poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 4

~ Barcelonista  

W końcu zabrzmiał tak wyczekiwany przez nas wszystkich dzwonek. Od kilku godzin czekałam tylko na to, aby móc opuścić to miejsce i mieć te kilka dni wolnego. Szybko wrzuciłam wszystkie swoje rzeczy do torby i opuściłam salę numer 111. Od razu skierowałam się do głównego wyjścia.
- Sel! Poczekaj! - usłyszałam za sobą głos przyjaciółki. Przystanęłam z boku korytarza i chwilę na nią poczekałam. - Idziemy dzisiaj na jakiś shopping? - zaśmiała się, gdy już mnie dogoniła.
- W prawdzie nic lepszego na dzisiaj nie planowałam, więc czemu nie - odpowiedziałam Adzie z uśmiechem.
- To poczekaj chwilkę, pójdę zostawić kilka rzeczy w szafce i możemy iść - powiedziała i już jej nie było. Cała ona. Zakręcona, ale za to jedyna w swoim rodzaju.
Nie chciałam czekać na nią na zatłoczonym głównym korytarzu, dlatego stanęłam przy samym wyjściu ze szkoły. Oparłam się o niebieską ścianę i czekałam na moją przyjaciółkę. Na przeciwko mnie wisiała tablica, na której znajdowały się przeróżne ogłoszenia. Ale szczególnie jedno przykuło moją uwagę. Był to plakat przedstawiający chłopców grających w piłkę nożną  i informujący o zbliżających się zawodach. Pierwszym co przyszło mi na myśl, gdy to zobaczyłam był oczywiście mój ukochany piłkarz. Niestety od razu posmutniałam na tę myśl.
Moją ostatnią rozmową z Neymarem była ta, którą rozpoczęłam zaraz po przyjeździe do Montblanc. Pisaliśmy wtedy przez kilka godzin, a potem jakby urwał nam się kontakt. Od tamtej tak ważnej dla mnie rozmowy minęły dwa tygodnie. A Neymar nadal się nie odzywał. Ale od jego poznania trochę się we mnie zmieniło. Ostatnio nawet obejrzałam mecz Barcelony z jego udziałem. Muszę szczerze przyznać, że jestem pod wrażeniem jego umiejętności. Ale smutny był dla mnie moment, w którym zobaczyłam go takiego szczęśliwego, wiedząc, że się do mnie nie odzywa. Jakoś podczas, gdy utraciliśmy kontakt bardzo zaczęło mi zależeć na naszej przyjaźni. Ale sama nie miałam na tyle odwagi, żeby odezwać się do niego pierwsza.
Z zamyślenia wyrwała mnie Ada, która przeszła obok mnie i zawołała, że możemy już iść. Mało się przez nią nie przewróciłam, bo przy tym mocno pociągnęła mnie za rękę. Wariatka.
Razem opuściłyśmy teren szkoły. Ustaliłyśmy, że pójdziemy tak jak zwykle do naszego ulubionego centrum handlowego. Dość często je odwiedzałyśmy, a to głównie dlatego, że Ada uwielbiała zakupy. Po drodze miałyśmy jeszcze wstąpić na chwilę do mojego domu. Skoro mamy iść na zakupy to muszę zabrać ze sobą jakieś pieniądze, których w odróżnieniu do Ady nie noszę zawsze przy sobie.
Do domu miałam ze szkoły dość długą drogę, ale sama wybrałam sobie szkołę daleko od domu. Nie chciałam chodzić do jednej szkoły z wszystkimi moimi sąsiadkami. Chyba bym tego nie zniosła...
Z Adą poznałam się w pierwszej klasie gimnazjum. Przez cały rok chodziłyśmy do jednej klasy, ale zaprzyjaźniłyśmy się dopiero pod koniec roku. W sumie to nawet nie wiem dlaczego przez tyle miesięcy nawet nie zwracałyśmy na siebie uwagi. Może dlatego, że przez cały ten czas siedziałyśmy z nosami w książkach? Pamiętam, że każda z nas chciała mieć wtedy jak najwyższą średnią na koniec pierwszej klasy. Teraz nawet nie wiem już czemu było to dla nas takie ważne.
Szłyśmy już chodnikiem w stronę mojego domu, gdy wyjęłam z kieszeni telefon. Miałam nadzieję, że zobaczę choć jedną wiadomość od Neymara. Niestety, nadzieja matką głupich. Nagle Ada wyrwała mi telefon z ręki.
- Ej! Oddawaj! - zawołałam.
- Najpierw powiesz mi o co chodzi z tym ciągłym patrzeniem w telefon - odpowiedziała. - Cały dzień coś w nim sprawdzasz i za każdym razem kiedy widzisz, że nie ma tam nic nowego robisz się smutna. Co się dzieje?
- Ada, nic się nie dzieje. Wszystko jest w porządku - odpowiedziałam. Po części była to prawda - nie działo się kompletnie nic. Jednak Ada od razu musiała wyczuć tę odrobinę kłamstwa.
- Jeśli nie chcesz mówić, to nie mów. Po prostu zaczynam się o ciebie naprawdę martwić. Najpierw ta sprawa z Crisem, teraz te ciągłe spoglądanie w telefon... Ale opowiesz mi kiedy uznasz, że na to zasługuję - powiedziała z wyrzutem oddając mi mój telefon. Wiedziałam, że poczuła się urażona. Ale nie chciałam mówić jej o całej tej sytuacji z Neymarem. Nie zrozumiałaby. Tym bardziej, że nie wiedziała o tym, że w ogóle go poznałam.
- Przepraszam - powiedziałam. - Ale nie masz się o co martwić. Cris już nie raz nieumyślnie zrobił coś co mnie zabolało i na pewno jeszcze nie raz to zrobi. A jeśli chodzi o to moje dziwne zachowanie to po prostu... jest ktoś kto chyba o mnie zapomniał - westchnęłam.
- Pamiętaj, że Cris o niczym nie wie, a w dodatku jest moim zdaniem kompletnym idiotą. A jeśli chodzi o tą osobę, którą poznałaś w Barcelonie to koniecznie muszę ją poznać, ale to może być dla niej mało przyjemne - powiedziała dość ostrym, ale dla mnie śmiesznym tonem.
- Ej, ej! Chwileczkę! - zawołałam, kiedy już przestałam się śmiać. - A skąd ty wiesz, że poznałam kogoś w Barcelonie? - zapytałam zdziwiona.
- Uwierz, że twoje zachowanie mówi więcej niż myślisz. Odkąd stamtąd wróciłaś chodzisz na przemian wesoła i smutna. Co ten Barcelonista z tobą zrobił... - westchnęła.
- Ale... Co? Jak? Skąd...? - mówiłam już naprawdę zszokowana.
- Trochę cię już znam i wiem, że sama z siebie na pewno nie obejrzałabyś meczu, a tym bardziej piłki nożnej - no i tu miała rację. Nie lubiłam siedzieć przed telewizorem i oglądać mecze. Wolałam sama ćwiczyć. A wyjątkiem była tylko piłka nożna. Jej nie lubiłam ani oglądać, ani w nią grać. I to było rzeczywiście dziwne, że to się tak nagle zmieniło.
- Ty jesteś naprawdę mądrzejsza niż myślałam - zaśmiałam się. - A teraz ty opowiadaj. Co u Michaela?
Michael to nasz przyjaciel, ale także od ponad dwóch lat chłopak Ady. Niestety był od nas o rok starszy i kilka miesięcy temu wyprowadził się do Madrytu, aby zacząć studia. Od tamtej pory mieliśmy kontakt jedynie przez internet i to tylko czasami, bo Michael miał bardzo mało czasu. Jednak w ostatni weekend Ada odwiedziła go w Madrycie.
- U Michaela wszystko w porządku. Mówił mi, że w najbliższych tygodniach ma sporo egzaminów, ale jakoś daje radę. Ale najważniejsze jest to, że po zakończeniu roku przyjeżdża na całe dwa miesiące do domu! - niemal wykrzyczała. Widziałam jak bardzo cieszyła się na samą myśl o spędzeniu całych wakacji z chłopakiem. Należało im się to. W końcu odkąd Michael wyjechał widzieli się zaledwie kilka razy.
- W końcu będę miała okazję go zobaczyć. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że tu przyjedzie i że mimo tej odległości nadal wam się układa - to była w stu procentach prawda. bardzo im kibicowałam i chciałam, żeby byli razem jak najszczęśliwsi.
- Nie jest między nami najgorzej. Ale jeszcze tylko kilka miesięcy i będziemy razem studiować w Madrycie - westchnęła szczęśliwa.
- Czyli już postanowiłaś, że wyjeżdżasz? - spytałam dla pewności.
- Na 90%. Chcę studiować tam gdzie Michael. Po prostu nie chcę narażać naszego związku przez wyjazd gdzie indziej. Ale ty też chyba wybierałaś się do Madrytu?
- Właśnie. Wybierałam się. Ale teraz chyba już mnie tam tak nie ciągnie.
- Wolałabyś teraz jechać na studia do Barcelony? Przez tego chłopaka?
- Nie, to nie przez niego. Chociaż... może to i jednak jest jego zasługa. Bo tak naprawdę to on uświadomił mi, że wyjazd do stolicy jest marzeniem mojej matki, a nie moim.
- A czy to nie było zawsze tak, że to czego chciała twoja matka, tego chciałaś też i ty?
- Może tak myślałam. Ale tak nigdy nie było. Przez całe moje życie wykonywałam jej polecenia jak jakaś jej służąca. Dłużej już tak nie będzie - w końcu mogłam to komuś powiedzieć z pełną odpowiedzialnością tych słów. - Od dzisiaj wszystko będzie tak jak ja chcę - dodałam.
- Wow. Musisz chyba częściej wyjeżdżać do tej Barcelony. Naprawdę dobrze ci to robi - zaśmiała się, ale wiedziałam, że mówiła szczerze.
- No kto wie, może niedługo się tam wybiorę.
- W takim razie ja chcę jechać tam z tobą. Muszę koniecznie poznać tego twojego "przyjaciela" - zaśmiała się.
- Co ty mi tu insynuujesz? To naprawdę tylko mój przyjaciel. Ma dziewczynę - dodałam. Nie byłam tego pewna, ale jednak powiedziałam to Adzie. Inaczej by mi tego nie odpuściła. Ale tak zazwyczaj mają przyjaciółki.
- No niech ci będzie - poddała się i zaczęła opowiadać bardziej szczegółowo o swojej wizycie u Michaela.
Kilka minut później weszłyśmy już na moją ulicę. Słuchałam tego co mówiła Ada. Byłyśmy już kilkanaście posesji od mojego domu, kiedy nagle zauważyłam coś co sprawiło, że gwałtownie przystanęłam.
- Sel, coś się stało? - zapytała od razu Ada.
- Przepraszam cię, ale chyba jednak nie będę mogła z tobą iść dzisiaj do tej galerii. Zapomniałam, że dzisiaj przyjeżdża siostra matki - wymyśliłam na poczekaniu. Miałam nadzieję, że Ada mi uwierzy.
- Nie ma sprawy. Rozumiem. To leć do domu, tylko zadzwoń wieczorem. Pa - uściskała mnie i po chwili zniknęła już z zasięgu mojego wzroku skręcając w sąsiednią uliczkę, która prowadziła do jej domu.
Ponownie przystanęłam na chwilę w miejscu. Nie mogłam uwierzyć. Na podjeździe mojego domu stało  białe Audi, a o nie stał oparty młody chłopak z rękami w kieszeni. Widocznie na kogoś czekał.
Zaczęłam biec w jego stronę. Chłopak mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę, a ja po chwili wpadłam w jego ramiona.
- Stęskniłam się - szepnęłam mocno się do niego przytulając.

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 3

~ Wróć do mnie

- Selena wstawaj, bo się spóźnisz! - usłyszałam głos ciotki dochodzący zza drzwi. Nigdy nie wchodziła do pokoju, gdy miała mnie obudzić. Zapewne bała się, że oberwie poduszką. Kiedyś już tak było.
Dopiero po kilkunastu minutach niechętnie otworzyłam oczy i podniosłam głowę znad mojej wygodnej poduszeczki. Znalazłam pod nią mój telefon. Było kilka minut po 10.
- Jednak trzeba wstawać - westchnęłam i postawiłam stopy na zimnej podłodze.
Pierwszą czynnością jaką wykonałam było oczywiście ogarnięcie się do stanu, w którym mogłam wyjść między ludzi.
Zeszłam na dosłownie kilka minut na śniadanie i wróciłam do pokoju. Wyjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam pakować do niej rzeczy, które ze sobą przywiozłam. Na szczęście nie było tego tak dużo, ale jednak zajęło mi trochę czasu. Kiedy skończyłam była godzina 13, czyli miałam jeszcze około trzech godzin wolnego czasu. I już nawet wiedziałam co z nim zrobię.
Wyjęłam telefon i wybrałam numer Neymara.
- Hey przyjacielu - po takim przywitaniu nawet nie musiał patrzeć kto dzwoni, żeby wiedzieć, że to ja,
- No hey piękna. Czemuż to mam zaszczyt rozmawiać z tobą tak wcześnie? - spytał zaspanym głosem. Czy on do tej godziny spał, czy jak?!
- Wcześnie?! Wcześnie?! Jest godzina trzynasta, ja już nie śpię od kilku godzin, a ty mi mówisz, że jest wcześnie?!
- Biorąc pod uwagę, że nie miałem treningu i nie musiałem rano wstawać, to tak, jest wcześnie. Ale mów o co chodzi, bo chyba nie budzisz mnie bez powodu?
- No tak. Chciałam, żebyśmy się spotkali póki jeszcze możemy - powiedziałam czego Neymar chyba nie zrozumiał do końca.
- Przyjechać do ciebie? - szczerze mówiąc nie uwzględniłam wcześniej tej opcji w moim planie, ale teraz wydawało mi się to świetnym pomysłem.
- Jeśli byłbyś tak dobry i pofatygowałbyś się do mnie, to tak - powiedziałam po chwili zastanowienia.
- Jeśli tak ładnie prosisz, to zaraz wstaję i będę u ciebie za pół godziny - zaśmiał się i zakończył naszą rozmowę. Nie pytał o adres, czyli jednak wie gdzie aktualnie mieszkam. Ale już nie na długo.
W czasie kiedy Neymar "przygotowywał" się do naszego spotkania, ja ze słuchawkami na uszach położyłam się na łóżku. Miałam tylko przez chwilę posłuchać muzyki, a wyszło na to, że zasnęłam.
****
Obudziło mnie ponowne pukanie do drzwi.
- Wchodź! - zawołałam nawet nie fatygując się, żeby otworzyć oczy. Kilka sekund później usłyszałam otwieranie drzwi i śmiech Neymara. Momentalnie podniosłam się z łóżka.
- Mogę wiedzieć z czego ty się tak śmiejesz?! - zawołałam, rzucając w niego poduszką, która jeszcze przed chwilą leżała pod moją głową.
- Co tak ostro, siostro? - znów zaczął się śmiać. - Z ciebie się śmieję. Bo najpierw ty obudziłaś mnie, a teraz ja ciebie.
- Zaiste, bardzo śmieszne. Zamierzasz tak stać w tych drzwiach? - zwróciłam uwagę. - Yyy... nie. - powiedział, po czym wszedł do pokoju i usiadł obok mnie na łóżku. - A mogę wiedzieć po co ci ta torba? - zapytał zauważając moje rzeczy.
- Skoro wracam do domu, to chyba muszę się spakować, nie? - spytałam, kręcąc głową na jego głupotę.
- Wracasz?! Tak szybko?! - zdziwił się mój przyjaciel.
- Kiedyś w końcu trzeba - wzruszyłam rękoma, udając, że w ogóle mnie to nie rusza.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał Neymar po chwili  wyraźnie przejęty.
- Nie wiem. Tym bardziej, że mieszkam dość daleko - powiedziałam. Teraz także w moim głosie dało się wyczuć smutek. - Za godzinę mam pociąg do Montblanc.
- Czyli mamy jeszcze tylko godzinę... odwiozę cię potem na dworzec - zaproponował i mnie przytulił.
Jeszcze trochę czasu spędziliśmy razem, ale potem niestety, tak jak obiecał, Neymar odwiózł mnie na dworzec. Fajnie było go poznać i spędzić z nim tyle cudownego czasu. Ale teraz niestety nadszedł ten trudny moment, w którym musieliśmy się rozstać.
Na dworcu nie było mojej ciotki ani wujka. Pożegnałam się z nimi jeszcze w domu. Byliśmy tu tylko ja i Neymar.
Kiedy do odjazdu mojego pociągu pozostało 10 minut bardzo mocno się przytuliliśmy. W oczach miałam po prostu łzy. Nie chciałam się z nim rozstawać, chciałam zostać!
- Będę strasznie tęsknić - szepnęłam do Neymara.
- Już tęsknię - odpowiedział i pocałował mnie delikatnie w czoło.
Jeszcze ostatni raz zdążyliśmy się do siebie przytulić, a potem musiałam wsiadać już do pociągu. Kiedy ruszył pomachałam jeszcze Neymarowi przez okno, a kilka sekund później straciłam go z zasięgu mojego wzroku.

*****

Podróż pociągiem jak to podróż. Montblanc nie leżało daleko od Barcelony, dlatego nie minęły dwie godziny, a ja już wysiadałam z pociągu w moim rodzinnym mieście. Wyszłam na dworzec, a tam czekali na mnie rodzice.
- Tak się za tobą stęskniliśmy, córciu - zawołał mój ojciec, od razu mnie przytulając. Po chwili przyszedł czas na moją matkę.
- Nareszcie wróciłaś - powiedziała lekko beznamiętnie, ale z uśmiechem na ustach.
Idąc między matką a ojcem dotarłam wreszcie do samochodu. Nie było mnie kilka dni, a moi rodzice już zdążyli zmienić samochód.
Oczywiście w drodze do domu musiało odbyć się małe "przesłuchanie".
- Selenko, jak ci się mieszkało u Georga i Helen? - spytał ojciec, nie odrywając wzroku od ulicy, ale widziałam, że na jego twarzy widniał się uśmiech.
- Jak to u ciotki. Wyciągnęła mnie na jakąś nudną kolację, ale poza tym to było fajnie - odpowiedziałam, a na samą myśl o wieczorze spędzonym w domu państwa Rodriguezów od razu zatęskniłam za Neymarem. Ten chłopak był naprawdę wspaniały. W ciągu zaledwie kilku dni sprawił, że po dwóch czy trzech godzinach już za nim tęskniłam. Dziwne. Zazwyczaj nie przywiązuję się tak do ludzi.
- Seleno, czy ty mnie słuchasz? - zwróciła mi uwagę matka. To było u niej całkiem normalne. Już się przyzwyczaiłam do tych jej nagłych zmian humoru. Przez chwilę była miła, z uśmiechem na ustach, a potem nagle stawała się chłodna, wręcz zimna jak lód, tak jak w tym momencie. Nie rozumiałam tego, ale zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaić, ale nie zaakceptować.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Ale teraz już chyba nawet nie chcę wiedzieć o czym mówiłaś - odpowiedziałam tym samym tonem co ona. Nie potrafiłam w tej sytuacji być dla niej jak jej wymarzona, grzeczniutka i milutka córeczka. Nie potrafiłam być dla niej miła, kiedy ona traktowała mnie w ten sposób. Kiedyś nauczyłam się, żeby traktować ludzi nie dobrze, a z wzajemnością.
Jednak moja matka tak jak zwykle, puściła moją uwagę mimo uszu i znów zaczęła mówić o moich zajęciach na resztę ferii.
- W poniedziałek masz trzy godziny zajęć korekcyjnych z matematyki, we wtorek grę na fortepianie, a w środę jedziesz... - teraz już naprawdę przestałam jej słuchać. Matka ustawiała praktycznie całe moje życie pod swoje dyktando. Nie była złą matką. Ale po prostu miała wobec mnie zbyt duże ambicje. Wysyłała mnie na korepetycje z praktycznie wszystkich możliwych przedmiotów, mimo, że wyprzedzałam już moją klasę w nauce o kilka lat. Ale jej to nie wystarczało. Chciała żebym była najlepsza. Najlepsza we wszystkim. I nie chodziło tu tylko o szkołę. Chciała żebym umiała śpiewać, grać na wielu instrumentach, malować.... I było jeszcze wiele innych rzeczy, których ode mnie wymagała. A mnie czasami to po prostu przerastało. Jej wymagania były po prostu zbyt wysokie. Kochałam ją i chciałam tym co robię przynosić jej powody do radości, ale było tego zbyt wiele. Jednak zawsze byłam wobec matki zbyt uległa, zawsze mimo własnego myślenia i charakteru jaki posiadałam zgadzałam się na to co ustalała.
Za to mój ojciec... mój ojciec jest całkiem inny. Czasami aż dziwie się, że związał się z osobą tak różną od niego jak matka. Jest zawsze miły, ciepły, radosny... czasami mam wrażenie, że z jego ust nigdy nie znika ten charakterystyczny, szczery uśmiech. Jest przede wszystkim bardzo opiekuńczy, a szczególnie wobec mnie. To ja, a nie matka byłam dla niego najważniejsza. Byłam jego "oczkiem w głowie". I najważniejsze jest to, że wymagał ode mnie tylko jednego: żebym była szczęśliwa.
-... a w poniedziałek zaraz po feriach idziesz ze mnądo krawcowej po odbiór twojej sukienki - usłyszałam jak matka kończy swój wywód na temat tego co jeszcze muszę zrobić. Teraz już chyba do końca zwariowała.
- Co?! Jaka sukienka?! - zawołałam od razu. Na najróżniejsze zajęcia się zgadzałam, ale próba wciśnięcia mnie w sukienkę wykraczała poza granice mojej cierpliwości.
- Jesteś w ostatniej klasie liceum, masz w tym roku bal maturalny i chyba nie zamierzasz na niego pójść w tych twoich rozciągniętych spodniach! - powiedziała tym samym, obojętnym tonem, choć wiem, że bardzo dużą wagę przykładała do mojego wyglądu na tej uroczystości.
- Najchętniej w ogóle bym tam nie poszła - odpowiedziałam wkurzona patrząc w ekran mojego telefonu.
Mój dom mieścił się niemalże w centrum miasta, ale na spokojnej i cichej ulicy. Nie leżał daleko od dworca dlatego podróż samochodem nie zajęła nam dużo czasu. Po około piętnastu minutach wysiadałam już z nowego samochodu ojca. Znalazłam się na z pozoru normalnej ulicy.
Jednak środowisko, w którym zmuszona byłam żyć było inne. Ludzie mieszkający na moim osiedlu nie zachowywali się normalnie. A przynajmniej tak było w moim odczuciu.
Montblanc jest miastem leżącym ledwie 100 kilometrów od wielkiej stolicy Katalonii. I można by powiedzieć, że w tych dwóch różnych miastach mieszkają dwa odrębne typy ludzi. Mieszkańcy Barcelony swój majątek posiadali tylko dla siebie. Ludzie mieszkający w moim mieście zachowywali się przynajmniej dziwnie. Dla nich najważniejsze było, aby pokazać się przed sąsiadami. Liczyło się tylko to co powiedzą inni. Nienawidziłam takich ludzi. I niestety do nich zaliczała się także moja własna matka. Ona cały czas myślała jedynie o tym, żeby mieć coś, czego nie mają nasi sąsiedzi. I to właśnie dlatego miałyśmy takie, a nie inne relacje.
Chciałam zabrać swoją torbę z samochodu, ale zrobił to za mnie mój tata, dlatego od razu pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na moje ogromne łóżko. Wreszcie się tutaj znalazłam. Jedyne miejsce, w którym czułam się sobą. Spojrzałam po ścianach pomalowanych na czarno. Przyglądałam się każdej z powieszonych na nich fotografii. Niektóre przedstawiały mnie, inne pokazywały po prostu jakiś obrazek, a niektóre przedstawiały słowa, które dużo dla mnie znaczyły. Wszystkie meble miały ten sam kolor co ściany, z wyjątkiem małych szczegółów. Tak, mój pokój był urządzony w smutnych i ciemnych barwach. Ale czułam się tutaj naprawdę dobrze. I najlepszym dowodem na to jest fakt, że spędzam tu całe dnie.
Nagle w oczy rzucił mi się telefon leżący obok mnie na łóżku. Musiał wypaść z mojej kieszeni. Niby nic wielkiego, ale nagle w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. Sięgnęłam po mojego smartfona i napisałam wiadomość:
'Tęsknię :('
Po chwili dostałam odpowiedź:
'Wróć do mnie :('
Jedna łza spłynęła mimowolnie po moim policzku.



Kolejny rozdział :D Jutro o 5:00 rano mecz presezonu Barca vs. LA Galaxy :D Ktoś może ogląda? Ja na pewno :D 

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 2

~ Martwi się o mnie? 

"Chciałabyś może się dzisiaj spotkać? Wczoraj fajnie spędziłem tobą czas i byłbym bardzo szczęśliwy jeśli moglibyśmy to powtórzyć :)" - przeczytałam wiadomość następnego dnia rano.
"Jasne, że chciałabym się dzisiaj spotkać :D" - odpisałam bez zastanowienia. Postanowiłam uszczęśliwić Neymara i przystać na jego propozycję. Jednakże, ja też bardzo cieszyłam się z tego planowanego spotkania. Neymar wydawał mi się osobą bardzo interesującą, a do tego trochę tajemniczą. Bardzo zastanawiało mnie dlaczego przeprowadził się z Brazylii aż do Barcelony. Kim takim był z zawodu skoro nie mógł pracować w swojej ojczyźnie ? Miałam nadzieję, że dzisiaj choć trochę spróbuje mi to wytłumaczyć.
Umówiliśmy konkretne miejsce i godzinę, w którym mieliśmy się spotkać. Miałam dwie godziny, żeby przygotować się i dotrzeć na nasze spotkanie. Zapewne większość z was mogłaby uznać mnie za lekkomyślną. W końcu właśnie zgodziłam się spotkać z chłopakiem, którego w ogóle nie znam. Jednak nie do końca tak było. Może rzeczywiście go nie znałam, ale jednak wczoraj podczas tej naszej krótkiej rozmowy zdążył zdobyć moje zaufanie. Było to dość dziwne, bo na codzień bardzo trudno jest mnie sobie zjednać. Są osoby, które znam już od dobrych paru lat, a jednak nadal nie darzę ich stuprocentowym zaufaniem. Z Neymarem było kompletnie inaczej, dlatego stał się taki wyjątkowy.
Jak ubrałam się na to spotkanie? Tradycyjnie, czyli spodnie z lekko opuszczonym krokiem, T-shirt, bluza i moje ukochane trampki. Może i Neymar był wyjątkowym człowiekiem, ale nie zamierzałam się dla niego jakoś wyjątkowo ubierać. Nie brałam także żadnej torebki, wystarczały mi kieszenie w spodniach. Zabrałam ze sobą jedynie telefon i słuchawki, jako, że nie potrafiłam żyć bez muzyki. Zeszłam na dół i już miałam wyjść z domu kiedy zatrzymała mnie ciocia.
- Selena dokąd ty się wybierasz? Myślałam, że pomożesz mi przy wyborze sukienki na sobotnie przyjęcie - powiedziała.
- Niestety umówiłam się na dzisiaj. Będziesz musiała wybrać ją sama - odpowiedziałam. Jednak spotkanie z Neymarem miało jeszcze jedną ważną zaletę - nie musiałam pomagać ciotce przy wyborze sukienki. Niby nic wielkiego, ale mojej ciotce zajmowało to zazwyczaj kilka godzin.
- A mogę chociaż dowiedzieć się kto miał ten zaszczyt wyciągnąć cię z domu? - zapytała, zapewne myśląc, że to ze mnie wyciągnie. Jej niedoczekanie.
- Hmm... nie - zaśmiałam się. - Wrócę wieczorem - zawołałam i wyszłam z domu.
Nie byłam do końca pewna czy moje spotkanie z Neymarem zajmie mi aż tyle czasu, jednak wcale nie miałam ochoty wracać zaraz po nim do domu. Jeśli już w końcu wyszłam z domu chciałam spędzić poza nim jak najwięcej czasu. Nie mówię, że nie lubiłam wychodzić na świeże powietrze, po prostu w ciągu ferii większość czasu spędzałam w swoim pokoju słuchając muzyki i przesypiając całe dnie. W czasie, gdy chodziłam do szkoły nigdy nie mogłam się wyspać, dlatego podczas ferii chciałam trochę odpocząć. Jednak dzisiaj postanowiłam odpuścić sobie spędzenie całego dnia w łóżku.
Na nasze spotkanie Neymar wybrał dość nietypowe miejsce, którym był park położony w niedaleko domu mojej ciotki. Był to albo przypadek, albo po prostu Neymar wiedział gdzie mieszka mój wuj, choć uznałam to za mało prawdopodobne.
Droga nie zajęła mi długo dlatego już po kilkunastu minutach witałam się z chłopakiem, który czekał na mnie przy jednej z fontann, tak jak się umówiliśmy. Na powitanie Neymar przytulił mnie i pocałował w policzek. Przywitanie iście Hiszpańskie.
- Hey śliczna - powiedział Neymar, gdy tylko mnie zauważył.
- Hey - uśmiechnęłam się. Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć na taki komplement.
W ciszy zaczęliśmy spacerować po parku, a na mojej twarzy cały czas utrzymywał się uśmiech. To wszystko wina Neymara, to on tak dziwnie na mnie działał.
- Mogę cię o coś zapytać? - po chwili odważyłam się odezwać.
- Jasne, jestem otwartą księgą - jaki on ma cudowny uśmiech!
- Kim jesteś?
- Człowiekiem - zaśmiał się. Śmiech też ma wspaniały.
- Czym się zajmujesz - poprawiłam się przez śmiech. - Nie powiedziałeś mi tego wczoraj.
- Naprawdę tak bardzo cię to interesuje?
- Bardzo bardzo mnie to ciekawi.
- Jeśli tak koniecznie chcesz wiedzieć, to mogę ci to pokazać.
- Mam się bać? - zapytałam, udając poważną.
- Zależy jak to zinterpretujesz - oboje wybuchliśmy śmiechem.
Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać aż Neymar zaprowadzi mnie w to miejsce, które było owiane tajemnicą. W ogóle można by pomyśleć, że naprawdę nie myślę nad tym co robię. Właśnie idę w jakieś nieznane mi miejsce z chłopakiem, którego poznałam zaledwie kilkanaście godzin temu. Jednak nie bałam się, że Neymar mógłby zaprowadzić mnie gdzieś, gdzie nie powinien. Nie wydawał mi się taki. Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że zmierzamy w jakieś miejsce bardzo nietypowe. W prawdzie takie miejsce bardzo pasowałoby do Neymara, w końcu on też był nietypowy.
Między nami znów zapanowała cisza. Jednak na szczęście nie była ona krępująca. Wręcz przeciwnie. Sama obecność Neymara napawała mnie jakimś dziwnym, ale radosnym i miłym uczuciem. Przy nim miałam taki świetny humor, dlatego chciałam spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Nie powiem że bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że wchodzimy na teren stadionu Camp Nou. Najdziwniejsze było jednak to, że weszliśmy do środka, a wszyscy, których mijaliśmy zachowywali się jakby znali Neymara. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Czemu on trzyma mnie w takiej niepewności?!
Po chwili wyszliśmy na trybuny, a zaraz potem na murawę stadionu. Byłam naprawdę zafascynowana widokiem, który ujrzałam.
- To moje królestwo - powiedział Neymar stając na środku boiska, ale ja dalej nic nie rozumiałam.
- Boisko? Jak dla większości chłopaków - stwierdziłam na co on wybuchnął śmiechem Zapewne śmiał się z tego że nadal nie mogłam domyślić się, o co w tym wszystkim chodzi.
- To nie jest takie zwykłe boisko. Chodź - złapał mnie delikatnie za rękę i zaczął prowadzić. Jego dotyk był taki kojący.
Weszliśmy do tunelu, z którego na meczach wychodzą piłkarze... I co ja tam ujrzałam? Tapetę, na której widniały twarze piłkarzy Barcelony. Ale ja od razu spojrzałam na jeden szczególny wizerunek. Wizerunek chłopaka, który stał obok mnie, wizerunek Neymara.
- Ty sobie chyba żartujesz - powiedziałam spoglądając na niego podejrzliwie.
- Ja nigdy nie żartuje sobie z przyjaciół - powiedział z tym swoim firmowym uśmiechem. Zaraz, zaraz! Czy on właśnie nazwał mnie swoją przyjaciółką?
Chłopak ponownie złapał mnie za rękę, co wywołało na moim ciele miły dreszczyk. Tym razem zaprowadził mnie w kompletnie inne miejsce. Znaleźliśmy się w szatni piłkarzy Barcelony. Moją uwagę od razu przykuła szafka z numerem 11.
- Nie wierzę. Jesteś piłkarzem FC Barcelony? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dość dziwne, że dopiero teraz się zorientowałaś - śmiał się ze mnie.
- Przepraszam cię bardzo, ale ja, do miłośników Barcelony nie należę - powiedziałam na co Neymar zrobił zdziwioną minę.
- Serio?!
- Serio - zaśmiałam się patrząc na jego dość nietypowy wyraz twarzy.
- Jesteś naprawdę dziwna, wiesz? - powiedział.
- Ty to naprawdę umiesz skomplementować kobietę - pokręciłam głową ledwo powstrzymując śmiech.
- Jeszcze mnie nie znasz - uśmiechnął się i puścił do mnie oczko.
- Ty mnie też nie - odegrałam mu się.
- A będę miał szansę, żeby cię poznać? - zapytał głosem, który był taki.... taki.... uwodzący?... romantyczny? Byłam nim po prostu oczarowana.
- Jak mogłabym ci jej nie dać. W końcu tylko raz w życiu ma się okazję poznać taką wariatkę jak ja.
- Jesteś naprawdę szalona. Ale to sprawia, że coraz bardziej chcę cię poznać, coraz bardziej chcę cię mieć przy sobie - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Atmosfera między nami zrobiła się trochę.... napięta. Znamy się od wczoraj, a jakaś dziwna siła wciąż ciągnie nas do siebie. To na pewno nie jest normalne. Zbliżyliśmy się do siebie. Według mnie byliśmy zbyt blisko, dlatego spuściłam głowę, co Neymar od razu zauważył - Przepraszam - szepnął.
- Nie masz za co. Za szczerość się nie przeprasza - powiedziałam i uśmiechnęłam się na potwierdzenie.
- Jeśli tak uważasz - uśmiechnął się ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. - Zagramy? - zapytał wskazując wyjście na boisko.
- Ale że w piłkę? Przecież ja nie potrafię.
- To co stoi na przeszkodzie, żeby cię nauczyć? - zabrał z szatni piłkę, złapał mnie delikatnie za rękę i poprowadził na boisko.
- Ale Neymar, ja nie potrafię - jęczałam.
Neymar odwrócił się w moją stronę i zapytał z uśmiechem na ustach:
- Ufasz mi?
Przyznam że to pytanie lekko mnie zdziwiło. Nie rozumiałam co w tej sytuacji miałoby znaczyć zaufanie.
- Ufasz mi? - powtórzył pytanie.
- Tak - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, choć nie byłam pewna, czy ufam mu bezgranicznie. - Więc uwierz, że jestem tu po to, żeby cię nauczyć - nie chciałam się zgadzać. Nie byłam do tego przekonana. Ale wystarczył jego jeden uśmiech, abym momentalnie zmieniła zdanie.
Już po chwili wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Neymar postanowił nauczyć mnie piłki nożnej praktycznie od podstaw. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Wręcz przeciwnie, nauka jaką zafundował mi Neymar była przydatna, a przy jej okazji mogliśmy się trochę lepiej poznać. W prawdzie nie rozmawialiśmy ze sobą oprócz tematów piłki nożnej, ale wcale nie potrzebowałam rozmowy, aby zobaczyć jaki jest Neymar. Gdy tylko dotknął piłki od razu zauważyłam z jakim szacunkiem się do niej odnosi. Zachowywał się jakby była ona kimś dla niego bardzo ważnym, osobą godną jego zaufania. Ta więź Neymara z piłką na początku wydawała mi się bardzo dziwna. Ale z biegiem coraz to kolejnych minut rozumiałam ją coraz bardziej. W końcu czym byłby piłkarz bez więzi z piłką?
Kiedy już zmęczyłam się uczeniem się gry w piłkę, usiadłam sobie na wygrzanej przez słońce murawie i obserwowałam Neymara. Korzystając z okazji, że jesteśmy na boisku, ćwiczył różne triki z piłką. Nie powiem, że bardzo mi się to podobało.
- Piłka nożna chyba jednak nie jest tak trudna jak się wydaje - stwierdziłam z uśmiechem ani na chwilę nie odrywając wzroku od piłkarza.
- Bo wcale taka nie jest. Trzeba tylko trenować, żeby stawać się coraz lepszym. Nie wszyscy potrafią to zrozumieć. Niektórzy uważają, że wszystko co umieją piłkarze przychodzi im tak łatwo - odpowiedział uśmiechając się do mnie przelotnie, jednak nadal odbijając piłkę na przeróżne sposoby.
- Im więcej ćwiczysz, tym więcej udaje ci się nauczyć - podsumowałam, kładąc się na murawie i przymykając oczy spojrzałam w rozświetlone niebo.
- Dokładnie. Doskonale mnie rozumiesz - Neymar zostawił w spokoju piłkę i usiadł obok mnie na trawie. - Jakbym znał cię całe życie - przyznał szeptem. Chyba nie miałam tego usłyszeć.
- Jak często tu grasz? - zapytałam, oddychając powoli czystym, barcelońskim powietrzem,
- To zależy. Nie wszystkie mecze rozgrywamy tutaj. Co drugi mecz gramy gdzie indziej.
- Często musicie wyjeżdżać... - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Niestety... Czasami mam ochotę się od tego wszystkiego oderwać, spędzić choć jeden dzień bez całej tej szopki związanej ze sławą... Dzień taki jak ten dzisiejszy... - westchnął, a ja dopiero teraz zrozumiałam jaka sława musi być męcząca.
- Masz dzisiaj jakieś treningi? - zapytałam, podnosząc się z murawy i opierając się na łokciach.
- Nie, dlatego chciałem się z tobą spotkać - uśmiechnął się mimo, że miał zamknięte oczy.
- A co powiesz na to, żebyśmy spędzili ten dzień razem? - spytałam, podnosząc się z ziemii.
- Chcesz spędzić ze mną aż tyle czasu? A twoja ciotka i wuj nie będą mieli nic przeciwko? - Neymar także podniósł się z murawy i teraz stał na przeciwko mnie, patrząc na moją twarz.
- Oni raczej będą się cieszyć, że spędzam czas poza domem. Odkąd do nich przyjechałam praktycznie nie wychodziłam z domu.
- W takim razie chyba już nawet wiem co będziemy robić - obdarzył mnie pięknym uśmiechem. Podszedł bliżej, złapał mnie za rękę i tak wyszliśmy ze stadionu. Byłam pewna, że niemal każda osoba, którą mijaliśmy badawczo nam się przyglądała. Ale jednak im się nie dziwię. To naprawdę wyglądało tak jakbyśmy byli parą.
Kiedy opuściliśmy już teren stadionu, powoli skierowaliśmy się drogą, którą przyszliśmy na stadion. Dopiero po chwili zorientowałam się, że wracamy do parku, w którym się spotkaliśmy. Jednak przez całą drogę nie wspomniałam o tym, mimo, że cały czas rozmawialiśmy. Chociaż, nie wiem czy można by to zakwalifikować do rozmowy, bo każde wypowiedziane zdanie kończyło się wybuchem śmiechu.
- Dlaczego tu wróciliśmy? - zapytałam, gdy znaleźliśmy się już w parku.
- Barcelona jest trochę zbyt duża, żeby zwiedzać ją na piechotę - w pierwszym momencie nie zrozumiałam o czym mówił, ale już po chwili zauważyłam, że zmierzamy w stronę parkingu. Czyli szykowała się przejażdżka samochodem.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że Neymar jako piłkarz ma bardzo drogi samochód i nie przeliczyłam się. Chwilę później stanęliśmy przed białym Audi Q7. Nie interesowałam się zbytnio samochodami, ale znałam markę samochodu Neymara dlatego, że mój tata planował kupić właśnie takie Audi.
Kiedy nadszedł moment, w którym mieliśmy puścić swoje dłonie przepełnił mnie strach. Tak, jakby całe moje poczucie bezpieczeństwa nagle zniknęło. Neymar też chyba zbytnio nie spieszył się, by puścić moją dłoń, jednak było to nieuniknione. Piłkarz otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam zamknął je za mną, okrążył samochód i po chwili wsiadł na miejscu kierowcy. Nie pytałam o kierunek, w którym zmierzaliśmy. W tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Najważniejsze było dla mnie to, że byłam w jednym miejscu razem z Neymarem - chłopakiem, którego ledwie znałam. To dziwne uczucie - ufać komuś, kogo się praktycznie nie zna.
Całą drogę patrzyłam przez boczną szybę na obiekty i miejsca, które mijaliśmy. To, że jesteśmy na miejscu zauważyłam dopiero, kiedy Neymar ponownie otworzył moje drzwi. Na jego ustach jak zwykle gościł ten cudowny uśmiech. Wysiadłam z samochodu i obejrzałam się dookoła, chcąc zorientować się gdzie jesteśmy. Jednak była to część Barcelony, w której jeszcze nigdy nie byłam.
- Co tu robimy? - zapytałam.
- Spędzamy razem dzień - znów wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę jednego z pobliskich lokali. Dopiero kiedy weszliśmy do środka zorientowałam się, że znajdujemy się w kawiarni. Neymar zaprowadził mnie do jednego ze stolików i poprosił, żebym tu na niego poczekała. Przy nim nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Po chwili Neymar wrócił do mnie z dwoma pucharkami lodów, z czego jeden postawił przede mną i usiadł na przeciwko mnie.
- Miętowe? Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione? - zapytałam zdziwiona, a jednocześnie szczęśliwa, bo od bardzo dawna nie jadłam lodów.
- Nie wiedziałem - zaśmiał się. - Ale widocznie intuicja dobrze mi podpowiadała. Smacznego.
- Dziękuję - przesłałam mu uśmiech w ramach podziękowania i zabrałam się do smakowania tych pysznych lodów. Neymar naprawdę miał dobry gust.
- Ja opowiedziałem ci już trochę o sobie. Teraz twoja kolej - zauważył Neymar po chwili ciszy.
- A co chciałbyś o mnie wiedzieć? - spytałam, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech choć byłam lekko speszona.
- W tym roku kończysz szkołę... a kim chciałabyś zostać? - Neymar czekając aż odpowiem włożył sobie do ust kolejną łyżkę lodów.
- Nie wiem. Moi rodzice, choć raczej moja mama bardzo naciska, żebym po skończeniu liceum wyjechała na studia do Stanów. Z drugiej strony mój tata mówi, że mam robić wszystko, żebym była szczęśliwa. A ja sama chciałabym być po prostu dobrym człowiekiem. Chciałabym robić coś, aby pomagać innym - westchnęłam na samą myśl o planach na przyszłość.
- Ambitny cel. Ale chyba planujesz skończyć studia?
- Tak chciałabym, choć sama myśl o spędzaniu prawie całych dni na uczelni przyprawia mnie o dreszcze. Ale jednak nie zamierzam z tego rezygnować. I jak na razie mam zamiar wyjechać do Madrytu - powiedziałam Neymarowi o wszystkim wokół czego krążyły moje myśli w ciągu ostatnich miesięcy.
- Aż tak daleko? Nie wolisz zostać tu? W Barcelonie? Ze mną? - ostatnie pytanie zadał zdecydowanie ciszej, tak jakby nie było ono adresowane do mnie.
- Nie mogę - przyznałam, kierując swój zawstydzony wzrok na mój pucharek z lodami. Nie chciałam zbytnio wtajemniczać Neymara w temat związany z moimi studiami. I nie chodziło tu o to, że mu nie ufałam. Po prostu wstyd mi było przyznać się przed nim, że to moja matka kategorycznie nie zgadza się, abym studiowała w Barcelonie, nie chciałam przyznać jak duży wpływ ma na mnie moja matka.
- Hmm... a co powiesz, żebyśmy spędzili trochę czasu po prostu na mieście? - zaproponowałam kiedy wyszliśmy już z kawiarni.
- Powiedziałbym, że to nawet dobry pomysł, ale nie wiem czy spodoba ci się kiedy ktoś mnie rozpozna - zauważył Neymar. Musiałam przyznać mu rację. Niby rozumiałam jego sytuację i nie wiem czy jego fani by mi przeszkadzali, ale domyślałam się, że dla samego Neymara musi to być męczące. Dlatego więc nie chodziliśmy sobie ulicami Barcelony. Neymar postanowił pokazać mi swój dom. Sama mieszkam w nie małym domu ze względu na to, że moi rodzice są dość bogaci, ale dom Neymara... Nie dość że ogromny to jeszcze pięknie udekorowany. Po prostu dom z marzeń. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu.
- Wow - powiedziałam rozglądając się po przestrzeni. Po chwili usłyszałam za sobą śmiech Neymara.
- No co? - zapytał, gdy się do niego odwróciłam. - Sądząc po domu twojego wujka i ciotki, to mój dom nie powinien robić na tobie żadnego wrażenia.
- Wiesz, ja na codzień nie mieszkam w takiej willi, jak ta. Z resztą koniec tego gadania o domach - zarządziłam i przez drzwi w salonie wyszłam do ogrodu. Tam, tak samo jak w środku było pięknie.
Resztę tego pięknego i słonecznego dnia spędziliśmy razem w posiadłości piłkarza. Siedzieliśmy nad basenem, ganiliśmy się nawzajem po jego ogromnym ogrodzie, nawet próbowaliśmy grać w piłkę, ale skończyło się na mojej kolejnej lekcji piłki nożnej. Tak we wprost świetnym towarzystwie Neymara minął mi czas aż do wieczora. Była godzina dwudziesta druga, kiedy po długim czasie spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jest już tak późno. Pomijając to, że nie wiedziałam dokładnie, gdzie się znajduję, chciałam sama wrócić do domu mojego wujka, ale Neymar od razu, gdy tylko o tym usłyszał, zaproponował, a raczej oznajmił mi, że mnie odwiezie. On jest naprawdę uparty, jak osioł.
Tak więc godzinę później po lekko szaleńczej jeździe, wysiadałam już z samochodu Neymara, przed domem ciotki.
- Dziękuję - szepnęłam z szerokim uśmiechem malującym się na mojej twarzy.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał szeptem Neymar.
- Do jutra - powiedziałam i zamknęłam drzwi jego białego audi. Zdążyłam jeszcze tylko zobaczyć radość, jaka ukazała się na jego twarzy w postaci pięknego uśmiechu.
Weszłam do domu i dopiero wtedy usłyszałam jak Neymar odjeżdża sprzed posesji mojego wujka. Głupek, czekał aż wejdę do środka. Aż tak się o mnie martwi?

No i mamy 2 rozdział :D jeśli ci się spodobał proszę zostaw po sobie komentarz :) a następny rozdział w następnym tygodniu :D dobranoc :*

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 1

~ Bo poznałam jego...

- Ciociu, czy naprawdę muszę? - zapytałam po raz setny wysiadając z samochodu. Moje starania przez całą drogę poszły na marne, więc chciałam spróbować po raz ostatni, mając nadzieję, że jednak nie będę musiała nigdzie iść razem z ciotką i wujem.
- Musisz. Zobaczysz, nie będzie tak źle - po raz kolejny odpowiedziała mi ciotka.
Moje wujostwo zostało zaproszone na kolację do pewnego zamożnego małżeństwa mieszkającego w centrum Barcelony. Mój wuj prowadził z nimi jakieś interesy, dlatego też zostali tam zaproszeni, aby porozmawiać o sprawach biznesowych. Skąd więc moja obecność tam? Odpowiedź jest bardzo prosta.
Przez ostatnie dwa dni mieszkałam u wujostwa, gdyż moi rodzice polecieli na kilka dni do Stanów, a jako że są ferie wysłali mnie na ten czas do ciotki i wujka. Jako iż mieli oni plany na dzisiejszy wieczór postanowili, że zabiorą mnie ze sobą na kolację do państwa Rodriguezów.
Dlaczego uczestnictwo w tej kolacji tak bardzo mi przeszkadzało? Denerwowały mnie te wszystkie zasady dobrych manier i zachowania, których trzeba było tam przestrzegać. Nienawidziłam zachowywać się jak grzeczna, spokojna i dobrze wychowana dziewczynka. Na codzeń zachowywałam się kompletnie inaczej. Nie żebym była jakąś buntowniczką, czy coś w tym stylu, ale nie byłam też idealną córeczką.
Kolejną rzeczą, której nie tolerowałam, był ubiór jakiego wymagano. Sukienki i sweterki nie były kompletnie w moim guście - czegoś takiego nigdy nie znalazłabym w mojej szafie. Jak więc ubierałam się na codzeń? Najczęściej, czyli w 90% przypadków były to dresy, bluza i do tego jakiś dobry full-cap. Dlatego też miałam nie mały problem ze znalezieniem odpowiedniej kreacji na dzisiejszy wieczór. Na szczęście w pobliżu domu wujka mieściło się dość okazałe centrum handlowe, a on specjalnie nie miał problemu z daniem mi pieniędzy na zakupy.
Jedyną rzeczą, która w obecnej sytuacji była gorsza od faktu, iż mam na sobie sukienkę, była zbliżająca się kolacja.
Kiedy weszliśmy do domu państwa Rodriguezów przywitała nas pani domu, która była szczupłą brunetką o nieskazitelnej cerze. Oddaliśmy nasze kurtki jednemu ze służących i zostaliśmy zaprowadzeni do ogromnej jadalni. O dziwo w pomieszczeniu czekało już na nas kilku gości włącznie z panem domu. Przywitałam się grzecznie ze wszystkimi, a potem usiadłam przy stole na wyznaczonym dla mnie miejscu. Spojrzałam w lewo. Obok mnie siedział chłopak. Wyglądał na trochę starszego ode mnie. Na pewno nie można było odmówić mu urody. Był straszliwie przystojny. Ubrany był w marynarkę i lekko opuszczone, czarne jeansowe spodnie. Gdy usiadłam przywitał mnie pięknym i szczerym uśmiechem. Odwzajemniłam gest i byłam niemalże pewna, że przy tym moje policzki przybrały lekko różową barwę.
Gdy wszyscy dorośli już kulturalnie się ze sobą powitali rozpoczęto kolację. W trakcie posiłku mężczyźni rozmawiali ze sobą o interesach, które razem prowadzili, kobiety zaś czasami wymieniały się poglądami na jakiś temat. Ja jednak nie miałam większej ochoty włączać się do dyskusji, którą prowadziły panie, więc przez większość czasu siedziałam cicho, raz na jakiś czas podnosząc głowę z nad własnego talerza. Mój sąsiad także nie okazał się być zbyt skłonny do rozmowy.
Całkowita zmiana klimatu przy stole zapanowała, gdy kelnerzy podali desery. Rozpoczęła się trochę lżejsza rozmowa panów i pań, którzy zaczęli pytać się nawzajem o samopoczucie i zdrowie.
- Jak więc nazywa się twoja siostrzenica, Jorge? - usłyszałam pytanie pana Rodrigueza skierowane do mojego wuja. Podniosłam głowę i przyjrzałam się obydwu mężczyznom.
- Selena - odpowiedział wuj po chwili zastanowienia.
- Więc, Seleno, czym się zajmujesz? - zapytał mnie pan Rodriguez.
- Uczę się. Jestem w ostatniej klasie liceum - odparłam lekko zdenerwowana.
- Planujesz coś po zakończeniu szkoły? - dopytywała się pani Rodriguez. Czemu nagle wszyscy zainteresowali się moją osobą?!
- Nie myślałam jeszcze o tym - powiedziałam znów spoglądając w swój talerz. Ta odpowiedź mogła wydać się dość dziwna, gdyż właśnie kończył się pierwszy semestr i wszyscy uczniowie podejmowali decyzje o studiach, na które chcą się udać. Ja też już dawno podjęłam tę decyzję jednak chciałam uniknąć dalszej konwersacji z państwem Rodriguez. Jednakże i to nie uchroniło mnie przed kontynuowaniem tematu przez gospodynię. Zaczęła mówić o swoim synu, który aktualnie studiował w Stanford. Przez dłuższy czas zachwalała tę szkołę, a ostatecznie uznała, iż byłaby dla mnie doskonałym wyborem. Ja jednak nie podzielałam jej zdania.
Następną osobą, która została wypytana przez gospodynię był mój sąsiad. Pani Rodriguez wypytywała go o najróżniejsze rzeczy jednak chłopak, tak jak ja, także nie okazał się zbyt rozmowny. Nie bardzo wiedziałam o czym rozmawiali dla tego spuściłam głowę i zamyśliłam się.
- Nie pomyliłbym się gdybym uznał, że obecność tutaj nie jest dla ciebie przyjemnością, prawda? - usłyszałam szept. I ten piękny głos... Podniosłam głowę chcąc dowiedzieć się do kogo należy, jednak w tamtym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Te cudowne, brązowe oczy....
- Tak, to prawda - zdołałam wypowiedzieć. Czy to on mnie tak onieśmielał czy może sytuacja w jakiej znajdowałam się od dobrych kilku godzin? Nie, to na pewno wszystko przez tą sytuację.
- Przepraszam państwa - powiedziałam i wstałam od stołu. Musiałam uwolnić się choć na chwilę od tej ciężkiej atmosfery, która tam panowała.
Wyszłam na taras. Chwilę później pojawił się tam ktoś jeszcze. Odwróciłam się, stał za mną ten chłopak.
- Przepraszam jeśli cię przestraszyłem - powiedział.
- Nic się nie stało - szepnęłam na tyle głośno, by to usłyszał.
- Zdradzić ci coś? - zapytał po chwili milczenia. - Jestem w takiej samej sytuacji jak ty. Też nie chciałem tu przychodzić - dodał nie czekając na odpowiedź.
- Dlaczego więc jednak tu jesteś? - spytałam.
- Nie odmawia się przyjaciołom rodziców. Tym bardziej jeśli znali cię od dziecka. A ty dlaczego tu jesteś? - Musiałam przyjechać z wujkiem i ciotką. Nie chcieli zostawić mnie samej w domu.
- A co z twoimi rodzicami? - zapytał ostrożnie, jakby bojąc się odpowiedzi.
- Wyjechali na kilka dni - powiedziałam, a chłopak odetchnął z ulgą. - Mógłbyś przypomnieć mi jak masz na imię? - zapytałam trochę zmieszana, bo przecież powinnam była już to wiedzieć.
- Neymar - powiedział lekko zdziwiony jednak nadal miał uśmiech na ustach.
- Śliczne imię. Portugalskie, prawda?
- Tak, pochodzę z Brazylii. Ale skąd wiedziałaś?
- Kiedyś trochę się tym interesowałam. Więc skąd wziąłeś się w Hiszpanii? - zapytam.
- Praca - zaśmiał się.
- Przyjechałeś za pracą do kompletnie innej części świata?! -zapytałam, będąc coraz bardziej zdziwiona życiem Neymara.
- Taki zawód - śmiał się. Czyżbym coś źle zrozumiała?
Już chciałam zapytać go czym się zajmuje, ale na taras weszła moja ciotka.
- Oh, Seleno tu jesteś. Widzę, że poznałaś już Neymara - skinęła głową w jego stronę. - Niestety musimy już wychodzić, twój wuj musi jeszcze dzisiaj skończyć jeden ze swoich projektów - poinformowała mnie i weszła  z powrotem do domu.
Szybko wymieniliśmy się numerami z Neymarem i wróciliśmy do środka. Tam niestety musiałam znów zacząć grać grzeczną dziewczynkę. Neymar wszystko to widział i mało nie pękał ze śmiechu, gdy starałam się być poważna. Znałam go zaledwie od kilkunastu, może kilkudziesięciu minut, a ten człowiek znał mnie lepiej niż niektórzy ludzie, z którymi zapoznałam się lata temu. Dziwne.
Grzcznie pożegnałam się ze wszystkimi, podziękowałam za kolację, wysłuchałam jak to bardzo miło było nas gościć i wreszcie, gdy wyszłam za próg domu państwa Rodriguezów, byłam wolna. Mogłam w końcu odetchnąć i zacząć zachowywać się normalnie.
- Było aż tak źle? - zapytał wuj, gdy wszyscy siedzieliśmy już w jego samochodzie.
- Nie najgorzej - odpowiedziałam. - Bo poznałam Neymara - przeszło mi przez myśl. Jak dobrze, że nie powiedziałam tego na głos!


No to mamy obiecany pierwszy rozdział :D Był on już opublikowany na fotoblogu, ale przecież nie wszyscy go widzieli. Mam nadzieję, że się Wam spodobał, jeśli tak to zostawcie ślad w postaci komentarza :D Tylko nie zapomnij się podpisać, żebym wiedziała, kto dodaje :D A co do nexta to.... najwcześniej może pojawić się w piątek :/ Ale mam nadzieję, że ktoś jednak będzie czekać :D

Buziaczki, neyforever :*

Początek :)

Hey wszystkim!!
Jestem Wiktoria i bardzo serdecznie chciałabym Was zaprosić na opowiadanie pt. "Ulotne momenty", które będę publikować na tym blogu. Mam nadzieję, że komuś się ono spodoba. 
Będzie to moje drugie opowiadanie, które mam zamiar publikować. Moje pierwsze opowiadanie zakończyłam pisać jakiś miesiąc temu. Jeśli chcecie możecie znaleźć je tutaj: 
http://www.photoblog.pl/neyforever/171510625/hey.html
Zaczęłam publikować swoje opowiadanie na photoblogu pół roku temu, więc możliwe, że ktoś z Was już się z nim spotkał.
Na samym początku chciałabym powiedzieć, że rozdziały będę starała się dodawać przynajmniej raz w tygodniu i będą one na pewno dłuższe niż te w pierwszym opowiadaniu. 
Chciałabym Was także od razu poinformować, że bardzo ważne są dla mnie Wasze komentarze, dlatego bardzo proszę, żebyście pod rozdziałami zostawiały po sobie komentarz. To naprawdę motywuje i jest dla mnie bardzo cenne. 
Jeśli chodzi o mnie to jestem zagorzałą cule, neymarzete i kwiatonator :) Kocham przede wszystkim piłkę nożną, muzykę, książki no i oczywiście piłkarzy xD 
Zaznaczę jeszcze tylko, że w tym opowiadaniu (z resztą tak jak i w poprzednim) jednym z głównych bohaterów będzie właśnie jeden z piłkarzy, a dokładniej to grający w mojej ukochanej Barcy - Neymar. 
Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba i nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić Was na pierwszy rozdział opowiadania "Ulotne momenty", który powinien pojawić się dziś wieczorem. 
Buziaczki, neyforever :*