~ Martwi się o mnie?
"Chciałabyś może się dzisiaj spotkać? Wczoraj fajnie spędziłem tobą czas i byłbym bardzo szczęśliwy jeśli moglibyśmy to powtórzyć :)" - przeczytałam wiadomość następnego dnia rano.
"Jasne, że chciałabym się dzisiaj spotkać :D" - odpisałam bez zastanowienia. Postanowiłam uszczęśliwić Neymara i przystać na jego propozycję. Jednakże, ja też bardzo cieszyłam się z tego planowanego spotkania. Neymar wydawał mi się osobą bardzo interesującą, a do tego trochę tajemniczą. Bardzo zastanawiało mnie dlaczego przeprowadził się z Brazylii aż do Barcelony. Kim takim był z zawodu skoro nie mógł pracować w swojej ojczyźnie ? Miałam nadzieję, że dzisiaj choć trochę spróbuje mi to wytłumaczyć.
Umówiliśmy konkretne miejsce i godzinę, w którym mieliśmy się spotkać. Miałam dwie godziny, żeby przygotować się i dotrzeć na nasze spotkanie. Zapewne większość z was mogłaby uznać mnie za lekkomyślną. W końcu właśnie zgodziłam się spotkać z chłopakiem, którego w ogóle nie znam. Jednak nie do końca tak było. Może rzeczywiście go nie znałam, ale jednak wczoraj podczas tej naszej krótkiej rozmowy zdążył zdobyć moje zaufanie. Było to dość dziwne, bo na codzień bardzo trudno jest mnie sobie zjednać. Są osoby, które znam już od dobrych paru lat, a jednak nadal nie darzę ich stuprocentowym zaufaniem. Z Neymarem było kompletnie inaczej, dlatego stał się taki wyjątkowy.
Jak ubrałam się na to spotkanie? Tradycyjnie, czyli spodnie z lekko opuszczonym krokiem, T-shirt, bluza i moje ukochane trampki. Może i Neymar był wyjątkowym człowiekiem, ale nie zamierzałam się dla niego jakoś wyjątkowo ubierać. Nie brałam także żadnej torebki, wystarczały mi kieszenie w spodniach. Zabrałam ze sobą jedynie telefon i słuchawki, jako, że nie potrafiłam żyć bez muzyki. Zeszłam na dół i już miałam wyjść z domu kiedy zatrzymała mnie ciocia.
- Selena dokąd ty się wybierasz? Myślałam, że pomożesz mi przy wyborze sukienki na sobotnie przyjęcie - powiedziała.
- Niestety umówiłam się na dzisiaj. Będziesz musiała wybrać ją sama - odpowiedziałam. Jednak spotkanie z Neymarem miało jeszcze jedną ważną zaletę - nie musiałam pomagać ciotce przy wyborze sukienki. Niby nic wielkiego, ale mojej ciotce zajmowało to zazwyczaj kilka godzin.
- A mogę chociaż dowiedzieć się kto miał ten zaszczyt wyciągnąć cię z domu? - zapytała, zapewne myśląc, że to ze mnie wyciągnie. Jej niedoczekanie.
- Hmm... nie - zaśmiałam się. - Wrócę wieczorem - zawołałam i wyszłam z domu.
Nie byłam do końca pewna czy moje spotkanie z Neymarem zajmie mi aż tyle czasu, jednak wcale nie miałam ochoty wracać zaraz po nim do domu. Jeśli już w końcu wyszłam z domu chciałam spędzić poza nim jak najwięcej czasu. Nie mówię, że nie lubiłam wychodzić na świeże powietrze, po prostu w ciągu ferii większość czasu spędzałam w swoim pokoju słuchając muzyki i przesypiając całe dnie. W czasie, gdy chodziłam do szkoły nigdy nie mogłam się wyspać, dlatego podczas ferii chciałam trochę odpocząć. Jednak dzisiaj postanowiłam odpuścić sobie spędzenie całego dnia w łóżku.
Na nasze spotkanie Neymar wybrał dość nietypowe miejsce, którym był park położony w niedaleko domu mojej ciotki. Był to albo przypadek, albo po prostu Neymar wiedział gdzie mieszka mój wuj, choć uznałam to za mało prawdopodobne.
Droga nie zajęła mi długo dlatego już po kilkunastu minutach witałam się z chłopakiem, który czekał na mnie przy jednej z fontann, tak jak się umówiliśmy. Na powitanie Neymar przytulił mnie i pocałował w policzek. Przywitanie iście Hiszpańskie.
- Hey śliczna - powiedział Neymar, gdy tylko mnie zauważył.
- Hey - uśmiechnęłam się. Nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć na taki komplement.
W ciszy zaczęliśmy spacerować po parku, a na mojej twarzy cały czas utrzymywał się uśmiech. To wszystko wina Neymara, to on tak dziwnie na mnie działał.
- Mogę cię o coś zapytać? - po chwili odważyłam się odezwać.
- Jasne, jestem otwartą księgą - jaki on ma cudowny uśmiech!
- Kim jesteś?
- Człowiekiem - zaśmiał się. Śmiech też ma wspaniały.
- Czym się zajmujesz - poprawiłam się przez śmiech. - Nie powiedziałeś mi tego wczoraj.
- Naprawdę tak bardzo cię to interesuje?
- Bardzo bardzo mnie to ciekawi.
- Jeśli tak koniecznie chcesz wiedzieć, to mogę ci to pokazać.
- Mam się bać? - zapytałam, udając poważną.
- Zależy jak to zinterpretujesz - oboje wybuchliśmy śmiechem.
Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać aż Neymar zaprowadzi mnie w to miejsce, które było owiane tajemnicą. W ogóle można by pomyśleć, że naprawdę nie myślę nad tym co robię. Właśnie idę w jakieś nieznane mi miejsce z chłopakiem, którego poznałam zaledwie kilkanaście godzin temu. Jednak nie bałam się, że Neymar mógłby zaprowadzić mnie gdzieś, gdzie nie powinien. Nie wydawał mi się taki. Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że zmierzamy w jakieś miejsce bardzo nietypowe. W prawdzie takie miejsce bardzo pasowałoby do Neymara, w końcu on też był nietypowy.
Między nami znów zapanowała cisza. Jednak na szczęście nie była ona krępująca. Wręcz przeciwnie. Sama obecność Neymara napawała mnie jakimś dziwnym, ale radosnym i miłym uczuciem. Przy nim miałam taki świetny humor, dlatego chciałam spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Nie powiem że bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że wchodzimy na teren stadionu Camp Nou. Najdziwniejsze było jednak to, że weszliśmy do środka, a wszyscy, których mijaliśmy zachowywali się jakby znali Neymara. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Czemu on trzyma mnie w takiej niepewności?!
Po chwili wyszliśmy na trybuny, a zaraz potem na murawę stadionu. Byłam naprawdę zafascynowana widokiem, który ujrzałam.
- To moje królestwo - powiedział Neymar stając na środku boiska, ale ja dalej nic nie rozumiałam.
- Boisko? Jak dla większości chłopaków - stwierdziłam na co on wybuchnął śmiechem Zapewne śmiał się z tego że nadal nie mogłam domyślić się, o co w tym wszystkim chodzi.
- To nie jest takie zwykłe boisko. Chodź - złapał mnie delikatnie za rękę i zaczął prowadzić. Jego dotyk był taki kojący.
Weszliśmy do tunelu, z którego na meczach wychodzą piłkarze... I co ja tam ujrzałam? Tapetę, na której widniały twarze piłkarzy Barcelony. Ale ja od razu spojrzałam na jeden szczególny wizerunek. Wizerunek chłopaka, który stał obok mnie, wizerunek Neymara.
- Ty sobie chyba żartujesz - powiedziałam spoglądając na niego podejrzliwie.
- Ja nigdy nie żartuje sobie z przyjaciół - powiedział z tym swoim firmowym uśmiechem. Zaraz, zaraz! Czy on właśnie nazwał mnie swoją przyjaciółką?
Chłopak ponownie złapał mnie za rękę, co wywołało na moim ciele miły dreszczyk. Tym razem zaprowadził mnie w kompletnie inne miejsce. Znaleźliśmy się w szatni piłkarzy Barcelony. Moją uwagę od razu przykuła szafka z numerem 11.
- Nie wierzę. Jesteś piłkarzem FC Barcelony? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dość dziwne, że dopiero teraz się zorientowałaś - śmiał się ze mnie.
- Przepraszam cię bardzo, ale ja, do miłośników Barcelony nie należę - powiedziałam na co Neymar zrobił zdziwioną minę.
- Serio?!
- Serio - zaśmiałam się patrząc na jego dość nietypowy wyraz twarzy.
- Jesteś naprawdę dziwna, wiesz? - powiedział.
- Ty to naprawdę umiesz skomplementować kobietę - pokręciłam głową ledwo powstrzymując śmiech.
- Jeszcze mnie nie znasz - uśmiechnął się i puścił do mnie oczko.
- Ty mnie też nie - odegrałam mu się.
- A będę miał szansę, żeby cię poznać? - zapytał głosem, który był taki.... taki.... uwodzący?... romantyczny? Byłam nim po prostu oczarowana.
- Jak mogłabym ci jej nie dać. W końcu tylko raz w życiu ma się okazję poznać taką wariatkę jak ja.
- Jesteś naprawdę szalona. Ale to sprawia, że coraz bardziej chcę cię poznać, coraz bardziej chcę cię mieć przy sobie - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Atmosfera między nami zrobiła się trochę.... napięta. Znamy się od wczoraj, a jakaś dziwna siła wciąż ciągnie nas do siebie. To na pewno nie jest normalne. Zbliżyliśmy się do siebie. Według mnie byliśmy zbyt blisko, dlatego spuściłam głowę, co Neymar od razu zauważył - Przepraszam - szepnął.
- Nie masz za co. Za szczerość się nie przeprasza - powiedziałam i uśmiechnęłam się na potwierdzenie.
- Jeśli tak uważasz - uśmiechnął się ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. - Zagramy? - zapytał wskazując wyjście na boisko.
- Ale że w piłkę? Przecież ja nie potrafię.
- To co stoi na przeszkodzie, żeby cię nauczyć? - zabrał z szatni piłkę, złapał mnie delikatnie za rękę i poprowadził na boisko.
- Ale Neymar, ja nie potrafię - jęczałam.
Neymar odwrócił się w moją stronę i zapytał z uśmiechem na ustach:
- Ufasz mi?
Przyznam że to pytanie lekko mnie zdziwiło. Nie rozumiałam co w tej sytuacji miałoby znaczyć zaufanie.
- Ufasz mi? - powtórzył pytanie.
- Tak - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, choć nie byłam pewna, czy ufam mu bezgranicznie. - Więc uwierz, że jestem tu po to, żeby cię nauczyć - nie chciałam się zgadzać. Nie byłam do tego przekonana. Ale wystarczył jego jeden uśmiech, abym momentalnie zmieniła zdanie.
Już po chwili wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Neymar postanowił nauczyć mnie piłki nożnej praktycznie od podstaw. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Wręcz przeciwnie, nauka jaką zafundował mi Neymar była przydatna, a przy jej okazji mogliśmy się trochę lepiej poznać. W prawdzie nie rozmawialiśmy ze sobą oprócz tematów piłki nożnej, ale wcale nie potrzebowałam rozmowy, aby zobaczyć jaki jest Neymar. Gdy tylko dotknął piłki od razu zauważyłam z jakim szacunkiem się do niej odnosi. Zachowywał się jakby była ona kimś dla niego bardzo ważnym, osobą godną jego zaufania. Ta więź Neymara z piłką na początku wydawała mi się bardzo dziwna. Ale z biegiem coraz to kolejnych minut rozumiałam ją coraz bardziej. W końcu czym byłby piłkarz bez więzi z piłką?
Kiedy już zmęczyłam się uczeniem się gry w piłkę, usiadłam sobie na wygrzanej przez słońce murawie i obserwowałam Neymara. Korzystając z okazji, że jesteśmy na boisku, ćwiczył różne triki z piłką. Nie powiem, że bardzo mi się to podobało.
- Piłka nożna chyba jednak nie jest tak trudna jak się wydaje - stwierdziłam z uśmiechem ani na chwilę nie odrywając wzroku od piłkarza.
- Bo wcale taka nie jest. Trzeba tylko trenować, żeby stawać się coraz lepszym. Nie wszyscy potrafią to zrozumieć. Niektórzy uważają, że wszystko co umieją piłkarze przychodzi im tak łatwo - odpowiedział uśmiechając się do mnie przelotnie, jednak nadal odbijając piłkę na przeróżne sposoby.
- Im więcej ćwiczysz, tym więcej udaje ci się nauczyć - podsumowałam, kładąc się na murawie i przymykając oczy spojrzałam w rozświetlone niebo.
- Dokładnie. Doskonale mnie rozumiesz - Neymar zostawił w spokoju piłkę i usiadł obok mnie na trawie. - Jakbym znał cię całe życie - przyznał szeptem. Chyba nie miałam tego usłyszeć.
- Jak często tu grasz? - zapytałam, oddychając powoli czystym, barcelońskim powietrzem,
- To zależy. Nie wszystkie mecze rozgrywamy tutaj. Co drugi mecz gramy gdzie indziej.
- Często musicie wyjeżdżać... - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Niestety... Czasami mam ochotę się od tego wszystkiego oderwać, spędzić choć jeden dzień bez całej tej szopki związanej ze sławą... Dzień taki jak ten dzisiejszy... - westchnął, a ja dopiero teraz zrozumiałam jaka sława musi być męcząca.
- Masz dzisiaj jakieś treningi? - zapytałam, podnosząc się z murawy i opierając się na łokciach.
- Nie, dlatego chciałem się z tobą spotkać - uśmiechnął się mimo, że miał zamknięte oczy.
- A co powiesz na to, żebyśmy spędzili ten dzień razem? - spytałam, podnosząc się z ziemii.
- Chcesz spędzić ze mną aż tyle czasu? A twoja ciotka i wuj nie będą mieli nic przeciwko? - Neymar także podniósł się z murawy i teraz stał na przeciwko mnie, patrząc na moją twarz.
- Oni raczej będą się cieszyć, że spędzam czas poza domem. Odkąd do nich przyjechałam praktycznie nie wychodziłam z domu.
- W takim razie chyba już nawet wiem co będziemy robić - obdarzył mnie pięknym uśmiechem. Podszedł bliżej, złapał mnie za rękę i tak wyszliśmy ze stadionu. Byłam pewna, że niemal każda osoba, którą mijaliśmy badawczo nam się przyglądała. Ale jednak im się nie dziwię. To naprawdę wyglądało tak jakbyśmy byli parą.
Kiedy opuściliśmy już teren stadionu, powoli skierowaliśmy się drogą, którą przyszliśmy na stadion. Dopiero po chwili zorientowałam się, że wracamy do parku, w którym się spotkaliśmy. Jednak przez całą drogę nie wspomniałam o tym, mimo, że cały czas rozmawialiśmy. Chociaż, nie wiem czy można by to zakwalifikować do rozmowy, bo każde wypowiedziane zdanie kończyło się wybuchem śmiechu.
- Dlaczego tu wróciliśmy? - zapytałam, gdy znaleźliśmy się już w parku.
- Barcelona jest trochę zbyt duża, żeby zwiedzać ją na piechotę - w pierwszym momencie nie zrozumiałam o czym mówił, ale już po chwili zauważyłam, że zmierzamy w stronę parkingu. Czyli szykowała się przejażdżka samochodem.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że Neymar jako piłkarz ma bardzo drogi samochód i nie przeliczyłam się. Chwilę później stanęliśmy przed białym Audi Q7. Nie interesowałam się zbytnio samochodami, ale znałam markę samochodu Neymara dlatego, że mój tata planował kupić właśnie takie Audi.
Kiedy nadszedł moment, w którym mieliśmy puścić swoje dłonie przepełnił mnie strach. Tak, jakby całe moje poczucie bezpieczeństwa nagle zniknęło. Neymar też chyba zbytnio nie spieszył się, by puścić moją dłoń, jednak było to nieuniknione. Piłkarz otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam zamknął je za mną, okrążył samochód i po chwili wsiadł na miejscu kierowcy. Nie pytałam o kierunek, w którym zmierzaliśmy. W tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Najważniejsze było dla mnie to, że byłam w jednym miejscu razem z Neymarem - chłopakiem, którego ledwie znałam. To dziwne uczucie - ufać komuś, kogo się praktycznie nie zna.
Całą drogę patrzyłam przez boczną szybę na obiekty i miejsca, które mijaliśmy. To, że jesteśmy na miejscu zauważyłam dopiero, kiedy Neymar ponownie otworzył moje drzwi. Na jego ustach jak zwykle gościł ten cudowny uśmiech. Wysiadłam z samochodu i obejrzałam się dookoła, chcąc zorientować się gdzie jesteśmy. Jednak była to część Barcelony, w której jeszcze nigdy nie byłam.
- Co tu robimy? - zapytałam.
- Spędzamy razem dzień - znów wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę jednego z pobliskich lokali. Dopiero kiedy weszliśmy do środka zorientowałam się, że znajdujemy się w kawiarni. Neymar zaprowadził mnie do jednego ze stolików i poprosił, żebym tu na niego poczekała. Przy nim nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Po chwili Neymar wrócił do mnie z dwoma pucharkami lodów, z czego jeden postawił przede mną i usiadł na przeciwko mnie.
- Miętowe? Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione? - zapytałam zdziwiona, a jednocześnie szczęśliwa, bo od bardzo dawna nie jadłam lodów.
- Nie wiedziałem - zaśmiał się. - Ale widocznie intuicja dobrze mi podpowiadała. Smacznego.
- Dziękuję - przesłałam mu uśmiech w ramach podziękowania i zabrałam się do smakowania tych pysznych lodów. Neymar naprawdę miał dobry gust.
- Ja opowiedziałem ci już trochę o sobie. Teraz twoja kolej - zauważył Neymar po chwili ciszy.
- A co chciałbyś o mnie wiedzieć? - spytałam, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech choć byłam lekko speszona.
- W tym roku kończysz szkołę... a kim chciałabyś zostać? - Neymar czekając aż odpowiem włożył sobie do ust kolejną łyżkę lodów.
- Nie wiem. Moi rodzice, choć raczej moja mama bardzo naciska, żebym po skończeniu liceum wyjechała na studia do Stanów. Z drugiej strony mój tata mówi, że mam robić wszystko, żebym była szczęśliwa. A ja sama chciałabym być po prostu dobrym człowiekiem. Chciałabym robić coś, aby pomagać innym - westchnęłam na samą myśl o planach na przyszłość.
- Ambitny cel. Ale chyba planujesz skończyć studia?
- Tak chciałabym, choć sama myśl o spędzaniu prawie całych dni na uczelni przyprawia mnie o dreszcze. Ale jednak nie zamierzam z tego rezygnować. I jak na razie mam zamiar wyjechać do Madrytu - powiedziałam Neymarowi o wszystkim wokół czego krążyły moje myśli w ciągu ostatnich miesięcy.
- Aż tak daleko? Nie wolisz zostać tu? W Barcelonie? Ze mną? - ostatnie pytanie zadał zdecydowanie ciszej, tak jakby nie było ono adresowane do mnie.
- Nie mogę - przyznałam, kierując swój zawstydzony wzrok na mój pucharek z lodami. Nie chciałam zbytnio wtajemniczać Neymara w temat związany z moimi studiami. I nie chodziło tu o to, że mu nie ufałam. Po prostu wstyd mi było przyznać się przed nim, że to moja matka kategorycznie nie zgadza się, abym studiowała w Barcelonie, nie chciałam przyznać jak duży wpływ ma na mnie moja matka.
- Hmm... a co powiesz, żebyśmy spędzili trochę czasu po prostu na mieście? - zaproponowałam kiedy wyszliśmy już z kawiarni.
- Powiedziałbym, że to nawet dobry pomysł, ale nie wiem czy spodoba ci się kiedy ktoś mnie rozpozna - zauważył Neymar. Musiałam przyznać mu rację. Niby rozumiałam jego sytuację i nie wiem czy jego fani by mi przeszkadzali, ale domyślałam się, że dla samego Neymara musi to być męczące. Dlatego więc nie chodziliśmy sobie ulicami Barcelony. Neymar postanowił pokazać mi swój dom. Sama mieszkam w nie małym domu ze względu na to, że moi rodzice są dość bogaci, ale dom Neymara... Nie dość że ogromny to jeszcze pięknie udekorowany. Po prostu dom z marzeń. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu.
- Wow - powiedziałam rozglądając się po przestrzeni. Po chwili usłyszałam za sobą śmiech Neymara.
- No co? - zapytał, gdy się do niego odwróciłam. - Sądząc po domu twojego wujka i ciotki, to mój dom nie powinien robić na tobie żadnego wrażenia.
- Wiesz, ja na codzień nie mieszkam w takiej willi, jak ta. Z resztą koniec tego gadania o domach - zarządziłam i przez drzwi w salonie wyszłam do ogrodu. Tam, tak samo jak w środku było pięknie.
Resztę tego pięknego i słonecznego dnia spędziliśmy razem w posiadłości piłkarza. Siedzieliśmy nad basenem, ganiliśmy się nawzajem po jego ogromnym ogrodzie, nawet próbowaliśmy grać w piłkę, ale skończyło się na mojej kolejnej lekcji piłki nożnej. Tak we wprost świetnym towarzystwie Neymara minął mi czas aż do wieczora. Była godzina dwudziesta druga, kiedy po długim czasie spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jest już tak późno. Pomijając to, że nie wiedziałam dokładnie, gdzie się znajduję, chciałam sama wrócić do domu mojego wujka, ale Neymar od razu, gdy tylko o tym usłyszał, zaproponował, a raczej oznajmił mi, że mnie odwiezie. On jest naprawdę uparty, jak osioł.
Tak więc godzinę później po lekko szaleńczej jeździe, wysiadałam już z samochodu Neymara, przed domem ciotki.
- Dziękuję - szepnęłam z szerokim uśmiechem malującym się na mojej twarzy.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał szeptem Neymar.
- Do jutra - powiedziałam i zamknęłam drzwi jego białego audi. Zdążyłam jeszcze tylko zobaczyć radość, jaka ukazała się na jego twarzy w postaci pięknego uśmiechu.
Weszłam do domu i dopiero wtedy usłyszałam jak Neymar odjeżdża sprzed posesji mojego wujka. Głupek, czekał aż wejdę do środka. Aż tak się o mnie martwi?
No i mamy 2 rozdział :D jeśli ci się spodobał proszę zostaw po sobie komentarz :) a następny rozdział w następnym tygodniu :D dobranoc :*