- Bardzo miło mi panią poznać - Oj Neymarku, nie byłabym tego taka pewna na twoim miejscu. Ja raczej od razu zaczęłabym żałować.
- Niestety, musimy już wychodzić - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Neymar zdążył powiedzieć jeszcze kulturalne "Do widzenia" i podążył za mną.
Miałam nadzieję na to, że już nic nie zatrzyma mnie w domu, ale gdy miałam już wychodzić pojawił się mój tata.
- Co tak wcześnie? - spytałam z uśmiechem.
- Skończyłem wcześniej, żeby spędzić z wami trochę czasu - przytulił mnie. Matkę może mam niezbyt dobrą, ale za to ojca mam najlepszego na świecie.
- No niestety, nie dzisiaj. Tato, poznaj Neymara, mojego przyjaciela - przedstawiłam mu chłopaka, który stał zaraz za mną z szerokim uśmiechem. Jak zawsze pozytywnie nastawiony.
- Dzień dobry, Neymar, przyjaciel Seleny - powiedział.
- Diego, jej ojciec. Miło mi cię poznać. Ale nie będę wam przeszkadzać, widzę że wychodzicie. Miłej zabawy - powiedział radośnie i udał się do salonu gdzie już czekała na niego matka.
Uśmiechnęłam się do Neymara i razem wyszliśmy na świeże powietrze. Na dworze było dość zimno, a ja wyszłam jedynie w bluzie. Przez te kilka godzin odkąd wróciłam do domu chyba zdążyłam zapomnieć jaką mamy porę roku. Jednak po wyjściu na ten chłód i przeżyciu szoku termicznego od razu przypomniało mi się, że mamy właśnie środek zimy. W zawrotnym tempie znalazłam się znów w domu. Brazylijczyk zaczął się ze mnie śmiać. Stał przed samymi drzwiami w swojej kurtce.
- Głupia - powiedział, śmiejąc się.
- Ty wcale nie jesteś lepszy - pokazałam mu język.
Jak najszybciej ubrałam moją kurtkę i od razu zrobiło mi się ciepło. Teraz jeszcze tylko szalik i rękawiczki, i mogłam wyjść na to zimno. Neymar w tym czasie zdążył już znaleźć się przy furtce. Kiedy tylko wyszłam od razu wzięłam w ręce trochę śniegu i korzystając z okazji, że przyjaciel stał do mnie tyłem rzuciłam w niego śnieżką. Widocznie mam cela, bo trafiłam go w głowę. Chłopak szybko odwrócił się i zrobił to samo. Tyle, że gdy rzucił zrobiłam szybki unik i śnieżka poleciała dalej, na końcu uderzając w jeden ze schodków prowadzących do drzwi wejściowych.
- Nie trafiłeś - śmiałam się, a chwilę później dostałam śnieżką. - O nie! Teraz to rozpętałeś wojnę! - zawołałam i wzięłam śnieg w ręce, a Neymar zaczął uciekać. Nie miałam najmniejszego zamiaru go gonić. I tak by mi się to nie udało.
Postanowiłam poczekać aż będę miała okazję się zemścić. Obeszłam dom z drugiej strony i zobaczyłam Neymara wychylającego się zza rogu, aby zobaczyć czy się nie zbliżam. Znów stał tyłem, więc musiałam to wykorzystać. Po cichu podeszłam do niego ze śniegiem w rękach, który po chwili wylądował w jego włosach. Neymar aż podskoczył ze strachu. Niestety dość szybko się otrząsnął i ja też oberwałam. Teraz byliśmy kwita.
- Nie ładnie tak mnie straszyć - odezwał się Neymar. Stał dość blisko mnie, więc specjalnie strzepałam śnieg z jego włosów, psując przy tym jego idealną fryzurę. Chciałam go zdenerwować. Udało się.
- Ej! Tyle czasu je układałem! - powiedział i mi także rozczochrał włosy. Dla mnie nie był to jakiś problem. Układałam je zaledwie chwilkę, w odróżnieniu do Neymara, którego fryzura musiała być ułożona idealnie.
- To ułożysz je drugi raz. Chociaż... nie musisz. Tak też wyglądasz ślicznie - powiedziałam. Neymar słysząc komplement szeroko się uśmiechnął, a ja w tym czasie zrobiłam mu zdjęcie. Było takie śliczne. Jego uśmiech był tak zaraźliwy, że gdy tylko na nie spojrzałam od razu na moje usta wkradł się uśmiech.
- I czo się tak szczerzysz do mojego zdjęcia, co? - znów usłyszałam jego śmiech, a chwilę później oboje wylądowaliśmy w zaspie stojącej obok. Wszystko za sprawką Neymara, oczywiście.
Znów zaczęliśmy się sypać śniegiem. Po chwili śnieg zaczął sypać się także z nieba. Przybywało go z każdą minutą coraz więcej.
Położyłam się kilka metrów dalej i zrobiłam aniołka. Tym razem to Neymar postanowił zrobić zdjęcie. Po chwili mój aniołek wylądował na instagramie piłkarza.
- Musiałeś, prawda?
- Musiałem - pokazał mi język.
- Uzależniony od internetu - westchnęłam.
- I tak słyszałem.
- Miałeś słyszeć - powiedziałam, siadając na zaśnieżonej ławce. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar.
Usiadł blisko, tak blisko, że czułam jego ciepło. Mimo to nadal było mi zimno. Śnieg na moich ubraniach zdążył już się roztopić i przez to moje mokre ubrania nie dawały mi już ciepła. Przytuliłam się do Neymara.
*Diego, ojciec Seleny*
Stojąc przed ogromnym oknem w salonie przyglądałem się zaśnieżonemu ogrodowi, w którym bawili się Selena i Neymar. Uznali się za przyjaciół, ale wcale na nich nie wyglądali... Zachowywali się słodko i uroczo niczym świetnie dobrana para. Zachowywali się trochę jak ja i matka Seleny w młodości.
W momencie kiedy Selena przytuliła się do swojego przyjaciela podeszła do mnie żona, przytuliła się i spojrzała na dwójkę można powiedzieć, że jeszcze dzieci przytulających się na dworzu. Zapanowała cisza, żona zdecydowała się odezwać dopiero po chwili.
- Nie jest odpowiedni dla mniej - powiedziała czym bardzo mnie zaskoczyła.
- Czemu tak uważasz? Nie widzisz jak pięknie razem wyglądają? Jacy są razem szczęśliwi?
- Pojawił się znikąd i zaczął mieszać jej w głowie. Selena nie poszła dzisiaj na żadne z zaplanowanych zajęć przez niego. Ma na nią zły wpływ. Nie jest dobrym kandydatem na chłopaka dla niej! - powiedziała poważnie. Nie zrozumiałem jej zachowania ani myślenia.
- Spędzasz z Seleną całe dnie. Nie zauważyłaś jak zachowywała się przez ostatnie dwa tygodnie? Jak ewidentnie za nim tęskniła? Cieszę się, że znalazła sobie osobę taką jak Neymar. Cieszę się, że spędza z nim czas. A ty powinnaś jej odpuścić. Selena potrzebuje swobody i wolności, a nie ciągłych dodatkowych zajęć, które w dodatku są jej niepotrzebne. Nie możesz ciągle zaplanowywać jej życia. To jest jej życie i to ona ma o nim decydować i ponosić konsekwencje tych decyzji. A Neymar według mnie jest dla niej najodpowiedniejszy. A nawet jeśli uważasz, że nie powinni być razem, to Selena będzie słuchała głosu serca, a nie nas - powiedziałem spokojnie lecz dobitnie.
- A co ty wiesz o tym chłopaku? - zapytała.
- Samo jego imię dużo o nim mówi, jeśli tylko interesujesz się światem, droga żono. Neymar jest piłkarzem, mieszka w Barcelonie i gra dla FC Barcelony. Uwierz, że może mieć jedynie dobry wpływ na Selenę. Dużo już w życiu przeszedł i jest naprawdę odpowiedzialnym człowiekiem - uświadomiłem moją żonę. Oczywiście wiedziałem, że ma syna, ale wolałem jej o tym nie wspominać.
- Co człowiek, który ma ledwie ponad 20 lat mógł przeżyć? - spytała retorycznie.
- Uwierz, że naprawdę bardzo dużo - szepnąłem, oddalając się od okna i widoku radosnych Neymara i Seleny.
*Selena*
- Zimno - szepnęłam podczas gdy z Neymarem nadal siedzieliśmy przytuleni do siebie.
- Chodź, wracamy do domu, bo jeszcze się przeziębisz - powiedział, podnosząc się z ławki. Złapał mnie za rękę, pomógł mi wstać i razem poszliśmy do mojego domu. Oczywiście Neymar przez całą drogę mnie do siebie przytulał. On jest taki słodki i opiekuńczy. Aż dziwne, że jeszcze nie znalazł sobie dziewczyny...
Gdy weszliśmy do domu na dworze było już ciemno. Niestety, takie uroki zimny, dni są coraz krótsze. Szybko zdjęliśmy z siebie przemoczone kurtki i jak najszybciej udaliśmy się w głąb domu. Usiedliśmy na kanapie w salonie i przykryliśmy się cieplutkim kocem. Od razu zrobiło się cieplej. Oparłam głowę o ramię Neymara. Przez chwilę panowała cisza. Ale tylko przez chwilę.
- Neymar... - zaczęłam.
- Tak?
- Dlaczego przez tyle czasu się nie odzywałeś? Tylko odpowiedz szczerze - powiedziałam i czekałam na jego reakcję.
- Miałem treningi, mecze, wyjazdy... Nie miałem na nic czasu - odpowiedział. Nieszczerze.
- A tak naprawdę? Neymar, mecze ani treningi nie zajmują całych tygodni... - szepnęłam. Neymar wydawał się być zdezorientowany tym, że mu nie uwierzyłam. Patrzyłam mu w oczy i widziałam, że nie wie co ma powiedzieć. Czy wyjawić mi prawdę, czy może jednak znów spróbować kłamstwa.
W czasie kiedy on się zastanawiał do pomieszczenia wszedł mój tata, niosąc dwa kubki. Jeśli to jest to o czym myślę...
- Przyniosłem wam kakao. Najlepsze co może być na ogrzanie się - powiedział, stawiając je na stoliku.
- Czytasz mi w myślach, tato - zaśmiałam się. - Dziękuję - dodałam.
Ojciec opuścił salon, a ja wstałam i wzięłam kubek z gorącym kakaukiem. Jednak nie wróciłam z powrotem pod koc do Neymara. Usiadłam na dywanie, zaraz przed kominkiem. Tutaj docierało do mnie ciepło ognia w nim płonącego. Neymar widząc, że nie wracam postąpił tak samo i po chwili siedział już na przeciwko mnie. Przez chwilę patrzył się tępo w dywan, ale nagle się odezwał.
- Była u mnie Carolina z Davim - powiedział niepewnie. - Musiałem się zając synkiem. Przyjechali do mnie na półtorej tygodnia. Chciałem spędzić z nimi trochę czasu, bo nie przyjeżdżają do mnie zbyt często. Przepraszam, że się nie odzywałem, pewnie się martwiłaś. I powinienem ci powiedzieć o Davim - dodał,patrząc na mnie.
- Neymar, ale ja wiem o tym, że masz syna. I wiem jakie masz stosunki z Caroliną. Może nie dowiedziałam się tego od ciebie, ale nie musisz mi się tłumaczyć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i to, że masz syna czy nawet dziewczynę to nic nie zmienia. Jesteśmy i zostaniemy przyjaciółmi. Po prostu myślałam, że o mnie zapomniałeś, a nie miałam odwagi się do ciebie odezwać - powiedziałam smutna. To była prawda, o synku Neymara i jego byłej dziewczynie Carolinie dowiedziałam się z internetu. Ale przecież nie winię Neymara za to, że mi o tym nie powiedział. W końcu to są jego osobiste sprawy, a my znamy się dość krótko. Wcale nie miał obowiązku mi o tym mówić. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i naszych relacji nie popsuje ani jego syn, ani fakt, że ma czy miał dziewczynę.
- Przepraszam, że musiałaś się martwić - szepnął i przytulił mnie. Nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy w ciszy i piliśmy nasze kakauka. Ogrzewało nas ciepło kominka i ciepły napój jaki przygotował nam mój tata. Dopiero, gdy nasze kubki były już puste Neymar postanowił się odezwać.
- Ja chyba będę się już zbierać. Przyjadę do ciebie rano - powiedział, podnosząc się z dywanu.
- Wiesz, że nie musisz nigdzie jechać. Możesz zostać u mnie.
- Nie chcę ci robić kłopotu. Z resztą twoi rodzice zapewne się nie zgodzą. Naprawdę lepiej będzie jeśli przyjadę jutro - próbował postawić na swoim. Ale mnie nie tak łatwo przekonać.
- To nie będzie żaden kłopot! A rodziców nawet nie muszę pytać o zdanie. Proszę, zostań tutaj - prośba,to był najlepszy argument dla Neymara.
- Jeśli tak ładnie prosisz... to zostanę - zaśmiał się. - Ale w takim wypadku muszę iść do samochosu po moje rzeczy.
- Ok, to ja idę z tobą - powiedziałam od razu.
- Nie musisz, przecież ci nie ucieknę.
- A choćbyś spróbował - zagroziłam mu, ale po chwili i tak wybuchliśmy śmiechem.
Neymar już nie protestował. Razem wyszliśmy na dwór. Nie było już tak zimno jak wcześniej. A może tylko mi się tak wydawało, bo przecież wyszłam tylko na chwilę. Neymar zabrał z bagażnika swojego samochodu swoją torbę i jak najszybciej wróciliśmy do domu.
- To gdzie idziemy? - zapytał.
- Do mojego pokoju rzecz jasna - udałam się od razu na schody. Neymar oczywiście nie miał innego wyjścia i musiał iść za mną.
- Wolisz spać u mnie czy w pokoju obok? - spytałam, jakby na porządku dziennym było to, że nocuje u mnie piłkarz Barcelony. - W pokoju mam dwa łóżka - wyjaśniłam, śmiejąc się na widok miny Neymara.
- Niech ci będzie, że u ciebie. Będzie zabawniej - odpowiedział z zabawnym uśmiechem na ustach. Zaczęłam bać się tego co mógł sobie pomyśleć. Ale to Neymar, jego wyobraźnia była naprawdę... dziwna.
- Ty sobie tam już nic nie wyobrażaj! Bo jeszcze będziesz spał na podłodze - pokazałam mu język.
- A mogę cię o coś zapytać?
- Właśnie spytałeś... No ale dobrze, dam ci tą drugą szansę.
- Po cholerę ci dwa łóżka w pokoju?
- Po to, że praktycznie co tydzień nocuje u mnie Ada, moja przyjaciółka - odpowiedziałam.
- Aha, czyli dzisiaj zastępuję ci przyjaciółkę? Bardzo mi miło, Ada jestem - zaśmiał się. On ma taki zaraźliwy śmiech.
- Już się nie wygłupiaj. Ja jestem już tak zmęczona, że chyba od razu zasnę - powiedziałam naprawdę zmęczonym głosem. Dzisiejszy dzień mnie wykończył.
- A mnie się wydaje, że tak nie będzie - powiedział poważnie, ale i tak wiem jaki był tego zamysł.
- Pff... To niech ci się tak wydaje - znów pokazałam mu język i odwróciłam się od niego. - Jakby co, to idę się przebrać.
Zostawiłam wszystkie rzeczy z kieszeni na szafeczce przy łóżku, wzięłam i udałam się do mojej łazienki.
Siedziałam w niej około pół godziny. Długo, ale w końcu jak to kobieta... Musiałam przecież się wykąpać, przebrać, związać włosy... Ale i tak zajęło mi to zbyt długo.
W końcu gdy już się "ogarnęłam" weszłam z powrotem do pokoju. Neymar leżał na swoim łóżku i robił coś w swoim telefonie. Mogę się założyć, że przeglądał instagrama. Był od niego uzależniony.
- Dłużej się nie dało, nie? - zaśmiał się nawet nie odrywając wzroku od telefonu.
- Dało się, ale nie chciałam, żebyś pomyślał, że się tam utopiłam - powiedziałam, kładąc się na moim łóżku. Sięgnęłam po mój telefon i już miałam go odblokować kiedy coś mnie zdziwiło. Więcej nie zostawiam mojego telefonu w jednym pokoju z Neymarem!
- Mendo! Założyłeś mi hasło na telefon! - zawołałam i rzuciłam w niego poduszką.
- Jedna mała rada - nigdy nie zostawiaj mnie samego z twoim telefonem - zaśmiał się i dalej przeglądał internet.
- Dzięki, skorzystam w przyszłości - powiedziałam.
Po chwili jednak udało mi się odblokować telefon. Hasło było wręcz banalne: data urodzenia Neymara. Jednak nie tylko to zmieniło się w moim telefonie. Neymar na tapetę ekranu głównego i ekranu blokowania ustawił mi zdjęcia, na których był... on sam! Na ekranie głównym widniało zdjęcie, które zrobiłam na dworze, a na ekranie blokowania zdjęcie, które widocznie zrobił sobie sam. Idiota jeden...
Dopiero po kilku minutach zauważyłam, że Neymara nie ma w pokoju. Po chwili wyszedł już przebrany z łazienki. Jak gdyby nigdy nic poszedł do swojego łóżka i przykrył się kołdrą.
- Neymar, mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałam przesłodzonym głosem.
- Tak?
- Oddaj mi moją poduszkę, bo nie mam na czym spać - powiedziałam groźnie.
- Trzeba było nią we mnie nie rzucać - odpowiedział, kładąc się na moją poduszkę.
- No proszeee - jęczałam.
- No dobra, masz - powiedział i rzucił nią we mnie.
- Dziękuję - powiedziałam, udając obrażoną.
- No już się nie fochaj...
- Nie focham się - po wypowiedzianym zdaniu zapanowała cisza.
- Dobranoc głupku - powiedziałam kilka minut później.
- Dobranoc księżniczko - usłyszałam w odpowiedzi.