niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 16.

~ Oj biedactwo moje...

Zadzwoniłam dzwonkiem i nie czekając aż Ada przyjdzie otworzyć, weszłam do środka. Ona wiedząc, że to ja i tak pewnie nie pofatygowałaby się do drzwi. Od razu skierowałam się do jej pokoju. Przechodząc przez kuchnię przywitałam się się z mamą Ady, która bardzo dobrze znała nasze zwyczaje i nie zwróciła na to uwagi. Chwilę później zobaczyłam przyjaciółkę, ale nie w jej pokoju, a na korytarzu.
- Czemu nie wejdziemy do pokoju? - zapytałam zdziwiona, gdy Ada zagrodziła mi przejście do jej pokoju.
- Selena, nie chcę cię denerwować, ale tam jest Michael. Przyjechał, żeby z nami porozmawiać. - powiedziała, a ja zdziwiłam się jeszcze bardziej. Po jaką cholerę ona chciała, żebym tu przyszła?
- W takim razie po co ci tu moja obecność?
- Myślę, że powinniście pogadać. Z resztą sama powiedziałaś, że musimy z nim porozmawiać...
- Ja tak powiedziałam? Powiedziałam ci, że jeśli chcesz z nim porozmawiać o waszym związku, to on powinien tu przyjechać. Nie powiedziałam, że ja chcę z nim rozmawiać...
- Ale Selena, myślę, że jednak wy też powinniście sobie to wszystko wyjaśnić.
- A co tu jest do wyjaśniania? Obraził mnie, wyraził się jasno, że nie chce mnie znać, a tym bardziej się ze mną przyjaźnić, więc co ty chcesz tu jeszcze wyjaśniać?
- Selena...
- Co, Selena?! Ada, daj już sobie święty spokój... - podsumowałam i ruszyłam z powrotem do drzwi.
- Pogodziliśmy się! - zawołała za mną.
- Super! Tylko nie zapomnijcie mi wysłać zaproszeń na ślub! - odkrzyknęłam sarkastycznie nawet się do niej nie odwracając. Ale co poradzić, byłam strasznie wkurzona. Mam jedynie nadzieję, że mama Ady nie obrazi się za te krzyki na korytarzu.
Szybkim krokiem skierowałam się z powrotem do domu. To była szybka decyzja. Nie zamierzałam się z nią kłócić w szkole. Już i tak jestem sławna w tej szkole, ludzie chyba nie muszą więcej wiedzieć z mojego życia niż wiedzą teraz.
Kilka minut zajmuje mi dotarcie pod drzwi domu. Otwieram je i od razu idę do salonu. Rzucam torbę gdzieś na podłogę, a sama siadam na kanapie, chowając twarz w dłoniach.
Fakt, że pokłóciłam się z Adą o Michaela wcale nie poprawiał mi nastroju. Nie wiem czemu, ale od samego rana nie miałam humoru. Nawet nie chciało mi się odpisać Neymarowi, kiedy pytał czy wszystko u mnie okej. Nie mam pojęcia co sprawiło, że miałam tak popsuty nastrój, a myśl o sprzeczce z Ada wcale nie nastawiała mnie optymistycznie, by myśleć, że humor poprawi mi się w najbliższym czasie. Chyba, że pojawiłby się tu Neymar. A znając go to mógłby się tu zjawić mimo to, że ma teraz trening.
Szczerze mówiąc nie powinnam robić awantury Adzie o tego idiotę, mimo że wiedziała, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. To co powiedział naprawdę mnie zraniło. Tak naprawdę to dzięki mnie poznał Adę, a teraz zarzuca mi, że "wtrącam się w ich związek." To naprawdę chamskie z jego strony.
Słyszałam jak mój telefon wibruje, leżąc na stoliku, ale nie zamierzałam odbierać.  Prawdopodobnie była to Ada, Michael albo Neymar. Jedynie z Juniorem miałam ochotę rozmawiać, ale teraz chciałam pobyć sama. Potrzeba mi trochę samotności i przemyśleń.
Zrezygnowana rzuciłam się twarzą w poduszki leżące na kanapie. Jest dopiero dziesiąta, a ja już jestem wykończona.
Chyba jednak zaczęłam żałować, że nie zostałam u Ady. Z jednej strony nie mam ochoty go widzieć, a z drugiej chciałabym powiedzieć mu jakim jest idiotą.
Skoro Ada i Michael do siebie wrócili to cieszę się, że próbuje być znowu szczęśliwa, bo pamiętam, że przy nim taka była. Oni naprawdę do siebie pasują i bardzo dobrze się uzupełniają. Ale nie powinni mnie do tego mieszać. Michael jasno wyraził się co do chęci utrzymywania kontaktu ze mną.
Telefon nie przestawał dzwonić, a ja z każdą chwilą denerwowałam się coraz bardziej, więc podniosłam go ze stolika i zobaczyłam dziesiątki SMSów od Neymara i setki nieodebranych połączeń. Chciałam przejrzeć wiadomości od Neymara, kiedy na wyświetlaczu pojawiło się jego zdjęcie informujące o kolejnym połączeniu. Raczej nie wahałam się czy odebrać.
- Hey - odezwałam się.
- W końcu odebrałaś! Martwiłem się o ciebie - w jego głosie wyczuwalna była troska. Z resztą jak zawsze, kiedy nie wiedział co się ze mną dzieje.
- Po prostu nie miałam humoru. Michael przyjechał i wszystko się pokomplikowało - powiedziałam zmęczony głosem. To wszystko po prostu zabrało mi dzisiaj chęć jakiegokolwiek funkcjonowania.
- A z jakiej racji pojawił się w Mountblanc?
- Pogodził się z Adą i chciał że mną porozmawiać.
- I niech zgadnę: znając ciebie to nie dałaś mu szansy nawet się wytłumaczyć. - Nawet się z nim nie widziałam. Adą powiedziała mi, że tu jest, a ja nie miałam ochoty się z nim znowu kłócić - powiedziałam, bawiąc się poduszką, która znajdowała się przede mną.
- Oj, Selena. Z pewnością, gdybym tam był to rozmawiałby ze mną, ale skoro mnie tam nie ma, to proszę cię, wyjaśnić sobie z nim wszystko. Nie potrzebne ci kłótnie z kimkolwiek - mówił dość cicho, więc albo był na tyle zmęczony co ją, albo po prostu nie był sam.
- Okej, niech ci będzie, pogadać z nim. Ale nawet nie myśl, że od razu polecę do domu Ady - cały Neymar. Czego bym nie chciała to rozmowa z nim i tak wszystko zmienia.
- Chętnie podyskutowałbym z tobą na ten temat, ale coś czuję, że Enrique nie jest zbytnio zadowolony z faktu, że przez cały trening do ciebie wydzwaniam i teraz plotkuję sobie w najlepsze o Michaelu. Zadzwonię, gdy wrócę już do domu. Pa - powiedział, a ja zdążyłam mu odpowiedzieć i połączenie zostało przerwane. Zakładam, że jak Junior nie postara się na treningach to za te ploteczki nie zobaczę go w pierwszym składzie na najbliższym meczu.
Znowu zostałam sama, ale nie na długo.
Położyłam się i patrzyłam się w sufit, kiedy usłyszałam najpierw pukanie, a potem wręcz walenie w drzwi.
- No chyba nie! - powiedziałam sama do siebie, ale jednak wstałam i poszłam otworzyć. Nie było dla mnie niespodzianką, że za drzwiami zobaczyłam Michaela. Nic się nie zmienił odkąd widziałam go po raz ostatni. A bynajmniej nie z wyglądu.
- Czego w słowach "nie chcę cię więcej  widzieć" nie rozumiesz? - zapytałam, opierając się o futrynę. Oczywiście nie zapomniałam o tym, że muszę z nim porozmawiać.
-Mogę wejść? - zapytał, nie zważając na moje słowa.
- Nie. Ciesz się, że w ogóle ci otworzyłam. Gdyby nie Neymar to w ogóle byś mnie tu nie zobaczył.
- Neymar, twój piłkarzyk z Barcelony? - kpił sobie z niego, a ja szerzej otworzyłam oczy że zdziwienia. Przychodzi do mojego domu, żeby ze mną porozmawiać i mówi coś takiego? On sobie chyba że mnie żartuje. - Co robisz taką zdziwioną minę? O wszystkim wiem od Ady - dodał.
- Jeszcze raz powiedz coś o Neymarze, a wyjdziesz stąd szybciej niż tu przyszedłeś - zagroziłam. Nikt nie będzie obrażał Neymara. Tylko ja mam takie prawo.
- Spokojnie, złotko, złość piękności szkodzi - zaśmiał się, a ja miałam ochotę z całej siły trzasnąć tymi drzwiami. Oczywiście biorąc pod uwagę, że by nimi oberwał.
- Wiesz, Michael, wiedziałam, że Madryt zmienia ludzi. Nie wiedziałam tylko, że na gorsze. Chyba, że chodzi tu o Real, wtedy to wszystko wyjaśnia - odpowiedziałam mu zgryźliwie. Moja irytacja wzrastała z każdą sekundą, w której musiałam na niego patrzeć. Skąd ja to wiedziałam, że ta rozmowa nie będzie miała sensu?
- Madridista i Barcelonista, normalnie niczym pies z kotem. To pozwolisz mi wejść czy mam stać na tym zimnie? - ten głupi i irytujący uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Jak dla mnie to nie byłoby źle, gdybyś tam zamarzł - powiedziałam, ale mimo to otworzyłam szerzej drzwi i wróciła do salonu. Chwilę później pojawił się tam też on.
- Myślałaś, że nie widziałem cię na Gran Derbi? - zapytał.
- Na tym, w którym Barcelona wygrała? Och, wiesz miałam cię za przeproszeniem w czterech literach. Raczej nie cieszyłabym się, gdybym cię tam spotkała. Wiesz, z Madridistami mi chyba raczej nie po drodze - na wzmiankę o porażce Realu od razu zrzedła mina. Zastanawiałam się czy on przyszedł tu, żeby się pogodzić czy może ze mną podroczyć. Obstawiam jednak, że raczej to drugie.
- Nie będę się z tobą kłócił o piłkę nożną, bo nie warto. Chciałem pogadać.
- Ty chciałeś, czy może Ada cię o to poprosiła?
- Przyjechałem do Mountblanc, żeby pogodzić się z Adą, bo strasznie za nią tęskniłem i mi jej brakowało. Ale bez ciebie też było mi tak pusto.
- Z tego co pamiętam to przez te miesiące kiedy nie odzywałeś się do mnie to wcale nie tęskniłeś i ci mnie nie brakowało. I nie było ci źle, kiedy kłóciłeś się że mną kilka tygodni temu.
Chwilę temu Michael kłócił się ze mną o Barcę i Real, a teraz zebrało mu się na wyznania. On chyba naprawdę nie jest poważny.
- Szczerze? Przestałam cię już rozumieć. Najpierw twierdzisz, że się wtrącam i przeszkadzam waszemu związkowi, a teraz, gdy wracacie do siebie nagle chcesz też pogodzić sir ze mną? To trochę nielogiczne, nie sądzisz?
- Selena, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. To, co mówiłem, gdy zadzwoniłaś... Nie chciałem tego powiedzieć. Byłem wkurzony na cały świat przez rozstanie z Adą i wyżywałem się na każdym w moim otoczeniu. Trochę zajęło mi przemyślenie tego wszystkiego, a gdy w końcu zrozumiałem jakim jestem idiotą, nie mogłem wyrwać się z uczelni. Bardzo cię przepraszam za to, co powiedziałem - prosił, a wręcz błagał, ale nie wiem czemu, nie mogłam, a może nie chciałam mu uwierzyć. Nie mogłam się przekonać do jego słów. Jeszcze przed chwilą specjalnie mnie denerwował, ą teraz prosi mnie o wybaczenie...
- To dlaczego ci nie wierzę, Michael?
- Sel, jak mam cię za to przeprosić? Naprawdę chcę się z tobą pogodzić, a do tego jeśli tu mi nie wybaczysz, to Ada też tego nie zrobi. Proszę cię, Selena!
- Więc o to chodzi? Ada po prostu kazała ci mnie przeprosić, bo inaczej do ciebie nie wróci, dlatego tu przyszedłeś. Wiesz co, Michael, chyba lepiej będzie jak oboje przestaniemy tracić swój czas i stąd wyjdziesz - powiedziałam spokojnie. Ten spokój chyba aż go przestraszył. Zapewne myślał, że zacznę na niego krzyczeć. A jednak nie. Ostatnio się tego oduczyłam.
- Selena, proszę cię.... - zaczął.
- Michael, proszę, po prostu stąd wyjdź - zamknęła oczy, mówiąc to i po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi. W końcu znów zostałam sama, ale moją radość nie trwała długo.
Zaledwie chwilę później usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Początkowo myślałam, że to Michael wrócił, ale usłyszałam też głosy w korytarzu i od razu domyśliłam się kto to. Moi rodzice nie mogli wybrać lepszego momentu na powrót do domu. Kilka minut później weszli do salonu i zastali mnie siedzącą na kanapie. Jakoś się za nimi zbytnio nie stęskniłam. Pewnie dlatego, że już przyzwyczaiłam się do bycia samą w domu.
- Michael cię odwiedził? Czemu nie poprosiłaś go, żeby został? Dawno go nie widziałam i może chciałabym z nim porozmawiać! - odezwała się moją matka i choć, że dopiero wróciła do domu to już miałam ochotę ją wyrzucić. Chyba tylko ona potrafiła mnie tak szybko zdenerwować.
- Po co ty ją, tato, stamtąd w ogóle zabierałeś? Trzeba ją było tam zostawić. Po co nam kolejny problem w domu? - zabrałam wszystkie swoje rzeczy z salonu i byłam już na schodach, kiedy matka w końcu zrozumiała moje słowa.
- Selena, wracaj tu, w tej chwili!
Odwróciła się niezauważenie, ale tylko po to, żeby zobaczyć reakcję taty. Spokojnie przyglądał się całej sytuacji, czekając na dalszy rozwój wypadków. Skoro nie zamierzał mi nic powiedzieć to znaczyło, że spokojnie mogę wrócić do pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i odruchowo wzięłam do ręki telefon. Chciałam zadzwonić do Neymara. Już miałam wybrać jego numer, gdy przyszło mi na myśl, że nie powinnam tego robić. W końcu życie Neymara nie kręci się jedynie wokół mnie. Ma teraz trening i powinien się na nim skupić, żeby stawać się coraz lepszym. Nie powinnam mu w tym przeszkadzać.
I tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam z kim porozmawiać. Na pewno teraz nie odezwę się do Ady. Potrzebuję trochę czasu, żeby pomyśleć nad tą sprawą z Michaelem. Na pewno też nie odezwę się do żadnej z dziewczyn ze szkoły, a zejście na dół do rodziców jest kompletnie wykluczone. Pozostają jeszcze Dani i Jota, ale oni pewnie też są zajęci. Alves jest teraz na treningu razem z Neymarem, a Jota z tego co wiem wrócił do Brazylii na jakiś czas. Zostałam kompletnie sama. Chyba powinnam sobie poszukać jakichś innych przyjaciół, bo wychodzi na to, że poza tymi kilkoma osobami nie mam nikogo. 
Skoro nie miałam niczego innego do roboty to postanowiłam sprawić sobie drzemkę. Pomyślałam, że dobrze mi zrobi trochę odpoczynku, po tych kilku godzinach nieustannych emocji, które mnie wykończyły. I już prawie zasnęłam, kiedy rozbudził mnie mój telefon. Miałam głęboką nadzieję, że dzwoni Neymar i niezmiernie się ucieszyłam kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam jego zdjęcie. Nie wahałam się czy powinnam odebrać.
- Hey skarbie - odezwałam się jako pierwsza.
- Selena, uważaj, bo Neymar będzie zazdrosny - usłyszałam radosny śmiech w słuchawce.
- Dani? Tak szybko się za mną stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Ja? Oczywiście. Nie mam z kim nabijać się z Neymara.
- Nie martw się, jak następnym razem przyjadę to będziemy się znowu z niego śmiać. A dlaczego dzwonisz do mnie z jego telefonu?
- Bo czekam na niego. Robi karne kółeczka.
- Co już znowu ten idiota odwalił?
- A to już nie pamiętasz jak sobie plotkowaliście na treningu? Teraz biega za karę.
- Oj,. biedactwo. A dużo ma tych okrążeń?
- Wiesz, powiem tak... Trening się pół godziny temu skończył, a on dopiero w połowie jest.
- Przynajmniej kondycję sobie poprawi - zaśmiałam się.
- Ty się tam tak nie ciesz, bo trener stwierdził, że tobie też się należą.
- Ale wiesz, ja jestem w Mountblanc, mnie tu nikt do biegania nie zmusi.
- Poczekamy aż przyjedziesz do Barcelony.
- Chyba jednak zacznę omijać Camp Nou szerokim łukiem...
- To życzę ci powodzenia.
- A ja to na twoim miejscu to bym się bała ze mną rozmawiać, bo jeszcze dołączysz do Neymara.
- Że Neymar nie potrafi się porządnie schować na treningu jak rozmawia przez telefon, to już jego problem. On sobie teraz tam biega, a ja sobie siedzę spokojnie w szatni.
- Jakiż ty Dani jesteś inteligentny.
- No wiem!
- Skoro jesteś taki bardzo mądry, to może powiesz mi...
- On ci sam o wszystkim powie!
- Kto komu o czym powie? - usłyszałam w tle głos Neya, który zapewne właśnie teraz wszedł do szatni.
- Uparta jest ta twoja dziewczyna - odpowiedział mu Dani.
- Alves, Amerykę odkryłeś. A teraz z łaski swojej mógłbyś mi oddać mój telefon, co? I moją dziewczynę przy okazji też.
- Ale nam się tak fajnie rozmawiało - zrzędził Dani, ale po chwili usłyszałam głos Neymara.
- Hey skarbie.
- Hey Junior. Jak tam, zmęczony?
- A żebyś wiedziała. Do końca życia ci tego nie zapomnę.
- Ale to ty do mnie zadzwoniłeś.
- Ale to ty odebrałaś.
- Ale gdybym ja nie odebrała to ty byś dzwonił dalej.
- No i tu mnie masz.
- Dużo zrobiłeś tych kółeczek? - zaśmiałam się, wyobrażając sobie Neymara, biegającego sokół murawy na Camp Nou. 
- Miało być sto, ale Enrique po osiemdziesięciu odechciało się liczyć i kazał mi wracać do domu - powiedział, a w jego głosie naprawdę było obecne zmęczenie. 
- Oj biedactwo moje. Następnym razem nie będziesz do mnie dzwonić na treningu.
- A ty nie będziesz ode mnie odbierać.
- Dokładnie. Przebieraj się i wracaj do domu odpoczywać. A tymczasem oddaj mnie Daniemu, bo my musimy nasze ploteczki dokończyć. 
- Zaraz zacznę się robić zazdrosny! - zaśmiał się Neymar, ale oddał telefon Alvesowi. 
Kiedy Dani do mnie dzwonił mieliśmy porozmawiać jedynie do momentu, gdy Neymar skończy trening. A jednak wyszło na to, że rozmawiałam z Danim, kiedy Junior się ubierał, potem z nimi dwoma, gdy jechali do domu i byli już u Neymara. Plotkowaliśmy sobie tak we trójkę aż do momentu, gdy Junior zasnął że zmęczenia. Ale mnie i Alvesowi wcale to nie przeszkadzało i dalej rozmawialiśmy w najlepsze. 
Mieliśmy rozmawiać tylko chwilę, a skończyło się na tym, że gdy się rozłączyliśmy było już bardzo późno. Chyba zanosiło się na to, że Dani będzie nocować u Neymara. 
Ja gdy tylko odłożyłam telefon, Przestałam się i położyłam się spać. W mojej głowie krążyły myśli o wyjeździe Neymara, które nie dawały mi przez dłuższy czas zasnąć, ale gdy już zniknęły nawet nie zorientowała się kiedy odpłynęłam. 





Kochane wy moje, z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, czasu spędzonego z najbliższymi, dużo miłości i wiele osób, które tą miłością będą Was dażyć najmocniej na świecie. 
Marry Christmas <3
Życzy Wiktoria :* 














czwartek, 3 grudnia 2015

Nowy blog!


Jak pewne niektóre z Was wiedzą, niedawno rozpoczęłam pracę nad nowym opowiadaniem. 
W założeniu miało ono być publikowane na moim fotoblogu, jednak po dodaniu pierwszego rozdziału uznałam to za bezsensowne, ponieważ wiadomo, że fotobloga nie czyta tyle osób co bloggera. 
Dlatego też założyłam kolejnego bloga na, którym będę dodawać to opowiadanie. 
Tematyka się nie zmienia, nadal będzie to opowiadanie o Neymarze. 
Jego tytuł to: "O caminho para uma vida melhor era minha fuga" 
Jest to historia o Nadii i Neymarze, których łączy wszystko i nic. 
Już teraz zapraszam na bloga i życzę miłego czytania :D
http://njr-para-uma-vida-melhor.blogspot.com/

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 15

~ Zdradzasz mnie, Neymar?

- Już cię lubię zaśmiał się Dani, kiedy już skończył jeść u nas obiad.
- Nie, no, dzięki! - odpowiedziałam, uderzając go w ramię. - Więcej do Neymara nie przyjadę.
- Ej, no! To jego wina! Czemu ja mam za niego obrywać! - głos zabrał Neymar.
- Ale to jest twój przyjaciel.
- Już nie.
- Zdradzasz mnie, Neymar? Wolisz Selenę ode mnie?
- No wiesz, ja wiem, że my się znamy od dziecka, i że ty jesteś moim najlepszym przyjacielem, ale Selena... Selena to Selena. Więc niestety będziesz się chyba musiał z tym pogodzić, że to ona jest na pierwszym miejscu - powiedział Junior, a Dani natychmiast zaczął udawać, że płacze. Oni naprawdę po zakończeniu kariery powinni zostać aktorami. Zarobią na tym więcej niż na tej swojej piłce.
- Oj Dani, nie martw się, dzisiaj wrócę do domu i w najbliższym czasie będziesz miał Neymara tylko dla siebie - nie mogłam opanować śmiechu. Chciałam powiedzieć to poważnie, ale to graniczyło z cudem.
- Jak to dzisiaj wracasz do domu? - zapytał Dani.
- No właśnie Selena, jak to wracasz do domu?! - zawołał zdziwiony Neymar.
- Dzisiaj doszłam do wniosku, że to trochę niezręczne, że siedzę ci na głowie. W końcu mam swój dom i nie powinnam przesiadywać w Barcelonie. Z resztą muszę wrócić do szkoły, ty masz treningi, a niedługo wracają moi rodzice i wypadałoby, żebym była wtedy w domu - powiedziałam. Tak, postanowiłam wrócić do Mountblanc. Choć wcale mi się nie spieszyło i choć bardzo chciałabym zostać na dłużej u Neymara. Ale nie mogłam. A z resztą musiałam porozmawiać z Adą. Musimy sobie coś koniecznie wyjaśnić.
- Ale... ale... ja nie chcę, żebyś wracała. Wolałbym, żebyś tu ze mną została.
- Zostań choć jeszcze jeden dzień! Chłopacy tak bardzo chcieli cię poznać! - apelował Dani.
- Niestety, przekaż im, że może następnym razem. Teraz już naprawdę muszę wracać - byłam konsekwentna w swoich decyzjach.
Spojrzałam na Neymara. Nie odzywał się, schował twarz w dłoniach. Wiedziałam, że na pewno nie płacze. Po prostu chyba nad czymś się zastanawiał. Zawsze tak robił.
Nagle wstał z krzesła, na którym siedział i podszedł do mnie. Przytulił się i był już całkiem inny niż jeszcze przed chwilą. Chyba pogodził się z tym co zdecydowałam.
- Masz rację - powiedział, potwierdzając moje myśli. - Powinnaś wrócić, a ja nie powinienem cię tu zatrzymywać.
- Pozwolisz jej tak po prostu pojechać? - spytał Dani.
- Bez przesady, przecież nie jest moją własnością, żebym mógł rozkazać jej tu zostać. Ale wrócisz tu, prawda? - zwrócił się do mnie.
- Wrócę, wrócę  - zaśmiałam się. - A nawet jeśli nie, to jestem pewna, że odwiedziłbyś mnie w Mountblanc.
- To jest bardziej niż pewne. Więc, o której jedziesz?
- Wieczorem. Pewnie jakoś około dwudziestej, żebym o dwudziestej drugiej była już na miejscu.
- Chyba zwariowałaś, że pozwolę ci jechać tak późno!
- Oj, nie udawaj już takiego troskliwego. Chyba nie bez powodu dostałam prawko, nie?
- Oj, no.... niech ci już będzie.
- No, i tak ma być - powiedziałam radośnie, po czym wróciłam do salonu, a za mną oczywiście podążyli chłopacy. Junior usiadł na kanapie, a ja położyłam się niej, kładąc głowę na jego nogach. Dani usiadł w fotelu obok. Oglądaliśmy telewizję czasami wymieniając między sobą jakieś uwagi Neymar oczywiście bardziej niż oglądaniem zajmował się bawieniem moimi włosami. Ja też szczerze mówiąc nie zwracałam uwagi na to co leciało w telewizji aż do momentu, w którym zaczęły się wiadomości związane z FC Barceloną. Mówiono o kolejnych meczach i najbliższych otwartych treningach aż w końcu rozpoczęły się najnowsze informacje o piłkarzach. Zauważyłam, że Dani chciał przełączyć na inny kanał, ale wystarczyło jedno moje spojrzenie, żeby odłożył pilot z powrotem na swoje miejsce. I wtedy właśnie zaczęto mówić o Neymarze:
" Barcelońska "11" w końcu znalazła swoją drugą połówkę! Od czasu kiedy Neymar po niezbyt optymistycznym dla Brazylii Mundialu rozstał się z modelką i aktorką, Bruną Marquezine gwiazda Barcy pozostawała samotna. Aż do momentu, w którym kilka tygodni temu związał się z inną brazylijską modelką. Piłkarza i modelkę przyłapano w jednym z hoteli w Rio de Janeiro. Zapewne, gdyby nie to, nadal nikt nie dowiedziałby się o ich krótkim jak dotąd związku. Mimo to życzymy gwiazdom długotrwałego i owocnego związku."
W pierwszym momencie, gdy to usłyszałam, zamurowało mnie. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Spojrzałam na Neymara i na Daniego. Oboje wyglądali jakbym zaraz miała na obojga nawrzeszczeć. A ja już opanowana nadal zachowywałam kamienny wyraz twarzy,
- Jak się pisze to nazwisko? - spytałam bez żadnych emocji.
- Selena...
- Jak się to pisze - przerwałam Neymarowi, który zapewne chciał mi już coś wytłumaczyć. Chłopacy podyktowali mi imię i nazwisko tej dziewczyny, a ja spróbowałam znaleźć ją w internecie. Junior patrzył spięty na to co robiłam. A ja przez wyszukiwarkę sprawdziłam jak wygląda ta cała jego "nowa dziewczyna". Po obejrzeniu kilku zdjęć zaczęłam się śmiać.
\- Chyba nie w twoim typie, co, Junior? powiedziałam po chwili, a chłopacy odetchnęli z ulgą.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło, że w to nie uwierzyłaś! Pamiętaj, że jesteś tylko ty - powiedział Neymar, już o wiele bardziej rozluźniony.
- Bez przesady Junior, znamy się chyba na tyle długo, że wiem jaka dziewczyna jest w twoim typie, a jaka nie. Więc nie wyobrażam sobie ciebie z tą dziewczyną. Ale na wszelki wypadek, gdybyś zmienił zdanie to poinformuj mnie o tym, bo nie chciałaby się o tym dowiedzieć z telewizji - powiedziałam, na co Neymar zaczął się śmiać.
- Jeśli kiedykolwiek zmieniłbym zdanie, czego oczywiście nie zrobię, to dowiedziałabyś się o tym osobiście - zapewnił mnie niemal od razu.
- Więc teraz już tak z czystej ciekawości: znasz ją? - wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale musiałam o to zapytać, no po prostu musiałam.
- A nie uderzysz mnie? - spojrzał wymownie na poduszki, które leżały w zasięgu mojej ręki, choć ja nadal leżałam na jego nogach.
- No wiesz, to zależy od tego co mi powiesz...
- Poznaliśmy się na jednej z imprez organizowanych w Brazylii, w tamte wakacje. Później ona pojawiła się na kilku meczach reprezentacji na Copa America, a ostatnio spotkaliśmy się, kiedy byłem przez kilka dni w Rio. Ale nic między nami nie ma.
- Mogę poświadczyć, że tak było! - zawołał Dani, o którego obecności już prawie zapomniałam.
- A ty skąd to wiesz? Za przyzwoitkę robiłeś? - zaśmiałam się. Znowu.
- Hello, ja chyba też gram w reprezentacji, nie?
- To wy ostatnio graliście jakiś mecz w kadrze? - zapytałam zdziwiona.
- Brawo za spostrzegawczość! - śmiał się Dani. - A tak w ogóle to Neymar mówił ci już o swoich planach? - dodał, co bardzo mnie zaciekawiło.
- Nieeee... A ma wobec mnie jakieś plany? - spojrzałam wymownie na Juniora.
- No, bo wiesz... - zaczął Dani, ale nie dane mu było skończyć.
- Panu już dziękujemy - zawołał Neymar, po czym cisnął w niego poduszką. A jeszcze przed chwilą się bał, że to ja jego nią uderzę. Ale chyba starszy Brazylijczyk zrozumiał aluzję, bo podniósł ręce w geście poddania się.
- Dobrze, dobrze, ja już nic więcej nie mówię - zawołał.
- Dani, gadaj o co chodzi! - powiedziałam groźnym tonem, ale czego mogłam się spodziewać... Męska solidarność, Dani przecież będzie trzymać stronę Juniora. - No Junior! Zlituj się żeś nade mną i powiedz mi o co chodzi! - obrałam inną drogę. Choć szczerze mówiąc bardzo wątpiłam, że mi się uda.
- Powiem ci jak już jego z nami nie będzie - powiedział Neymar, wskazując głową na Daniego, a ja spojrzałam na Alvesa, który wpatrywał się w nas jak w jakąś dobrą telenowelę w telewizji, jedząc przy okazji popcorn. Widocznie dobrze się bawił. Ale skąd on wziął ten popcorn?!
- Dani, ja cię bardzo lubię, ale wynocha, bo tu dorośli muszą porozmawiać!- zawołałam, na co nasz przyjaciel zaczął się śmiać. Tak, zdecydowanie Dani ma takie samo poczucie humoru, jak ja i Neymar.
- Już mnie nie ma! - odpowiedział, zamykając oczy i zatykając uszy. Głupek.
- Odwróć się - dodał Neymar, a Dani natychmiast wykonał jego prośbę. Oj, Dani, Dani, skąd ja to wiedziałam, że będziesz próbował podsłuchiwać?
- No to co miałeś mi powiedzieć? - przeniosłam uwagę na Neymara, który patrzył rozbawiony na swojego przyjaciela.
- Że cię bardzo kocham.
- Jakbym już tego nie wiedziała! No powiedz!
- Powiem ci później - puścił do mnie oczko i zawołał do przyjaciela: - Już się możesz odwrócić!
- Tylko tyle?! Ja tu liczyłem na coś głębszego!
- Dani, głupoty opowiadasz, przecież ty liczyć nie umiesz - śmiał się z niego Junior.

Dani został u Neymara aż do wieczora, do momentu, w którym miałam wracać do Mountblanc. Przy okazji miałam odwieźć przyjaciela do domu. Szykuje się pogawędka z Alvesem. Kto wie, może coś jednak mu się wymsknie.
Spakowałam swoje wszystkie rzeczy i zeszłam na dół gdzie czekali na mnie Dani z Neymarem. Alves cierpliwie wyczekiwał aż w końcu pożegnam się z Juniorem.
- To powiesz mi jakie masz plany? - spytałam już po raz ostatni, tracąc jakąkolwiek nadzieję, że czegoś się od niego dowiem. Ale na szczęście jest jeszcze Alves.
- Wszystkiego się dowiesz. Wkrótce.
- Oh, no, Ney!
- Lubię, kiedy tak do mnie mówisz - na twarzy Neymara zagościł wesoły uśmiech. Chciał zmienić temat. Ale no niech mu będzie.
- Powiedziałam tak do ciebie pierwszy raz.
- I właśnie dlatego powinnaś to robić częściej.
Junior jeszcze pocałował mnie na pożegnanie, ja się do niego przytuliłam i razem z Danim opuściliśmy jego dom.
- Wyjeżdżasz i znowu się zacznie - westchnął Dani, wsiadając do samochodu. Spojrzałam na niego zdziwiona. Co miał na myśli?
- Niby co ma się znowu zacząć?
- Użalanie Neymara się zacznie. Ty sobie nawet nie wyobrażasz co to było, kiedy on wrócił od ciebie, po tym jak ci wszystko powiedział. Żyć się z nim nie dało!
- A więc to dlatego chłopacy tak bardzo chcieli mnie poznać! - tak, doznałam oświecenia. To o to chodziło!
Oj tak. Nawet nie wiesz jak fajnie było zobaczyć Neymara znowu takiego radosnego. Szczęście biło od niego na kilometr!
- Nie wiedziałam, że tak bardzo się cieszył z tego, że przyjechałam i się pogodziliśmy. A właśnie, Dani. Przecież wiem, że wiesz o co chodzi z tymi panami Neymara. Błagam cię, powiedz mi! W końcu to ty zacząłeś ten temat! - najwyższy czas rozpocząć akcję: "wyciągnąć wiadomości od Alvesa."
- Tylko mu nie mów, że o wszystkim dowiedziałaś się ode mnie. Chodzi o jego wyjazd - zdradził mi, a mój uśmiech momentalnie zniknął. Przestraszyłam się i to nie na żarty. Myśl, że Ney miałby wyjechać z Hiszpanii była dla mnie nie do zniesienia.
- Ale... ale... jak?!
- Nie bój się. Nie wyjeżdża na długo. I wcale nie tak daleko. Ciekawiło mnie po prostu czy już ci o tym powiedział - usprawiedliwiał się Dani.
- Ale Dani, zlituj się nade mną, przecież ty wiesz gdzie on wyjeżdża!
- Ja już nic więcej ci nie powiem. I tak już za dużo ci zdradziłem. O resztę musisz pomęczyć Neymara.
- A żebyś wiedział, że tak zrobię - przemknęło mi przez myśl, ale nie wypowiedziałam tego głośno. W końcu Dani i tak wiedział, że będę męczyć o to Juniora aż w końcu mi wszystkiego nie powie.
Dlatego też o nic więcej nie pytałam Alvesa. Niby jest takim barcelońskim błaznem, ale jak coś postanowi to będzie uparty jak osioł...
Droga do jego domu zajęła nam może trochę ponad 15 minut. W końcu wszyscy znamy te korki na barcelońskich ulicach. Dani podziękował, pożegnał się ze mną i znowu zostałam sama. Mogłam w końcu wracać do domu. Wyjeżdżając z Barcelony dostałam wiadomość od Neymara:
"Zadzwoń jak tylko będziesz w domu, moja mała księżniczko. Martwię się o ciebie."
Na moje usta mimowolnie wkradł się radosny uśmieszek.

Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do domu. Oczywiście byłam w nim sama. Poszłam do pokoju, rozpakowałam torbę i dopiero wtedy przypomniało mi się, że muszę zadzwonić do mojego zdecydowanie nadopiekuńczego piłkarzyka. Jednak najpierw ujrzałam nową wiadomość od Ady:
"Musimy jutro koniecznie pogadać. Wpadnij do mnie po ósmej. Zajęcia zaczynamy o jedenastej."
Sama chciałam przecież z nią bardzo porozmawiać, ale dopiero teraz czuję, że coś się święci, Tylko jedno mnie wtedy zdziwiło: skąd ona wiedziała, że wróciłam już do Mountblanc?


Udało się! Skończyłam! Jestem z siebie naprawdę dumna :D Mam nadzieję, że się Wam spodobało, bo następny rozdział.. będzie pewnego rodzaju konfrontacją Sel z rzeczywistością :D Rzeczywistością, która jest okrutna. Takie małe zapowiedzenie kolejnego rozdziału :D 

Zakładam najprawdopodobniej kolejnego bloga z opowiadaniem! Prolog i pierwszy rozdział mojego nowego dzieła możecie znaleźć na fotoblogu, do którego link jest... na pewno gdzieś na stronie :D (Znajduje się w zakładce "Tu mnie znajdziecie ;) )

Pozdrawiam i życzę udanego przyszłego tygodnia :D Mnie czekają zawody i podpisywanie, a co u Was?

Neyforever :*

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 14

~ Ktoś bardzo chciał cię poznać.

- No to jak robimy? - spytał Neymar, gdy skręcaliśmy w uliczkę, przy której znajdował się jego dom. Zaraz po naszej rozmowie wyszliśmy sobie na spacer, z którego właśnie wracamy. - Wiesz, że chciałbym, żebyś została. Strasznie bym chciał. Ale jutro poniedziałek, ja mam trening od samego rana, a ty nadal masz się uczyć. Bo skończysz jak ja - zaśmiał się.
- Biegając bez sensu za piłką, kopać się po kostkach przez 1,5 godziny i dostawać za to miliony? Bardzo chętnie - zdanie Neymara na temat piłki nożnej było mi bardzo dobrze znane. Była dla niego bardzo ważna. Ale to nie szkodzi, żeby sobie z tego trochę pożartować.
- Ciekawe jak ty byś zniosła te "kopanie po kostkach"
- Bardziej bym mnie ciekawiło jak zniósł by to ten piłkarz, który mnie kopnął.
- Jaka agresywna - zaśmiał się ze mnie. - A wracając do tematu, to niby powinnaś jutro iść do szkoły... Ale jest już późno i nie pozwolę ci samej wracać - powiedział zadowolony z siebie, że znalazł sposób, żeby usprawiedliwić moją obecność u niego.
- Czyli to, że u ciebie zostaję jest przesądzone? - tak, udawałam głupią. Od momentu, w którym tu przyjechałam, wiedziałam, że ten ćwok nie będzie chciał mnie puścić do domu.
- Oczywiście, że tak. Wracamy już do domu, czy idziemy się jeszcze przejść?
- Szczerze mówiąc to chciałabym zobaczyć Camp Nou nocą. Tylko, że to dość daleko.
- No problem, idziemy pod Camp Nou.
- A czy ty czasem nie masz jutro z samego rana treningu? - teraz jest taki chętny iść na spacer, a jutro rano nie będzie mu się chciało iść na trening. I na kogo zwali winę? No oczywiście, że na mnie.
- Oj tam, oj tam. Dani jutro po mnie przyjedzie. Nie spóźnię się. A nawet jeśli, to będzie warto.
- A potem ja będę miała wyrzuty sumienia, że przeze mnie nie trenujesz.
- A ja będę miał wyrzuty sumienia, że się nie uczysz. Jesteśmy kwita.
- I weź tu z nim rozmawiaj... - westchnęłam.
- Słyszałem.
- Bo miałeś słyszeć.
Przekomarzaliśmy się tak przez resztę drogi, aż do momentu, w którym ujrzałam stadion. Obydwoje wtedy zamilkliśmy wpatrując się w piękny obiekt znajdujący się przed nami. Widok odbierał mowę. Stadion nocą wygląda dużo lepiej niż w ciągu dnia. Chodź to nie zmienia faktu, że każdą porą dnia jest wspaniały.
- Wow! - tyle udało mi się jedynie wypowiedzieć. Po prostu totalne oszołomienie.
- Robi wrażenie, co? - zaśmiał się Neymar. - Przyszedłem tutaj mojego pierwszego wieczoru w Barcelonie. Moja reakcja była podobna.
- Szkoda, że nie poznałam cię wcześniej, głupku!
- Ja ciebie też - Junior sarkastycznie posłał mi buziaka.
Nie odpowiedziałam mu. Usiadłam na ławce obok i przyglądałam się dokładniej stadionowi.  Obok mnie usiadł Neymar.
- Wiesz, co Neymar? Chciałabym tu z tobą zostać. Mam już dość życia w Mountblanc. Dość tego, że każdy ma tam wobec mnie jakieś oczekiwania, którym ja nie potrafię sprostać. Dość tego, że wiecznie jestem tam sama. Rodzice są wiecznie na jakichś wyjazdach służbowych, a gdy już są w domu, to matka zatruwa mi życie. Czasem po prostu nie rozumiem czemu została matką. Kompletnie tego nie pojmuję. A może traktuje mnie tak dlatego, że nie jestem jej wymarzoną, idealną córeczką... Chodzącą w sukieneczkach, wytapetowaną i zawsze zachowującą się kulturalnie i z gracją... Nawet nie chcę myśleć co zrobi, gdy dowie się, że nie wyjadę na studia do Stanów tak jak zawsze o tym marzyła... - mówiłam. Miałam łokcie oparte na udach i zwieszoną głowę. Patrzyłam cały czas w trawę, która porastała obszar wokół ławeczki. Często miałam takie dygresje... ale do tej pory nikomu o nich nie mówiłam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym, żebyś nie musiała mieszkać w Mountblanc. ALe nie mogę nic zrobić. Przynajmniej dopóki nie skończysz szkoły. Ale pamiętaj, że nie wolno ci myśleć pod kątem oczekiwań innych. To, że twoja matka chciałaby, żebyś była zwykłą tapeciarą, to jej problem. Jesteś jaka jesteś, i jesteś wspaniała. Nie próbuj się zmieniać tylko dlatego, że ktoś oczekuje, że będziesz inna. A wybór studiów, to tylko i wyłącznie twój wybór. A to czy będziesz studiować w USA, czy w Hiszpanii niczego nie zmieni.  Nikt nie powinien mieć wpływu na twoja decyzję - powiedział Neymar, a ja przytuliłam się do niego. Jest pierwszą osobą, której o tym wszystkim powiedziałam i jedyną, która być może zareagowała tak, jak powinna. I jak dotąd jedyną osobą, która w kilku zdaniach tak bardzo mi pomogła.  - Chciałbym, żebyś tu zamieszkała. Bardzo.
- Ehh... jeszcze tylko kilka miesięcy... - westchnęłam.
- No właśnie, jeszcze tylko kilka miesięcy. A potem już mogę ci nawet przeprowadzkę zorganizować.
- Trzymam cię za słowo - zaśmiałam się. Neymar bardzo dobrze wiedział jak poprawić mi humor.
- Będę pamiętał. A teraz wracajmy już, bo nie chcę, żebyś się przeziębiła - wstał, podał mi rękę i tak wróciliśmy do jego domu. Nie wracaliśmy już do tego co powiedziałam. W tych kilkunastu zdaniach zamknęliśmy już ten temat i raczej nie będziemy do niego więcej wracać.
Po powrocie postanowiliśmy zjeść kolację. Neymar oczywiście nie potrafi gotować, bo przecież do czego mu to potrzebne, więc musiałam się tym zająć ja. Kiedy już obmyśliłam koncepcje tego co będziemy jeść (a nie najprostszym zadaniem jest wymyślenie dania zgodnego z jego dietą) to wysłałam mojego piłkarzyka do sklepu. Zadowolony to on nie był i stwierdził, że rzucam go lwom na pożarcie, ale przecież ja sama nie będę chodzić nocą po Barcelonie, której dodatkowo nie znam. A jemu przyda się trochę ruchu i świeżego powietrza.
Ja w czasie kiedy on robił zakupy, usiadłam sobie przed telewizorem i oglądałam wiadomości sportowe. Tak, nawet sama ja się tym zdziwiłam. Przez jakiś czas słuchałam dziennikarki, która gadała o różnych dyscyplinach sportu, co przyznam szczerze trochę mnie znudziło. Ożywiłam się dopiero, gdy zaczęła mówić o piłce nożnej. Zdecydowanie ostatnio ta dziedzina znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Oczywiście dziennikarze nie byliby sobą, gdyby nie wspomnieli (a raczej rozwodzili się) nad wspaniałością FC Barcelony. Ale tak już było w Katalonii - największą dumą wielu jej mieszkańców była właśnie Barca i to o niej chcieli słuchać.
Spikerka mówiła chyba o każdym z piłkarzy po kolei. Oczywiście opisywała udział każdego z nich w meczu z Sevillą. Aż w końcu przyszła kolej na Neymara. Opisali cały jego występ, podali jakieś pojedyncze informacje o tym co działo się w jego życiu w ostatnich dniach, ale ani słowem nie wspomnieli, że do jego domu przyjechała jakaś dziewczyna ani o tym, że spotkał się z kimś na lotnisku. Wow. Ci dziennikarze chyba ostatnio stracili refleks... Ile to już razy nawet nie będąc fanką futbolu słyszałam o tym, że każda dziewczyna jaka spotkała się z jakimś piłkarzem od razu awansowała na jego dziewczynę... Dzisiaj ludzie mieli tyle okazji, żeby zobaczyć mnie z Neymarem, a jakoś nikt o tym nie mówi... Dobrze, przynajmniej będę miała spokój.
Wstałam sprzed telewizora zaraz po tym jak skończono temat Barcelony. Nic więcej nie potrzebowałam wiedzieć... Kolejny mecz w przyszłą niedzielę, więc powinnam sobie zorganizować czas, żeby na nim być, albo chociaż obejrzeć go w telewizji.
Poszłam do kuchni przygotować sobie wszystko do robienia kolacji, bo spodziewałam się, że Junior niedługo wróci. Skończyłam i siadając na krzesełku barowym wyjęłam z kieszeni telefon. Dostałam wiadomość od Ady:
" I jak moje gołąbeczki? Grzeczni jesteście? Bo wiesz, ja chciałabym zostać ciocią, ale chyba nie w tym wieku ;P"
Cała Ada. Eh, ale chyba za to ją kocham. Nasz poziom debilizmu jest do siebie wprost proporcjonalny.
" Ja ciocią nie zostałam, więc ty też się niczego nie spodziewaj ;) Jak będziemy mieli jakieś plany, to cię poinformuję :*"
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Ada jak już podłapie jakiś temat, to będzie mnie męczyć, aż sama go nie skończę.
" MY? Czyli jednak jesteście razem? Właśnie, czemu ty od razu do mnie nie napisałaś?! Ja tu muszę być na bieżąco!"
Skończyłam jej odpisywać w momencie, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Oho, wrócił mój piłkarzyna. Poczekałam chwilę, Junior wszedł do kuchni i postawił torby z zakupami na blacie. On chyba kupił jedzenia na cały przyszły miesiąc.
- Boże, dlaczego ja nie wpadłem na to, żeby zrobić te zakupy przez internet? - zapytał, siadając obok mnie. Zmęczył się chyba bardziej niż po dzisiejszym meczu.
- Nie wiem czemu. Ale następnym razem będziesz wiedział - pokazałam mu język i wzięłam się za rozpakowywanie zakupów. - Ale mam do ciebie jedno pytanie: po co ty zrobiłeś takie wielkie zakupy?
- No nie wiem... Tak jakoś wyszło.
- Dobra, mniejsza o to. A teraz wynocha mi stąd, bo będziesz mnie rozpraszał - pokazałam mu palcem drzwi.
- A co jak zostanę?
- Jak zostaniesz, to nieuniknione, że twoje włosy odbędą bliskie spotkanie z mąką, którą przed chwilą kupiłeś.
- To może ja jednak pójdę sobie pograć trochę w Fifę... - powiedział, kierując się do wyjścia z pomieszczenia.
- Dobry wybór - dodałam i gdy już wyszedł zabrałam się za moje dzieło.
* 30 minut później *
- Ej, piłkarzyku, choć na kolację - zawołałam, ustawiając talerze na stole.
- Jeszcze chwila, gram El Clasico z Realem! - usłyszałam odpowiedź drącego się Neymara.
- I co, ile przegrywasz?
- Chciałabyś! Wygrywam 5:0
- Marzenia - powiedziałam, a chwilę później Junior zjawił się w jadalni.
- Sądzisz, że nie dalibyśmy rady tyle wygrać? - stał blisko mnie. Bardzo blisko.
- Tak, sądzę, że nie dalibyście rady - odpowiedziałam pewnie.
- Poczekajmy do kolejnego El Clasico - dał mi buziaka w policzek i po chwili siedział już przy stole. On nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
***
- Jest po pierwszej w nocy Junior, przydałoby się iść spać.
- Ten dzień tak cudownie się zaczął. Nie chcę, żeby się kończył.
- Masz jutro trening. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać - wstałam i poszłam do pokoju Neymara. Nie to, żebym się na niego wkurzyła. Po prostu jestem zmęczona. Ten dzień był pełen... niespodzianek. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazał się jedynie snem.
Przebrałam się i położyłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy i nie minęło może dziesięć minut, kiedy usłyszałam jak Junior wchodzi do pokoju. Chyba pomyślał, że śpię, bo po cichu wszedł do łazienki, a kilkanaście minut potem położył się obok, oczywiście mnie do siebie przytulając. Niedługo potem zauważyłam, że zasnął wtulony we mnie.
Czy to, że jesteśmy razem coś zmieniło? Myślę, że nie. Nadal zachowujemy się jak para idiotów, tyle, że teraz w końcu wiedząc co nawzajem do siebie czujemy. Nie sądzę też, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Takie rzeczy przychodzą z czasem. Przecież od razu nie będziemy zachowywać się Romeo i Julia. Tak naprawdę to dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tyle, że z pewnym dodatkiem.
*****
- Neymar, idioto wstawaj, bo znowu się spóźnimy na trening! - wydarł się ktoś na korytarzu, zmierzając do pokoju. Mimo, że się obudziłam, to nie otworzyłam oczu ani się nie poruszyłam. Wiedziałam, że Junior jedzie na trening  i to pewnie jego przyjaciel mnie obudził, ale ja przecież mogłam jeszcze pospać.
Poczułam jak Neymar się przeciąga i ktoś wchodzi do pokoju. Mimo to nadal leżałam wtulona w poduszkę.
- Dani, debilu zamknij się, bo obudzisz Sel! - szepnął Neymar.
- Jeny, Neymar to ty masz dziewczynę? Dlaczego ja jeszcze nic o tym nie wiem? Kiedy ty mi chciałeś o tym powiedzieć? - musiałam się powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem. Normalnie jakbym słyszała Adę. A do tego jeszcze ten ton głosu jakim ten chłopak to powiedział... Mieszanka wybuchowa.
- No wiesz, czekałem z tym aż wpadniesz do mojego pokoju drąc się na cały dom i o mało jej nie budząc! Jesu, przecież jak ona was pozna to zwariuje. Takich debili to nigdzie nie można znaleźć...
- Wiesz, poznała już ciebie, więc  teraz będzie z górki.
- Wiesz co, Dani, przyjacielu, dziękuję ci za wsparcie w tej sytuacji.
- Zawsze do usług. Jakoś jeszcze ci pomóc?
- Tak. Zamknij się z łaski swojej i czekaj tu na mnie. Jak ją obudzisz to masz przerąbane - zagroził Neymar, a ja wpadłam na genialny pomysł. Przeciągnęłam się na łóżku i kątem oka zobaczyłam jak chłopacy spoglądają na mnie przerażeni. Odwróciłam się w drugą stronę, a oni odetchnęli z ulgą.
- Albo, wiesz co? Lepiej weź ty wyjdź z pokoju i idź do kuchni, bo choćbyś nawet milczał jak grób, to i tak uda ci się ją obudzić.
- A niby po co ja mam iść do kuchni, jak twoja lodówka zawsze świeci pustkami?
- Sel robiła wczoraj kolację.
- A wiesz co, może jednak się skuszę. Zobaczę czy warto będzie do was przychodzić na obiad - powiedział i w pokoju zostałam tylko ja i Neymar.
- Z kim ja żyję? - westchnął Junior, zabrał swoje rzeczy i poszedł do łazienki.
Przyjaciele Neymara są tak podobni do mnie, że to aż chyba nie możliwe. Ile jeszcze jest ludzi na świecie o tak wielkim zasobie pozytywnej głupoty? Coś czuję, że nie będę się nudzić przyjeżdżając do Barcelony. Tym bardziej jeśli Dani jednak postanowi przychodzić do nas na obiad.
Wzięłam do ręki telefon Juniora, który leżał na szafce nocnej. Była 9:30. Z tego co wiem to treningi zaczynają się na godzinę 10. Nie było nawet takiej szansy, żeby byli tam punktualnie, albo przed czasem. Zanim Neymar się ubierze i ułoży swoje włosy minie wieczność. A przecież jeszcze musi zdążyć zjeść śniadanie.
Po 15 minutach wyszedł w końcu z łazienki. Oczywiście miał perfekcyjnie ułożoną fryzurę. Nie rozumiem po co tyle czasu spędza na jej układaniu, skoro za chwilę pojedzie na trening i cała jego praca nad włosami pójdzie na marne. Albo po prostu założy fullcapa i nawet nie będzie jej widać. No, ale Neymar widocznie myśli inaczej niż ja.
Podniósł swój telefon, który teraz leżał na poduszce obok mnie i spojrzał na wyświetlacz.
- Jeny, już jest tak późno? Przecież my nie zdążymy - zawołał i momentalnie pobiegł do szafy po swoją torbę treningową. Dostałam buziaka w policzek i Junior wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Chwilę później usłyszałam jak przekomarzał się z Danim w kuchni. Teraz dopiero zaczęłam się śmiać ze sceny jaką odstawili kilkanaście minut wcześniej. Debile.
Kiedy usłyszałam jak wychodzą z domu była godzina 9:55. Wiedziałam, że nie zdążą. Ale z ich rozmowy wnioskuję, że ich trener jest już do tego przyzwyczajony.
Było dość wcześnie, a Junior miał wrócić dopiero za dwie i pół godziny, więc ponownie położyłam się spać. Obudziłam się kilkanaście minut po godzinie jedenastej. Jak na dzień kiedy zrobiłam sobie wolne od szkoły to wstałam wcześnie. Nawet bardzo. Szczerze mówiąc to nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka, no ale jednak przeczuwałam, że dzisiaj przy obiedzie trochę lepiej poznam przyjaciela Neymara. Zaczęłam się śmiać na tę myśl. Idioci.
Dwadzieścia minut później udało mi się przemóc i w końcu ubrałam się, zabrałam ze sobą telefon i zeszłam do kuchni. Najpierw zjadłam śniadanie, a potem wzięłam się za obiad. Zostało mi jeszcze dużo czasu do powrotu Juniora, ale wolałam zacząć wcześniej, bo potem jeszcze nie zdążę. Oczywiście przez cały ten czas pisałam z Adą. Nie ważne, że ona była w szkole i pisała sprawdziany, my i tak wymieniałyśmy się SMSami. Ada relacjonowała mi wszystko co działo się w szkole. Dowiedziałam się między innymi, że pani od języka portugalskiego oddała sprawdziany, a chłopacy z naszej klasy zakwalifikowali się na turniej piłki nożnej. Cieszyłam się, że w końcu im się udało, bo wiem, że bardzo im na tym zależało. Dostałam 6- z portugalskiego, co też nieco wpłynęło na poprawę mojego humoru. Niestety Ada wspomniała też o Crisie, co raczej nie nastawiało mnie optymistycznie. No ale nie pozwoliłam, żeby kolejny raz zepsuł mi humor.
' To kiedy wracasz do domu? ' - dostałam kolejną wiadomość. Zaśmiałam się. Najchętniej w ogóle bym nie wracała.
' Jak Neymarowi znudzi się moja obecność to może wrócę :D ' - odpisałam.
' No to coś czuję, że prędko to my się nie zobaczymy. ' No wiesz Ada.... ja cię bardzo lubię, ale w Barcelonie jest tak milutko.
Skończyłam robić wszystko co zaczęłam robić w kuchni i wróciłam do pokoju Juniora. Trzeba się było w końcu jakoś ogarnąć. Nie żebym wyglądała jak jakieś siedem nieszczęść, ale fryzurę trzeba było poprawić. Ale stojąc przed lustrem w łazience Neymara po prostu się przeraziłam. Ilość kosmetyków do włosów jakie tam znalazłam... Powiem tak: ja się dziwię, że one mu się w ogóle jeszcze w tej łazience mieszczą. Ja na jego miejscu to bym im osobny pokój zrobiła. No serio. Ja jestem kobietą, a mam przynajmniej o 3/4 mniej kosmetyków. A może on chce jakiś sklep tu otworzyć albo kosmetyczką zostać tylko ja nic jeszcze o tym nie wiem?
W każdym bądź razie kiedy już moje włosy były ułożone tak jak chciałam, wróciłam na dół, a konkretniej to do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i w rogu zauważyłam szafkę z książkami. Szczerze mówiąc to zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że Junior ma w domu jakieś książki. Podeszłam i wzięłam do ręki pierwszą lepszą. To chyba nie był przypadek, że trafiłam akurat na biografię Juniora. No, to wszystko wyjaśnia. Usiadłam na ogromnej, wygodnej kanapie i już już miałam zacząć, kiedy odezwał się mój telefon. Myślałam, że to wiadomość od Ady, więc to zignorowałam, a dopiero chwilę później zorientowałam się, że to nie SMS tylko ktoś do mnie dzwoni. A kto inny mógłby do mnie dzwonić jak nie Junior.
- No heyyyyy - odezwałam się pierwsza.
- Hey. Nie obudziłem cię? - Wiesz co Junior, ty mnie o to pytasz kilka godzin po tym jak twój przyjaciel wpadł do pokoju drąc się na cały dom? Nie wiesz, wcale się nie obudziłam i dalej śpię...
- Nie, wstałam jakieś... 1,5 godziny temu - jednak postanowiłam nie zdradzać mu pełnej wersji dotyczącej mojej dzisiejszej pobudki.
- To dobrze. A tak w ogóle mam dla ciebie wiadomość.
- Tak?
- Ktoś bardzo chciał cię poznać - powiedział i w tej chwili usłyszałam kilkanaście głosów się ze mną wita. Brzmiało to komicznie tym bardziej, że każdy z nich powiedział to w innym czasie.
Jednak Junior miał rację - takich debili to ja jeszcze nie słyszałam. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- I zadzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby twoi zwariowani koledzy z drużyny się ze mną przywitali?
- Szczerze mówiąc to.. tak!
- Eh ty głupku. Pozdrów wszystkich innych głupków - usłyszałam jakiś szept, a zaraz potem odezwał się Junior.
- Tak trenera też - zaśmiałam się.
- To fajnie, bo wszyscy cię słyszeli - śmiał się Junior.
- Głupek. Czy ja naprawdę jestem aż taką atrakcją na waszym treningu, że wszystkim nagle zachciało się do mnie zadzwonić?
- Tak! - tym razem odpowiedział mi nie Neymar, a chyba wszyscy tam zebrani. Zaczęłam się śmiać. - Dobra, więc koniec tej sensacji, Idę się zająć czymś bardzo interesującym i mam prośbę do pana trenera. Niech pan ich tam wymęczy do końca na tym treningu, przynajmniej nie będą dziewczyn wkurzać jak wrócą do domów.
- Nie ma sprawy - usłyszałam głos zapewne Enrique. I nie patrzcie tak na mnie, to, że nie jestem Barcelonistką nie znaczy, że nie wiem kto jest ich trenerem.
- No wiesz co? Poczekaj aż ja wrócę do domu.
- Jak wrócisz do domu to co?
- Zapytaj się czy robi obiad! - usłyszałam szept Daniego.
- Selena... A zrobisz dzisiaj obiad? - spytał Neymar tonem niewiniątka
- Pytasz się jak ja już go zrobiłam. Trenuj tam, a nie się obiadem zajmujesz! A teraz żegnam was tam wszystkich zebranych. Buziaki - powiedziałam i rozłączyłam się. Zaczęłam się śmiać z tej naszej całej dziwnej konwersacji.
Po chwili znowu wzięłam biografię Neymara do ręki i tym razem już bez żadnych przeszkód zaczęłam czytać. Tak bardzo mi się spodobała, że straciłam rachubę czasu. I nie przeszkadzało mi nawet to, że była po portugalsku. Przerwałam czytanie dopiero kiedy podskoczyłam słysząc za sobą jakiś ruch.
- Neymar, idioto, chcesz, żebym ja zawału dostała? - zawołałam, gdy go zauważyłam.
- Oj no ja też cię kocham - dał mi buziaka w policzek i usiadł obok mnie. Po mojej drugiej stronie usiadł Dani.
- No heyyy - odezwał się.
- Dani, a nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby ustawić sobie ciebie jako budzik? Bo jak wpadłeś dzisiaj do pokoju to ja o mało co nie spadłam z tego łóżka!
- No wiesz, Neymar miał już taki pomysł, ale stwierdził jednak, że jestem trochę zbyt głośny.
- No co ty nie powiesz! - zaśmiałam się.
- No to co robimy? - zapytał Junior.
- Nie wiem jak wy, ale ja to słyszałem jak ptaszki ćwierkały, że macie jakiś dobry obiad, więc ja chyba odbędę pielgrzymkę do waszej kuchni - Dani podniósł się i niemal pobiegł w stronę kuchni. Z Neymarem wybuchliśmy śmiechem.
- Chodź, idźmy za nim, bo nic nam nie zostawi - powiedział Junior biorąc mnie za rękę i prowadząc za Danim.



Po miesiącu nieobecności w końcu wracam z rozdziałem. Oceny całkiem nieźle poprawiłam, więc myślę, że teraz nie będę pisać tak długo. W każdym bądź razie mam nadzieję że do świąt się wyrobię :D 

Dodaję ten rozdział chwilę po meczu z Czechami wygranym 3:1. Uważam że był to naprawdę dobry akcent na zakończenie piłkarskiego roku 2015 w narodowym teamie. Oby tylko nie stracić tej werwy w 2016, a będzie cudownie. 

Oczywiście jak większość martwi mnie sytuacja na świecie... Ale cóż możemy zrobić. Możemy mieć jedynie nadzieję, że jakoś się to wszystko rozwiąże... Choć nie będzie łatwo. 

Już w tym tygodniu wielkie El Clasico. Nie mogę się już doczekać jednego z dwóch najważniejszych meczy w sezonie. Radosną informacją jest oczywiście fakt, że Leo będzie mógł zagrać chociaż te 30 minut. Na pewno bardzo mu na tym zależało. 

Milik, Jodłowiec, Grosicki <3 

Dobranoc :* 


Pamiętajcie o komentarzach :D 


piątek, 16 października 2015

Rozdział 13

~ Tylko grzecznie mi tam!

*Niedziela*
Tamtego dnia okazało się, że Neymar zaraz po wyjściu z mojego pokoju opuścił mój dom i wrócił do Barcelony. Oczywiście o tym wszystkim opowiedziała mi Ada, która minęła się w drzwiach z wychodzącym wtedy Neymarem.
Czy miałam mu za złe to, że wrócił, a nie został ze mną? Nie. Po tym co chciałam zrobić i po tym co mi powiedział nie potrafiłabym przebywać z nim w jednym domu. Nie chodzi o to, że byłam na niego zła. Po prostu musiałam to wszystko przetworzyć, przeanalizować, poukładać sobie w spokoju. I myślę, że Neymar też właśnie tego potrzebował. Przemyślenia całej tej sytuacji.
Po tamtym dniu nie mogłam się zebrać w sobie, żeby porozmawiać z Neymarem. To co powiedział wymagało ode mnie kilku dni bez niego abym mogła się z tym pogodzić. Nie wiedziałam, że on może mnie kochać. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie miałam o tym pojęcia. Ale skoro mi coś takiego wyznał to teraz powstaje pytanie: czy ja też go kocham? I właśnie przez tych kilka dni próbowałam znaleźć na nie odpowiedź. Rozpacz za tym co zrobił Cristian odeszła w zapomnienie. Teraz najważniejszy był Neymar.
Kolejnego dnia nie byłam w szkole. I była to dobra decyzja. Pusty dom i ja sama ze swoimi myślami to chyba najlepsze połączenie. Moich rodziców nadal nie było, więc jedyną osobą, z którą tamtego dnia miałam kontakt była Ada, która odwiedziła mnie zaraz po zajęciach. Miałam takie przeczucie, że ona po prostu bała się, że coś sobie zrobię. Ale ja po tym jak Neymar zabrał mi żyletkę nie miałam już takich pomysłów. Chciałam jedynie z nim porozmawiać, ale jemu też chciałam dać czas do namysłu.
W piątek jednak poszłam do szkoły. Nie mogłam się przecież odizolować od ludzi. Od razu kiedy tylko weszłam do szkoły poczułam na sobie liczne spojrzenia. Tak, to moi rówieśnicy patrzyli się na mnie dziwnie po tym co się ostatnio stało. Olałam to. Nikomu nie będę się tłumaczyć z tego, że uderzyłam Cristiana. Należało mu się, po prostu. Nie żałowałam i to najważniejsze.
Dlatego zdziwiłam się, że gdy siedziałam pod klasą jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej lekcji przyszedł do mnie Cristian. Był chyba ostatnią osobą jaką chciałam w tym momencie widzieć.
- Możemy porozmawiać? - zapytał niepewnie.
- Powiedziałam ci przecież już wszystko co chciałam. Chyba, że masz ochotę, żebym ci poprawiła.
- Rozumiem dlaczego to zrobiłaś.
- Za to ja nie rozumiem dlaczego ty to zrobiłeś - miałam dość tej rozmowy, dlatego wstałam i skierowałam się w stronę sali, którą przed chwilą otworzyła nam nauczycielka.
- Przepraszam - zawołał Cristian za mną, ale ja nawet się nie odwróciłam. Oczywiście doceniałam to, że przeprosił, ale to nie wystarczy, żebym wybaczyła mu to co zrobił. Nie tym razem.
Kilka godzin później nie wytrzymałam i po prostu wyszłam z lekcji hiszpańskiego. I nie, nikt mnie nie zdenerwował. Po prostu nie mogłam wytrzymać tego, że omawialiśmy utwór literacki mówiący o miłości. Dziewczyna, która tęskni za chłopakiem, ale nie chce przy nim okazywać, że coś do niego czuje - temat wybrany chyba dziś specjalnie dla mnie.
Ale szczerze powiem, że ta część tej lekcji, na której byłam jednak mi się przydała. Miałam o czym myśleć w czasie powrotu do domu. Bo w końcu ja też byłam taką dziewczyną tęskniącą za pewnym chłopakiem. A tym pewnym chłopakiem być cudowny piłkarz Fc Barcelony.
Wczorajszy dzień spędziłam także sama ze swoimi myślami, więc znów miałam trochę czasu na przemyślenia. Zastanowiłam się nad tym co czuję do mojego piłkarzyka. I doszłam do wniosku, że przecież definicją miłości jest to, że przy tej drugiej osobie czujesz się bezpieczna i kochana, a ta druga osoba robi wszystko, żeby móc się tobą opiekować, żebyś była szczęśliwa, chce chronić cię przed całym złem tego świata. I taki właśnie w stosunku mnie był Neymar. Kiedy jego nie było obok mnie byłam przecież tak smutna, tak bardzo za nim tęskniłam - z tęsknoty za nim po prostu wsiadałam w pociąg i jechałam do Barcelony. Dla niego byłam zdolna do różnych poświęceń. Mogłam zrobić naprawdę dużo, aby móc być przy nim. I vice versa. Nic więcej chyba nie muszę mówić.
Przy Neymarze stałam się naprawdę spontaniczna, co nie znaczy, że wcześniej taka nie byłam. Więc, żeby tradycji stało się zadość wczoraj po prostu bez dłuższego myślenia kupiłam bilet na mecz Barcy i bilet lotniczy do Sevilli. Nie zniosłabym dłużej żyć bez rozmowy z Neymarem i ogólnie bez niego. Musimy sobie to wszystko wyjaśnić, a wydaje mi się, że Sevilla będzie dość neutralnym gruntem.
Dlatego więc spakowałam dziś kilkanaście najważniejszych rzeczy do torby i około godziny dwunastej opuściłam mój dom, wybierając się na lotnisko. A żeby się tam dostać musiałam najpierw pojechać do Barcelony. Dwie godziny jazdy do stolicy Katalonii i potem jeszcze dwie godziny lotu do Sevilli. Mecz jest na godzinę osiemnastą, więc powinnam zdążyć.
Wsiadłam do Audi R8 mojego taty i odjechałam nim sprzed domu. I uprzedzę pytania: tak, mam prawo jazdy. Włączyłam nawigację i mogłam w spokoju, słuchając muzyki udać się do Barcelony.
Wyjeżdżałam właśnie na autostradę, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Ada. Westchnęłam i włączyłam głośnik.
- Hey - powiedziałam mimo wszystko radośnie.
- No hey. Mogłabyś mi powiedzieć, gdzie ty jesteś? Przyszłam do ciebie, ale twój dom jest zamknięty...
- Nie radzę ci tam na mnie czekać, bo nie wrócę zbyt prędko.
- Sel, co ty znowu wymyśliłaś? - westchnęła zrezygnowana.
- Ja? Nic, po prostu wybieram się na małą wycieczkę... krajoznawczą.
- A można wiedzieć chociaż co będziesz zwiedzać na tej wycieczce?
- Autostradę... i Barcelonę...
- Nie mów mi, że jedziesz do niego. Przecież jego nie ma w Barcelonie. Poleciał z klubem do... Nie mów mi, że masz zamiar tam czekać aż on wróci...
- Nawet nie wpadłabym na coś tak głupiego. Po prostu jadę obejrzeć sobie mecz i pokibicować mojej ulubionej drużynie.
- Selena, nawet nie żartuj, że zachciało ci się lecieć do Sevilli, żeby się z nim zobaczyć - powiedziała jednocześnie zdziwiona i zrezygnowana, a ja byłam pewna, że kręci w tej chwili głową. 
- W tak ważnych sprawach ja nigdy nie żartuję. Mam dość siedzenia i myślenia nad tym wszystkim. Chcę w końcu z nim porozmawiać. A takich rzeczy nie załatwia się przez telefon. 
- Zwariowałaś, ale ciekawi mnie, co powie kiedy cię tam zobaczy. 
- Znając życie to nie powie nic. Albo zdziwi się, że byłam w stanie przejechać tak daleką drogę. Ale nie ważne, najważniejsze, żebyśmy porozmawiali. 
- Ej no, ale czemu nie zabrałaś mnie ze sobą? Ja też bym chciała zobaczyć choć jeden mecz Barcelony na żywo! 
- Jak zdążyłabyś do czternastej znaleźć się w Barcelonie, to możesz lecieć ze mną. Postaram się załatwić ci bilety na samolot - zaoferowałam. W prawdzie trochę nudno będzie być tyle czasu w podróży samemu. Przydałoby się mieć ze sobą taką Adę, z którą zawsze będzie można porozmawiać.
***
Dwie godziny później, gdy czekałam na samolot dołączyła do mnie Ada. Cudem udało mi się załatwić dla niej bilety. No ale niech się cieszy, że ją zabiorę ze sobą. Zapewne sama nigdy by się nie wybrała nawet, gdyby mecz był w Mountblanc. Tak, nie chciałoby jej się po prostu. A tak, kiedy ja jadę ona ma przynajmniej pretekst, żeby wyrwać się w końcu z domu. 
Podróż samolotem upłynęła nam szczególnie na rozmawianiu. Dowiedziałam się między innymi od Ady, że w ostatnich dniach odezwał się do niej Michael. Podobno chciał z nią koniecznie porozmawiać i prosił, żeby przyjechała do Madrytu. Pytała mnie o radę, więc moja odpowiedź była oczywista: jeśli jemu zależy to niech on się postara. Jeśli to on wszystko zepsuł to niech teraz nie prosi jej o to, żeby do niego przyjechała. Niech sam pofatyguje się do Mountblanc. 
Jeszcze przed godziną siedemnastą znalazłyśmy się na lotnisku w Sevilli. Powiem szczerze, że miasto od samego początku zrobiło na nas ogromne wrażenie. No ale w końcu nie po to przejechałyśmy i przeleciałyśmy tyle kilometrów, żeby zwiedzać sobie Sevillę. Miałyśmy do wykonania ważniejsze zadanie. Między innymi dlatego od razu po znalezieniu się na lotnisku wsiadłyśmy w taksówkę i wybrałyśmy się na  Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Stadion też niczego sobie. Od momentu, w którym wysiadłyśmy z taksówki nie minęło dwadzieścia minut, a my zmierzałyśmy już w stronę naszych miejsc na trybunach. Były one dość wysoko, ale z tej wysokości powinnyśmy wszystko widzieć. Nie czekałyśmy długo, a na boisku zaczęli pojawiać się piłkarze. Oczywiście musiałam się uśmiechnąć od razu kiedy na murawie pojawił się mój Brazylijczyk. Szczerze mówiąc reszta piłkarzy w tym momencie była mi obojętna - ważny był tylko on. Przez całe 45 minut wodziłam za nim wzrokiem i cieszyłam się za każdym razem kiedy choćby dotykał piłki. Był wtedy taki szczęśliwy. A najbardziej chyba w momencie kiedy zaliczył ostatnie podanie przy bramce Messiego. Myślałam, że zaraz zacznie śpiewać ze szczęścia. Sama w tamtym  momencie zaczęłam się śmiać z jego zachowania, a razem ze mną też Ada. Widać było, że świetnie się tu bawi. 
W czasie przerwy zrobiłyśmy sobie z Adą kilka, a może nawet kilkanaście zdjęć, żeby upamiętnić ten nasz wspólny wieczór spędzony na meczu naszego ukochanego klubu. Chwilę później musiały one oczywiście wylądować na facebooku i instagramie Ady. Ja na swoje portale społecznościowe nie chciałam ich dodawać ze względu na Neymara. Wiedziałam, że mnie obserwuje, a nie chciałam, żeby dowiedział się, że tu jestem. Przynajmniej na razie. 
Druga połowa zaczęła się spokojnie, Dopiero pod koniec meczu zrobiło się naprawdę emocjonująco. Barcelona wygrywała jak na razie 1:0, ale wszyscy dobrze wiemy, że jak na Dumę Katalonii taki wynik nie jest adekwatny do umiejętności piłkarzy jacy tam grają. Dlatego nie małym zaskoczeniem było to, że przez praktycznie całą drugą połowę nie udało im się podnieść tego wyniku. Ale wszystko oczywiście naprawił Neymar w ostatnich sekundach meczu. Dostał bardzo dobre podanie od Daniego i zamienił to na gola. Cały stadion zaczął wyśpiewywać jego imię, a ja darłam się chyba najgłośniej ze wszystkich. Tak bardzo się cieszyłam. I z tego, że Barca wygrała, i z tego, że Neymarowi udało się zaliczyć asystę i bramkę. Chwilę później piłkarze zeszli do szatni, a my z Adą śpieszyłyśmy się, żeby jak najszybciej znaleźć się przed stadionem.
Oczywiście w pobliżu autokaru Barcelony znajdowało się pełno ludzi.. Nie dziwię im się, w końcu każdy z nich chciał zobaczyć swoich idoli. A teraz mieli na to jedyną okazję, bo piłkarze zaraz wsiądą w autokar, pojadą na lotnisko i wrócą do stolicy Katalonii, a przyjadą tu znowu dopiero na kolejne ligowe spotkanie dopiero za rok.
Ada postanowiła, że nie będzie tu ze mną czekać. Uznała, że to sprawa między mną a Neymarem i nie musi tutaj ze mną być, dlatego poczeka na mnie gdzieś niedaleko stadionu. A ja czekałam razem z wszystkimi innymi kibicami aż w końcu zaczęli pojawiać się piłkarze. Pierwsi z tunelu wyszli chyba Pique i Messi, bo jeden był strasznie wysoki, a drugi był niewiele wyższy ode mnie, a co jak co, ale ja do najwyższych nie należałam. Ale spojrzenie na najlepszego piłkarza było tylko krótkim przerywnikiem w wyczekiwaniu na przyjaciela.
- Neymar! - zawołałam, gdy tylko go zobaczyłam. Ale w tamtym momencie inni kibice zrobili taki hałas, że mojego głosu nie było nawet słychać. Wołałam go, gdy był niedaleko, ale wtedy także mnie nie usłyszał. Kiedy miał już wsiadać zawołałam ostatni raz tracąc nadzieję, ale wtedy on zatrzymał się, spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Zatrzymał jednego z piłkarzy, który szedł obok niego, zamienił z nim parę słów, po czym oddał mu swoją torbę i podszedł do mnie. Na widok tego, że Neymar idzie w stronę barierek kibice od razu podnieśli krzyk. A on na to jedynie się się zaśmiał, złożył kilka autografów, zrobił parę zdjęć i w końcu na chwilę podszedł do mnie.
- Co ty tutaj robisz? - spytał.
- Przyjechałam obejrzeć mecz. I przy okazji się z tobą zobaczyć.
- Musimy porozmawiać - westchnął.
- Między innymi dlatego też tutaj jestem.
- Kiedy wracasz do Barcelony?
- Za godzinę mam samolot.
- Ja też zaraz wracam, więc porozmawiamy już w Barcelonie. Przyjadę po ciebie na lotnisko. A teraz już muszę iść, drużyna na mnie czeka. Do zobaczenia - musnął mój policzek i pobiegł z uśmiechem na ustach do autokaru, który po chwili odjechał.
Kibice zaczęli się rozchodzić, a ja razem z nimi. Ada napisała mi, że czeka na mnie przy głównej bramie stadionu, więc od razu tam poszłam. Chwilę po tym jak się z nią spotkałam przyjechała wcześniej zamówiona przez nią taksówka, która zawiozła nas na lotnisko.
"Tęsknię. Bezpiecznego lotu." - dostałam wiadomość od Neymara chwilę przed tym jak miałam przejść odprawę.
***
- Księżniczka - powiedział Neymar na lotnisku, przytulając mnie do siebie. Cóż to za okazywanie emocji w miejscach publicznych. Przecież gdy fanki Neymara zobaczą, że przytula jakąś dziewczynę to rozerwą mnie na strzępy. Chyba, że on sam zamierza mnie przed nimi bronić. 
- Fajnie cię znowu widzieć - powiedziała do niego stojąca za mną Ada. 
- O, hey. Nie wiedziałem, że przyleciałaś z Seleną. 
- Nie dziwne, w końcu zwracasz uwagę jedynie na Sel. Świata poza nią chyba nie widzisz - odpowiedziała mu przesadnie gestykulując, żeby wywołać nasz śmiech. Udało jej się. 
- No wiesz Ada... Może i masz trochę racji - powiedział spoglądając na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Dobra, Selena, dość tej słodkości!
- Zapamiętaj sobie coś Neymar - ja zawsze mam rację. A teraz już wam nie przeszkadzam gołąbeczki. Wy tu omawiajcie co mieliście omawiać, a ja zmykam. Tylko grzecznie mi tam! - zagroziła. Oboje z Neymarem znów wybuchliśmy śmiechem widząc jej wyraz twarzy. No przecież my wcale nie wiedzieliśmy o czym ona wtedy myślała. 
- Nie jedziesz z nami? - no tak, Neymar jak zawsze niezorientowany.
- Nie, nie chcę wam przeszkadzać. Byłam w Sevilli, obejrzałam mecz i tyle mi wystarczy. Nie muszę cię jeszcze w domu odwiedzać. A tak przy okazji to gratuluję bramki. A teraz pozwólcie, że wrócę do domu i dam wam w końcu święty spokój - pożegnała się z Neymarem i poszła w stronę parkingu. Do Mountblanc miała wrócić pociągiem, a ja miałam ją odwieźć na dworzec.
- To jak, jedziemy do mnie? - Neymar znów wrócił wzrokiem do mojej skromnej osoby.
- Jasne, tylko muszę załatwić jeszcze coś ważnego. Więc ty możesz sobie wrócić do domu, a ja do ciebie przyjadę za jakieś pół godziny - wyjaśniłam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. W ogóle zastanawiam się po co przyjechałeś na te lotnisko skoro ja i tak sama do ciebie przyjadę.
- No, teraz to i ja się nad tym zastanawiam. To za pół godziny u mnie?
- Yhym - odprowadziłam Neymara do jego samochodu i kiedy odjechał poszłam do mojego Audi, w którym oczywiście czekała już na mnie Ada.
- Wiesz, że mogłam sobie sama pojechać na ten dworzec?
- Nie robi mi to żadnej różnicy. I tak musiałaby pojechać do Neymara swoim samochodem, więc jak zrobię parę kilometrów więcej to nic się nie stanie. A będę pewna, że dotarłaś na dworzec cała i zdrowa, i że żadne ufo cię nie porwało.
- Bardzo śmieszne. Ale tak szczerze, to mam nadzieję, że z Neymarem się dogadacie. Tworzylibyście ładną parę.
- Powtarzasz się - zwróciłam jej uwagę.
- Bo mam rację. Każdy to potwierdzi.
I tak minęła nam cała droga na dworzec. Cały czas przekomarzałyśmy się w związku z moją rozmową z Neymarem. Potem Ada pożegnała się ze mną i poszła kupić sobie bilet, a ja znowu zostałam sama. Ale tylko na chwilę, bo piętnaście minut później parkowałam przed domem Neymara. Kiedy wysiadałam z samochodu w drzwiach pojawił się mój przyjaciel. Nie powiem, był zdziwiony. Ciekawe czym takim.
- To ty masz prawo jazdy? - spytał kiedy tylko do niego podeszłam. Czyli już wszystko jasne.
- Skoro tu przyjechałam samochodem to zapewne mam, nie sądzisz?
- No wiesz. Możesz mieć różne pomysły. Po tobie nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Ale samochód masz ładny. Sam mam taki.
- Widocznie mój tata ma dobry gust - puściłam mu oczka i weszłam do jego domu. Nic się tam nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty.
Oczywiście standardowo poszliśmy do salonu, gdzie mogliśmy się rozsiąść na kanapie.
- No to jak? Które z nas zaczyna? Bo chyba oboje mamy sobie dużo do powiedzenia. - zaczął Neymar.
- No to może ja pierwsza. Najważniejsze, to chciałabym cię przeprosić za to co chciałam zrobić. Nie powinnam była nawet o tym myśleć, a co dopiero chcieć to zrobić. Ale to co zrobił Cristian... Jest po prostu debilem. Przepraszam cię za to. I jednocześnie dziękuję, że wtedy nie zostałeś.
- Czyli jednak znam cię na tyle dobrze, że wiedziałem, że wtedy nie będziesz chciała mnie widzieć. Ale nie przepraszaj mnie za to. Mało kto ma tak silną psychikę, żeby zachować spokój kiedy ktoś zrobi ci coś takiego. Ale po prostu więcej tego nie rób, bo jesteś dla mnie cholernie ważna. - Nie patrzył na mnie. Bawił się swoimi palcami. I znając życie tak właśnie będzie wyglądać ta rozmowa.
- Właśnie, a co do tego to... - zaczęłam, ale on nie pozwolił mi kontynuować.
- To co wtedy zrobiłem... i powiedziałem... Robiłem to szczerze, Tak naprawdę to cholerę zazdroszczę temu Cristianowi, że coś do niego czujesz - odważył się w końcu na mnie spojrzeć. - On nie zasługuje na ciebie, a ty... Cholernie chciałbym być na jego miejscu. Ale mogę cię mieć jako przyjaciółkę. I to chyba powinno mi wystarczyć jeśli nie może być już lepiej.
- A co jeśli ja nie zgadzam się z tym co mówisz? - Neymar spojrzał na mnie zdezorientowany przez chwilę trawiąc słowa, które wypowiedziałam.
- Czyli, że...
- Czyli, że tak - dokończyłam i podeszłam do niego.
- Ale... Naprawdę?!
- Naprawdę. Te kilka dni bez ciebie było straszne. Nie mogłam wytrzymać. Tęskniłam za tobą.
Widocznie dotarł w końcu do niego sens moich słów, bo nagle podniósł mnie i zaczął kręcić nas wokół własnej osi. Dopiero po chwili z powrotem postawił mnie na ziemi.
- Mogę? - nie musiał mówić nic więcej. Prosta aluzja.
- Możesz - odpowiedziałam mu z uśmiechem na ustach.
I niemal od razu zrobił to na co mu pozwoliłam. Po raz drugi łączy nasze usta, tyle, że tym razem mu na to w pełni pozwalam. Chociaż nie powiem, że wtedy bym mu na to nie pozwoliła. Kiedy się ode mnie odsunął na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Widocznie to, że się zgodziłam bardzo go ucieszyło.
- Skąd ta nagła zmiana? - spytał.
- Myślę, że nie było, żadnej zmiany. Tak było od zawsze, ale chyba sama nie chciałam tego przed sobą przyznać. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś. Dziękuję, że jesteś. - przytuliłam się do niego.
- Bardzo mi miło, ale chyba to Cristianowi powinnaś podziękować. Może to dziwne, ale to poniekąd dzięki niemu wszystko to się wydarzyło.
- Byłam w piątek w szkole. Cristian mnie przeprosił.
- Więc może jednak nie jesteś mu obojętna. Skoro cie przeprosił to musi mu zależeć - jego głos diametralnie się zmienił. Może myślał, że mam zamiar jednak coś tworzyć z Crisem?
- Nie rozumiem czemu to zrobił i nie szybko mu to wybaczę. Ale może jednak to jest jego zasługa. Możliwe, że gdybym nie była tak zrozpaczona tym co zrobił...
- ... to ja nie zrobiłbym tego co zrobiłem i nie byłoby cie tutaj, ze mną - przerwał mi i objął mnie z uśmiechem. Czyli jednak jego radość wróciła.
- Masz minę jakbyś chciał wykrzyczeć całemu światu, że jesteśmy razem - zaśmiałam się.
- Owszem, mam ochotę to zrobić.
- Ale tego nie zrobisz dla mojego bezpieczeństwa. Coś czuję, że twoje fanki nie będą mnie uwielbiać.  - Chyba będą się musiały z tym pogodzić. Za bardzo mi na tobie zależy, księżniczko, żeby z ciebie zrezygnować.
Przytulił mnie, a ja już wtedy wiedziałam, że to właśnie tego mi brakowało od momentu kiedy go poznałam. Tego, żeby powiedzieć mu co naprawdę wobec niego czuję, kim dla mnie jest. Sprawia, że moje życie staje się piękniejsze, że ja sama staję się szczęśliwsza. Że zależy mi na nim jak na nikim innym. Neymar wiedział o tym wszystkim, mimo, że nie musiałam mu o tym mówić. My po prostu od zawsze rozumieliśmy się bez słów. Szkoda tylko, że jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy będę musiała mieszkać w Mountblanc. Cholernie trudno będzie wytrzymywać za każdym razem cały tydzień bez niego, wiedząc, że jest mój, a nie ma go ze mną. Ale jeszcze tylko tych kilka miesięcy i przeprowadzę się do Barcelony, zacznę naukę tutaj. Jeszcze tylko tych kilka miesięcy i będziemy już razem bez żadnych ograniczeń. Tylko ja i on. Nasza miłość i nasza przyjaźń.


Naprawdę cholernie mi przykro, że znowu Was zawiodłam. Cholernie mi przykro, że rozdział pojawia się tak późno i jest tak denny i źle napisany. Przepraszam. Znowu. Ale tym razem nie obiecuję że będzie lepiej. Bo nie będzie. 
!!!!!! Ważne!!!!!!
Przez sytuację z brakiem czasu na pisanie i do tego moimi ocenami, które sama uważam, że są poniżej moich ambicji postanowiłam, że na razie (puki choć troszeczkę się nie poprawię) dam sobie na wstrzymanie z pisaniem kolejnego rozdziału. Nie nazwałabym tego zawieszeniem, bo będę się tutaj pojawiać, ale nie chce, żebyście musiały czekać w nieskończoność zanim dodam nexta. Tak więc już wcześniej Was informuję, żeby znów nie było problemu, że dodaję rozdziały zdecydowanie za rzadko. Chociaż jest możliwość, że między wszystkimi klasówkami znajdę trochę czasu, żeby coś napisać. 

A poza tym na moim fotoblogu ( link tutaj: fotoblog neyforever) ostatnio pojawiła się informacja dotycząca nowego opowiadania, więc chciałabym poznać Waszą opinię w tej sprawie. Naprawdę mi na tym zależy. I przy okazji chciałabym powiedzieć, że jeśli zdecyduję się na pisanie kolejnego opowiadania, to nie będzie one dodawane od samego początku listopada. 

Przy okazji dziękuję za 4500 wejść na bloga i 100 komentarzy :D Jesteście wielkie :*

Jako że dodaję ten wpis praktycznie w nocy, bo większość z Was pewnie już śpi i przeczyta to jutro to, życzę Wam miłej soboty i weekendu :* Buziaczki i do zobaczenia :*
Neyforever :*


czwartek, 1 października 2015

Rozdział 12

~ Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże

* Wtorek *

Wszystkie moje dzisiejsze zajęcia - matematyka, hiszpański, geografia, angielski, francuski - minęły naprawdę szybko. Nim się obejrzałam znalazłam się na boisku na, którym wczoraj rozmawiałam z Neymarem, aby tam odbyć jeszcze dwie godziny w-fu. A potem będę już wolna i będę mogła wreszcie wrócić do domu. Teraz już tylko o tym myślałam. Po dzisiejszym dniu byłam wykończona. W nocy nie mogłam spać, a w szkole musiałam siedzieć przez tyle godzin. A do tego teraz jeszcze te dwa w-fy. Jak ja kocham szkołę...
Jedynym dzisiejszym pocieszeniem było to, że po wczorajszej akcji mogłam sobie spać na historii i to, że Crisa nie było dziś w szkole. Z tego co mówiły dziewczyny z jego klasy, pojechał sobie do Madrytu. Zachciało mu się Hiszpanię zwiedzać. Jak na mnie to mógłby już tam zostać. Na zawsze. Przy najmniej nie musiałabym już go więcej oglądać.
Przed wyjściem na boisko nawet nie poszłam do szatni, żeby się przebrać. Nie mam na nic siły. Nie ćwiczę.
Jak na złość cała moja klasa postanowiła pograć sobie przez dwie godziny w piłkę. Super. Chciałabym zagrać, ale zmęczenie bierze górę. Odkąd poznałam mojego piłkarzynę nawet zachciało mi się grać. Co on ze mną zrobił?
Moi znajomi wyszli ze szkoły, weszli na boisko, podzielili się na drużyny i zaczęli grać. Obserwowałam  ich grę i raz na jakiś czas wstawałam po to, żeby wyrzucić piłkę z autu. Przynajmniej na tyle się im dzisiaj przydałam. Kiedy zaczęłam się nudzić wyjęłam telefon, założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Zbyt długo się jednak tym nie nacieszyłam. Słuchanie przerwał mi dźwięk przychodzącego SMSa. A kto inny mógł do mnie napisać jak nie Neymar?
"Gdzie jesteś?
Zdziwiłam się. Po co mu było to wiedzieć? Dziwne.
"Na boisku w szkole. A po co ci takie poufne informacje?" - napisałam szybko i wysłałam.
Oczekiwałam przez kilka minut odpowiedzi, ale nie nadeszła. Hmm... może po prostu nie może odpisać. Odłożyłam telefon do torebki i w tym samym momencie ktoś zakrył mi oczy. Czyżby...?
Odwróciłam się i ujrzałam Brazylijczyka. Miałam ochotę krzyczeć z radości, ale nie chciałam zwracać na nas uwagi. Zapewne nie bez powodu miał na sobie full-cap i okulary przeciwsłoneczne. Nie chciał, żeby ktoś go tu rozpoznał. I szczerze mówiąc ja też nie chciałam. Nie miałam najmniejszej ochoty dzielić się z nikim moim przyjacielem.
- A co mój piłkarz tu robi? - zaśmiałam się na jego widok.
- Odwiedza przyjaciółkę - powiedział siadając obok mnie. - Czemu nie grasz? - spytał.
- Jak nie gram, jak gram. To jest po prostu nowa wersja piłki nożnej i nowy zawodnik.
- To ja chyba tej wersji nie znam - udał smutnego, ale i tak wiedziałam, że jest rozbawiony. - W takim razie mnie oświeć, co ty takiego robisz.
- Siedzę sobie za linią, wyrzucam piłkę z autu i wracam do siedzenia za linią. Bardzo ciekawa pozycja, mówię ci. Musisz kiedyś spróbować.
- Rzeczywiście, wydaje się mało męczące, a przynajmniej mniej niż bieganie przez całe 90 minut - tak ślicznie się uśmiechnął. - A tak naprawdę to czemu nie ćwiczysz?
- Nie mam siły. Jestem wykończona. Nie wyspałam się - i żeby to potwierdzić mojemu ciału zachciało się ziewać.
- Ile masz jeszcze lekcji? - spytał.
- Jeszcze jeden wf....
- A gdzie twój nauczyciel? - O co mu chodzi? Mimo wszystko, powiedziałam:
- Tam, po drugiej stronie boiska.
- Ok. - Neymar wstał z uśmiechem i na około boiska przeszedł na drugą stronę. Zamienił kilka słów z moim nauczycielem i wrócił tą samą drogą. Nikt z grających osób nawet nie zwrócił na niego uwagi.
Neymar wyciągnął do mnie rękę, a kiedy ją ujęłam ten pomógł mi wstać. Potem schylił się i wziął moją torbę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wyciągnął ponownie do mnie rękę i zaczął prowadzić w stronę wyjścia z terenu boiska i szkoły.
- Gdzie idziemy? - spytałam zdziwiona.
- Do domu. Jesteś podobno zmęczona, a twój kochany braciszek zwolnił cię z ostatniej lekcji - wyszczerzył się do mnie otwierając mi drzwi do swojego Audi. Cóż za dżentelmen.
- A więc od dzisiaj jesteś moim braciszkiem? - zachichotałam. Sama przecież go tak przecież wcześniej nazywałam, ale nie myślałam, że będzie podawał się za mojego prawdziwego brata.
- No na to wygląda - zamknął za mną drzwi i przeszedł na drugą stronę samochodu. Chwilę później siedział już obok mnie. - To co, kierunek twój dom? - spytał, patrząc na mnie wyczekująco. Czekał, aż powiem mu, że chcę tam jechać. Kiwnęłam głową na tak i po chwili Neymar prowadził samochód po ulicach Mountblanc.
- Podobno miałeś do mnie przez dłuższy czas nie przyjeżdżać przez treningi, to czemu tutaj jesteś? - spytałam, patrząc jak prowadzi. Taki skupiony, ale jednak na jego ustach widniał uśmiech. Lubię na niego patrzeć.
- Niespodzianka - zaśmiał się. - Dostaliśmy dzisiaj z chłopakami dzień wolny - dodał nie spuszczając wzroku z ulicy.
- I dlatego zamiast siedzieć w domu i odpoczywać od treningów tobie zachciało się jechać taki kawał drogi, żeby zabrać mnie ze szkoły i zawieść do domu? - chichotałam. Ten człowiek ma takie głupie pomysły.
- Nie, czemu ci coś takiego w ogóle przyszło do głowy? - śmiał się. - Przyjechałem sobie odpocząć od Barcelony razem z moją przyjaciółką.
- No chyba, że tak. Czyli mam rozumieć, że dzisiaj wracasz?
- Dzisiaj, może jutro rano. Zastanowię się jeszcze.
- A kiedy masz kolejny mecz? - spytałam, ponownie ziewając. Ziewanie jest męczące.
- W niedzielę.
- Na wyjeździe? - niby o to zapytałam, ale już znałam odpowiedź i uwierzcie mi, że nie byłam z tego zbytnio zadowolona.
- Niestety. W sobotę wieczorem lecimy z chłopakami do Sevilli - westchnął dość głośno. Chyba nie było mu to na rękę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym tam pojechać, zobaczyć wasz mecz. Ale troszeczkę daleko.
- No wiesz, będzie nas dzielić jedynie prawie cała Hiszpania... Oj tam, zostajemy na szczęście w Sevilli jedynie na mecz, a zaraz potem wracamy do domu.
- Nie cieszysz się, że wyjeżdżacie? Myślałam, że lubisz podróżować.
- Ostatnio jakoś mam dość tego ciągłego jeżdżenia, wyjazdów... Chciałbym chociaż przez dwa tygodnie móc siedzieć sobie w domu, nigdzie nie musieć wychodzić, wyjeżdżać... Po prostu mieć kilka dni tylko dla siebie.
- I mówisz to ty, który właśnie w dniu gdzie mogłeś być sam ze sobą w domu, przejechałeś tyle kilometrów do mnie?
- Tylko 100 kilometrów i to samochodem, samemu, do kogoś. To nie to samo co lecieć kilka godzin samolotem z całą Barceloną na drugi koniec kraju i to tylko na kilkanaście godzin. - W jego głosie nie słychać było już tej radości. Teraz słychać było jedynie smutek i tęsknotę. Ale za czym? Tego nie byłam w stanie się domyślić.
- Jeśli bym mogła to chętnie bym się z tobą zamieniła. Ja tkwię tutaj całymi tygodniami i jedyną odmianą jest kiedy jadę do ciebie do Barcelony. A nie wspomnę już o tym, że po zakończeniu szkoły czekają mnie studia, czyli kilka przyszłych lat w jednym i tym samym mieście spędzonych na zakuwaniu do kolejnych egzaminów. A co mi po tym, że będę miała jakieś przerwy w nauce skoro zapewne wtedy matka zaciągnie mnie do domu i tak spędzę cały wolny czas? A ty skończysz sezon, pojedziesz na wakacje na Ibizę albo coś tego typu, odwiedzisz rodzinę w Brazylii, będziesz miał mecze z reprezentacją... Ciesz się, bo twoja praca polega na tym, że robisz to co kochasz. Tobie nikt nie ustawiał przyszłości, tworzyłeś ją sam. Nie to co ja. Moja matka obmyśliła chyba już plany do końca mojego życia - ostatnie dwa zdania dodałam szeptem, ale podejrzewam, że on i tak mimo wszystko je słyszał. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a chwilę później poczułam, że samochód się zatrzymuje. Rozejrzałam się. Nie zatrzymaliśmy się pod moim domem, a w środku miasta. Co Neymar zamierza zrobić?
Byłam naprawdę w szoku kiedy przytulił mnie z całej siły i po chwili pocałował we włosy.
- Przepraszam - szepnął. - Nie powinienem był tak narzekać. Rzeczywiście moje życie w porównaniu z twoim nie jest takie złe. Ale uwierz, że zrobię wszystko, żeby było tak cudowne jak moje, księżniczko - dodał szeptem, a do moich oczu napłynęły łzy. Nie mogę uwierzyć, że mam tak wspaniałego przyjaciela.
Brazylijczyk po chwili puścił mnie i wrócił do prowadzenia samochodu, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę, oparłam ją o szybę i spoglądałam na mijane przez nas miejsca. I w tamtym momencie przez moją głowę przewijało się miliony myśli.
Już prawie zasypiałam, gdy w końcu zatrzymaliśmy się przed bramą mojego domu. Neymar znów otworzył drzwi od mojej strony i pomógł mi wysiąść. Gdy opuściłam samochód piłkarza zdałam sobie sprawę, że jest mi naprawdę ciepło. A to było akurat dziwne, bo z tego co pamiętam to dzisiaj na dworze było strasznie zimno. Moje myśli potwierdziło zdziwione spojrzenie Neymara, gdy w to zimno ściągnęłam kurtkę i szłam w stronę domu tylko w bluzie.
- Czy ty zgłupiałaś? - powiedział może lekko na mnie zdenerwowany, ale w jego głosie można było wyczuć ogromną troskę. Mój "braciszek" się o mnie troszczy, ojjj.
- Ale mi jest gorąco! - odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zamyślony, ale się nie odezwał. Gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego domu podał mi moją torebkę, abym mogła znaleźć w niej klucze i po chwili znaleźliśmy się już w środku. Odłożyłam moje rzeczy na szafkę obok wejścia, a wtedy podszedł do mnie Neymar i przyłożył mi dłoń do czoła. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic mi nie powiedział. Dopiero gdy zapytałam o co chodzi, odpowiedział zmartwiony:
- Albo mi się zdaje, albo masz gorączkę.
- Może... bo jakoś tak jak weszłam do domu to mi się zimno zrobiło - powiedziałam otulając się szczelniej bluzą.
- Chodź, położysz się spać. Nie dziwię się, że jesteś taka zmęczona.
Posłusznie poszłam za nim do swojego pokoju - raczej nie miałam innej opcji, gdybym została na dole, wróciłby i zaniósł mnie na górę, więc jednak wolałam pójść na własnych nogach. Piłkarz przykrył mnie kołdrą i wyszedł. Zastanawiałam się, gdzie poszedł, gdy ponownie zjawił się w pomieszczeniu, niosąc w ręce kubek. Podszedł do mnie i podał go razem z tabletką, którą trzymał w drugiej ręce. Zgaduję, że to coś na przeziębienie. Neymar nie musiał oczywiście nic mówić, sama wiedziałam co musiałam zrobić. Połknęłam tabletkę, popiłam wodą, a Neymar w tym czasie usiadł na moim łóżku.
- Nadal ci zimno? - spytał.
Nie miałam siły, żeby mu odpowiedzieć, więc tylko kiwnęłam głową i szczelniej otuliłam się kołdrą, a on położył się obok mnie, tuląc do siebie. Od razu zrobiło mi się cieplej i to wcale nie zasługa tego, że leżałam w ubraniach i bluzie pod ciepłą kołdrą ....
Nie długo cieszyłam się obecnością Brazylijczyka tak blisko mnie, bo w przeciągu kilku następnych minut zmęczenie wzięło górę i po prostu zasnęłam.
***
- Zmieniła się. Bardzo. Dzięki tobie. Albo przez ciebie. Za każdym razem cholernie za tobą tęskni. Postanowiła, że nie ważne co powiedzą jej rodzice, po skończeniu szkoły wyjeżdża na studia do Barcelony, nigdzie indziej. Skrzywdź ją, a nie chcesz wiedzieć co się z tobą stanie. I to, że jesteś piłkarzem nic ci raczej w tej sytuacji nie pomoże - jak przez mgłę usłyszałam głos Ady. Chwileczkę, co ona tu robi, przecież ja byłam sama w domu z Neymarem... No tak, zapewne on ją tu wpuścił. I coś czuję, że zdążyli się już całkiem poznać. 
- A wy co, ploteczki? Beze mnie? - zaśmiałam się siadając na łóżku. Ciekawe ile czasu spałam. Pewnie długo. 
- Ploteczki? To było raczej przesłuchanie! - zaśmiał się Neymar. Na ten piękny dźwięk na mojej twarzy obowiązkowo musiał pojawić się uśmiech. 
- Powinnaś teraz ode mnie oberwać, ale ratuje cię to, że jesteś chora. Czemu nie powiedziałaś mi, że tym twoim przyjacielem jest Neymar?! - zawołała Ada. 
- No wiesz... Nie było okazji. Ale sama też byłaś blisko. Mój Barcelonista - uśmiechnęłam się na to wspomnienie. - I przestań z łaski swojej grozić mojemu piłkarzykowi, bo od grożenia to tu jestem ja.
- Ja tylko dbam o moją przyjaciółkę - odpowiedziała 
- No właśnie, ja też o nią dbam - powiedział Neymar, siadając na moim łóżku. - Lepiej?
- O wiele. Dziękuję, A tak właściwie, to która godzina?
- Coś koło osiemnastej. Dość długo spałaś. Ada przyszła zaraz po skończeniu lekcji.
- No to chyba przez ten czas zdążyliście się już dość dobrze poznać?
- Oj tak, i to chyba nawet zbyt dobrze... - powiedział Neymar, spoglądając na Adę z czego wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
***
Wczoraj z Neymarem i Adą bawiłam się wręcz cudownie. Strasznie się cieszę, że się w końcu poznali. Moje dwie najważniejsze osoby. Jednak wszystko co dobre kiedyś musiało się skończyć. Wieczorem Ada musiała wracać do domu, choć namawiałam ją, żeby została na noc u mnie. No i tak zostaliśmy z Neymarem sami. Trochę śmiechu, wygłupów, kolacja i spać. Każde z nas było zmęczone tym długim dniem. Tym razem Neymar spał już na "swoim" łóżku.
Dziś rano, gdy wstałam było mi już dużo lepiej, dlatego postanowiłam iść do szkoły. Nie pożegnałam się z Neymarem. Gdy wychodziłam z domu jeszcze spał, a zapewne, gdy tylko się obudzi będzie musiał wracać do Barcelony. Szkoda, że mógł być tutaj jedynie przez te kilkanaście godzin, ale lepsze to niż nic. Zastanawiałam się, czy jakoś w najbliższym czasie nie pojechać do Barcelony, ale Neymar ma mecz w niedzielę, więc odwiedziny w weekend odpadają.
Poszłam po Adę do jej domu i razem poszłyśmy do szkoły. Od razu spotkałyśmy nasze przyjaciółki z klasy. Chwilę rozmawiałyśmy, oczywiście nie obeszło się bez pytań o to, kim był chłopak, z którym wczoraj wyszłam z zajęć. Oczywiście nie powiedziałam im prawdy - i tak by nie uwierzyły. Wcisnęłam im to samo kłamstwo, które Neymar powiedział mojemu trenerowi: "Przyjechał po mnie mój kochany brat". Aż sama się zdziwiłam, że w to uwierzyły.
Niestety zabrzmiał dzwonek na lekcję i wszystkie musiałyśmy iść do sali od języka hiszpańskiego. Te lekcje akurat lubiłam. Ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Do czasu.
Po zakończeniu zajęć z naszego ojczystego języka nauczycielka zadałam nam pracę domową i pozwoliła nam wyjść na przerwę. Wymieniłam się spojrzeniami z Adą i już wiedziałam, że musimy iść do łazienki. W końcu moja przyjaciółka musiała poprawić sobie włosy. To weszło jej już w nawyk.
- I jak, już wyglądasz tak jak powinnaś? - spytałam znudzonym głosem, opierając się o ścianę łazienki. Po 10 minutach takiego czekania naprawdę zaczęło mi się nudzić.
- Jeszcze chwilka - odpowiedziała skupiona na wsuwaniu wsuwki w swoje włosy. Poprawiała ją już chyba z piętnasty raz. Perfekcjonistka...
- Jest dobrze. Możemy wychodzić - powiedziała szczęśliwa. Ja w tamtym momencie też byłam radosna - w końcu mogłam wyjść z tej łazienki. Miałyśmy dłuższą przerwę, więc postanowiłyśmy wyjść na dwór. Korytarz był pełen ludzi. Nie zwracałam uwagi na to kto idzie przede mną. Aż do momentu kiedy usłyszałam śmiech. Jego śmiech. Śmiech Crisa. Szedł przede mną razem z Camilą. Śmiali się z czegoś o czym rozmawiali. Nie słyszałam tego co wcześniej powiedział, ale chwilę potem usłyszałam to, co w tej rozmowie było najważniejsze:
- Chciałbym zobaczyć jej minę kiedy wczoraj siedziałaś na moich kolanach. Ona jest naprawdę głupia. Że ona przez tyle czasu nie zauważyła, że się po prostu z niej nabijamy.
Nie trzeba było być jakimś specjalnym geniuszem, żeby zrozumieć o czym rozmawiali. Po usłyszeniu tych słów poczułam na raz tak wiele emocji... Złość, rozczarowanie, smutek, chęć uderzenia go. Wszystko na raz.
Ada spojrzała na mnie z przerażeniem. Ona też słyszała to co powiedział przed chwilą Cristian. Bała się, że zrobię coś głupiego. Ja tym czasem zachowywałam powagę i spokój. Ale jedynie zewnętrznie. Wyszłam za nim ze szkoły walcząc z ogarniającą mnie ochotą, aby się do niego odezwać.
Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz cały czas obserwowałam go wzrokiem. Widziałam, że usiadł na jednej z ławek razem z Camilą. Nie zamierzałam się rozpłakać, nie zamierzałam udawać, że nic się nie stało. Miałam zamiar załatwić to. Teraz.
Podeszłam do niego z uśmiechem. Oczywiście wymuszonym.
- Cristian, możemy porozmawiać? -spytałam, siląc się na opanowanie. Nie chciałam dać się ponieść emocjom. Jeszcze nie teraz.
-  Jasne, nie ma sprawy - wstał z uśmiechem na twarzy, stając może jakoś pół metra ode mnie. Och, jak bardzo chciałabym zetrzeć mu ten głupi uśmieszek z twarzy!
- Wiesz co? W prawdzie to chciałam powiedzieć ci tylko tyle - warknęłam i zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć moja dłoń wylądowała na jego policzku. W powietrzu rozległ się głośny plask, a na jego twarzy pojawił się duży czerwony ślad. Należało mu się. Piekła mnie ręka, ale byłam szczęśliwa. - Jak mogłeś być takim dupkiem - pokręciłam głową i odeszłam zostawiając wszystkich w ogromnym zaszokowaniu.
Gdy tylko odeszłam na znaczną odległość przyspieszyłam aż w końcu zaczęłam biec. Z nadmiaru emocji nawet nie poczułam jak po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Przed chwilą wydarzyło się coś o wiele gorszego. W tym momencie najważniejsze było dla mnie tylko to, żeby wrócić do domu, zamknąć się tam i nigdy więcej stamtąd nie wychodzić. Miałam ochotę zniknąć, na zawsze.
*Ada*
Po wszystkim co wydarzyło się przed szkołą nie wiedziałam czy poprawić Crisowi za to co zrobił, czy może pobiec za Seleną. Korciło mnie żeby dać temu idiocie w twarz, ale jednak moim priorytetem było bezpieczeństwo przyjaciółki. Wybiegłam za nią już jej nie dostrzegłam. Zniknęła. Wiedziałam gdzie zapewne pobiegła, ale zanim dotarłabym na miejsce, ona mogłaby zrobić coś głupiego. Z resztą na pewno nie wpuściła by mnie do domu. Jej rodzice wyjechali na kilka dni, więc była tylko jedna osoba, która mogła tam teraz być. Ale szanse na to, że jeszcze w ogóle był w Mountblanc były bardzo małe. 
*Neymar*
Właśnie zabierałem z salonu swoje rzeczy i miałem wychodzić. Szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Seleną, ale niestety ona była w szkole, a ja nie chciałem się tam teraz pojawiać i jej szukać. Wzbudziłbym zbyt duże zainteresowanie. Niby wczoraj tam byłem, ale wtedy widziało mnie jedynie kilka osób z klasy Sel, którzy mnie i tak nie rozpoznali, a to nie to samo co cała szkoła. Więc niestety będę musiał wrócić do Barcelony bez pożegnania z moją przyjaciółką. 
Nagle, gdy już miałem wychodzić z pomieszczenia i skierować się do wyjścia, zadzwonił mój telefon. Nie kryłem zdziwienia, gdy zobaczyłem, że dzwoni Ada. Czego mogła ode mnie chcieć?
- Neymar, jesteś jeszcze w domu Seleny? - zawołała jeszcze zanim zdążyłem się odezwać. 
- Tak, właśnie miałem wychodzić, ale o co chodzi, co się stało? - pytałem zdezorientowany. Ada była bardzo zdenerwowana. 
- Jeśli możesz to zostań u niej w domu. Selena przed chwilą pokłóciła się z Cristianem, tym chłopakiem, o którym ci wczoraj mówiłam. Okazało się, że on po prostu bawił się jej uczuciami. Neymar, ja się boję, że ona coś sobie zrobi! - mówiła tak szybko, że ledwie udało mi się ją zrozumieć. I właśnie w tym momencie usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych. To Sel. Wiedziałem, że pobiegła teraz do swojego pokoju. 
- Nie martw się, Sel właśnie wróciła do domu. Zajmę się nią, a ty tymczasem się uspokój. Nic się jej przy mnie nie stanie - spróbowałem ją trochę uspokoić. - Zadzwonię do cb później - dodałem i rozłączyłem się. Zaraz potem pobiegłem do Seleny. 
*Selena*
Wbiegłam do domu, trzasnęłam drzwiami i nie zważając na to czy ktoś jest w domu, pobiegłam do swojego pokoju. Miałam dość. Dość tej cholernej miłości, tego głupiego życia... Miałam ochotę ze sobą skończyć. Ale wiedziałam, że nie będę potrafiła tego zrobić. Są tutaj osoby, które kocham, które są dla mnie ważne. Za nic nie chciałabym ich zostawiać, ale w tym momencie nie mam już siły, żeby dalej żyć. 
Zostawiłam gdzieś po drodze torbę i rzuciłam się na łóżko. Z moich oczu nadal płynęły łzy, których nie potrafiłam opanować. Miałam dość. Nie chcę się więcej zakochiwać. Pieprzyć miłość! 
Otworzyłam szufladkę mojej szafki i wyciągnęłam z niej jeden mały i ostry przedmiot. Wiem, że Neymar nie byłby zadowolony gdyby to zobaczył, ale w tym momencie go tutaj nie ma. Jest dla mnie cholernie ważny. Jednak o niczym się nie dowie. Nie chcę go ranić. Nie chcę zobaczyć jego oczu pełnych zawodu. Nie chciałam go zawieść, ale jednak mimo wszystko w tym momencie do tego dążyłam...
Położyłam żyletkę na dłoni. Nie, nie zamierzałam się ciąć. Powoli zaciskałam dłoń, ale zanim zrobiłam to do końca usłyszałam jak drzwi mojego pokoju się otwierają. W moim pokoju pojawił się Neymar. Nie miałam pojęcia, że nadal tutaj jest. Byłam święcie przekonana, że wrócił do Barcelony. A jednak okazało się, że został i do tego zobaczył mnie płaczącą.,. Nie powinien był mnie widzieć w takim stanie. 
Podszedł, usiadł na łóżku na przeciwko mnie i mocno przytulił. Kiedy już się ode mnie odsunął, zauważył moją prawie zaciśniętą dłoń i zobaczył tam żyletkę. Spojrzał na mnie tak smutnym wzrokiem, że od razu zrobiło mi się cholernie przykro, że mu to zrobiłam. Jednak ja już chyba nie potrafiłam inaczej. 
- Oddaj mi to - poprosił spokojnie. I to chyba ten spokój sprawił, że od razu oddałam mu ten mały przedmiot, który spoczywał w mojej dłoni, i którym chciałam się okaleczyć. Nawet samą mnie zaskoczyło moje posłuszeństwo. Na ogół jeśli ktoś kazał zrobić mi coś czego nie chciałam to po prostu go olewałam. Z Neymarem było inaczej. Neymar był wyjątkiem od wszystkich moich zasad. - Nie masz ich więcej? - zapytał na co ja jedynie pokręciłam przecząco głową. - Chciałaś skrzywdzić siebie dlatego, że ktoś cię skrzywdził? Przecież to kompletna głupota. Okaleczać się dlatego, że trafiłaś na takiego durnia - starał się wytłumaczyć mi moją głupotę. Jednak ja chyba w tym momencie nie do końca to rozumiałam. 
- Kochałam go - szepnęłam. A może jedynie mi się wydawało? Może tylko sobie to wyobrażałam?
- Skoro zrobił coś takiego to znaczy, że nie zasłużył sobie na ciebie. Nie dorósł na tyle, żeby móc cie pokochać. Ale zobaczysz, że w końcu spotkasz tego swojego księcia z bajki. Skąd wiesz, może koń mu zdechł i musi teraz iść do ciebie na pieszo? Ale na pewno w końcu cię znajdzie, w końcu będziecie razem, będziecie ze sobą szczęśliwi. Tylko to wszystko wymaga cierpliwości. 
- Mnie nikt nie pokocha. Nie zasługuję na niego... - mówiłam, ale w tym momencie Neymar zrobił coś czego nigdy się po nim nie spodziewałam. Przybliżył się do mnie i po chwili nasze usta się spotkały. Pocałował mnie! A ja ten pocałunek odwzajemniłam! Nie wiem co się z nami wtedy stało. Przecież mieliśmy być przyjaciółmi... 
- Ja cię kocham. A ten chłopak cię nie docenia. Jesteś dużo więcej warta od niego. Jesteś najlepsza księżniczko. I nigdy w to nie wątp. Pamiętaj, że ja zawsze jestem - powiedział, przytulił mnie jeszcze raz, pocałował we włosy i najzwyczajniej w świecie wyszedł z mojego pokoju. Wyszedł zostawiając mnie oszołomioną tym co przed chwilą się tutaj wydarzyło. On mnie... kocha?

Jestem, powróciłam xD Szkoła trochę daje w kość, ale codziennie, małymi kroczkami udało mi się skończyć tak długo przeze mnie wyczekiwany rozdział. To jest chyba moja ulubiona część tego opowiadania :D Oczywiście w sensie pomysłu, a nie wykonania, które powiedzmy szczerze jest średnie... No ale w końcu jest i czas myśleć nad wydarzeniami dla kolejnej części. 
Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Wszystko się sypie choć staram się na bieżąco wszystko ogarniać. Szczerze mówiąc to lubię pisać to opowiadanie, ale dużo ono ode mnie wymaga, bo to co piszę czasami odzwierciedla mój humor. A w ostatnim czasie raczej nie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odbija się to na opowiadaniu choć wątek z Sel i Crisem był już dawno zaplanowany. W każdym bądź razie chcę Wam przez to powiedzieć, że następny rozdział... może się pojawić w dość dużym odstępie czasu... Przepraszam Was za to...

Proszę Was o komentarze, one strasznie mnie motywują i poprawiają mi humor, więc jeśli chcesz mnie uszczęśliwić to zostaw komentarz :* 
Udanego piątku i weekendu :*