy. - Miłej nauki z naszą kochaną i bardzo opanowaną nauczycielką - zawołałam jeszcze do klasy i opuściłam salę. Do końca lekcji miałam jeszcze pół godziny. Sporo można było zrobić w tym czasie, Ale ja już chyba wiedziałam co zrobię. Przez okno zauważyłam, że jacyś chłopacy grają na boisku w piłkę nożną. Wyszłam ze szkoły głównym wyjściem i obeszłam szkołę dookoła. Chwilę później znalazłam się za linią boczną naszego boiska. Wyjęłam telefon i napisałam szybką wiadomość do Neymara.
"Masz teraz trening?"
Chwilę później otrzymałam wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła:
"Nie. Jestem sam w domu i się nudzę :("
Po przeczytaniu od razu wybrałam numer telefonu Brazylijczyka.

***

Wychodząc razem z Adą ze szkoły spoglądam na dziedziniec szkolny. Kogo tam widzę? Oczywiście Crisa. Dzisiejszy dzień był kompletną masakrą. Jedyną dobrą rzeczą była ta poranna rozmowa z Neymarem. Najpierw to jak ta dziewczyna usiadła Crisowi na kolanach, kłótnia z panią Fernandez, którą wychowawczyni i dyrektor kazali mi przeprosić, czego oczywiście nie zrobiłam i jakby tego było mało na niemalże każdej przerwie musiałam widzieć Crisa razem z Camilą. I oczywiście teraz, kiedy wychodziłam ze szkoły nie mogło być inaczej. Cristian siedział z nią na jednej z ławek i razem z czegoś się śmiali. Myślałam, że na ten widok pęknie mi serce. Ta dziewczyna nawet nie wiedziała jak bardzo chciałabym być teraz na jej miejscu. 
- Selena!! - najpierw usłyszałam krzyk, a dopiero potem poczułam jak ktoś podbiega do mnie i przytula. Odwróciłam się i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to jedna z moich przyjaciółek. Chyba udało jej się właśnie w tym momencie odsunąć moje złe myśli gdzieś daleko. Tak daleko, żeby nie wróciły do mnie zbyt szybko.  

 

Wróciłam! Po przerwie, ale jestem. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, że tak długo nie było rozdziału? W końcu postanowiłam napisać rozdział, w którym wyjaśnię Wam zależność między Sel a Crisem. Nieodwzajemniona miłość - tego chyba żadna z Was się nie spodziewała. W rozdziale brakuje Neymara, ale niestety nie mogłam wymyślić nic innego, żeby przedstawić całą tą sytuację. Rozdział jest na moje oko krótki, ale następny powinien być dłuższy, chyba, że też postanowię go podzielić... Zobaczy się jeszcze ;) 
W każdym bądź razie zostawiajcie swoje opinie, bardzo miło mi się je czyta ;) Jeśli macie jakieś uwagi co do bloga czy opowiadania to też proszę Was o kontakt ;) No i to bd chyba na tyle :/ 
Jeszcze jedno: mianowicie do bloga powstał ask, związany właśnie z blogiem, opowiadaniem i bohaterami. Link: http://ask.fm/NJRneyforever 
Tam także możecie zostawiać opinie o rozdziałach i opowiadaniu ;) 
Dobranoc i udanego weekendu :* 

wtorek, 8 września 2015

Libster Blog Award #2

Kolejne LBA na moim  blogu :D Nominację dostałam już dosyć dawno od Patrycja Anna, odpowiedzi też napisałam jakiś czas temu, ale przez to całe zabieganie zapomniałam, żeby je dodać :/ No więc teraz mając trochę czasu nadrabiam zaległości. Dziękuję jeszcze raz za nominację, a oto moje odpowiedzi:

1. Od jak dawna piszesz?
Wydaje mi się, że kilkanaście dni temu minął rok odkąd zaczęłam pisać opowiadania. Ale publikować zaczęłam je dopiero od stycznia.

2. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Oj, jest ich bardzo dużo... Ale na ten moment chyba Xriz - Besos prohibidos :D

3. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Ale że największe? Marzeń mam pełno, ale nie ma chyba takiego, które wyróżniałoby się ponad wszystkie... Ale na pewno marzę o tym, żeby odwiedzić Barcelonę i obejrzeć mecz Barcy na Camp Nou ;)

4. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą?
Byłam :D Ostatnio razem z przyjaciółmi ze szkoły byliśmy na wycieczce w Pradze :D Cudowne miasto :D

5. Jaki jest Twój ulubiony zespół?
Nie mam chyba żadnego ulubionego zespołu... Lubię poszczególnych piosenkarzy, piosenkarki, ale jakoś zbytnio nie słucham żadnych zespołów... :/

6. Jaki jest twój ulubiony owoc?
Kocham wszystkie, ale ulubiony to chyba arbuz :D

7. Jakie są twoje zainteresowania?
Sporo ich jest :/ M. in. czytanie książek, opowiadań; słuchanie muzyki, szkicowanie, piłka nożna, Barca, goegrafia, matematyka, no i oczywiście pisanie opowiadań o Neyu i nie tylko :D

8. W jakim miejscu na ziemi chciałabyś być teraz? 
W tym momencie? Chyba na bezludnej wyspie :D

9. Kto jest twoim idolem?
No będzie ich kilku, ale najważniejsi to raczej: Dawid Kwiatkowski, Leo no i oczywiście nasz Neymar :D

10. Jaka jest Twoja ulubiona bajka/kreskówka z dzieciństwa? 
Po konsultacji z moją mamą uznaję, że były to "Smerfy" i "Bolek i Lolek" hahaha

No i to chyba byłoby na tyle. Tym razem nie będę nikogo nominować, ze względu na to, że chyba wszystkie blogi jakie chciałam, nominowałam w poprzednim LBA...
No więc do następnego :*

Rozdział 10

~ Ty sama też nie wiesz co to jest miłość!

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
- Się ekspert znalazł - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której znajdował się chłopak, który zafundował mi i Neymarowi darmową pobudkę. 

***

Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam chłopaka stojącego przy lodówce. Nie ma co, podobny był do Neymara...
- Hey, jestem Selena - powiedziałam, gdy w końcu mnie zauważył. 
- Jota, brat Neymara - przywitał się z uśmiechem. 
- To on ma brata? Oj Neymar masz przerąbane - powiedziałam, patrząc w stronę salonu. Jota się zaśmiał. - Nie pochwalił mi się. Myślałam, że ma tylko siostrę...
- Bo ma, ale to jest długa i nudna historia, może Juninho kiedyś ci ją opowie - puścił do mnie oczko i znów spojrzał do lodówki. - A tak ogółem mówiąc, to sorry, że może wam coś przerwałem, ale jak ostatnio byłem u Neymara, czyli wczoraj w południe to jeszcze nie miał dziewczyny. Ale jak widać fakty szybko się zmieniają. 
- Przerwałeś nam jedynie w spaniu. Nie mogłeś nam przeszkodzić w niczym innym, bo coś takiego nie mogło by mieć miejsca. Z Neymarem jesteśmy tylko przyjaciółmi - wyjaśniłam. 
- A wiesz, że to na przyjaźń nie wygląda, prawda? A przynajmniej z mojej perspektywy. Bo wiesz, z tego co wiem to przyjaciele nie śpią razem w jednym łóżku, nie przytulają się na łóżku i nie trzymają się za rękę przez sen... - zauważył. Ja tam nie widziałam niczego dziwnego. 
- To tak wygląda dlatego, że po prostu zastałeś nas w takiej, a nie innej sytuacji. Tak naprawdę to było całkiem inaczej niż to sobie wyobrażasz... W nocy była burza i jako, że nie chciałam być sama w pokoju na górze to przyszłam do salonu, do Pokera, a to że potem pojawił się tutaj Neymar to był czysty przypadek. Ja nawet nie wiedziałam, że on tam jest aż do momentu, w którym nas obudziłeś - próbowałam wytłumaczyć Jocie sytuację w jakiej zastał mnie z Neymarem. Mam nadzieję, że to zrozumiał. 
- Może i tak było... Ale wyglądacie na taką fajną parę. A tym bardziej jak was dzisiaj zobaczyłem w salonie. Trzymam za was kciuki - znów puścił do mnie oczko i w tym też momencie w kuchni postanowił pojawić się pan domu. 
- Siema - przywitał się z bratem. - Widzę, że już się poznaliście. To jest Selena, moja przyjaciółka, a to jest Jota, mój... - nie dałam mu dokończyć. Oj nie. 
- ... twój brat - dokończyłam za niego. - I teraz gadaj jakim ja prawem wiedziałam tylko o twojej siostrze. 
- Bo to długa i nudna historia, może kiedyś ci opowiem - powiedział, a z Jotą wymieniliśmy się spojrzeniami i oboje parsknęliśmy śmiechem. 
- No dobra, teraz to już na pewno wierzę, że jesteście braćmi - powiedziałam, na co Neymar zrobił zdziwioną minę. 
- Przed chwilą, gdy mnie o to pytała odpowiedziałem jej tak samo - wyjaśnił Jota. Już go polubiłam. Ja tu przewiduję z nim długą i owocną przyjaźń. Bardzo owocną, a szczególnie w wygłupy i docinanie Neymarowi. Ale nie myślcie sobie, że mam teraz zamiar zostawić Neymara! Co to to nie! On zawsze będzie na pierwszym miejscu. 
Przybiłam piątkę z Jotą i wróciłam do swojego pokoju. Znalazłam na łóżku zakopany w kołdrze telefon. Oczywiście w czasie kiedy był poza moim zasięgiem ktoś musiał się do mnie dobijać. A któż to taki? Oczywiście Ada i mój ojciec. Moja przyjaciółka miała teraz lekcje, więc postanowiłam oddzwonić do mojego rodzica mimo, że byłam pewna, że jest teraz w pracy. Mimo to odebrał za pierwszym razem. 
- Selena, w końcu oddzwoniłaś - zawołał radośnie. - Wiem, że prosiłaś, żebym się nie martwił, ale dzwoniłem wczoraj do Georga i nie było cię u nich. Chciałem tylko się upewnić czy na pewno jesteś u Neymara - no tak, on jako troskliwy ojciec musi zawsze bać się o swoją córeczkę. 
- Tak, jestem u Neymara. Nie masz się już o co martwić. 
- A do kiedy tam zostajesz? Bo chciałbym wiedzieć kiedy moja córka wróci do domu. 
- Wracam jakoś pod koniec tygodnia. Zapewne w niedzielę. 
- No to chyba nie mam więcej pytań. Miłej zabawy - powiedział i rozłączył się. Cały on.Zaśmiałam się pod nosem.
Wiedziałam czego chciała ode mnie Ada. "Czemu wczoraj zerwałaś się z lekcji, dlaczego cię dzisiaj nie ma?" Nie chciałam się z nią kłócić, ale ostatnio zrobiła się trochę zbyt sztywna. Nie wiem czemu taka jest. Kiedy poznała Michaela była taka jak ja teraz. Ale od momentu kiedy poznałam Neymara zaczęła być taka inna. Może była zazdrosna? 
Ale mniejsza z tym... Nie zamierzałam teraz z nią rozmawiać i nie zamierzałam też dzwonić do niej później. Przyjechałam tu, żeby spędzić czas z Nemarem, a nie po to żeby przejmować się humorkami Ady.
Przebrałam się i wróciłam do tych dwóch głupków, którzy nadal okupywali kuchnię. Jedli śniadanie i byłam niemalże całkowicie przekonana to wszystko dzięki Jocie. Neymar byłby zbyt leniwy, żeby samemu zrobić sobie śniadanie. Chyba, że byłby naprawdę bardzo, ale to bardzo głodny. Usiadłam na przeciwko chłopaków, a po chwili Jota postawił przede mną śniadanko dla mnie. Naprawdę coraz bardziej go lubię. Ale jeszcze muszę wyciągnąć z Neymara o co chodzi z tą sprawą z bratem. Ale to nie powinno być trudne. Mój piłkarzyk wszystko mi pięknie wyśpiewa. Nie będę musiała się zbytnio wysilać. 

***

Wylegiwałam się na trawie w ogrodzie u Neymara, podczas gdy on razem z bratem grali w piłkę. Zapowiadało się takie piękne popołudnie... Aż do momentu, gdy zadzwonił mój telefon. Raz, drugi, trzeci.... Za piątym zdecydowałam się w końcu odebrać. Dzwoniła oczywiście moja przyjaciółka, z którą nie miałam ochoty rozmawiać.
- Boże, Sel, dlaczego przez tyle czasu nie odbierasz ode mnie telefonu?! Czemu nie było cię dzisiaj na zajęciach?! Martwiłam się, myślałam, że coś ci się stało! - no i się zaczęło... 
- Ada! Uspokój się! Żyję, jestem bezpieczna! - krzyknęłam, przerywając jej.
- Przepraszam cię... - mówi lekko skruszona. - Po prostu tak nagle uciekłaś ze szkoły nic mi nie wyjaśniając, a potem nie dawałaś znaków życia... Martwiłam się -  dodała cicho. 
- Ada, co się z tobą ostatnio dzieje?! Stałaś się naprawdę nadopiekuńcza, nadwrażliwa i po prostu irytująca! - powiedziałam jej prosto z mostu. Przecież nie będę udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. 
- Przepraszam... 
- Nie przepraszaj tylko powiedz mi, co się dzieje! Od jakiegoś czasu zrobiłaś się naprawdę nie do zniesienia! Coś musiało się stać!
- Po prostu mam trochę problemów, okej? Zresztą, nie ważne. Nie przejmuj się - powiedziała, a dosłownie sekundę później usłyszałam dźwięk kończący rozmowę. 
O co do cholery w tym wszystkim chodzi?! Przecież kiedy poznałam Neymara tak się cieszyła, że mam kogoś, kto jest dla mnie tak samo ważny... A teraz nagle coś się zmieniło... Może jest zazdrosna? Ale nie, dlaczego miałaby to robić? Przecież Neymar jest moim przyjacielem, a ona ma swojego chłopaka, którego przecież kocha... 
Michael! Nie pomyślałam o nim! Ada mogła być zazdrosna o Neymara tylko jeśli coś stało się z jej związkiem. A ja głupia nie zauważyłam, że ona naprawdę jest zazdrosna. Co ze mnie za przyjaciółka jeśli nie było mnie z nią w takim momencie?! 
Jak najszybciej podniosłam się z ziemi, na której leżałam i popędziłam do domu. Chłopacy patrzyli na mnie zdziwieni, ale nic im nie tłumaczyłam. Musiałam dowiedzieć się, co się stało. 
Chwilę później z telefonem przy uchu wpadłam do swojego pokoju. Stanęłam zdenerowana pod oknem i wysłuchiwałam sygnału oczekiwania na połączenie, który jeszcze bardziej mnie denerwował. Jeszcze chwila i po prostu wybuchłabym, ale na szczęście w ostatnim momencie Michael odebrał telefon. 
- Hey Selena! Czemu się tak długo nie odzywałaś? Dawno nie rozmawialiśmy - powiedział radośnie. Zaraz za tą swoją radość może mu się dość mocno oberwać. 
- Michael, nie dzwonię sobie do ciebie poplotkować! - zawołałam. - Mów mi tu od razu co się stało między tobą a Adą. 
- Nic się nie stało - powiedział niewzruszony tonem jakim go przywitałam. Nie tego się spodziewałam. 
- I dlaczego mnie okłamujesz? Jestem waszą przyjaciółką, nie sądzisz, że powinnam może wiedzieć dlaczego Ada od kilku dni zachowuje się jakby nic już nie miało znaczenia! - wrzasnęłam. To musiało na niego jakoś zadziałać. I na szczęście przyniosło pożądany efekt. 
- Rozstaliśmy się kilka dni temu - powiedział tak cicho, że ledwo to usłyszałam. 
- No to teraz mów jak księdzu na spowiedzi, co znowu wam odbiło.... - westchnęłam. Już nie raz musiałam ich godzić po tym jak się pokłócili, więc poniekąd miałam w tym doświadczenie. 
- Dość sporo ostatnio rozmawialiśmy. Od mojego wyjazdu do Madrytu spotkaliśmy się może 2 czy 3 razy. Przez te kilka miesięcy nie mieliśmy też czasu normalnie porozmawiać przez internet czy telefon, bo Ada ma szkołę, ja mam studia i egzaminy. Nie mamy dla siebie kompletnie czasu, a do tego dzieli nas od siebie taka odległość. Oboje zgodnie uznaliśmy, że to mija się z celem, że nasz związek nie ma już sensu - przyznał w końcu, głośno wzdychając. Głos miał tak.... zmartwiony? zmęczony? smutny? Nie mogłam tego jednoznacznie wyczuć. Ale na pewno nie było to żadne z tych dobrych i radosnych uczuć. 
- Rozumiem. Czyli jednak potrzebna będzie moja interwencja - westchnęłam. - Ciocia Selena naprawdę dobrze wam radzi: ogarnijcie wy się i dopiero myślcie nad tym co powinniście zrobić ze swoim związkiem. Bo w tym momencie naprawdę zachowujecie się jak dzieci. Michael, jesteś idiotą, że się z nią zgodziłeś. Jakieś popieprzone liczby w postaci kilometrów nie powinny dla was nic znaczyć jeśli naprawdę się kochacie. To tylko jakieś głupie liczby. Zgadzam się, odkąd wyprowadziłeś się do Madrytu wasz związek bardzo cierpi, bo nie rozmawiacie zbyt dużo. Ale czyja to jest wina? Ady, która każdego dnia dzwoni do ciebie po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy? Czy twoja, bo wiecznie nie odbierasz od niej telefonów, mimo, że wszyscy wiemy, że nie jesteś wcale tak zabiegany jak jej wmawiasz? Zastanów się nad tym! Niedawno miałeś przerwę świąteczną, ferie... Czy chociaż pomyślałeś o tym, żeby przyjechać tutaj i zrobić niespodziankę Adzie? Nie, to ona musiała myśleć o wszystkim, ona musiała do ciebie pojechać... W tym związku to ona musi kochać za dwoje! I to ona musi rezygnować ze wszystkiego dla ciebie. To ona porzuciła marzenia o studiach w Stanach, żeby móc wyjechać do Madrytu i być z tobą! Jesteś debilem! Bo albo ją kochasz, ale tego naprawdę nie okazujesz, albo po prostu zajmujesz miejsce, na którym powinien być ktoś, kto ją naprawdę kocha! - próbowałam nie podnosić głosu. Naprawdę próbowałam. Ale kiedy słyszę takie głupoty to nie wiem czy mam na niego krzyczeć czy płakać z powodu jego idiotyzmu. Jak można być takim egoistą? 
- Selena, jesteś moją przyjaciółką. Od bardzo dawna. Wiesz jak bardzo cię kocham, niemal jak siostrę. Ale teraz naprawdę przegięłaś! Mieszasz się w związek mój i Ady. Za każdym razem gdy tylko masz okazję! Myślisz, że jesteś najmądrzejsza, że jesteś ekspertem w kwestii związków. Ale tak naprawdę nie masz o tym zielonego pojęcia! Nigdy nie miałaś chłopaka, nigdy nikt się w tobie nie zakochał! Ty sama też nie wiesz co to jest miłości! Nigdy nikogo nie pokochałaś i nikt nigdy cię nie chciał! - znieruchomiałam. Czy on to naprawdę powiedział?! Jeśli tak to przegiął. Ostro. Jak on mógł mi coś takiego powiedzieć?! 
- Nie, nie jestem już twoją przyjaciółką! Znajdź sobie nową, najlepiej tam w Madrycie. Może ona nie będzie ci się "mieszała w związek"! A ja tak naprawdę chciałam tylko żeby moi przyjaciele byli ze sobą szczęśliwi! Ale teraz tak naprawdę cieszę się, że Ada cię zostawiła! Nie wiem jak mogła być tyle czasu z kimś takim jak ty! Nie życzę jej więcej mieć kogoś takiego. A ty nigdy więcej nie wypominaj mi mojej miłości, bo pomyśl sobie, że nie wszystkim tak jak tobie udało się szczęśliwie zakochać! Albo najlepiej w ogóle się już do mnie nie odzywaj! - powiedziałam i skończyłam rozmowę z nim. Sekundę później mój telefon wylądował gdzieś na podłodze, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Jak on mógł?! Nie miał prawa powiedzieć czegoś takiego! Uważałam go za przyjaciela, wiedział o mnie wszystko, tyle razy widział jak płakałam przez Crisa, przez moją głupią miłość... A teraz potrafił powiedzieć mi, że nie wiem co to miłość!  Nie wierzę, że to zrobił. 
Usiadłam zdruzgotana na łóżku. Michael, chłopak, który znał mnie od zawsze, który wiedział o mnie wszystko, powiedział mi coś tak okrutnego... Nie mogłam tego przetrawić. Nagle poczułam jak ktoś mocno, bardzo mocno mnie przytula. Miałam zamknięte oczy, ale byłam przekonana, że to Neymar. 
Nie wiem ile czasu minęło, ale przez dłuższą chwilę siedziałam tak przytulana przez piłkarza, a po moich policzkach nadal nie przestawały płynąć łzy. Neymar o nic nie pytał i tego właśnie oczekiwałam. Tego, żeby po prostu tu był. Chwilę później otarłam łzy rękawem mojej bluzy, wyplątałam się z obięć przyjaciela i wstałam. Chłopak zrobił to samo. 
- Dziękuję - szepnęłam, patrząc na jego twarz. Teraz gdy na mnie spogląda na jego ustach widnieje szeroki uśmiech. Ja też się uśmiecham. 
- Nie przejmuj się tym "przyjacielem... Nie jest wart twojej przyjaźni - odpowiedział. 
- Ale za to ty jesteś - powiedziałam ironicznie, po chwili wybuchając śmiechem. 
- Jasne, że tak - Neymar też się zaśmiał, ale niestety ktoś musiał nam przerwać.
- Oj, jakie słodkie z was gołąbeczki! - zawołał Jota stojący w drzwiach do pokoju. Miałam ochotę w tamtej chwili uderzyć go czymś ciężkim. Od momentu kiedy tylko się tu zjawił nazywa nas parą, gołąbeczkami i tym podobne. Jest naprawdę fajny, ale chyba chce mnie zdenerwować... Albo zeswatać z Neymarem. Jeszcze tego nie rozgryzłam. 
 - Gołąbeczku, mógłbyś nie przerywać mi rozmowy z moją piłkarzyną. Poszedłbyś do kuchni zobaczyć czy cię tam nie ma. Albo poszedłbyś gdzieś poszukać swojego gołąbeczka - powiedziałam, wywracając oczami. Jota zrobił udawaną smutną minkę. 
- Porzucasz mnie, przyjaciółko? Gołąbeczku? - zawołał "zdruzgotany", wycierając łezkę pod okiem. Powinien zostać aktorem. Nadałby się tam idealnie. 
- Nie porzucam cię, ale właśnie ktoś mnie porzucił - szepnęłam, ale mimo to Jota usłyszał to, podszedł i mnie przytulił. 
- Przepraszam - powiedział. 
- Co ty wygadujesz, Jo. Przecież nic się nie stało. W końcu to on jest debilem, nie ja. To co robimy? - spytałam ochoczo. Nie chciałam więcej wracać do tematu Michaela. 
- Fifa? - spytał Jo. 
- Fifa - zaśmiałam się w odpowiedzi. - Oj, jak nie pijesz to myślisz - dodałam i razem opuściliśmy pokój. 

***

- Ej no! To był faul! To powinien być karny! Panie sędzio! - Jota darł się na cały dom. Od jakichś dwóch godzin graliśmy w Fifę, a ja przez cały ten czas nie mogłam opanować śmiechu. Mimo to i tak wygrywałam z Jotą 4:3. 
Neymar też próbował ze mną grać. Ale wtedy sytuacja wyglądała inaczej. Wtedy to on wygrywał i to nie 4:3, a 3:1. No ale co zrobić, w końcu to piłkarz. Teraz akurat od kilkunastu minut siedział obok Jo i cały czas śmiał się z poczynań brata. Z nim nie dało się wytrzymać. A już szczególnie kiedy grasz z nim w Fifę. Albo po prostu w piłkę nożną. 
Spojrzałam na mojego przyjaciela. Jego śmiech... lubiłam go słuchać. Nawet bardzo. A jego uśmiech... kiedy tylko widniał na jego twarzy, ja też musiałam się uśmiechnąć. To było takie zaraźliwe. Uwielbiam Neymara i każdego dnia cieszę się z tego, że jednak wtedy go spotkałam. 
- Jeeeeeee! Visca el Barca, visca Cataluna! - z zamyślenia wyrwał mnie wesoły okrzyk Joty. Spojrzałam na telewizor. No tak, pod moją nieuwagę udało mu się doprowadzić do wyrównania.  4:4. To i tak zbyt niski wynik jak na mecz Barcelony, którą grał Brazylijczyk. Ja grałam sobie byłym klubem Neymara, Santosem. Tak jakoś się złożyło, że graliśmy drużynami, które były mu bliskie. Ale choć zawsze kibicuję Barcelonie, to w Fifie zrobię wyjątek i to Santos będzie tym razem triumfował. Jak postanowiłam, tak zrobiłam i po kilku minutach mecz zakończył się wynikiem 6:4. Może i Jota umie grać w piłkę, często gra w Fifę, ale to ja jestem od niego lepsza. Oj, gołąbeczku, będzie trzeba trochę popracować. Zaśmiałam się ze swojej myśli. Po moim złym humorze nie zostało ani śladu.  


Rozdział pisałam dość długo, dlatego też pojawia się on dopiero dzisiaj. Szkoła + brak możliwości dłuższego korzystania z laptopa nie są zbyt pomocne przy pisaniu opowiadania... Ale nareszcie rozdział jest i mam nadzieję, że się Wam podobał... Ogólnie była dziwna sytuacja, bo napisałam scenę kłótni Sel i Michaela, a następnego dnia wynikła podobna sytuacja między mną a moimi przyjaciółkami... Dziwne,,,, 
Polska w meczu z Giblartarem wygrała 8:1!!! Naprawdę cieszę się z tego wyniku, bo jeśli chodzi o piłkę nożną to jestem ogromną patriotką.  I choć jesteśmy teraz w grupie eliminacyjnej dopiero na 2 miejscu, za Niemcami to i tak bardzo się cieszę... W tamtym roku nie sądziłam że damy radę zajść tak daleko. 
Jest jeszcze jedna ważna sprawa do omówienia: mianowicie to opowiadanie czyta kilka, kilkanaście osób i strasznie się z tego cieszę... Ale jest to opowiadanie o Neyu i Selenie, i uwierzcie, że oni zostaną tą parą! Ale błagam Was, nie pośpieszajcie mnie z tym, bo to naprawdę nie dodaje weny, a jest wręcz odwrotnie - czasami po prostu odechciewa się pisać... Skoro się tak gorączkujecie to zdradzę Wam jedną rzecz: niebawem pojawi się rozdział, w którym zostaną parą. Ale zrozumcie, że nie chcę, żeby to opowiadanie było tak naprawdę nierzeczywiste... Nikt raczej z dnia na dzień nie staje się parą i tak też nie chcę robić w moim opo... 
I ostatnią kwestią jaką chcę poruszyć, jest jedna postać z opowiadania, której imię kilka razy już się pojawiło. Czy któraś z Was zastanawiała się kim jest wspomniany wcześniej kilkakrotnie Cris? Czekam na Wasze propozycje co do jego osoby w komentarzach :D Chętnie poczytam jak widzicie go w tym opowiadaniu :D 
Dobranoc, powodzenia w szkole, niezbyt trudnych lekcji życzę ;)